Dr Andrew Moulden – Utracona Tolerancja.

Doktor Andrew Moulden był nie tylko znakomicie wykształconym doktorem (w filmie wyjaśnia szczegółowo, gdzie studiował i czego dokonał), ale i dociekliwym oraz spostrzegawczym uczonym. Udowodnił ponad wszelką wątpliwość, że szczepionki powodują mikroudary niedokrwienne, głównie w mózgu, ale nie tylko, i to bez względu na to, czy szczepionkę podano maleńkiemu dziecku, staruszkowi, czy osobie młodej, silnej i zdrowej. Jeśli wstrzykniemy do krwiobiegu toksyny, szczególnie aluminium, organizm zaczyna się rozpaczliwie bronić, wysyłając na pomoc całą armię białych krwinek. Ponieważ białe krwinki są duże ich nadmiar zatyka naczynia włosowate, co sprawia, że krew nie może swobodnie krążyć w organizmie. Jeśli dojdzie do tego w mózgu dramat gotowy: komórki nerwowe zaczynają obumierać, a pacjent traci zdolności intelektualne i umiejętności społeczne.

Dr Moulden zgromadził olbrzymią kolekcję zdjęć twarzy dzieci przed i po szczepieniu. Na zdjęciach widać bardzo wyraźnie, że twarz dziecka po szczepieniu zmienia się radykalnie.

Takie badania, rzecz jasna, nie mogły się podobać ludobójcom z karteli farmaceutycznych. Tylko naiwni wierzą, że kartelom tym zależy głównie lub wyłącznie na zarobku. Nie, im chodzi przede wszystkim o depopulację globu, bo satanistycznym elitom zrobiło się na naszej planecie za ciasno.

Doktor Andrew Moulden zmarł w niejasnych okolicznościach, w kwiecie wieku i w idealnym stanie zdrowia 4 listopada 2013 r., a większość zgromadzonych przez niego zdjęć zaginęła.

Podaję link do I części filmu. Na YouTube dostępne są 3 części, dalsze są jeszcze w tłumaczeniu, więc po więcej zaglądajcie na kanał magda25g

szczepienia2

Trwa Krajowa Akcja BEZPOŚREDNIO OD POLSKIEGO ROLNIKA

ZDJĘCIA TUTAJ: http://bezposrednioodrolnika.pl/category/galeria/

Do małopolskich i mazowieckich rolników przyjechali konsumenci z okolicznych wsi i miasteczek ale również z dużych miast jak Bielsko-Biała, Kraków, Katowice, Warszawa.

UWAGA! ZAPRASZAMY NA KOLEJNE DNI OTWARTE:

1. Zachodniopomorskie – Kluczkowo – 26 sierpnia http://bezposrednioodrolnika.pl/kluczkowo-26-sierpnia/

2. Warmińsko-mazurskie – Stara Szkoła w Ubliku – 27 sierpnia
http://bezposrednioodrolnika.pl/stara-szkola-w-ubliku-27-sierpnia/ 3. Śląskie – Chorzów – 30 sierpnia
http://bezposrednioodrolnika.pl/chorzow-30-sierpnia/ 4. Dolnośląskie – KOPANIEC – 30 sierpnia
http://bezposrednioodrolnika.pl/kopaniec/

Kupowanie bezpośrednio od lokalnych rolników, z pominięciem pośredników, oznacza dobrą cenę, wysoką jakość produktów oraz wiedzę, skąd pochodzi nasza żywność.

INFORMACJE DODATKOWE:

Sprzeciwiając się aktualnie obowiązującemu prawu (oraz prawu, które ma obowiązywać od 1 stycznia 2016), które czyni najlepszą polską żywność pochodzącą z gospodarstw  nielegalną , Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi   ICPPC wspólnie z rolnikami prowadzi krajową kampanię pt. BEZPOŚREDNIO OD POLSKIEGO ROLNIKA. W okresie od 18 sierpnia do października w różnych części Polski rolnicy będą podejmować przedstawicieli opinii publicznej, ważne osobistości oraz media. Będą oni świadkami  sprzedaży bezpośredniej  w praktyce! ICPPC promuje logo BEZPOŚREDNIO OD POLSKIEGO ROLNIKA, które pomoże konsumentom zidentyfikować żywność pochodzącą z lokalnych gospodarstw.

ZOBACZ: http://bezposrednioodrolnika.pl/

Ilekroć zobaczysz znak BEZPOŚREDNIO OD POLSKIEGO ROLNIKA, będziesz mieć pewność, że zapłata za zakupioną przez Ciebie żywność trafi bezpośrednio do rolnika i pomoże zagwarantować przyszłość dla świeżej, dobrej jakości żywności oraz dla tych, którzy ją produkują.  – mówi Jadwiga Łopata, laureatka Nagrody Goldmana (ekologiczny Nobel), która prowadzi małe gospodarstwo edukacyjne pod Krakowem.

