Toksyczne szczepienia. Wywiad z doktorem Jerzym Jaśkowskim.

Bardzo ważny wywiad, każdy wierzący w zbawienność szczepień powinien obejrzeć go co najmniej 2 razy i dobrze zapamiętać wszystkie argumenty przeciw temu zbrodniczemu procederowi.

Z opisu filmu:

Niniejszy film jest wykładem dr n. med. Jerzego Jaśkowskiego dotyczącym szczepień.
W filmie poruszane są tematy toksyczności szczepień, składników dodatkowych w szczepionkach, epidemii, pandemii, świńskiej i ptasiej grypy, badań i statystyk dotyczących zachorowalności, skutków ubocznych szczepień, nowej ustawy dotyczącej szczepień, powiązaniach pomiędzy rządem a korporacjami i instytutami, korupcji urzędników i wiele innych…

Ted Gunderson, emerytowany agent FBI, nie żyje

Zmarł 31 lipca, na raka, w wieku 82 lat. Wiadomość tę podaję z lekkim opóźnieniem, ale lepiej późno niż wcale. Ted Gunderson był niezwykle ważną postacią. Jeśli nie wierzysz w „teorie spiskowe” obejrzyj ten wykład, a na pewno da ci on wiele do myślenia!

Ted Gunderson potwierdził również istnienie chemtrails, które uważał za działania przeciwko ludzkości.

Nagroda Darwina

Kochani, dożyliśmy czasów, które naprawdę można nazwać apokaliptycznymi. Świat przeżera korupcja i kłamstwo. Skorumpowane są rządy, media, nauka, a co najbardziej przerażające również instytucje powołane do stania na straży naszego zdrowia. Liczy się wyłącznie kasa. Jeśli ktoś nie daje się kupić, zastrasza się go i szantażuje. Większość ludzi ma rodziny, wystarczy więc postraszyć delikwenta, że straci pracę, a jeśli to nie pomoże, dać mu do zrozumienia, że komuś z członków najbliższej rodziny może stać się krzywda i koniec gieroja.

Jak widzieliśmy to na własne oczy w czasie ostatniej zimy WHO, zamiast stać na straży zdrowia ludzkości stała się agendą interesów koncernów farmaceutycznych i próbowała przymusić nas wszystkich do zaszczepienia się na chorobę, która ewidentnie została stworzona w laboratoriach doktorów Frankensteinów.

Do żywności, a co jeszcze bardziej przerażające, do leków, w tym odżywek i witamin dla niemowląt i małych dzieci dosypywany aspartam, który jest groźną neurotoksyną, co zostało dowiedzione ponad wszelką wątpliwość przez wszystkie możliwe laboratoria badawcze, z wyjątkiem laboratoriów jej producentów. Jednak WHO i FDA wszystkie te badania zignorowały. Uznały za wiarygodne jedynie badania… producenta. Kiedy niezależne laboratoria zwróciły się do producenta aspartamu z prośbą o wydanie próbek do badań spotkały się z kategoryczną odmową. Nie ma takiej siły, która wymogłaby zakaz stosowania tej trucizny. Wręcz przeciwnie, reklamuje się ją wyjątkowo intensywnie i efektownie. Czy ktoś nie widział reklam Coli Light i gum Orbit? To prawdziwe królowe reklam, które nigdy nie schodzą z ekranów naszych telewizorów.

Obecnie w Unii Europejskiej trwa zażarta wojna o GMO. Żaden kraj nie chce uprawiać tego świństwa, które jest szkodliwe zarówno dla zwierząt, ludzi jak i dla środowiska naturalnego, ale Komisja Europejska absolutnie nie chce przyjąć tego faktu do wiadomości. Komisarz John Dalli nie licząc się z unijnym prawem ani wolą obywateli na siłę forsuje przymus wprowadzenia upraw GMO w całej Europie. Badający skutki spożywania GMO uczeni są zwalniani z pracy i szantażowani, że jeśli ujawnią wyniki swoich badań zostaną pozwani do sądu i aresztowani. Skorumpowane sądy nakazują im milczenie. Media milczą jak zaklęte, nie ujawniając faktu liczonych w tysiącach samobójstw rolników indyjskich, którzy potracili majątki i zdrowie z powodu uprawiania tego „cudu” naukowego, jakim miała być bawełna BT. Nie ujawnia się również faktu, że bydło karmione na polach bawełny zdycha masowo, co więcej: w męczarniach, a rolnicy ciężko chorują. Nie mówi się nam również, że żadne zwierzę nie zje z własnej woli żadnej rośliny GMO. W tym przypadku, tak samo jak w przypadku aspartamu decydenci (FDA) uznali, że wystarczy deklaracja firm biotechnologicznych, że ich produkty są bezpieczne, żeby dopuścić je powszechnego stosowania.

Świat został zmuszony do płacenia podatku węglowego z powodu nieistniejącego globalnego ocieplenia. Wmówiono nam, że dwutlenek węgla jest groźnym gazem cieplarnianym i że jego emisja jest przyczyną klęsk żywiołowych, zagrażających istnieniu ludzi, a nawet całej planety. Uczeni, którzy dowodzą czegoś wręcz przeciwnego traktowani są jak wariaci. Nie mają prawa publikować wyników swoich badań, a uczelnie, które ich zatrudniają są zmuszane do zwalniania ich z pracy i nakazywania im milczenia.

Wprowadzane są zakazy stosowania ziół, „naukowcy” piszą prace dowodzące szkodliwości naturalnych witamin i organicznej żywności, zabrania się korzystania z usług medycyny naturalnej i uzdrowicieli, a nawet zakazuje się uprawy warzyw we własnym, przydomowym ogródku, na własny użytek. Telewizja Polska wespół z Dominikańskim Centrum Informacji o Sektach kleci obrzydliwy i oszukańczy program o „groźnej sekcie” Bruno Groninga, która porywa i siłą przetrzymuje ludzi, okrada ich z tysięcy dolarów, nielegalnie ściągniętych z karty elektronicznej i podstępnie przejmuje całe ich majątki.

Jak mogę to skomentować?

Macie własny rozum? Więc go używajcie!

Wybór należy do Was.

Od tego, co postanowicie zależy nie tylko Wasze zdrowie, ale i życie.

Jeśli zioła i naturalna żywność zostaną zdelegalizowane, jedynie metoda Bruno Groninga może uratować wam życie, bo pobierania uzdrawiającej energii we własnym domu nikt nie może zakazać ani nikt nie jest w stanie tego kontrolować.

Żadna władza nie ma możliwości zablokowania przepływu boskiej siły.

Możecie wierzyć we własny rozum i ufać wiedzy, którą posiedliście na temat zdrowego sposobu życia i dbania o zdrowie, albo możecie uwierzyć mediom, naukowcom, ekspertom dowolnego rodzaju, międzynarodowym organizacjom rzekomo stojącym na straży naszego zdrowia i bezpieczeństwa i innym bandytom, przejmującym władzę nad światem.

Darwin twierdzi, że pochodzicie od małpy i że w naturze trwa dzika wojna o przetrwanie. Kto jest słaby i nieprzystosowany ten zginie.

Ja powiem tak: kto ma rozum, ten przetrwa. Nawet (zwłaszcza) bez dostępu do takich „osiągnięć” cywilizacji, jak naukowa medycyna.

Kto rozumu nie ma i zda się na „racjonalistycznych” ekspertów ten otrzyma na końcu Nagrodę Darwina. Nagroda ta jest przyznawana pośmiertnie.

PS. Jeśli nie wiecie jak odróżnić GMO od żywności naturalnej sprawcie sobie szczura. Jeśli nie będzie chciał czegoś jeść, nie tykajcie tego. Wszystkie zwierzęta potrafią odróżnić GMO od żywności organicznej i (uwaga!!!) wodę źródlaną od kranówy.

PS2. Obejrzyjcie niesamowity wykład Jeffrey’a Smith’a (autora książek „Nasiona kłamstwa” i „Genetyczna ruletka”) i poczytajcie sobie tę stronę.

Channelingi, szkoły rozwoju duchowego i racjonalizm

Wydaje się niewłaściwe mieszanie tak (pozornie) różnych rzeczy w jednym worku, ale spróbuję tu dowieść, że wszystkie te nauki i grupy mają charakter lucyferyczny. Jak już pisałam, nie jestem wyznawczynią nauk biblijnych, ale są one dla mnie źródłem inspiracji, ponieważ Biblia jest zapisem przedwiecznych mitów, a te z kolei są odbiciem dawnej, nierzadko zaginionej mądrości. Opowieści tych nie należy taktować dosłownie, lecz jako alegorie i tematy do własnych przemyśleń.

Podobnie potraktował tę księgę Rudolf Steiner, tworząc inspirującą opowieść o Lycyferze i Arymanie.

Lucyfer to „niosący światło”, zbuntowany anioł, którego ego tak się rozdęło, że poczuł się mądrzejszy od Stwórcy. Stwórca nie może się kłócić z każdym przemądrzałym aniołem, wymówił więc Lucyferowi gościnę i zrzucił go na ziemię. A tam znalazł on podatną na jego nauki publikę. Lucyfer ma swój rozum, zdecydowanie nie jest głupcem, ale w starciu z Bogiem nie ma żadnych szans. Natomiast w starciu z ogłupioną przez ciemne moce ludzkością jest prawdziwym mistrzem i to on rozdaje tu (znaczone) karty.

