Kilka ważnych uwag do „Przekrętu wszechczasów” i pozostałych tekstów na moim blogu

Apeluję do wszystkich czytelników tekstów o zdrowiu i spiskach, a zwłaszcza cyklu o prawie morskim o rozsądek.

Nie podejmujcie nieprzemyślanych działań i nie rzucajcie się do samotnej walki z piramidą NWO bez gruntownego przygotowania. Pobieżne przeczytanie kilku tekstów na blogu nie wystarczy, żeby pokonać tego smoka. Wierzcie mi, że aby podjąć walkę należy najpierw bardzo dobrze poznać prawo i metody działania tzw. sniper judge, specjalnie szkolonych do tego, żeby odstrzelić głowę śmiałka, któremu zamarzyła się osobista wolność.

Nie można tak po prostu wejść do urzędu i zażądać wydania lub unieważnienia aktu urodzenia! Urzędnicy najniższego szczebla, czyli ci, z którymi mamy do czynienia, kiedy idziemy załatwić cokolwiek w urzędzie, to pogrążeni w iluzji niewolnicy Matrixa, którzy nie mają zielonego pojęcia o tym, czym ten akt jest naprawdę ani jakiemu systemowi służą. Tłumaczenie im czym jest strawman i przekonywanie ich, że żyjecie i że nie jesteście zaginieni na morzu z całą pewnością nie spotka się z ich zrozumieniem. Na żadnym kursie podnoszącym ich kwalifikacje, prowadzonym przez pracowników Unii Europejskiej, nikt nie wspominał o prawie morskim ani o tym, że Polska jest korporacją. Oni nigdy o czymś takim nie słyszeli, więc jeśli zaczniecie gadać takie rzeczy zyskacie tylko tyle, że wezmą was za wariatów.

Szczerze odradzam też przekonywania lekarzy, że służą talmudycznej pseudomedycynie spod znaku doktora Mengele, więc natychmiast powinni zaprzestać aplikowania pacjentom trujących leków. Ci lekarze to tacy sami niewolnicy Matrixa jak urzędnicy niższego szczebla. Oni żyją w głębokim przekonaniu, że są doskonale wykształceni i że wiedzą o zdrowiu wszystko i nikt, kto nie jest lekarzem nie ma prawa z nimi dyskutować, bo nie zna się na medycynie. Przed lekarzami przestrzegam szczególnie, ponieważ mają oni prawo każdego, kogo uznają za chorego psychicznie zatrzymać na oddziale zamkniętym. Jeśli dorobicie się diagnozy psychiatrycznej nikt nie będzie was traktował poważnie, również sędzia, przed którym staniecie, żeby udowodnić mu, że sprawuje rolę kapitana na okręcie.

Jeśli chcecie się wyzwolić musicie przeprowadzić ten proces przed sądem, i to nie tym niższej instancji, bo tam nikt nie będzie wiedział, o co wam chodzi. Darujcie sobie opowiadanie głodnych kawałków urzędnikom i prawnikom działającym na najniższych szczeblach piramidy. To bezcelowe. Oni naprawdę nic nie wiedzą. Takie sprawy załatwia się z Bardzo Wysoko Postawionymi Iluminatami. Macie odwagę stanąć oko w oko z kimś takim i stoczyć z nim pojedynek prawny? Jeśli tak, to gratuluję odwagi, ale nie rozumu!

Wall Street i rewolucja bolszewicka w Rosji

Źródło

Powinniśmy ją [Rosję] zamienić w pustynię zasiedloną białymi Negrami, którym damy taką tyranię, jaka nie śniła się najgorszym despotom wschodu – Lew Trocki

Niejednokrotnie komunistyczna propaganda przedstawia „rewolucję październikową” 1917 roku wyłącznie jako wynik oddolnego,  zbiorowego wysiłku proletariatu, uciskanego i wyzyskiwanego przez „klasy rządzące”. Wszystko to miało się dziać w sposób spontaniczny, jedynie dzięki entuzjazmowi i zaangażowaniu „klas pracujących”  oraz talentowi takich przywódców  jak Lenin-Uljanow /Blank/ czy Trocki /Bronstein/. Sama też  „rewolucja październikowa” określana jest często mianem „rosyjskiej” dla podkreślenia tego,  iż rzekomo była ona wyłącznym dziełem samych Rosjan, czy  też wręcz  „prostym wynikiem całej historii Rosji”.  Jak się jednak okazuje rewolucja bolszewicka  nie była ani „rosyjską”, ani też „proletariacką”,  gdyż  jej celem nie była wcale poprawa bytu narodu rosyjskiego, a wręcz przeciwnie jego destrukcja, zaś  przebieg tej rewolucji był wcześniej dokładnie zaplanowany a potem stale kontrolowany i finansowany z zewnątrz przez międzynarodowy kapitał.  Zawodowi rewolucjoniści (w ogromnej większości nie będący Rosjanami) wykorzystali  kilka czynników do przeporwadzenia swego planu, ale  uczynili oni to  jedynie dla swoich własnych, partykularnych celów. Przede wszystkim  wykorzystali nieudolność i brak zdecydowania władz carskiej Rosji, w których zabrakło niestety ludzi pokroju A.Stołypina,  zaś w otoczeniu cara działały często osoby bądz niekompetentne  bądź wręcz sabotujące celowo  otrzymywane  polecenia. Obdarzony administracyjnym talentem A.Stołypin , piastujący od 1906 r urząd premiera Rosji, był człowiekiem wyjątkowo silnej woli i odwagi. Stanowił więc on dla masonów śmiertelne zagrożenie, dlatego usiłowano go wielokrotmie zabić, począwszy od roku 1906 kiedy podłożono bombę w jego letniej rezydencji. Ostatecznie został  zastrzelony w  1911 r. podczas galowego przedstawienia w teatrze w Kijowie przez żydowskiego prawnika   Mordechaja Bogrowa ([8] str. 24). Wrogowie Rosji wykorzystali też  niezadowolenie i ciężkie położenie społeczeństwa rosyjskiego będące  wynikiem  bezsensownej, długotrwałej i niszczącej naród wojny oraz złych stosunków społecznych panujących w dawnym imperium a także chwiejność i brak siły charakteru samego cara, który w tą wojnę dał się wciągnąć a potem zabrakło mu woli by ją przerwać.  Na przykład car  odmówił wysłuchania ofert pokojowych swego kuzyna Wilhelma II. Podtrzymanie zobowiązań wobec Londynu i Paryża było w jego oczach sprawą honoru i jak się okazuje o wiele ważniejsze niż dbanie o interes  własnego państwa i narodu. Do bardzo istotnych przyczyn upadku Imperium Rosyjskiego oprócz  wymienionych  wyżej należy dodać także turański czynnik cywilizacyjny oraz upadek moralno-etyczny znacznej części rosyjskich elit – podobnie jak to miało też miejsce z elitami we Francji.  Jak pisze Romuald Gładkowski:

“Rewolucję zawsze poprzedza rozkład narodu, “kryzys obywatelski”. Siły rewolucyjne dochodzą do głosu wówczas, gdy narodowi zaczyna brakować politycznych autorytetów. Działanie twórcze, służące rozwojowi kraju, zostaje zastąpione agitacją. To nie burdy uliczne stanowią główne niebezpieczeństwo dla narodu, ale AIDS ideologiczny, którym bez wątpienia jest filozofia liberalizmu. To zabójcza dla narodu próba służenia dwom panom na raz, którą podsyca interwencja ukrytych sił, jak sprzysiężenia masońskie i międzynarodowe organizacje. Siła rewolucyjnego sprzysiężenia jest zawsze większa niż widać to na pierwszy rzut oka. (…) Odpowiedzialność ponosi liberalizm duchowy elity narodu, który nie pozwala dostrzec powagi sytuacji. Uśpiony liberalizmem naród nagle staje przed groźbą pożarów i bandytyzmu. Jest zaskoczony i bezradny. Impet każdej rewolucji jest zaskoczeniem dla narodu. Jej zdyscyplinowane i bezwzględne oddziały, choć początkowo nieliczne, są w stanie rozbroić i opanować chwiejnych i chaotycznych, cichych i otwartych, zwolenników filozofii liberalizmu, urastając w ciągu jednej nocy w potęgę.” ([16] str. 28).  […]   „Masoński slogan: „Wszyscy ludzie są braćmi”   rozlegał się tak we Francji z roku 1789, jak i w Rosji z roku 1917. Wyrośli na turańszczyźnie Rosjanie byli mniej patriotyczni od Francuzów. Naród rosyjski nie posiadał głów koronowanych ukształtowanych na rzymskich zasadach, na zdobyczach cywilizacji łacińskiej. Dlatego też, najpierw nihilizm Nieczajewa, a później bolszewizm Lenina, mogły się jedynie tam przyjąć. Pomimo wielu starań, łaciński Zachód oparł się nihilistom i bolszewikom. Turańska Rosja nie była w stanie tego uczynić i została pochłonięta. Do głosu doszło żydostwo pochodzenia niemieckiego, które utworzyło czerwoną arystokrację. Bolszewizm, ze swoim socjalizmem państwowym, popartym przez interbankierów, poszedł śladami Babeufa. Bolszewicy realizowali plany jakobinów punkt po punkcie. Pięcioramienna gwiazda , symbol syjonizmu, była na czapkach bolszewików od początków rewolucji. ([17] str. 41).

Faktem jest, że bardzo duża część społeczeństwa rosyjskiego wychowana i ukształtowana na turańszczyźnie dała się z czasem  łatwo zmanipulować i omamić bolszewickiej propagandzie, dlatego też tak duże początkowe poparcie „mas” dla głoszonych przez nich haseł. Także sporo dawnych carskich oficerów przesło na stronę bolszewików. Wszystko to razem wpłynęło na pozniejsze ostateczne zwycięstwo „Czerwonych” .

Prof. Antony C. Sutton poświęcił problemowi finansowania rewolucji bolszewickiej w Rosji przez elity bankierskie z Wall Street swoją  pracę zatytułowaną „Wall Street and the Bolshevik Revolution„. Powstała ona w oparciu o liczne dokumenty rządowe i inne źródła, znajdujące się między innymi w archiwach Departamentu Stanu USA. Badania Suttona pozwalają obalić także inną legendę mówiącą o tym, że Rosja 1917 roku była krajem bardzo zacofanym, co miało być  jednym z decydujących czynników warunkujących wybuch rewolucji właśnie w tym kraju. Okazuje się, że już wówczas funkcjonowały  setki średnich i wielkich przedsiębiorstw przemysłowych wokół Moskwy, Petersburga, Niżnego Nowogrodu, Samary czy Omska. Istotną rolę w gospodarce rosyjskiej odgrywały także ogromne bogactwa naturalne. Dla przykładu można podać, iż w 1900 r. pola naftowe Baku wydobywały więcej ropy naftowej niż Stany Zjednoczone, a w 1901 r. więcej niż połowę całego światowego wydobycia ([2] str. 149). Zaczęła się także pojawiać zaawansowana technologia w takich dziedzinach jak: lotnictwo, produkcja samochodów, chemia przemysłowa, kolejnictwo i budowa portów morskich. Wszystko to zostało przerwane przez wybuch rewolucji. Kadry fachowców zaczęły uchodzić za granicę, brakowało wykwalifikowanej siły roboczej, masowo zamykano zakłady przemysłowe. W przededniu 1920 roku gospodarka nie osiągnęła w niektórych dziedzinach nawet jednej czwartej swojej aktywności z roku 1917  ([3] str. 124). Tak więc rewolucja bolszewicka 1917 roku nie była spowodowana wyłącznie spontanicznym wybuchem niezadowolenia „mas”. W świetle przedstawionych dalej faktów można się raczej skłaniać to przypuszczenia, iż  została ona przeprowadzona według wcześniejszych wytycznych  międzynarodowej  finansjery. Choć z pozoru wyglądało to na paradoks, że w czasie rewolucji bolszewickiej niektórzy z najbogatszych i najbardziej wpływowych ludzi na świecie finansowali ruch  występujący otwarcie (przynajmniej oficjalnie) na rzecz likwidacji wielkich fortun osobistych, to  jak słusznie zauważył Garry Allen [6] str. 165):

„Jedynym logicznym  krokiem jest uznać, że jeżeli finansowali oni komunizm, nie bojąc się go, to musiało tak być dlatego, że go kontrolowali. Czyż może być inne sensowne wyjaśnienie?”

Okazuje się, że tak było w istocie, jak pisze Romuald Gładkowski ([4] str. 32):

„Pierwsze poufne spotkanie w który ustalono dyrektywy dotyczące sposobu rozegrania rewolucji bolszewickiej, rewolucji, która wstrząśnie światem, odbyło się 14 lutego 1916 roku w Nowym Jorku. Wzięły w nim udział 62 osoby, z których aż 50 było weteranami rewolucji z 1905 roku. Śmiało można powiedzieć, że inżynierami rewolucji bolszewickiej  z   1917 roku byli: Jakub H.Schiff,  Felix Warburg, Otto H. Kahn, M.L.Schiff, Max Breitung, Isaac Seligman, M.Guggenheim oraz Kuhn, Loeb & Co.  Wiosną 1917 roku Jakub H.Schiff rozpoczął rozpoczął hojniej finansować Leivę Bronsteina-Trockiego. Jego inwestycja w rewolucję bolszewicką miała osiągnąć zawrotną sumę około 20 milionów dolarów.”

Tenże Jakub Schiff po zdetronizowaniu Romanowych wysłał w dniu 19 marca 1917 r. następującą depeszę do ministra spraw zagranicznych Miliukowa ([5] str. 384):

„Niech pan pozwoli, że jako nieprzejednany wróg tyrańskiej autokracji, prześladującej bezlitośnie mych współwyznawców, złożę powinszowania za pańskim pośrednictwem ludowi rosyjskiemu z powodu czynu, którego dokonał tak wspaniale i życzenia pańskim kolegom z nowego rządu i panu, byście mieli pełne powodzenie w wielkim zadaniu, któregoście się podjęli z takim patriotyzmem. Niech was Bóg błogosławi.”