Kupowanie bezpośrednio od lokalnych rolników, z pominięciem pośredników, oznacza dobrą cenę, wysoką jakość produktów oraz wiedzę, skąd pochodzi nasza żywność. To bardzo ważne   oznacza, że społeczność, w której żyjemy, tworzy na nowo bezpośrednią więź ze źródłem żywności. Nazywa się to  bezpieczeństwem żywnościowym  i oznacza, że konsumenci i producenci zaangażowani są w obustronnie korzystny handel lokalny. Sir Julian Rose, angielski rolnik, prezes ICPPC powiedział: Symbol BEZPOŚREDNIO OD POLSKIEGO ROLNIKA jest wezwaniem do obrony polskich rolników i wspaniałej żywności, jaką wytwarzają w swoich gospodarstwach. Nie mogę uwierzyć, że Polska tak przytłacza swoich najlepszych, tradycyjnych rolników, narzucając im przestarzałe, drakońskie przepisy dotyczące wytwarzania żywności. W Polsce jest obecnie najbardziej represyjne prawo żywnościowe ze wszystkich krajów Unii Europejskiej.
W kwietniu 2015 r Sejm i Senat przeforsowały a w maju Prezydent podpisał projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym. Hucznie ogłoszono, że te nowe przepisy umożliwią rolnikom sprzedaż bezpośrednią produktów żywnościowych wytworzonych z własnych surowców bez konieczności rejestracji działalności gospodarczej. TYMCZASEM zgodnie z nowymi przepisami, które to mają wejść w życie 1 stycznia 2016 roku(!) ROLNIK BĘDZIE MÓGŁ SPRZEDAWAĆ SWOJE PRODUKTY TYLKO WE WŁASNYM GOSPODARSTWIE LUB NA TARGOWISKACH (UWAGA! Nie zadaszonych!). Nie ma też kwoty wolnej od podatku, jak obiecywano. A rolnik realizujący sprzedaż bezpośrednią zobowiązany będzie do prowadzenia księgi wykazującej przychody. Od tych przychodów będzie obowiązywał podatek ryczałtowy w wysokości 2 proc. do kwoty UWAGA! 150 tys. euro, czyli 600 tys. zł rocznie(!)… komu ma służyć tak wysoka kwota?… bo małym i średnim rolnikom nie. UWAGA!  Ponadto dalej BRAK jest odrębnych przepisów sanitarno-higienicznych uzależnionych od skali produkcji (jak ma to miejsce w innych krajach UE), na które czekają rolnicy, aby za sprzedaż swoich produktów – np. serów, soków, powideł – nie musieli płacić kar.  – komentuje Jolanta Dal, rolniczka i radna z Podkarpacia.  Supermarkety i spożywcze korporacje z wielkim sukcesem lobbują kolejne rządy RP. Zapewnia im to kontrolę nad rynkiem żywnościowym i tym samym Polska niebezpiecznie traci niezależność żywnościową. Rząd RP otwarcie wspiera międzynarodowe korporacje zamiast swoich własnych rolników i konsumentów.  – uzupełnia Lena Huppert, konsumentka z Koalicji Polska Wolna od GMO.

KONTAKT:

Julian Rose, julian@icppc.pl, tel.: 33 8797114
Jadwiga Łopata, jadwiga@icppc.pl, tel.: 33 8797114

==========================

ORGANIZATOR:
Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi – ICPPC 34-146 Stryszów 156, Poland tel./fax +48 33 8797114 biuro@icppc.pl www.icppc.pl www.gmo.icppc.pl www.eko-cel.pl

Przekręt wszechczasów część XIII

Zajmijmy się trochę informacjami, jakie nie tylko demaskują system, ale również tymi, które pomogą nam trochę nawigować w tym syfie.

To jest jedna z najpotężniejszych broni, do jakiej mamy wszyscy dostęp w świecie prawa, i „prawa”. To jest sposób na ustalenie WSZYSTKICH faktów, zanim te znajdą się na arenie publicznej, zostaną przetransferowane przez barierę z jurysdykcji prywatnej do publicznej za pomocą notariusza, bądź 3 świadków – ludzi nigdy nie karanych.

Proces ma za zadanie nie tylko ustalić fakty, ale również „namalować” obraz sytuacji dla tego, kto będzie wydawał wyrok w tej sprawie. Co to znaczy? Jak już wcześniej wspominałem, system sądowy bazuje na przypuszczeniach, tzw. PRESUMPTIONS OF LAW, wszystko co się dzieje w sądzie, musi być otwarte do interpretacji. Adwokaci obu stron będą się „bić”, sprawa będzie się ciągnęła miesiącami, a czasem nawet latami, aż po wielkich bojach – zapadnie wyrok. Wyrok po tym, jak system wydoi obie strony do cna, ile się da, w niekończących się rozprawach. Tak wcale nie musi być, nawet nie powinno być. Nie będę się zagłębiał za bardzo w salę sądową w tym artykule, skupię się wyłącznie na samym procesie i jak go poprowadzić. Tu mam trochę doświadczenia, bo sam często korzystam z tego, żeby pozałatwiać swoje sprawy, te z urzędami jak i te z osobami prywatnymi (bądź korporacyjnymi).

Zanim jeszcze zacznę opisywać, jak ten proces ma wyglądać, trzeba zaznaczyć jedno – musi zaistnieć problem, szkoda, ktoś musi być poszkodowany, zanim machina pójdzie w ruch. Musi być ktoś, kto doznał jakiejś  krzywdy od drugiej osoby, i jest w stanie to udowodnić. Jeżeli mamy zamiar wykorzystać ten proces, żeby sąsiadowi zwinąć telewizor – to niestety będziemy mieli poważny problem.

Do rzeczy. Nasz Jaś, przepracował w firmie 3 miesiące i nie otrzymał wynagrodzenia, albo został oszukany i nie dostał wszystkiego. Ten proces nie jest wyjątkowy dla tej sprawy – jest uniwersalny niemal.

Jaś nie dostał wypłaty, szef wypłacił mu połowę, a z resztą się ociąga, co robi Jaś:

  1. Wysyła zawiadomienie pisemne (listem poleconym – zawsze!) do szefa o zaistniałej sytuacji i co się z tym wiąże, żeby mieć pewność, że szef o wszystkim wie, w zawiadomieniu Jaś żąda wypłaty zaległych należności w określonym terminie (zazwyczaj 10 dni), bądź podstawy prawnej, jeżeli decyzja szefa będzie negatywna. Jaś bardzo wyraźnie zaznacza, że brak jakiejkolwiek odpowiedzi będzie równoznaczny z wyrażeniem zgody na to, co jest napisane.
  2. Jeżeli Jaś nie otrzymał odpowiedzi (proszę zachować dowód doręczenia poprzedniego zawiadomienia), pisze kolejne zawiadomienie, tym razem o zaistniałej krzywdzie z powodu nie otrzymania wypłaty. Jaś popada w długi i całą lawinę problemów z tytułu tej sytuacji i daje szefowi jeszcze jedną szansę na załatwienie sprawy polubownie. Do tego pisma dołączony jest tzw. FEE SCHEDULE, czyli odsetki karne, za przetrzymywanie własności Jasia (wyplata) bez jego zgody, proszę się upewnić, że sumy są realne, adekwatne do sytuacji, bo nikt nie wypłaci 12 bilionów zł tylko dlatego, że proces działa, żaden sędzia takiej sumy nie przyzna. Jaś zaznacza w tym zawiadomieniu, że w przypadku nie otrzymania zaległej wypłaty w ciągu następnych 10 dni, szef zgadza się na płacenie odsetek od sumy, jaką wisi Jasiowi. To musi być jasno powiedziane. Jeżeli się nie zgadza, Jaś prosi o korespondencję zawierająca podstawę prawną, dlaczego nie ma wypłaty.
  3. Nie ma odpowiedzi, mamy kopie poprzednich zawiadomień i koniecznie dowody doręczenia – ZAWSZE! Szef nigdy nie skłamie w sądzie, że czegoś nie dostał.

