Jeśli wierzysz w objawienia Zecharii Sitchina to musisz mieć inteligencję Lulu Amelu!

Po otrzymaniu całej lawiny napastliwych komentarzy pisanych przez licznych Lulu Amelu, którzy – jak się okazało – należą do sławnej sekty, przemyślałam (a nawet przemedytowałam) sprawę i oto, co stało się dla mnie jasne:
  • jeśli wierzysz w objawienia Zecharii Sitchina to rzeczywiście pochodzisz od Lulu Amelu,
  • jeśli wierzysz w teorię ewolucji to pochodzisz od małpy,
  • a jeśli obie z tych wersji powstania naszego gatunku są dla ciebie nie do przyjęcia, to jesteś Człowiekiem, istotą o boskiej duszy, prawdziwym dzieckiem prawdziwego Boga.

Drodzy sekciarze! Pisząc ten tekst nie was miałam na myśli, więc nie bierzcie tego do siebie.

—————————————————-

Współczesna ludzkość wywodzi się z wielu różnych linii genetycznych.

Biblia w ogóle nie wspomina o duchowym Bogu! Ona mówi jedynie o „bogach” (Elohim), czyli istotach z krwi i kości, którzy prowadzili na Ziemi eksperymenty genetyczne. Prace takie trwały nie tylko w tzw. Edenie, ale na całej planecie, a linii ludzkości było więcej, niż tylko biblijna (adamowa). Sam „rottweiler darwinizmu”, Richard Dawkins odkrył dowody na ingerencję Inteligentnego Projektanta w ludzkie DNA. Jeśli więc czujesz pokrewieństwo z którąkolwiek z wyżej wymienionych linii genetycznych, to znaczy, że rzeczywiście możesz powiedzieć „tatusiu!” do małpy lub do Lulu Amelu.

Ja nie poczuwam się do pokrewieństwa z żadną z tych linii. Uważam, że przed przybyciem owych Elohim na naszą planetę była ona zarządzana przez szlachetne i bliskie doskonałości istoty, które stworzyły całą ziemską naturę, a osadzony w tym raju człowiek był istotą doskonałą. Niestety, ten raj został najechany przez złych „bogów”, którzy pokonali w wojnie dobrych „bogów”, po czym dokonali uszkodzenia ludzkiego genomu, ponieważ nie życzyli sobie, żeby człowiek był równy „bogom”. Człowiek stał się niemal zwierzęciem i to był upadek człowieka, a jego skutki odczuwamy do dziś.

—————————————————-

W latach 90. objawili się światu dwaj „naukowcy”, którzy (jak się później okazało) pracowali dla Iluminatów. Obaj pisali książki, w których przedstawiali wyniki rzekomych badań naukowych dotyczących historii i pochodzenia człowieka. Jeden z nich nazywał się Lawrence Gardner i wmawiał światu, że brytyjska rodzina królewska wywodzi się w prostej linii od Jezusa. W Polsce również ktoś bardzo starał się wylansować tę ściemę, ale po pierwsze, my mamy w nosie brytyjską rodzinę królewską, więc jest nam obojętne, od jakich bogów, jasnych czy ciemnych, się ona wywodzi. A po drugie i najważniejsze, Polacy jako katolicy, nigdy nie uwierzą, że Jezus „zgrzeszył cieleśnie” z jakąkolwiek kobietą, choćby nawet i świętą. Z tego powodu bajania pana Gardnera umarły w Polsce śmiercią naturalną i szczęśliwie zostały zapomniane.

Drugim był Zecharia Sitchin. Z antynaukowymi bredniami Zecharii Sitchina stało się niestety zgoła inaczej i żadne racjonalne argumenty nie są w stanie obudzić jego wyznawców z transu, w jakim się coraz bardziej pogrążają. Zaryzykowałabym tezę, że w Polsce powstała prężna sekta wyznawców Sitchina i że z każdym rokiem rośnie ona w siłę. Posłuchajcie tylko, co wygadują tzw. „ezoterycy” w naszym kraju, zarówno starzy, jak i młodzi, a zrozumiecie, że sitchinologia zapuściła swe trujące korzenie głęboko w ich umysłach.

Ponieważ czytają mnie nie tylko znawcy przedmiotu postaram się w kilku słowach wyjaśnić, jakich to „naukowych odkryć” dokonał pan Sitchin, który (uwaga, uwaga!) pracował w biurze w Rockefeller Center i za pieniądze tej „filantropijnej” rodziny.

Otóż Zecharia Sitchin podawał się za znawcę języków starożytnych i badacza sumeryjsko-mezopotamskich tablic, z których „wyczytał” rewelacje, że Sumerowie znali astronomię lepiej niż my dzisiaj, więc wiedzieli to, czego my nie wiemy: że za Plutonem znajduje się duża planeta, zwana Nibiru lub Planetą X. Planeta owa ma okrążać słońce po bardzo wydłużonej orbicie i raz na 3600 lat przelatywać niedaleko Ziemi, powodując straszliwe kataklizmy i zniszczenia, po których życie na naszej planecie musi się odradzać od podstaw. Wszystko byłoby fajnie (takie sobie teoryjki, których nie da się zweryfikować), gdyby nie fakt, że oto właśnie teraz, w roku 2012, owa planeta ma przelecieć tuż nad naszymi głowami i zmieść nas z powierzchni Ziemi.

Ale to nie wszystko. Najfajniejsza jest teoria stworzenia człowieka, którą Sitchin rzekomo odczytał z owych tablic.

