Rządzenie światem jest równie proste jak wypas owiec, czyli kilka słów o ślepej wierze i porażającej bezmyślności. Odcinek II: ślepa wiara religijna i ślepa wiara w autorytety.

Tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem Polak stracił wszystko i został żebrakiem!

Odcinek o religii powinien mieć numer I, ponieważ całe nieszczęście ludzkości zaczęło się i wciąż trwa za sprawą religii. Ale jako pierwszy napisał mi się ten o demokracji, a że jestem w gorącej wodzie kąpana od razu wrzuciłam go na blog.

Proszę mi wybaczyć chrześcijański (a nawet słowiański) europocentryzm, ale jest mi on bliski o tyle, że urodziłam się, wychowałam i do dziś żyję w (post)chrześcijańskiej Europie. Wiem, że gdzieś daleko są różne inne religie, ale nie będę się teraz nimi zajmować, ponieważ nie znam ich, ani skutków ich praktykowania, aż tak dobrze. Skutki chrześcijańskiego prania mózgu natomiast odczuwam w wyjątkowo przykry sposób, również w dziedzinach, w których (teoretycznie) nie powinno ich być, np. w ateizmie i racjonalizmie.

Unikam katolików jak tylko mogę, ale i tak moje uszy rani powtarzane do znudzenia zdanie, że chrześcijaństwo to NASZA TRADYCJA, to wiara OJCÓW NASZYCH.

Ale to jeszcze nic!

Parę razy omal nie spadłam z krzesła widząc w telewizorze „polskich” celebrytów, z uniesieniem i ekscytacją zapewniających, że nasza tradycja wywodzi się z… palestyńskiej pustyni! Jakaś niespełna rozumu panienka z okienka egzaltowała się, że kiedy czytamy opisy biblijne, są one tak realistyczne, że czujemy powiew palestyńskiego wiatru na twarzy i słyszymy beczenie palestyńskich owiec. Pewien znany koczownik za dużo podróżował po świecie, przez co chyba pomylił kraje, bo w Boże Narodzenie, przy dźwiękach żydowskiej muzyki (!) pląsał radośnie na tarasie palestyńskiej willi, krzycząc euforycznie, że TU jest NASZA TRADYCJA, NASZA KULTURA, NASZA WIARA, a palmy szumiały „tradycyjnie” i „patriotycznie” do wtóru jego słów!

Że co???????????????????????????

Że niby Palestyna to nasza ojczyzna?

Czy oni w tej telewizorni już kompletnie na łeb upadli?

Karmią nas na siłę bzdetami, jak gęś hodowaną na francuskie wątróbki. Słuchając tych pierdoletów jak nic skończymy dokładnie tak samo, jak owa gęś! Albo raczej jak Palestyńczycy.

Jaka tradycja?

Jaka Palestyna?

Gdzie Słowianie, a gdzie Semici??? Gdzie Rzym, a gdzie Krym?

Wiem, że w czasach powszechnego fałszu mówienie prawdy jest aktem rewolucyjnym, ale ośmielę się przedstawić kontrowersyjną tezę, że Polacy to SŁOWIANIE i że Słowianie od zawsze zamieszkiwali żyzne, mlekiem i miodem płynące tereny Europy Środkowej i Wschodniej, a nie pustynie Dalekiego Wschodu. Skoro Bóg zasiał Słowian w Europie Środkowej, to z woli Boga Słowianie tam mają kwitnąć. Mówiąc zrozumiale: Europa Środkowa należy do Słowian, a nie do górali spod góry okopconej przez Chwałę Pana.

Na ziemiach zamieszkanych przez Słowian TRADYCYJNIE I OD WIEKÓW praktykowano POGAŃSTWO. Dokładniej mówiąc „pogaństwo” to pogardliwa nazwa, nadana naszej tradycji przez „starszych braci w wierze”. Naszą tradycją była Gnoza, czyli Wiedza (Wedy), przez naszych wrogów, przewrotnie nazwana satanizmem. Tak ją nazwano, żeby nas odstręczyć od mądrości naszych Ojców, naszej prawdziwej Tradycji i prawdziwej Wiedzy.

Naszą tradycję celowo zniszczono, a na jej miejsce, siłą, narzucono nam religię kanibali i lichwiarzy, której skutki są dla nas tragiczne. Banda cwaniaków konsekwentnie i celowo zamieniła Europejczyków (a później Afrykańczyków, Azjatów i Amerykanów), w stado bezmyślnych i zniewolonych baranów, przeznaczonych do strzyżenia, dojenia i odzierania ze skóry, co po kolei wykażę i udowodnię!

Pranie mózgu zaczyna się już we wczesnym dzieciństwie, czyli od ilustrowanych książeczek, jakie kupujemy naszym milusińskim. Książeczki, zamiast przedstawiać nasze przedwieczne tradycje i przybliżać dzieje naszych Słowiańskich Ojców przekazują nam dzieje Abrahama, Mojżesza i króla Dawida. Nie mamy pojęcia, jak żyli i w co wierzyli Słowianie, ale bez zająknienia potrafimy wymienić historię 12 pokoleń Izraela.

Czy dzieci Izraela potrafią równie płynnie wyrecytować historię 12 pokoleń Piastów Kołodziejów?

W innych książeczkach i na kolorowych obrazkach, rozdawanych pod kościołem zachwyca śliczny, mały pastuszek ze szczerozłotym kijaszkiem, otoczony przez stado nie mniej uroczych, ślicznych, bieluśkich i puchatych jak kłębuszki wełny owieczek, z równie złotymi różkami, kopytkami i dzwoneczkami na szyjach. Pastuszek czuwa nad ich bezpieczeństwem, prowadzi je na łąki zielone i nad rzeki z czystą wodą. Owieczki są takie bezgranicznie ufne i kochające. Pastuszek jest śliczny jak aniołek, a nawet może być jeszcze śliczniejszy, jeśli jest nim sam Jezus.

Ach, jakież to cudne… Cóż za sielanka!

Sielanka??????

Pomyśl samodzielnie, ludzka istoto, myślenie nie boli! Przecież owce są hodowane dla wełny, mleka, mięsa i skór! Co w tym sielankowego?

I to my, ludzie, mamy być tymi baranami?

Jeśli tak, to jest oczywiste, że ktoś nas hoduje! Że nas doi, strzyże, a może zabija i odziera ze skóry? I to ma być urocze?

Ta religijna alegoria ze ślicznym pastuszkiem otoczonym przez białe owieczki wcale nie jest piękna. Ona jest obraźliwa dla ludzkości. Ona jest PRZERAŻAJĄCA! Jak można zachwycać się alegorią, w której rozumne ludzkie istoty przedstawiane są jako pędzone przez pastucha z kijem hodowlane zwierzęta, i to jeszcze te, będące synonimem najgorszej głupoty? I co z tego, że kij jest szczerozłoty? Czy walnięcie złotym kijem mniej boli, niż taki sam cios zadany żelaznym prętem?

Jak można wierzyć w bezinteresowność pasterza? Pasterz chce mieć jak najliczniejsze stada, ale nie dlatego, że kocha swoje owce, lecz wyłącznie dla osobistych korzyści. Żeby uniknąć problemów pasterz zrobi wszystko, żeby jego stada były bezwolne, nieświadome i żeby nigdy się przeciw hodowcy nie zbuntowały.

Żeby to osiągnąć trzeba owcom wyprać mózgi.

Po przyjęciu chrztu przez Mieszka I misjonarze przedstawili nam „propozycję nie do odrzucenia”: kto nie chce przyjąć obcych naszej mentalności wierzeń przywleczonych z kraju tak odległego i obcego jak z innej planety, ten będzie torturowany, łamany kołem, ścięty, utopiony lub spalony na stosie. Ponieważ nikt nie chciał, żeby jego ukochane dzieci wpadły w łapska okrutnych oprawców, zaczęto, dla ich bezpieczeństwa, przymuszać je do wyznawania nowej, fałszywej religii.

Katolicy oburzają się, gdy nazywa się ich „młodszymi braćmi w wierze”.

Skąd to święte oburzenie?

Przecież wyznajecie, drogie owieczki, żydowską religię! To oczywiste, że jesteście młodszymi braćmi w wierze, bo to jest ich religia! Oni są starsi, a wy jesteście młodsi. Modlicie się do żydowskiego, krwiożerczego bóstwa, a żydowskiego buntownika i żydowskich świętych wynieśliście na ołtarze! Z „syna” zrobiliście boga, chociaż narzucone wam święte pierwsze przykazanie wyraźnie mówi co następuje: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”. Skoro nie możecie mieć innych bogów, to jak możecie z Jezusa robić Boga?

Na tej planecie od tysięcy lat praktykowano składanie krwawych ofiar ze zwierząt i ludzi, a nawet różne formy kanibalizmu, ponieważ „bogowie” używali krwi jako papu. Robili to Majowie i Aztekowie – wszyscy o tym wiedzą. Ale że robili to również Rzymianie – tego już nie wiemy lub wiedzieć nie chcemy. A właściwie dlaczego w dzisiejszych czasach bogowie mieliby zrezygnować ze swoich uczt? Przeszli na wegetarianizm?

A chrześcijaństwo? Czy na pewno nie ma nic wspólnego z krwawymi praktykami? A co robi ta straszliwa figura wisząca na krzyżu przy ołtarzu? A picie krwi i jedzenie ciała człowieczego – czyż to nie ohydny, satanistyczny kanibalizm? Tak, tak, wiem, tylko symboliczny, w żadnym razie nie dosłowny! OK, ale dlaczego chrześcijanie kultywują taki właśnie, makabryczny, a nie dowolny inny symbol? Dlaczego przerażamy tym nasze niewinne dzieci, każąc im brać w tym udział? Czy zastanawiamy się nad tym, jakie są tego skutki dla ich wrażliwej psychiki?

Tak, wiem, „robimy to na pamiątkę ukrzyżowania”.

Obawiam się, drogi katoliku, że nie masz pojęcia o religii, którą z taką dumą i poczuciem wyższości nad kanibalami praktykujesz.

Księga Kapłańska 27:

Wykup pierworodnych bydła

26 Jednak nikt nie będzie poświęcał Panu pierworodnego bydlęcia, które i tak już należy do Pana. Czy to jest cielec, czy to jest baran, należy on do Pana. 27 Jeżeli chodzi o bydlę nieczyste, to można je wykupić za sumę twego oszacowania, dodając do niej jedną piątą. Jeżeli nie będzie wykupione, to będzie sprzedane według sumy twego oszacowania.

Poświęcenie przez „cherem”

28 Jeżeli kto poświęci co ze swej własności dla Pana jako „cherem”: człowieka, bydlę albo część gruntu dziedzicznego – to ta rzecz nie będzie sprzedana ani wykupiona. Każde „cherem” jest rzeczą najświętszą dla Pana. 29 Żaden człowiek, który jest poświęcony dla Pana jako „cherem”, nie może być wykupiony. Musi on być zabity.

Księga Barucha 2:

1 Wypełnił Pan słowa swoje, które wypowiedział przeciw nam, sędziom naszym, sądzącym Izraela, przeciw królom i zwierzchnikom naszym, przeciw każdemu z Izraela i Judy. 2 Nigdzie pod niebem nie było ono tak spełnione, jak je spełnił w Jeruzalem według tego, co było napisane w Prawie Mojżeszowym, 3 że ktoś z nas będzie jadł ciało swojego syna i córki.

Jana 6

48 Jam jest chleb życia. 49 Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. 50 To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze. 51 Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata”. 52 Sprzeczali się więc między sobą Żydzi mówiąc: „Jak On może nam dać [swoje] ciało do spożycia?”
53 Rzekł do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. 54 Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. 55 Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. 56 Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. 57 Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. 58 To jest chleb, który z nieba zstąpił – nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki”. 59 To powiedział ucząc w synagodze w Kafarnaum.

Teraz już wiesz – wyznajesz religię kanibali. Jeśli chcesz żyć wiecznie i dostąpić zbawienia musisz jeść ludzkie mięso i pić ludzką krew. Ty robisz to symbolicznie, bo należysz do kasty podludzi, czyli bydła ofiarnego. Reprezentanci elit robią to dosłownie, ale ty w to nigdy nie uwierzysz. Bo to są przecież teorie spiskowe!

Skoro już wiesz owieczko, że jesteś dojona, czas dowiedzieć się, w jaki sposób cię strzygą i odzierają ze skóry.

Cwani lichwiarze, bojący się stanąć do uczciwej, zbrojnej walki podrzucili wam niczym kukułcze jajo religię, dzięki której mogli was złupić bez ryzyka przelania choćby jednej kropli własnej krwi. Starsi bracia w wierze mają swoje hasło, którego przestrzegają z żelazną konsekwencją: „nigdy nie zapomnieć, nigdy nie wybaczyć”, ale wam dali inne:

Łukasz 6:

27 Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; 28 błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. 29 Jeśli cię kto uderzy w [jeden] policzek, nadstaw mu i drugi! Jeśli bierze ci płaszcz, nie broń mu i szaty! 30 Daj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje. (…)34 Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to dla was wdzięczność? I grzesznicy grzesznikom pożyczają, żeby tyleż samo otrzymać. 35 Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka, i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. 36 Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny.

Łukasz 12:

58 Gdy idziesz do urzędu ze swym przeciwnikiem, staraj się w drodze dojść z nim do zgody, by cię nie pociągnął do sędziego; a sędzia przekazałby cię dozorcy, dozorca zaś wtrąciłby cię do więzienia. 59 Powiadam ci, nie wyjdziesz stamtąd, póki nie oddasz ostatniego pieniążka.

Dzięki takim naukom „duchowym” owieczki są pokorniutkie, dają się strzyc, golić, doić, zarzynać i odzierać ze skóry i nie tylko nigdy, przenigdy się nie buntują, ale kochają nad życie rzeźnika swojego i gotowe są oddać życie w jego obronie. Po co owieczki macie się buntować, skoro nie życie doczesne jest ważne, lecz zbawienie w niebie? Ochoczo bezzwrotnie „pożyczajcie” wszystko co macie swoim wrogom, a najchętniej tym, którzy was nienawidzą, biją, wykorzystują i gnębią i zwrotu (swojej własności) nigdy się nie domagajcie. Ale jeśli wy, gdy już hojną ręką rozdacie wszystko i zostaniecie nadzy na mrozie, przyparci ciężką biedą weźmiecie pożyczkę od tych, którym wszystko oddaliście, to nie tylko nie liczcie na to, że jej nie spłacicie w całości, ale wiedzcie, że lichwiarze zedrą z was wielokrotność tego, co wzięliście. A jeśli nie będziecie mieli czym spłacić, to odbiorą wszystko waszym dzieciom i wnukom. A jeśli i tego będzie mało, sprzedadzą was i wasze dzieci w niewolę. Za to nagroda wasza będzie wielka: stracicie nie tylko dach nad głową, ale również mlekiem i miodem płynącą ojczyznę. Bo po co wam ona? Nie zasługujecie na nią, są tacy, którzy lepiej się nią zaopiekują. Wezmą grzech posiadania na własne barki – widzicie, jacy są dla was dobrzy? A wy, od Ojca w niebie dostaniecie łąki zieleńsze i miód słodszy. Po śmierci.

Dzięki podobnej filozofii upadł Starożytny Rzym. Nasza cywilizacja również wali się w gruzy. Polska również. I gdzie podział się majątek krainy mlekiem i miodem płynącej? Nic w przyrodzie nie ginie, co najwyżej zmienia właściciela. Skoro troszczyliście się o dobro materialne obcych, a własne widzieliście tylko w niebie, to macie dokładnie to, na co zasłużyliście. Miałeś chamie złoty róg… A jeśli ośmielicie się bronić (poniewczasie) ojczyzny, zostaniecie uznani za faszystów i anty…..itów… no, jakichś rasistów i skończycie w pierdlu z piętnem najgorszej hańby. Nikt wam już ręki nie poda, bo przecież to wy robicie pogromy niewinnym ofiarom, prześladujecie mniejszości, wysiedlacie i przejmujecie pozostawione mienie. Jesteście winni i zasługujecie na wygnanie. Zamkną was za to w obozach FEMA, a w najlepszym razie ześlą na pustynię, gdzie będziecie paść chude kozy. Zamienił stryjek siekierkę na kijek.

Ach, biedne my owieczki, kto nas uratuje?

Może ci, którzy nas ostrzegali, że nadciąga NWO i lichwiarze?

Ci, którzy gromko biją na alarm i obiecują ci wyzwolenie od NWO i lichwiarzy powiedzą ci to samo: masz się trzymać świętego Kościoła („naszej tradycji”), masz bronić kapłanów, nie wolno ci szukać nigdzie, poza chrześcijaństwem, bo tam czyha diabeł i potępienie!

Ci, którzy krzyczą, że szatan chce rozbić rodzinę powiedzą ci to samo: że tylko święty Kościół i święte nauki Jezusa ją uratują.

Czy jesteś pewna, owieczko, że wiesz, czego o rodzinie nauczał twój boski pasterz i zbawiciel? Tak? No to posłuchaj, bo obawiam się, że nic nie wiesz:

Łukasz 14

26 Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem.

Łukasz 14: 49 Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął 50 Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. 51 Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. 52 Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; 53 ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej.

Mateusz 10: 34 Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. 35 Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; 36 i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. 37 Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien.

Skoro nie uratuje nas Kościół i Jezus, to może dokona tego ateizm i racjonalizm?

Owca racjonalistyczna niczym nie różni się od owcy parafialnej. Owca to owca, więc musi mieć pasterza. Owca o wszystko pyta księdza lub Barta, ale nigdy nie myśli samodzielnie i nie jest zdolna do własnego osądu.

Odchodzicie od Kościoła, dokonujecie apostazji i jesteście dumni ze swojego przebudzenia. W rzeczywistości jesteście cały czas manipulowani i w dalszym ciągu pasieni jak owce. Upadek Kościoła był zaplanowany już dawno. Chrześcijaństwo spełniło już swoją rolę ogłupiania owiec, a teraz tworzona jest religia Nowej Ery, Ery Wodnika. Będzie to kult nauki i rozumu. Będzie w tym dokładnie tyle samo nauki i rozumu, ile było duchowości i miłości w odchodzącej Erze – czyli czeka nas kolejne oszustwo: ściema dla owiec i lemingów!

Racjonalistyczne owce są tak samo bezmyślne i wierzące, jak owce religijne. Wierzą w wiadomości przekazywane przez media, w autorytety naukowe, w teorię Darwina, w globalne ocieplenie, w energetykę jądrową, w postęp naukowy w postaci GMO, w akademicką ekonomię, w naukową medycynę z jej onkologią i wakcynologią, w demokrację, w instytucje takie jak Unia Europejska, WHO czy ONZ i inne bzdury. Trzeba być mocno zahipnotyzowanym, żeby nie widzieć, że to wszystko jest iluzją.

Kapłani porzucili miejsce przed ołtarzem i zamienili je na katedrę wyższej uczelni. Z tej katedry dalej głoszą kazania dla wiernych i dalej przedstawiają swoim uczniom do wierzenia duby smalone, niektóre żywcem wzięte z Biblii, którą rzekomo z pogardą odrzucają, np. teorię wielkiego wybuchu. Nikt tej zbieżności nie zauważa, bo samodzielne myślenie dawno zanikło za sprawą prania mózgów religią.

Czy można dyskutować z człowiekiem wierzącym w religię lub naukę?

Nie da się! Jedynym celem wierzącego jest pozostać w wierze. On wdaje się w dyskusje tylko po to, żeby udowodnić sobie i innym, jak niezłomnie jest wierzący. Jest jak stuletni dąb opierający się huraganowi lub osioł, który się zaparł w kapuście. Po 2 tysiącach lat niszczenia mózgów lękiem i przymusem ślepej wiary człowiekowi można wmówić dosłownie wszystko. Nie ma takiej bredni, której ludzkie owce nie przyjmą za prawdę, jeśli zostanie ona podana przez księdza lub uczonego („laureata nagrody Nobla” w szczególności). Ze zwykłej ospy wietrznej zrobiono straszaka na miarę czarnej śmierci i masy w to uwierzyły. Żadne, nawet najbardziej niezbite dowody nie przekonają czciciela bałwana „postępu naukowego”, że GMO to śmierć.

Można wam wmówić wszystko, drogie owieczki. Za oknem wielki lodowiec, niespotykane opady śniegu zaskoczyły Europę, również Południową, i USA, ale media trąbią, że doświadczamy tragicznych skutków globalnego ocieplenia. Mało tego! Im więcej śniegu, im większe mrozy i im zimniejsze lata, tym bardziej jest to uznawane za naukowy dowód na ocieplenie. Bo nauka to nie to, co ty prostaczku widzisz, lecz to, co wynika z obliczeń i teoretycznych symulacji.

Jak powiedział George Orwell: „Tylko inteligent może w coś takiego uwierzyć – żaden zwykły człowiek nie mógłby być takim durniem”.

Na onkologii umierają niemal wszyscy pacjenci, ale to jest jedyny legalny sposób leczenia. To jest nauka!

Dzięki diecie makrobiotycznej i terapii Gersona zdrowieją niemal wszyscy pacjenci, ale to jest nielegalne. To nie jest nauka!

Pamiętajcie, żeby rzucać kamieniami za szarlatanami pokroju Gersona, bo to mordercy i kochać onkologów, bo to zbawcy (dają wam upragnione życie wieczne). A teraz sięgnijcie do kieszeni i oddajcie ostatni grosz najbogatszym instytucjom na świecie – bo nie stać ich na walkę z rakiem.

Dajecie się zabijać i jeszcze za to płacicie, genialne! Tylko owce mogą być tak „mądre”!

No więc pytam jeszcze raz – kto was uratuje, drogie owieczki?

Nikt was nie uratuje.

Musicie się uratować same.

Musicie przestać być stadnymi baranami pod wodzą pasterza i stać się wolnymi, rozumnymi istotami ludzkimi.

Zapomnijcie o Kościele, nauce, politykach – to wszystko ściema. Jedyne, co was uratuje, to PRZEBUDZENIE!

Potrzebujemy masy krytycznej, która zmieni świat. To właśnie ty możesz być kroplą, która przeleje kielich!

——————————-

Eksperyment: udostępniam ten tekst w wersji dźwiękowej. Jeśli chcesz oszczędzić oczy lub czas (możesz posłuchać przy zmywaniu lub wycieraniu kurzu) skorzystaj z tego pliku.

O naszych duchowych pomocnikach, czyli uważaj, kogo wzywasz do współpracy

Tym tekstem wyrażam „konstruktywną samokrytykę”. Pisałam wiele razy, że nie ma demonów ani diabłów i że jedynymi niebezpiecznie harcującymi w życiu ludzi bytami są te, które powołuje do życia ich ego lub podświadomość i że w najgorszym razie są to egregory. Otóż bardzo się myliłam. Egregory są groźne, ale główną przyczyną problemów NIEKTÓRYCH (absolutnie nie wszystkich!!!) osób parających się ezoteryką lub okultyzmem lub szukających spełnienia na tzw. „ścieżce duchowej” są byty, zwane (słusznie lub nie) demonami lub Szatanem. Czym jest Szatan wyjaśniłam w tej notce.

Zacznijmy od wyjaśnienia, że termin „ścieżka duchowa” jest przez większość wstępujących na nią adeptów całkiem opacznie rozumiany. Jeśli komuś się wydaje, że ścieżka duchowa da mu nadprzyrodzone moce i podziwiane przez tłumy zdolności, to bardzo się myli. Co gorsze, może się srodze rozczarować, a nawet narobić sobie kłopotów rodem z najstraszliwszego horroru.

Prawdziwy rozwój duchowy nie wyzwala żadnych wzbudzających zdumienie, a zwłaszcza przerażenie zdolności, zwanych w Indiach sidhi. Rozwój duchowy to po prostu najzwyklejsze w świecie przebudzenie z hipnozy, w której żyje prawie cała ludzkość. Przebudzony duchowo człowiek nie lewituje, nie czyni cudów ani nie ma (bo ich nie pragnie) zdolności podglądania najintymniejszych i starannie skrywanych przed światem tajemnic innych ludzi. Jest to osoba, która przestała wierzyć kapłanom, uczonym, politykom, mediom, autorytetom i ekspertom dowolnego rodzaju i innym sprzedawcom iluzji. To po prostu ktoś, kto widzi rzeczy takimi, jakie one są i nie da sobie wmówić żadnych religijnych, naukowych, politycznych czy dowolnych innych bzdur, przy pomocy których władza steruje ludzką owczarnią.

Niestety, większość ludzi żyje w przekonaniu, że na ścieżce duchowej czekają jakieś fantastyczne dary: zdolność czynienia zadziwiających cudów, wglądu w przeszłość i przyszłość świeżo poznanej osoby, umiejętność uzdrawiania dotykiem itp. Niektórzy przeżywają fascynacje wywoływaniem duchów, piciem krwi, rzucaniem klątw i podporządkowywaniem sobie bliźnich przy pomocy magii. I szukając takich mocy wpadają w sidła zła.

Wszyscy słyszeliśmy o znanych i podziwianych przez tłumy tarocistach czy astrologach słynących z tego, że wiedzą wszystko, nawet to, na jaki kolor pomalowane są ściany w twoim mieszkaniu, jak ma na imię twoje najmłodsze dziecko, a nawet jakiej marki i z którego rocznika samochodem jeździsz. Leszek Szuman znany był z tego, że zapisywał datę przyszłej śmierci każdego swojego klienta i podobno nigdy się nie mylił.

Zawsze mnie to zadziwiało, bo chociaż studiowałam astrologię przez lata i u wielu różnych nauczycieli, żaden z nich nigdy nie uczył nas wyliczania z horoskopu dat przyszłych wydarzeń, a o znajomości imion dzieci czy kolorów i marek samochodów nawet nie wspomniał. A jednak wciąż donoszono mi o astrologach, którzy takie rzeczy swoim klientom mówili i nigdy się nie mylili. Bardzo mnie to zadziwiało i zaczęłam nawet podejrzewać, że moi nauczyciele byli nieukami.

