Pewnie nie wiecie, ale wszyscy jesteśmy na coś chorzy i koniecznie wymagamy leczenia. Obejrzyjcie ten film, żeby się dowiedzieć jak kartele farmaceutyczne robią z was nabywców swoich wyrobów.
Choroby na sprzedaż
Posted by astromaria w dniu 22/05/2012
Opublikowany w Big Pharma, Matrix, Owce i wilki, Psychomanipulacja, Racjonalizm?, Zdrowie | Komentarzy: 49 »
Kolejna kretyńska akcja Avaaz
Posted by astromaria w dniu 18/05/2012
Owszem, podpisywałam ich petycje. Tak , wierzyłam, że robią dobrą robotę. Ale kiedy przysłali mi petycję z żądaniem, żebym zmusiła naszego ministra środowiska do podpisania morderczego dla naszej gospodarki pakietu klimatycznego straciłam do nich zaufanie.
Nie muszę Wam tłumaczyć, że globalne ocieplenie to bujda na resorach i pseudonaukowy przekręt wszechczasów (jest 18 maja, a za termometr oknem pokazuje prawie mróz). Wmawianie światu, że dwutlenek węgla jest odpowiedzialny za zmiany klimatu to szczyt nieuctwa i bandytyzmu.
Kiedy dziś dostałam kolejną petycję w sprawie klimatu (w tym przypadku akurat mają ciut racji, bo pieniądze “za klimat” trafiają do bezczelnych złodziei, zamiast do instytucji, które mogłyby zrobić z nimi coś w miarę sensownego) wkurzyłam się porządnie i napisałam do nich maila – chociaż wątpię, żeby raczyli przeczytać (zwłaszcza, że po polsku). Ponieważ prawdopodobnie mnie oleją zamieszczam jego treść na blogu.
Drogi Keith i Avaaz,
droga polska redakcjo
Proszę uprzejmie nie robić z nas idiotów. Naszej planecie nic nie grozi. A zwłaszcza nie grozi jej niewinny gaz, dwutlenek węgla. Nie musimy nikomu nic płacić. Światem rządzi mafia i bandyci, a wy, skoro jesteście tacy mądrzy, powinniście o tym wiedzieć.
Nie ma żadnego globalnego ocieplenia.
CO2 nie powoduje zmian klimatu.
Największym szkodnikiem na tej planecie są wielkie korporacje, które emitują do atmosfery siarkę, bisfenole i tysiące innych trucizn. Szkodnikiem i zabójcą jest też Monsanto ze swoimi diabelskimi wynalazkami, takimi jak glifosat i GMO. Zajmijcie się nimi i je zmuście do płacenia, a nie nas, praworządnych obywateli.
Jeśli nie wiecie o czym piszę poszukajcie sobie hasła “Klub Rzymski”. To jest ta banda psychopatów, którzy wymyślili tę całą ściemę z klimatem. Napiszcie petycję, żeby ich aresztować i zdelegalizować ich działalność.
Odwalcie się od klimatu. Klimatowi nic nie dolega. No, może z wyjątkiem chemtrails – kiedy stworzycie petycję zakazującą trucia nas z nieba? Zgadnę: NIGDY. A może zajmijcie się szczepieniami, które okaleczają i zabijają dzieci na całym świecie? Tego też nie zrobicie, bo nie macie odwagi.
Opublikowany w Chemtrails, Globalne ogłupianie klimatyczne, GMO, Monsanto, NWO, Owce i wilki, Psychopaci, Racjonalizm?, Ruch Oporu, Samodzielne myślenie, Spiski a nie "teorie" spiskowe, Wolność | Komentarzy: 28 »
Bardzo prosty, tani i smaczny sposób, żeby pozbyć się śmiertelnych chorób
Posted by astromaria w dniu 15/05/2012
Dieta ma nieco biblijną nazwę “Alleluja”, a to dlatego, że opracował ją i propaguje pastor, którego matka, pod czułą opieką onkologów, zmarła w męczarniach na raka jelita grubego. On sam, wkrótce po 40-ce usłyszał taką samą diagnozę, więc wiedział, że “naukowe” leczenie może go zaprowadzić jedynie na cmentarz.
Zapewniam jednak wszystkich ateistów, agnostyków i innowierców, że mimo swojej nazwy ta dieta pomoże również im, ponieważ polega ona na radykalnym oczyszczeniu i utrzymywaniu w czystości swojego organizmu oraz na dostarczaniu mu żywych enzymów, witamin i soli mineralnych.