Wszystkich channelingów, szkół duchowych i grup kultywujących dowolną filozofię strzegą egregory, które dbają o to, żeby „uwieść” czytelnika, sprawić, by za nimi podążył i utknął możliwie jak na dłużej w duchowym ślepym zaułku. Dlatego przesycone są „prawdą” i „miłością”, bo dzięki temu ludzie otwierają swoje serca i umysły. Tym sposobem stają się podatni na wszystko, co dany przekaz niesie, również na przekazy z gruntu fałszywe. Dobrze skrojone kłamstwo zawiera ponad 90% prawdy. Dobrze skrojone kłamstwo jest przeznaczone dla najinteligentniejszych odbiorców, bo ci są najcenniejszym łupem Lucyfera i działających dla niego egregorów.

Kiedy Lucyfer zrobi swoje, czyli omami i rozkocha w swoich naukach naiwne rzesze, przybywa jego brat Aryman i stawia im na karku swój podkuty, ciężki bucior dogmatu, w który zamienia wszystkie urocze, lucyferyczne nauki. Tak się stało z chrześcijaństwem i z racjonalizmem, a dziś dzieje się z New Age. Kto dał się uwieść tym ideom, ten stał się niewolnikiem i może się spodziewać wszystkiego najgorszego, a przede wszystkim tego, że zostanie zniewolony i pozbawiony wolności samodzielnych dociekań.

Są dwa sposoby na łatwe życie: wierzyć we wszystko albo nie wierzyć w nic. Obydwa zwalniają nas od myślenia [Alfred Korzybski]

„Racjonalista” WIERZY w wszystko, co podają mu do wierzenia jego racjonalistyczni guru i nie wierzy w nic, co mówią niezrzeszeni w tym ruchu.

Aryman wciąż powtarza: „błogosławieni, którzy nie widzieli, ale uwierzyli”. Z tego powodu ruch racjonalistyczny zaliczyłam do tej samej grupy, w której mieszczą się religie i szkoły duchowe.

Od lat konsekwentnie walczę z racjonalistyczną głupotą i sądząc po reakcji obozu przeciwnika muszę być w tym naprawdę dobra. Ponieważ racjonaliści nie mają żadnych racjonalnych argumentów na swoją obronę, mogą z prawdą walczyć jedynie jej wyszydzaniem i wyśmiewaniem lub niewybrednymi atakami na moją osobę. No cóż, nie od dziś wiadomo: poznać głupiego po śmiechu jego.

Kiedy w logiczny sposób zdemaskowałam głupotę „racjonalistów” negujących osiągnięcia sławnej ośmiornicy Paul (skoro ośmiornica typowała na zwycięzcę meczu drużynę zaznaczoną na żółto, logiczny wniosek jest taki, że ci, którzy malowali żółtym kolorem musieli znać wyniki meczów, a z tego wynika kolejny logiczny wniosek, że albo sami są jasnowidzami, albo mecze były ustawione), zareagowali oni na to w sposób, który mnie zupełnie zaskoczył: zaczęli podawać link do mojego tekstu. W pierwszej chwili nie mogłam pojąć, o co chodzi: ja demaskuję ich głupotę, a oni mnie reklamują? Olśniło mnie dopiero po jakimś czasie: skoro racjonalistyczni parafianie są tak bezmyślni, że uwierzyli w nielogiczne wyjaśnienia racjonalistów, to nie ma obawy, że ruszą mózgami i zrozumieją moje wywody.

Obowiązkiem „racjonalisty” jest ślepo i fanatycznie NIE WIERZYĆ w żadne nadprzyrodzone kwestie, takie jak jasnowidzenie czy prekognicja. Racjonaliście nie wolno stracić swojej świętej, racjonalistycznej NIE-WIARY w istnienie spraw nie z tego świata. Dla nich liczy się wyłącznie przynależność do klubu i możliwość dumnego obnoszenia się z etykietką „racjonalisty”, bo to zwalnia ich z wysiłku intelektualnego i trudu używania własnego umysłu. Wmówiono im, że „racjonalista” to człowiek rozumu i to im wystarcza, nie potrzebują na to żadnych dowodów. Ich guru z kolei dawno już odkryli, że wystarczy wmówić owieczkom, że oni, jako „racjonaliści” kierują się rozumem i mają patent na prawdę i rację i samo to gwarantuje im władzę absolutną i rząd dusz. Sprytni ci ludzie wiedzą, że „racjonalistyczni” parafianie są za głupi, żeby odkryć prawdę i zbyt leniwi, żeby sobie nad nią samodzielnie łamać głowę.

Racjonalista (identycznie zresztą jak moherowy berecik) nie ma prawa uczyć się astrologii, nawet, jeśli jego najszczerszą intencją jest jej naukowe obalenie. Samodzielne sprawdzanie prawdziwości przekonań przekazywanych przez racjonalistycznych guru / prowincjonalnych klechów jest surowo zakazane, bo z całą pewnością skończyłoby się zdemaskowaniem ich kłamstw i odejściem z sekty.

Wielu wybitnych astrologów to byli racjonaliści, którzy okazali nieposłuszeństwo swoim mistrzom i ambitnie postanowili przejść do historii jako ci, którzy starli astrologiczny zabobon z powierzchni ziemi (jakże naiwna musi być wiara, że na przestrzeni tysięcy lat historii ludzkości nie znalazł się nikt, kto by tego dokonał przed nimi – a jakoś encyklopedie nie wymieniają nikogo).

W tym momencie mojego wywodu „racjonalistom” już dziękuję, dalszy ciąg będzie dla was nie do przyjęcia, bo będzie o czymś, co przecież „nie istnieje”. Darujcie więc sobie jego czytanie.

Wróćmy zatem do rozważań duchowych.

Moim zdaniem ścieżka jest tylko jedna: do Boga. Nie do Jahwe czy innych, niższych bytów pokroju Lucyfera, lecz do Stwórcy, który stoi na początku i na końcu drogi. Wszyscy do niego zmierzamy i wszyscy tam dotrzemy, tyle tylko, że możemy wybrać nieskończenie dużo dróg i dowolnie długi czas wędrówki, również po bezdrożach i jałowych pustyniach. Jeśli robimy to świadomie i przy tym dobrze się bawimy, traktując to jako przygodę i okazję do rozwoju, to OK. Nawet, jeśli komuś zdarzy się uwierzyć w którąś z bajek Lucyfera i wpaść w fanatyczną wiarę, która uwięzi nas na długo, oj na długo, to i tak uwięziony w końcu ma szansę oprzytomnieć i wrócić na szlak.

Dlatego warto wziąć sobie do serca rady doświadczonych wędrowców:

Gautama Budda:

Nie wierzcie w jakiekolwiek przekazy tylko dlatego, że przez długi czas obowiązywały w wielu krajach. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że wielu ludzi od dawna to powtarza.

Nie akceptujcie niczego tylko z tego powodu, że ktoś inny to powiedział, że popiera to swym autorytetem jakiś mędrzec albo kapłan, lub że jest to napisane w jakimś świętym piśmie.

Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że brzmi prawdopodobnie.

Nie wierzcie w wizje lub wyobrażenia, które uważacie za zesłane przez Boga.

Miejcie zaufanie do tego, co uznaliście za prawdziwe po długim sprawdzaniu, do tego co przynosi powodzenie wam i innym.

William „Bill” Cooper:

Czytaj wszystko, słuchaj każdego. Nie dawaj wiary niczemu, dopóki nie potwierdzisz tego własnymi badaniami.

Z deszczu pod rynnę

Oświeceniem nazywamy wyjście człowieka z niepełnoletności, w którą popadł z własnej winy. Niepełnoletność to niezdolność człowieka do posługiwania się własnym rozumem, bez obcego kierownictwa. Zawinioną jest ta niepełnoletność wtedy, kiedy przyczyną jej nie jest brak rozumu lecz decyzji i odwagi posługiwania się nim bez obcego kierownictwa. Sapere aude! Miej odwagę posługiwać się swym własnym rozumem – tak oto brzmi hasło Oświecenia.

(…)

… niebo gwiaździste nade mną i prawo moralne we mnie. I jest to dowodem na to, że Bóg jest we mnie i wokół mnie. [Immanuel Kant]

Dla czytelników mojego bloga nie jest tajemnicą, dlaczego ludzkość utrzymywana jest w stanie permanentnego lęku. Mamy się bać szatana, grzechu, piekła po śmierci, zagłady atomowej, zimnej wojny, dziury ozonowej, globalnego zlodowacenia (lata 70), globalnego ocieplenia (nowe milenium), wizji głodu, zagrażających ziemi meteorów, terroryzmu, niezliczonych zabójczych chorób i tak dalej… kto ma krótką pamięć niech zajrzy do archiwalnych gazet i przypomni sobie galerię „straszydeł”, którymi bombardowały nas media w ostatnich latach.

Nie od dziś wiadomo, że na strachu robi się najlepsze interesy: handluje się zbawieniem i odpustami, bronią, emisją limitów CO2 lub innych zanieczyszczeń przemysłowych, okularami i kremami z filtrami UV, obowiązkowymi szczepionkami, lekami na fikcyjne choroby lub o fikcyjnym działaniu i wyrafinowanym sprzętem medycznym, bez którego dzisiejszy lekarz nie potrafi zdiagnozować nawet kataru.

