Hy Ruchlis

Drodzy pseudo-racjonaliści i inni pseudo-myślący!

Otrzymałam od was mnóstwo pełnych wściekłości i nienawiści komentarzy, które aż strach publikować. Były tam obelgi różnego rodzaju oraz wszelkie możliwe próby poniżenia mnie, ale nie było wśród nich ani jednej próby merytorycznej polemiki, która udowodniłaby, że się mylę i że moje wywody są z naukowego punktu widzenia błędne.

Jest to dla mnie najlepszym dowodem na to, że mam rację, a jedynym moim „grzechem”, za który najchętniej spalilibyście mnie na stosie jest podniesienie ręki na wasze święte autorytety. Dokładnie tak samo reagują moherowe berety na krytykę Kościoła lub ich guru Rydzyka, co dla mnie jest potwierdzeniem ezoterycznego prawa mówiącego, że przeciwieństwa są tym samym: są fanatyzmem i dogmatyzmem.

Poniższe słowa kieruję do pseudo-racjonalistów, a nie do ludzi rozumnych, którzy rozumieją, co czytają:

Czytać UWAŻNIE, a w razie problemów ze zrozumieniem tekstu SPRAWDZAĆ DEFINICJE ASTRONOMICZNE W ENCYKLOPEDII!

Komentarze świadczące o niezrozumieniu tekstu i astrologicznej ignorancji komentującego nieodwołalnie lądują w spamie!!!

—————–

„Stracone 11 dni” czyli koronny dowód na to, że wyznawcy (pseudo)racjonalizmu są kompletnie bezmyślni i że brak im elementarnej wiedzy

Hy Ruchlis jest jednym z guru racjonalizmu. Jego (rzekomo) uczące logicznego myślenia dzieła zalecane są przez Uniwersytet Warszawski jako lektura dla studentów. Kiedy widzę takie rzeczy, najpierw włosy stają mi dęba na głowie, a potem zaczynam rozumieć, dlaczego uczelnie wypuszczają rzesze tępych i niezdolnych do samodzielnego myślenia tumanów i fanatyków światopoglądowych.

Dykteryjkę tę, mającą ośmieszać astrologię, a w rzeczywistości demaskującą jedynie nieumiejętność logicznego myślenia i brak elementarnej wiedzy jej autora oraz totalną bezmyślność jego wielbicieli znalazłam na blogu pewnego młodego „racjonalisty”.

„Stracone 11 dni”

Kiedy Jerzy Waszyngton był młody, jego znakiem zodiaku był Wodnik, ponieważ Waszyngton urodził się 11 lutego. Jednak później jego znak zodiaku zmienił się na Ryby, pomimo iż nie zmieniła się jego osobowość. W jaki sposób dokonała się ta niezwykła przemiana?

W połowie XVIII wieku rząd brytyjski przyjął kalendarz gregoriański, zaproponowany w roku 1582 przez papieża Grzegorza XIII. Kalendarz juliański oparty był na roku o długości 365 dni. To jednak jest o ćwierć dnia za mało. W wyniku tego kalendarz stopniowo się opóźniał. Aby zniwelować różnicę, która powstała do połowy XVIII wieku, rząd brytyjski zdecydował, że należy opuścić 11 dni, by móc przyjąć bardziej poprawny kalendarz gregoriański.

Daty urodzenia wszystkich w Królestwie Brytyjskim, włączając w to Jerzego Waszyngtona, zmieniły się nagle o 11 dni. Data urodzenia samego Waszyngtona, pierwotnie 11 lutego, zmieniła się nagle na 22 lutego; tym samym zmienił się również jego znak zodiaku: z Wodnika na Ryby.

To wydarzenie większości z nas może wydawać się zabawne, ale dla wyznawców astrologii może stanowić bardzo poważny problem. Dokładna data urodzenia jest podstawowym czynnikiem w ustalaniu horoskopu. Tymczasem mamy tu do czynienia z sytuacją, kiedy w ciągu życia zmieniają się – w uzasadniony sposób – daty urodzeń milionów ludzi.

Jak astrologowie zareagowali na to poważne zagrożenie dla podstawowej przesłanki ich teorii? W ogóle nie zareagowali! Po prostu postępowali tak jak poprzednio, ignorując „znikające” 11 dni. Nie zrozumieli, jakie znaczenie ma ten fakt dla głównej przesłanki ich konstrukcji myślowej – powinni tymczasem powiedzieć sobie: „STOP. Coś nie gra z tą naszą teorią. Musimy sprawdzić, co”.

[Hy Ruchlis „Jak myśleć logicznie”]

Uważasz, że ten tekst ma sens? W takim razie czym prędzej powinieneś powiedzieć sobie „STOP. Coś jest nie w porządku z moją inteligencją i zdolnością logicznego rozumowania”.