Chorujemy od nadmiaru chemii w środowisku (skażona, chlorowana i fluoryzowana woda, toksyczne kosmetyki i środki higieny osobistej, zanieczyszczone powietrze, pozostające w roślinach nawozy sztuczne i środki ochrony roślin, barwniki, konserwanty, dodatki smakowe i zapachowe dodawane do żywności, przeróżne polepszacze dodawane do chleba, wyrobów mleczarskich i wszelkiej gotowej żywności itp.), więc jeśli jesteś prawdziwym racjonalistą i posiadasz zdolność logicznego myślenia powinieneś sam rozumieć, że dodawanie organizmowi jeszcze więcej chemii nieorganicznej z leków nie może leczyć, lecz musi zabijać. Takiej ilości obcej chemii nie wytrzyma ani wątroba ani nerki. Każdy mechanik samochodowy wie, co się dzieje, gdy zapcha się filtr paliwa – samochód wtedy nie pojedzie. Nasz organizm również “nie pojedzie”, gdy z powodu zapchania jego filtrów skażeniu ulegnie krew. Skażona krew zatruwa całe ciało, a co najgorsze również mózg. Skażony mózg nie może logicznie myśleć i z tego powodu rosną w siłę tabuny pseudo-racjonalistów, wygadujących głupoty, które nazywają nauką.
Nie będę streszczać tego wykładu, koniecznie zobaczcie to sami. Ja powiem tylko, że ta dieta została opracowana i praktycznie sprawdzona w Kalifornii, gdzie przez cały rok panuje ciepły klimat. W naszym klimacie musimy pamiętać o konieczności rozgrzewania organizmu w zimnej porze roku. Autorka wykładu powiedziała w wywiadzie, że mimo jadania w zimie gotowanych i gorących potraw zachowała pełne zdrowie. Stało się tak dlatego, że przez cały czas piła duże ilości świeżych, wytłaczanych na zimno soków, napoju z zielonego jęczmienia i jadała surówki ze świeżych warzyw.
Najlepiej jest jadać owoce i warzywa pochodzące z upraw ekologicznych, ale jeśli kogoś na to nie stać nie powinien się załamywać. Nawet te uprawiane na nawozach sztucznych są mniej skażone, niż… ekologiczne mięso. Okazało się, że mięso zawiera 800% więcej toksyn (wprost nie do wiary, ale tak jest!), niż jakiekolwiek warzywa czy owoce. Oszczędni powinni się dowiedzieć, które owoce i warzywa kumulują najwięcej toksyn i przynajmniej te kupować w sklepach eko.
Opublikowany w Choroby „nieuleczalne”, Cukrzyca, Leczenie dietą, Medycyna naturalna, Mikroelementy, Rak, Witaminy, Zdrowie | Otagowane: Dieta Alleluja, Natura | Komentarzy: 96 »
Młodzi, znakomicie wykształceni, z wodą zamiast mózgu
Posted by astromaria w dniu 11/05/2012
Tylko na nas spójrzcie. Wszystko jest na wspak, wszystko jest do góry nogami: lekarze niszczą zdrowie, prawnicy niszczą sprawiedliwość, uniwersytety niszczą wiedzę, rządy niszczą wolność, główne media niszczą informacje, a religie niszczą duchowość. [Michael Ellner]
Prowadząc ten blog trochę zamknęłam się w hermetycznej puszce wśród ludzi myślących podobnie do mnie. Ale na szczęście mam też konto na Facebooku. Niby tam też są sami swoi, bo starannie dobieram znajomych, ale moi znajomi mają swoich znajomych, a ci swoich i tak dalej. Ponieważ ja nie chronię swojej prywatności zbyt wieloma zaporami, należę też do różnych grup, więc widzę co piszą ludzie z kręgów, z którymi pewnie nigdy nie miałabym okazji się zetknąć. I tu czasem zdarza mi się przeżyć lekki szok. A to wpadam na jakąś ziejącą jadem nienawiści anty-polonistkę, a to na jakiego aroganckiego racjonalistę, a to na innego dziwoląga z zupełnie obcego mi świata. Staram się być tolerancyjna, ale czasem nóż sam mi się w kieszeni otwiera. Bo jak może się nie otworzyć, jeśli spotykam lekarza, który nie tylko nie ma pojęcia o istnieniu jakichkolwiek skutków ubocznych szczepień (NOP, niepożądany odczyn poszczepienny), ale wręcz je z oburzeniem neguje? No bo przecież, gdyby takie coś istniało, to on, jako lekarz, musiałby o tym wiedzieć!
Im bardziej „doskonale wykształcona” czuje się dana osoba i im bardziej prestiżowy zawód wykonuje, tym bardziej jest tępa, niereformowalna i zabetonowana na swojej szklanej górze. Umie ona to, czego ją nauczono w czasie studiów, ale nie wie, że ta wiedza może być niewiele warta. Myślenie i negowanie wiedzy jest ostatnią rzeczą, jakiej od niej wymagano.
System edukacji nie uczy myślenia. Nawet gorzej – oducza, i to już od pierwszych klas szkoły podstawowej. Za zadawanie trudnych pytań można bardzo podpaść, bo to jest przeszkadzanie w zajęciach. Nauczyciel ma do przerobienia konkretny materiał, musi go wyłożyć w określonym czasie, zrobić sprawdziany i przedstawić dyrekcji do oceny postępy klasy jako całości. Zadaniem ucznia jest nauczyć się na blachę zadanej lekcji. Uczeń powinien umieć wyrecytować lekcję nawet obudzony w środku nocy.
