Kilka słów do psychopatycznych trolli, zwolenników szczepień i klakierów złej nauki

Nie rozumiem i nigdy nie zrozumiem psychicznych degeneratów, którzy agresywnie bronią fałszerstw naukowych, takich jak „wirus odry” i zaciekle tępią prawdę, nazywając ją fałszem albo „nieprawdziwymi wiadomościami”.

Nie rozumiem zatwardziałości serca, która stoi po stronie morderców niewinnych dzieci, zabijanych i okaleczanych szczepionkami i pseudo-lekami. Jakim trzeba być psychopatą z ciężko zwichrowaną psychiką, żeby bronić morderców i poniewierać broniących swoich dzieci rodziców oraz uczciwych lekarzy i naukowców? Co wydarzyło się w życiu tych trolli, że służą czystemu złu i nienawidzą dobra? Jakie straszliwe, traumatyczne doświadczenie z dzieciństwa sprawiło, że wasza psychika została zwichrowana do tego stopnia, że niszczycie wszystko, co prawdziwe i dobre?

Czy wy w ogóle jesteście ludźmi?

Czym różnicie się od fanatyków religijnych, dla których objawienia ich religii są ostateczną i niepodważaną prawdą, w imię której trzeba torturować i zabijać z zimną krwią?

Jesteście dokładnie tacy sami, a waszym świętym bałwanem jest (pseudo)nauka!

Nie potraficie nawet dostrzec, jak bardzo zła i niebezpieczna bywa nauka.

Wiara jest przeciwieństwem rozumu. W rzeczywistości nie wiecie nic i dlatego wierzycie, że nauka jest doskonała i nieomylna.

Ślepo i bezmyślnie wierzycie w to, czego nauczono was w szkołach sponsorowanych przez korporacje kompleksu przemysłowo-militarnego. Oddajecie hołd bałwanom, o których nie wiecie zupełnie nic oprócz legendy, jaką sztucznie stworzono wokół nich i ich rzekomych osiągnięć. Komuś się po prostu opłacało, żeby postawić na ołtarzu nauki psychopatów i oszustów, takich jak Pasteur, bo dzięki wszczepianiu chorób chorują miliardy, więc interes się kręci, a kasa napełnia się brzęczącym złotem.

Tworzycie piekło na ziemi!

Na zakończenie kilka cytatów do samodzielnego przemyślenia:

Jeśli odpowiedzialność za czynniki ekonomiczne, które wywołały II wojnę światową – czyli kartel olejowy i narkotykowy – nie zostanie wywiedziona na światło dzienne, te same czynniki wywołają w przyszłych pokoleniach jeszcze więcej szkód niż naziści – Telford Taylor, amerykański oskarżyciel w Trybunale do Ścigania Zbrodni Wojennych w Norymberdze przeciwko IG Farben, w 1947 r.

Wiara w autorytety powoduje, że błędy autorytetów przyjmowane są za wzorce – Lew Tołstoj

Tylko na nas spójrzcie. Wszystko jest na wspak, wszystko jest do góry nogami: lekarze niszczą zdrowie, prawnicy niszczą sprawiedliwość, uniwersytety niszczą wiedzę, rządy niszczą wolność, główne media niszczą informacje, a religie niszczą duchowość – Michael Ellner

Uczcie się od nauki, że nie wolno wierzyć ekspertom. Każde pokolenie, które odkrywa coś nowego, musi przekazać to następnym, ale musi to wykazać w postaci zrównoważonej mieszaniny poszanowania i jego braku. Tak, aby nasza rasa nie przekazywała młodym swoich błędów, lecz skumulowaną mądrość oraz tę mądrość, że może ona wcale nie być mądrością? – Richard Feynman w eseju „Czym jest nauka”

Dieta, zastrzyki i nakazy będą wytwarzać od bardzo wczesnego wieku rodzaj charakteru i osobistych przekonań, które władze uznają za pożądane, tak aby każda krytyka władzy była psychologicznie niemożliwa (…) Stopniowo poprzez selektywną hodowlę, genetyczne różnice pomiędzy rządzącymi a rządzonymi wzrosną tak, aż staną się niemal różnymi gatunkami. Bunt plebsu stanie się na tyle niemożliwy, na ile niemożliwe jest zorganizowane powstanie owiec przeciwko praktyce jedzenia baraniny – Bertrand Russell, Prawnuk Brytyjskiego Księcia Bedford Johna Russella, Wnuk Premiera Wielkiej Brytanii Lorda Russella, Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury, Królewski Instytut Spraw Międzynarodowych (Chatham House), „Wpływ nauki na społeczeństwo”, 1953

Dzisiejszy świat zamieszkuje 6,8 miliarda ludzi i zmierza do wartości 9 miliardów. Jeśli obecnie wykonamy dobrze zadanie jeżeli chodzi o szczepionki, służbę zdrowia, rozrodcze usługi zdrowotne, wówczas możemy obniżyć tę wartość o być może 10 lub 15 procent – Bill Gates, Wystąpienie na zamkniętej konferencji TED 2010 w Long Beach w Kalifornii

Widzimy teraz, że istnieje rodzaj pomocy zagranicznej, realizującej się poprzez szczepienia i leczenie AIDS, które są niesamowicie efektywne. One wszystkie skupiają się na ratowaniu życia. I dobrą wiadomością jest to, że dokonując tych przełomów populacja w kraju spada – Bill Gates dla CNN

Raport CDC stwierdza, iż wśród kobiet w ciąży zaszczepionych na świńską grypę odnotowano siedem razy więcej poronień. Kobiety zaszczepione na grypę sezonową chorowały trzy razy częściej na tę grypę, zaś szczepione na A/H1N1 chorowały na świńską grypę dziesięć razy częściej.

Są dwa sposoby na łatwe życie: wierzyć we wszystko albo nie wierzyć w nic. Obydwa zwalniają nas od myślenia – Alfred Korzybski

Ludzie mogą zostać dosłownie zatruci przez fałszywe idee i fałszywe nauczanie – Alfred Korzybski

Społeczeństwo zawodzi zupełnie, kiedy trzeba stworzyć wewnętrzne hamulce dla działań, które wywodzą swój początek od autorytetu – Stanley Milgram

Siła autorytetu nie pochodzi od jego właściwości charakteru lecz od jego domniemanej pozycji w strukturach społecznych – Stanley Milgram

Prawda jest prawdą, nawet jeśli wszyscy są przeciw niej, natomiast błąd pozostaje błędem, nawet jeśli wszyscy są za nim – William Penn

Tropiciel spisków jest jak saper: wystarczy jeden błąd, żeby całkowicie stracił wiarygodność!

Miną, na której badacze spisków wysadzili się w powietrze jest teoria płaskiej ziemi.