Jeśli po przeczytaniu tej anegdotki śmiejesz się złośliwie, bo jesteś przekonany, że Ruchlis skompromitował astrologów i nie widzisz w tym wywodzie żadnego błędu logicznego koniecznie przeczytaj ten tekst jeszcze raz, tym razem bardziej uważnie i spróbuj uruchomić swoje szare komórki.

Jeśli w dalszym ciągu nie pojmujesz, w jaki sposób zostałeś wyprowadzony w pole, nie martw się – po przeczytaniu moich wyjaśnień masz szansę odkryć, w jaki sposób Ruchlis zbija kapitał na nieuctwie i głupocie „inteligentów”!

A więc do dzieła!

Błąd 1: żadne dni nie mogą tak sobie po prostu zniknąć z roku astronomicznego ani się w nim nagle pojawić, ponieważ jest to fizycznie niemożliwe.

Bez względu na obowiązujący kalendarz rok zwrotnikowy zawsze trwa 365 dni 5 h 48 min 46 s (czyli 365,2422 doby), nawet jeśli niewykształcone władze ziemskie o tym nie wiedzą.

Błąd 2: Słońce za nic ma błędnie wyliczony kalendarz i nie przejmując się tym wędruje po ekliptyce zgodnie z prawami boskimi, astronomicznymi i astrologicznymi, tak więc nie przeniesie się do innego znaku Zodiaku tylko dlatego, że jakiś nieuk nie umie liczyć, nie zna się na ASTRONOMII i brak mu zdolności logicznego myślenia.

Zauważ, że ASTRONOMICZNIE NIC SIĘ NIE ZMIENIŁO. Zmienił się jedynie zapis w  kalendarzu.

Ziemia nie zmieniła swojego miejsca na orbicie wokół Słońca ani Słońce nie przesunęło się na niebie w inne miejsce, zmieniła się tylko konwencja zapisu dat.

Błąd 3: Najzabawniejsze (o ironio!) w tej komedii pomyłek jest to, że pan Ruchlis zdaje się ignorować najważniejszy w tej całej historii fakt:

kalendarz został zmieniony właśnie po to, żeby dostosować go do tego, co widać na ekliptyce, a więc do rzeczywistego położenia na niej Słońca.

Twórcy nowego kalendarza nie przesunęli Słońca ze znaku Wodnika do znaku Ryb, lecz przystosowali kalendarz do rzeczywistego położenia Słońca na ekliptyce!

Królowie, rządy ani papieże nie mają aż takiej mocy, by ruszyć Słońce!!!

Rząd zmienił to, co zmienić był w stanie, czyli kalendarz, który ignorował prawa obowiązujące w astronomii i astrologii, przystosowując go do tego, co każdy astronom i astrolog widział w owym czasie na niebie.

Jest to tak oczywiste, że aż zdumiewające, że można popełnić tak kompromitujący błąd w myśleniu.

Żeby naprawdę dobrze zrozumieć o co tu chodzi trzeba wiedzieć to i owo na temat astronomii. Dlatego od podstaw wytłumaczę niewtajemniczonym co to jest ekliptyka i zodiak (na mojej stronie tłumaczone jest to wielokrotnie i do znudzenia, więc kto już to wie, może ten fragment pominąć).

EKLIPTYKA to wielkie koło na sferze niebieskiej, po którym w swym rocznym obiegu porusza się słońce

Oczywiście wiem, że to ziemia porusza się wokół słońca, ale dla obserwatora stojącego na powierzchni ziemi wygląda to tak, jakby przemieszczało się słońce.

Przed wiekami ekliptykę podzielono umownie na 12 równych odcinków, które nazwano znakami zodiaku.

Te znaki otrzymały nazwy od gwiazdozbiorów, ponieważ w tamtych czasach znaki zodiaku i gwiazdozbiory pokrywały się. Obecnie (na skutek precesji) gwiazdozbiory i znaki zodiaku rozeszły się.

Z tego powodu, jeśli Słońce w danym dniu przebywa w znaku Ryb, to nie może jednocześnie przebywać w znaku Wodnika. Ale może przebywać w ZNAKU Ryb i na tle GWIAZDOZBIORU Wodnika.

Proste i oczywiste? Jak widać nie dla pana Ruchlisa, który jest inteligentny inaczej…

Słówko o gwiazdozbiorach: są to umownie połączone liniami widoczne z ziemi gwiazdy, a więc gwiazdozbiory są wyłącznie produktem fantazji dawnych obserwatorów nieba. Chińczycy, którzy widzą te same gwiazdy wyznaczyli i nazwali gwiazdozbiory zupełnie inaczej niż starożytni Grecy. Tak więc gwiazdozbiory są fikcją. A jednak ASTRONOMIA uznała je i posługuje się nimi, w przeciwieństwie do astrologii, w której nie mają one żadnego znaczenia.

Wróćmy teraz do kalendarza.