„Odkrył” on, że przed wiekami na naszą planetę przylecieli kosmici, którzy wpadli w straszliwe tarapaty, kiedy ich planeta niebezpiecznie się nagrzała (no proszę, globalne ocieplenie nęka nie tylko nas!). Żeby ją ochłodzić i uratować jej mieszkańców trzeba było znaleźć duże złoża złota, przewieźć na ich planetę, a następnie rozpylić ten szlachetny kruszec w atmosferze (durnie, nie wiedzieli, że są tańsze metody, wynalezione przez naszych uczonych – wystarczy trochę aluminium, baru, rtęci i kwasu siarkowego, a będzie OK). Przybysze dziarsko wzięli się do roboty, ale zamiast użyć rozumu woleli użyć mięśni i osobiście machać kilofami. Nic więc dziwnego, że szybko się zmęczyli. Kiedy opadli z sił zaczęli kombinować, ale musieli mieć poważne problemy z pomyślunkiem, bo zamiast zbudować z ziemskich metali potężne maszyny (durnie, dlaczego nie zbudowaliście tych cholernych maszyn, przecież byliście tak zaawansowani w rozwoju, że potrafiliście budować rakiety kosmiczne?) woleli stworzyć potężnie umięśnionego i bezrozumnego robotnika. Złapali więc jakiegoś małpoluda, który przechodził w pobliżu i „poprawili” mu DNA w taki sposób, żeby można mu było wytłumaczyć, że ten oto kilof należy wbić w tę oto ścianę i tak aż do skutku, aż uzbiera się kupka złota.

Stwora tego nazwali Lulu Amelu. Był on głupi jak zwierzę, ale był posłuszny i nawet (z pewnym trudem, ale jednak) udało się go rozmnożyć na tyle, że robota przy kopaniu ruszyła pełną parą. Kiedy wreszcie nasi mili kosmici zapełnili swoją rakietę złotem odlecieli do domu, a Lulu Amelu został sam. Rozmnożył się on bardzo i z czasem nawet trochę wyprzystojniał. A potem przyszedł pan Darwin, popatrzył na jego rekonstrukcję, a potem na swoje własne odbicie w lustrze, po czym zajarzyło mu w małym rozumku, że podobieństwo między Lulu Amelu a nim samym jest wprost uderzające, więc zawołał wzruszony „tatusiu!” i tak powstała teoria ewolucji, wbijana w szkole do głów naszych biednych dzieci.

Całe rzesze użytecznych idiotów, dających się nabrać na hasełka „nauki” i „ukrywanych spisków” nie badając sprawy przyjęły tę „naukę” za prawdę. I dziś stale słyszę, jak polscy „ezoterycy” chórem powtarzają: „nie jesteśmy i nigdy nie byliśmy wolni, zawsze byliśmy czyjąś własnością”.

Że co proszę?

Skoro zawsze byliśmy i jesteśmy czyjąś własnością, to znaczy, że jesteśmy tylko bydełkiem hodowanym przez jakichś panów, a nie ludźmi! A skoro tak, to przecież nasi właściciele mogą się o nas upomnieć. Mogą tu przylecieć, zapolować na nas i zagonić nas z powrotem do kopalń lub wybić, żeby opróżnić planetę, która jest ich własnością!

Przecież to są czyste idee Iluminatów i NWO!

Ludzie, którzy wierzą w takie „nauki” nie mają prawa nazywać siebie „ezoterykami”, lecz w najlepszym razie darwinistami lub jeszcze lepiej sitchinowcami.

Prawdziwa ezoteryka zajmuje się badaniem subtelnych praw duchowych i zgłębianiem duchowej, boskiej filozofii, a nie teoriami o naszym kosmicznym niewolnictwie czy rzekomym pochodzeniu ludzi od małp!

To jest po prostu jakaś jedna wielka paranoja i kosmiczna wręcz głupota. Nawet Darwin tak nas nie upokorzył, jak owi pseudo-ezoterycy – strach pomyśleć, do czego mażemy dojść krocząc tą ścieżką. Do czego doprowadziła nauka Darwina już wiemy: wydała eugenikę, nazistów i dwie wojny światowe, w których małpy w ludzkich skórach walczyły na śmierć i życie. Dzięki takim naukom „racjonaliści” nawołują do niemal całkowitego wybicia ludzkości, bo przecież kalamy własną planetę.

Śmiertelne dziedzictwo Darwina:

A kiedy usłyszałam ostatnio z ust wybitnego astrologa, że firmy farmaceutyczne trują ludzi lekami, bo muszą ich pozabijać w sposób kontrolowany, póki jeszcze ma ich kto pogrzebać, żeby po przelocie Nibiru stosy trupów nie spowodowały zagłady nielicznych ocalonych, to po prostu nie mogłam uwierzyć własnym uszom…

Oto toksyczna spuścizna nauk Zecharii Sitchina!

Psychopaci wmawiają nam, że ta planeta nie należy do nas i że za „brudzenie tej piaskownicy” możemy zostać z niej wyrzuceni, że jesteśmy niegodną rasą, której przeznaczeniem jest niewolnicza praca na rzecz „elit”, a światek „ezoteryczny” bije temu brawo! Bo przecież „nie jesteśmy i nigdy nie byliśmy wolni, zawsze byliśmy czyjąś własnością”!

Dlaczego – wydawałoby się światli – ludzie wierzą w takie pierdoły?! Dlaczego nie sprawdzą tego i nie dokonają weryfikacji tej wiedzy? Czy fakt, że coś zostało wydane w formie książki musi automatycznie oznaczać, że jest to rzetelna wiedza? Jeśli ktoś w to wierzy, przypomnę mu, że Mein Kampf też wydano na papierze!

Ale nawet jeśli komuś nie chce się poszukać, co o tym sądzą eksperci, to niech na Boga zacznie samodzielnie myśleć!

… począwszy od maja 2009 Nibiru będzie widoczna na niebie jako czerwony obiekt.

(…)

Już w roku 2010 „Planeta X” ma być dobrze widoczna na Ziemi przez ludzkie oczy.

Mamy już styczeń 2012 roku, Nibiru ma w nas pierd….. lada dzień, więc ja się pytam: GDZIE ONA JEST, bo chociaż wytrzeszczam oczy nic nie widzę? Złośliwi astronomowie z NASA przykryli ją kosmicznym beretem, żeby ukryć ją przed ciemnym ludem? Pewnie po to, żeby nie wzbudzać paniki?

Kiedy po raz pierwszy przeczytałam te rewelacje pomyślałam sobie, że to wprawdzie nie wydaje się prawdopodobne, ale kto wie, więc lepiej to sprawdzić. Ponieważ nie wierzę w nieomylność papierowych ksiąg ani w to, że panie w tych internetsach to są same pierdoły, użyłam Google. Wcale nie musiałam długo szukać. Niemal od razu natknęłam się na stronę radioastronoma, Kazimierza Borkowskiego. Żeby nikt nie mógł powiedzieć, że to wredny naukowiec i na pewno złośliwie ukrywa prawdę informuję, że Kazimierz Borkowski pisuje teksty do Nieznanego Świata, czyli do pisma ezoterycznego.