Jest to przykład wielkiego zakłamania i hipokryzji, gdyż już w kwietniu 1917 r. J.Schiff złożył publiczne oświadczenie, że rewolucja powiodła się dzięki jego finansowemu poparciu. Ponadto w tym samym czasie zaczął on finansowanie Trockiego.   Według „New York Journal-American”  z  3 lutego 1949 r. wnuk Jakuba Schiffa, John Schiff, oceniał, że  jego dziadek „utopił” około 20 milionów dolarów na rzecz ostatecznego triumfu bolszewików w Rosji ([6] str. 164). Należy  pamiętać, że wartość  dolara była wówczas o  wiele większa niż obecnie. W przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze suma ówczesnych 20 milionów dolarów odpowiadałaby mniej więcej jednemu miliardowi dolarów w dniu dzisiejszym. Tak więc przy  analizowaniu podawanych w poniższym artykule dolarowych sum należy pomnożyć każdą z nich przez około 50 aby uzyskać choćby przybliżone odniesienie do czasów obecnych. Na marginesie można  również przypomnieć, że Jakub Schiff podpisywał  depeszę do prezydenta USA W.Wilsona. zastrzegającą się przeciw oddaniu Polsce Śląska bez plebiscytu ([5] str. 387). Warto zauważyć jeszcze jeden fakt, otóż na początku marca 1917 roku rosyjski rząd liberalny Kiereńskiego-Adlera kazał zwolnić z internowania na Syberii, Stalina i Kamieniewa-Rosenfelda. Przybyli oni do Petersburga 12 marca , Lenin – 3  kwietnia, zaś Trocki z uwagi na czasowe internowanie w kanadyjskim Halifax, na początku maja ([3] str. 96). Nie było to przypadkowe, gdyż jedną z pierwszych decyzji Rządu Tymczasowego było zezwolenie na powrót z zesłania wszystkich więźniów politycznych z Syberii i wygnańców z zagranicy.  To  z pozoru dziwne działanie  rządu Kiereńskiego-Adlera wynikało najprawdopodobniej z tego, że realizował on jedynie powierzone mu wcześniej zadanie, polegające na doprowadzeniu Rosji do stanu rewolucyjnego wrzenia. Wedle opinii Grigorija Aronsona rewolucja lutowa w Rosji była bowiem dziełem rosyjskich lóż masońskich afiliowanych do „Wielkiego Wschodu Francji”, co po latach potwierdził również sam Kiereński. Przewodnikiem duchowym Aleksandra Kiereńskiego był mistrz loży B’nai B’rith na Rosję – Sliozberg, a sam  Kiereński był masonem 32° w Obrządku Szkockim ([17] str. 40). Co więcej zdaniem Aronsona wszyscy członkowie Rządu Tymczasowego byli masonami ([9] str. 6).  W wyniku  tej tragicznej w skutkach  decyzji, z Syberii sprowadzono 80 000 ludzi, zaś ze Szwajcarii, Francji, Skandynawii, USA, Argentyny i innych krajów dalsze 10 000. W sumie w okresie od od kwietnia do lipca 1917 r. przybyło do Rosji 90 000 ludzi, w większości o sympatiach lewicowych. Jak pisze Frank L.Britton ([8] str. 43):

„Te 90 000 uchodźców stanowiło serce zbliżającej się bolszewickiej rewolucji. Prawie wszyscy byli zawodowymi rewolucjonistami i z małymi wyjątkami byli również Żydami . Stalin Swierdłow i Zinowiew byli między zesłańcami z Syberii, Lenin, Martow, Radek i Kamieniew powrócili ze Szwajcarii. Trocki powrócił z setką swoich żydowskich  braci z East Side w Nowym Jorku. Wszyscy oni byli spadkobiercami rewolucji. Do ich powrotu rewolucja była kierowana przez podrzędnych przywódców. Teraz powróciła elita!”

Do tego dochodziło poparcie ze strony dużej części małomiasteczkowych Żydów w Rosji szacowanych na 1.5 milona , którzy w nadchodzącej rewolucji widzieli wypełnienie się czasów mesjańskich.  Tak więc dzięki różnym zakulisowym działaniom, niemal w jednym czasie różne grupy zawodowych rewolucjonistów  zostały przerzucone do Petersburga celem rozpoczęcia i pokierowania przebiegiem wcześniej  zaplanowanej rewolucji. Wśród nich największą rolę odegrały grupy Lenina i Trockiego, za których plecami działał   Izrael Lazarewicz Gelfond , występujący pod pseudonimem „Parvus”. Ten fanatyczny zwolennik marksistowskiej rewolucji permanentnej i jednocześnie „geszefciarz na skalę międzynarodową” był głównym pośrednikiem między rządem niemieckim i grupą zawodowych rewolucjonistów. Przygotowania do wybuchu rewolucji bolszewickiej były wcześniej doskonale znane, między innymi rządom USA i Wielkiej Brytanii. Przykładowo rząd brytyjski wezwał swoich obywateli do opuszczenia Rosji na ponad sześć tygodni przed jej wybuchem. Z kolei liczne raporty Departamentu Stanu USA wskazywały wyraźnie na coraz słabszą pozycję rządu Kiereńskiego i coraz intensywniejsze  przygotowania bolszewików do przejęcia władzy. 28 listopada 1917 r. prezydent USA W.Wilson wydał polecenie, aby nie ingerować w rewolucję bolszewicką. Tym niemniej   15 lutego 1918 r. zalecono ambasadorowi USA w Petersburgu utrzymywanie poufnych kontaktów z władzami bolszewickimi. O przychylne przyjęcie nowopowstałego państwa bolszewickiego stale zabiegał doradca i „alter ego” prezydenta W.Wilsona, pułkownik Mandel-House /własciwe nazwisko Mendel-Hans/   ([1] str. 45).

Trocki i Lenin wracają do Rosji w celu zakończenia rewolucji

W sierpniu 1914 roku znany zawodowy rewolucjonista i jednocześnie członek loży masońskiej Wielki Wschód ([15] str. 96) , Leiva Brontstein, który występował pod pseudonimem   „Leon Trocki”,  został wydalony z Berlina. We wrześniu 1916 roku na hiszpańską granicę odwieźli go Francuzi. ([4] str. 33). Wkrótce potem posiedział chwilę w hiszpańskim więzieniu, nawiasem mówiąc  w bardzo wygodnych warunkach. Ostatecznie 13 stycznia 1917 roku,  na pokładzie parowca Monserrat, przypłynął wraz ze swoją rodziną do Nowego Jorku. Wkrótce po przybyciu do Stanów Zjednoczonych podjął pracę w nowojorskim „Nowym Mirze” – rosyjskojęzycznej gadzinówce socjalistycznej.  Istnieje kilka wersji na temat jego ówczesnych  dochodów. Jak wspomina sam Trocki w „Moim życiu”  między styczniem a marcem 1917 roku dostał on 310 dolarów od swoich współpracowników, które przekazał dalej pięciu wynędzniałym emigrantom, którzy wracali do Rosji. Mówi się też o tygodniowych zarobkach Trockiego wynikających z jego pracy w „Nowym Mirze” w wysokości 12 dolarów na tydzień, do czego miały dochodzić skromne środki uzyskiwane z wykładów. Trocki przebywał w Nowym Jorku przez trzy miesiące – od stycznia do marca 1917 roku – co w sumie dawałoby oficjalny dochód w wysokości 244 dolarów  ([1] str. 22). Okazuje się jednak, że jego wydatki przekraczały i to znacznie tą sumę. Wcześniej Trocki podróżował przecież z  rodziną przez Europę, opłacił miejsce w wygodnej celi podczas swojego aresztu w Hiszpanii, a potem podróż do USA. W czasie swojego pobytu w Nowym Jorku   zajmował wraz z rodziną wspaniały apartament, opłacony na trzy miesiące z góry,  z telefonem i lodówką (wtedy niezwykłą rzadkością) i jeździł po mieście limuzyną z własnym szoferem, a w marcu 1917 roku wywiózł z USA 10 000 dolarów w złocie „kieszonkowego”([1] str. 23). Co ciekawe ten rewolucjonista-egalitarysta nie dopuszczał by jego własny szofer jadał posiłki z jego rodziną. Wymienione fakty wskazują jednoznacznie, że Trocki musiał mieć bardzo bogatych i wpływowych opiekunów. W swoich wystąpieniach Trocki wcale nie ukrywał swoich prawdziwych celów. W czasie jednego ze swych  wystąpień w pomieszczeniach redakcji „Nowego Miru”  podkreślał on, że nowy rząd liberalny  Kiereńskiego-Adlera „nie reprezentuje celów rewolucyjnych, i będzie miał krótki żywot, aby ustąpić miejsca tym, którzy rzeczywiście zdemokratyzują Rosję.”  Z kolei  na zgromadzeniu publicznym w parku Harlem River powiedział, że: „Jutro wracam do Rosji, aby obalić tam rząd tymczasowy i aby przerwać wojnę przeciw Niemcom …”  ([3] str. 89). Jak się wkrótce okazało jego zapowiedzi  zaczęły się spełniać. W dniu 26 marca 1917 roku Trocki  zaopatrzony dzięki interwencji  prezydenta USA Woodrow Wilsona, w amerykański paszport opuścił Nowy Jork na pokładzie statku „Kristianiafjord” wraz z grupą 265 zawodowych rewolucjonistów, z których  zdecydowana większość pochodziła z dzielnicy Lower East Side w Nowym Jorku   ([4] str. 34). Wśród osób towarzyszących Trockiemu w tej podróży byli między innymi amerykański komunista Lincoln Steffens, Leiba Fiszelew i przyjaciel prezydenta Wilsona, Charles R. Crane, który w latach 1890 i 1930 nie mniej niż 23 razy przebywał w Rosji. Według opinii Williama Dodda, byłego ambasadora USA w Niemczech, tenże Crane „zrobił wiele dla rewolucji Kiereńskiego, która utorowała drogę komunizmowi” ([1] str. 26). Jak zauważył Sutton, Trocki został zaopatrzony w paszport amerykański z wizą tranzytową brytyjską i wizą wjazdową do Rosji, zresztą ku późniejszemu zdumieniu poselstwa amerykańskiego w Sztokholmie. Można więc stwierdzić, że  prezydent W.Wilson był tym, który pośrednio  „umożliwił Trockiemu wjazd do Rosji z amerykańskim paszportem”  ([1] str. 25). Po zawinięciu statku „Kristianiafjord” do Halifaxu, Kanadyjczycy aresztują Trockiego  3 kwietnia 1917 r. jako „niemieckiego więźnia wojennego”. Kanada była bowiem w stanie wojny z Niemcami, a skoro Trocki obiecywał, że drogą rewolucji obali legalny rząd w Rosji i zawrze z Niemcami pokój, więc potraktowano to również jako zagrożenie  dla własnego kraju. Wraz z Trockim zatrzymano jego żonę, dwóch synów oraz pięciu innych rewolucjonistów.  Ich nazwiska zachowały się w ówczesnych kanadyjskich dokumentach (zostały one tam podane w pisowni angielskiej): Nickita Muchin, Leiba Fisheleff, Konstantin Romanchanco, Gregor Teheodnovski, Gerchon Melintchansky, Leon Bronstein Trotsky ([1] str. 25).  Wkrótce jednak na skutek interwencji Departamentu Stanu USA  ([1] str. 34) i innych nacisków, Kanadyjczycy byli zmuszeni puścić Trockiego wolno, dzięki czemu mógł on  bez przeszkód kontynuować swoją dalszą podróż do Rosji. Miał w tym też spory udział  najbliższy doradca Białego Domu, pułkownik Mandel House (Mendel-Hans), Żyd, mason  i iluminat oraz „szara eminencja” prezydenta USA W.Wilsona ([6] str. 161). Wielką kampanię na rzecz uwolnienia Trockiego prowadził także Robert M.Coulter, liberał i mason w jednej osobie, będący  od roku 1897 ministrem poczty kanadyjskiej ([1] str. 31). Ponadto należy pamiętać, iż osobistym opiekunem Trockiego był z nim podróżujący  L.Steffens, który utrzymywał stały kontakt między prezydentem  W.Wilsonem, Ch.R.Crane oraz Trockim, co też  ułatwiło całą sprawę.  Tak więc  rewolucjoniści Trockiego mogli już bez przeszkód połączyć się z grupą Lenina by wspólnie pokierować rewolucją bolszewicką w Rosji. Warto jeszcze wspomnieć o jednym fakcie.  Przy zatrzymanym Trockim władze kanadyjskie znalazły 10 000 dolarów w złocie, których bezpośrednie pochodzenie nie jest całkiem jasne. Istnieje tutaj kilka możliwości. Przed swoim wyjazdem ze Stanów Zjednoczonych  otrzymał on 500 000 funtów szterlingów od madame Fels z domu Rothschild, żony znanego producenta mydła, miliardera i lidera ruchu komunistycznego w USA, Józefa Felsa. Później, na pamiątkę tego wsparcia syn Felsów był  gorąco przyjmowany w Związku Radzieckim, gdy przebywał tam od 1931 do 1932 roku ([3] str. 97-98).  Co więcej gdy wcześniej, bo w 1907 roku, Lenin zorganizował w Londynie zjazd bolszewików, koszta tego zjazdu pokrył również Józef Fels  ([4] str. 23). Wiadomo też, że na wiosnę 1917 r.  Trocki zaczyna być finansowany przez przez Jakuba Schiffa z „Kuhn, Loeb & Co.” , a później także za pośrednictwem Maxa Warburga w Hamburgu i Olofa Aschberga z banku „Nya Banken” ze Sztokholmu ([7] str. 141). Istnieją też  ściśle rodzinne jego powiązania  z interbankierami, które mogły dodatkowo ułatwić przekazywanie funduszy. Trocki był  ożeniony  z córką    Abrahama Giwatowco (Jivotowski), który początkowo posiadał  swój prywatny bank w Kijowie, a po wybuchu rewolucji przeniósł się Sztokholmu i tam kontynuował prowadzenie swoich interesów. ([1] str. 37). Jak widać możliwości pochodzenia owych 10 000 dolarów jest wiele, co nie zmienia faktu, że  zarówno Trocki jak i inni zawodowi rewolucjoniści nigdy nie mogli narzekać na brak środków finansowych.