Zdolności niektórych przepowiadaczy przyszłości były tak wielkie, że zapewniły im miejsce w historii. Niektórzy z racji tych uzdolnień zostali nawet uznani za świętych. Święty Jan spisał przepowiednię dla całego świata, zwaną Apokalipsą. Nostradamus widział przyszłość jakby odbywał przejażdżkę maszyną do podróży w czasie. Baba Wanga przepowiedziała skażenie radioaktywne całej półkuli północnej. I – o zgrozo – przepowiednie te realizują się na naszych oczach!

Jakim cudem ci ludzie znali przyszłość, skoro przyszłość tworzona jest na bieżąco przez nas samych?

W końcu zrozumiałam skąd pochodzi „nadprzyrodzona” wiedza, którą dysponują niektórzy tarociści, astrolodzy i uzdrowiciele. Bynajmniej nie odczytują jej z kart ani z horoskopu, bo tym sposobem zdobyć się jej nie da.

Otrzymują ją dzięki pomocy „przewodników duchowych” i „aniołów”, a raczej bytów, które się za przewodników duchowych i anioły podają, ale żeby taką pomoc otrzymać, należy o nią poprosić, a raczej skorzystać z ochoczo podsuniętej oferty. Oni aż się palą, żeby za ciebie pracować i czynić cuda. A nawet, żeby uczynić cię sławnym.

Skąd ten zapał do niewolniczej i anonimowej pracy na cudzy rachunek?

Niestety, na tym świecie nie ma nic za darmo!

W moim forum pojawił się ostatnio osobnik o nicku „hipnotyzer1”, który w cudowny sposób uzdrawia, niczym sam Jezus. Według niego przyczyną nowotworów są energetyczne pasożyty, więc wystarczy je wygonić, aby choroba znikła bez śladu. Poczuł się tak wielki, że kiedy tylko wkroczył na moje terytorium z marszu posłał do diabła wszystkie metody leczenia i uzdrawiania, z doktorem Gersonem i vilcacorą na czele. Wszystkie te metody uznał za guzik warte i nie dorastające do pięt jego cudownym umiejętnościom, po czym zostawił swój numer telefonu, żeby każdy mógł skorzystać z jego usług. Oczywiście – nie za darmo.

Dalsza dyskusja w forum wyjaśniła, na czym polega cudowność usług tego „speca”. Otóż pracują za niego dwa „Anioły”, których moc jest tak wielka, że żaden pasożyt im się nie oprze.

Pracują Anioły… a kto bierze pieniądze?

Pieniądze kosi pan „hipnotyzer1”!

Czy to uczciwy układ?

Nie sądzę. Bo wygląda na to, że „hipnotyzer1” czerpie korzyści z niewolnictwa. Dwaj anielscy murzyni ciężko pracują, a on zgarnia kasę, którą oni zarobili.

Za pana tarocistę czy wszystkowiedzącego astrologa również całą robotę odwalają jacyś niewidzialni pracownicy. Jasnowidzom, znającym przyszłość świata również ktoś ją przedstawia.

Niektórzy z nich są nawet w pełni świadomi faktu, że nie są to anioły, lecz demony. Ale się oszukują, że to „dobre” demony. Oni z tymi złymi się nie zadają. I oczywiście wierzą, że są tacy sprytni, że bezbłędnie rozpoznają, które są dobre, a które niedobre.

Ktoś pewnie zaraz spyta, co w tym złego, skoro anioły, a nawet demony nie potrzebują pieniędzy?

Chodzi o to, że na tej planecie nie ma nic za darmo. Na tej planecie toczy się śmiertelna walka o energię. Pieniądze też są formą energii, ale ponieważ na tamtym świecie nie mają one wartości, rachunki muszą być wystawiane w innej walucie. Walutą w tym interesie jest dusza. Lub całe mnóstwo dusz, np. cały naród. Szkoda, że zawierający kontrakt cwani okultyści i uzdrowiciele nigdy o to nie pytają. Niewyobrażalnie rozdęte ego, wizja zarobienia wielkiej forsy za nic i możliwość grania roli celebrytów w pudle dla idiotów tak ich zaślepia, że tracą zdrowy rozsądek i nie myślą o konsekwencjach. A kiedy w końcu zobaczą rachunek śmiertelnie się przerażają! Wielu z nich kończy w szpitalu psychiatrycznym, inni szukają ratunku w Kościele. Niestety, wpadają z deszczu pod rynnę, ponieważ Kościół jest instytucją demoniczną. O tym, jak bardzo demoniczny jest Kościół i jaką perfidną zasadzkę zastawił na ludzkie dusze będzie jeszcze mowa na końcu.

Mali okultyści sprzedają swoje własne dusze. Ale i sławę dostają małą.

Wielcy gracze przechodzą do historii, ale rachunek za to wystawiany jest całym narodom, a nawet światu. Na szczęście ci cwaniacy obiecali sprzedać coś, co do nich nie należy, więc nie ma szansy, by ten kontrakt został sfinalizowany. Ale demony mimo to liczą na swoją zdobycz i gotowe są nawet uciec się oszustwa, żeby tylko ją otrzymać.

Jak już pisałam Apokalipsa nie jest przepowiednią, lecz scenariuszem napisanym i realizowanym przez kosmiczne pasożyty okupujące naszą planetę i hodujące ludzi niczym bydło. Jan, który tę Apokalipsę spisał pisze wyraźnie, że rozmawiał z potężnym osobnikiem, którego wziął za Boga i że na jego zlecenie spisał tę księgę. Wygląda na to, że zaproszono go do kina, w którym wyświetlano trójwymiarowy i stereofoniczny film holograficzny, tak realistyczny, że nie do odróżnienia od rzeczywistości.

Podobną sztuczkę pokazano Nostradamusowi. Obaj otrzymali polecenie spisania tego, co widzieli.

A co widzieli?

Wojny i zniszczenia, które zaplanowali i realizują twórcy scenariusza tego „futurystycznego filmu”!

To nie my wywołujemy wojny!

Wszystkie wojny światowe (również trzecia), wraz z dokładnymi datami ich wybuchu, zostały zaplanowane tysiące lat temu, za czasów św. Jana i innych „proroków”.

Ci „prorocy” czanelingowali przekaz z szatańskiego źródła.

I teraz mamy być ukarani zagładą za to, że jesteśmy krwiożerczą i wojowniczą rasą, mordującą w wojnach przedstawicieli własnego gatunku!!!

To dopiero jest perfidia. Perfidia godna Szatana!

Za tę oszukańczą „usługę” ma teraz zapłacić cała ludzkość, dobrowolnie uznając się za niegodnych życia grzeszników, którzy muszą być za karę zgładzeni. Mamy wyrazić dobrowolną zgodę na to, by nas, niczym szczury lub insekty, wybito! Niestety, wielu ludzi uwierzyło w tę bajkę i powtarza jak mantrę śpiewkę o tym, że człowiek niszczy planetę, że jest rakiem na jej ciele i że nie zasługuje na dalsze istnienie.

Na wypadek, gdyby ten plan się nie powiódł, nasi okupanci mają alternatywną ofertę: ukoronujcie Jezusa na króla Polski i namówcie inne narody, by poszły w wasze ślady, a Bóg was ocali. Jeśli tego nie zrobicie, spotka was zagłada tak straszna, jakiej świat dotąd nie widział.

I mamy uwierzyć, że taką propozycję nie do odrzucenia, w stylu najgorszych bandziorów z sycylijskiej mafii, przedstawia nam sam Bóg, Stwórca Wszystkiego?!

Niezwykłość i rangę tego żądania wyraża ostrzeżenie Boga, skierowane do nas za pośrednictwem Rozalii (Celakówny), że na świat nadchodzi kara o wiele cięższa od kary potopu, a także zapewnienie, że Polska nie zginie, o ile uzna w wyżej opisany sposób Jezusa swym Królem. W ślady Polski, jak zostało to zapowiedziane Rozalii, pójdzie wiele innych narodów, które także uznają w Jezusie swego jedynego Króla i Boga; tylko one ocaleją z powszechnej zagłady.

Tej intronizacji ma dokonać nie tylko Kościół, ale i władze świeckie! Ma to być intronizacja „totalna”, religijna i świecka, żeby nikt nie mógł powiedzieć „nie w moim imieniu!”

Jest ratunek dla Polski, jeśli Mnie uzna za swego Króla i Boga w zupełności przez Intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym państwie z rządem na czele… (Rozalia Celakówna, Wyzniania, s. 263n.).

Dalej czytamy coś absolutnie kuriozalnego:

Ceremonia Intronizacji dotyczy także, i przede wszystkim, Pana Jezusa. Wyznajemy bowiem, że Jezus jest Królem Wszechświata, a więc Władcą nie tylko wszystkich ludzi i narodów, ale także Panem (Królem) całego stworzenia. Jego władanie jest absolutne: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi (Mt 28,18). Jest więc najwyższym i de facto jedynym Władcą: Królem królów i Panem panujących (por. Ap 19,16).

Zaraz, zaraz, chwileczkę, chyba coś tu się nie zgadza!

To światem nie rządzi już Bóg?

Bóg odszedł na emeryturę i przestał być Bogiem?

Zrzekł się władzy niczym stary król, który abdykuje by koronować syna?

Podobno Bóg jest wieczny! Nigdy się nie narodził i nigdy nie umrze, jakże więc mógłby się zestarzeć i zmurszeć na tyle, by być niezdolnym do rządzenia dziełem, które powołał do życia?

A może raczej został od władzy odsunięty?!

Widzicie ten wredny podstęp?

Żąda się od nas, żebyśmy wyrzekli się spierniczałego, niezdolnego do istnienia starego Boga-Stwórcy i zastąpili Go Jezusem, młodym Bogiem!

Proces ogłupiania wiernych trwa od dawna, bo Kościół zawsze nauczał, że należy się modlić do Jezusa, a nawet do pomniejszych świętych, a nie do Boga.

Dlaczego?

To jest cyniczny podstęp i pułapka.

Jezus był nauczycielem duchowym, który przybył na ziemię nauczać ludzi, żyjących 2000 lat temu. Dawno wykonał powierzoną Mu misję i odszedł. Jezus, którego wykreowała religia nie ma nic wspólnego z tamtym Jezusem i z Jego duchową misją. Jezus religii jest WYŁĄCZNIE egregorem, stworzonym przez demoniczne siły, rządzące tą planetą i ludzkością. Egregor jest oszukańczą pułapką dla dusz. Jego zadaniem jest odgradzanie wiernych od Boga. Ludzie modlą się do sztucznie wykreowanej postaci, która niczym gąbka wchłania ich emocje oraz prośby i zatrzymuje w sobie.

Wszystkie manifestujące się w objawieniach „Jezusy”, „Matki Boskie” i inne „anioły” to paskudne egregory lub groźne demony!

Módl się do Boga! Nie potrzebujesz żadnych pośredników!!!

Pośrednicy roztrwaniają energię, jak stacje przesyłowe prąd elektryczny.

Pomóc Ci może jedynie prawdziwa boskość, więc nie szukaj jej pod jasno świecącą latarnią, lecz tam, gdzie ona jest!

Trochę przedświątecznych herezji o Szatanie, kosmitach i karmie

Od dawna mam wrażenie, że jestem wewnątrz jakiejś szalonej gry komputerowej, która rozgrywa się według chorych, nie dających szans na zwycięstwo zasad. Jedna strona skupia w swoich w rękach wszystkie atuty, takie jak władza, śmiercionośne rodzaje broni, możliwość inwigilacji przeciwnika i dostęp do każdego rodzaju informacji, a co najgorsze jest zwyczajnym, pozbawionym współczucia i moralności psychopatą, natomiast druga strona staje do rozgrywki z gołymi rękami, a co gorsze nie ma pojęcia w co, z kim i według jakich reguł ma grać. A co jeszcze gorsze – święcie wierzy, że przeciwnik jest uczciwy, szlachetny i… demokratycznie wybrany przez jego drużynę, po to, żeby mu służyć i działać dla jego dobra.

Czy drużyna naiwnych golasów ma szansę wygrać w tak napisanej grze?

Tylko na nas spójrzcie. Wszystko jest na wspak, wszystko jest do góry nogami: lekarze niszczą zdrowie, prawnicy niszczą sprawiedliwość, uniwersytety niszczą wiedzę, rządy niszczą wolność, główne media niszczą informacje, a religie niszczą duchowość. [Michael Ellner]

Tak działają autorytety i instytucje, którym bezgranicznie ufamy, bo wierzymy, że zostały „demokratycznie” powołane do dbania o nasze dobro i bezpieczeństwo. Nie wiemy jednak, że wszystkie te „niezależne” instytucje zostały wykupione przez grupę wpływowych ludzi potajemnie rządzących światem i zamiast służyć naszemu dobru służą wyłącznie do dojenia z nas pieniędzy.

Medycyna ma przynosić zyski służbie zdrowia, a ponieważ skuteczne leczenie jest nieopłacalne zmieniono metody kształcenia lekarzy w taki sposób, żeby niczego wyleczyć nie umieli.

Prawo działa według zasad moralnych Kalego: jeśli służy rządzącej elicie, to jest sprawiedliwe, jeśli sądzi na korzyść szarego obywatela, to jest niesprawiedliwe i wyrok należy zmienić.

Ślepo wierzymy uczonym, więc nie negujemy niczego, co nam do wierzenia, niczym religijni kapłani, obwieszczają. Bezkrytycznie przyjmujemy informacje o dziurze ozonowej, o globalnym ociepleniu spowodowanym przez człowieka i wpływie CO2 na wzrost temperatury na ziemi – a przecież są to kompletne bzdury, na które kiedyś nie dałby się nabrać uczeń 5 klasy szkoły podstawowej! Ale dziś nawet ludzie po studiach nie są w stanie odkryć, że „eksperci” robią ich w naukowego konia. Po co to robią? Oczywiście po to, żeby obłożyć nas podatkiem węglowym i podnieść ceny na gaz i ropę.

Media już dawno przestały być niezależne, bo wszystkie znalazły się w rękach ludzi sprawujących władzę i kłamią na jedną nutę, kreując fikcyjną rzeczywistość, wygodną dla rządzących gawiedzią.

Reguły Rachunku Prawdopodobieństwa mówią nam, że bez najmniejszego udziału inteligencji, w 50% przypadków zdarzenia w naszym świecie powinny prowadzić do powiększania dobra oraz korzyści dla ludzkości. W czysto mechaniczny sposób życie w naszym świecie powinno było przejawić coś w rodzaju „równowagi”. Uwzględniając dodatkowo czynnik inteligentnych decyzji czynienia dobra, wynik powinien wzrosnąć do mniej więcej 70%. Oznaczałoby to, że ludzkość posuwałaby się przez stulecia naprzód, aż do stanu, gdzie dobro i pozytywne rzeczy zdarzają się w naszym życiu dużo częściej niż „negatywne” czy „złe”. Tym samym wiele problemów ludzkości znalazłoby efektywne rozwiązanie. Wojna i konflikty stałyby się rzadkością, co najmniej 70 procent ziemskiej populacji miałoby przyzwoitą opiekę medyczną, pewny dach nad głową, wystarczającą ilość pożywnego pokarmu, tak że prawie nie słyszałoby się o śmierci z powodu choroby czy głodu. Fakty są jednak zupełnie inne. [Laura Knight-Jadczyk]

Dlaczego tak się dzieje? Kto nam przeszkadza i jak to robi?

To jest pytanie, na które mało kto potrafi odpowiedzieć!

Zacznę od samego początku, czyli od stworzenia świata. Mamy do dyspozycji trzy wersje, wszystkie jednakowo zwariowane.

Wersja chrześcijańska: świat został stworzony w 7 dni przez Boga z brodą, który na końcu ulepił człowieka z pyłu ziemi i tchnął w niego życie. Ale potem zjawił się Szatan udający węża, oszukał pierwszą parę, która za jego namową zjadła owoc z drzewa znajomości dobrego i złego, za co Bóg się wkurzył i wygnał ich z raju. Z powodu tego owocu ród ludzki ma przerąbane, a kobieta jeszcze bardziej. I dlatego na tym świecie wszystko jest do d…, ale na szczęście dobry Bóg dał ludziom swojego ukochanego Syna, żeby go ukrzyżowali, a potem po Nim płakali, i ten Syn, zanim go zabili, stworzył Kościół, żeby to Szatan miał przerąbane, a nie człowiek, ponieważ za sprawą tej śmierci (zwanej „ofiarą”) zostaliśmy zbawieni. Szatan wprawdzie i tak próbuje szkodzić, a wszystko w świecie dalej jest kompletnie bez sensu, ale nic nie szkodzi, bo mamy spowiedź, odpusty i co tydzień mszę świętą, więc i tak pójdziemy do raju, nawet jeśli się stoczymy na samo dno.

Wersja ateistyczna: świat po prostu powstał. Tak mi wyjaśnił pewien „racjonalista”. PO PROSTU POWSTAŁ! Powstał, bo coś straszliwie pierd…nęło, zrobił się chaos, czyli niewyobrażalny wprost bałagan, który potem się sam uporządkował (przez czysty przypadek oczywiście), bakterie też powstały (tak po prostu, z niczego), a potem była ewolucja, z bakterii powstało wszystko co żyje, a na końcu człowiek (z małpy). Wszystko bez wyjątku w świecie który powstał było do d…. (a niby jak miałoby być dobrze, skoro był chaos, a człowiek to też małpa, tyle tylko, że inteligentna… chyba inaczej), ale na szczęście na końcu powstała nauka i zjawili się uczeni i obecnie naprawiają to partactwo, które wydalił z siebie Wielki Wybuch. Uczeni już niedługo zwalczą całe zło: choroby, głód i wojny, a na świecie zapanuje raj. [Jasne, oczywiście, zajrzyjcie na onkologię, a przekonacie się, jak wygląda zwycięska walka z chorobami, przemyślcie również fakt, że to nauka tworzy najbardziej zabójcze i zagrażające istnieniu naszej cywilizacji rodzaje broni oraz wymyśla najbardziej psychopatyczne sposoby uśmiercania bliźnich, lol].

Wersja kosmiczna: nie wiadomo kto stworzył świat, ale przynajmniej wiadomo, kto stworzył człowieka: byli to bardzo uczeni i dobrzy kosmici. I stworzyli go na swój obraz i podobieństwo. I byli dla człowieka dobrzy, dbali o niego, uczyli go uprawy roli, leczenia chorób, budowania miast i wszelkiej mądrości, a on w swojej naiwności traktował ich jak bogów i oddawał im cześć. I było fajnie jak w raju, ale któregoś dnia naszą piękną planetę wypatrzyły paskudne i złe do szpiku kości Jaszczury żyjące w najciemniejszych zakamarkach Wszechświata i postanowiły ukraść tę piękną posiadłość wraz z całym dobytkiem. Więc pod wodzą niejakiego Jahwe wsiadły na swoje ogniste rydwany i przybyły mordować, niszczyć i łupić. Dobrzy bogowie nie zamierzali oddać swojego rajskiego ogrodu, więc również wsiedli na swoje ogniste rydwany i przystąpili do wojny, ale niestety przegrali ją i musieli zmykać. Tym sposobem ludzkość wpadła w straszliwe tarapaty, bo nie dość, że jej nowi właściciele byli do szpiku kości źli i patologiczni, to jeszcze nie mieli życzenia użerać się z ludzkością rozumem równą bogom. Zamienili ją więc dzięki genetycznym modyfikacjom w bezrozumne stado baranów. Żeby było jeszcze śmieszniej herszt Jaszczurów, wspomniany Jahwe, okrutnik i psychopata, ogłosił się Bogiem Wszechmogącym, co spowodowało powszechną schizofrenię u jego wyznawców, którzy musieli wierzyć, że jest samym dobrem i miłością, a jednocześnie widzieli, że każdego, kto mu podskoczył karał okrutną śmiercią i że lubował się we krwi. Pasjami kochał pokrywać wzgórza trupami całych narodów i „karmić swój miecz mięsem”, kochał też napletki, ale naprawdę nie wiem, do czego były mu one potrzebne, zwłaszcza w hurtowych ilościach.

Krwią upoję strzały moje, a miecz mój naje się mięsa, krwią poległych i pojmanych z nieczesanych głów wrogów” (Pwt 32.42)

Z wiary w te głupoty powstało chrześcijaństwo, które z miłości do bliźniego torturowało i paliło na stosie i do reszty ogłupiło ludzkość. Ale czego można spodziewać się po religii, która Szatana wyniosła na ołtarze i modli się do niego, błagając go o wyzwolenie spod władzy Szatana – prawdziwa komedia pomyłek!

Tak, kochani, to nie pomyłka – Kościół Katolicki czci Szatana i jemu służy!

Jako pierwsi odkryli to Gnostycy. Pomyśleli i wyszło im (całkiem słusznie), że Jahwe żadną miarą nie może być Bogiem. A nawet jeszcze gorzej – że jak nic musi być diabłem wcielonym, a w najlepszym razie szalonym i niedoskonałym Demiurgiem. Pomyśleli jeszcze trochę i doszli do wniosku, że Bóg jest gdzieś tam, ale na pewno nie tu, na ziemi. Bo tu niepodzielnie rządzi Jahwe, czyli Szatan. Przykra sprawa, ale jesteśmy całkowicie we władzy Szatana, który ustala prawa i niepodzielnie rządzi tym światem!

Żeby było jasne: wszystko wskazuje na to, że Jahwe to Szatan i jednocześnie Jaszczur! Jest to ta sama postać, w trzech przebraniach (obejrzyjcie sobie stare obrazy przedstawiające Szatana, a przekonacie się, że często wygląda on jak wielki jaszczur).

A teraz uwaga: to Szatan ustanowił prawo karmy! W czasach, kiedy ludzie po odejściu dobrych bogów skryli się w jaskiniach i zostali cofnięci niemal do stanu zwierzęcego, Szatan napisał program komputerowy bardziej genialny, niż geniusze z Microsoftu i nawet precyzyjniejszy, niż wyliczenia w najlepszym, szwajcarskim banku. Tego programu nie da się oszukać, każdy ma swoje konto i to nie na jedno wcielenie, lecz na wszystkie, od początku świata aż do dnia w którym w końcu (a jednak…) osiągnie oświecenie, które wyzwala człowieka z trybów karuzeli wcieleń.

Pomyślmy chwilkę, jakie to ma dramatyczne następstwa: człowiek został genetycznie uszkodzony, jego umysł nie pracuje prawidłowo, jego myślenie jest dalekie od doskonałości, jego poczucie moralności jest wypaczone, kieruje się irracjonalnymi impulsami i najczęściej niskimi pobudkami… i wszystkie jego uczynki są precyzyjnie zapisywane na jego karmicznym koncie. Za każdy zły czyn jest pokuta w następnym wcieleniu, a jeśli popełni kolejny zły czyn zadłużenie rośnie. Złych czynów jest zdecydowanie więcej niż dobrych, więc konto jest wciąż zadłużane (analogicznie jak konta wszystkich państw świata w Banku Światowym – zasada „jak na górze, tak na dole”).

Perfidia polega na tym, że Kościół (będący jak już wiemy świątynią Szatana) zakazał nauczania o reinkarnacji i prawie karmy. Z tego powodu ludzie nie mają pojęcia, że zaciągają dług karmiczny i nie znają sposobu, żeby się z tej pułapki wyplątać. Zamiast tego wierzą naiwnie, że już są zbawieni i że nic nie muszą robić, poza regularnym spowiadaniem się i klepaniem pacierzy. To jest wyjątkowo perfidna pułapka dla duszy, ponieważ nie ma takich argumentów, które przekonają katolika, że nauki Kościoła są fałszywe i że zbawienie nie istnieje – w każdym razie nie w takiej postaci, jaką obiecuje Kościół. Zbawić trzeba się samodzielnie, a do tego potrzeba WIEDZY i mądrości, a nie bezmyślnej, owczej wiary.

A co w takim razie z Bogiem? Tym prawdziwym, a nie fałszywym, rządzącym tym światem?

Bóg jest Bogiem, więc tak naprawdę to On jest władcą tego świata. Z jakiegoś względu zgodził się na taki układ i pozwolił Szatanowi przejąć władzę nad tym skrawkiem Wszechświata. Może po prostu sprawdza, czy Jego dzieło, nawet tak bardzo uszkodzone przez szatańskie kombinacje zdoła rozbudzić w sobie ten nikły płomyczek boskiego światła, które w nim pozostało?

Tak czy inaczej człowiek wcale nie jest pozostawiony na pastwę Szatana i jeśli naprawdę tego zapragnie, może się zwrócić o pomoc do Boga i jeśli jest to prośba szczera i bezinteresowna otrzyma ją. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, więc cierpienie często wychodzi nam na dobre. Z serca płynąca modlitwa o pomoc i ufne oddanie się Bogu pod opiekę czyni cuda. I to jest jedyny skuteczny sposób wyzwolenia się z pułapki karmicznej. Kiedy dojdziemy o tego etapu przestaje nas interesować prestiż, majątek i sprawy przyziemne. Zamiast tego zyskujemy głębokie zrozumienie praw rządzących tym światem i wyzwolenie z lęku. Szatan traci nad taką osobą władzę i w żaden sposób nie zdoła jej zaszkodzić.

Niestety, większość ludzi szukając wyjścia z labiryntu, w którym zabłądzili w desperacji robi bardzo głupie rzeczy. Żeby znaleźć wyjście z karmicznego zadłużenia trzeba być świadomym jak działa ten system, bo bez tej wiedzy nie można się wyzwolić. Niestety, nawet te osoby, które uwierzyły w prawo karmy postępują głupio i same sobie szkodzą.

