Chcesz być leczony, czy wyleczony?

Po emisji czwartkowego wydania programu TVN „Uwaga!” na temat homeopatii w sieci rozszalała się istna burza. Dziennikarze ośmielili się przedstawić homeopatię w pozytywnym świetle, a ich przekonania zostały naukowo potwierdzone przez fizyka, który przyznał, że żyjący 200 lat temu twórca homeopatii Samuel Hahnemann miał genialną intuicję, którą dziś można potwierdzić dzięki najnowocześniejszym urządzeniom laboratoryjnym. Sceptyk został przekonany, a wszyscy wrogowie homeopatii wyszli na chemicznych ortodoksów i zwyczajnych kłamców, nie mających pojęcia o tym, co tak zawzięcie i z prawdziwą wściekłością zwalczają lub, co jeszcze gorsze (i wielce prawdopodobne), na ludzi przekupionych przez farmaceutyczne kliki.

Nie będę streszczać filmu, ale gorąco zachęcam do jego obejrzenia. Proszę zwrócić uwagę na postawę Konstantego Radziwiłła, który z pełną determinacją stoi na straży interesów koncernów farmaceutycznych, czym daje dowód na to, że w najmniejszym nawet stopniu nie obchodzi go dobro pacjentów, a jedynie obrona jedynie-słusznej ideologii. Co więcej, nie jest on zainteresowany poszerzaniem swoich horyzontów myślowych ani zdobywaniem wiedzy innej, niż ta, którą przekazano mu w czasie studiów. Żenada. Pan Radziwiłł powinien reprezentować całe środowisko lekarskie, a nie tylko „chemicznych Ali’ch”. Homeopaci i naturoterapeuci to też lekarze, mają dyplomy uczelni medycznych, nierzadko tytuły doktorskie, a nawet profesorskie i mają pełne uprawnienia do wykonywania zawodu lekarza. Stawianie ich przed sądem tylko dlatego, że leczą inną metodą niż się to panu Radziwiłłowi podoba świadczy o niesłychanym wprost despotyzmie i fanatyzmie światopoglądowym. Naczelna Rada Lekarska powinna szanować przysługujące pacjentom prawo do wyboru metody leczenia oraz do decydowania o tym, jak i przez kogo chcą być leczeni.

Jeśli chorujesz drogi czytelniku, zadaj sobie pytanie, które jest tytułem tej notki. Czy chcesz być leczony, być może jak najbardziej zgodnie z „naukową”, alopatyczną ortodoksją, czy wolałbyś raczej zostać wyleczony, nie ważne jak i przez kogo, byle szybko, skutecznie i bez skutków ubocznych?

Ja za Ciebie tej (ani żadnej innej) decyzji nie podejmę. Twój los jest w Twoich rękach. Najprawdopodobniej się ze mną z oburzeniem nie zgodzisz, ale zapewniam Cię, że ponosisz pełną odpowiedzialność za wszystko, co Cię w życiu spotyka. A za zdrowie w szczególności.

Masz wybór: możesz dalej chodzić po lekarzach, siedzieć w długich kolejkach, narzekać, kląć i płakać z powodu organizacji służby zdrowia, a potem wydać ostatni grosz emerytury czy nędznej pensji na leki (już słyszę to dramatyczne wzdychanie: „wszystkiego mogę sobie odmówić, ale na leki musi mi starczyć”) lub uczciwie odpowiedzieć na pytanie: „wolę się leczyć, czy zostać wyleczonym?” Jeśli uważasz, że twoja choroba nie da się wyleczyć i do końca życia będziesz skazany na kupowanie drogich leków, które nie tylko nie pomagają, ale powodują liczne, nierzadko groźne skutki uboczne, to nie czytaj dalej. Idź, połknij swoje pigułki, włącz telewizor i obejrzyj wiadomości z Polski, o tym, jak fatalnie działa nasza służba zdrowia i jak pacjenci cierpią. Miłej zabawy.

Jeśli jednak masz już dość bycia oszukiwanym i dojonym z kasy niby krowa, jeśli masz dość bólów brzucha, mdłości, zapaści, omdleń i coraz gorszego samopoczucia przebudź się z iluzji, którą karmią cię niedouczeni (uczelnie medyczne sponsorowane są przez koncerny farmaceutyczne) lub skorumpowani lekarze (za przepisywanie określonych leków lekarze otrzymują nagrody oraz wyjeżdżają na szkolenia do atrakcyjnych kurortów, nierzadko w ciepłych krajach). Zacznij czytać, googlować i samodzielnie szukać ratunku dla Twojego zdrowia.

Twoje zdrowie jest twoim największym skarbem, więc nie pozwól, żeby jacyś złodzieje pozbawiali Cię tego, co masz najcenniejsze.

Na początek poszukaj danych statystycznych, które wykażą z jednej strony ilu ludzi umiera rocznie na skutek złego leczenia, pomyłek lekarskich i skutków ubocznych leków alopatycznych, i z drugiej: ilu homeopatów zostało oskarżonych przez pacjentów o błąd w sztuce lub spowodowanie śmieci i skazanych przez sąd na więzienie. Dowiedz się również, np. pytając swoich znajomych, ilu z nich zostało skutecznie wyleczonych przez medycynę alopatyczną z tzw. chorób przewlekłych.

Znasz może kogoś, to odstawił insulinę, bo po latach jej stosowania zrobiło mu się lepiej? Albo kogoś, kto został skutecznie i na zawsze wyleczony z nadciśnienia, miażdżycy, chorób serca itp.? Ja nie znam. Znam natomiast takich, którzy po latach „leczenia” się z cukrzycy pochorowali się jeszcze bardziej, niż przed „leczeniem”: stracili wzrok, stopę, a nawet całą kończynę i resztki zdrowia. Znam też takich, którzy przyjmują coraz silniejsze leki na nadciśnienie i czują się coraz gorzej. Choroba nie tylko nie ustępuje, ale się pogłębia, co z reguły kończy się kalectwem lub śmiercią na skutek wylewu.

