Richard Dawkins: „Nie wiem, czy Boga nie ma”

Wiadomość z ostatniej chwili, uznana za sensacyjną. TVN24 donosi:

Zwany przez media najsłynniejszym współczesnym ateistą i „rottweilerem Darwina” profesor Richard Dawkins nieoczekiwanie przyznał, że nie jest w 100 procentach pewny, czy Bóg nie istnieje.

Dalej TVN24 informuje, że Dawkins ostatnio wolał, żeby nazywano go agnostykiem – czyż to nie zdrada idei czystego ateizmu? Głęboko (nie)wierzący ateista musi być zimny lub gorący, a nie letni, a pfuj.

W pewnym momencie, i to było dla wielu zaskoczenie, naukowiec przyznał, że nie jest w 100 procentach pewien, że nie ma żadnego stwórcy. – Dlaczego więc nie określasz siebie jako agnostyka? – zapytał w tym momencie filozof sir Anthony Kenny, prowadzący dyskusję.

Dawkins odpowiedział, że właśnie tak czynił.

Może jest to wielkie zaskoczenie dla TVN-u, ale nie dla mnie. Obserwuję zmagania Dawkinsa z materią Boga i widzę, że od lat się biedny łamie i przeżywa udręki jak biskup, który stracił wiarę. Cała ta jego ostatnia wielka, opasła księga wymierzona przeciwko Bogu jest najlepszym dowodem na to, że już dawno stracił swoją żarliwą (nie)wiarę. Usiłował udowodnić sobie samemu, że jednak nie wierzy, ale wyszedł mu niestrawny i nieprzekonujący gniot, który u osób obdarzonych choćby minimalną inteligencją wywoływał na zmianę potężne ataki ziewania i sarkastycznego chichotu.

Nie od dziś wiadomo, że najbardziej żarliwe kazania wygłaszają księża, którzy stracili wiarę.

Ateiści i „racjonaliści” szczerze nienawidzą mnie za to, że już wcześniej ujawniłam poważny grzeszek Dawkinsa przeciw (nie)wierze. Przesłuchiwany przez Bena Steina na okoliczność swojej pewności co do nieistnienia Boga wił się jak piskorz i wypadł niestety bardzo, ale to bardzo nieprzekonująco. A na koniec strzelił sobie (i wszystkim swoim wyznawcom) straszliwego samobója. Przyznał mianowicie, że odkrył coś, co można nazwać „projektantem”. Znaczy: boskim projektantem. Albo przynajmniej kosmicznym. Może to niekoniecznie Bóg, może to tylko jacyś genialni przybysze z kosmosu, ale tak czy inaczej coś / ktoś grzebał w naszych genach i nawet da się wyliczyć kiedy tego dokonał.

…cóż, mogłoby tak być, gdyby wcześniej, gdzieś we wszechświecie cywilizacja biorąca początek z darwinowskiej ewolucji nauczyła się skomplikowanej technologii i stworzyła formy życia. Mogliby wtedy zasiać je na naszej planecie. To jest bardzo, bardzo prawdopodobne, myślę nawet, że można by to udowodnić. Wchodząc w szczegóły biochemii czy biologii molekularnej możemy odnaleźć ślady ‘inteligentnego projektanta’. To byłaby istota o wyższej inteligencji z jakiegoś miejsca we wszechświecie. Tak, ale ta istota też musiałaby w jakiś sposób powstać, poprzez proces, który dałoby się wyjaśnić. Tak, życie nie może się zacząć spontanicznie.

Zobacz to na własne oczy:

Jest kwestią czasu, kiedy ten wielki rottweiler darwinizmu i guru ateistów ogłosi swoją zupełną klęskę w wojnie przeciwko Stwórcy.

Powiem Wam, co się wtedy stanie: ogłoszą Dawkinsa WARIATEM. Będą pisali, że jest chory psychicznie, bo musiał zwariować, gdyż inaczej nie gadałby takich głupot. Psychopatyczni psychologowie będą na swoich blogach wynajdywać nazwy różnych „syndromów” i „zespołów” na które rzekomo cierpi, a portal racjonalista.pl wysmaży taki sam nienawistny gniot, jakim zaszczycił Antony Flew’a, niegdysiejszego guru ateistów, który zdradził, ochrzcił się i stał się deistą.

