Petycja w sprawie homeopatii

Mail ten ekspediujemy do kilkuset adresatów – naszych Przyjaciół, współpracowników pisma i najbliższych nam Czytelników.

W załączeniu przesyłamy tekst petycji w sprawie objęcia leczenia homeopatią finansowaniem Narodowego Funduszu Zdrowia. Ukaże się on w lutowym numerze „Nieznanego Świata”, natomiast już obecnie od piątku 21 grudnia jest zamieszczony w internecie pod http://www.petycje.pl/9151, gdzie można go podpisywać, o co prosimy i apelujemy.

Wprowadzeniem do problemu jest krótki artykuł doktora Janusza Kołodziejczyka, który również ukaże się w lutowym numerze miesięcznika i który także załączamy, gdyż pozwala zorientować się w okolicznościach, jakie poprzedziły materializację tej inicjatywy. Zdajemy sobie sprawę, że nie ma ona większych szans na realizację, jest natomiast zdecydowaną reakcją na bezczelną, arogancką petycję prof. Gregosiewicza oraz członków tzw. Klubu Sceptyków Polskich, którzy w swojej własnej petycji zamieszczonej przed kilkoma miesiącami w internecie, jaką podpisało dotychczas zaledwie niespełna 100 osób (sic!), domagają się od ministra zdrowia wydania zakazu leczenia homeopatią, traktując ją z tą samą, co zawsze, pogardą i zajadłą obsesją jako oszustwo, ku czemu brak jakichkolwiek podstaw. W istocie rzeczy petycja „Nieznanego Świata” jest więc kontrą wobec wspomnianego wystąpienia i obroną homeopatii jako legalnej metody terapii.

Prosimy, by upowszechnić nasz dokument wśród wszystkich Waszych rodzin i znajomych, którzy są nim zainteresowani wraz z prośbą o wsparcie go w internecie własnym podpisem.

Raz jeszcze przypominamy, że aby podpisać petycję „Nieznanego Świata”, trzeba wejść na: http://www.petycje.pl/9151

Serdecznie pozdrawiam
Marek Rymuszko
Redaktor naczelny

——————————————

Lekarz naturalista radzi

Chcecie walki? Będziecie ją mieli

czyli petycja w sprawie refundowania homeopatii przez NFZ

Tym razem w naszej rubryce zajmiemy się listem przesłanym do redaktora naczelnego Nieznanego Świata przez panią Magdę W. z Warszawy. A oto jego treść:

Szanowny Panie Redaktorze!

Homeopatia ponownie została zaatakowana, tym razem przez Klub Sceptyków Polskich. Wyraża się to petycją do Ministra Zdrowia, umieszczoną w internecie na stronie: www.petycje.pl i zatytułowaną: „Protest przeciwko prawu zezwalającemu na legalizację homeopatii”. Panie Redaktorze, gdyby zgodnie z wolą KSP zabroniono stosowania homeopatii, byłoby to z wielką szkodą dla chorych. Wspomniana petycja, jak i sama homeopatia są obecnie przedmiotem dyskusji (na tej samej stronie internetowej). Dlatego pomyślałam, że osoby z kręgu „Nieznanego Świata” mogłyby się do niej włączyć zamieszczając fachowe informacje. Byłoby to niezwykle pożyteczne dla czytelników tego forum.

Magda W.

Szanowna Pani Magdo oraz nasi drodzy Czytelnicy! Serwis www.petycje.pl – nie jest miejscem do dyskusji, lecz do zbierania podpisów pod różnymi zgłoszonymi tam petycjami. Zgodnie z polskim prawem, na tymże serwisie może rozpocząć się proces tworzenia lub zmiany istniejącego ustawodawstwa – przy czym rzecz nie polega na cierpliwym przekonywaniu sceptyków, lecz na głosowaniu za albo przeciw petycji.

Ze skromnej dyskusji, jaka pojawiła się pod rzeczoną petycją, wynika, iż sceptycy i ich głosujący sprzymierzeńcy mają gdzieś argumenty zwolenników homeopatii, ponieważ są przekonani tylko o swojej racji. I to właśnie te PRZEKONANIA (a nie wiedza o homeopatii której nie mają) stanowią podstawę ich racjonalnej racji. Ta racjonalność okazuje się żałośnie powierzchowna i tylko pozorna, gdyż zbudowana została nie na wiedzy o homeopatii, lecz na emocjonalnym do niej stosunku, opartym na przeświadczeniu o wyższości materii (z jakiej musi składać się lek) nad energią/informacją, jaką ów lek być może w sobie niesie.

I nie przeszkadza im to, że taka koncepcja zaprzecza racjonalnej nauce która każe obecnie wierzyć wykształconym ludziom również w terapeutyczną moc działań innych, niż tylko chemiczne. Jaśnie Oświeceni Sceptycy (w Klubie) wierzą jednak inaczej. Dla nich naukowe pozostaje zapewne tylko to, co mogą powąchać i polizać – czyli to, co substancjonalne i możliwe do zmysłowego ogarnięcia. Jeśli coś nie zawiera substancji – nie może leczyć, a jeżeli leczy mimo to i… wyleczy – jest niesłuszne, a nawet szkodliwe.

Wniosek może to i zabawny, gdyby chorym obywatelom RP nie odbierał szansy odzyskania zdrowia za pomocą homeopatii. Bo (jak uczy doświadczenie), homeopatia jest skuteczną i przede wszystkim bezpieczną metodą.

Niech sceptycy przytoczą choć jeden przykład powikłań czy śmierci do jakich doszło w przebiegu leczenia przez homeopatów. Choć jeden! A jakże wielu ludzi leczonych chemicznymi lekami alopatycznymi – naukowo i słusznie – umarło w trakcie takiego leczenia!

Nie trzeba być zbyt dociekliwym aby znaleźć takie przypadki, bo w przychodniach i szpitalach tylko tak się leczy. Jako lekarz związany z medycyną już ponad czterdzieści lat, znam możliwości i ograniczenia alopatii – bo sam ją stosuję w związku umową z NFZ, który tylko takie leczenie finansuje. Ale moi pacjenci nie są niewolnikami, ani poddanymi NFZ czy Ministerstwa Zdrowia. To wolni obywatele RP mogący wybrać każdą metodę leczenia, mimo opłacania składki zdrowotnej. To dzięki tej składce pracownicy tych instytucji mają pensje i premie. Minister, to w języku łacińskim „sługa” który ma służyć razem ze swym „dworem”, utrzymującym go obywatelom – ale czy my czujemy, że nam służy? Jakim prawem moi pacjenci, którym nie pomaga już wysoce naukowe leczenie farmakologiczne i śmierć zagląda im w oczy, nie mają prawa leczyć się homeopatycznie, tak jak sobie tego życzą? Gdy bez skutku leczeni coraz bardziej specjalistycznie i szpitalnie, pytają mnie o taką możliwość i gdy dowiadują się, że lekarz homeopata do którego mają się udać po swoją ostatnią szansę, będzie leczył ich nie „na kasę”, tylko „za kasę” – wpadają w furię i złorzeczą nie tylko „słudze”, ale i jego szefowi, pytając: CZEMU W KRAJU PRAWA, NIE MAJĄ PRAWA LECZYĆ SIĘ ZGODNIE ZE SWOIMI PRZEKONANIAMI? Ja tego wysłuchuję i przyznaję rację temu obywatelskiemu niezadowoleniu. Na dodatek mam też i ja swoje żale: czemu nie znający homeopatii lekarze z Naczelnej Rady Lekarskiej, zabronili swoim kolegom jej uprawiania? W czyim imieniu występowali, KIERUJĄC SIĘ TYLKO SWOIMI PRZEKONANIAMI – nie zaś wiedzą i doświadczeniem w ocenianym przedmiocie? Tak więc, podejmowanie dyskusji z każdymi sceptykami, będzie raczej stratą czasu, gdyż programowo pozostają oni sceptyczni. Skarżąc się na Manipulację w nowelizacji prawa farmaceutycznego, autorzy petycji dążą do wyrządzenia krzywdy chorym rodakom, szukającym w homeopatii pomocy, po nieskutecznym leczeniu alopatycznym. A przecież ci chorzy ludzie mają prawo do zdrowia tak samo, jak sceptycy. Wspierając stanowisko Andrzeja Gregosiewicza – ortopedy, który nigdy nie lecząc homeopatycznie, nie nabył stosownego doświadczenia dającego prawo do oceny metody – sceptycy występują de facto przeciwko chorym. Mają nawet pretensje, że chorzy wydają zarobione przez siebie pieniądze na taki właśnie rodzaj terapii. Piszą oni: Pozwoli to (zakaz) uniknąć legalizacji pseudoleków i promocji pseudomedycyny. Pozwoli też zapobiec nadużyciom i oszustwom na szkodę pacjentów poszukujących w desperacji wszelkich środków dla poprawy stanu swego zdrowia. I wreszcie będzie wsparciem badaczy i lekarzy, opierających swoje prace medyczne i praktykę leczniczą na naukowych dowodach.

Odmawiają więc współobywatelom RP konstytucyjnego prawa do wolności przekonań (które dotyczą przecież nie tylko religijnych, politycznych, ale i wszelkich światopoglądowych), nadając swoim charakter jedynie słusznych.

Pod tym żarliwym manifestem podpisał się pan Tomasz Garstka z Klubu Sceptyków Polskich. Zakładam, że pan Tomasz wyruszając na krucjatę z pseudolekami i pseudomedycyną ma dobre intencje. Ale ja będąc lekarzem, a i czasem pacjentem kolegów lekarzy homeopatów, nie oczekuję takiego rodzaju wsparcia, wręcz nie życzę go sobie. Poza tym, co to właściwie jest pseudomedycyna? Pytam, bo nie wiem – czy i ja mam się już zacząć bać?! Warto by to dookreślić, by przypadkiem odium podobnych poglądów nie sięgnęło Bogu ducha winnych, doktorów innych…

Dlatego też nie dyskutujmy ze sceptykami z klubu (bo nie warto!), tylko głosujmy na stronie internetowej PRZECIW (!) ich petycji!!!

W ten sposób możemy dotkliwie wykazać słabość tego „oświeconego zaścianka”. Pójdźmy jednak dalej! W Szwajcarii na drodze referendum obywatele spowodowali wprowadzenie do uczelni medycznych nauczanie medycyny w duchu psychosomatyki, a nawet refundację przez kasy chorych homeopatii i akupunktury.

MY NA SERWISIE petycje.pl WYSTĘPUJEMY Z WŁASNĄ PETYCJĄ.

Nieznany Świat ma przecież tysiące czytelników i zwolenników. Czy pamiętamy, co może solidarność? Pokażmy naszą determinację i dojrzałość obywatelską i skorzystajmy z szansy, jaką stworzył serwis. Głosujmy tam przeciw złej woli i oświeconej głupocie.

Zdecydowane NIE dla argumentacji i intencji prof. Andrzeja Gregosiewicza na http://www.petycje.pl/petycja/8847/protest_przeciwko_prawu_zezwalajscemu_na_legalizacje_homeopatii.html TAK, DLA NASZEJ PETYCJI!

Do:
Minister Zdrowia
Bartosz Arłukowicz
Ministerstwo Zdrowia,
00-952 Warszawa
ul. Miodowa 15,
22 634 93 26
kancelaria@mz.gov.pl

PETYCJA

w sprawie finansowania przez NFZ leczenia homeopatycznego w Polsce

Redakcja Czasopisma „NIEZNANY ŚWIAT” występująca tu jako przedstawiciel swoich czytelników (i pośrednio również wszystkich obywateli RP korzystających z leczenia homeopatycznego), wyraża poparcie dla społecznego niezadowolenia powodowanego nierefundowaniem przez urzędników NFZ wizyt u lekarzy homeopatów oraz leków przez nich ordynowanych – mimo opłacania przez osoby ubezpieczające się tzw. „składki zdrowotnej”.

Homeopatia jest metodą leczniczą skuteczną i nie dającą szkodliwych działań ubocznych, cieszącą się w Polsce jak i na całym Świecie zaufaniem dużych części społeczeństw. W Polsce uprawiana jest przez profesjonalistów, lekarzy – absolwentów uczelni medycznych, którzy zdobywali konieczną do uzyskania uprawnień homeopaty wiedzę w trakcie podyplomowych kursów organizowanych przy uczelniach medycznych (nie jest to więc „podziemie” medyczne, czy paramedycyna). Obecnie w Polsce stosowne uprawnienia do używania tytułu: HOMEOPATY posiada kilka tysięcy lekarzy, a zainteresowanych metodą i aprobujących ją jest znacznie więcej. Zainteresowanie to powoduje codziennie w pracy lekarzy obserwowana niedoskonałość jak i działania uboczne refundowanych przez NFZ tzw. leków alopatycznych – czyli chemicznych wyrobów przemysłu farmaceutycznego. Ogranicza lub wręcz wyklucza to często stosowanie ich u dzieci, kobiet w ciąży, czy starców. Homeopatia takich ograniczeń nie ma.

Do gabinetów lekarzy homeopatów zgłaszają się głównie pacjenci leczeni dotąd nieskutecznie lekami alopatycznymi. Są to ludzie przeważnie pozbawieni nadziei na odzyskanie zdrowia – ale pozornie, ponieważ homeopatia potrafi im je często przywrócić. Dlatego mimo sprzeciwów części środowiska lekarskiego i mimo konieczności wyłożenia przez pacjentów pieniędzy za leczenie z ich własnych kieszeni (pomimo posiadania raz już wykupionego ubezpieczenia zdrowotnego), gabinety homeopatów w Polsce są wciąż zapełnione. Decyduje o tym skuteczność metody, której w najmniejszym stopniu nie obniżają opinie lekarzy-oponentów, nie mających własnego doświadczenia w leczeniu nią, nie mogących więc w praktyce porównać skuteczności homeopatii z lekami chemicznymi.

A w medycynie liczą się fakty! I nawet jeżeli niektórzy lekarze nie chcący zrozumieć i wypróbować skuteczności homeopatii próbują zakazać jej stosowania, to rozgłos jaki dają pacjenci faktom własnych uzdrowień, niweczy negację zawistnych malkontentów medycznych. Teoretycznie, zdaniem przeciwników – nie może dojść do wyleczenia lekiem homeopatycznym, a w praktyce wyleczenia te są bardzo częste i wręcz niekiedy spektakularne.

Wobec tego iż są to medyczne dowody, a krytyka ich jest oparta tylko na tzw. przeświadczeniu krytyków o niemożności działania tak przygotowanych leków, iż leczenie homeopatyczne nie wiąże się z niebezpieczeństwem utraty zdrowia, bo prowadzą je wyszkolenie lekarze, a leki homeopatyczne nie mają działań ubocznych (nie notuje się takich działań!) – a więc stosowanie ich jest bezpieczne, że leczenie homeopatyczne daje pozytywne efekty często tam, gdzie inne sposoby zawiodły, że można stosować bez ograniczeń takie leczenie u kobiet w ciąży, dzieci i osób w podeszłym wieku – czyli tam gdzie zastosowanie leków syntetycznych jest ograniczone lub zabronione, to obywatele RP wpłacający do NFZ składkę zdrowotną, powinni mieć możliwość takiego leczenia się w ramach swego ubezpieczenia, a lekarze ich leczący powinni być opłacani ze składek przez NFZ.

Nikt obywatelom RP nie funduje leczenia. To są nasze pieniądze, a nie urzędników. Czas na zmianę! Jeżeli politycy wespół z urzędnikami nie zechcą mieć woli do przeprowadzenia zmian, to niech zadecydują o tym sami obywatele RP, w referendum – tak jak np. stało się to w Szwajcarii. Polska to wolny i demokratyczny kraj!

——————–

Przypomnę jeszcze raz: tutaj podpisujemy ZA, a tutaj podpisujemy PRZECIW

Nie zapomnijcie zweryfikować podpisu pod petycją!

Moja strona w blogu o Homeopatii

Kategoria Homeopatia

Nieuleczalni

Jak pić naftę, czyli „leki” alopatycznej mafii

Homeopatia – wiodąca alternatywna medycyna Europy

Uwaga, szanowni czytelnicy!

