Świat stanął na głowie – służba drze mordę na swojego pana!

Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej mówi jasno i wyraźnie:

Rozdział I
RZECZPOSPOLITA
(…)
Art. 4.

  1. Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu.
  2. Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio

Jednak te zapisy są martwe! W sposób będący zaprzeczeniem zasad demokracji władzę w naszym kraju sprawują posłowie, urzędnicy, a nawet lekarze najniższego szczebla, którzy bezczelnie terroryzują suwerena, zapominając o tym, że to on jest ich panem i jedyną, prawowitą władzą w tym kraju!

Władza o strukturze piramidalnej została wymyślona jedynie po to, żeby było wiadomo, kogo skorumpować lub zastraszyć jeśli się opiera.

System, w którym prawa ustanawia garstka (p)osłów, których dodatkowo niewoli dyscyplina partyjna, jest idealny dla wielkich korporacji i obcej agentury. W obecnym układzie, żeby kupić dowolną ustawę oraz każde prawo wystarczy dać w łapę zaledwie kilku osobom. Równie łatwo jest się pozbyć opornych – jeśli poseł nie da się ani kupić ani zastraszyć składa mu wizytę seryjny samobójca lub jego samochód z niepojętych przyczyn, na prostej drodze, wpada na barierki powodując śmierć kierowcy.

Skorumpowani posłowie traktują nasz kraj jak swój prywatny folwark, a suwerena i prawowitego właściciela tych ziem zamieniają w zgraję upodlonych niewolników. Dla nich liczy się jedynie to, ile mogą zyskać dzięki łapówkom od korporacji. To właśnie dlatego, mimo zdecydowanego oporu narodu, w Polsce obowiązuje niedemokratyczny przymus szczepień i importu GMO.

Co się z nami wszystkimi stało, że sytuację, w której przełożony boi się swojego poddanego i zachowuje się jak jego sługa uznaliśmy za normę? Ludzie! Czas się obudzić, bo jeszcze trochę, a będzie za późno.

Jerzy Zięba, w swoim genialnym, krótkim i treściwym wystąpieniu uświadamia (p)osłom, że to my jesteśmy ich pracodawcami, bo to my im płacimy, a oni, jako nasza służba, mają obowiązek pokornie robić to, czego my żądamy.

Jak widać na poniższym filmie niektórzy (p)osłowie są przekonani, że to oni są władzą. Część z nich miała czelność wykrzykiwać wrogie słowa pod adresem Jerzego Zięby i domagać się odebrania mu głosu.

Kilka słów do psychopatycznych trolli, zwolenników szczepień i klakierów złej nauki

Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem psychicznych degeneratów, którzy agresywnie bronią fałszerstw naukowych, takich jak „wirus odry” i zaciekle tępią prawdę, nazywając ją fałszem albo „nieprawdziwymi wiadomościami”.

Nie rozumiem zatwardziałości serca, która stoi po stronie morderców niewinnych dzieci, zabijanych i okaleczanych szczepionkami i pseudo-lekami. Jakim trzeba być psychopatą z ciężko zwichrowaną psychiką, żeby bronić morderców i poniewierać broniących swoich dzieci rodziców oraz uczciwych lekarzy i naukowców? Co wydarzyło się w życiu tych trolli, że służą czystemu złu i nienawidzą dobra? Jakie straszliwe, traumatyczne doświadczenie z dzieciństwa sprawiło, że wasza psychika została zwichrowana do tego stopnia, że niszczycie wszystko, co prawdziwe i dobre?

Czy wy w ogóle jesteście ludźmi?

Czym różnicie się od fanatyków religijnych, dla których objawienia ich religii są ostateczną i niepodważaną prawdą, w imię której trzeba torturować i zabijać z zimną krwią?

Jesteście dokładnie tacy sami, a waszym świętym bałwanem jest (pseudo)nauka!

Nie potraficie nawet dostrzec, jak bardzo zła i niebezpieczna bywa nauka.

Wiara jest przeciwieństwem rozumu. W rzeczywistości nie wiecie nic i dlatego wierzycie, że nauka jest doskonała i nieomylna.

Ślepo i bezmyślnie wierzycie w to, czego nauczono was w szkołach sponsorowanych przez korporacje kompleksu przemysłowo-militarnego. Oddajecie hołd bałwanom, o których nie wiecie zupełnie nic oprócz legendy, jaką sztucznie stworzono wokół nich i ich rzekomych osiągnięć. Komuś się po prostu opłacało, żeby postawić na ołtarzu nauki psychopatów i oszustów, takich jak Pasteur, bo dzięki wszczepianiu chorób chorują miliardy, więc interes się kręci, a kasa napełnia się brzęczącym złotem.

Tworzycie piekło na ziemi!

Na zakończenie kilka cytatów do samodzielnego przemyślenia:

Jeśli odpowiedzialność za czynniki ekonomiczne, które wywołały II wojnę światową – czyli kartel olejowy i narkotykowy – nie zostanie wywiedziona na światło dzienne, te same czynniki wywołają w przyszłych pokoleniach jeszcze więcej szkód niż naziści – Telford Taylor, amerykański oskarżyciel w Trybunale do Ścigania Zbrodni Wojennych w Norymberdze przeciwko IG Farben, w 1947 r.

Wiara w autorytety powoduje, że błędy autorytetów przyjmowane są za wzorce – Lew Tołstoj

Tylko na nas spójrzcie. Wszystko jest na wspak, wszystko jest do góry nogami: lekarze niszczą zdrowie, prawnicy niszczą sprawiedliwość, uniwersytety niszczą wiedzę, rządy niszczą wolność, główne media niszczą informacje, a religie niszczą duchowość – Michael Ellner

Uczcie się od nauki, że nie wolno wierzyć ekspertom. Każde pokolenie, które odkrywa coś nowego, musi przekazać to następnym, ale musi to wykazać w postaci zrównoważonej mieszaniny poszanowania i jego braku. Tak, aby nasza rasa nie przekazywała młodym swoich błędów, lecz skumulowaną mądrość oraz tę mądrość, że może ona wcale nie być mądrością? – Richard Feynman w eseju „Czym jest nauka”

Dieta, zastrzyki i nakazy będą wytwarzać od bardzo wczesnego wieku rodzaj charakteru i osobistych przekonań, które władze uznają za pożądane, tak aby każda krytyka władzy była psychologicznie niemożliwa (…) Stopniowo poprzez selektywną hodowlę, genetyczne różnice pomiędzy rządzącymi a rządzonymi wzrosną tak, aż staną się niemal różnymi gatunkami. Bunt plebsu stanie się na tyle niemożliwy, na ile niemożliwe jest zorganizowane powstanie owiec przeciwko praktyce jedzenia baraniny – Bertrand Russell, Prawnuk Brytyjskiego Księcia Bedford Johna Russella, Wnuk Premiera Wielkiej Brytanii Lorda Russella, Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury, Królewski Instytut Spraw Międzynarodowych (Chatham House), „Wpływ nauki na społeczeństwo”, 1953

Dzisiejszy świat zamieszkuje 6,8 miliarda ludzi i zmierza do wartości 9 miliardów. Jeśli obecnie wykonamy dobrze zadanie jeżeli chodzi o szczepionki, służbę zdrowia, rozrodcze usługi zdrowotne, wówczas możemy obniżyć tę wartość o być może 10 lub 15 procent – Bill Gates, Wystąpienie na zamkniętej konferencji TED 2010 w Long Beach w Kalifornii

Widzimy teraz, że istnieje rodzaj pomocy zagranicznej, realizującej się poprzez szczepienia i leczenie AIDS, które są niesamowicie efektywne. One wszystkie skupiają się na ratowaniu życia. I dobrą wiadomością jest to, że dokonując tych przełomów populacja w kraju spada – Bill Gates dla CNN

Raport CDC stwierdza, iż wśród kobiet w ciąży zaszczepionych na świńską grypę odnotowano siedem razy więcej poronień. Kobiety zaszczepione na grypę sezonową chorowały trzy razy częściej na tę grypę, zaś szczepione na A/H1N1 chorowały na świńską grypę dziesięć razy częściej.