A ja jak zawsze stoję sobie z boku, śmieję się cichutko i obserwuję, jak ludzie zamiast stać się ludźmi pozostają stadnymi owcami. Jeśli stado religijne zawiedzie ludzką owieczkę przechodzi ona do stada ateistycznego, a kiedy rozczarują ją ateiści wraca do parafialnego. I tak od ściany, do ściany, zamiast w końcu stanąć w środku i powiedzieć „mam dość stada, które dyktuje mi co mam o czym sądzić, nie jestem baranem, lecz Człowiekiem, a Człowiek myśli własną głową!”

Jak ma wyglądać ta planeta?????

Ten tekst nie jest dla zaawansowanych – to ośla łączka, dla początkujących. Piszę to, bo jak widać są tacy, którzy jeszcze nie rozwiązali rebusu.

Dostałam takiego maila (dla ułatwienia życia miłym czytelnikom dorobiłam w nim „polskie ogonki”, żeby dało się go przeczytać, nie zmieniając treści ani na jotę):

No dobra pani Mario, obejrzałem pani najnowszy filmik o tym jak to ten pan mówi o „jebaniu mnie w dupę”. Fajnie. Pasuje. Ale zawsze przy czymś takim zastanawiam się: to jak pani Mario np. wg pani powinien wyglądać system??? No bo kompletnie nic pani nie pasuje. Dobra. Rozumiem. To jak powinien wyglądać świat, Polska, żeby np. mówiła pani, że teraz to jest dobrze. To jak powinniśmy mieć, jak w Skandynawii? Czy też nie? W Ameryce? Nie. No to jak w Afryce? Nie. No to jak powinien wyglądać świat? Piszę o tym, bo skoro już jest syf, to zawsze mnie intryguje wasza recepta na to. No bo gospodarka nie, wojsko nie, policja nie, wiara nie, medycyna wg pani to gnój, politycy nie, szkoły nie, itd., no to jak powinien wyglądać świat? Jak wy byście go ułożyli? Zawsze u takich rozmówców mnie to interesuje. Tusk nie, Kaczyński nie, Iksiński nie, Igrekowski nie, złotówka nie, dolar nie, euro nie, unia nie, NATO nie, kongres nie, polityka nie, wybory nie, bo przecież jesteśmy idiotami za których już wybrano, do roboty nie bo coś tam, NO TO SIĘ PYTAM CO!!!!!!!!!!!!!?????????????

No to może się wszyscy zlikwidujmy na gałęzi suchej???????????

To nie chodzi o to że ja kogoś opieprzam. Nie. No ale słucham, jak ma wyglądać ta planeta. SŁUUUUUUUCHAM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

pozdrawiam

Wojtek

Mój blog nazywa się „Jestem za, a nawet przeciw”. Nazywa się tak, ponieważ nie popieram żadnych skrajności. Nie opowiadam się po stronie dnia i przeciwko nocy ani za prawą ręką i przeciwko lewej. Nie mogę też trzymać strony kobiet, przeciwko mężczyznom.

Przeciwieństwa nie istnieją. To, co każą nam postrzegać jako przeciwieństwa to w rzeczywistości dwie dopełniające się połowy. Nie ma dnia bez nocy, nie ma dobra bez zła, nie ma Boga bez diabła i nie ma wiedzy bez wiary (i odwrotnie).

Tak, diabeł też jest nam potrzebny. Gdyby nie było zła, nie byłoby też dobra. A „diabeł” jest tym samym, co Bóg, ponieważ wszystko na tym świecie jest z Boga. Jeśli więc diabeł istnieje, to z woli Boga.

Dualizm dano nam po to, żebyśmy mogli manifestować dar wolnej woli. Musimy stale wybierać między dobrem a złem. Ale gdybyśmy trzymali się zasady złotego środka nasze wybory nie byłyby tak dramatyczne. Gdybyśmy pamiętali o umiarze zło nie byłoby tak złe, a mrok tak ciemny, jak się stały w naszych czasach.

