Przekręt wszechczasów część VIII

To co się dzisiaj dzieje na świecie w temacie dzieci odbieranych siłą rodzicom zakrawa na szaleństwo. Moim skromnym zdaniem, to jest atak, próba rozbicia ostatniej komórki przyjaznych sobie ludzi – mam na myśli rodzinę.

Powiem kilka słów na ten temat, rzeczy które u mnie wywołały niemały szok, a wręcz nudności.

Wszyscy chyba „wiedzą” czym jest dzisiaj ślub, kościelny, cywilny, tak przynajmniej nam się wydaje. Sam do niedawna myślałem, że ślub to unia dwojga ludzi, kochających się ludzi, raz przed Bogiem, a raz w świetle prawa, z kochanym urzędnikiem w roli głównej. I tyle, mamy 2 obrączki i kawałek papieru – tu się rola osób trzecich kończy. Niezupełnie… a właściwie wręcz przeciwnie.

Nie będę zagłębiał się w ślub kościelny, jestem anty religijny do takiego stopnia, że lecząc się z tego programu postanowiłem zresetować dosłownie wszystko, co się wiąże z kościołem (nie Bogiem, i nie duchowością). Jeżeli napomknę o kościele, to tyko dlatego, że ma to związek prawny, nic poza tym.

Skupie się na stronie prawnej/urzędowej bo ta ma ogromne znaczenie dla naszego życia, i życia naszych dzieci.

Jaś (będę piłował tego Jasia jeszcze trochę) i Małgosia postanowili się pobrać, idą więc gdzie trzeba, do urzędu i wyrażają swoją zgodę na to, żeby „zalegalizować” związek. Ja sam nie jestem żonaty, więc mogę jakieś szczegóły pominąć, ale schemat jest ten sam wszędzie, w każdym niemal kraju IMF, o ile mi wiadomo.

Oboje pojawiają się przed urzędnikiem i podpisują papier, świadkowie również, i urzędnik odgrywa swoją rolę. Od dzisiaj oficjalnie Jaś i Małgosia są małżeństwem.

Pozwólcie, że podam kilka faktów, wynikających z tejże unii, unii nie tylko Jasia i Małgosi, ale… i tu uwaga: URZĘDU, tak, dobrze czytacie, to jest unia trzech, nie dwóch osób.

A jakie ma to znaczenie i czym jest ślub cywilny? Już mówię.

Małżeństwo, to nic innego (w świetle prawa/biznesu) jak kontrakt, umowa pomiędzy stronami zainteresowanymi (trzema, a nie dwoma), nic poza tym. Jak każdy kontrakt niesie ze sobą wszystkie prawa, warunki, zobowiązania i przywileje dla osób zainteresowanych.  Co to znaczy?

Otóż w tej unii trojga (JAŚ, MAŁGOSIA, URZĄD – i tu celowo pisze dużymi literami, bo w tej umowie, również posługujemy się JASIEM, czyli korporacyjnym bytem/dowód osobisty). Nie wszystkie strony mają tyle samo do powiedzenia, jedna z tych stron jest tzw. ADMINISTRATOREM unii – kto – no właśnie – URZAD.

To urząd pełni rolę najważniejszej osoby w tej umowie, to jest byt, który będzie dyktował warunki trwania umowy aż do jej rozwiązania, a nawet podczas jej rozwiązywania (rozwód), ten byt będzie decydować, gdzie pójdą dzieci, jak zostanie podzielony majątek itp. Dziwne? To czytajcie dalej.

Ta umowa, w świetle prawa, tradycji i trochę ezoteryki (pamiętajmy, że kościelni to nie jest jawne ugrupowanie) ma największą moc. Na zachodzie, dostajemy tzw. MARRIAGE LICENCE, po podpisaniu ślubu cywilnego… licencję na małżeństwo.

Zapraszanie urzędu do naszego rodzinnego gniazda, łączy się niestety z konsekwencjami dużego kalibru. Sam fakt, że sędzia będzie decydował o rozwiązaniu umowy, nawet wbrew małżonkom, nie jest jeszcze najgorszy…

Są jeszcze dzieci i czasem te dzieci zostają odebrane rodzicom na podstawie totalnie bzdurnych argumentów – widzimy to coraz częściej dookoła.

