Na złość Astromarii nażrę się GMO i nakarmię nim swoje dzieci, żeby dowieść swojej ŚWIĘTEJ WIARY w… co właściwie? Postęp naukowy? Odpowiedź jest SZOKUJĄCA!

Pozwoliłam sobie na prowokację pisząc, że skoro „racjonaliści” nie WIERZĄ w wyniki badań naukowych prof. Seraliniego na szczurach karmionych wyłącznie GMO, to niech się zgłoszą do eksperymentu, polegającego na spożywaniu GMO na śniadanie, obiad i kolację. Byłam pewna, że po przeczytaniu artykułu i obejrzeniu przerażającego filmu pokazującego tragiczny stan zdrowia szczurów z laboratorium prof. Seraliniego nie zgłosi się nikt. Ku mojemu autentycznemu zdumieniu znalazło się kilku śmiałków gotowych poddać się eksperymentowi a jeden z nich zgłosił nie tylko siebie, ale swoją żonę i… DZIECI!

Początkowo brałam to wszystko za głupie żarty i czcze przechwałki, ale przyznam się z ręką na sercu, że z czasem – z rosnącym przerażeniem – zaczęłam podejrzewać, że oni traktują tę zabawę zupełnie serio! Jeden wziął na serio nawet „szczepionkę 26w1” i zaczął mi tłumaczyć, że takiej nie ma.

Wiem, że nie ma. Ale po znajomości na pewno dałoby się wykombinować taką wielką strzykawkę, do której by się zmieściła. Bo po co kłuć 26 razy, skoro można tylko raz?

Pomińmy dyskusję, czy GMO jest czy nie jest toksyczne i zastanówmy się wyłącznie nad tym, komu i do czego jest ono potrzebne.

Tragedia użytecznych, pseudo-racjonalistycznych idiotów polega na tym, że złożyliby swoje życie wcale nie na ołtarzu „postępu naukowego” ani „dobra ludzkości”, lecz… bajecznych zysków korporacji biotechnologicznych, produkujących GMO.

Konsumenci nie potrzebują GMO. Do niczego!

Dlaczego? Wyczerpującą odpowiedź znajdziesz na końcu tej notki.

Nasiona GMO są objęte patentami, czyli są CZYJĄŚ WŁASNOŚCIĄ INTELEKTUALNĄ.

Za korzystanie z patentu trzeba płacić, a za jego kradzież grożą wysokie kary!

W WOJNIE O GMO CHODZI WYŁĄCZNIE O PATENTY I MONOPOL NA PRODUKCJĘ ŻYWNOŚCI, a więc o wielkie pieniądze!

Kto kontroluje żywność, ten kontroluje świat, bo wszyscy jesteśmy niewolnikami naszych żołądków. Jeśli uda się zmodyfikować genetycznie i podstępnie skazić tym „wynalazkiem” wszystko, co uprawia się na polach, korporacje biotechnologiczne staną się jedynymi i wyłącznymi właścicielami patentów na całą żywność świata!

Złożyć ofiarę ze swojego życia na ołtarzu zysków zagranicznych korporacji – oto szczyt użytecznego idiotyzmu!

„Racjonaliści” wydają się szczerze zawiedzeni, że nie zorganizuję im wczasów na bezludnej wyspie z pełnym wyżywieniem GMO. Jedyną rzeczą, w którą WIERZĘ jest prawo karmy. Nie ma na to żadnych, niezbitych dowodów, ale poszlaki zdają się wskazywać, że to prawo może działać. Nie wierzę w piekło ani niebo, ale wierzę, że żyjemy więcej niż raz, a o tym, jak będzie wyglądało nasze kolejne wcielenie decyduje prawo karmy. Dlatego nie przyłożę swojej ręki do okaleczania i mordowania bliźnich, a zwłaszcza bezbronnych dzieci, tak ochoczo i nieodpowiedzialnie zgłoszonych przez tatę-psychopatę do tego „eksperymentu”.

Ogłaszam zabawę za zakończoną, proszę więcej nie pisać do mnie w tej sprawie.

Przeżyłam chwile najprawdziwszej grozy, kiedy zaczęłam zdawać sobie sprawę, że ci ludzie nie żartują. Spojrzałam prosto w oczy przerażającego fanatyzmu, który zawsze kazano nam kojarzyć z religijnym, a zwłaszcza muzułmańskim ekstremizmem. A tu proszę: w całej, przerażającej jaskrawości objawił się ekstremizm racjonalistyczny!

Jeśli naprawdę chcecie się obżerać frankenfoodem, to zgłoście się jako króliki doświadczalne do Monsanto Polska lub Syngenta Polska i zaproponujcie im swoje warunki prowadzenia eksperymentu.

Niestety, obawiam się, że nie zostaniecie przyjęci z otwartymi rękami, bo eksperyment z całą pewnością zakończyłby się waszą śmiercią w męczarniach, a więc wykazałby szkodliwość GMO, a do tego te firmy nigdy nie dopuszczą.

——————

Ja mam dowód na to, że GMO szkodzi. Na głowę. Bart wciąż powtarza, że Jaszczury mu za mało płacą. Kumpelka Barta z ttdkn (ma nick na „„a”) kilka lat temu zasypywała mnie mailami, w których się użalała, że nękają ją Jaszczury i błagała mnie o pomoc. Jest to powód, żeby podejrzewać, że GMO powoduje zwidy, omamy i halucynacje. Gdybym ja zobaczyła wypłacające mi kasę lub porywające mnie z łóżka Jaszczury prawdopodobnie zemdlałabym z przerażenia, a potem pognałabym w te pędy do lekarza. Od głowy!

——————

Z komentarzy wynika, że pseudo-racjonaliści nie mają ŻADNEJ WIEDZY na temat GMO, a swoją WIARĘ opierają na bujdach portali, blogerów i pseudo-naukowców sowicie sponsorowanych przez posiadaczy patentów na GMO.

Nie mają wiedzy, ale za to wiarę prezentują fanatyczną. Tak fanatyczną, że aż gotowi są umrzeć, niczym chrześcijańscy święci męczennicy za Jezusa lub fundamentaliści muzułmańscy za Allaha.
Fanatyczna i głucha na wszelkie racjonalne argumenty, a nawet dowody naukowe wiara pseudo-racjonalistów w kłamstwa wciskane im przez cynicznych i pazernych biotechnologów jest toczka w toczkę identyczna z wiarą fanatyków religijnych w Biblię i Koran. Ateiści i pseudo-racjonaliści widzą słomkę w oku bliźniego, a nie widzą belki we własnym.

—————————

W tym blogu zebrałam liczne dowody naukowe na szkodliwość GMO. To nie są wypracowania mojego autorstwa, lecz artykuły pisane przez uczonych, ekologów i dziennikarzy śledczych. Miłej lektury!

—————————

Mity na temat GMO (a konkretnie: uprawnych roślin GMO) obala profesor Katarzyna Lisowska, biolog molekularny

(czyli biotechnolog działający po „jasnej stronie mocy”):

(moje komentarze na niebiesko)

Mit 1: czego wy się boicie, przecież rolnicy zawsze uprawiali GMO

GMO to jest organizm wytworzony metodami inżynierii genetycznej, w którym materiał genetyczny został zmieniony w sposób nie zachodzący w warunkach naturalnych, przy zastosowaniu takich technik, jak rekombinacja DNA, mikroiniekcja, makroiniekcja, mikrokapsułkowanie. Są to metody nie występujące w przyrodzie. Rolnik nigdy nie był w stanie zrobić czegoś takiego własnymi rękami i dziś również nie jest w stanie! Naturalne krzyżówki, stosowane od wieków w rolnictwie to nie jest GMO. GMO w laboratoriach istnieje od ok. 30 lat, a na polach i na talerzu od ok. 20. Pierwszy genetycznie zmieniony pomidor trafił na rynek w roku 1984.

Mit 2: GMO nakarmi głodujący świat (jeśli protestujesz przeciwko GMO, a dzieci umierają w Afryce, to jesteś człowiekiem bez serca)!

Krzywe wzrostu upraw GMO na świecie pną się do góry identycznie jak krzywe wzrostu głodu;

W 1999 roku, w 8 stanach porównano plony soi GMO. Tylko w jednym stanie była ona nieznacznie wyższa, a w 7 była niższa niż wydajność soi tradycyjnej;

porównanie wydajności upraw w krajach, w których wysiewa się najwięcej soi GMO nie wykazało większych różnic w wydajności tej soi w porównaniu z tradycyjną, a raczej bywa ona niższa. W przypadku kukurydzy MON plony były nieznacznie wyższe (2009 r. dane Amerykańskiego Departamentu Rolnictwa. Raport Narodowej Akademii Nauk USA, 2010: nie jest znacząco wyższa). Poza tym nie karmimy tym głodujących, bo większość produkcji idzie na biopaliwa dla bogatych społeczeństw i na pasze dla zwierząt. Świat może nakarmić zrównoważone rolnictwo, uczciwa dystrybucja żywności, zatrzymanie spekulacji żywnością, co stało się ostatnio domeną banków, które oferują tzw. „produkty bankowe” oparte na szacowaniu cen żywności na giełdach i ograniczenie produkcji biopaliw.

Co to za pomysł, żeby karmić głodujących kukurydzą i soją? Głodny powinien dostać miskę kaszy lub ryżu, warzywa i owoce, a nie soję i kukurydzę, bo ta pierwsza jest niezdrowa (powoduje zniewieścienie mężczyzn), a ta druga jest niestrawna i nieprzyswajalna.

Kiedy przedstawiono firmom biotechnologicznym wyniki wydajności GMO powiedzieli, że nigdy nie obiecywali wyższych plonów, ale są inne korzyści (nie powiedzieli jakie; ja wiem: kasa dla nich, głód dla nas).

Niezrealizowane obiecanki używane wyłącznie dla mydlenia oczu: odmiany odporne na zmiany klimatu, na zasolenie, na susze i mrozy, złoty ryż – nikt tego nie widział na oczy! Nie ma tego na rynku! Dostępne są tylko dwa rodzaje GMO: odporne na szkodniki i odporne na Roundup (środek chwastobójczy) [Zamiast „złotego ryżu” taniej i skuteczniej byłoby podawać dzieciom marchewkę, która jest bardzo bogatym źródłem karotenu].

Jak odsalać tereny nadmorskie możecie zobaczyć w tym filmie:

Mit 3: opłacalność upraw

Raport Charlesa Benbrooka (który dawniej pracował dla rządu, ale przeszedł na stronę ludu) wykazał, co następuje: ziarno bawełny GMO jest 6 razy droższe niż tradycyjne, cena worka soi RR jest o 42% wyższa niż tej samej soi rok wcześniej, a kukurydza jest 5 razy droższa, niż była w 1996 roku. Producenci GMO uzależniają rolników, wprowadzają monopol i dyktują ceny!

Kiedy udowodniono, że ceny są wyższe znowu zmienili bajeczkę: rolnik płaci więcej, ale ma więcej wolnego czasu, nie trzeba głęboko orać, żeby pozbyć się chwastów, więc nie ma erozji [Jak widać sprzedają ludziom wolny czas, wszystko da się spieniężyć].

Dzięki GMO miała się zmniejszyć chemizacja rolnictwa, ale jest wręcz przeciwnie: lawinowo rośnie zużycie herbicydu, bo chwasty się na niego uodparniają, a Monsanto powoli zdobywa monopol na sprzedaż Roundupu (konkurencja produkująca herbicydy plajtuje). Toksyna Bt, która miała zabijać wyłącznie szkodniki znajduje się w całej roślinie, od korzeni, poprzez łodygi i liście aż po owoce (np. kolby kukurydzy) i my to jemy. Toksyna Bt miała szkodzić wyłącznie bezkręgowcom, ale okazało się, że szkodzi ssakom (w tym ludziom). Pojawił się problem super-chwastów i super-szkodników, ponieważ chwasty i szkodniki uodporniły się na herbicyd i toksynę Bt. Rolnicy próbują z tym walczyć ręcznie i motykami – czy tak ma wyglądać postęp naukowy? Dochodzi do tego, że zrozpaczeni rolnicy porzucają uprawy, bo nie są w stanie poradzić sobie z tymi plagami.

Zagrożona jest niezależność rolnika i bezpieczeństwo żywnościowe (już słyszę psychopatów i użytecznych idiotów, jak radośnie obwieszczają światu, że tak musi być, bo słabsi i niezaradni muszą zginąć).

Ostatnie centrale nasienne przechodzą w ręce korporacji biotechnologicznych (nazywa się to „prywatyzacją”)

Mit 4: to jest pro-ekologiczne i w pełni bezpieczne, bo tak zostało wszechstronnie przebadane, że jest to najlepsza żywność, jaką mieliśmy kiedykolwiek na rynku. Amerykanie to jedzą i żyją.

W USA, gdzie wprowadzono jako pierwsze uprawy GMO nikt nie badał ich pod kątem toksyczności ani skażenia herbicydami, lecz przyjęto zasadę równoważności (porównano jedynie ilość białek, tłuszczów, mikroelementów itp. w produktach GMO i tradycyjnych). Stan zdrowia obywateli amerykańskich pozostawia wiele i coraz więcej do życzenia. Do tej pory każde pokolenie żyło dłużej, niż poprzednie, ale obecnie w USA będziemy mieli pierwsze pokolenie, które będzie żyło krócej niż ich rodzice. Nie da się zbadać, kto w USA je, a kto nie je GMO i porównać stanu zdrowia jedzących i niejedzących, ponieważ żywność zawierająca GMO nie jest oznakowana i nikt nie wie, co je. Nikt nie badał wpływu GMO na zdrowie ludzi. GMO z całą pewnością nie jest zdrową żywnością, ponieważ jest bardzo silnie skażone pestycydami, herbicydami i toksyną Bt. Autorzy prac naukowych dowodzących, że ta żywność jest równie zdrowa jak naturalna są zatrudnieni i opłacani przez koncerny biotechnologiczne, produkujące GMO. Zachodzi tu widoczny konflikt interesów. Oprócz tego mamy do czynienia z cenzurą naukową oraz terroryzowaniem i zaszczuwaniem niezależnych badaczy, których badania wykazują toksyczność i szkodliwość GMO. Pojawiają się nowe patogeny, spadek płodności i upadki zwierząt karmionych GMO. Rzetelne badania (Kanada) wykazały przedostawanie się pestycydów i toksyny Bt do krwi matek, płodów i noworodków. Nie drukuje się w gazetach żadnych polemik, nie mówi się o tym w mediach.