Jeśli nie ma problemu (a prawie na pewno go nie ma), należy go stworzyć, przy użyciu histerycznej kampanii nagłośnić w mediach, a następnie zaoferować cudowny ratunek i zbawienie. Im bardziej władza zdoła przerazić przeciętnego Kowalskiego, tym lepiej, bo tym więcej będzie mogła mu zaoferować pod pozorem ratunku i wybawienia i oczywiście przy okazji zbić na tym kapitał polityczny oraz czysto materialny.

Do tej pory monopol na stwarzanie problemów i handel cudownymi rozwiązaniami miała władza, zarówno duchowa, jak i świecka, ale od jakiegoś czasu na tym interesie zaczynają korzystać również ci, którzy dawniej mogli odgrywać wyłącznie rolę ofiar i owieczek do strzyżenia. Co sprytniejsi tropiciele spisków nie chcą być gorsi od władzy i kościoła. Oni również zwietrzyli interes. Może chodzi tylko o kasę, a może kryje się za tym żądza władzy i sprawowania kontroli. Do czego ludziom potrzebna jest ta władza nad innymi? Skąd to pragnienie kontrolowania myśli i umysłów bliźnich? Tym tematem zajmę się osobno.

Oto kilka przykładów takich inicjatyw „pozarządowych”.

Drogi czytelniku! Czy wiesz, że ziemi grozi kosmiczna zagłada? Czy wiesz, że tej zagłady nie zdołają powstrzymać ani politycy, ani uczeni wraz ze swoją wyrafinowaną nauką? Ale nie martw się, jest grupa, która nas uratuje. Grupa ta, mogąca się poszczycić wieloma metafizycznymi sukcesami i efektownymi aktami jasnowidzenia stawia sobie za cel odnalezienie na pustyni truchła faraona Cheopsa i wsadzenie go do piramidy, co ma spowodować wielkie cuda i uratować planetę przed zagładą. Oczywiście, aby ten zbożny cel mógł być osiągnięty potrzebna jest kasa, jeszcze większa kasa i choćby nie wiem ile kasy było, to i tak jest jej wciąż za mało, więc do cholery otwórzcie swoje serca… e, przepraszam, gdzieś mamy wasze serca… otwórzcie oczywiście swoje portfele i dajcie nam wreszcie tę zas… kasę! Czyż misja ratowania planety i całej ludzkości nie jest warta każdych pieniędzy?

No dobra, nie dawajcie, tylko żebyście później nie przychodzili płakać, że mogliście coś zrobić, ale nie wierzyliście i teraz już jest za późno.

Z kolei inni, mądrzejsi niż reszta ludzkości bezbłędnie, bo z pomocą istot z wyższych wymiarów rozszyfrowali światowy spiskowy rebus i wszystko chętnie ci wyjaśnią, ale musisz do nich przystąpić i przyjąć ich punkt widzenia jako jedyny właściwy. Oni wiedzą najlepiej, kto jest agentem dezinformacji lub sterowaną opozycją i zdemaskują przed tobą fałsz, który ci manipulatorzy wciskają naiwniakom. Ale pamiętaj – inni się mylą lub wrednie kłamią, więc nie ufaj im i nie idź za nimi.

Nie słuchaj Naomi Klein ani Noama Chomskiego, bo wierzą w syjonistycznego boga i kłamią na temat 9-11, Alexa Jonesa, bo to agent, Michaela Tsariona, bo to New Age i satanista, Davida Icke, bo bredzi o Jaszczurach, Kentroversy’ego, bo powołuje się na Tsariona…

Dlatego drogi czytelniku nie słuchaj tego faceta, nie czytaj strony innego, nie dawaj wiary kolejnemu i w ogóle zmykaj gdzie pieprz rośnie, a najlepiej pod moje / nasze skrzydła, bo my wiemy i skrzywdzić cię nie damy. Natychmiast przestań sam kombinować, bo możesz pobłądzić, przestań po swojemu (a więc nieprawidłowo) myśleć, nie błądź więcej i chodź z nami. My cię ochronimy przed szczepieniami, poborem do armii, chipami i innymi potwornościami, bo dzięki nam będziesz mógł zdobyć zaświadczenie, iż zabrania ci tego twoja nowa religia.

Ups…

Zaraz, zaraz, chwileczkę! Czy my przypadkiem nie przerabialiśmy już tego wszystkiego?

Obiecują ci wolność, a oferują zniewolenie. Chciałeś wyzwolić się spod kontroli Kościoła, rządu i innych autorytetów, które do tej pory mówiły ci, co jest dla ciebie dobre, a co złe? Masz dość słuchania autorytetów, które mówią ci co i jak należy myśleć, żeby dostąpić zbawienia lub być racjonalnym i politycznie poprawnym? Słusznie! Nie słuchaj ich i odejdź od nich! Pokaż im, że nie mają nad tobą władzy!

Nie słuchaj ich… ale słuchaj nas! Bo my wiemy, a oni nie!

Proponujecie mi, żebym uciekła z deszczu i schroniła się pod rynną?

Dlaczego nie wolno mi słuchać tych ludzi, bez względu na to, w co wierzą i na co są ślepi? Czyżby ktoś insynuował, że bezkrytycznie podążę za pierwszym głosicielem prawdy, który stanie na mojej drodze? Mam własny rozum i intuicję, więc umiem bez niczyjej pomocy odróżnić ziarno od plewy. Sama wiem, co jest słuszne w jego myśleniu, a co nie. Nie muszę przyjąć całej jego oferty, ale to bynajmniej nie znaczy, że muszę całą odrzucić. Mogę w niej pogrzebać i wyłowić tylko to, co mi odpowiada, a resztę wyrzucić do śmieci.

Przystępując do grupy (a każda taka grupa prędzej czy później zamienia się w sektę lub religię) kupujesz pełny pakiet jej przekonań i uznawanych przez nią prawd i nie masz prawa niczego zanegować, bo jeśli to zrobisz spotkasz się z odrzuceniem i oskarżeniem o schizmę. Jak przekonywał mnie pewien ksiądz nie wolno wydłubywać rodzynek z religijnego ciasta, bo religia to nie szwedzki półmisek.

A niby dlaczego mam trzymać się tej zasady? Jestem wolna, więc mogę wypluć co mi nie smakuje. Nie mam ochoty czuć psychologicznej presji grupy, która (podobnie jak „racjonaliści”) naumiała się złotych myśli swojego guru i trwa w złudzeniu, że ulęgły się one same w mądrych głowach jej członków.

Kto idzie za owieczkami

Błądzić jest rzeczą ludzką. Jak mawiają górale: „Jak sie nie przewrócis, to sie nie naucys”. Pozwólmy ludziom szukać na własną rękę. Błąd nie istnieje, a ten świat ma sens. Może ukryty i niewidoczny na pierwszy rzut oka, ale jednak ma. Upadki nie są groźne. Groźna jest niewola. A zniewolenie umysłowe jest najgroźniejsze ze wszystkiego – popatrzcie na owieczki parafialne i na „racjonalistów” – czy chcecie być jak oni? Jak te bezmyślne papugi, powtarzające po swoich autorytetach religijne i naukowe „prawdy objawione”, międlące cudze myśli i niezdolne do dokonywania własnych odkryć?

Dowody naukowe potwierdzające skuteczność medytacji

Tę informację zapożyczyłam ze strony Polskiego Towarzystwa Transcendentalnej Medytacji. O „Efekcie Maharishiego” wspomina w swoim wykładzie (poprzednia notka) Gregg Braden.

Efekt Maharishiego

Jeżeli 1% ludności gminy, miasta lub kraju stosuje technikę Transcendentalnej Medytacji lub grupa osób w liczbie odpowiadającej co najmniej pierwiastkowi kwadratowemu z 1% ludności danego rejonu wspólnie stosuje program TM-Sidhi, w społeczeństwie automatycznie zmniejszają się negatywne tendencje, a wzrastają pozytywne.

Spadają: przestępczość, konflikty zbrojne, liczba wypadków drogowych, liczba przyjęć do szpitali, bezrobocie

Wzrasta: rozwój gospodarczy, dochód na jednego mieszkańca, liczba zgłoszeń patentowych, indeksy giełdowe.

Efekt ten został potwierdzony na poziomie miasta, kraju i całego świata. Istnieją trzy rodzaje Efektu Maharishiego:

  1. Efekt Maharishiego – Poprawa jakości życia w społeczności, w której 1% populacji stosuje technikę Transcendentalnej Medytacji. (Dla Polski jest to grupa około 400 tys. osób)
  2. Rozszerzony Efekt Maharishiego – Poprawa jakości życia w społeczności, w której grupa stanowiąca pierwiastek kwadratowy z 1% populacji stosuje wspólnie technikę Transcendentalnej Medytacji i Program TM-Sidhi. (Dla Polski jest to grupa około 1000 osób)
  3. Globalny Efekt Maharishiego – Zmniejszenie konfliktów i poprawa jakości życia dla całego świata, jeśli grupa stanowiąca pierwiastek kwadratowy z 1% populacji całego świata (około 8000 osób) stosuje wspólnie technikę Transcendentalnej Medytacji i Program TM-Sidhi.