Przyjrzałem się dość dokładnie całej sprawie, gdyż list przekazany przez redakcję jest w punkcie wyjścia przekonujący i brzmi wiarygodnie. Ponieważ z zagadnieniem tym nie miałem dotąd nic do czynienia, zajęło mi parę godzin, zanim wyrobiłem sobie o całej sprawie klarowną, negatywną opinię.

Powiem krótko: nie warto sobie tym zawracać głowy, a Nieznany Świat powinien uczynić wszystko, by położyć kres rozpowszechnianiu fałszywego larum.

(…)

Mógłbym jeszcze napisać parę zdań na temat bezsensownych wywodów dotyczących ruchu Planety X między dwoma gwiazdami, Słońcem i jego towarzyszem, ale szkoda na to mojego i Waszego czasu.

Podsumowując mogę stwierdzić, że jest to wyrafinowany chwyt reklamowy żerujący na ludzkiej naiwności.

O co tak naprawdę chodzi wyznawcom Planety X? To wyjaśnienie Kazimierza Borkowskiego powinno rozwiać wątpliwości:

Jest tam mnóstwo określeń typu (parafrazuję): jak ci życie niemiłe, nie czytaj dalej. Jeśli zależy ci na twoich najbliższych, na co jeszcze czekasz, kup książkę, a dowiesz się, gdzie zamieszkać, aby znaleźć się wśród kilkuset milionów ludzi, którzy przeżyją kataklizm. Zainwestowane teraz pieniądze będą procentować po katastrofie. Itp., itd. etc.

Na tej samej stronie, która podaje rewelacje o widocznej od 2008 roku Nibiru czytamy dalej:

Naukowcy mówią, że począwszy od maja 2009 Nibiru będzie widoczna na niebie jako czerwony obiekt. 20 lutego 2008 obiegła świat druga wiadomość. Japońscy astronomowie wierzą w istnienie nowych planet w systemie słonecznym. Japoński Profesor Tadashi Mukai i amerykański naukowiec Patrick Lykawka w kwietniu tego roku opublikowali w Astronomical Journal (Society for Astronomy USA):

” … Jest duże prawdopodobieństwo, że nieznana planeta jest ulokowana na granicach naszego układu słonecznego. Szukaliśmy w miejscu, w którym nie badaliśmy wcześniej i myślimy, że za następne kilka lat uda nam się ją znaleźć …”

A co tak naprawdę Tadashi Mukai i Patrick Lykawka mieli na myśli? Wyjaśnia nam to astronom Piotr A. Dybczyński w artykule 2012: Planeta X to nie Nibiru i kończy takimi słowami:

Pisząc najprościej jak można: Planeta X jest nieznanym, teoretycznie możliwym obiektem, orbitującym bezpiecznie gdzieś za Pasem Kuipera. Jeśli wspomniane najnowsze doniesienia doprowadzą do zaobserwowania takiej planety lub planetki, będzie to ważne odkrycie, które pozwoli rzucić nowe światło na ewolucję i właściwości tajemniczych, zewnętrznych kresów Układu Słonecznego.

Lecz jak już wcześniej napisałem, jestem pewien, że katastrofiści nagną i ten nowy wynik współcześnie prowadzonych badań aby podeprzeć nim swoje nonsensowne teorie, że Planeta X to Nibiru, i że dotrze ona do nas w 2012 roku. Jakoś jestem dziwnie spokojny, że będziemy tu nadal w 2013.

Astronomowie wiedzą swoje, a religia wszędzie widzi krzyże – cytujemy dalej ze  strony straszącej planetą X:

Teolog katolicki Prof. Malachi Martin pracujący od długich lat w Watykanie powiedział:

„…ciało niebieskie zwane Planetą X jest rzeczywistością i zmierza w kierunku Ziemi. Kiedy obserwujemy niebo czerwony krzyż pojawia się tuż przed pojawieniem się Planety X…”

Zapytany o miliony ludzi, którzy mogą zginąć w chwili kolizji obu planet odpowiedział:

– tak, to prawda a może być nawet jeszcze gorzej…”

Czyli dla Kościoła lepiej – niebo się zapełni i nie będzie w nim nudno.

Innych „niezbitych” dowodów na istnienie Nibiru dostarczają przekazy Samuela, uzyskiwane przez Lucynę Łobos (wstawcie tu sobie śmiech z puszki): Projekt Cheops.

Jeśli ktoś nie ma pełnego zaufania do „zwykłych” naukowców, poszukajmy dalej, co mają do powiedzenia uczeni, którzy mimo oficjalnego wykształcenia mają na tyle otwarte głowy, że odważnie zagłębiają się również w naukę pozostającą poza głównym nurtem.

Takim naukowcem jest doktor Michael Heiser. Wprawdzie ma doktorat z języków starożytnych, ale jednocześnie ma poważne zastrzeżenia co do tego, jak akademicy traktują wiedzę, którą wykładają. Zarzuca im ortodoksję i niechęć do dyskutowania. Poza tym jest związany ze środowiskami badającymi zjawisko UFO i uprowadzenia, co w pewnym sensie czyni z niego outsidera – to lubimy, nieprawdaż? Jako człowiek o otwartym umyśle sięgnął po książki Zecharii Sitchina, ciesząc się, że odwalił on kawał dobrej roboty, odczytując i ujawniając światu to, co ignoruje, a może nawet ukrywa nauka akademicka. Kiedy jednak zagłębił się w te „badania” szybko odkrył, że Sitchin jest oszustem, który wcale tych starożytnych języków nie zna. Odkrył też jego powiązania z rodziną Rockefellerów i wtedy wszystko stało się jasne.