Ten blog jest strefą wolną od wszelkich „-izmów” i należy do osoby, która uważa zarówno religie, jak i ateizm za skrajności światopoglądowe. Skrajności wprawdzie się nienawidzą, ale w istocie są identyczne, co przejawia się zajadłym zwalczaniem homeopatii, astrologii, radiestezji itp. Identyczność przejawia się również w tym, że obie te skrajności cechuje fanatyzm światopoglądowy i misjonarstwo. Jeśli nie wierzysz w to, czego naucza Kościół lub w to, czego nauczają ateiści to albo cię nawrócą na swoje wierzenia albo będą cię zwalczać wszelkimi możliwymi sposobami.

Dlatego informuję, że komentarze przedstawiające katolicki (chrześcijański) lub ateistyczny (pseudo-racjonalistyczny) punkt widzenia na homeopatię, jako niewyważone i oparte na irracjonalnych uprzedzeniach, lądują w spamie.

Mam nadzieję, że się rozumiemy i że nie będziesz niepotrzebnie tracić energii na przedstawianie argumentów żadnego z tych -izmów.

Dziękuję za uwagę!

—————————–

Źródło: Nexus 1.2011

Autor: Dana Ullman

W Europie od dziesiątków lat stosowanie homeopatii ma tendencje wzrostowe, co oznacza, że ta dziedzina medycyny jest coraz częściej traktowana jako efektywna metoda leczenia.

Rosnące zagrożenie medycyny konwencjonalnej

Liczne ankiety prowadzone na przestrzeni ostatnich ponad 150 lat potwierdza­ją, że ludzie, którzy szukają pomocy medycznej w postaci homeopatii1, należą ogólnie do lepiej wykształconych.2 Co więcej, mało kto wie, że medycyna home­opatyczna jest główną „alternatywą” wykorzystywaną przez europejskich lekarzy i rosnącą liczbę obywateli.

Mimo iż homeopatia cieszy się dużym powodzeniem w Europie, jeszcze bar­dziej popularna jest w Indiach, gdzie wyłącznie z tego rodzaju pomocy korzysta ponad 100 milionów ludzi3. Jak wynika z ankiety przeprowadzonej w Indiach przez firmę AC Nielsen, 62 procent obecnych użytkowników homeopatii nigdy nie próbowało stosować medycyny konwencjonalnej, a 82 procent nie wyraziło chęci przejścia na konwencjonalne terapie.4

Nastawieni sceptycznie do homeopatii, którzy upierają się przy poglądzie, że leki homeopatyczne nie działają, nie potrafią wyjaśnić, dlaczego tak wielu ludzi polega na tym rodzaju medycyny w leczeniu ostrych i przewlekłych chorób… i dla­czego ogromna liczba tych ludzi nie musi stosować niczego innego. Utrzymywanie przez tych sceptyków, że leki homeopatyczne to nic innego jak „placebo”, po­kazuje jedynie ich zajadłość w zaprzeczaniu rzeczywistości oraz skalę arogancji i ignorancji w kwestii homeopatii.

Cały obszar „komplementarnej i alternatywnej medycyny” („complementary and alternative medicine”; w skrócie CAM) cieszył się w latach 1980. w Europie dużym powodzeniem i jego tempo wzrostu ustępowało wówczas tylko przemy­słowi komputerowemu5. Ta eksplozja zainteresowania naturalną medycyną trwa do dzisiaj.

W roku 1998 homeopatia była najczęściej stosowaną terapią CAM w pięciu spośród 14 poddanych badaniu ankietowemu krajów Europy i jedną z trzech najczęściej stosowanych terapii CAM w 11 z tych 14 krajów.” Trzech na czterech Europejczyków wie o homeopatii i 29 procent spośród nich stosuje ją w ramach ochrony swojego zdrowia. To oznacza, że około 100 milionów Europejczyków sto­suje leki homeopatyczne.7

Sprzedaż leków homeopatycznych i antropozoficznych8 wzrosła w latach 1995-2005 o 60 procent z 590 milionów euro w roku 1995 do 775 milionów euro w roku 2001 i 930 milionów euro w roku 2005.9 Z powodu robiącej wrażenie i rosnącej w Europie popularności homeopatii ta alternatywna metoda leczenia zaczyna stanowić zagrożenie dla medycyny konwencjonalnej, co może tłumaczyć nieustanne próby atakowania jej oraz homeopatów z pomocą pokrętnych i nie­etycznych metod.

Francja

Homeopatia jest szczególnie popularna we Francji, gdzie stanowi czołową alternatywną terapię. W roku 1982 leki homeopatyczne stosowało 16 procent jej mieszkańców, w roku 1987 było ich już 29 procent, a w roku 1992 aż 36 pro­cent.10 W roku 2004 leków tych używało 62 procent francuskich matek.11 W tym samym 2004 roku wśród francuskich farmaceutów przeprowadzono ankietę, któ­ra wykazała, że aż 94,5 procent spośród nich zalecało kobietom w ciąży stosowa­nie leków homeopatycznych.12

W listopadzie 2007 roku czołowa francuska firma ubezpieczeniowa przepro­wadziła we współpracy z firmą badającą francuski rynek sondę, która wykazała, że największą we Francji grupę użytkowników naturalnej medycyny stanowią lu­dzie należący do kategorii społeczno-zawodowych (50%). Ponad jeden na dwóch ludzi (55%) uważa naturalną medycynę za skuteczną w przypadku leczenia takich chorób, jak rak, choroba Parkinsona i choroba Alzheimera. Jednym z najmniej spodziewanych odkryć tej ankiety jest to, że 82 procent użytkowników leków homeopatycznych i naturalnych uważa, że stosowanie przez nich tych terapii powoduje oszczędności w systemie ochro­ny zdrowia we Francji. A co jeszcze dziwniejsze 60 procent nie stosujących takich terapii było przekonanych o korzy­ściach płynących z używania naturalnych medykamentów. Homeopatia jest popularna nie tylko we francuskim spo­łeczeństwie, ale i w środowisku francuskich lekarzy. Aż 70 procent lekarzy jest otwartych na nią i uważa ją za sku­teczną. Około 25000 lekarzy przepisuje swoim pacjentom leki homeopatyczne. Homeopatii naucza się w co najmniej siedmiu szkołach medycznych – w Besancon. Bordeaux, Lille. Limoges, Marseille, Paris Nord i Poitiers – gdzie pro­wadzone są również liczne podyplomowe kursy i szkolenia. Homeopatii naucza się w 21 francuskich szkołach farmacji oraz w dwóch szkołach dentystycznych, dwóch szkołach we­terynaryjnych i w trzech szkołach położnictwa.

Wielka Brytania

Członkowie brytyjskiej rodziny królewskiej są jednymi z najzago­rzalszych zwolenników homeopatii, dowodząc w ten sposób, że ta me­toda naturalnej medycyny nie jest pierwszą lepszą terapią z katego­rii New Age. W Wielkiej Brytanii jest pięć homeopatycznych szpitali działających w ramach National Health Service (państwowa służba zdrowia), w których na niezbyt pilną wizytę u homeopaty trzeba czekać w kolejce do dwóch lat.

Zgodnie z raportem Izby Lordów w sprawie nauki i tech­niki z roku 2000 leki homeopatyczne stosuje 17 procent Brytyjczyków.13 Respekt, jakim cieszy się homeopatia i jej stosowanie przez brytyjskich lekarzy, pokazują wyniki ba­dania opinii publicznej z roku 1986 opublikowane w pre­stiżowym magazynie medycznym British Medical Journal, które dowodzą, że 42 procent lekarzy kieruje pacjentów do lekarzy homeopatów.14 Innym dowodem poparcia ze strony ludzi zawodowo parających się medycyną jest ankieta przeprowadzona wśród brytyjskich farmaceu­tów w roku 1990, zgodnie z którą 55 procent z nich uwa­ża leki homeopatyczne za „użyteczne”, podczas gdy tylko 14 procent za „bezużyteczne”.15 Zwyczajowo konserwa­tywne Brytyjskie Stowarzyszenie Farmaceutyczne (British Pharmaceutical Association) przeprowadziło w roku 1992 debatę w celu ustalenia, czy farmaceuci powinni promować homeopatię.”16 Głosami przeważającej większości zadecydo­wali, że powinni.

Ta dziedzina komplementarnej medycyny zyskała znaczne poparcie w latach 1990. W roku 1993 Brytyjskie Towarzystwo Medyczne (British Medical Association) opu­blikowało pracę Complementary Medicine: New Approaches to Good Practice (Medycyna komplementarna – nowe po­dejście do dobrej praktyki).17 W roku 1994 ówczesny bry­tyjski sekretarz stanu w ministerstwie zdrowia, dr Brian Mawhinney, oświadczył: „Medycyna komplementarna cie­szy się ogólną sympatią wśród pacjentów, a ostatnie bada­nia opinii publicznej mówią, że 81 procent pacjentów jest zadowolonych z zaaplikowanego im leczenia”.18 Inny mi­nister zdrowia oświadczył, że 80 procent lekarzy ogólnych chce szkolenia z zakresu terapii komplementarnych, a 75 procent już teraz odsyła pacjentów do tera­peutów komplementarnych.

Mimo akceptacji i stosowa­nia homeopatii w całej Wielkiej Brytanii istnieje grupa bardzo ak­tywnych sceptyków o nieznanych źródłach finansowania, która nie­ustannie atakuje tę metodę medy­cyny naturalnej. Chociaż obecnie w brytyjskiej medycynie i nauce ist­nieje duża różnorodność poważnych i znaczących nacisków, w październiku 2009 roku aktywna grupa sceptyków home­opatii z powodzeniem utworzyła rządowy komitet o nazwie House of Commons Science and Technology Committee (Komitet Nauki i Techniki Izby Gmin) z zamiarem wydania raportu w sprawie homeopatii.

Na czele głównej organizacji sceptyków o nazwie Sense About Science, która nalegała na utworzenie tego komite­tu, stoi były specjalista od urabiania opinii publicznej, który pracował dla firmy pijarowskiej reprezentującej interesy firm Wielkiej Farmy (Big Pharma). Co ciekawe, pozosta­li zarządcy organizacji Sense About Science to mieszanka byłych i obecnych skrajnych liberałów, marksistów i trocki­stów, którzy zdają się wspierać także przemysł genetycznie modyfikowanych organizmów (normalnie skrajni liberało­wie optują za filozofią „żyj i pozwól innym żyć”, ale wygląda na to, że w tym przypadku woleli pozbawić Brytyjczyków prawa wyboru terapii).

Organizacja Sense About Science jest oficjalnie brytyj­ską organizacją dobroczynną, nie mówiąc już o tym, że jest grupą politycznego nacisku i jako taka musi ujawniać źródła swoich dochodów, co czyni na swojej stronie internetowej. Nie powinno nikogo dziwić, że większość tych dochodów pochodzi od producentów farmaceutyków.

Jednym ze śledczych z ramienia Komitetu Nauki i Techniki był były członek parlamentu z ramienia partii Liberalnych Demokratów, dr Evan Harris. (W majowych wyborach do parlamentu Harris utracił mandat na rzecz niewiele ponad dwudziestoletniego kontrkandydata, który nigdy wcześniej nie był posłem). Jest związany z organi­zacją Sense About Science i był również jednym ze scep­tyków protestujących przeciwko sprzedaży przez sieć państwowych aptek leków homeopatycznych. To sprawia, że nie jest odpowiednim obserwatorem w tego rodzaju do­chodzeniu.

22 lutego ten sąd kapturowy wystosował raport zaleca­jący państwowej służbie zdrowia zaprzestanie opłacania leczenia homeopatycznego i homeopatów mimo poparcia dla homeopatii i swobodnego wyboru przez konsumentów wyrażonego przez Mike’a 0′Briena, ówczesne­go sekretarza stanu w minister­stwie zdrowia. Raport ten ma jedy­nie doradczy charakter i ponieważ minister już wyraził swoje poparcie dla prawa konsumentów do ich własnego wyboru rodzaju opie­ki zdrowotnej, wydaje się mało prawdopodobne, aby bry­tyjski rząd zmienił swoją politykę… i właśnie tak się stało. W czerwcu nowa minister zdrowia, Annę Milton, przyjęła raport członków parlamentu i stwierdziła, że homeopatia ma długą i ustabilizowaną tradycję w Wielkiej Brytanii i po­winna pozostać jako możliwość do wyboru przez brytyjskich lekarzy i pacjentów. (Raport ten można obejrzeć pod ad­resem www.publications.parliament.uk/pa/cm200910/cmse-lect/cmsctech/45/45.pdf).

Najbardziej zaskakującą rzeczą związaną z tym wstęp­nym raportem jest to, iż weryfikuje on starą prawdę mó­wiącą, że odpowiednio długie powtarzanie kłamstwa, takie­go jak na przykład: „nie ma badań z zakresu homeopatii”, sprawia, iż wielu ludzi w końcu zaczyna w nie wierzyć.

Każda rozsądnie myśląca osoba powinna podejść do tego „raportu” z wielką ostrożnością. W Komitecie Nauki i Techniki, który poparł ten antyhomeopatyczny raport, było 14 członków parlamentu, z których tylko czterech gło­sowało, w tym trzech za przyjęciem raportu. Dwa z tych trzech głosów należały do członków, którzy nie uczestniczyli w żadnym z zebrań, przy czym jeden z nich był na tyle no­wym członkiem, że nawet nie mógł uczestniczyć w przesłu­chaniach komitetu. Trzeci głos na „tak” pochodził od Evana Harrisa, lekarza i zatwardziałego przeciwnika homeopatii. Ten raport nie miał na względzie dobra ludzi.

W Szkocji 12 procent lekarzy ogólnych stosuje leki ho­meopatyczne, a 49 procent wszystkich lekarzy ogólnych (przynajmniej jeden lekarz w ośrodku) przepisuje je.19

Stosowanie leków homeopatycznych jest popularne nie tylko w medycynie, ale również w weterynarii. Chociaż obecnie jest niewiele dostępnych danych na ten temat, w re­zultacie jednej ankiety ustalono, że 20 procent irlandzkich producentów mleka próbowało leczyć lekami homeopatycz­nymi zapalenie sutka u krów lub krowy o wysokim poziomie białych ciałek (białaczka). 43 procent z nich wierzy, że te leki działają. W badanych stadach 50 procent producentów dodawało leki homeopatyczne do wody do picia. 27 pro­cent aplikowało je przez wstrzyknięcie, 6 procent podawało je doustnie, a kolejne 6 procent umieszczało je w pochwie krowy.20

Irlandia

Prowadzony w Irlandii przez ponad cztery miesią­ce w 13 środowiskach pediatrycznych sondaż wykazał, że 57 procent rodziców przyznaje, iż korzystali z pomocy komplementarnej medycyny alternatywnej (GAM) w le­czeniu swoich dzieci.21 Użycie leków homeopatycznych było wyraźnie wyższe w grupie dzieci w wieku 2-4 lat. Najpopularniejszymi środkami CAM były witaminy (88%), tran (27%) i jeżówka (26%). Najczęstszym rodzajem CAM były homeopatia (16%) i terapia czaszkowo-krzyżowa. Tylko 13 procent rodziców infor­mowało swoich pediatrów o stoso­waniu CAM w stosunku do swoich dzieci.

Niemcy

Niemcy do tego stopnia popie­rają naturalną medycynę, że rząd niemiecki rozporządził, aby wszyst­kie programy szkół medycznych zawierały informacje o natural­nych lekach. W przybliżeniu 10 procent niemieckich leka­rzy specjalizuje się w homeopatii, zaś kolejne 10 procent przepisuje czasami tego typu leki. W roku 1993 było 2993 lekarzy, którzy uzyskali formalnie specjalizację z home­opatii, w roku 2006 ich liczba wzrosła o ponad 100 procent do 6073.” W roku 1993 było około 9000 terapeutów prak­tykujących naturalne leczenie zwanych heilpraktikerami, do roku 2007 ich liczba wzrosła do ponad 20000. W przybli­żeniu 20-30 procent heilpraktikerów specjalizuje się w ho­meopatii.

W listopadzie i grudniu 2005 roku w ramach ogólnokra­jowej ankiety przeprowadzono przekrojowy sondaż losowo wybranej dużej grupy 516 niemieckich lekarzy leczących ambulatoryjnie w 13 medycznych specjalnościach stanowią­cych reprezentację 118085 lekarzy zatrudnionych w pań­stwowej służbie zdrowia.2. Ankieta wykazała, że 51 procent lekarzy było za stosowaniem CAM (26 procent było gor­liwymi zwolennikami CAM, a 25 tylko jej zwolennikami) i że 38 procent przepisywało leki homeopatyczne.

