Czy jestem rasistką i ksenofobką?

Wręcz przeciwnie!

Naprawdę, wierzcie mi, bardzo podobają mi się różne rasy i odmienne kultury. Im bardziej odmienne od mojej, tym bardziej mnie fascynują. Ludzie są piękni, wszyscy, biali, żółci, czerwoni i czarni. A najpiękniej prezentują się w swoim własnym, naturalnym środowisku. Chińczyk w kapeluszu wśród pól ryżu, japoński mnich zen przed świątynią, Hindusi w kolorowych, luźnych szatach, Maorysi cali w kwiatach i tatuażach na brzegu oceanu, Aborygeni wędrujący przez interior, Murzyni obok chatek ze słomy, Indianie na koniach galopujący po stepie, Tuaregowie na pustyni, poganiacze wielbłądów brnący przez piaski, Inuici na saniach ciągnionych przez psy, tańczący i śpiewający Romowie…

Świat jest piękny i różnobarwny, świat ma lokalne smaki, zapachy i kolory ziemi.

Naprawdę, kocham różnorodność i chcę tę różnorodność ocalić.

Niestety, Multi kulti prowadzi do zaniku różnorodności. Zgromadzenie wszystkich kolorów, obyczajów i ras na tym samym skrawku ziemi doprowadzić musi do wymieszania się ich w szaro-burą, jednolitą masę. Znikną rasy, znikną narody, znikną języki, znikną kultury. Wszyscy będą beżowi, mówiący tym samym językiem, tak samo ubrani, to samo jedzący, tego samego słuchający. Świat stanie się brzydki, nieciekawy, zaludniony nieróżniącymi się od siebie klonami.

Czy chcecie takiego świata?

Ja zdecydowanie nie!

Czy to jest ksenofobia?

Polacy nigdy nie byli ksenofobami. Polacy kochają cudzoziemców. Słyniemy ze swojej gościnności i otwartości. Taką mamy tradycję. Cudzoziemcy zawsze nas fascynowali, chcieliśmy wiedzieć, jak się u nich żyje i jak im się podoba nasz kraj i my sami. Różni obcy przybysze osiedlali się u nas, bo wiedzieli, że nie będą narażeni na szykany ani prześladowania. Byliśmy tak gościnni, że wręcz traciliśmy instynkt samozachowawczy, pozwalając panoszyć się na naszych ziemiach ludom powszechnie znienawidzonym i wypędzanym ze wszystkich innych krajów, co doprowadziło praktycznie do utraty naszej suwerenności.

Byliśmy gościnni dla przybywających w pokoju i waleczni wobec tych, którzy dokonywali zbrojnego najazdu na nasze ziemie. Niestety nie zawsze umieliśmy odróżnić jednych od drugich.

uchodźcynigdyimigranciTak zwanych „uchodźców” nie witamy z otwartymi ramionami. To nie kojarzy się nam z pokojową wizytą. To jest prawdziwa inwazja, istny najazd nieprzebranych, dzikich hord – nie, nie biednych kobiet i dzieci, lecz czarnych i beżowych, jurnych samców w sile wieku, zdecydowanie niechętnych do podejmowania pracy, za to chętnych do życia w luksusie i do gwałtów na naszych kobietach. To inwazja, która może zniszczyć nasz kraj, która zje wszystko jak stonka ziemniaczana (przypominam, że w tym roku wystąpiła w Polsce klęska suszy, więc nie mamy się czym dzielić), która zostawia wszędzie góry śmieci i odchodów, która kradnie, wykrzykuje obelgi, obraża Polaków (w tym stróżów prawa), pluje w twarze kobiet, bo nie są zakwefione i nie tylko nie szanuje naszych obyczajów i tradycji, ale żąda, żebyśmy to my przyjęli ich religię i prawo. Ktoś żąda, żebyśmy przyjęli pod nasz dach sublokatora, który nas wyrzuci z naszego własnego domu i przejmie nasz stan posiadania, a z nas zrobi niewolników (wszystko należy do Allaha, nasze domy i pieniądze z podatków również, o kobietach nawet nie wspomnę).

Poza tym przybysze nie wyglądają ani trochę multikulturalnie. W dżinsach, bluzach, bejsbolówkach, w okularach na nosie, z telefonem lub tabletem w rękach niczym nie różnią się od polskiego tłumu. I najważniejsze: nie wyglądają na biednych, zagłodzonych ani chorych, więc nie wzbudzają współczucia.

Tylko osoba z głową kwadratową od telewizora może wierzyć, że jest to spontaniczna imigracja. Ktoś tych ludzi tu przerzuca, widać, że jest to doskonale zorganizowana akcja, wymagająca dużych nakładów finansowych. Jeśli to mają być uchodźcy wojenni, to skąd wzięli tyle pieniędzy, żeby tu dotrzeć?

Polacy nie są głupi. Polacy mają krewnych i znajomych w Szwecji, Niemczech, Francji, Danii i Norwegii, czyli w krajach, które jako pierwsze otworzyły szeroko swoje granice dla imigrantów. Polacy wiedzą, jak bardzo niebezpieczne stało się życie w tych krajach. Szwecja stała się światowym liderem pod względem gwałtów (wyprzedza ją jedynie Lesoto), Norweżki również stały się obiektem zmasowanych przestępstw seksualnych, Paryż powoli staje się miastem muzułmańskim, a Dania prawdopodobnie będzie pierwszym muzułmańskim krajem w Europie, z 30% udziałem przybyszy w parlamencie. Islam nie udaje, że jest religią pokoju i tolerancji. Tam, gdzie pojawiają się muzułmanie prędzej czy później islam musi zwyciężyć, a każdy niewierny musi być albo nawrócony albo zabity.

Tolerancja to piękna rzecz, ale (jak wszystko) musi być kontrolowana. Bezgraniczna tolerancja oznacza przyzwolenie na zło i na samounicestwienie.

Jeśli się nie opamiętamy i nie zaczniemy bronić obudzimy się w totalitarnym systemie, w którym nikt z nas nie będzie miał prawa manifestować swojej indywidualności. Staniemy się rojem.

Pewnego razu stary rolnik znalazł na swym polu umierającą kobrę. Widząc cierpienie kobry, rolnik pełen był współczucia. Podniósł węża i zaniósł do domu. Nakarmił go tam ciepłym mlekiem, owinął w miękki koc i, pełen miłości, położył obok siebie w łóżku i zasnął. Następnego ranka – nie żył.

Dlaczego został zabity? Ponieważ wykazał jedynie współczucie a nie mądrość. Jeśli dotkniesz kobry, ugryzie cię. Jeżeli znajdziesz sposób, aby pomóc kobrze nie podnosząc jej, znalazłeś równowagę miedzy współczuciem a mądrością.