Nie będę tu streszczać wykładów Michaela Heisera, chociaż zdaję sobie sprawę, że są one dość trudne i mogą znużyć zwykłego widza, nie pasjonującego się zgłębianiem zawiłości języków starożytnych. Wybaczcie więc, że posłużę się tu Wikipedią, która powołując się na Heisera wymienia w punktach „błędy” Sitchina:

  • według Sitchina mieszkańcy starożytnej Mezopotamii posiadali wiedzę o wszystkich planetach Układu Słonecznego – analiza tekstów klinowych wskazuje, iż znali oni jedynie pięć planet (Merkurego, Wenus, Marsa, Jowisza i Saturna); za planety uważane też były Słońce i Księżyc;
  • według Sitchina w Układzie Słonecznym istnieje nieznana astronomom planeta o nazwie Nibiru – analiza tekstów wskazuje na identyfikację planety nēberu z planetą Jowisz;
  • według Sitchina planeta ta obiegać ma Słońce co 3600 lat – analiza tekstów wskazuje, że możliwe były coroczne obserwacje planety nēberu;
  • według Sitchina planetę Nibiru zamieszkiwać ma rasa istot zwanych Anunnakami – żaden ze znanych tekstów klinowych nie wiąże planety nēberu z bóstwami Anunnaki; żaden z tekstów nie wspomina o tym, jakoby planeta ta miała być zamieszkana.

Zakwestionowanie prac Zecharii Sitchina:

Pomyłki Sitchina:

Annunaki i czuwające, wężowe istoty:

I na zakończenie absolutna rewelacja i prawdziwa uczta dla masochistów: Patryk Geryl i Fundacja Nautilus w akcji. Posłuchajcie tylko, z jakim zacięciem i sadomasochistyczną radością wylewają z siebie te straszydła „W 2012 czeka nas koniec cywilizacji – wywiad z Patrykiem Gerylem”:

Przeczytaj też Sitchinizm – nowa „religia” ezoteryków (a dokładnie: pseudo-ezoteryków).

69 myśli nt. „Jeśli wierzysz w objawienia Zecharii Sitchina to musisz mieć inteligencję Lulu Amelu!

  1. Logo, możliwe że twoja wizja się spełni. 😉
    Ta budowla jest realizowana w silosach po rakietach międzykontynentalnych Atlas F. Więcej tu http://www.atlasmissilesilo.com. W/g tej strony dziś jeden taki silos jest wart 107 mln baksów. Mowa o samej konstrukcji żelbetonowej. Naród pracował ciężko na te iluzję. Czas zarobić na nowej.

    Astromario, w tym linku co zapodałaś jest taki mały fragmencik:

    ‚Fear sells even better than sex,’ said John Hoopes, a professor in the anthropology department at the University of Kansas who has studied the spread of doomsday culture.

    Czyli „Strach sprzedaje się lepiej niż seks” – hehe, tak się robi od kilku tysięcy lat. A globalne ocipienie jest tego wymownym przykładem.

  2. Hej Astromario.. nim przejdę do meritum troszkę chronologii:
    1. Trafiłem tu dość przypadkowo na ten tekst. Interesuję się Sumerami, Sitchinem, jego hipotezami. Nie biorę niczego za prawdę objawioną. Staram się zawsze myśleć samodzielnie. Twój tekst o Sitchinie odebrałem jako strasznie napastliwy zarówno wobec Sitchina jak i mnie jako osoby interesującej się zainteresowaniami Sitchina.
    2. W szybkim odruchu chciałem napisać Ci kilka szybkich przymiotników..
    3. Ale.. przejrzałem tematy bloga, poczytałem ‚o Tobie’ i doszedłem do wniosku że nie jesteś takim zwykłym ignorantem. Może mamy że sobą coś wspólnego. Może, ale musisz mi odpowiedzieć na kilka pytań.

    A. Jaki jest Twój pogląd, hipoteza dotycząca historii człowieka na planecie Ziemia? Darwin – ewolucja? Stworzenie ( jeśli tak to w jakim sensie)? Co innego? Czy jest jakiś czytelnie przedstawiony pogląd z którym się utożsamiasz? Może Masz swoją autorską hipotezę?
    B. Czy naprawdę uważasz, że bardziej prawdopodobne jest to, że Ziemia jest pępkiem wszechświata niż to że nim nie jest? Statystycznie wychodziłoby że mamy marne szanse pośród miliardów lat od Big Bam 🙂 i miliardów innych gwiazd?
    C. A może to wszystko hologram? Może jądra atomowe to mini czarne dziury splątane kwantowo z resztą wszechrzeczy? Może to wszystko wirtualny fraktal?
    D. Co sądzisz o WTC 7?
    E. Na kogo głosowałaś w ostatnich wyborach?

    P.s. wybacz pisownię ale fatalnie się pisze na tablecie..

  3. @ Baaltaagaa: zanim mi tu wrzucasz różne przymiotniki przeczytaj mój tekst do końca i ze zrozumieniem. Gdybyś przeczytał, to nie musiałbyś mi zadawać tych wszystkich pytań – odpowiedzi na nie są w tekście. Tekst wyjaśnia jednoznacznie mój stosunek do Darwina. Jeśli więc mnie o to pytasz, to znaczy, że nie przeczytałeś!!! Jeśli pytasz, czy wierzę w płaską ziemię, to hehe, wybacz…

    Gdybyś spojrzał na tytuł bloga, to pod spodem byś zobaczył, że nie wierzę politykom. Innym oszustom również – jak więc możesz mnie pytać, na kogo głosowałam?

    Gdybyś przyjrzał się blogowi jeszcze dokładniej, to znalazłbyś na górze strony „O mnie”, „O blogu”, „Moje credo” i parę innych, np. „Świat jest inny niż myślisz”.

    Twoje święte oburzenie na moje HEREZJE o Sitchinie są dowodem na to, że nie badasz tej sprawy w sposób właściwy nauce, lecz kierujesz się świętą WIARĄ w prawdy objawione przez Sitchina. Katolicy reagują identycznie, kiedy neguję świętość Biblii i Jezusa.