Teraz do sedna sprawy.

Dlaczego urzędnikom wydaje się, że mają prawo przyjść do kogoś do domu, bez zaproszenia, i rozpocząć proces, który kończy się odebraniem rodzicom dzieci? Nie mówię tu o patologiach, narkotykach i przemocy, gdzie takie rzeczy jak odebranie dzieci robi się dla ich ratowania. Mówię o masie przypadków, gdzie dzieci są odbierane, bo rodzina jest za biedna – rozumiecie? Rodzina jest za biedna, więc urząd zabiera dzieci rodzinie, daje je obcym ludziom na wychowanie i PŁACI tym ludziom niemałe pieniądze na utrzymanie tychże zabranych dzieci. Nasuwa się oczywiste pytanie – dlaczego zamiast odbierać dzieci i płacić rodzinie zastępczej za wychowanie, rząd nie przeznaczy tych pieniędzy dla oryginalnej rodziny, żeby ta nie była już taka biedna i mogła spokojnie wychowywać swoje pociechy? Tak dyktuje logika i zwykła ludzka przyzwoitość, ale niestety tak nie jest.

Ja skupię się najpierw na tym dlaczego, potem jak sobie z tym radzić.

Otóż urząd, będąc administratorem unii JASIA I MAŁGOSI ma prawo robić z tą unią co zechce tak naprawdę, dosłownie. My sami oddaliśmy im tę moc, może nawet pełnomocnictwo prawne wobec tego maleństwa, więc robią co chcą.

Dzieci z takowego związku, w świetle prawa to tzw. WARD OF THE STATE, co w wolnym tłumaczeniu znaczy „własność stanu/korporacji RP”, ciekawe prawda?

My sami idziemy do tych ludzi, legitymujemy się dowodem osobistym, będącym potwierdzeniem naszej przynależności do korporacji RP, podpisujemy dokument, w którym dobrowolnie oddajemy stery naszego związku obcym ludziom, a potem płaczemy, że ci ludzie robią to, o co ich prosimy – czyli administrują tym związkiem, jego majątkiem i jego dziećmi tak, jak im się wydaje, że powinno być.

Co dalej z dziećmi?

Nasze pociechy urodzone w jurysdykcji korporacji RP są obiektem wszystkich zasad obowiązujących w tejże korporacji. Jedną z wielu jest obowiązkowe szczepienie i całe to gówno farmakologiczne, jakie serwują władcy swoim poddanym. Rodzic w roli korporacyjnego pachołka nie ma nic do gadania, (ludzie mają już sukcesy na tym polu, ale o tym później). Opieka społeczna nie pyta, czy może przyjść, oni twierdzą, że mają prawo przychodzić, czy nam się podoba czy nie. Jak się IM coś nie spodoba, to zaczyna się młyn papierów i dzieci nagle znikają ze szczęśliwego domu, a rodzice chodzą od sądu do sądu zapłakani, żeby odebrać swoje własne dzieci – tak to wygląda.

Drodzy czytelnicy, pozwólcie, że zadam kilka pytań, jak zwykle, żeby trochę pomęczyć szare komórki.

  1. Dlaczego myślicie, że potrzebujecie swoją miłość legalizować? Czy mało macie doświadczenia z instytucją państwową, żeby wyciągnąć jeden prosty wniosek: trzymać się jak najdalej od tego szamba i tych porąbanych ludzi????
  2. Nie wydaje wam się logiczne, że zapraszanie osoby trzeciej do waszego związku może wiązać się z konsekwencjami prawnymi? Biorąc pod uwagę punkt # 1, te konsekwencje mogą być, delikatnie mówiąc, bolesne?
  3. Mając odrobinę życiowego doświadczenia, i widząc co się dzieje w temacie rozwodów, odbierania dzieci na widzimisię urzędasów, nie wystarczy to, żeby odmówić jakichkolwiek interesów z tymi ludźmi?

Co dalej z dzieciakami i jak je odzyskać? Tu zastrzegam znów – nie udzielam rad prawnych, dzielę się tylko informacjami, jakie zdobyłem przez ostatnich kilka lat. Każdą próbę wykorzystania owych informacji podejmujecie na własną odpowiedzialność.