To my, ludzie, popadliśmy w skrajności i spowodowaliśmy, że zło stało się tak złe, a ciemność tak ciemna. Nie wiemy jednak, że zawsze zachowana jest zasada „Jak na górze, tak na dole”. Jeśli w jednym miejscu narasta wielkie zło, w innym narasta analogiczne dobro. Nie wiemy o tym, ponieważ dobro nie jest medialne i w TV go nie pokazują. Media żywią się sensacją w myśl zasady „dobra wiadomość to żadna wiadomość”, a my głupio wierzymy, że to, co widzimy na monitorze, to sama, najszczersza prawda.

Ale zawsze przy czymś takim zastanawiam się: to jak pani Mario np. wg pani powinien wyglądać system??? No bo kompletnie nic pani nie pasuje. (…)No to jak powinien wyglądać świat? Piszę o tym, bo skoro już jest syf, to zawsze mnie intryguje wasza recepta na to.

A co miałoby mi pasować? Krwiożerczy kapitalizm czy totalitarny komunizm? A może Nowy Porządek Świata, który wreszcie weźmie ten syf za mordę i zaprowadzi porządek?

Jaki jest sens wybierania między wielkim złem, a jeszcze większym złem! To jest oszustwo i to jest wprost niepojęte, że ludzkość dała się na to nabrać! Chyba ktoś musiał ją zahipnotyzować, bo gdyby miała zdolność trzeźwej oceny sytuacji nie zgodziłaby się ani na jedno, ani na drugie.

(…) Za czkawkę po średniowiecznym katolicyzmie należy uznać fakt, że większość nawet dobrze wykształconych osób sądzi, iż każdy musi w coś wierzyć i jeśli nie jest się teistą, trzeba być dogmatycznym ateistą, a jeśli nie ceni się kapitalizmu, trzeba gorliwie wierzyć w socjalizm itd. itp. Jednym słowem istnieje szeroko rozpowszechnione przekonanie, że jeśli nie wierzy się w coś, trzeba wierzyć w tego przeciwieństwo.

Moim skromnym zdaniem wiara to śmierć inteligencji, ponieważ kiedy zaczyna się wierzyć w jakąś doktrynę, przestaje się myśleć na temat tego, czego ta doktryna dotyczy, przez co zawęża się obszar myślenia. Można wręcz powiedzieć, że osoba, która niczego nie kwestionuje jest z klinicznego punktu widzenia martwa, ponieważ według obecnych standardów medycznych brak aktywności mózgowej oznacza koniec życia. [Robert Anton Wilson „Kosmiczny spust czyli tajemnica Iluminatów”]

Dlaczego daliśmy się w to wrobić?

Bo tak jest wygodnie dla władzy!

Władza robi wszystko, żeby ludzi antagonizować. W tym celu stworzono liczne religie i jakby tego było mało wprowadzono rozłamy w ich łonie – samo chrześcijaństwo jest rozbite na niezliczoną ilość odmian protestantyzmów (luteranie, kalwiniści, husyci, zielonoświątkowcy, adwentyści, świadkowie Jehowy i wiele, wiele innych). Stworzono kasty społeczne i różne systemy polityczne. Potem przeciwko religiom wystawiono ciężkie armaty nauki i ateizmu. Skłócono nawet kobiety z mężczyznami, nauki humanistyczne ze ścisłymi, kreacjonistów z darwinistami… długo można by wymieniać, ale nie warto.

Po co to wszystko?

Wyjaśnienia dostarcza Niccolo Machiavelli:

Dopóki ludzie są ze sobą skłóceni, nie są niebezpieczni. A w takim razie każdy, kto chce nas kontrolować, musi się zatroszczyć o klimat stresu, lęku i powszechnej agresji.

A więc drodzy obywatele, urywajcie sobie łby w bratobójczych wojnach. Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. W czasie, kiedy wy toczycie wojny we własnych rodzinach, kiedy z sąsiadem okładacie się po łbach sztachetami z płotu, kiedy dostajecie szału z powodu poczynań partii politycznej, której nie popieracie, jakaś niewidzialna siła piecze swoją pieczeń przy ogniu waszej nienawiści.