Jaś pisze tzw. AFFIDAVIT, czyli zeznanie pod przysięgą, papier który będzie podbity przez urzędnika, człowieka który ma za zadanie transferowanie papierów z prywatnej strony do publicznej. Jeżeli ten odmówi, bądź nie mamy ochoty wydawać pieniędzy – szukamy 3 ludzi nie karanych, aby zostali oficjalnymi świadkami – podpisy. W świetle prawa – to ten sam manewr.

W tym AFFIDAVIT, piszemy krótko fakty, i tylko fakty. Tu nie ma miejsca na opis szkód, opinie, uczucia żalu, itp. itd. To jest dokument, który ma za zadanie ustalić fakty, nic więcej. Piszemy co się stało – okres pracy, brak należności, terminy, odnotowujemy ile zawiadomień było doręczonych i o braku odpowiedzi, podajemy dowody doręczenia, fakt zaakceptowania FEE SCHEDULE – odsetek poprzez brak odpowiedzi ze strony szefa. Tyle, nic więcej.

Wysyłamy listem poleconym – dowód doręczenia i oryginał chowamy. Zapomniałem powiedzieć, że to MY zatrzymujemy oryginały pism, wysyłamy kopie, oryginał jest dla administratora – zawsze.

Dajemy szefowi następne 10 dni na tzw. rebuttal, czyli ustosunkowanie się do KAŻDEGO punktu z osobna! Jeżeli nie odpowie nic, bądź odpowie na wybrane punkty – jego odpowiedź jest nieważna.

Tym samym szef zgadza się na to, że wszystko zawarte w zeznaniu pod przysięgą AFFIDAVIT jest prawdą.

  1. Ostatnia rzecz – wysyłamy do szefa dowód, że przegrał, można rzec, walkowerem – CERTIFICATE OF DEFAULT, czyli pismo, że proces jest zakończony, odsetki płyną do rozprawy i wyroku i następnym krokiem będzie proces w publicznym sądzie, przy użyciu wszystkich dokumentów zebranych do tej pory.

Dlaczego to działa, w ogóle? Proces administracyjny, tzw. ADMINISTRATIVE REMEDY PROCESS, jest wyczerpaniem wszystkich możliwych opcji, żeby zakończyć problem miedzy tymi ludźmi. Jaś dał wszelaką szansę szefowi, żeby naprawił szkody wyrządzone Jasiowi, dał mu dużo czasu, zadał ważne pytania, ustanowił fakty, tu nie ma nic do interpretacji. Sprawa ląduje w sądzie, adwokat szefa będzie miał poważny problem, żeby odkręcić wszystko, to jest dosłownie niemożliwe, dlaczego szef nie odpowiadał tyle tygodni? Dlaczego nie oddał pieniędzy? Dlaczego mimo tylu okazji, nie okazał najmniejszej ochoty, żeby naprawić szkodę Jasia? Życzę powodzenia dla adwokata szefa, Jaś składa wszystkie papiery do pozwu, i tyle. Każdy sędzia, będzie miał obraz jak na dłoni, tego co się stało, kto komu wyrządził krzywdę, i szef będzie namalowany w tak negatywnym świetle, że nie wróżę mu niczego poza wyrokiem skazującym.

A jak się ten proces ma do systemu i jego tępych sługusów?

Dlaczego ten proces jest ważny, i dlaczego działa w spotkaniu ludzie-system?

Dobrze już wiemy, że public service jest na naszych usługach, nie mają luksusu bycia anonimowymi, są odpowiedzialni za swoje czyny, do pewnego stopnia w oficjalnej roli i w 100% w roli prywatnej.

Do czego może nam się przydać ów proces, jeżeli doznamy krzywdy ze strony „przedstawiciela prawa”?

Jak już wcześniej pisałem, ludzie systemu mają w swojej oficjalnej roli dużo ochrony, od ubezpieczyciela, aż po kumoterstwo ludzi wewnątrz, którzy będą utrudniać wyprostowanie sprawy.

Jeżeli ów proces będzie przeprowadzony wobec osoby prywatnej (Janina B), która zrobiła nam krzywdę – system nie będzie jej za bardzo bronić. Oczywiście, są znajomości, będą sobie pomagać, ale tylko do pewnego momentu – aż zrozumieją, że sami mogą oberwać po drodze, wtedy rzucą Janinę na pożarcie.

Janina B, kobieta z krwi i kości zabrała wam dziecko, z domu gdzie nie było wyrządzanej krzywdy maluchowi, wszystko zostało udowodnione drogą administracyjną, są świadkowie, jest krzywda, jest zadanie naprawienia krzywdy, cały proces.

Sądzimy Janinę B, kobietę, która nie dość, że rozbiła rodzinę, skrzywdziła wielu ludzi po drodze, to jeszcze wykorzystała do tego swoją rolę publicznego pracownika, kogoś, kto jest opłacany z państwowych pieniędzy. Tu będzie jeszcze okazja narobić tej pani problemów w oficjalnej roli, bo jeżeli sąd przyzna nam rację i odda dziecko, biorąc pod uwagę całą sytuację, proces administracyjny, zeznanie pod przysięgą itd. pani Janina B będzie miała poważny problem, bo to znaczy, że jest niezdolna do wykonywania zawodu sędziego rodzinnego, nie potrafi ocenić sytuacji na tyle, żeby wydać właściwy wyrok. Trzeba by było zająć się tą sprawą zaraz po tym, jak odzyskamy dziecko.