Ankieta przeprowadzona w oddziałach położniczych w Nadrenii Północnej-Westfalii wykazała, że akupunktura i medycyna homeopatyczna to dwie najczęściej stosowane metody z zakresu CAM.24 Z ogólnej liczby 187 oddzia­łów położniczych ankietę wypełniło 138 (73,4%). Niemal 96 procent oddziałów położniczych stosowało leki home­opatyczne w trakcie opieki położniczej, w tym 7,2 procent w celach profilaktycznych i 4,8 procent w przypadkach kom­plikacji okołoporodowych.

Przeprowadzony w Niemczech w latach 2003-2006 son­daż w sprawie zdrowia dzieci i nastolatków wykazał, że w sto­sunku do niemieckich dzieci medycynę homeopatyczną stosuje się częściej, niż się spodziewano.25 Okazało się, że homeopatia pediatryczna jest w Niemczech popularna, szczególnie w rodzinach o wyższym statusie społeczno-ekonomicznym. Prawie połowa preparatów homeopatycznych została uzyskana na podstawie recept wystawionych przez lekarzy lub heilpraktikerów i najczęściej stosowano je do le­czenia pewnych samoograniczających się schorzeń. Około 60 procent osób stosujących homeopatię przyjmowało jed­nocześnie leki konwencjonalne. Stosowanie homeopatii wiązało się ściśle z czynnikami społeczno-ekonomicznymi ze znaczną przewagą w grupie wiekowej 0-6 lat (6,2%), wśród dzieci pochodzących z byłych Niemiec Zachodnich (5,1%) lub z południa Niemiec (6,6%), wśród dzieci pocho­dzących z rodzin o niskim statusie zdrowia (6,8%), wśród dzieci bez imigracyjnej przeszłości (5,3%), wśród dzieci karmionych piersią dłużej niż przez sześć miesięcy (7,6%), wśród dzieci pochodzących z rodzin z wyższych sfer (7,4%) i wśród tych, których matki miały uniwersyteckie wykształ­cenie (7,2%).

W roku 2002 magazyn British Medical Journal podał, że 75 pro­cent Niemców korzysta z kom­plementarnej lub naturalnej me­dycyny.26 Mówi się tam również, że w roku 1994 w medycynie natu­ralnej przeszkolonych zostało 5700 lekarzy, a w roku 2000 ich licz­ba uległa podwojeniu do 10800. W roku 2002 homeopatyczną me­dycynę uprawiało w Niemczech 4500 lekarzy, prawie dwa razy więcej niż w roku 1994. Według raportu rząd niemiec­ki, który przeprowadził tę sondę, ustalił, że w przypadku ludzi korzystających z naturalnych terapii, zwłaszcza home­opatii lub akupunktury, liczba zwolnień chorobowych spa­dła o 33 procent. Z tej sondy wynika również, że kobiety korzystały z terapii naturalnych częściej od mężczyzn, ale z kolei mężczyźni odnosili większe korzyści niż kobiety.

W roku 2009 opublikowano wyniki ankiety przepro­wadzonej wśród Niemców, którzy korzystali z homeopatii lub akupunktury.27 W rezultacie tego badania ustalono, że 7 procent populacji stosowało homeopatię a 10 pro­cent akupunkturę. Wśród osób z wyższym wykształceniem 68 procent stosowało homeopatię, a 53 procent akupunk­turę. Ankieta przeprowadzona w środowisku niemieckich pacjentów cierpiących na chroniczną limfocytową bia­łaczkę wykazała, że 44 procent stosowało terapie alter­natywne. Nie zauważono korelacji między poziomem wy­kształcenia, płcią i poprzednią lub bieżącą chemioterapią. Najpospolitszą alternatywną lub komplementarną terapią było przyjmowanie suplementów witaminowych (26%), soli mineralnych (18%), leków homeopatycznych (14%) i jemioły (9,2%).28

Sonda przeprowadzona w roku 2008 wśród niemieckich dzieci cierpiących na raka wykazała, że 35 procent z nich stosowało CAM.29 Najczęściej stosowanymi metodami były homeopatia, dodatki do diety i medycyna antropozoficzna, w tym terapia jemiołą. Czynnikami zwiększającymi stosowa­nie CAM były: wcześniejsze stosowanie CAM, wyższy status socjalny i złe rokowania choroby dziecka. Zadziwiająco wysoki procent (89) rodziców tych pacjentów podaje, że zale­ciliby stosowanie CAM innym rodzicom.

W Niemczech często dochodzi również do korzystania z homeopatii i CAM przez ludzi z innymi przewlekłymi cho­robami, na co wskazuje sonda przeprowadzona wśród osób ze stwardnieniem rozsianym.30 Liczącą 53 punkty ankietę przesłano członkom oddziału Niemieckiego Towarzystwa Stwardnienia Rozsianego w Baden-Wurttembergu. Analizą objęto 1573 pacjentów (48,5 ± 11,7 lat, 74% kobiet, okres choroby 18,1 ± 10,5 lat). W porównaniu z medycyną kon­wencjonalną więcej pacjentów wykazało pozytywne na­stawienie do medycyny komplementarnej i alternatywnej (44% wobec 38%), przy 70 procentach donoszących o sto­sowaniu przez całe życie przynajmniej jednej metody tego typu. Wśród dużej różnorodności opcji medycyny komple­mentarnej i alternatywnej najczęściej cytowane były: mody­fikowanie diety (41%), kwasy tłuszczowe omega-3 (37%), witamina E (28%), B (36%) i C (28%), homeopatia (26%) i selen (24%). Większość respondentów (69%) była zado­wolona ze skutków kuracji z zakresu medycyny komple­mentarnej i alternatywnej.

Wykorzystywanie CAM wiązało się z religijnością, niezależnością funkcjonalną, kobiecym seksem, pracą umysłową i wyższym wy­kształceniem. W porównaniu z te­rapiami konwencjonalnymi terapie medycyny komplementarnej i al­ternatywnej rzadko dawały nieko­rzystne efekty uboczne (9% wobec 59%). W roku 1991 wartość leków homeopatycznych sprzedanych w Niemczech wyniosła 428 milionów dolarów i rosła w tem­pie około 10 procent rocznie. Dowodem wyraźnego popar­cia ze strony niemieckiego środowiska medycznego jest fakt, że 85 procent tej sprzedaży jest następstwem przepisywania recept przez lekarzy. Sondy wskazują, że 98 procent aptek sprzedaje leki homeopatyczne.

Szwajcaria

Sponsorowana przez szwajcarski rząd sonda oceniła sa­tysfakcję pacjentów i efekty uboczne podstawowej opieki lekarskiej oraz dokonała porównania terapii homeopatycz­nej z konwencjonalną.31 Ankietę wypełniło 3126 dorosłych pacjentów, z czego 1363 poddało się konwencjonalnej tera­pii a 1702 terapii homeopatycznej.

Sonda wykazała, że więcej pacjentów leczonych home­opatycznie cierpiało wcześniej na chroniczne i ostrzejsze stany od tych, na które cierpieli pacjenci poddający się zabiegom medycyny konwencjonalnej, i że pacjenci me­dycyny homeopatycznej byli częściej „w pełni usatysfak­cjonowani” z zaaplikowanej im kuracji (53% wobec 43%). Pacjenci medycyny homeopatycznej doświadczali też znacznie mniej niekorzystnych efektów ubocznych (7,3% wobec 16,1%) i, co więcej, proporcja pacjentów donoszą­cych o pełnym ustąpieniu objawów nie była znacząco więk­sza w przypadku pacjentów medycyny konwencjonalnej (28% wobec 21%).

Szczególnie istotna w tej sondzie jest obserwacja mówią­ca, że wśród pacjentów, którzy poddają się terapii home­opatycznej, jest więcej poważnie chorych i jednocześnie ci pacjenci są znacznie bardziej usatysfakcjonowani z zaaplikowanej im terapii niż pacjenci poddani leczeniu konwen­cjonalnemu.

Ta sama sonda potwierdza również powszechne spo­strzeżenie dotyczące pacjentów, którzy szukają terapii homeopatycznej, że są oni znacznie lepiej wykształceni od tych, którzy nie korzystają z homeopatii (32.4% wobec 24,7%).

Szwajcarskie Biuro Zdrowia Publicznego wystosowa­ło do szwajcarskiego rządu raport, w którym czytamy, że „efektywność homeopatii można potwierdzić danymi kli­nicznymi, a profesjonalne i adekwatne zastosowania można uważać za bezpieczne”.32

Inne kraje europejskie, w których homeopatia ma sto­sunkowo silną pozycję, to między innymi Włochy, gdzie 9 procent lekarzy czasami przepisuje leki homeopatyczne oraz Holandia, gdzie 45 procent lekarzy uważa leki home­opatyczne za skuteczne, a 47 procent stosuje jedną lub wię­cej terapii komplementarnych, z których homeopatia jest najpopularniejsza (40% z tych 47%).33

Odsetek szwajcarskich pacjentów stosujących CAM, którzy przeszli transplantację nerek, wyniósł 11.8 procent. Najczęściej stosowaną przez nich terapią alternatywną była home­opatia (42,9%).M

Włochy

Sondaż z roku 2004 ujawnił, że 7,5 miliona Włochów korzysta z le­ków homeopatycznych – 2,5 milio­na więcej niż w roku 2000.35 W przy­bliżeniu 14 procent Włoszek i 10 procent Włochów wolało leki ho­meopatyczne od konwencjonalnych. Leki homeopatyczne otrzymuje także 9,6 procent dzieci w wieku od trzech do pię­ciu lat. Prawie 90 procent Włochów, którzy stosowali takie leki, twierdzi, że pomogły im one, przy czym 30 procent z nich mówi, że używali leków homeopatycznych w celu po­zbycia się bólu, a 24 procent w celu uwolnienia się od ostrych lub przewlekłych chorób.

Sondaż przeprowadzony w roku 2005 wśród Europej­czyków chorych na raka podaje, że 73 procent włoskich pacjentów cierpiących na raka stosuje CAM, co znacz­nie przekracza średnią europejską wynoszącą 36 procent.36 Najczęściej stosowanymi przez pacjentów z rakiem metodami były: homeopatia, medycyna ziołowa i terapie duchowe. W rezultacie sondażu wykonanego w roku 2008 w Toskanii ustalono, że po diagnozie raka częstość wyko­rzystywania CAM wynosiła 17 procent, zaś najczęściej sto­sowanymi formami były: medycyna zielarska (52%), home­opatia (30%) i akupunktura (13%).37 Stosowanie tych form było częstsze na terenach zurbanizowanych i wśród kobiet, a także pośród pacjentów cierpiących na raka piersi i z wyż­szym wykształceniem.

Sondaż wykonany w środowisku włoskich dzieci chorych na raka, które były leczone w konwencjonalnych ośrodkach pediatrycznej onkologii, ujawnił, że 12,4 procent z nich korzystało z przynajmniej jednego typu CAM, przy czym homeopatia była najpopularniejsza.38 83 procent rodziców podaje, że dzieci odniosły korzyści, w tym poprawiła się ich odporność i parametry krwi oraz cofnęło się podwójne wi­dzenie (diplopia). Te badania potwierdziły obserwacje, któ­re ujawniły się w wielu innych sondażach, mówiące, że ludzie lepiej wykształceni są bardziej otwarci na stosowanie terapii CAM.39-40-41

Ankieta przeprowadzona wśród 552 pacjentów z zapa­leniem jelita leczonych we włoskim medycznym ośrodku konsultacyjnym wykazała, że 156 (28%) stosowało terapie komplementarne i alternatywne, na które składały się głów­nie homeopatia (43,6%), kontrolowana dieta lub dodatki do diety (35,5%), zioła (28,2%), ćwiczenia (25,6%) i mo­dlitwy (14,7%). Poprawa samopoczucia (45,5%) i złago­dzenie symptomów zapalenia jelita (40.3%) to najczęściej uzyskiwane korzyści. Ze stosowaniem terapii komplemen­tarnej i alternatywnej korelowały: wyższe wykształcenie, częstsze pogorszenia stanu i niezadowolenie z kontaktów z lekarzami. Tym, co skłaniało ludzi do stosowania terapii CAM, była nietolerancja konwencjonalnych leków, ostrość choroby i ciekawość nowych terapii.

Hiszpania

W Hiszpanii homeopatia stała się tak popularna, że urząd statystyczny tego kraju (INE) dodał wydatki na ho­meopatyczne leki do swoich obliczeń wysokości miesięcz­nych inflacji.43 Sprzedaż leków ho­meopatycznych w Hiszpanii rośnie w tempie 10-15 procent rocznie przy około 15 procentach populacji przyznającej się do stosowania le­ków homeopatycznych i 25 procen­tach oświadczających, że z chęcią by ich używało.44

Europa wschodnia

Kiedy istniała żelazna kurtyna, Węgry, Czechosłowacja i Wschodnie Niemcy zabraniały stosowania homeopatii. Ta medyczna żelazna kurtyna upa­dła wraz z upadkiem komunizmu.

Homeopatia zajmuje szczególne miejsce w Rosji, gdzie została powszechnie zaakceptowana, mimo iż aparat pań­stwowej służby zdrowia wciąż jej nie uznaje. Dlatego też usługi homeopatyczne są płatne i stały się częścią nowej rosyjskiej gospodarki, w której za porady lekarskie trzeba płacić.

Zapotrzebowanie na homeopatyczne usługi jest tak wiel­kie, że Rosjanie wolą za nie płacić, niż korzystać z bezpłat­nych usług medycyny konwencjonalnej.

Niektórzy sceptycy twierdzą, że homeopatia i leki natu­ralne stają się coraz bardziej popularne w Rosji, ponieważ „prawdziwa medycyna”‘ jest niedostępna lub zbyt kosztow­na.45 To twierdzenie zostało jednak obalone, ponieważ trend w kierunku homeopatii i naturalnej medycyny jest szczególnie widoczny wśród tych Rosjan, którzy mają lep­sze wykształcenie i pochodzą z wyższych klas społecznych.

Dziennikarze i sceptycy skłaniają się ku założeniu głoszą­cemu, że leki homeopatyczne nie działają, i dlatego wymy­ślają różne teorie mające uzasadniać rosnące zainteresowa­nie homeopatią.

W roku 2008 opublikowano wyniki sondy przeprowa­dzonej wśród rosyjskich lekarzy w trzech akademickich szpitalach w St Petersburgu.46 Okazało się, że wszyscy respondenci praktykowali CAM i/lub zalecili pacjentom co najmniej dwie terapie tego typu. Każdy lekarz praktyko­wał lub zalecał pacjentom średnio 12.7 różnych rodzajów terapii CAM.

Medycyna homeopatyczna znalazła się na ósmym miej­scu pod względem popularności, przy 58 procentach sto­sujących lub odsyłających do niej, 32 procentach osobiście ją stosujących, 29 procentach praktykujących ją na swoich pacjentach i 38 procentach kierujących na leczenie nią.

Na Węgrzech literatura homeopatyczna była zakazana przez 40 lat aż do roku 1990. Obecnie została przywrócona do łask. Została włączona do programu nauczania medycyny i jest wykładana w dwóch szkołach medycznych. Węgierskie Medyczne Stowarzyszenie Homeopatyczne rozpoczęło działalność w roku 1990 z 11 członkami. Po 18 miesiącach ich liczba wzrosła do 75, a w roku 1994 do 302.

Po upadku komunizmu w Czechosłowacji w listopadzie 1990 roku założono w Czechach organizację homeopatycz­ną, która została z miejsca zaakceptowana i zintegrowana z medycyną konwencjonalną. Po roku ministerstwo zdrowia oficjalnie uznało ją za medyczną specjalizację.

Końcowe refleksje

Biorąc pod uwagę opisaną tu popularność homeopatii wśród lekarzy, ludzi zawodowo związanych z ochroną zdro­wia i w społeczeństwie, należałoby już przestać traktować ją jako „medycynę alternatywną”. Powinna być ona uznana za integralną część systemu wszechstronnej opieki medycz­nej. Co więcej, ujawnienie przez kilka sondaży, że ludzie lepiej wykształceni chętniej wybierają terapie homeopa­tyczne, sugeruje, że homeopatia jest w rzeczywistości „mą­drym” wyborem w zakresie ochrony zdrowia.

