Firmy przewozowe odmawiają przewozu takich substancji toksycznych jak arszenik, cyjanek, rtęć i szczepionki

Bardzo interesująca wiadomość przesłana przez prof. Marię Dorotę Majewską:

Szczepionki są słusznie zaliczane do toksycznych substancji, dlatego niektórzy przewoźnicy odmawiają ich przewozu.  Ale wstrzykiwanie tych toksyn niemowlętom jest promowane przez WHO i inne agentury firm farmaceutycznych, takie jak WHO, CDC, FDA, czy MZ.
PROHIBITED GOODS

Kto nie zna angielskiego może użyć translatora. Dla leniwych tłumaczenie punktu „All toxic substances”:

  • All toxic substances – e.g. arsenic; beryllium; cyanide; fluorine; hydrogen selenide. This also includes infectious substances containing micro-organisms or their toxins which are known to cause (or are suspected of causing) disease, such as: mercury; mercury salts; mustard gas; nitrobenzene; nitrogen dioxide; pesticides; rat poison; serum and vaccines.

  • Wszystkie substancje toksyczne, takie jak np. arszenik, beryl, cyjanek, fluor, selenek wodoru. Zalicza się do tego również substancje zakaźne zawierające mikroorganizmy lub ich toksyny powodujące lub podejrzewane o powodowanie chorób, również takie jak rtęć, sole rtęci, gaz musztardowy, nitrobenzen, dwutlenek azotu, pestycydy, trutka na szczury, serum i szczepionki.

Służby medyczne bardzo dbają o nasze zdrowie, więc do szczepionek, żywności, kosmetyków i leków dodają większość z wymienionych na tej liście najgroźniejszych trucizn i kilka tu niewymienionych – oczywiście wszystko to dla naszego dobra. Szczepionki zawierają nie tylko groźne mikroorganizmy (bakterie i wirusy) ale również sole rtęci, sole aluminium, pestycydy, komórki rakowe, antybiotyki, formaldehyd i inne wysoce toksyczne dodatki. Do past do zębów dodają fluor, jedną z najgroźniejszych, niszczących mózg i powodujących raka toksyn na świecie. Raka „leczy” się gazem musztardowym, bo trzeba zabić wroga za wszelką cenę, którą jest zabicie jego nosiciela (czyli pacjenta). Rośliny, którymi karmi się zwierzęta i ludzi nasączone są wysoce rakotwórczym glifosatem i dioksynami.

A Bardzo Dobrze Wykształceni Lekarze wmawiają pacjentom, że przyczyną raka i wszystkich poważnych chorób są… geny.

Kilkadziesiąt lat temu z programów szkolnych znikła logika, a szkoły i media rozpoczęły kampanię ogłupiania mas według przepisu z powieści George Orwella „Rok 1984”, czego skutki są coraz bardziej tragiczne. Nie myślą ani lekarze ani pacjenci, nie myśli elektorat polityczny, totalne idiocenie zatacza coraz szersze kręgi, a skutkiem tego może być zagłada naszego gatunku. Pozwolimy się wymordować niczym stado baranów tylko dlatego, że Ministerstwo Prawdy fałszuje nie tylko wyniki badań naukowych, ale nawet dane statystyczne z przeszłości, skutkiem czego banda bezmyślnych proli wierzy, że rak był kiedyś równie powszechny jak dziś, a dzieci masowo umierały na ospę wietrzną i odrę.

Tropiciel spisków jest jak saper: wystarczy jeden błąd, żeby całkowicie stracił wiarygodność!

Miną, na której badacze spisków wysadzili się w powietrze jest teoria płaskiej ziemi.

Celem operacji PsyOp pod kryptonimem „Płaska Ziemia” było dowiedzenie, że tropiciele spisków są idiotami, nieukami i bezmyślnymi baranami, którzy uwierzą w każdą, nawet najgłupszą brednię, jeśli tylko się ją zarekomenduje jako spisek („płaska ziemia, największy spisek wszech czasów!!!„) i dlatego są całkowicie niegodni zaufania. Skoro tak łatwo dali się nabrać na płaską ziemię, to znaczy, że żadne spiski nie istnieją.

Logiczne?

Tak samo „logiczne”, jak wywody pana Dave’a Murphy, czyli wcale!

Tutaj macie dowód na to, że tropiciele rzeczywistych spisków zostali zaliczeni do tej samej kategorii głupców co wyznawcy płaskiej ziemi:

Światli i myślący ludzie wiedzą oczywiście, że wnioskowanie typu „skoro PZ jest kłamstwem, to i szkodliwość GMO też jest kłamstwem” jest nielogiczne i nieuzasadnione. O ile uzasadniony jest wniosek, że łatwowierni i głupi ludzie nie są godni zaufania, o tyle wiara nieuków w PZ nie zaprzecza rzetelnej wiedzy o szkodliwości GMO, o chemtrails, oszustwie klimatycznym, złej medycynie itp.

Oponenci z obu stron barykady kierują się wiarą w cudze opinie, a nie obiektywną prawdą. Dotyczy to również tych, którzy są przekonani, że kierują się nie wiarą, lecz wiedzą i że ich ostoją jest racjonalizm. W rzeczywistości nikt niczego osobiście nie sprawdza ani nie weryfikuje, lecz wszyscy opierają się na tym, co gdzieś przeczytali, do czego ktoś ich przekonał albo co zaświadcza swoim autorytetem ktoś, kogo uważają za eksperta. Ci, którzy dumnie głoszą hasła racjonalizmu i kultu nauki zupełnie nie są w stanie dostrzec oczywistej kwestii: że dziś, również w nauce, liczy się pieniądz i sława, a nie prawda i uczciwość. Jedni uwierzyli na słowo, że ziemia jest płaska, a drudzy, że GMO i szczepienia są bezpieczne. Ani jedno ani drugie nie jest prawdą, ale żeby to odkryć trzeba przeryć się przez stosy, nierzadko wzajemnie wykluczających się, badań i dowodów i przepuścić to wszystko przez filtr własnego osądu.

Przede wszystkim należy kierować się starą, rzymską zasadą: „CUI BONO?” Kto korzysta na tym, że preparuje lub ukrywa dowody?

Kto zyska na tym, że ludzie uwierzą w płaską ziemię? Odpowiedź brzmi: ci, którzy chcą zdyskredytować wszystkich, którzy demaskują spiski.

A kto zyskuje na GMO i szczepieniach? Ci, którzy czerpią z nich zyski finansowe i pozafinansowe, czyli producenci i właściciele patentów oraz czyściciele planety z dwunożnego bydła i bezużytecznych zjadaczy kartofli. Patenty to kura znosząca złote jaja. Jeśli jesteś posiadaczem praw do dowolnego wynalazku, to każdy, kto z tego wynalazku chce skorzystać musi ci zapłacić haracz. Kto jest właścicielem praw patentowych na nasiona (czyli de facto jest właścicielem części tego, co jedzą wszyscy ludzie i zwierzęta na całym świecie) ten nie tylko ma pieniądze, ale i nieograniczoną władzę. Kto kontroluje pieniądze ten kontroluje świat, a kto kontroluje żywność ten ma ludzkość w garści! To nie teoria, to spisek pełną gębą!