Mit 5: uprawy GMO i uprawy naturalne mogą obok siebie współistnieć i jedno drugiemu nie zagraża

Uprawy GMO zapylają wszystko wokół. Żadne płoty ani strefy buforowe nie są w stanie zatrzymać pyłku, owadów przenoszących pyłek i ptaków oraz gryzoni przenoszących nasiona na znaczne odległości.

Zgoda na zaszczepienie dziecka jest wyrażana w dobrej wierze, ale czy na pewno w pełni świadomie?

Niejaka Maria zadała mi w komentarzach pytanie:

Astromario, czy Twoje nowo narodzone dzieci ktoś zaszczepił bez Twojej wiedzy? Mnie, przed szczepieniem moich dwóch noworodków (dwa różne szpitale w Poznaniu, w przeciągu 5 lat), pytano o zgodę, ba- nawet musiałam ta zgodę wyrazić na piśmie. W żadnej szczepionce, która dostali nie było Thimerosalu.

Maria (pominę fakt, że narobiła mi bałaganu w blogu kopiując cytat z notki „Niebezpieczne szczepienia” i wklejając ją w komentarzach pod notką „O mnie”), pojawiła się i znikła, więc podejrzewam, że to prowokacja hasbary opłacanej przez Big Pharma, a nie wyznanie naiwnej mamusi.

Ale w ramach ćwiczenia z logiki załóżmy, że Maria to rzeczywiście Maria i że lekarze rzeczywiście spytali ją, czy wyraża, również na piśmie (tak, podkładkę trzeba mieć, na wypadek, gdyby się młodej mamie odwidziało i poleciała do sądu ze skargą, że szczepienie nie wyszło dziecku na zdrowie), zgodę na szczepienie swojego nowonarodzonego dziecka.

Zacznijmy od zastanowienia się, dlaczego Maria zadaje mi pytanie, czy moje dzieci zaszczepiono i czy zrobiono to z moją zgodą czy bez niej? Mam rozumieć, że jeśli mnie spytano, a ja wyraziłam zgodę, to znaczy, że wszystko jest w idealnym porządku i nie mam czego drzeć japy?

Zaraz, zaraz, chwileczkę, a nawet jeśli by tak było, że podpisałam, to nie mam prawa później zmienić zdania na temat szczepień?

Ale po kolei:

Nie pisałam ani o mnie, ani o Tobie Mario, ani o jednostkowych przypadkach wyrażenia zgody na piśmie, lecz o dość powszechnej praktyce szczepienia noworodków (w tym wcześniaków) bez pytania rodziców o zgodę.

Znam niezliczoną ilość przypadków, kiedy zaskoczeni rodzice dowiedzieli się o fakcie zaszczepienia ich noworodków z dokumentacji szpitalnej. Nie tylko ich nie spytano o zgodę, ale nawet ich nie poinformowano o fakcie szczepienia. Słyszałam też o szantażowaniu w izbie przyjęć rodzących kobiet, że jeśli nie podpiszą zgody na zaszczepienie dziecka, to nie zostaną przyjęte i nie będą mogły urodzić w tym szpitalu. Dość głośny jest przypadek rodziców, którzy złożyli oświadczenie, że nie życzą sobie, aby ich dziecko poddano szczepieniu, ale szpital pogwałcił ich wolę i dziecko zaszczepiono. Przypadek ten trafił do sądu i chyba będzie miał ciąg dalszy.

Ciebie spytano i podpisałaś.

Domyślam się, że podpisałaś zgodę w najlepszej wierze, bo szczerze wierzyłaś, że szczepionki są konieczne, że są w pełni bezpieczne i że gdyby twojemu dziecku cokolwiek zagrażało, to lekarze na pewno by cię o tym uczciwie poinformowali.

Gdybyś nie wierzyła w to, że szczepionki są w pełni bezpieczne, to byś pewnie nie podpisała, prawda?

WIARA w szczepienia i WIARA w uczciwość lekarzy a WIEDZA na ten temat to dwie, zupełnie różne kwestie.

  • Czy odczytano ci lub pokazano do przeczytania pełny skład szczepionki, podany na opakowaniu?
  • czy poinformowano cię, czy szczepionka zawiera czy nie Thimerosal, który jest organicznym związkiem rtęci?
  • czy powiedziano ci, że jest w niej wiele innych zanieczyszczeń, takich jak białko jaja, pozostałości pożywki z małpich nerek i nawet być może wirusy odzwierzęce, skwalen, związki aluminium, konserwanty i inne substancje?
  • czy powiedziano ci, że podanie szczepionki może spowodować lekki lub ciężki NOP, alergie, choroby autoimmunologiczne, autyzm, nowotwory i zapalenie mózgu?
  • czy wiesz o tym, że w czasie każdego szczepienia musi być przygotowany zestaw przeciwwstrząsowy (taka informacja DLA LEKARZA widnieje na opakowaniu szczepionki)?
  • skąd wiesz, że szczepionka nie zawierała Tiormesalu / Thimerosalu? Czy wyraźnie pytałaś o to lekarzy przed szczepieniem, czy tylko tak ci się wydaje, bo ktoś cię uspokoił, że rtęci w szczepionkach już nie ma?

Szczególnie nurtuje mnie pytanie: DLACZEGO wyraziłaś zgodę (na piśmie) na podanie swoim świeżo urodzonym dzieciom szczepionki WZW B przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby, które przenosi się głównie drogą płciową? Czy wiedziałaś o tym, jak się ta choroba przenosi? Czy miałaś jakieś racjonalne podstawy, żeby sądzić, że twoje nowonarodzone dziecko będzie uprawiać seks bez prezerwatywy od pierwszej doby życia? [Wirusowym zapaleniem wątroby można się też zarazić w wyjątkowo niehigienicznym i brudnym miejscu – czyżby w porodówce i na oddziale noworodków był aż taki syf?]

A teraz ci wyjaśnię, dlaczego moja zgoda (gdybym ją nawet poświadczyła własnoręcznym podpisem) była guzik warta.

Gdyby mnie spytano w izbie przyjęć, czy zgadzam się na zaszczepienie mojego nowonarodzonego dziecka, z całą pewnością wyraziłabym na to zgodę, ponieważ w czasach, kiedy byłam młodą mamusią bezrefleksyjnie bałam się chorób i święcie wierzyłam w szczepienia oraz w niepokalaną uczciwość lekarzy (dziś już w to nie wierzę, ale wtedy byłam „głęboko wierząca” w te bzdury). Dlatego, bez wahania, w dobrej wierze, podpisałabym każdy świstek, który by mi podsunięto.

Ale czy to byłoby w moim przypadku świadome działanie?

Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ NIE!

Szczepiąc dzieci DZIAŁAŁAM W DOBREJ WIERZE, ale (a może raczej „ponieważ”) BYŁAM ŹLE POINFORMOWANA.

Z braku prawdziwej, obiektywnej WIEDZY kierowałam się WIARĄ.

Bezgranicznie i wręcz w sposób pozbawiony instynktu samozachowawczego wierzyłam lekarzom. A co jeszcze gorsze: kierowałam się irracjonalnym LĘKIEM przed chorobami. Czytałam Treny Kochanowskiego i Anielkę i te straszne opowieści o śmierci dzieci telepały mi się gdzieś w podświadomości. Lęk zdecydowanie nie jest dobrym doradcą, a literatura piękna, zwłaszcza średniowieczna, nie może stanowić źródła wiedzy o chorobach, zapobieganiu im i współczesnych metodach ich leczenia.

Prawdę mówiąc, to ja nawet nie umiem powiedzieć, czego się tak naprawdę bałam. Pamiętam tylko ten lęk, który pozbawiał mnie zdolności logicznego myślenia i asertywności. Pamiętam, jak bardzo bałam się sprzeciwić autorytetom medycznym i narazić się na szyderstwa, krzyki lub potępienie z ich strony. Stojąc z dzieckiem przed lekarzem czułam się jak uczennica przed groźnym belfrem, który może mnie postawić w kącie i napuścić na mnie całą klasę, żeby się ze mnie nabijała, że jestem zabobonna lub ciemna. W takim stanie ducha naprawdę nie da się logicznie myśleć. No a poza tym, przecież WSZYSCY szczepili swoje dzieci, więc dlaczego ja miałabym tego nie robić? No i najważniejsze: w tamtych czasach nikt nie miał pojęcia o istnieniu NOP, nikt o tym nie pisał w prasie (Internetu nie było) i nikt ich nie zgłaszał. Po prostu: PROBLEM NIE ISTNIAŁ. Jeśli po szczepieniu dziecko wrzeszczało dniami i nocami, jeśli miało zielone, cuchnące biegunki, gorączkę lub inne niepokojące objawy, to była to wina matki. Bo biegunka była oczywiście z braku higieny lub ze złego żywienia.

Ja nie skojarzyłam nawet faktu zwiotczenia mojego dziecka zaraz po szczepieniu, unikania przez nie kontaktu wzrokowego ani ciężkiego zapalenia opon mózgowych i jelit z faktem podania szczepionki. Byłam tak zahipnotyzowana absolutnym bezpieczeństwem i zbawiennością szczepień i bezgraniczną dobroczynnością służby zdrowia, że nie byłabym w stanie zobaczyć nawet przysłowiowego dinozaura w moim salonie.
Gdyby mi ktoś wtedy powiedział, że moje dziecko doświadczyło ciężkiego i możliwego do przewidzenia NOP uznałabym go za wariata i twórcę teorii spiskowych!

Na zarzut jakiejś idiotki z hasbary, że przez 30 lat nie potrafiłam się uporać z wybaczeniem szczepieniom odpowiem, że nie miałam żadnej pretensji do szczepień, ponieważ przez te wszystkie lata nie miałam pojęcia, że to one spowodowały chorobę mojego dziecka! Żyłam w naiwnym przeświadczeniu, że choroby spadają na ludzi z nieba i że na kogo wypadnie, na tego bęc! Czysty przypadek! Mało tego, ja nawet byłam skłonna uwierzyć, że tę chorobę (u dwumiesięcznego dziecka!) spowodowała jakaś toksyczna atmosfera w rodzinie, bo w książce Loiuse Hay tak było napisane o zapaleniu opon mózgowych:

Głęboka niezgoda rodzinna, życie w atmosferze lęku i złości. Chaos wewnętrzny. Brak wsparcia.

Tak, moje życie było jednym wielkim pasmem samooskarżeń i poczucia winy. W czasach młodości moim życiem sterowały programy.

Myśleć nauczyłam się dopiero w wieku dojrzałym. A kiedy w końcu zaczęłam myśleć ogarnęło mnie bezgraniczne zdumienie, jak mogłam nie kojarzyć tak oczywistych faktów?!

Wracając do pytania Marii (a może raczej szczepionkowej hasbary): jeśli bardzo cię ciekawi odpowiedź na pytanie, czy moje dzieci zostały zaszczepione bez mojej wiedzy, to odpowiem: NIE, MOJE DZIECI W OGÓLE NIE ZOSTAŁY ZASZCZEPIONE JAKO NOWORODKI. Z bardzo oczywistego powodu: bo W TAMTYCH CZASACH, KIEDY SIĘ URODZIŁY, NIKT NIE SZCZEPIŁ NOWORODKÓW!

Czy rozumiesz, co to znaczy?

To znaczy, że całe pokolenia ludzi nie były szczepione jako noworodki!

Twoi rodzice również nie zostali zaszczepieni w pierwszej dobie życia.

I co?

PRZEŻYLI?

Nie umarli w kołysce?!

Zastanów się, jeśli w ogóle jesteś zdolna do racjonalnego myślenia: jak to możliwe, że ludzkość dotrwała do naszych czasów i nie wymarła, skoro wcześniej nie znano i nie stosowano ŻADNYCH szczepień, a wszystkie dzieci przechodziły tzw. „choroby wieku dziecięcego”, takie jak odra, świnka, koklusz, różyczka, ospa wietrzna itp.

Pomyśl: gdyby te choroby były tak niebezpieczne, jak wmawiają nam kartele farmaceutyczne, robiące majątek na produkcji szczepionek, to niewiele dzieci dożywałoby dorosłości, a ludzkość permanentnie stałaby na granicy wymarcia. Czy kiedykolwiek (nawet w czasach, w których wybuchały epidemie dżumy i cholery) ludzkości groziło wymarcie?

Kiedy ja byłam dzieckiem żaden lekarz nie przejmował się chorobami wieku dziecięcego. Martwiono się, jeśli dziecko miało zapalenie płuc, ucha lub migdałków, ale nikt nie robił szumu z powodu kokluszu czy odry. Lekarze informowali rodziców, że po odrze mogą wystąpić powikłania, więc należy się zgłosić na badanie, jeśli pojawią się konkretne objawy i to wszystko.

Dziś, nawet tak groźne choroby jak błonica (dyfteryt) dają się skutecznie leczyć, a chorobie Heine-Medina, która przenoszona jest drogą fekalno-oralną (a więc jest to choroba brudnej wody i brudnych rąk) zapobiega się skutecznie nie szczepieniami, lecz czystą wodą w kranach i częstym myciem rąk. [Informacje podawane przez Wikipedię, że najskuteczniejszą metodą walki z daną chorobą są szczepienia nie są wiedzą naukową, lecz polityczną poprawnością wymuszoną przez dyktaturę lobby wakcynologicznego].

Zastanów się, skąd bierze się ten paniczny lęk przed niezaszczepieniem dziecka i przed tymi wszystkimi bakteriami i wirusami, które tylko czekają, żeby je zabić?

Czy wierzysz w to, że Matka Natura stworzyła życie po to, żeby je bezwzględnie uśmiercać? Czy zjawisko masowego umierania z powodu chorób bakteryjnych i wirusowych nowonarodzonych młodych występuje u jakiegokolwiek gatunku zwierząt?