Przypowieść przypomniała Basia Turlińska – dziękuję!

Wiadomość z ostatniej chwili: w Szwecji w kawiarni ukradziono Polce torebkę. Obsługa kawiarni zbyła to wzruszeniem ramion, na policję nie można się było dodzwonić, kiedy w końcu się to udało policja kazała przyjść na komisariat. Po spisaniu protokołu policjantka zamknęła śledztwo z powodu braku monitoringu na miejscu zdarzenia. Ale nie to jest najciekawsze. Najciekawsze są komentarze pod tą wiadomością:

  • Złodziejem zapewne jest wyjątkowo śniady Szwed latający na dywanie. Ze względu na poprawność polityczną policja woli nie ścigać złodziei.
  • A ja się Im dziwię, że się dziwią … Zanim pojechali do Szwecji, powinni trochę poczytać jak tam jest teraz, to by wiedzieli, że to nic nadzwyczajnego. W kraju, w którym na imigranckie dzielnice nawet straż pożarna nie wjeżdża bo są atakowani kamieniami i czeka dopiero na policję, która też w przypadku większych zamieszek stoi tylko na obrzeżach dzielnicy bo inaczej tylko spalone radiowozy i tyle w temacie. Gwałty na porządku dziennym (oczywiście, nie żeby przez imigrantów, skądże) a sądy nawet nie skazały części ostatnich sprawców gwałtu gdzie rodzima szwedka po tej akcji jeździ na wózku inwalidzkim, bo tylko dopingowali kolegów i ją wyzywali. Wzorowi „nowi” obywatele szwedzcy. Skoro można teraz takie rzeczy robić praktycznie bezkarnie w Szwecji, to para naiwniaków z Polski wielce oburzona, że policja nie przejęła się sprawą kradzieży ich torebki. Żal… Czasy spokojnej i przyjaznej Szwecji skończyły się wraz z wprowadzeniem multi-kulti.
  • Ciekawe kto im tę torebkę rąbnął. Pewnie jakiś rodowity Szwed, wiking z dziada pradziada.

Nauczono Polaków czuć wstyd, że są Polakami

UWAGA!!!

Iza40 napisała w komentarzu: „W linkowanym źródle barmanka nie mówi o wstydzie tylko o tragedii. Pomyliłaś się Mario czy zmienili tekst?” TAK, ZMIENILI TEKST! Skopiowałam to z artykułu „Ctrl+C” i „Ctrl+V”. Widocznie mieli dużo wejść z mojego bloga i się zawstydzili.

Napisałam komentarz na WP, że ocenzurowali tekst, ale go nie opublikowali.

—————————

Z czytnika RSS zaatakował mnie przed chwilą tytuł „Przyjaciele Jamesa Nolana opowiadają o dramacie jaki spotkał ich Polsce„. Ten tytuł co najmniej delikatnie sugeruje, że Polska to kraj, w którym ludzi spotykają „dramaty”.

Przyjaciele Jamesa w rozmowie z The Sun opowiedzieli o dramacie, jaki spotkał ich podczas pobytu w Polsce. – To miała być podróż marzeń – wspominają. Grupa 21-latków a wśród nich James, Adam Cullen, Aaron Eustace, Stephen, Aidan Willoughby, Niall Eustace oraz Eoin Burke chcieli z bliska zobaczyć Euro 2012. Podróż do Polski planowali od kilku miesięcy – chcieli zobaczyć Gdańsk, Poznań, Toruń oraz Bydgoszcz.

Wspaniali, młodzi ludzie z cywilizowanego kraju przybyli do naszego kraju zrealizować wieloletnie marzenia o wyprawie życia. Niestety, spotkał ich straszliwy i niewyobrażalny dramat!

Wyobraźnia zaczęła mi podsuwać straszliwe wizje… Oto wspaniały, cnotliwy młodzieniec zostaje uprowadzony przez jakich polskich zawszonych i brudnych sodomitów i gomorytów i złożony w ofierze w jakimś rasistowskim rytuale. A jakby tak jeszcze okazał się żydem, to dopiero by było…

Zapytana o sprawę barmanka mówi:

– Pamiętam tego chłopaka, był taki miły i przyjazny, to taki straszny wstyd.

Babsko odruchowo zapada się ze wstydu pod ziemię i wali się w piersi w imieniu naszego krwiożerczego i mordującego wszystko, co się rusza narodu. Bo przecież to my, a nie Niemcy mordowaliśmy żydów, to u nas były polskie obozy śmierci, okradaliśmy ich ze złotych zębów i majątku, będącego dorobkiem wielu pokoleń, a Jedwabne to na pewno tylko wierzchołek góry lodowej.

Dalej następuje szczegółowy i dramatyczny, jakby żywcem wycięty z Agaty Christie opis, jak to młodzieńcy szukali swojego przyjaciela:

– Kiedy obudziliśmy się rano i zauważyliśmy, że go nie było natychmiast udaliśmy się do informacji turystycznej, skąd skierowano nas na posterunek policji – powiedział Aaron Eustace. Inny kolega młodego Irlandczyka, Adam Cullen dodał, że robili wszystko, by odnaleźć swojego przyjaciela. – Wydrukowaliśmy ponad 500 ulotek, komunikaty o zagięciu Jamesa były wyświetlane na ekranach w strefie kibica oraz na stadionie przed poniedziałkowym meczem

Robili wszystko, żeby odnaleźć swojego przyjaciela… niestety, znikł jak kamień w wodzie. Pamiętajmy, Polska to przecież dziki kraj.

Ale nagle… pojawia się jaśniejszy promyczek…

Irlandczycy byli pod wrażeniem, jak sprawnie działa polska policja. – Byli genialni i niesamowici, bardzo dziękujemy im za pomoc – podkreślili.

Jak to wspaniale, że przynajmniej policja jest tu cywilizowana.

Autor nie ustaje w wysiłkach wyciśnięcia gorzkich łez z oczu czytelnika:

Kiedy otrzymali informację, że prawdopodobnie odnaleziono ciało ich kolegi, do końca mieli nadzieję, że to nie jego zwłoki wyłowiono z wody. – Udaliśmy się tam (do miejsca wyłowienia zwłok) z nadzieją, że to może być ktoś inny. Kiedy wracaliśmy do hotelu płakaliśmy przez całą drogę to był jakiś koszmar – mówił jeden z kolegów.

Ups… zwłoki wyciągnięto z wody? Jednak nie były rozczłonkowane i częściowo zjedzone? Cóż za rozczarowanie!

Szukam linku do ciągu dalszego – o, jest! Teraz wreszcie się dowiemy, jak bardzo niebezpiecznym krajem jest Polska.

