Na złość Astromarii odmrożę sobie uszy

Szło zło przez świat
miało zwykłą twarz
ludzie się mylili

A zło jak zło
wybaczało błąd
w chwili gdy nie żyli…
(Grzegorz Markowski)

Widzę ze statystyk, że od dwóch dni na mój blog walą tłumy pseudo-racjonalistycznych owieczek z sekty Barta. Ich guru pewnie wysmażył jakiś pełen jadu paszkwil przeciw Naturze, zdrowiu i życiu oraz Astromarii, a zniewolone umysły uznały to za kwiat ateistycznej myśli filozoficznej (wybaczcie mi, wiem, że „ateistyczna myśl filozoficzna” to oksymoron). Równie gorąco „kochających” czytelników dostarcza mi portal e-mama.

Ich guru wmówił im pewnie „naukowo” i „racjonalistycznie”, że Matka Natura jest złą macochą, która z psychopatyczną rozkoszą zabija swoje dzieci plagą śmiertelnych chorób, spadających na nie niczym jastrząb na jagnię. Przekonuje ich, że żadne dziecko nie dożyłoby wieku dojrzewania, gdyby nie szczepienia, że nowotwory zabiłyby całą populację, gdyby nie badania profilaktyczne i onkochemia, że wszyscy wymarliby od cholesterolu, gdyby nie margaryna, że cukier spowodowałby u całej ludzkości cukrzycę, gdyby nie aspartam, że wszystkim wypadłyby wszystkie zęby, gdyby nie fluor i guma Orbit, że słońce spowodowałoby u każdego raka skóry i ślepotę, gdyby nie kremy z filtrami i takież okulary przeciwsłoneczne, że naturalna żywność spowodowałaby światowy głód i pomór z powodu głodu, gdyby nie nawozy sztuczne, środki ochrony roślin i szczyt naukowego postępu w postaci GMO, że cała ludzkość umarłaby z pragnienia, gdyby nie chemiczne napoje z plastikowych butelek, że choroby dobiłyby pozostałe resztki, gdyby nie syntetyczne leki…

Słowem: Natura to największy wróg ludzkości, to zabobon, średniowieczne wstecznictwo i płaska ziemia, ale na szczęście mamy Naukę, która nas uratuje, jednak pod warunkiem, że będziemy się trzymać od natury z daleka. W tym celu powinniśmy zamieszkać w betonowych miastach, najlepiej przykrytych kopułą (Houston będzie świecić przykładem dla innych), jeść wyłącznie GMO (najlepiej lecznicze, z insuliną, statynami, szczepionkami itp.), pić Colę Light, szczepić się na wszystko i nigdy nie wychodzić na słońce.

Bójcie się Natury, ziół i żywności ekologicznej, ale nie bójcie się GMO, elektrowni atomowych ani chemtrails!

Astromaria (bezskutecznie jak na razie) usiłuje skłonić całą tę bezmyślną bandę wyznawców bredni kolportowanych przez pseudo-racjonalistów do podjęcia próby samodzielnego zastanowienia się nad oczywistymi kwestiami: jak to możliwe, że ludzkość zdołała dotrwać do czasów nam współczesnych żrąc tłuste mięcho, smalec, masło, mleko (niehomogenizowane, niepasteryzowane i bez antybiotyków) i sery oraz całą masę zakazanych przez medycynę, rzekomo bardzo niezdrowych, naturalnych i nie poprawionych naukowo smakołyków, uprawianych bez nawozów sztucznych i agrochemii, nie szczepiąc się w ogóle, smażąc się na słońcu od świtu do zmierzchu, nie mając apteki na każdym rogu, bez karetki pogotowia i szpitala, Coca Coli, TVN, CNN, WHO i ONZ?

No, pomyślcie sami, JAK TO BYŁO MOŻLIWE?

Przecież naturalne jedzenie, słońce i brak szczepień zabijają!

Więc jak ci jaskiniowcy przeżyli?

Nie dość, że przeżyli, to jeszcze zasiedlili całą ziemię!

Pomyślcie przez chwilę, myślenie nie boli!

Kiedy próbuję Wam uświadomić, że daliście się doprowadzić do stanu paranoicznego lęku przed chorobami, przez co zatraciliście zdolność logicznego myślenia i racjonalnego działania najczęściej słyszę, że na złość Astromarii zaszczepię swoje dzieci na wszystko, co oferuje Big Pharma lub będę je karmić GMO. I zamieszkam z nimi pod elektrownią atomową. Albo na składowisku odpadów radioaktywnych.

Na złość Astromarii odmrożę sobie uszy. Na złość Astromarii zabiję swoje dzieci paszą GMO i szczepionkami.

Możesz SOBIE baranie szkodzić do woli, żryj GMO, hamburgery i margarynę, pij Colę Light, żuj gumę Orbit, szczep się, unikaj słońca, łykaj tony syntetycznych leków… wolno ci, a ja jestem za wolnością wyboru! To twoje zdrowie, więc masz prawo je zrujnować.

Ale wytłumacz mi, dlaczego chcesz zabić swoje dzieci?

Naprawdę e-mamo, na złość Astromarii jesteś gotowa zabić swoje (i cudze) dzieci?

A zło jak zło
wybaczało błąd
w chwili gdy nie żyli…

RATUNEK dla leków ziołowych w 3 dni – Akcja Avaaz.org

Dopiero wczoraj znana organizacja Avaaz podjęła decyzję o zbieraniu podpisów pod petycją w sprawie dyrektywy ziołowej THMPD. Zespół StopCodex wraz z ANH i Kampanią Natura Bez Granic informuje o tym problemie już ponad 2 lata …
Pozdrawiamy
Zespół StopCodex

—————————————————————————

W ciągu 3 dni, UE wprowadzi wiele zakazów w medycynie ziołowej proponując nam farmaceutyki, które napędzają zyski Farmacji.

Dyrektywa UE THMPD stworzyła wysokie bariery dla leków ziołowych, które nie były na rynku od 30 lat – w tym niemal wszystkich chińskich, Ayurvedic i medycyny tradycyjnej Afryki. Jest to drakoński ruch, który jest na korzyść firmom farmaceutycznym, a który ignoruje tysiące lat wiedzy medycznej.

Musimy wzbudzić wielki protest przeciwko temu.

Razem nasz głos może wywrzeć nacisk na Komisję UE dla zmian w tej dyrektywie, zmusić nasze rządy do odmowy jej realizacji i stworzyć drogę do wniesienia sprawy do sądu

Podpisz się i przekaż informację o tej kampanii do wszystkich. Zbierzmy MILION głosów, aby ochronić medycynę ziołową.

Do Komisji Europejskiej i rządów UE:

Ponieważ dotyczy obywateli UE, wzywamy Komisję do zmiany dyrektywy „ziołowej” THMPD, do zawieszenia drakońskich przepisów przeciwko lekom ziołowym i usunięcie wszystkich barier dla tradycyjnych preparatów profilaktycznych o długiej historii stosowania wewnątrz, jak i na zewnątrz Europy. Wzywamy rządy naszych krajów do odmowy wypełniania postanowień niniejszej dyrektywy do czasu jej zmiany. Mamy prawo do wyboru spośród wszelakich preparatów i leków, które mogą utrzymać nas i nasze rodziny w zdrowiu.

KLIKNIJ TUTAJ, ŻEBY PODPISAĆ PETYCJĘ

Więcej o dyrektywie THMPD w j. polskim: http://www.stopcodex.pl/stop-thmpd/ oraz http://www.stop-thmpd.pl/

Bądź na bieżąco – zapisz się na Biuletyn StopCodex.

Czas na działanie!

Mały przerywnik, czyli O DYSKUSJI W BLOGU jeszcze słów kilka

Tak, wiem, jestem potworem, bo nie pozwalam „racjonalistom” wypowiadać się w moim blogu. Tak, wiem, to jest cenzura i występek przeciwko wolności wypowiedzi.

Ależ drodzy „racjonaliści”, nikt wam ust nie zamyka ani nie zabrania wypowiadać się do woli i do upadłego. Piszcie, piszcie!

Ale NA WŁASNYCH BLOGACH!

Na moim niczego pisać nie będziecie, bo żeby tu pisać trzeba zdać przed autorką bloga egzamin ze zdolności do samodzielnego myślenia i wykazać się zdolnością do empatii oraz szeroko rozumianą wrażliwością. Słowem: należy być człowiekiem, a nie psychopatą na usługach korporacji i sprzedajnych mediów.