  4. PS. Nie rozumiem, jak można nie stracić wiary w Sitchina, skoro po roku 2012 nic się nie zdarzyło? Żadna Nibiru nie przyleciała i nie widać, żeby miała przylecieć, więc chyba czas najwyższy wyrzucić te bzdety do kosza. A najbardziej mnie rozśmieszają ludzie, którzy mi tu piszą, że nie kierują się wiarą, lecz wiedzą, bo studiują Biblię lub Sitchina. A może by tak najpierw sprawdzić, czy te nieomylne źródła są rzetelne? I na zakończenie: prorok zagłady przez Nibiru, nijaki Patrik Geryl znikł. Zgarnął wielką kasiorę za nędzne baraki, które miały ocalić życie wyznawcom jego bzdetów, a po 12 grudnia 2012 jego strona przestała działać. On sam również zamilkł jak grób – może Nibiru jednak przeleciała i go zabrała, hehe? Pewnie Goryl siedzi teraz na innej planecie i rechoce z głupoty owiec, którym napędził stracha.

  5. Ja tu nie do końca rozumiem sens wypowiedzi atakujących Sitchinia, albo ktoś nie do końca zrozumiał albo nie przeczytał ani jednej jego książki. Nie jestem jego wyznawcą, cześć tej teorii jest rzeczywiście nie spójna do końca ale żaden z waszych negujących go argumentów nie ma sensu. Po pierwsze co ma rok 2012 do teorii Sitchina?! Kompletnie nic. On nigdzie nie napisał że ma się coś wydarzyć tego roku, jest to teoria pseudo-odkrywców nie rozumiejących zasady działania kalendarza majów. Sitchin podał daty 2060 i 2090 które wcześniej nakreślił Newton jako koniec ery ryb. Odnośnie planet sumerowi znali więcej planet niż 5 świadczy o tym tabliczka – pieczęć która znajduje się w muzeum w Berlinie, nie jest to pismo klinowe lecz rysunek naszego układu z dokładnym odwzorowaniem wielkości planet w stosunku do siebie. Więc z tym argumentem się nie zgodzę. Zgodzę się natomiast z argumetem że rzeczywisćie uważali słońce i księżyc za planety, co do księzyca mozna się kłucić ale słońce rzeczywiście planetą nie jest.
    Problem w tym że jest tyle rzeczy nie wytłumaczalnych ( piramidy, miasta Inków,Majów i Azteków, nasz mózg, brak włosów etc.) że każdy na swój sposób próbuje dociec prawdy a suche krytykowanie go bez podania np. własnej teorii dotyczącej stworzenia świata jest bezmyślnym doszukiwaniem się takiego samego spisku przeciw Iluminatom jak Iluminatów przeciwko ludzkości. Nie można mówić ze każdy starożytny znaleziony przedmiot jest rytualny bo jeżeli tak jest to skąd wziął się owy rytuał – ile mamy w domu przedmiotów rytualnych? Każde plemię w przeszłości miało dziadka co im rytuały wymyślał? Czy prymitywni Majowie co się zabijali przy zwykłej grze w piłkę nagle wpadli na pomysł zróbmy sobie okrągły kalendarz podzielmy go systemem 20-tnym na 365 i 260 stref czasowych bedziemy wiedzieć jaki dzień bedzie za tydzień będzie fajnie?Tak mozna wymieniać w nieskończoność różne anomalie naszego świata ja poproszę zamiast krytyki jakies argumenty które wyjaśnią mi to wszystko logicznie.

  6. Sitchin był człowiekiem wynajętym (opłacanym) przez Rockefellerów i pracował w ich biurze. Jego zadaniem było wmówienie ludzkości (która przestaje już wierzyć w bzdurną teorię Darwina), że zostaliśmy stworzeni przez kosmitów jako PRYMITYWNI NIEWOLNICY do pracy w kopalni złota. Słowa „prymitywni” i „niewolnicy” są tu kluczowe. Mamy uwierzyć, że jesteśmy bezrozumnymi tępakami i że jako niewolnicy jesteśmy (zawsze byliśmy) czyjąś własnością. A skoro tak, to nasz właściciel może tu wrócić i zrobić z nami co zechce. Czegoś jeszcze nie rozumiesz? Może naucz się czytać ze zrozumieniem.

    Interpretację sumeryjskich tabliczek możesz (mówiąc delikatnie) wsadzić.. między bajki. Dr Michael Heiser wyjaśnił to dokładnie. Miłej lektury: http://www.sitchiniswrong.com/ i nie przysyłajcie mi tu więcej durniów, broniących Sitchina. Szkoda waszego czasu.

  7. Przeczytałam jeszcze raz tę „dyskusję” i rozumiem, że absolutnym i ostatecznym dowodem na teorię o Lulu Amelu mają być piramidy, starożytne technologie i brak włosów na ludzkiej małpie. Jeśli to według was jest dowód na to, że Sitchin ma rację, to znaczy, że poza teoriami Sitchina i biblijnym kreacjonizmem nie znacie żadnych innych teorii. A więc jesteście ludźmi ograniczonymi, nieoczytanymi i bezkrytycznie wierzącymi w pierwszą teorię, na którą się natknęliście po opuszczeniu owczarni KRK. Nie macie zamiaru szukać niczego innego ani nigdzie indziej, bo wszelka święta prawda objawiona została wam przez waszego guru. Ślepą wiarę w religijne dogmaty z dzieciństwa („Biblia pokazuje jedyną prawdę jaka jest”) zamieniliście na ślepą wiarę w teorie Sitchina („Sitchin pokazuje jedyną prawdę jaka jest”). Koniec myślenia! Koniec poszukiwań! Klapki na oczy, uszy i rozum! Wiecie już wszystko i niczego więcej szukać nie będziecie. A każdego, kto wam powie, że po raz drugi daliście się oszukać spalicie na stosie. Jak święta inkwizycja!

  8. Astromaria! Jak by ktos z „gory” wydal jekiemus lunatykowi rozkaz wskoczenia bezposrednio do ognia , no to by sie „lunatyk” natychmiast przebudzil i spieprzal , gdzie pieprz rosnie.

    Cwani handlowcy „organizuja” masowe inkwizycje przez wieki rozpoczynajac je zawsze od sprzedazy „religii” dochodzac w koncu do „rewolucji” niszczacych i rabujacych swiat, a ludzie „mysla” , ze to jakas „boska” sila tym kieruje i tak juz pogodzeni z losem ida pod kose „wiary” , „wiedzy” i przepisow „prawa” wraz z „rozkazami”, no bo wszyscy tak robia i nie „wypada” wypasc z grupy obawiajac sie jej „opinii” wywrotowca.