Wyniki sekcji zwłok 21-letniego Jamesa Nolana z Irlandii

W czwartek została przeprowadzona sekcja zwłok. – Sekcja potwierdziła nasze wstępne ustalenia, że był to wypadek, a mężczyzna utonął. Nie stwierdzono śladów działania osób trzecich. Jeszcze musimy poczekać na wyniki badań fizyko-chemicznych, które wskażą m.in. czy kibic był pod wpływem narkotyków lub alkoholu – powiedział prokurator Bojarski.

Prokuratura wydała rodzinie zmarłego kibica zgodę na odebranie zwłok.

Zwłoki Irlandczyka w środę przed południem z rzeki w centrum miasta wydobyli policjanci i strażacy, prowadzący poszukiwania. Już oględziny, przeprowadzone pod nadzorem prokuratura, wskazywały na tożsamość kibica. Zgadzał się opis jego wyglądu i elementów ubioru podany przez kolegów zgłaszających zaginięcie, a w kieszeniach znaleziono dokumenty osobiste,

Przy zmarłym, oprócz dokumentów, znaleziono karty kredytowe, pieniądze i telefon komórkowy. Na ciele nie stwierdzono obrażeń, mogących świadczyć o przestępstwie.

Tyle jazgotu, tyle mocnych słów i przesadnie dramatyczna narracja kończą się banalną konkluzją, że chłoptaś prawdopodobnie się uwalił jak świnia (z czego słyną brytyjscy kibice) i najnormalniej w świecie wpadł do rzeki. Co ciekawe, jego kolesie byli tak pijani, że jego nieobecność zauważyli dopiero następnego dnia rano („Kiedy obudziliśmy się rano i zauważyliśmy, że go nie było…”)! Historyjka niewarta uwagi ani uruchamiania dziennikarskiego warsztatu.

Samobiczowanie się barmanki okazało się przedwczesne i zupełnie nieuzasadnione.

A ja ze smutkiem myślę sobie, że jako naród daliśmy się upodlić i poniżyć jak nigdy wcześniej.

Medialny jazgot towarzyszący relacjom z ulic Warszawy również świadczy o tym, że wrogie i obce siły udające wolne i polskie media konsekwentnie robią nam czarny PR. Na przykład dowiedziałam się z Gazety, że polscy kibole pobili się z rosyjskimi kibicami.

Rzecz jasna niemal wszystkie zadymy to chamskie prowokacje tajnych, antypolskich służb, histerycznie nagłaśnianie w antypolskich mendiach. Na szczęście naród nie jest głupi i nie daje się wrabiać w niepotrzebne awantury.

Wiadomości z wariatkowa część 8

Mały remanent: przedświąteczny przegląd wiadomości godnych odnotowania

Europa tolerancyjna i multi-kulti

Ale tylko w deklaracjach. Bo w praktyce mamy terror i zamordyzm. Nie wolno nosić krzyżyków ani chust, ponieważ tolerancja i multikulturowość oraz miłość bliźniego przejawia się pod postacią zakazów, nakazów oraz wyrzucania z pracy za przejawianie tejże multikulturowości.

Wyrzucona ze żłobka za muzułmańską chustę. Słusznie. Żebyś czytelniku nie miał najmniejszych wątpliwości TVN24 od razu w tytule wali cię po oczach informacją „SŁUSZNIE”. Że wyrzucona to nic. Ważne, że SŁUSZNIE. A jeśli masz inne zdanie na ten temat, to jesteś niesłuszny. I uważaj, bo i ciebie mogą wyrzucić z pracy – jak najbardziej SŁUSZNIE, ponieważ pewna nieliczna grupa ludzi, ta sama, która narzuciła światu komunizm i ZSRR uważa, że ma patent na rządzenie światem i narzucanie obcym państwom swoich pomysłów. Posłuchajcie sami, co gada ta syjonistka i jaką wizję przyszłości Europy roztacza przed światem. Oto Barbara Spectre, syjonistyczna liderka żydowskiej organizacji „Paideia” w Szwecji:

Myślę, że jest tu odrodzenie antysemityzmu, ponieważ w tym momencie Europa nie nauczyła się jeszcze, jak być multikulturową. My będziemy częścią tych bólów przedporodowych transformacji, które MUSZĄ mieć miejsce. Europa już nie będzie monolitycznymi społeczeństwami, którymi ONI byli w poprzednim wieku. Żydzi zamierzają być w centrum tego. To duża transformacja dla Europy, która jest do zrobienia. Oni teraz wchodzą w tryb multikulturowy i Żydzi będą niezadowoleni ze względu na NASZĄ ROLĘ PRZEWODNIĄ.

Przewodnia rola Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i Związku Radzieckiego – wciąż mam to w pamięci…

Koniec państw narodowych

ogłosił uroczyście w TokFm tuż przed świętami (jak ten dobry święty Mikołaj) prof. Janusz Czapiński. „Bo siły ponadnarodowe są silniejsze, niż narodowe”. Mnie interesuje odpowiedź na pytanie, czy te „siły ponadnarodowe” wkroczą do Polski na bagnetach, jak całkiem niedawno faszyzm i komunizm? A może po cichu – zmienią Konstytucje, likwidując państwowość wszystkich krajów wchodzących w skład Unii Europejskiej? A może potrzebne będzie porządne bombardowanie Europy, żeby obywatele zrozumieli, że to nie żarty?

Operatorzy bankomatów chcą dodatkowych prowizji za wypłaty

Ale pewnie jej nie dostaną. W tej sytuacji bankomaty, jako nieopłacalne, zostaną zlikwidowane, a wraz z nimi gotówka. Bo proszę państwa gotówka to szara strefa. Albo nawet całkiem czarny rynek. Nikt uczciwy nie płaci gotówką, bo i po co? Gotówki używają tylko sutenerzy, handlarze narkotyków, złodzieje i bossowie nielegalnych biznesów. Uczciwi ludzie nie mają nic do ukrycia, więc nie boją się płacić kartą. No i karty przecież nikt nie ukradnie, prawda? Co mówisz? Że może ukraść? Owszem, może. Dlatego dam ci dobrą radę: daj sobie wszczepić mikrochip pod skórę. Wtedy ukradną ci go razem z ręką i będzie jeszcze fajniej, nie?

PS.: Resort finansów przygotował projekt programu rozwoju obrotu bezgotówkowego w Polsce

W dużych miastach Europy w święta będą wybuchały bomby

zapowiedziały Fakty TVN. Nie powiedziano tego w formie przypuszczającej, lecz jako nieuchronną zapowiedź. „Będą to bardzo niespokojne święta, bo będą wybuchały bomby”.

Amen.