Piszcie sobie co tylko chcecie i ile chcecie i niech was czytają ci, którzy mają w głowach takie samo siano jak wy.

Ja się do was nie pcham i u was nie komentuję. Nie będę robić reklamy głupcom, bo polemika z głupstwem nobilituje je bez potrzeby. Zresztą prawdopodobnie chodzi wam głównie o rozpaczliwą próbę zwrócenia na siebie uwagi, stąd to gorące pragnienie wdarcia się na moje terytorium i na moją mównicę. Nic z tego, pracujcie na swoją „sławę” sami, może w końcu ktoś zacznie was czytać, poza wąską grupką kopistów złotych myśli Gazety i jaśnie oświeconego Michnika.

Najśmieszniejsze jest to, że co jakiś czas wpada tu jakiś gołowąs, co to dopiero niedawno dostał dowód osobisty i skacze jak wesz na grzebieniu, że on mnie będzie uczyć mądrości, którą sam posiadł w nadmiarze. Kiedyś dwudziestolatek zaproponował mi, żebym została jego uczennicą. W takim przypadku to normalnie człowiekowi trepy spadają.

Nie będę również dyskutować z cymbałami, którzy dyskutują w taki sposób, jak na tym blogu, o którego istnieniu dowiedziałam się dzięki uważnemu studiowaniu moich statystyk odwiedzin.

Autorka bloga pisze rzeczy, o których my już tu dyskutowaliśmy:

Wlasnie, jaks sa robione fast food chicken nuggets i inne dania z processed chicken?

Ano TAK.

Calego kurczaka, lacznie z lapami, koscmi, oczami etc. przepuszcza sie przez specjalna prase a potem przez wielkie sito. To, co wylazi na zewnatrz, wyglada jak na zalaczonym zdjeciu (patrz link): ochydna rozowa papka. Oczywiscie tak przygotowane „mieso” az roi sie od bakterii, wiec zeby je wybic, papke kąpię się w amoniaku. Po tej operacji „mieso” smakuje jak ostatni syf, wiec trzeba z pomocą polepszaczy smaku doprowadzić je do stanu spozywalnosci, oraz dodac sztuczne barwniki, zeby nie wygladalo jak szare gówno.

Smacznego!

W dalszej dyskusji padają takie oto „przemyślane” i „racjonalistyczne” zdania:

Osobiści nie miałbym nic przeciwko temu by wykorzystywać całego kurczaka, gdyby to był kurczak z wypasu pastwiskowego. Wiele kultur wykorzystuje całe zwierzęta. Jako takie IMO nie ma w tym nic złego. W „resztkach” kurczaków (kości, oczy, podroby) jest przecież sporo cennych rzeczy (tłuszcz, wapń, mikroelementy, witaminy…) i wbrew pozorom nie są to złe rzeczy.

Pycha, najlepiej, żeby był z dziobem, pazurami, piórami i gównami w środku. Bo są tam cenne witaminy i mikroelementy. No i ten dodatek amoniaku, ileż tam jest zdrowych biopierwiastków… Za to trzeba zakazać ziół, bo to substancje niebezpieczne i toksyczne.

Kolejny „geniusz” i „mistrz logiki” dodaje do tego swój, jakże oświecony głos:

Zupelna nieprawda. McDonalds sprzedaje „select chicken” czyli kawalki prawdziwego, nie przetworzonego kurczaka, i to biale mieso. Calkiem smaczne.

Co ma q-wa piernik do wiatraka? W cytowanym przez autorkę bloga tekście jest mowa o obrzydliwej, zaprawianej amoniakiem, przemysłowej mazi z ptaka, a ten wyjeżdża tu z Makiem i piersią z kurczaka.

Czy można dyskutować z kimś takim? Nigdy nie dopuszczę do tego, żeby jakiś tuman robił mi na blogu taki kipisz.

Pewien mój wielbiciel (jeden z tych, co to piszą o mnie całe blogi) dodaje swoje zdanie:

I już się okazuje, że typowe internetowe zaraźliwe kłamstwo.

Tak się składa, że mam syna ekologa. Ze śmiechem referuję mu co przeczytałam i cytuję powyższe zdanie. A on się śmieje i powiada: „Przecież to jest fakt. Tego uczyli mnie na studiach. Profesor z SGGW zalecał, żebyśmy dokładnie czytali etykiety na „wędlinach” i wyrobach „garmażeryjnych” i nigdy nie kupowali tego, co zawiera jakieś podejrzane skróty. Najmniej obrzydliwe z tego jest tzw. MOM, czyli „mięso oddzielane mechanicznie”. Rzecz jasna nie jest to żadne „mięso”, lecz wszystkie niejadalne odpady, takie jak kości, skóry i ścięgna, mechanicznie wyciskane i przecierane na papkę”.

Gdybyście poznali wszystkie „sekrety” ujawnione studentom przez wykładowców technologii żywności i dowiedzieli się, co jest dodawane do żarcia, omijalibyście sklepy spożywcze szerokim łukiem i wszystko robilibyście własnymi rękami.

Kolejny głos geniusza:

Jak dla mnie, najwazniejsze to to czy beef nie szczekal zanim zostal zarzniety.

No i powiedzcie sami: chcielibyście spuścić poziom dyskusji tego bloga na samo dno szamba? Kto jest za?

Dalej ten sam geniusz sypie perłami mądrości:

A tak w ogole, my, bogacze, i wyrafinowani intelektualisci mozemy rowno McD olewac. Ale nei olewaja go ci ktorzy maja 10 dolcow na jedzenie na caly dzien dla 3 osobowej rodziny. Podejrzewam ze im ten amoniak obojetny

Darwinizm społeczny? Niech hołota żre amoniak i zdycha, ważne, żebyśmy my, „bogacze, i wyrafinowani intelektualisci” mieli się dobrze. Obawiam się jednak, że „bogacze, i wyrafinowani intelektualisci” żrą ten amoniak i tę odrażającą maź nie mając o tym zielonego pojęcia, bo przecież w Gazecie NIE pisali, że dodają to do wędlin i posiłków dla dzieci w żłobkach, przedszkolach i szkołach.

Kolejny głos:

McDonalds jest może tani w USA. W Polsce ceny wcale nie są takie przystępne. A już na pewno nie da się wyżywić 3 osób w McDonaldzie za 30 zł przez cały dzień…

I komentarz do niego:

Wiem ze nie jest tani, bo rodzina w Polsce moze sobie pozwolic na swieto w McDonaldzie jak przyjade do Warszawy i ich tam wezme. Rzeczywiscie, ceny sa porazajace.

Urządzacie „swieto w McDonaldzie”? Każdy urządza święta w stylu zgodnym z jego kulturą osobistą. Ja zaprosiłabym rodzinę do francuskiej, włoskiej lub japońskiej restauracji, z oryginalnymi potrawami, przyrządzanymi ze świeżych, ekologicznych produktów. Ale człowiek „racjonalny” żre „racjonalną”, czyli chemiczną breję z chemicznymi polepszaczami smaku, od której już niedługo zamieni się w jakiegoś chemicznego cyborga i jeszcze jest przekonany, że zapraszając biedną frakcję rodziny z wiochy Warszawa wprowadza ją na zaszczytne salony wielkiego (amerykańskiego) świata.

I nagle!!! Wprost nie do wiary!!! Odezwał się głos rozsądku!

MacDonaldowe żarcie powinno być opodatkowane specjalną akcyzą na leczenie smakoszy, jest równie zdrowe jak papierosy.

Głosom rozsądku nie damy żadnych szans. W końcu płacą nam za to, żeby ludzi ogłupić na tyle, żeby żarli w McD i zastąpili eko-jedzonko frankenfoodem, dzięki czemu szybciej wyzdychają. Ale zanim zdechną dorobią się od tych „przypraw”, „dietetycznych” dodatków i „polepszaczy smaku” dziur w mózgu, stając się „mądrzy” niczym stado baranów. O to przecież chodzi, wszak budujemy podwaliny pod ideę wymarzonego i od wieków oczekiwanego Nowego Porządku Świata. Trzeba więc głos rozsądku uciszyć:

Jakieś uzasadnienie tego, czy tylko tak sobie gadasz?

Głos rozsądku:

wpisz sobie w google np. szkodliwa żywność z macdonaldsa. Nie musisz zapoznawać się z wszystkimi z niemal 2 mln wyników.

Odpowiedź na głos rozsądku:

Wiesz, ja bym wolał coś konkretnego, a nie pierdoły z googla, takie jak ta którą zaserwowała gospodyni w notce.

