Medytacja dla zdrowia i pokoju

Co zasiejesz, to żąć będziesz

Uwaga, zaczynamy eksperyment!

Właściwie taki eksperyment był już przeprowadzony wcześniej i to nawet nie raz, przez ludzi uprawiających Medytację Transcendentalną, której nauczył ludzi zachodu Maharishi Mahesh Yogi. Mówiąc w dużym skrócie, eksperyment Maharishiego wykazał, że grupa jednocześnie medytujących osób jest w stanie zmienić pozytywnie rzeczywistość wielkiego, amerykańskiego miasta (m.in. Waszyngtonu). W czasie, gdy grupa medytowała znacząco spadła przestępczość, a nawet ilość wydarzeń „losowych”, czyli wypadków komunikacyjnych. Eksperyment powtarzano w różnych miejscach i okolicznościach i za każdym razem wyniki potwierdzały pozytywny wpływ takich działań na życie miasta.

Nasz eksperyment polega na tym, że rozpoczynamy medytacje o jednej porze (o godz. 9 i 21). Medytują wszyscy, którzy chcą i potrafią, niezależnie od miejsca pobytu. Nie jest również istotne, kto jaki rodzaj medytacji preferuje i dlaczego. Zapraszamy medytujących z mantrą i bez mantry, buddystów, hinduistów, chrześcijan, przedstawicieli dowolnych religii i bezwyznaniowców oraz duchowych uzdrowicieli dowolnej szkoły.

Zdobądźmy się raz na wspólne działanie, bez podziałów i kłótni. Nie słuchajmy prześmiewców, nie dajmy się sprowokować wichrzycielom, „racjonalistom”, sceptykom, niedowiarkom i innym osobom, które potrafią tylko narzekać, straszyć i przedstawiać apokaliptyczne wizje rzeczywistości.

Pamiętajmy o podstawowym prawie duchowym:

Przyciągasz do siebie tylko to, na czym koncentrujesz swoją uwagę i co zasilasz energią swoich emocji.

Każda myśl jest modlitwą. Jeśli masz pozytywne myśli, Twoje życie jest twórcze i radosne. Jeśli twoje myśli są pełne lęków i pesymizmu, lęk w Twoim życiu rozrasta się coraz bardziej, a Ciebie prześladuje pech.

Każdy z nas ma wpływ na to, co dzieje się wokół. I nie chodzi tu o wpływ polityczny, lecz bardzo subtelny: wszyscy dokładamy do ogólnej puli swoją własną cegiełkę emocji. Jeśli ja byłabym sfrustrowana i wściekła, wyżywałabym się na swojej rodzinie, a wtedy moi trzej synowie i mąż zaraziliby się moją frustracją i ponieśli ją dalej: do swoich uczelni, do pracy i rodzin. To oczywiście spowodowałoby lawinę awantur, zadrażnień i żalu we wszystkich miejscach, w których by przebywali. I odwrotnie – jeśli byłabym zrównoważona i pełna miłości, wzmocniłoby to moich bliskich i najprawdopodobniej okazaliby się oni odporni, nawet gdyby byli narażeni na złość i frustrację innych. No i sami nie przyczynialiby się do rozsiewania złości po całym świecie.

Los naszej planety zależy od tego, co czuje większość ludzi. Nie trzeba być jasnowidzem, żeby widzieć i rozumieć, że politykom zależy na tym, żeby ludzie żyli w lęku i wynikającej z tego wrogości. Gdy społeczeństwo się boi, samo domaga się rządów silnej ręki. Gotowe jest wyrzec się praw i wolności obywatelskich na rzecz tyranii, byle tylko uzyskać obietnicę, że będzie to gwarancją spokoju, porządku i bezpieczeństwa. Przerażeni i skłóceni ludzie chętnie wyruszają na wojny, w przekonaniu, że zwycięstwo nad wrogiem zapewni im upragniony spokój i pokój. Niestety, wojny nie niosą ani sprawiedliwości, ani żadnych korzyści zwykłym ludziom. Korzystają na nich wyłącznie politycy, którzy dzięki nim się bogacą i zyskują większe wpływy.

Działania psychopatycznej władzy sprawiają, że Ziemia wibruje bólem, lękiem, nienawiścią i rozpaczą. Negatywne emocje fatalnie wpływają na zdrowie zarówno ludzi, jak i całej, żyjącej planety.

Spróbujmy powstrzymać te negatywne wibracje i zastąpić je pozytywnymi.

Gregg Braden w swoim wykładzie o „cudach” mówi, że wystarczy pierwiastek kwadratowy z 1% danej społeczności, żeby poprzez medytację zneutralizować panoszące się w niej zło. To naprawdę bardzo niewielka grupa ludzi. Sądzę, że jesteśmy w stanie zebrać taką ilość chętnych i jeśli tylko wystarczy nam wiary i wytrwałości, przeniesiemy tę górę zła i rzucimy ją w morze.

Jak medytować?