A teraz będzie bardziej optymistyczna część mojej notki.

Znam wielu takich (i wciąż do mnie piszą nowi), którzy zostali naprawdę skutecznie i na zawsze wyleczeni z bardzo poważnych chorób przez zwykłych dietetyków i lekarzy homeopatów. W przypadku cukrzycy wystarczy 30 dni zdrowej diety, żeby całkowicie i na zawsze wyzdrowieć. Cukrzyca jest spowodowana złym odżywianiem, więc tylko zmianą diety można ją wyleczyć. Podobne efekty uzyskuje się w przypadku każdego rodzaju grzybicy. Zamiast smarować się drogimi i nieskutecznymi maściami lub całymi latami łykać antybiotyki wystarczy odstawić słodycze (nie stosować „dietetycznych” słodzików, są rakotwórcze!!!) i zmienić dietę na taką, która „zagłodzi” chorobotwórcze grzyby.

W przypadku całego mnóstwa innych chorób najlepiej udać się i do dietetyka, i do lekarza-homeopaty. Dobrze dobrana dieta czyni cuda, a leki homeopatyczne nie tylko nie szkodzą, ale są bardzo skuteczne w przywracaniu zdrowia, i to nie tylko fizycznego, ale i psychicznego. Homeopatia uzdrawia całościowo. Dlatego lekarz zadaje pacjentowi te wszystkie pytania, które mogą wydawać się bardzo dziwne i nie związane z chorobą, na którą skarży się pacjent. Bo niby co mają wspólnego okulary z problemami gastrycznymi? Mają tyle, że pacjent jest całością. Jego oczy, żołądek i całą resztę łączą wzajemne zależności, o których alopata specjalizujący się wyłącznie w gastrologii lub okulistyce nie ma pojęcia. Lecząc homeopatycznie żołądek można wyleczyć nerwicę lub brak pewności siebie.

Dobrzy lekarz, to skuteczny lekarz. Nawet, jeśli za wizytę trzeba zapłacić i nawet jeśli wydaje się to drogo, należy się zastanowić, co się bardziej opłaca: korzystać z „darmowej”, tragicznie źle działającej służby zdrowia i do końca życia tracić majątek na trujące leki alopatyczne, czy wysupłać pieniądze na jedną lub kilka drogich wizyt w gabinecie homeopaty i potem do końca życia być w pełni zdrowym i nie wydawać już ani grosza na leczenie? Zastanówcie się nad tym sami.

I jeszcze taka mała dygresja: dlaczego homeopatia jest tak zajadle zwalczana zarówno przez medycynę alopatyczną, jak i przez Kościół? Dlaczego ludzi straszy się demonami, opętaniem lub jakimiś rzekomymi tragicznymi skutkami ubocznymi leczenia homeopatycznego?

Moim zdaniem odpowiedź jest prosta: lek homeopatyczny (oczywiście, jeśli zostanie naprawdę dobrze dobrany, indywidualnie do potrzeb pacjenta) przywraca człowiekowi równowagę na wszystkich poziomach. Nie tylko na fizycznym, ale psychicznym i duchowym. Osoba taka staje się silna psychicznie i duchowo, co sprawia, że jest niezależna, odważna i asertywna. Takim człowiekiem nie da się manipulować ani bezkarnie go oszukiwać. Władza duchowa ani świecka nie potrzebuje takich wyzwolonych jednostek. Władza kocha, żeby obywatele byli jak te barany: ciemni, bezmyślni i posłuszni. Żeby na zawołanie kupowali, szczepili się, dawali na tacę, głosowali na szubrawców i broń Boże nie myśleli.

————–

I na zakończenie ostrzeżenie!

Jak było do przewidzenia, po emisji „Uwagi” cała banda sprzedawczyków, raczej nie bezinteresownie stojących na straży interesów przemysłu farmaceutycznego, dostała istnego szału i ataków furii. Zapluwają się biedacy w swoich blogach i komentarzach na forach dyskusyjnych jadem swojej nienawiści, ale cóż mogą zrobić wobec niezbitych faktów? Faktom nie da się zaprzeczyć.

Ci sami ludzie do niedawna toczyli na swych blogach świętą wojnę przeciwko tzw. „teoretykom spisku”, nawołującym do bojkotu szczepień przeciwko świńskiej grypie i negującym globalne ocieplenie spowodowane przez człowieka. Dziś nie muszę nikomu tłumaczyć, kto miał rację.

Bez względu na to, czy była ona naturalna, czy sztucznie wytworzona w laboratoriach, świńska grypa okazała się niegroźną mutacją tej choroby. Ani nie miała potencjału zabijania, jaki jej przypisywano, ani nie rozprzestrzeniała się tak szybko i na masową skalę, jak nam wmawiano. Ogłoszenie przez WHO pandemii 6 stopnia było nie tyle bezzasadne, co raczej było skutkiem korupcji, a wydatki, jakie rządy poniosły na zakup szczepionek okazały się wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Na szczęście zwykli obywatele wykazali dużo więcej rozsądku, niż rządy ich państw i zwyczajnie akcję szczepień zbojkotowali. Jeśli dziś ktoś czuje się chory z powodu tej grypy, to wyłącznie ministrowie odpowiedzialni za zdrowie obywateli i finanse państwa, ponieważ będą musieli stanąć przed komisją śledczą i wytłumaczyć się ze swoich nieprzemyślanych działań, którymi narazili budżety swych państw na tak wielkie straty, a zdrowie narodu na niebezpieczeństwo. Śledztwo wykazało, że szczepionki były produkowane w pośpiechu i nie spełniały norm bezpieczeństwa, dlatego podawanie ich ludziom, a zwłaszcza dzieciom mogło spowodować katastrofalne skutki.