(…)

Uważam jednak, że MD i ogólnie fastfoody, choć z pewnością nie są cudem zdrowego żywienia, bywają demonizowane. Come on, „równie zdrowe jak papierosy” to marna propaganda. Podobnie jak „zylion dodatków chemicznych” czy „fura chemii”, wiesz równie dobrze jak ja, że „dodatek chemiczny” może być czymś kompletnie nieszkodliwym, czymś co występuje naturalnie w żwyności, itd. Oraz, że każda żywność składa się z „chemii”, nawet jeśli jest to organiczny szczypiorek.

No proszę, „każda żywność składa się z „chemii”, nawet jeśli jest to organiczny szczypiorek”. Po cholerę żreć jakiś szczypiorek, czy pić jakieś ziółka, skoro wszystko można zastąpić chemią. I tym właśnie zajmuje się BigPharma, która nie ustaje w wysiłkach zrobienia nam dobrze. Już niedługo drogi obywatelu nie będziesz musiał żreć niczego, bo to strata czasu i energii. Po co ruszać po próżnicy szczękami? I jeszcze zęby się od tego ścierają. Już niedługo połkniesz pigułkę z tymi wszystkimi białkami, witaminami i pierwiastkami i będziesz bardzo happy.

Dalej robi się jeszcze ciekawiej.

Głos rozsądku:

jak można odpowiedzieć komuś kto twierdzi że google wyszukuje pierdoły

Głos „racjonalny”:

No weź, kompromitujesz się koncertowo. W internetsach napisali, to musi być prawda? Wiesz, ja parę dni temu czytałem w internecie, że Iluminaci znają źródło darmowej energii, ale trzymają je w leśnych chatkach. Albo że żadne zwierzę z własnej woli nie zje rośliny GMO.

Albo jak guglnąłem informację, którą gospodyni dała w notce którą komentujemy, to oczywiście na pierwszych dwóch stronach dominował ten sam obrazek co u niej,i ta sama, niezgodna z prawdą, infomacja.

Bosh, spotkałem się z głupkami co twierdzili, że wikipedia to niezawodne źródła, ale osoba która mówi, że źródłem takim jest google, to nowość nawet dla mnie, któremu otchłanie głupoty internetowej nie są obce.

O, tu są aluzje do mnie! Tak, naprawdę, to wzruszające, jak oni mnie wielbią, czytają i przeżywają. Jeśli jestem głupią babą, która bredzi, to po prostu wystarczy mnie olać i nie zwracać uwagi, prawda? A tymczasem cokolwiek napiszę, na blogach racjonalistów aż się dymi. Wszyscy piszą notki o mnie i cytują moje słowa.

Popatrzmy więc na „racjonalistyczną” logikę: internetsy to samo bezwartościowe gówno! A co ze stronami i blogami „racjonalistów”, które również są w internetsach i też są indeksowane przez Google? Czy strony internetowe naukowców to też bzdety? W necie publikuje się prace naukowe, w tym również noblistów – więc też są gówno warte?

A prawdę to niby gdzie można wyczytać? W papierowych książkach? Mein Kampf też wydano na papierze. Gdzie tu sens i logika? Tak właśnie „racjonaliści” robią ludziom wodę z mózgu, wprowadzając zamieszanie i odwracając ich uwagę od źródła wiedzy, której nigdy nie znajdziecie w żadnych książkach i TV. Internet to największe zagrożenie dla NWO, bo można tam znaleźć wszystko to, co zablokowała cenzura w pozostających w rękach „unych”, mainstreamowych mediach. Nie szukajcie drogie dzieci w necie, bo to syf z malarią, same astromarie i teorie spiskowe, czytujcie Michnika, on wam najlepiej objaśni, jak wygląda świat.

Wiadomość o Iluminatach i darmowej energii pochodzi nie z „internetsów” i nie z Wikipedii, lecz z papierowej książki, której tytuł podałam i każdy może ją sobie przeczytać.

Wikipedię zdominowali „racjonalistyczni” kolesie cytowanego tu „mądrali” i dlatego rzeczywiście jest ona gówno warta.

Wiesz, ja parę dni temu czytałem w internecie, że (…) żadne zwierzę z własnej woli nie zje rośliny GMO.

Nie zje. Ale tylko wtedy, gdy ma możliwość wyboru, np. dwa żłoby, jeden z GMO a drugi z kukurydzą eko. Kiedy stoi w obliczu śmierci głodowej lub gdy pasza jest wymieszana z innymi, jadalnymi rzeczami, to oczywiście zje. Wyniki badań na ten temat opublikowano w papierowych książkach: „Nasiona kłamstwa” i „Genetyczna ruletka”. Gorąco zachęcam do ich uważnego przeczytania, są do kupienia w księgarniach. Myszy w garażu młodego znajomego autora tych książek zjadły kukurydzę eko, a GMO nawet nie ruszyły.

Głos rozsądku genialnie podsumował „mądrość” mojego gnębiciela:

Bosh, wyglądasz mi na typowy przykład głupio-mądrego produktu korporacji i posłusznych im propagandowych mediów.

Dyskusja trwa dalej, ale ja już wymiękam. Mam dość i idę do innej roboty. Widzę jednak, że nadciągają „racjonalistyczne” posiłki, obawiam się więc, że z pięknego, białego futrzaka już wkrótce zostanie brzydka, mokra i krwawa plama.

PS. Jeśli ktoś nie zrozumiał o co chodzi w tej notce wyjaśniam:

Nigdy nie dopuszczę do tego, żeby w moim blogu odbywały się dyskusje na takim poziomie jak zaprezentowany wyżej.

Słynę w Internecie z szybkiego i bezwzględnego banowania i mam nadzieję, że po tym, co napisałam wszyscy zrozumieli dlaczego jestem tak okrutna.

Tutaj jest cała prawda na temat owej „różowej mazi”, ohydy zaprawianej amoniakiem, którą nie powinno się karmić nawet świń, a która jest dodawana do słoiczków z jedzeniem dla niemowląt i serwowana dzieciom w szkołach. Smacznego. Pseudoracjonalistom broniącym własną piersią dobrego imienia tego obrzydlistwa mam do powiedzenia tylko jedno: nie protestujcie, kiedy nazywam was PSYCHOPATAMI. Tylko psychopata może twierdzić, że to jest żywność i że ujawnianie prawdy na ten temat świadczy o paranoi. Na szczęście Jamie Oliver „wykończył” tę „żywność” i jej producentów.

 

Dlaczego nie wezmę udziału w paradzie gejów?

Zapewne sądzisz, że jestem moherem i elektoratem PiSu. Przykro mi, ale bardzo się mylisz. W żadnym stopniu nie utożsamiam się z jakąkolwiek religią, światopoglądem czy opcją polityczną. Nie deklaruję również przynależności do żadnej „tradycji”, ani „tradycyjnego porządku”, ponieważ żadna tradycja nie jest gwarantem dobra. Tradycja może być czymś dobrym, ale nie musi. Często jest tylko skostniałą formą obyczajową, strzeżoną przez ludzi bojących się każdego rodzaju zmian. Walka z tradycją również nie jest rzeczą dobrą, ponieważ historia świata i ludzkości udowodniła ponad wszelką wątpliwość, że każda bez wyjątku rewolucja kończy się wylaniem dziecka z kąpielą, a więc zniszczeniem „zła” wraz z dobrem. Jako osoba „za, a nawet przeciw” widzę zawsze obie strony medalu i odradzam gwałtowne działania.

Zgodnie z tym co napisałam na winietce bloga nie jestem ani katoliczką, ani ateistką. Nie wyznaję żadnej religii, nie jestem ateistką, ale nie jestem również agnostyczką. Mam taką niezłomną zasadę, że nigdy nie przystępuję do żadnego stada, bo przynależność do niego ograniczałaby moją wolność osobistą i niezależność myślenia. Zapoznałam się z licznymi definicjami agnostycyzmu i żadna z nich do mnie nie pasuje. Tym bardziej nie pasuje do mnie etykietka ateistki, ponieważ ateizm jest równie prostacki w wymiarze duchowym, jak sekta moherów i tak samo jak religia, z którą walczy opiera się na irracjonalnej wierze. O ile ludzie religijni wierzą w istnienie Boga, o tyle ateiści w jego istnienie nie wierzą. Tak czy inaczej oba światopoglądy oparte są na wierze, a nie na racjonalnej wiedzy.