Zdaję sobie sprawę, że ten koncept może być dziwny, ale ja miałem okazję to wypróbować, nigdy nie doszedłem poza oświadczenie pod przysięgą (AFFIDAVIT), ktokolwiek był po drugiej stronie, za poradą prawnika szybko naprawiał szkodę. Nie miałem do czynienia z problemem tak wielkiego kalibru jak sędzia, mam nadzieję, że nie będę musiał, nic z tych rzeczy nie jest przyjemne, i szczerze mówiąc, wolałbym iść do kina albo poczytać książkę zamiast się tych rzeczy uczyć. Ale system nie pozwala na ignorancję, tryby maszyny zmielą każdego, bataliony przygłupów na rządowych posadach, którym wydaje się, że są naszymi władcami prześcigają się w głupocie za nasze pieniądze.

Czas ich trochę naprostować…

C.d.n.

Piotras

Na zakończenie wyjaśnienie ważności tego AFFIDAVIT:

Ten dokument zwany AFFIDAVIT to jest zeznanie pod przysięgą – maksyma prawna mówi: „UNREBUTTED AFFIDAVIT IS JUGDMENT IN COMMERCE” – to jest bardzo ważna maksyma, jaką posługuje się system. To znaczy – jeżeli druga strona nie odpowiedziała na ten dokument – PUNKT PO PUNKCIE – to bardzo ważne – to jest to koniec sporu, czeka tylko na rozpoznanie w jurysdykcji publicznej (sąd) i nakaz windykacji wszystkiego, łącznie z odsetkami.

Przekręt wszechczasów część XII

Podatki

Czym są podatki? Dlaczego jeden człowiek, a raczej grupa ludzi, rości sobie prawo do owoców czyjejś pracy? Jesteśmy uczeni kolektywizmu od kołyski, obowiązek płacenia podatków jest tak zakorzeniony w naszej świadomości, że żadna alternatywa nie wchodzi w grę, ba, są ludzie którzy wstydziliby się kwestionować pomysł podatków! Jak można żyć jak pasożyt, nie płacić podatków?! Pamiętajmy kto jest pasożytem – nie ten kto pracuje, a ten kto nie pracuje, a korzysta, to chyba logiczne prawda?

Zanim powiem o podatku dochodowym, powiem o kilku innych, równie ważnych, bo jaka to różnica, z której strony nas kroją, skoro i tak ubywa owoców naszej pracy?

Podatek to według prawa tzw. warunek posiadania, „condition of ownership”, nic innego. Zapytacie co to znaczy? Otóż, żeby nałożyć obowiązek opodatkowania czegoś – domu, samochodu, motoru, dochodów itp. – musi być ku temu podstawa prawna.

Ustaliliśmy wcześniej, że żaden człowiek nie ma prawa odbierać drugiemu owoców jego pracy, zwłaszcza pod groźbą kary więzienia lub śmierci, prawda?

Pamiętamy, że RP to korporacja, prawda? To nie człowiek rości sobie prawa do mojej własności, to ja występuję na scenie w roli pracownika RP, a wszystkie dobra są niejako złożone w majątku RP, a co za tym idzie – są objęte wewnętrznymi prawami korporacji, zwanymi ustawami.

Bo jak inaczej ktoś chciałby wytłumaczyć mi obowiązek płacenia podatku od samochodu? Ja poszedłem do pracy na wiele, wiele dni, może nawet miesięcy, żeby zarobić na ten samochód. Rząd zabrał mi 30% moich zarobków, potem z tym, co mi zostało poszedłem kupić auto, a rząd, po raz kolejny, kroi mnie z już opodatkowanych wcześniej pieniędzy, tylko za przywilej posiadania i używania tegoż właśnie pojazdu! Czy to nie paranoja? Tylko proszę nie mówić mi, że rząd potrzebuje kasy na drogi – bo to już wyjaśniłem wcześniej.

Jakim prawem, obcy mi ludzie (rząd) roszczą sobie prawo do krojenia mnie z pieniędzy tylko za to, że zarobiłem w pocie czoła na dom i kawałek ziemi? (Temat poruszaliśmy już wcześniej – wszyscy rodzimy się w tym samym kraju, mamy te same prawa, a jednak grupa ludzi – rząd – rości sobie prawo do sprzedawania ziemi rodakom).

Jakim prawem żądają ode mnie co roku pieniędzy tylko za to, że w moim własnym kraju, kraju moich ojców, stoi mój dom?

Jakim prawem żądają pieniędzy za n-ty z kolei podatek od darowizny? Mój ojciec zapracował latami na swoje oszczędności, blisko połowę mu już ukradziono w postaci podatku dochodowego, a teraz chcą go okraść jeszcze raz, bo mój ojciec chce mi to dać?!

Nie będę ciągnął tego, bo mi nocy zabraknie, macie obraz na blachę, na rozum, na logikę, której właściwie jest kompletnie brak w tym rozumowaniu, chyba że…

No właśnie, rząd RP TO KORPORACJA! Gdzie się nie obrócisz, wracamy do tego samego miejsca…

– Samochód zarejestrowałeś w jurysdykcji RP – warunek – podatek,

– Kupiłeś dom na ziemi należącej do RP, płacisz podatek – warunek posiadania,

– Twój tatko zarobił te pieniądze jako pracownik RP, a ty całe życie działasz jako pracownik RP, wszędzie wymachujesz dowodem z PESELEM, więc czego się spodziewasz? Racja – płać podatek, jeszcze raz, i jeszcze raz…

Musimy zrozumieć, że wewnątrz korporacji RP wszystko jest możliwe, najbardziej durne „prawa”, ustawy, poprawki, i wszystko czego zapragnie management tejże firmy jest możliwe. Tak długo, jak tkwimy w tej jurysdykcji, tak długo będziemy dymani, to się nigdy nie skończy, nigdy. Nie da się tego zmienić, to już trwa wiele lat, a system upewnia się, że my nic nie kumamy.

Jak z tym walczyć (celowo nie mówię o podatku dochodowym, o tym później)? Jak walczyć z podatkami od własności?