Celem operacji PsyOp pod kryptonimem „Płaska Ziemia” było dowiedzenie, że tropiciele spisków są idiotami, nieukami i bezmyślnymi baranami, którzy uwierzą w każdą, nawet najgłupszą brednię, jeśli tylko się ją zarekomenduje jako spisek („płaska ziemia, największy spisek wszech czasów!!!„) i dlatego są całkowicie niegodni zaufania. Skoro tak łatwo dali się nabrać na płaską ziemię, to znaczy, że żadne spiski nie istnieją.

Logiczne?

Tak samo „logiczne”, jak wywody pana Dave’a Murphy, czyli wcale!

Tutaj macie dowód na to, że tropiciele rzeczywistych spisków zostali zaliczeni do tej samej kategorii głupców co wyznawcy płaskiej ziemi:

Światli i myślący ludzie wiedzą oczywiście, że wnioskowanie typu „skoro PZ jest kłamstwem, to i szkodliwość GMO też jest kłamstwem” jest nielogiczne i nieuzasadnione. O ile uzasadniony jest wniosek, że łatwowierni i głupi ludzie nie są godni zaufania, o tyle wiara nieuków w PZ nie zaprzecza rzetelnej wiedzy o szkodliwości GMO, o chemtrails, oszustwie klimatycznym, złej medycynie itp.

Oponenci z obu stron barykady kierują się wiarą w cudze opinie, a nie obiektywną prawdą. Dotyczy to również tych, którzy są przekonani, że kierują się nie wiarą, lecz wiedzą i że ich ostoją jest racjonalizm. W rzeczywistości nikt niczego osobiście nie sprawdza ani nie weryfikuje, lecz wszyscy opierają się na tym, co gdzieś przeczytali, do czego ktoś ich przekonał albo co zaświadcza swoim autorytetem ktoś, kogo uważają za eksperta. Ci, którzy dumnie głoszą hasła racjonalizmu i kultu nauki zupełnie nie są w stanie dostrzec oczywistej kwestii: że dziś, również w nauce, liczy się pieniądz i sława, a nie prawda i uczciwość. Jedni uwierzyli na słowo, że ziemia jest płaska, a drudzy, że GMO i szczepienia są bezpieczne. Ani jedno ani drugie nie jest prawdą, ale żeby to odkryć trzeba przeryć się przez stosy, nierzadko wzajemnie wykluczających się, badań i dowodów i przepuścić to wszystko przez filtr własnego osądu.

Przede wszystkim należy kierować się starą, rzymską zasadą: „CUI BONO?” Kto korzysta na tym, że preparuje lub ukrywa dowody?

Kto zyska na tym, że ludzie uwierzą w płaską ziemię? Odpowiedź brzmi: ci, którzy chcą zdyskredytować wszystkich, którzy demaskują spiski.

A kto zyskuje na GMO i szczepieniach? Ci, którzy czerpią z nich zyski finansowe i pozafinansowe, czyli producenci i właściciele patentów oraz czyściciele planety z dwunożnego bydła i bezużytecznych zjadaczy kartofli. Patenty to kura znosząca złote jaja. Jeśli jesteś posiadaczem praw do dowolnego wynalazku, to każdy, kto z tego wynalazku chce skorzystać musi ci zapłacić haracz. Kto jest właścicielem praw patentowych na nasiona (czyli de facto jest właścicielem części tego, co jedzą wszyscy ludzie i zwierzęta na całym świecie) ten nie tylko ma pieniądze, ale i nieograniczoną władzę. Kto kontroluje pieniądze ten kontroluje świat, a kto kontroluje żywność ten ma ludzkość w garści! To nie teoria, to spisek pełną gębą!

Bezkrytyczna wiara w naukę jest tak samo zgubna, jak bezkrytyczna wiara w dogmaty religijne. Jeśli nie widzisz, że nauka stała się sprzedajną k…, to znaczy, że jesteś zaślepiony tak samo jak fanatycy religijni. Mentalność wyznawców bałwana nauki niczym nie różni się od mentalności oszołomów religijnych. Niedawno posłałam do spamu komentarz, którego autor napisał: „jak śmiesz spierać się z ekspertami, przecież dziś nauka poczyniła takie postępy, że zwykły człowiek, taki jak ty, jej nie rozumie”. Zupełnie to samo piszą mi ludzie religijni: „jak śmiesz spierać się z papieżem, przecież on jest nieomylny, bo przemawia przez niego Bóg”.

Ludzie, zacznijcie wreszcie myśleć sami zamiast opierać się na opiniach autorytetów dowolnego sortu!

———————-

Nie uważałam tej płaskiej bzdury za rzecz godną mojego pióra, ale ponieważ misjonarze PZ wciąż i do znudzenia nawracali mnie na tę wiarę rodem z wieków ciemnych zdenerwowałam się i umieściłam w Hyde Parku komunikat tej oto treści:

UWAGA!!!

WPROWADZAM ZAKAZ WSTĘPU DLA WYZNAWCÓW TEORII PŁASKIEJ / WKLĘSŁEJ / PUSTEJ ZIEMI!

Ta bzdura zaczyna zataczać coraz większe kręgi i coraz więcej naiwniaków daje się w to wciągać, a mój blog jest nieustannie nawiedzany przez kolejnych, wprost palących się do nawracania na swoją płaską wiarę misjonarzy.

Mam już tego dość i nie będę więcej tracić czasu na dyskusje na ten temat. Proszę nie okradać mnie z czasu i energii!

Trzeba być naprawdę kompletnym, pozbawionym (nawet płaskiego) mózgu kretynem, żeby wierzyć w te brednie! Łebski, nieszczepiony uczeń szkoły podstawowej jest w stanie odkryć, gdzie kryje się błąd logiczny w wywodach płaskoziemców, ale dorośli, nawet „wykształceni” (w nowym systemie edukacji) magistrowie i doktorzy tego nie potrafią. I co się dziwić, skoro doktor astronomii nie potrafi odróżnić znaków zodiaku od gwiazdozbiorów, a co jest wprost trudne do uwierzenia, wyrzygnął z głębi swojego (chyba płaskiego) mózgu taką oto wielką mądrość: „Przez tysiące lat Ziemia zmieniła swoje położenie względem Słońca”.

Wiara w płaską ziemię jest cechą wieków ciemnych, czyli XXI wieku, w którym nastąpił katastrofalny i nienotowany nigdy wcześniej upadek edukacji. Kolejne reformy szkolnictwa doprowadziły do tego, że ludzie nie potrafią myśleć logicznie (sprawdź hasło „trivium”) i nie posiadają ugruntowanej wiedzy na żaden temat. Szkoły (również renomowane uczelnie wyższe) wypuszczają analfabetów i ćwierćinteligentów, którym można wcisnąć każdy kit i ciemnotę, np. lekarzy pediatrów, którzy szczepią i nie widzą tragicznych skutków tego procederu. Jest to robione celowo, bo korporacyjne rządy nie potrzebują inteligentnych, niezależnych myślicieli, lecz wielorasowego, pozbawionego tożsamości stada baranów do wykonywania niewolniczej, prymitywnej pracy.