Sprawa zaczęta przez opiekę społeczną (nawet nazwa jest super – rząd wszystko robi o 180 stopni na odwrót) kończy się odebraniem dzieci, zazwyczaj przy zamkniętych drzwiach*) (tak jest w UK), przy procesie przypominającym jakąś farsę. Rodzice idą do domu i zaczyna się niekończąca się gonitwa od urzędu do urzędu, okraszona stosem niezrozumiałych papierów.

Sąd robi dokładnie to, co należy do jego kompetencji, niestety. Ten cały system jest chory, a sądownictwo i ramię wykonawcze (pieski policyjne itp.) nie mają na tyle klepek we łbie, żeby zapytać, czy to, co się dzieje jest sprawiedliwe.

Sąd wydaje wyrok i idzie do domu, pamiętacie jak pisałem o tytułach/rolach/urzędach piastujących je ludzi? Pani sędzina Janina B. w swojej oficjalnej roli jest niestety niemal nietykalna, a jej decyzja będzie odbijać się jak piłka od ścian systemu, nie trafiając do bramki.

Tylko pamiętajmy jedną bardzo ważną rzecz: SĘDZIA, URZĄD, KOMORNIK, BANKIER, LEKARZ, OPIEKA SPOŁECZNA itd. itp. to tylko martwe, nie żyjące i nie oddychające koncepty naszej cywilizacji. Żeby ów status mógł komuś zabrać dziecko, musi być animowany przez żyjącą osobę z krwi i kości, rozumiecie?

Sędzia sądu jest bardzo trudny do ugryzienia (metaforycznie, hehe), ale pani Janina B w swojej prywatnej osobie już nie. Więc składając 2+2 dochodzimy do wniosku – będziemy sądzić panią Janinę B. jako OSOBĘ, a nie sędziego, za zamach na dobro rodziny, traumę dziecka odebranego rodzicom, kłopoty finansowe, jakie się z tym wiążą, stan psychiczny wszystkich członków rodziny, kłopoty w pracy poprzez stan emocjonalny i konieczność pojawiania się w sądzie zamiast w pracy – mam wymieniać dalej?

Wiem, że to większości wydaje się herezją, ale wierzcie mi, tak nie jest. Znam przypadki, kiedy sędziowie uciekali z sali rozpraw, kiedy chowali się miesiącami przed tzw. process server – czyli kimś, kto dostarcza pismo polecone i ma na to dowód. Kiedy tracili posady i posiadłości  (pamiętacie proces aresztowania tytułu własności – commercial lien?) i wiele, wiele innych.

I ten sposób dotyczy WSZYSTKICH ludzi na tej planecie! Kiedy ostatnio ktoś z was pracował i nie dostał wypłaty, bo firma splajtowała? Firma padła, ale człowiek animujący tę firmę żyje sobie nadal i w jego prywatnym statusie nie cieszy się ochroną skorumpowanego prawa – idziemy z żądaniem zapłaty do niego – cały proces administracyjny, jaki jest potrzebny wytłumaczę w osobnych artykułach.

Jest taki pan, nazywa się Karl Lentz, proszę zaznajomić się z nim na YouTube. On między innymi odbiera dzieci z powrotem od urzędasów. Linia jego argumentu jest niemal banalnie prosta: „Kto z LUDZI siedzących na tej sali twierdzi, że ma prawo do mojego dziecka???”

Zauważcie jedną rzecz: nie pyta jaki oficer, sługa / pracownik opieki, adwokat czy sędzia, on pyta „jaki mężczyzna bądź kobieta rości sobie prawa do mojego dziecka i na jakiej podstawie?” Rozumiecie różnicę między statusem prawnym a statusem prywatnym każdej osoby?

Sędzina JANINA B. rości sobie prawa na podstawie danego jej mandatu (nie wiem jak to nazywa się po polsku) do tego, aby na podstawie materiału przedstawionego przez innych członków korporacji RP podjąć decyzję i zabrać dziecko.

Pani Janina B., lat 45, mieszkanka Szczecina, matka 2 dzieci itd. NIE MA NAJMNIEJSZEGO PRAWA ruszyć palcem naszego malucha, a jak ruszy idzie do pudła, jak każdy przestępca!!!