O autorze:

Dr zdrowia publicznego Dana Ullman jest czołowym rzecznikiem homeopatii w Ameryce i założycielem Homeopathic Educational Services (Homeopatyczne Usługi Edukacyjne), wiodącego ośrodka dostarczającego książek poświęconych homeopatii, leków, opro­gramowania oraz organizującego kursy i badania. Jest autorem 10 książek, w tym bestsellera Everybody’s Guide to Homeopathic Medicines (Popularny przewodnik po lekach homeopatycznych). Jego najnowsza książka nosi tytuł The Homeopathic Revolution: Why Famous People and Cultural Heroes Choose Homeopathy (Homeopatyczna rewolucja – dlaczego sławni ludzie i herosi kul­tury wybierają homeopatię). Regularnie pisze dla strony interne­towej The Huffington Post, gdzie liczba komentarzy do jego arty­kułów wynosi średnio 1000 na artykuł. Archiwum jego artykułów znajduje się pod adresem www.Huffingtonpost.com/dana-ullman. Mieszka, praktykuje i pisze w Berkeley w Kalifornii. Skontaktować się z nim można za pośrednictwem poczty elektronicznej pisząc na adres mail@homeopathic.com lub poprzez jego stronę interne­tową zamieszczoną pod adresem www.homeopathic.com.

Przełożył Jerzy Florczykowski

Przypisy:

1. Homeopatia to metoda leczenia polegająca na podawaniu chorym małych dawek środków, które w większej dawce wywołują u człowieka zdrowego objawy podobne do tych, jakie chce się zwal­czyć. – Przyp. tłum.

2. W. Rothstein. Physicians in The Nineteenth Century (Lekarze w XIX wieku), Baltimore, Johns Hopkins University Press. 1972.

3. R. Prasad. „Homoeopathy booming in India” („Homeopatia kwitnie w Indiach”), Lancet, 17 listopada 2007.1679-1680. (Chociaż ogólny współczynnik śmiertelności w Indiach jest dosyć wyso­ki w porównaniu z najbardziej rozwiniętymi krajami Pierwszego Świata, to jest to w głównej mierze skutek bardzo dużej liczby skrajnie biednych ludzi. Śmiertelność w miejskich średnich i bogatszych warstwach ludności jest porównywalna, jeśli nie niższa niż w podob­nych populacjach Stanów Zjednoczonych).

4. AC Neilsen survey backs homeopathy benefits” („Firma AC Nielsen zapewnia o korzyściach homeopatii”), Business Standard, 4 września 2007. www.business-standard.com/india/news/a-c-niel-sen-survey-backs-homeopathy-benefits/295891/.

5. Altemative Medicine/Alternative Medical Market (Medycyna alternatywna /Alternatywny rynek medyczny), Frost and Sullivan Ltd. Report #E874, Londyn, 1986.

6. Norges offentlige utredninger. NOU 1998:21 Alternativ medisin, oficjalny raport opublikowany przez Norweskie Ministerstwo Zdrowia dostępny pod adresem www.regjeringen.no/en/ministries/hod/Documents/NOUer/1998/NOU-1998-21.html?id=14l407.

7. P.R. di Sarsina, I. Iseppato, „Looking for a person-centered medicine: non conventional medicine in the conventional European and Italian setting” („Poszukiwania medycyny ukierunkowanej na jednostkę – niekonwencjonalna medycyna w konwencjonalnej europejskiej i włoskiej scenerii”), eCAM, 2009.

8. Medycyna antropozoficzna jest syntezą medycyny trady­cyjnej i homeopatii. Leki tego rodzaju produkuje firma Weleda i Wala. – Przyp. tłum.

9. ECHAMP (European Coalition on Homeopathic and Anthroposophic Medicinal Products – Europejska Koalicja Homeopatycznych i Antropozoficznych Produktów Medycznych), Facts and Figures (Fakty i liczby), drugie wydanie, 2007, www.echamp.eu.

10. Homeopathie en 1993, Lyons: Syndicat National de la Pharmacie Homeopathique (Lyons – Narodowa Unia Farmacji Homeopatycznej), 1993 (cytaty ankiet badania opinii publicznej przez COFREMCA i IFOP).

11. Transactions (Sprawozdania), Nutrition Business Journal, 7 lipca 2004.

12. C. Damase-Michel, C. Vie, I. Lacroix, M. Lapeyre-Mestre, J.L. Montastruc, „Drug Counselling in Pregnancy: An Opinion Survey of French Community Pharmacists” („Poradnictwo w spra­wie leków w okresie ciąży – badanie francuskiej opinii publicz­nej”), Pharmacoepidemiol Drug Saf., 18 marca 2004.

13. „House of Lords Science and Technology Report” („Raport Izby Lordów w sprawie nauki i techniki”), listopad 2000, www.publications.parliament.uk/pa/ld199900/ldselect/ldsctech/123/12303. htm.

14. Richard Wharton. George Lewith, „Complementary Me­dicine and the General Practitioner” („Medycyna komplemen­tarna a lekarz ogólny”). British Medical Journal, 7 czerwca 1986, 1498-1500.

15. Nelson, op. cit.

16. Steven Kayne, „Homeopathic Pharmacy: Education, Re­search and Optimism” („Homeopatyczna farmacja – badania i optymizm”). British Homoeopathic Journal, październik 1993, 225.

17. Brytyjskie Towarzystwo Medyczne (British Medical Association), Complementary Medicine: New Approaches to Good Prac­tice (Medycyna komplementarna – nowe podejście do dobrej prakty­ki), Oxford, Oxford University, 1993.

18. Universal News Services, 16 czerwca 1994.

19. S. Ross, CR. Simpson, J.S. McLay, „British Homoeopathic and herbal prescribing in general practice in Scotland” („Prze­pisywanie leków homeopatycznych i ziołowych przez lekarzy ogól­nych w Szkocji”). Journal of Clinical Pharmacology, 6 grudnia 2006. 647-652.

20. Jessica Buss, „Irish Turn to Homoeopathy” („Irlandczycy przestawiają się na homeopatię”). Farmers Weekly, 16 październi­ka 1998.

21. E. Low, D.M. Murray, O. O′Mahony. J. O′B Hourihane. „Complementary and alternative medicine use in Irish paediatric patients” („Stosowanie komplementarnej i alternatywnej medycyny w środowisku irlandzkich pediatrycznych pacjentów”), Ir. J. Med. Sci, 22 kwietnia 2008.

22. S. Joos, B. Musselmann, A. Miksch, T. Rosemann, J. Szecsenyi, „The role of complementary and alternalive medicine (CAM) in Germany – a focus group study of GPs” („Rola kom­plementarnej i alternatywnej medycyny (CAM) w Niemczech obserwowana grupa lekarzy ogólnych”). BMC Health Services Research, 2008, 8:127.

23. R. Stange, R. Amhof, S. Moebus, „Complementary and alternative medicine: attitudes and patterns of use by German physicians in a national survey” („Komplementarna i alternatywna medycyna – nastawienia i wzorce stosowania przez niemieckich le­karzy w świetle wyników krajowej ankiety”), J. Altem. Complement. Med., grudzień 2008,14(10):1255-1261.

24. K. Munstedt et al. „Clinical indications and perceived effectiveness of complementary and alternative medicine in departments of obstetrics in Germany: A questionnaire study” („Kliniczne wskazania i uzyskane rezultaty stosowania medycy­ny komplementarnej i alternatywnej w oddziałach położniczych w Niemczech-badania ankietowe”), Eur. J. Obsiet. Gynecol., 2009.

25. Y. Du, H. Knopf, „Paediatric homoeopathy in Germany: results of the German health interview and examinalion survey for children and adolescents (KiGGS)” („Homeopatia pediatryczna w Niemczech – wyniki niemieckiego wywiadu i sondy w sprawie dzieci i nastolatków (KiGGS)”), Pharmacoepidemiol Dmg Saf., 23 lutego 2009.

26. Annette Tuffs, „Three out of Four Germans Have Used Complementary or Natural Remedies” („Trzech na każdych czte­rech Niemców korzystało z komplementarnych lub naturalnych leków”), BMJ, 2 listopada 2002.

27. A. Bussing, P.F. Matthiessen. T. Ostermann, Differential usage of homeopathy and acupunture in German individuals” („Zróżnicowane wykorzystanie homeopatii i akupunktury przez Niemców”), 2009. North American Research Conference on Complementary and Integrative Medicine (Północnoamerykańska Konferencja Badań w sprawie Komplementarnej i Integracyjnej Medycyny), maj 2009, Minneapolis, USA, Altemative Therapies, maj-czerwiec 2009.

28. M. Hensel. M. Zoz, A.D. Ho, „Complementary and aller-native medicine in patients with chronic lymphocytic leukemia” („Komplementarna i alternatywna medycyna wśród pacjentów cierpiących na chroniczną limfocytową białaczkę”), Support Care Cancer, 6 maja 2008.

29. A. Laengler. C. Spix. G. Seifert, S. Gottschling, N. Graf, P. Kaalsch, „Complementary and alternative treatment methods in children with cancer: A population-based retrospective survey on the prevalence of use in Germany” („Komplementarne i alter­natywne metody terapii w przypadku dzieci cierpiących na raka – retrospektywne badania występowania w niemieckiej popula­cji”), Eur. J. Cancer. październik 2008, 44(15):2233-2240.

30. S. Schwarz, C. Knorr, H. Geiger, P. Flachenecker, „Com­plementary and alternative medicine for multiple sclerosis” („Medycyna komplementarna i alternatywna w zastosowa­niu do stwardnienia rozsianego”), Mult. Seler., wrzesień 20U8, 14(8):1113-11I9.

31. F. Marian, K. Joost. K.D. Saini et al., „Patient satisfaction and side effects in primary care: an observational study comparing homeopathy and conventional medicine” („Satysfakcja pacjentów i efekty uboczne podstawowej opieki medycznej – badania obser­wacyjne porównujące homeopatię i medycynę konwencjonalną”), BMC Comp. Alt. Med., 2008.

32. G. Bornhoft, U. Wolfvon Ammon et al., „Effectiveness, Safety, and Cost-Effectiveness of Homeopathy in General Practice-Summarized Health Technology Assessment” („Efek­tywność, bezpieczeństwo i efektywność kosztów stosowania home­opatii w medycynie ogólnej – podsumowanie oszacowania technologii opieki zdrowotnej”). Forschende Komplementarmedizin, 2006, suplement.

33. Peter Fisher, Adam Ward. „Complementary Medicine in Europę” („Medycyna komplementarna w Europie”), British Medical Journal. 9 lipca 1994.

34. S. Hess, S. De Geest, K. Halter, M. Dickenmann, K. Denhaerynck, „Prevalence and correlates of selected alternative and complementary medicine in adult renal transplant patients” („Powszechność i korelaty wybranych terapii medycyny komple­mentarnej i alternatywnej wśród dorosłych pacjentów po prze­szczepie nerki”), Clin. Transplant.. 11 września 2008.

35. ANSA English Corporate Service. „7,5 Million Italians Use Homeopathic Drugs” („7.5 miliona Włochów używa leków home­opatycznych”). 20 maja 2004.

36. A. Molassiotis, P. Fernadez-Ortega, D. Pud et al., „Use of complementary and allernative medicine in cancer patients: a European survey” („Użycie komplementarnej i alternatywnej medycyny przez pacjentów chorych na raka – europejska sonda), Ann. Oncol, 2005, 16:655-663.

37. H. Johannessen. Hjelmborg J. von Bornemann, E. Pasquarelli, G. Fiorentini. F. Di Costanzos, G. Miccinesi, „Prevalence in the use of complementary medicine among cancer patients in Tuscany, Italy” („Stosowanie medycyny komplementarnej wśród pacjentów cierpiących na raka w Toskanii we Włoszech”). Tumori., maj-czerwiec 2008. 94(3):406-410.

38. CA. Clerici, L. Veneroni, B. Giacon et al., „Complementary and alternative medical therapies used by children with cancer treated at an Italian pediatrie oncology unit” („Komplementarne i alternatywne terapie medyczne stosowane w przypadku dzieci chorych na raka leczonych w we włoskim ośrodku onkologii pedia­trycznej”), Pediatrie Blood Cancer, czerwiec 2009.

39. R. Gomez-Martinez. A. Tlacuilo-Parra. R. Garibaldi-Covarrubias, „Use of complementary and alternative medicine in chil­dren with cancer in Occidental, Mexico” („Wykorzystanie medy­cyny komplementarnej i alternatywnej w przypadku dzieci chorych na raka w Occidental w Meksyku”). Pediatric Blood Cancer, 2007.

40. S. Gozum, D. Arikan, M. Buyukavci, „Complementary and alternative medicine use in pediatrie oncology patients in eastern Turkey” („Użycie medycyny komplementarnej i alterna­tywnej w przypadku onkologicznych pediatrycznych pacjentów we wschodniej Turcji”), Cancer Nurs., 2007. 30:38-44.

41. I. Nathanson, E. Sandler. G. Ramirez-Garnica et al. „Factors influencing complementary and alternative medicine use in a multisite pediatrie oncology practice” („Czynniki wpływające na stosowanie medycyny komplementarnej i alternatywnej w wie­lostronnej praktyce onkologicznej pediatrii”), J. Pediatr. Hematol. Oncoi, 2007.29:705-708.

42 R. D’Inca, AT. Garribba, M.G. Vettorato, A. Martin. D. Martines, V. di Leo, A. Buda, G.C. Sturniolo, „Use of altenative and complementary therapies by inflammatory bowel disease patients in an Italian tertiary referral center” („Wykorzystywanie alternatywnych i komplementarnych terapii w przypadkach zapa­lenia jelita leczonych we włoskim trzeciorzędnym ośrodku konsul­tacyjnym”), Dig. Liver Dis., 10 kwietnia 2007.

43. Agencja Reutera. „Tummy tucks join inflalion calculation” („Abdominoplastyka włączona do obliczeń inflacji”), 12 lutego 2007.

44. Milena Izmirlieva, „Global Insight”. 28 marca 2007, znale­zione w Homeopathy Today, maj-czerwiec 2007.

45. F. Clines, „With Medicine Itself Sick, Russians Turn to Herbs” („Chora medycyna sprawia, że Rosjanie zwracają się ku ziołom”), New York Times, 31 grudnia 1990.

46. Samuel Brown, „Use of Complementary and Alternative Medicine by Physicians in St. Petersburg, Russia” („Wykorzystanie medycyny komplementarnej i alternatywnej przez lekarzy z St Petersburga”), The Journal of Alternathe and Complementary Medicine. kwiecień 2008. vol. 14, nr 3, 315-319.

——————————

Zapraszam też do zapoznania się ze stroną mojego bloga „Homeopatia”.

Kosmiczne jaja w ONZ?

Rzepa robi sobie chichy-śmichy z faktu powołania kosmicznego ambasadora przy ONZ. Wiadomość rzekomo zapodał tabloid „The Daily Mail”, a tabloidy jak wiadomo piszą same bzdury, więc nie ma powodu, żeby brać to serio. Pani ambasador już łamie sobie głowę nad tym, jaki protokół dyplomatyczny będzie najwłaściwszy do przywitania gości z kosmosu. Jakoś nikt zdaje się nie mieć żadnych obaw co do tego, że wizyta mogłaby mieć przebieg niekoniecznie dyplomatyczny.

Kosmici to temat tak ośmieszany, że nikt nie ma odwagi pisać o tym na serio. Zrobiłam przegląd stron i blogów i poza tymi ewidentnie ufologicznymi, których żaden racjonalista ani pobożny katolik nie traktuje serio, a tym bardziej z szacunkiem, każdy poruszający ten temat autor, nawet, jeśli zgromadził dowody na możliwość istnienia UFO oraz na podejrzane przygotowania władz na takie spotkanie podkreśla z całą mocą, że on nie pisze tego serio, że to tylko tekst satyryczny i na wszelki wypadek dołącza instrukcję, że po przeczytaniu należy się śmiać.

Śmiej się pajacu.

Poznać głupiego po śmiechu jego.