Jako osoba totalnie niezrzeszona i głęboko tolerancyjna uważam, że każdy ma prawo do życia jakie mu odpowiada i że nikt nie powinien być prześladowany z powodu swoich wyborów. Szanuję wszystkie religie, preferencje seksualne (z wyjątkiem pedofilii), dowolne formy rodziny (monogamię, poligamię itp.) itp., ale uważam, że są to sprawy prywatne i że nie ma powodu, żeby obnosić je na sztandarach.

Skoro jestem za tym, żeby usunąć ze szkół i urzędów państwowych krzyże, jako symbol wywyższenia katolicyzmu ponad pozostałe religie i ateizm, nie mogę popierać dominacji i demonstrowania przynależności do jednej z wielu istniejących orientacji seksualnych. Bądźmy logiczni i konsekwentni.

Żadna parada równości nie zagwarantuje homoseksualistom akceptacji społecznej. Powiedziałabym, że nawet może się stać przeciwnie: jak widać wyzwala to agresję ze strony konserwatywnej części społeczeństwa. Ale deptanie praw ludzi dorosłych i plucie w twarz środowiskom przywiązanym do tzw. „chrześcijańskiej moralności” jest niczym w porównaniu z inwazją na młodą i niedojrzałą psychikę naszych dzieci, bez względu na to, w jakiej tradycji są wychowywane. Narażanie dzieci na kontakt z rzeczami, do których nie dorosły i jeszcze nie powinny nic o nich wiedzieć jest rzeczą niezwykle ryzykowną. Rodzice małych dzieci powinni w dniach poprzedzających paradę wyjechać z nimi do ciemnego lasu, gdzie nie dotrą echa tej parady i zrezygnować z włączania wszelkich mediów. Cieszę się, że nie mam małych dzieci i że nie muszę przeprowadzać z nimi pod presją sytuacji rozmów uświadamiających. Wystarczy, że z powodu akcji plakatowej i telewizyjnego jazgotu zostałam zmuszona do rozmawiania z nimi o aborcji, chociaż były w takim wieku, w którym jeszcze nie powinny nic o tym wiedzieć.

To naprawdę zdumiewające, że ludzie rządzący mediami i władze Kościoła (to aluzja do akcji antyaborcyjnych) nie wiedzą takich rzeczy i swoim nieodpowiedzialnym działaniem narażają dzieci na urazy psychiczne. Równie niepojęte, że psycholodzy nie grzmią i nie wzywają władz do opamiętania.

Po raz kolejny zwracam uwagę czytelników na to, że przeciwieństwa są tym samym i że świat faluje: od skrajności w skrajność. Mnie jest naprawdę obojętne, czy moje dzieci zostaną narażone na traumę psychiczną z powodu akcji oszołomów religijnych broniących „wartości chrześcijańskich”, czy przez zgraję ateistów z ich ideami „tolerancji” i „postępu”. Każdy postęp kończy się przegięciem w przeciwną stronę, więc możemy być pewni, że po latach wstydliwego ukrywania się homoseksualiści nie tylko się ujawnią, ale bycie homo stanie się trendy i seksy, a młodzież będzie się na ten styl snobować.

Ośmielę się wyrazić swoją opinię, że przynależność do religii i orientacja seksualna to rzeczy, które zaliczają się do sfery prywatnej, a nawet intymnej. Mnie bardzo razi demonstracyjne i wyzywające obnoszenie się ze swoim katolicyzmem. Podobnie razi mnie demonstrowanie swojej seksualności, bez względu na to, czy jest ona homo czy hetero.

I na samo zakończenie: jeśli chcesz przetestować swoją tolerancję i otwartość zastanów się, jaki jest twój stosunek do lekarzy homeopatów, zielarzy, astrologów, radiestetów i jasnowidzów. Na próbę wyobraź sobie, że organizują oni w twoim mieście paradę równości i tolerancji dla różnych światopoglądów. Jeśli masz ochotę złapać kij bejsbolowy i walić w nich jak popadnie, to nie jesteś osobą tolerancyjną, lecz światopoglądowym fanatykiem, takim samym jak fundamentaliści religijni lub użytecznym idiotą na usługach systemu i nie myślisz, lecz pozwalasz, żeby różnej maści ateistyczni i „racjonalistyczni” guru robili ci wodę z mózgu.

Udowodnij, że nie jesteś wielbłądem, czyli nasze niezbywalne prawa pod ostrym ostrzałem psychopatów

Wolę być uleczony przez ignoranta niż uśmiercony przez sławę medyczną – profesor Julian Aleksandrowicz (cytuję z pamięci, ale sens jest zachowany)

Unikam tak zwanych „dyskusji” z tak zwanymi „racjonalistami” i bez skrępowania przyznaję się, że z okrutną bezwzględnością zbanowałam ich wszystkich w swoim blogu. Zrobiłam to z kilku powodów:

  • Wbrew temu, co tak ochoczo deklarują, wcale nie krzewią oni rozumu ani nie są zainteresowani naszym dobrem i dbałością o nasze bezpieczeństwo. W rzeczywistości interesuje ich wyłącznie władza i terror, ponieważ jako rasowi psychopaci świetnie się bawią grając ludźmi niczym pionkami na planszy do gry. Prawdziwym celem ich działań jest pozbawienie nas wolności pod pretekstem chronienia nas przed iluzorycznymi zagrożeniami, nierzadko (a raczej bardzo często) przez nich cynicznie aranżowanymi.
  • Nie działają oni spontanicznie, jak każdy z nas, komu zdarza się czasem pod wpływem emocji napisać komentarz na onecie czy w forum Gazety. Ci ludzie to prawdziwa sfora internetowych wilkołaków, a jedną z ich agend, miejscem, gdzie się skrzykują, żeby ruszyć do zorganizowanej akcji zwalczania wolnych myśli i wolnych ludzi jest blip i tag „ttdkn”, na którym się wyżywają. Pewnie nie jest to jedyne takie miejsce, ale to akurat jest mi bardzo dobrze znane.
  • W dyskusji prowadzonej przez normalnych ludzi chodzi o wymianę opinii i podzielenie się z innymi własnymi przemyśleniami. W rzekomej „dyskusji” z psychopatycznymi trollami racjonalistycznymi chodzi wyłącznie o całkowite pokonanie przeciwnika, co uzyskują oni przez zmasowany atak (wszyscy na jednego), zasypanie go ogniem dywanowym demagogicznych i dezorientujących, a nawet wręcz cynicznie kłamliwych argumentów i w końcu wyczerpanie go energetyczne. Pod tym względem są oni wampirami energetycznymi o wręcz zabójczych właściwościach.
  • Ludzie (?) ci (postawiłam znak zapytania, ponieważ czasem mam wrażenie, że to cyborgi bez duszy) są mistrzami w stosowaniu cynicznych, socjotechnicznych sztuczek, dzięki którym skutecznie manipulują osobami nie posiadającymi wystarczająco silnego kręgosłupa światopoglądowego i duchowego i oczywiście młodzieżą. Małolaty szczególnie łatwo dają sobie wcisnąć ten kit „racjonalistycznej troski o dobro głupiego społeczeństwa”, tak rzekomo podatnego na irracjonalne impulsy i wszelkie „szaleństwa tłumów”. Młody człowiek z godnością dystansuje się od tego zabobonnego i prymitywnego motłochu, chętnie stając po stronie „rozumu” i „trzeźwego oglądu rzeczywistości”. Nikomu na tym blogu nie muszę tłumaczyć, że ten rzekomy „trzeźwy racjonalizm” jest w istocie kolejną warstwą matrixowej iluzji, którą mami się ludzkość.

Dziś chcę pokazać jeszcze jedną psychopatyczną sztuczkę, która omamiła ludzi do tego stopnia, że przestają oni widzieć fakt, że cała logika argumentacji została postawiona na głowie. Impulsem stała się dyskusja na Facebooku z pewnym racjonalistycznie zafiksowanym (jak sądzę młodym) człowiekiem, kategorycznie domagającym się przedstawienia solidnych dowodów na nieszkodliwość terapii, stosowanych przez medycynę alternatywną. Autor notki broniąc się przed tą dziwną argumentacją użył słów „nie przerzucajmy się terminologią socjologiczną”. Nic dodać, nic ująć. Ale do rzeczy…

Zacznijmy od tego, że (PRZYNAJMNIEJ JESZCZE NA RAZIE) w prawie obowiązuje zasada, iż człowieka uważa się za niewinnego dopóty, dopóki nie udowodni mu się winy. To samo dotyczy medycyny naturalnej.