Bezkrytyczna wiara w naukę jest tak samo zgubna, jak bezkrytyczna wiara w dogmaty religijne. Jeśli nie widzisz, że nauka stała się sprzedajną k…, to znaczy, że jesteś zaślepiony tak samo jak fanatycy religijni. Mentalność wyznawców bałwana nauki niczym nie różni się od mentalności oszołomów religijnych. Niedawno posłałam do spamu komentarz, którego autor napisał: „jak śmiesz spierać się z ekspertami, przecież dziś nauka poczyniła takie postępy, że zwykły człowiek, taki jak ty, jej nie rozumie”. Zupełnie to samo piszą mi ludzie religijni: „jak śmiesz spierać się z papieżem, przecież on jest nieomylny, bo przemawia przez niego Bóg”.

Ludzie, zacznijcie wreszcie myśleć sami zamiast opierać się na opiniach autorytetów dowolnego sortu!

———————-

Nie uważałam tej płaskiej bzdury za rzecz godną mojego pióra, ale ponieważ misjonarze PZ wciąż i do znudzenia nawracali mnie na tę wiarę rodem z wieków ciemnych zdenerwowałam się i umieściłam w Hyde Parku komunikat tej oto treści:

UWAGA!!!

WPROWADZAM ZAKAZ WSTĘPU DLA WYZNAWCÓW TEORII PŁASKIEJ / WKLĘSŁEJ / PUSTEJ ZIEMI!

Ta bzdura zaczyna zataczać coraz większe kręgi i coraz więcej naiwniaków daje się w to wciągać, a mój blog jest nieustannie nawiedzany przez kolejnych, wprost palących się do nawracania na swoją płaską wiarę misjonarzy.

Mam już tego dość i nie będę więcej tracić czasu na dyskusje na ten temat. Proszę nie okradać mnie z czasu i energii!

Trzeba być naprawdę kompletnym, pozbawionym (nawet płaskiego) mózgu kretynem, żeby wierzyć w te brednie! Łebski, nieszczepiony uczeń szkoły podstawowej jest w stanie odkryć, gdzie kryje się błąd logiczny w wywodach płaskoziemców, ale dorośli, nawet „wykształceni” (w nowym systemie edukacji) magistrowie i doktorzy tego nie potrafią. I co się dziwić, skoro doktor astronomii nie potrafi odróżnić znaków zodiaku od gwiazdozbiorów, a co jest wprost trudne do uwierzenia, wyrzygnął z głębi swojego (chyba płaskiego) mózgu taką oto wielką mądrość: „Przez tysiące lat Ziemia zmieniła swoje położenie względem Słońca”.

Wiara w płaską ziemię jest cechą wieków ciemnych, czyli XXI wieku, w którym nastąpił katastrofalny i nienotowany nigdy wcześniej upadek edukacji. Kolejne reformy szkolnictwa doprowadziły do tego, że ludzie nie potrafią myśleć logicznie (sprawdź hasło „trivium”) i nie posiadają ugruntowanej wiedzy na żaden temat. Szkoły (również renomowane uczelnie wyższe) wypuszczają analfabetów i ćwierćinteligentów, którym można wcisnąć każdy kit i ciemnotę, np. lekarzy pediatrów, którzy szczepią i nie widzą tragicznych skutków tego procederu. Jest to robione celowo, bo korporacyjne rządy nie potrzebują inteligentnych, niezależnych myślicieli, lecz wielorasowego, pozbawionego tożsamości stada baranów do wykonywania niewolniczej, prymitywnej pracy.

Już starożytni wiedzieli, że ziemia jest kulą i umieli obliczyć jej średnicę. Wiedzieli o tym również uczeni w średniowieczu. Słynne ostatnio Towarzystwo Płaskiej Ziemi powstało nie w średniowieczu, lecz w XIX wieku, ale nikt nie potraktował tego poważnie. Obecnie podchwycili i solidnie dofinansowali tę ideę Iluminaci celem ogłupiania i skłócania i tak już ogłupionej i skłóconej ludzkości i jak widać odnieśli wielki sukces, bo już niemal wszyscy uwierzyli, że żyjemy na naleśniku. Musieli wpakować w to naprawdę dużo forsy, o czym świadczą profesjonalnie zrobione filmy (animacje) oraz potężna reklama, oparta głównie na marketingu szeptanym.

Teoria płaskiej ziemi jest tak szeroko lansowana, ponieważ jest idealna do zdyskredytowania tropicieli prawdziwych spisków (chemtrails, Smoleńsk, 911), a przede wszystkim wszystkich, którzy negują korporacyjną, upolitycznioną pseudo-naukę (wiarę w ocieplenie klimatu, toksyczność CO2, biotechnologię i jej sztandarowy „wynalazek” jakim jest GMO, wakcynologię, medycynę rzekomo opartą na dowodach itp.). Jeśli tropiciele spisków dadzą się nabrać na teorię płaskiej ziemi i zaczną ją głosić skompromitują się kompletnie i zrobią z siebie idiotów, którym nikt nie będzie wierzył ani traktował ich poważnie.

Tropiciel spisków jest jak saper: wystarczy jeden błąd, żeby całkowicie stracił wiarygodność.

I faktycznie, tak właśnie się stało – na YT już pojawiły się filmiki, wyśmiewające w czambuł wszystkie „teorie spiskowe”, zarówno religijne jak i tzw. pseudonaukowe. Teza lansowana w nich brzmi: nie ma żadnych spisków, żyjemy w bezpiecznym, doskonale kontrolowanym systemie, w którym nie ma miejsca na jakiekolwiek nadużycia ze strony nauki, medycyny ani polityki, a kto twierdzi, że jest inaczej jest paranoikiem i szaleńcem i powinien poddać się leczeniu psychiatrycznemu.

Nie chciało mi się polemizować z tą płaską bzdurą, ale na szczęście jest ktoś, komu się chciało. To Opolczyk, który wyjaśnia łopatologicznie co i jak, całość jest do przeczytania tutaj. Jego płascy przeciwnicy mają za argument wyłącznie obelgi i oczywiście bany. Po raz kolejny przekonuję się, że wiary nie da się uleczyć żadnymi, racjonalnymi (nie racjonalistycznymi!!!) dowodami i argumentami.

Wiele razy prosiłam, żeby wyznawcy płaskiej / wklęsłej / pustej ziemi wyjaśnili mi zjawisko ruchu wstecznego (retrogradacji) planet! Mimo wielokrotnie ponawianych apeli nie doczekałam się odpowiedzi, w końcu przesłano mi animację z planetami poruszającymi się po orbitach w kształcie fantazyjnych pętelek. I w tym momencie ręce mi zupełnie opadły! Jeśli tak wiele osób jest w stanie uwierzyć w coś tak nielogicznego i niezgodnego z prawami fizyki, to z edukacją jest dużo gorzej niż mogłam przypuszczać.