    Jeden z drugim „wywrotowiec” jest szykanowany przez swoje najblizsze otoczenie gorzej, niz jakby to robily „organy scigania”.

    W takim wypadku najlepiej olac takie „otoczenie” i czekac na moment, kiedy sami zaczna szukac „pomocy” , a „wywrotowiec” wtedy moze sie odkuc powtarzajac slynne : …a nie MOWILAM (MOWILEM) ?

    Trzeba sie niestety czesto samemu „sparzyc” , jak sie nie slucha „starszych” pod nosem preferujac gadajace kukly i papierowo – obrazowe „autorytety”.

    Nic dziwnego przeto, ze ludziska maja takie „rzady” martwych dusz , ktorych dziedzictwo materialne jest rozkradane, bo same sobie na to zasluzyly naiwnie wierzac w to, co mowi „ksiadz” i „telawizja”.

  9. Czytam właśnie książke Sitchina „Dwunasta Planeta”, musze przyznać że jest to naprawde fajnie napisana książka i poruszająca wyobraźnie no ale żeby od razu wierzyć w to wszystko to trzeba by być szalonym :D. W sumie ja to traktuje te rewelacje Sitchina na równi z Władcą Pierścieni, mitologiami greckimi, rzymskimi, jest to fajna wersja stworzenia ludzi, ciekawe opowieści. W sumie to nie dziwie sie że wielu ludzi ulega czarowi Sitchina bo pisze on naprawde w bardzo konkretny, wyrazisty sposób opierając swoje tezy o różne starożytne ilustracje, powiązania z Biblią, mitologiali itd. Dla ateistów to prawdziwy raj. Sam jestem wierzący choć fakt faktem że nie wierze „ślepo” i podchodze do wszystkiego jednak ze sporym dystansem, tym bardziej że Stary i Nowy Testament często przedstawia oblicze Boga w bardzo odmienny sposób jednak też należy nie zapominać że wszystko to spisali ludzie a Ci się często mylą bądź dostosowują historie do własnych potrzeb. Natomiast co do tych wszystkich starożytnych rewelacji to chyba najbardziej trafia do mnie wersja z Atlantydą, cywilizacją zniszczoną przez potop której niedobitki rozproszyły sie po świecie i budowały piramidy. Myśle że jest to bardzo prawdopodobne, ponadto chyba zaprzecza to rewelacjom SItchina. Jednak bez konkretnych dowodów nie można mówić że było tak bądź tak, wiem że w ten sposób można podważyć również religię chrześcijańską ale też ten kto wierzy ślepo i nie stawia pytań tak naprawdę do niczego nie dojdzie.

  10. No właśnie, tak należy podchodzić do wiedzy. Ja również dużo czytam, ale traktuję tę wiedzę jako teorie, bardziej lub mniej prawdziwe, a nie jako święte objawienia. Sitchin nie mógł napisać w książce samych bzdur, abo nikt by mu nie uwierzył, więc oszustwa poprzeplatał prawdą. Nauka kłamie tak samo jak Sitchin. Jesteśmy oszukiwani na każdym kroku. Kościół twierdzi, że głosi prawdę nieomylną i objawioną, nauka również zapewnia o swojej nieomylności, a w rzeczywistości to wszystko mity i bajki. Nie znamy prawdziwej historii stworzenia świata i człowieka. Przed nami istniały wspaniałe cywilizacje, po których nie pozostał żaden ślad. Ale to nie znaczy, że one nie istniały. Wiemy, że nic nie wiemy.

  11. hmmm, czytam wasze wpisy i wszystko byloby ok gdyby nie jedna porazajaca rzecz na ktora sie natykam kazdego dnia, chec negowania wszystkiego z czym JA sie nie zgadzam, obraze czyjes poglady, podwaze je ale swoich watpliwosci nie popre zadnymi argumentami, czytam ostatnio troche o sumerach i teori Sitchina i daje mi to do myslenia, nie uwazam tego za prawde ale fakt faktem ze kilku rzeczy sie wytlumaczyc nie da, chocby teorii ewolucji- skoro tak powstal czlowiek to gdzie jest pierwszy homo sapiens? znalezlismy tyle szczatkow trylobitow ktore sa starsze niz my a nie mozemy znalesc choc jednego homo. mozna tutaj snuc teorie spiskowe na temat tuszowania np, przez kosciol, bo co by to bylo gdyby sie okazalo ze Boga nie ma, kolejna ciekawostka to skad Sumerowie mogli wiedziec o statkach kosmicznych i astronautach o zlotym podziale, moze rzeczywiscie szczypta prawdy w tym jest moze rzeczywiscie stworzyli nas „obcy” bo mogli albo nas potrzebowali i dali nam Pismo Swiete , Dekalog abysmy sie od razu nie pomordowali, Sitchin przedstawil tylko swoja teorie , kazdy ma do tego prawo a ze sa ludzie ktorzy slepo we wszystko wierza . to trudno, jak jest dowiemy sie …..moze po smierci. W tak wielu rzeczach sie mylilismy,tyle nie wiemy ze kazda teoria budzi zainteresowanie zwlaszcza kiedy kosciol zawodzi. Tworzmy teorie, myslmy, kwestionujmy , mamy prawo. ,(przepraszam ze napisalam bez polskich znakow)

  12. @ akoya: to, że teoria Darwina i jego bajki o powstaniu człowieka z małpy (i w ogóle cała ta ewolucja) jest bzdurą pisałam nie raz. Ale odrzucenie darwinizmu nie jest równoznaczne z uznaniem, że Sitchin ma rację. Żaden z nich nie ma racji, prawda jest gdzie indziej. Myślenie typu, że skoro KRK myli się co do osoby Boga, to znaczy, że Boga nie ma jest myśleniem nieprawidłowym. To, że nie wierzę w teorie Sitchina nie oznacza automatycznie, że odrzucam teorie o kosmitach i paleoastronomię. To, że nie wierzę w Kościół nie oznacza, że jestem ateistką. Jutro odpowiem bardziej szczegółowo, bo teraz jestem śpiąca i ciężko mi się pisze. Pobuszuj po blogu, popatrz na strony na górze, może rozjaśni ci się w głowie, jakie są moje poglądy.