Badania naukowe

W ciągu ostatnich 25 lat wykonano ponad 50 badań naukowych potwierdzających występowanie wszystkich rodzajów Efektu Maharishiego. Badania te zostały opublikowane w prestiżowych pismach naukowych (między innymi Journal of Conflict Resolution, The Journal of Mind and Behaviour, Journal of Crime and Justice, Social Indicators Research).

Przykłady zastosowania Efektu Maharishiego

Spadek przestępczości w Waszyngtonie:

W 1993 roku przeprowadzono w Waszyngtonie jeden z największych i najkosztowniejszych eksperymentów socjologicznych w historii, wzięło w nim udział ponad 4000 osób z 81 krajów, przeszkolonych w technice Transcendentalnej Medytacji i Programie TM-Sidhi, eksperyment kosztował ponad 6 milionów dolarów. Doświadczenie to było bardzo ściśle nadzorowane przez 27-osobowy zespół składający się z niezależnych naukowców, członków władz lokalnych i Departamentu Policji z District of Columbia Metropolitan. Zespół zatwierdził protokół badawczy i monitorował przebieg całego eksperymentu.
Przewidywane rezultaty eksperymentu zostały ogłoszone przed jego rozpoczęciem. Przewidywano między innymi, że w ciągu 8 tygodni trwania eksperymentu, przestępczość w Waszyngtonie spadnie o 20%.
W czasie trwania eksperymentu (od 7 czerwca do 30 lipca 1993) przestępczość była niższa niż wynikało to z oficjalnych prognoz, a w ostatnim tygodniu, gdy grupa uczestnicząca w eksperymencie była najliczniejsza, spadek ten wyniósł ponad 23%. Prawdopodobieństwo, że rezultat ten jest przypadkowy jest mniejsze niż 0.000 000 002. Ścisła analiza statystyczna wyeliminowała długą listę innych możliwych wyjaśnień. (Social Indicators Research, lipiec 1999).

Stała grupa w Skelmersdale

W marcu 1988 roku w Wielkiej Brytanii, w Skelmersdale, w pobliżu Merseyside powstała grupa osób stosujących Transcendentalną Medytację i program TM-Sidhi. Rezultatem był natychmiastowy spadek przestępczości w Merseyside o 13.4%. Do 1992 roku poziom przestępczości utrzymywał się na tym samym poziomie, podczas gdy przestępczość w kraju wzrosła o 50%. W 1987 roku, przed ustanowieniem grupy, Merseyside było wśród jedenastu dużych obszarów miejskich w Anglii i Walii trzecim z kolei obszarem z najwyższym współczynnikiem przestępczości, w 1992 roku poziom przestępczości w Merseyside był najniższy. (Psychology, Crime and Law (1996), tom 2:3, strony 165-174).

Zmniejszenie poziomu konfliktu na Bliskim Wschodzie

Jeden z eksperymentów nad wpływem grupy stosującej technikę TM i TM-Sidhi na konflikty zbrojne został przeprowadzony w sierpniu i wrześniu 1983 roku ( Journal of Conflict Resolution 32 (4) (1988), 776-812). Teza badawcza i metodologia zostały ogłoszone przed rozpoczęciem eksperymentu. Przewidywano, że grupowe stosowanie programu TM-Sidhi w Jerozolimie spowoduje zmniejszenie stresu i przemocy w Izraelu oraz sąsiednim Libanie. Badanie wykazało uderzającą korelację między liczebnością grupy stosującej TM-Sidhi i wojną w Libanie. W okresach, gdy grupa medytujących była wystarczająco liczna, aby wpłynąć na konflikt, nastąpiło zmniejszenie intensywności działań wojennych o 34% oraz zmniejszenie liczby ofiar śmiertelnych o 76%. Analiza szeregów czasowych wykazała, że efekt ten nie może zostać przypisany zmianom temperatury ani zmianom sezonowym (takim jak weekendy czy święta).

Badanie następnie zostało rozszerzone o analizę szeregów czasowych dla 27 miesięcy, podczas których na całym świecie odbyło się siedem zgromadzeń osób stosujących TM-Sidhi, wystarczająco licznych, aby wpłynąć na konflikt w Libanie.

Analiza danych wykazała, że w przeciągu 93 dni, kiedy istniały grupy wytwarzające koherencję, w porównaniu do pozostałych dni, kiedy eksperyment nie miał miejsca, wystąpiły następujące zmiany (w nawiasach podane jest prawdopodobieństwo wystąpienia takiego efektu bez interwencji grupy):

– zwiększenie o 66% poziomu kooperacji między walczącymi stronami (p < 10-6);

– zmniejszenie o 48% poziomu konfliktu (p < 10-8);

– zmniejszenie o 71% liczby ofiar wojennych (p < 10-10);

– zmniejszenie o 68% liczby rannych (p < 10-6).

Złożony indeks War/Peace łączący te zmienne wykazał, że każde z siedmiu zgromadzeń miało znaczący wpływ na wojnę w Libanie.

Oczywiście nie ma przymusu medytowania wyłącznie według metody Maharishiego. Każda medytacja przynosi pozytywne rezultaty nie tylko dla medytującego, ale i dla jego najbliższego, a nawet dalszgo otoczenia.

Ja swoją przygodę z duchowością zaczynałam od TM, ale obecnie stosuję metodę duchowego uzdrawiania wg. Bruno Gröninga, co przyniosło w moim życiu osobistym bardziej spektakularne efekty, niż TM. Dawniej żyłam w nieustającym stresie, przeziębiałam się 5 razy w roku i każdy atak choroby miał bardzo ciężki przebieg, cierpiałam na skoki ciśnienia oraz na przewlekłą depresję, a co gorsze w mojej bliższej i dalszej rodzinie panowały bardzo złe stosunki, co zakończyło się rozwodem. Kiedy zaczęłam praktykować uzdrawianie wszystkie choroby, a co więcej życiowe kłopoty odeszły precz, toksyczni ludzie przestali mnie lubić i uciekli w siną dal, pogodziliśmy się z byłym mężem i dziś żyjemy w wielkiej przyjaźni i w pełnym zdrowiu. Moja praktyka duchowa rozciąga się na wszystkich członków rodziny. Oni nie praktykują, ale i tak w pełni z tego korzystają. Żadne z moich dzieci nie ma kłopotów – ani finansowych, ani zdrowotnych, ani osobistych. W rodzinie zapanowała idealna harmonia, zgoda i pokój.

Naukowym badaniem rezultatów stosowania duchowego uzdrawiania wg. metody Bruno Gröninga zajmuje się MWF – Medyczno-Naukowa Grupa Fachowa, złożona z lekarzy. Nikt tam nie pobiera ŻADNYCH OPŁAT- ani za szkolenie, ani za badania.

Każda forma medytacji działa zbawiennie i uzdrawiająco, nie tylko na praktykującego, ale i na jego otoczenie.

Każdy musi wybrać dla siebie taki rodzaj praktyki, który mu najbardziej odpowiada.

Uwaga końcowa: władza świata nie jest zainteresowana krzywieniem wiedzy duchowej, która mogłaby przynieść ludzkości prawdziwe zbawienie. Wręcz przeciwnie, jej celem jest utrzymywanie ludzi w stanie nieświadomości i skłócenia. Im więcej niepokojów społecznych, tym więcej powodów, aby wprowadzić w świecie rządy totalitarne i faszyzm. Służą temu m.in. rzekome „zamachy terrorystyczne” (WTC, Londyn, Madryt), których nie dokonują bynajmniej islamscy terroryści. Zamachy te posłużyły jako pretekst do wprowadzania państwa policyjnego, ograniczenia praw i wolności obywatelskich oraz totalnego inwigilowania każdego obywatela.

Z tego powodu wszelkie ścieżki rozwoju duchowego określane są jako destrukcyjne i bardzo groźne sekty. Dzięki takiej polityce ludzie omijają je szerokim łukiem i nie można ich przekonać, że są w błędzie.

Najgroźniejsza sekta apokaliptyczna świata

Przed sektami przestrzegają nas właściwie wszyscy – zarówno racjonaliści, jak i członkowie innych sekt apokaliptycznych, którzy oczywiście, we własnym mniemaniu, żadną sektą nie są. Mamy się sekt bać i pod żadnym pozorem nie dać się złapać w ich sidła. W Polsce panuje swoista psychoza antysektowa, która sprawia, że biedne dzieci nie śpią po nocach i boją się puścić maminej spódnicy.

A tymczasem…

Tymczasem nikomu nie przyjdzie do głowy, że sekta może nadejść w biały dzień i w majestacie nauki.

Tak kochani!

Ale może najpierw wyjaśnijmy sobie, czym są sekty apokaliptyczne.

Przede wszystkim głoszą one przekonanie, że są w posiadaniu jedynej prawdziwej recepty na godne, miłe Bogu życie i że znają jedyną objawioną przez samego Boga prawdę, co gwarantuje ich członkom zbawienie i przetrwanie bez najmniejszego uszczerbku „czasów ostatecznych”, które – zgodnie z zapowiedzią Apokalipsy – zmiotą z powierzchni ziemi całą pogrążoną w grzechu śmiertelnym resztę ludzkości.