Już starożytni wiedzieli, że ziemia jest kulą i umieli obliczyć jej średnicę. Wiedzieli o tym również uczeni w średniowieczu. Słynne ostatnio Towarzystwo Płaskiej Ziemi powstało nie w średniowieczu, lecz w XIX wieku, ale nikt nie potraktował tego poważnie. Obecnie podchwycili i solidnie dofinansowali tę ideę Iluminaci celem ogłupiania i skłócania i tak już ogłupionej i skłóconej ludzkości i jak widać odnieśli wielki sukces, bo już niemal wszyscy uwierzyli, że żyjemy na naleśniku. Musieli wpakować w to naprawdę dużo forsy, o czym świadczą profesjonalnie zrobione filmy (animacje) oraz potężna reklama, oparta głównie na marketingu szeptanym.

Teoria płaskiej ziemi jest tak szeroko lansowana, ponieważ jest idealna do zdyskredytowania tropicieli prawdziwych spisków (chemtrails, Smoleńsk, 911), a przede wszystkim wszystkich, którzy negują korporacyjną, upolitycznioną pseudo-naukę (wiarę w ocieplenie klimatu, toksyczność CO2, biotechnologię i jej sztandarowy „wynalazek” jakim jest GMO, wakcynologię, medycynę rzekomo opartą na dowodach itp.). Jeśli tropiciele spisków dadzą się nabrać na teorię płaskiej ziemi i zaczną ją głosić skompromitują się kompletnie i zrobią z siebie idiotów, którym nikt nie będzie wierzył ani traktował ich poważnie.

Tropiciel spisków jest jak saper: wystarczy jeden błąd, żeby całkowicie stracił wiarygodność.

I faktycznie, tak właśnie się stało – na YT już pojawiły się filmiki, wyśmiewające w czambuł wszystkie „teorie spiskowe”, zarówno religijne jak i tzw. pseudonaukowe. Teza lansowana w nich brzmi: nie ma żadnych spisków, żyjemy w bezpiecznym, doskonale kontrolowanym systemie, w którym nie ma miejsca na jakiekolwiek nadużycia ze strony nauki, medycyny ani polityki, a kto twierdzi, że jest inaczej jest paranoikiem i szaleńcem i powinien poddać się leczeniu psychiatrycznemu.

Nie chciało mi się polemizować z tą płaską bzdurą, ale na szczęście jest ktoś, komu się chciało. To Opolczyk, który wyjaśnia łopatologicznie co i jak, całość jest do przeczytania tutaj. Jego płascy przeciwnicy mają za argument wyłącznie obelgi i oczywiście bany. Po raz kolejny przekonuję się, że wiary nie da się uleczyć żadnymi, racjonalnymi (nie racjonalistycznymi!!!) dowodami i argumentami.

Wiele razy prosiłam, żeby wyznawcy płaskiej / wklęsłej / pustej ziemi wyjaśnili mi zjawisko ruchu wstecznego (retrogradacji) planet! Mimo wielokrotnie ponawianych apeli nie doczekałam się odpowiedzi, w końcu przesłano mi animację z planetami poruszającymi się po orbitach w kształcie fantazyjnych pętelek. I w tym momencie ręce mi zupełnie opadły! Jeśli tak wiele osób jest w stanie uwierzyć w coś tak nielogicznego i niezgodnego z prawami fizyki, to z edukacją jest dużo gorzej niż mogłam przypuszczać.

Wzbudzający powszechny aplauz płaskoziemców filmik z występem Dave Murphy’ego najpierw wywołał u mnie paroksyzmy zagrażającego życiu śmiechu, a potem rasistowską myśl, że ten facet kończył szkoły w jakimś murzynowie. Kolejna refleksja nie jest już tak wesoła: w tym murzynowie uczą się obecnie również białe dzieci, nie tylko amerykańskie, ale wszystkie, na całym, wielkim świecie i dlatego mamy poziom nauczania odpowiedni dla niewolników pracujących na plantacjach, a nie dla błyskotliwych intelektualistów. Może to się komuś nie spodobać, ale prawda jest bolesna: wszyscy jesteśmy niewolnikami. Jeśli chcesz wiedzieć czyją jesteś własnością dowiedz się, kogo nie wolno ci krytykować. Wolter sądził, że nie wolno krytykować rządzących. Pomylił się. Nie chodzi o rządzących, lecz o właścicieli niewolników, w których zamieniono nas wszystkich.

A teraz wysil szare komórki i samodzielnie odkryj, dlaczego ten wywiad powinien cię śmieszyć, a nie oświecać intelektualnie. Ja uznałam, że ten film nie jest godzien obejrzenia już po pierwszym wielkim objawieniu, jakie zapodał swoim bezmyślnym wielbicielom:

Jeśli leci pilot nad krzywizną ziemi powinien obniżać tor lotu co 5 minut, by pozostać dookoła krzywizny

Jeśli nie obniży toru lotu, to (jak się domyślam) odleci w kosmos. Czy to zdanie wydaje ci się logiczne? A może logiczne jest zdanie przeciwne, że jeśli będzie co 5 minut obniżał wysokość, na której leci, to w końcu zaryje nosem w grunt? To drugie zdanie również wydaje się logiczne, prawda? Ale oba te zdania nie mogą być prawdziwe, bo sobie przeczą. Potrafisz odkryć gdzie pan Murphy robi z ciebie idiotę? Jeśli nie potrafisz, to spytaj ucznia szkoły podstawowej, może on będzie wiedział?

 Zamiast bezkrytycznie wierzyć w opowieści pana Murphy weź do ręki encyklopedię (NIE, NIE Wikipedię!!! Mam na myśli poważną, niezafałszowaną przez polityczną poprawność papierową encyklopedię, najlepiej wydaną jeszcze w XX wieku) i sprawdź jak działa żyroskop, wybierz się do obserwatorium astronomicznego i spytaj dlaczego jedne gwiazdy widać, a innych nie widać albo przynajmniej obejrzyj ilustracje w encyklopedii stojącej w biblioteczce dziadka. Rusz mózgiem, bo jeśli tego nie zrobisz każdy „misjonarz” dowolnej teorii zrobi ci wodę z mózgu, a ty pójdziesz za nim jak owca za rzeźnikiem.

I znowu wojna o aborcję!

Od tego tematu, regularnie wyciąganego niczym królik z kapelusza cyrkowego magika, robi mi się niedobrze. A z powodu głupoty narodu, który bezmyślnie daje się wciągać w te wojenki włosy stają mi na głowie z przerażenia.

Ile jeszcze razy ludzie dadzą się na to nabrać?

