Aborcja a Biblia

KILKA SŁÓW WYJAŚNIENIA DLA CZYTELNIKÓW – PRZECZYTAJ, ZANIM SKOMENTUJESZ!

W związku z lawiną histerycznych, nienawistnych i irracjonalnych komentarzy, świadczących o całkowitym niezrozumieniu poniższego tekstu oświadczam, że z bredniami nie polemizuję, lecz wywalam je do spamu.
Proszę mi nie wyzywać od moherów z kruchty ani od ateistek. Nie jestem ani chrześcijanką ani ateistką.

W moim tekście jest mowa jedynie o tym, co mówi Biblia (a nie ja!!!) o poronieniu płodu.


Drodzy „obrońcy życia” mam dla was złą wiadomość: nie powołujcie się na Biblię, bo jej zalecenia w kwestii nadrzędności życia płodu nad życiem matki są niezgodne z waszą wyssaną z palca wiarą!

Oto cytat z Biblii, będący zupełnym zaprzeczeniem haseł podnoszonych przez środowiska katolickie, powołujące się na nieomylny i ostateczny autorytet tejże Biblii, rzekomo zakazującej aborcji nawet wtedy, gdy ciąża zagraża życiu matki:

(22) Gdyby mężczyźni bijąc się uderzyli kobietę brzemienną powodując poronienie, ale bez jakiejkolwiek szkody, to winny zostanie ukarany grzywną, jaką na nich nałoży mąż tej kobiety, i wypłaci ją za pośrednictwem sędziów polubownych. (23) Jeżeli zaś ona poniesie jakąś szkodę, wówczas on odda życie za życie […](Ks. Wyjścia 21:22-23, Biblia Tysiąclecia)

Opornym umysłowo przetłumaczę na nasze: „powodując poronienie, ale bez jakiejkolwiek szkody” należy rozumieć, że bez szkody dla matki, bo w tamtych czasach nie było inkubatorów i co zostało poronione, to na amen, czyli na śmierć. Za to „zamordowanie” płodu karą jest tylko grzywna. I to orzeczenie ma miejsce w świecie, w którym „Bóg” osobiście dyktował twarde prawa, więc obowiązywała zasada „oko za oko”…

I dalej:

Jeżeli zaś ONA poniesie jakąś szkodę, wówczas on odda życie za życie.

Katolicy!!! Czy wy rozumiecie, co to znaczy?!

To znaczy ni mniej ni więcej tylko tyle, że według biblijnej Księgi Wyjścia życie płodu ma jedynie wartość grzywny, natomiast życie matki jest wartością na tyle wysoką, że w myśl zasady „oko za oko”, a więc „życie za życie” sprawca ma być zabity.

Ma zostać zabity za spowodowanie jakiejkolwiek szkody u KOBIETY, a za „uśmiercenie” płodu płaci tylko grzywnę!!!

Obrońcy życia twierdzą, że płodu nie wolno usunąć nawet wtedy, gdy ciąża zagraża życiu kobiety, bo życie płodu jest ważniejsze niż życie jego matki. Tymczasem Biblia, na którą się powołują jako na ostateczny i niepodważalny autorytet głosi prawo dokładnie przeciwne temu, czego się domagają. Według Biblii życie kobiety jest cenniejsze niż życie płodu.

Wynika z tego ponad wszelką wątpliwość, że ratowanie „życia” płodu kosztem życia ciężarnej kobiety jest niezgodne z tym, co mówi Biblia.

Aborcja została potępiona przez Kościół, a właściwie przez papieża Piusa IX dopiero w roku 1869. Ogłosił on na soborze watykańskim I, że stanowi ona grzech śmiertelny, za który grozi ekskomunika. Wcześniej spędzanie płodu było rzeczą dopuszczalną i nie groziły za to żadne kary.

A teraz rozważę jeszcze inny sporny problem, ten mianowicie, który moment należy uznać za początek życia. Dla mnie jest to kwestia zasadniczej wagi, jako że jestem astrologiem i muszę wiedzieć, w którym momencie rozpoczęło się obecne, ziemskie wcielenie mojego klienta.

Otóż śmiem twierdzić, że nie jest to moment (jak chcą niektórzy), w którym promienie słońca oświetlą ciemię noworodka uruchamiając rzekomo jakieś procesy w jego układzie nerwowym i hormonalnym. Nie jest i nie może tak być choćby z tego prostego powodu, że niektóre narodziny następują w nocy, gdy brak światła słonecznego.