Jednym z przykładów jest powszechna wśród osób znających prawo karmy wiara, że przed obecnym wcieleniem sami zgodziliśmy się na cierpienie, ból i podłe traktowanie (np. przez toksycznych rodziców), gdyż rzekomo jest to dla nas bardzo korzystne i rozwojowe. Cierpienie nie jest rozwojowe, chyba że osiągnie ekstremalne natężenie, które zmusi ofiarę do szczerej modlitwy – pisałam o tym wcześniej. Zwykle jednak cierpienie nie jest aż tak wielkie, więc je cierpliwie znosimy, wierząc, podobnie jak chrześcijanie, w jego zbawczą moc. I na wieki tkwimy w tym kłamstwie nie czyniąc ani kroku ku wyzwoleniu. Setki wcieleń idą na marne, a my nie czynimy żadnego postępu. Dzieci toksycznych rodziców same są złymi rodzicami, bo nikt ich nie nauczył kochać i szanować własnych dzieci, ich dzieci również wyrastają na toksycznych rodziców i tak w nieskończoność – co jest w tym zbawiennego?

To kolejna pułapka i kolejna fałszywe prawo duchowe. Problemy należy rozwiązywać i nie przekazywać ich następnym pokoleniom. Przekazywać należy miłość i dobro, a nie zło!

A oto kolejny przykład – fragment mojej dyskusji z „anonimową” w moim blogu astrologicznym:

Anonimowa: Spłata długów w tradycyjny sposób również jest dyskusyjna. Niektórzy twierdzą, że trzeba przepracować, inni ją rozpuszczają, trzeci noszą specjalne branzoletki, które znoszą karmę, jogini w Indiach tak robią.
Ja: Kapłani w Indiach sprzedają bransoletki i fikcyjne środki do rozpuszczania karmy (może „Kreta”?), a nasi księża biorą kasę za odpusty, np. masowo w Wielkanoc. Wszystko to są bzdury, z których żyją kapłani wszystkich religii bez wyjątku. I dzięki temu pracują dla Szatana, ponieważ na dłużej usidlają ludzi w sidłach karmy i głupoty.
Anonimowa: Przeczytaj autobiografię jogina, poczytaj o kroplach korte a potem iroznizuj o środkach rozpuszczających kret. Skąd wiesz, że to bzdury? Znam osoby, które się tym zajmują, ropuszczają stare blokady, przykładowo z tego życia, albo kilastet lat wstecz i problemy znikają za jedną sesja.

No proszę, jaki prosty sposób na karmę! Można ją rozpuścić – za pieniądze! Nic nie rób, nie pracuj nad sobą, nie staraj się być mądra ani dobra, zamiast iść po rozum do głowy po prostu idź do jogina i kup od niego krople rozpuszczające karmę! Zażyj, a karma zniknie jak syf z rur po wlaniu „Kreta”! Szkoda naprawdę, że jogin nie sprzedaje mądrości. Ale nic w tym dziwnego, bo gdyby to robił straciłby klientów i źródełko dochodów za nicnierobienie zwyczajnie by wyschło.

Cały świat sprzedaje nam Kreta do rur – na każdy problem bez wyjątku!

Lekarze sprzedają pigułki, prawnicy sprawiedliwość, naukowcy carbon tax, rządy bezpieczeństwo w postaci ustaw przeciwko terrorystom (czyli nam), Kościół odpusty, a jogini krople na karmę. Jakie to proste! Szkoda tylko, że ludzi uwikłanych w grzech i karmę nie ubywa, lecz przybywa – jest nas już dobrze ponad 6 miliardów, a będzie więcej. Chyba, że zostaniemy zbawieni za jednym zamachem jakąś naukowo opracowaną bronią masowej zagłady, która oczyści planetę z całej ludzkości wraz z jej ciężką karmą. Ale ta karma i tak powróci, bo nic w przyrodzie nie ginie. Dlatego lepiej pracy nad sobą nie odkładać na jutro, lecz załatwić to dziś – w tym wcieleniu.

Bierzmy się odważnie do roboty!!! Na pohybel Jahwe, Jaszczurom i całemu wężowemu potomstwu!

PS. Jak zwykle po opublikowaniu tekstu jeszcze coś mi się przypomniało: „jak na górze, tak na dole”, mrówki hodują mszyce dla słodkiej spadzi, my hodujemy zwierzęta dla mleka, wełny i mięsa, a Raptilianie hodują nas, dla luszu.

Przepowiednie dla świata, czyli czy nasz los jest zdeterminowany?

Wszyscy ludzie z naszego kręgu kulturowego, nawet ateiści (jako, że większość nich urodziła się i dorastała w typowych rodzinach katolickich) znają Apokalipsę, czyli Proroctwo świętego Jana. Jest to najbardziej znana i niemal oficjalnie uznana przepowiednia dla świata. Napisana jest wprawdzie takim językiem, że normalny człowiek nie jest w stanie nic z tego zrozumieć, ale od czegóż mamy biblijnych „interpretatorów”, którzy opatrzyli ją większą ilością (całkowicie bezsensownych) przypisów i objaśnień, niż jest treści w oryginalnym tekście.

Oprócz Apokalipsy okresowo objawiają się nam na niebie przeróżne Maryje i Jezusy, które pomstując niemiłosiernie (jak nie przymierzając, sam diabeł) i przeklinając ludzki ród straszą nas mieczem, pomstą i zagładą, jeśli głupia i podła ludzkość natychmiast nie zacznie się modlić.

Po prostu… modlić!

ROTFL!

Mamy też Nostradamusa, który w słowach równie zawiłych i niezrozumiałych jak Apokalipsa przekazuje swoje widzenie przyszłości i do kompletu Babę Wangę, wizjonerkę z Bułgarii, która wsławiła się wieloma trafnymi przepowiedniami (ciekawe, kto ją inspirował, czyżby to UFO, które widziała nadzmysłowo?). Upss, zapomniałabym, mamy jeszcze przeróżnistych kosmitów, nieustająco czanelingujących z jakichś odległych planet. Oni też nie są dla nas zbyt mili, widocznie nikt w całym wielkim kosmosie, z samym „bogiem” Jahwe włącznie, nas nie lubi.

Wszyscy nas straszą na potęgę. I przeklinają. I wszyscy radują się, że nie żyją w naszych czasach.

Mamooo, nikt nas nie lubi, buuuuu :(!!!

A my? No cóż, my mamy najwyraźniej straszliwego pecha, że zostaliśmy skazani na życie w czasach końca i zagłady. I że zapłacimy za grzechy wszystkich naszych grzesznych przodków, od czasów Adama i Ewy, a najbardziej za wyczyny rządzących naszą planetą psychopatów, z którymi w żadnym razie się nie utożsamiamy, jako że jesteśmy ofiarami, a nie beneficjantami ich podłych wyczynów.

No, ale żyjemy przecież w wariatkowie, a tu obowiązują prawa ustalone przez jakże sprawiedliwego „boga” Jahwe, który za czyny oprawców każe ich ofiary.

Tradycja jest kontynuowana, więc nie narzekajmy, lecz jak ten Cygan z przysłowia pozwólmy się powiesić za winy chłopa. Amen!

Każdy kto zna Apokalipsę musiał słyszeć o „znamieniu bestii”, które ma się znajdować na prawej ręce lub na czole i bez którego nikt nie będzie mógł niczego sprzedać ani kupić. Przez niezwykły „przypadek” władza pracuje nad chipem RFID, który ma być wszczepiony w prawą rękę lub czoło każdego bez wyjątku mieszkańca naszej planety. Dokładnie tak, jak mówi Apokalipsa. Ma on zastąpić dowód osobisty, kartę kredytową, klucz do drzwi i wszystko, co tylko współczesnemu człowiekowi potrzebne jest do życia. A nawet więcej – bo nie tylko do życia, ale i do śmierci również. Jak skoczysz władzy obywatelu, to cię władza wyłączy. Odetnie ci dostęp do konta w banku, więc zanim zdechniesz z głodu przyjdziesz do władzy na klęczkach i będziesz ją po rękach, a nawet dupie całował, żeby zechciała ci wybaczyć i przywrócić cię do łask. A jeśli nie zdołasz jej przekonać, to wyłączy ci nie tylko bank, ale i ciebie samego. Na wieki wieków. Amen!

Prawda, jakie to prorocze dzieło ta Apokalipsa?

Wszystko to było wiadomo już na początku świata!

Jaki ten Jahwe jest wszystkowiedzący, prawda?

NIEPRAWDA!

Jahwe nie był jasnowidzem, a ta księga nie jest proroctwem.

Ona jest… SCENARIUSZEM!

Tak, scenariuszem napisanym i realizowanym przez wieki.

To wyjątkowo chytry plan…

Ludzkość nie zdaje sobie sprawy z tego, jaką jest potęgą. Ludzkość nie zdaje sobie sprawy z tego, jaką potęgą są jej myśli i energia mentalna.
My jesteśmy bardzo groźni dla naszych okupantów. Ale nie jako armia, lecz jako ŚWIADOMOŚĆ.

Oni nie boją się naszej siły militarnej, ponieważ ludzkość już dawno została całkowicie rozbrojona, a armie i policje wręcz przeciwnie, uzbrojone w kosmiczne maszyny do pałowania i zabijania.

Nie możemy powstać zbrojnie, bo nas zmiotą z powierzchni ziemi. W starciu zbrojnym nie mamy żadnych szans.

Naszą bronią jest świadomość.

Obecna wojna toczy się właśnie o ŚWIADOMOŚĆ!

Władza robi co może, żeby nas tej świadomości pozbawić, a nawet żeby ją wykorzystać przeciwko nam.

Temu celowi służą przymusowe i zmasowane, powodujące autyzm szczepienia od pierwszej doby życia, skażona agrochemią, przetworzona, zawierająca neurotoksyny (aspartam, glutaminiany, konserwanty i inne „E”), napromieniowana, pozbawiona witamin i soli mineralnych żywność, zakaz dostępu do ziół, zakaz korzystania z pomocy homeopatii i medycyny naturalnej i w końcu przymus korzystania z medycyny alopatycznej, ze szczególnym naciskiem na chemioterapię, zalecaną ostatnio nie tylko w „leczeniu” nowotworów, ale niemal nawet na katar i chrypkę.

Cała ta wszechobecna, obca naturze chemia nie tylko powoduje choroby (czy chory człowiek jest w stanie sprawnie myśleć?), ale bardzo źle wpływa na sposób funkcjonowania mózgu i całego systemu nerwowego.

Straszące nas końcem świata, karą boską i zemstą za nasze rzekome grzechy przepowiednie i objawienia z wyzywającymi nam Jezusami i Mariami w roli głównej mają jeden cel: sprawić, żebyśmy uwierzyli, że jesteśmy niegodni, podli i nic niewarci i że nie zasługujemy na nic innego, jak starcie z powierzchni ziemi.
Jeśli cała ludzkość w to uwierzy, będzie to pożądana przez najeźdźców zmiana świadomości ludzkości. Jej energia mentalna zostanie ukierunkowana na samozagładę. Sami się zniszczymy lub zamienimy w niewolników, posłusznie błagających Jaśnie Panią Władzę o opiekę i ratunek.

Pani Władza nie jest żadną władzą. Nikt jej demokratycznie nie wybierał. To zwyczajna mafia, która podstępem przejęła władzę nad całą ludzkością i działa jak każda typowa organizacja przestępcza.

Tyle tylko, że wszystko to ma się odbyć przy zachowaniu pozorów uszanowania naszej wolnej woli.

Dlatego to my sami mamy błagać o pomoc i ratunek. Sami mamy błagać o rządy silnej ręki (czyli o ustrój faszystowski) i mamy się z ulgą zgodzić na totalitarną kontrolę całego naszego życia, w tym również jego sfery prywatnej.

„Zachęcić” nas do tego mają te wszystkie kataklizmy i „katastrofy naturalne”, ataki terrorystyczne (911, 7.7.), wycieki ropy, tsunami, trzęsienia ziemi, awarie reaktorów elektrowni atomowych, powodzie, nieurodzaje (spowodowane przez chemtrails!), głód, drożyzna i epidemie, których świadkami jesteśmy (i jeszcze będziemy) w ostatnich latach.

Jeśli uwierzymy, że to wszystko zostało zapisane w kronikach Ziemi i że tak miało być, a my sami nie mamy najmniejszego wpływu na to, co dzieje się na naszej planecie i z nami osobiście, skończymy marnie. Sami się oddamy w niewolę, z której nie będzie powrotu. Zachipowani ludzie będą całkowicie i na zawsze pozbawieni wolnej woli – na własne życzenie.

Na całe szczęście Apokalipsa nie jest proroctwem.

Na całe szczęście Apokalipsa jest scenariuszem, który może, ale nie musi się zrealizować.

Wszystko zależy od nas, a dokładnie od naszej ŚWIADOMOŚCI.

Jeśli zdołamy się przebudzić, a wiele wskazuje na to, że jest to możliwe, scenariusz zostanie zmieniony. My sami go napiszemy.

ŻADEN DETERMINIZM NIE ISTNIEJE.

Ziemia jest STREFĄ WOLNEJ WOLI!
Dlatego nic, co tu się dzieje nie jest odgórnie zaplanowane ani nigdzie zapisane. To my sami tworzymy swoją rzeczywistość i wykuwamy swój los.
Jedna kropla przelewa kielich.
Potrzebujemy tej jednej, jedynej, małej kropelki świadomości, a będziemy wolni!

I na zakończenie przypomnę wam, jaką ogromną mocą dysponujecie!

Wszystko, dosłownie wszystko ZALEŻY OD WASZEJ PSYCHIKI i od mocy waszych myśli.
Od nich zależy wasze szczęście i zdrowie, a nawet życie.

Pisałam tu kilka razy o praktykach wiernych z Kościoła Boga z Widocznymi Znakami. Jest to fundamentalistyczny odłam Kościoła Zielonoświątkowców z Kentucky. Ludzie ci potraktowali zupełnie dosłownie ten oto fragment Biblii:

A takie znaki będą towarzyszyły tym, którzy uwierzyli: w imieniu moim demony wyganiać będą, nowymi językami mówić będą, węże brać będą, a choćby coś trującego wypili, nie zaszkodzi im. Na chorych ręce kłaść będą, a ci wyzdrowieją. Ewangelia Marka 16:17-18, Biblia Warszawska

No więc biorą w ręce grzechotniki, a ich pastor pił (czas przeszły, bo jednak w końcu zmarł, widocznie musiał stracić wiarę, cóż za pech!) jad ze słoja, tańczą z nimi, a gdy ktoś zostanie ukąszony modlą się za niego i nakładają ręce. I o dziwo, wielu z nich przeżyło, mimo że jad grzechotnika jest jednym z najbardziej zabójczych. Tak, moi drodzy, wiara przenosi góry. Skoro wiara ratuje nawet pokąsanych przez grzechotniki, może uratować również was. Nawet od radioaktywnego pyłu, chemtrails, oparów znad Zatoki Meksykańskiej, szkodliwego dla zdrowia GMO i chemii, którą musicie jeść, bo porządnego, zdrowego jedzenia już nie ma, niestety.

Sheeple mogą już kupować trumny, świeć Panie nad ich duszami, amen. W pełni zasłużyli na Nagrodę Darwina, przyznawaną pośmiertnie największym idiotom na świecie.

———————

PS. Potrzebujecie dobrych wiadomości? Syjonistyczna inżynieria społeczna, która miała doprowadzić do zatarcia różnic narodowych i zlikwidowania poczucia patriotyzmu w Europie, poniosła kolejną, bardzo spektakularną klęskę. Profesor Czapiński zdecydowanie przedwcześnie ogłosił w TokFm „koniec tendencji narodowych, ponieważ tendencje ponadnarodowe są silniejsze”. Niestety, a raczej na szczęście nie są! Cała Polska trzęsie się z oburzenia, a ludzie masowo podpisują petycję z żądaniem ukarania Polsatu za skarcenie młodego artysty za patriotyzm, taki niemodny, śmieszny i zaściankowy. Jest to dziś zdecydowanie temat dnia, również na WordPress!

Czas na rewolucję na polskim talerzu (która spowoduje rewolucję wszędzie wokół)

Czy są jeszcze tacy, którzy nie wiedzą, kto lub co stanowi największe zagrożenie dla świata i ludzkości? Kto lub co może stać się bezpośrednią przyczyną wyginięcia nie tylko ludzkości, ale całej natury? Kto ma władzę nad światową polityką i każdym z nas z osobna?

Czas zrozumieć, że kartel chemiczno-farmaceutyczny, ten sam, którego korzenie sięgają czasów II wojny światowej i obozu w Auschwitz, wraz ze swoimi biotechnologicznymi „córkami” stopniowo przejmuje pełną władzę nad całym światem i nad każdą dziedziną naszego życia. Dalekowzroczni sędziowie Trybunału Norymberskiego przestrzegali, że tak może się stać:

Jeśli odpowiedzialność za czynniki ekonomiczne, które wywołały II wojnę światową – mianowicie kartel olejowy i narkotykowy – nie zostanie wywiedziona na światło dzienne, te same czynniki wywołają w przyszłych pokoleniach jeszcze więcej szkód niż naziści. [Telford Taylor, amerykański oskarżyciel w Trybunale do Ścigania Zbrodni Wojennych w Norymberdze przeciwko IG Farben, w 1947 r.]

Straszliwe zbrodnie kartelu chemiczno-farmaceutycznego nie tylko nie zostały ukarane, ale nawet nie doczekaliśmy się ujawnienia prawdy na ich temat. Nic więc dziwnego, że obecnie ponosimy skutki swojej krótkowzroczności. Chrześcijańska idea wybaczania, nadstawiania drugiego policzka i puszczania w niepamięć zbrodni sprawia może pozory, że jesteśmy uduchowieni, ale jak każde nauczanie religijne w praktycznym życiu się nie sprawdza. Zresztą to nie przypadek, że narzucono światu taką idealistyczną religię, jak chrześcijaństwo. W świecie, którym rządzą psychopaci również religia musi gwarantować im władzę i całkowitą bezkarność.

Nie rozgromiliśmy kartelu chemiczno-farmaceutycznego, nie dobiliśmy tej hydry, nie dziwmy się więc, że głowy jej odrosły i że znowu stała się groźna. A nawet groźniejsza niż kiedykolwiek wcześniej, bo nauczyła się wiele na swoich własnych błędach.

Przyjrzyjmy się więc, jak jesteśmy przez ten kartel „chemizowani” od narodzin do śmierci

Wpadamy w jego macki od razu po narodzeniu. Już w pierwszym dniu życia nowonarodzony człowieczek otrzymuje swoją pierwszą dawkę rtęci i innych trucizn, niszczących jego układ nerwowy i wpływających na DNA. Im szybciej zostanie zaaplikowana „SZCZEPIONKA”, tym trudniej będzie rodzicom zauważyć, że ich dziecku zaszkodziła i że cofnęła je w rozwoju. Doszło już do tego, że jesteśmy bliscy uznania, iż coraz powszechniej występujący autyzm jest rzeczą normalną i że zawsze tak było. Dla psychopatów rządzących światem byłaby to wprost idealna sytuacja, gdyby wszyscy ludzie byli debilami, niezdolnymi do krytycznego myślenia i sprzeciwu.

Od pierwszych chwil życia nasze niemowlę i małe dziecko otrzymuje witaminy i odżywki. Jeśli złapie lekki katarek (precz z domowymi sposobami, to przesąd, trzeba działać naukowo!) aplikuje mu się ANTYBIOTYK (np. Augmentin). Żeby dziecko zażywało te środki bez plucia muszą one być słodkie i pyszne. Cóż jednak zrobić, gdy zmasowana akcja propagandowa określiła cukier jako najgorszą truciznę, więc jakże moglibyśmy podawać ją naszym dzieciom? Skoro pojawia się poważny problem niezbędna jest reakcja czynników odpowiedzialnych, a za nią musi iść rozwiązanie. Nasza dobrodziejka nauka znalazła je: dała nam syntetyczny SŁODZIK! Prawdziwy cud i zbawienie, czyli powodujący nowotwory układu nerwowego ASPARTAM. Tą trucizną słodzimy wspomniane odżywki i leki.

Już w niemowlęctwie w jadłospisie naszego maleństwa pojawiają się słoiczki z pysznymi, zdrowymi jarzynkami, GENETYCZNIE MODYFIKOWANYMI (bo są naukowe, a więc lepsze od naturalnych), uprawiane na naukowo opracowanych NAWOZACH SYNTETYCZNYCH i wolne od insektów, które wytruliśmy DIOKSYNAMI.

Kiedy dziecko wybiera się na pierwszy bal przedszkolaków mamy 100% pewności, że zostanie poczęstowane COLĄ LIGHT (w której „trujący” cukier zastąpiono „zdrowym” aspartamem), chipsami na oleju z roślin GMO i chrupkami kukurydzianymi z KUKURYDZY MON 810, zawierającej toksynę zabójczą dla omacnicy prosowianki (i dla wszelkiego innego stworzenia również). Będą też czekoladki z lecytyną sojową z SOI ROUNDUP READY, co oznacza, że soja ta była wielokrotnie w okresie wegetacji zlewana silnie toksycznym herbicydem, powodującym raka, zaburzenia w systemie nerwowym i wady wrodzone płodów. Nikomu chyba nie muszę tłumaczyć, że ta cała toksyczna chemia, wylewana na rośliny uprawne nie znika w cudowny sposób, lecz wnika w roślinę, w jej nasiona i w glebę, gdzie będzie truć jeszcze przez kilka/naście/dziesiąt lat.

W (przed)szkolnej stołówce nasze dziecię będzie jadło „świeżą” (dzięki potężnym dawkom naukowo opracowanych syntetycznych KONSERWANTÓW), wyhodowaną na chemicznych nawozach i chemicznie chronioną przed insektami oraz chorobami żywność z puszek i mrożonek, doprawianą poprawiającą smak i zapach przyprawą z GLUTAMINIANEM SODU i słodzikiem, a w szkolnym sklepiku kupi sobie Colę bez cukru, dietetyczne cukiereczki i gumy / cukierki ORBIT – oczywiście słodzone naukowo opracowanym dietetycznym aspartamem, zbawiennie działającym na ząbki, które przed spaniem umyje naukową i nowoczesną pastą z FLUOREM.

Wakacje spędzi na wsi u dziadków, gdzie będzie oddychało świeżym powietrzem, przesyconym nowoczesną AGROCHEMIĄ, bez której rzekomo nic w polu nie wyrośnie (ciekawe, jak to możliwe, że w średniowieczu jednak cokolwiek rosło).

Kiedy Twoje dziecko, na skutek zatrucia licznymi szczepionkami (do wieku dojrzewania otrzyma ich chyba ze 40), skażoną NAWOZAMI, PESTYCYDAMI i HERBICYDAMI żywnością, wodą zawierającą całą tablicę Mendelejewa oraz ślady wszelkich możliwych leków (hormonów, sterydów, leków onkologicznych i psychotropowych, wysikiwanych przez pacjentów do swoich WC, mających odpływ do polskich rzek), wyląduje w końcu na onkologii zostanie poczęstowane jeszcze większą porcją toksycznej chemii… to taka alopatyczna homeopatia: podobne leczyć podobnym. Skoro zachorowałeś od toksycznej chemii, musisz się leczyć jeszcze bardziej toksyczną chemią. Umierając twoje dziecko udowodni, że rak jest chorobą nieuleczalną i że do jego leczenia potrzeba jeszcze więcej toksycznych składników, bo te, które obecnie są stosowane nie działają.

Jeśli dziecko jakimś cudem przeżyje okres dzieciństwa, dobije się nieco później. Samo. Papierosami, fastfoodami, Colą, Red Bullem, gumą Orbit i cukiereczkami bez cukru, odświeżającymi oddech. Kiedy zachoruje pójdzie do lekarza, a ten zapisze mu PSYCHOTROPY (na depresję, na głupie myśli, na pobudzenie i na uspokojenie), coś na cukrzycę, na serce, hormony na popęd i sterydy na mały pryszcz na nosie. I nawet po śmierci człowiek nie zazna spokoju, bo jego zwłoki się nie rozłożą – za dużo w nich konserwantów i innej chemii.

Czas zrozumieć, jak koncerny chemiczno-farmaceutyczne nabijają sobie kabzy naszym kosztem: oszukali rolników, że bez chemii nic im nie wyrośnie. Kiedy ci się sprzeciwiali znaleźli „argument” nie do odrzucenia: pieniądze! Za chemizowanie upraw rolnik dostaje wysokie dopłaty, dzięki czemu produkuje „tanią” żywność, z którą rolnictwo organiczne nie jest w stanie konkurować. Ale ta taniość jest pozorna. To oszustwo. I to potrójne:

  • po pierwsze dopłaty pochodzą z Twoich podatków, które rządowy zbój Janosik zdziera z Ciebie nie pytając cię, czy się na to zgadzasz i na co chcesz je przeznaczyć.
  • Po drugie jedząc to świństwo ciężko chorujesz Ty i Twoje dzieci, więc musisz wydać pieniądze na lekarza (a przynajmniej na witaminy i suplementy).
  • I po trzecie: żywność organiczna jest wartościowa, więc nie musisz jej dużo zjeść, żeby się najeść.

Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to oczywiście chodzi o pieniądze. Podążaj pieniędzmi, a one Cię doprowadzą do celu!

Sprawa jest prosta: biznes musi się kręcić!

Jeśli ludzie chorują, to chodzą do lekarza, a ten zapisuje leki, które nie tylko nie pomagają, ale jeszcze bardziej szkodzą. Potrzebne więc są następne leki – leczące skutki uboczne poprzednich. Ale i one mają skutki uboczne, więc końca dramatu nie widać.

Leki są horrendalnie drogie – ich producenci pobierają marżę w wysokości kilku tysięcy procent w stosunku do kosztów produkcji.