Żeby rzecz wyjaśnić jeszcze dokładniej opowiem, w jaki sposób w ogóle doszło do wykreślenia owych 11 (a właściwie 10) dni z kalendarza.

W XVI wieku w stolicy apostolskiej sprawował rządy papież Grzegorz XIII (1502-85). Zauważył on, że z każdym rokiem święta Wielkiej Nocy wypadają coraz później, postanowił więc dowiedzieć się, dlaczego tak się dzieje i coś na to zaradzić. Wezwał w tym celu najsławniejszych astronomów swoich czasów (a było wśród nich zapewne wielu astrologów, ponieważ w tamtych czasach astronomia i astrologia były tym samym) i zadał im pytanie, jaka jest przyczyna zamieszania i co należy uczynić, by wszystko było tak, jak być powinno.

Wtedy astronomowie zaprowadzili go do katedry i pokazali pewien punkt na posadzce. Dokładnie w dniu przesilenia wiosennego punkt ten powinien być oświetlony niewielką plamą słońca, padającego ze szczeliny w sklepieniu katedry. Niestety, od wielu już lat plama słońca padała daleko od miejsca, które wskazali astronomowie. Wyjaśnili oni zatroskanemu papieżowi, że rok naprawdę trwa 365 dni 5 h 48 min 46 s, a nie 365 dni, jak ustalono za rządów Juliusza Cezara. W ciągu wielu lat, które upłynęły od czasów Juliusza Cezara ta niewielka pomyłka skumulowała się i stała się wielką pomyłką. Z tego powodu potrzebna jest reforma kalendarza i przystosowanie go do realiów astronomicznych (a zatem i astrologicznych, ponieważ astrologia posługuje się identycznymi wyliczeniami, jak astronomia).

Po uzyskaniu tych wyjaśnień papież podjął decyzję, że należy wprowadzić nową rachubę czasu. Nowy kalendarz zaczął obowiązywać 4 października 1582 roku. Po tym dniu datę zmieniono na 15 października, opuszczając 10 dni. W ten sposób kalendarz juliański został zastąpiony kalendarzem gregoriańskim.

Ten drobny zabieg wywołał ogromne oburzenie ludu, który uznał, że papież ograbił ludzi, kradnąc im 10 dni z życia. Z tego powodu wybuchły gwałtowne zamieszki.

Po wykreśleniu owych 10 dni z kalendarza następnej wiosny plama słońca powróciła na właściwe miejsce na katedralnej posadzce. My wiemy, że stało się tak z powodu wykreślenia 10 dni z kalendarza, ale pan Ruchlis i zachwycone jego „mądrością” bezmyślne owieczki wierzą w to, że papież przesunął Słońce z Wodnika do Ryb!!! Zdumiewające!!! I kto tu jest ciemnym matołkiem?

Kalendarz ten, chociaż słuszny z astronomicznego punktu widzenia wcale nie stał się jedynym kalendarzem obowiązującym w całym świecie. W 1582 r. przyjęły go kraje katolickie (w tym i Polska), kraje protestanckie wprowadziły go dopiero w XVIII wieku, a kraje Europy Wschodniej, Bałkańskie oraz Turcja – dopiero na początku XX wieku.

Przyjmując rozumowanie pana Ruchlisa musielibyśmy dojść do wniosku, że w krajach protestanckich do XVIII wieku, a w Rosji, Bułgarii, Turcji aż do początku XX wieku Słońce w tym samym czasie przebywało w innych znakach zodiaku, niż w krajach katolickich.

Proszę sobie teraz odpowiedzieć – kto tak naprawdę wyszedł na kompletnego głupca?

Krytykując rzecz, o której nie ma się zielonego pojęcia i wyśmiewając coś, czego nigdy się nie próbowało poznać łatwo o kompromitację…

W dniu, w którym urodził się pan Jerzy Waszyngton Słońce stało dokładnie w 3°24′ znaku Ryb, co każdy astronom i astrolog tamtych czasów mógł stwierdzić używając prostych narzędzi astronomicznych.

Jest przecież zupełnie oczywiste, że dzień, który był zapisany w kalendarzu juliańskim jako 11 lutego 1732 roku, a w kalendarzu gregoriańskim jako 22 lutego 1732 roku to astronomicznie (gwiazdowo) jest ten sam dzień.

Wygląda na to, że pan Ruchlis jest błędnie przekonany, że astrologia wyciąga jakieś wnioski z zapisu samej tylko daty urodzenia – czyżby z zawartych w niej cyferek? – w takim razie myli astrologię z numerologią.

W anegdotce mamy tak piramidalne nagromadzenie kłamstw, bzdur i kompletnych idiotyzmów, że aż trudno uwierzyć, że Uniwersytet Warszawski może to przyjąć za dobrą monetę. A jednak może. Właściciel witryny, z której pobrałam tę anegdotkę, człowiek z wyższym wykształceniem, zdemaskował nie astrologię, a jedynie swoje własne nieuctwo.