Jeśli ktoś nie ma racjonalnych i niezbitych dowodów na to, co próbuje wcisnąć publice, nie pozostaje mu nic innego, niż nadzieja, że przemawia nie do istot inteligentnych, obdarzonych zdolnością samodzielnego myślenia, lecz do stada bezmyślnych baranów. A baranami można przecież manipulować, grając na ich lękach, słabościach i kompleksach. Stadny baran nigdy nie zdobędzie się na odwagę wychylenia się z tłumu, który zgodnym chórem potakuje, że białe jest czarne i powiedzenia, że białe jest białe i basta. Każdy normalny baran boi się wyśmiania. Śmiech moi drodzy jest bronią bardziej zabójczą niż karabin maszynowy. Bo śmiech zabija szare komórki.

Wszyscy chyba znają sławne słowa Ronalda Reagana:

W naszej obsesji antagonizmów chwili, często zapominamy jak wiele jednoczy całą ludzkość. Być może potrzebujemy jakiegoś zewnętrznego, uniwersalnego zagrożenia abyśmy mogli rozpoznać tę wspólną więź. Od czasu do czasu myślę, jak szybko nasze globalne różnice zatarłyby się, gdybyśmy tylko stanęli w obliczu obcego zagrożenia z poza tego świata. – Ronald Reagan, 21 września 1987 roku na zgromadzeniu Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Często zastanawiałem się, co by się stało, gdyby wszyscy na świecie odkryli, że grozi nam niebezpieczeństwo z zewnątrz… siła z innej planety. Czy w obliczu tego nagłego odkrycia nie stwierdzilibyśmy, że pomiędzy nami nie istnieją jakichkolwiek różnice, że wszyscy jesteśmy ludźmi, obywatelami świata, czy nie zjednoczylibyśmy się razem w walce z tym konkretnym zagrożeniem? Biały Dom, 5 maja 1988 roku, przemówienie do zgromadzenia reporterów.

Oczywiście naiwni mogą sądzić, że Reagan tylko tak sobie gdybał, bo w rzeczywistości nie wierzył w żadnych kosmitów, a ogóle to miał na myśli ogólnoludzką miłość i solidarność, której tak bardzo nie doceniamy.

A jeśli miał na myśli coś zupełnie innego?

A co, jeśli kosmici są władzy potrzebni, żeby nastraszyć ludzkość i wywołać na całej planecie chaos i przerażenie, nad którym będzie można zapanować wyłącznie dzięki zastosowaniu radykalnych działań, takich jak stan wyjątkowy na całej ziemi i zaprowadzenie władzy Rządu Światowego?

Czy religie są po to, żeby koić lęki?

Jeden profesor uczony (dokładniej „nauczony”, bo tak go nauczyli na studiach i do dziś tego nie zweryfikował) powiedział, że ludzkość żyje w lęku, więc stworzyła sobie mity i religie na pocieszenie, żeby się tymi bujdami uspokoić.

Mam bardzo złą wiadomość dla pana profesora.

Jest to g… prawda.

Pochodzę z rodziny ateistycznej od wielu pokoleń. A raczej powiedzmy bardziej neutralnie „laickiej”, bo żadnego wojującego ateizmu w mojej rodzinie nie było. Moje babcie, dziadkowie ani ciotki i wujkowie również byli całkowicie wyzwoleni spod władzy Kościoła, więc nigdy nie chodziłam na religię i nikt nigdy nie opowiadał mi pocieszających bajek o niebie ani przerażających historii o piekle. Nie mówiono mi również, że w niebie jest taki dobry tatuś z siwą brodą, który bardzo mnie kocha, więc jak będę grzeczna, to mnie do siebie zabierze, a moich wrogów ześle do piekła, niech się smażą skurczybyki.

Nie mówili mi tego.

I co?

Że niby według pana profesora cierpiałam na stany lękowe?

Bynajmniej!

Żyłam sobie spokojnie i radośnie, a jeśli się czegoś bałam, to na pewno nie rzeczy irracjonalnych, lecz rzeczy, które realnie mogły mi zagrażać. Na przykład chuliganów, którzy regularnie demolowali pobliski park, tłukąc w nim latarnie i łamiąc ławki lub dwói w szkole, jeśli się nie przygotowałam do klasówki.

Dobry tatuś w niebie raczej byłby nieprzydatny w przypadku tych lęków. Zamiast czekać, aż chuligani trafią do piekła wolałam liczyć na pomoc milicji.

A teraz będzie najlepsze.

Kiedy byłam młodą matką nawiedzili mnie byli Świadkowie Jehowy.

I tu przypomniał mi się wierszyk Stanisława Jachowicza:

Nie rusz Andziu tego kwiatka,
Róża kole, rzekła matka.
Andzia mamy nie słuchała,
Ukłuła się i płakała.

No więc nie posłuchałam mamy i wpuściłam ich do domu. Zrobiłam to, bo byłam uprzejma. A poza tym pomyślałam sobie, że z nimi podyskutuję i będzie ciekawie. Nie przewidziałam jednego: że będą mi cytować Biblię, a ich wiara będzie niezłomna i zaraźliwa.

No i stało się…

Po kilku lekcjach, w czasie których moi goście czytali mi Biblię wpadłam w ciężkie stany lękowe i znalazłam się na granicy paranoi. Nie byłam przygotowana na to, co usłyszę. W życiu nie miałam Biblii w rękach, więc nie wiedziałam, o czym ta „święta” księga mówi. A kiedy się dowiedziałam doznałam szoku, wręcz traumy. To było tak bardzo przerażające, że mało nie oszalałam. Zaczęłam się bać własnego cienia, a każdy hałas wzbudzał we mnie lęk, że oto właśnie nadchodzi zapowiadany Armagedon i świat się zaraz skończy.

Ale nie to było najgorsze.

Najbardziej przerażała mnie myśl, że Jahwe naprawdę może być Bogiem. A gdyby tak było, byłaby to najgorsza rzecz, jaka może się przytrafić światu i ludzkości! Na samą myśl o tym, że miałabym stać się owieczką w stadzie Jahwe, uznać jego boskość i poddać się ustanowionym przez niego prawom czułam, że umieram.

Kiedy mój lęk osiągnął najwyższe możliwe natężenie przyszło nagłe i szczęśliwe otrzeźwienie: przebudziłam się z tego koszmarnego snu!

To był mój pierwszy i ostatni kontakt z Biblią i jakąkolwiek religią.

Tak więc szanowny panie profesorze, opowiadaj dalej te dyrdymały swoim studentom. To bezmyślne „racjonalistyczne” stado, więc możesz być spokojny, że nie odkryją, że kłamiesz.

Religie nie są żadnym pocieszeniem ani ratunkiem przed lękami.

Religie są po to, żeby ludzi kontrolować przy pomocy lęku. To stara, sprawdzona sztuczka. Dziś widzimy, jak grają nią politycy z pomocą służb specjalnych i skorumpowanych uczonych: straszą wymalowanym aktorem w turbanie, którego nazywają Bin Ladenem, dziurą ozonową, globalnym ocipieniem klimatu, pandemiami, islamem, Iranem, Żydami w Palestynie, przemarszem wojsk i sraczką. Ludzie się boją, a władza się cieszy, bo wie, że jak się w końcu porządnie wystraszą sami proszą o rządy silnej ręki i NWO.

Udowodnij, że nie jesteś wielbłądem, czyli nasze niezbywalne prawa pod ostrym ostrzałem psychopatów

Wolę być uleczony przez ignoranta niż uśmiercony przez sławę medyczną – profesor Julian Aleksandrowicz (cytuję z pamięci, ale sens jest zachowany)

Unikam tak zwanych „dyskusji” z tak zwanymi „racjonalistami” i bez skrępowania przyznaję się, że z okrutną bezwzględnością zbanowałam ich wszystkich w swoim blogu. Zrobiłam to z kilku powodów:

  • Wbrew temu, co tak ochoczo deklarują, wcale nie krzewią oni rozumu ani nie są zainteresowani naszym dobrem i dbałością o nasze bezpieczeństwo. W rzeczywistości interesuje ich wyłącznie władza i terror, ponieważ jako rasowi psychopaci świetnie się bawią grając ludźmi niczym pionkami na planszy do gry. Prawdziwym celem ich działań jest pozbawienie nas wolności pod pretekstem chronienia nas przed iluzorycznymi zagrożeniami, nierzadko (a raczej bardzo często) przez nich cynicznie aranżowanymi.
  • Nie działają oni spontanicznie, jak każdy z nas, komu zdarza się czasem pod wpływem emocji napisać komentarz na onecie czy w forum Gazety. Ci ludzie to prawdziwa sfora internetowych wilkołaków, a jedną z ich agend, miejscem, gdzie się skrzykują, żeby ruszyć do zorganizowanej akcji zwalczania wolnych myśli i wolnych ludzi jest blip i tag „ttdkn”, na którym się wyżywają. Pewnie nie jest to jedyne takie miejsce, ale to akurat jest mi bardzo dobrze znane.
  • W dyskusji prowadzonej przez normalnych ludzi chodzi o wymianę opinii i podzielenie się z innymi własnymi przemyśleniami. W rzekomej „dyskusji” z psychopatycznymi trollami racjonalistycznymi chodzi wyłącznie o całkowite pokonanie przeciwnika, co uzyskują oni przez zmasowany atak (wszyscy na jednego), zasypanie go ogniem dywanowym demagogicznych i dezorientujących, a nawet wręcz cynicznie kłamliwych argumentów i w końcu wyczerpanie go energetyczne. Pod tym względem są oni wampirami energetycznymi o wręcz zabójczych właściwościach.
  • Ludzie (?) ci (postawiłam znak zapytania, ponieważ czasem mam wrażenie, że to cyborgi bez duszy) są mistrzami w stosowaniu cynicznych, socjotechnicznych sztuczek, dzięki którym skutecznie manipulują osobami nie posiadającymi wystarczająco silnego kręgosłupa światopoglądowego i duchowego i oczywiście młodzieżą. Małolaty szczególnie łatwo dają sobie wcisnąć ten kit „racjonalistycznej troski o dobro głupiego społeczeństwa”, tak rzekomo podatnego na irracjonalne impulsy i wszelkie „szaleństwa tłumów”. Młody człowiek z godnością dystansuje się od tego zabobonnego i prymitywnego motłochu, chętnie stając po stronie „rozumu” i „trzeźwego oglądu rzeczywistości”. Nikomu na tym blogu nie muszę tłumaczyć, że ten rzekomy „trzeźwy racjonalizm” jest w istocie kolejną warstwą matrixowej iluzji, którą mami się ludzkość.

Dziś chcę pokazać jeszcze jedną psychopatyczną sztuczkę, która omamiła ludzi do tego stopnia, że przestają oni widzieć fakt, że cała logika argumentacji została postawiona na głowie. Impulsem stała się dyskusja na Facebooku z pewnym racjonalistycznie zafiksowanym (jak sądzę młodym) człowiekiem, kategorycznie domagającym się przedstawienia solidnych dowodów na nieszkodliwość terapii, stosowanych przez medycynę alternatywną. Autor notki broniąc się przed tą dziwną argumentacją użył słów „nie przerzucajmy się terminologią socjologiczną”. Nic dodać, nic ująć. Ale do rzeczy…

Zacznijmy od tego, że (PRZYNAJMNIEJ JESZCZE NA RAZIE) w prawie obowiązuje zasada, iż człowieka uważa się za niewinnego dopóty, dopóki nie udowodni mu się winy. To samo dotyczy medycyny naturalnej.

To nie medycyna naturalna ma udowodnić, że nie szkodzi. To jej przeciwnicy, jeśli rzeczywiście posiadają takowe, muszą przedstawić SOLIDNE dowody na to, że szkodzi. Jak dotąd żadnych mających jakąkolwiek wartość dowodów nie widziałam, natomiast stale jesteśmy bombardowani oszczerczymi oskarżeniami pod adresem witamin, ziół, suplementów i naturalnych terapii. Pisze się na przykład, że rynek suplementów wart jest miliony dolarów, ale autorzy posługujący się takim argumentem ani słowem nie wspominają o kosmicznych wręcz przychodach koncernów farmaceutycznych (setki miliardów dolarów) ani o kosztach, jakie wszyscy ponosimy utrzymując alopatyczne szpitale, leczące rzekomo „za darmo” (czyli za kasę, którą państwowy Janosik wydziera siłą każdemu, również w pełni zdrowemu i nigdy nie korzystającemu z usług medycyny obywatelowi).

Nie będę pisać o tym, że zarabia się nie na zdrowiu, lecz na chorobie, bo pisałam o tym wiele razy i nie chcę nudzić. Zwrócę uwagę na coś innego: cała ta dyskusja jest jałowa i pozbawiona sensu. Jaki jest sens wyważania otwartych drzwi? W czasach, kiedy u nas panował komunizm i jako społeczeństwo byliśmy pozbawieni praw obywatelskich, wolni obywatele państw Europy Zachodniej, od dawna cieszący się demokracją i umiejący z niej korzystać, wywalczyli prawo do korzystania z usług medycyny naturalnej i wolność decydowania o tym, w jaki sposób życzą sobie być leczeni. Uregulowania te zostały przyjęte przez Unię Europejską, która przyznaje pacjentom prawo do odpisania kosztów takiej terapii od podatków. Skoro cywilizowana Europa uznała homeopatię, ziołolecznictwo i inne rodzaje terapii naturalnych za legalne i przyznała obywatelom prawo do decydowania o sposobie leczenia, to dlaczego my, jeszcze nie umiejący korzystać w pełni z demokratycznych praw, nie mielibyśmy zrobić tego samego? Uczmy się od tych, którzy radzą sobie lepiej niż my.

Jesteśmy wolnymi ludźmi i żyjemy w wolnym (podobno) kraju. Kto nie wierzy, niech czyta:

KONSTYTUCJA RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ

Rozdział I

RZECZPOSPOLITA

Art. 1.

Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli.

Art. 2.

Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.

Art. 3.

Rzeczpospolita Polska jest państwem jednolitym.

Art. 4.

1. Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu.

2. Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.

Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu” i „Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio”.

Ten kraj należy do nas i to my tu rządzimy, a politycy są po to, żeby wykonywać naszą wolę i nam służyć, a nie po to, żeby nas terroryzować i nami pomiatać.

Nikt nie jest upoważniony do tego, żeby dyktować pełnoletniemu obywatelowi, jak ma żyć, czy i jaką religię wyznawać, jak wychowywać własne dzieci, czym się odżywiać, czy i jak się leczyć, czy się szczepić, czy chodzić do wróżek i astrologów, korzystać z kasyn, oglądać pornografię, pić alkohol, zażywać narkotyki itp. Nadmiar prawa jest szkodliwy, a prawo ingerujące w osobistą sferę życia ludzkiego jest prawem faszystowskim i totalitarnym.

Na zakończenie zastanówmy się nad tym, kto z uczestników sporu o medycynę naturalną kieruje się logiką, a kto ślepą wiarą.

Psychopaci narzucili światu nie podlegające dyskusji przekonanie, że skuteczność homeopatii jest żadna, a pacjenci kierują się wyłącznie kwestią wiary. Natomiast onkologia i stosowana przez nią chemioterapia jest według nich skuteczna i bezpieczna, a leczenie to jest racjonalne.

Przyjrzyjmy się więc trzeźwo faktom.

Na tej stronie jest tabelka dotycząca skuteczności leczenia nowotworów na całym świecie w latach 1990-2004. Popatrzmy więc na wyniki, pokazujące przeżywalność w okresie 5 lat po kuracji.

Szok?

Gdyby lekarz homeopata osiągnął równie „wielkie sukcesy” w mordowaniu swoich pacjentów poszedłby siedzieć i do końca życia nie wyszedłby z więzienia, a media szalałyby z furii, opisując nikczemność szarlatana, rzeźnika i mordercy, mającego czelność nazywać siebie lekarzem. Szkoda, że te jazgotliwe media nie pokazują porównania statystyk wyleczeń, uzyskiwanych przez naturoterapeutów i onkologów ani nie pytają pacjentów o opinię na temat skuteczności terapii, jakiej się poddali.