To nie medycyna naturalna ma udowodnić, że nie szkodzi. To jej przeciwnicy, jeśli rzeczywiście posiadają takowe, muszą przedstawić SOLIDNE dowody na to, że szkodzi. Jak dotąd żadnych mających jakąkolwiek wartość dowodów nie widziałam, natomiast stale jesteśmy bombardowani oszczerczymi oskarżeniami pod adresem witamin, ziół, suplementów i naturalnych terapii. Pisze się na przykład, że rynek suplementów wart jest miliony dolarów, ale autorzy posługujący się takim argumentem ani słowem nie wspominają o kosmicznych wręcz przychodach koncernów farmaceutycznych (setki miliardów dolarów) ani o kosztach, jakie wszyscy ponosimy utrzymując alopatyczne szpitale, leczące rzekomo „za darmo” (czyli za kasę, którą państwowy Janosik wydziera siłą każdemu, również w pełni zdrowemu i nigdy nie korzystającemu z usług medycyny obywatelowi).

Nie będę pisać o tym, że zarabia się nie na zdrowiu, lecz na chorobie, bo pisałam o tym wiele razy i nie chcę nudzić. Zwrócę uwagę na coś innego: cała ta dyskusja jest jałowa i pozbawiona sensu. Jaki jest sens wyważania otwartych drzwi? W czasach, kiedy u nas panował komunizm i jako społeczeństwo byliśmy pozbawieni praw obywatelskich, wolni obywatele państw Europy Zachodniej, od dawna cieszący się demokracją i umiejący z niej korzystać, wywalczyli prawo do korzystania z usług medycyny naturalnej i wolność decydowania o tym, w jaki sposób życzą sobie być leczeni. Uregulowania te zostały przyjęte przez Unię Europejską, która przyznaje pacjentom prawo do odpisania kosztów takiej terapii od podatków. Skoro cywilizowana Europa uznała homeopatię, ziołolecznictwo i inne rodzaje terapii naturalnych za legalne i przyznała obywatelom prawo do decydowania o sposobie leczenia, to dlaczego my, jeszcze nie umiejący korzystać w pełni z demokratycznych praw, nie mielibyśmy zrobić tego samego? Uczmy się od tych, którzy radzą sobie lepiej niż my.

Jesteśmy wolnymi ludźmi i żyjemy w wolnym (podobno) kraju. Kto nie wierzy, niech czyta:

KONSTYTUCJA RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ

Rozdział I

RZECZPOSPOLITA

Art. 1.

Rzeczpospolita Polska jest dobrem wspólnym wszystkich obywateli.

Art. 2.

Rzeczpospolita Polska jest demokratycznym państwem prawnym, urzeczywistniającym zasady sprawiedliwości społecznej.

Art. 3.

Rzeczpospolita Polska jest państwem jednolitym.

Art. 4.

1. Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu.

2. Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio.

Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu” i „Naród sprawuje władzę przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio”.

Ten kraj należy do nas i to my tu rządzimy, a politycy są po to, żeby wykonywać naszą wolę i nam służyć, a nie po to, żeby nas terroryzować i nami pomiatać.

Nikt nie jest upoważniony do tego, żeby dyktować pełnoletniemu obywatelowi, jak ma żyć, czy i jaką religię wyznawać, jak wychowywać własne dzieci, czym się odżywiać, czy i jak się leczyć, czy się szczepić, czy chodzić do wróżek i astrologów, korzystać z kasyn, oglądać pornografię, pić alkohol, zażywać narkotyki itp. Nadmiar prawa jest szkodliwy, a prawo ingerujące w osobistą sferę życia ludzkiego jest prawem faszystowskim i totalitarnym.

Na zakończenie zastanówmy się nad tym, kto z uczestników sporu o medycynę naturalną kieruje się logiką, a kto ślepą wiarą.

Psychopaci narzucili światu nie podlegające dyskusji przekonanie, że skuteczność homeopatii jest żadna, a pacjenci kierują się wyłącznie kwestią wiary. Natomiast onkologia i stosowana przez nią chemioterapia jest według nich skuteczna i bezpieczna, a leczenie to jest racjonalne.

Przyjrzyjmy się więc trzeźwo faktom.

Na tej stronie jest tabelka dotycząca skuteczności leczenia nowotworów na całym świecie w latach 1990-2004. Popatrzmy więc na wyniki, pokazujące przeżywalność w okresie 5 lat po kuracji.

Szok?

Gdyby lekarz homeopata osiągnął równie „wielkie sukcesy” w mordowaniu swoich pacjentów poszedłby siedzieć i do końca życia nie wyszedłby z więzienia, a media szalałyby z furii, opisując nikczemność szarlatana, rzeźnika i mordercy, mającego czelność nazywać siebie lekarzem. Szkoda, że te jazgotliwe media nie pokazują porównania statystyk wyleczeń, uzyskiwanych przez naturoterapeutów i onkologów ani nie pytają pacjentów o opinię na temat skuteczności terapii, jakiej się poddali.

Wyleczonych przez naturoterapeutów pokazuje się w TV jako zgraję zabobonnie „wierzących” w homeopatię stetryczałych babć i dziadziusiów, których opinia jest nic niewarta, ponieważ pochodzi od sklerotyków i jest „nienaukowa”. Któż by się przejmował świadectwem takiego marnego staruszka, który PEWNIE wierzy w płaską ziemię i NA PEWNO cały dzień słucha Radia Maryja. Tymczasem nie każda babcia musi być zabobonna (każdy się zestarzeje, te przemądrzałe niunie z portalu Racjonalista również z czasem się pomarszczą i zwiędną niczym wiosenne kwiaty, czy wtedy również zostaną zaliczone do ciemnych bab słuchających RM?), a z usług homeopatów korzystają ludzie w każdym wieku, od niemowląt po starców, w tym osoby z wyższym wykształceniem, a nawet tytułami naukowymi. Szkoda, że TV ich nigdy nie pokazuje i ignoruje ich opinię.

Na zakończenie trochę czarnego humoru, jak najbardziej na temat. Oto absolutnie genialny filmik „The Future for Online Poker Players?” czyli „Przyszłość graczy w pokera online?” (tłumaczenie niepotrzebne, każdy jest w stanie domyśleć się, o co chodzi).

Trochę kabaretowej rozrywki

Ostatnio było zbyt poważnie, a nawet smutno, więc pośmiejmy się trochę. Globalne ocipienie klimatu znowu skuło świat tęgim mrozem, niech śmiech nas rozgrzeje. Dobrej zabawy życzę.

UWAGA:

W tym skeczu występują słuchacze Radia Maryja i ksiądz prowadzący audycję i nikt ponadto, a pod filmikiem z nagraniem audycji nie ma i nigdy nie było ŻADNEGO komentarza od autorki bloga.

Oznacza, że nie napisałam tu niczego, co można nazwać szkalowaniem Radia Maryja i jego twórcy, pana Rydzyka (nie napiszę „ojca”, ponieważ ten pan nie jest moim ojcem). Dlatego nie widzę powodu, żeby zatwierdzać komentarze sugerujące, że jestem nietolerancyjna lub że kogoś obrzucam błotem.

Chyba, że ktoś uzna, iż ta audycja sama przez się jest tak kompromitująca, że można ją uznać za szkalowanie Radia Maryja. W takim razie Radio Maryja oszkalowało się samo, bez mojego udziału, ale o to nie można mieć do mnie pretensji.

W związku z tym zablokowałam możliwość dodawania komentarzy, a wyzywający mi Malok trafił na czarną listę spamerów. Nie widzę powodu, żeby kontynuować tę dyskusję w stylu „Radia Erewań„.

Drogi Nowy Porządku Świata

Ogromne wojska, bitne generały,
Policje – tajne, widne i dwu-płciowe –
Przeciwko komuż tak się pojednały?
– Przeciwko kilku myślom… co nienowe!
[Norwid]

Drogi Nowy Porządku Świata, pozdrawiam Cię gorąco. I ostrzegam Cię, że będzie Ci jeszcze goręcej, kiedy wkurzony lud powstanie, żeby zburzyć nową Bastylię. Na razie wydaje Ci się, że jesteś górą, bo masz na usługach usłużne i doskonale przeszkolone policje oraz uzbrojonych po zęby i zahipnotyzowanych żołnierzy gotowych mordować bez litości, masz gadające w jedną stronę i robiące ludziom wodę z mózgu, a co jeszcze gorsze – wrednie kłamiące media, a my mamy gołe zadki i puste ręce. My nie mamy nawet kijów ani płyt chodnikowych, którymi moglibyśmy się bronić, ale na szczęście coś przegapiłeś. Pozwoliłeś na rozkwit Internetu, dzięki któremu Twoje głupie owieczki mogą wreszcie poznawać ukrywaną przed nimi prawdę. Popełniłeś wielki i nie do naprawienia błąd. I już nie zdołasz go naprawić, nawet jeśli całkowicie i z dnia na dzień wyłączysz to medium.