Nieskutecznie, a dokładniej: z groźnymi dla zdrowia i życia skutkami ubocznymi leczeni ludzie trafiają do szpitala, gdzie przeprowadza się bardzo drogie badania bardzo nowoczesnymi urządzeniami. Pomyśl, ile kosztuje ich wyprodukowanie!

Później kierowani są na operacje, w czasie których tzw. „lekarze” (chyba raczej prymitywni rzeźnicy!) wycinają im narządy niezbędne do życia, a po operacji leżą w szpitalu, znowu biorą leki, a nawet całe długie i wielokrotne serie chemioterapii i tak w kółko.

Kto raz wpadnie w te tryby nigdy się z nich nie wyrwie, chyba że umrze lub dozna oświecenia, że jest oszukiwany i wykorzystywany.

Od kołyski po grób jesteśmy szprycowani chemią, chemią i jeszcze raz chemią.

I tak się ten złoty biznes kręci.

Kręci się, bo ludzie są głupi i sami na to pozwalają. Pozwalają się truć od urodzenia po grób i pozwalają psychopatom zarabiać na swoim nieszczęściu.

Gdyby to zrozumieli, cały ten oszukańczy system runąłby w jednej chwili. Pomyślcie tylko: nie byłoby pieniędzy na korumpowanie polityków!!! Znaczy to, że i polityka by runęła, jak domek z kart!

Dlatego apeluję: koniec gadania i teoretyzowania, czas na konkretne działania.

Wygląda na to, że ludzie (przynajmniej na Zachodzie) zaczynają mieć dość życia w tej chemicznej komorze gazowej i zaczynają działać. Oddolnie. Nie czekają, aż skorumpowane rządy coś im dadzą lub Unia łaskawie im pozwoli. Unia na nic nie pozwoli, jeśli my sami się nie zbuntujemy i nie zrobimy porządku na swoim własnym podwórku. Ta rewolucja musi się zacząć na naszym talerzu. Jeśli przestaniemy kupować „naukowe” i „nowoczesne” trucizny i zaczniemy się domagać prawdziwej, naturalnej i zdrowej żywności z całą pewnością znajdzie się ktoś, kto nam ją dostarczy.

Jeśli nie będzie zbytu na GMO, zniknie ono z naszych pól.

I bardzo proszę mi nie pieprzyć (za przeproszeniem), że nic nie możemy zrobić, bo to dopiero początek ucisku i że będzie jeszcze gorzej, bo tak jest napisane w Biblii albo w Apokalipsie albo przepowiedzieli to jakaś wieszczka lub inny prorok. Również proszę mi nie mówić, że przylecą tu „dobre istoty z kosmosu” lub przybędzie jakiś Zbawiciel, który nas wyzwoli.

Nikt tu nie przybędzie, żeby uratować bandę głupich, nieświadomych i totalnie bezmyślnych owiec. Nikt nie przyjmie do kosmicznej wspólnoty bandy idiotów, bezmyślnych baranów ani tępych Jasiów, bo jest oczywiste, że głupi wszystko zepsuje! Sami musimy zmądrzeć i uporządkować ten bałagan. Bez oglądania się na Boga, Jezusa, kosmitów, Unię, rząd czy inny cud.

Ludzkość jest jak motyl wykluwający się z poczwarki. Jeśli ktokolwiek pomógłby temu motylowi wyciągając go z kokonu, żeby się tak biedaczek nie musiał męczyć, zrobiłby mu niedźwiedzią przysługę – taki motyl nigdy nie mógłby latać i byłby niezdolny do samodzielnego życia. Motyl musi się wydostać sam!

My też musimy zrobić porządek na swojej własnej planecie SAMI!

Czytelnicy mojego bloga wiedzą, że nie wierzę w „boga” Jahwe. Jahwe NIE JEST BOGIEM. Wierząc w boskość Jahwe obrażasz prawdziwego Boga!

Skoro Jahwe nie jest Bogiem, to i jego „święta księga” Biblia (wraz z Apokalipsą) również jest guzik warta. Podobnie i prorocy.

Nie rozśmieszajcie mnie, kochani przerażającymi horrorami z Apokalipsy, bo sprawa jest poważna.

Wiele razy pisałam, że to nie LUDZKOŚĆ jest winna temu, co dzieje się na naszej pięknej planecie. Winni są psychopaci, stojący na czele korporacji, niszczących nasz świat. Sama korporacja działa jak psychopata! A to właśnie korporacje nas karmią, leczą i nami rządzą. Ale robią to dlatego, że my im na to pozwalamy! Bez naszego biernego przyzwolenia korporacyjni psychopaci nie osiągnęliby nic!

Nastał czas, by to zmienić. Czas zrzucić kajdany i podjąć walkę. Ale nie na ulicach i nie na wojnie.

Walka ma mieć charakter pokojowy i musi się zacząć od naszego własnego talerza, na który nakładamy posiłek. Jeśli każdy zrobi porządek w swojej lokalnej społeczności, uporządkujemy cały świat.

Jeśli staniemy się przykładem dla innych, przyłączą się do nas.

Takie rzeczy już się dzieją. Nie tylko nie udało się ich stłumić, ale wręcz przeciwnie, coraz więcej ludzi przyłącza się do tych „rewolucjonistów” i wszyscy zaczynają działać wspólnie. I nic nie robią sobie z tego, że to jest nielegalne i że przepisy na to nie pozwalają. Nie ma takich przepisów, których nie da się obejść – my, Polacy, wiemy o tym najlepiej na świecie, bo ćwiczyliśmy to przez stulecia na naszych okupantach. Dlaczego więc teraz oglądamy się na innych i mówimy, że „nic się nie da”? Za Hitlera za szmuglowanie mięsa groziła kara śmierci, a jednak robiono to na masową skalę. Czy Unia jest gorsza niż Hitler?

Uczmy się na błędach innych. Skoro oni boleśnie przekonali się na własnej skórze, że GMO jest oszustwem, bo nie gwarantuje ani taniej, ani wydajnej, ani tym bardziej zdrowej produkcji rolnej i teraz – mimo najszczerszych chęci – mają wielki problem z powrotem do rolnictwa tradycyjnego, więc nie idźmy w ich ślady. Oni już tam byli i stamtąd wracają, przegrani, przerażeni i pełni żalu, że w ogóle w to weszli. Chemia rolnicza i GMO okazały się wielkim oszustwem. Doprowadziły do bankructw wielu gospodarstw i spowodowały wiele chorób oraz wad genetycznych.

Od chemii giną pszczoły, a bez pszczół nie przetrwamy. I popatrzcie tylko, kto te pszczoły truje: firma Bayer! Ta sama, która działała w Auschwitz i produkowała leki dla doktora Mengele! Nie wierzcie więc, że jest to przypadek i że Bayer uderzy się w piersi, przyzna do winy i wycofa truciznę z handlu. Nic z tego! Będzie truć, aż ostatnia pszczoła padnie. A my wraz z nią! Jeśli Einstein miał rację, to bez pszczół zostaną nam tylko 4 lata życia na tej planecie.

Popatrzcie sami, jak dziś wygląda niegdyś sielska francuska wioska, nad którą unosi się biała mgła z rozpylanych środków chemicznych, od których rolnicy ciężko chorują, a ich dzieci i dzieci ich sąsiadów umierają na raka. Nie radzę nikomu skubnąć winogron z krzaczka winorośli, gdyż grozi to zatruciem, a nawet śmiercią. Winogrona są zbierane po okresie karencji, ale chemikalia wnikają w glebę i pozostają tam do następnego roku albo i na zawsze. A my zachwycamy się smakiem francuskiego wina… i nikt nie kojarzy jego picia z ewentualnym nowotworem za lat kilka. Smacznego!

I na zakończenie, dwie, bardzo ważne wiadomości z krajowego podwórka:

Krajowa inicjatywa, warta jak najszerszego rozpropagowania. Już następnego dnia po ukazaniu się tego artykułu zareklamowałam go na Facebooku i ku mojej wielkiej radości wiele osób zaczęło to przekazywać dalej i dalej. Tak trzymać!!!

Marek Kajdas: Antysystemowy żywnościowy ruch oporu

Namawiam do podziemnego rolnictwa i domowego przetwórstwa żywności z jej dystrybucją pozasystemową wprost do ludzi, znajomych, po sąsiedzku, przez internet, ewentualnie nielegalne targowiska, czy też legalne ale bez doliczania VAT, marż złodziejskich. Na razie jeszcze nie grożą za to kary tak surowe jak za ładu jaki nam tworzyli krewni Tuska, pobratymcy z Prus-Niemiec. Nie lepiej było za PRL stalinowskiego aż po lata Gierka, kiedy istotnie rolnikom trochę zelżono ucisk, taki NEP nastał pod koniec ery Edwarda. .

Ponad milion drobnych gospodarstw rolnych, jeszcze więcej działkowiczów także z miast…. może wytwarzać tyle żywności że wystarczy jej do wyżywienia wielu milionów Rodaków. To będzie żywność dystrybuowana w barterze, czy za gotówkę, ale poza systemem fiskalnym bez VAT i innych haraczy. Przykładowo mogę np dać 100 kg zboża za stworzenie dla mnie małego portalu – jakiś gołębiarz, hodowca królików, kur potrafiący takie www składać, instalować nie będzie musiał tracić gotówki, ani ja. Sprzedać zboże jest trudniej małemu rolnikowi, cena musi być godziwa, inaczej to dopłacanie do produkcji. To taki przykład z brzegu.

Należy dążyć do tego żeby w sklepach minimalizować zakupy, zwłaszcza bojkotujmy wielkie sieci zagraniczne, oraz nasze z nomenklaturowym rodowodem. Niektóre targowiska są także ukąszone systemem, kasy fiskalne, podatki płacą, doliczają VAT itd Powstanie antysystemowe ma być powszechne. Nawet paliwo można sprzedawać bez haraczy, rolnik może wytwarzać sprężony biogaz którym także można napędzać pojazdy, ogrzewać dom, wodę. Podobnie z biopaliwem, po co narzucać ludziom całym ten chory system? Zatem po cichu… machnium? Machnium! Zamiast węgla można stosować brykiety ze słomy, niektórzy rolnicy mogą ich wyprodukować wiele ton ponad swoje potrzeby.

Szara strefa zatem, ale po prawdzie apeluję o coś więcej. O życzliwość, o hojność. O płacenie rolnikom drobnym nawet powyżej ceny rynkowej za ich produkty, bo to są partyzanci antysystemowi, inaczej cały naród PO-żre new world order. W razie wojny kraje z rolnictwem towarowym będą w tarapatach, a my wyżywimy naród na luzie metodami niekiedy ze starożytności jeszcze 🙂 Można piec chleb w domach, można mleć ziarno ma mąkę, kasze, otręby itd Można robić pyszne sery, masło prawdziwe, a nie 50-80%, dawniej gospodarze zabijali prosiaki, byczki i jakoś nikogo nie truli podrobami, mięsem. Za to UE truje nas skażonym świństwem raz po raz. Wiele zależy od miast, włączcie się w akcję, kupujcie wprost u rolników w naszych domach. Nie opłaci nam się stać na targowiskach, sprzedaż w domach to co innego. Klient nasz pan. Pomóżcie wsi przetrwać i rozwijać się.

Przydałby się specjalny portal PODZIEMNA POLSKA 🙂 To kwestia także innych branż, rzemiosła, złotych rączek od każdej usługi, noclegów poza rejestrem, bazy żywieniowej poza SSanepidem itd Nie samo rolnictwo i żywność. Tak trudno o dobre wino, piwo w ludzkiej cenie. W sklepach same sikacze niewarte naszych ust. Powinny powstawać małe gorzelnie, winiarnie, browary. Wczoraj piłem bimber o jakości koniaku dobrego. Żadna wódka gatunkowa nie jest lepsza od produkcji „wujka”, zwłaszcza żołądkowa Palikota.

I apel Jadwigi Łopaty, laureatki tzw. „Zielonego Nobla”:

Od wielu lat współpracuję z różnymi organizacjami, ekspertami i rolnikami z krajów Europy Zachodniej. Jestem świadkiem zmian, jakie następują w ich rolnictwie i widzę jak dużo wysiłku i pieniędzy wkładają, aby powrócić do, jak to nazwali, prawdziwego rolnictwa.

O ironio! W tym samym czasie jestem również świadkiem, jak w Polsce niszczy się ‘prawdziwe rolnictwo’.

Piszę ten artykuł w Anglii, bowiem muszę szybko wyrzucić z siebie żal, jaki ściska moje serce z powodu bezmyślnych działań niszczących, jakże wartościową dla nas wszystkich, polską wieś.

Właśnie wróciłam z kolejnego spotkania, w którym uczestniczyli wiodący teoretycy, aktywiści i praktycy rolnictwa. Zastanawiali się nad przyszłością rolnictwa i żywności w Anglii. Co dalej?

Zglobalizowany, energochłonny agrobiznes, niewolnictwo rolników oraz chemia i GMO na talerzach? Czy ‘nowa era rolnictwa’ czyli proekologiczne, tradycyjne, nisko-energetyczne (zużywające minimalne ilości paliw i środków chemicznych) rolnictwo?

Oczywiście odpowiedź jest jednoznaczna – ta druga droga stanowi rozwiązanie – krzyczą zgodnie Anglicy i kreślą plany, na podstawie których chcą zrobić rewolucję w swoim rolnictwie.

A co takiego proponują nasi angielscy koledzy? Jak chcą zmienić swoje rolnictwo i dlaczego?

Aby poznać odpowiedź, wystarczy przyglądnąć się polskiej wsi.

Nie wierzycie – bardzo proszę oto główne postulaty koniecznych zmian w angielskim rolnictwie:

1. Zwiększyć liczbę rolników 10 razy. Obecnie mają około 300 000 – czyli chcą mieć znowu około 3 milionów. Dlaczego? Produkcja dobrej jakości żywności wymaga większego nakładu pracy, trzeba więcej rąk do pracy. Poza tym chcą być w dużej mierze samowystarczalni w zakresie produkcji żywności a małe gospodarstwa/jednostki są bardziej wydajne.

W Polsce mamy około 2 mln rolników i cały czas nam się wmawia, że to stanowczo za dużo, że trzeba zredukować liczbę do pół miliona (o takim planie wiem z osobistego spotkania z przedstawicielami z wydziału ds. rolnictwa w UE), że trzeba stosować więcej chemii i koniecznie GMO … bo w przeciwnym razie grozi nam głód. To tak perfidne kłamstwa, że za samo ich promowanie należy się kara.

2. Zmniejszyć przeciętny wiek rolnika; odmłodzić rolnictwo i podnieść status zawodu rolnika. Jak to określili Anglicy ‘zrobić go seksi’; tak aby przyciągnąć młodych. O co tutaj chodzi? Średnia wieku angielskiego rolnika dobija do sześćdziesiątki … podobnie jest zresztą w innych bogatych materialnie krajach. W Polsce średnia wieku rolnika to 47 lat, więc jesteśmy w dużo lepszej sytuacji.

3. Rozwinąć modę na tzw. ‘part time family farming’…czyli nasz polski chłoporobotnik. W większości małych gospodarstw rodzinnych jeden z członków rodziny pracuje i zdobywa gotówkę na opłaty, podczas gdy pozostali pracują w gospodarstwie. Anglicy orzekli, że to wspaniały model. Nie tylko marzą, aby go powielić u siebie, ale już po prostu zabrali się z wielką determinacja do roboty. Dlaczego? Bo takie gospodarstwa to idealne miejsce dla rozwoju dzieci, bo wiedzą co jedzą, ponieważ sami produkują żywność, bo chcą umieć produkować żywność i uniezależnić się. Hmmm … polski chłop ostał się rozbiorom, komunie, ale czy nie podda się kłamliwym obietnicom i złudzeniom kapitalizmu. ‘Oni’ przychodzą jak przyjaciele, dają dotacje … tylko, że ‘oni’ też np. zniszczyli (celowo) wszystkie małe przetwórnie, aby rolnik nie mógł sprzedać swoich produktów. A 80% dotacji trafia do wielkich gospodarstw i przetwórni spożywczych, które stanowią 20% wszystkich jednostek zajmujących się produkcją żywności. A więc te półtora miliona mniejszych i małych gospodarstw dostaje grosze i równocześnie nie może sprzedać swoich produktów. O co tutaj chodzi … pisałam powyżej – to celowy plan zniszczenia polskiego rolnictwa.

4. Anglicy uknuli termin „transition town’ i ‘transition farm’, czyli miasta i gospodarstwa w okresie przejściowym.

Przejściowym do czego? Do lokalnej produkcji i konsumpcji. Angielscy rolnicy, zamiast sprzedawać na globalnym rynku, coraz częściej szukają zbytu swoich produktów lokalnie, w okolicy gospodarstwa. Dlatego, że to najpewniejszy rynek zbytu. Konsumenci zaś wolą kupować od lokalnych rolników, bo w każdej chwili mogą zobaczyć jak żywność jest produkowana. A więc mogą wybierać tych rolników, którzy produkują dobrej jakości żywność. Angielskie odpowiedniki gmin i powiatów zapewniają swoim rolnikom promocje, targi chłopskie. W planach mają tworzenie lokalnych magazynów, gdzie rolnicy będą mogli dostarczać swoje produkty a lokalne instytucje (szkoły, szpitale, restauracje, itp.) będą się w nich zaopatrywać. No cóż pospieszyliśmy się i prawie zupełnie zniszczyliśmy naszą strukturę spółdzielni rolniczych…a szkoda…bo też bylibyśmy już do przodu…kto teraz odbuduje sieć lokalnych odbiorców żywności?

Chciałoby się krzyczeć i krzyczę: kochani Rodacy, dlaczego nie doceniacie swoich tradycyjnych i ekologicznych gospodarstw rodzinnych? Czy znowu będziemy mądrzy po szkodzie? Jak naprawimy tę szkodę? Wołam do wszystkich prawdziwych tradycyjnych i ekologicznych rolników: NIE DAJCIE SIĘ ZNISZCZYĆ, NIE DAJCIE SIĘ OSZUKIWAĆ. PRZYSZŁOŚĆ NALEŻY DO WAS!

Proszę wszystkich Polaków, którzy cenią dobre jedzenie i dziedzictwo polskiej wsi: SZANUJCIE I WSPIERAJCIE tych rolników. Nie musimy powtarzać błędów innych krajów. To od nas wszystkich zależy, jaka będzie przyszłość rolnictwa i żywności w Polsce.

Jadwiga Łopata – laureat Ekologicznego Nobla (nagrody Goldmana), inicjator ICPPC – Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi, założyciel i wieloletni Prezes Stowarzyszenia ECEAT-Poland (European Center for Ecological Agriculture and Tourism), członek organizacji Innowatorów dla Dobra Publicznego – Ashoka, właściciel małego gospodarstwo ekologicznego, Człowiek Roku 2008 „Gazety Krakowskiej”, inicjator Koalicji „POLSKA WOLNA OD GMO”.

Pod obrazkami w tym wpisie kryją się linki do filmów na Alterkino – proszę klikać, ściągać i oglądać!

Zostaliśmy oszukani

Poniższy wywiad pochodzi z 2006 roku. Został on wydrukowany w Nieznanym Świecie, jest również dostępny na DVD. Publikuję go tutaj i teraz, ponieważ ciekawe wydaje mi się porównanie przewidywań Messinga z tym, co dzieje się obecnie i co już wypełniło się w ciągu tych czterech lat, które upłynęły od rozmowy z pisarzem. Książka „WWW, czy się przebudzimy” została wydana w Polsce w lutym 2009 roku i wzbudziła wielkie kontrowersje, zwłaszcza w środowisku ludzi o racjonalistycznym i katolickim światopoglądzie. Pewna dama ze świecznika orzekła wręcz w GW, że Messing zwariował. Czy rzeczywiście? Przekonajcie się sami.

Wywiad ten stanowi coś w rodzaju podsumowania lub komentarza do tego wszystkiego, o czym ostatnio dyskutowaliśmy w blogu. I daje nam chyba pewną nadzieję, bo wygląda na to, że plany naszych kontrolerów nie są realizowane ani tak szybko, ani skutecznie, jak planowano.

Nie będę pisać, co macie myśleć o tym, co mówi Messing, bo macie własny rozum i potraficie robić z niego użytek.

Astromaria

=========================

Zostaliśmy oszukani

Publikowany przez nas wywiad jest niezwykły, zarówno jeśli chodzi o jego formę, jak i treść. Niezwykłą postacią jest zresztą sam Marcel Messing, który w europejskiej mistyce i filozofii zajmuje pozycję szczególną (…).

Osobom znającym wcześniejsze edycje Messinga przebieg rozmowy z nim może wydać się wybitnie zaskakujący, zwłaszcza jeśli chodzi o ostrość niektórych wniosków rozmówcy, odnoszących się do oceny obecnej rzeczywistości. Klimat jego wywiadu, podobnie jak wydanej w 2005 r. przez Messinga w Holandii książki WWW: Czy się przebudzimy? wyraziście odbiegają od klimatu jego dotychczasowej twórczości. Hasło WWW, będące, jak wiadomo, z jednej strony, sygnałem wywoławczym internetu, z drugiej zaś, skrótem tytułu wspomnianej książki (w oryginale Worden Wij Wakkerl), w tym przypadku stanowi punkt wyjścia dla rozważań o władzy oraz ukrytych siłach, które odgrywają główną rolę na scenie i poza kulisami wydarzeń światowych. Zdaniem autora, problem tajnego planu działania wspomnianych sił i ich wzmagającego się panowania nad Ziemią, jest na tyle ważny, że każdy z nas powinien o tym wiedzieć i zrozumieć sens prowadzonej gry, w której istotne znaczenie mają technologia i różnorodne mechanizmy kontroli. Messing uważa, że w obecnym okresie transformacji planety i ludzkości można jeszcze wiele zmienić pod warunkiem, że się przebudzimy. Rozmowa z nim przynosi też odpowiedzi na pytania dotyczące prawdziwego duchowego przeznaczenia człowieka oraz tego, w jaki sposób możemy wzrastać w decydującym dla ludzkości i Ziemi momencie.

Udzielony w 2006 roku wywiad został sfilmowany, po czym wydany na DVD. Jest on rozpowszechniany w Holandii oraz wielu innych krajach. Pisarz nie tylko nie rości sobie do niego praw autorskich, lecz, jak podkreśla, pragnie by został udostępniony jak najszerszym kręgom odbiorców. Można wykorzystać go zarówno na stronach internetowych, jak i publikować w czasopismach.

Nie sposób nie zauważyć, że niektóre stwierdzenia Marcela Messinga wydają się wybitnie kontrowersyjne – jak choćby to dotyczące, bardzo zresztą zdawkowej, oceny wydarzeń w Iraku czy, trudno się oprzeć takiemu wrażeniu – bagatelizujące zagrożenie, jakim dla współczesnego świata jest terroryzm (niezależnie od tego, że walkę z nim, co bezsporne i o czym Messing mówi, wykorzystuje się do ograniczania wolności osobistej ludzi i swobód obywatelskich).

Ze względu na obszerność prezentowanego materiału początkowo zastanawialiśmy się nad publikacją jedynie jego fragmentów. Zrezygnowaliśmy jednak z takiego zamysłu, nie chcąc narazić się na zarzut manipulacji, który w kontekście wspomnianej kontrowersyjności niektórych wywodów Marcela Messinga zapewne w takiej sytuacji by się pojawił. Dlatego ostatecznie prezentujemy pełną wersję sfilmowanej rozmowy, którą na język polski przetłumaczyła mieszkająca w Holandii Bożena Helfenrath-Porębska.

Redakcja NŚ

============================

Prolog

Załóż, że wszystko, co wiesz, nie tylko nie jest właściwe, lecz że są to bardzo starannie dobrane kłamstwa.

Załóż, że twój umysł wypełniony jest nieprawdą – o sobie, o historii, o otaczającym cię świecie – zaszczepioną przez wpływowe siły, aby ukołysać cię do snu samozadowolenia.

Twoja wolność jest iluzją. Jesteś pionkiem w spisku, a twoja rola, jeśli masz szczęście, ogranicza się do ubezwłasnowolnionej ofiary kłamstwa.

(Charles Paul Freund If History is a Lie: America’s Resort to Conspiracy Thinking, „Washington Post”, 19 stycznia 1992).

Panie Messing, witam Pana w studio. Co spowodowało, że napisał Pan tę książkę?

– Tytuł w języku holenderskim: WWW: Worden Wij Wakker? (po polsku: WWW: Czy się przebudzimy?) wskazuje na internet. Nie jest to jedyny temat tej pracy. Głównym wątkiem pozostaje ukryta gra różnych sił na światowej scenie w celu nie tylko opóźnienia duchowej ewolucji człowieka, lecz nawet jej zniszczenia.

Zacząłem zastanawiać się, jak postąpić w sytuacji, kiedy ma się oczy i uszy otwarte, kiedy wiele się widzi i wie, a przy okazji rodzi się pytanie: co to wszystko znaczy? Zbiegiem okoliczności było też, że 11 września 2001 roku, podczas naszego powrotu z emigracji w Pirenejach – z Ariege, który jest moim ulubionym francuskim departamentem – do Brugii w Belgii, dotarła do nas wiadomość o zamachu w Nowym Jorku.

Natychmiast zaczęły rodzić się pytania nie tylko w moim umyśle, ale przede wszystkim – w sercu. Obserwując, zacząłem powoli odkrywać pewne wzorce, schematy, które wskazują na coś całkiem innego niż to, co chce nam udowodnić tzw. walka z terroryzmem. Badania, kontakty, literatura i różne starożytne źródła pomogły mi odkryć zupełnie inną rzeczywistość i w tym właśnie momencie zrodziło się we mnie głębokie przekonanie, że nie mogę stać z boku widząc tyle zła, cierpienia i łez.