Wzbudzający powszechny aplauz płaskoziemców filmik z występem Dave Murphy’ego najpierw wywołał u mnie paroksyzmy zagrażającego życiu śmiechu, a potem rasistowską myśl, że ten facet kończył szkoły w jakimś murzynowie. Kolejna refleksja nie jest już tak wesoła: w tym murzynowie uczą się obecnie również białe dzieci, nie tylko amerykańskie, ale wszystkie, na całym, wielkim świecie i dlatego mamy poziom nauczania odpowiedni dla niewolników pracujących na plantacjach, a nie dla błyskotliwych intelektualistów. Może to się komuś nie spodobać, ale prawda jest bolesna: wszyscy jesteśmy niewolnikami. Jeśli chcesz wiedzieć czyją jesteś własnością dowiedz się, kogo nie wolno ci krytykować. Wolter sądził, że nie wolno krytykować rządzących. Pomylił się. Nie chodzi o rządzących, lecz o właścicieli niewolników, w których zamieniono nas wszystkich.

A teraz wysil szare komórki i samodzielnie odkryj, dlaczego ten wywiad powinien cię śmieszyć, a nie oświecać intelektualnie. Ja uznałam, że ten film nie jest godzien obejrzenia już po pierwszym wielkim objawieniu, jakie zapodał swoim bezmyślnym wielbicielom:

Jeśli leci pilot nad krzywizną ziemi powinien obniżać tor lotu co 5 minut, by pozostać dookoła krzywizny

Jeśli nie obniży toru lotu, to (jak się domyślam) odleci w kosmos. Czy to zdanie wydaje ci się logiczne? A może logiczne jest zdanie przeciwne, że jeśli będzie co 5 minut obniżał wysokość, na której leci, to w końcu zaryje nosem w grunt? To drugie zdanie również wydaje się logiczne, prawda? Ale oba te zdania nie mogą być prawdziwe, bo sobie przeczą. Potrafisz odkryć gdzie pan Murphy robi z ciebie idiotę? Jeśli nie potrafisz, to spytaj ucznia szkoły podstawowej, może on będzie wiedział?

 Zamiast bezkrytycznie wierzyć w opowieści pana Murphy weź do ręki encyklopedię (NIE, NIE Wikipedię!!! Mam na myśli poważną, niezafałszowaną przez polityczną poprawność papierową encyklopedię, najlepiej wydaną jeszcze w XX wieku) i sprawdź jak działa żyroskop, wybierz się do obserwatorium astronomicznego i spytaj dlaczego jedne gwiazdy widać, a innych nie widać albo przynajmniej obejrzyj ilustracje w encyklopedii stojącej w biblioteczce dziadka. Rusz mózgiem, bo jeśli tego nie zrobisz każdy „misjonarz” dowolnej teorii zrobi ci wodę z mózgu, a ty pójdziesz za nim jak owca za rzeźnikiem.

Przekręt wszechczasów część XXI

Trivium c.d.

Powiem jeszcze słówko na temat Appeal to novelty – w wolnym tłumaczeniu – apel do nowości. To jest jeden z ulubionych chwytów nie tylko reklam, ale i polityki. Ten zabieg ma jedno główne zadanie – przekonać, że nowe jest lepsze. Często dla podkreślenia zestawia się nowe i „lepsze” ze starym, tym którego akurat mamy dość. Samego siebie przeszedł pan OBOMBA/nagroda pokojowa Nobla. Jego cala kampania to był ten zabieg, wyłączny slogan to: „możemy, możemy, zmiany, zmiany, nowe, zmiany”, a jak ktoś się wychylił na publicznym forum z pytaniem – jakie zmiany dokładnie? – zbywał go w 3 sekundy.

Jest tych wybiegów znacznie więcej w tym krótkim klipie, wybrałem tylko kilka, jako ciekawostkę. Poprzez systematyczny trening możemy się tak wyczulić na te chwyty, że rozmowa z typowym mainstreamowym dronem będzie wyglądała co najmniej śmiesznie.

Rozpoznawanie logical fallacies to jedna strona medalu, druga, jeśli nie ważniejsza – to umiejętność zadawania pytań, w taki sposób, żeby nasz rozmówca sam ujawnił swoją głupotę.

Najlepiej zacząć trening od zapoznania się z ideą trivium, na Internecie można znaleźć nie tylko definicje, ale również klipy na YouTube (niestety po angielsku), które uczą tej metody. Jednym z ludzi w tym temacie jest JAN IRVIN, można znaleźć jego klipy edukacyjne na YT.

Zadawanie pytań, kiedy rozpoznamy logicall fallacy, może skrócić debatę niemal natychmiast, nasz rozmówca w mgnieniu oka znajdzie się w takiej sytuacji, w której nie posiadając żadnych dowodów na swoje tezy, będzie musiał zaprzeczyć, bądź uciekać w rozmowie tak, aby się nie zbłaźnić.

Kilka przykładów co mam na myśli, dokładnie na tematy poruszane w tym klipie o globalnym ociepleniu.

Klip zaczyna się od stwierdzenia, że środowisko naukowe zrobiło raport, który JEST DOWODEM na to, że ziemia się ociepla (appeal to authority).

  1. Zamiast czekać na resztę bredni, powinno paść pytanie:

„Jaki dowód? Jakie środowisko naukowe? Ludzie badający sposób zapładniania krów – to też naukowcy. Proszę być szczegółowym – kto, gdzie, kiedy i jaki dowód”.

Tu rozmowa może się zatrzymać, i nasz rozmówca zacznie łykać ślinę, ktoś kto używa logical fallacies, z reguły nie posiada żadnych dowodów, gdyby je miał, zacząłby rozmowę od przedstawienia tego dowodu – żeby zdobyć zaufanie rozmówcy.

  1. Na fakt używania znanych osobistości nie mamy wpływu, ludzie za sterami używają ich po to, żeby przeskoczyć pierwszą bramę – braku zaufania do nieznajomych. Jedno co możemy użyć na swoją obronę to fakt, że aktor czy sportowiec reklamujący szczepionki – najprawdopodobniej nie ma zielonego pojęcia o czym mówi, jego zasób wiedzy na ten temat jest najprawdopodobniej zerowy, to tylko marionetka popularna w tv.
  2. Apel do przyszłości, która na pewno będzie czarna. Dzieciak straszy, że nie będzie już ryb w oceanie – ze względu na globalne ocieplenie. Gdyby ktoś zadał mu pytanie o nadmierne odławianie, chciwość korporacji, a na koniec zapytał, skąd Greenpeace bierze fundusze – mogłoby się nagle okazać, że głównym kontrybutorem są właśnie te korporacje, które zabijają nie tylko ryby w oceanie, ale też wszystko na ziemi, może właśnie dlatego ten cały ruch to jedna wielka lipa.
  3. Bieguny topnieją, globalne ocieplenie – wystarczyłoby zadać jedno pytanie – dlaczego ludzie tacy jak Al Gore i inni piszący wiele ksiąg na temat globalnego szwindlu uciekają od publicznych debat na ten temat jak diabeł od święconej wody? Ilu już ludzi z wiedzą na ten temat wystawiało zaproszenie na debatę, jakoś każdy z tych Gore i mu podobnych – wieje gdzie pieprz rośnie. Poza tym, jakiś czas temu przeczytałem, że Al Gore kupił sobie willę nad samym oceanem – czy nie jest to właśnie jego teza, że oceany niedługo podniosą się znacznie jak nie zatrzymamy globalnego ocieplenia?
  4. Na koniec, chwyt dosłownie dla ograniczonych umysłowo, bądź zaprogramowanych do granic możliwości: „albo jesteś z nami, albo z terrorystami”… takie słowa padły z ust tego przygłupa Busha, kiedy ostro pompował swoją morderczą kampanię ataku na Irak, w której życie straciło ponad milion ludzi. Jakim cudem ludzie wyłączyli myślenie? Jestem z tobą albo przeciwko – wiesz co, nie do końca mnie przekonują twoje argumenty, zanim zdołasz mnie przekonać czymś bardziej niż wybiegami upośledzonej logiki – zostanę gdzieś po środku, ani z tobą, ani z terrorystami – dziękuję.