Jeśli nie, to dlaczego miałoby to dotyczyć ludzi?

Czy wierzysz w to, że kiedyś, przed laty, z powodu braku szczepień, umierały niemal wszystkie dzieci?
Jeśli wierzysz w to, że nieszczepione dzieci czeka niechybna śmierć, to znaczy, że wyobrażasz sobie, że w dawnych, przed-szczepionkowych czasach dziecko, które jakimś cudem przeżyło tę bakteryjno-wirusową masakrę niewiniątek było taką rzadkością, że sąsiedzi i ludzie z dalszej okolicy przybywali, żeby je zobaczyć?

Przecież to czysty absurd!

Natura to nie psychopatyczny rzeźnik, lubujący się w zadawaniu śmierci! Natura nie morduje życia, które stworzyła. Życie zostało stworzone po to, żeby się krzewiło i bujnie rozrastało. Dlatego każdy żywy organizm został wyposażony w system immunologiczny, którego zadaniem jest obrona przed wszelkimi możliwymi patogenami. Zaraz po urodzeniu dziecko otrzymuje wraz z siarą potężną porcję przeciwciał (ale nie wiem, czy siara matek szczepionych ma jakąkolwiek wartość), a choroby wieku dziecięcego są zaplanowaną przez Naturę gimnastyką dla układu odpornościowego. Nie stanowią one śmiertelnego zagrożenia dla dziecka, chyba, że przyszło ono na świat z poważnymi wadami wrodzonymi, jest niedożywione lub urodziło się w rodzinie skrajnie zaniedbującej podstawowe zasady higieny.

To nie szczepienia spowodowały zanik śmiertelności dzieci.

Śmiertelność została powstrzymana dzięki zapewnieniu dobrych warunków mieszkaniowych, wystarczającej ilości dobrej żywności, a przede wszystkim dzięki doprowadzeniu do domów czystej, nieskażonej bakteriami wody. Wody do mycia się, sprzątania i do picia.

Trochę faktów historycznych o szczepieniach w Polsce (dane z bloga Fakty o szczepieniach):

• Do 1995 roku szczepionka MMR nie była dostępna na polskim rynku.

• Od 1995 do 2002 roku szczepionka MMR była dostępna jako szczepionka nierefundowana a szczepienie MMR było dobrowolne: „dzieciom w wieku 13-15 miesięcy oraz w 7 roku życia zamiast obowiązkowego szczepienia przeciwko odrze”.

• Od 2003 roku szczepionka MMR jest refundowana a szczepienia obowiązkowe, masowe szczepienia rozpoczęły się od listopada 2003 roku.

• W pierwszych latach przeprowadzania szczepień, czyli od 1972 do 1975 roku, dobrowolna wyszczepialność wynosiła 22,3% – szczepienie nie było akceptowane przez wielu rodziców i lekarzy

• W 1998 roku pojedyncza szczepionka przeciwko śwince została zarejestrowana i udostępniona polskim rodzicom, jednak szczepionka ta nie była zalecana przez Głównego Inspektora Sanitarnego do 2000 roku.

• Dopiero w 2000 roku pojedyncza szczepionka przeciwko śwince została zalecona (bez refundacji) dzieciom od 13 miesiąca życia nieszczepionym przeciwko śwince szczepionkami skojarzonymi.

• Od 2003 roku dobrowolne szczepienie zastąpiono szczepieniem obowiązkowym preparatem odra, świnka, różyczka (MMR).

• W latach 1998 – 2002 dobrowolna wyszczepialność pojedynczą szczepionką przeciwko śwince wynosiła ok. 10%:

• Całkowita wyszczepialność przeciwko śwince po dodaniu odsetka zaszczepionych szczepionką skojarzoną w okresie 1998 – 2002 wynosiła ok. 33%.

• Od 1988 roku polskie służby epidemiologiczne realizowały strategię zapobiegania zespołowi różyczki wrodzonej przez obowiązkowe szczepienia 13-letnich dziewcząt szczepionką pojedynczą i zalecenia podawania co 10 lat dawki przypominającej szczególnie dla kobiet pracujących w środowiskach dziecięcych.

• Wyszczepialność pojedynczą szczepionką przeciwko różyczce wśród 13-latek osiągnęła poziom >95% w1996 roku.

• Od 2003 roku szczepienie 13-latek szczepionką pojedynczą zastąpiono szczepieniem wszystkich dzieci w drugim roku życia szczepionką skojarzoną MMR.

Na złość Astromarii odmrożę sobie uszy

Szło zło przez świat
miało zwykłą twarz
ludzie się mylili

A zło jak zło
wybaczało błąd
w chwili gdy nie żyli…
(Grzegorz Markowski)

Widzę ze statystyk, że od dwóch dni na mój blog walą tłumy pseudo-racjonalistycznych owieczek z sekty Barta. Ich guru pewnie wysmażył jakiś pełen jadu paszkwil przeciw Naturze, zdrowiu i życiu oraz Astromarii, a zniewolone umysły uznały to za kwiat ateistycznej myśli filozoficznej (wybaczcie mi, wiem, że „ateistyczna myśl filozoficzna” to oksymoron). Równie gorąco „kochających” czytelników dostarcza mi portal e-mama.

Ich guru wmówił im pewnie „naukowo” i „racjonalistycznie”, że Matka Natura jest złą macochą, która z psychopatyczną rozkoszą zabija swoje dzieci plagą śmiertelnych chorób, spadających na nie niczym jastrząb na jagnię. Przekonuje ich, że żadne dziecko nie dożyłoby wieku dojrzewania, gdyby nie szczepienia, że nowotwory zabiłyby całą populację, gdyby nie badania profilaktyczne i onkochemia, że wszyscy wymarliby od cholesterolu, gdyby nie margaryna, że cukier spowodowałby u całej ludzkości cukrzycę, gdyby nie aspartam, że wszystkim wypadłyby wszystkie zęby, gdyby nie fluor i guma Orbit, że słońce spowodowałoby u każdego raka skóry i ślepotę, gdyby nie kremy z filtrami i takież okulary przeciwsłoneczne, że naturalna żywność spowodowałaby światowy głód i pomór z powodu głodu, gdyby nie nawozy sztuczne, środki ochrony roślin i szczyt naukowego postępu w postaci GMO, że cała ludzkość umarłaby z pragnienia, gdyby nie chemiczne napoje z plastikowych butelek, że choroby dobiłyby pozostałe resztki, gdyby nie syntetyczne leki…

Słowem: Natura to największy wróg ludzkości, to zabobon, średniowieczne wstecznictwo i płaska ziemia, ale na szczęście mamy Naukę, która nas uratuje, jednak pod warunkiem, że będziemy się trzymać od natury z daleka. W tym celu powinniśmy zamieszkać w betonowych miastach, najlepiej przykrytych kopułą (Houston będzie świecić przykładem dla innych), jeść wyłącznie GMO (najlepiej lecznicze, z insuliną, statynami, szczepionkami itp.), pić Colę Light, szczepić się na wszystko i nigdy nie wychodzić na słońce.

Bójcie się Natury, ziół i żywności ekologicznej, ale nie bójcie się GMO, elektrowni atomowych ani chemtrails!

Astromaria (bezskutecznie jak na razie) usiłuje skłonić całą tę bezmyślną bandę wyznawców bredni kolportowanych przez pseudo-racjonalistów do podjęcia próby samodzielnego zastanowienia się nad oczywistymi kwestiami: jak to możliwe, że ludzkość zdołała dotrwać do czasów nam współczesnych żrąc tłuste mięcho, smalec, masło, mleko (niehomogenizowane, niepasteryzowane i bez antybiotyków) i sery oraz całą masę zakazanych przez medycynę, rzekomo bardzo niezdrowych, naturalnych i nie poprawionych naukowo smakołyków, uprawianych bez nawozów sztucznych i agrochemii, nie szczepiąc się w ogóle, smażąc się na słońcu od świtu do zmierzchu, nie mając apteki na każdym rogu, bez karetki pogotowia i szpitala, Coca Coli, TVN, CNN, WHO i ONZ?

No, pomyślcie sami, JAK TO BYŁO MOŻLIWE?

Przecież naturalne jedzenie, słońce i brak szczepień zabijają!

Więc jak ci jaskiniowcy przeżyli?

Nie dość, że przeżyli, to jeszcze zasiedlili całą ziemię!

Pomyślcie przez chwilę, myślenie nie boli!

Kiedy próbuję Wam uświadomić, że daliście się doprowadzić do stanu paranoicznego lęku przed chorobami, przez co zatraciliście zdolność logicznego myślenia i racjonalnego działania najczęściej słyszę, że na złość Astromarii zaszczepię swoje dzieci na wszystko, co oferuje Big Pharma lub będę je karmić GMO. I zamieszkam z nimi pod elektrownią atomową. Albo na składowisku odpadów radioaktywnych.

Na złość Astromarii odmrożę sobie uszy. Na złość Astromarii zabiję swoje dzieci paszą GMO i szczepionkami.

Możesz SOBIE baranie szkodzić do woli, żryj GMO, hamburgery i margarynę, pij Colę Light, żuj gumę Orbit, szczep się, unikaj słońca, łykaj tony syntetycznych leków… wolno ci, a ja jestem za wolnością wyboru! To twoje zdrowie, więc masz prawo je zrujnować.

Ale wytłumacz mi, dlaczego chcesz zabić swoje dzieci?

Naprawdę e-mamo, na złość Astromarii jesteś gotowa zabić swoje (i cudze) dzieci?

A zło jak zło
wybaczało błąd
w chwili gdy nie żyli…

Leczenie homeopatyczne w Unii Europejskiej

Wszystkim domorosłym „racjonalistom” w krótkich majteczkach i pseudo-intelektualnym oszołomom o bardzo malutkim rozumku zalecam dokładne zapoznanie się z treścią poniższego artykułu. Z faktami się nie dyskutuje, fakty przyjmuje się po prostu do wiadomości.

Wściekłym kundlom uważającym siebie samych za „racjonalistów” i oszczekującym mnie na swoich blogach mam do powiedzenia tylko jedno: Polska nie ma inteligencji z prawdziwego zdarzenia! Jak powszechnie wiadomo kolejni najeźdźcy stawiali naszą elitę intelektualną pod murem i traktowali ją jak tarczę strzelniczą. Zdarzyło się to nie raz i nie dwa, a tragiczne skutki tych działań obserwujemy na co dzień pod postacią prymitywnych nagonek na wszystkich, którzy mają odwagę myśleć samodzielnie i zachowywać niezależność światopoglądową (przykładem może być niesławny „List w obronie rozumu”, ze zdumieniem przyjęty przez Ministerstwo Edukacji). Obecna „elita intelektualna”, czyli wykładowcy wyższych uczelni, to niegdysiejsi studenci z czasów komunizmu, przyjmowani na studia dzięki punktom preferencyjnym, przyznawanym za „słuszne”, czyli robotnicze i chłopskie pochodzenie. To ludzie bez tradycyji, intelektualni nuworysze – co widać, słychać i czuć, gdy słucha się „ekspertów” wypowiadających swoje „głębokie przemyślenia” w Radiu TokFM.

Polska inteligencja praktycznie (z nielicznymi wyjątkami) nie istnieje. My mamy tylko półinteligentów z naboru, których ktoś kiedyś jakże słusznie nazwał „wykształciuchami”. Ja to określam jako inteligenckie nuworyszostwo. Tak jak nowobogaccy nie mają za grosz kultury i dobrego smaku, tak inteligenccy nuworysze nie mają pojęcia, czym jest prawdziwa mądrość, wiedza i kultura duchowa.

Wielbiciele sławnego artysty cyrkowego, wybitnego specjalisty od wyciągania królików z kapelusza i innych racjonalistycznych sztuk pięknych i uwaga!!! nie posiadającego stosownego wykształcenia, ale robiącego ostatnio w branży naukowej, Jamesa Randi proszeni są o UWAŻNE przeczytanie tego tekstu.

Poniższy tekst pochodzi ze strony Vimena.

———————————–

Lek. med. Joanna Koniorczyk

AUSTRIA

Regulacje prawne

W Austrii leczyć homeopatycznie mogą jedynie lekarze.

W paragrafie 1.2 Federalnego Prawa Medycznego czynności medyczne zdefiniowane jako „wszelkie działania oparte na wiedzy medyczno-naukowej, prowadzone bezpośrednio lub pośrednio na istotach ludzkich” mogą wykonywać tylko lekarze.

Artykuł 184 Kodeksu Karnego stanowi, że osoby nieuprawnione, podejmujące czynności medyczne zastrzeżone dla lekarzy, podlegają karze pozbawienia wolności od trzech miesięcy wzwyż.

W praktyce prawo to jednak nie jest przestrzegane w odniesieniu do medycyny naturalnej.

Zgodnie z Prawem o Służbie Zdrowia w szpitalach mogą być stosowane jedynie metody rozpoznane naukowo. Metody tak rozpoznawane przez Narodowy Komitet Medyczny Austrii to: akupunktura, homeopatia, terapia neuralna i chiropraktyka.

W Austrii nie ma szpitala homeopatycznego, ale regularne konsultacje homeopatyczne odbywają się w pięciu szpitalach alopatycznych w Wiedniu oraz Klagenfurcie.

Edukacja

Naczelna Rada Lekarska w Austrii wydaje dyplomy, rozpoznawane jako oficjalne umiejętności medyczne w dziedzinach takich jak: homeopatia, akupunktura, terapia manualna i terapia neuralna.

Narodowy Związek Lekarzy rozpoznaje egzamin na tytuł „Lekarza Homeopaty„, uzyskiwany po 3-letnim kursie.

W Austrii istnieje tylko jedna Akademia Medycyny Holistycznej.

Refundacja świadczeń

Ubezpieczenia publiczne refunduje tylko metody dowiedzione naukowo. Generalnie terapie naturalne nie są refundowane, wyjątek zrobiono dla homeopatii, masażu i balneoterapii. Wyjątki są robione również w sytuacjach, gdy medycyna akademicka nie jest skuteczna, a leczenie alternatywne może przynieść ulgę.