Wyleczonych przez naturoterapeutów pokazuje się w TV jako zgraję zabobonnie „wierzących” w homeopatię stetryczałych babć i dziadziusiów, których opinia jest nic niewarta, ponieważ pochodzi od sklerotyków i jest „nienaukowa”. Któż by się przejmował świadectwem takiego marnego staruszka, który PEWNIE wierzy w płaską ziemię i NA PEWNO cały dzień słucha Radia Maryja. Tymczasem nie każda babcia musi być zabobonna (każdy się zestarzeje, te przemądrzałe niunie z portalu Racjonalista również z czasem się pomarszczą i zwiędną niczym wiosenne kwiaty, czy wtedy również zostaną zaliczone do ciemnych bab słuchających RM?), a z usług homeopatów korzystają ludzie w każdym wieku, od niemowląt po starców, w tym osoby z wyższym wykształceniem, a nawet tytułami naukowymi. Szkoda, że TV ich nigdy nie pokazuje i ignoruje ich opinię.

Na zakończenie trochę czarnego humoru, jak najbardziej na temat. Oto absolutnie genialny filmik „The Future for Online Poker Players?” czyli „Przyszłość graczy w pokera online?” (tłumaczenie niepotrzebne, każdy jest w stanie domyśleć się, o co chodzi).

Dlaczego zarówno religia jak i ateizm są zgubne dla duszy?

Zwykle nie umieszczam na swoim blogu żadnych „gotowców” w postaci fragmentów książek, ale czasem temat jest tak ważny, że robię wyjątek. Dziś będzie relacja astralnego podróżnika, Roberta Monroe, który spotkał na swojej drodze dwie zmarłe osoby (a może raczej duszyczki). Jedna z nich nie miała pojęcia o tym, że zmarła, a druga, mimo że świadoma tego, co się jej przytrafiło, „utknęła” w martwym punkcie, ponieważ  spodziewała się zupełnie innego scenariusza niż ten, który się rozegrał.

Jest rzeczą oczywistą, że żaden ateista nie uwierzy w tę relację, ponieważ jest ona niezgodna z wiedzą naukową. Podobnie, nie uwierzy w nią żaden katolik, bo jest niezgodna z nauczaniem Kościoła. I tym sposobem, zarówno jedni, jak i drudzy, zasilają szeregi dusz, które nieświadome tego, co się z nimi dzieje rozpaczliwie pożądają ciała fizycznego, w którym mogliby kontynuować takie życie, jakie prowadzili dotąd. Niekiedy udaje im się „ukraść” ciało, należące do innej duszy. I tak właśnie dochodzi do większości opętań. Kościelne egzorcyzmy z reguły są nieskuteczne, ponieważ księża wypędzają duszę do piekła, czyli do do miejsca, którego ona panicznie się boi i gdzie za żadne skarby nie chce iść.

(…) Z początkiem cyklu snu wydostałem się z ciała, wychodząc poza fazę mniej niż zazwyczaj i uważnie kontrolując wszystko, co robię. Stwierdziłem, że znajduję się dokładnie tam, gdzie tego oczekiwałem, o ile rzeczywiście chciałem podjąć przerwany wątek na nowo – w obszarze szarości tuż poza punktem wyjścia z czasoprzestrzeni. Natychmiast odebrałem sygnał i zostałem pociągnięty w stronę domu na przedmieściach wielkiego miasta. Dom ten w mglisty sposób sprawiał wrażenie znajomego – szeroki i przestronny, lecz równocześnie całkowicie pozbawiony umeblowania. Poprzez frontową ścianę przeniknąłem do środka i w foyer natknąłem się na siwowłosą, niewysoką kobietę w wieku około pięćdziesięciu lat. Wędrowała po całym domu od pokoju do pokoju, a kiedy rozłożyłem ręce zagradzając jej drogę, wydawała się zaskoczona moją obecnością oraz tym że zwracam na nią uwagę.

„Czy przyszedłeś, aby ponownie zawiesić obrazy?” – zapytała.

Zaprzeczyłem i dodałem, że moje zainteresowanie zwraca się raczej ku jej osobie.

„Zdjęli wszystkie obrazy i wynieśli z domu. Z mojego domu! Teraz nikt nawet ze mną nie rozmawia”.

Zapytałem ją, dlaczego tu została. Dlaczego nie opuściła tego miejsca?

„To mój dom. Przynależę tutaj. I nie obchodzi mnie, że nikt nie zwraca już na mnie uwagi”.

Zapytałem ją, czy nie wyczuwa, że coś jest inaczej.

„Tylko to, że nikt nie robi tego, o co go proszę. Wszyscy ignorują mnie, zupełnie jakby mnie tutaj nie było”.

Zapytałem, czy pamięta moment umierania.

„Umierania? Oczywiście, że nie! Byłam chora, ale polepszyło mi się. W jednej minucie leżałam, a w następnej wiedziałam że wstałam i chodzę po domu”.

Zauważyłem, że nikt jej nie widzi, i że jest zupełnie sama. Podrzuciła głowę w górę.

„Nigdy mnie nie widzieli. Nigdy nie zwracali na mnie uwagi, nawet wtedy, gdy w pobliżu był William. Teraz, kiedy odszedł, ignorują mnie zupełnie”.

„Założę się, że nie będziesz mogła podnieść tego krzesła w jadalni” – powiedziałem. – „Twoja ręka przejdzie przez nie na wylot. Spróbuj!”

„To śmieszne!” – wykrzyknęła. – „Oczywiście, że mogę je podnieść. Zaraz ci pokażę”.

Próbowała kilkakrotnie, lecz za każdym razem jej dłoń przechodziła przez oparcie krzesła. Spojrzała na mnie ze zmieszaniem w oczach.

„Ja… ja nie wiem, co się dzieje. Myślałam, że to coś w rodzaju halucynacji, kiedy człowiek się starzeje. Ale… ty też spróbuj”.

Zademonstrowałem jej, iż moja dłoń tak samo jak jej przenika przez oparcie krzesła. Sprawiała wrażenie szczerze zdumionej.

„Masz ten sam problem!”

Ludzie mają ten problem, wyjaśniłem, kiedy ich fizyczne ciała umierają.

„Ale… ale ja przecież żyję!”

„Umiera jedynie ciało, powiedziałem. Jedynie ciało. Nie ty.”

Przez dłuższą chwilę zachowywała milczenie, lecz nie sprawiała wrażenia nadmiernie wstrząśniętej. W końcu spojrzała na mnie z niepokojem.

„Czekałam na powrót Williama, ale on nie wraca. I tak bardzo kocham mój dom. Wybudował go właśnie dla mnie. Nie chcę go opuszczać”.

Zasugerowałem, abyśmy wspólnie wybrali się na poszukiwanie Williama.

„Och nie, nie możemy tego zrobić! On odszedł pięć lat temu”.

Powtórzyłem moją propozycję dodając iż sądzę, że powinniśmy jednak spróbować. Spojrzała mi prosto w oczy.

„Czy ja… naprawdę nie żyję?”

Skinąłem głową.

„A czy ty jesteś… aniołem? Wcale nie przypominasz anioła. Wyglądasz całkiem normalnie”.

Zapewniłem ją, że jestem po prostu przyjacielem. Postąpiła krok do tyłu.

„Nie spotkałam cię ani razu! Wcale nie jesteś przyjacielem! Musisz być jednym z diabłów!”

Słysząc to nawet nie próbowałem jej przekonywać, że jest inaczej. Powiedziałem, że jest mi przykro, iż ją zaniepokoiłem i zacząłem się oddalać.

„Poczekaj! Poczekaj, proszę!”

Odwróciłem się i stanąłem bez ruchu. Obrzuciła mnie analitycznym spojrzeniem.

„Gdybyś rzeczywiście byt pomocnikiem Szatana, to raczej nie pozbyłabym się ciebie tak łatwo, prawda?”

Odparłem, że nie mam pojęcia, jako że nigdy nie spotkałem diabła.

„Byłam taka samotna… Czy naprawdę możemy odnaleźć Williama?”

Odparłem, że możemy spróbować. Sięgnąłem po jej dłoń i zacząłem unosić się ku sufitowi.

„Nie potrafię tego zrobić! Nie wiem jak! Twoja dłoń jest prawdziwa – czuję ją – ale nie umiem tak po prostu unosić się w powietrzu!”

Delikatnie uścisnąłem jej dłoń i już po chwili zaczęła z łatwością się wznosić. Z podniecenia aż się rozpromieniła.

„Och, jakie to zabawne! To tak właśnie wygląda bycie martwym? Proszę, proszę! A teraz chodźmy odszukać Williama. Czy będzie zaskoczony?”

Powoli zaczęliśmy wysuwać się bardziej i bardziej poza fazę. Pamiętałem poprzedni punkt, w którym się spotkaliśmy, wiele lat temu. Miało to miejsce w wydzierżawionym domu w okręgu Westchester, w którym chwilowo mieszkałem. Wciąż błądziła po tym domu w wiele miesięcy po swojej fizycznej śmierci. Wtedy zrezygnowałem z kontaktu i wycofałem się. Teraz wiedziałem co robić.

Utrzymywałem powolny ruch na zewnątrz, ponieważ przypuszczałem, że gdzieś po drodze William zostanie zwabiony tą przynętą i odbierze ją ode mnie. Ona jednak trzymała się mnie pewnie i z podnieceniem wykrzykiwała komentarze, kiedy przenikaliśmy przez wewnętrzne pierścienie Terytoriów Systemów Przekonań. William zaczynał mi imponować. Musiał znajdować się o wiele dalej niż to obliczyłem, opierając się na radiacji, jaką od niego wyczuwałem. Powinien być gdzieś tutaj. Lecz teraz jedynym miejscem, w którym mógł się znajdować, były fazy zewnętrzne. Dobrze ukrył swoje postępy przed żoną, to akurat było pewne.

Miałem właśnie zapytać ją o coś więcej na temat Williama, kiedy nagle zorientowałem się, że nie czuję już uścisku jej dłoni. Odwróciłem się natychmiast, ale towarzysząca mi kobieta zniknęła. Nie wyczuwałem choćby śladu jej radiacji. Przyszło mi do głowy, iż William rzeczywiście musi być bardzo dobry, skoro znajdował się tak daleko w zewnętrznych pierścieniach. Powróciłem do ciała fizycznego chcąc spokojnie to wszystko przemyśleć.

Kilka tygodni później spróbowałem ponownie. Sam proces zaczynał stawać się tak bardzo swojski i bezproblemowy, że czasami miałem kłopoty z wyraźnym określeniem, kiedy właściwie opuszczam swoje ciało. W dużym stopniu było to jak łagodne przenikanie z jednego stanu istnienia w drugi, podobne do zasypiania

i pozostawania przez cały ten czas świadomym. Wciąż wahałem się przed wykorzystywaniem do „krótkich skoków” metody szybkiego przełączania. Byłoby to bowiem tak, jakby chcąc dostać się z Newark do Kennedy wsiadało się na pokład Concorde’a!

W głębszym obszarze szarości oczekiwał na mnie kolejny sygnał. Wydawał się jednak zbyt prosty; zacząłem się zastanawiać, czy aby przypadkiem źle go nie odczytuję. Chciałem właśnie udać się w stronę sygnału, kiedy nagle usłyszałem czyjeś wołanie. Odwróciłem się i ujrzałem dziwaczną poświatę. Po chwili przybrała ona kształt niewielkiego mężczyzny w średnim wieku, o ostrych rysach twarzy. Jego wargi wykrzywione były w wyrazie niezadowolenia.

„Hej, ty – dokąd tak pędzisz?”

Wiedziony ciekawością, ale nie bez pewnej dozy ostrożności, zbliżyłem się do niego.

„Dokąd pędzisz?”

„Cześć”.

„W pogoni za tajemnicami wszechświata, czyż nie tak?”

„No cóż, chyba można by to tak określić”.

„Powodzenia! Ja mam wystarczająco trudne chwile nawet bez szukania czegokolwiek”.

„Co się właściwie stało?”

„Co się stało? Wziąłem i umarłem, oto co się stało!”

„A cóż w tym widzisz takiego złego?”

„Nic, z wyjątkiem tego, że z pewnością nie byłem do tego przygotowany”.

„Może nigdy nie jesteśmy na to przygotowani”.

„Ja mogłem być, ale nikt mi nie powiedział! Nikt mi nie powiedział, że tak to właśnie będzie wyglądało! Te dranie wrzeszczący o wrotach do niebios, ogniu piekielnym i wiecznym potępieniu – nawet nie wiedzieli, o czym właściwie gadają! W każdym razie życzę ci powodzenia, ale swoją drogą mogli mi powiedzieć jak to naprawdę jest, zamiast częstować taką furą bzdur!”

„Słuchaj, jaki właściwie masz problem?”

„Jaki problem? Rozejrzyj się dookoła – to jest właśnie problem!”

„Przecież nie ma tu niczego, co można by zobaczyć. Tylko zwykła, głęboka ciemność”.

„O tym właśnie mówię! Nie ma tu niczego, absolutnie niczego! Czy wiesz, że jesteś pierwszą osobą, jaką tu spotykam? Wszędzie pustka – ale to całkowita pustka – i nagle pojawiasz się ty!”

„Przykro mi, że jesteś rozczarowany”.

„Jesteś taki jak ja, co?”

„Jak ty? Co masz na myśli?”

„Umarłeś – po prostu umarłeś – i nie wiesz, co do cholery dalej robić!”

„To nie jest zupełnie tak…”

„Och, daj spokój. Jesteś albo martwy, albo nie!”

„Jestem całkowicie pewny, że nie jestem”.

„Że nie jesteś martwy?”

„Właśnie”.

„A więc co ty tu właściwie robisz, do diabła?”

„To raczej długa historia”.

Spojrzał na mnie z wyraźnym oburzeniem.

„Nie byłbyś tutaj, gdybyś nie był martwy!”

„To trochę bardziej skomplikowane”.

„Więc opowiedz mi o tym. Hej, już wiem! Ktoś cię przysłał!”

„Nie, nikt mnie nie przysłał. Po prostu tędy podróżowałem. Powiedz mi, jak to się stało, że umarłeś?”

„Oni mnie do tego zmusili, oto jak to się stało! Leżałem w szpitalu całymi tygodniami… Chciałem do domu, lecz trzymali mnie tam bez końca i tylko wtykali we mnie wszystkie te rurki i igły. Tak więc pewnej nocy po prostu je wszystkie powyrywałem. Było to na nocnej zmianie – nocami nigdy nikt nie przychodził zobaczyć, jak się czuję, dasz wiarę?”

„I co się stało potem?”

„Zacząłem kaszleć, a potem przestałem. Pomyślałem – no dobra, czas zwlec się z tego łóżka i wynieść stąd na dobre. Musiałem chyba podskoczyć, bo przeniknąłem przez sufit i przez cały czas się unosiłem, dopóki nie znalazłem się tutaj. Wiesz, kiedy tak przenikałem przez ten sufit, to już wiedziałem, że nie żyję. Całkiem sprytnie, co?”

„Owszem. Może powinieneś udać się razem ze mną”.

„Chciałbyś mi pomóc? Ty? Dlaczego?”

„To powinno być lepsze niż pozostanie tu na zawsze”.

„Ależ to się wszystko cholernie pomieszało! Nie ma nieba… nie ma piekła. Nic. Po prostu pustka!”

„Pozwól więc, że ci pomogę. Ujmij mnie za rękę”.

„Nie! Za każdym razem, kiedy ktoś usiłował mi pomóc, wynikały z tego jedynie kłopoty! Wynoś się stąd!”

„Nie zmuszam cię do niczego. Próbuję być jedynie pomocny”.

„I trzymaj swoje łapy z daleka! Zjeżdżaj!”

„Dobrze, już dobrze. Jak sobie życzysz”.

„No dalej, już cię tu nie ma! I zmuś kogoś, żeby powiedział ci prawdę! Nie daj się nabrać na żadną pustą gadaninę! Nikt mi nie powiedział… a mogliby! Wysłuchałbym – ale nie! Teraz muszę połapać się w tym wszystkim sam, a niech mnie diabli jeżeli wiem, jak to zrobić! Nie wiem nawet od czego zacząć…”

Wycofałem się, a dziwaczna poświata zaczęła blednąc. Kiedy powróciłem tam później, już jej nie było. Od tamtej pory wciąż się zastanawiam, w jaki sposób uzyskał pomoc. Czasami co za dużo, to niezdrowo.

[Robert Monroe – „Najdalsza Podróż”, Rozdział IX: „Trudna droga” (fragment)].