Drugim obok USA inkubatorem zawodowych rewolucjonistów była Szwajcaria. Choć wiosna 1917 r. była ustaloną porą ich powrotu do Rosji, to z powodu wojny miedzy Niemcami a Rosją nie było to łatwe.  Jednak mieli oni dobrych opiekunów w rządzie niemieckim i w sferach bezpośrednio z nim związanych w  osobach: Theobalda  Hollweg-Bethmana (potomka znanej frankfurckiej rodziny bankierskiej), Artura Zimmermanna, Izraela Lazarewicza Gelfonda-Parvusa, Jakuba Furstenberg-Ganeckiego, oraz znanego bankiera  Maxa Warburga.  W  kwietniu 1917 r.  grupa 32 rewolucjonistów z Leninem na czele wyruszyła z Berna, by poprzez Niemcy, Szwecję i Finlandię przedostać się do Rosji. W grupie tej poza Leninem znajdowali się miedzy innymi: Krupska, Zinowiew-Apfelbaum, Sokolnikow, Radek-Sobelson   ([1] str. 39). Dotarli oni do Petersburga w nocy 16 kwietnia 1917 r  ([10] str. 41). Kilka miesięcy później ich śladem  przybyła  kolejna grupa prawie 200 rewolucjonistów  z Martowem-Cederbaumem i Akselrodem ([1] str. 42). Zdaniem niektórych autorów to właśnie Gelfond zasugerował Ludendorfowi i niemieckiemu kanclerzowi T.Hollweg-Bethmanowi, że Lenin powinien zostać wysłany z powrotem do Rosji w zaplombowanym wagonie  ([11] str. 277). Uważają też oni,  iż  Gelfond-Parvus był drugim, po  Marksie, inspiratorem Lenina.  Tak między innymi podsumował jego rolę  M.A. Landau w swojej książce „Lenin” ([11] str. 276):

„To nie Lenin był tym który zapoczątkował rewolucyjną ideę rad, która prawie zdobyła świat, ale Parvus,  Parvus Sułtana i Wilhelma II, Parvus spekulant, który dorobił się na wojnie, Parvus, który stworzył słynną teorię, że z socjalistycznego punktu widzenia Niemcy mają prawo do zwycięstwa, ponieważ posiadają najsilniejszy proletariat i najbardziej rozwinięty  przemysł”

W drugiej połowie XIX wieku Gelfond działał  w rewolucyjnych kręgach w Odessie. W 1886 roku wyjechał za granicę, zapałał nagłą sympatią do Niemiec i został członkiem Niemieckiej Partii Socjal-Demokratycznej. Później brał on udział u boku Trockiego  w nieudanej rewolucji 1905 r. i wraz z nim redagował broszurę „Permanentna rewolucja”. Gelfond znał praktycznie wszystkich przywódców środowiska rewolucyjnego, a ponadto wdał się w robienie różnych podejrzanych interesów  w Kopenhadze, Sztokholmie, Konstantynopolu i w Sofii, zarabiając na tym ogromne pieniądze. Istnieje nawet przypuszczenie, że był on emisariuszem  tajnych towarzystw, będących spadkobiercami Iluminatów Weishaupta ([11] str. 277). W kilka miesięcy po wybuchu wojny 1914 r. Gelfond poprosił o audiencję u ambasadora niemieckiego w Konstantynopolu, deklarując się jako „socjalista” i jednocześnie „niemiecki patriota”, gotów świadczyć swe usługi. Po tym został przyjęty w Berlinie przez wysokiego urzędnika niemieckiego sztabu generalnego, Riezlera. Wkrótce poprzez niemieckiego ambasadora w Kopanhadze, Gelfond przedstawił na piśmie swój plan dotyczący rewolucji w Rosji.  Zakładał on między innymi: sparaliżowanie rosyjskich transportów kierowanych w stronę frontu, ożywienie separatyzmów narodowych na Ukrainie i Kaukazie, zainicjowanie tworzenia komitetów rewolucyjnych i dostarczenie środków umożliwiających zarówno podjęcie kontaktów ze środowiskami rewolucyjnymi  Odessy i Nikołajewa jak też pomoc socjaldemokratom i rewolucjonistom w takich krajach jak Szwajcaria, Włochy, Dania i Szwecja.  Jak podsumował niemiecki ambasador w Kopenhadze: „Gelfond ocenia, że potrzeba około 20 milionów rubli, aby zorganizować całkowicie rewolucję w Rosji.” ([3] str. 85-86). Plan został zaakceptowany  a Gelfond stał   głównym architektem polityki Berlina na wschodnim froncie, od chwili gdy zapadła decyzja likwidacji wschodniego frontu, za pomocą rewolucji w Rosji. W marcu 1915 roku  otrzymał on od bankierów rezydujących w Niemczech pierwszą kwotę 500 000 marek, żądając by koszty następnych  obciążały rząd niemiecki. Oczywiście nie działał on sam. Następnym w hierarchii był Jakub  Furstenberg-Ganecki, pełniący rolę pośrednika  między Gelfondem a rządem niemieckim. Ganecki miał w swoim otoczeniu dalszych współpracowników, między innymi swoją krewną Eugenię Sumenson, adwokata z Petersburga M.Kozłowskiego, K.Moora i W.Worowskiego. Okazuje się, że Lenin otrzymywał od grupy Gelfonda wielokrotnie stałe wpłaty  i to już  podczas swojej podróży powrotnej do Petersburga poprzez Niemcy i Szwecję. Przykładowo w jednym ze swoich listów potwierdza odbiór 2000 rubli przekazanych przez Kozłowskiego.  Po pierwszym nieudanym zamachu stanu  w lipcu 1917 r. , gdy Lenin ukrywał się na przedmieściach Petersburga, a potem  przy granicy fińskiej, Rząd Tymczasowy   opublikował wiele z tych przechwyconych listów, oskarżając go o zdradę stanu jako agenta niemieckiego finansowanego przez Niemcy ([3] str. 91). Lenin usiłował się tego wyprzeć jednak czynił to bardzo nieudolnie. Przykładowo oświadczył on, że ledwie zna Furstenberg-Ganeckiego, choć zrobił go przecież swoim sekretarzem do spraw handlu zagranicznego. Dopiero pucz bolszewicki w pażdzierniku 1917, uratował ukrywającego się przed sądem Lenina. Jak pisze Pierre de Villemarest  ([3] str. 91):
„Ten Lenin z lata 1917 roku, po swej pierwszej porażce, jest bardzo różny od swej legendy. Drżący ze strachu, zgolił brodę i niezręcznymi liścikami groził swoim oskarżycielom. Nie jest człowiekiem do walki na barykadach. To dobre dla proletariatu. Jego „geniusz” jest tylko sprytem zmieniającym na taktykę i strategię machinacje i ambicje zasłaniające się doktryną – pretekstem. Rewolucja jego i towarzyszy zawdzięcza wszystko imperialistom i kapitalistom …”

Mimo chwilowych trudności nie brakuje mu środków finansowych. I tak przykładowo w grudniu 1917 roku uszczuplone konta Lenina i Trockiego zostają wzbogacone o  15 milionów marek, a  „niemieckie pieniądze”  będą płynąć ciągle  do Petersburga i Moskwy aż do lata 1918 roku ([3] str. 91). Jednak jak się później okaże banki znajdujące się na terenie Niemiec stanowiły w większości przypadków  tylko jeden z kanałów przerzutowych gotówki przekazywanej przez międzynarodową finansjerę.  O tym jak Niemiecki Sztab Generalny  i  Bank Rzeszy troszczyli się w tym okresie o bolszewików świadczyć może chociażby treść kilku przykładowych  dokumentów przedstawionych poniżej ([13] str. 8):

Polecenie Banku Rzeszy z dnia 2 marca 1917 r. do reprezentantów wszystkich niemieckich banków w Szwecji:

„Podajemy niniejszym do wiadomości, że drogą przez Finlandię przyjdą żądania pieniądza na cele propagandy pokojowej w Rosji. Wyjdą one od osób następujących: Lenin, Zinowiew, Kamieniew, Trocki, Sumenson, Kozłowski, Kołłontaj i Merkalin, dla których otwarto rachunki z naszym poleceniem nr 275, w agencjach prywatnych przedsiębiorstw niemieckich w Szwecji, Norwegii i Szwajcarii. Wszystkie te żądania powinny mieć jeden z następujących podpisów: Distrachu lub Milkenberg. Żądanie zaopatrzone jednym z tych podpisów, winno być spełnione bez zwłoki.

Niemieckie Biuro Wywiadowcze w sprawie składu Komitetu Wykonawczego Sowietów:

12 stycznia 1918 r.

Do Komisarza Spraw Zagranicznych

Na polecenie miejscowego oddziału Niemieckiego Sztabu Generalnego, oddział wykonawczy podał nazwiska i charakterystyki głównych kandydatów do ponownego wyboru na członków do Centralnego Komitetu Wykonawczego. Sztab Generalny poleca nam domagać się ponownego wyboru następujących osób: Trocki, Lenin, Zinowiew, Kamieniew, Joffe, Swierdłow, Łunaczarski, Kołłontaj, Fabricius, Martow, Stiekłow, Goldman, Frunze, Lander, Milk, Preobrażeński, Sollers, Studer, Goldberg, Afanasow, Wołodarski, Raskolnikow, Stuchka, Peters i Neubut. Proszę poinformować przewodniczącego Rady, o życzeniu Sztabu Generalnego.

Naczelnik Biura: Agasfer (pseudonim mjr Luberta)

Adiutant: Heinrich.

Bank Rzeszy nr 2

(bardzo poufne!)

8 stycznia 1918 r.

Do Komisarza Ludowego Spraw Zagranicznych

Otrzymałem dzisiaj wiadomość ze Sztokholmu, że przesłano 50 milionów rubli w złocie do dyspozycji przedstawicieli Komisarzy Ludowych. Kredytu tego udzielono rządowi rosyjskiemu w tym celu, by pokryć koszty utrzymania Czerwonych Gwardii i agitatorów w kraju. Rząd cesarski uważa za rzecz odpowiednią przypomnienie Radzie Komisarzy Ludowych, konieczność wzmożenia jej propagandy w kraju, gdyż wrogie dla obecnego rządu stanowisko w południowej Rosji i Syberii, niepokoi rząd cesarski. Jest bardzo ważnym, by wszędzie wysyłać doświadczonych ludzi w celu umocnienia jednolitego rządu.

Przedstawiciel Banku Rzeszy:

G. von Schanz

Kontrwywiadowcze Biuro Głównej Kwatery Wojennej 16 stycznia 1918 r.

Do Rady Komisarzy Ludowych:

Podaję do wiadomości Rady Komisarzy Ludowych, że osobistym zezwoleniem Najwyższego Wodza, przeszło przez nasz  front 10 oficerów niemieckich i 250 podoficerów – którzy udali się na nasze wewnętrzne fronty – część oficerów niemieckich udała się na front doński, część na front przeciw Dutowi, część do Syberii wschodniej i Transbajkału  (…)