Z naszych podatków płacimy horrendalne sumy na utrzymanie przeróżnych wywiadów i służb specjalnych, na każdej latarni wisi po 5 lub więcej kamer szpiegujących nasze ruchy, za nasze pieniądze instaluje się oprogramowanie szpiegowskie w naszych komputerach i podsłuchy w telefonach, jakbyśmy wszyscy byli bandytami, ale (zmyślona dla potrzeb propagandowych) rzekoma Al Kaida może bezkarnie robić w naszych miastach co tylko zechce. Może podkładać bomby w centrach handlowych, w metrze, WTC i gdzie tylko jej się zamarzy, a służby specjalne patrzą na to obojętnie i nic, poza zapowiedziami kataklizmów, nie zamierzają zrobić. Niech sobie Bin Laden spokojnie podkłada bomby, nawet atomowe, jeśli taka jego wola. Ale oczywiście tym wszystkim tajnym agentom i agenturom należą się za to bardzo wysokie pensje i jeszcze więcej pieniędzy na kamery, podsłuchy, wielkie pały i paralizatory.

TLC: stan uzębienia Brytyjczyków jest coraz gorszy

Niemożliwe! W dobie gumy Orbit, past z fluorem i fluoryzacji zębów w szkołach? Jasne, potrzeba jeszcze więcej fluoru – może by tak dodawać go do wody pitnej, jak w USA? A może trzeba dosypywać go do chleba?

Zbawienna rola Banku Światowego

Weszłam do kuchni zrobić sobie herbatę i na moment włączyłam radio Ćwok. Gościem był były polski ekspert Banku Światowego. Ach, jakże cudownie i z jakim bezgranicznym zachwytem (zupełnie jak wierzący o świętej relikwii) ćwierkał, jakaż to cudowna instytucja ten Bank Światowy, jak on cudownie stabilizuje sytuację ekonomiczną świata, jak genialnie gospodaruje pieniędzmi, dzięki czemu zawsze i dla każdego potrzebującego jest w stanie zorganizować natychmiastową pomoc, przesuwając płynnie kapitał z jednego źródła do drugiego (oczywiście, o drukowaniu bezwartościowych papierków z logo FED nie było mowy) no i jacyż to przecudowni, nieprzeciętni i interesujący ludzie tym zarządzają. Dowiedziałam się też, że obecny kryzys jest największym błogosławieństwem, jakie mogło spotkać ekonomię światową (ciekawe, jak to w ogóle możliwe, że mógł się zdarzyć jakiś kryzys pod tak cudownymi rządami tak cudownej instytucji). Pani prowadząca program potakiwała jak papuga, miód i słodycz kapały z mojego odbiornika na blat kuchenny, a mnie się rzygać chciało coraz bardziej. Oni naprawdę mają nas za idiotów. Albo raczej sami są idiotami i przejadą się na tej swojej pewności siebie.

Ach, zapomniałabym… największym cudem ekonomicznym, jakiego dokonał Bank Światowy jest sprawienie, że nawet te kraje, które miały ustabilizowaną sytuację gospodarczą i zrezygnowały z brania kredytów w tym cudownym Banku Światowym WRÓCIŁY DO NIEGO I ZNOWU BIORĄ KREDYTY!!! Prawda, że to prawdziwy cud gospodarczy i powód do bezgranicznej radości?

Powinniśmy stworzyć Światowy Kościół Czcicieli Lichwy – najlepiej zamiast Watykanu, który już się przeżył i wymaga odnowy w Duchu Przenajświętszej Lichwy.

Zaprawdę, zaprawdę, bydłem bez mózgu jest społeczeństwo, które tę gadkę kupuje i nie zasługuje na nic innego, niż rządy banksterów wespół z „elitami” tego świata.

Owieczki, czas się przebudzić, bo jeśli tego nie zrobicie ockniecie się w największym obozie koncentracyjnym wszechczasów, z chipami w mózgach.

Resort finansów przygotował projekt programu rozwoju obrotu bezgotówkowego w Polsce

Awantura o krzyże

Buszuję sobie po sieci i nadrabiam zaległości prasowe, ale prawdę mówiąc, w dobie awantury związanej ze świńską grypą wszystko inne wydaje się marnością i nudą (nota bene w gazetce onet.kiosk od tygodni nie ma nawet najmniejszej wzmianki o grypie i szczepieniach – czyż to nie zdumiewające?) Właściwie tylko dwa tematy wydały mi się godne zatrzymania na chwilkę. Pierwszy to oczywiście sławny już wyrok w sprawie krzyży, a drugi dotyczy politycznej poprawności. Pewnie nie chciałoby mi się maglować tematu krzyży po raz nie wiadomo który, gdyby na horyzoncie nie pojawił się zupełnie niespodziewany gracz.

Jakieś 1500 lat temu Europa wpadła w sidła katolicyzmu, który (jak wszyscy wiemy z lekcji historii) szybko zamienił się w totalitaryzm religijno-światopoglądowy i tkwiła w tym niemal nieporuszona do niedawna, ale po tak długim okresie stagnacji musi przyjść czas na zmiany. Na fali politycznej poprawności w Europie uznano (jak najbardziej słusznie), że ani urzędy państwowe, ani szkoły nie są instytucjami religijnymi i muszą służyć wszystkim, niezależnie od wyznawanej religii i światopoglądu, a to oznacza, że nie ma w nich miejsca na żadne symbole religijne. Większość państw (z wyjątkiem oczywiście Polski i Włoch) uznała to za rzecz słuszną. Do szkoły mają prawo (a nawet wręcz obowiązek) chodzić nie tylko katolicy, ale również wyznawcy innych religii oraz ateiści. A tym widok krzyża może sprawiać przykrość. I nie chodzi tu tylko o niemiłą tym grupom manifestację jedynie-słusznej i dominującej pobożności katolickiej, ale (co dla mnie jest najważniejsze) o bezpieczeństwo psychiczne dzieci, które widząc nieszczęśnika przybitego do tego potwornego narzędzia kaźni mogłyby doznać szoku i urazu psychicznego. Pisałam o tym m.in. w tej notce. Co ciekawe symbol ten przeraża i bulwersuje nie tylko ateistów i wyznawców innych religii, ale również przedstawicieli innych odłamów chrześcijaństwa, np. Świadków Jehowy i Chrześcijan Dnia Sobotniego.

Od niedawna śledzę zmagania ugrupowania, zwącego się Wolni chrześcijanie wszelkich kultur na całym świecie na rzecz Chrystusa Kazania na Górze (co za długa nazwa!), którzy postawili sobie za cel pozbawienie Kościoła Katolickiego prawa do używania nazwy „chrześcijański”. Sześciu oskarżających (teolog, lekarz, dwóch dziennikarzy oraz dwóch prawników) uzasadnia swoje wystąpienie w pięciostronicowym liście, dlaczego – z ich punktu widzenia – Kościół utracił prawo do nazywania się „chrześcijańskim”.