Chcąc obliczyć jakikolwiek horoskop musimy ustalić najpierw jaki jest obiektywny czas, ponieważ bez tego popełnimy mnóstwo błędów i uzyskamy rezultaty takie same, jak pan Ruchlis, czyli pozbawione wszelkiego sensu.

Obecnie Efemerydy podają daty według kalendarza gregoriańskiego, ale w czasach, gdy obowiązywał kalendarz juliański wyglądały one odpowiednio do wymogów tamtych czasów. Mówiąc inaczej:

Efemerydy zawsze podają rzeczywiste, astronomiczne pozycje planet na tle znaków zodiaku (NIE GWIAZDOZBIORÓW!!!) niezależnie od tego, jaki stosujemy kalendarz.

Takim obiektywnym, można powiedzieć „kosmicznym” czasem, bez którego w ogóle nie da się obliczyć żadnego horoskopu jest CZAS GWIAZDOWY, który jest niezależny od obowiązujących aktualnie kalendarzy, stref czasowych i miejsca na ziemi. Czas gwiazdowy jest to „kąt godzinny punktu Barana”. Na tej podstawie wyliczamy czas uniwersalny, czyli CZAS SŁONECZNY ŚREDNI południka w Greenwich.

Dla podanego w anegdotce przykładu nie musimy przeliczać go na czas strefowy (lokalny), gdyż Greenwich jest dzielnicą Londynu, musimy jednak to zrobić, jeśli obliczamy horoskop dla każdego innego miejsca na świecie.

Już samo określenie „czas słoneczny średni” wyjaśnia praktycznie wszystko. Jest to czas, wynikający z obserwacji położenia Słońca na niebie, czyli na ekliptyce.

Ekliptyka podzielona jest na 12 równych, 30-stopniowych odcinków, zwanych znakami Zodiaku. Tak więc wystarczy jedno spojrzenie w efemerydy, by od razu wiedzieć, w którym stopniu którego znaku Zodiaku przebywa Słońce w danym dniu bez względu na to, czy obowiązuje w danej chwili kalendarz juliański, gregoriański czy francuski rewolucyjny.

* * * * *

DLA WYJĄTKOWO OPORNYCH – jeszcze raz, na skróty:

Jeśli wciąż tego nie rozumiesz, proponuję przeanalizować ten tekst jeszcze raz, po kolei – żeby zrozumieli nawet oporni, czyli ci, którzy popsuli sobie mózgi czytając książki pana Ruchlisa i ucząc się „logiki” na takich kursach jak ten…

Kiedy Jerzy Waszyngton był młody, jego znakiem zodiaku był Wodnik, ponieważ Waszyngton urodził się 11 lutego. Jednak później jego znak zodiaku zmienił się na Ryby, pomimo iż nie zmieniła się jego osobowość. W jaki sposób dokonała się ta niezwykła przemiana?

Jeśli człowiek urodził się w dniu, w którym Słońce stało w tym 30-stopniowym sektorze ekliptyki, który umownie został nazwany znakiem Ryb, to znaczy, że przebywało ono w znaku Ryb a nie Wodnika i żadna siła nie zmieni tego faktu. Nie zmieni tego zmiana kalendarza na gregoriański, francuski rewolucyjny ani jakikolwiek inny. Tego dnia Słońce było tam, gdzie było i nic na to nie da się zaradzić. Jeśli tego nie rozumiesz, to nie poddawaj się, zaraz wyjaśnię to jeszcze dokładniej.

W połowie XVIII wieku rząd brytyjski przyjął kalendarz gregoriański, zaproponowany w roku 1582 przez papieża Grzegorza XIII. Kalendarz juliański oparty był na roku o długości 365 dni. To jednak jest o ćwierć dnia za mało. W wyniku tego kalendarz stopniowo się opóźniał. Aby zniwelować różnicę, która powstała do połowy XVIII wieku, rząd brytyjski zdecydował, że należy opuścić 11 dni, by móc przyjąć bardziej poprawny kalendarz gregoriański.

Otóż to. Kalendarz był błędny, mylił się i opóźniał, czyli nie uwzględniał rzeczywistego położenia Słońca na ekliptyce. Słońce natomiast się nie myliło ani nie opóźniało i w rzeczywistości w tym spornym dniu było w Rybach, a nie w Wodniku. Słońce z całą pewnością nie przystosowuje się do błędnych kalendarzy, lecz robi swoje. Wiedział o tym każdy astrolog tamtych czasów, ponieważ miał lunetę i umiał liczyć, dzięki czemu nie dawał się oszukać kalendarzowi.

Daty urodzenia wszystkich w Królestwie Brytyjskim, włączając w to Jerzego Waszyngtona, zmieniły się nagle o 11 dni. Data urodzenia samego Waszyngtona, pierwotnie 11 lutego, zmieniła się nagle na 22 lutego; tym samym zmienił się również jego znak zodiaku: z Wodnika na Ryby.