Są dwa sposoby na łatwe życie: wierzyć we wszystko albo nie wierzyć w nic. Obydwa zwalniają nas od myślenia – Alfred Korzybski

Ludzie mogą zostać dosłownie zatruci przez fałszywe idee i fałszywe nauczanie – Alfred Korzybski

Społeczeństwo zawodzi zupełnie, kiedy trzeba stworzyć wewnętrzne hamulce dla działań, które wywodzą swój początek od autorytetu – Stanley Milgram

Siła autorytetu nie pochodzi od jego właściwości charakteru lecz od jego domniemanej pozycji w strukturach społecznych – Stanley Milgram

Prawda jest prawdą, nawet jeśli wszyscy są przeciw niej, natomiast błąd pozostaje błędem, nawet jeśli wszyscy są za nim – William Penn

Tropiciel spisków jest jak saper: wystarczy jeden błąd, żeby całkowicie stracił wiarygodność!

Miną, na której badacze spisków wysadzili się w powietrze jest teoria płaskiej ziemi.

Celem operacji PsyOp pod kryptonimem „Płaska Ziemia” było dowiedzenie, że tropiciele spisków są idiotami, nieukami i bezmyślnymi baranami, którzy uwierzą w każdą, nawet najgłupszą brednię, jeśli tylko się ją zarekomenduje jako spisek („płaska ziemia, największy spisek wszech czasów!!!„) i dlatego są całkowicie niegodni zaufania. Skoro tak łatwo dali się nabrać na płaską ziemię, to znaczy, że żadne spiski nie istnieją.

Logiczne?

Tak samo „logiczne”, jak wywody pana Dave’a Murphy, czyli wcale!

Tutaj macie dowód na to, że tropiciele rzeczywistych spisków zostali zaliczeni do tej samej kategorii głupców co wyznawcy płaskiej ziemi:

Światli i myślący ludzie wiedzą oczywiście, że wnioskowanie typu „skoro PZ jest kłamstwem, to i szkodliwość GMO też jest kłamstwem” jest nielogiczne i nieuzasadnione. O ile uzasadniony jest wniosek, że łatwowierni i głupi ludzie nie są godni zaufania, o tyle wiara nieuków w PZ nie zaprzecza rzetelnej wiedzy o szkodliwości GMO, o chemtrails, oszustwie klimatycznym, złej medycynie itp.

Oponenci z obu stron barykady kierują się wiarą w cudze opinie, a nie obiektywną prawdą. Dotyczy to również tych, którzy są przekonani, że kierują się nie wiarą, lecz wiedzą i że ich ostoją jest racjonalizm. W rzeczywistości nikt niczego osobiście nie sprawdza ani nie weryfikuje, lecz wszyscy opierają się na tym, co gdzieś przeczytali, do czego ktoś ich przekonał albo co zaświadcza swoim autorytetem ktoś, kogo uważają za eksperta. Ci, którzy dumnie głoszą hasła racjonalizmu i kultu nauki zupełnie nie są w stanie dostrzec oczywistej kwestii: że dziś, również w nauce, liczy się pieniądz i sława, a nie prawda i uczciwość. Jedni uwierzyli na słowo, że ziemia jest płaska, a drudzy, że GMO i szczepienia są bezpieczne. Ani jedno ani drugie nie jest prawdą, ale żeby to odkryć trzeba przeryć się przez stosy, nierzadko wzajemnie wykluczających się, badań i dowodów i przepuścić to wszystko przez filtr własnego osądu.

Przede wszystkim należy kierować się starą, rzymską zasadą: „CUI BONO?” Kto korzysta na tym, że preparuje lub ukrywa dowody?

Kto zyska na tym, że ludzie uwierzą w płaską ziemię? Odpowiedź brzmi: ci, którzy chcą zdyskredytować wszystkich, którzy demaskują spiski.

A kto zyskuje na GMO i szczepieniach? Ci, którzy czerpią z nich zyski finansowe i pozafinansowe, czyli producenci i właściciele patentów oraz czyściciele planety z dwunożnego bydła i bezużytecznych zjadaczy kartofli. Patenty to kura znosząca złote jaja. Jeśli jesteś posiadaczem praw do dowolnego wynalazku, to każdy, kto z tego wynalazku chce skorzystać musi ci zapłacić haracz. Kto jest właścicielem praw patentowych na nasiona (czyli de facto jest właścicielem części tego, co jedzą wszyscy ludzie i zwierzęta na całym świecie) ten nie tylko ma pieniądze, ale i nieograniczoną władzę. Kto kontroluje pieniądze ten kontroluje świat, a kto kontroluje żywność ten ma ludzkość w garści! To nie teoria, to spisek pełną gębą!

Bezkrytyczna wiara w naukę jest tak samo zgubna, jak bezkrytyczna wiara w dogmaty religijne. Jeśli nie widzisz, że nauka stała się sprzedajną k…, to znaczy, że jesteś zaślepiony tak samo jak fanatycy religijni. Mentalność wyznawców bałwana nauki niczym nie różni się od mentalności oszołomów religijnych. Niedawno posłałam do spamu komentarz, którego autor napisał: „jak śmiesz spierać się z ekspertami, przecież dziś nauka poczyniła takie postępy, że zwykły człowiek, taki jak ty, jej nie rozumie”. Zupełnie to samo piszą mi ludzie religijni: „jak śmiesz spierać się z papieżem, przecież on jest nieomylny, bo przemawia przez niego Bóg”.

Ludzie, zacznijcie wreszcie myśleć sami zamiast opierać się na opiniach autorytetów dowolnego sortu!

———————-

Nie uważałam tej płaskiej bzdury za rzecz godną mojego pióra, ale ponieważ misjonarze PZ wciąż i do znudzenia nawracali mnie na tę wiarę rodem z wieków ciemnych zdenerwowałam się i umieściłam w Hyde Parku komunikat tej oto treści:

UWAGA!!!

WPROWADZAM ZAKAZ WSTĘPU DLA WYZNAWCÓW TEORII PŁASKIEJ / WKLĘSŁEJ / PUSTEJ ZIEMI!

Ta bzdura zaczyna zataczać coraz większe kręgi i coraz więcej naiwniaków daje się w to wciągać, a mój blog jest nieustannie nawiedzany przez kolejnych, wprost palących się do nawracania na swoją płaską wiarę misjonarzy.

Mam już tego dość i nie będę więcej tracić czasu na dyskusje na ten temat. Proszę nie okradać mnie z czasu i energii!

Trzeba być naprawdę kompletnym, pozbawionym (nawet płaskiego) mózgu kretynem, żeby wierzyć w te brednie! Łebski, nieszczepiony uczeń szkoły podstawowej jest w stanie odkryć, gdzie kryje się błąd logiczny w wywodach płaskoziemców, ale dorośli, nawet „wykształceni” (w nowym systemie edukacji) magistrowie i doktorzy tego nie potrafią. I co się dziwić, skoro doktor astronomii nie potrafi odróżnić znaków zodiaku od gwiazdozbiorów, a co jest wprost trudne do uwierzenia, wyrzygnął z głębi swojego (chyba płaskiego) mózgu taką oto wielką mądrość: „Przez tysiące lat Ziemia zmieniła swoje położenie względem Słońca”.

Wiara w płaską ziemię jest cechą wieków ciemnych, czyli XXI wieku, w którym nastąpił katastrofalny i nienotowany nigdy wcześniej upadek edukacji. Kolejne reformy szkolnictwa doprowadziły do tego, że ludzie nie potrafią myśleć logicznie (sprawdź hasło „trivium”) i nie posiadają ugruntowanej wiedzy na żaden temat. Szkoły (również renomowane uczelnie wyższe) wypuszczają analfabetów i ćwierćinteligentów, którym można wcisnąć każdy kit i ciemnotę, np. lekarzy pediatrów, którzy szczepią i nie widzą tragicznych skutków tego procederu. Jest to robione celowo, bo korporacyjne rządy nie potrzebują inteligentnych, niezależnych myślicieli, lecz wielorasowego, pozbawionego tożsamości stada baranów do wykonywania niewolniczej, prymitywnej pracy.