Nawet gdybyście nie chcieli ze sobą walczyć, nic straconego, zawsze przecież można stworzyć sztuczne problemy i zagrożenia, jak choćby „terroryzm światowy” czy „kryzys ekonomiczny” i napędzić wam takiego stracha, żebyście sami błagali o rządy silnej ręki.

To jak powinien wyglądać świat, Polska, żeby np. mówiła pani, że teraz to jest dobrze. To jak powinniśmy mieć, jak w Skandynawii? (…) W Ameryce? (…) Afryce?

My, w naszym polskim grajdołku, żyjemy w egocentrycznym przeświadczeniu, że w Polsce to jest najgorzej na świecie. I że nie potrafimy korzystać z dobrodziejstw demokracji, bo jej nigdy nie mieliśmy. Wierzymy, że inne narody Europy czy obywatele USA mają „starą demokrację” więc umieją się rządzić i mają dobrze. Ale to wszystko mity. Cały świat trawi ta sama, ciężka choroba, która nie jest zdiagnozowana i z tego powodu jest źle leczona. USA i Unia Europejska walą się w gruzy, chociaż jeszcze niedawno wydawało się, że to solidne i trwałe potęgi gospodarcze. Zdecydowanie nie widzę powodu, żeby iść w ślady Ameryki czy krajów skandynawskich.

No bo gospodarka nie, wojsko nie, policja nie, wiara nie, medycyna wg pani to gnój, politycy nie, szkoły nie, itd., no to jak powinien wyglądać świat? Jak wy byście go ułożyli? Zawsze u takich rozmówców mnie to interesuje. Tusk nie, Kaczyński nie, Iksiński nie, Igrekowski nie, złotówka nie, dolar nie, euro nie, unia nie, NATO nie, kongres nie, polityka nie, wybory nie,

A po co nam to wszystko?

Gospodarka?… Co jest dobrego w gospodarce, która się wali z powodu sztucznie wywołanego kryzysu i Carbon Tax?

Wojsko? Do bandyckiego napadania na suwerenne kraje? Do bombardowania Iraku, w którym nie było bomby atomowej, ale są pola naftowe? Do okupowania Afganistanu z powodu pól maków i ropociągu? Do napadania na Libię z tych samych powodów?

Policja – do pałowania własnych obywateli?

Wiara – do sprzedawania fałszywej duchowości za grubą kasę?

Medycyna do trucia i okaleczania pacjentów, którzy muszą jeszcze za to płacić drakońską cenę?

Politycy – do sprzedawania kraju za nędzne grosze obcym korporacjom?

NATO jako największa organizacja terrorystyczna na świecie?

Wybory?

Demokracja?

Wolne żarty!

Już same te słowa: „RZĄD”, „RZĄDZENIE” i „WŁADZA” są niezwykle wymowne – przecież one nie mówią o pokornej, uniżonej służbie na rzecz społeczeństwa, lecz o RZĄDZENIU i WŁADANIU. Naiwni obywatele dali sobie wmówić, że w „demokratycznym społeczeństwie” mamy do czynienia nie z władzą, lecz z „reprezentantami narodu”, którzy „w naszym imieniu” sprawują „służbę społeczną”, czyli rzekomo służą nam, dla naszego dobra. W rzeczywistości jest odwrotnie: to my pokornie służymy władzy – jesteśmy wręcz jej niewolnikami. Władza traktuje nas tak, jak hodowca traktuje swoje owce.

Proszę się również zastanowić, do czego władza potrzebuje tych wszystkich uzbrojonych po zęby oddziałów policji, po co jej podsłuchy, kamery i programy szpiegujące, nielegalnie i bez naszej wiedzy instalowane w naszych komputerach? Wierzy pan w to, że to dla naszego dobra?

Po lewej stronie mojego bloga znajduje się kilka bardzo ważnych cytatów o demokracji. Ten, kto je uważnie przeczyta i głęboko się nad nimi zastanowi nie powinien zadawać żadnych pytań o to, kto rządzi światem i dlaczego zwykli obywatele nie mają żadnego wpływu na politykę.

Demokracja?