Derren Brown, ateiści i NLP – podsumowanie

Na wstępie po raz kolejny i do znudzenia wyjaśniam: nie mam i nigdy nie miałam żadnych związków z New Age, to nie moja branża i nie jest moją intencją rozstrzyganie jaka jest prawda na temat tego ruchu. Ja tylko ujawniam i pokazuję psychomanipulacje tzw. racjonalistów i ateistów. [Astrologia jest o całe tysiąclecia starsza zarówno od religii, jak i od nauki, więc z całą pewnością jako taka nie jest „New”, nawet jeśli jest włączona do praktyk New Age].

Jak sam Derren Brown przyznaje w wygłaszanej przed każdym swoim występem formułce, jego sztuczki są mieszanką magii, sugestii, psychologii i OSZUSTWA. Nie twierdzę, że wszystkie są oszustwem, ale wierzę mu na słowo, że przynajmniej niektóre.

Derren nie lubi New Age. Dlaczego? Nie powiedział. Czyżby jakiś newageowiec zrobił mu jakąś krzywdę i teraz się za to na nich odgrywa? Nie, nic z tego. To wrogość czysto ideologiczna.

Co Derren sądzi o New Age? A to, że WSZYSCY newageowcy wierzą w bzdury i NIGDY NICZEGO nie sprawdzają (patrz: film Messiah z lalką voodoo i panienką leczącą kryształami). Skąd taki wniosek? Nie mam pojęcia, ale śmiem twierdzić, że choćby pękł nie byłby w stanie poznać poglądów WSZYSTKICH newageowców świata ani ustalić tego, co zweryfikowali osobiście i naukowo, a czego nie.

Jakie wnioski z popisów Derrena wyciągają ateiści, uważający siebie za mistrzów logiki i za jedynych posiadaczy oświeconego rozumu?

Że WSZYSTKIE wróżki, jasnowidze, media, uzdrowiciele, astrolodzy itp. to New Age (czyli Biblia i o całe wieki starsze od niej księgi to też New Ag?) i że zostali tym sposobem zdemaskowani jako szarlatani i hochsztaplerzy.

A ja w dalszym ciągu nie wiem, jak to się mogło stać, ponieważ w programie nie występują ŻADNI inni hochsztaplerzy poza samym Derrenem Brownem. Jeśli więc kogoś zdemaskował, to wyłącznie siebie.

I tu dochodzimy do NLP i stosowanych tam psychomanipulacji – przypomnijcie sobie, jak w rozmowie z profesorem pograł dziennikarz – rzucił zupełnie bezpodstawną i wyciągniętą jak królik ze sztukmistrzowskiego kapelusza insynuację, że za poglądami profesora kryje się antysemityzm. A z antysemitą przecież się w ogóle nie rozmawia…

Analogicznie: skoro wszystkie wróżby i jasnowidzenie to New Age – jest oczywiste, że każdy jasnowidz to sekciarz i oszust.

Czyli, jak w każdej psychomanipulacji, mamy tu prawdziwą komedię pomyłek (a raczej sprytnych psychologicznych zmyłek), mącących w głowach niewytrenowanych w samodzielnym i krytycznym myśleniu.

Jak to mówi prosty lud: „nieważne, czy on ukradł, czy jego okradziono, w każdym razie był zamieszany w kradzież”. Mówiąc inaczej – chłop zawinił, a Cygana powieszono. Albo może tak: Derren oszukał, a przedstawicieli New Age za to odsądzono od czci i wiary.

Reinkarnacyjno-karmiczna refleksja dopisana jakiś czas później: w ziemskiej szkole życia dusza przechodzi przez siedem fundamentalnych stopni rozwoju. Pierwszym jest etap zupełnego uśpienia duchowego, kiedy dusza jest jeszcze częściowo zwierzęca.  Tacy ludzie żyją w dżungli, jako członkowie pierwotnych plemion, prowadzonych przez szamanów (jako zwierzęta żyli w stadzie i posiadali duszę zbiorową). Na drugim zaczyna naukę życia społecznego, a jej główną motywacją jest lęk. Mamy tu do czynienia z wszelkimi fundamentalizmami, głównie religijnymi i społecznymi. Na trzecim etapie zaczyna się powolne budzenie, ale ponieważ świadomość jest jeszcze bardzo silnie zmącona, zachodzi tu najczęściej porzucanie fundamentalizmu religijnego na rzecz zatwardziałego ateizmu. To wyjaśnia, dlaczego większość ateistów to tak okrutni i bezwzględni wrogowie obcych im idei. We wcześniejszych stadiach ludzie ci „pracowali” jako religijni inkwizytorzy, bezwzględnie tępiący wszelką herezję i nie widzący niczego złego w torturach czy mordach. Gdy odrzucają religię, ich krwawa natura wciąż silnie dochodzi do głosu. Teraz już nie mają przyzwolenia na mordowanie czy tortury, ale w dalszym ciągu nie są w stanie zaakceptować żadnych idei, niezgodnych z wyznawanym przez nich, nowym, materialistycznym światopoglądem. Nie mogą torturować, ale mogą prześladować. Jeśli nie da się ogniem i mieczem, to przynajmniej słowem i prawem karnym, kategorycznie zakazującym działalności każdemu, kto „nie z nami”. A kto jest „nie z nimi”? Oczywiście, „szarlatani i hochsztaplerzy” spod znaku astrologii, tarota, homeopatii, zielarstwa, kręgarstwa i innej przeklętej „antynauki”. Na razie na tym zakończę swój wykład, może kiedyś rozwinę ten temat.

PS. Bez względu na to, jaki jest procent oszustwa w sztuczkach Derrena, lubię je i będę je dalej oglądać, bo się przy nich dobrze bawię. Dobra zabawa to jest właśnie to, co cenię sobie w programach rozrywkowych. I nie mam zamiaru dorabiać do czystej rozrywki jakiejkolwiek ideologii.

Derren Brown i ateiści

Mam poważną zagwozdkę i bardzo proszę tęgie umysły o pomoc w rozszyfrowaniu zagadki, która nie pozwala mi zasnąć. Tak już mam, że jako nie poddająca się hipnozie zatwardziała racjonalistka muszę wiedzieć, co jest grane i w jaki sposób różnej maści cwaniacy próbują mi zagrać na nosie.

Na BBC Entertainment leci teraz cała seria programów z udziałem Derrena Browna. Po obejrzeniu kilku filmów z jego wyczynami zaczynam totalnie wątpić w to, co widzę wokół.

Znałam trochę faceta już wcześniej, ale nie wiedziałam, że jest zatwardziałym ateistą, kumplem Dawkinsa i wrogiem newage’owych nawiedzeńców. Trochę to jest dla mnie dziwne, że cyrkowi sztukmistrze (np. James Randi), których uważałam za luzaków i ludzi z poczuciem humoru, których misją jest dobrze bawić publikę to tacy ateusze i materialistyczni fundamentaliści. Nie lubię żadnego fundamentalizmu, ani religijnego, ani racjonalistycznego, więc jest to dla mnie dość przykre odkrycie. Obcowanie z osobnikiem reprezentującym skrajny światopogląd dowolnego rodzaju jest dla mnie irytujące, bo nie lubię wciąż słuchać wyznań jego wiary, której nie podzielam i na którą taki osobnik świadomie lub podświadomie próbuje mnie nawrócić. Równie przykre jest dla mnie podejrzenie, że ci sztukmistrze pokazując swoje sztuczki gardzą tak naprawdę swoją (płacącą im i bijącą z uznaniem brawa) publicznością, uważając ją za stado głupich i bezmyślnych baranów, dających się robić w bambuko.

Ateista, który zamieścił te filmy na YouTube z dziką satysfakcją pisze tak:

Sceptyk, ateista i ‚psychologiczny iluzjonista’ Derren Brown odsłania tajniki pracy hochsztaplerów z dziedziny zjawisk paranormalnych.

Obnaża szarlatanerię ludzi ‚czytających w umyśle’, ‚nawracających dotykiem’ pastorów, newage’owych guru, ‚badaczy’ UFO oraz mediów ‚rozmawiających z umarłymi’.

Padają tam takie mocne (i jakże lubiane przez inkwizytorów) określenia, jak „hochsztapler” czy „szarlataneria”. Panowie materialiści walczą ze zjawiskami para oraz z religią z sobie tylko znanych powodów, a kiedy ich spytać dlaczego to robią z reguły odpowiadają, że ludzie zajmujący się tą działalnością to naciągacze, którzy wyciągają pieniądze z kieszeni naiwnych. Pytam: „czy z twojej też coś wyciągnęli”, a odpowiedź zawsze brzmi „nie”. No więc o co ci chodzi? Gdyby taki hochsztapler wszedł do twojego mieszkania i z twojej skarpety wyciągnął pieniądze, to miałbyś problem, ale jeśli ktoś z własnej, nieprzymuszonej woli oddaje komuś swoje pieniądze, to jest to, jak sądzę, wyłącznie jego sprawa. Po co wtrącać się do życia dorosłych ludzi? Skoro ateiści uważają się za krzewicieli tolerancji i np. bronią homoseksualistów, twierdząc, że wolno im robić co im się podoba, bo są dorośli i nikogo nie krzywdzą, to dlaczego ci sami ludzie zwalczają guru i pastorów, również nie krzywdzących nikogo? Jak ktoś chce im płacić, to płaci, a skoro ja nie chcę, to nie płacę. To jest dziwny fenomen ludzkiego umysłu, którego chyba nigdy nie zrozumiem.

No i teraz przejdę do sedna sprawy.

O co tak naprawdę chodzi ze sztuczkami tego Browna?

Czy osoby pokazane na tym filmie są autentyczne, czy podstawione?

Nie chodzi mi o „cudownie nawróconych” na chrześcijaństwo, bo to jest zwyczajna hipnoza.

Zahipnotyzowanemu można wmówić dosłownie wszystko, ateizm również, więc nie robi to na mnie żadnego wrażenia. Chodzi mi o sztuczki, których dokonuje sam Brown odgadując rysunki, sny, czytając w myślach i udając medium rozmawiające ze zmarłymi. Podobno w jego własnym przekonaniu jest to „demaskowanie szarlatanów”.

Konkretne, przykładowe przypadki:

Pani autorka książek o UFO: Derren Brown idealnie zdiagnozował jej stan zdrowia i podejście do leczenia. Faktycznie, przed laty miała problemy z tarczycą i była operowana, ale już od dawna wszystko jest w porządku. Rzeczywiście, nie uznaje chemii farmaceutycznej, korzysta wyłącznie z ziół i pomocy medycyny niekonwencjonalnej. A więc bingo. Gdzie więc jest to rzekome oszustwo?

Kobieta w szkole dla jasnowidzów: była w innym pokoju i rysowała rysunki, a Brown odgadywał, co narysowała i ani razu się nie pomylił, co później mogliśmy zobaczyć na własne oczy. W więc znowu spytam: gdzie oszustwo?

Derren Brown jako medium: jeśli osoby, dla których robił „odczyty” nie były podstawione i nie kłamały, to muszę powiedzieć, że jego wyczyn zrobił na mnie wielkie wrażenie. Pytam więc, kto tu kogo oszukał i jak to zrobił?

Liczę na ciekawą dyskusję.

Info na YT: „Umieszczanie filmu na stronach zostało wyłączone na żądanie”, podaję więc tylko linki do nich:

Derren Brown – Messiah – część 1

Część 2

Część 3

Część 4

Część 5

Część 6

Część 7

Część 8

Ten film chyba widzieli już wszyscy, ale jeśli ktoś zaspał, to czas najwyższy go poznać:

Skąd biorą się takie kryzysy jak obecny?

Prawdą jest, że od czasów Andrew Jacksona finansjera w wielkich centrach zawładnęła rządami – Franklin D. Roosevelt, amerykański prezydent, 1933 r.

Wierzę, że banki są bardziej niebezpieczne od armii. Jeśli Amerykanie kiedykolwiek pozwolą prywatnym bankom kontrolować walutę, banki i korporacje, które wyrosną wokół nich, będą rabować ludzi, DOPÓKI ICH DZIECI NIE OBUDZĄ SIĘ BEZDOMNE, na kontynencie, który ich ojcowie podbili – Thomas Jefferson, 1743-1826

Jeśli chcecie pozostać niewolnikami bankierów i płacić koszty swojego niewolnictwa, pozwólcie im nadal kreować pieniądze i kontrolować kredyt narodowy – sir Josiah Stamp, 1880-1941

Powinniśmy mieć rząd światowy, czy tego chcemy, czy nie. Jedyne pytanie brzmi: czy powstanie po dobroci, czy przemocą – Paul Warburg, minister spraw zagranicznych, architekt Systemu Rezerwy Federalnej

Na początku XX wieku USA wprowadzały i usuwały kilka systemów Banku Centralnego, które były wyłudzane przez bezduszne interesy bankowe. W tamtym czasie dominującymi rodzinami w światowej bankowości byli Rockefellerowie, Morganowie, Warburgowie, Rotschildowie. Na początku XX wieku kolejny raz starali się przepchnąć ustawę ustanawiającą Bank Centralny. Wiedzieli, że rząd i społeczeństwo nie chcieli takiej instytucji, dlatego potrzebowali jakiegoś zdarzenia, które zmieni opinię publiczną. J. P. Morgan, wykorzystując swe wpływy zasiał plotkę, że ważny bank w Nowym Jorku jest niewypłacalny lub zbankrutuje. Morgan wiedział, że to wywoła masową histerię, która dotknie także inne banki – co się rzeczywiście stało. W obawie przed utratą swoich depozytów, ludzie masowo zaczęli wycofywać pieniądze. Banki zostały zmuszone do natychmiastowego ściągania pożyczek, a ludzie, żeby je spłacić musieli sprzedawać swoje posiadłości, co spowodowało spiralę bankructw i zamieszania. Składając fakty w całość, kilka lat później, Fredrik Allen, z magazynu LIFE napisał: „Morgan wykorzystał przyspieszenie paniki z 1907 roku, sprytnie nią sterując”.

Panika z 1907 roku doprowadziła do śledztwa Kongresu prowadzonego przez senatora Nelsona Aldricha, mającego bliskie związki z kartelami bankowymi, i który później wżenił się w rodzinę Rockefellerów. Komisja, której przewodniczył postulowała utworzenie Banku Centralnego, żeby panika, jak w 1907 roku już nigdy się nie powtórzyła. To była iskra, która kazała międzynarodowym bankierom zainicjować ich plan.

W 1910 roku w posiadłości Morgana na wyspie Jekyll odbyło się tajne spotkanie. Został tam podpisany Akt Rezerwy Federalnej – projekt ustawy o Banku Centralnym. Ta ustawa została podpisana przez bankierów, a nie przez kongresmanów. Spotkanie było tak ukryte przed rządem i opinią publiczną, że osoby uczestniczące w tym spotkaniu mogły zwracać się do siebie używając tylko pierwszego imienia. Kiedy ustawa została stworzona, została wręczona ich liderowi w kongresie – senatorowi Aldrichowi, żeby przepchnąć ją w kongresie.

W 1913 roku, z wielką pomocą finansową bankierów, prezydentem został Woodrow Wilson, który obiecał poprzeć ustawę o Rezerwie Federalnej w zamian za sponsoring. Dwa dni przed Bożym Narodzeniem, gdy większość kongresmanów była w domach, Akt Rezerwy Federalnej został przegłosowany i Wilson wprowadził go w życie. Lata później, Wilson napisał, żałując: „Nasz wielki przemysłowy naród kontrolowany jest przez system kredytów, będących w prywatnych rękach. Wzrost naszego narodu jest w rękach kilku osób, które niszczą naturalną, ekonomiczną wolność. Staliśmy się najgorzej rządzonym, całkowicie zdominowanym i kontrolowanym rządem cywilizowanego świata. Nie rządami wolności słowa, już nie rządem z przekonania i głosów większości, ale rządem kierowanym interesem małej grupy dominujących ludzi”.

Kongresman Louis McFadden także wyraził swoje zdanie, gdy ustawa została przyjęta: „Został tu stworzony światowy system bankowy. Superpaństwo kontrolowane przez międzynarodowych bankierów, działających wspólnie, by zniewolić świat dla własnej przyjemności. System Rezerwy Federalnej panuje nad rządem”.