Jest zupełnie oczywiste, że dzień, który był zapisany w kalendarzu juliańskim jako 11 lutego 1732 roku, a w kalendarzu gregoriańskim jako 22 lutego 1732 roku to ASTRONOMICZNIE czyli GWIAZDOWO jest ten sam dzień. W tym dniu, bez względu na to, jak go zapisano w kalendarzu, Słońce stało dokładnie w 3°24′ znaku Ryb, co każdy astronom i astrolog tamtych czasów mógł stwierdzić używając prostych narzędzi astronomicznych, np. lunety.

To wydarzenie większości z nas może wydawać się zabawne, ale dla wyznawców astrologii może stanowić bardzo poważny problem. Dokładna data urodzenia jest podstawowym czynnikiem w ustalaniu horoskopu. Tymczasem mamy tu do czynienia z sytuacją, kiedy w ciągu życia zmieniają się – w uzasadniony sposób – daty urodzeń milionów ludzi.

Pan Ruchlis zdaje się ignorować najważniejszy w tej całej historii fakt, że kalendarz został zmieniony po to, żeby dostosować go do rzeczywistego położenia Słońca na ekliptyce. To nie astronomia przystosowuje się do kalendarza, to nie Słońce zmienia położenie na niebie po to, żeby dopasować się do nieprawidłowo obliczonego kalendarza, lecz to ten kalendarz dostosowuje się do rzeczywistego położenia Słońca na ekliptyce. Osiołek z tego pana Ruchlisa, aż wstyd.

Do obliczenia horoskopu astrolog potrzebuje dokładnej daty urodzenia, na podstawie której ustala on tzw. „czas gwiazdowy”, czyli czas uniwersalny, obowiązujący we wszechświecie. Na podstawie czasu gwiazdowego oblicza on czas lokalny, a do tego potrzebne jest jeszcze miejsce urodzenia oraz podany z dokładnością do 15 minut czas tego zdarzenia. Dzięki takiej metodzie postępowania żaden astrolog nie da się nabrać na żadne sztuczki z kalendarzami ani mylnymi konwencjami zapisu dat. Dlatego w tamtych czasach wszyscy ludzie na świecie żyli w błędzie, oprócz astrologów i uczonych astronomów, którzy doskonale wiedzieli o tym, że kalendarz się myli…

Jak astrologowie zareagowali na to poważne zagrożenie dla podstawowej przesłanki ich teorii? W ogóle nie zareagowali! Po prostu postępowali tak jak poprzednio, ignorując „znikające” 11 dni. Nie zrozumieli, jakie znaczenie ma ten fakt dla głównej przesłanki ich konstrukcji myślowej – powinni tymczasem powiedzieć sobie: „STOP. Coś nie gra z tą naszą teorią. Musimy sprawdzić, co.

A na co mieli reagować? Dla astrologów i astronomów nic się nie zmieniło, ponieważ nie bacząc na obowiązujący kalendarz zawsze wiedzieli oni w którym stopniu którego znaku przebywa Słońce w interesującym ich momencie. A że nie wiedział tego lud, a nawet sam papież? Dla mędrców nie ma to żadnego znaczenia.

Zainteresowanych obiektywną prawdą o astrologii zapraszam na blog Wszystko co chcielibyście wiedzieć o astrologii (FAQ) i na moją stronę www, gdzie demaskuję wszystkie znane mi racjonalistyczne, sceptyczne i kościelne kłamstwa na temat „królewskiej wiedzy”.

15 myśli nt. „Hy Ruchlis

  1. O Cudowna Mistrzyni Słowa (argumentu, precyzji, logicznego wykładu) AstroMario – każdy Twój tekst to uczta, nawet jeśli jest czytany po wielekroć.
    Dawkins, Hy Ruchlisy & co… – koń jaki jest, każdy widzi (a przynajmniej ma szanse przejrzeć na oczy po przeczytaniu Twoich zdań), więc Ty nie zniechęcaj się i nie ustawaj w dezawuowaniu cynizmu, hucpy, podłości i głupoty.
    Nie wygląda na to, by prędko stopniały bezmiary odmóżdżenia i bezwzględności we współczesnym otoczeniu, czyli przed Tobą spora jeszcze orka na tym ugorze. Bowiem „orzesz” znakomicie, LEPIEJ niż wieeelu innych. To jest nie do przecenienia.
    Toteż powtarzam: chwała Ci, ŻE JESTEŚ, że prowadzisz swoją stronę i hojnie nam udostępniasz swe teksty, że chce Ci sie pisać! Jesteś POTRZEBNA! Każdy myślący, kto trafia na Twoja stronę i Twoje teksty – może się DUŻO nauczyć. Z wieloma Twoimi wypowiedziami niejedni się identyfikują, w tym i ja – he he! … choć nie zawsze mam okazję, by o tym od razu napisać.
    Dzięki Ci. Pozdrawiam bardzo serdecznie. N.