Proszę mnie dobrze zrozumieć. Nie mam zamiaru popadać w dualizm i twierdzić, że tu są dobrzy, a tam źli, bo każdy dobry człowiek ma swój cień, a ten, którego nazywamy złym, nosi w sobie również światło. Nigdy więc nie możemy twierdzić, że ten jest absolutnie dobry, a tamten absolutnie zły. Obecna walka pomiędzy siłami Światła i Ciemności ma swój początek w bardzo odległych epokach. Postanowiłem o tym napisać, gdyż żyjemy w szczególnym okresie – w czasach decydujących o ludzkiej ewolucji duchowej.

Pod pozorem walki z terroryzmem

Co chciałby Pan przekazać?

– Istotą tego, co chciałbym przekazać, jest ujawnienie, iż wydarzenia z 11 września to nie tylko zniszczenie wieżowców w Nowym Jorku i walka z terroryzmem, na czym koncentruje się większość. Pragnę uzmysłowić istnienie siatki organizacyjnej, mającej na celu zwalczanie nie jakiegoś konkretnego wroga: mowa tu o wojnie przeciw ludzkości. W wojnie tej obecna jest manipulacja siłami, polaryzacja. Także religie wciągane są w tę grę. Studiowałem antropologię i religioznawstwo porównawcze, stąd też moje zainteresowanie tym tematem i chęć przedstawienia, w jaki sposób używa się poszczególnych religii do określonych celów. W trakcie badań, gdy przyglądałem się tragedii z 11 września, zrodziło się we mnie wiele pytań. Dokonałem też odkrycia, że większość panujących opinii nie odzwierciedla prawdy i dlatego wskazuję na siły, które próbują – np. drogą elektroniczną – wciągnąć ludzkość w elektromagnetyczną pułapkę, w której człowiek traci swą wolność osobistą.

Innym faktem jest istnienie planów, aby zwierzętom i ludziom wszczepić chipy w celu ich podporządkowania. Wszystko po to, żeby niewolniczo służyć wspomnianym już siłom. Temu też podporządkowywane są tzw. nowe zarządzenia, ograniczające naszą wolność i prawa, stawiające sobie za cel niby zwalczanie terroryzmu. Na lotniskach jesteśmy kontrolowani przez biometryczny paszport, scan tęczówki, odcisk palca, szeroko stosuje się kamery i komputery – wszystko w celu roztoczenia pełnej kontroli. Tzw. walka z terroryzmem jest odwróceniem uwagi od faktycznego celu, jaki mają zaangażowane w to siły. A jest nim podporządkowanie ludzkości, usidlenie jej za pomocą elektromagnetycznej pułapki i poprzez promieniowanie oraz różne energie, nie wyłączając epidemii, osaczenie jej całkowitą kontrolą.

Nie do tego jednak zostaliśmy powołani jako ludzie i nie taki jest nasz prawdziwy cel. Całym sercem wiem i podkreślam, że sercem, a nie rozumem, iż człowiek jest stworzony, by realizować się duchowo, wyrazić cały swój potencjał duchowy właśnie teraz, w tej fazie ewolucji ludzkości. Natomiast siły, o których była mowa wcześniej, pragną temu zapobiec.

Brzmi to jak horror. Dlaczego o tym nie wiemy?

– Ponieważ wiedza na ten temat nie jest udostępniana. Podczas pisania swojej pracy korzystałem z 480 źródeł. Były to książki, artykuły, cytaty i strony internetowe. Jest wiele wskazówek mówiących o świadomym uniemożliwianiu dostępu do informacji we wspomnianym zakresie. Nikogo nie oskarżam, ale należy tu wspomnieć o braku zainteresowania ze strony polityków i mediów. A jeśli już ktoś odważy się i poruszy ten temat, traktowany jest cynicznie, albo kpi się z niego i ośmiesza.

Wygląda to na ignorancję.

– Tak. W istocie rzeczy jest to ignorancja. Na szczęście coraz więcej ludzi, niekiedy zorganizowanych w małe grupy, interesuje się tą sprawą, dostrzegając, o co tu chodzi. Jest to rzeczywiście horror podobny do powieści George’a Orwella Rok 1984, z tą tylko różnicą, że książka Orwella wydaje się bardzo przestarzała w porównaniu z obecnymi możliwościami techniki i taktykami współczesnej elity, próbującej zapanować nad światem. Technika, którą oni operują, jest niesamowicie zaawansowana, począwszy od najnowocześniejszych cray-komputerów w Pentagonie, aż po nanotechnologie. Francuski profesor Jean Pierre Petit, jeden z najsłynniejszych astrofizyków, mówi, że nie zdajemy sobie sprawy z ich know-how, z wiedzy i możliwości tej elity.

Jaki cel stawia sobie światowa elita? Do czego służy cala ta gra?

– Gdyby oni byli świadomi praw panujących w Kosmosie, praw harmonii, którym nie można się przeciwstawić, nigdy nie zaczynaliby tej gry. I dlatego można tu mówić o ignorancji. Przekonanie, iż arogancją jesteśmy w stanie przeciwstawić się Prawom Kosmicznym, świadczy o ignorancji, życiu w iluzji, złudzeniu, chęci panowania, absolutnej niewiedzy. Są to słowa Buddy, który nauczał, że nasza ignorancja, pożądanie i niewiedza stanowią źródło cierpienia.

Badając dogłębniej skąd bierze się początek tej elity, docieramy aż do Sumeru. To dzisiejszy Irak, gdzie rozgrywa się finał walki, w którą został zaangażowany cały świat. Wielu zadaje sobie pytanie: co to wszystko ma znaczyć? Irak, dawniejszy Sumer, gdzie Eufrat i Tygrys przypominają o opisanym w Księdze Rodzaju powstaniu świata, stanowi kolebkę najstarszej wiedzy ludzkości. Nawet tę wiedzę próbowano nam odebrać, bombardując muzeum w Bagdadzie. Na szczęście uratowano pewną ilość starych glinianych pojemników i tablic. Amerykanie byli zdziwieni, że znajdowało tam aż tyle wyrobów z gliny, a ich minister przyznał: I didn’t know that they had such a lot of pottery. Wspomniane tablice są starsze niż opowieści o stworzeniu, starsze nawet niż indiańskie mity o powstaniu świata.

Gliniane tablice sumeryjskie i Upadli Stróże

Wszystko, o czym teraz mówimy, ma wiele warstw. Media i politycy skomentowali wydarzenia z 11 września na swój sposób i tak nam to przekazali. Trudno jest im spojrzeć na nie inaczej, ale i tam zachodzą zmiany. Zrozumiałym jest, że odkrywanie każdej następnej warstwy, głębsze spojrzenie ukazujące grę, która toczy się za kulisami wydarzeń, może przekraczać nasze wyobrażenia. Stąd też drwina i kpina dziennikarzy komentujących wiadomości o tzw. spisku. Można sobie z tego drwić, ja jednak wiem, że badałem wszystko dokładnie i rzetelnie. Uczono mnie też, aby zawsze najpierw wysłuchać, co mają do powiedzenia ludzie kompetentni w danej materii. Tak właśnie postąpiłem, badając źródła i prace wielu autorów. Wspomniane uprzednio Gliniane Tablice Sumeryjskie czy źródła hermetyczne, jak też esseńskie Zwoje znad Morza Martwego, o jakich niektórzy mówią, że nie były one esseńskie – i tu rozpoczyna się dyskusja – wszystkie te źródła wskazują na teraźniejsze wydarzenia.

Gliniane Tablice zawierają piękną opowieść Enuma Elisz, co dosłownie znaczy Ci z góry. Jest tu mowa o bogach – nie o Bogu – o bogach, którzy w nieujawnionych przez Kościół tekstach apokryficznych nazywani byli Stróżami, a później aniołami, upadłymi aniołami. Jest to określenie błędne. Oni nie upadli, oni przyszli tu z góry, od biedy więc można to też nazwać upadkiem. Mieszkańcy Ziemi określili ich zatem jako Enuma EliszCi z góry, a Kościół nazwał upadłymi. Należy też przypomnieć, że nasze mózgi są porządnie wyprane, a cynizm i drwiny nie świadczą o otwartym i światłym umyśle, gdyż taki umysł bada.

Zacznijmy od faktu, iż całkowicie zapomnieliśmy, że jesteśmy dziećmi gwiazd. Oznacza to, że nasza planeta należy do większej konstelacji gwiezdnej, o czym wiedzieli też dawni astronomowie, jak Kepler, Galileusz i filozof hermetyczny, jakim był Giordano Bruno. Również współczesny naukowiec Stephen Hawking stawia tezę, że Uniwersum (Kosmos) stanowi rodzaj duchowego organizmu. Dawniej powiadano, że planety posiadają duszę, że na innych globach możliwe jest życie. Wspominał o tym też Bruno. Wszystko to zostało przekreślone przez tzw. super-racjonalizm, z punktem kulminacyjnym nazwanym Oświeceniem. Nie chodzi tu o Oświecenie, o którym mówił Budda, lecz o wywyższenie rozumu dosłownie ponad wszystko. Nas wychowano w przeświadczeniu, że aniołowie to jakieś uskrzydlone istoty, dodano do tego opowieści o diabłach i upadłych bytach. Zapomnieliśmy jednak, że Tablice Sumeryjskie zawierają przekaz o Upadłych Stróżach z planety Nibiru, a nie o upadłych aniołach.

Udowadnia to w precyzyjny sposób w swojej fascynującej książce Dwunasta Planeta Zecharia Sitchin, wielki izraelski naukowiec i erudyta. Właściwie jest ona dziesiątą planetą, nazwaną Planetą X, przy czym X oznacza też Wielka Nieznana. Sitchin pisze o tym bardzo przekonująco. A ja pytam jego krytyków: zna pan źródła? Jeśli nie, to nie mamy o czym mówić. Sitchin udowadnia w wielu swoich pracach, że zawsze istniał kontakt z innymi gwiazdami i planetami. Pisze o Nibiru, tej samej, o której jest mowa w Tablicach Sumeryjskich. Wspomina się tam o 200 Stróżach, którzy mieli plan wylądowania na górze Hermon (na Bliskim Wschodzie). Wylądowania! Ludzkość była wtedy na etapie ewolucji zbliżającej się do Homo sapiens. Antropologia zadaje sobie pytanie, w jaki sposób odbyła się mutacja czyniąca z tzw. małpo-człowieka istotę ludzką. To nie temat tej rozmowy, ale przy pomocy Tablic Sumeryjskich możliwe jest wyjaśnienie i obalenie obowiązującej teorii ewolucji, dotyczącej tego właśnie zagadnienia. Wspomniane tablice przekazują, że została dokonana genetyczna manipulacja na ówczesnych mieszkańcach Ziemi – i to dość radykalna. Ukazują one, w jaki sposób łączono plemniki z komórkami jajowymi.

Kto tego dokonał?

– Kim oni byli? W tekstach jest mowa o „Anunnaki”, co dosłownie znaczy Ci, którzy przyszli z góry.

Jak mam sobie wyobrazić tych przybyszów?

– To – dosłownie – istoty z innych planet. Na ten temat słyszy się dużo niedorzeczności, ale istnieją też poważne badania. Były prezydent Stanów Zjednoczonych, Jimmy Carter powiedział, że nie może się w tej kwestii wypowiadać, ale dla niego te istoty istnieją, są rzeczywiste. W Księdze Rodzaju określa się je jako Synów bogów – Elohim. Elohim oznacza liczbę mnogą, a więc nie Boga, lecz właśnie bogów. W tejże Księdze opisano, że przybyli oni tutaj i współżyli z mieszkankami Ziemi. Powstała wtedy nowa rasa. Księga ta posiada pewne luki w tekście, ale brakujące informacje można odnaleźć na Tablicach Sumeryjskich. Na przykład to, w jaki sposób doszło do wspomnianej krzyżówki. Na Tablicach widoczne są probówki, w których dokonano zapłodnienia, po czym umieszczano płód w ciele kobiety.

Wygląda to na nowoczesną technikę?

– Tak. Wszystko jest tam obecne. My jednak za wszelką cenę pragniemy zachować nasze dogmaty. Nawet świat uniwersytecki kpi z takiej możliwości twierdząc, że tylko mieszkańcy Ziemi dysponują pewną wiedzą, co dla mnie osobiście jest raczej marnym rozumowaniem. Wielki filozof i astronom Giordano Bruno powiedział, że nie wyobraża sobie, iż pośród miriadów gwiazd mieszkańcy Ziemi są jedynymi wszechwiedzącymi istotami w całym Kosmosie. Ważny jest zatem otwarty, światły umysł, by móc uświadomić sobie, iż pomiędzy Niebem a Ziemią istnieje więcej rzeczy, niż postrzega oko. Szekspir wyraził to tak pięknie w Hamlecie słowami: There is more between heaven and hell, that you can see Horatius. Moglibyśmy wreszcie zdobyć się na odwagę i na zawsze pożegnać z aroganckim poglądem, że jesteśmy jedynymi mieszkańcami Uniwersum i że nasza wiedza jest najwyższa.

Tablice Sumeryjskie udowadniają istnienie znacznie bardziej zaawansowanej wiedzy. Przecież na tyle pytań wciąż nie znamy odpowiedzi. Kto zbudował Baalbek? Jak powstały piramidy? Wiele idei dotyczących ich budowy bardzo łatwo obalić. Nikt jednak nie odważy się o tym mówić otwarcie. To kwestia prestiżu, ambicji, ważnych stanowisk, statusu. Człowiek znalazł się w pułapce, chyba najtrafniej opisanej przez Goethego, który należał do wtajemniczonych. W Fauście przedstawia on arogancję człowieka, który szuka i nie znajdując na wszystko odpowiedzi, udaje się po pomoc do szatana Mefistofelesa. Chcąc otrzymać odpowiedź, decyduje się na podpisanie cyrografu własną krwią. Prawie nikt nie wie, co to znaczy. Do podpisania paktu z diabłem potrzebna jest krew. Mówią o tym też Tablice Sumeryjskie – po prostu musisz oddać część siebie.

Pierwsze, co Upadli Stróże przekazali człowiekowi, to metody walki, magię, okultyzm. Następnie – nie stosujemy tu chronologii, ale hierarchię ważności – pojawiła się potrzeba ustanowienia monarchów. Dalsze informacje uzmysławiają nam, dlaczego monarchowie mają tak duży wpływ, taką władzę, dlaczego są tytułowani jako Wysokość – dotyczy to Enuma Elisz (Ci pochodzący z góry). Dlaczego używa się w stosunku do nich liczby mnogiej, z jakiego powodu obowiązują takie, a nie inne rytuały, dlaczego są bogaci, jeżdżą w złotych karocach, mieszkają w pałacach i mają nadal tak duży wpływ na rządy. Badając korzenie monarchii należy dodać, że z 43 prezydentów Stanów Zjednoczonych 34 miało w żyłach królewską krew. Można o tym przeczytać w książce Peerage, która zawiera informacje o pochodzeniu domów królewskich. To, że dysponują takimi wpływami, ma swe podłoże w specjalnym kodzie zawartym w DNA. O tym również informują wspomniane Tablice.

Z którego wieku pochodzą Tablice Sumeryjskie?

– Na ten temat istnieją różne opinie. Niektórzy twierdzą, że z III-V tysiąclecia p.n.e. Być może są one jeszcze starsze. Niektórzy badacze przypisują im pochodzenie z czasów poprzedzających Atlantydę, o której pisał Platon w swoich dziełach Kritias, Timajos i Fedon. Jest to więc bardzo stara wiedza.

Tablice Sumeryjskie mówią o Upadłych Stróżach. Drugim źródłem, też już wcześniej wspomnianym, są Esseńskie Zwoje znad Morza Martwego, które opisują ostateczną walkę pomiędzy Synami – my możemy dodać, że również Córkami – Ciemności i Światła. Upadli Stróże to demony, aniołowie, którzy utracili swój cel, istoty o wielkiej mocy, które przeszczepiły się na rodzaj ludzki.

Czy miało to wpływ na rozwój genetyczny?

– Tak. Księga Rodzaju, jak też późniejsze księgi biblijne opisują zniszczenie gigantów. Była to ingerencja z zewnątrz. Rasa ta odznaczała się fizyczną siłą i miała ogromną wiedzę, lecz zagrażała dalszej ewolucji. Opowieści biblijne więc (Biblia pochodzi od słowa bibloi i znaczy księgi) nie są alegoryczne, lecz dosłowne. Opisują one bardzo dokładnie czasy przed potopem, przed Atlantydą i po niej. Podobne informacje można znaleźć w Zwojach znad Morza Martwego, jak też w źródłach hermetycznych. W moich książkach cytuję rozmowę Hermesa Trismegistosa – jest to greckie imię egipskiego mędrca, wtajemniczonego Tehuti – z Asklepiosem. Mówi on o Upadłych Stróżach, demonach, którzy na końcu czasów wygenerują chaos. Powinniśmy się więc przebudzić i dojrzeć, uświadomić sobie, co tak naprawdę się dzieje. Chcę tu też wspomnieć szamana Zulusów Credo Mutwę na szczęście on i jego piękne książki są coraz bardziej znane. Jedna z nich to The song of the Stars (Pieśń gwiazd). Jej autor nie tak dawno powiedział, że obecnie wszyscy powinni wiedzieć to, co w dawnych czasach znali tylko wtajemniczeni. Mianowicie, że Chitauri (czyt. szitauri) tzn. Upadli Stróże, którzy przeszczepili się na rodzaj ludzki, chcą teraz zapanować nad Ziemią, nawet kosztem wyniszczenia połowy ludzkości przy pomocy techniki, różnych taktyk i praktyk, o których większość z nas nigdy nie słyszała.

Dawna wiedza a czasy teraźniejsze

Dochodzimy tu do pytania: co tak naprawdę dzieje się na Ziemi? Zawsze czułem się spokrewniony z kulturą Indian. Nie mam na myśli tylko Majów, którzy dysponują najstarszym kalendarzem, lecz także szczep Hopi, z którym nawiązałem kontakt. Wszyscy oni bez wyjątku mówią to samo, a więc szczep Hopi, Irokezi, Seneka, Majowie, z którego pochodzi mój kolega antropolog Carlos Barrios z wtajemniczonego Klanu Orla. Podróżuje on po świecie informując, że nie uczestniczy w żadnej grze, lecz mówi o wszystkim tak, jak jest. Ludzkości pozostały najwyżej 3-4 lata, aby wybrać drogę Światła i Mądrości, w przeciwnym razie Ziemi grozi poważne niebezpieczeństwo. Przywódcy różnych plemion Indian, nasi Czerwonoskórzy Bracia, których niszczyliśmy i poniżaliśmy, także w literaturze; ludzie o ogromnej wiedzy i mądrości ostrzegają nas zgodnym chórem, że w najbliższych latach ludzkość i Ziemia będą przechodziły przez proces oczyszczania, którego przebieg może być chaotyczny i bolesny. Stopień oczyszczenia będzie uzależniony od naszych myśli, słów i uczynków. Czasy teraźniejsze nazywają oni Znakiem Wielkiego Niedźwiedzia z symbolem niedźwiedziej łapy, która tworzy linie bardzo podobne do kodu kreskowego, obecnego na każdym produkcie – i twierdzą, że (jeśli nie stawimy czoła niekorzystnym zjawiskom – przyp. red.), wówczas nadejdzie czas III wojny światowej. Może później powrócimy do tego tematu, aby stwierdzić, co to ma wspólnego z chipem.

Indianie o tym wiedzą, Tybetańczycy, z którymi często spotykałem się w ich klasztorach, również. Także niektóre ugrupowania chrześcijańskie zdają sobie z tego sprawę.

Spójrzmy na Apokalipsę jako na księgę wtajemniczenia, a nie własność pewnych ugrupowań, które ją interpretują w sposób sektaryczny, wskazując, że ty zostaniesz uratowany, a ty nie. To nie o to chodzi. Zawiera ona mnóstwo informacji. W treści jest spokrewniona z wiedzą zawartą w hinduskich księgach Puranach (Księgi Starszych). Istnieje przypuszczenie, że Jan apostoł (…) pozostawał, w pewnej mierze, pod wpływem starej wiedzy hinduskiej. Tekst ten opisuje nasze czasy. Planeta Ziemia cierpi, ma miejsce coraz więcej wojen i katastrof, nasilają się eksplozje wulkanów, trzęsienia ziemi, tsunami, klęski ekologiczne, wzmagają się erupcje Słońca. Jednym słowem panuje niepokój. Już Jezus, Wielki Mistrz, mówił, że na końcu cyklu, w języku greckim wyrażonym jako aion, wszystkie te znaki będą widoczne, lecz ludzie, nie zważając na to, będą się weselić.

Do wszystkich wcześniej wymienionych wizji religijnych Indian, Puran i słów Jezusa chciałbym jeszcze dodać bestseller Johna Perkinsa. Perkins dawniej należał do tych, którzy decydują o losach innych. Zna strategie i taktyki ogromnych koncernów, wie, w jaki sposób niszczone są niektóre kraje, jak bogate państwa wzbogaciły się wykorzystując ubogich ludzi w innych regionach świata. Ostrzega i nawołuje, abyśmy się przebudzili, bo w przeciwnym razie może być za późno. Jednocześnie podkreśla, że możemy jeszcze dużo zrobić. W swojej książce przekazuje jednakowo brzmiące opinie Indian, aborygenów i innych pierwotnych szczepów. Wszyscy oni potwierdzają szczególny okres przemian, w jakim znajdujemy się my i Ziemia. A dlaczego?

Podobnie jak pory roku, nasza planeta przechodzi swój cykl. Dawni mędrcy zdawali sobie z tego sprawę. Pitagoras wiedział, że wszystko ma swoją miarę i liczbę. Obecny okres to zima, innymi słowy Kali Yuga. Nie jest to, jak sugerują niektóre ugrupowania New Age, coś, co stanie się samo, a my nie musimy nic robić, bo era Wodnika i tak nadejdzie. Nie, przemiana ta należy do szczególnych i wiele znaczy. Układ Słoneczny przechodzi przez 12 znaków zodiaku*). Okres taki trwa 25920 lat, a każdy obieg przez jeden znak zodiaku to 2160 lat. Obecnie znajdujemy się w znaku Wodnika.

Jak już wspomniałem, metamorfoza ta ma charakter szczególny. Hindusi określają ją jako Maha yuga lub Kalpa, co oznacza głęboką, fundamentalną przemianę. Każdy z nas, bez wyjątku, to odczuje. Dlaczego? Bo to dla nas szansa wzrostu duchowego i przejścia Ziemi na poziom wyższej wibracji. Ewolucja człowieka – który staje się coraz bardziej świadomy, któremu nieobca jest refleksja i który rozwija swoje prawdziwe cechy, takie jak: współczucie, miłość, uczciwość, współpraca – poddana zostanie próbie, zanim postawi się ten ważny krok w ewolucji. Obecni na naszej planecie Upadli Stróże są często przedmiotem kpin i żartów, podczas gdy mędrcy z dawnych czasów nigdy sobie z nich nie drwili. Te istoty, pod pretekstem np. walki z terroryzmem, mogą zrobić całkiem coś innego – wtargnąć do ludzkiego organizmu i wszczepić nam najważniejszy, tzw. najwyższy kamień. Posługują się one schematem piramidy, a jest nim chip. Ma się to stać w ciągu 3 lat, a celem tego jest uczynienie z człowieka niewolnika. Taka operacja – kontrolowana przez systemy satelitarne GPS i cray-komputery – będzie miała ogromny wpływ na ludzki organizm. Wszystko to wydaje się tak niewyobrażalne, iż większość nie jest w stanie tego pojąć i potraktować poważnie.

———-

*) „Układ Słoneczny przechodzi przez 12 znaków zodiaku” – nie Układ Słoneczny, lecz ziemski Punkt Barana (zwany inaczej „punktem równonocy”) i nie przez znaki zodiaku, lecz przez gwiazdozbiory. Przechodzenie Punktu Barana przez dany gwiazdozbiór wyznacza ziemską Erę (25920 lat). Kolejność jest odwrotna niż w przypadku przechodzenia Słońca przez znaki zodiaku. Zdanie „Obecnie znajdujemy się w znaku Wodnika” powinno brzmieć prawidłowo: „Obecnie Punkt Barana znajduje się w gwiazdozbiorze Wodnika”. (Przypisek M.S.)

Jaki jest cel tego niewolnictwa i komu ma to służyć?

– Istoty, które postrzegają innych jako przedmiot, nad którym można zapanować i wykorzystać go do własnych celów, same cierpią. Właśnie od buddystów nauczyłem się tego, aby żywić dla nich współczucie. Byty te nie omieszkają sprowokować nowych wojen i wyniszczyć miliony ludzi. Kiedy przyglądamy się wojnom, temu, w jaki sposób do nich dochodziło i nadal dochodzi, okazuje się, że historia jest pełna kłamstw, a człowiek, być może, okazuje się mniej winny, niż można by przypuszczać, i jest niesamowicie manipulowany. Wciąż na nowo wywołuje się konflikty wojenne, nowe Pearl Harbor, aby stwarzającym te konflikty siłom umożliwić zdobycie władzy i bogactwa, przy czym wyniszczenie ludzi i przyrody wydaje się czymś dozwolonym. To według mnie rzecz niedopuszczalna. Każdy człowiek ma swój cel, choć nie mówi się o tym w szkołach ani na uczelniach. Wprawdzie istnieją jeszcze ogólnie przyjęte, przestarzałe opinie, że takie cele nie istnieją, lecz w istocie jest inaczej. I to nieprawda, że najpierw trzeba należeć do jakiegoś stowarzyszenia, grupy albo kościoła, by znaleźć swój cel. Nie, każdy może to odkryć w swojej świadomości, myśląc, zastanawiając się, badając po prostu życie. Istoty, które nie chcą, aby człowiek rozwijał się bardziej, niż one same, z wymienionych wcześniej pobudek są gotowe uczynić wszystko, aby przeszkodzić w ewolucji ludzkości. Temat ten jest znany od dawna. Przypomnę opowieść z Iranu, dawnej Persji, w której Ormuzd i Aryman walczą ze sobą; czy też Augustyna, który opisuje Miasto Boga skonfliktowane z miastem Upadłych Stróżów. A w Bhagawadgicie przedstawiona została walka pomiędzy dwoma rodami, Pandawa i Kaurawa, która trwa aż do momentu transformacji.