Dzięki temu, że jeszcze mam głos powiem Ci, jakie prawa duchowe obowiązują w tym świecie. Pierwsze i najważniejsze z nich brzmi : NIE PRZEGINAJ PAŁY! Bo pała zbyt mocno przegięta odskakuje w stronę przeciwną z siłą równą tej, której użyto do przeginania. A nawet z jeszcze większą. Jeśli więc przesadzisz z brutalnością i przemocą, może się zdarzyć, że brutalność i przemoc pokona Ciebie. Mówiąc bardziej naukowo: reakcja jest zawsze proporcjonalna do akcji.

Dopóki nakładałeś na nas ciężary stopniowo, drobnymi kroczkami, odbierając nam zarobki i dokładając obowiązków oraz dyskretnie pozbawiając nas praw obywatelskich, jakoś to znosiliśmy. Wielu lunatyków nawet nie zauważyło, co się święci. Kiedy jednak się rozzuchwaliłeś i chciałeś ugryźć zbyt wiele na raz, okazało się, że powstała silna opozycja. Ja już dawno pisałam, że chcesz połknąć zbyt wielki kęs na raz i że grozi Ci zadławienie. I widzisz, że miałam rację? Już pierwsza próba zniewolenia ludzkości przymusowymi szczepieniami stanęła ci w gardle. Opozycja okazała się tak silna, że nawet TVN musiał na chwilę przestać kłamać, a pan Rzecznik  Praw rzekomo Obywatelskich, a w rzeczywistości Rzecznik  Interesów Koncernów Farmaceutycznych musiał odpuścić akcję zastraszania prokuraturą Pani Minister Kopacz.

Piszę to, bo wydało się, że jakieś tajemnicze siły grzebią przy moim blogu i cenzurują komentarze moich czytelników, wycinając z nich niewygodne fragmenty, a nawet kasując (na szczęście czasowo) moje posty.

To, co dwukrotnie zostało przez tajemnicze siły wycięte z komentarza czytelniczki zostanie opublikowane tutaj:

> „czy na prawdę wierzysz że w obecnej sytuacji medialno politycznej taki głos może coś zmienić ? ” <

– jak widać MOŻE, skoro już udało się przystopować zapędy przynajmniej Rzecznika Praw Obywatelskich.

> „pokazać jak wielu nas pozytywnie myślących i ‘niebojących’ jest przynajmniej w sieci. ” <

– Właśnie pokazujemy.

Jeśli sądzisz, że mnie zastraszysz, to się mylisz. Możesz mnie zabić, ale wiedz, że idee są nieśmiertelne. Zabij mnie, proszę bardzo. Możesz mnie uciszyć, ale wiedz, że zaraz wyrośnie kilku moich następców. 23 października tak pisałam na blipie:

Drodzy inkwizytorzy dowolnej idei: religijnej czy racjonalistycznej, próżne są wasze wysiłki. Nie ma takiej siły, która mogłaby zwalczyć dowolną ideę. Idee są nieśmiertelne, zarówno te najlepsze, jak i najgorsze. Ludzi można zamykać w więzieniach, zsyłać na galery, a nawet zabijać, ale idea, o którą oni walczą zawsze odrośnie jak trawa. Nie da się zniszczyć duchowości, prawdy, ateizmu, faszyzmu. No, nie da się, choćbyście się ze….., nie tacy jak wy cwaniacy próbowali, palili nawet na stosach i co? I nico, nie zwyciężyli. „Zabobonów” też nie da się zwalczyć. Może więc warto sobie odpuścić, co? Szkoda czasu i energii, żeby marnować je po próżnicy. Szkoda krwi, żeby ją przelewać. Zwycięstwa i tak nie będzie, chyba, że wysadzicie w powietrze całą planetę. Warto bronić tylko jednego: wolności. Kiedy psychopaci próbują zniewolić ludzkość i narzucić jej swoje chore uregulowania, trzeba ich powstrzymać.

„Możesz go zabić – narodzi się nowy” – Czesław Miłosz (cytat dzięki Obywatelowi)

Jeśli inni autorzy blogów  na WordPress mają podobne doświadczenia, proszę o wiadomość, z góry dziękuję.

Awantura o krzyże

Buszuję sobie po sieci i nadrabiam zaległości prasowe, ale prawdę mówiąc, w dobie awantury związanej ze świńską grypą wszystko inne wydaje się marnością i nudą (nota bene w gazetce onet.kiosk od tygodni nie ma nawet najmniejszej wzmianki o grypie i szczepieniach – czyż to nie zdumiewające?) Właściwie tylko dwa tematy wydały mi się godne zatrzymania na chwilkę. Pierwszy to oczywiście sławny już wyrok w sprawie krzyży, a drugi dotyczy politycznej poprawności. Pewnie nie chciałoby mi się maglować tematu krzyży po raz nie wiadomo który, gdyby na horyzoncie nie pojawił się zupełnie niespodziewany gracz.

Jakieś 1500 lat temu Europa wpadła w sidła katolicyzmu, który (jak wszyscy wiemy z lekcji historii) szybko zamienił się w totalitaryzm religijno-światopoglądowy i tkwiła w tym niemal nieporuszona do niedawna, ale po tak długim okresie stagnacji musi przyjść czas na zmiany. Na fali politycznej poprawności w Europie uznano (jak najbardziej słusznie), że ani urzędy państwowe, ani szkoły nie są instytucjami religijnymi i muszą służyć wszystkim, niezależnie od wyznawanej religii i światopoglądu, a to oznacza, że nie ma w nich miejsca na żadne symbole religijne. Większość państw (z wyjątkiem oczywiście Polski i Włoch) uznała to za rzecz słuszną. Do szkoły mają prawo (a nawet wręcz obowiązek) chodzić nie tylko katolicy, ale również wyznawcy innych religii oraz ateiści. A tym widok krzyża może sprawiać przykrość. I nie chodzi tu tylko o niemiłą tym grupom manifestację jedynie-słusznej i dominującej pobożności katolickiej, ale (co dla mnie jest najważniejsze) o bezpieczeństwo psychiczne dzieci, które widząc nieszczęśnika przybitego do tego potwornego narzędzia kaźni mogłyby doznać szoku i urazu psychicznego. Pisałam o tym m.in. w tej notce. Co ciekawe symbol ten przeraża i bulwersuje nie tylko ateistów i wyznawców innych religii, ale również przedstawicieli innych odłamów chrześcijaństwa, np. Świadków Jehowy i Chrześcijan Dnia Sobotniego.

Od niedawna śledzę zmagania ugrupowania, zwącego się Wolni chrześcijanie wszelkich kultur na całym świecie na rzecz Chrystusa Kazania na Górze (co za długa nazwa!), którzy postawili sobie za cel pozbawienie Kościoła Katolickiego prawa do używania nazwy „chrześcijański”. Sześciu oskarżających (teolog, lekarz, dwóch dziennikarzy oraz dwóch prawników) uzasadnia swoje wystąpienie w pięciostronicowym liście, dlaczego – z ich punktu widzenia – Kościół utracił prawo do nazywania się „chrześcijańskim”.

„Krzyż z ciałem – głęboko niechrześcijański symbol!”

„Wyrok, który jest wskazówką dla wszystkich krajów europejskich” – tymi słowami skomentował Alfred Schulte, rzecznik Wolnych chrześcijan wszelkich kultur na całym świecie na rzecz Chrystusa Kazania na Górze, wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, dotyczący obecności krucyfiksu we włoskich szkołach publicznych. Sąd przyznał rację obywatelce włoskiej, która pragnie chronić swoje dzieci przed konfrontacją z krucyfiksem zawieszonym w klasie szkolnej. Według A. Schulte ścisły rozdział Kościoła i państwa jest przykazaniem zgodnym z nauką Jezusa z Nazaretu, który powiedział: „Oddajcie cesarzowi, co cesarskie, a Bogu, co się  Bogu należy!”.