System edukacji nie produkuje ludzi twórczych i samodzielnie myślących, lecz roboty do pracy w korporacji. Człowiek twórczy jest nieprzewidywalny i niezdyscyplinowany. Zamiast robić co mu każą sprzeciwia się i robi zamieszanie. Szefostwo tego bardzo nie lubi. Najlepiej by było, gdyby ludzie stali się jak mrówki w mrowisku, a jeszcze lepiej, żeby mieli inteligencję zbiorową i automatycznie robili to, co szef pomyśli.
W tym celu wymyślono procedury. Po co lekarz w izbie przyjęć ma improwizować? Bezpieczniej będzie, jeśli zaprogramuje się go niczym automat, żeby przestrzegał procedur. To uchroni go przed błędami, a szpital przed odszkodowaniami. Pacjent postrzegany jest jedynie jako wróg, który może obrzygać lub polecieć do sądu.
Od czasu, kiedy uczelnie medyczne zostały wykupione przez korporacje lekarz stał się automatem do zlecania szczepień i wypisywania recept. Szpitale zostały sprywatyzowane i muszą być rentowne. Obecnie zadanie lekarza polega na szczepieniu od pierwszych godzin życia i zapisywaniu jak największej ilości jak najdroższych leków. Jak tak dalej pójdzie lekarze już niedługo w ogóle będą niepotrzebni, bo zastąpią ich automaty do wypisywania recept. Pacjent wpisze do lekomatu objawy choroby i poda wyniki badań, a automat wyda mu leki i pobierze opłatę.
Lekarz już teraz zachowuje się jak automat. Jak go nauczyli na uczelni, tak działa. Nie myśli, nie poszukuje wiedzy w źródłach alternatywnych, nie jest ciekawy niczego, bo wydaje mu się, że wie wszystko.
Skutek?
Szczepienia zamieniają zdrowe dzieci w chore, a leki powodują skutki uboczne, czyniąc z pacjenta dożywotniego klienta służby zdrowia. Jeśli zabieg medyczny zaszkodzi pacjentowi, mówi się, że to przypadkowa korelacja. Usłyszałam ostatnio od Bardzo Ważnej Pani Ekspert Od Szczepień, że nie da się stwierdzić, czy problemy zdrowotne zostały spowodowane przez szczepienie czy przez czysty przypadek, ponieważ dziecko dostaje w pierwszym roku życia 14 szczepień. Znaczy to, że jest kłute częściej niż raz w miesiącu. Dzieci często chorują, więc każdy atak padaczki czy zapaść można zwalić (jakże niesłusznie) na szczepionkę i nazwać to NOP-em. A przecież dowodów na to brak!
Zastanawiam się, czy ci wszyscy Bardzo Ważni Specjaliści są totalnymi idiotami, ofiarami akademickiego prania mózgu, czy może reprezentantami jakiegoś obcego plemienia, któremu zlecono zadanie dokonania w białych rękawiczkach (ups, raczej fartuchach) ludobójstwa na Polakach?
Inny przykład zamroczenia ślepą wiarą w to, czego uczą uczelnie i co ludziom wszczekują do łbów me(n)dia: wpada młody „racjonalista” na mój blog, spogląda na tytuł i obrazki, nie czyta całości (bo po co?), nie ogląda wykładu doktor Niedzwiecki, bo
to że jakaśtam doktor powiedziała nic nie znaczy. Jest wielu ludzi którzy mają tytuły naukowe a gadają od rzeczy
Co ma wspólnego grubość rękawicy, fakt że leki używane w chemoterapii mogą doprowadzić do chemicznych oparzeń skóry a fakt ich skuteczności w leczeniu? Nic.
W ogóle go nie interesuje, że badania zespołu, do którego należy dr Niedzwiecki są solidnie udokumentowane, więc on wykładu nie obejrzy. Dla niego liczy się jedynie
źródło: WHO.
Źródło: WHO latem 2009 roku podawało hiobowe wieści na temat całkowicie zmyślonej (pod dyktando interesów finansowych karteli farmaceutycznych i interesów politycznych psychopatów tworzących rząd światowy) pandemii świńskiej grypy:
WHO: Mamy pandemię świńskiej grypy
Pierwsza globalna pandemia grypy od 41 lat. Światowa Organizacja Zdrowia nakazała swoim krajom członkowskim ogłoszenie pandemii grypy typu A/H1N1. Oznacza to najwyższy, szósty stopień zagrożenia.