Podobną, iście średniowieczną mentalność prezentują tzw. „racjonaliści”, którzy we własnym przekonaniu są istnymi twierdzami oświeconej słuszności i płynącej z rozumu nieomylności, otoczonymi zewsząd przez zdziczałe hordy żyjących w błędzie jakichś przerażających niczym mityczne kilkugłowe potwory „innych”, czyli złych sekciarzy i wierzących w zabobony nieokrzesanych głupców. Co więcej, głoszą oni własną apokalipsę, nie religijną lecz naukową. Według ich „racjonalistycznej” wersji przyszłości ludzkość skazana jest na zagładę nie z powodu gniewu Boga, lecz furii Matki Natury, udręczonej przez śmiecących i smrodzących bez umiaru bezmyślnych ludzi, niezdolnych do refleksji i powstrzymania swojego rozpasanego konsumpcjonizmu.

Według tych dwóch skrajnych światopoglądów (zafiksowanych na dualistycznym postrzeganiu świata) sekty są wszędzie i wszystko jest sektą. Właściwie każdemu człowiekowi, każdemu nurtowi filozoficznemu i każdej dziedzinie ludzkiej działalności można przypiąć łatkę „sekty”. Psychozie tej (zapewne pod wpływem nacisków społecznych, przede wszystkim ze strony KRK) ulegli również autorzy „Raportu o sektach” MSWiA. W klasyfikacji tej sektą jest każda religia (rzecz jasna poza katolicyzmem), grupa propagująca ekologię, alternatywne podejście do ekonomii, psychoterapii, zdrowia i diet, różnego autoramentu badacze „niewyjaśnionego” i alternatywnej historii oraz obecnej kondycji świata (tzw. „teorii spiskowych”), niekonwencjonalna edukacja (np. szkoły steinerowskie)… właściwie wszystko, co nie jest „oficjalne” i jedynie-słuszne. [Na marginesie: mnie najbardziej podobają się „sekty konwertystyczne – przekonane o możliwości uczynienia świata lepszym poprzez zmianę człowieka, misyjną działalność moralizatorską i wychowawczą” – oj, jakież to groźne, jak można wierzyć w lepszy świat i propagującą go edukację, prawda?]

Gdybyśmy przyjęli, że wszystkie grupy głoszące podobne przekonania są sektami i z tego powodu muszą być wyeliminowane z życia, ustałby wszelki rozwój i postęp, ponieważ tworzenie nowych teorii i metod postępowania musiałoby zostać uznane za „sektę” i zakazane, a my zostalibyśmy na wieki wieków skazani wyłącznie na to, co już mamy i czego zmieniać nie wolno. Raczej mało pokrzepiająca wizja przyszłości, ale jakże stara i dobrze nam znana. Na szczęście niemożliwa w realizacji: gdybyśmy się jej trzymali ludzkość do dziś nie wyszłaby z jaskiń.

Za sprawą tego całego antysektowego jazgotu nawet nie zauważyliśmy, jak po uszy wpadliśmy w szpony wszechświatowej i najbardziej destrukcyjnej sekty apokaliptycznej, jaką w ogóle można sobie wyobrazić. Jest ona niewyobrażalnie groźna dlatego, że głosi zasady mające obowiązywać wszystkich bez wyjątku obywateli naszej planety, a co więcej, jest popierana nie tylko przez prawie wszystkie rządy świata i Kościoły, ale przede wszystkim przez będącą dziś „wiodącą siłą narodów” naukę (mało kto zdaje sobie sprawę z faktu, jak bardzo – za sprawą „sponsorujących” uczelnie korporacji – dzisiejsza nauka staje się skorumpowana, sprzedajna i niegodna zaufania).

Chyba wszyscy już się domyślili, że chodzi o sektę „Globalnego ocieplenia” (GO), założoną przez Ala Gore’a, uhonorowanego za swe wysiłki nagrodą Nobla (stary, poczciwy Nobel nie po raz pierwszy przewraca się w grobie patrząc na to, co wyprawiają jego kontynuatorzy). Przestrogi patriarchalnego Boga Ojca, straszącego w Starym Testamencie zagładą całego grzesznego świata nie zdały się na nic, ludzkość ani trochę nie przejęła się jego gniewem (a niby jak miała się przejąć, skoro to nie ludzie rządzą tą planetą, to nie obywatele mają wpływ na to, co się tu dzieje), więc dla odmiany przyszła pora na pogróżki Bogini. Matka-Natura oświeciła Ala Gore’a, powierzając mu misję podobną do tej, którą otrzymał Noe i przekazując mu zbawienną prawdę o tym, że jeśli natychmiast i całkowicie nie oczyści atmosfery z dwutlenku węgla, ludzkość zginie w straszliwych kataklizmach: od niewidzianych nigdy wcześniej mega-powodzi i fal tsunami, po niewyobrażalne susze i upały, a nawet trzęsienia ziemi i inne, nie mające jakiegokolwiek związku z atmosferą zjawiska. I zupełnie jak nasz patriarcha Noe Ale Gore wygłasza ze wszystkich możliwych trybun ostatnie ostrzeżenie dla ludzkości: jeśli nie przestaniecie oddychać i płodzić następnych pokoleń oddychających i zatruwających atmosferę emiterów CO2, kara za to będzie straszliwa, w postaci nieopanowanego gniewu Matki-Natury, która zmiecie was wszystkich z powierzchni ziemi.

O ile tradycyjne sekty mają tylko jedną, ale za to w miarę bezpieczną radę: izolujcie się od złego świata i żyjcie po bożemu, o tyle sekta GO głosi zasady zdecydowanie groźne: konieczność znacznej redukcji, a nawet całkowitej eliminacji, „ludzkich pasożytów”, co należy przeprowadzić każdym dostępnym sposobem. Są już opracowane i gorąco propagowane „naukowe” metody przeprowadzenia radykalnej depopulacji, stworzono też plany masowych przesiedleń tych niedobitków, które będą miały czelność przeżyć.

Największą zgrozą przejmuje świadomość, że plan ten popierany jest przez naukowców reprezentujących wiodące w świecie uczelnie wyższe i przywódców najpotężniejszych państw świata.

Jak zwykle ujawnia się tu cała przewrotność elit, którym się wydaje, że są właścicielami tej planety i że ludzkość istnieje tylko dla ich wygody i dobrobytu. Pisałam wielokrotnie o tym, że owe elity i kierowane przez nie korporacje kierują się wyłącznie żądzą doraźnego, natychmiastowego i egoistycznego zysku, za nic mając środowisko naturalne czy dobro ludzi, którzy na ich dobrobyt pracują niemal niewolniczo.

Nasza niezwykle produktywna gospodarka potrzebuje konsumpcjonizmu jako stylu życia, musimy zamienić kupowanie i korzystanie z towarów w rytuał, dzięki któremu uzyskujemy duchowy spokój w konsumpcji. Potrzebujemy konsumpcji, spalania, zamiany na nowe i wyrzucania w coraz większym tempie. [Victor Lebow]

To elity potrzebują „konsumpcjonizmu jako stylu życia” oraz „konsumpcji, spalania, zamiany na nowe i wyrzucania w coraz większym tempie”, ale winą za zaistniały z powodu tych „potrzeb” stan planety i świata obciążają tych, którzy w rzeczywistości są ofiarami tej strategii, czyli konsumentów owych bubli, wbrew swej woli i intencjom zmuszanych do wyrzucania dóbr, które z definicji powinny być trwałe. Powinny być, lecz nie są, bo gdyby były korporacje nie osiągałyby pożądanych zysków.

Sekta GO, niedwuznacznie kierowana przez światowe elity finansowo-przemysłowe arbitralnie uzurpuje sobie prawo do zaprowadzenia w świecie porządku według własnego uznania i według ustanowionych przez siebie norm prawnych, całkowicie niezgodnych z uregulowaniami prawnymi poszczególnych państw świata, Unii Europejskiej i Konstytucji USA. Czyż masowe ludobójstwo, choćby nawet dyktowane „najszlachetniejszymi intencjami”, takimi jak konieczność (rzekomego) ratowania środowiska naturalnego, może być zgodne z prawem?

Żadna sekta apokaliptyczna nie głosiła tak bezwzględnych praw i żadna nie osiągnęła tak potężnych wpływów jak sekta GO. Ale zanim nas wszystkich zgładzą, najpierw pozbawią nas wszelkiej własności. Zaczną od drakońskich podatków za emisję nieszkodliwego, a nawet pożytecznego dla natury CO2, potem złupią nas za prawo do korzystania z wody, następnie pod pretekstem chronienia natury przesiedlą do ściśle wyznaczonych i ogrodzonych miast, a w końcu zamienią w grupkę zachipowanych i kontrolowanych medykamentami ogłupiałych i bezwolnych niewolników. Bądźmy więc cisi i pokorni, a „nagroda” nas nie minie.

Powodzenia!

PS. Hitler odkrył, że film jest świetnym narzędziem propagandowym. Oprócz (rzekomo) dokumentalnej „Niewygodnej prawdy” mamy też demagogiczne filmy fabularne. Oto jeden z nich, którego premiera była świętowana z pompą na całym świecie!