Globalne ocieplenie również okazało się wielkim pseudonaukowym szwindlem. Obie te afery już dorobiły się miana przekrętu stulecia, a nawet wszechczasów i nie wiadomo, której z nich należy się palma pierwszeństwa. Naukowcy, których ludzie uważali do tej pory za nieskalane autorytety, stojące na straży obiektywnej, bo naukowej prawdy, okazali się przekupni i zdolni do fałszowania wyników badań. Robili to dla kariery i pieniędzy. Co gorsze, wręcz haniebne, stosowali terror wobec swoich kolegów, którzy uczciwość stawiali wyżej od kariery. Sprzedajni karierowicze wspinali się po szczeblach kariery, podczas gdy uczciwi i rzetelni uczeni, broniący prawdy tracili posady i dobre imię.

Dziś ci sami ludzie, którzy w agresywny, napastliwy i wręcz chamski sposób narzucali światu kłamstwa na temat szczepionek i klimatu, zaszczuwając i opluwając wszystkich, którzy sprzeciwiali się tej obrzydliwej kampanii dezinformacji, teraz ośmielają się opluwać homeopatię i medycynę naturalną. A co najbardziej zdumiewające – znajdują czytelników, bezkrytycznie wierzących w te odrażające brednie. Ludzie, którzy dwa razy zostali przyłapani na zbrodniczych kłamstwach są dla was wiarygodnym źródłem informacji? Zastanówcie, się co robicie! Ile razy musicie zostać oszukani, żebyście w końcu zrozumieli, że to sprzedajni psychopaci, wynajęci przez koncerny farmaceutyczne lub skorumpowanych polityków do naganiania im klientów?

—————–

Jeśli ktoś nie czuje się jeszcze przekonany, podam tutaj konkretne liczby. Dane nie są najnowsze (lata 2000-2004), ale jest oczywiste, że dziś zyski koncernów farmaceutycznych są z całą pewnością wyższe, a nie niższe. Dane pochodzą z filmu „Zdrowie na sprzedaż”.

  • 2004 r.: leki na receptę przyniosły ponad 500 mld $
  • 2002 całkowity dochód Big Pharma wyniósł 36 mld $ i był wyższy od sumy dochodów pozostałych 490 międzynarodowych przedsiębiorstw z listy 500 najbogatszych korporacji na świecie
  • W 2004 r. Big Pharma zanotowała 205 mld $ przychodu, prawie tyle, ile wynosi produkt krajowy brutto Danii

Lista Top Ten leków:

  1. Lipitor na obniżenie poziomu cholesterolu (Pfitzer) przyniósł w ciągu roku 10 mld $ zysku
  2. Zocor, także na obniżenie poziomu cholesterolu (Merck) dochód w ciągu roku 6 mld 100 mln dochodu
  3. Zyprexa, lek antydepresyjny (Eli Lilly) 4 mld 800 mln $
  4. 480 mld $ przychodu z 7 pozostałych leków (2 na wrzody, 1 na nadciśnienie, 1 antydepresyjny, 1 na choroby serca, 1 na astmę i 1 na anemię)

Leki homeopatyczne nie przyniosły koncernom z Big Pharma żadnego dochodu, a co gorsze, odebrały im wielu klientów. Odebrały ich na zawsze, ponieważ ludzie ci zostali skutecznie wyleczeni i nie kupują i kupować nie będą już żadnych leków.

Czy teraz jest już jasne, dlaczego homeopatię należy zniszczyć i zdelegalizować?

Jeszcze mamy wybór. Jeszcze chronią nas humanitarne prawa. Jeszcze wciąż obowiązuje Karta Praw Pacjenta. Ale jeśli będziemy bierni i pokorni jak te barany, nasze prawa zostaną nam odebrane, a my zostaniemy zmuszeni do spożywania GMO, aspartamu i skażonej pestycydami żywności, do będącego skutkiem tego chorowania i leczenia się jedyną legalną metodą: trującą i zabijającą chemią. A to będzie oznaczało, że już wkrótce staniemy się jedynie kolejną bezosobową cyferką w statystykach śmiertelności medycyny alopatycznej.

PS. Pewien wróg naturalnego zdrowia z mściwą satysfakcją napisał na blipie, że produkująca leki homeopatyczne firma Boiron osiąga 500 mln. dochodu. Cóż to jest w porównaniu z miliardami Big Pharma? Ale to i tak niezwykle radosna wiadomość, bo świadczy o tym, że na świecie jest dużo więcej mądrych i dbających o zdrowie ludzi, niż przypuszczałam. Jest to świetna wiadomość również dlatego, że skoro jest nas tak dużo, to znaczy, że stanowimy potężną siłę, z którą decydenci muszą się liczyć. Znaczy to, że jeśli ktoś będzie próbował zdelegalizować homeopatię spotka się to z potężnym sprzeciwem. Tak więc jest to naprawdę świetna wiadomość.

Moje spotkanie z homeopatią

U mojego, wówczas ok. 10-letniego synka, badanie USG, przeprowadzone w Centrum Zdrowia Dziecka, wykazało kamień w nerce. Oczywiście ta diagnoza wywołała moje przerażenie, a gdy spytałam lekarkę, w jaki sposób można się tego kamienia pozbyć, moje przerażenie wzrosło jeszcze bardziej. Widząc moją minę pani doktor powiedziała, że ma telefon do lekarza homeopaty i jeśli jestem zainteresowana niekonwencjonalnymi metodami działania, to mogę zadzwonić do niego i spytać, czy może mi pomóc. Zgodziłam się z nadzieją i już wkrótce siedziałam z dzieckiem w poczekalni.

Lekarz obejrzał wyniki badań, po czym zadał dziecku całą serię dziwnych i nietypowych pytań, np. czy nerka bardziej boli gdy się schyla, gdy stoi w pozycji pionowej, czy gdy się położy. Po badaniu otrzymaliśmy kropelki i małe kuleczki do ssania. Po jakimś czasie zgłosiliśmy się na badanie kontrolne. Syn znów odpowiadał na dziwne pytania i znów otrzymał lekarstwa, tym razem inne.