Już starożytni wiedzieli, że ziemia jest kulą i umieli obliczyć jej średnicę. Wiedzieli o tym również uczeni w średniowieczu. Słynne ostatnio Towarzystwo Płaskiej Ziemi powstało nie w średniowieczu, lecz w XIX wieku, ale nikt nie potraktował tego poważnie. Obecnie podchwycili i solidnie dofinansowali tę ideę Iluminaci celem ogłupiania i skłócania i tak już ogłupionej i skłóconej ludzkości i jak widać odnieśli wielki sukces, bo już niemal wszyscy uwierzyli, że żyjemy na naleśniku. Musieli wpakować w to naprawdę dużo forsy, o czym świadczą profesjonalnie zrobione filmy (animacje) oraz potężna reklama, oparta głównie na marketingu szeptanym.

Teoria płaskiej ziemi jest tak szeroko lansowana, ponieważ jest idealna do zdyskredytowania tropicieli prawdziwych spisków (chemtrails, Smoleńsk, 911), a przede wszystkim wszystkich, którzy negują korporacyjną, upolitycznioną pseudo-naukę (wiarę w ocieplenie klimatu, toksyczność CO2, biotechnologię i jej sztandarowy „wynalazek” jakim jest GMO, wakcynologię, medycynę rzekomo opartą na dowodach itp.). Jeśli tropiciele spisków dadzą się nabrać na teorię płaskiej ziemi i zaczną ją głosić skompromitują się kompletnie i zrobią z siebie idiotów, którym nikt nie będzie wierzył ani traktował ich poważnie.

Tropiciel spisków jest jak saper: wystarczy jeden błąd, żeby całkowicie stracił wiarygodność.

I faktycznie, tak właśnie się stało – na YT już pojawiły się filmiki, wyśmiewające w czambuł wszystkie „teorie spiskowe”, zarówno religijne jak i tzw. pseudonaukowe. Teza lansowana w nich brzmi: nie ma żadnych spisków, żyjemy w bezpiecznym, doskonale kontrolowanym systemie, w którym nie ma miejsca na jakiekolwiek nadużycia ze strony nauki, medycyny ani polityki, a kto twierdzi, że jest inaczej jest paranoikiem i szaleńcem i powinien poddać się leczeniu psychiatrycznemu.

Nie chciało mi się polemizować z tą płaską bzdurą, ale na szczęście jest ktoś, komu się chciało. To Opolczyk, który wyjaśnia łopatologicznie co i jak, całość jest do przeczytania tutaj. Jego płascy przeciwnicy mają za argument wyłącznie obelgi i oczywiście bany. Po raz kolejny przekonuję się, że wiary nie da się uleczyć żadnymi, racjonalnymi (nie racjonalistycznymi!!!) dowodami i argumentami.

Wiele razy prosiłam, żeby wyznawcy płaskiej / wklęsłej / pustej ziemi wyjaśnili mi zjawisko ruchu wstecznego (retrogradacji) planet! Mimo wielokrotnie ponawianych apeli nie doczekałam się odpowiedzi, w końcu przesłano mi animację z planetami poruszającymi się po orbitach w kształcie fantazyjnych pętelek. I w tym momencie ręce mi zupełnie opadły! Jeśli tak wiele osób jest w stanie uwierzyć w coś tak nielogicznego i niezgodnego z prawami fizyki, to z edukacją jest dużo gorzej niż mogłam przypuszczać.

Wzbudzający powszechny aplauz płaskoziemców filmik z występem Dave Murphy’ego najpierw wywołał u mnie paroksyzmy zagrażającego życiu śmiechu, a potem rasistowską myśl, że ten facet kończył szkoły w jakimś murzynowie. Kolejna refleksja nie jest już tak wesoła: w tym murzynowie uczą się obecnie również białe dzieci, nie tylko amerykańskie, ale wszystkie, na całym, wielkim świecie i dlatego mamy poziom nauczania odpowiedni dla niewolników pracujących na plantacjach, a nie dla błyskotliwych intelektualistów. Może to się komuś nie spodobać, ale prawda jest bolesna: wszyscy jesteśmy niewolnikami. Jeśli chcesz wiedzieć czyją jesteś własnością dowiedz się, kogo nie wolno ci krytykować. Wolter sądził, że nie wolno krytykować rządzących. Pomylił się. Nie chodzi o rządzących, lecz o właścicieli niewolników, w których zamieniono nas wszystkich.

A teraz wysil szare komórki i samodzielnie odkryj, dlaczego ten wywiad powinien cię śmieszyć, a nie oświecać intelektualnie. Ja uznałam, że ten film nie jest godzien obejrzenia już po pierwszym wielkim objawieniu, jakie zapodał swoim bezmyślnym wielbicielom:

Jeśli leci pilot nad krzywizną ziemi powinien obniżać tor lotu co 5 minut, by pozostać dookoła krzywizny

Jeśli nie obniży toru lotu, to (jak się domyślam) odleci w kosmos. Czy to zdanie wydaje ci się logiczne? A może logiczne jest zdanie przeciwne, że jeśli będzie co 5 minut obniżał wysokość, na której leci, to w końcu zaryje nosem w grunt? To drugie zdanie również wydaje się logiczne, prawda? Ale oba te zdania nie mogą być prawdziwe, bo sobie przeczą. Potrafisz odkryć gdzie pan Murphy robi z ciebie idiotę? Jeśli nie potrafisz, to spytaj ucznia szkoły podstawowej, może on będzie wiedział?

 Zamiast bezkrytycznie wierzyć w opowieści pana Murphy weź do ręki encyklopedię (NIE, NIE Wikipedię!!! Mam na myśli poważną, niezafałszowaną przez polityczną poprawność papierową encyklopedię, najlepiej wydaną jeszcze w XX wieku) i sprawdź jak działa żyroskop, wybierz się do obserwatorium astronomicznego i spytaj dlaczego jedne gwiazdy widać, a innych nie widać albo przynajmniej obejrzyj ilustracje w encyklopedii stojącej w biblioteczce dziadka. Rusz mózgiem, bo jeśli tego nie zrobisz każdy „misjonarz” dowolnej teorii zrobi ci wodę z mózgu, a ty pójdziesz za nim jak owca za rzeźnikiem.

Przekręt wszechczasów, część XVI

Parę słów o lichwie

To jest temat, którego wciąż się uczę, nie tak wytrwale jak kiedyś to robiłem, ale chętnie podzielę się tym co już wiem, choć zdaję sobie sprawę, że to tylko kropla w morzu. Ale warto to wiedzieć.

Nie będzie łatwo wytłumaczyć, jakim cudem ten cały syf zwany ekonomią w ogóle działa. Fenomen tego jest tak prosty, że 99% ludzi nie jest w stanie zrozumieć, jak to jest możliwe, więc odrzucają to niemal z mety. W zamian za to, słuchają mądrych ekonomistów, wykresów, stóp procentowych, itp. itd. Większość ludzi zatraciła możliwość zadawania logicznych pytań, takich, które mogą przynieść zrozumienie tematu.

Zanim podzielę się tym, czego już się zdążyłem dowiedzieć, chciałbym zadać kilka pytań, na logikę, bez potrzeby głębokiej analizy systemu finansowego, takie pytania, na które każdy mógłby odpowiedzieć, albo przynajmniej zastanowić się  na chłopski rozum.

To jest fakt, że system upewnił się, że nie wiem NIC o pieniądzach. Nie wiemy skąd się biorą, jaki jest mechanizm ich powstawania, funkcjonowania itd.

Na pytanie skąd się biorą pieniądze – zapewniam was, 99% ludzi zapytanych na ulicy nie będzie miała zielonego pojęcia i będzie tyle teorii, ile ludzi zapytanych. Co niektórzy będą mówić o banku centralnym, cyfrowej walucie itd., ale obawiam się, że konkretnej odpowiedzi nie otrzymacie.