Ustawa z całą pewnością NIE ZOSTANIE ZMIENIONA ani o 1 literkę. Nigdy do tego nie doszło i nie dojdzie tym razem. Bo w tej odrażającej awanturze nie chodzi i nigdy nie chodziło ani o dobro płodów ani o dobro kobiet (władza i jedno i drugie ma w duuuuużym poważaniu), a tylko i wyłącznie o skłócanie narodu i odwracanie jego uwagi od czegoś znacznie ważniejszego i pewnie bardzo groźnego.

Co knuje władza? Nie wiem. Może znowu podatek katastralny, którego od co najmniej 20 lat nie udało się wprowadzić? Może chazarskie plemię wystąpiło z kolejnymi żądaniami niczym nieuzasadnionych odszkodowań za nie nasze zbrodnie, które zostały spłacone wielokrotnie, wraz z odsetkami ale mimo to wciąż są (i na zawsze pozostaną) niespłacone?

Nie interesuję się polityką, więc nie wiem o co chodzi. Wiem tylko jedno: knują coś bardzo wrednego i nie chcą, żeby naród to odkrył i zaprotestował.

Nie dajmy się w ciągać w to bagno, nie przerzucajmy się argumentami za i przeciw, bo one nikogo nie obchodzą i nikt ich nie uwzględni w żadnej ustawie. Jedynym skutkiem tej awantury będzie niezgoda, a nawet nienawiść między Polakami. Ludzie, czy wy nigdy nie zmądrzejecie???

Jak zostać w Polsce prawnikiem? Cz.2

Dziś parę słów o pracy w kancelariach prawniczych i zarobkach prawników. Po pierwsze zacznijmy od tego, że w kancelariach adwokackich i radcowskich zatrudniani są głównie aplikanci (pomijając oczywiście samych adwokatów i radców prawnych). Jeśli chodzi o studentów prawa, to zazwyczaj pracują oni tam za darmo, czego de facto pracą nie można nazwać, bo wykonują naprawdę wiele czynności, a nie dostają nic w zamian. Czasem jakiś prawnik się zlituje i zatrudni studenta (najlepiej studiów zaocznych, bo ten jest dyspozycyjny), ale robi to tylko dlatego, że za studentów nie nalicza się składek i odpada konieczność wydawania pieniędzy na Skarb Państwa. Aplikanci nie korzystają z tego przywileju, bo studentami nie są, zatem każda próba ich zatrudniania w oparciu o umowę o pracę kończy się zazwyczaj fiaskiem dla aplikanta – no bo przecież płacąc mu nawet minimalną pensję, trzeba te podatki i składki odprowadzać.

Główną formą zatrudnienia aplikanta jest tzw. wolontariat, czasem jakaś umowa o dzieło lub zlecenie. Naprawdę na palcach jednej ręki można policzyć aplikantów, którzy mają umowę o pracę i do tego godziwe warunki pracy i płacy (nie mówię o Warszawie, bo tam to jest zupełnie inny świat, inny w tym złym znaczeniu tego słowa niestety). Mam koleżankę, która przez pół roku pracowała za darmo dla radcy prawnego, po to aby się „lepiej poznać”, po czym po tym pół roku łaskawie (po licznych prośbach i przypominaniach ze strony aplikantki), dziewczyna dostała umowę, oczywiście nie umowę o pracę, bo tu miałaby płatny urlop, chorobowe i inne przywileje. Dostała umowę zlecenie bez żadnych składek i przywilejów pracowniczych. Tu wtrącę, że umowa zlecenie nigdy nie daje prawa pracodawcy do tego, żeby żądał od zleceniobiorcy pozostawania w ściśle oznaczonych godzinach pracy. Zlecenie polega na tym, że sobie sam drogi zleceniobiorco ustalasz czas i miejsce pracy. Praktyka w kancelariach jest jednak inna (prawnicy sami stosują umowy zlecenia, na podstawie których wykorzystują prawa pracodawcy, oczywiście bez przyznawania praw pracowniczych zleceniobiorcom). Kłopot w tym wszystkim polega też na tym, że sami aplikanci i studenci na to pozwalają, a argumentują to doprawdy śmiesznie – tak już jest, tak być musi i tak zawsze było.

Praca w kancelarii czy to dla studenta, czy dla aplikanta jest bardzo ciężka. Im większa kancelaria, tym więcej roboty. Na swoim przykładzie powiem, że jak pracowałem oficjalnie na pół etatu, to dostawałem niecałe 600 zł na rękę. Oczywiście te pół etatu było tylko na papierze, bo oprócz 8 godzin w kancelarii, praca była zanoszona do domu i w weekendy trzeba było pisać różne pisma, bo gonił czas. Co ciekawe w takiej kancelarii byłem tylko ja i jeden radca prawny, nikt poza tym. Próby wyproszenia chociażby 100 zł więcej na paliwo do dojazdów do pracy spełzły na niczym, dlatego też zrezygnowałem po 3 miesiącach, na co moi znajomi stwierdzili, że jestem mega odważny samemu rezygnując z pracy w kancelarii. Nawiasem mówiąc, mój były pracodawca wspomniał, że może mi „pomóc” w tym, że pracy w moim mieście więcej już nie znajdę – bo nie chciałem przedłużyć umowy na takich psich warunkach. Co ciekawe, jak widzę teraz w Internecie, to ogłasza się on mniej więcej co pół roku że potrzebuje nowego współpracownika – widać nikt z nim dłużej nie wytrzymuje.

Kolejne przekręty są takie, że prawnicy zatrudniają bezrobotnych prawników na tzw. staż z urzędu pracy. Za staż dostaje się ok. 900 zł na rękę (czyli mniej niż wynosi minimalna pensja obecnie), pracuje się 8 godzin przez 3 m-ce. Oczywiście pensję wypłaca urząd pracy a nie kancelaria – stąd takie zainteresowanie darmową siłą roboczą. Po tych 3 m-cach pracodawca ma obowiązek zatrudnić stażystę na umowę o pracę. Owszem zatrudnia, ale zazwyczaj na miesiąc, po czym dziękuje stażyście i idzie do urzędu pracy po nowego pachołka- stażystę (czytaj: po kolejną darmową siłę roboczą). I tak w koło Macieju – nikt na to nie reaguje kompletnie.

Prawnicy w moim mieście biorą za ustną poradę prawną od 120 do 250 zł (norma to 200 zł) – nie ważne czy trwa to 10 minut, czy 30, stawka jest oczywiście godzinowa, więc jeśli przekroczysz godzinę choćby o minutę, to bulisz kolejne 200 zł. Nie ważne jest także to, że nic z takiej rozmowy nie wyniesiesz. W tej cenie nie zawiera się jednak sporządzenie żadnego pisma prawnego. Ceny pism rozpoczynają się od 500 zł – napisanie zwykłego wezwania do zapłaty. Jeśli masz jakiś pozew lub apelację to szykuj portfel, ubędzie ci od 1000 zł wzwyż. Oczywiście nie liczę reprezentowania klienta przed sądem – to dodatkowe opłaty. A jak nie wygrasz? No cóż, lekarze też zazwyczaj nie pomagają, a trzepią dużą kasę. Tu jest identycznie.