Prywatne ubezpieczenia zwracają koszty leczenia homeopatycznego.

BELGIA

Regulacje prawne

Monopol na leczenie został wprowadzony ustawowo przez Ustawę o Praktykowaniu Medycyny w 1967 r. W akcie tym praktykowanie medycyny, w które włączone są diagnostyka, leczenie, przepisywanie leków, zabiegi chirurgiczne i profilaktyka, jest domeną wyłącznie dyplomowanych lekarzy.

Po interwencji Komisji Europejskiej, odnośnie konieczności uregulowania zasad praktykowania medycyny komplementarnej i alternatywnej, rząd belgijski zwrócił się z prośbą do Federalnego Departamentu Zdrowia Publicznego celem wypracowania odpowiednich regulacji. 29 kwietnia 1999 r Parlament Belgijski zatwierdził nowe prawo. W listopadzie 1999 zostały wydane przepisy wykonawcze do nowej ustawy.

Artykuł 2 nowej ustawy wprowadza regulacje dotyczące homeopatii, chiropraktyki, osteopatii i akupunktury i daje możliwość uznania innych metod medycyny komplementarnej.

Artykuł 3 ustanawia komisje doradcze, zajmujące się przestrzeganiem prawa w zakresie medycyny komplementarnej, reguluje rejestrację praktyk, członkostwo w organizacjach, ubezpieczenia, dla profesjonalistów z tej dziedziny, określa przepisy dotyczące reklamy i ograniczenia działań medycznych.

Terapeuta, chcący zarejestrować działalność, musi udowodnić swoje umiejętności zawodowe i wykazać, że jego działanie ma potencjalnie pozytywny wpływ na zdrowie pacjentów.

Artykuł 6, paragraf 1 określa wymagania dla komisji – musi w niej zasiadać co najmniej 5 lekarzy medycyny, przy czym przynajmniej jeden z nich musi być lekarzem ogólnym lub rodzinnym, oraz pięciu terapeutów medycyny komplementarnej, nominowanych przez oficjalnie rozpoznane organizacje zawodowe. Komisja, zgodnie z artykułem 6 par. 2 jest również predestynowana by wdrożyć systemy kontrolne oraz kodeks etyki zawodowej.

Zgodnie z artykułem 8 praktyka medycyny komplementarnej/ alternatywnej dozwolona jest jedynie, gdy terapeuta posiada licencję wydaną przez Ministerstwo Zdrowia.

Zgodnie z artykułem 9 praktyk medycyny komplementarnej/ alternatywnej obowiązany jest prowadzić kartotekę dla każdego pacjenta. Terapeuci, nie będący lekarzami, są obowiązani przed rozpoczęciem leczenia uzyskać od pacjenta ostatnią diagnozę medyczną. Jeżeli pacjent odmawia udania się do lekarza przed spotkaniem z terapeutą medycyny komplementarnej, musi poświadczyć to na piśmie. Terapeuta obowiązany jest przedsięwziąć odpowiednie środki ostrożności, by nie pozbawić pacjenta dostępu do koniecznych usług medycznych. Co za tym idzie, terapeuci, nie będący lekarzami, mają obowiązek informowania lekarzy o zdrowiu ich pacjentów. Za zgodą pacjenta, terapeuci mogą prosić o radę i pomoc w prowadzeniu leczenia innych terapeutów.

Złamanie prawa – zwłaszcza praktykowanie medycyny komplementarnej/ alternatywnej bez licencji lub leczenie pacjenta bez uzyskania diagnozy lekarskiej lub oświadczenia pacjenta, że ponosi ryzyko leczenia komplementarnego bez diagnozy – grozi utratą prawa wykonywania zawodu.

Edukacja

Szkoły medyczne w Belgii nie prowadzą zajęć z medycyny komplementarnej.

Homeopatia nauczana jest na Belgijskim Wydziale Homeopatii, zgodnie z programem Europejskiego Komitetu do Spraw Homeopatii.

Refundacja świadczeń

System państwowych ubezpieczeń zdrowotnych nie zwraca kosztów medycyny komplementarnej, chyba że uprawiana jest ona przez lekarzy – wtedy pacjenci otrzymują częściowy zwrot kosztów. Niektóre dziedziny medycyny komplementarnej objęte są ubezpieczeniem prywatnym.

FRANCJA

Regulacje prawne

We Francji tylko lekarze mogą leczyć homeopatycznie.

Zgodnie z Artykułem L 372 Kodeksu Zdrowia Publicznego nielegalnie praktykują medycynę osoby inne niż dyplomowani lekarze, zajmujące się leczeniem chorób prawdziwych i domniemanych lub które wykonują działalność uznaną za procedurę medyczną.

Osoby, które chcą otrzymać prawo wykonywania zawodu lekarza muszą mieć dyplom uniwersytecki – francuski, tunezyjski, marokański lub jednego z krajów członkowskich Unii Europejskiej, oraz uzyskać rejestrację w Lekarskim Związku Zawodowym.

Edukacja

Francja oferuje największy wybór szkoleń w ramach publicznego systemu szkolnictwa. Homeopatia jest nauczana na wydziały medycznych na 7 uniwersytetach w Besançon, Bordeaux, Lilie, Lyonie, Limoges, Marsylii, Paryżu-Bobigny, Poitietrs oraz w szkołach prywatnych.

Jedną z takich wiodących szkół tego typu jest Centrum Kształcenia i Rozwoju Homeopatii, CEDH (Centre d’Enseignement et de Développement de 1’Homéopathie), które co roku szkoli ponad 2500 lekarzy w dwudziestu krajach.

Od 1990 r można uzyskać dyplom uniwersytecki w zakresie medycyny naturalnej, oficjalnie rozpoznawany przez Francuską Radę Lekarską – dotyczy on akupunktury, osteopatii i homeopatii.

Terapie te nie są jednak uznawane za specjalności medyczne.

Przykładowo na Uniwersytecie w Paryżu szkolenie trwa 3 lata (8 seminariów w każdym roku). Po ukończeniu otrzymuje się Dyplom Uniwersytecki Homeopatii. Szkolenie jest dostępne dla lekarzy, farmaceutów, chirurgów-dentystów, weterynarzy oraz położne.

O międzyuczelniany dyplom w zakresie leczenia metodą homeopatii – wydawany przez Wydziały Medyczne uniwersytetów Bordeaux II, Limoges i Poitiers i ustanowiony w 1982 roku przez Profesora R. Quilichini’ego i Doktora Denisa Demarque’a – mogą ubiegać się studenci ostatniego roku medycyny oraz lekarze praktykujący zainteresowani pogłębieniem wiedzy o tej metodzie leczenia.

Pierwszy stopień nauczania obejmuje prezentację zasad homeopatii i jej zastosowanie w chorobach o ostrym przebiegu. Mogą uczestniczyć w nim także farmaceuci i położne. Program nauczania drugiego stopnia, adresowanego wyłącznie do lekarzy, ukierunkowany jest na zagadnienia kliniczne i możliwości stosowania leczenia homeopatycznego w ramach poszczególnych specjalizacji medycznych (laryngologia, dermatologia, ginekologia itd.). W programie są przewidziane zajęcia w formie ćwiczeń.

Na Uniwersytecie w Bobigny od 1982 r istnieje Wydział Medycyny Naturalnej. Tam też wydawane są dyplomy z zakresu homeopatii, osteopatii, auriculoterapii, naturopatii, oligoterapii i mezoterapii.

Szpitale homeopatyczne

We Francji, są cztery szpitale, w których można uzyskać konsultację lekarza homeopaty (dwa w Lyonie, Bordeaux oraz Paryżu). Można tam uzyskać konsultacje w zakresie wielu specjalności: ginekologii, pediatrii, gastroenterologii itd.

Refundacja świadczeń

Zarówno państwowy jak i prywatny system ubezpieczeń pokrywa niektóre formy terapii naturalnych. Leczenie homeopatyczne jest refundowane – wizyty są refundowane w 50%. Leki homeopatyczne również są refundowane.

HISZPANIA

Regulacje prawne

Homeopatia w Hiszpanii jest znana od początku XIX wieku. Pierwszy homeopatyczny szpital powstał w 1878 roku w Madrycie. Medyczna Akademia Homeopatyczna powstała w 1890 roku w Barcelonie.

W Hiszpanii leczenie homeopatyczne mogą prowadzić tylko lekarze po uzyskaniu licencji.

W 1997 roku w Katalonii powstał Kodeks Medycznej Etyki Zawodowej. W artykule 44 tego kodeksu jest napisane, że lekarze stosujący medycynę komplementarną muszą informować pacjentów o konieczności kontynuowania leczenia allopatycznego oraz o niekonwencjonalnym charakterze tego rodzaju terapii.

Ponadto lekarze stosujący metody komplementarne muszą koordynować to leczenie z lekarzem allopatą.

Medyczna Rada Lekarska w Katalonii chce, aby homeopatia była oficjalnie uznana częścią medycznego leczenia.

Szkolenie

Homeopatia jest nauczana na Uniwersytetach od 1993 roku w Barcelonie, Sevilii, Valladolid, Murcia w ramach podyplomowych szkoleń. Szkolenie jest 2 letnie i jest dostępne dla lekarzy. Po zdaniu egzaminu otrzymuje się Dyplom Uniwersyteckiego Specjalisty w Homeopatii. Niektóre uniwersytety oferują podyplomowe szkolenia dla farmaceutów i weterynarzy.

Refundacja świadczeń

W Hiszpanii są dwa szpitale prowadzące leczenie homeopatyczne (w Barcelonie i Madrycie).

Leki homeopatyczne nie są refundowane.

Tylko niektóre prywatne ubezpieczenia refundują koszty leczenia.

HOLANDIA

Regulacje prawne

Od 1993 r. kiedy to Ustawa o Praktyce Medycznej została zastąpiona Ustawą o Profesjonalnej Indywidualnej Opiece Zdrowotnej, nie-lekarzom wolno uprawiać medycyny alternatywnej/ komplementarnej.

Nowa ustawa weszła w życie 1 grudnia 1997, nadając status prawny nie-lekarzom uprawiającym terapie naturalne: mogą oni praktykować medycynę, z wyłączeniem procedur zastrzeżonych dla lekarzy. Pogwałcenie tego prawa jest karane. Procedury zarezerwowane dla lekarzy to: chirurgia, ginekologia i położnictwo, cewnikowanie i endoskopia, iniekcje i nakłuwanie, znieczulanie, procedury związane z użyciem substancji radioaktywnych i promieniowania jonizującego, kardiowersja, defibrylacja, elektrowstrząsy, lithotrypsja i sztuczne zapłodnienie.

Istnieje oficjalny rejestr, w którym kwalifikowani lekarze homeopaci, fitoterapeuci, praktycy terapii manualnej, uzdrawiania paranormalnego, akupunktury, dietetycy, naturopatii i medycyny antropozoficznej mogą zostać zarejestrowani tylko po spełnieniu określonych prawem warunków. Taka rejestracja daje im prawo do praktykowania pod chronionym prawem tytułem. Celem powyższej regulacji jest zapewnienie odpowiednich kwalifikacji w tej grupie zawodowej.

Szkolenie

Zgodnie z wytycznymi Holenderskiej Rady ds. Zdrowia wyznaczone są instytucje, uprawnione do organizowania kursów w zakresie medycyny komplementarnej/alternatywnej. Wyznaczono też standardy edukacyjne i standardy prowadzenia praktyk oraz ustanowiono narodowy system rejestracji.

Około 60% członków organizacji, zrzeszających praktyków medycyny komplementarnej/alternatywnej, przeszło szkolenie medyczne. Najczęściej są to lekarze, fizykoterapeuci lub pielęgniarki.

Są to kursy podyplomowe trwające od 1- 4 lat.

Osoby nie posiadające przygotowania medycznego mogą podjąć studia na jednej z trzech działających akademii medycyny naturalnej, oferujących trzyletnie pełnoczasowe kursy trwające od 3 do 4 lat.

Rejestracja praktyk musi być odnawiana co 5 lat na podstawie dowodów uczestnictwa w szkoleniach ciągłej edukacji zawodowej. Komitet dyscyplinarny monitoruje i kara niezgodną z przepisami działalność.

Refundacja świadczeń

Oficjalnie refundowane są jedynie świadczenia w zakresie homeopatii i antropozofii, jednakże prywatne ubezpieczalnie refundują często wszelkie zabiegi w zakresie medycyny naturalnej. 2/3 populacji posiada ubezpieczenie prywatne.

Ubezpieczenia prywatne od 1988 r pokrywają homeopatię, akupunkturę i terapie manipulacyjne jako część pakietów dodatkowych, jednakże na ogół tylko pod warunkiem, że usługi te są świadczone przez lekarzy.

IRLANDIA

Regulacje prawne

Regulacjami dotyczącymi zawodów medycznych zajmuje się Rada Medyczna.

Lekarze nie mają monopolu na leczenie, mogą to też robić nie-lekarze (z wyjątkiem leczenia chorób wenerycznych, położnictwa, przepisywania leków na recepty, wykonywania znieczuleń, wydawania świadectw zgonu, występowania w sądzie jako biegli).

Nie istnieją regulacje odnośnie osób praktykujących medycynę naturalną.

Szkolenie

Nie istnieją programy szkoleniowe odnośnie medycyny naturalnej.

Refundacja świadczeń

Refundowane w całości, o ile wchodzą w zakres praktyki lekarskiej.

LUKSEMBURG

Regulacje prawne

W Luksemburgu tylko lekarze mogą praktykować medycynę. Artykuł 7 Prawa z 1998 roku mówi, że osoby bez wymaganych kwalifikacji, które zajmują się diagnozowaniem i leczeniem mogą być ścigane sądownie.

Nie-lekarze używający metod komplementarnej, alternatywnej medycyny są regularnie ścigani.

Akademia Medyczna jest jednoznacznie przeciwna praktykowaniu CAM w Luksemburgu, uważa lekarzy CAM za oszustów. Jednak członkowie Parlamentu są przychylnie nastawieni do oficjalnego uznania metod CAM, w tym homeopatii).