Nie wiem czy ten koncept jest łatwy do zrozumienia. Jest tak, jak mówił Szekspir- świat to scena, życie to teatr, a my gramy wciąż jakieś role. Tylko dla 99 % społeczeństwa te role nigdy się nie kończą, niestety.

Piotras

c.d.n.

*) Przypisek Astromarii: byłam naocznym świadkiem jak się wydaje taki wyrok. W tamtym przypadku rzeczywiście chodziło o dobro dziecka, bo babcia będąca rodziną zastępczą znalazła się nagle na OIOM-ie, a matka dziecka była chora psychicznie i nie można było dopuścić, żeby dziecko dostało się pod jej opiekę. Osoba z pomocy społecznej przyszła do sądu z ciotką dziecka i wywołała panią sędzię, opowiedziała jej, jaka jest sytuacja, sędzia pobiegła do biura, zamknęła się w nim, po chwili wyszła przynosząc „wyrok”, na którym było napisane, że „sąd na posiedzeniu niejawnym” postanowił wydać dziecko ciotce ustanawiając ją rodziną zastępczą do czasu wyjaśnienia sprawy z dotychczasową rodziną zastępczą. I sprawa zakończona do czasu kolejnej rozprawy sądowej, tym razem jawnej! Prawdopodobnie tak właśnie przebiegają owe „rozprawy za drzwiami zamkniętymi”. Szybko i sprawnie, szkoda tylko, że człowiek dochodzący sprawiedliwości w innych sprawach musi czekać latami na wyrok.

17 myśli nt. „Przekręt wszechczasów część VIII

  1. W tym watku dodam cos z książki Józefa Kosseckiego „Podstawy nowoczesnej nauki porównawczej o cywilizacjach” chodzi o to ze prawie w ogole nie jestesmy uczeni przynajmniej przez system edukacji jak dobrze wybrac kobiete/mezczyzne na cale zycie i jak tworzyc szczesliwy zwiazek. Teraz raczej promowane jest podejscie, ze jak cos nie pasuje to wymianiamy na inny model i o ile nie ma dzieci to nie ma wielkiego problemu, ale jak sa to machina urzednicza wchodzi w ruch.
    „Istnieje uwarunkowanie między monogamią, a własnością prywatną, tak samo jak między despotyzmem szczepowym czy państwowym, a poligamią. Monogamia bowiem opiera się na poszanowaniu godności ludzkiej, a materialnym jej fundamentem jest własność prywatna, natomiast despotyzm władzy opiera się na bezwzględnym podporządkowaniu słabszego silniejszemu i z tego również wynika poligamia i podporządkowanie kobiety mężczyźnie.
    Jeżeli zasada poszanowania godności ludzkiej ulega zachwianiu, wówczas z reguły monogamia zostaje podkopana przez wprowadzenie rozwodów, które uderzają przede wszystkim w dobro dzieci, a ponadto kobiety, a więc strony słabszej.”
    Wiecej w linku ponizej:
    https://forum.wybudzeni.com/index.php?topic=1950.0

  2. System sadowy opiera sie przede wszystkim na przypuszczeniach tzw. PRESUMPTIONS OF LAW, wszysko musi byc otwarte do interpretacji, owe zadanie przypada najwiekszym slugusom systemu-czyli prawnikom. Zapytajcie swojego prawnika kto wniosl do sprawy FAKTY, kto zlozyl do akt tzw. AFFIDAVIT, pod grozba kary utraty wolnosci i zobaczycie jak jego oczy „ida poplywac” a on zacznie zenic kity gwara prawnicza zwana legalese…

    Ciekawostka- w momencie zatrudnienia prawnika, system redukuje nasz status do tzw. INFANT, czyli dziecka, ktore potrzebuje opiekuna…ciekawe co?

    pozdrawiam

  3. Piotrek!
    Bardzo ładnie to wszystko wyprowadziłeś i wytłumaczyłeś jest to zrozumiałe
    Mam drobne pytanie dotyczące skarżenia osoby odbierającej dziecko.
    W jaki sposób legalnie zdobyć wszystkie dane Janiny B naturalnej – przecież nie da nam ich Sedzina JANINA B ani SĄD. Na każde pytanie otrzymamy odpowiedź ze nie udzielą odpowiedzi i mamy kłopot. Detektywa zatrudniać czy co? Przecież nie bedziemy za nia włóczyć sie i śledzić bo to nielegalne. Znasz jakiś ładny sposób załatwienia tej kwestii?