„Krzyż z ciałem – głęboko niechrześcijański symbol!”

„Wyrok, który jest wskazówką dla wszystkich krajów europejskich” – tymi słowami skomentował Alfred Schulte, rzecznik Wolnych chrześcijan wszelkich kultur na całym świecie na rzecz Chrystusa Kazania na Górze, wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, dotyczący obecności krucyfiksu we włoskich szkołach publicznych. Sąd przyznał rację obywatelce włoskiej, która pragnie chronić swoje dzieci przed konfrontacją z krucyfiksem zawieszonym w klasie szkolnej. Według A. Schulte ścisły rozdział Kościoła i państwa jest przykazaniem zgodnym z nauką Jezusa z Nazaretu, który powiedział: „Oddajcie cesarzowi, co cesarskie, a Bogu, co się  Bogu należy!”.

A. Schulte stwierdził: „Szczególnie jako chrześcijanie biorący na poważnie duchowe dziedzictwo Nazareńczyka mamy wielką wyrozumiałość dla obywateli wielu krajów europejskich,  u których  prezentowanie człowieka, torturowanego i okrutnie zamordowanego na krzyżu wywołuje zgorszenie, szczególnie jeśli konfrontowane są z tym dzieci.  Przedstawianie w ten sposób śmierci Jezusa było dla pierwszych chrześcijan zupełnie nieznane. Jeszcze w III wieku jeden z pierwotnych chrześcijan, Minucius Felix, napisał: ‘Również do krzyży nie modlimy się i nie jest naszym staraniem, by tak czyniono’. Jeśli w zamian za to używany byłby prachrześcijański symbol prostego, drewnianego krzyża, to najprawdopodobniej do konfliktu by nie doszło”.

Takie obrazowe przedstawianie ukrzyżowanego ciała nie symbolizuje zwycięstwa Jezusa, Chrystusa,  nad cierpieniem i śmiercią, lecz  uwiecznienia w makabryczny sposób Jego rzekomą klęskę wobec sił ciemności. Martwy człowiek na krzyżu nie może już nic powiedzieć – to bardzo odpowiada kapłanom, którzy nie tylko skazali Go na krzyż, lecz do dnia dzisiejszego przekręcają w Jego imieniu Jego naukę. Dlatego też oskarżyliśmy Kościół watykański i Kościół luterański o zaniechanie: Nie powinni dłużej nazywać się ‘chrześcijańskimi’!”

W 36-stronicowym pozwie ‘Wolnych chrześcijan’ wniesionym  przeciwko Kościołowi watykańskiemu (…)  skierowano do niemieckich biskupów między innymi te słowa:  „Codziennie od nowa przybijacie Jezusa, Chrystusa, do krzyża, bo czynicie inaczej, niż On tego pragnął. A potem w triumfalnym pochodzie wleczecie Go po ulicach jako zmarłego na krzyżu, chociaż On zmartwychwstał, i obnosicie się z Nim jak ze zdobyczą, którą upolowaliście”.

Jak z tego widać krzyż nie podoba się nie tylko ateistom, agnostykom i osobom bezwyznaniowym, ale również chrześcijanom.

Zdjęcie krzyży ze ścian instytucji państwowych nie oznacza bynajmniej prześladowania katolików ani ograniczania ich prawa do wyznawania religii. Mogą ją wyznawać do woli, w miejscach do tego wyznaczonych i we własnych mieszkaniach, gdzie mogą wieszać krzyże nawet na wszystkich ścianach we wszystkich pomieszczeniach. Mogą je nosić również na swoich prywatnych szyjach i jako kolczyki w uszach, jeśli taka jest ich wola. Jednak urzędy i szkoły nie są ich własnością, należą one do wszystkich ludzi, bez względu na wyznanie.

Nie zdjęcie krzyży ze ścian oznacza pogwałcenie praw ludzi nie będących katolikami. Muszą oni tolerować wszechobecność symboli, które są im obce i których akceptować nie mają obowiązku. Zmuszanie ludzi do obcowania z nieakceptowanymi symbolami kojarzy się z totalitaryzmem – przypominam, że w czasach okupacji wszędzie wisiały znienawidzone swastyki, a za komuny sierpy i młoty i podobnie jak obecnie obywatele nie mieli w tej kwestii nic do gadania.

PS. Polska nie jest krajem katolickim, lecz demokratycznym i konstytucyjnym. Katolicyzm nie jest naszą tradycją. Został nam narzucony ogniem i mieczem przez obce mocarstwo. Naszą tradycją było pogaństwo!

Tłuc, czy wychowywać bezstresowo?

Za każdym razem, gdy tylko ktoś wspomni w towarzystwie lub na forum dyskusyjnym o wychowaniu bez bicia i przemocy, natychmiast jakiś inny ktoś z ironią rzuca hasło „wychowanie bezstresowe, hahaha” i już po chwili wybucha straszna awantura. Wrogowie „bezstresowego wychowania”, którzy, co oczywiste, są zwolennikami domowej przemocy, wpadają w istny amok, stając się głusi jak pień na wszelkie argumenty, a najbardziej na ten, że jest jeszcze trzecia opcja do wyboru.

Tytułowe pytanie jest tak samo „mądre”, jak to, czy lepiej być wierzącym czy ateistą. Na oba odpowiadam tak samo: obie opcje są błędne, ponieważ reprezentują przeciwstawne skrajności.

Wszystko jest podwójne; wszystko ma swoje bieguny; wszystko tworzy parę ze swoim przeciwieństwem; podobne i niepodobne są tym samym; przeciwieństwa są identyczne w swojej naturze, lecz różne w stopniu; skrajności się spotykają; wszystkie prawdy są jedynie półprawdami; wszystkie paradoksy da się pogodzić (IV Prawo Hermetyzmu, Kybalion)

Każde z tych wychowawczych przeciwieństw wydaje takie same owoce: zarówno dzieci bite, jak i wychowywane bezstresowo są nieprzystosowane do życia, zalęknione i pozbawione poczucia własnej wartości.

Przeglądając w Internecie różne opinie na temat wychowania łatwo zauważyć, że poglądy autora zależą od jego światopoglądu. Katolicy nawołują do trzymania się tradycji, do kształtowania dzieci na obywateli szanujących hierarchię społeczną i autorytety, potępiają relatywizm i uważają, że dziecko należy do rodziców, którzy mają wszelkie prawa, żeby traktować je tak, jakby było ich własnością. Wszelką ingerencję ze strony państwa czy prawa uważają za skandaliczny zamach na ich prywatność i rodzinę jako taką.