Z ezoterycznego, hinduistycznego i… biblijnego, a co najważniejsze medycznego punktu widzenia początkiem samodzielnego życia jest moment zaczerpnięcia pierwszego oddechu. Pierwszy oddech, uruchamiając samodzielne krążenie sprawia, że płód przemienia się w noworodka, zdolnego do samodzielnego życia poza organizmem matki. W chwili przecięcia pępowiny, wraz z pierwszym oddechem zamykają się naczynia pępowinowe, zamknięciu ulega również drożny do tej pory otwór między prawą i lewą częścią serca. Od tego momentu zaczyna działać krążenie płucne.

Wschodnie religie twierdzą: „życie człowieka zaczyna się pierwszym wdechem i kończy ostatnim wydechem”. Nie poczęciem, lecz wdechem!

A co na to Biblia?

(7) wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą (Ks. Rodzaju 3:7, Biblia Tysiąclecia).

Znowu powtórzę, bo może ktoś nie zrozumiał lub przeoczył: „tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą”. Dlaczego „stał się istotą żywą”? A dlatego, że przedtem jego ciało było martwe, było zbudowane wyłącznie z materii (czyli „z prochu ziemi”) i nie było w nim ożywiającego go pierwiastka. A co według religii ożywia materię? Ożywia ją nieśmiertelna, niematerialna, będąca iskierką boskości DUSZA!

Człowiek stał się istotą żywą dopiero wtedy, gdy łyknął sobie haust powietrza. A więc dusza wstąpiła (zasiedliła) jego ciało w momencie, gdy nabrał powietrza w płuca! Jasne? Mam nadzieję, że tak.

Na potwierdzenie tego faktu mogę przytoczyć pewną nieco makabryczną historyjkę w dziedziny „wzięć” przez kosmitów. Jednym ze stale powtarzających się motywów owych wzięć są opowieści o znikających w tajemniczych okolicznościach ludzkich płodach. Otóż w jednym z przypadków kosmici pobierają płód, po czym umieszczają go w pojemniku, starając się przy tym bardzo, żeby nie dopuścić do nabrania przez niego powietrza w płuca. Gdyby do tego doszło, płód stałby się żywy, a miał nie być.

Cała ta histeryczna kampania przeciwko aborcji jest totalnie pozbawiona sensu, również (a może przede wszystkim) z duchowego punktu widzenia.

Całe nieporozumienie polega na tym, że Kościół propaguje nadmierne i zdecydowanie patologiczne przywiązanie do kwestii materialnego ciała, nadając mu znaczenie nawet większe, niż duszy. Stąd sprzeciw wobec doktryny reinkarnacji („jedno ciało, jedna dusza”), zakaz aborcji (no bo w jakim ciele ta dusza stanie przed Bogiem na Sądzie Ostatecznym?) oraz zakaz kremacji zwłok (nie mogę go spalić ani w inny sposób zniszczyć, bo to ciało będzie mi potrzebne w dniu zmartwychwstania). Czy muszę się pastwić nad tą głupotą i pisać tutaj, jakim jest to idiotyzmem? Czy naprawdę nasi przodkowie, zmarli dajmy na to 1500 lat temu czy jeszcze dawniej mają zmartwychwstać w tym ciele, które przed wiekami złożono do grobu? Strach pomyśleć, co z tego ciała do dnia Sądu pozostanie! Niekompletny szkielet? A może tylko kilka największych kości?

Po tych rozważaniach problem ważności ciała uważam za niebyły – nie ma się nad czym zastanawiać.

Kościół i wszystkie inne religie nauczają, że dusza jest nieśmiertelna.

Skoro tak, to o co w ogóle chodzi? Nieśmiertelnej duszy nie da się zabić, no bo przecież jest nieśmiertelna. Wobec tego nie ma o co robić awantury. Zniszczono materialne ciało, dusza pozostała nietknięta. Problem polega w tym przypadku wyłącznie na schizofrenicznym nauczaniu Kościoła, który przez całe wieki twierdził, że nieochrzczone dusze idą do piekła na wieczne potępienie. I za co? Ano, za nico… Teraz nagle jego nauczanie zmieniło się zasadniczo. Dziś już takie dusze do piekła nie idą. Widocznie Kościół ma taką moc, że najpierw je do piekła zapędził, a teraz z niego uwolnił. Cud prawdziwy! A jaka władza i moc sprawcza! To budzi podziw, naprawdę!