Refundacja świadczeń

Z metod alternatywnych jedynie koszty leczenia homeopatycznego są zwracane w 80 %. Prywatne ubezpieczenia nie zwracają kosztów leczenie homeopatycznego.

ŁOTWA

Regulacje prawne

Homeopatia na Łotwie jest obok akupunktury najbardziej popularną terapią medycyny alternatywnej.

Od 1994 roku homeopatia oraz akupunktura mają status specjalizacji medycznych równy innym specjalizacjom medycyny allopatycznej.

Na Łotwie legalnie leczyć metodami medycyny alternatywnej mogą jedynie lekarze po specjalnych kursach, zdaniu egzaminu i otrzymaniu licencji, która jest ważna 5 lat. Lekarze, którzy prowadzą leczenie komplementarne, alternatywne takie jak homeopatia, akupunktura, refleksoterapia, irydologia, magnetoterapia, fitoterapia, laseroterapia naturopatia, biofeedback, Ci Gun oraz Su Jok są pod nadzorem Komisji, w skład której wchodzą członkowie Medycznego Towarzystwa Republiki Łotwy.

Państwowy Kodeks zakazuje nie-lekarzom praktykowanie jakichkolwiek form leczenia.

Refundacja świadczeń

Generalnie ubezpieczenia nie pokrywa leczenia metodami CAM wyjątek stanowią homeopatia i akupunktura, które od czasu uznania za specjalizacje medyczne tj. od roku 1994 są refundowane przez państwowe ubezpieczenie.

Od 1998 roku dwa towarzystwa ubezpieczeniowe Balta i Parex zwracają 2/3 kosztów związanych z leczeniem metodami CAM. (homeopatia, akupunktura, elektroakupunktura, irydologia, biorezonans).

NIEMCY

Regulacje prawne

W Niemczech lekarze nie mają monopolu na uprawianie medycyny. W związku z tym mogą ją uprawiać także nie-lekarze tzw. Heilpraktikerz.

Niemniej jednak, prawo stanowi ograniczenia odnośnie niektórych procedur medycznych. Jedynie dentyści mogą prowadzić leczenie stomatologiczne. Jedynie lekarze mogą leczyć zaburzenia seksualne, wykonywać znieczulenie miejscowe lub ogólne, praktykować położnictwo i ginekologię, zlecać i wykonywać zdjęcia rentgenowskie, dokonywać biopsji i wydawać certyfikat zgonu. Złamanie prawa jest karane.

Do uzyskania tytułu lekarza niezbędny jest dyplom uniwersytecki w zakresie medycyny, doświadczenie praktyczne, licencja (prawo wykonywania zawodu) i świadectwo medyczne o braku chorób psychicznych, zakaźnych i uzależnienia od narkotyków.

Licencjonowani Heilpraktikerzy mogą praktykować medycynę z wyłączeniem określonych procedur medycznych.

By uzyskać licencję Heilpraktikera kandydat musi mieć ukończone 25 lat, mieć obywatelstwo niemieckie lub Unii Europejskiej, ukończyć szkołę podstawową, mieć nienaganną reputację, gwarantującą prowadzenie praktyki w sposób profesjonalny, mieć zaświadczenie lekarskie o braku chorób zakaźnych, psychicznych i uzależnienia od narkotyków, zdać egzamin przed komisją medyczną, udowadniając iż posiada wiedzę i zdolności wystarczające do tego, by mógł praktykować jako Heilpraktiker, oraz że metody lecznicze, jakie stosuje nie będą miały negatywnego wpływu na zdrowie publiczne. Egzamin weryfikuje podstawową znajomość anatomii, fizjologii, higieny, patofizjologii, zasad aseptyki, diagnozy, regulacji prawnych w zakresie zdrowia publicznego, zwłaszcza dotyczących chorób zakaźnych i epidemicznych.

Szkolenie

W standardowym programie uczelni medycznych znajdują się podstawy naturalnych metod terapeutycznych – uczelnie zobligowane są do sprawdzenia wiedzy studentów w tym zakresie. Studenci także mogą zrobić podyplomową specjalizację w zakresie medycyny komplementarnej/ alternatywnej.

Niemiecki federalny Związek Heilpraktikerów organizuje w 29 miastach Niemiec specjalne kursy dla osób, pragnących uzyskać ten tytuł. Trening trwa 350 godzin w ciągu 3 lat.

Tytuł „Lekarza Homeopaty” jest w Niemczech chroniony prawem. Izba Medyczna przyznaje ten tytuł po 3 -letnim kursie. Odbywają się także zaawansowane kursy dla nauczycieli homeopatii. Homeopatia oficjalnie wykładana jest na Uniwersytetach w Berlinie, Dusseldorfie, Hannoverze i Freiburgu.

Refundacja świadczeń

W Niemczech zarówno ubezpieczenie społeczne jak i prywatne obejmują te same procedury medyczne. Refundowane są niektóre terapie alternatywne/ komplementarne, i jest tendencja by refundacja obejmowała coraz więcej rodzajów leczenia. Mimo, iż prawo do zwrotu tych kosztów nie jest gwarantowane konstytucyjnie, ustanowiono następujące kryteria refundacji kosztów leczenia komplementarnego:

  • Jeżeli nie istnieje leczenie akademickie, gwarantujące wyleczenie danej choroby lub zmniejszenia bólu o nieznanej etiologii (np. w stwardnieniu rozsianym i w pewnych formach raka) – zastosowanie medycyny komplementarnej/alternatywnej jest refundowane, pod warunkiem że leczenie ma minimalną szansę na powodzenie, niezależnie od tego metoda jest dowiedziona naukowo czy nie.
  • Jeżeli etiologia choroby jest znana, jednak nie ma dla niej leczenia akademickiego, zezwala się na zastosowanie medycyny komplementarnej/alternatywnej, pod warunkiem minimalnej szansy powodzenia terapeutycznego, zgodnego z etiologią. To samo ma zastosowanie do przypadków, w których medycyna akademicka nie odniosła sukcesu.
  • Jeżeli osiągalne jest zarówno leczenie akademickie, jak i komplementarne, ale leczenie akademickie ma silne efekty niepożądane lub niesie ryzyko dla pacjenta, refunduje się leczenie komplementarne. Niemniej jednak, w tych wypadkach należy rozważyć zarówno ryzyko jak i ekonomikę leczenia.
  • Jeżeli pacjent ma do wyboru leczenie akademickie i komplementarne o tym samym profilu bezpieczeństwa, ma prawo do wyboru mniej kosztownego.

Lek antropozoficzne, fitoterapeutyki i leki homeopatyczne są refundowane.

Zgodnie z artykułem 92 ustęp 1 i 135 ust. 1 Sozialgestezbuch leczenie eksperymentalne musi być przydatne i bezpieczne – wówczas może zostać zrefundowane.

Niektóre firmy ubezpieczeniowe pokrywają koszta leczenia przez Heilpraktikerów.

SZWECJA

Regulacje prawne

Z badania z 1989 roku wynika, ze 20% dorosłych osób korzystało z CAM. 40 % z nich wybrało CAM z powodu niezadowolenie z Narodowej Opieki Zdrowotnej. Homeopatia jest druga po chiropraktyce najczęściej używaną formą medycyny alternatywnej.

W Szwecji mogą leczyć lekarze i nie-lekarze.

Zgodnie z wymaganiami zawartymi w Ustawie o kompetencji z 1984 roku i Ustawie o Opiece Medycznej z 1996 roku także nie-lekarze mogą leczyć w wyłączeniem pewnych procedur. Osoby nie będące lekarzami, które naruszą zdrowie pacjenta mogą być oskarżone o szarlatanizm stanowiący niebezpieczeństwo dla zdrowia. Mogą stracić prawo wykonywania zawodu.

Leki homeopatyczne są legalnie produkowane i sprzedawane.

Szwedzki parlament powołał Komisję do Spraw Medycyny Alternatywnej.

Apteki homeopatyczne są w Göteborg i Stockholmie.

Szkolenie

Większość homeopatów praktykujących w Szwecji uczy się w prywatnych szkołach. Są 3 takie szkoły w Szwecji. Jest także czteroletni podstawowy kurs nauczany przez wykładowców z Upsalii.

W Szwecji działa jedyna organizacja zrzeszająca i szkoląca lekarzy homeopatów (Svenska Akademin För Klassiskt Homeopati http://www.sakh.org. Powstała w 1985 roku. Jest ona członkiem ECH. Aby być jej członkiem trzeba posiadać wykształcenie medyczne i homeopatyczne. Organizacja zrzesza 100 członków. Autoryzowany homeopata musi mieć minimum 2 lata praktyki oraz być ubezpieczony od odpowiedzialności zawodowej.

Nauka homeopatii obejmuje ok. 1000 h. wykładowych.

Zdecydowanie częściej niż lekarze homeopatię praktykują weterynarze.

Refundacja świadczeń

Leczenie homeopatyczne nie jest refundowane.

WIELKA BRYTANIA

Status prawny homeopatii

W 1950 r rząd nadał oficjalny status homeopatii, poprzez Ustawę o Fakultecie Homeopatii.

Ustawa o Fakultecie Homeopatii uprawnia Fakultet Homeopatii do szkolenia, egzaminowanie i wydawania dyplomów Homeopaty lekarzom i innym zawodom medycznym.

W Wielkiej Brytanii leczenie homeopatyczne jest częścią Narodowej Opieki Zdrowotnej (National Helth Service) od 1948 roku. Kolejne rządy zapewniają, że tak długo, jak długo istnieje zapotrzebowanie na leczenie komplementarne/alternatywne, tak długo pacjenci będą mieli do niego dostęp.

W tym kraju mogą leczyć homeopatycznie lekarze i nie-lekarze.

Praktycy medycyny komplementarnej/alternatywnej, nie będący lekarzami, muszą być zrzeszeni w jednej z organizacji zawodowych. By uzyskać prawo wykonywania zawodu muszą być ubezpieczeni od odpowiedzialności zawodowej i przestrzegać kodeksu etyki zawodowej.

Mimo iż nie-lekarze praktykujący medycynę alternatywną/komplementarną są tolerowani przez prawo, jedynie lekarze posiadający dyplom uniwersytecki są rozpoznawani oficjalnie.

Prawo do praktykowania medycyny bez statusu formalnego jest w Wielkiej Brytanii gwarantowane przez British Common Law (Brytyjskie Prawo Powszechne). Prawo to chroni indywidualną wolność wykonywania czynności medycznych, które nie są zakazana poprzez Akt Parlamentu. Nie-lekarze, mimo pewnych restrykcji i pod warunkiem, że nie łamią Ustawy Medycznej z 1983 r., mogą praktykować medycynę włącznie z drobnymi zabiegami chirurgicznymi, prowadzonymi za zgodą pacjenta. Niemniej jednak, jeśli czynności te przyniosą pacjentowi szkodę, nie-lekarze podlegają karze zgodnie z prawem o zaniedbaniu. W przypadku, gdy pacjent umrze, mogą zostać skazani za nieumyślne zabójstwo. Kary te nie dotyczą lekarzy.

Zgodnie z Ustawą o Chorobach Wenerycznych z 1917 r. i Ustępem 4 Ustawy o Nowotworach nie-lekarzy obowiązują ograniczenia w leczeniu. Nie-lekarze nie mogą podejmować pewnych działań medycznych, praktykować wyszczególnionych zawodów czy używać niektórych tytułów. Jedynie zarejestrowani lekarze mogą leczyć nowotwory, cukrzycę, padaczkę, jaskrę i gruźlicę; przepisywać leki na recepty; wykonywać pewne czynności medyczne np. aborcję lub leczyć choroby weneryczne.

Ustawa o Zdrowiu z roku 1999 dopuszcza dwie opcje, odnośnie rejestracji nie-lekarzy uprawiających medycynę naturalną. Pierwsza z nich zakłada rejestrację przez organizację zwaną Towarzystwem Homeopatycznym. Druga to przystąpienie do Rady Profesjonalistów Medycznych; członkostwo w Radzie daje ochronę tytułu zawodowego.

Lekarze, kierujący pacjentów na leczenie do nie-lekarzy, pozostają za nich odpowiedzialni. Ustawa Medyczna z 1972 r nie reguluje form terapii, które mogą być prowadzone przez lekarzy – co pozwala na dowolne zastosowanie metod medycyny komplementarnej/ alternatywnej.

Warto zaznaczyć, że w Wielkiej Brytanii oprócz poparcia rządu homeopatia jest również popierana przez rodzinę królewską.

Sam książę Karol otwarcie mówi o swoim zamiłowaniu do homeopatii; kiedy w 1970 roku oficjalnie wyraził swoją pozytywną opinię na ten temat wiele osób krytykowało go za atak na medycynę zachodnią.

Od tego czasu jednak co piąta osoba skorzystała z leczenia homeopatycznego, a 3 społeczeństwa chcą ja widzieć jak dotychczas w Narodowym Systemie Opieki Zdrowotnej.

Ponadto najnowszy raport przygotowany przez fundację pod patronatem księcia Karola pokazuje, że homeopatia powinna być szerzej dostępna w Narodowym Systemie Opieki Zdrowotnej, ponieważ jest to korzystne zarówno dla pacjentów jak i dla ekonomii.

W raporcie napisano, że pacjenci leczeni homeopatycznie wymagają 30% wizyt lekarskich mniej, a ich leczenie jest o 50 % tańsze.

Homeopatia nie jest uznawana jako specjalizacja, dlatego też nie ma specjalisty krajowego.

Mimo iż nie-lekarze praktykujący medycynę alternatywną/komplementarną są tolerowani przez prawo, jedynie lekarze posiadający dyplom uniwersytecki są rozpoznawani oficjalnie.

Wg ostatnich badań około 40% lekarzy w Wielkiej Brytanii kieruje swoich pacjentów do lekarzy medycyny komplementarnej w tym homeopatii.

W 2000 roku przy współudziale Departamentu do Spraw Zdrowia, Fundacji do Spraw Medycyny Alternatywnej oraz Narodowego Stowarzyszenie do Spraw Podstawowej Opieki Zdrowotnej powstał dokument-przewodnik skierowany do lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej określający wskazania do korzystania z poszczególnych rodzajów medycyny alternatywnej. Omówiono tam następujące terapie: akupunkturę, chiropraktykę, homeopatie, hipnoterapię, aromatoterapię oraz osteopatię

W dokumencie zawarte są informacje dotyczące zasad kierowania pacjentów na poszczególne rodzaje terapii (opisano opierając się na dostępnych badaniach naukowych, kto najbardziej skorzysta z danego rodzaju terapii).