Ateiści przejawiają zdecydowanie więcej empatii i otwartości, uważając, że dziecko należy traktować po partnersku i przyjacielsku, wyjaśniając mu, dlaczego powinno zachowywać się w określony sposób.

O biciu i idącym w ślad za nim braku emocji, współczucia i serdeczności (wychowanie autorytarne) już pisałam, więc wyliczę tylko w skrócie, jakie są jego skutki. Co otrzymaliśmy i czego nauczyliśmy się w domu rodzinnym, to przekazujemy później światu jako ludzie dorośli. Ci, którzy doświadczyli rodzicielskiej wściekłości i bicia, sami stają się wściekli i agresywni i co oczywiste – gotowi są bić każdego, kto się im sprzeciwi. Ci, którzy mieli rodziców tyranów i równie bezwzględnych nauczycieli czują się najpewniej, gdy sami są tyranami i podporządkowują sobie innych. Tacy ludzie wierzą w prawo pięści, w tradycyjną hierarchię, a przede wszystkim w to, że świat można naprawić tylko żelazną dyscypliną, pruskimi szkołami, drakońskimi karami (np. karą śmierci) i krwawymi wojnami. To właśnie ci ludzie zostają bezwzględnymi, wymyślającymi „oś zła” politykami i to właśnie przez nich wojny nigdy się nie kończą.

Czasem się zdarza, że ci, którzy doznali brutalnej przemocy ze strony rodziców zaczynają rozumieć, jak wielkie zło im wyrządzono. Nie chcą krzywdzić własnych dzieci, więc postanawiają, że sami będą wychowywać swoje pociechy zupełnie inaczej. Bez bicia, tresury, krzyków ani innej brutalności (leseferyzm). Problem w tym, że ci ludzie nie wynieśli z rodzinnego domu żadnych wzorców, na których mogli się uczyć właściwego postępowania z dziećmi. Z tego powodu czują się, jakby zawiśli w próżni. Tak bardzo boją się brutalności, że przeginają w przeciwną stronę. Każdy rodzaj dyscypliny kojarzy im się z tresurą, brutalnym terrorem lub okrucieństwem, więc postrzegają go jako niebezpieczny i zły. To prowadzi do zupełnego braku jakichkolwiek reguł, obowiązujących ich dzieci. I w ten sposób wpadają z deszczu pod rynnę, w pułapkę bezstresowego wychowania, które kończy się równie fatalnie jak drakońska tresura.

Wygląda na to, że legendarne „bezstresowe wychowanie” jest jakimś rodzajem samowoli wychowawczej, do której nie przyznaje się żadna szkoła pedagogiczna. Jest to idea, która pojawiła się już dawno temu. Zalecał ją np. J. J. Rousseau, który pisał, że „człowiek jest z natury dobry, ale wypacza go cywilizacja”. Z innych znanych ludzi podobne poglądy głosił Lew Tołstoj oraz twórcy psychologii humanistycznej, A. Maslow i C. Rogers. Późniejszy autorytet pedagogiczny, dr Benjamin Spock, któremu przypisywano autorstwo tej idei zdecydowanie się od niej odciął.

Dlaczego bezstresowe wychowanie jest pomyłką?

Bezstresowe wychowanie nie jest przejawem miłości. Co gorsze – sprawia, że dzieci wychowywane w ten sposób nie mają poczucia bezpieczeństwa i są niedojrzałe. Dowodem na to jest ich zachowanie. Często można odnieść wrażenie, że prowokują one swoich opiekunów do zdecydowanego powiedzenia „dość!”, a nawet można odnieść wręcz wrażenie, jakby chciały dostać po pupie. Kiedy rodzic nie podejmuje żadnych działań, dziecko zachowuje się coraz gorzej, aż w końcu staje się tak nieznośne, że nikt nie chce takiej rodziny gościć w swoim domu ani przebywać z nią na wakacjach.

Dziecko musi przestrzegać pewnej umiarkowanej i rozsądnej dyscypliny (autorytatywny styl wychowania). Czuje się ono dobrze tylko wtedy, gdy reguły są jasno określone, kiedy każdy dzień ma swój rozkład, a ono ma konkretne obowiązki do wypełnienia. W pracy wychowawczej lepiej sprawdzają się zachęty i nagrody niż kary, ale i bez kar żyć się nie da. Z dziećmi tak już jest, że czasem ich zachowanie wymyka się spod kontroli i należy przywołać je do porządku. Zapewniam państwa, że to „przywoływanie do porządku” wcale nie musi oznaczać przemocy fizycznej. Dziecko, które kocha i szanuje swojego rodzica czuje się podle, że zawiodło jego zaufanie, a to już może być wystarczająca kara. Wystarczy więc „wezwać je na dywanik” i patrząc mu głęboko w oczy spytać, co dane zachowanie miało znaczyć i co ma na swoje usprawiedliwienie. Jeśli się wstydzi i obiecuje, że to już nigdy więcej nie powtórzy, sprawa powinna być uznana za zakończoną.

Jeśli wykroczenie jest poważniejsze, wtedy zupełnie dobrze sprawdza się metoda „rachunku sumienia”, które kończy się samodzielnym wskazaniem rodzaju kary, jaką trzeba ponieść. Musi to być kara dość dotkliwa, ale nie okrutna. Zwykle rodzic i dziecko są w stanie wynegocjować jakiś rozsądny kompromis.

Ci wszyscy, którzy zostali wychowani przez wymagających, konsekwentnych, ale jednocześnie kochających i sprawiedliwych rodziców w naturalny i spontaniczny sposób odnoszą się do bliźnich z miłością i szacunkiem. Tacy ludzie nie cierpią na zaskakujące ataki furii ani nie potrzebują zaglądać do dekalogu, żeby kontrolować swoje zachowanie, ponieważ i bez tego miłują bliźniego z całego serca, a wszelka przemoc i mordowanie, również na wojnie, jest im wstrętne. Takie dzieci w dorosłym życiu w naturalny sposób tworzą zdrowe związki partnerskie, cieszą się satysfakcjonującym pożyciem małżeńskim i wychowują swoje dzieci na łagodnych, nastawionych pokojowo ludzi.

Jako ilustrację zamieszczam tu tabelkę ze strony Wychowawca:

diana-baumrind1

I na samo zakończenie: proszę zwrócić uwagę na podwójną moralność ludzi zalecających bicie dzieci.

Gdybym ja w czasie ostrej dyskusji z takim osobnikiem przywaliła mu w tyłek lub w twarz, natychmiast wezwałby policję i domagał się dla mnie najsurowszej kary za naruszenie jego nietykalności cielesnej, mimo, że oboje jesteśmy dorośli, a ja, jako kobieta, nie dorównuję mu ani siłą fizyczną ani wielkością. Ale kiedy on, wielki i silny facet, tłucze maleńkie dziecko, nie uważa tego za naruszenie jego nietykalności fizycznej i dowodzi, że „to co innego”. Gdzie w tym jakakolwiek logika?