Dziwi mnie zatem jedno, prawnik zarabia naprawdę duże pieniądze (chodzi o adwokatów i radców prawnych), a mimo tego nie chce płacić godziwej pensji studentom i aplikantom, zasłaniając się tym, że są wysokie składki i podatki – owszem są, ale co szkodzi zrobić umowę na jakąś minimalną sumę, a resztę pensji płacić do ręki – przecież ani prawnik, ani student czy aplikant nie polecą na skargę do skarbówki, no chyba że są wredni i mściwi. Moja kolejna znajoma pracowała za darmo przez 2 miesiące, też żeby „poznać się wzajemnie” z radcą prawnym. Ile to obietnic miała, że po tym czasie będzie miała normalną umowę o pracę, przyszedł więc ten czas i …. podziękowano jej serdecznie za współpracę i pomachano na do widzenia. Dziewczyna zapytała się dlaczego nie dostanie zatrudnienia, na co radca prawny odparł, że nie bo nie i tyle – że ma następnego aplikanta „do wypróbowania za darmo” i czemu ma nie korzystać.

Jak już wspomniałem wcześniej, aplikacja jest odpłatna (mniej więcej 5 500 zł na rok, i tak przez 3 lata). Dużym problemem jest znalezienie patrona, czyli prawnika który na tej aplikacji szkoli aplikanta. Patron powinien być przyznany każdemu aplikantowi, bo takie są zapisy w ustawie. W Warszawie jednak mamy ciekawy czarny rynek – znajdziesz fajnego patrona, jak mu zapłacisz min. 50 000 zł. To niestety nie jest żart, tylko ponura rzeczywistość. Coś co należy się aplikantom za darmo, jak psu buda, jest wyceniane na tak absurdalną kwotę, że nadal ciężko mi w to uwierzyć. Zatem zamiast patron płacić aplikantowi za pracę w swojej kancelarii, to aplikant musi płacić patronowi jako podziękowanie, za to że ten ów patron zgodził się przyjąć aplikanta i żeby ten odwalał za niego całą czarną robotę całkowicie za darmo. Niewolnik płaci swojemu panu, za to że dla niego pracuje. Najgorsze w tym jest to, że aplikanci nie widzą w tym problemu, co więcej chętnie się na takie układy zgadzają. Dla mnie to jest niepojęte i nigdy nie będzie.

Najsmutniejsze w tym wszystkim jest także to, że moi znajomi, którzy przeszli przez ten magiel wykorzystywania, sami robią to samo z obecnymi młodymi prawnikami. Zwracam im na to uwagę, że nie powinni tak robić, bo sami przez to przeszli i miło im nie było (najdelikatniej mówiąc). Na co dostaję odpowiedź, że to jest ich zemsta i teraz będą się mścić na młodych, tak jak mszczono się na nich. I w ten oto sposób nigdy się to nie skończy – bezmyślność takich ludzi jest wręcz porażająca.

Z drugiej strony istnieją prawnicy uczciwi, którzy nie chcą zdzierać z klientów pieniędzy (nie twierdzę, że praca adwokata czy radcy prawnego powinna być darmowa). Niestety wielu z nich kończy tak, że zamyka kancelarię, bo tonie w długach. I tak to jest, że uczciwym ludziom może być ciężej na tym świecie, niż krętaczom i cwaniakom wykorzystującym innych – ale tak jest w każdym zawodzie.

Nie potrafię jednak zrozumieć faktu, że radca prawny oprócz kancelarii, wykłada na uczelni, pracuje 2 3 firmach, uczy na 3 różnych aplikacjach (gdzie za godzinę wykładu ma około 120 zł na rękę – a wykład traktuje zazwyczaj o jego życiu prywatnym i trwa 3 godziny zegarowe), a potem twierdzi że on biedny nie ma z czego dać aplikantowi 100 zł więcej do ręki – już pomijam mój przykład, bo to jest niestety standard wśród prawników. Na czele czarnej listy plasują się niestety takie miasta jak Warszawa, Kraków, czy Gdańsk. Tam to jest taki czarny rynek i zawziętość, że szkoda nawet o tym pisać. Zatem jeśli ktoś chce zostać prawnikiem w Polsce, bez rodziny i znajomości, niech zastanowi się nad tym z 10 razy. Nie twierdzę, że jest to niemożliwe, bo możliwe jest, tylko trzeba brać pod uwagę naszą pokręconą rzeczywistość.

Lavo

Przekręt wszechczasów, część XVI

Parę słów o lichwie

To jest temat, którego wciąż się uczę, nie tak wytrwale jak kiedyś to robiłem, ale chętnie podzielę się tym co już wiem, choć zdaję sobie sprawę, że to tylko kropla w morzu. Ale warto to wiedzieć.

Nie będzie łatwo wytłumaczyć, jakim cudem ten cały syf zwany ekonomią w ogóle działa. Fenomen tego jest tak prosty, że 99% ludzi nie jest w stanie zrozumieć, jak to jest możliwe, więc odrzucają to niemal z mety. W zamian za to, słuchają mądrych ekonomistów, wykresów, stóp procentowych, itp. itd. Większość ludzi zatraciła możliwość zadawania logicznych pytań, takich, które mogą przynieść zrozumienie tematu.

Zanim podzielę się tym, czego już się zdążyłem dowiedzieć, chciałbym zadać kilka pytań, na logikę, bez potrzeby głębokiej analizy systemu finansowego, takie pytania, na które każdy mógłby odpowiedzieć, albo przynajmniej zastanowić się  na chłopski rozum.

To jest fakt, że system upewnił się, że nie wiem NIC o pieniądzach. Nie wiemy skąd się biorą, jaki jest mechanizm ich powstawania, funkcjonowania itd.

Na pytanie skąd się biorą pieniądze – zapewniam was, 99% ludzi zapytanych na ulicy nie będzie miała zielonego pojęcia i będzie tyle teorii, ile ludzi zapytanych. Co niektórzy będą mówić o banku centralnym, cyfrowej walucie itd., ale obawiam się, że konkretnej odpowiedzi nie otrzymacie.