Ponadto dokument wskazuje kwalifikacje, jakie powinna posiadać osoba, do której lekarz POZ kieruje pacjenta, wskazuje adresy szkół kształcących w danej dziedzinie oraz nazwy organizacji zrzeszających praktyków w danej dziedzinie.

Szpitale homeopatyczne w Wielkiej Brytanii

W Wielkiej Brytanii istnieje 6 homeopatycznych szpitali: w Londynie (Królewski Homeopatyczny Szpital), Glasgow(1914), Bristolu (1925), Tunbridge Wells (1890), Liverpolu (1937), Manchester (1860).

* Największy z nich jest szpital w Glasgow. W szpitalu konsultowanych jest 500 pacjentów rocznie. Na oddziale pracuje 4 lekarzy na cały etat; 12 lekarzy w części ambulatoryjnej, 2 etaty szkoleniowe.

Szpital zbudowany został z prywatnych datków zbieranych przez 60 lat. Budynek szpitala znajduję się na terenie szpitala uniwersyteckiego; lekarze pracujący w tym szpitalu proszeni są na konsultacje na inne oddziały. Obecnie szpital ma 15 łóżek; pokoje są jedno i trzyosobowe. Budynek szpitala oraz wnętrza maja zaokrąglone kształty, w środku jest dużo naturalnego światła, pastelowe kolory, okna z pokojów pacjentów wychodzą na piękny zadbany ogród, wewnątrz jest dużo drewna, nawet łóżka są drewniane.

Wg danych 50% pacjentów to pacjenci z przewlekłym bólem (zaawansowanym rzs, SM), pacjenci po chemioterapii (przysłani przez onkologów celem leczenia paliatywnego), pacjenci z bulimią, anoreksją, depresją. Na dole szpitala znajduje się 5 gabinetów dla pacjentów ambulatoryjnych. Pacjenci ambulatoryjni zgłaszają się z problemami jak do lekarza ogólnego (to są ostre stany infekcyjne, oraz przewlekłe choroby jak: egzema, łuszczyca, nawracające infekcje, choroby reumatyczne itd.)

Na oddziale pracuje 4 lekarzy na cały etat; 12 lekarzy w części ambulatoryjnej, 2 etaty szkoleniowe.

Przy szpitalu znajduje się apteka; nad apteka jest napis- akronim TEETH Tried Everything Else, Now Try Homeopathy (czyli jeśli spróbowałeś wszystkiego innego, teraz spróbuj homeopatii).

Zapraszam na wirtualną podróż po szpitalu homeopatycznym w Glasgow: ghh.info/tour2.html

* Królewski Homeopatyczny Szpital w Londynie (Royal London Homeopathic Hospital) jest związany z Narodowym Systemem Opieki Zdrowotnej od 1948 roku. W tym samym roku za pozwoleniem ówczesnego króla Grzegorza VI otrzymał przydomek królewski. Obecnie jest pod patronatem królowej. Jest największym centrum medycyny komplementarnej w sektorze publicznym w kraju.

W skład Królewskiego Homeopatycznego Szpitala Londynie wchodzą następujące kliniki:

  • klinika alergii, chorób środowiskowych oraz odżywiania,
  • klinika dzieci,
  • komplementarny program opieki dla pacjentów z nowotworami,
  • pediatryczna klinika homeopatyczna,
  • integracyjny komplementarny program rehabilitacji,
  • klinika chorób mięśniowo-szkieletowych,
  • klinika reumatologiczna,
  • klinika chorób skóry,
  • klinika zajmująca się pacjentami w stresie oraz z zaburzeniami nastroju,
  • klinika dla kobiet.
  • Szpital w Bristolu podaje, że zajmuje się leczeniem: chorób reumatologicznych, alergicznych, dermatologicznych, zaburzeń okresu menopauzy oraz zaburzeniami miesiączkowania, problemami przewodu pokarmowego oraz stresem i zaburzeniami.

Sally Penrose (Dyrektor Executive of the Faculty of Homeopathy) powiedziała: „Wyniki badań nad pacjentami w szpitalach homeopatycznych NHS wskazują, że średnio 70% pacjentów stwierdza pozytywne zmiany w stanie swojego zdrowia poleczeniu homeopatycznym – są to pacjenci, którzy zwykle najpierw wyczerpali wszystkie konwencjonalne możliwości leczenia i borykają się z nieznośnym cierpieniem.”

W odpowiedzi na zainteresowanie społeczne w 1982 został powołany Brytyjski Komitet Badań w Dziedzinie Medycyny Komplementarnej. W trakcie badań stwierdzono między innymi, iż medycyna komplementarna/ alternatywna przyczynia się do znaczącej redukcji kosztów opieki zdrowotnej.

Szkolenie homeopatyczne

W Wielkiej Brytanii szkoleniem homeopatyczny zajmuje się Wydział Homeopatii przy Brytyjskim Stowarzyszeniu Homeopatycznym (BHA). Wydział Homeopatii został zalegalizowany aktem parlamentu brytyjskiego w 1950 roku. Brytyjskie Stowarzyszenie Homeopatyczne (British Homeopathic Association BHA) powstało w 1909 roku. Obecnie liczy 1400 członków.

Zakres działania BHA

  • prowadzenie szkoleń homeopatycznych w ramach Wydziału Homeopatii (Faculty of Homeopathy),
  • propagowanie wiedzy o zastosowaniu homeopatii,
  • wydawanie czasopisma – dwumiesięcznika „Homeopathy”. Jest to wiodące międzynarodowe homeopatycznego czasopismo, bezpłatne dla członków stowarzyszenia,
  • prowadzenie biblioteki, która mieści się w Szpitalu Homeopatycznym w Glasgow. Jest to największa biblioteka książek, czasopism homeopatycznych w UK. Wszyscy członkowie Fakultetu maja do niej bezpłatny dostęp. Ponadto biblioteka prowadzi dostęp do internetowej bazy danych zawierającej 26000 alfabetyczne ułożonych odsyłaczy do homeopatycznej literatury, niektóre posiadają streszczenia http://www.hom-inform.org organizacja seminariów oraz kongresu 2 razy do roku,
  • członkostwo w Europejskim Komitecie do Spraw Homeopatii (European Comitteee for Homeopathy).

Podyplomowe studia organizowanie przez FH odbywają się w 6 miejscach w Wielkiej Brytanii oraz 6 krajach za granicą (Portugalii, Rosji, Australli, Japonii, Irlandii i w Polsce).

W Polsce szkolenie organizowane przez BHF odbyło się 2004-2005 rok, trwało 12 dni 115 polskich lekarzy zdało egzamin i otrzymało tytuł LF Hom.

W szkoleniach mogą brać udział lekarze, stomatolodzy, pielęgniarki, farmaceuci, pediatrzy, weterynarze i inne osoby ustawowo związane z opieką medyczną.

Szkolenie odbywa się na trzech poziomach:

I. INTRODUCTPRY TRAINING (szkolenie wprowadzające) ———> LFHOM

II. INTERMEDIATE TRAINING (szkolenie średnio-zaawansowane) ——–>MHHOM

III. SPECIALIST TRAINING (szkolenie specjalistyczne) ———->SPECIALIST

I stopień kształcenia to szkolenie wprowadzające. Zdanie egzaminu po pierwszym stopniu oraz członkostwo w BFH upoważnia do posiadania tytułu LF HOM (czyli licencjonowany członek fakultetu homeopatycznego) Ten stopień daje podstawowe zrozumienie homeopatii. Lekarze, którzy ukończyli ten stopień mają ograniczone możliwości leczenia homeopatycznego, mogą leczyć stany ostre w warunkach podstawowej opieki zdrowotnej. Nie mogą prowadzić leczenia specjalistycznego. Powinni wg wytycznych ustalonych przez ECH pomoc pacjentowi otrzymać opiekę specjalistyczną. Ten tytuł nie upoważnia do leczenia skomplikowanych przypadków klinicznych. W tym podstawowym szkoleniu mogą uczestniczyć nie tylko lekarze, ale i weterynarze, pielęgniarki, dentyści. Pozostałe dwa stopnie są zarezerwowane dla lekarzy.

II stopień to szkolenie średnio-zaawansowane. Minimalny czas kształcenie, aby móc zdawać egzamin i otrzymać tytuł MF HOM to 3 lata (średnio 3-5 lat). Tytuł MF HOM wskazuje, że dany lekarz zdał egzamin członkowski Fakultetu Homeopatycznego. Lekarz z takim tytułem może leczyć skomplikowane i przewlekłe choroby i może pracować w praktyce ogólnej, specjalistycznej klinice homeopatycznej lub prowadzić prywatną praktykę. Pracuje on pod kontrola superwizora do czasu uzupełnienia wykształcenia zdania egzaminu i otrzymania tytułu specjalisty. To trwa kolejne 5 lat.

III stopień kształcenia to szkolenie, aby uzyskać tytuł specjalisty (specialist).

W ramach FH można otrzymać tytuł FF HOM (Fellowhip of faculty). Jest to honorowy tytuł dla członków, którzy mają już tytuł LF HOM, a którzy wykazali się w znaczący sposób w pracach na rzecz BFH i rozwoju szkolenia homeopatycznego.

DF HOM (Pharm) ten tytuł jest przyznawany, jeżeli ktoś zdał egzamin na wykwalifikowanego farmaceutę. Taka osoba może udzielać porad w aptece o lekach homeopatycznych, o tym jak je stosować oraz informować pacjenta, jakie są możliwości homeopatycznego leczenia

Ponadto wszyscy lekarze zgodnie z zarządzeniem ECH są zobowiązani do ciągłego doszkalania się (Continuing Professional Development CPD) po to, by utrzymać swoje homeopatyczne kwalifikacje oraz swoje członkostwo na Wydziale Homeopatycznym.

Dyplom uznany wydany przez ECH jest ważny i uznawany we wszystkich krajach członkowskich ECH.

Refundacja kosztów leczenia

Z niektórymi wyjątkami, świadczenia w zakresie medycyny naturalnej nie są refundowane przez system opieki zdrowotnej. Wyjątki obejmują leczenie szpitalne w szpitalach należących do Narodowej Opieki Zdrowotnej. Usługi świadczone przez lekarzy są refundowane w całości lub częściowo.

Wiele firm prywatnych pokrywa w całości koszty leczenia pod warunkiem, że usługi świadczone są przez lekarzy.

WĘGRY

Regulacje prawne

Od 1977 r homeopatia jest dziedziną oficjalnie uznaną na Węgrzech, brak jednak oficjalnych uregulowań odnośnie programu szkolenia.

Na Węgrzech medycyna naturalna uprawiana jest zarówno przez lekarzy jak i nie-lekarzy, ale homeopatycznie mogą leczyć tylko lekarze.

W lutym 1997 ukazały się dwa akty prawne, regulujące niektóre aspekty uprawiania medycyny naturalnej: Dekret Rządowy 40/1997 (IV 5) o medycynie naturalnej i Dekret Ministra Opieki Społecznej (V28) o niektórych aspektach praktykowania medycyny naturalnej. Te dwa dekrety jasno i oficjalnie włączają lekarzy i nie-lekarzy uprawiających medycynę naturalną do Narodowego Systemu Opieki Zdrowotnej. Dekrety weszły w życie 1 czerwca 1997.

Dekrety precyzyjnie regulują wymogi odnośnie kształcenia w zakresie medycyny komplementarnej/ alternatywnej i jej praktyki. Każda komplementarna/alternatywna dyscyplina ma sformułowane jasno wymogi edukacyjne i egzamin państwowy. Zgodnie z prawem, nie-lekarze mogą posługiwać się określonymi metodami po zdaniu egzaminu.

Artykuł 1 także określa ograniczenia do stosowania terapii komplementarnych/naturalnych. Jedynie lekarze medycyny mogą otrzymać zezwolenie na stosowanie homeopatii, medycyny chińskiej i tybetańskiej, włączając w to akupunkturę, stomatologii biologicznej, terapii oksydacyjnych, terapii neuralnej, antropozofii i biorezonansu magnetycznego.

Zarówno lekarze jak i kwalifikowani medycy mogą stosować terapie manualne. Pozostali praktycy mogą uprawiać akupresurę, masaż, refleksoterapię, bioenergoterapię, ziołolecznictwo, aurikuloterapię i konsultacje dotyczące stylu życia.

Artykuł 2 określa także legalne ramy działalności lekarzy medycyny naturalnej.

Paragraf 1 Artykułu 2 stwierdza, że lekarze medycyny odpowiedzialni są za diagnozę, planowanie terapii i prowadzenie pacjenta. Inni praktycy, nie będący lekarzami, mogą uczestniczyć w terapii na żądanie pacjenta lub gdy zwróci się do nich lekarz. Terapeuci, nie będący lekarzami medycyny, mogą praktykować bądź pod nadzorem lekarza, bądź, bardziej niezależnie, roztaczać nad pacjentem opiekę już po postawieniu diagnozy przez lekarza.

Konsultujący lekarz nie ma prawa oponować, jeśli pacjent wyrazi wolę leczenia przez praktyka medycyny naturalnej.

Artykuł 2 paragraf 2 stwierdza, że procedury medyczne nie mogą być wykonywane przez nie-lekarzy. Jeżeli pacjent znajduje się pod opieką lekarską, obowiązkiem praktyka medycyny naturalnej jest skonsultować się z lekarzem prowadzącym.

Artykuł 2 paragraf 3 stwierdza, iż jedynie kwalifikowani psycholodzy lub lekarze medycyny są uprawnieni do prowadzenia psychoterapii w ramach medycyny naturalnej.

Jak wynika z Artykułu 3 praktycy medycyny naturalnej są obowiązani przestrzegać tych samych zasad co lekarze, takich jak poszanowanie dóbr osobistych pacjenta, zasad etycznych oraz obowiązku prowadzenia kartoteki medycznej.