To tylko kilka przykładów, jest tego cała masa, do tej zupy pseudologiki spece od PR dorzucają jeszcze NLP – Neuro-Linguistic-Programming, czyli programowanie neurolingwistyczne, przekazy podprogowe i mamy pranie bani od rana do wieczora. Dziś już nawet większość ludzi nie zauważa tego, dziś nie potrafimy już korzystać z tego, w co wyposażyła nas matka natura – ciekawość.

Pamiętacie jakie są dzieci? Tysiące pytań, ale tu są te najważniejsze, które są filarem logiki, 6 przyjaciół o których dorośli zdecydowanie zapomnieli:

KTO, CO, GDZIE, KIEDY, DLACZEGO, JAK?

Dzieci pytają, nie tylko dlatego, że wiedzą jeszcze niewiele o świecie, ale przede wszystkim dlatego, że instynktownie wiedzą, że te informacje pozwolą zdefiniować otoczenie, zrozumieć i wyciągnąć wnioski. Potem idziemy do szkoły, po edukację, wychodząc z niej – większość potrafi już tylko powtarzać, zadawanie dociekliwych pytań zostało nam wybite ze łba.

My dorośli mamy tv, pełne „autorytetów”, celebrytów, którzy wiedzą lepiej, badania pseudonaukowe, sponsorowane przez lobbystów, a na koniec filmy bohaterskie, po których młodzi chłopcy zamiast biegać za piłką i sukienkami – biegają po poligonie czekając na wyjazd do Iraku.

Dziś jeszcze są źródła, żeby odtruć umysł i pomóc w tym naszym pociechom, pierwszy krok do tego – to nie oglądanie telewizji.

Piotras

c.d.n.

Przekręt wszechczasów część XX

Trivium, czyli co zniknęło z nauczania, i już pewnie nie wróci.

Chyba do wczesnych lat 30 tych, nauka logicznego myślenia, czyli tzw. trivium i quadrivium była częścią nauczania w szkole. System zbierania informacji z otoczenia, filtrowania bzdur, formowania opinii i komunikowania tejże opinii ze światem zewnętrznym zniknął jak kamfora. Dziś w szkołach mamy trening papug. Kto dostaje najlepsze oceny, pnie się na drabinie czerwonych pasków i innych wynalazków? Ci którzy kują na beton, wylewają co im powiedziano na kartkę, czasem liżą tyłek nauczycielom, ucząc się przy tym jak zostać przyszłym politykiem.

Nie jestem jeszcze tak stary, żeby nie pamiętać szkolnych czasów. Nieliczne dzieciaki, które wtedy były uznawane za problemowe, dzisiaj mają swój sposób na życie. Mam znajomych, którzy w szkole nie byli lubiani przez nauczycieli, bo płynęli pod prąd, zadawali niewygodne pytania, dociekali, mieli otwarte umysły, których nie dało się zabić staniem w kącie, piętnowaniem i wyśmiewaniem.

Dzisiaj oni zmieniają świat, tylko jest ich za mało, część wpadła w pułapkę luksusu i cały swój młodociany geniusz, który dzisiaj otrzymałby plakietkę ADHD, poświęcili na gonitwę za sianem i świecidełkami.

Ale co to jest TRIVIUM i po co w ogóle o tym mówić? Nie będę pisał dogłębnie na ten temat, każdy może znaleźć w necie, chcę tylko rzucić trochę światła jak ta starożytna metoda nauczania myślenia może nam dzisiaj pomóc zrozumieć ten dziwny świat.

Trivium składa się z 3 etapów:

  1. Grammar – czyli zbieranie informacji z otaczającego nas świata, za pomocą naszych zmysłów
  2. Logic – czyli najzwyczajniej przemyślenia, rozkmina, czy to co widzimy, słyszymy, czytamy ma dla nas sens
  3. Rhetoric – czyli komunikacja naszych wniosków z otoczeniem

Innymi słowy wejście, proces, wyjście.

Wydaje się naprawdę proste, jestem pewien, że są ludzie, którzy dzisiaj, czytając to powiedzą – nic nowego, ja tak żyję od lat, a potem zapisują się do woja, bo Bush powiedział coś bardzo ciekawego – JESTEŚCIE Z NAMI, ALBO PRZECIW NAM i proces myślenia logicznego wyleciał przez okno, czas w kamasze.

Dziś na antenie nadaje jakiś doktor nauk medycznych i mówi jasno, że mimo, że szczepienia nie chronią przed chorobami, musimy się szczepić, a nieszczepione dzieci mogą zarażać szczepione, mimo że nieszczepione nie mają czym zarazić tych zaszczepionych, które nie są odporne, mimo że były zaszczepione.

Debilizm wtórny jaki dzisiaj nas otacza na co dzień, jest tak ogromny, że już nawet go nie zauważamy, dzisiaj można masom śmiać się w twarz, pieprzyc głodne kawałki i otrzymywać aplauz!

Jak nauczyć się myśleć? To nie jest aż takie trudne, wymaga jednak systematyczności, odprogramowania zatłoczonej bani i uporu. Potem już, wskakuje to na własny tor i zaczyna się mordęga, nie zabawa. Mordęga dlatego, że niemal z dnia na dzień zaczynamy dostrzegać kretynizm, głupotę, fałsz i manipulacje i zaczyna się robić niedobrze od tego. Na pewnym etapie odkwaszania umysłu zaczynamy czuć się samotni, bo rzeczy które nas dotąd bawiły – jak oglądanie durnych programów, nagle stają się wręcz bolesne.

Jak trivium naprawdę użyć do postrzegania świata?

Mamy swoje zmysły, i mamy swoje doświadczenia, jeżeli nauczymy się z nich korzystać we właściwy sposób, będziemy po pierwszym etapie – zdobywania informacji.

Dzisiaj potrafimy nawigować po Internecie, multum info bombarduje nas z każdej strony, jednak wychodzi taki Obierak Banana, i pieprzy takie bzdety, gdzie Logical Fallacies wyskakują co kilka sekund i nikt nawet tego nie zauważa?

Przykład?