LIST OTWARTY PUBLICYSTÓW W OBRONIE TOLERANCJI I WOLNOŚCI WYKONYWANIA ZAWODU

W związku z podpisanym przez grupę naukowców i skierowanym do ministra pracy i polityki społecznej tzw. „Listem otwartym w obronie rozumu”, w którym de facto zakwestionowano prawo wykonywania zawodu m.in. przez radiestetów, naturalnych terapeutów, osoby zajmujące się paranormalnym prognozowaniem itp., oświadczamy, co następuje:

Wspomniany „List” niezależnie od jego wysoce obraźliwych i niedopuszczalnych sformułowań (vide sam nagłówek „W obronie rozumu” sugerujący bezrozumność osób, które zajmują się określoną działalnością, jak również tych, którzy z ich usług korzystają) stanowi zaprzeczenie zasad tolerancji, a jednocześnie brutalną próbę ograniczenia praw i wolności obywatelskich.

W Polsce nie istnieje obowiązek wyznawania światopoglądu naukowego, czy religijnego. Nie jest też możliwe nakazanie komukolwiek, by uczęszczał na naukowe wykłady zamiast korzystać z usług radiestetów, niekonwencjonalnych terapeutów czy paranormalnych prognostów. To prywatna sprawa każdego człowieka, który dokonuje w tej sferze suwerennych wyborów, kierując się przy podejmowaniu decyzji własnym systemem wartości, zasobem osobistych doświadczeń i najlepiej pojętą wiedzą, która nie musi być zgodna z kryteriami uznanymi przez autorów „Listu” za jedynie słuszne.

W tej sytuacji uwzględnienie wspomnianych zawodów oraz specjalności w przepisach – co stanowi konsekwencję ich trwałego funkcjonowania w praktyce społecznej – jest nie tylko uzasadnione, lecz wręcz niezbędne, gdyż umożliwia pobór z tego tytułu podatków, uiszczanie składek na ubezpieczenia społeczne, zdrowotne itp.

Za niedopuszczalny i szczególnie godny ubolewania uważamy pogardliwy i niestroniący od obelg ton „Listu w obronie rozumu” w odniesieniu do osób o innych zapatrywaniach i poglądach niż jego autorzy. Takie sformułowania jak: Niżej podpisani uważają za skandaliczne umieszczenie na tej liście (chodzi o urzędową klasyfikację zawodów i specjalności) szeregu profesji niemających nic wspólnego z cywilizacją XXI wieku, a już na pewno z oficjalnie głoszoną przez Rząd RP ideą tworzenia społeczeństwa opartego na wiedzy; szerzenie zabobonów i pseudonaukowego spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość; obraza itp. – naruszają godność ludzi, którzy udzielają innym niejednokrotnie skutecznej pomocy, czyniąc to za ich zgodą i aprobatą. Stanowi to zarazem niczym nieusprawiedliwioną próbę anarchizowania obowiązującego porządku prawnego, który musi uwzględniać różne postawy i modele społecznych oraz indywidualnych zachowań wraz z towarzyszącym im systemem wartości. Dlatego stanowczo sprzeciwiając się takiej metodzie forsowania własnego punktu widzenia, jaką obrali autorzy „Listu otwartego”, apelujemy do kolegów dziennikarzy o przyłączenie się do naszego protestu.

Warszawa, 5 marca 2009 r.

UWAGA: Jak sam tytuł wskazuje, publikowany tu list jest LISTEM PUBLICYSTÓW, dlatego warunkiem podpisania się pod nim jest spełnienie kryterium podmiotowego (publicysta), przy czym nie musi to oznaczać wykonywania zawodu dziennikarskiego. Wystarczy w tej mierze publicystyczna aktywność (obecność) w mediach włącznie z elektronicznymi. Swój akces prosimy składać przysyłając e-maile do Redakcji NŚ: redakcja@nieznany.pl

List tej treści został opublikowany przez redakcję Nieznanego Świata. Zachęcam wszystkich blogerow i autorów stron www do jego podpisywania!!! A tych, którzy nie są publicystami zachęcam do wpisywania się w komentarzach pod listem.

W co wierzysz, to masz

Na jednym z pierwszych wykładów z psychologii nasza wykładowczyni powiedziała: „jeśli masz na twarzy napisane ‘kopnij mnie’, nie dziw się, że wciąż cię kopią. Nie miej o to do nikogo pretensji. Jeśli ci się to nie podoba, poddaj się psychoterapii, co zmieni twoje nastawienie i sprawi, że kopiący pójdą gdzie indziej”.

Nawet akademicka psychologia zauważyła „magiczną” zasadę, że zawsze otrzymujesz to, czego się spodziewasz.

W życiu spotyka cię tylko to, w co wierzysz, a szczególnie to, czego się boisz.

Wszystko na tym świecie jest wibracją, włącznie z materią, której częstotliwości są tak niskie i gęste, że aż przybierają tak zwartą postać. Od dawna też wiemy, że nasze mózgi generują fale o różnej częstotliwości. Udowodniono, że mózgi, podobnie jak kamertony, dostosowują swoje częstotliwości do fali dominującej w otoczeniu. Nic więc dziwnego, że łatwo możemy „zarazić się” emocjami innych ludzi. Tak właśnie działa na nas energetyka tłumu, który może sprawić, że nawet najrozsądniejszy i najbardziej pokojowo nastawiony do świata człowiek w tłumie fanatyków sam stanie się agresorem zdolnym do irracjonalnej przemocy.

Kiedy uczyłam się medytacji, bardzo trudno było mi osiągnąć stan alfa, ale gdy przystąpiłam do doświadczonej grupy, osiągałam ten stan natychmiast. Tak mi się to podobało, że z radością biegłam na każde zajęcia. Dlatego, jeśli chcesz nauczyć się medytować nie trać czasu na samodzielne eksperymenty i znajdź grupę, która ci w tym pomoże.

Mistycy mówią, że nasze dusze również wibrują w określonej częstotliwości, zależnej od stopnia ich rozwoju i świadomości. Dlatego ludzie o podobnym światopoglądzie zawsze się odnajdują, nawet w największym i anonimowym tłumie. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak to działa do momentu, gdy mi to uświadomiono. Od tej pory zrozumiałam, dlaczego pewne rzeczy zdarzały mi się dziwnie często, a inne nigdy lub rzadko i dlaczego na swojej drodze spotykałam zawsze podobny rodzaj ludzi.