Syndrom fałszywych wspomnień i pseudonauka

Badając sprawy z pogranicza nauki (np. relacje o uprowadzeniach przez UFO) często natykam się na pojęcie „syndromu fałszywych wspomnień”. Zawsze mnie ta diagnoza irytowała, ponieważ było dla mnie oczywiste, że takiego syndromu nie ma i być nie może. Mogło tu chodzić wyłącznie o psychologiczny „przekręt”, jakąś próbę robienia wariatów z ludzi, którzy doznali przeżyć zaprzeczających  racjonalistycznemu widzeniu rzeczywistości, a przez to stanowiących dowód na to, że świat funkcjonuje zupełnie inaczej, niż racjonaliści próbują nam to na siłę wmówić. Dlaczego to robią – to temat na osobne opracowanie. Ów rzekomy syndrom służy nie tylko obronie misternej, acz chwiejnej konstrukcji teorii oficjalnej nauki, która w każdej chwili może się zawalić pod wpływem nowych dowodów. Również kryje się za tym próba ukrycia niewygodnej, choć dobrze znanej władzom prawdy na temat inwigilowania naszej planety przez przedstawicieli obcych cywilizacji. Żeby więc uniknąć konieczności odpowiadania na pytania zaniepokojonego społeczeństwa, zbywa się ludzi diagnozą „syndrom fałszywych wspomnień”, a nawet oskarżeniem, że wspomnienia te są skutkiem sugestii hipnotycznej, narzuconej badanemu przez badacza. Prawda, jaka fajna i prosta sztuczka magiczna? Mamy syndrom, mamy świra, który na niego cierpi i nie mamy problemu z wyjaśnianiem czegokolwiek.

Ostatnio trafiłam na coś jeszcze. Pisałam już w tym blogu o pomyłce Zygmunta Freuda, który najpierw odkrył przerażający i jak najbardziej zgodny z prawdą fakt, że wielu ludzi cierpi z powodu wykorzystania seksualnego w dzieciństwie, a później, pod wpływem wrogich nacisków środowiska psychiatrów, wycofał się ze swoich twierdzeń. Mało, że się wycofał. Zrobił coś znacznie gorszego: obciążył winą za ten fakt ofiary owego wykorzystania, co miało tragiczne skutki dla całej ludzkości i dało podstawy do stworzenia owej nienaukowej (ale przez naukę dziwnie ochoczo uznanej) teorii o syndromie fałszywych wspomnień.

Kiedy przyjrzałam się tej sprawie bliżej, odkryłam rzeczy prawdziwie przerażające, w które początkowo zupełnie nie mogłam uwierzyć. No cóż, żyję w świecie rządzonym przez racjonalistów, a oni mają swoje sposoby, żeby zablokować dostęp do prawdziwej wiedzy. Również mnie zdarza się wpadać w zastawione przez nich sprytnie pułapki.

O sprawach tych czytałam do tej pory na stronach fundamentalistycznie katolickich, a ponieważ nie mam zaufania do tego typu źródeł informacji wzruszałam tylko ramionami i robiłam wymowne kółko na czółku. Nikt normalny nie wierzy przecież religijnym oszołomom, którzy robią zadymę z powodu jakichś, zapewne urojonych, obrzędów satanistycznych.

I to był bardzo wielki błąd. Dałam się oszukać jak ta bezmyślna, racjonalistyczna owieczka.

Najpierw na stronie Koniec milczenia, która jest kopalnią wiedzy psychologicznej przeczytałam tekst Lloyd’a DeMause Dlaczego sekty satanistyczne gwałcą, torturują i zabijają dzieci? Gdyby ten tekst znalazł się na stronie katolickiej, nawet bym na niego nie spojrzała. Ale ku mojemu zdumieniu napisał to świecki psycholog. No cóż, moja pierwsza myśl była taka, że facet zwariował, a strona nie jest wcale tak bardzo godna godna zaufania jak mi się w pierwszej chwili wydawało. Jednak przemogłam się i przeczytałam resztę artykułów tego autora, a to mnie z kolei utwierdziło w przekonaniu, że jest to człowiek poważny i rozsądny. A więc coś w tym musi być.

O rzekomym syndromie fałszywych wspomnień Lloyd DeMause pisze tak:

Znajdując się, jak wszyscy, pod wpływem potopu książek i artykułów z ostatnich kilku lat, zacząłem pracę od zastanawiania się, czy doniesienia o kultowych nadużyciach rytualnych są w ogóle prawdą, gdyż literatura ta nazywa je urojeniami, a nawet wszczepionymi wspomnieniami. Tymczasem psychoterapeuci w całym kraju donoszą o szerokim napływie pacjentów ze wspomnieniami KNR. „Monarch Resourses” – kalifornijski telefon zaufania dla ofiar nadużyć -odnotowuje rocznie 2500 informacji o kultowych nadużyciach rytualnych. „Looking Up” – analogiczny telefon zaufania w Maine – przyjmuje rocznie 6000 takich zgłoszeń. „Child Help” – ogólnokrajowa linia – w ostatnim roku przyjęła 1741 rozmów z ofiarami KNR. Podobne liczby dostępne są w w wielu innych placówkach. Te lokalne dane przekładają się w skali całego kraju na lekko biorąc dziesiątki tysięcy ofiar KNR rocznie, plus liczba tych, które milczą. Nie znaczy to, że liczba nadużyć popełnianych przez sekty satanistyczne tak gwałtownie ostatnio się zwiększyła, ale że – podobnie jak w przypadku innych form nadużyć na dzieciach – jesteśmy ostatnio coraz bardziej otwarci na dostrzeganie ich. Wydaje się jednak niemożliwe, aby cały ten zalew wspomnień KNR był wymysłem pacjentów lub wynikiem wszczepienia im ich przez terapeutów. Terapeuci są, w najlepszym sensie tego słowa, grupą nieśmiałą i pomysł, że nagle mieliby zacząć implantować fałszywe wspomnienia dziesiątkom tysięcy swoich pacjentów bez jasnej przyczyny, może trafiać jedynie do naiwnych. Nikt nie przedstawił do tej pory choćby skrawka dowodu na masowe wszczepianie tzw. fałszywych wspomnień.

Z chwilą, gdy zacząłem zapoznawać się z literaturą na ten temat, zaczęło do mnie docierać skąd pochodzi ów, przypominający polowanie na czarowniece, zgrany chór oskarżeń o implantowanie wspomnień nadużyć: od samych oprawców. Zacznę od tego, że założyciel Fundacji FMS (False Memory Syndrome Foundation) został wcześniej oskarżony przez swoją córkę o molestowanie seksualne w dzieciństwie. Następnie, główni sponsorzy i „naukowi rzeczoznawcy” związani z tą fundacją, są albo byli oskarżeni o nadużycia seksualne na dzieciach, albo są członkami grup pedofilskich domagającymi się prawa do seksu z dziećmi, albo publikują się w pedofilskiej prasie, tak jak jeden z członków Ciała Doradczego FMS (False Memory Syndrome Foundation Advisory Board), który ostatnio na łamach czasopisma Paidika: The Journal of Paedophillia wypowiedział się następująco: „Pedofile mogą jasno i odważnie afirmować to, co jest ich seksualnym wyborem. Mogą mówić, że to czego chcą, jest najlepszym sposobem miłości. Śmiało mogą mówić tak: ‚Wierzę, że to jest w istocie wolą Boga’.”

W dodatku, również niektórzy autorzy książek o „fałszywych wspomnieniach” są adwokatami pedofilów. Na przykład, Paul i Shirley Eberle, autorzy książki „Wykorzystanie niewinności – sprawa przedszkola McMartin” (The Abuse of Innocence: The McMartin Preschool trial), jednej z najczęściej cytowanych publikacji, piszą w niej, że doniesienia o KNR są zbiorową histerią. W książce tej, poważnie przyjętej przez krytyków i wielokrotnie potem cytowanej w poważnych magazynach jako miarodajne źródło, Paul i Shirley Eberle twierdzą, że ponad setka dzieci, które mówią o kultowych nadużyciach rytualnych doznanych ze strony personelu przedszkola, przeszła „pranie mózgu,” że ich matki, wszystkie, są histeryczkami i że nieważny jest fakt, że lekarze znaleźli fizyczne dowody gwałtów i torturowania u trzech czwartych tych dzieci, potwierdzające ich zeznania. Krytyka jednak ani słowem nie wspomina, że państwo Eberle są nazywani „najbardziej płodnymi producentami dziecięcej pornografii w USA” przez Tobby’ego Tylera, naczelnego szeryfa San Bernardino, który jest powszechnie uznanym w Stanach Zjednoczonych ekspertem d/s dziecięcej pornografii. Oglądane przeze mnie materiały pornograficzne państwa Eberle, jak i ich opublikowane artykuły – np. „Byłam seksbombą mając pięć lat” (I Was a Sexpot at Five) czy „Małe lolitki” (Little Lolitas) – zawierają ilustracje i zdjęcia, na których dzieci są gwałcone analnie i oralnie.

Ponownie o sprawie usłyszałam w relacji Arizony Wilder, z którą rozmawiał David Icke (film „Revelations Of A Mother Goddess„). Gdybym obejrzała ten film bez przygotowania, pewnie straciłabym zaufanie do Davida Icke. Ale po lekturze artykułów Lloyd’a DeMause wiedziałam już, co sądzić o owym „syndromie” i o nękającej Arizonę Fundacji Syndromu Fałszywych Wspomnień (False Memory Syndrome Foundation).