Wszyscy słyszymy, że świat ma długi, nie tylko jeden kraj, nie jedna firma RP, dosłownie wszyscy mają ogromne długi, dług publiczny rośnie tak i tak, i wszyscy są w czarnej dupie. Pytanie:

  1. Jeżeli wszyscy mają długi – to komu są winni? Jeżeli niemal cała planeta jest w długach – to komu? Kto pożyczył ziemianom tyle kasy? Ludzie z Marsa? A jeżeli są sobie nawzajem dłużni, dlaczego nie zredukują sobie nawzajem długów? Komu jesteśmy winni tyle, że wszyscy siedzimy w czarnej dupie?
  2. Jeżeli jest na tej planecie ktoś, kto ma magiczny guzik do produkcji pieniędzy, to czy ta cała kasa naprawdę jest coś warta, tyle żebyśmy my musieli pracować od świtu do nocy, za coś komu zajęło to kilka sekund, kliknąć w klawiaturę albo guzik drukarki???
  3. Skoro wszyscy jesteśmy w długach, jakim cudem jest coraz więcej firm pożyczkowych, banków, lichwy wszelakiej maści? Skoro ludzie nie spłacają „długów”, tych pieniędzy powinno być coraz mniej do pożyczania, a nie więcej prawda? Skoro Jaś nie oddal mi 20 000, to ja mam w swojej kasie o 2 dychy mniej i nie mogę już tych pieniędzy nikomu pożyczyć prawda? Więc nie byłoby dziwne, gdybym nagle ogłosił że pożyczam nie tylko 20 000 ale 50 000???
  4. Skoro prawo bankowe zabrania pożyczania pieniędzy depozytorów, do tego bardzo duża cześć ludzi nie spłaca „pożyczek” jakim cudem powstaje coraz więcej lichwy? Nie, nie drukują sobie na kolanie kasy, o tym później.
  5. Kiedy bank „pożyczył” Jasiowi poł miliona $ na dom, Jaś nie spłacał, bank zabrał dom i sprzedał na aukcji za 300 000, to jest 200 000 $ w plecy? Proszę pomnożyć taki scenariusz razy kilka tysięcy miesięcznie w całych USA i policzyć, ile kasy „stracił” bank, więc jakim cudem rośnie w siłę do takiego stopnia że niedługo będą mieli złote kible? (Detroit – można kupić dom za kilka tys., dom za który bank kiedyś „zakredytował” komuś np. poł miliona $)

Takich pytań są setki, nikt nie zastanawia się dlaczego tak to wszystko wygląda, że może to, co słyszymy na lekcjach ekonomii to nie do końca jest prawda. Ludzie, tęgie głowy, którzy mają kilka liter przed nazwiskiem wiedzą całe gówno o tym, czego uczą. Zapewniam was, że pół godziny przelewania takich informacji do ich wyedukowanej, kwadratowej głowy spowoduje zawiechę systemu myślowego – wiem, bo sam byłem tego świadkiem. Więc nie ma się co dziwić że Jaś ma zero pojęcia, kto i jak go dyma, mnie tylko dziwi fakt, że ludzie nie chcą wiedzieć, to jest przerażające. Wolą pracować w pocie czoła na wyimaginowane pożyczki, które nie istnieją, nie istniały i istnieć nie będą.

Nie mamy prostych odpowiedzi na te pytania obawiam się, nasze zrozumienie mechanizmu pieniędzy jest niemal zerowe, zupełnie tak, jak w medycynie, polityce, szkolnictwie – wszędzie niemal oddajemy sprawę w ręce „profesjonalistów”, czy to w białym kitlu, mundurze czy drogim garniturze. Nie ma w nas już ani krzty ochoty, żeby się dowiedzieć samemu. System „edukacji” i telewizja zrobiły swoje.

Zanim wyjaśnię mechanizm powstawania tzw. „kredytów” napiszę kilka słów o historii biznesu, tzw. commerce i o powstaniu bardzo ważnego prawa finansowego jakim jest BILLS OF EXCHANGE ACT z roku 1882, który do dnia dzisiejszego stanowi filar powstawania kredytów.

To co powiedziałem wcześniej – banki nie mogą pożyczać pieniędzy depozytorów. To jest ustanowione prawnie, ale nawet na logikę: nie trzeba być geniuszem, żeby to zrozumieć. Ile kosztuje mieszkanie w Warszawie? 300 000zl? 500 000 zł? Weźmy pół miliona.

Ile ma statystyczny Jaś w banku? 5 tysięcy? 20 tysięcy? Teraz proszę pomyśleć, ile takich Jasiów musiałoby wpłacić swoje całe oszczędności na sfinansowanie jednego tylko mieszkania. Dla porównania, tu w UK bank LLoyds chyba chwali się w reklamie tv że udzielają kredytu mieszkaniowego w kraju – co 15 minut… rozumiecie? Jaś ma tylko parę tysięcy w banku, a co 15 minut bank przyznaje „kredyt” na mieszkanie warte setki tysięcy… Na wiele, wiele lat…

To po pierwsze, po drugie, jeżeli bank pożyczałby pieniądze depozytorów, co by się stało, gdyby wielu Jasiów zechciało wybrać swoje oszczędności? Nawet jak im będą kazać czekać dzień czy dwa, „kredyt” na mieszkanie potrzebuje wielu lat, żeby się „spłacić”. Nie ma w tym nic dziwnego?

Weźmy pod uwagę to, co mówiłem wcześniej – wielu ludzi podupada i przestaje spłacać „kredyty”. Skąd bank weźmie wtedy pieniądze, żeby pooddawać takim Jasiom, skoro wielu ludzi nie spłaciło „pożyczek”?

To nie są ciężkie pytania, nie potrzeba mieć magistra ekonomii, żeby takie rzeczy przemyśleć, a co więcej – im wyżej wykształcony ekonomista, tym trudniej mu poukładać sobie to w bani.

Skoro bank nie pożycza żadnych pieniędzy, to skąd się biorą fundusze na dom, mieszkanie, samochód? Przecież Jaś, korzystając z tychże mechanizmów może jutro kupić mercedesa. Ten samochód istnieje, fizycznie, ktoś dostał pieniądze na konto i dał Jasiowi kluczyki.

Zanim wyjaśnię, napiszę słówko o historii biznesu, kiedy jeszcze większość wartościowych rzeczy, jak złoto itp., była przewożona na statkach, które tonęły i były napadane przez piratów.

Ludzie biznesu ówczesnych czasów zaczęli się drapać w głowę. Coraz więcej tracili majątku na rzecz zatoniętych statków, napadów, piratów. Postanowili wprowadzić system, gdzie sam produkt, jak złoto, nie będzie musiał być transportowany. Nie musiało opuszczać sejfu właściciela, wystarczyło, że ten wysłał kuriera z dokumentem, na którym było napisane, że następuje transfer majątku. Taki dosłownie paragon, który drugi człowiek – ten który to otrzymał mógł spieniężyć bądź wymienić na inny towar. Tak narodził się BILLS OF EXCHANGE ACT, który działa do dnia dzisiejszego. To w telegraficznym skrócie, ale będzie potrzebne do zrozumienia pieniędzy.

Pamiętacie, jak pisałem o tym, że my – my wszyscy – jesteśmy wspólnie właścicielami ziemi Polskiej i wszystkiego co na niej i w niej się znajduje? To ma ogromną wartość monetarną, ogromną, i nie należy do rządu – należy do ludzi. My jedynie daliśmy swoją część w zarząd RP, po to, żeby zarządzali tym w mądry sposób i na naszą korzyść (wiem, że jest dokładnie odwrotnie).

Więc skoro bank nie ma prawa pożyczać pieniędzy depozytorów, nie drukuje sam, ile mu się podoba, to skąd są fundusze na dom dla Jasia? Bills of exchange act się kłania i majątek Jasia – część zasobów Polskiej ziemi.