Interbankierzy wspierają rewolucję

Jak przypomniał A.C.Sutton w latach 1900-1914 wysuwają się na czoło w Ameryce i na świecie dwie potęgi finansowe: Rockefellerów i Morganów. Rockefellerowie  poczynając od swego imperium naftowego „Sandard Oil”, przejmują kontrolę nad rynkami miedzi , stali , tytoniu oraz centrów bankowych, w szczególności „National City Bank” i „U.S. Trust Company” jak też jedno z największych przedsiębiorstw ubezpieczeniowych na świecie „Equitable Life and Mutual ” w Nowym Jorku ([3] str. 65). Z kolei Morganowie rządzą przemysłem stoczniowym, elektrycznością, kauczukiem, jak również centrami bankowymi – „National Bank of Commerce” i „Chase National Bank” oraz firmami ubezpieczeniowymi. Klejnotami ich fortuny są „General Electric” oraz „Guaranty Trust Company”. Z grupą Morgana jest także zrzeszona poprzez „American International Corporation” (AIC)  firma Kuhn, Loeb & Co. ([3] str. 123). Oprócz dwóch wymienionych potęg finansowych dużą rolę odgrywa dynastia bankierska Warburgów, reprezentowana przez trzech braci. Jeden z nich, Paul Moritz Warburg, zostaje wysłany w 1907 r. z Niemiec do Stanów Zjednoczonych.  Żeniąc się ze szwagierką Jakuba Schiffa staje się wspólnikiem w najpotężniejszej firmie bankowej Ameryki „Kuhn, Loeb & Co”.  Kilka lat później  Paul M.Warburg  zostaje jednym z administratorów scentralizowanego, prywatnego systemu bankowego w USA znanego pod nazwą Federal Reserve System, będąc  jednocześnie udziałowcem lub dyrektorem takich firm jak: Western Union, Westinghouse, Wells Fargo, Union Pacific, Baltimore and Ohio, Kuhn, Loeb & Co, American I.G. Chemical Co. (I.G. Farben), Ansco Corp, National Railways of Mexico, International Acceptance Bank, Westinghouse Acceptance Co., Warburg Company of Amsterdam  i wielu innych. Nie darmo więc senator Robert L.Owen zarzucił P.M.Warburgowi, że ten był amerykańskim przedstawicielem klanu Rothschildów. Drugi z braci, Max Warburg pozostaje w Niemczech  by zarządzać rodzinnym bankiem „Max Warburg & Co” w Hamburgu, będąc także w ścisłych związkach z „Kuhn, Loeb & Co”.  Później będzie on też ekspertem finansowym niemieckiej delegacji na konferencji pokojowej w Paryżu w 1919 r. ([12] str. 100).  Trzeci z braci – Felix żeni się z córką Jakuba Schiffa – Fredą, zostając również członkiem  „Kuhn, Loeb & Co”.  Wedle niektórych ocen Warburgowie  wraz z Jakubem Schiffem z „Kuhn, Loeb & Co.”  tworzyli  finansową grupę, która aż do wydania wojny przez Amerykę, to jest do kwietnia 1917 r., była „najpotężniejszym łącznikiem między politycznymi sferami Berlina i Waszyngtonu. Ten potężny syndykat działał najenergiczniej przeciwko Entencie między 1914 a 1917 rokiem”. ([14] str. 97). Wprawdzie zgodnie z obowiązującym prawem międzynarodowym kraje neutralne takie jak USA (do kwietnia 1917 r.) nie mogły formalnie udzielać pożyczek dla walczących stron, to  jak wskazują dokumenty Departamentu Stanu USA  zarówno „National City Bank” , kontrolowany przez Rockefellera i Stilmana, jak i „Guranty Trust”, kontrolowany przez Morgana, zwiększyły je już wtedy w sposób znaczący ([1] str. 53).  Międzynarodowi bankierzy pragnęli bowiem utrzymać Rosję w stanie wojny z Niemcami, aby ją osłabić do tego stopnia, by po zakończeniu wojny ogromny rosyjski rynek wpadł w ręce intermonopoli. Realizując własną politykę neokolonialną popierali oni walczące strony, postępując dokładnie tak  jak niegdyś zalecał Adam Weishaupt.  Jak się szacuje, zanim Amerykanie wysłali swoje oddziały wojskowe do Europy, banki z USA udzieliły pożyczek na sumę 2500  milionów dolarów aliantom i „tylko” 45 milionów Niemcom, co  prawdopodobnie w dużym stopniu  przesądziło o wyniku wojny ([7] str. 138). Niektóre szczegółowe dane na temat pożyczek udzielanych wówczas Niemcom zostały w 1919 r. przedstawione przez amerykański wywiad  senackiej komisji Overmana. Opierały się one  na zeznaniach Karla Heynena, który w 1915 r. przebył do USA, gdzie asystował  dr. Albertowi w negocjacjach finansowych prowadzonych na rzecz rządu niemieckiego  Pierwsza pożyczka w wysokości 400 000 dolarów miała  miejsce we wrześniu 1914 r. i została udzielona przez „Kuhn, Loeb & Co”.  Równolegle 25 milionów marek zostało zdeponowanych  przez Maxa Warburga w Hamburgu, który był również powiązany finansowo z „Kuhn, Loeb & Co” . Wedle opinii wyrażonej przez Karla Heynena firma „Kuhn, Loeb & Co” była uważana  za „naturalnych bankierów  rządu niemieckiego i Reichsbanku”.  Druga pożyczka w wysokości 1,3 miliona dolarów została przekazana przez Johna Simona, agenta „Suedeutsche Diskonto-Gesellschaft”, na zabezpieczenie niemieckich czarterów morskich. Trzecia w wysokości 3 milionów dolarów pochodziła z „Chase National Bank” J.P.Morgana, zaś czwarta w wysokości 1 miliona dolarów z „Mechanics and Metals National Bank” ([1] str. 64).  Co ciekawe fundusze te służyły też w części do finansowania szpiegostwa niemieckiego, szczególnie  na terenie USA i Meksyku, pod przykrywką spółki handlowej „Amsinck & Co”, która była zależna finansowo od „Guaranty Trust Company” Morgana. Odpowiedzialnym za te siatki szpiegowskie był Franz von Papen, przyszły niemiecki kanclerz  ([3] str. 75). Firma „Guaranty Trust Company” odegrała też kluczową rolę w zakamuflowanych operacjach finansowych, dzięki którym  „Deutsche Bank” poprzez swoje filie w Ameryce Południowej, uzyskał środki w wysokości prawie 5 milionów funtów ([1] str. 66). Jak już wspomniano wcześniej interbankierzy równolegle wspierali także drugą stronę.  W negocjowaniu  pożyczek dla carskiej  Rosji brał między innymi udział  Olof Aschberg, który  jak się później okazało  nagle „zmienił front” i zaopiekował się finansami bolszewickimi.  Aschberg był właścicielem założonego w 1912 roku  „Nya Banken” w Sztokholmie. Był on także pośrednikiem w interesach prowadzonych przed i po rewolucji przez „Guaranty Trust Co.” Morgana na terenie  Rosji ([1] str. 170). W lecie 1916 roku Aschberg przebywał  w Nowym Jorku, reprezentując zarówno „Nya Banken” jak i carskiego ministra finansów Pierre Barka, w celu uzyskania 50 milionów dolarów pożyczki dla Rosji ([1] str. 58).  W czasie gdy owe pożyczki były rozpisywane w Nowym Jorku „Nya Banken” pośredniczył w przekazywaniu funduszy pomiędzy rządem niemieckim a bolszewikami.  Poświadczają to zarówno zachowane dokumenty  jak i korespondencja w postaci  29 telegramów przesyłanych pomiędzy Sztokholmem i Petersburgiem, które dotyczą finansowania bolszewików. Telegramy oznaczone numerami 10 i 11 informują między innymi o transferach środków finansowych z wykorzystaniem „Nya Banken” w Sztokholmie zaś telegram nr 14, „Banku Rosyjsko Azjatyckiego” w Petersburgu, wskazując jednocześnie na osoby bezpośrednio odpowiedzialne za nadzór nad powyższymi operacjami.  Są  nimi znani już z wcześniejszego omówienia bliscy współpracownicy Gelfonda-Parvusa: Jakub  Furstenberg-Ganecki i jego krewna Eugenia Sumenson. Jak konkluduje Michael Futrell w swojej pracy „Northern Underground” , Eugenia Sumenson otrzymała od Ganeckiego, poprzez „Nya Banken” w ciągu zaledwie kilku miesięcy prawie milion rubli  ([1] str. 59). Inny dokument wskazuje jak w wyniku działań grupy w skład której wchodzili: Gelfond-Parvus, Furstenberg-Ganecki  (Sztokholm) oraz M.Kozłowski i E.Sumenson (Petersburg), przekazano na rzecz zawodowych rewolucjonistów fundusze rzędu dwóch milionów rubli z Berlina, poprzez „Diskonto-Gesellschaft”, do Sztokholmu, a następnie do „Banku Syberyjskiego” w Petersburgu ([1] str. 60).  Jak się okazuję zarówno od „Nya Banken” jak i „Banku Rosyjsko Azjatyckiego” biegną też pewne bezpośrednie nitki do finansjery z Wall Street.  W powiązaniu z Olofem Aschbergiem działał bowiem John McGregor Grant, który w 1917 r był   przedstawicielem „Banku Rosyjsko-Azjatyckiego” poprzez firmę „MacGregor Grant Company” zlokalizowaną w jakże znanych okolicach 120 Broadway w Nowym Jorku. Bank ten był finansowany zarówno przez „Guranty Trust”  Morgana w USA jak i „Nya Bank” w Szwecji ([1] str. 58). Grant działał  jednocześnie jako pełnomocnik  Dymitra Rubensteina , dyrektora byłego „Banku Rosyjsko-Francuskiego” w Petersburgu i osobistego przyjaciela Grigorija Rasputnia. Po wybuchu rewolucji Rubenstein przenosi się do Sztokholmu, działając tam jako agent finansowy bolszewików.  Kolejnym „bolszewickim bankierem”  był szwagier Trockiego-Bronsteina i Kamieniewa-Rosenfelda , Abraham Giwatowco. Posiadał on niegdyś prywatny bank w Kijowie, a  po rewolucji zainstalował się w Sztokholmie. Giwatowco  był  też członkiem syndykatu, w skład którego wchodzili inni jego pobratymcy tacy jak: Denisow z byłego „Banku Syberyjskiego”, Borys Kamenka z „Banku Azowsko-Dońskiego” oraz Dawidow z „Banku Handlu Zagranicznego”.  Innymi bankierami, wspierającymi bolszewików byli: Gregory Lassine, oraz Stifter i Jakub Berlin, działający za pośrednictwem swojego agenta, Izydora Kona ([1] str. 121-122). Postacią wartą wymieniania jest też Gregory Benenson, który miał z bolszewikami umowę dotyczącą wymiany 60 milionów rubli na 1,5 miliona funtów szterlingów  oraz Jakub Rubin.  Ten ostatni jako obywatel amerykański oraz członek partii socjalistycznej i jednocześnie  prezes banku „Rubin Brothers” w Nowym Jorku,  zaoferował swoją pomoc w „utworzeniu rządu sowieckiego” w Odessie   ([1] str. 104).  Jeśli chodzi o dalsze losy „Nya Banken”, to w  1918 roku  alianci wpisali na na „czarną listę” za wspieranie pieniędzmi kajzerowskich Niemiec. Wtedy „Nya Banken”  przekształcił się w „Svensk Ekonomiebolaget”, ale nadal pozostał on pod kontrolą Olofa Aschberga. Z Aschbergiem ściśle współpracowali także: były dyrektor w Siemens-Schukert w Petersburgu – Krassin,   pierwszy minister finansów w bolszewickim rządzie – Karol Furstenberg oraz przedstawiciel  „Guaranty Trust Company” z Nowego Jorku – Max May ([1] str. 57). Gdy w 1922 roku założono pierwszy sowiecki bank pod nazwą „RusKomBank”, kierowanie nim powierzono również Aschbergowi. Jak się przypuszcza stało się tak z powodu jego zażyłej przyjaźni z bolszewickim dygnitarzem Maksymem Litwinowem-Finkelsteinem, który występował też pod nazwiskiem Mayer Moisewicz Wallach. Litwinow był między innymi pierwszym bolszewickim ambasadorem w Wielkiej Brytanii. Za pośrednictwem „RusKomBanku” zapłacił on Wielkiej Brytanii trzy miliony funtów jako rekompensatę za straty jakie firmy brytyjskie poniosły w wyniku bolszewickiej nacjonalizacji. ([4] str. 41). W banku tym znaleźli się szybko byli carscy bankierzy, którzy teraz bez żadnego zakłopotania zaczęli pracować dla bolszewików. Dyrektorem działu zagranicznego „RusKomBanku” został wspomniany już wcześniej Max May z „Guaranty Trust Company”, co pozwoliło  mu reprezentować w tym sowieckim banku interesy  finansjery z Wall Street. W 1924 roku „RusKomBank” zmienił nazwę na „WnieszTorg”, zaś Aschberg, został usunięty ze stanowiska, jak się oficjalnie utrzymuje, z powodu nadużyć finansowych ([1] str. 63). Wiele cennych informacji na temat finansowania rewolucji bolszewickiej,  można także znaleźć w licznych  dokumentach, których przetłumaczone fragmenty były przesyłane do  Departamentu Stanu USA za pośrednictwem amerykańskiego ambasadora w Rosji, Davida R.Francisa. Dla przykładu można wymienić kilka z nich ([12] str. 332):

Dokument nr 1 – datowany na dzień 18 lutego  1914 r.

W dokumencie tym niemiecki rząd cesarski poleca wszystkim niemieckim bankom, które prowadzą interesy za granicą, by ustanowiły swe filie  w miejscowościach Lulea i Haparanda i Valdo na granicy fińskiej oraz w Bergen i w Amsterdamie. Ponadto zarządy instytucji bankowych zostały zobowiązane do zabezpieczenia bardzo bliskich i całkowicie tajnych powiązań z „bankami amerykańskimi i fińskimi”.  Zalecano w tym wypadku „Nya  Banken” w Sztokholmie, bankowe biuro Furstenberga i przedsiębiorstwo handlowe „Waldemar Hansen” z Kopenhagi, jako te firmy, które utrzymują kontakty z Rosją. Jak zauważył ambasador Francis w swoim komentarzu do tego dokumentu, tworzenie tych struktur finansowych rozpoczęło się już w lutym 1914 r., czyli na pięć miesięcy przed rozpoczęciem wojny.

Dokument nr 2 – datowany na dzień 9 czerwca  1914 r.

Podpisany jako „doktor Fisher” i  adresowany do wszystkich przedstawicielstw dyplomatycznych w krajach sąsiadujących z Rosją, Francją, Włochami i Norwegią. Dokument ten informuje o otwarciu specjalnych kredytów przeznaczonych dla dodatkowych potrzeb o charakterze wojskowym we wszystkich oddziałach niemieckich banków  w Szwecji,  Norwegii, Szwajcarii i Stanach Zjednoczonych.

Dokument nr 3 – datowany na dzień 2 listopada 1914 r.

Podpisany jako „Risser”  i  zaadresowany do przedstawicieli „Nya Banken” oraz „Diskonto Gesellschaft” i „Deutsche Bank”.  Informuje on między innymi o fakcie prowadzenia rozmów z upoważnionymi do tego agentami bolszewickimi w osobach Zenzinowa i Łunaczarskiego. Rozmowy te dotyczyły  zaproponowanego przez tych agentów projektu wsparcia finansowego dla propagandy rewolucyjnej, przy czym zleceniodawcy postawili bezwzględny warunek  by owa propaganda dotyczyła sił rosyjskich aktywnych na froncie. W dokumencie tym podkreślono także, że Zenzinow i Łunaczarski byli w kontakcie „Niemieckim Bankiem Imperialnym” poprzez bankierów:  Dymitra Rubensteina, Maxa Warburga i Gelfonda-Parvusa.

Dokument nr 6 – datowany na dzień 18 czerwca 1917 r. w Kopenhadze

Podpisany jako „Svensen”  i  zaadresowany do  niejakiego Ruffnera , informuje  o przekazaniu z  „Diskonto Gesellschaft” sumy 315 000 marek na konto Lenina w Kronsztadzie.

Dokument nr 7 – datowany na dzień 8 września 1917 r. w Sztokholmie

Podpisany jako „Svenson”  i zaadresowany do niejakiego Farsena w   Kronsztadzie, informuje o przekazaniu na żądanie Lenina, „wskazanej w poprzednim liście osobie” , sumy 207 000 marek.