Gdyby takiemu wykształciuchowi powiedzieć, że WHO, FDA, „renomowane pisma naukowe” i parę jeszcze innych instytucji powołanych do czuwania nad zdrowiem społeczeństwa „sponsorują” kartele farmaceutyczne, też nie uznałby tego za coś złego. Znakomicie wykształcony człowiek nie dostrzega związku między finansowaniem tych instytucji przez lobby farmaceutyczne z nadużyciami, jakie z tego wynikają, bo nie uczono go myślenia ani detektywistycznej dociekliwości. Zamiast tego wyrobiono w nim odruch bezkrytycznego przyjmowania za prawdę wszystkiego, co podają do wiadomości Bardzo Ważne Instytucje i Autorytety.
Koniec dyskusji. Betonowa klapa spadła na umysł i zgniotła szare komórki.
Irracjonalni racjonaliści nie kierują się własnym rozumem i nie kojarzą oczywistych rzeczy, bo są ludźmi ślepej, fanatycznej wiary. Gdyby zachowali zdolność kojarzenia faktów, to musieliby zauważyć, że coś tu się nie zgadza i że ktoś ich okłamuje. A wtedy ich wiara w „naukową medycynę” i „postęp w rolnictwie dzięki GMO” runęłaby jak domek z kart. Bo to jest wiara, a nie wiedza.
Opublikowany w GMO, Koncerny farmaceutyczne, Kretynizmy, Mafia medyczna, Matrix, Owce i wilki, Psychologia, Racjonalizm?, Samodzielne myślenie, Spiski a nie "teorie" spiskowe, Wiara czy wiedza?, Zdrowie | Otagowane: Autorytet i posłuszeństwo, NOP, Pseudonauka | Komentarzy: 89 »
Rak płuc z przerzutami, czyli historia Janet Sommer z serialu „Nieuleczalni”
Posted by astromaria w dniu 05/05/2012
Matka Janet była palaczką i zmarła na raka, gdy Janet miała 19 lat. Janet została pielęgniarką, pracowała w szpitalu i żyła aktywnie, dbała o zdrowie i dobrze się odżywiała. Zawsze twierdziła, że w razie choroby nie podda się chemioterapii. Wyszła za mąż i miała dwóch synów, po latach jej małżeństwo się rozpadło, ale pozostali z byłym mężem przyjaciółmi.
Po rozwodzie musiała dużo pracować, żeby utrzymać siebie i dzieci, a stres związany z pracą odcisnął piętno na jej zdrowiu. Czuła, jakby ktoś naciskał pięścią na jej mostek. Zaniepokoiło ją to, więc poszła do zaprzyjaźnionej lekarki i poprosiła o zbadanie. Badanie nic nie wykazało. Ponieważ objaw się utrzymywał zwróciła się do innego lekarza, który skierował ją na prześwietlenie i badanie krwi. Zaniepokojony wynikami zlecił tomografię. Badanie wykazało liczne guzy w płucach i w wielu innych narządach.
Onkolog, do którego się udała dawał jej nie więcej niż pół roku życia.
Przerażona udała się do innego, a ten powiedział, że zostało jej 6 tygodni. Pomyślała, że to za mało, żeby przygotować się na śmierć i sprzątnąć dom. Miała 45 lat i dwoje dzieci na utrzymaniu. Jej siostra nie uwierzyła w ten wyrok, a ojciec się przeraził.
Wróciła do pierwszego onkologa, a ten przekonał ją do leczenia. Poddała się operacji usunięcia guzów z tylnej części brzucha po czym powiedziała o wszystkim synom. Starszy się rozpłakał, a młodszy zastosował myślenie magiczne. Uznał, że jeśli nie przyjmie tego do wiadomości, to problem zniknie.
Przerażona Janet poddała się serii 6 zabiegów chemii. Po tym „leczeniu” jej stan gwałtownie się pogorszył.
Nikt nie wierzył, że przeżyje.
Ważyła 32 kilogramy, wymiotowała, miała płyn w płucach, wyłysiała i wyglądała strasznie. Onkolog nalegał na dalsze leczenie i przekonywał ją, żeby przyjęła II serię chemii. Na szczęście jej lekarz rodzinny gorąco jej to odradzał. Twierdził, że na pewno tego nie przeżyje i że chemia ją zabije. Spytał ją, czy słyszała o medycynie alternatywnej i opowiedział jej o diecie makrobiotycznej.
Jako pielęgniarka nie wierzyła w medycynę alternatywną, więc odpowiedziała, że to dla hipisów.
Lekarz twierdził, że ludzie umierają od chemioterapii i przekonywał ją do diety. Powiedział, że dieta nie jest lekarstwem, ale bardzo wzmocni jej system odpornościowy. W końcu się zgodziła. Nie miała nic do stracenia.
W jej domu pojawił się konsultant o imieniu Francois, bardzo wysoki i bardzo chudy, z pociągłą twarzą. Janet była bardzo krytyczna i pomyślała, że nie podoba jej się ten facet i że nie chciałaby wyglądać jak ten chodzący szkielet.