Po kilku miesiącach lekarz kazał zrobić kontrolne badanie USG. Udaliśmy się więc ponownie do CZD. Poproszono nas o pokazanie wyników poprzedniego badania, a dziecku kazano położyć się na leżance. Przeprowadzający badanie lekarz sprawdzał kilkakrotnie kable, stukał w monitor i kręcił głową ze zdziwieniem, po czym stwierdził, że chyba aparat się popsuł. Kazał więc przejść do innego. Tam sytuacja się powtórzyła. Gdy i trzeci aparat nie wykazał obecności kamienia, lekarz poczuł się sfrustrowany i stwierdził, że kamienia nie ma, a więc musiało go nie być już przedtem i że ktoś postawił złą diagnozę. Patrząc na nas ironicznym wzrokiem oświadczył lekko pogardliwym tonem, że najprawdopodobniej poprzednie badanie było przeprowadzone przez niewłaściwie przeszkoloną osobę, w gabinecie nie posiadającym stosownych uprawnień i na niedobrym sprzęcie.

Bez słów pokazałam mu opis wykonany na papierze firmowym CZD i podpisany nazwiskiem szanowanego specjalisty. Lekarza lekko zatkało, po czym spytał, czy i ewentualnie w jaki sposób leczyliśmy naszego syna. Gdy poinformowałam go, że jest to wynik stosowania leczenia homeopatycznego, lekarz nie ukrywał wściekłości i po prostu wyrzucił nas brutalnie za drzwi.

Najwyraźniej był to bezkrytyczny i fanatyczny wyznawca prawd objawionych, przekazanych mu przez jakiegoś sławnego, szanowanego i będącego wielkim autorytetem nauczyciela akademickiego, dla którego medycyna alternatywna była nie czym innym, jak tylko znienawidzoną szarlatanerią. I cóż z tego, że pan doktor miał oto przed sobą niezbity dowód skuteczności homeopatii i że mógł się dzięki temu czegoś dowiedzieć i nauczyć. Dla dogmatyka obiektywna prawda się nie liczy. Jeśli dowody podważają świętą teorię, to trzeba te dowody ukryć.

Przeciwieństwa są tym samym II, czyli homeopatia przed sądem

Czy coraz bardziej zmierzamy ku totalitarnemu zamordyzmowi i przejęciu całej władzy nad światem przez psychopatów?

I znowu mamy tu jak na dłoni dowód na to, że przeciwieństwa są tym samym. Tak zwani normalni ludzie z reguły zajmują we wszystkich kwestiach stanowiska neutralne lub agnostyczne, w przeciwieństwie do psychopatów, którzy zawsze opowiadają się po stronie skrajności, a co gorsze, są przekonani, że cel uświęca środki. Nieważne, ilu myślących inaczej podepczą po drodze. Nie liczy się dla nich obowiązujące w państwie prawo, rozum, niepodważalne dowody ani logika, lecz ich własne, pozbawiające rozumu dogmaty („to jest niezgodne z nauką” / „to jest niezgodne z nauką Kościoła”). Oni zawsze są przekonani, że  tylko oni mają rację i tylko oni znają prawdę, więc jest dla nich oczywiste, że mają prawo narzucić reszcie społeczeństwa swoje wierzenia siłą (to, w co wierzysz ty się nie liczy). Nie szanują prawa innych ludzi do życia według własnych zasad, ponieważ nie tolerują żadnej wolności myśli ani działania. Takich właśnie ludzi werbowali dyktatorzy pokroju Hitlera czy Stalina, a najbardziej przerażający jest fakt, że wśród tych bezwzględnych aparatczyków najwięcej było lekarzy.

Medycyna alternatywna ma zniknąć z powierzchni ziemi nie dlatego, że szkodzi (śmiertelność na onkologii wynosi 98%, ale nikt z tego powodu nie żąda delegalizacji tego działu naukowej medycyny) lub jest nieskuteczna (2% skuteczności onkologii to tylko listek figowy, bo 0% byłoby wstyd wpisać na listę sukcesów), lecz dlatego, że kilku gniewnych fanatyków z czysto (irr)acjonalnych, a raczej dogmatycznych powodów jej nie toleruje („to jest niezgodne z nauką”). Ludzie ci postanowili działać w myśl zasady: cel uświęca środki. Tak jak woda drąży skałę, tak oni drążą prawo i będą to robić dopóty, dopóki nie skoroduje, a wtedy je  zmienią według własnego kaprysu. I cóż z tego, że homeopatia jest legalna i szanowana w całym cywilizowanym świecie, cóż z tego, że pacjent ma prawo do samodzielnego wyboru metody leczenia, cóż z tego, że homeopatię praktykują lekarze z co najmniej II stopniem specjalizacji? Co z tego, że żadnemu homeopacie nie zmarł żaden pacjent? Co w końcu z tego, że to medycyna alopatyczna truje, szkodzi i morduje ludzi niczym obóz w Auschwitz? To wszystko nie ma znaczenia. Bo i tu i tam chodzi o dogmat. Dla katolików ostatecznym autorytetem jest ich święta księga, a dla materialistycznych racjonalistów wyrocznią jest „metoda naukowa”. Nie liczą się skutki, lecz wyłącznie wierność zasadzie.

Naczelna Rada Lekarska raz już pozwała homeopatię przed oblicze sądu i proces sromotnie przegrała. Jak dowiadujemy się z dzisiejszych „Faktów” (w cudzysłowie, bo takie to są właśnie „fakty”) TVN, tym razem Konstanty Radziwiłł postanowił uderzyć nie w homeopatię, lecz w konkretnego lekarza, doktora Jana Baranowskiego z Poznania.