Dokument nr 8 – datowany na dzień 16 czerwca 1917 r. w Genewie

Podpisany jako „Kriek”  i zaadresowany do Furstenberga w Sztokholmie, informuje o zapłaceniu sumy 32 000 franków na publikacje socjalistycznych broszur. Jak wynika z dalszej części tego dokumentu, broszury te miały przypuszczalnie być  przewiezione później do Rosji i zapewne tam rozpowszechniane.

Dokument nr 9 – datowany na dzień 21 września 1917 r.

Podpisany przez J.Furstenberg-Ganeckiego i zaadresowany do Rafaela Scholnickana w miejscowości Haparanda w Szwecji. Jego treść brzmiała następująco: „Drogi towarzyszu!  Dyrekcja banku Max Warburg zawiadamia, zgodnie z depeszą dyrekcji syndykatu westfalsko-reńskiego, że  został otwarty rachunek bieżący na przedsięwzięcie towarzysza Trockiego.”

Dokument nr 10 – datowany na dzień 2 października 1917 r.

Podpisany przez J.Furstenberg-Ganeckiego i zaadresowany do niejakiego Antonowa  w miejscowości Haparanda w Szwecji, informuje o przekazaniu, na żądanie „towarzysza Trockiego”,  sumy 400 000 koron.  Jak  stwierdza ambasador Francis w wyjaśnieniu załączonym do tego dokumentu, Antonow był dowódcą  oddziałów bolszewickich, które zajęły Petersburg.

Dokument nr 11

W Departamencie Stanu USA znalazł się również dokument opatrzony indeksem 861.00/5339, który zawiera raport datowany na dzień 13 listopada 1918 r. mówiący o udziale bankierów i firm żydowskich w finansowaniu rewolucji bolszewickiej w Rosji ([1] str. 186). Raport ten stwierdza między innymi, że rewolucja ta została zaplanowana w lutym 1916 r., a w jej przeprowadzeniu i sfinansowaniu byli zaangażowani: Jakub Schiff, Felix Warburg, Otto H.Kahn, Mortimer L.Schiff, Jerome J.Hanauer, Max Breitung, Isaac Seligman, Gugenheim oraz firma „Kuhn, Loeb & Co.” . Ponadto stwierdza on, że w kwietniu 1917 r. Jakub Schiff złożył publiczne oświadczenie, że rewolucja powiodła się dzięki jego finansowemu wsparciu oraz wskazuje na to , że na wiosnę 1917 r. tenże Schiff zaczął  finansować Trockiego. Raport zawiera także wiele różnorodnych informacji na temat: roli  „syndykatu westfalsko-reńskiego” oraz Olofa Aschberga z „Nya Banken” w Sztokholmie, finansowania Trockiego przez Maxa Warburga, jak również opisuje działania Paula Warburga, Judusa Magnesa, oraz firm: „Kuhn, Loeb & Co.” i ” Speyer & Co.”

Misja Wall Street pod szyldem „Czerwonego Krzyża” i eksport rewolucji

Wkrótce międzynarodowi bankierzy uznali, że trzeba po raz kolejny wesprzeć rewolucję bolszewicką. Rosja stanowiła przecież ogromny rynek surowców, nie można było więc pozostawić tak łakomego kąska bez odpowiedniej opieki.  W sierpniu 1917 r. wysłano  do Petersburga specjalną misję pod szyldem amerykańskiego „Czerwonego Krzyża”.  Przy czym w jej blisko trzydziestoosobowym składzie można było się doliczyć ledwie  kilku lekarzy i parę osób z personelu pomocniczego, reszta to wysłannicy  i przedstawiciele finansjery z Wall Street.  To właśnie głównie dzięki niej amerykański „Czerwony Krzyż” miał swe fundusze, szczególnie  od 1910 r., kiedy to otrzymał  2 miliony dolarów od kilku nowojorskich finansistów. W zamian za to  był on przez nich kierowany. Przykładowo prezesem rady amerykańskiego „Czerwonego Krzyża” był Henry P.Davison, jeden z współudziałowców J.P.Morgana. W istocie cała ta misja miała niewiele wspólnego z amerykańskim „Czerwonym Krzyżem” , będąc jedynie kamuflażem dla pewnych zakulisowych działań ze strony finansjery z Wall Street.  Jak pisze Pierre de Vilemarest” ([3] str. 105):

„W taki oto sposób „Morgan”, „Anaconda” (trust miedzi), America Tobacco”, Guaranty Trust” i wspólnicy lub zausznicy Felixa Frankfurtera , grupa Harrimana (który do 1929 zbił fortunę na manganie z ZSRR), Ivy Lee (dyrektor do spraw publicznych u Rockefellerów), Hary Hopkins (tak jak Harriman, przyszły wtajemniczony małego kółka F.D.Roosevelta) i inni dostarczyli rzeczywiście zdolnych ludzi , którzy zorganizowali tę  „misję  humanitarną” w Petersburgu.”

Koszty całej tej wyprawy pokrył William Boyce Thomson  oraz firma „International Harvester Co.”, która przeznaczyła na ten cel 200 000 dolarów ([1] str. 73). William B. Thomson reprezentował interesy rodziny Guggenheim, władającej amerykańskimi kopalniami i tamtejszym rynkiem wydobycia miedzi. Był  on także akcjonariuszem w „Chase National Bank”, a w 1914 r. pełnił funkcję  dyrektora  nowojorskiego „Banku Rezerwy Federalnej”  (Federal Reserve Bank of New Jork) ([1] str. 90). Już po przybyciu wspomnianej misji do Petersburga, dołączono nieoficjalnie do jej składu jeszcze dwie osoby: Fredericka M.Corse reprezentującego „National City Bank” oraz Herberta A. Magnusona. Zatrudniono także trzech tłumaczy w osobach: kapitana Ilowajskiego, Borysa Reinsteina (późniejszego sekretarza Lenina i szefa biura rewolucyjnej propagandy) oraz Aleksandra Gumberga. Gumberg, występujący także pod nazwiskami Berg i Michaił Gruzenberg, był bratem bolszewickiego ministra, Zorina. Później Gruzenberg-Gumberg działał jako agent bolszewicki w Skandynawii, a po wydaleniu stamtąd,  znalazł zatrudnienie  w Stanach Zjednoczonych jako doradca jednego z wiceprezesów „Chase National Bank” oraz w firmie „Floyd Odlum of Atlas Co.”  ([1] str. 78).  Jak już wspomniano interbankierzy pragnęli  utrzymać Rosję w stanie wojny z Niemcami, aby ją w ten sposób osłabić, a potem przejąć  kontrolę nad jej ogromnymi rynkami. Popierano więc początkowo zarówno Kiereńskiego  jak i bolszewików. W czasie swojego pobytu w Petersburgu wraz z misją amerykańskiego „Czerwonego Krzyża” , W.B.Thomson  zgodził się wesprzeć  Kiereńskiego sumą  1 miliona dolarów, która w dużej części została przeznaczona na  propagandę. Jej głównym celem było utwierdzenie społeczeństwa rosyjskiego w konieczności kontynuowania wojny przeciw Niemcom. Poprzez liczne biura propagandowe, gazety i plakaty głoszono hasło  „Walcz z kajzerem i uratuj rewolucję”  ([1] str. 98). Jednocześnie tenże W.B.Thomson zachęcał do tego samego bolszewików, przekazując im  1 milion dolarów.  W obu przypadkach środki finansowe  zostały przelane  przez firmę J.P.Morgana na osobiste konto W.B.Thomsona  w  „National City Bank”. Było to możliwe, gdyż jak się okazuje oddział „National City Bank” w Petersburgu do którego wpłynęły te pieniądze, był jedynym zagranicznym i krajowym bankiem, który został pominięty w dokonanej przez  bolszewików nacjonalizacji  ([1] str. 83). Tak więc dopóki nie zniszczono moralnie i fizycznie antybolszewickich armii, dopóty bolszewicy „walczyli z niemieckim najeźdźcą”. Jednak z chwilą, gdy sytuacja została opanowała przez Armię Czerwoną:  Trocki, Joffe, Karakhain i Rosenfeld-Kamieniew, udali się z wielkim pośpiechem do Brześcia Litewskiego aby podpisać pokój z Niemcami ([4] str. 38). W  grudniu 1917 r.  Thomson opuścił Petersburg, udając się do Londynu, gdzie wraz z Thomasem W.Lamontem, wspólnikiem J.P.Morgana,  namawia rząd brytyjski do  wsparcia ruchu bolszewickiego. Ich starania zostają uwieńczone powodzeniem, w wyniku czego B.Lockhart zostaje wysłany do Petersburga, a M.Litwinow nieoficjalnie uznany jako przedstawiciel Sowietów. Na ten nagły zwrot w polityce Wielkiej Brytanii  miał spory wpływ także brytyjski premier David Lloyd George . Jak ujawnił  brytyjski historyk Donald McCormick, Lloyd George był zamieszany w międzynarodowy  przemyt broni, prowadzony z Paryża przez sir Bazylija Zacharowa, który od 1917 r. dostarczał także broń i amunicję bolszewikom.   Zacharow, dzięki swoim rozległym koneksjom,  wpływał w sposób zakulisowy tak dalece na politykę międzynarodową, że przywódcy alianccy  konsultowali  z nim  swoje zamierzenia. Nieraz spotykał  się on w swoim paryskim domu z takimi osobistościami  jak choćby:   Woodrow Wilson, Lloyd George i Georges Clemenceau.  ([1] str. 93). Za plecami Lloyd George’a działał także Lord Milner , który wraz z Cecilem Rhodesem był organizatorem pierwszych stowarzyszeń elitarnych zwanych „Okrągłymi Stołami”. Stały się one podporą kół fabianistycznych. Rozsiewaniem bolszewickiej propagandy  zajmowały się między innymi wyznaczone do tego celu agendy Ludowego Komisariatu Spraw Zagranicznych, zarządzanego  przez Trockiego. Należały do nich: Biuro Prasowe kierowane przez Karola Radka-Sobelsona oraz Biuro Zagranicznej Rewolucyjnej Propagandy kierowane przez Borysa Reinsteina. Do  jego współpracowników należeli między innymi John Reed, Albert  Rhys Wiliams, Philip Price, Louis Bryant oraz Robert Minor. We Francji skutecznie reklamował Trockiego jego stary przyjaciel Jacques Sadoul. Pomagano też materialnie w rozpowszechnianiu literatury bolszewickiej na terenie Niemiec i Austrii, do czego wykorzystywano między innymi samoloty amerykańskie   ([3] str. 109).  Po powrocie do Stanów Zjednoczonych W.B. Thomson usilnie wzywał do poparcia dla powstającego rządu bolszewickiego. Na początku  1918 r. ukazała się nawet, sygnowana jego nazwiskiem, publikacja „Prawda o Rosji i bolszewikach”, gloryfikująca Lenina. Została ona wydana przez  spółkę „Russian-American Publication Society”, finansowaną  przez Maxa Warburga i przemysłowca Stinnesa, która zajmowała się publikowaniem i drukowaniem antycarskich  broszur i wywrotowych pamfletów w języku rosyjskim  ([1] str. 72). Jednocześnie na terenie USA probolszewicką propagandę prowadzili: Ludwig Martens, Grigorij Weinstein i przywódca partii socjalistycznej w Nowym Jorku – Miszka Hillkowicz, który kazał siebie nazywać Morris Hillquit. Tenże Hillquit-Hillkowicz, był emigrantem z Litwy. Po przyjeździe do Stanów Zjednoczonych został prawnikiem. W  1888 r. wstąpił do partii socjalistycznej, stając się wkrótce  jednym z najbardziej jej wpływowych członków. W 1917 r. został  przywódcą partii socjalistycznej w Nowym Jorku, co wcale nie przeszkodziło mu w latach 1920-tych być dyrektorem „International Union Bank” ([1] str. 24).  Z kolei w 1919 r. utworzono organizację „Zjednoczeni Amerykanie”, której oficjalnym celem miała być walka z komunizmem. Jednymi z jej założycieli byli Allen Walker z „Guaranty Trust Co” oraz  Otto H. Kahn reprezentujący firmę bankierską „Kuhn, Loeb & Co”,  mocno zaangażowaną w finansowanie rewolucji bolszewickiej. Okazało się jednak, że nie było to przypadkowe, gdyż w istocie celem tej organizacji było wychwycenie i zneutralizowanie radykalnych działaczy antykomunistycznych na terenie USA. Rozsiewano przy tym różne niewiarygodne plotki w rodzaju: „Bolszewicy wejdą do Nowego Jorku za dwa lata” , co miało dodatkowo zniechęcić opinię publiczną do „antykomunistycznych radykałów”. Cel  osiągnięto, gdyż ludzie przestali słuchać  rzeczowych ostrzeżeń przed niebezpieczeństwem bolszewickim, a przebiegle zaaranżowany „antykomunistyczny hałas” odwracał uwagę opinii publicznej od kwestii ratowania za wszelką cenę bolszewickiego państwa  ([4] str. 44). Również w 1919 r. utworzono okolicach 110 West 40 Street w Nowym Jorku tzw. „Biuro Sowieckie”, pełniące  funkcję ambasady, które jednocześnie zajmowało się  wymianą carskiego złota na amerykańskie dolary, ignorując przy tym oficjalne embargo na jakiekolwiek dostawy dla bolszewików. Jak się okazuje w 1919 r., mimo tego embarga, amerykańskie firmy wysłały   bolszewikom towarów i żywności na sumę przekraczającą 25 milionów dolarów ([4] str. 39). Szefem „Biura Sowieckiego” został Ludwig Martens, posiadający obywatelstwo niemieckie, który do tego czasu był także wiceprezesem firmy „Weinberg & Posner” zlokalizowanej  w budynku przy 120 Broadway. Jak stwierdzono w jednym z raportów wywiadu brytyjskiego, fundusze na utrzymanie owego biura pochodziły częściowo  od  kurierów bolszewickich przewożących  z Rosji diamenty w celu ich sprzedaży w USA – takich jak John Reed i Michaił Gruzenberg-Gumberg, a częściowo od  nowojorskich firm takich jak choćby „Guaranty Trust Co.” ([1] str. 115). W 1920 roku „Biuro Sowieckie” zatrudniało  ponad trzydzieści osób, a znajdujące się w nim departamenty handlu, nauczania, informacji itd. były w istocie parawanem skrywającym działalność szpiegowską, która została później zdemaskowana. W zespole tym figurowali między innymi wspomniani już wcześniej B.Weinstein i M.Hilquit-Hilkowicz oraz Keneth Durant – wspierający niegdyś  pułkownika Mandel-House’a, a  także John Reed, współpracownik organu komunistycznego „Masses”, pracujący  jednocześnie dla magazynu „Metropolitan”, zależnego od grupy Morgana  ([3] str. 82). „Biuro Sowieckie” miało też wsparcie ze strony znanego komunisty Felixa Frankfurtera, będącego  asystentem  amerykańskiego sekretarza wojny, Bakera. Później Frankfurter  został także jednym z sędziów Sądu Najwyższego ([1] str. 201).  W skład personelu „Biura Sowieckiego” wchodził też  dr Juliusz Machabeusz-Hammer („Maccabi” znaczy po hebrajsku „Młot”) , który wraz z rodziną zrobił ogromną fortunę się na lukratywnych kontraktach ze Związkiem Sowieckim ([1] str. 117). Urodził się on  w 1874 r. w Rosji, skąd wyemigrował do Stanów Zjednoczonych.  Jako wpływowy członek  amerykańskiej Socjalistycznej Partii Pracy, której  emblematem był robotnik trzymający w dłoni młot, nazwał  swojego najstarszego syna: Armand Hammer („Hammer” znaczy  w języku angielskim także „Młot”). Juliusz Hammer  był z zawodu lekarzem i swego czasu czerpał spory dochód z nielegalnego przerywania ciąży, za co został skazany i spędził  cztery  lata (od 1919 do 1923 r.) w amerykańskim więzieniu Sing-Sing.  Od 1907 r.  znał on osobiście Lenina, z którym spotkał się po raz pierwszy na międzynarodowym zjeździe socjalistów w Stuttgarcie i ta znajomość okazała się być bardzo trwała. W 1921 r. Lenin w swoim liście skierowanym do członków KC partii bolszewickiej pisał między innymi  ([4] str. 41):