Wszyscy słyszymy, że świat ma długi, nie tylko jeden kraj, nie jedna firma RP, dosłownie wszyscy mają ogromne długi, dług publiczny rośnie tak i tak, i wszyscy są w czarnej dupie. Pytanie:

  1. Jeżeli wszyscy mają długi – to komu są winni? Jeżeli niemal cała planeta jest w długach – to komu? Kto pożyczył ziemianom tyle kasy? Ludzie z Marsa? A jeżeli są sobie nawzajem dłużni, dlaczego nie zredukują sobie nawzajem długów? Komu jesteśmy winni tyle, że wszyscy siedzimy w czarnej dupie?
  2. Jeżeli jest na tej planecie ktoś, kto ma magiczny guzik do produkcji pieniędzy, to czy ta cała kasa naprawdę jest coś warta, tyle żebyśmy my musieli pracować od świtu do nocy, za coś komu zajęło to kilka sekund, kliknąć w klawiaturę albo guzik drukarki???
  3. Skoro wszyscy jesteśmy w długach, jakim cudem jest coraz więcej firm pożyczkowych, banków, lichwy wszelakiej maści? Skoro ludzie nie spłacają „długów”, tych pieniędzy powinno być coraz mniej do pożyczania, a nie więcej prawda? Skoro Jaś nie oddal mi 20 000, to ja mam w swojej kasie o 2 dychy mniej i nie mogę już tych pieniędzy nikomu pożyczyć prawda? Więc nie byłoby dziwne, gdybym nagle ogłosił że pożyczam nie tylko 20 000 ale 50 000???
  4. Skoro prawo bankowe zabrania pożyczania pieniędzy depozytorów, do tego bardzo duża cześć ludzi nie spłaca „pożyczek” jakim cudem powstaje coraz więcej lichwy? Nie, nie drukują sobie na kolanie kasy, o tym później.
  5. Kiedy bank „pożyczył” Jasiowi poł miliona $ na dom, Jaś nie spłacał, bank zabrał dom i sprzedał na aukcji za 300 000, to jest 200 000 $ w plecy? Proszę pomnożyć taki scenariusz razy kilka tysięcy miesięcznie w całych USA i policzyć, ile kasy „stracił” bank, więc jakim cudem rośnie w siłę do takiego stopnia że niedługo będą mieli złote kible? (Detroit – można kupić dom za kilka tys., dom za który bank kiedyś „zakredytował” komuś np. poł miliona $)

Takich pytań są setki, nikt nie zastanawia się dlaczego tak to wszystko wygląda, że może to, co słyszymy na lekcjach ekonomii to nie do końca jest prawda. Ludzie, tęgie głowy, którzy mają kilka liter przed nazwiskiem wiedzą całe gówno o tym, czego uczą. Zapewniam was, że pół godziny przelewania takich informacji do ich wyedukowanej, kwadratowej głowy spowoduje zawiechę systemu myślowego – wiem, bo sam byłem tego świadkiem. Więc nie ma się co dziwić że Jaś ma zero pojęcia, kto i jak go dyma, mnie tylko dziwi fakt, że ludzie nie chcą wiedzieć, to jest przerażające. Wolą pracować w pocie czoła na wyimaginowane pożyczki, które nie istnieją, nie istniały i istnieć nie będą.

Nie mamy prostych odpowiedzi na te pytania obawiam się, nasze zrozumienie mechanizmu pieniędzy jest niemal zerowe, zupełnie tak, jak w medycynie, polityce, szkolnictwie – wszędzie niemal oddajemy sprawę w ręce „profesjonalistów”, czy to w białym kitlu, mundurze czy drogim garniturze. Nie ma w nas już ani krzty ochoty, żeby się dowiedzieć samemu. System „edukacji” i telewizja zrobiły swoje.

Zanim wyjaśnię mechanizm powstawania tzw. „kredytów” napiszę kilka słów o historii biznesu, tzw. commerce i o powstaniu bardzo ważnego prawa finansowego jakim jest BILLS OF EXCHANGE ACT z roku 1882, który do dnia dzisiejszego stanowi filar powstawania kredytów.

To co powiedziałem wcześniej – banki nie mogą pożyczać pieniędzy depozytorów. To jest ustanowione prawnie, ale nawet na logikę: nie trzeba być geniuszem, żeby to zrozumieć. Ile kosztuje mieszkanie w Warszawie? 300 000zl? 500 000 zł? Weźmy pół miliona.

Ile ma statystyczny Jaś w banku? 5 tysięcy? 20 tysięcy? Teraz proszę pomyśleć, ile takich Jasiów musiałoby wpłacić swoje całe oszczędności na sfinansowanie jednego tylko mieszkania. Dla porównania, tu w UK bank LLoyds chyba chwali się w reklamie tv że udzielają kredytu mieszkaniowego w kraju – co 15 minut… rozumiecie? Jaś ma tylko parę tysięcy w banku, a co 15 minut bank przyznaje „kredyt” na mieszkanie warte setki tysięcy… Na wiele, wiele lat…

To po pierwsze, po drugie, jeżeli bank pożyczałby pieniądze depozytorów, co by się stało, gdyby wielu Jasiów zechciało wybrać swoje oszczędności? Nawet jak im będą kazać czekać dzień czy dwa, „kredyt” na mieszkanie potrzebuje wielu lat, żeby się „spłacić”. Nie ma w tym nic dziwnego?

Weźmy pod uwagę to, co mówiłem wcześniej – wielu ludzi podupada i przestaje spłacać „kredyty”. Skąd bank weźmie wtedy pieniądze, żeby pooddawać takim Jasiom, skoro wielu ludzi nie spłaciło „pożyczek”?

To nie są ciężkie pytania, nie potrzeba mieć magistra ekonomii, żeby takie rzeczy przemyśleć, a co więcej – im wyżej wykształcony ekonomista, tym trudniej mu poukładać sobie to w bani.

Skoro bank nie pożycza żadnych pieniędzy, to skąd się biorą fundusze na dom, mieszkanie, samochód? Przecież Jaś, korzystając z tychże mechanizmów może jutro kupić mercedesa. Ten samochód istnieje, fizycznie, ktoś dostał pieniądze na konto i dał Jasiowi kluczyki.

Zanim wyjaśnię, napiszę słówko o historii biznesu, kiedy jeszcze większość wartościowych rzeczy, jak złoto itp., była przewożona na statkach, które tonęły i były napadane przez piratów.

Ludzie biznesu ówczesnych czasów zaczęli się drapać w głowę. Coraz więcej tracili majątku na rzecz zatoniętych statków, napadów, piratów. Postanowili wprowadzić system, gdzie sam produkt, jak złoto, nie będzie musiał być transportowany. Nie musiało opuszczać sejfu właściciela, wystarczyło, że ten wysłał kuriera z dokumentem, na którym było napisane, że następuje transfer majątku. Taki dosłownie paragon, który drugi człowiek – ten który to otrzymał mógł spieniężyć bądź wymienić na inny towar. Tak narodził się BILLS OF EXCHANGE ACT, który działa do dnia dzisiejszego. To w telegraficznym skrócie, ale będzie potrzebne do zrozumienia pieniędzy.