Ponieważ mnie już nic nie jest w stanie zaszkodzić powiem wprost co myślę o nauce, racjonalistach i władzy tego świata: sprzedaliście nas panowie i panie za garść nędznych srebrników, a sami kolaborujecie jak zdrajcy z istotami, które są do szpiku kości złe, i których celem jest unicestwienie większości populacji tej planety i zamienienie pozostałych niedobitków w kontrolowanych chemicznie i elektronicznie niewolników. W dzisiejszych, ponurych czasach nauka nie służy tak jak kiedyś zdobywaniu wiedzy i poprawianiu bytu ludzkości. Dziś służy ona legitymizowaniu kłamstw polityków i szkodzeniu tejże ludzkości. Zamiast bronić nas przed zbrodniczymi planami ludobójstwa, uknutego przez twórców totalitarnego tworu, zwanego Unią Europejską i Nowym Porządkiem Świata (rządem światowym) większość naukowców i cała banda sprzedajnych autorów różnych rzekomo „antybzdurowych” blogów propaguje szkodliwe kłamstwa o nieistniejących syndromach i szkodliwości witamin oraz suplementów.

Ale to krótkowzroczna polityka. Nie nacieszycie się długo swoimi srebrnikami. Możecie być pewni, że i tym razem, dokładnie tak samo jak się to dzieje w bajkach dla dzieci, szatan wystrychnie was na dudka. Sprzedaliście swoje dusze i podpisaliście cyrograf własną krwią, powinniście jednak wiedzieć, jak kończą się wszystkie bez wyjątku interesy z diabłem. Nie dość, że nie dostaniecie tego, co wam obiecano, ale wasz zdradziecki przyjaciel z szyderczym śmiechem zostawi was i wasze potomstwo w piekle, w które zamieniacie naszą piękną ziemię. Zapomnieliście, że siedzicie na tej samej gałęzi co my wszyscy – reprezentanci tak przez was pogardzanej ludzkości. Kiedy ją podetniecie, spadniecie wraz z nami. Opryskiwanie nas z nieba oznacza, że i wy i wasze dzieci zostaniecie również opryskani. Wiatry usłużnie rozniosą tę truciznę po wszystkich zakątkach naszej planety, również tam, gdzie macie nadzieję stworzyć dla siebie rajskie i ekologiczne ogrody. I my i wy i wasze cudowne dzieci, wszyscy razem, będziemy jeść tę samą zatrutą chemikaliami i pozbawioną wartości odżywczych żywność GMO (bo to paskudztwo wkrótce rozsieje się po całej planecie, skażając i unicestwiając wszystko, co stworzyła natura i całe pokolenia rolników), pić zatrutą wodę, wdychać powietrze pełne toksyn, chorować na nowotwory i leczyć się zabójczą chemioterapią. Chyba nie jesteście aż tak naiwni, żeby sądzić, że dostarczą wam żywność i powietrze z innej planety. Spoko, wasi upadli mocodawcy mają was tam, gdzie wy macie nas.

A my?

My wbrew waszym knowaniom przetrwamy. Już niedługo wejdziemy w takie rejony wszechświata, w których panują wibracje zabójcze dla ludzi o niskich wibracjach duchowych i zacznie się masowe wymieranie „dinozaurów” – czyli was. Ale o tym napiszę osobno.

Uważajcie plagiatorzy!!!

Po raz kolejny odkryłam plagiatorkę moich tekstów. Osoba, która na eioba używa pseudonimu contra bezczelnie spisała nawet mój życiorys, podając go jako swój. Pozostałe teksty również są praktycznie czystymi plagiatami, z niewielkimi dopiskami z jakichś innych źródeł.

Czy niektórzy ludzie są nienormalni? Czy oni sądzą, że mogą robić takie rzeczy i pozostać bezkarnymi? Że nikt, a zwłaszcza autor, niczego się nie dowie?

Napisałam do niej maila o tej treści:

Witam,
jestem właścicielką oraz autorką strony www.astro.eco.pl oraz blogów: https://astromaria.wordpress.com/
http://astromaria.blogspot.com/
http://astrofaq.blogspot.com/
Chyba wiesz, co mam zamiar ci powiedzieć. Daję ci 3 dni na usunięcie wszystkich moich tekstów z eioba. Jeśli tego nie zrobisz podejmę bardziej zdecydowane kroki.
Pozdrawiam niegrzecznie
MS

Ze zdenerwowania nie zauważyłam w pierwszej chwili, że obok każdego tekstu na eioba znajduje się przycisk do zgłaszania naruszenia praw autorskich. Gdy tylko go zauważyłam, natychmiast z niego skorzystałam. Nikt nie zgłosił żadnych wątpliwości co do moich roszczeń, które zostały uwzględnione przez adminów natychmiast i bez żadnych zastrzeżeń.

Dopisek z ostatniej chwili (11 kwietnia): contra skasowała WSZYSTKIE swoje wcześniejsze artykuły (mam ich kopie), nie tylko te, które splagiatowała ode mnie. Czyżby to znaczyło, że wszystkie były plagiatami?

Ale to jeszcze nic! Pewien bardzo ordynarny użytkownik, który najpierw mnie obrzucił oszczerstwami, a potem napisał plugawy i rynsztokowy tekst o czarownicy, mając ewidentnie mnie na myśli (uwaga panie J.S. – jego kopię również mam w swoim komputerze) również nagle skasował WSZYSTKIE swoje artykuły. Nie tylko ten o czarownicy. A zgromadził za nie pokaźną ilość 2.870 punktów.Wygląda na to, że zaczyna biedaczek pracę od podstaw. Czyżby się czegoś przestraszył? Jedno tylko jest pewne – nienawidzi mnie płomienną nienawiścią i jakby mógł, to by mnie spalił na stosie. Jak czarownicę.

Widzę w statystykach, że zaglądacie tutaj z eioba. Więc Wam coś powiem: kochaliście contrę za jej oświecające teksty? Taka mądra z niej była kobieta? I jaka oświecona, prawda?

Pięknie.

Sęk w tym, że podziwialiście mnie, a nie contrę. Bo to ja byłam autorką tego, co uważaliście za dzieło contry. Nie rozumiem więc, skąd nienawiść niektórych jej wielbicieli do mnie. Co złego zrobiłam? Że zgłosiłam plagiat? Czyż nie mam prawa do swojej własności?

Zostałam okradziona, więc mam prawo domagać się sprawiedliwości.

Dlaczego więc plujecie na mnie, a nie na złodziejkę?

A contra?

Napluj takiej w twarz, a powie, że deszcz pada. Za grosz honoru ani wstydu nie ma.

Gdyby mnie udowodniono plagiat zapadłabym się pod ziemię ze wstydu, a ta bezczelna baba jeszcze śmie mnie agresywnie zaczepiać i obrażać.

No i sprawa się wyjaśniła: contra jest członkinią sekty Himavanti, a eioba jest tej sekty własnością i  polem działania.

Jakże mogłam się tego nie domyślić? Znam te niskie wibracje, a oni znają mnie i to stąd wzięła się nienawiść tych sekciarzy do mnie od pierwszego momentu, kiedy tam się pojawiłam.

I uwaga końcowa: wrażenie, że sekta zgromadziła licznych wyznawców i że posiada duże wpływy jest mylne.

Podążając za linkami w statystykach mojego bloga natrafiłam na WordPress na kilka blogów, ewidentnie prowadzonych przez ludzi z Himavanti, ale kiedy przyjrzałam się tym blogom bliżej stało się dla mnie oczywiste, że wszystkie one należą do Mohana i są pisane przez niego osobiście. Niech was nie zwiedzie ilość nicków i nazwisk autorów obu płci. Facet ma tak charakterystyczny styl, że nie może być mowy o pomyłce. Również osoby tak licznie i aktywnie komentujące te blogi są tylko i wyłącznie kolejnymi klonami Mohana.

Mohan skarbie, twój obłąkany styl wypowiedzi identyfikuje cię od razu, jak odcisk twojego palca. Ani mnie, ani innych inteligentnych ludzi nie zwiedziesz. Ale jestem ci wdzięczna za ruch, jaki wygenerowałeś na moim blogu. Dzięki twoim linkom do mnie i reklamie, jaką mi robisz mam teraz imponujące wyniki popularności.

O moich potyczkach z tą sektą możecie przeczytać w tym wpisie.

A tu… sami oceńcie, jak charyzmatyczną postacią jest ten wielki guru. Ale uwaga!!! Proszę nie jeść ani nie pić w czasie oglądania, bo oplucie monitora gwarantowane.

Jeśli należysz do naiwniaków, którzy pisaninę Mohana i jego licznych klonów biorą na serio zapoznaj się  z tymi linkami:

Eioba.pl = Himawanti = Prema Dharmin= Mohan?

Bractwo Zakonne Himawanti – refleksje w związku z niektórymi formami działalności Bractwa.

Prawdziwy Himawanti

Jak to się robi w Bractwie Zakonnym Himawanti?

Dlaczego Astromarii ogień się nie ima ;)


Przeniesione ze starego bloga (2008-01-15 02:02:24)

Otóż dlatego, że Astromaria umie chodzić po ogniu.