  2. Boszzz, ależ moje ego się nakarmiło.

    Mam propozycję – jeśli znajdziesz jakiś tekst podobny do tego, który tu „zmiażdżyłam”, to czym prędzej daj mi link, żebym mogła go poznać i odpowiednio potraktować. Dawno nie zaglądałam na strony młodych racjonalistów, więc nie wiem, co się tam dzieje. A chyba warto czasem dać popalić takim oszustom intelektualnym.

  3. Z wszystkim się zgadzam i wiem jak to działa. Natomiast wiadomo, że np. od czasów starożytnych zadziałała precesja i według astronoma powinnam być Bliźniakiem, a nie Rakiem. To jasne, gdy się rodziłam słońce przebywało w znaku Bliźniąt, nie raka na tym opiera się astrologia wedyjska.
    Niestety pomijając tendencyjny tekst Hy Ruchlis, większość racjonalistów za argument podstawowy wysuwa właśnie kwestię „nieprawidłowości” znaków zodiaku w stosunku to faktycznego położenie słońca w dniu narodzin.
    Oczywiście zapewne chodziło jeszcze o jedno, że ludzie urodzeni po zmianie kalendarza w kolejnych latach będą nie wodnikami ale rybami i wszystko będzie ok bo będzie. Normalne że nikt nie jest ani rybą, ani rakiem , ani skorpionem tylko dlatego że słońce było akurat w tym a nie innym znaku ( a tak na serio to nie było). Wiadomo że planety nie zmieniają swojego położenia wraz ze zmianą zegara, kalendarza i czegokolwiek, ale dla astronoma i według jego wyliczeń, znajdują się gdzie indziej i według astrologa gdzie indziej.
    Astrologia, pomimo że rządzi się zasadami, obliczeniami i regułami, to ma w tej materii bardzo dużą przestrzeń, na coś co się nazywa „przyjmujemy że tak jest” hipotezę.
    I sami astrolodzy wykorzystują w swej pracy wiele różnych szkół. Np. spore grono uważa że to planety wpływają na człowieka, wysyłając w jego kierunku potencjały określonych energii, a inni że planety i znaki to jedynie archetypy odbite w człowieku jak matryca raz na zawsze i to człowiek emituje energię z siebie, a niebo jest tylko symbolicznym obrazem tego co się w nim dzieje.
    Jak widać wiele by na ten temat pisać, osobiście przyjmuję zachodnią astrologię klasyczną. Jak coś działa, to warto zatrzymać się i przeanalizować. Nie którym nie działa i nie dostrzegają w niej związku ze swoim życiem, bo nigdy nikt nie ustawił im porządnego horoskopu, a nawet jeśli,to kompletnie nie potrafią zaakceptować, ani zrozumieć tego co w nich siedzi i wtedy właśnie rozpisują się, a że do wszystkich te horoskopy pasują itd. Pewnie, że pasują przecież wszyscy jesteśmy ludźmi, to pewne uogólniane cechy muszą do nas wspólnie pasować, a po co badać się w szczegółach ?

  4. Precesja dotyczy gwiazdozbiorów, a nie znaków zodiaku. W astrologii patrzymy na ekliptykę, gwiazdozbiory nas nie interesują (nie mówię o astrologii wedyjskiej). Dlatego znaki zodiaku się nie przesuwają na przestrzeni wieków (wyjaśniam to dokładnie i łopatologicznie na blogu astrologicznym, a tu można to przeczytać w tekście Młoty na astrologię).

    Żeby wyliczyć horoskop potrzebna jest astronomia, a w astronomii nic nie oszukasz, to nauka ścisła. Reszta (po obliczeniu) to interpretacja i tu dopiero widać co kto umie. Ale z tym jest dokładnie tak samo jak ze wszystkim. Jest wielu muzyków, ale tylko jeden z nich jest geniuszem, jest wielu lekarzy, ale tylko nieliczni są wybitni. W astrologii jest to samo: jeden patrzy i nic nie widzi, a inny od razu wie, co komu w duszy gra.

    Ja się zajmuję astrologią humanistyczną, a nie klasyczną, więc nie ma to nic wspólnego z wróżbiarstwem.

  5. To jeszcze dodatkowy temat którego się nie pojmuje że gwiazdozbiory to nie znak zodiaku. Puki co nie ma możliwości żeby się z tym przebić, możesz pisać, mówić inni też to robią, a i tak na takich kanałach jak Discovery czy Planete, w koło macieju, o precesji jako głównym argumencie na nienaukowość i brak podstawa dla astrologii, nie wspominając o tym że to nie słońce a ziemia krąży wokół słońca itd. albo że Księżyc to nie planeta, nie wspominając o tzw. hipotetycznych punktach w horoskopie.
    A ja stosuję i taką i taką metodę obydwie mają sens, przetestowałam to wiem, że niektóre tranzyty planet przyniosły mi z wyprzedzeniem informację o tym co faktycznie stało się w moim życiu potem.
    A propos interpretacji, jest jak piszesz, można znać nuty, można znać podstawy malowania co nie uczyni z nikogo genialnego artysty. Ale dzieje się tak tylko wtedy gdy ktoś postanawia być utalentowanym, a nie jest z natury.