Pomysł z jednym życiem i jednym ciałem oraz duszą wcielającą się w zygotę jest tak bardzo pozbawiony sensu, że nawet nie chce mi się tutaj nad nim pastwić. Zastanówcie się sami nad losem dusz tych embrionów, które zostały poronione w sposób naturalny, zaraz po zapłodnieniu. A co z duszami noworodków, zmarłych w życiu płodowym, w czasie porodu lub tuż po nim? Gdzie idą te nieochrzczone przecież dusze – do nieba, czy do piekła? Ani na jedno, ani na drugie sobie w żaden sposób nie zasłużyły…

A teraz rozważmy ten problem w świetle doktryny reinkarnacji.

Tu również podstawą jest założenie, że dusza jest nieśmiertelna, tyle tylko, że na swojej drodze do doskonałości przechodzi przez liczne wcielenia, zmieniając po drodze ciała, podobnie jak każde z nas zmienia ubrania.

Czy trzeba się awanturować, że ktoś nie pozwolił wcielić się duszy w tej konkretnie rodzinie? To tak, jakby ktoś powiedział: „nie chcę cię gościć w moim domu” (nie bo nie, nie mam ochoty albo mam inne sprawy na głowie), „ale możesz iść do innego”. Jeśli dusza bardzo pragnie lub musi się wcielić, to się wcieli – tyle tylko, że gdzie indziej. Z tego punktu widzenia nie ma żadnego problemu.

Z ateistycznego punktu widzenia w ogóle nie ma sprawy, bo oni w duszę nie wierzą, więc nie ma o czym pisać.

Nie ma żadnych naukowo ani duchowo uzasadnionych podstaw do wierzenia, że aborcja jest morderstwem. Jest nim natomiast z całą pewnością pozbawianie życia ludzi już urodzonych, na przykład kobiet zmuszanych do rodzenia, mimo że jest pewne, iż tego nie przeżyją.

Ziemia jest strefą wolnej woli, gdzie każdy ma nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek podejmować zupełnie samodzielne decyzje dotyczące wszystkich ważnych kwestii. Dzięki temu mamy okazję uczyć się, mądrzeć i doskonalić swój osąd i zmysł moralny. Kościół nie ma prawa decydować za swoich wyznawców w kwestii ich sumienia, ponieważ tym sposobem dokonuje ich nieuzasadnionego ubezwłasnowolnienia, a co więcej: sprzeciwia się tym sposobem woli samego Boga.

I na zakończenie najważniejsza kwestia: wściekłe awantury o aborcję rozpętywane są zawsze, gdy rząd chce przepchnąć jakąś paskudną, szkodliwą dla narodu ustawę.

(Opublikowane na starym blogu 2007-03-30 22:03:55)

70 komentarzy do “Aborcja a Biblia

  1. Popieraj kościółek, on jest taki dobry i taki święty, tylko opętani nienawiścią podli ateiści mogą obrzucać go g…, ale przecież żadne g… nie przyklei się do takiej świętej instytucji. Bóg osobowy ją ochroni i obroni, bla bla…

    Obecnie wychodzą na jaw takie skandale pedofilskie, że moim zdaniem KRK powinien zostać zdelegalizowany. O masowych mordach pogan już nie wspomnę, bo nie kopie się leżącego. A poza tym wszyscy (poza tobą) o tym wiedzą, więc po co to powtarzać.

    W tym tekście nie piszę o Kościele (z którym szczęśliwie nigdy nie miałam żadnych związków osobistych), lecz o Biblii, która w swojej większości jest dziełem sił bardzo nieczystych i wrogich ludzkości. Jeśli wierzysz w to, że napisał lub podyktował ją „Bóg” osobowy i że niewiara w tego zbója i psychopatę jest równoznaczna z ateizmem, to faktycznie nie masz tu czego szukać, bo z ludźmi bez mózgu nie dyskutuję. Nie da się po prostu. Osobowy to on rzeczywiście był – z krwi i kości, ale „Bóg” to z całą pewnością nie on.