„Wczoraj Reinstein poinformował mnie, że amerykański milioner Hammer, urodzony w Rosji (przebywający obecnie w więzieniu za nielegalne przerywanie ciąży; właściwie mówi się, iż za jego komunistyczne poglądy), jest gotów przekazać robotnikom uralskim jeden milion pudów zboża na bardzo korzystnych warunkach (5%) i przejąć uralskie bogactwa na komisową sprzedaż w Ameryce. Syn Hammera (i partner), lekarz z zawodu, obecnie przebywa w Rosji i przywiózł Siemaszko, jako prezent, instrumenty chirurgiczne wartości 60 tysięcy dolarów. Odwiedził on Ural z Martensem i postanowił odbudować uralski przemysł. Oficjalne sprawozdanie będzie sporządzone przez Martensa.”

Lenin

W dniu 24 stycznia 1923 roku, J. Hammer po odsiedzeniu wyroku opuścił więzienie Sing-Sing i udał się  wraz z synem Armandem do Związku Sowieckiego, gdzie obaj  zaangażowali się w rozbudowę sowieckiego przemysłu. Uzyskane za swe usługi sowieckie ruble, wymieniali na poszukiwane na Zachodzie skóry, futra, kawior oraz na unikalne kolekcje dzieł sztuki i rękodzielnictwa. Jak pisze R.Gładkowski ([4] str. 42):

„Dzięki ścisłej współpracy z Kremlem, Hammerowie stali się posiadaczami bezcennych ikon, koron, bereł, w ogóle, biżuterii, czy dzieł sztuki skonfiskowanych, czy jak kto woli – zrabowanych, carskiej rodzinie Romanowych i rosyjskim bojarom. Było tych drogocenności tak dużo, iż Hammerowie mogli otworzyć popularną Galerię Hammera. Z czasem, poprzez tę galerię rząd Związku Sowieckiego pozbywał się wszystkiego, co „godziło w dobre imię komunizmu”. W liście z dnia 24 maja 1922 roku Lenin nawoływał członków Politbiura do „szczególnie troskliwej opieki nad rozwojem inicjatywy podjętej przez Hammerów, ponieważ dzięki nim bolszewicy będą mogli się wkręcić w kręgi amerykańskiego businessu i wykorzystać ten fakt na wszelkie sposoby”. Jednocześnie Lenin wydał polecenie F. Dzierżyńskiemu i wszystkim członkom Politbiura, aby zachowali w ścisłej tajemnicy bolszewickie koneksje z Hammerami. Oznaczało to, iż posiadający tę słodką tajemnicę, spoza kręgu członków Politbiura, mieli być wysłani na tamten świat.”

Oczywiście Hammerowie nie byli jedynymi biorącymi udział w tej grabieży. Jak twierdzą niektórzy bezcenną kolekcję znaczków zabitego cara ukradł z pałacu osobiście sam Trocki. Ponoć  spoczywa ona dotychczas w sejfach jednego z banków w Nowym Jorku. Z kolei najlepszą na świecie kolekcję rosyjskich monet zebraną przez Ks. Georgija Michajłowicza, zrabowano i przewieziono do USA, celem jej rozprzedania bogatym numizmatykom.  Zrabowano również znajdujące się w bibliotece w Ermitażu tzw. Kodeks Synajtikus oraz Koran Omara zalany jego własną krwią, które były uważane najcenniejsze książki świata. Kodeks sprzedano oficjalnie Muzeum Brytyjskiemu za 100 000 funtów szterlingów, zaś Koran zniknął bez śladu. Znanym pośrednikiem w sprzedaży zrabowanych w cerkwiach i u osób prywatnych kosztowności był  żyd Soll Barnato. Ich ilość była tak duża, że  jednostką pomiarową nie był  karat, lecz  drewniana skrzynka do cygar  ([9] str. 15).

Na ratunek bolszewikom – otwarcie drogi do eksploatacji rosyjskich bogactw

W 1918 r. bolszewicy zdołali przejąć kontrolę jedynie nad niewielką częścią Rosji. Do utrzymania swojego stanu posiadania potrzebowali oni stałego wsparcia w postaci zagranicznego uzbrojenia, importowanej żywności, zewnętrznej pomocy finansowej i dyplomatycznej, a przede wszystkim zagranicznej wymiany handlowej.  Jak już wspomniano wcześniej pierwszy krokiem dla uzyskania odpowiedniego zagranicznego wsparcia dyplomatycznego i finansowego było założenie „Biura Sowieckiego” w Nowym Jorku. Za tym poszły starania mające na celu umożliwienie transferu  funduszy koniecznych do zakupu niezbędnych dóbr, jak również  umożliwienie ich wwozu do Rosji. We wszystkich tych działaniach bolszewicy mieli zawsze wparcie ze strony finansistów i prawników z Wall Street, dla których otwierały się nowe rynki zbytu i możliwości eksploatacji ogromnych bogactw znajdujących się w Rosji.  Przykładowo gdy prof.  G.Łomonosow, będący jednym z ekspertów „Biura Sowieckiego”, potrzebował dokonać transferu  środków finansowych w wysokości 25 000 dolarów od rezydującego w  Norwegii Michaiła Gruzenberga, uzyskał  natychmiastową pomoc Thomasa T. Chadbourne ze znanej firmy prawniczej z Wall Street oraz przedstawicieli Departamentu Stanu USA  ([1] str. 146). Głównym narzędziem ułatwiającym  gospodarcze i finansowe wspieranie bolszewików była  „American International Corporation” (AIC). „AIC” została założona w 1915 r. w Nowym Jorku w oparciu o kapitały  J.P.Morgana, J.A.Stillmana i  Rockefellerów, a jej główne biuro mieściło się przy 120 Broadway. Wkrótce „AIC” stała się korporacją o wymiarze międzynarodowym, przejmując wiele innych firm w Stanach Zjednoczonych i za granicą oraz tworząc swoje przedstawicielstwa w Ameryce Południowej, Azji, Australii i Europie. Warte podkreślenia są też ścisłe powiązania „AIC” z elitą bankową Wall Street, gdyż wśród jej dyrektorów można znaleźć wielu reprezentantów takich firm i banków jak: „National City Bank”, „Kuhn, Loeb & Co.”, „Du Pont” , „Stone & Webster” czy też „Federal Reserve Bank of New York” . Pozycja „AIC” była tak silna, że już w styczniu 1918 r. (zaledwie dwa miesiące po wybuchu rewolucji)  ówczesny Sekretarz Stanu USA, Robert Lansing,  zasięgał jej opinii  na temat polityki jaka powinna być prowadzona w stosunku reżimu sowieckiego  ([1] str. 132).  Grupa przemysłowców z okolic 120 Broadway, przy głównym udziale firm: „Guggenheim Brothers”, „Sinclair Gulf. Corp.” i „J.G.White Engineering Corp.” , założyła też  „Amerykańsko-Rosyjski Syndykat Przemysłowy”  ([1] str. 136). W celu koordynacji  działań  mających na celu przejęcie kontroli nad bogactwami Rosji,  w dniu 1 maja 1918 r. finansiści z Wall Street zainspirowali utworzenie „Amerykańskiego Komitetu Pomocy i Współpracy z Rosją Sowiecką”, stanowiącego kolejne źródło nacisków na amerykańską politykę zagraniczną. Prezesem tego komitetu został dr Frank J.Goodnow z „John Hopkins University”, stanowisko wiceprezesa objął William B.Thomson, skarbnikiem został  G.P.Whalen z „Vacuum Oil Company” , a w jego składzie można też znaleźć: H.Forda,  F.C.Howe, jak też kilku senatorów i dwóch członków Izby Reprezentantów.  Wkrótce po swoim powstaniu,  komitet ten zwrócił się do Departamentu Stanu USA, o utworzenie w jego łonie „wydziału rosyjskiego”, co miało pomóc w nawiązaniu oficjalnych stosunków z Sowietami. Ponadto T.L.Chadbourme, C.M.Woolley i J.F.Dulles przedłożyli  Departamentowi Stanu specjalne memorandum, wskazujące na konieczność  „zorganizowania bliższych i bardziej przyjacielskich stosunków handlowych pomiędzy USA i Rosją”.   ([1] str. 156). Uzasadniano taką konieczność między innymi „zagrożeniem ze strony Niemiec” , argumentując tym, że przy  braku  aktywnych działań ze strony firm amerykańskich, stworzy się możliwość eksploatacji gospodarczej Rosji  właśnie przez Niemcy.  Urabiano przy tym opinię publiczną, rozpowszechniając  w prasie różne  kłamliwe statystyki mówiące na przykład o tym, że „sowiecki rząd jest reprezentowany przez 90 % społeczeństwa rosyjskiego, a pozostałe 10 % to przedstawiciele byłych klas rządzących i posiadających”. Powyższe działania przyniosły w końcu efekt i w krytycznym dla bolszewików  momencie nadeszła dla nich pomoc. Dużą rolę w zawieraniu pierwszych transakcji  z firmami amerykańskimi odegrało wspomniane  „Biuro Sowieckie” w Nowym Jorku.  W okresie od maja 1919 do stycznia 1920 zawarto ich dziewięć, a ich przedmiotem było wyposażenie wojskowe, żywność, ubrania, buty itp. W transakcjach tych uczestniczyła też firma „Weinberg & Posner”, której wiceprezesem był   Ludwig Matrens  – jednocześnie szef „Biura Sowieckiego” . Największym zamówieniem  stał się  kontrakt o wartości 10 milionów dolarów z firmą „Morris & Co.” z Chicago na dostawę do Związku Sowieckiego   blisko 25 000 ton produktów żywnościowych ([1] str. 157). Poniżej przedstawiono pełną listę  kontraktów zawartych przez „Biuro Sowieckie” z firmami z USA w omawianym okresie .

Kontrakty zawarte w 1919 r.  przez „Biuro Sowieckie” w Nowym Jorku z firmami z USA  ([1] str. 158).