Zrobię tłumaczenie do 2 minutowego spotu Greenpeace:

  1. APPEAL TO AUTHORITY – odwoływanie się do autorytetów – dziś wystarczy założyć biały fartuch albo drogi ganz żeby nagle mieć większą wiarygodność, mimo że pieprzy się głupoty.Appeal to authority, ten sposób prania bani jest dzisiaj wszechobecny. Spece od PR i podprogowych przekazów pracują super ciężko, żeby wytrenować stada – autorytet-nigdy-się-nie-myli. Bodajże w latach 60 tych były telewizyjne reklamy dentystów, w których doradzali palenie fajek jako sposób na próchnicę, dziś trzeba być nieco bardziej wyrafinowanym, jednak schemat działa identycznie.
  1. APPEAL TO CELEBRITY – odwoływanie się do popularnej / lubianej osoby: znany, hollywoodzki dzieciak wynajęty do spotu. Kto dziś reklamuje wszelakiej maści gówna w tv? Celebryci, grając na nutce sympatii – podświadomie mamy więcej zaufania do znanych i lubianych ludzi. Jak Marek Kondrat z uśmiechem reklamuje bank, to nie może to być lipa 😉
  2. APPEAL TO FEAR – granie na strachu o przyszłość. Dzieciak wyraźnie mówi o tym , że jak nie posłuchamy, jego przyszłość będzie czarna, wielu ludzi ma swoje dzieci, podświadomie rejestruje przekaz, mimo, że globalne ocieplenie to kompletna bzdura.
  3. CONFUSING CAUSE AND EFFECT – brak związku pomiędzy przyczyną a skutkiem: jego wypowiedź o topniejących biegunach nie ma podstaw naukowych. Propagatorzy globalnego ocieplenia unikają wszelkich debat jak ognia, wiedzą, że to szwindel.
  4. APPEAL TO PITY – wzbudzanie poczucia winy, przekaz wyraźnie kładzie nacisk na to, żeby odbiorca poczuł się osobiście winny z powodu topniejących biegunów, i co tam sobie jeszcze Al Gore wymyślił. Bardzo popularny wybieg.
  5. FALSE DICHOTOMY – fałszywa dychotomia (dwudzielność, albo-albo) to jest dokładnie to, czego używał pan Bush mówiąc: „jesteście z nami, albo z terrorystami”, tego nie trzeba wyjaśniać nawet.
  6. APPEAL TO NOVELTY – czas na coś nowego, na postęp: „mieliście szansę naprawić ten bałagan, teraz my coś z tym zrobimy” – ten szczyl nie ujawnia żadnych planów, jak ma zamiar pozbyć się problemu, niby ocieplenia, jego argument ma tylko za zadanie przekonać, że NOWE będzie lepsze. Mamy ten sam syf serwowany na co dzień przez polityków prawda? Pamiętacie MR CHANGE? YES WE CAN, CAN, CAN… śpiewały tłumy lemingów dla Obomby, ten nie ujawniając żadnych szczegółów cieszył japę, wiedząc, że to tylko teatr.

Piotras

c.d.n

Przekręt wszechczasów, część XVI

Parę słów o lichwie

To jest temat, którego wciąż się uczę, nie tak wytrwale jak kiedyś to robiłem, ale chętnie podzielę się tym co już wiem, choć zdaję sobie sprawę, że to tylko kropla w morzu. Ale warto to wiedzieć.

Nie będzie łatwo wytłumaczyć, jakim cudem ten cały syf zwany ekonomią w ogóle działa. Fenomen tego jest tak prosty, że 99% ludzi nie jest w stanie zrozumieć, jak to jest możliwe, więc odrzucają to niemal z mety. W zamian za to, słuchają mądrych ekonomistów, wykresów, stóp procentowych, itp. itd. Większość ludzi zatraciła możliwość zadawania logicznych pytań, takich, które mogą przynieść zrozumienie tematu.

Zanim podzielę się tym, czego już się zdążyłem dowiedzieć, chciałbym zadać kilka pytań, na logikę, bez potrzeby głębokiej analizy systemu finansowego, takie pytania, na które każdy mógłby odpowiedzieć, albo przynajmniej zastanowić się  na chłopski rozum.

To jest fakt, że system upewnił się, że nie wiem NIC o pieniądzach. Nie wiemy skąd się biorą, jaki jest mechanizm ich powstawania, funkcjonowania itd.

Na pytanie skąd się biorą pieniądze – zapewniam was, 99% ludzi zapytanych na ulicy nie będzie miała zielonego pojęcia i będzie tyle teorii, ile ludzi zapytanych. Co niektórzy będą mówić o banku centralnym, cyfrowej walucie itd., ale obawiam się, że konkretnej odpowiedzi nie otrzymacie.

Wszyscy słyszymy, że świat ma długi, nie tylko jeden kraj, nie jedna firma RP, dosłownie wszyscy mają ogromne długi, dług publiczny rośnie tak i tak, i wszyscy są w czarnej dupie. Pytanie:

  1. Jeżeli wszyscy mają długi – to komu są winni? Jeżeli niemal cała planeta jest w długach – to komu? Kto pożyczył ziemianom tyle kasy? Ludzie z Marsa? A jeżeli są sobie nawzajem dłużni, dlaczego nie zredukują sobie nawzajem długów? Komu jesteśmy winni tyle, że wszyscy siedzimy w czarnej dupie?
  2. Jeżeli jest na tej planecie ktoś, kto ma magiczny guzik do produkcji pieniędzy, to czy ta cała kasa naprawdę jest coś warta, tyle żebyśmy my musieli pracować od świtu do nocy, za coś komu zajęło to kilka sekund, kliknąć w klawiaturę albo guzik drukarki???
  3. Skoro wszyscy jesteśmy w długach, jakim cudem jest coraz więcej firm pożyczkowych, banków, lichwy wszelakiej maści? Skoro ludzie nie spłacają „długów”, tych pieniędzy powinno być coraz mniej do pożyczania, a nie więcej prawda? Skoro Jaś nie oddal mi 20 000, to ja mam w swojej kasie o 2 dychy mniej i nie mogę już tych pieniędzy nikomu pożyczyć prawda? Więc nie byłoby dziwne, gdybym nagle ogłosił że pożyczam nie tylko 20 000 ale 50 000???
  4. Skoro prawo bankowe zabrania pożyczania pieniędzy depozytorów, do tego bardzo duża cześć ludzi nie spłaca „pożyczek” jakim cudem powstaje coraz więcej lichwy? Nie, nie drukują sobie na kolanie kasy, o tym później.
  5. Kiedy bank „pożyczył” Jasiowi poł miliona $ na dom, Jaś nie spłacał, bank zabrał dom i sprzedał na aukcji za 300 000, to jest 200 000 $ w plecy? Proszę pomnożyć taki scenariusz razy kilka tysięcy miesięcznie w całych USA i policzyć, ile kasy „stracił” bank, więc jakim cudem rośnie w siłę do takiego stopnia że niedługo będą mieli złote kible? (Detroit – można kupić dom za kilka tys., dom za który bank kiedyś „zakredytował” komuś np. poł miliona $)

Takich pytań są setki, nikt nie zastanawia się dlaczego tak to wszystko wygląda, że może to, co słyszymy na lekcjach ekonomii to nie do końca jest prawda. Ludzie, tęgie głowy, którzy mają kilka liter przed nazwiskiem wiedzą całe gówno o tym, czego uczą. Zapewniam was, że pół godziny przelewania takich informacji do ich wyedukowanej, kwadratowej głowy spowoduje zawiechę systemu myślowego – wiem, bo sam byłem tego świadkiem. Więc nie ma się co dziwić że Jaś ma zero pojęcia, kto i jak go dyma, mnie tylko dziwi fakt, że ludzie nie chcą wiedzieć, to jest przerażające. Wolą pracować w pocie czoła na wyimaginowane pożyczki, które nie istnieją, nie istniały i istnieć nie będą.