    Właśnie przed chwilą słyszałam w radiu, jak były zakonnik, prof. Stanisław Obirek powiedział, że Kościół to siedlisko Babilonu i pedofilii (u nas to „tylko” sprawa arcybiskupa Paetza i kryjących go kolesi, a w USA i Irlandii to chyba nie muszę tłumaczyć), że przydałby się nowy Luter z 10 tezami i że potrzebna jest wielka miotła, która to wszytko powymiata. On chyba wie, co mówi, nie uważasz? Siedział w tym Babilonie po uszy i poznał go od kuchni.

    Inny były sługa tego Babilonu, prof. Tadeusz Bartoś z kolei powiedział, że polski Kościół miał wielkie szczęście. Tym szczęściem był komunizm, który „ukradł” mu posiadłości w postaci domów dziecka, przedszkoli, szkół i internatów. Tylko dzięki temu, że został pozbawiony dostępu do dzieci polski Kościół nie jest dziś oskarżany o pedofilię. Gdyby „źli” komuniści nie zabrali mu tych przybytków pedofilskich uciech i my mielibyśmy dziś wielki skandal, o którym pisałyby gazety w całym świecie.

    Do reszty w ogóle nie warto się ustosunkowywać, bo dyskusja z fanatykami nie prowadzi do żadnego celu, a raczej do obłędu. Nie można polemizować z zaślepieniem, bo się nie da.

    Na zakończenie: raczej wątpię, czy kiedykolwiek zechce mi się przeczytać ten twój elaborat. Gdyby był tylko długi, to nie ma sprawy, ale jest w tym taki chaos i takie nagromadzenie bezsensu, że wymiękam.

    Zapewniam cię, że są dużo ważniejsze rzeczy, którym chciałabym poświęcić swój czas. Do moich preferencji nie należy zgłębianie bredzenia osoby zniewolonej przez Biblię, jaszczurcze bóstwo i wielbicielki tej babilońskiej nierządnicy, którą jest KRK.

  2. @Ilayla
    „(…), bo nie wierzycie w monoteistycznego Boga, tylko jakieś nadprzyrodzone inne siły. Jakieś COŚ.”

    Zainteresuj się tym COŚ, a przekonasz się jakim jest CZYMŚ…

  3. „Osobowy to on rzeczywiście był – z krwi i kości, ale „Bóg” to z całą pewnością nie on.” Dokładnie Astromario! Nie będę się tu rozpisywać, bo jak mawia JKM „dla chcącego nic trudnego” i kto sam chce to znajdzie informacje. Podam dla ułatwienia: http://www.graniczne.amu.edu.pl/PPGWiki/wiki/Z8
    Są nagrania tego wykładu, dla mnie bardziej interesujące. W ogole proponuję poczytać trochę o wczesnych chrześcijanach. Pisać o naszej cywilizacji, że jest chrześcijańska to chyba żart. Nasza cywilizacja ma korzenie w antyku helleńskim i rzymskim. Została niestety skażona judaizmem. Dlatego upadnie!

  4. Zabójstwo (Wyjścia 20:13; 21:22, 23).

    13 „Nie wolno ci mordować.

    Wyjścia 20: 21:22, 23
    „A jeżeli mężczyźni biją się i wyrządzą krzywdę kobiecie brzemiennej,

    I WYJDĄ Z NIEJ DZIECI

    LECZ NIE NASTĄPI WYPADEK ŚMIERTELNY

    to bezwarunkowo należy od niego zażądać odszkodowania zgodnie z tym, co na niego nałoży właściciel tej kobiety; i ma to dać za pośrednictwem sędziów. 23

    Ale jeśli NASTĄPI WYPADEK ŚMIERTELNY,

    to masz dać duszę za duszę,

    24 oko za oko, ząb za ząb, rękę za rękę, nogę za nogę, 25 oparzenie za oparzenie, ranę za ranę, cios za cios.

  5. @ Anna: nie przeczytałaś tego, co jest napisane wielkimi wołami na początku. W tym blogu nie dyskutujemy o dopuszczalności ani moralności aborcji. Nie życzę sobie tu żadnego bełkotu z Frondy (obok masz film z serii „samogwałt” – co za kretyn to wymyślił? Człowiek sam się gwałci?) Kupa śmiechu. Dostajesz ostrzeżenie: w tym blogu nie ma miejsca dla pobożnych chrześcijan, tak samo jak dla ateistów. Jeszcze jeden katolicki wyskok i dostaniesz bana.