Data kontraktu Firma Przedmiot kontraktu Wartość
10 maja 1919 F. Mayer Boot & Shoe buty 1 201 250 $
7 lipca 1919 Milawukee Shaper Co. urządzenia mechaniczne 45 071 $
23 lipca 1919 Eline Berlow N.Y. buty 3 000 000 $
24 lipca 1919 Fischmann & Co. ubrania 3 000 000 $
30 lipca 1919 Kempsmith Mfg. Co. urządzenia mechaniczne 97 470 $
sierpień 1919 Steel Sole Shoe & Co. buty 58 750 $
29 września 1919  Weinberg & Posner urządzenia mechaniczne 3 000 000 $
27 października 1919 LeHigh Machine Co. maszyny drukarskie 4 500 000 $
22 stycznia 1920 Morris & Co. Chicago produkty żywnościowe 10 000 000 $

Jednym z głównych środków płatniczych używanych przez bolszewików  było carskie złoto i diamenty. Począwszy od 1920 r. carskie ruble i sztaby złota były  przewożone do Norwegii, gdzie w imieniu bolszewików działał  Michaił Gruzenberg-Gumberg oraz do Szwecji gdzie pomocą służył im Olof Aschberg.  Ze Skandynawii złoto było przewożone statkami do Niemiec i USA. Dla przykładu można wymienić trzy transporty morskie, które na pokładzie wymienionych jednostek dostarczyły ten cenny kruszec do USA ([1] str. 159):

S.S. Gauthod – 216 skrzyń  (ponad 10 ton złota)

S.S. Carl Line – 216 skrzyń  (ponad 10 ton złota)

S.S. Ruhlewa  –  108 skrzyń  (ponad 5 ton złota)

Organizowaniem tych przewozów zajmował się między innymi  Robert Dollar –  magnat czarterów morskich z San Francisco, będący jednocześnie jednym z dyrektorów  „AIC” , jak również firma „Guaranty Trust Co.” Morgana. W połowie lat 1920-tych każdy z transportów trafiających do „Guranty Trust Co.” zawierał przeciętnie 540 skrzyń , co dawało ponad 20 ton złota o wartości  około 15 milionów dolarów. W  przypadku zaś wysyłek organizowanych przez Roberta Dollara i Olofa Aschberga  wartość przewożonego jednorazowo złota osiągała  nawet 20 milionów dolarów ([1] str. 165). Tak więc w aspekcie czysto handlowym, rewolucja bolszewicka w Rosji okazała się być dla interbankierów świetnym interesem.  Z nawiązką odzyskali oni swoje pieniądze włożone w to przedsięwzięcie, a ogromne zasoby naturalne Rosji stwarzały dodatkowe możliwości wzbogacenia się. Według rosyjskiego generała A.Gulewicza ([6] str. 165):

„Pan Bachmetiew, były ambasador Cesarstwa Rosyjskiego w Stanach Zjednoczonych mówi nam, że bolszewicy po zwycięstwie przelali pomiędzy rokiem 1918 a 1922 około 600 milionów rubli w złocie na rzecz Kuhn, Loeb & Co. [firmy J.Schiffa]”

Oczywiście wszystko to działo się kosztem ogromnych wyrzeczeń i ofiar ponoszonych przez społeczeństwo rosyjskie. Brakowało odzieży i produktów żywnościowych, do roku 1920 produkcja przemysłowa spadła do 13% wielkości z roku 1913, a ówczesny wskaźnik cen w Rosji wzrósł ponad 16 000 razy pomiędzy latami 1917 i 1920. Plony zbóż spadły z 74 milionów ton w 1916 r. do 30 milionów ton w 1920 r  ([6] str. 165). Wedle niektórych szacunków w latach 1920-21 tylko na skutek głodu zmarło 5 milionów ludzi.  Jak pisze R.Gładkowski ([4] str. 42):

„Międzynarodowi bankierzy przystąpili do intensywnej eksploatacji gigantycznych połaci Euroazji. Morgan z Rockefellerem poczęli organizować w Związku Sowieckim mordercze pięciolatki. Ideę humanizmu zrównano z powszechną kolektywizacją. J.P. Morgan, Rothschildowie, czy Rockefellerowie nie zrezygnowali z własnych fortun dla dobra bliźnich. Zmusili jednak setki milionów ludzi do niewolniczej pracy. (…) Bankierów i bolszewików łączyła wspólna cecha: internacjonalizm. Trocki mógł zaprzysiąc carskich generałów w celu zbudowania Armii Czerwonej i mógł wykończyć wielce patriotyczny i ściśle niepodległościowy ruch Armii Zielonej, która dysponując 700 000  żołnierzy desperacko walczyła zarówno z czerwonymi, jak i z białymi; jako, że biali zostali stworzeni po to, aby zdezorientować Rosjan, i tym samym, zwiększyć szansę bolszewików na końcowe zwycięstwo. Interbankierzy i interrewolucjoniści utopili we krwi wolnościowy zryw rosyjskich patriotów. Jednak bolszewizmu trącącego rusycyzmem nie można było sprzedać światu. Zatem, reżym bolszewicki przemianowano na partię komunistyczną, a Związkowi Sowieckiemu dano konstytucję bazującą na internacjonalistycznym „Manifeście komunistycznym” Karola Marksa. Na tego rodzaju bazie można już było przystąpić do budowy ogólnoświatowego rządu, z ogólnoświatową policją, armią, szkolnictwem i ogólnoświatowym ateizmem.”

Literatura:

1. A.C.Sutton – „Wall Street and Bolshevik Revolution”  – Arlington House 1974.

2. A.C.Sutton – „America’s Secret Establishment”  – Liberty House Press 1986.

3. P.Villemarest – „Źródła finansowe komunizmu i nazizmu” – Warszawa 1997.

4. R.Gładkowski – „Myślącym pod rozwagę” – Toronto 1984.

5. H.Rolicki – „Zmierzch Izraela” – Warszawa 1932.

6. W.T.Still – „Nowy Porządek Świata” – Poznań 1995.

7. ks. J.A.Cervera – „Pajęczyna władzy” – Wrocław 1997.

8. F.L.Britton – „Za plecami komunizmu” – Wrocław 1996.

9. W.Uszkujnik – „Paradoksy historii” – Gdańsk 1996.

10. N.H.Webster – „The Socialist Network” – London 1926.

11. N.H.Webster – „World Revolution” – London 1921.

12. O.M.O’Grady  – „The Beasts of the Apocalypse”  – First Amendment Press 2001.

13. S.Żochowski, H.Pająk  – „Rządy zbirów 1940-1990” – Lublin 1997.

14. H.A.Gwyne – „Przyczyna wrzenia światowego” – Poznań 1996.

15. Encyklopedia Białych Plam,  tom XIV – Radom 2004.

16. R.Gładkowski – „Credo in Unum Deum” – Toronto 1988.

17. R.Gładkowski – „Non Serviam” – Toronto 1987.

 

Naczelny FAZ potwierdza: massmedia są kontrolowane!

Źródło

UlfkotteUdo Ulfkotte, powyżej, były naczelny Frankfurter Allgemeine Zeitung (jednego z największych i najbardziej szanowanych niemieckich dzienników) potwierdził, że on i jego koledzy-dziennikarze są przekupieni i kontrolowani przez agencje wywiadu.

Wiemy o tym, że agencje takie jak CIA, BND, MI-6 i Mosad są częścią żydowskiego masońsko-iluminackiego kartelu bankowego. Utflotte mówi, że upublicznia to, gdyż iluminaci przygotowują się do wojny z Rosją.

Byłem dziennikarzem przez około 25 lat, i nauczonym kłamać, zdradzać, a nie mówić prawdy … Niemieckie i amerykańskie media starają się doprowadzić europejskie kraje do wojny, wywołać wojnę z Rosją. Tego nie da się odwrócić, i zamierzam wstać i powiedzieć … nie jest dobre to co robiłem w przeszłości, manipulowałem ludźmi, głosiłem propagandę przeciwko Rosji, a nie jest dobre to co moi koledzy robią, i robili w przeszłości, bo są przekupieni by zdradzać ludzi nie tylko w Niemczech, w całej Europie.

Bardzo boję się nowej wojny w Europie, i nie chciałbym by sytuacja się powtórzyła, gdyż wojna nigdy nie przychodzi sama, zawsze są ludzie którzy popychają do wojny, i to nie tylko politycy, ale dziennikarze też.

Zdradziliśmy naszych czytelników, po to by pchać do wojny.

Nie chcę już tego robić, mam dość tej propagandy. Żyjemy w republice bananowej, a nie w państwie demokratycznym, gdzie mamy wolność prasy.

Niemieckie media, zwłaszcza, moi koledzy …, codziennie piszą przeciwko Rosjanom, [ci dziennikarze], są w organizacjach transatlantyckich, i są wpierani przez Stany Zjednoczone (CIA) by to robić.

Jestem ‚honorowym obywatelem stanu Oklahoma’… Dlaczego? Bo piszę pro-amerykańskie artykuły. Miałem wsparcie od CIA. Dlaczego? Bo jestem pro-amerykański. Mam tego dosyć, nie chcę już tego robić, i dlatego napisałem książkę, nie po to by zarobić, nie, ona przysporzy mi kłopotów. [Napisałem ją] by pokazać ludziom w tym kraju, w Niemczech, w Europie i na całym świecie… to co się dzieje za zamkniętymi drzwiami.

[4:40 video] Liczni dziennikarze których widzisz zagranicą… europejscy albo amerykańscy…, jak ja w przeszłości, są tzw. nieoficjalnymi przykrywkami… Co oznacza nieoficjalny? Pracujesz dla agencji wywiadu… ale… kiedy oni [opinia publiczna] dowiedzą się że nie jesteś tylko dziennikarzem a także szpiegiem, oni [CIA] nigdy nie powiedzą iż to był jeden z naszych… Więc pomogłem im w kilku sytuacjach, i za to się wstydzę… Wstydzę się że ja… zostałem przekupiony przez miliarderów, przez Amerykanów, nie po to by pisać całą prawdę… Kiedy jechałem autem na ten wywiad, wyobrażałem sobie, próbowałem tylko wyobrazić sobie w myślach co stałoby się gdybym napisał prorosyjski artykuł w FAZ. Cóż… wszystkich nas nauczono być proeuropejskimi, proamerykańskimi, ale nie prorosyjskimi… Ale nie tak rozumiem demokrację, wolność prasy, przykro mi z tego powodu…

[6:30] Niemcy są nadal rodzajem amerykańskiej kolonii, to widać w różnych sprawach, jak np. to, że większość Niemców nie chce mieć w naszym kraju nuków, ale dalej mamy nuki amerykańskie, dlatego nadal jesteśmy rodzajem amerykańskiej kolonii, a jako kolonia bardzo łatwo jest zdobyć młodych dziennikarzy poprzez (i co jest tu bardzo ważne) organizacje transatlantyckie.

Wszyscy dziennikarze z szanowanych niemieckich dzienników, czasopism, stacji radiowych, wszyscy są członkami lub gośćmi tych wielkich organizacji transatlantyckich, i w nich jesteś proszony by stać się proamerykańskim, i… one zapraszają cię na zwiedzanie Ameryki, płacą za to, ponoszą wszelkie koszty i płacą za wszystko. Zostajesz przekupiony, stajesz się coraz bardziej skorumpowany, bo oni nawiązują z tobą dobry kontakt… Więc zaprzyjaźniasz się, myślisz że oni są twoimi przyjaciółmi i współpracujesz z nimi. Proszą cię ‚zrób mi przysługę’, ‚zrób mi przysługę’, i twój mózg staje się coraz bardziej wyprany, przez tych facetów…

Czy to dotyczy tylko niemieckich dziennikarzy? Nie, uważam, że tak jest szczególnie z brytyjskimi dziennikarzami, bo oni mają dużo bliższe relacje. Szczególnie jest tak z izraelskimi dziennikarzami. Oczywiście z francuskimi… Tak jest z australijskimi, [z] dziennikarzami z Nowej Zelandii, Tajwanu, cóż, to dotyczy wielu krajów… jak Jordania na przykład…
[9:17] Czasem agencje wywiadu przychodzą do twojego biura i chcą byś napisał artykuł… Pamiętam [np.] że niemiecka agencja wywiadu zagranicznego Bundesnachrichtendienst – siostrzana organizacja CIA, zorganizowana przez amerykańską agencję wywiadu – … przyszli do mojego biura, i chcieli żebym napisał artykuł o Libii i płk. Muammarze Kadafim… Dali mi wszystkie tajne informacje, i chcieli bym artykuł podpisał moim nazwiskiem. Zrobiłem to. Opublikował go FAZ, … był o tym że próbował potajemnie zbudować fabrykę gazu trującego, … był to artykuł który po kilku dniach opublikowano na całym świecie, ale nie wiedziałem o tym [że napisała to CIA].

[11:25] Bardzo dobry przykład [co stanie się] kiedy [CIA] powiesz nie… więc [odnośnie pewnego pracownika który powiedział nie], co się stało – stracił pracę.

[12:40] Sześć razy przeszukano mój dom… miałem 3 ataki na dom, [ale] nie mam dzieci, więc… to najgorsza prawda [dla innych dziennikarzy, których rodzinom grożono, nie tylko im].

Eric Zeusse: Ulfkotte stał się zdrajcą. Wcześniej był konserwatywnym niemieckim chrześcijaninem, który był przeciwny obecności muzułmanów w Niemczech. Później miał tak straszne poczucie winy jako Niemiec – kiedy odkrył rolę czołowej firmy niemieckiej w udzieleniu pomocy Saddamowi Husejnowi w gazowaniu Kurdów [korzystał z niemieckiego gazu trującego], ale jego dziennik nigdy o tym nie napisał – że na krótko przeszedł na islam. Może w ten sposób radził sobie ze wstydem jaki czuł o nie sprzeciwieniu się kierownictwu dziennika poprzez zignorowanie ich i ujawnienie opinii publicznej swoich informacji, pozwolił je ukryć.

Ale później był współzałożycielem chrześcijańskiego ruchu pokojowego przeciwko pojawiającemu się w Niemczech muzułmańskiemu ekstremizmowi. Teraz wydał książkę, w której twierdzi, że Ameryka jest faktycznie największym ze wszystkich zagrożeń dla pokoju. Książkę można nabyć tylko po niemiecku, jej tytuł „Kupieni dziennikarze” – Gekaufte Journalisten.

Teraz, kiedy porzucił nie tylko antyislamskie, ale i antyrosyjskie elementy tradycyjnej kultury niemieckiej, już nie jest mile widziany wśród konserwatywnych Niemców, którzy przez dziesiątki lat pomagali mu zrobić karierę „dziennikarza”, a co teraz nazywa „propagandysty”.

Ponadto, niemieckie badanie opinii publicznej w listopadzie 2013 wykazało rosnący brak zaufania do amerykańskiego rządu. Ponieważ Niemcy są główne w zachodnim sojuszu – a zwłaszcza dla kontroli przez amerykańską arystokrację UE, MFW, Banku Światowego i NATO – taki obrót przeciwko amerykańskiemu rządowi zagraża dominacji amerykańskich arystokratów (którzy kontrolują nasz rząd). Rozłam w ‚sojuszu’ z Ameryką może mieć miejsce, jeśli Niemcy będą sprzeciwiać się temu, że są tylko najbogatszą „republiką bananową” Ameryki.