Nie mamy prostych odpowiedzi na te pytania obawiam się, nasze zrozumienie mechanizmu pieniędzy jest niemal zerowe, zupełnie tak, jak w medycynie, polityce, szkolnictwie – wszędzie niemal oddajemy sprawę w ręce „profesjonalistów”, czy to w białym kitlu, mundurze czy drogim garniturze. Nie ma w nas już ani krzty ochoty, żeby się dowiedzieć samemu. System „edukacji” i telewizja zrobiły swoje.

Zanim wyjaśnię mechanizm powstawania tzw. „kredytów” napiszę kilka słów o historii biznesu, tzw. commerce i o powstaniu bardzo ważnego prawa finansowego jakim jest BILLS OF EXCHANGE ACT z roku 1882, który do dnia dzisiejszego stanowi filar powstawania kredytów.

To co powiedziałem wcześniej – banki nie mogą pożyczać pieniędzy depozytorów. To jest ustanowione prawnie, ale nawet na logikę: nie trzeba być geniuszem, żeby to zrozumieć. Ile kosztuje mieszkanie w Warszawie? 300 000zl? 500 000 zł? Weźmy pół miliona.

Ile ma statystyczny Jaś w banku? 5 tysięcy? 20 tysięcy? Teraz proszę pomyśleć, ile takich Jasiów musiałoby wpłacić swoje całe oszczędności na sfinansowanie jednego tylko mieszkania. Dla porównania, tu w UK bank LLoyds chyba chwali się w reklamie tv że udzielają kredytu mieszkaniowego w kraju – co 15 minut… rozumiecie? Jaś ma tylko parę tysięcy w banku, a co 15 minut bank przyznaje „kredyt” na mieszkanie warte setki tysięcy… Na wiele, wiele lat…

To po pierwsze, po drugie, jeżeli bank pożyczałby pieniądze depozytorów, co by się stało, gdyby wielu Jasiów zechciało wybrać swoje oszczędności? Nawet jak im będą kazać czekać dzień czy dwa, „kredyt” na mieszkanie potrzebuje wielu lat, żeby się „spłacić”. Nie ma w tym nic dziwnego?

Weźmy pod uwagę to, co mówiłem wcześniej – wielu ludzi podupada i przestaje spłacać „kredyty”. Skąd bank weźmie wtedy pieniądze, żeby pooddawać takim Jasiom, skoro wielu ludzi nie spłaciło „pożyczek”?

To nie są ciężkie pytania, nie potrzeba mieć magistra ekonomii, żeby takie rzeczy przemyśleć, a co więcej – im wyżej wykształcony ekonomista, tym trudniej mu poukładać sobie to w bani.

Skoro bank nie pożycza żadnych pieniędzy, to skąd się biorą fundusze na dom, mieszkanie, samochód? Przecież Jaś, korzystając z tychże mechanizmów może jutro kupić mercedesa. Ten samochód istnieje, fizycznie, ktoś dostał pieniądze na konto i dał Jasiowi kluczyki.

Zanim wyjaśnię, napiszę słówko o historii biznesu, kiedy jeszcze większość wartościowych rzeczy, jak złoto itp., była przewożona na statkach, które tonęły i były napadane przez piratów.

Ludzie biznesu ówczesnych czasów zaczęli się drapać w głowę. Coraz więcej tracili majątku na rzecz zatoniętych statków, napadów, piratów. Postanowili wprowadzić system, gdzie sam produkt, jak złoto, nie będzie musiał być transportowany. Nie musiało opuszczać sejfu właściciela, wystarczyło, że ten wysłał kuriera z dokumentem, na którym było napisane, że następuje transfer majątku. Taki dosłownie paragon, który drugi człowiek – ten który to otrzymał mógł spieniężyć bądź wymienić na inny towar. Tak narodził się BILLS OF EXCHANGE ACT, który działa do dnia dzisiejszego. To w telegraficznym skrócie, ale będzie potrzebne do zrozumienia pieniędzy.

Pamiętacie, jak pisałem o tym, że my – my wszyscy – jesteśmy wspólnie właścicielami ziemi Polskiej i wszystkiego co na niej i w niej się znajduje? To ma ogromną wartość monetarną, ogromną, i nie należy do rządu – należy do ludzi. My jedynie daliśmy swoją część w zarząd RP, po to, żeby zarządzali tym w mądry sposób i na naszą korzyść (wiem, że jest dokładnie odwrotnie).

Więc skoro bank nie ma prawa pożyczać pieniędzy depozytorów, nie drukuje sam, ile mu się podoba, to skąd są fundusze na dom dla Jasia? Bills of exchange act się kłania i majątek Jasia – część zasobów Polskiej ziemi.

Dzisiaj Jaś idzie do banku pogadać o „pożyczce” na swoje wymarzone M. Bankier zbiera dane Jasia, żeby upewnić się, że ten nie wisi już nikomu nic, że nikt nie przeszkodzi owemu bankowi kroić Jasia przez najbliższe 25 lat…

Jaś dowiaduje się, że jest OK, i zaczyna wypełniać papiery, podpisuje umowę o kredyt i wraca do domu. Będzie teraz czekać, aż bankier zadzwoni, że mogą sfinalizować umowę i Jaś dostanie siano na mieszkanie.

Po roku 2008 jeden z czołowych bankierów UK powiedział takie słowa: „Powodem tego kryzysu był nieodpowiedzialny dostęp do prywatnego kredytu”, ale ta bardzo ważna wypowiedź nie miała żadnego oddźwięku, bo ludzie nie zrozumieli co ten pan powiedział.

Dostęp do prywatnego kredytu? Jaś podpisał umowę o kredyt… bank nie pożycza pieniędzy depozytorów… Bills of exchange act… akt urodzenia… majątek ziemi Polskiej… zaczyna to wszystko mieć sens?

Nie znam do końca kulisów bankowych, nie interesuje mnie zresztą już na tym stopniu, co się dzieje z czekiem, gdzie leci, kto podbija itd. Interesuje mnie fakt, że są fundusze i to są moje fundusze – nikomu nie jestem winien ani grosza.

Jaś podpisuje umowę o „kredyt”. Bankier wypełnia swoją część (bardzo ważne, żeby było wszystko na tym, czego wymaga bills of exchange act), zanosi gdzie trzeba, umowa zostaje podbita – zupełnie jak czek (endorsement) i zostaje otwarte nowiutkie konto, specjalnie dla Jasia. Na to konto zostaje wpłacony ten nowy czek – nasza umowa o „kredyt”. Ciekawe prawda? Zanim Jaś nie podpisał umowy, fundusze nie istniały w ogóle, za podpisem Jasia na kawałku papieru – nagle pojawiły się pieniądze na ukochane M dla Jasia.