Powinnam tu pewnie wyrazić swoje najświętsze oburzenie. Ale są granice absurdu. Kiedy się je przekroczy robi się zwyczajnie śmiesznie.

Tak, panie Radziwiłł, grubo przekroczył pan granicę śmieszności. I o co będzie pan oskarżał tego biednego doktora? Czy udowodni mu pan, że jest mordercą? Że jego leki trują, okaleczają lub zabijają? Czy ten doktor ma jakąkolwiek szansę w konkursie z dowolnym, a zwłaszcza „wybitnym” onkologiem, w kategorii „roczna średnia zgonów powierzonych mi pacjentów”? Skoro tak się pan pali do karania lekarzy, niech się pan weźmie za diabetologów i onkologów, których działalność już dawno powinna zostać zdelegalizowana z powodu okaleczania i mordowania pacjentów. Wbrew temu, co twierdzi medycyna alopatyczna cukrzyca jest chorobą całkowicie i w krótkim czasie uleczalną. Podobnie jest z nowotworami i praktycznie wszystkimi innymi chorobami „nieuleczalnymi”. Jeśli ktoś umiera na te choroby, to wyłącznie na własne życzenie i z niewiedzy, wynikającej z wiary w autorytet lekarzy.

Jeśli prawo jest prawem możemy być pewni, że doktor Baranowski wyjdzie z tej potyczki jako zwycięzca, a nawet w myśl zasady, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, jego sława i kariera po tym incydencie rozkwitną. A jeśli nie, to miej nas Boże w opiece, bo będzie to znak, że skończyło się prawo i że zostaliśmy całkowicie oddani na pastwę psychopatów.

Jeśli w Polsce wciąż jeszcze obowiązuje prawo, to doktor Baranowski może spać spokojnie. Nikogo nie zabił, nikt z pacjentów nie oskarżył go o szkodzenie, a nawet wręcz przeciwnie, pacjenci tłumnie przybyli do sądu, żeby zeznawać w obronie swojego lekarza, więc żaden sąd nie ma podstaw, żeby go skazać. Nie ma zbrodni, nie ma kary.

Pan Radziwiłł nie twierdzi bynajmniej, że homeopatia szkodzi i nie zapowiada przedstawienia dowodów na taką tezę. Takie stwierdzenie musiałby podeprzeć jakimiś dowodami naukowym, powołać się na wyniki badań i statystyki, ale takich nie ma. Zamiast tego wysunął bardzo dziwaczny argument: „homeopatia w XXI wieku jest metodą, która powinna być po prostu zarzucona”. Inny argument? Że leki homeopatyczne mają „dziwaczne” pochodzenie: z roślin, zwierząt i pszczół, że się je rozcieńcza i że się je potrząsa. I że pacjenci są PRZEKONANI, że homeopatia działa. Ciekawe, skąd bierze się to ich „przekonanie”? Czyż nie z faktu, że zostali wyleczeni? Domyślamy się – to pewnie dlatego, że są zabobonni i bezrozumnie wierzą w płaską ziemię.

Leki homeopatyczne mają pochodzenie naturalne – co w tym dziwacznego? Tu bynajmniej nie chodzi o ową rzekomą „dziwaczność”, lecz wyłącznie o to, że roślin ani zwierząt nie można opatentować. Oznacza to, że nie można się na nich wzbogacić. Wielką kasę można robić wyłącznie na lekach chemicznych. I tu mamy wyjaśnienie całej tajemnicy. Homeopatia leczy tanio, szybko i skutecznie, a alopatia wręcz przeciwnie. A przecież pacjent musi być dojną krową nie tylko dla lekarzy, ale i dla koncernów farmaceutycznych. Zdrowie jest niedochodowe, zarabia się wyłącznie na chorobach.

Dalej dowiadujemy się, że w Polsce homeopatię praktykuje ponad 5000 DYPLOMOWANYCH lekarzy, a ten proces ma być dla nich przestrogą, że każdy może trafić przed sąd lekarski. A ja ponownie spytam: za co? Czyżby wyłącznie za to, że pan Radziwiłł stawia się ponad prawem i bez powodu pozywa do sądu ludzi, którzy prowadzą w pełni legalną praktykę?

Wszystko to jest kuriozalne, ale najlepsze jest podsumowanie Marka Nowickiego: „Walka Izb Lekarskich z lekarzami, którzy stosują homeopatię jest skazana na niepowodzenie, z bardzo prostej przyczyny: lekami homeopatycznymi pogardza nałka, ale nie pacjenci”.

Nałka to może sobie pogardzać czym chce, ale od wymierzania sprawiedliwości są sądy. A te na szczęście (przynajmniej jeszcze na razie) muszą sądzić według prawa. Nie ma zbrodni, nie ma kary.

Tak na marginesie: oba przeciwieństwa, czyli Kościół z jednej strony i racjonaliści z drugiej dziwnie zgodnie zwalczają te same idee, o czym pisałam wielokrotnie. Wszystkie skrajności spotykają się ze sobą…

Z ostatniej chwili: kolejna przegrana NIL w sprawie homeopatii!!!

Lekarz-homeopata uniewinniony po trzyletnim procesie

Sąd lekarski uznał za niewinnego poznańskiego lekarza Jana Baranowskiego stosującego homeopatię. Sprawa o naruszenie Kodeksu Etyki Lekarskiej toczyła się przed Okręgowym Sądem Lekarskim w Poznaniu od trzech lat.\W 2006 roku prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Konstanty Radziwiłł zwrócił się do okręgowego rzecznika odpowiedzialności zawodowej w Poznaniu o przyjrzenie się metodom leczenia doktora Baranowskiego. Za pierwszym razem sprawę umorzono. Po odwołaniu prezesa Radziwiłła wszczęto postępowanie przed Sądem Lekarskim w Poznaniu.