Francois urządził pokaz gotowania dla niej, jej przyjaciółek i lekarza domowego. Ponieważ była za słaba, żeby gotować w jej domu na zmianę mieszkały przyjaciółki i pomagały jej w kuchni. Ze zdziwieniem oglądały nieznane im warzywa, np. kapustę pastewną.
Po tygodniu nowej diety Janet mogła swobodniej oddychać, ale w jej płucach wciąż zbierał się płyn, który trzeba było odciągać. Najbardziej przygnębiające było jednak to, że guzy wciąż rosły. Była bliska załamania, ale jednocześnie czuła się coraz lepiej. W końcu odzyskała wiarę, a po długich 5 miesiącach guzy zaczęły się kurczyć.
Po roku była w pełni zdrowa.
Kiedy poczuła się lepiej uświadomiła sobie, że chemia zaszkodziła jej bardziej niż rak i że jej wielki krytycyzm był objawem nierównowagi w organizmie. Kiedy zmieniła sposób odżywiania i zaczęła zdrowieć zmienił się jej sposób myślenia i stosunek do całego świata, w tym do ludzi. Odkryła też z radością, że osoby, które kochała odwzajemniają jej uczucia, czemu dały wyraz pomagając jej w chorobie. Było to zdumiewające i radosne odkrycie.
Zapisała się na kurs makrobiotyki i po czterech latach nauki zaczęła pomagać innym. Pomogła już setkom ludzi. Stosuje dietę i z każdym rokiem jest zdrowsza. Poznała mężczyznę swojego życia o imieniu Gary i wzięli ślub na statku z kuchnią makrobiotyczną.
Opublikowany w Leczenie dietą, Makrobiotyka, Medycyna naturalna, Nieuleczalni, Racjonalizm?, Rak, Wiara czy wiedza?, Zdrowie | Otagowane: Natura, Onkologia | Komentarzy: 26 »
Okrucieństwo chowu przemysłowego zwierząt – to nie koszmar, to rzeczywistość
Posted by astromaria w dniu 05/05/2012
Autor: Marek Kryda
Publicysta i działacz społeczny. Kieruje kampanią Naturalne geny Instytutu Spraw Obywatelskich w Łodzi. Był współzałożycielem Towarzystwa Ochrony Puszczy Białowieskiej. W 2000 r. rozpoczął współpracę z Instytutem Ochrony Zwierząt (Waszyngton, USA) i do 2010 roku kierował pracami tego Instytutu w Polsce.
Trudno się dziwić słowom autora “Sztukmistrza z Lublina”, noblisty Izaaka Bashevisa Singera, który w opowiadaniu “Listy do Pisarza” napisał: Dla zwierząt wszyscy ludzie to naziści, a ich życie to wieczna Treblinka. Trudno zaprzeczyć faktom: obecnie większość produktów pochodzenia zwierzęcego w supermarketach pochodzi od zwierząt wyhodowanych w warunkach obozu koncentracyjnego.
Era koszmaru rolnictwa przemysłowego rozpoczęła się w Stanach Zjednoczonych w 1928 roku, gdy Herbert Hoover, wówczas kandydat na prezydenta, obiecał Amerykanom “kurczaka w każdym garnku”. Ubodzy imigranci z Europy jedli mięso tylko od święta w swoich krajach, w Ameryce miało się to zmienić. By rozpocząć erę rolnictwa “intensywnego”, trzeba było podważyć odwieczne święte prawa wsi – takie, jak gospodarowania zgodnie z naturą, szacunek dla jej naturalnych cyklów – pór roku, okresów płodności, czasu aktywności i odpoczynku. W konsekwencji rolnicze koszmary chłopów całego świata wykluły się właśnie tu – w Ameryce. Należą do nich monokultury – przeciwieństwo tradycyjnego płodozmianu, chemizacja, GMO czy klonowanie zwierząt. To właśnie przekazane Stalinowi w latach dwudziestych takie “osiągnięcia” amerykańskie, jak szerokie użyciu maszyn i nawozów sztucznych w rolnictwie, umożliwiły brutalną kolektywizację Rosji Sowieckiej i zamianę rosyjskich chłopów w pozbawionych własności wyrobników Sowchozów i Kołchozów. Bez amerykańskich traktorów rozruchy głodowe w “rozkułaczanej” Rosji mogłyby podważyć brutalną tyranię Józefa Stalina – ale trudno nie zauważyć, że tyrania korporacji łatwo znajduje wspólny język z tyranią satrapów.
Chów przemysłowy zwierząt w USA zaczął się szczególnie rozprzestrzeniać w latach 80′, rozlewając się na cały świat – w roku 1990 stąd pochodziło 30% wytwarzanego na świecie mięsa, w roku 2005 odsetek ten wzrósł już do 40%.