Demokracja to dwa wilki i owca głosujące nad tym, co zjedzą na obiad [Benjamin Franklin]

Ci którzy decydują nie są wybierani, a ci, których się wybiera nie mają nic do decydowania [Horst Seehofer, przewodniczący CSU i premier Bawarii]

Nasza rasa jest Rasą Panów. Jesteśmy świętymi bogami na tej planecie. Różnimy się od niższych ras, ponieważ wywodzą się one od insektów. Faktycznie porównując je do naszej rasy, inne rasy to bestie i zwierzęta, owce w najlepszym przypadku. Inne rasy są uważane za ludzkie odchody. Naszym przeznaczeniem jest rządzenie niższymi rasami. Nasze ziemskie królestwo będzie rządzone poprzez naszych liderów za pomocą rózgi żelaznej. Masy będą lizać nasze stopy i służyć nam jako nasi niewolnicy. [Menachem Begin, premier Izraela, laureat Pokojowej Nagrody Nobla]

Wierzę w to, że instytucje bankowe stwarzają większe zagrożenie dla naszej wolności niż armie. Jeśli Amerykanie kiedykolwiek zezwolą na to, by prywatne banki przejęły kontrolę nad emisją ich waluty, przez inflację, potem przez deflację, to banki i korporacje które na tym wyrosną będą pozbawiać ludzi wszelkich prywatnych dóbr, do momentu aż ich dzieci nie przebudzą się bezdomne na kontynencie, który został podbity przez ich ojców. Władza nad emisją powinna być zabrana bankom i przywrócona ludziom, do których ona prawowicie należy. [Thomas Jefferson]

Pozwólcie mi emitować i kontrolować pieniądze kraju, a ja nie dbam o to, kto tworzy jego prawa [Mayer Amschel Rothschild]

Lichwa, gdy raz dostanie się do władzy, zrujnuje i doprowadzi do upadku każdy naród. Nie warto mówić o suwerenności Parlamentu i demokracji dopóki rząd nie odzyska władzy emisji pieniądza i kredytu, i dopóki nie uzna się, że jest to jego podstawowa i nienaruszalna powinność. [William Lyon Mackenzie King, premier Kanady]

Jesteśmy na krawędzi globalnej transformacji. Wszystko, czego teraz potrzebujemy to odpowiednio wielki kryzys, a wtedy narody zaakceptują Nowy Porządek Świata. [David Rockefeller]

Rząd Światowy powstanie bez względu na to, czy nam się to podoba czy nie. Otwartą pozostaje jedynie kwestia, czy Rząd Światowy stworzony zostanie na drodze przemocy czy powszechnego przyzwolenia. [James Paul Warburg]

Idealną sytuacją dla każdego człowieka jest ta, która pozwala mu na pełną wolność działania przy jednoczesnym kontrolowaniu zachowania innych w celu wymuszenia posłuszeństwa na drodze do realizacji własnych pragnień. To znaczy, innymi słowy, każdy człowiek poszukuje władzy nad światem niewolników. [James Buchanan, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii]

Nad społeczeństwem dominować będzie elita… która dla osiągnięcia swoich politycznych celów nie będzie wzbraniać się przed stosowaniem najnowocześniejszych technik kształtowania publicznych zachowań i utrzymywania społeczeństwa pod ścisłą kontrolą i inwigilacją [Zbigniew Brzeziński w książce „Between Two Ages” 19970 r.]

Jak napisałam, sztuka rządzenia ludźmi polega na ich antagonizowaniu. Ale żeby osiągnąć pełny sukces, należy najpierw zadbać o to, żeby ludzie byli tak głupi, jak to tylko możliwe, a przy tym żeby żyli w błogim przeświadczeniu, że są znakomicie wykształceni i doskonale poinformowani. Temu celowi służy cały system edukacji, który nie dość, że przekazuje naukę z planety małp (czyli wiedzę ocenzurowaną i niepełnowartościową), to jeszcze wymaga pokory i posłuszeństwa wobec autorytetu. Szkoła zabija kreatywność i pozbawia dzieci ciekawości świata, a więc zamienia je intelektualne zombie.