Dzisiaj Jaś idzie do banku pogadać o „pożyczce” na swoje wymarzone M. Bankier zbiera dane Jasia, żeby upewnić się, że ten nie wisi już nikomu nic, że nikt nie przeszkodzi owemu bankowi kroić Jasia przez najbliższe 25 lat…

Jaś dowiaduje się, że jest OK, i zaczyna wypełniać papiery, podpisuje umowę o kredyt i wraca do domu. Będzie teraz czekać, aż bankier zadzwoni, że mogą sfinalizować umowę i Jaś dostanie siano na mieszkanie.

Po roku 2008 jeden z czołowych bankierów UK powiedział takie słowa: „Powodem tego kryzysu był nieodpowiedzialny dostęp do prywatnego kredytu”, ale ta bardzo ważna wypowiedź nie miała żadnego oddźwięku, bo ludzie nie zrozumieli co ten pan powiedział.

Dostęp do prywatnego kredytu? Jaś podpisał umowę o kredyt… bank nie pożycza pieniędzy depozytorów… Bills of exchange act… akt urodzenia… majątek ziemi Polskiej… zaczyna to wszystko mieć sens?

Nie znam do końca kulisów bankowych, nie interesuje mnie zresztą już na tym stopniu, co się dzieje z czekiem, gdzie leci, kto podbija itd. Interesuje mnie fakt, że są fundusze i to są moje fundusze – nikomu nie jestem winien ani grosza.

Jaś podpisuje umowę o „kredyt”. Bankier wypełnia swoją część (bardzo ważne, żeby było wszystko na tym, czego wymaga bills of exchange act), zanosi gdzie trzeba, umowa zostaje podbita – zupełnie jak czek (endorsement) i zostaje otwarte nowiutkie konto, specjalnie dla Jasia. Na to konto zostaje wpłacony ten nowy czek – nasza umowa o „kredyt”. Ciekawe prawda? Zanim Jaś nie podpisał umowy, fundusze nie istniały w ogóle, za podpisem Jasia na kawałku papieru – nagle pojawiły się pieniądze na ukochane M dla Jasia.

Proszę wytężyć głowę teraz:

Jeżeli Jaś był twórcą (to jego podpis dał życie funduszom) tejże kwoty, poprzez mechanizm bankowy – to do kogo należą te pieniądze? Czy należą one do banku (który de facto nie miał ich zanim Jaś nie podpisał umowy), czy należą do samego Jasia, który dosłownie dał im życie w momencie podpisania owego dokumentu?

To nie wszystko, pamiętacie jak pisałem, że równie ważne jest to, co jest powiedziane, jak i to KTO to powiedział? I że pełnimy wiele funkcji, ról w naszym życiu, nosimy wiele czapek na głowie i biznesie, który dzieje się niemal cały czas w naszym życiu?

Piotras

Cdn.

Przekręt wszechczasów część VIII

To co się dzisiaj dzieje na świecie w temacie dzieci odbieranych siłą rodzicom zakrawa na szaleństwo. Moim skromnym zdaniem, to jest atak, próba rozbicia ostatniej komórki przyjaznych sobie ludzi – mam na myśli rodzinę.

Powiem kilka słów na ten temat, rzeczy które u mnie wywołały niemały szok, a wręcz nudności.

Wszyscy chyba „wiedzą” czym jest dzisiaj ślub, kościelny, cywilny, tak przynajmniej nam się wydaje. Sam do niedawna myślałem, że ślub to unia dwojga ludzi, kochających się ludzi, raz przed Bogiem, a raz w świetle prawa, z kochanym urzędnikiem w roli głównej. I tyle, mamy 2 obrączki i kawałek papieru – tu się rola osób trzecich kończy. Niezupełnie… a właściwie wręcz przeciwnie.

Nie będę zagłębiał się w ślub kościelny, jestem anty religijny do takiego stopnia, że lecząc się z tego programu postanowiłem zresetować dosłownie wszystko, co się wiąże z kościołem (nie Bogiem, i nie duchowością). Jeżeli napomknę o kościele, to tyko dlatego, że ma to związek prawny, nic poza tym.

Skupie się na stronie prawnej/urzędowej bo ta ma ogromne znaczenie dla naszego życia, i życia naszych dzieci.

Jaś (będę piłował tego Jasia jeszcze trochę) i Małgosia postanowili się pobrać, idą więc gdzie trzeba, do urzędu i wyrażają swoją zgodę na to, żeby „zalegalizować” związek. Ja sam nie jestem żonaty, więc mogę jakieś szczegóły pominąć, ale schemat jest ten sam wszędzie, w każdym niemal kraju IMF, o ile mi wiadomo.

Oboje pojawiają się przed urzędnikiem i podpisują papier, świadkowie również, i urzędnik odgrywa swoją rolę. Od dzisiaj oficjalnie Jaś i Małgosia są małżeństwem.

Pozwólcie, że podam kilka faktów, wynikających z tejże unii, unii nie tylko Jasia i Małgosi, ale… i tu uwaga: URZĘDU, tak, dobrze czytacie, to jest unia trzech, nie dwóch osób.

A jakie ma to znaczenie i czym jest ślub cywilny? Już mówię.

Małżeństwo, to nic innego (w świetle prawa/biznesu) jak kontrakt, umowa pomiędzy stronami zainteresowanymi (trzema, a nie dwoma), nic poza tym. Jak każdy kontrakt niesie ze sobą wszystkie prawa, warunki, zobowiązania i przywileje dla osób zainteresowanych.  Co to znaczy?

Otóż w tej unii trojga (JAŚ, MAŁGOSIA, URZĄD – i tu celowo pisze dużymi literami, bo w tej umowie, również posługujemy się JASIEM, czyli korporacyjnym bytem/dowód osobisty). Nie wszystkie strony mają tyle samo do powiedzenia, jedna z tych stron jest tzw. ADMINISTRATOREM unii – kto – no właśnie – URZAD.

To urząd pełni rolę najważniejszej osoby w tej umowie, to jest byt, który będzie dyktował warunki trwania umowy aż do jej rozwiązania, a nawet podczas jej rozwiązywania (rozwód), ten byt będzie decydować, gdzie pójdą dzieci, jak zostanie podzielony majątek itp. Dziwne? To czytajcie dalej.

Ta umowa, w świetle prawa, tradycji i trochę ezoteryki (pamiętajmy, że kościelni to nie jest jawne ugrupowanie) ma największą moc. Na zachodzie, dostajemy tzw. MARRIAGE LICENCE, po podpisaniu ślubu cywilnego… licencję na małżeństwo.

Zapraszanie urzędu do naszego rodzinnego gniazda, łączy się niestety z konsekwencjami dużego kalibru. Sam fakt, że sędzia będzie decydował o rozwiązaniu umowy, nawet wbrew małżonkom, nie jest jeszcze najgorszy…

Są jeszcze dzieci i czasem te dzieci zostają odebrane rodzicom na podstawie totalnie bzdurnych argumentów – widzimy to coraz częściej dookoła.

Teraz do sedna sprawy.

Dlaczego urzędnikom wydaje się, że mają prawo przyjść do kogoś do domu, bez zaproszenia, i rozpocząć proces, który kończy się odebraniem rodzicom dzieci? Nie mówię tu o patologiach, narkotykach i przemocy, gdzie takie rzeczy jak odebranie dzieci robi się dla ich ratowania. Mówię o masie przypadków, gdzie dzieci są odbierane, bo rodzina jest za biedna – rozumiecie? Rodzina jest za biedna, więc urząd zabiera dzieci rodzinie, daje je obcym ludziom na wychowanie i PŁACI tym ludziom niemałe pieniądze na utrzymanie tychże zabranych dzieci. Nasuwa się oczywiste pytanie – dlaczego zamiast odbierać dzieci i płacić rodzinie zastępczej za wychowanie, rząd nie przeznaczy tych pieniędzy dla oryginalnej rodziny, żeby ta nie była już taka biedna i mogła spokojnie wychowywać swoje pociechy? Tak dyktuje logika i zwykła ludzka przyzwoitość, ale niestety tak nie jest.

Ja skupię się najpierw na tym dlaczego, potem jak sobie z tym radzić.