  13. a jeszcze pozwole sobie wrócić do tego tematu. Właśnie skończyłem czytać książke Edgara Cayce’go (w sumie to raczej książke jego syna ale to inna sprawa) w której podane są wizje Edka na temat Atlantydy i co ciekawe to w pewnym stopniu te informacje pokrywają się z rewelacjami Sitchina… jednak trzeba podkreślić wyrażenie w pewnym stopniu :). Cayce opisując wizje mówi o tym ze człowiek już od milionów lat jest na ziemi, jego forma cielesna powoli ewoluowała jednak człowiek stał sie istotą myślącą dopiero wtedy gdy na ziemie z kosmosu przybyły dusze stworzone przez Boga. Wtedy też przybierały one formy cielesne, dusze te podzieliły sie wtedy na dwie grupy, synów Jedynego Prawa i synów Beliala. Jedni byli źli a drudzy dobrze, to w pewnej mierze może obrazować biblinych aniołów i demonów. Dusze które osiedliły się na terytorium Atlatydy o wiele szybciej się rozwijały i osiągnęły względem innych ludów gigantyczą przewagę w dziedzinie technologii (nawiązanie do tych statków kosmicznych sumerów). Cayce wspomina że niektóre dusze przybierając cielesną formę od razu oddały się zaspokajaniu własnych potrzeb przez co przestały się rozwijać, zapomniały o swoim duchowym pochodzeniu i stały się przez to niewolnikami istot które ciagle zachowywały równowagę między ciałem fizycznym i duszą. Tutaj trzeba wspomnieć o tej kontrowersyjnej teorii Sitchina jakoby ludzie zostali stworzeni przez kosmitów by ich wyręczać przy robocie w kopalniach. Mysle że to naprawde zadziwiający zbieg okoliczności tym bardziej że ridingi Caycego powstawały w latach 1920-1945 a Sitchin swoją ksiązkę napisał wiele lat poźniej. Ponadto Cayce opisuje jak Synowie Beliala używali swoich zdolności by zaspokajać swoje potrzeby, nie liczyli się z niewolnikami których nazywali rzeczami, lubili sie wywyższać itd. Może ci wszyscy sumeryjscy bogowie o których tak barwnie pisze Sitchin byli właśnie tymi Synami Beliala którzy wykorzystywali ciemnotę ludu Sumerów a Ci składali im chołdy, traktowali jak bogów i czcili nade wszystko. Do tego żeby mieć większa władzę wymyślili historyjki jak to oni są kosmitami i stworzyli ludzi żeby im służyli i w ten sposób zyskali taką pozycje a nie inną, wiem że tutaj poszalałem i to wszystko brzmi jak SF (które zresztą wielbe) no ale co tam :D. Ponadto to też można by w ten sposób tłumaczyć te wszystkie nieścisłości Starego i Nowego Testamentu w przedstawianiu Boga. Raz jest On miłosierny, innym razem to surowy nauczyciel, jeszcze innym razem aby być pewnym swoch wiernych wystawia ich na nieludzkie próby, zresztą nawet przykazanie „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną” jest w pewnym stopniu samolubne jakby nie patrzeć. Może to te wszystkie niedobitki z Atlantydy które się uratowały działały w ten sposób, człowiek zachwycony ich ognistymi rydwanami uważał ich za istoty wyższe tymczasem byli to po prostu ludzie lepiej zaawansowani technicznie. Kiedy podczas II wojny światowej kilka razy amerykańskie samoloty przeleciały nad wyspami Indonezji tubylcy z tamtejszych rejonów zaczęli czcić te samoloty, budowac ich podobizny i sie do nich modlić. Tutaj mogło być tak samo, Atlantydzi którzy osiagnęli ogromny postęp techniczny mogli być uosabiani z postaciami bogów. Ponadto w samej książce Caycego jest bardzo fajne porówanie Synów Beliala do historii 200 upadłych aniołów Azazela którą opisał Henoch w swojej księdze która nie weszła ostatecznie do zbioru Biblii bo była chyba zbyt kontrowersyjna. Ogółem polecam książke Caycego „Atlantyda” bo to naprawde fajna sprawa i porusza wyobraźnie, ponadto to jak sie później okazało wiele rzeczy które podał Cayce w swoich wizjach później okazało się być prawdziwe takze coś w tym jest, nawet ostatnio ogladałem program o starożytnym hiszpańskim mieście będącym pod bagnami, Cayce w swoich ridingach mówił o tym ze wielu atlantydów po potopie budowało miasta właśnie na terenach Hiszpanii i Portugalii.

  14. A nie przyszło ci do głowy, że Sitchin korzystał (mówiąc dyplomatycznie) z dorobku Cayce’a? On po prostu dokonał takiej samej, fantastycznej kompilacji wiedzy z różnych źródeł (Biblii, starożytnych legend, Daenikena itp.) jak Dan Brown w swoich powieściach. Nic nowego pod słońcem poza tym, że wmówił ludzkości, że nie powstaliśmy ani z Boga ani z małpy, lecz jako partackie dzieło i niewolnicy kosmitów. Celem tej pracy jest przygotowanie ludzkości na „powrót” owych rzekomych konstruktorów i właścicieli naszego gatunku. Właściciel może się przecież upomnieć o swoje dzieło i własność, nieprawdaż?

    Widzę, że dużo czytasz. To dobrze. Ostrzegam cię jedynie przed bezkrytyczną wiarą w to, co piszą autorzy książek i stron internetowych. Ja jestem agnostyczką, w nic nie wierzę, ale niczego nie odrzucam, chyba, że znajdę naprawdę niezbite dowody na to, że coś jest prawdą lub kłamstwem.

    Cayce był „śniącym prorokiem”, on widział przyszłość. A może nie widział, lecz ktoś mu tę wiedzę „wyświetlał”. Pytanie: kto i w jakim celu? To, że wizje się sprawdzają nie znaczy, że dany jasnowidz jest komunikatorem jasnej strony. Ciemna też musi się uwiarygodnić, bo inaczej nikt jej nie uwierzy. Tak stało się z Projektem Cheops. Sypali przepowiedniami, a nawet dostarczali naukowcom dowodów w postaci wykopalisk. Wielu wpadło w entuzjazm, że to są niezbite dowody. A potem się okazało, że inspirował ich demon Jahwe albo inna gadzina, a ich guru okazał się zwykłym manipulatorem. Mam książki z przepowiedniami Cayce’go, ale nie traktuję ich jakby były świętą księgą.