Wszyscy żyjemy w tym samym świecie, ale jednocześnie każdy z nas żyje w swojej własnej rzeczywistości i spotykają go dobre lub złe rzeczy właściwe tylko dla niego.

Urodziłam się w rodzinie od pokoleń ateistycznej i żyłam w niewinnym przekonaniu, że wszyscy wokół mnie są tacy sami i wyznają taki sam, laicki światopogląd. W pewnym sensie tak właśnie było, ponieważ moi rodzice obracali się w środowisku ludzi podobnych do siebie. Nikt mi nie powiedział, że większość rodaków to katolicy, że ateizm jest źle widziany i że można z tego powodu paść ofiarą prześladowań. Pewnie dlatego nigdy żadnych szykan ani nękania nie zaznałam (z nękaniem zetknęłam się dopiero wtedy, gdy podłączono mnie do Internetu, który jest rajem dla różnego rodzaju fanatyków i psotnych trolli).

Nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek wypytywał mnie w dzieciństwie o światopogląd moich rodziców, a zwłaszcza, żeby się dziwił lub mnie dyskryminował. Bywałam w domach różnych moich koleżanek i kolegów i nigdy nie odczułam, że jestem traktowana w jakiś szczególny sposób, nawet tam, gdzie na ścianach wisiały święte obrazy i krzyże. Nie wierzyłam w religijne prześladowanie, nie oczekiwałam go i nigdy go nie doświadczyłam. Natomiast z opowieści świeżo upieczonych ateistów wiem, że stale przytrafiają im się przykre incydenty. Spodziewają się ich i boją, więc je przyciągają.

Kiedy dorosłam spotykałam na swojej drodze wyłącznie ludzi niewierzących lub zbuntowanych przeciwko swojej religii i Kościołowi. Nie musiałam tych ludzi szukać ze świecą: sami się zjawiali, więc żyłam w przekonaniu, że tylko tacy istnieją na świecie.

Jak sięgam pamięcią, zawsze ciągnęło mnie do tajemnic tego świata. Ateistyczno-racjonalistyczne wychowanie nie zabiło we mnie metafizycznej ciekawości. Na szczęście moi rodzice niczego mi nie zabraniali. Czytywałam ezoteryczne pisma i książki, aż w końcu zapragnęłam zająć się tym profesjonalnie. Skończyłam szkołę psychotroniczną i podjęłam działalność jako astrolog. Nigdy w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że ta praca może wiązać się z jakimkolwiek zagrożeniem ze strony szatana, demonów lub innych sił nieczystych. W mojej osobistej przestrzeni te byty po prostu nie istniały, podobnie jak smoki i rusałki.

Nie nauczono mnie strachu przed nimi, więc się ich nie bałam.

Jeśli nie wiesz o istnieniu demonów, na pewno nigdy ich nie spotkasz. Ale jeśli ktoś ci o nich powie, a ty w nie uwierzysz, a szczególnie jeśli się wystraszysz, wtedy na pewno demony wyjdą ci na spotkanie, zaatakują cię, a może nawet cię pokonają.

Kiedy po raz pierwszy przeczytałam, że kogoś „opętało” za sprawą astrologii lub kart tarota, pomyślałam sobie, że albo autor artykułu zwariował, albo cofnęliśmy się w mroki średniowiecza i prasa zaczyna szerzyć zabobony. Wprawdzie powiedziano mi już o demonach, szatanach i innych egregorach, ale wiem też, że dopóki sama na to nie pozwolę, żaden mnie nie skrzywdzi ani nie wystraszy. Dlatego ignoruję zagrożenia z ich strony, robię swoje i wciąż pozostaję bezpieczna.

Kilka lat temu mieszkałam w dzielnicy, uchodzącej za bardzo niebezpieczną. Wciąż czytałam, że na sąsiedniej ulicy pobito spokojnie wracających do domu studentów, a nawet dowiedziałam się z TV, że w pobliskiej siłowni wybuchła gangsterska strzelanina. Moja koleżanka stanowczo odmówiła złożenia mi wizyty, właśnie z powodu zagrożenia ze strony bandytów. A ja wracałam do domu bardzo późną nocą i nigdy nic mi się nie stało. Podobnie bezpiecznie czuli się moi dorastający synowie, mimo, że nosili długie włosy, co na dresiarzy działa jak czerwona płachta na byka. Nie oczekiwaliśmy napadu, nie baliśmy się, bo wierzyliśmy w swoje bezpieczeństwo oraz opiekę Siły Wyższej. I rzeczywiście, przez całe 6 lat mieszkania tam byliśmy bezpieczni.

Jeśli chcesz żyć w spokojnym, racjonalnym świecie nigdy nie igraj ze swoją podświadomością. Podświadomość to takie dziwne, autonomiczne stworzenie, które bardzo łatwo może się wymknąć spod racjonalnej kontroli i napytać ci poważnych kłopotów. To nie diabły i demony stanowią zagrożenie. Zagrożenie polega na tym, że twoja własna podświadomość może je wytworzyć i wpędzić cię w tarapaty.

Wczoraj przed snem (cóż za głupota!) oglądałam film zrobiony przez Roberta Tekieli, dzielnego pogromcę groźnych sekt (a raczej wiernego sługę i wyrobnika demonicznych sił, zanieczyszczających świat niskimi i ciemnymi wibracjami lęku). Zawsze uważałam tego faceta za fanatyka, opętanego przez chore idee i agenta ciemnej strony mocy. I faktycznie. Po zapoznaniu się z jego twórczością odczułam przykre skutki wchodzenia w nierozsądny kontakt z niskimi wibracjami. Nie cierpię na żadne lęki i nie boję się ciemności. Jestem nocnym Markiem, więc siedzenie przy komputerze do bladego świtu jest dla mnie rzeczą normalną. Oglądając film Roberta Tekieli nie czułam ani śladu lęku, a jednak zaraz po zakończeniu tego „seansu”, aż do położenia się do łóżka, miałam przykre odczucie, że atmosfera w pomieszczeniu stała się gęsta i lepka.

Oglądanie tego typu filmów, czytanie religijnych bzdur (chrześcijaństwo jest religią strachu i cierpienia!) oraz słuchanie wykładów ludzi o niskich wibracjach duchowych obniża i twoje własne wibracje. Jeśli więc chcesz uniknąć problemów, trzymaj się od pogromców sekt i kościelnych egzorcystów tak daleko, jak to tylko możliwe. Nie od dziś wiadomo, że kościelne egzorcyzmy nie tylko nie „wypędzają diabła”, ale co gorsze, doczepiają do egzorcyzmowanego całe mnóstwo chrześcijańskich egregorów.

Na tym właśnie (i niczym innym) polega magiczna ochrona przed duchowym zagrożeniem.

Tutaj pisałam o opętaniach.