Otóż urząd, będąc administratorem unii JASIA I MAŁGOSI ma prawo robić z tą unią co zechce tak naprawdę, dosłownie. My sami oddaliśmy im tę moc, może nawet pełnomocnictwo prawne wobec tego maleństwa, więc robią co chcą.

Dzieci z takowego związku, w świetle prawa to tzw. WARD OF THE STATE, co w wolnym tłumaczeniu znaczy „własność stanu/korporacji RP”, ciekawe prawda?

My sami idziemy do tych ludzi, legitymujemy się dowodem osobistym, będącym potwierdzeniem naszej przynależności do korporacji RP, podpisujemy dokument, w którym dobrowolnie oddajemy stery naszego związku obcym ludziom, a potem płaczemy, że ci ludzie robią to, o co ich prosimy – czyli administrują tym związkiem, jego majątkiem i jego dziećmi tak, jak im się wydaje, że powinno być.

Co dalej z dziećmi?

Nasze pociechy urodzone w jurysdykcji korporacji RP są obiektem wszystkich zasad obowiązujących w tejże korporacji. Jedną z wielu jest obowiązkowe szczepienie i całe to gówno farmakologiczne, jakie serwują władcy swoim poddanym. Rodzic w roli korporacyjnego pachołka nie ma nic do gadania, (ludzie mają już sukcesy na tym polu, ale o tym później). Opieka społeczna nie pyta, czy może przyjść, oni twierdzą, że mają prawo przychodzić, czy nam się podoba czy nie. Jak się IM coś nie spodoba, to zaczyna się młyn papierów i dzieci nagle znikają ze szczęśliwego domu, a rodzice chodzą od sądu do sądu zapłakani, żeby odebrać swoje własne dzieci – tak to wygląda.

Drodzy czytelnicy, pozwólcie, że zadam kilka pytań, jak zwykle, żeby trochę pomęczyć szare komórki.

  1. Dlaczego myślicie, że potrzebujecie swoją miłość legalizować? Czy mało macie doświadczenia z instytucją państwową, żeby wyciągnąć jeden prosty wniosek: trzymać się jak najdalej od tego szamba i tych porąbanych ludzi????
  2. Nie wydaje wam się logiczne, że zapraszanie osoby trzeciej do waszego związku może wiązać się z konsekwencjami prawnymi? Biorąc pod uwagę punkt # 1, te konsekwencje mogą być, delikatnie mówiąc, bolesne?
  3. Mając odrobinę życiowego doświadczenia, i widząc co się dzieje w temacie rozwodów, odbierania dzieci na widzimisię urzędasów, nie wystarczy to, żeby odmówić jakichkolwiek interesów z tymi ludźmi?

Co dalej z dzieciakami i jak je odzyskać? Tu zastrzegam znów – nie udzielam rad prawnych, dzielę się tylko informacjami, jakie zdobyłem przez ostatnich kilka lat. Każdą próbę wykorzystania owych informacji podejmujecie na własną odpowiedzialność.

Sprawa zaczęta przez opiekę społeczną (nawet nazwa jest super – rząd wszystko robi o 180 stopni na odwrót) kończy się odebraniem dzieci, zazwyczaj przy zamkniętych drzwiach*) (tak jest w UK), przy procesie przypominającym jakąś farsę. Rodzice idą do domu i zaczyna się niekończąca się gonitwa od urzędu do urzędu, okraszona stosem niezrozumiałych papierów.

Sąd robi dokładnie to, co należy do jego kompetencji, niestety. Ten cały system jest chory, a sądownictwo i ramię wykonawcze (pieski policyjne itp.) nie mają na tyle klepek we łbie, żeby zapytać, czy to, co się dzieje jest sprawiedliwe.

Sąd wydaje wyrok i idzie do domu, pamiętacie jak pisałem o tytułach/rolach/urzędach piastujących je ludzi? Pani sędzina Janina B. w swojej oficjalnej roli jest niestety niemal nietykalna, a jej decyzja będzie odbijać się jak piłka od ścian systemu, nie trafiając do bramki.

Tylko pamiętajmy jedną bardzo ważną rzecz: SĘDZIA, URZĄD, KOMORNIK, BANKIER, LEKARZ, OPIEKA SPOŁECZNA itd. itp. to tylko martwe, nie żyjące i nie oddychające koncepty naszej cywilizacji. Żeby ów status mógł komuś zabrać dziecko, musi być animowany przez żyjącą osobę z krwi i kości, rozumiecie?

Sędzia sądu jest bardzo trudny do ugryzienia (metaforycznie, hehe), ale pani Janina B w swojej prywatnej osobie już nie. Więc składając 2+2 dochodzimy do wniosku – będziemy sądzić panią Janinę B. jako OSOBĘ, a nie sędziego, za zamach na dobro rodziny, traumę dziecka odebranego rodzicom, kłopoty finansowe, jakie się z tym wiążą, stan psychiczny wszystkich członków rodziny, kłopoty w pracy poprzez stan emocjonalny i konieczność pojawiania się w sądzie zamiast w pracy – mam wymieniać dalej?

Wiem, że to większości wydaje się herezją, ale wierzcie mi, tak nie jest. Znam przypadki, kiedy sędziowie uciekali z sali rozpraw, kiedy chowali się miesiącami przed tzw. process server – czyli kimś, kto dostarcza pismo polecone i ma na to dowód. Kiedy tracili posady i posiadłości  (pamiętacie proces aresztowania tytułu własności – commercial lien?) i wiele, wiele innych.

I ten sposób dotyczy WSZYSTKICH ludzi na tej planecie! Kiedy ostatnio ktoś z was pracował i nie dostał wypłaty, bo firma splajtowała? Firma padła, ale człowiek animujący tę firmę żyje sobie nadal i w jego prywatnym statusie nie cieszy się ochroną skorumpowanego prawa – idziemy z żądaniem zapłaty do niego – cały proces administracyjny, jaki jest potrzebny wytłumaczę w osobnych artykułach.

Jest taki pan, nazywa się Karl Lentz, proszę zaznajomić się z nim na YouTube. On między innymi odbiera dzieci z powrotem od urzędasów. Linia jego argumentu jest niemal banalnie prosta: „Kto z LUDZI siedzących na tej sali twierdzi, że ma prawo do mojego dziecka???”

Zauważcie jedną rzecz: nie pyta jaki oficer, sługa / pracownik opieki, adwokat czy sędzia, on pyta „jaki mężczyzna bądź kobieta rości sobie prawa do mojego dziecka i na jakiej podstawie?” Rozumiecie różnicę między statusem prawnym a statusem prywatnym każdej osoby?

Sędzina JANINA B. rości sobie prawa na podstawie danego jej mandatu (nie wiem jak to nazywa się po polsku) do tego, aby na podstawie materiału przedstawionego przez innych członków korporacji RP podjąć decyzję i zabrać dziecko.

Pani Janina B., lat 45, mieszkanka Szczecina, matka 2 dzieci itd. NIE MA NAJMNIEJSZEGO PRAWA ruszyć palcem naszego malucha, a jak ruszy idzie do pudła, jak każdy przestępca!!!

Nie wiem czy ten koncept jest łatwy do zrozumienia. Jest tak, jak mówił Szekspir- świat to scena, życie to teatr, a my gramy wciąż jakieś role. Tylko dla 99 % społeczeństwa te role nigdy się nie kończą, niestety.

Piotras

c.d.n.

*) Przypisek Astromarii: byłam naocznym świadkiem jak się wydaje taki wyrok. W tamtym przypadku rzeczywiście chodziło o dobro dziecka, bo babcia będąca rodziną zastępczą znalazła się nagle na OIOM-ie, a matka dziecka była chora psychicznie i nie można było dopuścić, żeby dziecko dostało się pod jej opiekę. Osoba z pomocy społecznej przyszła do sądu z ciotką dziecka i wywołała panią sędzię, opowiedziała jej, jaka jest sytuacja, sędzia pobiegła do biura, zamknęła się w nim, po chwili wyszła przynosząc „wyrok”, na którym było napisane, że „sąd na posiedzeniu niejawnym” postanowił wydać dziecko ciotce ustanawiając ją rodziną zastępczą do czasu wyjaśnienia sprawy z dotychczasową rodziną zastępczą. I sprawa zakończona do czasu kolejnej rozprawy sądowej, tym razem jawnej! Prawdopodobnie tak właśnie przebiegają owe „rozprawy za drzwiami zamkniętymi”. Szybko i sprawnie, szkoda tylko, że człowiek dochodzący sprawiedliwości w innych sprawach musi czekać latami na wyrok.