Jest kilka sposobów, jeden z nich to proces administracyjny, w którym za pomocą pism poleconych ustalamy fakty: fakt, kto jest właścicielem całej wartości (EQUITY) w danej własności, weźmy za przykład dom. Piszemy do właściwego urzędu pisma, w których udowadniamy, że nikt poza mną nie wpłacił żadnej gotówki za ten dom, jeżeli urząd twierdzi inaczej – prosimy o odpowiedź wyjaśniającą, kto dołożył się do domu. Jest 10 dni na odpowiedź listem poleconym. Następnie żądamy wyjaśnienia pisemnego na kilka pytań: co dostajemy w zamian za ten podatek – proszę wymienić i podać źródła, to ma na celu udowodnienie, że kontrakt jest niewiążący – brak EQUAL CONSIDERATION ze strony rządu. Jeżeli powiedzą, że wywózka śmieci, zaproponować prywatny kontrakt z firmą śmieciarską zamiast podatków. [Tego nie rozumiałam, więc musiałam dopytać. W UK ta wywózka śmieci pozoruje equal consideration, czyli władza wciska ludowi ciemnotę, że podatek od nieruchomości przeznaczany jest na te śmieci, co oczywiście jest ściemą, bo byłaby to najdroższa wywózka śmieci na świecie. Jest to oczywiście zamaskowany rabunek. O tym będzie później. U nas władza bierze, co chce i z niczego się nie tłumaczy, możecie ją pocałować tam, gdzie słoneczko nie dochodzi – dopisek M.S.].

Po uprzednim ustaleniu faktów ogłaszamy własność tę jako FEE SIMPLE, ABSOLUTE, czyli „na własność, bez żadnych warunków posiadania”.

Jeżeli przeprowadzimy proces skrupulatnie i nie zostawimy nic do interpretacji, rząd będzie nikim innym niż pasożytem, nie dającym zupełnie nic w zamian za nasze podatki od gruntu, nieruchomości i wkrótce pojawiający się podatek katastralny – bo to wejdzie już niedługo moim zdaniem.

Jak już wcześniej pisałem, bulimy cały szereg podatków, za wszystko dosłownie, gdy pracujemy, robimy zakupy, nalewamy benzynę, gdy ojciec chce nam podarować trochę kasy – wszędzie, gdzie się nie obejrzymy – łapy rządów rabują naszą pracę. Tylko jakim cudem – jakoś ciągle im brakuje pieniędzy… nikt się nad tym nie zastanawia?

Do rzeczy, wiem, że moje teksty mogą być co najmniej dziwne dla przeciętnego człowieka, wierzcie mi, jeszcze niedawno ja sam powiedziałbym, że autor trochę lubi wychylić i ma bujną wyobraźnię. Polecam wysilić się trochę, uruchomić nowoczesną technologię (email) i popytać „naszych służących” rządzących, na co wydają krocie ściągnięte z ludzkiej pracy…

Proponuje zrobić to podpierając się jakąś ustawą o dostępie obywatela do informacji o działalności rządu – nie wiem jaka to w Polsce, tu nazywa się Freedom of Information Act. Widzicie, rządy to masa niedouczonych ludzi, mnóstwo zarozumiałych i tępych ponad miarę chłystków z nadmuchanym ego, ten syf ciągnie się już tak długo, że oni sami się już dawno pogubili. Co tydzień wchodzi nowa ustawa, głupsza od poprzedniej, w tym całym bałaganie, oni sami powymyślali ustawy, które robią im samym koło pióra. Co mam na myśli?

Już mówię:

  1. Jedną ręką oszukują ludzi na nieokreśloną wręcz sumę pieniędzy – pseudo-kredyty za pomocą których transferują prawa własności (domy, ziemię itp.) z rąk ludu do rąk władzy. Drugą ręką wymyślają ustawę jak Fair Debt Collection practises act, która pozwala uwalić komornika, który właśnie ten fikcyjny dług próbuje ściągnąć!
  2. Wszystko, co ważne jest tzw. classified, co znaczy „nie dla opinii publicznej”, a później wprowadzają ustawę o obowiązku ujawniania działalności rządu i jego personelu.

I takich przykładów jest multum. Czy to jest czysta głupota? Nie wiem, może bałagan, a może ich obowiązek? Trudno powiedzieć, ale warto się zapoznać. [Z tego, co wiem, ustawa Freedom of Information Act została wymuszona przez wzburzony lud amerykański, który miał serdecznie dość rządowych tajemnic. To prawo jest zupełną fikcją, ponieważ tajnych informacji i tak z rządu się nie wyciśnie. Chyba każdy widział „ujawnione” dokumenty, na których najistotniejsze informacje są zamazane na czarno, często czarnego jest na stronie więcej, niż drukowanego tekstu. Podejrzewam, że z pozostałymi ustawami jest podobnie, to nie jest wynik dobrej woli rządu, bo rządy takowej nie wykazują z definicji. – Przypisek M.S.]

Pomysł podatków dochodowych jest poniekąd prosty, skoro RP to korporacja, my zatrudniamy się jako pracownicy RP, to mamy obowiązek płacenia czego tylko od nas żądają, koniec tematu, nie mam więcej nic na ten temat do powiedzenia. Pieniądze idą na serwis tzw. długu, czyli 100% idzie w karmany banku, który „pożycza” RP pieniądze, a konto przyszłego strzyżenia owiec.

Nie musicie mi wierzyć, proszę zapytać swoich przedstawicieli rządu, aby pod przysięgą odpowiedzieli wam na pytanie – na co idą moje podatki? Odpowiedź ma być poparta materiałem w postaci miejsc dotowanych przez podatki dochodowe, jaka szkoła powstała za te pieniądze, kto ją zbudował – kontakt firmy, ile dróg zrobiono – kiedy, za ile, gdzie jest dowód i tak dalej. Na koniec proszę o własnoręczny podpis osoby odpowiedzialnej za ten dokument. Życzę powodzenia, nic takiego nie znajdziecie, i nikt się pod tym nie podpisze.

Jak z tym walczyć? Powoli ujawniać oszustwa, robić to na masową skalę, zadawać pytania sługom rządowym w oficjalny sposób, żądać odpowiedzi na piśmie, ujawniać brak odpowiedzi, stawiać tezy i w końcu pozywać do sądu za kradzież, defraudację funduszy publicznych. Nie od razu spadną głowy, ale zacznie się kocioł, taki kocioł, że już nie będzie odwrotu – zapewniam.