  6. No i właśnie na tym polega problem – krytykują coś, o czym nie mają pojęcia, co znają tylko z opinii innych, ale sami tego nie studiowali („i nie będą studiować, bo ten przedmiot uwłacza ich godności”).

    Dr Leszek Weres też sądził, że astrologia jest przesądem i postanowił zetrzeć ją z powierzchni ziemi. W tym celu kupił sobie podręczniki z myślą, że je wszystkie naukowo zdemaskuje i ośmieszy i tym sposobem osiągnie założony cel. Ale stało się coś zupełnie przeciwnego: wgryzając się w temat stał się najwybitniejszym w tamtych czasach astrologiem i obrońcą astrologii.

    Niestety, cała banda ignorantów pozostanie na wieki w ignorancji właśnie z powodu wstrętu do nauki i do zdobywania wiedzy.

  7. Dopóki nawet taki autorytet jak p.L Weress będzie ignorowany, a wszystkie informacje na temat astrologii będą celowo wypaczane w oficjalnych szanowanych źródłach przekazu, tak to będzie. A może to i dobrze ? Przecież Astrologia to Królowa nauk i nie dla każdego 🙂
    Trzeba sobie tylko odpuścić, napisać swoje i nikogo nie przekonywać, bo i po co ? To tak jakby instalować nową drukarkę na starych sterownikach i dziwić się że odmawia instalacji.

  8. Astrologia jest dla inteligentnych, czyli dla tych, którzy używają całego mózgu. Ci, którzy ograniczają się do używania jego logicznej połowy nie są w stanie opanować tej dziedziny wiedzy. To jest ułomność, ale taka, która w ogóle nie jest świadoma swojej ułomności, wręcz przeciwnie, tym ludziom się wydaje, że to oni są najmędrsi. Tak już świat jest urządzony i nic na to nie poradzimy. Święta inkwizycja też działała z pozycji wyższości. Oni wiedzieli więcej i lepiej, więc palili na stosie tych, którzy według nich nie wiedzieli. Dla nas przerażająca głupota, a w ich mniemaniu wielka mądrość.

  9. Interesujace, kolejny wytkniety blad panow od robienia prania mozgow.W tym przypadku Ruchlis’a. Mimo ze nie znam sie zbytnio na astrologii i astronomii, przychodzi mi patrzec na cala sytuacje obiektywnie.. I co widze? Jak zwykle mylna hipoteza guru Ateizmu obalona za pomoca paru krotkich zdan.Zaskakujace w tym wszystkim jest jedno – zapewne znaczna czesc „Ateistow” UWIERZY (WIARA!) Temu panu na slowo, tylko dlatego iz jest ich „autorytetem” ma jakis tytul/napisal ksiazke i… No i to chyba wszystkie ich argumenty.Dodatkowym w tym wszystkim paradoksem, jest to iz zapewne malo ktory z nich, bedzie w stanie logicznie (nie „logicznie” tylko logicznie) Przeanalizowac podane przez Pania(jako specjalistke od Astrologii) dowody.Jaki z tego wniosek?
    Dzis nasmiewaja sie, ze „Wierzacy” wierzyli ze ziemia jest plaska – bo tak im wmawiano. A jutro uwierza ktoremus ze swych Guru, ze 2+2=3.(Tylko dlatego ze wyda ksiazke z wdzieczna nazwa „Pitagoras byl chrzescijaninem- Absurd wytropiony”

  10. blad „JAKO ze nie znam sie zbytnio na astrologii(…)” * A wpisalem „mimo”