  6. Czy sławne wystawy antyaborcyjne, które jeżdżą po Polsce powinny być zakazane?

  7. Moim zdaniem powinny być zakazane. W taki sposób się nie dyskutuje, to jest próba zmuszenia ludzi siłą do przyjęcia jedynie-słusznego poglądu na sprawę. Niech się raczej wezmą za tworzenie szokujących wystaw przeciw wojnie. To trochę dziwne, że makabra wojny ich nie razi, a aborcja tak. Na wojnach giną niewinni ludzie, ale „obrońcy życia” mają to głęboko.

  8. Szanowna autorko tego artykułu,
    ponieważ przedstawiasz się jako wolna osoba o otwartym umyśle, zechciej proszę rozważyć drobne uwagi do tekstu o aborcji.
    Sugerujesz, że Wj 21,22-23 dla katolika ma być decydującym argumentem dla katolika o nierówności wartości życia dziecka przed urodzeniem i jego matki. Teologia i etyka ST dopiero się rozwijały. Wystarczy porównać teksty ksiąg wcześniejszych i np. prorockich. W starożytnym Izraelu dziecko było niejako własnością rodziców, a wartość („wyższa”) matki od dziecka odnosiła się również do dziecka już narodzonego.
    Także opis stworzenia życia chyba zbyt łatwo przyjmujesz jako argument – jest on bowiem w zasadzie fikcją literacką, a przesłanie teologiczne tekstu mówi nie o tym „jak” Bóg stworzył człowieka lecz „że” stworzył człowieka. „jak” jest pewną spekulacją opartą może na popularnych wyobrażeniach, także na obserwacji świata (np. oddychanie wiąże się z życiem).
    Dla katolika nie jest też istotny argument samodzielnego życia rozpoczynającego się wg Pani z pierwszym oddechem, lecz życie w ogóle odrębnego organizmu – nawet jeśli nie samodzielne. Czy życie człowieka np. po wypadku podtrzymywane przez jakiś czas przez aparaturę medyczną jest mniej warte niż życie jego po tym jak nie jest to już konieczne?

    Aby odnieść się do kolejnych – moim zdaniem – niesłusznych uproszczeń w Pani artykule potrzebowałbym chyba więcej niż Pani tekstu, a nie mam pewności czy warto podejmować ten wysiłek. Pisze Pani bowiem o sobie jako o inteligentnej, otwartej osobie, a omawiany tekst jest tak… różny od Pani poglądów o sobie. Ma braki intelektualne (brak znajomości kultur ST i teologii) i jak na otwartą osobę jest chyba dość… ciasny i piętnujący. Ale zachęcam do wymiany myśli. Mój e-mail Pani już zna. Z braterskim pozdrowieniem – Szczepan.

  9. Szanowny Panie Szczepanie,
    nie było tu jeszcze katolika, który by nie napisał dokładnie tego samego, co pan. Trochę mnie nudzi czytanie takich kalek, ale cóż, narozrabiałam, więc mam za swoje. A co powie pan na to, że dla Kościoła jako instytucji i dla każdego szeregowego katolika problem aborcji był kwestią sporną i nierozstrzygniętą aż do 1869 roku, kiedy to papież Pius IX uznał ją za niedopuszczalną.

    Robię wielką rewolucję na blogu, więc tekst o aborcji zniknie ze „Stron” i wróci na właściwe miejsce, a tu będą teraz tematy aktualne i bardzo ważne.

  10. Był taki jeden kleryk Szczepan w mojej parafii. Zawsze można było wypić u niego dobre mszalne, które sam podwędzał z tabernakulum, kiedy ksiądz nie patrzył. Tym się przynajmniej szczycił i taką miał opinię. Ja akurat za sikaczami nie przepadam, więc nie korzystałem.

    A tak na poważnie – Szczepanie, jak krytykujemy, to na konkretnych podstawach. Teologia sobie, kanonika sobie, a proboszczowie sobie, ale argumenty proszę, jeśli już jesteś łaskaw. Póki co, nie podajesz ich i robisz tu za kolejnego katolickiego misjonarza, któremu bardzo zależy żeby zostać chyba męczennikiem za sprawę (jak Twoje imię sugeruje).