Pytać i żądać odpowiedzi, ten proces ma jeszcze jedną wielką zaletę – zmienia świadomość, ze sługi na pana, dosłownie. Bardzo szybko ludzie zobaczą, jak rządy i ich drony kręcą, jak kłamią, ujawniać to publicznie, na blogach, portalach, pismach, każdego frajera/złodzieja rządowego napiętnować tak, że nie kupi bułki w sklepie, żeby mu ktoś nie napluł w twarz, za jakiś czas, lawina będzie nie do zatrzymania.

c.d.n.

Piotras

Przekręt wszechczasów część XI

Kontrakty, część 2

Jak się ma nasze życie do tego, czego chcą od nas „rządzący”? Dlaczego roszczą sobie prawa nie tylko do naszych pieniędzy, w postaci nie kończących się podatków (to będzie temat na szokujący artykuł), ale również do naszego czasu, pracy, a nierzadko nawet życia?

Będę się powtarzał jak zdarta płyta, ale to musi zapaść w naszą świadomość: rząd RP to zarejestrowana korporacja (nawet urząd królowej angielskiej to korporacja – mam gdzieś jej numer, podeślę zainteresowanym).

My od wczesnego wieku zostaliśmy skazani wręcz na robienie interesów z tą korporacją. Właściwie to nie interes, tylko wyzysk, bo my nie mamy zupełnie nic w zamian – w tym równaniu tzw. Equal consideration nie istnieje. Ktoś odpowie – dostajemy służbę zdrowia, drogi, szkoły itd. – ale nie jest możliwe, żeby rząd na cokolwiek mógł dać – dlaczego? Bo rząd nie ma nic swojego, wszystko co posiada albo dostał od ludzi albo zabrał siłą. Rząd nie może nam dać czegoś, co już mamy albo co mieliśmy zanim nam to nie odebrał – i tyle.

Rząd RP ma za zadanie tylko jedno, to, co każda firma: przynosić zyski i rosnąć w siłę. Patrząc na to, co się dzieje na polskiej scenie politycznej i światowej nikt nie powinien mieć żadnych złudzeń: ci ludzie nas doją jak starą krowę, póki padnie.

Jak to możliwe, biorąc pod uwagę to, co napisałem wcześniej o warunkach kontraktu? Nasza nieświadomość i całkiem sprawny system ogłupiania, jaki uprawiany jest od wielu lat, jest powodem tego wszystkiego.

A teraz do rzeczy:

  1. Czy kontrakt pod groźbą kary/grzywny jest ważny w świetle prawa (akt urodzenia)? Odpowiedź brzmi: NIE. Nikt nie może być zmuszony do zaakceptowania oferty pod groźbą kary. Gdy ludzie dostają mandat na drodze, pod podpisem dodają „under stress and duress”, co znaczy „pod przymusem”. Pała zazwyczaj jest niedouczona, więc zabiera ów dokument, a „oskarżony o wykroczenie” stawiając się w sądzie kwestionuje ową umowę – to tak w wielkim skrócie.
  2. Dowiadujemy się, że „potrzebujemy” prawa jazdy, bądź dowodu osobistego – ale czy ktoś nam kiedyś wyjaśnił, co się z tym wiąże? NIE, nikt nigdy nam nie powiedział, że to zobowiązuje nas do przestrzegania wielu zasad korporacyjnej RP! Więc ten kontrakt jest nieważny – NO FULL DISCLOSURE, żadne warunki nie były mi objaśnione.
  3. I to, co najważniejsze – EQUAL CONSIDERATION, czyli co takiego ten skorumpowany do szpiku kości twór, jakim jest korporacyjna RP, może mi dać, czego sam już nie miałem? NIC, zupełnie NIC!

Ja mam przez 45 lat płacić grube tysiące na ZUS, żeby na koniec życia, ok. 70-ki, dostać jakieś głodowe ochłapy? Rząd robi drogi? Gówno prawda, 3/4 ceny benzyny to podatek i podatek drogowy, który ma być przeznaczony na budowę i naprawy dróg. Ja płacę za drogi każdym litrem benzyny kupionej na stacji! A może służba zdrowia – dzisiejszy obraz nędzy i rozpaczy, gdzie ludzie płacący krocie całe życie czekają rok na badania i zdychają jak muchy po muchozolu zanim ich przebadają?

Gdzie są dochody z zasobów polskiej ziemi? Gdzie są dochody z majątków rdzennych ludzi? Gdzie są biliony, jakie zarabiają z kabałą bankową, żerując na niewiedzy i głupocie ludzkiej? Nie będę się zapędzał, bo mi żyłka pęknie, więc trzymajmy się tematu.

Otóż żaden z tych pseudo-kontraktów z rządem nie jest prawomocny! Żaden! Tylko pytanie, jak im to udowodnić. Niestety, znajomość prawa, nawet na wysokich stołkach, jest znikoma, wierzcie mi, można takiej pale na ulicy cytować prawo, a on w swojej pustej mózgownicy nie zrozumie. Zostaje nam na pierwszy ogień logika, i dopiero jak ściana z cegieł ignorancji padnie, można posiłkować się prawem.

Jak to robić? Zadawać pytania, tak, dobrze czytacie – nie stawiając tezy, tylko zadając pytania. Język angielski jest trochę magiczny, i tu się zwracam do wszystkich rodaków, których bardzo bodzie, że trochę mieszam języki – język polski ma mnóstwo słów zaczerpniętych z angielskiego, czy chcemy czy nie.

ASKING QUESTIONS… zadawać pytania,

AS KING… jako król – zabawne prawda? Ten, który zadaje pytania kontroluje konwersację. Nie ten który odpowiada! Król pyta, podwładny odpowiada…

Więc zadając sługusom systemu logiczne pytania, w kilka minut objawimy im, jak bardzo to, co robią nie ma sensu i jest po prostu czystym wyzyskiem.

„Jechał pan 10 km na godzinę za szybko”.

„Tak? A komu zrobiłem krzywdę tym, że jechałem w taki sposób?”

„Nikomu, ale mógłby pan, bo jechał pan za szybko, poza tym znak drogowy mówi jasno i ustawa o ruchu drogowym”.

„Po pierwsze, znak nie mówi, bo to kawałek metalu, po drugie, nie stawia się zarzutów za przestępstwo jeszcze nie popełnione, to nie Minority Report („Raport mniejszości”) ani sci-fi, po trzecie, jaki ma pan dowód na to, że owa ustawa mnie obowiązuje?”