    Pozdrawiam Bogdan

  4. Piotras ! Rzeczywiście system redukuje „podmiot prawny” z nazwiskiem do roli „dziecka” potrzebującego „opieki” i „nadzoru” winkeladwokatów w przypadku bezpośrednich spraw sądowych ( czytaj handlowych), bo przecież cała ta banda pasożytów z tego żyje i rączka rączkę myje, żeby się ten bandycki interes w kółko kręcił !

    Niegdyś też musiałam pójść na taką „rozprawę”, ale nie wiedziałam o tym, że „muszę” mieć przy niej „adwokata” mającego pełnić wysoko odpłatną rolę mojego „anioła stróża” .

    Wtedy to całe towarzystwo parchów zebrało się już w komplecie i na coś czekało, kiedy ja po kilkunastu minutach spytałam się na co ? Oskarżający mnie parch odpowiedział, że czekają przecież na „mojego” adwokata, bo takie jest „prawo”.

    Odpowiedziałam, że nic o tym mi nie wiadomo i jeśli chodzi w tej sprawie o to, że nie mogłam zapłacić czynszu za praktykę, bo mi obcięli honorarium za pacjentów, to skąd miałabym mieć jeszcze kasę na adwokata ?

    Rozprawa odbyła się więc „bezprawnie” bez „mojego” adwokata, gdzie sędzia wogóle nie chciał przyjąć do wiadomości, że pomimo mojej codziennej pracy zostałam oszukana przy wypłatach wypracowanych honorariów, co z kolei odbiło się na moich innych zobowiązaniach płatniczych . ” Sędzia” skwitował to krótko: „Pieniądze się ma !”

  5. Bogdan56 ! Jeśli jakikolwiek pracownik zatrudniony przez firmę sknoci swoją robotę, to musi sam za to PRYWATNIE odpowiadać jako żywy człowiek.

    Jeśli „sądowi” handlarze dziećmi „pracują” dla „firmy” sądowniczej i w ten sposób zarabiają na swoje parszywe istnienie, to motywują to przymusem wypełniania swoich „obowiązków”, z zasłoną dymną „prawa”, które to jednak dotyczy tylko „podmiotów prawnych”.

    Jeśli jednak zaatakować takiego „pracownika” z wolnej stopy czyli zwrócić się do niego prywatnie jako do człowieka posiadającego wolną wolę, to wchodzi tu prawo naturalne czyli odpowiedzialność prywatna za jego kryminalną „pracę” i gdzie nie może się już wykręcić wykonywaniem „rozkazów” !

    Ta zasada obowiązuje wszystkich przez „władze” skorumpowanych do szpiku kości „pracowników” firm sądowniczych, administracyjnych i „leczniczych”, policję i wojskowych – zawodowych zabójców i złodziei, którzy dobrowolnie sprzedali swoje własne dusze za parę nędznych okruchów i kości z „pańskiego stołu”.

  6. Szanowna Nieustraszona!
    Ja to doskonale rozumiem.
    Dochodzimy jednak do momentu [przedstawiania się] Dopóki parchowi nie wyjawnię swojego nazwiska – może mi skoczyć! Jednak jeśli on w imieniu korporacji skrzywdzi mnie – ja nic nie moge mu zrobić jako osobie naturalnej jesli nie poznam imienia nazwiska i daty urodzenia. Janin B moze byc w polsce 500 – ale z datą urodzenia jedna. Dochodzimy do granicy że ani oni nas ani my ich.
    To chcę rozgryźdź
    Pozdrawiam Bogdan