Proszę wytężyć głowę teraz:

Jeżeli Jaś był twórcą (to jego podpis dał życie funduszom) tejże kwoty, poprzez mechanizm bankowy – to do kogo należą te pieniądze? Czy należą one do banku (który de facto nie miał ich zanim Jaś nie podpisał umowy), czy należą do samego Jasia, który dosłownie dał im życie w momencie podpisania owego dokumentu?

To nie wszystko, pamiętacie jak pisałem, że równie ważne jest to, co jest powiedziane, jak i to KTO to powiedział? I że pełnimy wiele funkcji, ról w naszym życiu, nosimy wiele czapek na głowie i biznesie, który dzieje się niemal cały czas w naszym życiu?

Piotras

Cdn.

Przekręt wszechczasów część XV

Sądy c.d.

Jak już wyjaśniłem, sądy (poza wyjątkami – sądy tzw. equity, gdzie jest osoba poszkodowana), to nic innego jak wewnętrzne, korporacyjne trybunały, gdzie pajac w todze może dosłownie zrobić co mu się żywnie podoba z nami, i do tego – nie ponosi żadnej odpowiedzialności (tak mu się tylko wydaje).

„Sprawy” w takim sądzie, to farsa, debilizm do takiej potęgi, że czasem ciężko uwierzyć, jakim cudem ludzkość zapędziła się w takie szambo. Czy wiecie, że tylko w 2014 korporacja USA wprowadziła aż 3659 nowych ustaw? Tylko w jednym roku, to jest ponad 10 ustaw dziennie, zakładając, że te darmozjady pracują tylko kilka godzin dziennie (i tu jestem bardzo optymistyczny) – to mamy nową ustawę co kwadrans. Kiedyś czytałem, że za czasów Blaira – nowa ustawa była tworzona co pół godziny… rozumiecie teraz po co są sądy? 3659 ustaw w jednym roku… potrzeba wielu sądów, żeby „karać” pracowników, bo jak to mówi law society – ignorancja nie jest wymówką. Kto z was zna chociaż jedną ustawę? Połowa uchwalana jest w nocy, przed świętami, a te najbardziej ciekawe, mają pół tekstu wyjęte ze środka – a my potem idziemy jak barany do sądu i robimy to, co nam to całe kretyństwo nakazuje.

Jeśli są obce cywilizacje to patrzą na nas z prawdziwym politowaniem…

Nie zapominajmy jeszcze o naszych przyjaciołach w niebieskich mundurach – ci koledzy upewniają się, że system ma stały dopływ pieniędzy, żeby nie tylko prosperować, ale i rozrastać się w szalonym tempie. Koledzy rodacy w zielonych mundurach, ci są wykorzystywani do prac większego kalibru, np. do „demokratyzowania” opornych państw, jak Irak, Libia itp… wiecie, żeby w nich w końcu zapanował pokój i demokracja na nasz styl, czego mamy dowód dzisiaj w wydarzeniach na świecie.

Wracamy do sądów, sam fakt, że pojawiamy się tam na wezwanie (pamiętamy, że chodzi wyłącznie o wykroczenia ustawowe – jeżeli zrobiliśmy komuś krzywdę lepiej pojawić się na wezwanie), utwierdza system w przekonaniu, że jesteśmy ich podmiotem. Jak inaczej wytłumaczyć zjawisko, gdzie jeden człowiek, z krwi i kości, taki sam jak ja, wysyła mi kawałek papieru i rozkazuje mi się pojawić u niego na dywanie o określonej godzinie i dniu? Jeżeli ja wyślę tobie taki papier, że masz jutro o 9 być u mnie w piwnicy, to co zrobisz? Wyśmiejesz mnie i powiesz „nie jesteś moim szefem, idź do diabła” prawda? Wystarczy, że jest jakaś pieczątka, jakieś logo sądu, jakiś pajac ma przed nazwiskiem „sędzia” i nagle wszystko się zmienia. To jest fenomen tego systemu, papierowy tygrys i setki lat prania bani. Nie trzeba kajdanów, wystarczy kawałek papieru!

Więc przychodzimy na wezwanie, jako grzeczny pracownik RP, który śmiał być nieposłuszny i złamał jedną z milionów korporacyjnych zasad, dajemy grzecznie dowód osobisty – żeby jeszcze ich upewnić, że jesteśmy tam właśnie w tej funkcji i idziemy na strzyżenie, nic więcej, nie ma mowy o logice, nie ma mowy o tym, że nie wiedziałem, że ustawa jest głupia, że robi mi krzywdę. Dochodzi do takich paranoi, że rząd rości sobie prawo do słońca (Hiszpania) i musisz płacić podatek od baterii słonecznych, do wody deszczowej (USA, gdzie nie wolno gromadzić wody z deszczu) i tak dalej, do ziemi (USA), policja rozkazuje zniszczyć ogród przed „prywatną” posesją, bo nie wolno hodować marchewki, i tak dalej.

Jeżeli ludzie nie widzą, że to wszystko to gra, to brak im 5 klepki, a może nawet wszystkich na raz.

Pragnę zwrócić uwagę po raz kolejny na przyczynę tego zjawiska: jak to możliwe, że z jednej strony słyszymy, że wszyscy LUDZIE są sobie równi, a z drugiej strony żyjemy w takim więzieniu, że nam się w głowie nie mieści?

Oddaliśmy dobrowolnie naszą wolność, na zawołanie, bez przymusu, a nasze lenistwo i ignorancja to broń numer jeden tych, którym się wydaje, że mają wszystko już załatwione, że durna masa telewizyjnych zombie już nic nie zrobi.

Jeżeli będą chętni poczytać, omówimy trochę procedury sądowe, co się dokładnie dzieje w czasie „rozprawy”, kim są ludzie tam obecni, jaką rolę pełnią i drugą stronę medalu – metafizyczną stronę tego całego szamba, bo nie chodzi tylko o pieniądze. Pamiętajmy, że architekci tego systemu mogą produkować tyle pieniędzy, ile im się tylko zamarzy.

Wiem, że to tylko bardzo ogólny obraz całego zjawiska, i tylko mała jego część, bo nie opisuję tzw. equitable claim, czyli sądów gdzie jest prawdziwa zbrodnia – ktoś komuś zrobił krzywdę, nie zapłacił, złamał kontrakt itd. Myślę, że to nie jest aż takie trudne do pojęcia, że jeśli wyrządzisz drugiej osobie krzywdę, muszą być tego konsekwencje, dlatego chciałem skupić się na ustawach, na tej całej farsie i pseudo sprawiedliwości, gdzie beneficjentem jest tylko i wyłącznie system, korporacja RP, a całe stado (my) jest golone do gołej skóry, a na koniec jeszcze im ładnie dziękujemy.

Na koniec tego krótkiego artykułu, podam kilka ciekawostek, które mogą rzucić trochę światła na „sąd”. Język angielski jest bardzo magicznym językiem, dlatego między innymi został wybrany na język nowego świata.