Ludziom powiedziano, że FED jest ekonomicznym stabilizatorem. Inflacja i kryzys ekonomiczny były znakami przeszłości. Ale jak historia pokazała, nic nie jest bardziej odległe od prawdy. Fakty są takie, że teraz ci międzynarodowi bankierzy mają wspaniałą maszynę do rozwijania swych osobistych ambicji. Na przykład od 1914 do 1919 r. FED zwiększył ilość pieniędzy o prawie 100%, co spowodowało masowe pożyczki zaciągane przez małe banki. Potem, w 1920 r. FED usunął większość zaległych zapasów pieniędzy, co z kolei spowodowało, że małe banki wzywały do oddawania pożyczek, i tak, jak w 1907 r. banki bankrutowały i pojawiała się zapaść.

Ponad 5400 banków spoza Federalnego Systemu Rezerwy przestało istnieć. Potem nastąpiła konsolidacja monopolu małej grupy międzynarodowych bankowców. Wtajemniczony w to przestępstwo kongresman Lindbergh powiedział w 1921 r.: „Panika została spreparowana dzięki Aktowi o Federalnym Systemie Rezerwy. Obecna panika jest pierwszą wytworzoną naukowo, według matematycznego równania”.

Ale panika z roku 1920 była dopiero rozgrzewką. Od 1920 do 1929 FED ponownie zwiększył ilość pieniędzy, co znów poskutkowało zwiększonymi pożyczkami dla ludzi i banków. Na giełdzie pojawił się też zupełnie nowy kredyt, zwany marginalnym. Pozwalał on inwestorowi odłożyć tylko 10% ceny akcji, przy reszcie 90% pożyczonej od brokera. Inaczej mówiąc, mógł nabyć akcje warte 1000$ za jedyne 100$ zadatku. Było to popularne w latach 20-tych, gdy każdemu wydawało się, że może zrobić pieniądze na giełdzie. Ale w kredycie był haczyk: mógł on zostać odwołany w każdym momencie dając 24 godziny na spłatę. Dlatego nazywa się pożyczką marginalną. Typowym rezultatem takiej pożyczki jest sprzedaż akcji, kupionych za pożyczkę.

Kilka miesięcy przed październikiem 1929 r., J.D. Rockefeller, Bernhard Barrack i inni z tej grupy po cichu wycofali się z giełdy, a 24 października 1929 r. finansiści z Nowego Jorku, którzy udzielali kredytów, zaczęli masowe wzywanie do ich spłacania. Spowodowało to natychmiastową, masową sprzedaż na giełdzie, by każdy mógł spłacić swoją pożyczkę. Doprowadziło też do masowych bankructw. Załamało się łącznie ok. 16 000 banków. Pozwoliło to międzynarodowym bankierom nie tylko na przejęcie tych banków po bardzo niskich cenach, ale także na przejęcie wielu korporacji, płacąc za nie kilka dolarów. To była największa grabież w historii USA. Ale to nie był koniec. Zamiast wydawać zapasy pieniędzy, by poprawić sytuację ekonomiczną, FED tą jedną z największych zapaści na rynku jeszcze wzmagał. Raz jeszcze odwieczny przeciwnik bankowych karteli – kongresman Louis McFadden rozpoczął procedurę odwoławczą Federalnego Systemu Rezerwy, winiąc ją za zaistniałą sytuację: „To była ukartowana akcja. Międzynarodowi bankierzy chcieli wykreować klimat rozpaczy, by zapanować nad nami wszystkimi„.

Nic dziwnego, że McFadden, po 2 nieudanych zamachach na jego życie został otruty, nim zdążył wdrożyć procedurę impeachmentu. Degradując społeczeństwo do gromady nędzarzy, bankierzy Federalnego Systemu Rezerwy zdecydowali usunąć Standard Złota. Musieli więc posiąść pozostałości złota w systemie. Pod pretekstem pomocy w zakończeniu depresji, w 1933 r. rozpoczęła się konfiskata złota. Pod groźbą kary 10 lat więzienia każdy musiał oddać swoje złoto do Skarbca. Zasadniczo obrabowali ludzi ze wszystkiego, co im pozostało.

W 1933 r. Standard Złota został zniesiony. Jeśli spojrzysz na 1 dolara sprzed 1933 roku, napisane jest na nim: „wymienialny na złoto”. Jeśli spojrzysz na współczesnego dolara, zobaczysz napis „środek płatniczy”, co znaczy, że nie ma pokrycia w niczym. To tylko bezwartościowy papier. Wartość pieniądzom nadaje ich ilość w obiegu. Dlatego możliwość regulacji ich ilości, daje możliwość regulacji ich wartości, co daje także możliwość rzucenia całych społeczeństw na kolana.

„Dajcie mi możliwość kontroli nad produkcją pieniędzy, a przestanie mnie obchodzić, kto tworzy prawo” – M. A. Rotschild, twórca bankowej dynastii Rotschildów.

To ważne, by dobrze zrozumieć: FED jest prywatną korporacją. Jest tak ‘federalny’, jak Federal Express (firma kurierska). Ustala swoje własne prawa i jest praktycznie poza regulacjami rządu USA. To prywatny bank, który na procent pożycza wszystkie pieniądze rządowi, całkowicie zgodny z oszukańczym modelem, od którego kraj próbował uciec, kiedy deklarował swoją niepodległość w czasie rewolucji.

[Fragment ścieżki dźwiękowej z filmu „Zeitgeist”, kto jeszcze nie widział, ten koniecznie powinien zobaczyć! Pierwsza część wyjaśnia astrologiczne podstawy wszystkich religii świata, z chrześcijaństwem włącznie. Osoby „głęboko wierzące” proszone są o pominięcie tego fragmentu, gdyż mogłyby stracić wiarę i gwarancję zbawienia. II część mówi o prawdziwych sprawcach zbrodniczych zamachów na WTC i politycznych korzyściach, jakie z niego wyciągnęli, natomiast część III wyjaśnia, skąd biorą się takie kryzysy finansowe, jak obecny. Film powstał kilka lat przed nękającym nas krachem, co dowodzi prawdziwości tez, które głosi.]

Znajdujemy się na granicy globalnej transformacji. Jedyne, czego potrzebujemy, to właściwy kryzys, a wszystkie narody zaakceptują Nowy Porządek Świata – David Rockefeller

Ludzie, o których myślimy, że są wybranymi przez nasz przywódcami zostali już wcześniej wybrani dla nas. Czy to liberał, czy konserwatysta, są częścią grupy. (…) dla przykładu USA jest krajem jednej partii, ale o dwóch frakcjach, a ty myślisz, że są to dwie różne partie – obywatel na ulicy przed parlamentem w Ottawie

[Cytaty z filmu „EndGame” Alexa Jonesa]

Ramosz w komentarzach słusznie zauważa, że nie każdy jest dość dociekliwy, żeby znaleźć z boku bloga link do filmu „Money as Debt” czyli „Pieniądze jako dług” i radzi, żeby dodać go w tym wpisie. Racja, powinnam to zrobić od razu, naprawiam swój błąd.

W prawdziwym świecie pożyczka oznacza, że osoba pożyczająca posiada coś, co może pożyczyć. Jeśli potrzebujesz młotka, pożyczenie ci mojej obietnicy dostarczenia młotka, którego nie posiadam nie będzie ci pomocne. Ale w sztucznym świecie pieniędzy obietnica banku pożyczenia ci pieniędzy, których ten nie posiada jest dozwolona i traktujemy ją jak pieniądze.

W ten sposób nasze środki w obiegu zdane są na łaskę kredytów banków, które pożyczają nie pieniądze, ale obietnicę dostarczenia pieniędzy, których jeszcze nie posiadają – Irving Fisher, ekonomista i pisarz.

Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak wszyscy – rządy, korporacje, niewielkie firmy i rodziny mogą być zadłużone w tym samym czasie i to na tak astronomiczne sumy? Czy nie dziwiło cię, skąd jest aż tyle pieniędzy do pożyczenia? Teraz już wiesz. Nie ma! Banki nie pożyczają pieniędzy. Zwyczajnie stwarzają je z długów. A ponieważ dług jest potencjalnie nieskończony, nieskończone są zasoby pieniędzy.

Pieniądz to nowa forma niewolnictwa, odróżniająca się od starej tym, że jest niepersonalna – że nie ma relacji międzyludzkiej pomiędzy panem i niewolnikiem – Lew Tołstoj

Prawie każdy na tej planecie jest zaprzęgnięty do nieustannie rosnącego długu, który NIGDY nie zostanie spłacony. Czy to wszystko może być tylko dziełem przypadku? A może to spisek? Najwyraźniej chodzi tu o coś WIELKIEGO.

Ktokolwiek kontroluje ilość pieniądza w naszym kraju jest absolutnym władcą całego przemysłu oraz handlu. A gdy uzmysławiasz sobie, że cały system jest z łatwością kontrolowany, w ten czy inny sposób, przez kilku potężnych ludzi na górze, nie trzeba ci już mówić skąd biorą się okresy inflacji i kryzysów – James A. Garfield, zamordowany prezydent Stanów Zjednoczonych.

[Cytaty z filmu „Money as Debt”]

Jest to sympatyczny film animowany, będący prostym i zabawnym wykładem z ekonomii. Ale nie takiej zwykłej. Po obejrzeniu go będziecie wiedzieli, jak banki robią ludzi w przysłowiową trąbę, dając im w formie kredytu fikcyjne, dosłownie PAPIEROWE pieniądze, nie mające pokrycia w złocie.

Polecam też tekst Pieniądze to iluzja Wojciecha Suchomskiego, ekonomisty, przedsiębiorcy, inwestora, członka Międzynarodowego Towarzystwa Astrologów Biznesowych.

Egzorcyzmy

W komentarzach do poprzedniej notki obiecałam napisać kilka słów na temat egzorcyzmów. Nie jestem ekspertem, ale ponieważ lubię wiedzieć wszystko o wszystkim, wtykam swój nos gdzie się tylko da i staram się dowiedzieć, co jest prawdą, co fałszem, a co oficjalne czynniki usiłują przed nami ukryć.

Rzeczy zatajanych jest dużo więcej, niż zwykły obywatel może podejrzewać. A co więcej, jest mnóstwo spraw, które przedstawiane są w sposób kłamliwy, za to zgodny z obowiązującym obecnie światopoglądem naukowo-racjonalistycznym.

Kościelne egzorcyzmy zawsze mnie śmiertelnie przerażały. Odprawiał je ubrany na czarno ksiądz lub zakonnik o płonącym spojrzeniu, a osoba poddawana jego działaniom miotała się w konwulsjach po podłodze, nierzadko tocząc pianę z ust, potwornie przewracając oczami, wydając z siebie straszliwe dźwięki i bluzgając niczym diabeł.

Potworne i przerażające widowisko. Wolałam żyć nic o tym nie wiedząc, więc omijałam ten temat szerokim łukiem. Ale kiedyś ktoś mądry powiedział mi, że egzorcyzmy wcale nie muszą wyglądać w taki sposób i że wcale nie chodzi w nich o wyganianie diabła, lecz o uwalnianie człowieka od obcego ducha. Zaczęłam czytać na ten temat i dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy.

Wyjaśnienia zacznę od tego, że człowiek to nie ciało.

Ciało zbudowane jest z materii, ale gdyby nie przebywała w nim iskierka duchowości, zwana przez religie „duszą” człowiek byłby po prostu martwy. Ciało bez duszy to zwłoki. Inaczej mówiąc: ciało jest tylko materialnym pojazdem (powłoką lub przebraniem) dla niematerialnej duszy.

To właśnie owa dusza stoi na straży homeostazy, panującej w żywym organizmie. Gdy jej zabraknie (czyli gdy opuści ona ciało), natychmiast zaczyna się proces rozkładu. Obecność duszy sprawia, że procesy chemiczne w materialnym ciele pozostają pod kontrolą.

Niemiecki ezoteryk, Thorwald Dethlefsen o duszy pisze tak:

Jeśli przyjrzymy się nieco bliżej temu mikrokosmosowi, jakim jest człowiek, to najpierw dostrzeżemy ciało. Ciało to, w przypadku człowieka żyjącego, nie jest wyłącznie zwykłą sumą konkretnych związków chemicznych, są one bowiem podporządkowane wspólnej idei i pełnią służebną rolę wobec nadrzędnego pojęcia, jakim jest „człowiek”.

Nie jest to tak zupełnie oczywiste. O wiele bardziej zrozumiałe jest zjawisko, które obserwujemy na przykładzie rozkładu zwłok: wszystkie związki chemiczne podporządkowują się własnym prawidłom (własnej woli) i nie podlegają już żadnemu porządkującemu i łączącemu je zamysłowi. Jeśli w przypadku żyjącego człowieka tak się nie dzieje, to znaczy to, że musi w nim istnieć pewna instancja, która posiada zdolność do koordynowania różnych składników materialnych. Instancja ta musi być właściwa wyłącznie człowiekowi żyjącemu, ponieważ jej działania nie obserwujemy u zmarłego.

(…)

Religie, ludzie posiadający status wtajemniczonych czy też okultyści z dawien dawna wiedzieli o istnieniu duszy i jej zdolności do przetrwania śmierci człowieka. Mimo to nasze społeczeństwa i przedstawiciele świata nauki odbierają to jako sensację, gdy uczeni (jak np. Amerykanin dr Moody) publikują relacje osób, które zostały reanimowane i przeżyły śmierć kliniczną. W zwierzeniach tych zawsze jest mowa o tym, jak „opuścili swoje ciało, niewidoczni dla pozostałych przebywali w dalszym ciągu w pomieszczeniu, mogli wszystko widzieć, słyszeć i czuć”.

Nie będę się wdawać w spory z materialistycznymi „racjonalistami”, którzy opisane wyżej zjawisko wyjaśniają procesami chemicznymi, zachodzącymi w niedotlenionym mózgu konającego. Przekonanie to jest wyłącznie kwestią (ateistycznej) wiary, bo przekonujących, a zwłaszcza niezbitych dowodów naukowych na jej potwierdzenie brak.

Ludzie o ateistycznym światopoglądzie są święcie przekonani, że śmierć oznacza koniec ich egzystencji, a więc przede wszystkim zanik świadomości. Dlatego, gdy umrą, a w dalszym ciągu posiadają świadomość, są przekonani, że żyją dalej i że nic się nie zmieniło. Nie przyjmują do wiadomości faktu, że umarli, ale frustruje ich brak reakcji otoczenia na ich słowa i samą ich obecność. W końcu wpadają na pomysł, że można „wypożyczyć” cudze ciało i działać poprzez nie. Niestety, ciało to jest już zajęte przez duszę prawowitego „właściciela”, zaczyna się więc walka o prawo do jego używania.

Zasiedlenie jednego ciała przez dwie (lub więcej) dusze nazywamy opętaniem. Egzorcyzmy powinny więc polegać na przekonaniu duchowego intruza, żeby zechciał odejść w zaświaty, gdzie jest jego miejsce. I tu zaczynają się problemy, ponieważ uparty duch nie chce uwierzyć w swoją śmierć. Próby przekonania go do tego pomysłu mogą sprawić, że wpadnie w furię i zacznie rzucać przedmiotami, demolować pomieszczenie lub bić ludzi.

Jeszcze gorsza jest sytuacja, gdy rodzina wzywa księdza, a ten uznaje, że intruzem jest diabeł i próbuje przepędzić go do piekła. Dusza słysząc o piekle wpada w panikę i staje się nieobliczalna, a wtedy sytuacja łatwo może się wymknąć spod kontroli. Dlatego właśnie w takim przypadku ksiądz może więcej zepsuć niż pomóc.

A oto autentyczny przypadek świeckiego egzorcyzmu, a raczej uwolnienia pacjentki od złośliwego ducha zmarłej ciotki, opowiedziany przez brytyjskiego emerytowanego psychiatrę i konsultanta psychiatrycznego, doktora Alana Sandersona:

Powtarzam jeszcze raz: tę historię opowiedział lekarz psychiatra z tytułami naukowymi, a nie nawiedzony szaman z dżungli.

Ordynator szpitala psychiatrycznego w Krakowie również miał dość odwagi cywilnej, żeby publicznie przyznać, że do niektórych pacjentów wzywani są egzorcyści, a sztuka medyczna polega między innymi na tym, żeby umieć odróżnić przypadki opętania od chorób psychicznych.