Przekręt wszechczasów część VI

Ten cały system stwarzania pieniędzy z niczego, a potem mnożenia ich niemal dziesięciokrotnie, to dzisiaj podstawa tzw. biznesu wewnątrz systemu. Praktyki monetaryzacji obietnic spłaty (promissory note) sięgają setek lat wstecz. Kiedyś bardzo ryzykowne było przewożenie złota i innych kosztowności statkami, narażonymi na ataki piratów (którzy pracowali dla korony – serio), więc tzw. merchants, czyli ówcześni biznesmeni wymyślili, że kawałek papieru, podpisany przez obie strony interesu, będzie miał równowartość pieniężną.

Ktoś chciał zapłacić za owies pół tony złota, wystawiał papier, statek wiózł papier, a później ten kto to otrzymał mógł spieniężyć ten dokument, bądź wymienić go na inny towar bądź usługi. W razie napadu na statek, papier nie mógł być spieniężony przez pirata, dla niego to był tylko kawałek papieru (bill of exchange 1882 act).

Ten pomysł, sam w sobie, nie jest wcale zły, tylko jak wszystko inne w naszym życiu został dosłownie porwany przez cwaniaków, zupełnie jak koncept rządu/państwa, religii i inne programy uprawiane dziś przez miliony nieświadomych istnień.

Problem polega na tym, że z roku na rok jesteśmy coraz głupsi niestety – ja jak najbardziej zaliczam się do tego grona. Rok po roku nasza zdolność do myślenia ulatuje niczym ptaki do ciepłych krajów, dzięki telewizji, natłokowi mediów, i tej całej rozrywkowej rąbanki dla półdebili, jaką karmimy nie tylko siebie, ale i nasze dzieci.

Proces odwalania lichwy będzie kontynuowany, jeżeli Maria pozwoli poświęcić temu tematowi kawałek miejsca na blogu. [Jasne, że pozwalam, lichwa to podstawa tego przekrętu, więc trzeba wiedzieć jak nas robią w bambuko, MS]. Nie damy rady streścić wielu lat opresji w kilku krótkich artykułach, poza tym – jak już pisałem wcześniej – ktoś, kto nie ma podstaw wiedzy na temat systemu, może zrobić sobie krzywdę skacząc do wielkiego psa z małym patyczkiem.

Ja bardzo chętnie oddam wszystko, co wiem na ten temat, podam też moje własne sukcesy w tym temacie i dokładny opis, jak to zrobiłem. Ale to musi być zrobione od podstaw, proszę mi wierzyć – banki nie poddają się szybko i łatwo. Pamiętajmy, że mimo tego, że sądy są nasze – ludzie w tych sądach są w dużej mierze opłacani przez system finansowy – lichwę, żeby upewnić się, że będą istnieć długie lata.

Ostatni sędzia jaki w historii publicznie przyznał rację właścicielowi niespłaconego domu i pogonił bank został znaleziony w rzece, na krótko przed emeryturą. Ale to było dosyć dawno, dzisiaj ludzi częściej się kupuje niż zabija. Przychodzi moment kiedy zaczynają być niewygodni, i dostają tyle kasy ile chcą, żeby siedzieć cicho. Lichwa i tak stwarza pieniądze z powietrza, więc dla nich suma nie  gra roli.

Wracając do aktu urodzenia, posłużę się przykładami z życia innych ludzi, daleko bardziej doświadczonych ode mnie w tym temacie. Jednym z nich jest Dean Clifford, którego ja darzę ogromnym szacunkiem. Chłopaka wsadzają do pudła co jakiś czas, do izolatki, żeby nie uczył osadzonych, jak wyjść z paki, ale on nie tylko mówi, on żyje tak, jak uczy.

Kto z Was wierzy, że potrzebuje prawa jazdy, żeby jechać samochodem?

Pewnie wszyscy, ok, zapytam inaczej:

Kto z Was myśli, że potrzebuje pozwolenia drugiego człowieka, żeby przemieścić się z jednego miejsca na drugie – w sposób, jaki mu się podoba, zakładając, że w czasie tej akcji nie robi nikomu krzywdy??

Myślę, że ręce pospadały tym razem. Czy naprawdę myślicie, że ktoś musi nam dać zgodę, żeby przejść, przeskoczyć, bądź przejechać z A  do B???  A jakim prawem?

W którym momencie naszego życia straciliśmy zdolność decydowania o samych sobie??? Zostało nam to odebrane silą? Czy dobrowolnie oddaliśmy to prawo?

Kto z Was myśli, że Bronisław Komorowski i jego świta (wiem, to już przeszłość, ale to tylko przykład) ma większe prawo do kawałka ziemi na tym globie, zwanym Polską niż ja, czy ty??? Nikt? To dlaczego idziesz kupować ziemię od instytucji/korporacji tych ludzi, żeby postawić sobie dom dla swojej rodziny? Wszyscy urodziliśmy się na tym samym kawałku piachu, prawda?

Zmierzam do tego, żeby ludzie zaczęli zadawać sobie pytania, pytania logiczne, które zmuszą ich do myślenia na tyle, żeby zrozumieć dynamikę, jaka istnieje między rolami, jakie pełnią ludzie. Skoro policjant to PUBLIC SERVANT (służba publiczna), a ja jestem częścią PUBLIC, to chyba się samo przez się rozumie, kto ma wyższą jurysdykcję na tym obrazku, prawda? Więc jakim prawem mój sługa drze japę na mnie na ulicy, obraża mnie, wali mnie pałą w łeb, kiedy mu się podoba? Nikomu nie wydaje się to dziwne? Czy jest dopuszczalne, żeby sprzątaczka (to tylko przykład, nie obrażam sprzątaczek broń Boże) darła japę na prezesa, a ten posłusznie spuszczał głowę i przepraszał? No chyba raczej nie, a to widzimy na co dzień, wszędzie, i nikt się nie dziwi…

Jak to się ma do aktu urodzenia, żeby zostać w temacie? Jeżeli jesteśmy współwłaścicielami ogromnego bogactwa ziemi, zwanej Polska i mamy na to dowód – akt urodzenia, to ten majątek został złożony pod opiekę rządu, na czas nieokreślony. Zupełnie tak, jak ktoś zakłada tzw. TRUST (powiernictwo) i wyznacza TRUSTEE (powiernika), żeby zarządzał majątkiem najlepiej jak potrafi, zgodnie z założeniami właściciela.

Problem w tym, że my nie daliśmy żadnych wytycznych przy składaniu naszego majątku. To nie koniec. Nasi rodzice utracili swoje prawa do naszego majątku, działając w naszym imieniu, w momencie osiągnięcia przez nas pełnoletności. W momencie 18 urodzin (w Polsce przynajmniej), my – ich dzieci – powinniśmy skontaktować się z rządem i otwarcie wyrazić naszą wolę, na przejęcie praw do majątku jaki nam się należy, jako tzw. birth right (prawa wynikające z urodzenia), który nasi rodzice w naszym imieniu złożyli na ręce rządu.

Brzmi to zawile, więc napiszę bardziej prosto.