Artykuł 4 dopuszcza użycie wszelkich farmaceutyków łącznie z leczeniem komplementarnym/ alternatywnym. Te z leków homeopatycznych, które nie mają rejestracji, mogą być stosowane o ile proces rejestracji jest w toku.

Artykuł 5 nakłada na Instytut Zdrowia podlegający Ministerstwu Opieki Społecznej odpowiedzialność za wypracowanie regulacji, dotyczących szkolenia i egzaminowania praktyków medycyny naturalnej.

Zgodnie z Artykułem 7 lekarze medycyny posiadający dyplom akademicki mogą otrzymać dyplom medycyny naturalnej bez konieczności zdawania dodatkowych egzaminów.

Mogą też używać tytułu „Lekarza Medycyny Naturalnej”, niemniej jednak, by otrzymać tytuł specjalisty w danej dziedzinie, muszą zdać odpowiedni egzamin. Lekarze medycyny to jedyni praktycy, którzy mogą otrzymać dyplom bez konieczności zdawania egzaminu.

Dla pozostałych egzamin jest obligatoryjny – otrzymują po jego zdaniu tytuł ” Lekarza Naturalnego”. „Lekarze Naturalni” nadzorowani są przez specjalną komisję.

WŁOCHY

We Włoszech leczenie homeopatyczne stosuje 3 mln osób tj. 5,25 % populacji. We Włoszech jest 5000 lekarzy homeopatów, 7000 farmaceutów sprzedaje leki homeopatyczne, 20 fabryk produkuje i rozprowadza leki homeopatyczne. Sprzedaż homeopatycznych produktów wzrosła z 10 bilionów lirów w 1982 roku do 120 bilionów lirów w 1994 roku.

Regulacja prawna

We Włoszech tylko lekarze mogą leczyć homeopatycznie. W tym kraju homeopatia ma długą historię. Starania o prawne uznanie homeopatii zaczęły się w połowie XIX wieku. W 1995 roku została przyjęta ustawa legislacyjna.

Szkolenie

Homeopatia jest nauczana w prywatnych szkołach m.in. we Włoskim Ośrodku Kształcenia i Dokumentacji Homeopatycznej CISDO (Centro Italiano di Studi e di Documentazione in Omeopatia), utworzonym we Włoszech w 1980 roku. Ośrodek ten proponuje szkolenia przeznaczone wyłącznie dla lekarzy i farmaceutów, których program jest zgodny z kryteriami określonymi przez włoskie izby lekarskie.

Refundacja świadczeń

Każdy region we Włoszech ma swoje regulacje dotyczące refundacji leków i leczenia homeopatycznego.

———————————–

Źródła:

1. Raport WHO 2001: Legal Status of Complementary/Alternative Medicine – a worldwide review.

2. Stefano Maddalena, University of Neuchâtel, Switzerland: The legal status of complementary medicines in Europe.

3. Europeen Committee for Homeopathy 2005: The position of homeopathy in Europe.

4. http://www.adhom.org.uk

5. http://www.trusthomeopathy.org

6. http://www.wholehealthnow.com

7. http://www.rlhh.org.uk

8. http://www.homeopathyeurope.org

9. http://www.boiron.com

Feminizm

Zostałam sprowokowana do wypowiedzenia się na temat feminizmu. Zgodnie z tytułem tego bloga jestem za, a nawet przeciw. Dlatego nie jestem ani za patriarchatem ani za matriarchatem. Jestem za tym, żeby każdy mógł żyć tak, jak chce i lubi i żeby nikt mu nie mówił, że musi żyć tak, jak mu każą.

Jeśli ktoś ma zamiar rozpętać wojnę damsko-męską, to powiem krótko: wojna rodzi wojnę. Z wojny, a szczególnie z wojny płci, jeszcze nigdy nie wynikło nic dobrego, więc może lepiej skierować złość gdzie indziej, na przykład na wyczynowe uprawianie sportu?

A teraz zastanówmy się przez chwilkę: czy przed czasami równouprawnienia kobietom rzeczywiście było aż tak źle? Obawiam się, że feministki grubo przesadzają, twierdząc, że kobiety były prześladowane i ciemiężone. Radzę zajrzeć do powieści obyczajowych i tam poszukać odpowiedzi. Jakoś nie przypominam sobie, żeby kobiety przeżywały jakieś straszne dramaty z powodu rzekomej niemożliwości pracowania w biurze i przekładania tam papierów. Oczywiście w historii były okresy, kiedy kobietom działo się źle, na przykład gdy w Wielkiej Brytanii obowiązywało prawo majoratu, zabraniające kobietom dziedziczenia majątku (czasy powieściopisarki Jane Austen). Prawo to sprawiło, że burdele zapełniły się damami wypędzonymi z majątków, przejętych po śmierci ich mężów przez najbliższych męskich krewnych. Innym przykrym dziedzictwem patriarchatu jest pogarda dla kobiet i kobiecości. Przyznaję, że grube dowcipasy poniżej pasa i inne wcale nie śmieszne żarty na temat kobiet i bab oraz przekonanie niektórych facetów, że kobieta jest tylko seksualną zabawką, którą można bezkarnie obmacywać mogą mocno wkurzać i z tym rzeczywiście należy zdecydowanie walczyć.

Ale jeśli chodzi o konieczność zagonienia wszystkich kobiet do pracy, to ja mam naprawdę bardzo poważne wątpliwości.

Rozumiem kobiety, które mają ambicje naukowe. Uniemożliwianie kobietom studiowania i robienia kariery naukowej tylko dlatego, że są kobietami jest po prostu chore i każdy, kto głosi takie poglądy powinien udać się do psychiatry. Wiem oczywiście na jakie problemy napotykały kiedyś kobiety-uczone, ale jak pokazuje historia dla chcącego (a przede wszystkim prawdziwie utalentowanego) nie ma nic trudnego, skoro udało się nawet Hypatii, żyjącej w czasach ortodoksyjnego patriarchatu. Wiem, zamordowali ją pobożni ludzie, którzy nie mogli pojąć tego zuchwalstwa, ale jednak byli tacy, którzy docenili jej mądrość i przyjęli do elity. Zofia Kowalewska, Emmy Noether, Maria Skłodowska i naprawdę całkiem spora grupa innych dzielnych kobiet wdarła się do tego męskiego świata i pokazała facetom, że też potrafią. W czasach carskich w Warszawie studiowało sporo kobiet. W Warszawie nikt z tego nie robił sensacji. A reszta? Może nie chciała? Może się bała szykan? Może tatuś nie pozwolił? A dziś takie rzeczy się nie zdarzają? Dziś też bywa, że tatuś się nie zgadza i każe iść w pole.

Kobiety z plebsu zawsze pracowały, bo musiały. Były chłopkami pańszczyźnianymi, robotnicami w fabrykach, służącymi we dworach i domach zamożnych mieszczan. Ale czy uważały, że robią karierę? Bardzo wątpię.

Damy z bogatych domów nie pracowały, bo nie musiały. I bardzo wątpię, żeby chciały. Zajmowały się prowadzeniem domu, ploteczkami, organizowaniem bali i przyjęć oraz wychowywaniem dzieci. Jestem bardzo ciekawa, jaka byłaby ich reakcja, gdyby zaproponowano im robienie kariery w biurze, od 9 do 17. Obawiam się, że niezbyt pozytywna.

Feministki krzyczą, że kobiety są prześladowane. A jeśli nie ma na co narzekać u nas, to kierują palec na kraje islamskie i podnoszą krzyk, że tam kobietom dzieje się straszna krzywda, więc trzeba tam pędzić, bombardować ich kraje i wyzwalać biedaczki spod władzy mężczyzn. Ale takie rzeczy gadają tylko ci, którzy nigdy nie byli w żadnym muzułmańskim kraju. Gdyby byli, to musieliby zauważyć, że kobiety widać tam wszędzie: w kasach na lotnisku, w recepcjach hoteli, w urzędach, sądach i szpitalach. Są również na uczelniach, nie tylko jako studentki, ale również jako wykładowczynie. Nawet w Afganistanie, który jawi się nam jako dziki kraj bezwzględnie znęcający się nad kobietami można spotkać kobiety-lekarzy. W islamie mężczyzna nie może dotykać obcej kobiety. Dlatego kobieta nie może iść do lekarza-mężczyzny. Kto więc leczy kobiety i przyjmuje porody? Inna kobieta. Kobieta-lekarz. Kobieta islamu może pracować, ale jako panna, do momentu wyjścia za mąż i potem jako matka, która odchowała już dzieci i nie ma nic lepszego do roboty. Kobieta, która ma małe dzieci siedzi w domu i zajmuje się tylko obowiązkami domowymi. Nie musi się o nic troszczyć, bo obowiązek utrzymania rodziny spoczywa na mężczyźnie. Ja nie wiedzę w tym żadnej patologii, wręcz przeciwnie, też bym tak chciała.

I proszę mi nie mówić, że teściowa znęca się nad biedną muzułmańską żoną, bo tam mają rodziny wielopokoleniowe. A u nas nie ma konfliktów? Żyjemy w takim świecie, w którym zawsze jest źle i zawsze jest powód do narzekania, kłótni i awantur. Nie ma idealnego świata, zawsze coś jest nie tak, jak być powinno.

Co nam dały feministki i ich walka o równouprawnienie?

Kobiety MUSZĄ pracować. Czy tego chcą czy nie chcą, nie mają wyjścia, choćby dlatego, że pensja przeciętnego mężczyzny nie wystarczy do utrzymania rodziny. A co więcej, kobieta, która nie pracuje jest prześladowana. Przez kogo? A przez walczące o prawa kobiet feministki. Kobieta wychowująca własne dzieci to głupia kura domowa, z której feministki się wyśmiewają. Ale czy można z dumą powiedzieć, że dzięki temu każda kobieta robi karierę? Jeżeli przekładanie papierów w urzędzie można nazwać karierą, to tak, jak najbardziej. A może karierę robią panie w korporacji? Oczywiście, jasne, pytanie tylko, dlaczego złośliwcy nazywają to wyścigiem szczurów?

Popatrzmy na te korporacyjne panie. Wszystkie chodzą w takich samych uniformach, czyli w kostiumach lub spodniach i marynarkach, w których w ogóle nie wyglądają jak kobiety. One nie mogą wyglądać jak kobiety, bo zbyt kobiecy wygląd mógłby świadczyć o niekompetencji lub narazić je na seksualne zaczepki kolegów albo wzbudzić zazdrość koleżanek. Ktoś mógłby też rzucić podejrzenie, że chcą zrobić karierę dzięki urodzie i seksowi. Muszą więc wyglądać jak chłopczyce i konkurować z mężczyznami jak równy z równym.

Mają problemy z założeniem rodziny, bo spędzają całe dnie w pracy, a tam jest kategoryczny zakaz flirtowania. Ale jeśli jakimś cudem im się to uda, nie mogą cieszyć się macierzyństwem, bo straciłyby z takim trudem wywalczoną pozycję zawodową. Jeśli więc mają dzieci muszą je powierzyć innym: ukraińskim nianiom lub opiekunkom w żłobku i przedszkolu. Jeśli któraś ma na tyle obrotnego męża, że może pozwolić sobie na rezygnację z pracy, ryzykuje, że odpadnie z wyścigu szczurów i już do niego nie wróci. Ale jeśli jej na tym nie zależy, to i tak nie nacieszy się swoimi dziećmi, ponieważ państwo na to nie pozwoli. Wasze dzieci drodzy obywatele już nie są wasze. To są przyszli obywatele Unii Europejskiej, więc państwo musi dopilnować, żeby zostały wychowane zgodnie ze standardami. Dlatego dziecko musi iść do przedszkola, nawet jeśli ma matkę siedzącą w domu. Musi tam trafić, bo jak naukowo przekonują specjaliści od pedagogiki, bez przedszkola nie poradzi sobie w szkole, a potem w życiu. Dawniej do szkół szły siedmiolatki, dziś sześciolatki, ale już mówi się o tym, że mają tam trafiać pięciolatki. Jak tak dalej pójdzie, państwo będzie odbierać rodzicom niemowlęta. Oczywiście, dla dobra i niemowląt i rodziców: bo rodzice dzięki temu będą mogli bez przeszkód rozwijać się zawodowo i robić karierę, a dziećmi zajmą się najwyższej klasy profesjonaliści, którzy zapewnią im doskonałe, bo oparte na naukowych podstawach wychowanie. Super niania w każdym żłobku i przedszkolu sprawi, że dzieci będą należycie wytresowane i nigdy nie będą sprawiać problemów swoim rodzicom.

Nowy, wspaniały świat…

A co z mężczyznami?

Przyznaję, że dla mężczyzn przyszły ciężkie czasy. Dawniej małżeństwo było zawierane na całe życie i nikogo nie obchodziło, czy było dobre, czy złe. Była to prawdziwa rosyjska ruletka: albo się trafiło na swoją drugą połowę i żyło się w szczęściu, albo życie zamieniało się w piekło. Mężczyzna był panem, a żona i dzieci były całkowicie pod jego kontrolą (chyba, że bogata rodzina kupiła kobiecie unieważnienie małżeństwa). Były to czasy, kiedy mężczyzna zwykle był górą. Dziś górą są kobiety. Mężczyzna, który nie musi troszczyć się o utrzymanie rodziny przestaje czuć się potrzebny i wartościowy, bo kobieta poradzi sobie bez niego. Ona przecież pracuje i zarabia, więc jeśli mąż ją zawiedzie, to się z nim rozwiedzie, a sąd wywalczy dla niej alimenty. Czy można więc się dziwić atawistycznym, męskim lękom, że świat stanie się taki, jak w filmie „Seksmisja”?

Który układ jest lepszy, a który gorszy? Odpowiedzcie sobie sami.