A. Schulte stwierdził: „Szczególnie jako chrześcijanie biorący na poważnie duchowe dziedzictwo Nazareńczyka mamy wielką wyrozumiałość dla obywateli wielu krajów europejskich,  u których  prezentowanie człowieka, torturowanego i okrutnie zamordowanego na krzyżu wywołuje zgorszenie, szczególnie jeśli konfrontowane są z tym dzieci.  Przedstawianie w ten sposób śmierci Jezusa było dla pierwszych chrześcijan zupełnie nieznane. Jeszcze w III wieku jeden z pierwotnych chrześcijan, Minucius Felix, napisał: ‘Również do krzyży nie modlimy się i nie jest naszym staraniem, by tak czyniono’. Jeśli w zamian za to używany byłby prachrześcijański symbol prostego, drewnianego krzyża, to najprawdopodobniej do konfliktu by nie doszło”.

Takie obrazowe przedstawianie ukrzyżowanego ciała nie symbolizuje zwycięstwa Jezusa, Chrystusa,  nad cierpieniem i śmiercią, lecz  uwiecznienia w makabryczny sposób Jego rzekomą klęskę wobec sił ciemności. Martwy człowiek na krzyżu nie może już nic powiedzieć – to bardzo odpowiada kapłanom, którzy nie tylko skazali Go na krzyż, lecz do dnia dzisiejszego przekręcają w Jego imieniu Jego naukę. Dlatego też oskarżyliśmy Kościół watykański i Kościół luterański o zaniechanie: Nie powinni dłużej nazywać się ‘chrześcijańskimi’!”

W 36-stronicowym pozwie ‘Wolnych chrześcijan’ wniesionym  przeciwko Kościołowi watykańskiemu (…)  skierowano do niemieckich biskupów między innymi te słowa:  „Codziennie od nowa przybijacie Jezusa, Chrystusa, do krzyża, bo czynicie inaczej, niż On tego pragnął. A potem w triumfalnym pochodzie wleczecie Go po ulicach jako zmarłego na krzyżu, chociaż On zmartwychwstał, i obnosicie się z Nim jak ze zdobyczą, którą upolowaliście”.

Jak z tego widać krzyż nie podoba się nie tylko ateistom, agnostykom i osobom bezwyznaniowym, ale również chrześcijanom.

Zdjęcie krzyży ze ścian instytucji państwowych nie oznacza bynajmniej prześladowania katolików ani ograniczania ich prawa do wyznawania religii. Mogą ją wyznawać do woli, w miejscach do tego wyznaczonych i we własnych mieszkaniach, gdzie mogą wieszać krzyże nawet na wszystkich ścianach we wszystkich pomieszczeniach. Mogą je nosić również na swoich prywatnych szyjach i jako kolczyki w uszach, jeśli taka jest ich wola. Jednak urzędy i szkoły nie są ich własnością, należą one do wszystkich ludzi, bez względu na wyznanie.

Nie zdjęcie krzyży ze ścian oznacza pogwałcenie praw ludzi nie będących katolikami. Muszą oni tolerować wszechobecność symboli, które są im obce i których akceptować nie mają obowiązku. Zmuszanie ludzi do obcowania z nieakceptowanymi symbolami kojarzy się z totalitaryzmem – przypominam, że w czasach okupacji wszędzie wisiały znienawidzone swastyki, a za komuny sierpy i młoty i podobnie jak obecnie obywatele nie mieli w tej kwestii nic do gadania.

PS. Polska nie jest krajem katolickim, lecz demokratycznym i konstytucyjnym. Katolicyzm nie jest naszą tradycją. Został nam narzucony ogniem i mieczem przez obce mocarstwo. Naszą tradycją było pogaństwo!

Moje spotkanie z homeopatią

U mojego, wówczas ok. 10-letniego synka, badanie USG, przeprowadzone w Centrum Zdrowia Dziecka, wykazało kamień w nerce. Oczywiście ta diagnoza wywołała moje przerażenie, a gdy spytałam lekarkę, w jaki sposób można się tego kamienia pozbyć, moje przerażenie wzrosło jeszcze bardziej. Widząc moją minę pani doktor powiedziała, że ma telefon do lekarza homeopaty i jeśli jestem zainteresowana niekonwencjonalnymi metodami działania, to mogę zadzwonić do niego i spytać, czy może mi pomóc. Zgodziłam się z nadzieją i już wkrótce siedziałam z dzieckiem w poczekalni.

Lekarz obejrzał wyniki badań, po czym zadał dziecku całą serię dziwnych i nietypowych pytań, np. czy nerka bardziej boli gdy się schyla, gdy stoi w pozycji pionowej, czy gdy się położy. Po badaniu otrzymaliśmy kropelki i małe kuleczki do ssania. Po jakimś czasie zgłosiliśmy się na badanie kontrolne. Syn znów odpowiadał na dziwne pytania i znów otrzymał lekarstwa, tym razem inne.

Po kilku miesiącach lekarz kazał zrobić kontrolne badanie USG. Udaliśmy się więc ponownie do CZD. Poproszono nas o pokazanie wyników poprzedniego badania, a dziecku kazano położyć się na leżance. Przeprowadzający badanie lekarz sprawdzał kilkakrotnie kable, stukał w monitor i kręcił głową ze zdziwieniem, po czym stwierdził, że chyba aparat się popsuł. Kazał więc przejść do innego. Tam sytuacja się powtórzyła. Gdy i trzeci aparat nie wykazał obecności kamienia, lekarz poczuł się sfrustrowany i stwierdził, że kamienia nie ma, a więc musiało go nie być już przedtem i że ktoś postawił złą diagnozę. Patrząc na nas ironicznym wzrokiem oświadczył lekko pogardliwym tonem, że najprawdopodobniej poprzednie badanie było przeprowadzone przez niewłaściwie przeszkoloną osobę, w gabinecie nie posiadającym stosownych uprawnień i na niedobrym sprzęcie.

Bez słów pokazałam mu opis wykonany na papierze firmowym CZD i podpisany nazwiskiem szanowanego specjalisty. Lekarza lekko zatkało, po czym spytał, czy i ewentualnie w jaki sposób leczyliśmy naszego syna. Gdy poinformowałam go, że jest to wynik stosowania leczenia homeopatycznego, lekarz nie ukrywał wściekłości i po prostu wyrzucił nas brutalnie za drzwi.

Najwyraźniej był to bezkrytyczny i fanatyczny wyznawca prawd objawionych, przekazanych mu przez jakiegoś sławnego, szanowanego i będącego wielkim autorytetem nauczyciela akademickiego, dla którego medycyna alternatywna była nie czym innym, jak tylko znienawidzoną szarlatanerią. I cóż z tego, że pan doktor miał oto przed sobą niezbity dowód skuteczności homeopatii i że mógł się dzięki temu czegoś dowiedzieć i nauczyć. Dla dogmatyka obiektywna prawda się nie liczy. Jeśli dowody podważają świętą teorię, to trzeba te dowody ukryć.

Przeciwieństwa są tym samym II, czyli homeopatia przed sądem

Czy coraz bardziej zmierzamy ku totalitarnemu zamordyzmowi i przejęciu całej władzy nad światem przez psychopatów?

I znowu mamy tu jak na dłoni dowód na to, że przeciwieństwa są tym samym. Tak zwani normalni ludzie z reguły zajmują we wszystkich kwestiach stanowiska neutralne lub agnostyczne, w przeciwieństwie do psychopatów, którzy zawsze opowiadają się po stronie skrajności, a co gorsze, są przekonani, że cel uświęca środki. Nieważne, ilu myślących inaczej podepczą po drodze. Nie liczy się dla nich obowiązujące w państwie prawo, rozum, niepodważalne dowody ani logika, lecz ich własne, pozbawiające rozumu dogmaty („to jest niezgodne z nauką” / „to jest niezgodne z nauką Kościoła”). Oni zawsze są przekonani, że  tylko oni mają rację i tylko oni znają prawdę, więc jest dla nich oczywiste, że mają prawo narzucić reszcie społeczeństwa swoje wierzenia siłą (to, w co wierzysz ty się nie liczy). Nie szanują prawa innych ludzi do życia według własnych zasad, ponieważ nie tolerują żadnej wolności myśli ani działania. Takich właśnie ludzi werbowali dyktatorzy pokroju Hitlera czy Stalina, a najbardziej przerażający jest fakt, że wśród tych bezwzględnych aparatczyków najwięcej było lekarzy.