Osobiście nie należę do żadnego kościoła, ale uważam Biblię za źródło głębokiej wiedzy i wielkiej mądrości. Jest w niej np. mowa o lucyferze. Lucyfer to serafin, niekiedy nazywany cherubinem. Chociaż dla nas jest to materia trudna do pojęcia, stare źródła podają, iż są to istoty o ogromnych możliwościach, bardzo rozwinięte, potrafią np. tworzyć całe planety. Zostały stworzone, aby żyć i tworzyć w wolności i miłości. Jednak ta wolność umożliwia im wybór, aby pójść inną ścieżką i np. zacząć preferować władzę i odmienną drogę ewolucji.

Indianie Hopi powiadają, że pewna kategoria ludzi traci głowę i spada w przepaść. Podobnie pewien rodzaj istot gwiezdnych stracił głowę i pomyślał, że może odłączyć się od praenergii Miłości, którą oblekliśmy w obraz i dla której wybudowaliśmy kościoły, synagogi, świątynie i meczety. Według mnie, każdy ma prawo wyznawać swoją prawdę i religię, lecz praenergia Miłości – znana mistykom i przebudzonym, osobom oświeconym -jest bezosobowa, wszechobecna i wszystkotworząca. Bez niej po prostu nie można istnieć! A więc, jeśli jakaś gwiezdna istota chce się odłączyć od praenergii i iść inną drogą, realizować swoje cele, będzie to przez pewien czas możliwe, lecz ostatecznie prowadzi do katastrofy.

Kim jest Marcel Messing?

Ten holenderski pisarz, religioznawca, filozof i poeta urodził się w roku 1945 w Hadze. Studiował i przez trzynaście lat wykładał antropologię kulturową, filozofię oraz religioznawstwo porównawcze. Następnie był pracownikiem naukowym w Biblioteca Philosophica Hermetica w Amsterdamie.

Często uczestniczy w programach radiowych. Pełni funkcję doradcy przy telewizyjnych realizacjach filmów dokumentalnych z dziedziny religii i mistyki. Napisał wiele książek, artykułów oraz tomików poezji. Jest redaktorem holendersko-belgijskiego czasopisma Inzicht oraz współpracuje przy wydawaniu holenderskiego magazynu Prana. Należy do Klubu Budapeszteńskiego i wraz z innymi wybitnymi członkami tego gremium wygłasza w różnych krajach prelekcje oraz wykłady na temat przemian zachodzących na Ziemi. Służył jako konsultant naukowy w wyprodukowanej przez telewizję holenderską serii programów Via Mystica.

W swoich książkach Messing porusza kwestie religii i duchowości na przestrzeni dziejów, prezentując i łącząc zdobycze mistyki Wschodu oraz Zachodu. Pobierał nauki m. in. od tybetańskich rinpoches.

W języku polskim ukazała się książka Las Wtajemniczenia – opowieść o wyzwoleniu i doświadczeniu mistycznego przekazu (W-wa 1966, Wydawnictwo Eneteia). W 2004 roku na rynku pojawiła się, napisana wspólnie z E. van Ruysbeekiem, Ewangelia Tomasza – zbiór nauk Jezusa opatrzonych poetyckimi i religioznawczymi komentarzami. Latem 2006 nakładem Wydawnictwa KOS została wydana książka Bezdrożny ląd – zbiór esejów odnoszących się do najważniejszych kwestii filozoficznych i duchowych nurtujących współczesnego człowieka.

W latach 1991-2001 Marcel Messing mieszkał z żoną Marijke we francuskich Pirenejach, poświęcając się głównie twórczości pisarskiej i prowadząc kursy na temat wewnętrznego wyzwolenia. Obecnie mieszka w Belgii, pisząc książki o sytuacji na naszej planecie oraz nadal nauczając na kursach i seminariach.

Przesłanie Messinga staje się na Zachodzie coraz powszechniejsze. W ciągu ostatnich lat nakłady jego kolejnych książek znacznie wzrosły. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych nauczał on w wąskich grupkach, natomiast aktualnie liczba słuchaczy na jego wykładach i prelekcjach sięga setek osób. Marcel Messing kieruje również holenderską fundacją Lindenhof zajmującą się pomocą dzieciom w różnych krajach, oraz uchodźcom tybetańskim. W Indiach uczestniczyła ona m.in. w zbudowaniu szkoły dla tysięcy dzieci nie mających żadnych perspektyw na przyszłość.

Wiosną 2003 r. Messing odwiedził Polskę, gdzie oprócz udzielenia wsparcia polskim fundacjom pomagającym najmłodszym wygłosił wykład Rewolucja w świadomości: transformacja na Ziemi i możliwość skoku w ewolucji ludzkości. Kolejna wizyta Messinga w Polsce w maju 2004 związana była zarówno z promocją Ewangelii Tomasza, jak i konkretną pomocą polskim dzieciom. W trakcie tej wizyty Messing odbył serię wykładów i seminariów w Poznaniu, Warszawie i Gdańsku oraz udzielił wywiadu m. in. dla TVP i Gazety Wyborczej.

Kim oni są?

Nie można pokonać ludzi, którzy podążają drogą Światła i działają w zgodzie z nim. Przyszliśmy ze Światła, takie jest nasze pochodzenie i żaden Upadły Stróż nie jest w stanie tego odebrać człowiekowi żyjącemu Miłością, bo Miłości nie da się powstrzymać.

Panie Messing, chciałabym jeszcze powrócić do historii Ziemi i duchowej ewolucji ludzkości, która jest z tym związana. Czy mógłby Pan coś dodać na ten temat?

– Jeżeli chodzi o Ziemię, przechodzi ona swój cykl rozwojowy i my nie mamy na to wpływu. Wiosna i lato są naturalnymi zjawiskami, a przebieg ewolucji wskazuje na znaczący skok w rozwoju. Oznacza to przejście do wymiaru duchowego, gdzie materia nie odgrywa już przewodniej roli, ale są siły, które chcą temu zapobiec. Nasuwają się pytania. Czemu nic na ten temat nie wiemy? Co dzieje się z Ziemią? Dlaczego Majowie mówią o czwartym i piątym wymiarze, a szczep Hopi o ognistym słońcu i ogromnej wodzie, które nas dotkną, aby przejść w nową fazę rozwoju?

Ci, którzy przyszli z góry. Nowe spojrzenia na historię

Chciałbym powrócić do Sumeru. Upadli Stróże przybyli na Ziemię. Okres ten opisany jest w apokryficznej księdze Henocha, odkrytej na nowo przez wolnomularza o 33 stopniu wtajemniczenia, co oznacza, że był znawcą tej materii. Jego nazwisko brzmi Bruce. Księga ta jest spokrewniona z Tablicami Sumeryjskimi.

Okazuje się, że Upadli Stróże szukali robotnika, niewolnika. Dlaczego? Ich planeta – Nibiru, opisana w Tablicach, znajdowała się w wielkim niebezpieczeństwie. Groziła jej zagłada, której jednak można było zapobiec. Jeżeli chodzi o krytyczną sytuację, która obecnie dotknęła Ziemię, słyszy się propozycje niektórych naukowców, aby krąg atmosferyczny wokół planety wypełnić sproszkowanym złotem w celu ochrony przed niektórymi kosmicznymi promieniowaniami, umożliwiając w ten sposób dalszą egzystencję. Jakbyśmy na nowo słyszeli słowa Anunnaki z Sumeryjskich Tablic, gdyż bogowie, nazwani Stróżami, mieli jeden problem: potrzebowali złota. Złota, aby je sproszkować i wypełnić nim krąg atmosferyczny wokół Nibiru, jak też do jeszcze innych celów.

Przepraszam, że przerwę, ale znany jest fakt, że planeta Nibiru za parę lat znajdzie się bardzo blisko Ziemi.

– Jestem pewien, że Ministerstwa Obrony Narodowej wielu krajów o tym wiedzą, Uważam za niewłaściwe, że się o tym nie informuje. Dobrze byłoby mówić na ten temat otwarcie i uświadomić ludziom, że ów glob ma wielki wpływ na nasz klimat i pole magnetyczne. Tablice Sumeryjskie również wspominają o dużym wpływie Nibiru na Ziemię. Teraz jednak niewiele się o tym mówi. Jedynie Sitchin i paru innych poruszyli ten temat.

Powracam do Nibiru, co niektórzy wymawiają: Niburu. Bogowie-Stróże szukali niewolników, gdyż nie chcieli już pracować w kopalniach.

Czynili to dla złota?

– Tak. Nie są to bowiem istoty niewidzialne, lecz zmaterializowane. Mówi też o nich Biblia. Dysponują one możliwościami zmieniania swojej postaci, w zależności od stopnia rozwoju lecz muszą również pracować, co nie za bardzo im się podoba. Zaapelowały zatem do wyższych bogów, czy nie mogłaby zostać stworzona istota, która wykonywałaby tę pracę za nich. Postanowiono stworzyć lulu, co dosłownie znaczy istota skrzyżowana. Rozpoczęto poszukiwania na obszarze sięgającym aż dzisiejszej Tanzanii, gdzie znaleziono największą ilość szkieletów pochodzących z okresu przejścia do stadium Homo sapiens. Należy dodać, że chodzi tu właśnie o obszar przebywania Anunnaki.

Jest on nazywany „kolebką gatunku ludzkiego”…

– Tak. Odkryto, że właśnie tam miał miejsce nagły skok w ewolucji ludzkości, znaczący rozwój świadomości człowieka, jego autorefleksji. Dotyczyło to też znaczących zmian w wyglądzie fizycznym. Wszystko to można znaleźć na Tablicach Sumeryjskich. Użyto więc istot, które były dość podobne do człowieka – antropoidów, aby skrzyżować je z plemnikami bogów. Mowa o siedmiu boginiach, które zostały zapłodnione (na Tablicach widoczne są probówki), jak też o technice umożliwiającej człowiekowi rozmnażanie się. Księga Rodzaju opisuje znaną historię Ewy, kobiety, która potrafi rodzić dzieci, wprawdzie w bólu, co nie stanowi żadnej kary. Lecz popełniono błąd, gdyż w ewolucji możliwe jest całkowicie bezbolesne rozmnażanie się człowieka. Na ten temat można by zresztą dużo powiedzieć, ale zrobimy to przy innej okazji.

Mimo że popełniono błąd, udało się ostatecznie stworzyć nową istotę, która sama potrafiła się rozmnażać, stwarzać nowe lulu. W Księdze Rodzaju opisany jest raj, ogród bogów. Podkreślam – ogród bogów; dodajmy, ogród doświadczalny bogów, w którym brakowało człowieka – robotnika, po hebrajsku szomer. W Sumerze nazwano go lulu, co dosłownie znaczy: niewolnik. Chciałbym tu nawiązać do wspaniałego DVD Brama Vermeulena, który pod koniec swojego życia odkrył i zrozumiał, w jaki sposób zostaliśmy okłamani.

Mówi Pan o programie zatytułowanym „Na Początku”?

– Tak. Niestety autor już nie żyje, a chciałbym z nim na ten temat porozmawiać. Nie wspomniał on np. o prawdziwym celu pierwotnego człowieka, który został użyty do wspomnianej już krzyżówki. Ta istota antropoidalna miała wysokie przeznaczenie, które powinno rozwijać się na drodze stopniowej ewolucji. Została ona jednak uszkodzona, przerwana. Jak już wcześniej wspomniałem, motyw ten można znaleźć w źródłach wszystkich starych tradycji, a to oznacza, że nasze DNA i nasza przyszłość są w niebezpieczeństwie.

A więc lulu się udał. Należy jednak pamiętać…

To my jesteśmy „lulu”?

– Taki był plan, lecz na szczęście przebudzamy się. Powstała całkiem nowa rasa – rasa niewolników. W całej historii ludzkości mamy do czynienia z fenomenem podbijania ludów i tworzenia z nich poddanych. Nie dotyczyło to tylko czasów kolonialnych. Ciągle jest w nas coś, co chce sobie podporządkować innych, lecz – zaznaczam – nie jest to integralny element naszej pierwotnej natury. Coś z nami uczyniono.

Stare teksty mądrości mówią, że Wszechtworząca Siła próbuje doprowadzić całe stworzenie do początkowej harmonii, która została zakłócona przez Upadłych Stróżów. Oznacza to walkę. Zostaliśmy stworzeni, aby w drodze równomiernej ewolucji wykonać skok do wymiaru duchowego. Proces ten pięknie opisano w starych źródłach Indii, Puranach – w Bhagawadgicie, co oznacza Pieśń Pana. Kriszna naucza tam, jaki jest nasz prawdziwy cel, jeśli ukończymy cykl ewolucji biologicznej, która teraz częściowo została zakłócona, a walka ta trwa już od wielu, wielu lat.

Czy to oznacza, że obecnie są podejmowane próby wywierania wpływu na naszą biologiczną ewolucję i hamowania dalszej ewolucji duchowej?

– Tak! Dochodzimy teraz do najważniejszego problemu. Dziedzicami Anunnaki pozostają obecne rody królewskie, co wcale nie oznacza, że wszystkie one są złe. Istnieje jednak pewna linia opisana na Tablicach Sumeryjskich, która próbuje na nowo uczynić z ludzi niewolników, podobnie jak za dawnych czasów. Wspomniałem już na początku naszej rozmowy, że 34 prezydentów Stanów Zjednoczonych miało pochodzenie królewskie; byli oni spokrewnieni nawet z brytyjskim Domem Królewskim. Widać tu tzw. karmiczne, dotyczące przyczyny i skutku, powiązania między Stanami Zjednoczonymi a Britannia rules the waves, angielskim Domem Królewskim. Prezydent Bush jest 13 kuzynem królowej Elżbiety. Powiązania genetyczne są więc bardzo stare.

Wiadomo, że istnieje 13 linii pokrewieństwa. Ta liczba ciągle się powtarza. Buddzie towarzyszyło 12 najbliższych uczniów, Jezus był otoczony 12 apostołami, król Artur 12 rycerzami, w Średniowieczu Krystian Rosenkreuz miał 12 wtajemniczonych. Istnieje tu związek z energią 12 znaków zodiaku. A tych trzynaście, można by powiedzieć, przeciwstawnych rodzin tworzy siłę, która próbuje powstrzymać trzynastostopniową ewolucję człowieka. Ogólnie przyjmuje się, że liczba 13 przynosi nieszczęście. Prawda jednak wygląda tak, że jest ona cyfrą szczęśliwą, tylko że istnieją siły przeciwne, które próbują temu przeciwdziałać. Za przykład mogą tu posłużyć choćby Himmler i Hitler – obaj byli otoczeni 12 magami.

Używane są więc siły przeciwne w celu zakłócenia trzynastostopniowej ewolucji, która umożliwia nam wzniesienie się ponad dwanaście znaków zodiaku. Dlaczego?

Dwanaście energii kosmicznych ma wpływ na ludzkie ciało, jesteśmy otoczeni aurą z dwunastoma otworami, w Apokalipsie opisano Jeruzalem z 12 bramami – to jest nasze ciało – posiadamy 12 nerwów mózgowych, w organizmie Homo sapiens funkcjonuje wiele dwunastostopniowych kodów, a my mamy przejść na poziom trzynasty. W gnozie mówi się w takich przypadkach o aionie (aeonie), który funkcjonuje ponad czasem/przestrzenią a więc uwalniamy się od czasu/przestrzeni. W chrześcijańskim misterium nazywa się to siłą Chrystusa, mocą, która jest w nas, w naszym sercu. Przy pomocy tej trzynastej siły możemy przetransformować nasze ciało i uwolnić się od biologicznej ewolucji. Tym samym uwalniamy się od DNA, wszczepionego nam przez Upadłych Stróżów. Oni o tym wiedzą. Są świadomi, że w momencie, gdy człowiek się rozwinie, dotrze do wymiaru duchowego i będzie żył miłością, wzniesie się ponad nich.

Stracą władzę nad nim?

Tak. nie będą już mogli panować. Co się robi w takim przypadku? Można wykorzystać np. walkę z terroryzmem i poza kulisami błyskawicznie przeprowadzić swój plan.

Jest rok 2006. Załóżmy, że jeśli Majowie i inni prorocy nie zajmowali się przepowiadaniem głupstw, choć niektórzy mogą tak myśleć, to do oczekiwanego przełomu pozostało tylko 6 lat (w tym momencie są to niespełna cztery lata – przyp. red.) (a dziś zaledwie dwa – przyp. M.S.). Co więc można zrobić, by nie doszło do przepowiedzianej transformacji? Aby zapobiec realizacji planu, stosuje się najwyższą część piramidy, która widoczna jest też na dolarze. Proszę przyłożyć lupę i powiedzieć, czy miło się pani zrobi od obrazu tego wszechwidzącego oka. W dzisiejszych czasach elektronika jest tak dalece zaawansowana, że trudno to sobie wyobrazić przeciętnemu laikowi. Ukoronowanie tego – wszechwidzące oko – widoczne jest nie tylko na dolarze, lecz także we wszystkich systemach kontroli. Realizuje się bardzo podstępny plan. Niekiedy mam wrażenie, że ci, co go wymyślili, myślą o ludzkości, jakby była ona ślepa lub upośledzona i nawet nie zauważy, co w istocie się dzieje. Wszystko zostało dokładnie zaprojektowane. Towary i zwierzęta muszą być oznaczone chipem wg tzw. metody RFID. Unia Europejska już o tym zdecydowała poza naszymi plecami.

Jaką wartość ma w tym przypadku demokracja? Tak często mówi się o możliwości wpływu mieszkańców na decyzje Unii – a o tym nikt nie słyszał. Plan został ustalony. Następny krok znają tylko wtajemniczeni, bo jest to otoczone wielką tajemnicą. A chodzi o to, aby wszczepić ludziom chipy i ponownie uczynić ich niewolnikami, którzy będą wykonywać różne brudne roboty. Patrząc na to wszystko, współczuję snującym takie plany, a niekiedy, bo nie udaje mi się to zawsze, potrafię poczuć do nich miłość, gdyż czyny te wspierają się na fundamentach głębokiej niewiedzy i ignorancji. Nie można działać przeciwko uniwersalnej Miłości. Nie można też pokonać ludzi, którzy podążają drogą Światła i żyją Nim. Nie posługują się walką, działają przez uświadamianie i ukazywanie tego, co się obecnie dzieje.

Kim oni są?

– Na całym świecie jest wielu pięknych ludzi i ugrupowań, nawet niezwiązanych z jakąś religią. Ludzi ujawniających kłamstwa, chroniących przyrodę, zdecydowanych współpracować, aby umożliwić transformację, nawołujących innych do przebudzenia się z letargu. Dla mnie WWW znaczy Worden Wij Wakker? (Czy się obudzimy?) Nie poddajmy się strachowi, lękowi. WWW world wide web ma też swe dobre strony. Ja podkreślam przede wszystkim wartość przebudzenia się, bo nie zostało nam już zbyt dużo czasu. Słucham takich ludzi jak np. Retyi z Węgier, który jest współpracownikiem obserwatorium astronomicznego lub płaczącego Credo Mutwy, czy Davida Icke’a i dr. Andreasa van Bulow – byłego ministra technologii z Niemiec, który jako jeden z pierwszych zaczął ostrzegać przed tym, co dzieje się za kulisami wydarzeń. Mam również na myśli profesora religioznawstwa Davida Griffina oraz innych religioznawców i filozofów, którzy znają ukryty plan całej gry i zwracają uwagę na ten temat. Wtedy myślę, że są to przecież ludzie trzeźwo myślący, którzy zbadali ten problem, są świadomi sytuacji i nie kierują się pobudkami egoistycznymi czy ambicją. To właśnie oni nas gromko ostrzegają. Dodam do tego grona jeszcze wspomnianego wcześniej Johna Perkinsa, który kiedyś był częścią światowej elity, a teraz nawołuje: Pozostało jeszcze tylko parę lat, ale jesteśmy w stanie dużo zmienić. Ja też jestem o tym przekonany, w innym przypadku bym milczał.

A więc powinniśmy się przebudzić?

– Tak, przebudzić się.

Aby nie ulec ciemnym siłom, chcącym ponownie nas powstrzymać…

– …przed uczynieniem tego skoku i stania się tym, kim w istocie jesteśmy. Musimy tylko zrozumieć naukę Chrystusa, który mówi w Ewangelii Tomasza: Królestwo Niebieskie jest w was. W logionie 50 mowa jest o naszym prawdziwym pochodzeniu. Przybyliśmy ze Światła. A profesor Fritz Albert Popp powiedział, że każda komórka naszego ciała to potencjalne światło i taniec światła. Znaleźliśmy się jednak w materii i zapomnieliśmy o tym. Teraz mamy możliwość przetransformowania naszego ciała fizycznego na ciało świetlne. Choć wydaje się to bajkowe, bajki wciąż tworzy się po to, aby stały się rzeczywistością. My przyszliśmy ze Światła, takie jest nasze pochodzenie i żaden Upadły Stróż nie będzie w stanie tego odebrać człowiekowi żyjącemu Miłością. Może odebrać mu jedynie jego ciało fizyczne, bo Miłości nie da się powstrzymać.

Nowy Porządek Świata

W mojej książce mówiłem o dehumanizacji (odczłowieczeniu). Chciałbym zacząć od Roku 1984 Orwella. Jest tam mowa o Ministerstwie Prawdy, które w rzeczywistości powinno nosić miano ministerstwa kłamstwa. Wolność okazuje się niewolnictwem i kłamstwo wydaje się być najlepszym środkiem, aby to niewolnictwo zrealizować. Wszechwidzące oko u Orwella to ekran, który kontroluje każdego tak, że nikt nie może wykorzystywać swojego potencjału twórczego.

Kiedy przyjrzymy się Nowemu Porządkowi Świata, automatycznie widzimy to wszechwidzące oko, wszystkokontrolujące oko, dosłownie big brother is watching you. Czy to nie zastanawiające, że po 11 września w błyskawicznym tempie uchwalono nowe ustawy i zarządzenia ograniczające osobistą wolność człowieka (privacy)? Nikt się nawet nie zorientował, jak szybko zostały one podjęte, a wszystko to działo się pod hasłem: dla waszego bezpieczeństwa. Drugie, niemniej oszukańcze stwierdzenie brzmi: Jeśli nie masz nic do ukrycia, to nie musisz niczego się obawiać. Oficjalnie mówi się o transparentnym człowieku, a robi wszystko, aby człowieka sparaliżować. W międzyczasie instaluje się kamery, gdzie się tylko da, całe miliony kamer, żeby o każdym można było się wszystkiego dowiedzieć. Londyn jest najlepiej zabezpieczonym miastem, jeżeli chodzi o kamery. Czy uchroniły one przed atakiem terrorystycznym? Nie. Stany Zjednoczone wprowadziły paszporty biometryczne, produkowane przez ogromne i wpływowe koncerny, które są ściśle powiązane z przemysłem zbrojeniowym. Zmusiły też Europę do zastosowania biometrii w paszportach, na lotniskach i w bankach informacji.

To naprawdę szokujące, kiedy czyta się o już zrealizowanych planach. Zastanówmy się, co oznacza ten Nowy Porządek Świata. Przyglądając się dokładniej stwierdzimy, że stanowi on próbę przeciwstawienia się naturalnemu porządkowi, istniejącej harmonii, która buduje fundament całego stworzenia. Właściwie można tu mówić o próbie zniszczenia przy pomocy demonicznych sił naturalnego porządku istnienia. Da się to najszybciej zrealizować odbierając człowiekowi jego człowieczeństwo, a, jak już wspomniałem, służy do tego chip.

Przypomnijmy tu, iż wynalazcy chipa byli tak naprawdę idealistami. Myśleli, że swoimi wynalazkami pomogą ludzkości – umożliwią połączenia uszkodzonych nerwów lub wspomogą osłabiony słuch. Tak działo się do momentu, kiedy Karl Sanders, który pracował dla CIA, odkrył plany dotyczące wszczepienia chipów każdemu człowiekowi. Podobnie, jak prof. Petit, odkrył on cel tzw. Nowego Porządku Świata i również twierdzi, że jest nim dehumanizacja człowieka i wykreowanie przy pomocy chipa nowego niewolnika.

Dotychczas były znane chipy wielkości ziarenka ryżu. Obecnie jednak najnowocześniejsza technologia, tzw. nano-technologia, jest w stanie wyprodukować chipa wielkości jednej miliardowej części metra. W porównaniu ze wszystkimi dotychczasowymi wynalazkami, takimi jak telefon, telewizja, komputer, internet, samoloty, rakiety – nano-technika stanowi prawdziwą rewolucję. Będzie ona miała wpływ na całe życie człowieka. Stworzony został już mikroskopijny płynny nano-chip.