Jaś tuż przed 18 urodzinami powinien napisać list polecony do odpowiednich urzędników, że za chwilę jego osoba prawna nabierze praw do podejmowania kontraktów, więc pełnomocnictwo rodziców przestanie istnieć. W związku z tym – od teraz – to on sam będzie rozpoznawany przez system jako właściciel 1/50 milionowej wartości Polski (podałem wcześniej ten hipotetyczny przykład). Nic nie musi być robione, jeżeli nie chce tego Jaś, ale musi otrzymać odpowiedź, że ta informacja została przyjęta do wiadomości urzędów, i tyle. Nikt nigdy z nas tego nie zrobił! Pamiętacie historię zaginięcia na morzu przez 7 lat, po czym cały majątek po prostu przepada? Tutaj też ta metoda pewnie jest stosowana, na co nie mam dowodów, ale tak mi się wydaje. Nieważne zresztą, fakt jest taki, że ów majątek po prostu zniknął z radaru Jasia.

Piotras z UK

C.d.n.

—————————————

Komentarz Astromarii:

Policjant, lekarz, a przede wszystkim RZĄD I SEJM są opłacani z naszych podatków, są na naszej jałmużnie, więc są służbą publiczną i dlatego to my jesteśmy szefami tych pań i panów, a oni mają nam służyć. Oni mają robić to, co my im każemy, a nie odwrotnie! Tak, rząd jest na Twojej jałmużnie, i to ty jesteś szefem tego zakichanego rządu,czas to sobie wreszcie uświadomić!

Jeśli lekarz drze na Was mordę i straszy sanepidem, grzywną i wojewodą, bo nie zaszczepiliście dziecka nagrywacie zajście (to jest legalne i nikt nie ma prawa wam tego zakazywać!!!) i natychmiast wzywacie policję, ponieważ macie  podejrzenia, że lekarz chce zabić wasze dziecko, wstrzykując mu jakieś świństwo wbrew waszemu jasno wyrażonemu sprzeciwowi. Wasza wola musi być święta dla waszego sługi! Nie dość, że robi zamach na wasze dziecko, to jeszcze dopuścił się napaści słownej i terroru w stosunku do was, rodziców, którzy jesteście prawnymi opiekunami dziecka i decydujecie o wszystkim, co go dotyczy! To jest terror i to jest bezprawie! Takiego lekarza natychmiast zwalniacie z funkcji waszego pediatry / lekarza rodzinnego i piszecie na niego skargę lub nawet doniesienie do prokuratury. Czas najwyższy, żeby totalnie rozbestwiona służba w tym domu, jakim jest Polska została przywołana do porządku. Jeśli służący chce rządzić w twoim domu i wydawać ci rozkazy będziesz to tolerować? Będziesz się płaszczyć i trząść ze strachu? Czy raczej wywalisz drania z pracy i zatrudnisz kogoś bardziej kulturalnego i autentycznie dbającego o twoje dobro?

Dlaczego się boisz policji? Bo gliniarz ma pałę? Może i ma, ale to ty masz władzę!

Dlaczego się boisz lekarza? Popatrz, jaki wykrzywiony jest twój obraz świata: czy psychopatyczny łowca skór, który za garść srebrników od zakładu pogrzebowego lub kartelu farmaceutycznego chce uśmiercić ciebie i twoją rodzinę nie powinien panicznie bać się ciebie? Tymczasem nie tylko się ciebie nie boi, ale doprowadził do tego, że to ty boisz się jego!

Czas się obudzić!

Przekręt wszechczasów część V

Ludzie sprawnie działający w systemie bardzo dokładnie określają swój status. Nie mam na myśli statusu materialnego, bądź nadmuchanego ego, żeby pokazać komuś, że ma doktorat, bądź jest prawnikiem. Prawda, że ogół nie rozumie o co chodzi i robi to z automatu, są jednak ludzie, którzy doskonale wiedzą co robią i po co.

Jak już pisałem wcześniej – wewnątrz systemu, bardzo ważna jest rola tzw. CAPACITY, czyli urząd, jaki piastuje dany człowiek. Jak Obomba Assclown zwraca się do ludzi, każdy kto wymienia jego osobę mówi wyraźnie PRESIDENT OF UNITED STATES Barack Obomba ;), jak dostajemy list od kancelarii, jest wyraźnie napisane LTD, mecenas, sędzia, ktokolwiek do nas się zwraca, nawet najmniejsza gnida sądowa tutaj, czyli Magistrate, ZAWSZE podaje tytuł przed nazwiskiem – dlaczego?

Otóż działa to na kilka sposobów:

  1. Wyraźnie zwraca uwagę na fakt KTO do nas pisze. Człowiek Barack Obomba może mi co najwyżej podskoczyć, ale kiedy ja nosze czapkę pracownika USA, to PREZYDENT Barack Obomba może wsadzić mnie do pudła na resztę życia bez przywileju procesu i bez postawienia zarzutów, na podstawie jakiejś bzdurnej ustawy o terroryzmie, nawet jak nie zrobiłem zupełnie nic, gwałcąc moje wszystkie prawa ludzkie – tylko dlatego, że nie mam żadnych praw ludzkich/naturalnych kiedy piastuję rolę pracownika USA.
  2. Stawia wyraźną barierę pomiędzy oficjalnym stanowiskiem, a prywatnym statusem nadawcy. Co to znaczy – jeżeli dostajemy korespondencję od adwokata, to pisze do nas ADWOKAT (dajmy na to ANDRZEJ NOWAK), nie Andrzej Nowak, lat 38, ojciec 2 dzieci – to bardzo ważne. Pan Andrzej w swojej oficjalnej roli jako MECENAS A. NOWAK ma nie tylko swój biznes, ale również ma swoją polisę ubezpieczeniową na ten biznes i rolę, jaką pełni. Jest ubezpieczony w roli MECENASA na wypadek jakby zrobił jakąś krzywdę komuś w czasie swojej pracy (takich sk…..synow jest w Polsce tysiące, niestety). Więc tu jest ściana bezpieczeństwa dla pana Andrzeja. Jeżeli zrobi on komuś krzywdę, i zostanie to udowodnione – pan A. nie będzie bulić ze swojej kasy (a już na pewno nie całą sumę), pan MECENAS A. NOWAK, za pośrednictwem ubezpieczyciela, pokryje koszty…. Ojciec dostaje pismo od lekarza pani doktor ANNY SOBOTA, że na badanie trzeba czekać aż 7 miesięcy – ojciec umiera po 3. Czy pani Anna Sobota będzie miała kłopoty? Nie, DOKTOR ANNA SOBOTA robi dokładnie to, co korporacja NFZ pod opieką RP jej nakazała, a w swojej oficjalnej roli ma również ubezpieczyciela, na wypadek gdyby córka owego ojca chciała kogoś zaskarżyć, majątek pani Anny Sobota w prywatnej roli będzie nietknięty, bądź bardzo nieznacznie.To się tyczy niemal wszystkich ról/posad/capacities jakich używamy na co dzień. Dlaczego policjant wali pałką nastolatka i nie idzie siedzieć za zabójstwo?? Bo stróż prawa korporacyjnego ma ubezpieczyciela, który za to zapłaci. Albo i nie, bo dziś ludzie nie znają swoich praw. Ten sam policjant po pracy zabije 14 latka – w swojej prywatnej roli – idzie siedzieć na parę lat (zazwyczaj dużo krócej, bo koledzy z systemu – sędziowie – dbają o swoje pieski – policję)
  1. Tytuł określa również przynależność do organizacji, adwokat jest członkiem BAR ASSOCIATION, czyli LAW SOCIETY, każda adwokacka gnida (mówię to celowo, bo wiem kim są i jaką rolę pełnią w systemie), która zdała egzamin BAR jest członkiem tego bractwa i cieszy się niemal nieograniczoną wolnością do popełniania błędów, błędów, które kosztują majątki, a nierzadko życie ludzkie.

Na tym to polega. Każdy, kto robi to świadomie, używa swojego tytułu po to, żeby oddzielić siebie (człowieka) od roli, jaką pełni w systemie, a co za tym idzie ograniczyć odpowiedzialność, jaką ponosi podczas pełnienia roli.

My zakładamy wiele czapek codziennie, mamy również rolę wewnątrz naszej osoby prawnej rolę, która daje nam bardzo dużą władzę nad tym korporacyjnym bytem, ale o tym w innej części.

Piotras

C.d.n.