  7. Poniższy fragment z książki Krzysztofa Szymanka dotyczący statusu świadka i podejrzanego

    Aspekt perswazyjny pojawia się oczywiście w każdym rodzaju przesłuchania, gdyż „przesłuchanie traktuje się jako złożony, zadaniowy proces komunikacji interpersonalnej”. Wszakże — z punktu widzenia teorii komunikacji — właśnie przesłuchanie podejrzanego, a nie świadka, stanowi sytuację wyjątkowo ciekawą, a to ze względu na grę, jaką prowadzą w nim ze sobą przesłuchujący i przesłuchiwany.
    Posunięcia w tej grze determinowane są zarówno diametralną rozbieżnością interesów prowadzącego sprawę policjanta i domniemanego przestępcy, jak też szczególną sytuacją prawną podejrzanego, który przez polski – i nie tylko polski — wymiar sprawiedliwości, z niezupełnie zrozumiałych powodów, traktowany jest bez porównania łagodniej niż świadek, co w gruncie rzeczy oznacza ustawowo usankcjonowaną nierówność ludzi wobec prawa. Świadek np. nie może kłamać ani – z bardzo nielicznymi wyjątkami – odmówić złożenia zeznania, można też wobec niego stosować środki przymusu, podczas gdy podejrzany ma prawo nie składać żadnych wyjaśnień, a gdy z tego prawa nie skorzysta, może do woli i bezkarnie kłamać; kiedy decyduje się nie odpowiedzieć na jakieś pytanie, nie musi nawet podawać powodów odmowy. W konsekwencji „przesłuchanie podejrzanego jest z reguły działaniem o znamionach kooperacji negatywnej”.

  8. Bogdan56 ! Skoro zna się nazwisko „pracownika” danej firmy, to trzeba przez nią się do niego zwrócić, jak i do zleceniodawcy „szefa” geszeftu, jeśli jego „pracownik” jest nieuchwytny i który nadal rozrabia na prowincji !

    Wolny człowiek wchodzi w ten w sposób w umowę z tym czy innym oszustem, ale na suwerennej zasadzie czyli dyktując swoje warunki z zobowiązującą ich umową konkludencji !!!

    http://www.capitalis.pl/Porady-prawne/zawarcie-umowy-w-sposob-dorozumiany.html

    Umowa konkludentna ma swoje zastosowanie w „prawie morskim” przy wystawianiu metryki urodzenia oraz z własnym podpisem przy składaniu wniosku na dowód osobisty !!!

    Czujesz już ten przekręt ?

    Ludziska podpisując te cyrografy sami nieświadomie zrzekają się naturalnych praw ludzkich wchodząc pod totalitarną „opiekę” powierniczą organizacji nie-rządowych i to właśnie wedle tej umowy konkludencji z osobistym podpisem z korporacyjnym nazwiskiem !

  9. Proszę się nie obawiać, że ciąg dalszy „Przekrętu” zaginął w sinej dali! Byłam dziś od rana na dalekiej wyprawie i właśnie wróciłam, zmęczona do nieprzytomności. Kończę redagować ten odcinek i zaraz wrzucam go na blog!

  10. Wszystko co tu napisaliści to czysta, naturalna PRAWDA, tak własnie ten świat czułam i odczuwam nadal. ALE jest masę ALE z ktorych trudno się uwolnic… mózg pracuje na 200%, dobrze że się ochłodziło. 🙂

  11. czesc Bogdan

    ciesze sie ze nie pozawijalem tego za bardzo i da sie jakos to przetrawic. Juz odpowiadam na pytanie jak zdobyc dane osobiste publicznego pracownika. Otoz 2 rzeczy nalezy pamietac: jedna- kazdy czlowiek piastujacy role pracownika publicznego BEDAC NA SLUZBIE (!!!!) NIE posiada przywileju bycia anonimowym! Powtarzam, w momencie pelnienia sluzby na potrzeby spoleczenstwa, kazdy agent rzadowy ma obiawiazek ujawnic swoje dane, imie, nazwisko, FUNKCJE jaka w tym momencie pelni ( rozwiewamy przypuszczenia, duza roznica miedzy police officer i peace officer- korporacyjny zbieracz pieniedzy a stroz prawa) i jeszcze jedno super wazne info-DATA URODZENIA, to jest nieraz ciezkie do zdobycia ale potrzebujemy tego, zeby zlokazlizowac osobe prawna, No wlasnie, te dane pozwalaja znalezc korporacje. Moze byc wiecej niz jedna JANINA B prawda, jak juz sam wspomniales bardzo trafnie z reszta. Wiec skoro JANINA B pelni funkcje pracownika publicznego, MA OBOWIAZEK wylegitymowac sie na zadanie dowodem osobistym a tam viola-data urodzenia….ok. co robic jak odmawia.