Mogę zagwarantować jedno – pała będzie co najmniej zirytowana taką wymianą zdań. Na pewno będzie upierał się przy swoim, pamiętajmy – on tu nie jest od myślenia, tylko od zarabiania pieniędzy dla korporacji RP, jak grzeczny piesek.

Nie twierdzę, że przeprosi i puści wolno, to jest tylko wprowadzenie do sposobu myślenia, jaki dla cyborgów systemu jest bardzo niewygodny.

Pytając o prawo jazdy ludzie często robią taki manewr:

Pała: „Prawo jazdy proszę”

„Proszę bardzo, proszę zanotować, że ten dokument nie należy do mnie, ja jestem tylko jego użytkownikiem. Należy on do rządu, nie do mnie. Ponadto w czasie prowadzenia pojazdu nie wykonywałem tej czynności jako pracownik RP”.

Wiem, że w Polsce na razie jest to niemożliwe, ale wszystko zaczyna się kiedyś. Za jakiś czas, to nie będzie brzmiało jak halucynacje, na zachodzie ludzie robią to od lat.

Żaden z tych oszukańczych kontraktów nie jest ważny, żaden! Zostaliśmy oszukani i perfidnie wkręceni w owe umowy, podatki wszelakiej maści – to dobry szwindel, ale o tym w następnym artykule.

Na zakończenie, proszę pomyśleć tylko przez chwilę, te wszystkie „dokumenty”, jakimi posługujemy się na co dzień – kto nam kiedykolwiek cokolwiek wytłumaczył na ich temat? NIKT I NIC. Powiedziano nam – „musisz mieć dowód”, bo tak mówi prawo, a my jak stado baranów grzecznie robimy, co nam każą.

Pora trochę pomyśleć, nie twierdzę, że mamy wszyscy latać jak wariaci bez identyfikacji, jeździć samochodami bez blach i przekraczać granice kiedy tylko nam się zachce. Nie w tym rzecz! Problem polega na tym, że korporacje pozorują prawa naturalne, logikę i zwykły zdrowy rozsadek, żeby nas zniewolić.

Nie ma nic złego w posiadaniu ID czy jakiejś formy dowodu na to, kim jesteśmy, nie ma nic złego w rejestracji auta, żebyśmy wiedzieli, kto jest właścicielem czego i kogo szukać jak ucieknie z miejsca wypadku i tak dalej. Problem pojawia się w tym, że razem z tymi niezłymi pomysłami na ułatwienie życia, nienasycony kleszcz w postaci rządu RP idzie na całość. Co mam na myśli?

  1. Prawo jazdy zobowiązuje do przestrzegania ustaw o ruchu drogowym i milionów mandatów dla tych, którzy są oporni (siano dla RP);
  2. Dowód osobisty łączy się z nieokreśloną czasowo (z założenia – dożywotnio, 24/h) przynależnością do korporacji RP i zmusza do przestrzegania milionów bzdurnych ustaw i podatków (siano dla RP);
  3. Rejestracja samochodu w urzędzie, przy udziale prawa jazdy i dowodu osobistego to dobrowolne przeniesienie własności (auta) do jurysdykcji korporacji RP, a co za tym idzie obowiązek posiadania OC i płacenia podatków od własnego samochodu (siano dla RP);
  4. Podejmowanie pracy przy udziale dowodu osobistego powoduje obowiązek płacenia podatków (siano dla RP);
  5. Lokowanie zarobków na koncie pracownika RP, założonego przy pomocy dowodu osobistego, oznacza zgodę na dowolne zajmowanie kont każdego, kto wg rządu ma długi (siano dla RP).

To jest długa lista, mam nadzieję, że trochę naświetliłem ten temat.

Wszystko, co się dzieje w świecie biznesu, czyli od rana do nocy, to kwestia kontraktu, praw których nie znamy. Dzieje się to dzięki publicznej edukacji, która produkuje ludzi-papugi, ludzi bez zdolności logicznego myślenia. Dlatego coraz wcześniej posyłamy dzieci do szkół (dziś: pięciolatki), żeby szybciej zdurniały i dały się doić korporacjom.

Nawet po śmierci robią na nas biznes: osoba prawna jest uśmiercana, a obligacje, dywidendy wypłacane inwestorom i majątek zasobów ziemi przepada, przechodząc w ręce korporacji RP, a rodzina musi bulić kupę siana, żeby pochować milionera, który nawet nie wiedział, że coś ma…

Przezabawna historia, jak popatrzeć z boku. A my się zastanawiamy, czemu (jeżeli istnieją) obce cywilizacje po prostu nie wylądują na ziemi i nie powiedzą „witamy” :) :)

Piotras

Przekręt wszechczasów część X

Czym jest kontrakt?

Jesteśmy już świadomi, że tak naprawdę działamy wszyscy w świecie biznesu, w którym istnieją tylko korporacje. Skoro tak, to musi być jakieś uniwersalne prawo, które trzyma pieczę nad wszystkimi interakcjami biznesowymi między ludźmi, działającymi pod postacią korporacji (osoba prawna).

To jest prawo kontraktu, kontraktowe, które jest bardzo jasne i jest podstawą nie tylko do egzekwowania należności, ale również do samego istnienia umowy komercyjnej.

Jest jeszcze jedna strona medalu – skoro już wiemy, że rząd RP to nic innego jak korporacja, która chce robić biznes z naszą osobą prawną, bo z tego biznesu żyje niczym kleszcz – musi dostosować się do panujących zasad – tylko kto tak naprawdę o tym myśli, gdy policjant zatrzymuje nas na drodze??? O tym później.

Więc co to jest to prawo kontraktowe?  Jest to zbiór zasad, warunków jakie trzeba spełnić, żeby kontrakt był prawomocny, nic innego. Jeżeli którykolwiek z warunków/praw nie jest dopełniony – kontrakt jest nieważny – z łaciny ab initio – czyli od samego początku, i wszystko, co działo się później również jest nieważne.

To trochę jak z matematyką, jeżeli jest błąd na początku wyliczeń, cała reszta niestety jest też niepoprawna, trzeba wrócić do początku i poprawić ów błąd, nie ma innego wyjścia.

Wyjaśnijmy teraz co to za prawa i jak je rozumieć.