Już dawno miałam o tym napisać, ale jakoś zawsze mi to wylatywało z głowy. No i teraz kilka zdarzeń (a zwłaszcza to noworoczne) przypomniało mi o tej sprawie.

Nie będę się znęcać nad biednymi sceptykami ani nabijać się z ich sposobów „racjonalnego” wyjaśnienia tego zjawiska, tylko po prostu je opiszę, z punktu widzenia uczestnika tej „magicznej” imprezy.

Jeśli ktoś mi tu napisze, że w to wierzy lub nie wierzy, to powiem mu jedno: „wierzyć to można w życie pozagrobowe”, a chodzenie po ogniu jest zjawiskiem, którego KAŻDY może osobiście doświadczyć, a więc dokonać jego weryfikacji, jak najbardziej naukowej i racjonalnej. A wtedy WIARA nikomu do niczego nie będzie potrzebna, ponieważ zamiast niej posiądzie WIEDZĘ. Czego (czyli więcej wiedzy) wam serdecznie życzę, amen…

Zdarzyło się to wkrótce po ukończeniu przeze mnie uczelni dla Harrych Potterów, gdzie uczono nas różnych rzeczy (na przykład zginania łyżeczek wzrokiem, co też tu opiszę), ale o chodzeniu po ogniu najwyraźniej zapomniano. Skoro tak, musiałam uzupełnić edukację na własną ręką. Zorganizowałam więc odlotową imprezę dla przyjaciół z rzeczonej szkoły.

Mieszkałam wtedy tuż pod Warszawą, w przepięknym miejscu, nad jeziorkiem Łacha, wśród zielonych łąk i lasów. Z jednej strony jeziorko, z drugiej Wisła, wprost wymarzona sceneria do praktykowania magii. Żeby było ciekawiej: na środku podwórka stała miniatura piramidy Cheopsa…

Jako nauczyciela polecono mi Lecha C. psychologa ze Śląska. Psycholog był taki zupełnie zwyczajny, miał mgr przed nazwiskiem i wcale nie wyglądał na Wielkiego Maga.

Pierwszego dnia zorganizował nam sesję rebirthingu na świeżym powietrzu. Wynieśliśmy śpiwory i karimaty, ułożyliśmy się na nich wygodnie na zielonej trawie, sierpniowe słoneczko przyjemnie nas ogrzewało i w tej scenerii oddychaliśmy świeżym, pachnącym łąką powietrzem. Tak intensywnego zapachu trawy i ziół nie czułam chyba nigdy wcześniej. No, może we wczesnym dzieciństwie…

Wieczorem była mała sesja psychoterapeutyczna, dzięki której zrozumieliśmy, na czym polegają nasze problemy dnia codziennego.

Następnego dnia, z samego rana, cała zgraja czarowników wybrała się nad Wisłę zbierać materiał na stos. Zajęło nam to sporo czasu, ponieważ potrzeba było naprawdę dużo drewna. Po obiedzie nastał wreszcie ten moment, na który wszyscy z takim napięciem czekali.

Mistrz ceremonii wraz z męską częścią brygady zbudowali na plaży ogromny stos i podpalili go, po czym wszyscy zasiedliśmy w kółku, wokół Lecha, który wygłosił krótki wykład wyjaśniający, na czym polega magiczna sztuka, którą za chwilę będziemy praktykowali, a przede wszystkim jakie są zasady bezpieczeństwa. Podstawową zasadą okazało się „dogadanie się” ze swoim Aniołem-Stróżem i uzyskanie jego zgody na wkroczenie do kręgu. Jeśli ktoś wcześniej nie miał okazji uświadomić sobie obecności swojego Duchowego Opiekuna oraz siły, z jaką on go chroni, teraz miał niepowtarzalną okazję doświadczyć tego wyraźnie i ponad wszelką wątpliwość.

Następnie Lech wziął gitarę i zaintonował prostą piosenkę-mantrę, którą po chwili wszyscy radośnie śpiewaliśmy. Nie pamiętam dokładnie jej słów, ale pamiętam przesłanie: umacniała w nas przeświadczenie, że ogień jest dobry, a chodzenie po nim w pełni bezpieczne. Piosenka składała się z niewielu słów i była monotonna, więc wykonywaliśmy ją zupełnie automatycznie, dzięki czemu bardzo szybko wpadliśmy w rodzaj transu. Oczywiście, nikt z nas nie miał pojęcia, że jest to trans. Po prostu śpiewaliśmy coś nudnego zupełnie automatycznie i tyle.

Nie wiem, ile czasu to trwało, ale do spalenia tak wielkiej góry drewna potrzeba było go dość dużo. W każdym razie, zanim skończyliśmy zdążył zapaść zmrok. Wtedy Lech wstał, wziął grabie, rozbił resztę płonących polan, odrzucił te, które się nie spaliły, a resztę wygrabił w równy „dywanik” z żarzącego się popiołu. Było już ciemno, więc gdy wiał wietrzyk, nasz dywanik rozświetlał się efektownie na czerwono.

Patrząc na tę czerwień zastanawiałam się, czy odważę się po tym przejść…

Gdy Lech skończył zaprosił wszystkich na plażę i ustawił nas w rządku, po czym przypomniał główną zasadę: przed wejściem w ogień należy uzyskać zgodę Opiekuna. A więc: stoimy i czekamy, w myślach pytając, czy już nam wolno przejść, czy jeszcze nie. Jeśli nie czujemy wyraźnej zgody, nie wolno się ruszyć. Trzeba dalej stać i czekać.

To czekanie było jednym z najbardziej metafizycznych przeżyć w moim życiu. Z natury jestem w gorącej wodzie kąpana (mam Księżyc w ognistym Lwie w opozycji z Marsem), więc stanie i czekanie jest dla mnie torturą…

Grzecznie, choć niecierpliwie czekałam, a w tym czasie inni włączali się kolejno do zabawy. Było mi coraz bardziej głupio, że tak stoję i nic, podczas gdy oni radośnie szaleją, śmiejąc się i krzycząc, że to świetna zabawa. Prawie zwątpiłam, że w ogóle tę zgodę uzyskam, gdy nagle… pyk i blokada znikła. To było naprawdę fantastyczne uczucie. Przedtem byłam autentycznie zablokowana, czułam totalny brak przyzwolenia, i nagle poczułam, że wszelkie przeszkody zostały usunięte!

Ruszyłam więc raźnie przed siebie. Spytacie pewnie, co czułam. Otóż – nic specjalnego. Węgielki pod stopami migotały nieco groźnie, ale zupełnie nie parzyły. Sierpniowe wieczory są chłodne i stopy zdążyły mi nieco zmarznąć, więc ta wędrówka była przyjemna, jak rozgrzewająca kąpiel w ciepłej wodzie.

Brykaliśmy tak radośnie aż do chwili, gdy żar zupełnie zagasł i wystygł, po czym udaliśmy się do domu, prosto do łazienki, żeby umyć czarne od sadzy stopy. Prawie całą noc opowiadaliśmy sobie w podnieceniu, co kto czuł i jak to przeżył. Tylko jedna koleżanka miała niewielki bąbel na stopie, reszta uczestników była nienaruszona. Widocznie biedaczka zaliczyła falstart, wskakując w żar zanim wydano jej na to przyzwolenie.

Dlaczego chodzenie po ogniu jest możliwe?

Nie wiem za bardzo, ale wiem jedno: nasze możliwości są nieograniczone i każdy z nas jest w stanie „czynić cuda”, a wiara naprawdę góry przenosi. Moc naszej psychiki jest niezbadana i kryje wiele tajemnic.

Zgodnie z obietnicą na zakończenie wspomnę jeszcze krótko o zginaniu stalowych (nie aluminiowych!!!) łyżeczek.

Ja osobiście nie brałam w tym udziału (z powodu nie posiadania łyżeczki), ale byłam naocznym świadkiem. W czasie jednego z kursów wyjazdowych znany okultysta (również Lech) zorganizował seans dla uczestników obozu. Wszyscy chętni zostali zaproszeni późnym wieczorem do dużej sali, gdzie zainstalowano specjalne oświetlenie oraz aparaturę muzyczną. Z głośników wydobywało się potężne, szamańskie bębnienie, a światła migały, sprawiając, że mózgi uczestników wpadły w stan dezorientacji. Mistrz kazał wszystkim pląsać w kółku, przemawiając czule do łyżeczek i namawiając je, żeby się grzecznie wygięły i cały czas delikatnie je głaskać. Z powodu ciemności nikt swojej łyżeczki nie mógł widzieć, nie miał więc pojęcia, w jakim znajduje się ona stanie.

Gdy w końcu zapadła cisza i zapalono światła każdy mógł przyjrzeć się swojemu dziełu.

Większość stała z rozczarowaną miną – ich łyżeczki wyglądały zupełnie normalnie. Ale kilka osób, w tym większość dzieci, podskakiwało radośnie do góry, prezentując wszystkim kompletnie pogięte sztućce.

Od razu informuję, że nie były to osoby podstawione. Byli to moi znajomi, którzy dali się na to namówić zupełnie spontanicznie i przystąpili do próby bez żadnego przygotowania. Ludzie ci byli totalnie zaskoczeni rezultatami. Nigdy nie podejrzewali siebie o podobne uzdolnienia, a jednak udało im się. I do dziś są tym bezgranicznie zdumieni.