    Dla równowagi poczytaj książki Barbary Marciniak. Ona też wpuściła ludzi w kanał, obiecując globalne przebudzenie i oświecenie ludzkości, które raczej między bajki można włożyć, ale jej wersja powstania człowieka i jego późniejszego „upadku” wydaje mi się bliższa prawdy i nawet w pewnym sensie Biblii, a na pewno jest zgodna z indyjskimi legendami spisanymi w świętych księgach. Według niej naszą planetę i całe biologiczne życie stworzyli Mistrzowie Genetyki. Człowiek miał być doskonały, ale zanim skończyli swe wspaniałe dzieło zostało ono wypatrzone przez złych kolesi z Oriona, którzy tu przylecieli i stoczyli zwycięską walkę z naszymi „bogami”, którzy zostali wygnani. Człowiek został celowo uszkodzony, żeby stać się jedynie bezwolnym i bezrozumnym niewolnikiem. Można uznać, że to oni byli owym wężem z Edenu. Jednak ludzkość wciąż ma w sobie boski pierwiastek, który musi odzyskać.

  15. astromaria skąd ten strach przed niby właścicielem ? Żeby wyrobić sobie własny pogląd trzeba zebrać dużą ilość wiadomości a i wtedy dwie osoby studiujące te same teksty będą miały odmienne zdanie. Ja to szanuje bo wiem ze nie jesteśmy tacy sami . Wywodzimy się z różnych kultur i środowisk wlokąc za sobą bagaż doświadczeń. W twoim wypadku negacja jest podstawą komentarzy, to gdzie twój pogląd na naszą przeszłość. Cayce nie , Marciniak nie , Daeniken też nie , Stichin i Biblia wogóle nie , Reptile czy może Orionidzi ? Też nie 🙂 !
    Czyli wiem ze nic nie wiem , piękne . Jest takich 118 nukleotydów dzięki którym jestem czym jestem tzw. HAR . Czy wg.ciebie to wrzut boczny bakteryjny czy celowe działanie ? Może wtedy udowodnimy istnienie właściciela . Zacznij się bać .

  16. @ stalken: ja niczego nie neguję! Nie mam pojęcia, skąd ci się to wzięło. Napisałam, że jestem agnostyczką. To nie jest agnostycyzm religijny tylko dotyczący wszystkiego w ogóle – niby skąd mam wiedzieć co jest prawdą? Może jest tak, a może inaczej, ja tego nie wiem. Wiem tylko, że Sitchin pisze głupoty, że został zdemaskowany przez Michaela Heisera i że pracował dla Rockefellera. To mi wystarczy, żeby stracić zaufanie. Nie czytasz ze zrozumieniem, więc nie sądzę, że się dogadamy. Denikena lubię, Marciniak też, Biblia czasem mówi prawdę, a czasem łże. Ja niczego nie przyjmuję bezkrytycznie ani nie łykam w całości. Z Biblii wydłubuję rodzynki, resztę wyrzucam. Z innymi źródłami postępuję podobnie.

    Człowiek nie należy do nikogo. Nie jest niewolnikiem i nie ma właściciela, chyba że sam się na to godzi – wolna wola. Człowiek jest wolny, należy do siebie i do Boga. Reptyle niech się walą. Tak samo Annunaki i inne paskudy. A Sitchin wylądował u mnie w śmietniku, nawet Biblii tam nie ma, jest tam sam.

  17. Czytam na raty kolejna ksiazke o tytule ” Diabel Szatan Lucyfer” , w oryginale tlumaczenia na niemiecki ” Teufel Satan Luzifer” z nazwiskiem autora Gerald Messadie i ktory to „straszny” tytul zachecil mnie do jej kupienia za cale jedno euro w sklepie z antykami ,roznymi uzywanymi i tez nowymi towarami, gdzie rozne skarby oczekuja na swoje ponowne odkrycie.

    W ksiazce tej przedstawiany jest pochod „zlego” na calym swiecie od czasow „biblijno -krzyzowych” w kontekscie wczesniejszych kultur istniejacych przed przymusowym „nawracaniem” do jedynie slusznej „religii” wraz z jej kolejnymi odlamami.

    Oczywiscie prawda zwiazana ze skutkami „jewangelizacji” jest straszliwa, ale wyjasnia ona bez ogrodek motywy „dzialalnosci” roznych „misjonarzy” i ich tez chciwych sponsorow.

    No coz, bo jak z tej ksiazki wynika, to strach zawsze sprzedaje sie nawet lepiej od seksu, gdzie bajki dla doroslych z „diablem” w roli glownej zastepuja straszace bajeczki z ich dziecinstwa, czy to z kominiarzem albo z Mikolajem.

    http://www.lovelybooks.de/autor/Gerald-Messadi%C3%A9/

    Autor nie pozostawia suchej nitki na na oblakanych checia wladzy i zlota „obrzynkach” ktorzy w to swiecie „uwierzyli” , ze Ziemie moga sobie uczynic poddana i co tez w ich bredniach – przepowiedniach ma znajdowac sie tego uzasadnienie wraz z usprawiedliwieniem do przeprowadzanej przez nich od wiekow inkwizycji na „niewiernych” pomimo tego, ze juz tak dawno zmuszeni byli „uwierzyc” ze strachu , zeby chociaz w czesci przezyc.

    Ze swojej strony stalam sie jednak jeszcze bardziej „wierzaca” w prawa Natury i „blogoslawie” tym samym internet, ktory stal sie dla mnie sympatycznym „bozkiem” ,bo wyzwolil mnie calkowicie z poczucia strachu i tez „winy” wraz z jej „odkupianiem” ,karma jego mac.

    Kto chce , niech „wierzy” i klepie paciorki w oczekiwaniu na „cud” za tacowe, zeby od klechy na koncu uslyszec : Aaament ! Idzcie OOFIARY skonczone !

Możliwość komentowania jest wyłączona.