Medycyna alternatywna ma zniknąć z powierzchni ziemi nie dlatego, że szkodzi (śmiertelność na onkologii wynosi 98%, ale nikt z tego powodu nie żąda delegalizacji tego działu naukowej medycyny) lub jest nieskuteczna (2% skuteczności onkologii to tylko listek figowy, bo 0% byłoby wstyd wpisać na listę sukcesów), lecz dlatego, że kilku gniewnych fanatyków z czysto (irr)acjonalnych, a raczej dogmatycznych powodów jej nie toleruje („to jest niezgodne z nauką”). Ludzie ci postanowili działać w myśl zasady: cel uświęca środki. Tak jak woda drąży skałę, tak oni drążą prawo i będą to robić dopóty, dopóki nie skoroduje, a wtedy je  zmienią według własnego kaprysu. I cóż z tego, że homeopatia jest legalna i szanowana w całym cywilizowanym świecie, cóż z tego, że pacjent ma prawo do samodzielnego wyboru metody leczenia, cóż z tego, że homeopatię praktykują lekarze z co najmniej II stopniem specjalizacji? Co z tego, że żadnemu homeopacie nie zmarł żaden pacjent? Co w końcu z tego, że to medycyna alopatyczna truje, szkodzi i morduje ludzi niczym obóz w Auschwitz? To wszystko nie ma znaczenia. Bo i tu i tam chodzi o dogmat. Dla katolików ostatecznym autorytetem jest ich święta księga, a dla materialistycznych racjonalistów wyrocznią jest „metoda naukowa”. Nie liczą się skutki, lecz wyłącznie wierność zasadzie.

Naczelna Rada Lekarska raz już pozwała homeopatię przed oblicze sądu i proces sromotnie przegrała. Jak dowiadujemy się z dzisiejszych „Faktów” (w cudzysłowie, bo takie to są właśnie „fakty”) TVN, tym razem Konstanty Radziwiłł postanowił uderzyć nie w homeopatię, lecz w konkretnego lekarza, doktora Jana Baranowskiego z Poznania.

Powinnam tu pewnie wyrazić swoje najświętsze oburzenie. Ale są granice absurdu. Kiedy się je przekroczy robi się zwyczajnie śmiesznie.

Tak, panie Radziwiłł, grubo przekroczył pan granicę śmieszności. I o co będzie pan oskarżał tego biednego doktora? Czy udowodni mu pan, że jest mordercą? Że jego leki trują, okaleczają lub zabijają? Czy ten doktor ma jakąkolwiek szansę w konkursie z dowolnym, a zwłaszcza „wybitnym” onkologiem, w kategorii „roczna średnia zgonów powierzonych mi pacjentów”? Skoro tak się pan pali do karania lekarzy, niech się pan weźmie za diabetologów i onkologów, których działalność już dawno powinna zostać zdelegalizowana z powodu okaleczania i mordowania pacjentów. Wbrew temu, co twierdzi medycyna alopatyczna cukrzyca jest chorobą całkowicie i w krótkim czasie uleczalną. Podobnie jest z nowotworami i praktycznie wszystkimi innymi chorobami „nieuleczalnymi”. Jeśli ktoś umiera na te choroby, to wyłącznie na własne życzenie i z niewiedzy, wynikającej z wiary w autorytet lekarzy.

Jeśli prawo jest prawem możemy być pewni, że doktor Baranowski wyjdzie z tej potyczki jako zwycięzca, a nawet w myśl zasady, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, jego sława i kariera po tym incydencie rozkwitną. A jeśli nie, to miej nas Boże w opiece, bo będzie to znak, że skończyło się prawo i że zostaliśmy całkowicie oddani na pastwę psychopatów.

Jeśli w Polsce wciąż jeszcze obowiązuje prawo, to doktor Baranowski może spać spokojnie. Nikogo nie zabił, nikt z pacjentów nie oskarżył go o szkodzenie, a nawet wręcz przeciwnie, pacjenci tłumnie przybyli do sądu, żeby zeznawać w obronie swojego lekarza, więc żaden sąd nie ma podstaw, żeby go skazać. Nie ma zbrodni, nie ma kary.

Pan Radziwiłł nie twierdzi bynajmniej, że homeopatia szkodzi i nie zapowiada przedstawienia dowodów na taką tezę. Takie stwierdzenie musiałby podeprzeć jakimiś dowodami naukowym, powołać się na wyniki badań i statystyki, ale takich nie ma. Zamiast tego wysunął bardzo dziwaczny argument: „homeopatia w XXI wieku jest metodą, która powinna być po prostu zarzucona”. Inny argument? Że leki homeopatyczne mają „dziwaczne” pochodzenie: z roślin, zwierząt i pszczół, że się je rozcieńcza i że się je potrząsa. I że pacjenci są PRZEKONANI, że homeopatia działa. Ciekawe, skąd bierze się to ich „przekonanie”? Czyż nie z faktu, że zostali wyleczeni? Domyślamy się – to pewnie dlatego, że są zabobonni i bezrozumnie wierzą w płaską ziemię.

Leki homeopatyczne mają pochodzenie naturalne – co w tym dziwacznego? Tu bynajmniej nie chodzi o ową rzekomą „dziwaczność”, lecz wyłącznie o to, że roślin ani zwierząt nie można opatentować. Oznacza to, że nie można się na nich wzbogacić. Wielką kasę można robić wyłącznie na lekach chemicznych. I tu mamy wyjaśnienie całej tajemnicy. Homeopatia leczy tanio, szybko i skutecznie, a alopatia wręcz przeciwnie. A przecież pacjent musi być dojną krową nie tylko dla lekarzy, ale i dla koncernów farmaceutycznych. Zdrowie jest niedochodowe, zarabia się wyłącznie na chorobach.

Dalej dowiadujemy się, że w Polsce homeopatię praktykuje ponad 5000 DYPLOMOWANYCH lekarzy, a ten proces ma być dla nich przestrogą, że każdy może trafić przed sąd lekarski. A ja ponownie spytam: za co? Czyżby wyłącznie za to, że pan Radziwiłł stawia się ponad prawem i bez powodu pozywa do sądu ludzi, którzy prowadzą w pełni legalną praktykę?

Wszystko to jest kuriozalne, ale najlepsze jest podsumowanie Marka Nowickiego: „Walka Izb Lekarskich z lekarzami, którzy stosują homeopatię jest skazana na niepowodzenie, z bardzo prostej przyczyny: lekami homeopatycznymi pogardza nałka, ale nie pacjenci”.

Nałka to może sobie pogardzać czym chce, ale od wymierzania sprawiedliwości są sądy. A te na szczęście (przynajmniej jeszcze na razie) muszą sądzić według prawa. Nie ma zbrodni, nie ma kary.

Tak na marginesie: oba przeciwieństwa, czyli Kościół z jednej strony i racjonaliści z drugiej dziwnie zgodnie zwalczają te same idee, o czym pisałam wielokrotnie. Wszystkie skrajności spotykają się ze sobą…

Z ostatniej chwili: kolejna przegrana NIL w sprawie homeopatii!!!

Lekarz-homeopata uniewinniony po trzyletnim procesie

Sąd lekarski uznał za niewinnego poznańskiego lekarza Jana Baranowskiego stosującego homeopatię. Sprawa o naruszenie Kodeksu Etyki Lekarskiej toczyła się przed Okręgowym Sądem Lekarskim w Poznaniu od trzech lat.\W 2006 roku prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Konstanty Radziwiłł zwrócił się do okręgowego rzecznika odpowiedzialności zawodowej w Poznaniu o przyjrzenie się metodom leczenia doktora Baranowskiego. Za pierwszym razem sprawę umorzono. Po odwołaniu prezesa Radziwiłła wszczęto postępowanie przed Sądem Lekarskim w Poznaniu.

Jan Baranowski zapewniał, że jest niewinny. „Nie naruszyłem Kodeksu Etyki Lekarskiej” – mówił lekarz jeszcze przed ogłoszeniem wyroku:

Baranowski podkreślał, że stosuje leki homeopatyczne, które są dopuszczone do obrotu. Tymczasem według Naczelnej Rady Lekarskiej, homeopatia nie jest uznaną metodą leczenia w Polsce.

Do Sądu Lekarskiego przyszło dziś kilkadziesiąt osób, które wspierają doktora Baranowskiego. Na rozprawę mogli wejść tylko lekarze z prawem do wykonywania zawodu.

Promotor homeopatii

Jan Baranowski od 2003-ego roku jest prezesem Wielkopolskiego Stowarzyszenia Homeopatów Lekarzy i Farmaceutów w Poznaniu. Wielokrotnie zwracał się do ministerstwa zdrowia o uznanie homeopatii jako metody terapeutycznej i wpisanie jej na listę dodatkowych umiejętności lekarskich.

Szacuje się, że w Polsce jest około 5-u-6-u tysięcy osób leczących metodami homeopatycznymi.