– więcej: http://henrymakow.com/2014/10/German-Editor-Confirms-Media-is-controlled.html#sthash.NLq9PFz9.dpuf German Editor Confirms Mass Media is Controlled

Żródło: http://henrymakow.com/2014/10/German-Editor-Confirms-Media-is-controlled.html

Facebook nie widzi nic zdrożnego w tytule strony „najseksowniejsze OSOBY poniżej pierwszego roku życia”

Na Facebooku mnożą się jak grzyby po deszczu strony ze zdjęciami „najseksowniejszych dzieci”. Seksowne są nawet OSOBY w wieku niemowlęcym. Napalony amator dzieci może sobie pooglądać kuszące zdjęcia Lolitek uczesanych i wystrojonych jak dorosłe kobiety. Niektóre dziewczynki nawet czarują powłóczystym, uwodzicielskim spojrzeniem, co mnie bardzo niepokoi, bo mam podejrzenie, że te dzieci mają za sobą doświadczenia, przed którymi każde dziecko powinno być chronione. Nie mam pojęcia, skąd pochodzą zdjęcia umieszczone na tych stronach, ale nie zdziwiłabym się wcale, gdyby się okazało, że zostały one zrobione przez matki tych dzieci. Trzeba nie mieć za grosz wyobraźni, żeby rozbudzać u dzieci zainteresowanie seksem i uwodzeniem i robić z nich obiekt pożądania erotycznego.

https://www.facebook.com/pages/Najseksowniejsze-osoby-do-1-go-roku-%C5%BCycia/418329524993021

https://www.facebook.com/kcJamaiDulemba?fref=ts

(Tę drugą stronę udało się zablokować, ale natychmiast powstał jej klon).

Jeśli masz zamiar mi napisać, że nie ma w tym nic złego, bo słowo „seksowne” jest stosowane nawet w odniesieniu do zwierzątek, ciuchów i słodyczy i że to jedynie ja mam zdrożne myśli, popukaj się w głowę! Hasło „seksowne dzieci” przyciąga pedofilów jak gówno muchy! Nie przemawia do mnie również zapewnienie, że strony te to beka” ze stron gimnazjalistek odgrywających rolę wampów. Z całą pewnością jest o jedynie nieudolny wybieg, mający ochronić autora przed zarzutami o propagowanie pedofilii.

Na stronie ze zdjęciami „osób” poniżej 1 roku napisałam taki komentarz:

Kojarzenie niemowląt z seksem to pedofilia. Gdybyście napisali „najładniejsze dzieci” lub „niemowlaki” to OK, ale pisanie „najseksowniejsze OSOBY” o niemowlętach jest niedopuszczalne. Tę stronę założył pedofil i to musi być zgłoszone, nie tylko do adminów na FB, ale i na policję.

Zgłaszanie tych stron do adminów Facebooka nie przynosi żadnych rezultatów. W formularzu zgłoszenia nie ma nawet opcji „Pedofilia” ani „seksualizacja dzieci”, jakby ten problem w ogóle nie istniał!

pedofilia na FB zgł1 pedofilia na FB zgł2

Mało tego! Kiedy próbowałam zgłosić te strony okazało się to niemożliwe, ponieważ przycisk do wysyłania („Gotowe”) był nieaktywny! Pod spodem była informacja, żeby napisać do administratorów Facebooka, ale nie było linku ani rady, jak to zrobić. Wygląda na to, że na Facebooku komunikacja jest jednostronna – oni mogą pisać do mnie, kasować moje wpisy, a nawet mnie zablokować, a ja mogę tylko pogrozić pięścią, bo nikogo nie interesuje, co ja mam do powiedzenia!

Wiem od innych osób, że otrzymały odpowiedź, że Facebook nie widzi nic niewłaściwego na tych stronach i ich nie usunie. Może admini Facebooka kierują się nakazami Talmudu, ale to nie jest święta księga gojów i nikt nie może ich zmusić, żeby się do niej stosowali!

Jeśli masz konto na Facebooku odwiedź stronę STOP PEDOFILII NA FACEBOOKU i dodaj ją do ulubionych. Potrzeba 5000 polubień, żeby sprawą zainteresowały się media, a może nawet policja raczy ruszyć swoją ciężką d…. i coś z tym zrobić.

A tu jest adres policji, gdzie można (i należy) złożyć powiadomienie o propagowaniu pedofilii: kgp@policja.gov.pl

 

Komora gazowa na Mazowszu

chemtrails

To, co dziś działo się na niebie w województwie Mazowieckim przechodzi wszelkie wyobrażenie.

Zupełnie nie rozumiem, dlaczego politycy na całym świecie milczą w tej sprawie? Czy wierzą, że ich to nie dotyczy? A może boją się czegoś lub kogoś bardziej, niż śmierci z powodu zatrucia nanocząsteczkami metali ciężkich?

Ministerstwo Środowiska, które jest wprost bombardowane zapytaniami obywateli o smugi na niebie, rżnie głupa, przysyłając w odpowiedzi przepisany z Wikipedii wykład na temat smug kondensacyjnych, ale jednocześnie przyznaje, że otrzymuje takich zapytań coraz więcej. Czy w ministerstwie pracują sami idioci, niezdolni do samodzielnego myślenia? Dlaczego jeden z drugim nie oderwie tyłka od stołka i nie zarządzi badania tego, co mu leci na durny, ministerialny łeb? A może od tej całej chemii ci ludzie mają już mózgi tak zniszczone, że nie są zdolni do niczego, poza pobieraniem pensji?

Niezbyt uprzejmie informuję, że komentarze z wykładami na temat powstawania smug kondensacyjnych (contrail) oraz bujdy na temat globalnego ocieplenia bezapelacyjnie lądują w spamie. Z góry dziękuję za ich niepisanie 🙂

This slideshow requires JavaScript.

Dziś mija 50. rocznica dokonania rytualnego mordu na prezydencie Johnie F. Kennedy’m

Żeby nie gadać po próżnicy i żeby nikt nie mógł powiedzieć, że fantazjuję i tworzę teorie spiskowe trochę wiedzy o Rozkazie Wykonawczym nr 11110, wydanym przez JFK tuż przed zamachem: fragment tekstu sprzed 5 lat, z bloga Dwa Grosze:

Executive order 11110

czyli o pewnej demokratycznej grandzie sprzed 45 lat
(…)I tu dochodzimy do rzeczy niewątpliwie najważniejszej, której implikacje trudno przecenić. Czwartego czerwca 2008 minęła właśnie 45 rocznica wydania dekretu 11110 (E.O. 11110) przez prezydenta Kennedy’ego.

Dekrety prezydenckie są poleceniami prezydenta które nie wymagają autoryzacji przez kongres i które muszą być wykonane. Ruki po szwam, nie dyskutować. W tym miejscu historia robi się szczególnie interesująca. Okazuje się mianowicie że numer 11110 był jedynym dekretem który został całkowicie zignorowany. Dosłownie zniknął, przepadł, ślad po nim zaginął. Jego prowizje w pośpiechu wycofano, ślady zatarto. Co oczywiście prowadzi do intrygującego pytania co w nim takiego było że grupa trzymająca władzę tak się tego obawiała?

Otóż następcy Trumana, zarówno prezydent Eisenhower jak i Kennedy, rozumieli powagę sytuacji i istotę faktycznego zamachu stanu dokonanego za kadencji poprzednika. Ike nie odważył się jednak wystąpić otwarcie przeciwko trzymającej władzę elicie. Być może dlatego przeżył. Dopiero w swoich uwagach na zakończenie prezydentury zdobył się na szczerość, przestrzegając przed dyktaturą gospodarczo- wojskowego lobby. Natomiast prezydent Kennedy też się orientował czym grozi taka sytuacja i zdecydował się na konfrontację. Chcąc ratować resztki wpływu prezydenta na gospodarkę i przeciwdziałać wykupywanej własności Stanów Zjednoczonych wydał właśnie ów feralny dekret 11110.

Z zewnątrz miało to wyglądać jako poprawka do dekretu 10289 Trumana. W istocie jednak jego dekret wywracał całą elitę finansową USA. Kennedy rozkazał aby departament skarbu (tj rząd federalny) wypuścił certyfikaty na posiadane srebro. Skarb USA miał wówczas olbrzymie rezerwy srebra i srebro było w powszechnym obiegu monetarnym. Na każdą posiadaną uncję srebra musiałby być wystawiony papier. Tylko takiego papieru można by było używać jako pieniądza. Innymi słowy, wyprodukowano by tylko taką ilość dolarów jaka miała pokrycie w srebrze. Kontrola tej produkcji miała znajdować się w rękach rządu.

Kennedy zdecydował się na srebro zamiast złota ponieważ rynek srebra jest dużo trudniej kontrolować, a tym samym trudniej go manipulować grupom nacisku. Postanowił wypuścić w obieg 4,3 miliarda dolarów, powstałych w oparciu o realną wartość posiadanego przez USA srebra. Była to pierwsza od pół wieku emisja pieniędzy przez skarb państwa, z pominięciem Rezerwy Federalnej (FEDu).

Rys.1 United States notes serii 1963. Wartość kolekcjonerska obecnie: około tysiąca Federal Reserve notes. (kliknij aby powiększyć).  Dziękuję doxa.blox.pl za ten cenny tip

Z pieniędzy tych nominały $2 i $5 dolarów zdążono nawet wydrukować i puścić w obieg (Rys.1), natomiast nominały $10 i $20 zostały jedynie wydrukowane. Czasu aby i je puścić w obieg zabrakło. Banknoty rządowe miały nagłówek “United States Notes”, w odróżnieniu od “Federal Reserve Notes”. Do dzisiaj można na nie trafić w niektórych sklepach numizmatycznych.

Łatwo jest zrozumieć czym groził sprawującej faktyczną władzę w USA elicie dekret Kennedy’ego. Odbierał on Rezerwie Federalnej rzecz najważniejszą w całym przekręcie – prawo do pożyczania na procent rządowi Stanów Zjednoczonych wygenerowanego z czystego powietrza “pieniądza”. Ruch ten natychmiast eliminowałby z biznesu wiele organizacji finansowych, oczyściłby giełdę ze spekulantów i efektywnie wymusił zawieszenie działalności FEDu.

Odebrana Rezerwie Federalnej (FED) prerogatywa generowania pieniądza powróciłaby do rządu federalnego, dokładnie tak jak wymaga tego konstytucja Stanów Zjednoczonych. Dekret 11110, autoryzując generowanie pieniądza przez departament skarbu a nie przez prywatny bank jakim jest FED, zawierał dosłowną stypulację: “to issue silver certificates against any silver bullion, silver, or standard silver dollars” [do wypuszczania certyfikatów srebra opartych na srebrnym bulionie, srebrze lub standardowych srebrnych dolarach]. Oznacza to że na każdą uncję srebra w sejfach departamentu skarbu rząd mógł wprowadzić pieniądz oparty na przechowywanym tam metalu.

Krótko mówiąc -dekret Kennedy’ego oznaczał w praktyce koniec FEDu, koniec przekrętu z papierowym pieniądzem bez pokrycia i koniec związanej z tym bonanzy dla ukrywającej się za tym elity. Do dzisiaj skrzętnie ukrywa się też fakt że tego samego dnia kiedy prezydent Kennedy podpisał dekret 11110 podpisał on również rozporządzenie zmieniające oparcie (backing) dla banknotów jedno i dwu dolarowych ze srebra na złoto.

Jeszcze 12 listopada 1963 roku, przemawiając do studentów Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku(1) Kennedy mówił: “Stanowisko prezydenta zostało użyte do zorganizowania spisku, który zniszczy wolność. Zanim opuszczę Biały Dom, muszę o tym poinformować amerykańskich obywateli”. Poinformować nie zdążył. W dziesięć dni później nie żył. Został zamordowany w Dallas w stanie Teksas. Wcześniej otruty został kongresman McFadden usiłujący ujawnić zasady działalności FEDu. Był on o krok od przegłosowania odpowiedniej ustawy w tej sprawie. Z grupą trzymającą władzę nie ma żartów.

Materiały dotyczące zabójstwa utajniono na dziesiątki lat. Sprawców nie odnaleziono, mocodawców nie ukarano. Banknoty rządu federalnego po zabójstwie prezydenta Kennedy’ego natychmiast wycofano z użycia. Dekret 11110 zignorowano, wszelką dyskusję o nim wyciszono. I co najważniejsze – rezerwy srebra w departamencie skarbu wyprzedano co do ostatniej uncji, wycofując jednocześnie srebro z obiegu monetarnego. Najwyraźniej aby nikt znowu nie wpadł na pomysł opierania na nim waluty i ominięcia w ten sposób FEDu.

Próba uzdrowienia systemu finansowego i wydarcia go z rąk międzynarodowej finansjery się więc nie powiodła. Elita okazała się silniejsza, jej przekręt z prywatnym bankiem emitującym pieniądz z powietrza i pożyczającym go rządowi federalnemu na procent trwa. Trwa też demokracja i ma się całkiem dobrze.

©2008cynik9

—————–
Mam nadzieję, szanowny Cyniku9, że nie pozwiesz mnie do sądu za propagowanie Twojego znakomitego tekstu. Umieszczam go nie w całości, co, mam nadzieję, uratuje mnie przed straszliwymi konsekwencjami prawnymi. Nie zwróciłam się o pisemne pozwolenie, ponieważ (wstyd się przyznać) zagapiłam się i nie zdążyłam, bo zapomniałam, że to właśnie dziś przypada ta tragiczna rocznica.

 

Geoinżynieria, czyli czym nas trują z powietrza i przyszłych, podziemnych składowisk CO2

Poniższe skany otrzymałam mailem. Dla mnie nie ma w tym nic zdumiewającego, nieprawdopodobnego czy nowego – od lat badam tematykę chemtrails, więc dobrze znane mi są pomysły szalonych pseudo-uczonych rzekomo walczących z równie rzekomym globalnym ociepleniem. Problem tylko w tym, że trudno przedstawić niezbite i niepodważalne dowody, które przekonałyby niewierzących w spiski, zwane szyderczo teoriami spiskowymi. Ten dokument powinien dać do myślenia wszystkim zahipnotyzowanym lemingom, bezkrytycznie wierzącym w praworządność.

Kliknij obrazek, żeby powiększyć.

Geoinżynieria1Geoinżynieria1aGeoinżynieria2Geoinżynieria2bGeoinżynieria3

Linki:

Chemtrails nad Polską

Naukowy doradca Obamy mówi, że rozpylanie smug chemicznych uratuje planetę

Chemiczne smugi – czyżby tajna kontrola klimatu?

Nowe badania na temat zwolenników teorii spiskowych