Na zakończenie: gdyby ktoś pytał, dlaczego feministki postanowiły wyzwolić te biedne, uciśnione kobiety, powiem coś zupełnie niepoprawnego politycznie. Nie chodziło o dobro kobiet, lecz o interesy bankierów, którzy wyliczyli, że podatki z jednej pensji to za mało. Gdyby udało się zagonić do roboty kobiety, wtedy wynagrodzenie mężczyzn musiałoby zostać obniżone mniej więcej o połowę, a tę drugą połowę dostałyby kobiety. Podatek z dwóch pensji to coś znacznie lepszego, niż z jednej. Przy okazji państwo zyskuje kontrolę nad obywatelami, o czym napisałam wyżej. W tym celu bankierzy zasponsorowali kampanię uświadamiania kobiet, jak bardzo są nieszczęśliwe i prześladowane oraz stworzyli zorganizowany ruch feministyczny. Resztę tej historii znacie z autopsji.

Moje spotkanie z homeopatią

U mojego, wówczas ok. 10-letniego synka, badanie USG, przeprowadzone w Centrum Zdrowia Dziecka, wykazało kamień w nerce. Oczywiście ta diagnoza wywołała moje przerażenie, a gdy spytałam lekarkę, w jaki sposób można się tego kamienia pozbyć, moje przerażenie wzrosło jeszcze bardziej. Widząc moją minę pani doktor powiedziała, że ma telefon do lekarza homeopaty i jeśli jestem zainteresowana niekonwencjonalnymi metodami działania, to mogę zadzwonić do niego i spytać, czy może mi pomóc. Zgodziłam się z nadzieją i już wkrótce siedziałam z dzieckiem w poczekalni.

Lekarz obejrzał wyniki badań, po czym zadał dziecku całą serię dziwnych i nietypowych pytań, np. czy nerka bardziej boli gdy się schyla, gdy stoi w pozycji pionowej, czy gdy się położy. Po badaniu otrzymaliśmy kropelki i małe kuleczki do ssania. Po jakimś czasie zgłosiliśmy się na badanie kontrolne. Syn znów odpowiadał na dziwne pytania i znów otrzymał lekarstwa, tym razem inne.

Po kilku miesiącach lekarz kazał zrobić kontrolne badanie USG. Udaliśmy się więc ponownie do CZD. Poproszono nas o pokazanie wyników poprzedniego badania, a dziecku kazano położyć się na leżance. Przeprowadzający badanie lekarz sprawdzał kilkakrotnie kable, stukał w monitor i kręcił głową ze zdziwieniem, po czym stwierdził, że chyba aparat się popsuł. Kazał więc przejść do innego. Tam sytuacja się powtórzyła. Gdy i trzeci aparat nie wykazał obecności kamienia, lekarz poczuł się sfrustrowany i stwierdził, że kamienia nie ma, a więc musiało go nie być już przedtem i że ktoś postawił złą diagnozę. Patrząc na nas ironicznym wzrokiem oświadczył lekko pogardliwym tonem, że najprawdopodobniej poprzednie badanie było przeprowadzone przez niewłaściwie przeszkoloną osobę, w gabinecie nie posiadającym stosownych uprawnień i na niedobrym sprzęcie.

Bez słów pokazałam mu opis wykonany na papierze firmowym CZD i podpisany nazwiskiem szanowanego specjalisty. Lekarza lekko zatkało, po czym spytał, czy i ewentualnie w jaki sposób leczyliśmy naszego syna. Gdy poinformowałam go, że jest to wynik stosowania leczenia homeopatycznego, lekarz nie ukrywał wściekłości i po prostu wyrzucił nas brutalnie za drzwi.

Najwyraźniej był to bezkrytyczny i fanatyczny wyznawca prawd objawionych, przekazanych mu przez jakiegoś sławnego, szanowanego i będącego wielkim autorytetem nauczyciela akademickiego, dla którego medycyna alternatywna była nie czym innym, jak tylko znienawidzoną szarlatanerią. I cóż z tego, że pan doktor miał oto przed sobą niezbity dowód skuteczności homeopatii i że mógł się dzięki temu czegoś dowiedzieć i nauczyć. Dla dogmatyka obiektywna prawda się nie liczy. Jeśli dowody podważają świętą teorię, to trzeba te dowody ukryć.

Przeciwieństwa są tym samym II, czyli homeopatia przed sądem

Czy coraz bardziej zmierzamy ku totalitarnemu zamordyzmowi i przejęciu całej władzy nad światem przez psychopatów?

I znowu mamy tu jak na dłoni dowód na to, że przeciwieństwa są tym samym. Tak zwani normalni ludzie z reguły zajmują we wszystkich kwestiach stanowiska neutralne lub agnostyczne, w przeciwieństwie do psychopatów, którzy zawsze opowiadają się po stronie skrajności, a co gorsze, są przekonani, że cel uświęca środki. Nieważne, ilu myślących inaczej podepczą po drodze. Nie liczy się dla nich obowiązujące w państwie prawo, rozum, niepodważalne dowody ani logika, lecz ich własne, pozbawiające rozumu dogmaty („to jest niezgodne z nauką” / „to jest niezgodne z nauką Kościoła”). Oni zawsze są przekonani, że  tylko oni mają rację i tylko oni znają prawdę, więc jest dla nich oczywiste, że mają prawo narzucić reszcie społeczeństwa swoje wierzenia siłą (to, w co wierzysz ty się nie liczy). Nie szanują prawa innych ludzi do życia według własnych zasad, ponieważ nie tolerują żadnej wolności myśli ani działania. Takich właśnie ludzi werbowali dyktatorzy pokroju Hitlera czy Stalina, a najbardziej przerażający jest fakt, że wśród tych bezwzględnych aparatczyków najwięcej było lekarzy.

Medycyna alternatywna ma zniknąć z powierzchni ziemi nie dlatego, że szkodzi (śmiertelność na onkologii wynosi 98%, ale nikt z tego powodu nie żąda delegalizacji tego działu naukowej medycyny) lub jest nieskuteczna (2% skuteczności onkologii to tylko listek figowy, bo 0% byłoby wstyd wpisać na listę sukcesów), lecz dlatego, że kilku gniewnych fanatyków z czysto (irr)acjonalnych, a raczej dogmatycznych powodów jej nie toleruje („to jest niezgodne z nauką”). Ludzie ci postanowili działać w myśl zasady: cel uświęca środki. Tak jak woda drąży skałę, tak oni drążą prawo i będą to robić dopóty, dopóki nie skoroduje, a wtedy je  zmienią według własnego kaprysu. I cóż z tego, że homeopatia jest legalna i szanowana w całym cywilizowanym świecie, cóż z tego, że pacjent ma prawo do samodzielnego wyboru metody leczenia, cóż z tego, że homeopatię praktykują lekarze z co najmniej II stopniem specjalizacji? Co z tego, że żadnemu homeopacie nie zmarł żaden pacjent? Co w końcu z tego, że to medycyna alopatyczna truje, szkodzi i morduje ludzi niczym obóz w Auschwitz? To wszystko nie ma znaczenia. Bo i tu i tam chodzi o dogmat. Dla katolików ostatecznym autorytetem jest ich święta księga, a dla materialistycznych racjonalistów wyrocznią jest „metoda naukowa”. Nie liczą się skutki, lecz wyłącznie wierność zasadzie.

Naczelna Rada Lekarska raz już pozwała homeopatię przed oblicze sądu i proces sromotnie przegrała. Jak dowiadujemy się z dzisiejszych „Faktów” (w cudzysłowie, bo takie to są właśnie „fakty”) TVN, tym razem Konstanty Radziwiłł postanowił uderzyć nie w homeopatię, lecz w konkretnego lekarza, doktora Jana Baranowskiego z Poznania.

Powinnam tu pewnie wyrazić swoje najświętsze oburzenie. Ale są granice absurdu. Kiedy się je przekroczy robi się zwyczajnie śmiesznie.

Tak, panie Radziwiłł, grubo przekroczył pan granicę śmieszności. I o co będzie pan oskarżał tego biednego doktora? Czy udowodni mu pan, że jest mordercą? Że jego leki trują, okaleczają lub zabijają? Czy ten doktor ma jakąkolwiek szansę w konkursie z dowolnym, a zwłaszcza „wybitnym” onkologiem, w kategorii „roczna średnia zgonów powierzonych mi pacjentów”? Skoro tak się pan pali do karania lekarzy, niech się pan weźmie za diabetologów i onkologów, których działalność już dawno powinna zostać zdelegalizowana z powodu okaleczania i mordowania pacjentów. Wbrew temu, co twierdzi medycyna alopatyczna cukrzyca jest chorobą całkowicie i w krótkim czasie uleczalną. Podobnie jest z nowotworami i praktycznie wszystkimi innymi chorobami „nieuleczalnymi”. Jeśli ktoś umiera na te choroby, to wyłącznie na własne życzenie i z niewiedzy, wynikającej z wiary w autorytet lekarzy.

Jeśli prawo jest prawem możemy być pewni, że doktor Baranowski wyjdzie z tej potyczki jako zwycięzca, a nawet w myśl zasady, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, jego sława i kariera po tym incydencie rozkwitną. A jeśli nie, to miej nas Boże w opiece, bo będzie to znak, że skończyło się prawo i że zostaliśmy całkowicie oddani na pastwę psychopatów.

Jeśli w Polsce wciąż jeszcze obowiązuje prawo, to doktor Baranowski może spać spokojnie. Nikogo nie zabił, nikt z pacjentów nie oskarżył go o szkodzenie, a nawet wręcz przeciwnie, pacjenci tłumnie przybyli do sądu, żeby zeznawać w obronie swojego lekarza, więc żaden sąd nie ma podstaw, żeby go skazać. Nie ma zbrodni, nie ma kary.

Pan Radziwiłł nie twierdzi bynajmniej, że homeopatia szkodzi i nie zapowiada przedstawienia dowodów na taką tezę. Takie stwierdzenie musiałby podeprzeć jakimiś dowodami naukowym, powołać się na wyniki badań i statystyki, ale takich nie ma. Zamiast tego wysunął bardzo dziwaczny argument: „homeopatia w XXI wieku jest metodą, która powinna być po prostu zarzucona”. Inny argument? Że leki homeopatyczne mają „dziwaczne” pochodzenie: z roślin, zwierząt i pszczół, że się je rozcieńcza i że się je potrząsa. I że pacjenci są PRZEKONANI, że homeopatia działa. Ciekawe, skąd bierze się to ich „przekonanie”? Czyż nie z faktu, że zostali wyleczeni? Domyślamy się – to pewnie dlatego, że są zabobonni i bezrozumnie wierzą w płaską ziemię.

Leki homeopatyczne mają pochodzenie naturalne – co w tym dziwacznego? Tu bynajmniej nie chodzi o ową rzekomą „dziwaczność”, lecz wyłącznie o to, że roślin ani zwierząt nie można opatentować. Oznacza to, że nie można się na nich wzbogacić. Wielką kasę można robić wyłącznie na lekach chemicznych. I tu mamy wyjaśnienie całej tajemnicy. Homeopatia leczy tanio, szybko i skutecznie, a alopatia wręcz przeciwnie. A przecież pacjent musi być dojną krową nie tylko dla lekarzy, ale i dla koncernów farmaceutycznych. Zdrowie jest niedochodowe, zarabia się wyłącznie na chorobach.

Dalej dowiadujemy się, że w Polsce homeopatię praktykuje ponad 5000 DYPLOMOWANYCH lekarzy, a ten proces ma być dla nich przestrogą, że każdy może trafić przed sąd lekarski. A ja ponownie spytam: za co? Czyżby wyłącznie za to, że pan Radziwiłł stawia się ponad prawem i bez powodu pozywa do sądu ludzi, którzy prowadzą w pełni legalną praktykę?

Wszystko to jest kuriozalne, ale najlepsze jest podsumowanie Marka Nowickiego: „Walka Izb Lekarskich z lekarzami, którzy stosują homeopatię jest skazana na niepowodzenie, z bardzo prostej przyczyny: lekami homeopatycznymi pogardza nałka, ale nie pacjenci”.

Nałka to może sobie pogardzać czym chce, ale od wymierzania sprawiedliwości są sądy. A te na szczęście (przynajmniej jeszcze na razie) muszą sądzić według prawa. Nie ma zbrodni, nie ma kary.

Tak na marginesie: oba przeciwieństwa, czyli Kościół z jednej strony i racjonaliści z drugiej dziwnie zgodnie zwalczają te same idee, o czym pisałam wielokrotnie. Wszystkie skrajności spotykają się ze sobą…

Z ostatniej chwili: kolejna przegrana NIL w sprawie homeopatii!!!

Lekarz-homeopata uniewinniony po trzyletnim procesie

Sąd lekarski uznał za niewinnego poznańskiego lekarza Jana Baranowskiego stosującego homeopatię. Sprawa o naruszenie Kodeksu Etyki Lekarskiej toczyła się przed Okręgowym Sądem Lekarskim w Poznaniu od trzech lat.\W 2006 roku prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Konstanty Radziwiłł zwrócił się do okręgowego rzecznika odpowiedzialności zawodowej w Poznaniu o przyjrzenie się metodom leczenia doktora Baranowskiego. Za pierwszym razem sprawę umorzono. Po odwołaniu prezesa Radziwiłła wszczęto postępowanie przed Sądem Lekarskim w Poznaniu.

Jan Baranowski zapewniał, że jest niewinny. „Nie naruszyłem Kodeksu Etyki Lekarskiej” – mówił lekarz jeszcze przed ogłoszeniem wyroku:

Baranowski podkreślał, że stosuje leki homeopatyczne, które są dopuszczone do obrotu. Tymczasem według Naczelnej Rady Lekarskiej, homeopatia nie jest uznaną metodą leczenia w Polsce.

Do Sądu Lekarskiego przyszło dziś kilkadziesiąt osób, które wspierają doktora Baranowskiego. Na rozprawę mogli wejść tylko lekarze z prawem do wykonywania zawodu.

Promotor homeopatii

Jan Baranowski od 2003-ego roku jest prezesem Wielkopolskiego Stowarzyszenia Homeopatów Lekarzy i Farmaceutów w Poznaniu. Wielokrotnie zwracał się do ministerstwa zdrowia o uznanie homeopatii jako metody terapeutycznej i wpisanie jej na listę dodatkowych umiejętności lekarskich.

Szacuje się, że w Polsce jest około 5-u-6-u tysięcy osób leczących metodami homeopatycznymi.