Co to jest chów przemysłowy zwierząt? To opracowany “naukowo” system, gdzie zwierzęta są traktowane jak “produkty przemysłowe” – tu świnie trzymane są na zimnych betonowych lub metalowych rusztach, bez ściółki. Zwierzęta całe życie trzyma się w zamknięciu, bez dostępu słońca i świeżego powietrza, świnie często znajdują się w oddzielnych boksach, w których trudno się poruszać. Obcina się im ogony, uszy i niektóre zęby, żeby się nawzajem nie raniły, kastruje bez znieczulenia. Ulepszanie warunków chowu, choćby o słomę, zapobiegłoby takim zachowaniom jak wzajemne podgryzanie, a co za tym idzie powstrzymałoby choćby praktykę przycinania ogonów. Mimo, że rutynowe przycinanie ogonów jest zabronione przez prawo UE, dochodzenie organizacji humanitarnych dowiodło, że jest nadal powszechnie praktykowane – w niektórych państwach Europy odsetek stosowania tej barbarzyńskiej praktyki dochodzi nawet do 100%. W 2007 r. raport Europejskiej Rady Żywienia poinformował, że 90 % europejskich warchlaków jest poddawanych takim okrutnym praktykom. Kiedyś szczególnie w Danii przykuwało się je nawet do ziemi łańcuchem, ale odchodzi się od tej praktyki, bo powodowało to rany i zakażenia (zapomnijmy o “cierpieniu zwierząt”, bo takich słów nie ma w podręcznikach nowoczesnej hodowli).
Rutynowo sztucznie zapładniane maciory w kojcach porodowych stoją na betonowych rusztach bez ściółki mając do dyspozycji ograniczoną ilość miejsca, nie będąc w stanie nawet się obrócić. W naturalnych warunkach świnie żyją co najmniej dziesięć lat; maciory w chowie przemysłowym rzadko żyją dwa i pół roku. Ogromna większość z nich musi umrzeć w wyniku obrażeń i infekcji; jeszcze więcej z nich jest uśmiercanych już w chlewni.
Chociaż w Unii Europejskiej stosowanie kojców indywidualnych po pierwszych czterech tygodniach ciąży ma być całkowicie zakazane w 2013 r. (zakaz takiw całym okresie ciąży wprowadzono już w Szwecji i Wielkiej Brytanii), dochodzenie organizacji Compassion in World Farming wykazało, że kojce te nadal są powszechnie używane. Młode lochy, które zostały przeznaczone na rzeź, są do tego stopnia okaleczone, że nie mogą samodzielnie dojść do miejsca uboju. Kontenery na każdej z ferm są przeładowane padłymi zwierzętami.
Według dziennika Daily Mail w 2008 roku na amerykańskiej fermie świń niedaleko Kętrzyna umieralność wynosiła już 12,8 %, czyli była o około 50 procent wyższa niż na fermach brytyjskich.
Kurczaki przeznaczone na mięso w tym systemie dorastają w USA do “wagi ubojowej” już w ciągu 39 dni swego krótkiego życia w stresie, bólu i brudzie. Hałas osiąga 90 decybeli, powietrze jest przepełnione trującymi gazami – jeden z nich – siarkowodór, który może osiągnąć zabójcze stężenie w niedostatecznie wentylowanych pomieszczeniach, stanowi śmiertelne niebezpieczeństwo dla zwierząt i pracowników chlewni. Do paszy kurczakom dodaje się arszenik, by zwalczyć pasożyty układu pokarmowego. Z kolei rutynowe podawanie antybiotyków potrzebnych do utrzymania zwierząt przy życiu w tych nieludzkich warunkach, przyczynia się do powstawania nowych szczepów bakterii odpornych na antybiotyki, wobec których współczesna medycyna jest bezradna. Blisko połowa z 25-30 tys. ton antybiotyków używanych rocznie w USA jest podawana zwierzętom hodowlanym na wielkich fermach.
Korporacje agrobiznesu zapewniają, że taki model rolnictwa ma być przyszłością świata, ale dziwnym trafem tam, gdzie rolnictwo przemysłowe zaczyna dominować, np. w USA, rolnikom wcale nie wiedzie się lepiej, a wręcz przeciwnie – narasta tam plaga bankructw i samobójstw farmerów. Chów przemysłowy nie jest opłacalny ekonomicznie. Staje się taki dopiero wtedy, gdy większość prawdziwych kosztów – czyli koszty strat ponoszonych przez środowisko, straty socjoekonomiczne i zdrowotne – przenosi się na kogoś innego.
To my – konsumenci i podatnicy płacimy rachunek za chów przemysłowy, to my płacimy zasiłki rolnikom wypartym z rynku, pokrywamy koszty leczenia ofiar zatruć pokarmowych i chorób wywołanych przez bakterie Salmonelli, E-coli czy gronkowca z wielkich ferm. To my w końcu płacimy za szkody w środowisku, zatrucie wody przez odchody zwierząt z wielkich ferm. Gdyby nawet istniejące prawo weterynaryjne i ochrony środowiska było rzeczywiście uczciwie przestrzegane, a jego łamanie karane, to cały system “fabryk zwierząt” by się rozsypał. Nie dzieje się tak dlatego, że nie tylko w USA, ale i w Polsce inwestycje gigantów agrobiznesu są wspierane przez jedną z najsilniejszych grup lobbystycznych w historii.