Pamiętacie, jak pisałem o tym, że my – my wszyscy – jesteśmy wspólnie właścicielami ziemi Polskiej i wszystkiego co na niej i w niej się znajduje? To ma ogromną wartość monetarną, ogromną, i nie należy do rządu – należy do ludzi. My jedynie daliśmy swoją część w zarząd RP, po to, żeby zarządzali tym w mądry sposób i na naszą korzyść (wiem, że jest dokładnie odwrotnie).

Więc skoro bank nie ma prawa pożyczać pieniędzy depozytorów, nie drukuje sam, ile mu się podoba, to skąd są fundusze na dom dla Jasia? Bills of exchange act się kłania i majątek Jasia – część zasobów Polskiej ziemi.

Dzisiaj Jaś idzie do banku pogadać o „pożyczce” na swoje wymarzone M. Bankier zbiera dane Jasia, żeby upewnić się, że ten nie wisi już nikomu nic, że nikt nie przeszkodzi owemu bankowi kroić Jasia przez najbliższe 25 lat…

Jaś dowiaduje się, że jest OK, i zaczyna wypełniać papiery, podpisuje umowę o kredyt i wraca do domu. Będzie teraz czekać, aż bankier zadzwoni, że mogą sfinalizować umowę i Jaś dostanie siano na mieszkanie.

Po roku 2008 jeden z czołowych bankierów UK powiedział takie słowa: „Powodem tego kryzysu był nieodpowiedzialny dostęp do prywatnego kredytu”, ale ta bardzo ważna wypowiedź nie miała żadnego oddźwięku, bo ludzie nie zrozumieli co ten pan powiedział.

Dostęp do prywatnego kredytu? Jaś podpisał umowę o kredyt… bank nie pożycza pieniędzy depozytorów… Bills of exchange act… akt urodzenia… majątek ziemi Polskiej… zaczyna to wszystko mieć sens?

Nie znam do końca kulisów bankowych, nie interesuje mnie zresztą już na tym stopniu, co się dzieje z czekiem, gdzie leci, kto podbija itd. Interesuje mnie fakt, że są fundusze i to są moje fundusze – nikomu nie jestem winien ani grosza.

Jaś podpisuje umowę o „kredyt”. Bankier wypełnia swoją część (bardzo ważne, żeby było wszystko na tym, czego wymaga bills of exchange act), zanosi gdzie trzeba, umowa zostaje podbita – zupełnie jak czek (endorsement) i zostaje otwarte nowiutkie konto, specjalnie dla Jasia. Na to konto zostaje wpłacony ten nowy czek – nasza umowa o „kredyt”. Ciekawe prawda? Zanim Jaś nie podpisał umowy, fundusze nie istniały w ogóle, za podpisem Jasia na kawałku papieru – nagle pojawiły się pieniądze na ukochane M dla Jasia.

Proszę wytężyć głowę teraz:

Jeżeli Jaś był twórcą (to jego podpis dał życie funduszom) tejże kwoty, poprzez mechanizm bankowy – to do kogo należą te pieniądze? Czy należą one do banku (który de facto nie miał ich zanim Jaś nie podpisał umowy), czy należą do samego Jasia, który dosłownie dał im życie w momencie podpisania owego dokumentu?

To nie wszystko, pamiętacie jak pisałem, że równie ważne jest to, co jest powiedziane, jak i to KTO to powiedział? I że pełnimy wiele funkcji, ról w naszym życiu, nosimy wiele czapek na głowie i biznesie, który dzieje się niemal cały czas w naszym życiu?

Piotras

Cdn.

Przekręt wszechczasów część XV

Sądy c.d.

Jak już wyjaśniłem, sądy (poza wyjątkami – sądy tzw. equity, gdzie jest osoba poszkodowana), to nic innego jak wewnętrzne, korporacyjne trybunały, gdzie pajac w todze może dosłownie zrobić co mu się żywnie podoba z nami, i do tego – nie ponosi żadnej odpowiedzialności (tak mu się tylko wydaje).

„Sprawy” w takim sądzie, to farsa, debilizm do takiej potęgi, że czasem ciężko uwierzyć, jakim cudem ludzkość zapędziła się w takie szambo. Czy wiecie, że tylko w 2014 korporacja USA wprowadziła aż 3659 nowych ustaw? Tylko w jednym roku, to jest ponad 10 ustaw dziennie, zakładając, że te darmozjady pracują tylko kilka godzin dziennie (i tu jestem bardzo optymistyczny) – to mamy nową ustawę co kwadrans. Kiedyś czytałem, że za czasów Blaira – nowa ustawa była tworzona co pół godziny… rozumiecie teraz po co są sądy? 3659 ustaw w jednym roku… potrzeba wielu sądów, żeby „karać” pracowników, bo jak to mówi law society – ignorancja nie jest wymówką. Kto z was zna chociaż jedną ustawę? Połowa uchwalana jest w nocy, przed świętami, a te najbardziej ciekawe, mają pół tekstu wyjęte ze środka – a my potem idziemy jak barany do sądu i robimy to, co nam to całe kretyństwo nakazuje.

Jeśli są obce cywilizacje to patrzą na nas z prawdziwym politowaniem…

Nie zapominajmy jeszcze o naszych przyjaciołach w niebieskich mundurach – ci koledzy upewniają się, że system ma stały dopływ pieniędzy, żeby nie tylko prosperować, ale i rozrastać się w szalonym tempie. Koledzy rodacy w zielonych mundurach, ci są wykorzystywani do prac większego kalibru, np. do „demokratyzowania” opornych państw, jak Irak, Libia itp… wiecie, żeby w nich w końcu zapanował pokój i demokracja na nasz styl, czego mamy dowód dzisiaj w wydarzeniach na świecie.

Wracamy do sądów, sam fakt, że pojawiamy się tam na wezwanie (pamiętamy, że chodzi wyłącznie o wykroczenia ustawowe – jeżeli zrobiliśmy komuś krzywdę lepiej pojawić się na wezwanie), utwierdza system w przekonaniu, że jesteśmy ich podmiotem. Jak inaczej wytłumaczyć zjawisko, gdzie jeden człowiek, z krwi i kości, taki sam jak ja, wysyła mi kawałek papieru i rozkazuje mi się pojawić u niego na dywanie o określonej godzinie i dniu? Jeżeli ja wyślę tobie taki papier, że masz jutro o 9 być u mnie w piwnicy, to co zrobisz? Wyśmiejesz mnie i powiesz „nie jesteś moim szefem, idź do diabła” prawda? Wystarczy, że jest jakaś pieczątka, jakieś logo sądu, jakiś pajac ma przed nazwiskiem „sędzia” i nagle wszystko się zmienia. To jest fenomen tego systemu, papierowy tygrys i setki lat prania bani. Nie trzeba kajdanów, wystarczy kawałek papieru!