    Póki co to dostarczas argumentów raczej autorce artykułu, podkreślając iż:

    W starożytnym Izraelu dziecko było niejako własnością rodziców, a wartość („wyższa”) matki od dziecka odnosiła się również do dziecka już narodzonego.

    Sam nie zaprzeczasz wyższej wartości matki. Jako antropolog kultury mógłbym Ci potwierdzić, że w kulturze żydowskiej matka jest w ogóle niemal najważniejsza w rodzinie, jako że ta kultura jest matrylinearna. Co zresztą sam wiesz, bo masz z pewnością „znajomość kultur ST”.

    Dalej piszesz że:

    Sugerujesz, że Wj 21,22-23 dla katolika ma być decydującym argumentem dla katolika o nierówności wartości życia dziecka przed urodzeniem i jego matki.

    I to ma sens, bo rzeczywiście, to jest sugerowane i tak jest. A jaki jest twój „kontrargument”?

    Teologia i etyka ST dopiero się rozwijały. Wystarczy porównać teksty ksiąg wcześniejszych i np. prorockich.

    Pomijając już, że nie było wtedy żadnej teologii, tylko żydowksie prawo, to w ogóle nie jest argument. To zdanie „sobie a muzom”. Coś tam „się rozwijało” wtedy, więc dziś ten fragment jest właściwie nieważny? Porównać teksty ksiąg prorockich? Tak, owszem, ale nie ma tam nic o życiu matki ani o jego mniejszej wartości wobec życia dziecka. Mogłeś zaatakować w inny sposób. Mogłeś napisać „to, co jest w księdze Wyjścia odnosi się do porządku prawnego tamtej kultury, od którego cywilizacja Zachodu odeszła, bo był to porządek rodem z Hammurabiego”. Wtedy można by dyskutować.

    Ale wtedy też kopnąłbyś kamień do własnego, katolickiego ogródka. Bo skoro to prawo jest już dzisiaj nieaktualne, to w takim razie historia Onana również stanowi opis złamania konkretnego przepisu prawa żydowskiego i nie może być używana jako argument przeciwko stosunkom przerywanym (bo mówi o przestarzałym porządku prawnym, które… itd.). Protestanccy teologowie tak to interpretują, ale katolicy widzą w historii nieszczęsnego Onana argument za wstrzemięźliwością seksualną i zakazem antykoncepcji. Musiałbyś uznać więc tę historię nie za metaforę, tylko za jednostkowy przypadek, zaprzeczając katolickiej tradycji, więc lepiej w sumie tą drogą nie idź.

    Na podobnej zasadzie, możesz sobie mówić do woli, jak teologowie interpretują początek Księgi Rodzaju. Mnie na przykład guzik obchodzi, co też jeden pan z drugim sobie ustalą, gdyż w tym momencie jest to kłótnia o symbole, a ta nie może byc jednoznacznie rozstrzygnięta. Symbol bowiem to coś, co podlega nieustannym reinterpretacjom. Ja na przykład podobnie widzę motyw „tchnięcia zycia”, który pojawiał się już wcześniej w przeróżnych mitach. Oddech jest życiem, sygnalizacją odrębności, egzystencji. I możesz sobie tłuc do woli, co uważają teologowie. Ja uważam inaczej i wolno mi tak uważać.

    Aha, i przestrzegam Cię, dobry katoliku, przed nazywaniem czegokolwiek w Słowie Bożym fikcją literacką. Nie po to się mówi, że jest to księga objawiona przez Boga, żebyś teraz takie herezje sprzedawał. Nie ma tak, że jedno to fikcja i wyobrażenia, a drugie to prawda. Wyznając taki światopogląd zbliżyłbyś się za bardzo do mnie, a tego byś nie chciał. Tak więc Szczepanie, usłuchaj ostrzeżenia Piotra i nie idź tą drogą.

  11. (…)”Aha, i przestrzegam Cię, dobry katoliku, przed nazywaniem czegokolwiek w Słowie Bożym fikcją literacką. Nie po to się mówi, że jest to księga objawiona przez Boga, żebyś teraz takie herezje sprzedawał. Nie ma tak, że jedno to fikcja i wyobrażenia, a drugie to prawda”.