  1. Ustawa, to tzw. ACT, (między innymi, jest wiele definicji), to act – znaczy dosłownie udawać, grać, wcielać się w rolę. Człowiek w todze gra swoją rolę, udaje kogoś, jego rola w tym teatrze to „sędzia”.
  2. Ustawa to również tzw. BILL, bill to nic innego jak RACHUNEK, tak, rachunek do zapłacenia. Jak myślicie, na jakiej podstawie rząd RP pożycza pieniądze od prywatnego banku centralnego, mimo, że mógłby drukować pieniądze sam i nie być obciążony odsetkami? Powstaje ustawa, tym razem o zwiększeniu podatku od nieruchomości, mądre głowy w firmie kalkulują, ile kasy wpłynie po upływie roku z tego tytułu, i mając te dane – pożyczają ową kwotę od prywatnego banku.
  3. Sąd to tzw. COURT, czyli miejsce, gdzie odbywa się gra, zupełnie jak w tenisa, piłka będzie odbijana z jednej strony na drugą, aż komuś się powinie noga i będzie bulić.
  4. Dlaczego ludzie w sądzie siedzą w tzw. boksach (box – pudełko)? Jest zasada tzw. four corners czyli 4 kątów / ścian. Wszystko co jest zamknięte w takim pudelku (3d albo na papierze) istnieje tylko wtedy, kiedy system wyrazi zgodę. Dlaczego podczas rozpraw niektóre rzeczy nie znajdują swojej drogi do tzw. PUBLIC RECORD? Czyli transkrypt może zawierać tylko to, czego zapragnie system, a co niewygodne zostanie pominięte. To się dzieje notorycznie.
  5. Kim jest adwokat – ATTORNEY? Czy ktoś poszukał kiedyś definicji tego słowa? To TURN, znaczy zmieniać kierunek, obracać, ATTORNEY AT LAW znaczy ktoś, kto będzie obracać, zmieniać kierunek prawa, tak żebyśmy na koniec dostali w tyłek tyle, ile sobie zażyczy jego kolega grający rolę sędziego.

Jest tego mnóstwo, niestety trzeba trochę pokopać, żeby to znaleźć, a na polskich stronach nie ma mowy, że coś podobnego będzie. Pracownicy RP są bardzo dobrze kontrolowani, mają tyrać, jeść byle co, oglądać tv i spać, a jutro – powtórka.

——-

Dla chcących zrozumieć o co chodzi z językiem angielskim wykład Santosa Bonacci

(Wykład Alexa z porozmawiajmyTV już tu był wcześniej)

Przekręt wszechczasów część V

Ludzie sprawnie działający w systemie bardzo dokładnie określają swój status. Nie mam na myśli statusu materialnego, bądź nadmuchanego ego, żeby pokazać komuś, że ma doktorat, bądź jest prawnikiem. Prawda, że ogół nie rozumie o co chodzi i robi to z automatu, są jednak ludzie, którzy doskonale wiedzą co robią i po co.

Jak już pisałem wcześniej – wewnątrz systemu, bardzo ważna jest rola tzw. CAPACITY, czyli urząd, jaki piastuje dany człowiek. Jak Obomba Assclown zwraca się do ludzi, każdy kto wymienia jego osobę mówi wyraźnie PRESIDENT OF UNITED STATES Barack Obomba ;), jak dostajemy list od kancelarii, jest wyraźnie napisane LTD, mecenas, sędzia, ktokolwiek do nas się zwraca, nawet najmniejsza gnida sądowa tutaj, czyli Magistrate, ZAWSZE podaje tytuł przed nazwiskiem – dlaczego?

Otóż działa to na kilka sposobów:

  1. Wyraźnie zwraca uwagę na fakt KTO do nas pisze. Człowiek Barack Obomba może mi co najwyżej podskoczyć, ale kiedy ja nosze czapkę pracownika USA, to PREZYDENT Barack Obomba może wsadzić mnie do pudła na resztę życia bez przywileju procesu i bez postawienia zarzutów, na podstawie jakiejś bzdurnej ustawy o terroryzmie, nawet jak nie zrobiłem zupełnie nic, gwałcąc moje wszystkie prawa ludzkie – tylko dlatego, że nie mam żadnych praw ludzkich/naturalnych kiedy piastuję rolę pracownika USA.
  2. Stawia wyraźną barierę pomiędzy oficjalnym stanowiskiem, a prywatnym statusem nadawcy. Co to znaczy – jeżeli dostajemy korespondencję od adwokata, to pisze do nas ADWOKAT (dajmy na to ANDRZEJ NOWAK), nie Andrzej Nowak, lat 38, ojciec 2 dzieci – to bardzo ważne. Pan Andrzej w swojej oficjalnej roli jako MECENAS A. NOWAK ma nie tylko swój biznes, ale również ma swoją polisę ubezpieczeniową na ten biznes i rolę, jaką pełni. Jest ubezpieczony w roli MECENASA na wypadek jakby zrobił jakąś krzywdę komuś w czasie swojej pracy (takich sk…..synow jest w Polsce tysiące, niestety). Więc tu jest ściana bezpieczeństwa dla pana Andrzeja. Jeżeli zrobi on komuś krzywdę, i zostanie to udowodnione – pan A. nie będzie bulić ze swojej kasy (a już na pewno nie całą sumę), pan MECENAS A. NOWAK, za pośrednictwem ubezpieczyciela, pokryje koszty…. Ojciec dostaje pismo od lekarza pani doktor ANNY SOBOTA, że na badanie trzeba czekać aż 7 miesięcy – ojciec umiera po 3. Czy pani Anna Sobota będzie miała kłopoty? Nie, DOKTOR ANNA SOBOTA robi dokładnie to, co korporacja NFZ pod opieką RP jej nakazała, a w swojej oficjalnej roli ma również ubezpieczyciela, na wypadek gdyby córka owego ojca chciała kogoś zaskarżyć, majątek pani Anny Sobota w prywatnej roli będzie nietknięty, bądź bardzo nieznacznie.To się tyczy niemal wszystkich ról/posad/capacities jakich używamy na co dzień. Dlaczego policjant wali pałką nastolatka i nie idzie siedzieć za zabójstwo?? Bo stróż prawa korporacyjnego ma ubezpieczyciela, który za to zapłaci. Albo i nie, bo dziś ludzie nie znają swoich praw. Ten sam policjant po pracy zabije 14 latka – w swojej prywatnej roli – idzie siedzieć na parę lat (zazwyczaj dużo krócej, bo koledzy z systemu – sędziowie – dbają o swoje pieski – policję)
  1. Tytuł określa również przynależność do organizacji, adwokat jest członkiem BAR ASSOCIATION, czyli LAW SOCIETY, każda adwokacka gnida (mówię to celowo, bo wiem kim są i jaką rolę pełnią w systemie), która zdała egzamin BAR jest członkiem tego bractwa i cieszy się niemal nieograniczoną wolnością do popełniania błędów, błędów, które kosztują majątki, a nierzadko życie ludzkie.

Na tym to polega. Każdy, kto robi to świadomie, używa swojego tytułu po to, żeby oddzielić siebie (człowieka) od roli, jaką pełni w systemie, a co za tym idzie ograniczyć odpowiedzialność, jaką ponosi podczas pełnienia roli.

My zakładamy wiele czapek codziennie, mamy również rolę wewnątrz naszej osoby prawnej rolę, która daje nam bardzo dużą władzę nad tym korporacyjnym bytem, ale o tym w innej części.

Piotras

C.d.n.