Opublikowany w Kretynizmy, Mrożące krew w żyłach, Psychopaci, Racjonalizm?, Zdrowie | Otagowane: Chów przemysłowy, E-coli, Korporacje, Okrucieństwo, Pseudonauka, Rolnictwo intensywne, Salmonella, Skażenie środowiska | 1 komentarz »
Protest przeciwko fermie wiwisekcyjnej Green Hill i przeciwko wiwisekcji w ogóle
Posted by astromaria w dniu 05/05/2012
Czeski plakat – jest tak wymowny, że nie trzeba tłumaczyć na polski!
Jak na górze, tak na dole. Jak my traktujemy zwierzęta, tak sami jesteśmy traktowani.
W ostatnich dniach kwietnia media doniosły, że włoscy aktywiści obrony praw zwierząt uwolnili szczenięta rasy beagle przeznaczone do wiwisekcji, za co zostali aresztowani. Wzbudziło to wielkie oburzenie w całej Europie.
Stali czytelnicy tego bloga wiedzą, że leki stosowane we współczesnej medycynie to czyste oszustwo: nie pomagają lecz szkodzą. Leczenie opiera się na niewłaściwych podstawach teoretycznych i w najlepszym razie polega na tłumieniu symptomów, a nie na rzeczywistym uwalnianiu od chorób. Wiemy również, że jedynym celem medycyny jest zarobek.
Choroby takie jak rak, cukrzyca, miażdżyca, choroby serca i krążenia, nadciśnienie i wiele innych leczy się dietą i suplementami (witaminy, sole mineralne), a nie pochodnymi toksycznej ropy naftowej.
W tej sytuacji jest zupełnie oczywiste, że wszelkie eksperymenty na zwierzętach, a zwłaszcza wiwisekcja, są nienaukowym barbarzyństwem i zwyrodnieniem moralnym. Jedynym powodem, dla którego się je przeprowadza jest sadyzm i degeneracja umysłowa pseudo-uczonych z planety małp. Powinno się tych kryminalistów wyłapać i sprzedać do laboratoriów wiwisekcyjnych zamiast tych niewinnych stworzeń. Eksperymenty na ludziach (nawet jeśli są to psychopaci z piekielnej planety) dadzą na pewno bardziej miarodajne wyniki, niż eksperymenty na zwierzętach, których organizmy reagują na leki, a nawet produkty żywnościowe inaczej iż ludzkie.
Wszystkie leki są testowane na zwierzętach, co rzekomo ma zagwarantować pacjentom bezpieczeństwo, ale jak widać to nie działa. Leki trują, powodują kalectwo, a nawet śmierć. Po co więc to robić? Już dawno powinno to być zakazane.
Czas skończyć z oszukańczym, barbarzyńskim procederem testowania leków i przeprowadzania zdegenerowanych eksperymentów na zwierzętach!
W całej Polsce odbędą się protesty przeciwko wiwisekcji (akcja z Facebooka):
Warszawa:
Zapraszamy na demonstrację pod Ambasadą Republiki Włoskiej. Demonstracja odbywa się na prośbę aktywistów i aktywistek z Włoch, którzy proszą o pomoc w zamknięciu fermy Green Hill, największej europejskiej fermy hodującej psy do wiwisekcji. Jest to ta sama ferma, z której niedawno w świetle dnia uwolniono w trakcie demonstracji kilkadziesiąt szczeniaków.
9 maja włoska senacka komisja nr 14 będzie głosowała nad poprawkami do europejskiej dyrektywy dotyczącej wiwisekcji. Głosowanie będzie dotyczyło głównie zakazu hodowania psów, kotów i naczelnych na użytek wiwisekcji, oraz przeprowadzania jakichkolwiek eksperymentów bez znieczulenia. Wprowadzenie tego zakazu oznaczałoby zamknięcie Green Hill i być może zaczątek podobnych zmian w całej Europie. Wiwisektorzy z Włoch i reszty świata lobbują przeciwko tym zmianom, ponieważ nie chcą, żeby ich poczynania były w jakikolwiek sposób ograniczane.
Akcje solidarnościowe odbędą się przed 9 maja w Londynie, Warszawie, Wrocławiu, Krakowie oraz Gdyni. Dołącz do nas!