    Moja matka i ojciec na katechezach uczyli się dosłownej interpretacji. Ja na katechezie już miałem powiedziane, że np: mit stworzenia (Adam i Ewa, jabłko itp) to metafora (bajka) której się dosłownie nie interpretuje. Kiedyś Watykan zaprzeczał istnieniu UFO, teraz powoli zaczynają mówic, że to jest zgodne z Boskimi prawami itp. Jeżeli twierdzą, że mają patent na słowo Boże to dlaczego zmieniają jego interpretacje? Jeżeli się mówi o prawdzie absolutnej (tak uważa kościół)to nie zmienia się co „pięć” minut wersji. To tylko świadczy, że ta kościółkowa prawda jest gó… warta. Korporacja zmienia tylko metody marketingu i PR. Konsumenci korporacji zwanej Kościół Katolicki jak głupi byli tak są głupi dalej. Nie chce nikogo obrażać tylko nazywam rzeczy po imieniu.

  12. W sumie tylko protestanci nie zmieniają swoich interpretacji, bo te były już dawniej przystosowane do współczesności. Za to jaka jest interpretacja w prawosławiu… łohohohohoho.

    Bo w tradycji protstanckiej źródłem wiary jest Słowo Boże, zaś w katolickiej: „Słowo Boże i tradycja”. Przez tradycję rozumie się sięganie do wybranych apokryfów (no bo skąd bysmy znali biografię Maryi czy tego typu historyjki) i asymilację wielu „ludowych” elementów do kanonu wiary. Ogólnie to jest miszmasz, kościół posoborowy zaliczył przecież małą schizmę i teraz są jeszcze w dodatku dwa katolicyzmy. Reformowany i „przestarzały”, przy czym ten drugi wcale nie stracił aktualności. Reformowany to w Polsce brednie spod znaku „Tygodnika Powszechnego”, będącego agendą Agory, drugi nurt zaś to radio Ojca Dyrektora. Katolicyzm „łagiewnicki” kontra „toruński”. I teraz jeszcze weź bądź mądry w tych teologiach, skoro one siebie nawzajem nie uznają. 🙂

  13. Czy tylko ja zauważyłem, że Wj 21, 22-23 tyczy się nieumyślnego wywołania poronienia, a nie aborcji? (która to aborcja z natury rzeczy jest umyślna)

  14. Przypominam jeszcze raz (np. bogusia.s): nie dyskutuję o tym, kiedy zaczyna się życie ani czy zygota jest człowiekiem. W tym tekście chodzi o wykładnię biblijną. Koniec, kropka. Jeśli chcecie się kłócić o to, co jest nierozstrzygalne, to macie do tego fora lewicowe, np. gazeta, racjonalista i u feministek oraz prawicowe, jak opoka, katolik i inne podobne.

    W tych sporach (o aborcję, o homoseksualizm i inne podobne sprawy) nie chodzi o aborcję ani homoseksualizm, lecz wyłącznie o to, żeby ludzi skłócać ze sobą i odwracać ich uwagę od polityki.

  15. jeśli nie ma duszy w dziecku które jest w brzuchu matki to skąd biorą się traumy w życiu po przyjściu na świat ? np niechciane przez matkę dziecko będące jeszcze w jej brzuchu czuję jej niechęć obojętność zaniedbanie itd stąd potem strach przed odrzuceniem poczucie niższości brak więzi z matką itd poza tym czy ktoś widział film który ukazuje zachowanie abortowanego płodu ? który ratuję się wewnątrz chociaż nie ma szans bo jest rozrywany ? otwiera buzie jakby krzyczał ucieka w kąt macicy macha kończynami
    matka noszą dziecko w brzuchu od samego początku może nawiązać z nim więź gdyby nie było w nim duszy to nie byłoby to możliwe dziecko słyszy czuję i żyje będą w brzuchu
    uważam że dusza nie zasiedla się od samego momentu zapłodnienia ale na pewno jest już wtedy kiedy dziecko zaczyna kopać ruszać się kiedy już wygląda jak malutki człowiek