Nie chodzi o to, żeby się modlić i o coś prosić. To nie działa.

A co działa?

Wytwarzanie pozytywnego nastroju. To jest to, czego potrzebujemy.

Starajmy się wytworzyć jak najwięcej pozytywnych wibracji. Zasiadając do medytacji poczujmy się tak, jakbyśmy już osiągnęli nasz cel, jakby na świecie już panował pokój, harmonia, miłość i szczęście. Nie prośmy o to, czego pragniemy, lecz radośnie dziękujmy, jakby to już się stało i koncentrujmy się na tym, jak cudowny jest świat pełen pokoju, zdrowia, miłości i wszelkiego szczęścia.

Ludzie pracujący nad swoim życiem według zasad przedstawionych przez „Sekret” wiedzą, że nie należy o nic prosić. Jeśli prosisz, to znaczy, że odczuwasz brak, a wtedy Twoja podświadomość realizuje to, co wibruje w Twoich emocjach. Czyli… brak, niedostatek, niezaspokojenie! Ale jeśli wyobrazisz sobie, że to masz i poczujesz z tego powodu radość i wdzięczność, wtedy one się zrealizują.

Dlatego NIE PROSIMY o pokój, spokój i zdrowie, lecz za nie DZIĘKUJEMY i czujemy wdzięczność za nie w naszych sercach.

Szczególnie NIE WOLNO wzdychać i prosić, ŻEBY NIE BYŁO PRZYMUSOWYCH SZCZEPIEŃ, PANDEMII GRYPY, WOJNY itp. O czym myślisz, to przyciągasz. Myślisz o grypie, będziesz ją mieć, bo Uniwersum nie rozumie słowa „nie”. Rozumie tylko słowo „grypa” i traktuje to jako modlitwę o grypę. Właśnie dlatego błagalne modły w kościołach o zakończenie zarazy, wojny lub nieszczęścia nie tylko ich nie kończyły, ale wręcz podtrzymywały.

Medytacja nie może być ani za długa, ani za krótka. Optymalny czas to 20 minut. Siadamy na krześle (buddyści na swoich woreczkach ;)) w wygodnej pozycji, kręgosłup musi być wyprostowany, ale nie tak, żeby to powodowało napięcia i dyskomfort. Zamykamy oczy i staramy się zrelaksować. Kiedy jesteśmy już spokojni możemy poczuć wdzięczność i radość za to całe dobro, które dzięki naszym działaniom nadchodzi.

Jeśli ktoś zdecydowanie nie jest w stanie usiedzieć tak długo, to niech się do niczego nie zmusza i przerwie tę sesję – to powinna być przyjemność, a nie ciężka katorga. Jeśli nie uda się za pierwszym razem, uda się być może za drugim, trzecim lub dziesiątym. Medytacja nie zawsze się udaje, o czym wiedzą wszyscy, którzy praktykują, więc nie należy sobie czynić z tego powodu żadnych wyrzutów, a tym bardziej hodować poczucia winy i smutku.

Obecnie wkroczyliśmy w erę, w której zaczyna się budzić świadomość całej ludzkości. Przestajemy funkcjonować jak maszyny, o których pisał Kartezjusz i zaczynamy być ludźmi: świadomymi, wolnymi, niezależnymi. Ale los naszej planety nie jest jeszcze przesądzony. Zależy on od tego, czy przebudzi się owa przysłowiowa „setna małpa”, zmieniając świadomość globalnie, niczym kropla, która przeleje kielich. Postarajmy się, żeby nasza energia tę małpę przebudziła.

„Walczmy” pozytywnymi wibracjami i nie dajmy się przekonać (ani pokonać) tym, którzy nawołują do rewolucji, nabywania broni, stawiania oporu itp. Do czego mają prowadzić takie działania? Chyba tylko do przelewu krwi i jeszcze większej wrogości. Nasi rodzice, bracia, siostry, synowie i córki służący w policji i armii zostaną zmuszeni do strzelania do własnego narodu, a my do rzucania kamieniami w nasze dzieci i krewnych, a po wszystkim, wstrząśnięci, znowu będziemy zadawali retoryczne pytania, skąd w ludziach to bestialstwo i tyle nienawiści.

Pamiętajmy, że każda akcja wywołuje adekwatną reakcję. Co zasiejemy, to będziemy zbierać. Jeśli zasiejemy lęk przed grypą, przed szczepieniami i NWO, to wszystko to zbierzemy. Nasze lęki zmaterializują się i staną się naszą rzeczywistością. Czyż nie lepiej więc zacząć zasiewać pozytywne wibracje?

Ale żeby nie stać się istotami niepraktycznymi i oderwanymi od ziemi działajmy też w realu: podpisujmy petycje, piszmy do naszych posłów i męczmy tych, których wybraliśmy. Przypominajmy im, że to oni mają nas reprezentować i służyć nam, a nie my im.

Lista odtwarzania

Komentujemy tutaj