Proszę sobie wyobrazić plan odczłowieczenia człowieka. W Europie trwają prace nad ustawą – nikt nie przygląda się jej detalom, wydrukowanym często małymi literkami – która zakłada, że w przypadku pandemii, każdy obowiązkowo musi zostać zaszczepiony. Nie wspominam nawet o bardzo szkodliwych konsekwencjach stosowania szczepionek. Potwierdzające to dowody można odnaleźć w gruntownych badaniach przeprowadzonych przez profesora Horowitza. Robi się jednak wszystko, abyśmy się o tym nie dowiedzieli. Prof. Petit z Francji, człowiek o wielkim autorytecie, uważa, że istnieją gotowe do realizacji plany, aby każdą szczepionkę wyposażyć w mikroskopijny, płynny nano-czip. I nikt się w tym nie zorientuje. Natomiast na pewno to odczuje, gdyż przy pomocy systemu GPS (Global Position System) w połączeniu z cray-komputerami w Pentagonie, Brukseli czy gdzie indziej, będzie można każdego wziąć pod lupę i zbadać.

Czyli mieć na niego wpływ.

– Dokładnie. Człowiek nie ma już wtedy nic do powiedzenia, przestaje być właścicielem swojego ciała. Nasz układ hormonalny jest całkowicie uzależniony od wibracji i energii. Jeśli można mieć na niego wpływ, np. przy pomocy chipa, powstanie człowiek-robot. Są już naukowcy, którzy otwarcie o tym mówią. Na przykład Kevin Warwick z Anglii, który – wspierany przez wielkie firmy internetowe – otwarcie propaguje stworzenie skrzyżowanej istoty człowieka-robota, w którego przypadku chip i komputer odgrywałyby ważną rolę. Coraz częściej przedstawia się to w filmach i grach wideo jako świetlane perspektywy i możliwości.

Projekt TIA

Gdy mówię o Nowym Porządku Świata, organizacji uformowanej na wzór piramidy, a dokładnie o jej wierzchołku z wszechwidzącym okiem, który usiłuje uczynić z ludzi niewolników, spontanicznie przychodzi mi na myśl projekt TIA. TIA – to skrót od słów Total Information Awareness. Zauważmy, że słowo total związane jest z tragiczną przeszłością Europy. Ten projekt wiceadmirała Johna Poindextera, później ważnego doradcy prezydenta USA (za kadencji Busha – przyp. red.), poddano krytyce. Jego symbolem była okazała piramida z umiejscowionym na szczycie wszechwidzącym okiem, a wokół niej napis po łacinie: wiedza to władza. Krótko mówiąc, plan ten już istnieje i jest w toku realizacji, a jego główny cel to pełna kontrola nad mieszkańcami całej Ziemi. Używa się do tego wielu technik, ja sam w mojej książce wymieniłem ich ok. 30 – 40. Przypuszcza się, że plan ten zostanie zrealizowany w ciągu dwóch lat. Wywodzi się on z Biura Badań w Pentagonie. W taki sposób zostaniemy ogarnięci całkowitą kontrolą. Już teraz służą temu banki informacji, system GPS, kamery, sensory, paszport biometryczny oraz dziesiątki innych technik i taktyk. One już funkcjonują.

Pomyślmy np. o face control (kontroli twarzy). My możemy – oni używają zawsze słowa MY – sfilmować twarze wszystkich stojących w korkach drogowych. Przeciętny człowiek nie zdaje sobie sprawy, że każdy detal jego oblicza jest rejestrowany. Przy pomocy najnowszych technik można odtworzyć i określić wszystkie dane: kto jest winny – niewinny, podejrzany – poza podejrzeniem. Podejrzane jest noszenie brody, podejrzani są wegetarianie, czytanie Koranu itp. Zbliżamy się do zastraszającego systemu społecznego. Odczuwam to każdą komórką ciała. Przypomina to faszyzm, państwo totalitarne.

Wielu zauważyło nieludzki charakter projektu TIA z wszechwidzącym okiem – i poddano go krytyce. W wyniku tego zmieniono słowo total, które kojarzyło się z Total Krieg Hitlera, na terror i nowa nazwa brzmi Terrorism Information Awareness. Zasugerowano więc, że chodzi o terrorystów. Próbowałem rozszyfrować i ukazać tę siatkę organizacyjną, ponieważ wspomniany proces odczłowieczenia jest wprost niewyobrażalny.

Powyższe plany mają już kontynuatora, a jest nim prawie nikomu nieznane przedsięwzięcie LIFELOG. Łączy ono dziesiątki ogromnych banków informacji na całym świecie i wszystko, dosłownie wszystko rejestruje – zakupy w sklepie, karty klientów, rachunki bankowe, odwiedziny internetu. Wszystko, co wysyła sygnał, jest rejestrowane przez Echelon (czyt. eszelon), instrument NSA (National Security Agency), najbardziej tajemniczej organizacji na świecie, która zatrudnia ok. 60000 pracowników, zajmujących się tylko i wyłącznie kontrolowaniem całej planety.

A więc jedynym celem projektów TIA i LIFELOG jest całkowita kontrola ludzi, aby na koniec wszczepić im nano-chipy. W międzyczasie pojawią się nowe ofiary. Jezus przepowiadał, że na końcu cyklu będą miały miejsce wojny, katastrofy, choroby, terror. W języku greckim phoibos znaczy strach, lęk, ale też terror. Wszystko to stanowi instrumenty skierowane przeciw ludzkości, które mają uniemożliwić jej tak ważny skok ewolucyjny. David Rockefeller powiedział, że Nowy Porządek Świata nastąpi bez trudności, jeśli tylko wybuchnie jakaś ogromna katastrofa. David Spangler z ONZ-u stwierdził: …jedno jest pewne, nikt nie będzie brał udziału w Nowym Porządku Świata, jeśli nie przejdzie przez lucyferyczne wtajemniczenie. To nie są moje słowa, to są jego słowa.

Znajdujemy się więc w sytuacji, gdzie z jednej strony, mamy wszechwidzące i wszystkokontrolujące oko, które próbuje opanować całą planetę elektromagnetyzmem ich negatywnej siły. Z drugiej zaś strony – Siłę Miłości, która do nas dociera, ale przede wszystkim jest w nas, właśnie w nas. No i siły z zewnątrz, które chcą temu przeszkodzić. Jestem jednak pewien – w innym przypadku nie pisałbym książek i milczałbym, nie mówiłbym nic na ten temat – że ta walka nie może zakończyć się zwycięstwem sił, które chcą sobie nas podporządkować. Ale chcę też być uczciwy i przyznaję, że mogą one spowodować ogromne cierpienie, łzy i katastrofy, jeśli się błyskawicznie nie przebudzimy.

Powinniśmy zrozumieć, że światło jest inteligencją. To nie martwa siła docierająca do nas ze Słońca. Badania naukowe potwierdzają, że jest to siła inteligentna. Spójrzmy więc na światło jako na wszechobecną, inteligentną Siłę Miłości. Okazuje się, że pomiędzy cząsteczkami światła działa siła wzajemnego przyciągania, którą nazwano LOVE – energią Miłości. W momencie, kiedy podejmowane są próby złamania tej siły, ma się do czynienia z niewidzialnym poziomem naszego istnienia. Także na tym poziomie dochodzi do walk i wywierania wpływu na ludzi.

Światło jednakże okazuje się wszechobecne, jest fundamentem całego Wszechświata, nie jest związane z jakąkolwiek formą. Ono wszystko przenika, stanowi więc pryncypialnie energię Miłości. Konsekwencją przeciwstawienia się tej wszechobecnej energii Miłości, kiedy chce się coś wymusić na siłę, są katastrofy. Już w mitologii znano opowieść o Pandorze. Koniec takiej akcji jest jednak znany – wszystko zwróci się przeciw temu, kto ją zapoczątkował.

Księga Apokalipsy mówi o nierządnicy Babilonu, która zostanie pokonana. Proszę sobie wyobrazić, że tajemna nazwa Nowego Porządku Świata to Babilońskie Braterstwo, ujęte w symbol smoka. Apokalipsa, objawienie, dzieje się więc dosłownie. Babilońskie Braterstwo, smok, ognisty smok, który jest symbolem wielu koncernów elektronicznych, zostanie pokonany, to znaczy, energia Miłości, sama z siebie tworząca harmonię, całą tę budowlę przeniknie i tym samym zburzy ją od wewnątrz. Nie jest to zatem coś, co stanie się przez ingerencję z zewnątrz, choć i to jest realne, że otrzymamy, już zresztą otrzymujemy, pełną Światła pomoc z Kosmosu. To przede wszystkim siła wewnętrzna, prawo kosmiczne powodujące, że światło rozprasza ciemność od wewnątrz.

Oni o tym wiedzą. Stąd ten pośpiech, aby spowodować jak najwięcej szkody. Ważne jest, abyśmy się zjednoczyli w przeciwstawianiu się tej sile. Posłużę się przykładem.

Jedna z największych tajnych organizacji, której członkiem było wielu prezydentów Stanów Zjednoczonych – Skull & Bones – liczy, według profesora ekonomii Suttona, ok. 3000 członków. A nas jest 6 miliardów. Gdyby 1 miliard ludzi postawiło ten ważny krok i uświadomiło sobie, kim są (niech dotyczy to 100 milionów czy choćby jednego miliona), dokonają wielkich rzeczy.

Podzielę się teraz czymś bardzo nienaukowym. Przecież człowiek nigdy nie jest stuprocentowym naukowcem, lecz raczej mieszaniną uczuć, myśli, poezji, filozofii, prostoty, arogancji. Wszystko to tkwi w nas. Sztuką jest znalezienie w tym wszystkim drogi mądrości. Czuję też, wiem, że Światło cały czas nas wspiera, pomaga nam. Ważne w tym jest, aby jednoczyć się w działaniu. Firma Rothschild wyraziła to tak: ich 5 synów oddano poprzez symbol 5 strzał otoczonych łukiem. Oznacza to: jesteśmy nie do złamania, niezłomni. Jeśli 5 osób podziela jedną ideę, to razem są o wiele silniejsze niż każda z nich z osobna. Jeśli 500 lub 5000 ludzi żyje energią Miłości, to są niezłomni, nie do pokonania!

Człowiek stoi teraz przed egzaminem: Czy jestem na to gotowy? Czy chcę współpracować? Jeśli pozostaniemy rozproszeni, a każdy z nas będzie działał osobno – na co oni liczą – będziemy bardziej podatni na wszelkiego rodzaju propagandę i strach. Sam sposób wypowiadania słów War on terror brzmi tak nieludzko, że trzeba podejść do tego z humorem, by to znieść. Cała ta walka z terroryzmem służy po to, aby siać strach i niepokój (teza bardzo, ale to bardzo dyskusyjna – przyp. red. NŚ). Podobnie, jak wiadomości o bombardowaniach i zamachach – wszystko ma jeden cel, który znany był już cesarzom: Dziel i rządź. Zjednoczeni energią Miłości nie będziemy ich zwalczać, ale nawoływać: Porzuć, bracie, to szaleństwo, gdyż szkodzisz również sobie. To Miłość panuje, a nie strach, nie nienawiść, nie ciemność i czarna magia. Być może chwilowo tak się dzieje, co może oznaczać nadejście trudnych lat. Lecz my naprawdę jesteśmy w stanie postawić ten ważny krok w stronę transformacji, wznieść się ponad biologiczną ewolucję i po raz pierwszy stać się istotą, o której stare księgi mądrości mówią, że aniołowie się radują, gdyż narodził się Człowiek. Żyjemy naprawdę w bardzo ważnym okresie.

Musimy się przebudzić

Skąd wzięło się powiedzenie: „Jesteś światłem w świetle”? (Uwaga! Pytanie pomocnicze, nie znajdujące się w zapisie filmowym i sformułowane przez redakcję NS w związku z podziałem całości wywiadu na trzy części).

– Słowo „Chrystus” było i jest często używane i nadużywane do różnych celów. Zostało ono zawłaszczone przez różne grupy, kościoły i instytuty. Dla mnie Chrystus to Światło przenikające całe Uniwersum (Wszechświat). Przekazy dotyczące początku stworzenia mówią: na początku było Światło, Słowo – w Indiach znane jako pradźwięk AUM.

Ewangelia wg św. Jana mówi, iż na początku było Słowo, a początkiem jego była Cisza. Słowo znaczy też, że w momencie, kiedy pradźwięk tworzy Uniwersum, uczestniczy w tym Światło.

Kiedy z chaosu, jeszcze czegoś niewidzianego, co nie ujrzało Światła, powstaje Kosmos, wtedy rodzi się też porządek. Światło. Chrystusem chciałbym nazwać Światło, które jest inteligencją przenikającą cały Kosmos. Bywa ono także nazywane Synem.

Ojciec jest prasiłą objawiającą się przez Światło, poprzez Chrystusa, Syna nazywanego też Synem Człowieczym. Każdy jest tym Światłem, każdy jest więc tym synem lub córką, bo nie chodzi tu o płeć, lecz o ukazanie pokrewieństwa, pochodzenia. Ojciec jest siłą dającą życie, a Syn, Światło to manifestacja stworzenia.

Matka, niekiedy zwana Sofią lub Mater, to materia. Materia jest więc siłą żeńską. Lao Tsy określił ją jako Matkę tysiąca rzeczy, poprzez którą objawia się Tao.

Mamy więc Ojca, Syna i Matkę, mówi się także o Duchu Świętym. Pojęcie to też jest nadużywane i niewłaściwie rozumiane. Często myśli się o gołębicy, która sobie gdzieś tam fruwa. Przyznaję, że to piękny symbol, gdyż ta latająca gołębica uosabia wszechobecność duchowej energii w materii.

Weźmy na przykład słowo informacja, które zawiera człony in i forma. W formie zawarte jest światło, inteligencja, świadomość, siła duszy. Całe stworzenie opiera się na sile energii duchowej, inteligencji i Świetle, na Miłości.

W momencie, kiedy znajdujemy się w chaosie, lub kiedy mamy do czynienia z Upadłymi Stróżami, kiedy jesteśmy w coś wciągani, nadal ponosimy odpowiedzialność za nas samych. Zawsze możemy powiedzieć naszym żądzom dosyć! W momencie, gdy gubimy się i dajemy się wciągnąć w wir, zapominamy, kim jesteśmy.

Od pradawnych czasów gnoza zadaje następujące pytania: Skąd pochodzisz? Gdzie jesteś? Dokąd podążasz? Pytania te stawia nie tylko zachodnia, czy wschodnia gnoza. Są one obecne we wszystkich kulturach – u Indian, u aborygenów, u Tybetańczyków, w islamie…

Pochodzimy od światła

Stare mądrości mówią: pochodzisz od Światła, jesteś księżniczką, księciem, jesteś dzieckiem gwiazd i zapomniałeś, dlaczego się tutaj znalazłeś. Jesteś w drodze, odkrywasz, zostajesz wtajemniczany. Napotykasz też na przeszkody. Na przykład, na działanie Upadłych Stróżów. Ponieważ nie znamy i nie mamy wglądu w całość istnienia, nie wiemy, jaka jest ich ostateczna rola. Być może okaże się w końcu, że sygnowane przez nie działanie było pomocną siłą w uczynieniu tego ważnego kroku.

Jesteśmy ograniczeni i nie możemy widzieć całości. Powinniśmy więc uważać z dzieleniem ludzi na absolutnie dobrych i absolutnie złych. Wszystko pozostaje we wzajemnej zależności, należy zatem szukać złotego środka, drogi, która poprowadzi nas z powrotem do Światła.

W filozofii chrześcijańskiej – nie mam tu na myśli tradycji Kościoła – w gnozie centralne miejsce zajmuje Światło, nazywane też Chrystusem w nas. Wiadomo, że w naszym ciele, precyzyjniej: w naszym sercu, a mówiąc jeszcze dokładniej: u szczytu prawej komory obecne jest skoncentrowane światło. Można by powiedzieć, że serce jest czakramem słońca. To skoncentrowane światło czeka na to, aby ogarnąć sobą całe ciało, rozpłynąć się po nim. Bardzo ważną rolę w tym procesie odgrywają hormony. W momencie, gdy nasza grasica (thymus) uaktywnia się, może ona przekazywać, transportować światło po całym ciele. Jeśli proces ten napotyka na przeszkody, np. wskutek działania HAARP, niewłaściwego odżywiania się lub istnienia siatki elektromagnetycznej, wtedy hormony – nie mogą służyć Światłu. Pierwiastek Chrystusa w nas, w prawej komorze serca, nazwany też wewnętrznym Betlejem (w języku hebrajskim bethellehem dosłownie oznacza miejsce, gdzie otrzymuje się pokarm), jest Światłem i rozprowadza go. Wszystko to dzieje się po to, aby w sposób naturalny, przy pomocy Światła, Chrystusa w nas, nasze ciało fizyczne przetransformować na ciało świetlne.

Nasze ciało świetlne, nasz boski potencjał jest ponad czasem i przestrzenią i śmierć go nie dotknie. Możemy wznieść się ponad nią. By to odkryć, zbędne jest laboratorium, gdyż ta wiedza tkwi w naszym wnętrzu i musimy z niej korzystać. Mamy więc pełne ręce roboty.

Nawet w bajkach jest o tym mowa. Czerwony Kapturek musi najpierw przejść przez skórę zwierzęcia, wilka, aby na nowo, na innym poziomie powrócić do życia. Królewna Śnieżka została uśpiona w materii, w szklanej skrzyni, w języku greckim kibotos, tzn. w ciele. Spisz, aby zostać obudzonym przez pierwiastek Światła, księcia w tobie, przebudzić się dzięki pocałunkowi i podążać dalszą drogą ku gwiazdom. W opowieściach pewnej gnostyckiej grupy z Bliskiego Wschodu, jest mowa o księciu i księżniczce. Podróżują oni w materii i zapomnieli skąd pochodzą. Żyją w przekonaniu, że to, co widzą, to jest wszystko, aż do momentu, gdy dociera do nich przekazana przez matkę wiadomość od ojca: – Człowieku, przebudź się i przypomnij sobie kim jesteś. To samo słyszymy w przypowieści o synu marnotrawnym. Jego pobyt wśród świń doskonale wyraził Hieronim Bosch. Na obrazie tego malarza syn marnotrawny ma na jednej nodze but, tzn. jedną nogą stoi, jest jeszcze w świecie, w materii, a na drugiej pantofel, co oznacza chęć powrotu do domu. Obecność świń uzmysławia nam, jak głęboko jesteśmy związani ze światem materialnym.

Największym misterium, o którym mówi gnoza, jest to, że człowiek – bez jakiejkolwiek ingerencji z zewnątrz poprzez klonowanie czy też zmiany dokonywane w DNA w laboratoriach – nosi w sobie, w szczycie prawej komory serca, najwyższą tajemnicę. W Mundaka Upaniszad z Indii powiedziane jest dosłownie: w komorze serca mieszka Brahman, Absolut.

W momencie uaktywnienia tej energii ulegają zmianie wszystkie procesy hormonalne i cała nasza świadomość. Prawa i lewa półkula mózgu krzyżują się i łączą w czaszce, miejscu nazywanym Golgotą (Gulgulta znaczy w języku aramejskim czaszka i miejsce czaszki). Tam dochodzi do integracji, scalenia w świadomość Chrystusa. Z grobu starego ciała powstaje wtedy nowy człowiek pełen światła. Ten nowy człowiek nosi, według filozofii hermetycznej, kaduceusz z dwoma wężami, gdyż przez kanał kręgowy przechodzi układ nerwowy w kształcie podobnym do dwóch wężów, który łączy kość krzyżową (sacrum) z częścią międzymózgowia (thayamus), zwaną komnatą nowożeńców. Ta część mózgu spełnia niezmiernie ważną funkcję i ma wpływ m.in. na rytm serca i temperaturę ciała. W tradycji Katarów wyrażano ten proces porównaniem przeobrażenia gąsienicy w motyla. Święty Paweł, który też był wtajemniczonym, pisał do Koryntian, iż zmiana ta zachodzi w jednym momencie.

Proszę to sobie wyobrazić. Częstotliwość Ziemi wzrasta, częstotliwość pasa fotonowego Plejad wzrasta i wysyła ogromne prądy świetlne w naszym kierunku, erupcje Słońca przekazują nam ogromne ilości energii duchowej, człowiek żyje zdrowo, próbuje nie jeść mięsa, żyć świadomie, w równowadze emocjonalnej, stara się jak najmniej myśleć negatywnie. Wszystko to ma ogromne konsekwencje dla ciała i ducha. Odkrywamy fundament naszego bytu, o którym mówił Jezus, Budda oraz wielu innych świętych i proroków. Ja nazywam to najczęściej pierwiastkiem Chrystusa w skali makro, czyli kosmicznej i w skali mikro – w naszym sercu.

Katarowie, nazywani także tkaczami, gdyż w okresie prześladowań ukrywali się u tych rzemieślników, tłumaczyli znaczenie tkania ciała świetlnego. Ciało to nazywali świetlistą lub gwiezdną szatą. Przepowiedzieli oni, że powrócą za 700 lat i że nie tylko na nowo zazieleni się drzewo laurowe, lecz powróci też gnoza i wiedza o pochodzeniu człowieka, o możliwości postawienia tego najważniejszego kroku i wzniesienia się ponad biologiczną ewolucję. Człowiek z gąsienicy stanie się motylem.

Proszę przyjrzeć się gąsienicy. Kiedy komuś, kto nigdy nie widział motyla, powie się, że powstanie on właśnie z „tego czegoś”, trudno mu będzie w to uwierzyć. Tak samo trudno nam uwierzyć, kim jesteśmy, a ja całym sobą wiem, że to nasz prawdziwy cel. Różne siły próbują ten proces zahamować, bo jeżeli zakończy się on sukcesem, nie będą już miały wpływu na nas, będziemy ponad nimi. Nie ma tu jednak mowy o żadnej hierarchii. Takie myślenie jest błędne. Dla żyjącego Miłością hierarchia, a tym samym schemat piramidalny, nie istnieje. Nikt więc niczego nie musi się obawiać. W czasie tego programu mówiłem o pewnych wydarzeniach i osobach, ale nie w celu zaszkodzenia komukolwiek, lecz po to, aby uświadomić, ujawnić, co się obecnie dzieje na Ziemi.

Optymalnie i najpiękniej byłoby, gdybyśmy stawiając ważny krok w ewolucji, wykonali go wspólnie z tymi, którzy dotychczas chcą temu zapobiec. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy będziemy próbowali to uczynić prawdziwie i szczerze oraz żyjąc Światłem. Światło przyciąga światło, a ciemność przyciąga ciemność. Światło ma to do siebie, że zakorzenia się w ciemności i rozjaśnia ją od środka.

Ewangelia wg św. Jana mówi, że Światło przyszło do ciemności, lecz ciemność jeszcze go nie pojęła. Ciemność nie widzi jeszcze, co się dzieje, nie widzi, że Światło mówi: Chodź za mną. Każdy ma jednak wolność wyboru. Może powiedzieć: nie.

Życzyłbym każdemu, aby powiedział: tak. To umożliwia transformację, która jest przed nami wszystkimi. W historii ludzkości pojawia się więc wyjątkowa możliwość: dojrzeć i zrozumieć, że mamy cel i możliwość realizacji tego, kim jesteśmy – istotami Światła.

Chrystus mówił: Nie lękaj się. Nie lękaj się. Wcześniej czy później musimy pożegnać się z ciałem, z powodu choroby czy też starości. Idźmy więc drogą Światła. Chciałbym jeszcze dodać, że nasz krok ma także wielkie znaczenie dla zwierząt, które obecnie tak bardzo cierpią. Wszystko nosi w sobie potencjał Światła-Miłości. My, istoty ludzkie, jesteśmy zdolni do refleksji, uświadomienia sobie tego. Zwierzęta znajdują się pomiędzy człowiekiem a światem minerałów, który też nosi w sobie ten potencjał. Możemy go doświadczyć dotykając ich.

Mind Control – kontrola umysłu

Wróćmy raz jeszcze do przemysłu farmaceutycznego. Przyglądając się bliżej grze, o jakiej mówiłem wcześniej, napotyka się ciągle te same nazwiska. Pewne rodziny mają wszystko w swoich rękach. Spotykamy je zarówno w przemyśle farmaceutycznym, jak i zbrojeniowym. Budda mówił o głodnych duchach. Jeśli ktoś marzy o milionie, być może stanie się milionerem. Ale często jest to niewystarczające i pragnie się zostać multimilionerem, potem miliarderem i tak bez końca. Prawdziwy pokój nastaje wtedy, gdy stajemy się szczęśliwi z racji tego, kim jesteśmy, a nie ile posiadamy. Widzimy więc, że wszystkie te ogromne i wpływowe koncerny farmaceutyczne, przemysł zbrojeniowy czy przemysł spożywczy są zdominowane przez kilka rodzin, które próbują osłabiać człowieka szkodliwymi produktami żywnościowymi czy też ideami, albo praniem mózgu. Docierają one do nas przez media, bo i media coraz częściej są własnością paru ciągle tych samych ludzi. Wszystko po to, aby uniemożliwić ludzkości przebudzenie się.

Mówi Pan o kontroli umysłu (Mind control)?

– Tak, jest to kontrola umysłu. Jeśli zbada się media w Stanach Zjednoczonych, to okaże się, że są one w rękach trzech – czterech nazwisk. W Holandii istnieje jeszcze trochę więcej wolności, są też odważni dziennikarze, którzy nie dają się przekupić. Europa jednak zaczyna upodabniać się do Stanów Zjednoczonych czy Rosji, gdzie media prawie całkowicie znalazły się w rękach wielkich magnatów. Tak powstaje kontrola umysłu.

Proszę sobie wyobrazić sytuację, kiedy człowiek uświadomi sobie, kim i czym jest oraz po co istnieje. Można temu zapobiec za pomocą kontroli umysłu i materialistycznej nauki o ewolucji człowieka. Naucza się go wtedy: Pochodzisz od małpy, nie masz żadnego celu. Naucza się go o big bangu i czarnych dziurach w Kosmosie. Przemilcza się w tym wszystkim obecność Twórczej Energii Miłości, albo dawkuje mu egzystencjalną filozofię absurdyzmu, Jean-Paula Sartre’a, czy też Proudhona. Proudhon powiedział otwarcie: Usuń Boga z tronu, gdyż jest to twój największy wróg. Czyniąc to jednak, zatracasz siebie, gdyż Boskość jest twoim prawdziwym fundamentem, twoim istnieniem. Zwalczać Boga to zwalczać siebie.