Będę pisać po angielsku i po polsku, bo jeśli coś źle przetłumaczę, ktoś zawsze może mnie poprawić.

  1. MEETING OF THE MINDS, czyli wyrażenie woli wstąpienia w umowę. To jest miejsce, gdzie obie strony w sposób jasny dla wszystkich wyrażają wolę robienia razem interesu. To mogą być rozmowy wstępne, wyrażenie woli pracy dla kogoś i ten ktoś chce o tym z nami rozmawiać, itp. W tej części najczęściej składana jest oferta kontraktu.
  2. FULL DISCLOSURE czyli jasno i w pełni wyrażone warunki umowy. To jest bardzo ważny element wszystkich kontraktów, jeżeli są klauzule których nie rozumiemy, bądź są one ukryte, kontrakt jest nieważny (tu się kłaniają wszystkie nasze interakcje z rządem RP, ale o tym później). Musimy jasno wyrazić nasze niezrozumienie, i żądać wyjaśnienia. Jeżeli obie strony rozumieją i zgadzają się – tu jest podejmowana decyzja o akceptacji oferty.
  3. EQUAL CONSIDERATION, czyli obie strony umowy wprowadzają wartość do tego biznesu – obie strony muszą włożyć coś wartościowego i porównywalnego, np. moja praca za wypłatę, moje zdolności za pieniądze, itp. Kontrakt typu ‘5 zł za nerkę’ nie ma prawa bytu, nawet jeśli się jakiś wariat na to zgodzi – bo intencja jest nieuczciwa.

Jest jeszcze mnóstwo drobniejszych warunków, ale te 3 są podstawowe, są niezbędne, żeby jakikolwiek kontrakt był prawomocny. Nie ma od tego żadnych wyjątków. I tyle.

Teraz chłodnym okiem proszę pomyśleć: ile razy bierzemy udział w kontraktach na co dzień? Proszę bardzo, dzień z życia Jasia:

  1. Śpimy w domu, za który płacimy bądź czynsz, bądź „kredyt”.
  2. Korzystamy ze światła – mamy umowę z dostawcą,
  3. Oglądamy telewizję – mamy umowę z dostawcą kablówki,
  4. Jemy kolację – kupiliśmy jedzenie w sklepie, zawarliśmy transakcję ze sprzedawcą,
  5. Dzwoni telefon – wcześniej zakupiony, teraz opłacany,

I tak dalej, i tak dalej, od rana do nocy, robimy interesy, a gdzie w tym wszystkim jest nasz ukochany rząd??? No właśnie, z nim też robimy interesy, czy nam się podoba czy nie.

Otóż, żeby fikcyjny twór – rząd, mógł robić z nami interesy i dosłownie żyć z naszej pracy – musi to robić za pomocą drugiej, nieżyjącej, fikcyjnej korporacji – naszej osoby prawnej. Mimo tego, że są to dwie fikcje, są animowane przez żyjących ludzi, bo tylko w ten sposób mogą ze sobą robić biznes.

Wiem, że to brzmi jak głupoty, ale tak jest. Rząd nie ma prawa nikomu nic kazać, żaden człowiek żyjący i stąpający po ziemi nie jest obiektem żadnych ustaw, pseudo-praw, widzimisię public service, ale korporacje tak… 

Bronisław Komorowski to tylko mężczyzna w brzuchem i głupawym wąsem – on nie może ani mnie, ani tobie, ani nikomu nic kazać. Podczas gdy występujemy w roli korporacji (wylegitymowany dowodem osobistym z numerem PESEL jako pracownik RP), a ów Bronek jest w swojej oficjalnej roli prezydenta  RP – wtedy sprawy nabierają innego obrotu.

Więc jakim cudem ci ludzie, którzy nie orzą ani nie sieją żyją jak pączki w maśle z naszej pracy? Gdzie w tym wszystkim jest prawo kontraktowe? Jak to jest, że oni są korporacją, i my co dzień używający naszej osoby prawnej też jesteśmy korporacją, robimy z nimi interesy, ale nie mamy z tego nic poza problemami??

Tu jest bardzo ciekawy temat. Skoro od momentu urodzenia wchodzimy w jakieś interesy z tzw. rządem, załatwiamy naszej pociesze akt urodzenia, a potem cały szereg innych kontraktów, to nie ma się czemu dziwić, że mości rządzący biorą nas za swoich podwładnych. To jest zupełnie tak samo, jak w każdej firmie: szef będzie doić swoje baranki, a sam zajadać kawior.

Tak, brzmi dziwnie, ale dowód osobisty to kontrakt, prawo jazdy to kontrakt, nawet paszport to kontrakt, mandat przy drodze – kontrakt, grzywna za niezaszczepione dziecko – to kontrakt. I tak bez końca.

Czy te umowy, kontrakty są ważne w świetle prawa? O tym w następnym odcinku.

Piotras

Wprost trudno uwierzyć, do czego doszło w naszym kraju – skorumpowani przez Big Pharma urzędnicy medyczni składają doniesienie do prokuratury na lekarza, który leczy skutecznie i bezpiecznie!

Wprost słów mi brakuje, żeby wyrazić to, co czuję. Dyrekcja CZD popadła w najprawdziwszą schizofrenię: najpierw wydała doktorowi Markowi Bachańskiemu wszystkie niezbędne pozwolenia na leczenie dzieci, a potem nagle je wycofała i złożyła doniesienie do prokuratury, że lekarz leczył bez pozwolenia.

Nie wiem, co się tam dzieje, ale sytuacja śmierdzi korupcją ma milę. Prawdopodobnie skuteczne leczenie lekami pochodzącymi z Natury zostało uznane za okradanie firm farmaceutycznych z przychodów, jakie czerpią one z trucia pacjentów lekami chemii nieorganicznej. Nie od dziś wiadomo, że zyski korporacji stawiane są wyżej, niż prawo ludzi do zdrowia i życia.

Czasy mafii medycznej kończą się, bo ludzie zaczynają mieć tego wszystkiego coraz bardziej dość. Ludzki gniew zmiecie tę sitwę z powierzchni ziemi, to tylko kwestia czasu!

Jaka jest sytuacja w CZD wyjaśnia Jerzy Zięba.