  16. Traumy doznaje dusza, a nie ciało. Ciało to tylko fizyczna powłoka, po śmierci idzie do piachu i nic po nim nie zostaje. Cały proces traumy dotyczy jedynie niematerialnej duszy, która jest nieśmiertelna i wieczna. Dusza nie wchodzi do płodu, a jeśli wchodzi, to tylko na chwilę, przymierza się do tego ciała, i nie wcześniej niż w jakimś 3-4 miesiącu ciąży. Rodzice i dziecko zawierają przed wcieleniem kontrakt, w którym zapisane jest to, co religie wschodu nazywają karmą. W rzeczywistości to jest umowa, bo dusze wierzą, że dzięki traumatycznym doświadczeniom mogą się rozwijać. Moim zdaniem jest to wielkie oszustwo. Nie można się rozwijać doświadczając traumy. Do prawdziwego rozwoju potrzebna jest miłość, a nie wrogość i odrzucenie przez rodzica. Ciało jest tylko martwym kawałkiem białka, które jest ożywiane przez duszę. Dlatego poronienie nie stanowi zagrożenia dla istnienia duszy. Dusza i tak zawsze w końcu gdzieś się wcieli, jeśli nie w to (poronione) dziecko, to w inne.

  17. Wrócę jeszcze do tematu.

    Po pierwsze: w moim tekście chodziło o to, co mówi Biblia na temat aborcji, czyli czy życie płodu jest ważniejsze niż życie matki, jak twierdzą ostatnio kościółkowe oszołomy – i udowodniłam, że Biblia wcale tak nie twierdzi. To był omawiany w notce temat. Należy przeczytać ze zrozumieniem i nie będę musiała tego powtarzać.

    Po drugie: cytat z tego tekstu:

    Aborcja została potępiona przez Kościół, a właściwie przez papieża Piusa IX dopiero w roku 1869. Ogłosił on na soborze watykańskim I, że stanowi ona grzech śmiertelny, za który grozi ekskomunika. Wcześniej spędzanie płodu było rzeczą dopuszczalną i nie groziły za to żadne kary.

    Tak więc histeria wokół aborcji to zupełnie nowy (polityczny) wynalazek.

    Po trzecie: aborcja nie zabija duszy, bo dusza jest NIEŚMIERTELNA! Jeśli ta dusza bardzo pali się do wcielenia, to się wcieli tak czy inaczej, jak nie w tej rodzinie, to w innej.

    I po czwarte: lepiej dokonać aborcji niż urodzić dziecko, którego się nie chce, bo takie dziecko nie tylko nie będzie kochane, ale wręcz źle traktowane. Będzie odrzucone i będzie szło przez życie z traumą – to chyba logiczne? To oznacza, że to dziecko będzie miało (za przeproszeniem) przesrane. A to znaczy, że do końca życia będzie się borykało z poważnymi problemami emocjonalnymi i poczuciem braku wartości, może nawet z chorobą psychiczną, a w końcu może nawet popełni samobójstwo. Warto się zastanowić, co jest naprawdę grzechem i co jest lepsze, a co gorsze.

  18. Przypomniała mi się jeszcze jedna rzecz w kwestii rodzenia niechcianych dzieci. Ostatnio powstał ruch, który skupia ludzi, którzy zostali adoptowani we wczesnym dzieciństwie i nie wiedzieli o tym. Ich przybrani rodzice bardzo ich kochali i byli dla nich dobrzy. Mimo to te dzieciaki z niezrozumiałych dla nikogo przyczyn były bardzo nieszczęśliwe i wiele z nich cierpiało na zaburzenia emocjonalne, a w późniejszym wieku ćpały i piły nałogowo. Okazało się, że one podświadomie wiedziały, że nie są dziećmi tych rodziców, którzy je wychowują. One nie miały do tych ludzi o nic żalu, ale nie mogły przeboleć faktu, że biologiczna matka je odrzuciła. To był powód ich ciężkiej traumy. Okazało się, że to jest powszechne u adoptowanych dzieci. Dlatego powstają grupy wsparcia, gdzie oni mogą o tym mówić i rozmawiać z psychologami. Wiele z tych dzieciaków w końcu popełnia samobójstwo. Obrońcy życia o tym nie mówią. Nam się w ogóle nie mówi prawdy o niczym. Jesteśmy oszukiwani na każdym kroku. Dobrymi chęciami jest wybrukowane piekło. Dosłownie!

Nie mam żadnego wpływu na to, że komentarze stałych bywalców bloga lądują w moderacji! Proszę się nie awanturować w tej sprawie - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.