Więc przychodzimy na wezwanie, jako grzeczny pracownik RP, który śmiał być nieposłuszny i złamał jedną z milionów korporacyjnych zasad, dajemy grzecznie dowód osobisty – żeby jeszcze ich upewnić, że jesteśmy tam właśnie w tej funkcji i idziemy na strzyżenie, nic więcej, nie ma mowy o logice, nie ma mowy o tym, że nie wiedziałem, że ustawa jest głupia, że robi mi krzywdę. Dochodzi do takich paranoi, że rząd rości sobie prawo do słońca (Hiszpania) i musisz płacić podatek od baterii słonecznych, do wody deszczowej (USA, gdzie nie wolno gromadzić wody z deszczu) i tak dalej, do ziemi (USA), policja rozkazuje zniszczyć ogród przed „prywatną” posesją, bo nie wolno hodować marchewki, i tak dalej.

Jeżeli ludzie nie widzą, że to wszystko to gra, to brak im 5 klepki, a może nawet wszystkich na raz.

Pragnę zwrócić uwagę po raz kolejny na przyczynę tego zjawiska: jak to możliwe, że z jednej strony słyszymy, że wszyscy LUDZIE są sobie równi, a z drugiej strony żyjemy w takim więzieniu, że nam się w głowie nie mieści?

Oddaliśmy dobrowolnie naszą wolność, na zawołanie, bez przymusu, a nasze lenistwo i ignorancja to broń numer jeden tych, którym się wydaje, że mają wszystko już załatwione, że durna masa telewizyjnych zombie już nic nie zrobi.

Jeżeli będą chętni poczytać, omówimy trochę procedury sądowe, co się dokładnie dzieje w czasie „rozprawy”, kim są ludzie tam obecni, jaką rolę pełnią i drugą stronę medalu – metafizyczną stronę tego całego szamba, bo nie chodzi tylko o pieniądze. Pamiętajmy, że architekci tego systemu mogą produkować tyle pieniędzy, ile im się tylko zamarzy.

Wiem, że to tylko bardzo ogólny obraz całego zjawiska, i tylko mała jego część, bo nie opisuję tzw. equitable claim, czyli sądów gdzie jest prawdziwa zbrodnia – ktoś komuś zrobił krzywdę, nie zapłacił, złamał kontrakt itd. Myślę, że to nie jest aż takie trudne do pojęcia, że jeśli wyrządzisz drugiej osobie krzywdę, muszą być tego konsekwencje, dlatego chciałem skupić się na ustawach, na tej całej farsie i pseudo sprawiedliwości, gdzie beneficjentem jest tylko i wyłącznie system, korporacja RP, a całe stado (my) jest golone do gołej skóry, a na koniec jeszcze im ładnie dziękujemy.

Na koniec tego krótkiego artykułu, podam kilka ciekawostek, które mogą rzucić trochę światła na „sąd”. Język angielski jest bardzo magicznym językiem, dlatego między innymi został wybrany na język nowego świata.

  1. Ustawa, to tzw. ACT, (między innymi, jest wiele definicji), to act – znaczy dosłownie udawać, grać, wcielać się w rolę. Człowiek w todze gra swoją rolę, udaje kogoś, jego rola w tym teatrze to „sędzia”.
  2. Ustawa to również tzw. BILL, bill to nic innego jak RACHUNEK, tak, rachunek do zapłacenia. Jak myślicie, na jakiej podstawie rząd RP pożycza pieniądze od prywatnego banku centralnego, mimo, że mógłby drukować pieniądze sam i nie być obciążony odsetkami? Powstaje ustawa, tym razem o zwiększeniu podatku od nieruchomości, mądre głowy w firmie kalkulują, ile kasy wpłynie po upływie roku z tego tytułu, i mając te dane – pożyczają ową kwotę od prywatnego banku.
  3. Sąd to tzw. COURT, czyli miejsce, gdzie odbywa się gra, zupełnie jak w tenisa, piłka będzie odbijana z jednej strony na drugą, aż komuś się powinie noga i będzie bulić.
  4. Dlaczego ludzie w sądzie siedzą w tzw. boksach (box – pudełko)? Jest zasada tzw. four corners czyli 4 kątów / ścian. Wszystko co jest zamknięte w takim pudelku (3d albo na papierze) istnieje tylko wtedy, kiedy system wyrazi zgodę. Dlaczego podczas rozpraw niektóre rzeczy nie znajdują swojej drogi do tzw. PUBLIC RECORD? Czyli transkrypt może zawierać tylko to, czego zapragnie system, a co niewygodne zostanie pominięte. To się dzieje notorycznie.
  5. Kim jest adwokat – ATTORNEY? Czy ktoś poszukał kiedyś definicji tego słowa? To TURN, znaczy zmieniać kierunek, obracać, ATTORNEY AT LAW znaczy ktoś, kto będzie obracać, zmieniać kierunek prawa, tak żebyśmy na koniec dostali w tyłek tyle, ile sobie zażyczy jego kolega grający rolę sędziego.

Jest tego mnóstwo, niestety trzeba trochę pokopać, żeby to znaleźć, a na polskich stronach nie ma mowy, że coś podobnego będzie. Pracownicy RP są bardzo dobrze kontrolowani, mają tyrać, jeść byle co, oglądać tv i spać, a jutro – powtórka.

——-

Dla chcących zrozumieć o co chodzi z językiem angielskim wykład Santosa Bonacci

(Wykład Alexa z porozmawiajmyTV już tu był wcześniej)

Wprost trudno uwierzyć, do czego doszło w naszym kraju – skorumpowani przez Big Pharma urzędnicy medyczni składają doniesienie do prokuratury na lekarza, który leczy skutecznie i bezpiecznie!

Wprost słów mi brakuje, żeby wyrazić to, co czuję. Dyrekcja CZD popadła w najprawdziwszą schizofrenię: najpierw wydała doktorowi Markowi Bachańskiemu wszystkie niezbędne pozwolenia na leczenie dzieci, a potem nagle je wycofała i złożyła doniesienie do prokuratury, że lekarz leczył bez pozwolenia.

Nie wiem, co się tam dzieje, ale sytuacja śmierdzi korupcją ma milę. Prawdopodobnie skuteczne leczenie lekami pochodzącymi z Natury zostało uznane za okradanie firm farmaceutycznych z przychodów, jakie czerpią one z trucia pacjentów lekami chemii nieorganicznej. Nie od dziś wiadomo, że zyski korporacji stawiane są wyżej, niż prawo ludzi do zdrowia i życia.

Czasy mafii medycznej kończą się, bo ludzie zaczynają mieć tego wszystkiego coraz bardziej dość. Ludzki gniew zmiecie tę sitwę z powierzchni ziemi, to tylko kwestia czasu!

Jaka jest sytuacja w CZD wyjaśnia Jerzy Zięba.