Jan Baranowski zapewniał, że jest niewinny. „Nie naruszyłem Kodeksu Etyki Lekarskiej” – mówił lekarz jeszcze przed ogłoszeniem wyroku:

Baranowski podkreślał, że stosuje leki homeopatyczne, które są dopuszczone do obrotu. Tymczasem według Naczelnej Rady Lekarskiej, homeopatia nie jest uznaną metodą leczenia w Polsce.

Do Sądu Lekarskiego przyszło dziś kilkadziesiąt osób, które wspierają doktora Baranowskiego. Na rozprawę mogli wejść tylko lekarze z prawem do wykonywania zawodu.

Promotor homeopatii

Jan Baranowski od 2003-ego roku jest prezesem Wielkopolskiego Stowarzyszenia Homeopatów Lekarzy i Farmaceutów w Poznaniu. Wielokrotnie zwracał się do ministerstwa zdrowia o uznanie homeopatii jako metody terapeutycznej i wpisanie jej na listę dodatkowych umiejętności lekarskich.

Szacuje się, że w Polsce jest około 5-u-6-u tysięcy osób leczących metodami homeopatycznymi.

Przeciwieństwa są tym samym

Fundamentaliści stojący po jednej stronie barykady ogłosili makabryczny cud, a ci po przeciwnej stronie potraktowali to na serio i polecieli do prokuratury.

Że Kościół ma więcej niż czarne poczucie humoru wiadomo nie od dziś. Ale zawsze uważałam, że nie muszę mu kibicować. Jeśli ktoś przeżywa duchowe uniesienia z powodu jedzenia ludzkiego ciała i picia krwi (nawet, jeśli jest to tylko gest symboliczny), to ja mogę mu tylko współczuć i dziwić się, że nie wsadzają za to do psychiatryka. Ale podniecać się tym w żadnym razie nie zamierzam. Skoro jest to legalne, to niech sobie ludziska wierzą w co chcą i robią co chcą. Wolni ludzie w wolnym kraju mają prawo robić wszystko, jeśli tylko nie łamią prawa. Jeśli chcą wierzyć, że kawałek opłatka zamienił się w krwawy skrzep, a w rzeczywistości w kawałek „serca w stanie agonalnym” i że jest to piękny, boży cud, to ich problem.

Jest jednak taka frakcja, która głosi pochwałę rozumu i uważa siebie za racjonalistów. Hmm, nie raz popisy tego „rozumu” doprowadzały mnie do ataków histerycznego śmiechu. I tym razem nie jest inaczej. Otóż ci „rozumni ludzie”, dowiedziawszy się o cudzie mniemanym… polecieli do prokuratury. Bo ich zdaniem te kilka komórek serca to fragment ludzkiego ciała, a w takim razie jak nic ktoś musiał dokonać krwawego mordu. A więc ktoś musiał rozpłatać komuś klatkę piersiową i wyrwać z niej ten ochłap, bo przecież niemożliwe jest, żeby te świeże tkanki mogły należeć do osobnika, który zginął na krzyżu 2000 lat temu. Jest to wbrew rozumowi i przenajświętszej (materialistycznie ograniczonej) Pani Nauce.

Wart Pac pałaca, a pałac Paca…

Richard Dawkins jest KREACJONISTĄ!

Brzmi nieprawdopodobnie? A jakże! Nigdy w życiu nie podejrzewałabym tego fanatycznego, (rzekomego) ateisty, o coś takiego. Moim zdaniem jest to sensacja stulecia i bardzo się dziwię, że po tym wyznaniu świat nie zatrząsł się w posadach.

Niektórzy ludzie są ortodoksami w swojej dziedzinie. Nie ważne, czy głoszą religię, ateizm, racjonalizm czy jakąkolwiek inną ideologię – wiara tych ludzi wydaje się niezłomna i niezachwiana, są gotowi zginąć w płomieniach w obronie swoich przekonań. Dlaczego są tak gorliwi? Co się za tym kryje? Czy przypadkiem nie usiłują tym sposobem zagłuszyć wątpliwości lub zatuszować faktu, że już dawno stracili swoją wiarę?

Dla większości ludzi, szczególnie starszych, nie ma większej katastrofy, niż utrata wiary. Człowiekowi, który zwątpił w swoje najświętsze ideały wali się cały świat. Kto ma odwagę na stare lata przyznać, że zwątpił w idee, które przez całe życie krzewił z takim zapałem? Że jako zdolny, idealistyczny i naiwnie wierzący racjonalistycznym autorytetom młodzieniec dał się zwyczajnie nabrać i wrobić w propagowanie wierutnych bzdur? Że na tych kłamstwach dorobił się wielkiej sławy i równie wielkich pieniędzy, a co więcej, sam stał się światowej rangi autorytetem, za którym ślepo podążają całe tłumy bezmyślnych jak owce wyznawców… Odkryć w dojrzałym wieku, że z takimi sukcesami służyło się fałszywemu bogu – to musi być naprawdę straszne! Ale jaką ulgę może przynieść szczere wyznanie prawdy!

Pierwszy raz ujrzałam ludzkie oblicze Richarda Dawkinsa i jego naturalny, wręcz ciepły uśmiech, kiedy łagodnie przyparty do muru przez Bena Steina nagle spuścił parę z ateistyczno-darwinowskiego kotła, przestał żarliwie wygłaszać swoje najświętsze credo i wyznał szczerze, że „życie nie może się zacząć spontanicznie”. Mało tego, nie tylko bez tortur, ale wręcz jakby z ulgą wyznał, że „wchodząc w szczegóły biochemii czy biologii molekularnej możemy odnaleźć ślady ‚inteligentnego projektanta’”. To wprost nie do wiary: okazuje się, że Richard Dawkins, zwany rottweilerem darwinizmu, wcale nie jest przeciwny „inteligentnemu projektowi”, a tylko wybranym „projektantom”, takim jak Bóg! Ale niech was nie zwiodą jego gorące zapewnienia, że nie wierzy w Boga. Niewiara w Jahwe, czyli w osobowego, hebrajskiego starotestamentowego bożka, który jako istota z krwi i kości sam prawdopodobnie został stworzony nie jest równoznaczna z ateizmem. Jest to tylko niewiara w religijne bzdury i Bóg nie ma z tym nic wspólnego.