    Tu jest maly wyjatek od tej zasady (to ta druga czesc zeby pamietac) i poniekad calkiem zrozumialy. NIektore funkcje publiczne jak policjant, sedzia moga odmowic podania wszystkich danych ze wzgledu na zagrozenie zycia. Pamietajmy ze to juz inna, jurysdykcja i najwazniejszym dobrem jest ochrona zycia. Jest na to sposob, banalnie prosty i podam 2 przyklady z mojego wlasnego zycia-jeden z interakcji z systemem „opieka zdrowotna” w UK- NHS (odpowiednik naszego NFZ) a drugi-z prywatna instytucja-dziala to zupelnie tak samo.

    Kazdy publiczny pracownik ma swojego zwierzchnika odpowiedzialnego za podwladnych, nawet wysoko postawieni, maja swoich szefow, az dojdziemy pelnym kolkiem do faktu ( na papierze raczej) ze to MY, ludzie jestesmy szefami WSZYSTKICH sluzb publicznych. Idz przez dolny poziom, do ministrow az do prezydenta- kto go wybiera? ( wiem, wiem, nie my-ale to nic nie zmienia, oni nie przyznaja sie ze my nie mamy nic do gadania) Wybieraja go ludzie.

    Wracajac do sedziny JANINY B-odmowila podania danych, ze wzgledu na swoje bezpieczenstwo. nie ma problemu. Piszemy zawiadomienie ( nie list, oficjalne pismo) do zwierzchnika tej pani. Moze to byc minister sprawiedliwosci ( tu jest MINISTRY OF JUSTICE odpowiedzialne za wszystkcih sedziow) i tresc musi byc uprzejma ( zawsze zostajemy w tzw. honour) ale sens ma byc mniej wiecej taki:

    „Drogi panie ministrze, dnia tego i tego miala zajscie taka sytuacja. Pani odpowiedzialna za wyrok na mnie postanowila zostac anonimowa PELNIAC FUNCKJE pracownika publicznego. rozumiem, ze sa ku temu podstawy wiec zwracam sie bezposrednio do pana,poniewaz jest pan odpowiedzialny za dzialania owej osoby, sam bedac na sluzbie pracownika publicznego. Skladam pelna odpowiedzialnosc na Pana, za dostarczenie moich pism poleconych do RAK WLASNYCH pani JANINY B. Moze pan wydelegowac kogos ze swojej kancelari do tego zadania, ale prosze pamietac ze to pan ponosci pelna odpowiedzialnosc prawna za dostarczenie tych dokumentow.

    Jezeli pani JANINA B, zdecyduje sie koresppondowac ze mna osobiscie- prosze podac jej moj adres. Dopoki nie ma takiej opcji- bedzie pan zmuszony uczestniczyc w procesie komunikacji.

    Prosze pamietac ze w przypadku odmowy, bede zmuszony powiadomic prokurature o zaniechaniu obowiazkow pracownika publicznego, i rozpoczac postepowanie administracyjne zanim obaj znajdziemy sie na wokandzie sadowej. ”

    ZADEN pracownik publiczny nie ma luksusu bycia anonimowym. Dlatego ich funkcja nazywa sie PUBLICZNA! Na to jest paragraf- tu w UK, jestem pewien ze w RP rowniez.

    moj przyklad: PUBLIC SERVICE

    podczas ciazy szpital nie wykryl powaznej sprawy u mojej kobiety- zawalili na calej lini-przez swoje niedbalstwo. Po wykryciu tego baboka, moj stosunek do nich zmienil sie o 180 stopni.
    Kazde nasze spotkanie z ich pracownikiem-od lekarza po polozne bylo oficjalnie nagrywane przeze mnie. Jedna polozna powiedziala ze nie wyraza zgody zebym ja nagrywal…

    ” jest pani na sluzbie, NHS to publiczny servis sponsorowany przez pieniadze podatnikow, ostatnia rzecz jaka sie pani nalezy-to anonimowosc, takiego luksusu pani nie posiada. Moze sie pani zwolnic i zatrudnic w prywatnej instytucji gdzie pani szef ustali zasady, dopoki pelni pani funkcje public servant- bedzie pani nagrywana, jak ja sobie tego zazycze, albo moze pani wyjsc i poprosic przelozonego.”

    i to zrobila, jej szefowa od tej pory przyjmowala nas-wylacznie, nikt poza nia, jej nie przeszkadzal moj mikrofon.