Mind control, pranie mózgu działa nie tylko poprzez idee, ale także żywność. Jest coraz więcej ustaw utrudniających produkcję naturalnych środków leczniczych. Wpływ na to mają właściciele ogromnych koncernów i firm finansowych. Ich nazwiska są powszechnie znane. Robi się wszystko, aby uniemożliwić nam dostęp do zdrowej żywności i niekonwencjonalnych sposobów leczenia. Drwi się np. z wegeterianizmu, homeopatii, wykorzystując do tego tytuły i prestiż naukowy. To wszystko są zagrywki, aby zniweczyć czystość obecną w człowieku i nie pozwolić się jej rozwijać. Tabletki mogłyby okazać się zbędne w naszym życiu. Budda nauczał, że kiedy podążamy drogą dharmy życia, owocuje to dobrym zdrowiem, siłą ciała, ducha i duszy. A, jako że Upadli Stróże przeszczepili się na człowieka, osłabiło go to bardzo. Jedynym ratunkiem jest więc szybkie przebudzenie się i przejrzenie wspomnianej gry. Dla mnie oznacza to walkę bez broni w ręku i pokazanie tego, co się obecnie dzieje na Ziemi. Wszelką inną walkę odrzucam, odrzucam z całą stanowczością. Nie chodzi tu o kreowanie wroga, lecz właśnie o ukazanie rzeczywistej sytuacji, ujawnienie faktów. Jest to jedyna szansa, aby zapobiec ogromnemu cierpieniu.

Atlantyda

Co Pan może powiedzieć o Atlantydzie?

– Atlantyda to temat dość delikatny. Zauważyłem, że nawet w kręgach naukowych mówi się o tym z drwiną. Przypominam wówczas, że pisał o niej jeden z najbardziej znanych filozofów – Platon. Na Atlantydzie odbywała się niesamowita walka, która obecnie powtarza się, a może jest nawet spotęgowana. Platon opisuje, że istoty żyjące na tym kontynencie w ostatnim okresie jego istnienia uważały się za piękne, a w rzeczywistości były bardzo brzydkie, nie tylko z wyglądu, ale przede wszystkim duchowo. Bogowie więc – nie Bóg, lecz bogowie, w Biblii nazwani Elohim – postanowili zniszczyć całą Atlantydę. Kultury Tolteków i Majów, jak też inne źródła, przekazały nam o niej wiele informacji. Nie wspominam już o możliwości odkrycia tych wiadomości w nas samych, gdyż dla większości naukowców stanowi to jeszcze wielkie tabu.

Powracam jednak do starych źródeł. We wszystkich kulturach znajdujemy temat potopu – w Indiach, u Majów, u aborygenów, w Biblii, w Iranie – wszędzie wspominana jest Atlantyda. Także tam doszło do ścierania się sił Światła i Ciemności. Dzisiaj można by powiedzieć, że jest to walka Upadłych Stróżów, którzy dążą do opanowania całej planety przeciw istotom rozwijającym się, skierowanym ku Światłu.

Był to ogromny konflikt. Nauka stała wtedy na niewyobrażalnie wysokim poziomie, podobnie zresztą jak w dzisiejszych czasach. Wspomnę tu o fizyku Nikoli Tesli. Był on zaprzyjaźniony z Einsteinem i opatentował wspaniałe wynalazki w dziedzinie medycyny. Niestety zostały one zakazane, gdyż pilnująca swych interesów elita nie mogła dopuścić, by ujrzały światło dzienne.

(Ludzie, o jakich mowa – przyp. NŚ) nie mogliby już robić interesów, kiedy znane byłyby metody leczenia Światłem lub niezmiernym źródłem Miłości. Rozpadłaby się wtedy potęga koncernów farmaceutycznych, nie można by też zbijać fortuny na manipulowanej żywności. Tesla miał dostęp do technik znanych na Atlantydzie, a niewielu ludzi wie, że jest on faktycznym współtwórcą projektu HAARP, demonicznego instrumentu, który został ulokowany na Alasce.

HAARP

Jaki jest jego cel?

– HAARP to bodaj najbardziej demoniczna broń, jaką kiedykolwiek stworzono na Ziemi. Tak demoniczna, że przekracza wszelkie ludzkie wyobrażenie. Zbudowano ją na podstawie osiągnięć Tesli i paru innych wybitnych naukowców w miejscowości Gakona na Alasce. Składa się z 360 anten ustawionych w rzędach i widocznych na zdjęciach z satelity.

Jest to pole?

– Pole usłane antenami. W przeszłości przez wiele krajów został podpisany pakt o jonosferze – z wyjątkiem Stanów Zjednoczonych. Podobnie zresztą stało się w Kioto.

Jonosfera ma duży wpływ na klimat, jest też bardzo ważna dla komunikacji! Wszystko związane z nowoczesnymi mediami: telewizja, telefon, specjalna łączność, którą posługuje się armia, odbywa się właśnie w jonosferze. Należy ona do najważniejszych warstw atmosferycznych. 360 anten służy do tego, by wysyłać do jonosfery wibracje, energie z mocą 10 miliardów megawatów (przechodzi to nasze ludzkie wyobrażenie!) nazywane falami ELF. Są to fale o ekstremalnie niskiej częstotliwości. Oficjalnie mówi się, że HAARP to projekt naukowy, stworzony w celu dokładniejszego zbadania klimatu itp. Nie zdajemy sobie jednak sprawy, że służy on także innym celom. HAARP znaczy High Frequency Active Auroral Research Project, co sugeruje badanie sfer atmosferycznych i ich oddziaływanie na Ziemię. Przyglądając się jednak patentom i poważnym publikacjom dochodzi się do wniosku, iż mamy tu do czynienia z demoniczną bronią, która za jednym zamachem może zniszczyć całe elektromagnetyczne pole naszej planety, albo jest w stanie umieścić stożek nad jakimś krajem. Jonosfera służy jako zwierciadło i maszt nadawczy zarazem. Wybiera się kraj i, bombardując pewnymi częstotliwościami fal, można wyciąć kawałek jonosfery.

Dotyczy to także miast?

– Oczywiście.

Z jak dużą dokładnością działa HAARP?

– Tak precyzyjnie, że można w ten sposób mieć wpływ nawet na rdzeń kręgowy konkretnego człowieka. Możliwe jest też połączenie HAARPa z internetem. Bill Gates jest zaprzyjaźniony z Billem Clintonem. Znane są jego ścisłe relacje z Białym Domem. Na kongresie w Davos proponował on nawet internet darmowy, aby objąć jego siecią cały świat. Ten sam internet można zastosować jako instrument projektu HAARP do wysyłania pewnych tonów, których nie będziemy w stanie odebrać naszym słuchem.

Jak już powiedziałem, jedną z możliwości HAARP jest wpływ na nasz rdzeń kręgowy, tak ważny w procesie transformacji. Przez kanał kręgowy nazywany też Kaduceuszem Merkurego lub Hermesa, w Indiach – Kaduceuszem Bramanandy, przemieszczają się bardzo ważne wibracje, mające wpływ na nasz układ hormonalny, na czakramy (koła światła), które oddziałują na rozwój ludzkiej świadomości. Tak więc przy pomocy HAARPa można mieć wpływ na umysł człowieka, kontrolować go, jak też oddziaływać na pole elektromagnetyczne i cały Układ Słoneczny.

Co się wtedy dzieje z człowiekiem?

– Prowadzi to do całkowitej dysharmonii. W sąsiedztwie instalacji HAARP w Gakonie u mieszkańców zarejestrowano wzrost zachorowań na nowotwory, depresje, utratę orientacji. Dotychczas HAARPa nie wykorzystywano aktywnie, ale jeśli do tego dojdzie, jest się wtedy całkowicie w ich rękach. Gdy prześle się pewne wibracje przez chipa, którego nosi w sobie człowiek, uzyskuje się nad nim całkowitą kontrolę. Staje się on niewolnikiem. Jednak w pewnym momencie rozwoju człowieka, w pewnej fazie ewolucji świadomości, można te wpływy w sobie rozpoznać i uniknąć zniewolenia. Niestety, większość ludzi, którzy nic na ten temat nie wiedzą i tego nie odczują, znajdzie się w pułapce.

Prof. Petit mówi, że taki nano-chip może się umiejscowić w naczynku krwionośnym. Podaje też przykład, w jaki sposób HAARP może mieć wpływ na człowieka. Taka jednostka czuje się kompletnie zdezorientowana. Przeprowadzono już próby na zwierzętach i okazuje się, że traciły one nad sobą kontrolę. W Wietnamie, kiedy jeszcze HAARP nie istniał, stosowano tzw. Rambo-chip, który pobudzał reakcje agresywne, seksualne i lękowe. W ten sposób człowiek był całkowicie kontrolowany. Dawniej nikt nie odważyłby się o tym mówić, żeby nie straszyć ludzi. Mam nadzieję, że zostanę należycie zrozumiany, bo nie chodzi tu o zastraszanie ludzi, lecz o uświadomienie, co się dzieje. Musimy o tym wiedzieć. Rządy krajów powinny stawiać pytania na ten temat, dociekać. Musimy rozmawiać z naszymi amerykańskimi współobywatelami i pytać: Co robicie? Powinniśmy też prosić o wyjaśnienie spraw i o dostęp do dokumentów. Ludzie, którzy w przeszłości zadawali takie pytania, narazili się na wiele przykrości, grożono im nawet śmiercią. Oznacza to, że naprawdę coś się ukrywa.

W ezoteryce znana jest książka Patrycji Cori, która ukazuje wszystkie kłamstwa serwowane ludzkości. Chciałbym zaznaczyć, że należycie wykorzystana ezoteryka może być godna zaufania. Wszystko, co opisuje autorka, pokrywa się z faktami naukowymi i uzmysławia nam, w jaki sposób tego typu narzędzia zagrażają ewolucji ludzkości. Patrycja Cori także apeluje do ludzkości, odwołując się do wyższych sfer Światła: Pozostało wam tylko parę lat, powstańcie, macie wszelkie możliwości, aby odnieść sukces. Używa ona słowa wy, co dla mnie oznacza, że sama jest już uwolniona. Ja też jestem przekonany, że potrafimy, że nam się uda. To tylko kwestia organizacji, zaufania, wiary, i zadawania pytań. Dlaczego, w jakim celu chip w moim paszporcie? Czemu ma służyć scan tęczówki? Skąd pan/pani o mnie tyle wie? Dlaczego dzieje się tak, a nie inaczej? Najlepiej występować jako grupa, nie indywidualnie. Przy czym należy zawsze czynić to uprzejmie, bez arogancji, i nigdy nie prowokować. Wtedy oświecimy od wewnątrz całą tę organizację, to wszechwidzące oko, o którym tak doskonale pisał Tolkien w swej książce, która została sfilmowana.

We „Władcy Pierścieni”?

– Tak. Widzimy tam wszechwidzące oko kontrolujące cały świat. Tolkien był wtajemniczonym i wiedział. Napisał tę powieść jako przestrogę: człowieku, popatrz, co cię czeka. My jesteśmy hobbitami. Nie dosłownie, ale jeśli nabierzemy odwagi i zjednoczymy się, a każdy z nas stanie się Gandalfem, odniesiemy sukces. Zresztą nie mamy innego wyjścia, gdyż alternatywa nie wróży nic dobrego. Jednoczmy więc siły i przebudźmy się.

Medytacja

W jaki sposób powinniśmy się więc zachowywać?

– W swojej książce podałem parę przykładów. Każdy, według swoich możliwości, może codziennie lub parę razy w tygodniu zarezerwować czas na wyciszenie, na medytację. Niekoniecznie w pozycji lotosu, lecz tak, jak to komuś odpowiada, w dowolnym miejscu, w domu, na krześle, na łonie natury. W każdą niedzielę i środę około 19-ej tysiące ludzi na całym świecie bierze udział w Medytacji Światła – Miłości. Wystarczy na to poświęcić parę minut – samemu albo wspólnie. Oczy mogą być otwarte lub zamknięte. Koncentrując się tylko na oddechu, robimy głęboki wdech aż do brzucha i wypowiadamy świadomie wewnątrz siebie słowo: Światło. Kiedy to uczynimy, możemy odczuć energię światła nazywaną w Indiach praną. Przy wydechu, z głębokości brzucha, wypowiadamy słowo Miłość. Może to trwać 5-10 minut. Bez dogmatów i przymusu, każdy według własnych możliwości. Biorąc w tym udział można dostrzec, że jest się podłączonym do ogromnego potencjału pola energetycznego – nie jakiegoś ekskluzywnego pola, lecz wszechobecnego pola Światła – Miłości. To nas wspomaga, podobnie jak prawidłowe odżywianie, pozytywne myślenie i zdrowe życie emocjonalne. Próbujmy zachować równowagę w emocjach. Nie oznacza to jednak neutralności.

…czy obojętności, życia bez uczuć.

– Nie, nie o to chodzi. Wielu tzw. uduchowionych twierdzi, że nie mogą się rozzłościć, a złość ich aż rozsadza; iż nie mogą powiedzieć złego słowa, a wewnątrz złorzeczą. Każdemu się to przydarza. Kto twierdzi, że jemu nie – kłamie. Przecież można niekiedy być autentycznie oburzonym, lecz – obserwując – można też zauważyć, że jest to proces odbywający się w nas i jesteśmy wtedy świadomi tego, nie biorąc udziału w walce za i przeciw. Gdy to dostrzegamy, stajemy się świadomi naszych myśli i emocji. W ten sposób powstaje równowaga, harmonia. Należy dodać do tego zdrowe odżywianie i głębokie życzenie, aby wznieść się ponad codzienną ewolucję. Choć wszelkie życzenia w pewnym momencie same wygasną, na początku są nam pomocne w dążeniu do celu podobnie, jak czyni to pytanie: Kim jestem? Jaki jest cel mojego życia?

Nasze ciało świetlne, nasz boski potencjał jest ponad czasem i przestrzenią, śmierć go nie dotknie. Możemy wznieść się ponad śmierć. Aby to odkryć, zbędne okazuje się laboratorium. Wiemy to w swoim wnętrzu i na tym powinniśmy koncentrować się. Posłużę się przykładem. Jeżeli cała nasza uwaga w życiu będzie koncentrowała się na czerwonym porsche, gdy staniemy przed salonem spragnieni tego samochodu i umrzemy na atak serca, zabierzemy tę myśl z sobą. Natomiast jeśli skoncentrujemy się na pytaniach: Kim jestem? Jakie są moje możliwości? – żyjąc i pracując nad tym – to, umierając, zabierzemy ze sobą tę myśl. Co siejemy, to zbieramy. Jeśli nasze życie jest wypełnione czerwonym porsche, życie nas nim obdarzy. Kiedyś i to nam zbrzydnie. Ważne jest więc, co spożywam, kim jestem, ważne są moje myśli i emocje, umiejętność postrzegania, bycia uważnym, ćwiczenie cnót, uprzejmość, cierpliwość. Mamy zatem pełne ręce roboty.

Są to reguły naszego życia?

– Tak, ale nie, jak w niektórych organizacjach i kościołach, na papierze. Dzieje się to w nas. Sam oceń, co możesz, czego chcesz, bądź tego świadomy. Za każdym razem zauważymy postęp, a jeśli powinie się nam noga, po prostu wstajemy i idziemy dalej. Każdemu się to przydarzy. Jeśli się jednak postaramy, dostrzeżemy wtedy zmiany, transformację.

Tłumaczenie: Bożena Helfenrath-Porębska

Człowiek rozumny w świecie teorii spiskowych część I

„…dla ogromnej większości zwykłych, porządnych, bogobojnych ludzi wszystkich krajów, wszelkie zmowy są nie do przyjęcia, jeśli tylko zrozumiemy ich cele. My jesteśmy kandydatami na ofiary i do nas należy sprawa własnej obrony. Zostało nam bardzo mało czasu. Musimy działać natychmiast. … Nie dajcie się wprowadzić w błąd przez tych, którzy mówią wam, że wróg jest tylko w Moskwie. To prawda, że jest tam jeden z wrogów i że to wróg taki, z którym nie można iść na żaden kompromis. Musimy sobie jednak zdawać sprawę z tego, że jeśli będziemy widzieli wroga tylko w Moskwie, to dostaniemy nożem w plecy od wroga w Nowym Jorku. Lecz ten wróg, podobnie jak ten w Rosji, tylko korzysta z Ameryki jako swej bazy. Amerykanie nie są winni bardziej od Rosjan. Oba te narody są ofiarami subtelnej , a potężnej siły dywersyjnej, której nie są w stanie rozpoznać (…) W głowach milionów ludzi, całych narodów nadal nie mieści się naga, gorzka , tragiczna, okrutna, złowieszcza, złowroga, potworna prawda: WSZYSTKO PRZEBIEGA ZGODNIE Z PLANEM! nic nie dzieje się „przypadkiem”. W historii nie ma żadnych przypadków, żadnych zbiegów okoliczności, żadnych „żywiołowych rewolucji”, ani samoistnych „wybuchów”. Ludzkość ma prawo dowiedzieć się, kto ją oszukuje!” G. Knupffer, 1958 r.

Urodziłam się jako racjonalistka. Mój ojciec był ateistą i prawdziwym bękartem Kartezjusza. Jako rasowa racjonalistka czytywałam racjonalistyczne książki i wierzyłam w racjonalistyczne wyjaśnienia tego wszystkiego, czego się racjonalnie wyjaśnić nie da, a nawet wierzyłam w kompletne, antyrozumowe bzdury, tylko dlatego, że wymagała tego ode mnie przynależność do racjonalistycznej „kasty”. Szczęście w nieszczęściu polegało na tym, że urodziłam się w czasach głębokiej komuny, więc przynajmniej nie wierzyłam w jedno: w wiadomości podawane przez media.

Dzisiejsi racjonaliści mają pecha: wierzą, że mamy „wolne media” oraz w to, że żyją w „wolnym świecie”. Za komuny przynajmniej jedno było oczywiste: żyliśmy w izolowanym od reszty świata obozie socjalistycznym, w zakłamanym ustroju, w którym media kłamią, a władza pochodzi z wrogiego nadania.

Kiedy komunizm upadł uwierzyłam, że wyzwoliliśmy się z niewoli i że teraz będziemy żyć w prawdzie i wolności. Byłam przecież racjonalistką i rozumowałam racjonalnie. Moja babcia namiętnie słuchała Radia Wolna Europa i Głosu Ameryki, więc wiedziała (bo te media nas utrzymywały w takim właśnie przekonaniu), że świat o niczym innym nie marzy, jak tylko o tym, żeby wyzwolić nas z niewoli i włączyć do wspólnoty wolnych państw. Dlatego, kiedy zaproponowano nam przystąpienie do Unii Europejskiej z radością i przekonaniem głosowałam na „tak”.

Hipnoza była na tyle silna, że potrzebowałam trochę czasu, a przede wszystkim stałego łącza internetowego, żeby przejrzeć na oczy. Początkowo omijałam szerokim łukiem wszystkie strony, mówiące o NWO i teoriach spiskowych.

Ludzie od czasu do czasu potykają się o prawdę, ale większość z nich podnosi się, otrzepuje i idzie dalej, jakby nic się nie stało… [Winston Churchill]

Ileż razy potykałam się o prawdę… nawet więcej: waliłam w prawdę łbem z całej siły i… nic. Miałam oczy, a nie widziałam i miałam uszy, a nie słyszałam. Ślepa wiara hipnotyzuje i pozbawia zdolności widzenia tego, co jest. Dlatego naprawdę dobrze rozumiem „racjonalistów” i czytam w ich duszach jak w otwartej księdze. Ja również rozumowałam „racjonalnie” i w mojej głowie również nie mieściły się żadne teorie spiskowe.

Konspiratorzy zawsze przeczyli istnieniu konspiracji nazywając tych, którzy skłaniali się ku tej tezie „głupcami”, „paranoikami”, czy też „polującymi na czarownice”. [R. H. Goldsborough]

Obawiam się, że gatunkiem, który wskutek knowań NWO wyginie jako pierwszy będą właśnie racjonaliści. Może nie mam powodu po nich płakać, bo nic dobrego ani dla mnie, ani dla świata nie zrobili, a co więcej, tonąc mogą pociągnąć za sobą całą ludzkość, ale sumienie nakazuje mi ich przestrzec. Żeby nie było, że wiedziałam, ale nie powiedziałam, że mogłam pomóc, ale tego nie zrobiłam. Znam prawo karmy, więc nie chcę się obciążać taką winą.

Czuję się jak Noe.

Dostałam wiadomość, że toniemy, ale jeśli podejmiemy odważne i zdecydowane działania możemy się uratować. Siedzenie na tyłku i nic-nie-robienie jest prostą receptą na klęskę. Wiem jednak, że Noe został bezlitośnie wyśmiany. Ówcześni „racjonaliści” zrobili z niego idiotę i pośmiewisko. Ale stare przysłowie mówi, że śmieje się ten, kto się śmieje ostatni. I tak wyszło, że to Noe śmiał się z nich, kiedy tonęli i płakali. Wtedy było już jednak za późno, żeby zrobić cokolwiek.

„Racjonaliści” szukają oczywiście „racjonalnego” wyjaśnienia tej przypowieści. Twierdzą (np. National Geographic), że to nie był żaden Noe, tylko jakiś (bodajże) fenicki kupiec i że nie był to potop, tylko potężna ulewa (widocznie już w czasach biblijnych latały samoloty, które powodowały ulewy) i że… bla bla bla.

Problem w tym, że racjonaliści nie rozumieją najważniejszej kwestii: tu nie chodzi o wyjaśnienie tej opowieści z historycznego punktu widzenia, a wyłącznie o alegorię.

Przy okazji zwróćcie uwagę na ciekawy paradoks: nałka twierdzi, że Noe nie istniał (został zapożyczony z przypowieści o Gilgameszu), ale wyjaśnia racjonalnie i nałkowo co mu się naprawdę przytrafiło – to jest dopiero nałkowa schizofrenia paranoidalna!

Powtarzam: w tej przypowieści nie chodzi o to, czy potop był faktem historycznym, lecz o ALEGORIĘ.

Przypowieści nie wyjaśnia się w sposób racjonalny, lecz metaforyczny. Ta przypowieść ma nam uświadomić zawiłości ludzkiej psychologii i tragiczne skutki głupoty.

Noe dowiedział się o czymś, co innym wydawało się nieprawdopodobne i co uznali za nieracjonalne: że będzie potop i że trzeba się ratować. Ludzie w to nie uwierzyli, bo przecież najstarsi ludzie nie pamiętali takiego zdarzenia, żeby cały świat znalazł się pod wodą. Skoro najstarsi czegoś nie pamiętają, to znaczy, że tego NIGDY NIE BYŁO. Wniosek z tego prosty, że Noe buduje tratwę, ponieważ jest wariatem. Cierpi na paranoiczne lęki, a do tego jest schizofrenikiem, bo jeśli ty mówisz do Boga, to jest to modlitwa, a jeśli Bóg mówi do ciebie, to jest to schizofrenia. Znaczy: Noe cierpiał na schizofrenię paranoidalną i gdyby żył dziś, lekarze wsadziliby go w kaftan bezpieczeństwa i naszprycowali psychotropami. A gdyby nie pomogło, użyliby elektrowstrząsów jako argumentu ostatecznego.

Historia biblijna twierdzi, że Noe przeżył, bo słuchał Boga. My też możemy przeżyć, jeśli będziemy słuchać głosu intuicji, którą można nazwać głosem Boga w naszej głowie. Problem w tym, że racjonaliści nie słuchają intuicji, bo nauka jej nie zmierzyła ani nie zważyła, nie złapała jej również do probówki, a to oznacza, że intuicja nie istnieje.

„Racjonalista” „rozumuje” „racjonalnie”: wszystko jest OK, bo mamy demokrację, sądy i naukę. To my wybieramy ludzi, którzy nam służą i wykonują czarną robotę, budując dla nas szpitale, szkoły i drogi. Demokratycznie wybrana władza staje na głowie, żeby zrobić nam dobrze, a gdyby ośmieliła się zrobić nam źle, to już my ją pogonimy! Racjonalista WIERZY, że to my rządzimy i że władza jest bezbronna i całkowicie zdana na naszą łaskę. Jeśli nam się nie spodoba, to ją naszymi głosami zdecydowanie odsuniemy od koryta i posadzimy przy nim opozycję. I nawet do głowy mu nie przyjdzie, że opozycja to ta sama sitwa, tyle tylko, że w przebraniu.

Świat jest rządzony przez całkiem inne osoby, niż się to wydaje i tylko ci, którzy potrafią zajrzeć za kulisy wiedzą kto to jest [Benjamin Disraeli, dwukrotny premier Wielkiej Brytanii, XIX w.]

Ci którzy decydują nie są wybierani, a ci, których się wybiera nie mają nic do decydowania [Horst Seehofer, przewodniczący CSU i premier Bawarii]

W mniemaniu „racjonalisty” wszystko jest jawne i nie ma żadnych tajnych działań. O istnieniu tajnych stowarzyszeń nawet nie wspomnę! No cóż, ja też w to kiedyś wierzyłam, więc trochę rozumiem „racjonalistów”. Ale żeby mieć dostęp do Internetu i z tego nie skorzystać, to dla mnie rzecz niepojęta. A jednak, „racjonalista” woli wierzyć Gazecie Michnika i telewizji Walterów, niż niezależnym dziennikarzom i tropicielom prawdy. Ciekawa jestem, co musi się stać, żeby zakute łby zaczęły w końcu myśleć?

Opowiem wam, co mnie przebudziło…

Cdn.