  11. Witam, jestem tutaj drugi dzień i nie ukrywam pozytywnego zaskoczenia tym blogiem. Trafiłem tu przypadkiem i jestem niezmiernie szczęśliwy z tego „ślepego trafu” każdy artykuł który tutaj znajduję jest w zgodzie ze mną, z tym co uważam i w zgodzie z naturą. W wielu kwestiach, znalazłem tutaj tylko potwierdzenie moich przekonań, a w niektórych odkryłem nowe fakty – na potwierdzenie tego czego się domyślałem, a nie miałem jeszcze dostatecznej wiedzy nt. z różnych przyczyn, ale nie o tym tutaj. Nie jestem wrogo nastawiony, zupełnie przeciwnie… Dodam na samym początku, że kompletnie nie znam się na astrologii i nie wyrobiłem sobie na ten temat własnego zdania, oczywiście nie neguję niczego na starcie bo co oczywiste ( nie dla każdego ) prawa rządzące światem chyba nigdy nie zostaną do końca odkryte i to powinno być jasne dla każdego. W tej chwili jestem uczniem liceum, a jako, że pochodzę z „ultrakatolickiej” rodziny chodzę na religię bo nie mam innego wyjścia. Jakiś czas temu na tejże lekcji dostaliśmy do przeczytania artykuły ws. stanowiska kościoła wobec astrologii. Było to w wersji drukowanej i niestety nie udało mi się tego znaleźć na internecie aby wkleić link. Będę musiał się zdać tylko na to co pamiętam, a pamiętam, że podstawowym argumentem tamtego tekstu było to, że astrologowie dzielą znaki zodiaku na równe 12, z których każdy liczy dokładnie, lub prawie dokładnie tyle samo dni. W rzeczywistości, sprawa wygląda inaczej, a słońce wędrując po ekliptyce przebywa zupełnie różną ilość dni w poszczególnych znakach zodiaku, czego wg nich astrologowie nie biorą pod uwagę. Z góry przepraszam, za być może brak merytorycznego sensu w tym co napisałem ale tak jak powiedziałem wcześniej, nie mam pojęcia o astrologii i w dodatku zdaję się tylko na to, co zapamiętałem z tamtego tekstu a było to ok. 3 miesiące tamu. Powtórzę, że nie jestem wrogo nastawiony, chcę poznać tylko opinię.

  12. @ devlieger: nie podejrzewam każdego odwiedzającego mój blog o wrogie nastawienie. Te czerwone komunikaty faktycznie mogą odstraszać, więc trochę je przeredaguję, a teraz wyjaśnię, że są one przeznaczone dla tzw. racjonalistów, którzy próbowali mi ukręcić głowę za to, co napisałam. Ponieważ wykazywali się przy tym całkowitym brakiem zrozumienia co napisałam, musiałam ich ostro przywołać do porządku. Ale zmienię to, bo faktycznie może to być niezrozumiałe dla reszty czytelników.

    Co do astrologii, to wiem o co chodzi. Krytycy permanentnie mylą znaki zodiaku z gwiazdozbiorami. Mają one wprawdzie takie same nazwy, ale nie są tym samym. Wyjaśniam to w „Młotach na astrologię„. Gwiazdozbiory to skupiska gwiazd o umownie ustalonych konturach. Mają one różne wielkości. Natomiast znakami zodiaku nazywamy równe, 30-stopniowe odcinki ekliptyki. Te odcinki to właśnie znaki zodiaku i jest ich 12. W czasach babilońskich gwiazdozbiory i znaki zodiaku się pokrywały, ale potem, na skutek precesji, rozeszły się. Dokładniej wyjaśniam to w „Młotach”, są tam też linki do haseł w encyklopedii.

    Powtórzę, żeby było jasne: znaki zodiaku mają równo 30 po stopni i leżą na ekliptyce, więc nie podlegają precesji (przesunięciu), a gwiazdozbiory są różne wielkości, składają się z gwiazd i podlegają precesji.

  13. Jeśli -nomia (od nomen) to tylko nazywanie, a -logia (od logos) to jeszcze ma coś do powiedzenia, to znaczy, że astronomia ponazywała i opisała pewne obiekty i prawa, a astrologia ma na ten temat jeszcze coś więcej do dodania.

  14. Wygląda na to, że Astrologowie posługując się stworzonymi wcześniej znakami zodiaku przyjmują w skrytości ducha lucyferiański – teocentryczny (niebocentryczny ) model świata – patrz między innymi widok placu św. Piotra w Watykanie, jakbyśmy to mieszkali wewnątrz naszej planety, a nie jak sugeruje nauka i media na zewnątrz. Nie posługują się gwiazdami i gwiazdozbiorami wiedząc, że są one jedynie sztucznie wyświetlane na tzw. szkle nieba. Biorąc pod uwagę postawioną, powyższą tezę cały układ jest inteligentnym, boskim zegarem i absolutnie nic w nimi nie może mieć cech przypadkowości. Czy zatem faktycznie jesteśmy częścią inteligentnej bio-farmy produkującej LUSZ, gdzie każdy element ma swoje miejsce w czasie ?

  15. Płaska ziemia i niebocentryzm to ostatnio niezwykle popularne teorie. Nie będę się wypowiadać na ich temat, powiem tylko, że horoskop sporządza się dla człowieka lub wydarzenia mającego miejsce na ziemi, trudno więc, żeby nie był on „ziemiocentryczny”. W rzeczywistości jest homocentryczny, bo z punktu widzenia mieszkańca ziemi to właśnie człowiek i ziemia, na której stoi znajduje się w centrum, wokół którego kręci się cały Wszechświat.

Proszę się nie awanturować z powodu moderacji - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s