    drugi przyklad: firma prywatna Marks and Spencer

    moja dziewczyna dostala karte z pracy z jakas suma pieniedzy na swieta, kupilismy za to online aparat fotograficzny, 2 dni pozniej okazalo sie ze nie maja. Ona wywalila ta zuzyta karte a apartu nie ma.. Zadzwonilem do oblsugi klienta zeby odzyskac pieniadze, jakis cwaniak powiedzial ze trzeba bylo sobie ta karte zatrzymac a nie wyrzucac.. Znalazlem na necie szefa rady nadzorczej calej firmy i napisalem, ze w zwiazku z tym, ze nie potrafi wytrenowac swoich wlasnych ludzi zeby poprawnie wykonywali swoje obowiazki, on bedzie odpowiedzialny za ten epizod i fakt, ze nie mamy pieniedzy i nie mamy aparatu mimo ze w dniu zakupu-widnial w ofercie sklepu.

    Kilka dni pozniej dostalem nowa karte, i extra bonus w ramach przeprosin. Do czego zmierzam, zawsze jest sposob zeby naprawic komus krzywde, pytanie tylko czy wiemy jak dotrzec do ludzi ktorzy nie maja luksusu powiedziec „nie” i uciec od odpowiedzialnosci.

    W przypadku sluzby publicznej, mamy sprawe ulatwiona, te insytucje istnieja bo my im na to pozwalamy, maja swoj chleb powszedni, bo to my im to fundujemy, wiec czas zrozumiec dynamike miedzy nami.

    pozdrawiam

    Piotras

  12. Piotras
    Bardzo dziękuję za pełna i wyczerpująca odpowiedź
    Uważam że własnie tak powinny wyglądać [rozmowy] na tym blogu
    Pozdrawiam i dziekuje
    Bogdan

  13. Do Szanownej Marii!

    Jak sama widzisz zrobiło sie tu wypowiedzi Piotrasa sporo, a mam nadzieję że bedzie więcej.
    Może dobrze byłoby zrobić dla tego tematu osobną [stronę] czy coś?
    Wtedy bedzie można łatwiej w tym wszystkim się odnaleźdź
    Proszę przemyśl to – Na tym blogu Ty Mario jesteś Panem i Wladca i ja moge Cie jedynie prosic

    Pozdrawiam Bogdan

  14. Bogdan56 ! Jak widzę, to masz postawę roszczeniową na zasadzie dać ci palec, to chcesz całą rękę, a Twoje samodzielne myślenie właśnie na tych już założonych „prawnych” stronach to gdzie ?

    Gotowych recept na wszelkie sytuacje w życiu nie ma i każdy z nas tu piszących przekazuje kosztem swojego wolnego czasu wiele z własnych bolesnych doświadczeń z pokrętnymi paragrafami martwej litery prawa.

  15. Droga Nieustraszona!
    Z poczatku to nawet nie zrozumiałem dlaczego taki atak
    Tak – mam taki styl – że pytam. Właśnie w tych pytaniach dopatruj się mego myślenia. Czytam, analizuje i nastepnie pytaniem doprecowywuję. Rzadko piszę [referaty] a gdy to zrobie są [mocne]. Myslę że moje pytania pozwalają i mnie i innym lepiej zrozumieć sprawę.
    Wystąpiłem do Astromarii o zrobienie z [przekrętu wszechczasów] strony lub czegoś tam aby wszyscy śledzący temat mogli łatwiej w nim manewrować. To propozycja, ale Maria podejmie decyzje i zrobi – co zrobi!
    Pozdrawiam Bogdan

  16. Bogdan56: czy mało masz porad Piotra? Kopiuj to sobie na dysk, możesz to sobie wydrukować, żeby nawet gdyby mój blog został skasowany przez cenzurę mieć to wszystko pod ręką. Link do „Przekrętu wszechczasów” (odcinek 1) można znaleźć na stronie „Kto nie dochodzi swoich praw…” (bo to jest pokrewna tematyka), więc dla chcącego nie ma nic trudnego. Może dodam tam resztę linków z krótką informacją o czym jest który odcinek.

Nie mam żadnego wpływu na moderację, więc proszę się nie awanturować w tej sprawie - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s