Nie wierzycie?

Ja też bym nie uwierzyła, gdyby ktoś mi to opowiedział. Ale to nie plotka, to fakt, uwieczniony na taśmie filmowej. I dlatego każdy może sam zweryfikować to, o czym tu piszę.

Z całego serca polecam naprawdę świetny film „Expelled, No Intelligence”. Bardzo proszę obejrzeć ten film w całości i z należytą uwagą, ponieważ porusza on niezwykle ważne, a większości ludzi zupełnie nieznane fakty, takie jak np. kojarzące się ze świętą inkwizycją prześladowania uczonych choćby tylko podejrzewanych o sympatyzowanie z ideą ‚inteligentnego projektu’, czy współodpowiedzialność Darwina za powstanie obłędnej ideologii faszyzmu. Tego typu „rewelacje” poznawaliśmy do tej pory tylko w takich „podziemnych” i chętnie wykpiwanych filmach jak „Zeitgeist”.

Na zakończenie oddajmy głos Richardowi Dawkinsowi, który odpowiada na pytanie, „A gdyby okazało się, że inteligentny proces wiele wyjaśnia w kwestiach ewolucji i genetyki?”:

Cóż, mogłoby tak być, gdyby wcześniej, gdzieś we wszechświecie cywilizacja biorąca początek z darwinowskiej ewolucji nauczyła się skomplikowanej technologii i stworzyła formy życia. Mogliby wtedy zasiać je na naszej planecie. To jest bardzo, bardzo prawdopodobne, myślę nawet, że można by to udowodnić. Wchodząc w szczegóły biochemii czy biologii molekularnej możemy odnaleźć ślady ‘inteligentnego projektanta’. To byłaby istota o wyższej inteligencji z jakiegoś miejsca we wszechświecie. Tak, ale ta istota też musiałaby w jakiś sposób powstać, poprzez proces, który dałoby się wyjaśnić. Tak, życie nie może się zacząć spontanicznie.

I na samo zakończenie piękne podsumowanie wygłoszone przez Bena Steina:

Jeżeli wierzysz w Boga i w ustalony porządek wszechświata oraz że rola nauki opiera się na poznaniu tego porządku zostaniesz wygnany.

Niszczona prawda zawsze się odradza, ponieważ kłamstwo ma krótkie nogi.

Uważam, że nauka pokazuje nam jedną stronę świata, a religia drugą. Łącząc jednak obie te dziedziny dowiemy się więcej.

Autor filmu, dziennikarz i autor Ben Stein, niegdysiejszy żarliwy propagator nauki, obecnie poważnie wątpiący w jej uczciwość, otrzymał za swój wykład owację na stojąco. Po obejrzeniu tego filmu również ja wstałam i biłam mu brawo.

————————

PS. 1: Nie dyskutuję na temat teorii ewolucji, ponieważ jest prawdziwość jest wyłącznie kwestią wiary, a wszystkie dyskusje dotyczące wiary są pozbawione sensu. Jak na razie niezbitych dowodów na prawdziwość tej teorii brak.

PS. 2: Spokojnie, oczywiście, że Richard Dawkins nie jest kreacjonistą, lecz wyznawcą Inteligentnego Projektu. Nazwałam go tak z czystej złośliwości. Tak czy inaczej, jako uczciwy naukowiec musiał przyznać, że odkrył istnienie „inteligentnego projektanta”, a to rodzi nadzieję, że zrobi jeszcze przynajmniej jeden krok do przodu w dążeniu ku prawdzie.

[PS. 3: Wyznam, co tak naprawdę myślę o tej całej hecy: w rzeczywistości nie ma żadnej różnicy między kreacjonizmem a inteligentnym projektem. Cały bój toczy się wyłącznie o nazwę. Kreacjonizm kojarzy się z chrześcijańskim (lub innym) fundamentalizmem religijnym, więc jest be. Inteligentny projekt natomiast jest cacy, bo nie ma związku z religią, więc może go uznać nawet ateista (jak Dawkins). Ale niech mi ktoś wytłumaczy, jaka jest różnica między pomysłem, że człowiek został stworzony przez brodatego boga w raju, a pomysłem, że byli to jacyś kosmiczni Mistrzowie Genetyki w dolinie Eufratu? Tak czy inaczej i jedno i drugie jest kreacją, czyli stwarzaniem według założeń Inteligentnego Projektu].

Linki:
Why Darwin was wrong about the tree of life
Darwinowskie drzewo życia zostało ścięte
Rottweiler darwinizmu i misjonarz ateizmu
Źródło wszelkiego zła?
Naukowcy odnajdują pozaziemskie geny w ludzkim DNA
Pornografia, alkohol, narkotyki, okultyzm, ateizm, teoria Darwina i inne diabelskie bzdury

Playlista

PS. 4 (Dopisany następnego dnia): wykład na temat Kalendarza Majów, rzucający nowe światło na „biblijne 7 dni stworzenia”:

Playlista

Egzorcyzmy Emily Rose a właściwie Anneliese Michel

Jakiś czas temu obejrzałam w państwowej i ogólnopolskiej telewizji film o egzorcyzmach Anneliese Michel. Podobno Polska nie jest krajem wyznaniowym, tak w każdym razie jest napisane w naszej Konstytucji, gwarantującej nam rzekomo rozdział Kościoła od państwa. Tak jest napisane, ale nikt się tym nie przejmuje. Przysłowiowy obywatel zapytany na ulicy bez zająknięcia się wyrecytuje formułkę, że Polska jest krajem katolickim, a władza nie robi zupełnie nic, żeby to nie tylko błędne, ale i szkodliwe przekonanie zmienić. Wyemitowanie rzeczonego filmu w TVP2 jest najlepszym dowodem na to, kto naprawdę w Polsce rządzi i kto kształtuje światopogląd narodu. Film nie został opatrzony żadnym „racjonalistycznym” komentarzem. Wręcz przeciwnie, komentatorami byli wyłącznie „eksperci” najlepiej znający się na rzeczy, czyli księża egzorcyści, i to ci najbardziej znani ze swoich fundamentalistycznych poglądów.