Warszawa, pl. Dąbrowskiego 6, Ambasada Republiki Włoskiej
Dzień Akcji przeciwko Green Hill
poniedziałek 7.05, godz. 11
pl. Dąbrowskiego 6
Kraków:
Konsulat Włoch, ul. Wenecja 3
Włosi proszą o pomoc w zamknięciu fermy Green Hill, największej europejskiej fermy hodującej psy do wiwisekcji. Jest to ta sama z której niedawno w świetle dnia, na oczach policji i kamer telewizyjnych, uwolniono w trakcie demonstracji kilkadziesiąt szczeniaków Beagle: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114881,11637562,Wlochy__obroncy_praw_zwierzat_uwolnili_psy_przeznaczone.html
W tym momencie jest szansa na wejście we Włoszech zakazu hodowania niektórych gatunków zwierząt na użytek wiwisekcji i przeprowadzania jakichkolwiek eksperymentów bez znieczulenia. Wiwisektorzy z Włoch i reszty świata lobbują przeciwko tym zmianom, ponieważ nie chcą, żeby ich poczynania były w jakikolwiek sposób ograniczane. Proponowane zmiany prawne będą dyskutowane przed komisją europejską 9 maja.
Włosi walczą teraz o to, żeby zamknąć największego hodowcę psów i wywalczyć pierwszy zakaz rozmnażania niektórych gatunków zwierząt. Jeśli im się uda, może to być zaczątek podobnych zmian w całej Europie.
Prośba polega na przyłączeniu się do akcji przeciwko Green Hill, zorganizowania akcji solidarnościowych aby pokazać Włoskim politykom że cały świat patrzy im na ręce – pomoc została zapowiedziana z tak różnych miejsc jak Londyn, Uzbekistan czy RPA.
Polska również bierze udział – ambasada jest w Warszawie, a i konsulaty Włoch są we Wrocławiu, Gdyni, i… Krakowie! Dlatego my w Krakowie również będziemy stać z transparentami, plakatami i tabliczkami pod konsulatem Włoch.
————————–
Jeśli będą organizowane akcje w innych miastach poinformuję o tym.
————————–
Gdyby nie pseudo-rozwój pseudo-naukowy naszej pseudo-cywilizacji te wszystkie zwierzęta nie musiałyby ginąć w laboratoriach. Gdyby nie powstały pseudo-wynalazki takich pseudo-uczonych jak Fritz Haber, wynalazca nawozów sztucznych i gazów bojowych (to nie przypadek, że traktuję je jako jedno zagrożenie) oraz dr Mengele, twórca i „badacz” leków medycyny alopatycznej niczego nie byłoby trzeba testować ani na zwierzętach, ani na ludziach. Żylibyśmy w czystym, nieskażonych środowisku, żywiąc się zdrową, nieskażoną i w pełni wartościową żywnością i lecząc się lekami pochodzenia naturalnego.
Medycyna alopatyczna ma haniebny i kryminalny rodowód – wywodzi się w prostej linii z IG Farben, największego przedwojennego koncernu chemiczno-farmaceutycznego, który sponsorował Hitlera i umożliwił mu dojście do władzy. Wielka fabryka IG Farben została wybudowana w Auschwitz i dostarczała związków chemicznych doktorowi Josefowi Mengele, który z kolei przeprowadzał pseudo-naukowe eksperymenty na ludzkich „myszach laboratoryjnych”, czyli więźniach z obozu koncentracyjnego w Auschwitz. Te „leki” niczego nie leczą, oprócz rozkwitających budżetów korporacji, które zrobiły z nich wielki biznes, wart więcej niż narkotyki i prostytucja razem wzięte.
Chemia onkologiczna z kolei wywodzi się z prostej linii od gazów bojowych Fritza Habera, największego naukowca-ludobójcy wszechczasów (iperyt czyli gaz musztardowy). Zapasy tego gazu leżały gdzieś w magazynach przez lata (do dziś truje on Bałtyk, gdzie go po wojnie wrzucono), do momentu, kiedy jakiś współczesny następca doktora Mengele wpadł na genialny pomysł przerobienia go na „lek” onkologiczny i „środki ochrony roślin”. Tym sposobem nie tylko pozbyto się kłopotliwych toksycznych zapasów, ale jeszcze zarobiono na nich góry pieniędzy.
Stare czołgi przerobiono na maszyny rolnicze (nomen omen rodzina Mengele produkowała pierwsze kombajny) rozsiewające po polach trucizny IG Farben. Dzięki temu producenci nawozów i środków ochrony roślin bogacą się podwójnie: na tych wynalazkach i na leczeniu chorób powodowanych przez agrochemię. Stosują tu dziwacznie pojętą zasadę znaną z homeopatii „podobne leczyć podobnym”. O ile jednak w homeopatii stosuje się znikome dawki substancji, o tyle w alopatii odwrotnie: końskie.
A za wszystko płacą ludzie, zwierzęta i cała natura.
Opublikowany w Duchowość, Koncerny farmaceutyczne, Kretynizmy, Mrożące krew w żyłach, Psychopaci, Racjonalizm?, Ruch Oporu, Zdrowie | Otagowane: Milczenie owiec, Protest, Pseudonauka, Wiwisekcja, Wkurw | Komentarzy: 17 »


