(część I filmu, reszta jest tutaj)

Później obejrzałam jeszcze film fabularny pt. „Egzorcyzmy Emily Rose” czyli zamerykanizowaną wersję historii Anneliese Michel. Już dawno zapowiadałam, że napiszę o tym kilka słów, ale jakoś nie mogłam się zmobilizować, żeby to zrobić. Dziś jednak dostałam maila od pewnej panny, a w nim takie zdanie: „Po ‘Egzorcyzmach Emili Rose’ nie spałam przez miesiąc”. Jak się domyślam – ze strachu. I o to właśnie chodzi, gdyby ktoś chciał wiedzieć. Wbrew temu, co próbują wmawiać światu racjonaliści opętanie nie jest chorobą psychiczną. Są na tej ziemi rzeczy, o których nie śniło się filozofom. Wyjaśnianie tego fenomenu chorobą psychiczną jest totalną głupotą, ale chyba nikogo nie powinno już dziwić, że właśnie głupota jest mądrością „racjonalistów”. Wystarczy uważnie obejrzeć film oraz zdjęcia maltretowanej przez „siłę nieczystą” Annelise, żeby pozbyć się nierozsądnych „racjonalistycznych” wierzeń. Anneliese Michel opętał kościelny egregor, byt, którego zadaniem jest pilnowanie stada, zapędzanie zbiegłych owieczek z powrotem do kościelnej zagrody i (jak widać na tym przykładzie) wynajdowanie sposobów pozyskiwania nowych dusz. Nie ma lepszego psa stróżującego dla religii niż lęk. Kapłani stale powtarzają, że owieczki są bezpieczne tylko pod ich opieką, bo cały świat jest grzeszny i skazany na wieczne potępienie. Jeśli słowa przestają działać, recepta na zaradzenie problemom jest prosta: wystarczy opętać jedną z owieczek, zrobić przerażający spektakl z jej udziałem i w końcu doprowadzić do jej śmierci, a to zagwarantuje, że do kościoła będą walić nieprzebrane tłumy. Rzecz jasna ten miły egregor „szanuje wolną wolę”, więc zanim opęta, grzecznie spyta, czy może. A jakże, może, przecież to prawdziwy zaszczyt stać się męczennikiem za wiarę. Matka Annelise wspomina, że rzekoma Matka Boska (a tak naprawdę kolejny religijny egregor) powiedziała do jej córki w czasie spaceru takie słowa: Jest bardzo wielkim cierpieniem mojego serca, że w tym czasie bardzo wiele dusz trafia do piekła. Trzeba czynić pokutę: za księży, za młodzież, i za twoją ojczyznę. Czy chciałabyś podjąć pokutę za te dusze, żeby tak wiele ludzi nie ginęło w piekle? Czy chcesz czynić pokutę za te dusze, które inaczej będą potępione na wieczność? Masz trzy dni na zastanowienie się, czy to przyjąć, czy odrzucić. Matka próbowała ją odwieść od tego pomysłu mówiąc „nie możesz tego zrobić”, ale Annelise powiedziała: Mogę. Jeśli ja nie zrobię teraz tego, co powiedziała mi matka boża, to będę winna, że tak wiele dusz pójdzie do piekła i będą na wieczność potępione, wtedy i ja będę winna. Który szanujący się katolik nie podejmie takiej misji? Film o Emily Rose kończy się komentarzem, że do grobu Emily ciągną pielgrzymki i że jej bolesna misja przyniosła zbawienne skutki: kościoły zapełniły się wiernymi. I o to przecież chodziło, prawda?

Misjonarze

Dwa autentyczne wpisy: jeden z komentarzy w moim blogu, a drugi z księgi gości na stronie www:

Zakonnik:

Mam nadzieję kobieto, że w końcu się opamiętasz i nawrócisz na jedyną, słuszną i prawdziwą wiarę rzymsko-katolicką.

Racjonalista:

Moja droga.Racjonalisci odnoszą sie do rozumu jako do największego dobra.Ezoteryka którą sie zajmujesz w swojej definicji odbiega od racjonalizmu.

Dwie takie same, inwazyjne i fanatyczne sekty.

——

PS. Dla tych, którzy nie są spostrzegawczy: z boku bloga są cytaty, a tam m.in. taka oto, godna przemyślenia, wypowiedź Roberta Antona Wilsona:

…obok przemyślanych i inteligentnych listów zdarzało mi się otrzymywać zapalczywe, choć niezbyt mądre listy od dwóch grup dogmatyków – fundamentalistycznych chrześcijan i fundamentalistycznych materialistów.

Fundamentalistyczni chrześcijanie wmawiali mi, że jestem sługą Szatana i powinienem jak najszybciej poddać się egzorcyzmom. Natomiast fundamentalistyczni materialiści informowali mnie, że jestem kłamcą, szarlatanem, oszustem i skandalistą. Mimo tych drobnych różnic listy te były do siebie zdumiewająco podobne. Obie grupy cechowała niepohamowana zaciekłość oraz całkowity brak poczucia humoru, życzliwości i dobrych obyczajów.

Te dwie straszne sekty jedynie pomogły mi utwierdzić się w agnostycyzmie, dostarczając dalszych dowodów na rzecz mojej tezy, że kiedy dogmat zakrada się do umysłu, ustaje wszelka aktywność intelektualna. [„Kosmiczny spust czyli tajemnica Iluminatów”]