Kiedy obywatel opuszcza szkołę źródłem wiedzy o świecie stają się dla niego „niezależne” media: gazety, radio i telewizja. Obywatel nie ma pojęcia, że przezorna władza zadbała i o to, żeby wiadomości przez nie przekazywane pokazywały świat w krzywym zwierciadle i przekazywały informacje wygodne dla rządzących.

W tym rozdziale historii świata, nie istnieje coś takiego jak niezależna amerykańska prasa. Wy to wiecie i ja to wiem. Żaden z was nie ośmieli się szczerze wygłosić swojej własnej opinii – nawet jeśli ktoś z was spróbuje to zrobić, może być z góry pewnym, że jego tekst nie ukaże się w druku. Płacą mi za powstrzymywanie się od wyrażania moich poglądów na łamach gazety, w której pracuję. Wam płacą mniej więcej tyle samo za robienie mniej więcej tego samego – jeśli ktoś z was okaże się na tyle naiwny, by napisać o tym, co myśli, będzie sobie musiał poszukać innej pracy. Gdybym ja pozwolił sobie na taką szczerość, straciłbym zajęcie przed upływem dwudziestu czterech godzin od publikacji. W interesie dziennikarza leży niszczenie prawdy, kłamanie w żywe oczy, perwersja, poniżanie, pełzanie u stóp Mammona i sprzedawanie własnego kraju i własnego narodu za kromkę chleba. Wy to wiecie i ja to wiem. Cóż to za szaleństwo – wznosić toast za niezależną prasę? Jesteśmy narzędziami, wasalami bogaczy zza kulis. Jesteśmy marionetkami: oni pociągają za sznurki, my tańczymy. Nasze talenty, nasze predyspozycje i nasze życia należą do innych ludzi. Jesteśmy intelektualnymi prostytutkami. [John Swinton, były szef Personalny New York Times, ok. 1880 r.]

Jesteśmy wdzięczni wydawcom „Washington Post”, „New York Times”, „Time Magazine” i innym wielkim wydawnictwom, których menedżerowie uczestniczyli w naszych spotkaniach i dotrzymali swych obietnic zachowania dyskrecji przez blisko 40 lat. Byłoby dla nas niemożliwością zrealizowanie naszego planu budowy światowego rządu, jeśli bylibyśmy w tym czasie przedmiotem zainteresowania prasy… [David Rockefeller]

No ale słucham, jak ma wyglądać ta planeta. SŁUUUUUUUCHAM!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

To proste, a jednocześnie trudne: ludzie powinni przebudzić się z hipnotycznego snu, w którym są pogrążeni i przytomnie popatrzeć na świat. Nie ma innego rozwiązania naszych problemów.

To my sami kreujemy swoją rzeczywistość. Wszystko co widzimy wokół jest projekcją bandy naćpanych szaleńców. Problemem ludzkości jest lunatyczny sen, w którym jest ona pogrążona i z którego nie jest w stanie się obudzić.

Gdyby ludzie zrozumieli, jak to wszystko działa i ku czemu zmierza, ten system zawaliłby się w jednej chwili jak domek z kart, bo ten system to kolos na glinianych nogach.

Problem w tym, że nie mam pojęcia, jak przebudzić ludzkość – chyba potrzebny jest nam cud.

Obawiam się jednak, że zamiast cudu czeka nas jakieś traumatyczne zdarzenie.

Gdyby ludzie przebudzili się sami, nie zdarzyłoby się nic złego – po prostu wykreowaliby normalną, zdrową rzeczywistość. Skoro jednak to się nie stało Kosmos będzie musiał użyć bardziej zdecydowanych, a więc niestety brutalnych metod, ponieważ czas spania już się skończył. Zaczyna się nowy, Kosmiczny Dzień i ludzkość musi przywitać go odmieniona i gotowa do konstruktywnego działania.

Zapnijmy pasy, bo szykuje się coś, co zmieni losy świata. Przebudzeni nie mają się czego obawiać, a pozostałych czeka zimny prysznic…

Wiadomości z racjonalistycznego wariatkowa

Czy racjonaliści to masochiści?

Przeglądając statystyki bloga widzę, że racjonaliści pasjami czytują mój blog. I wszyscy dostają piany na ustach. Spytam więc – dlaczego sobie to robicie? Dlaczego tak się katujecie?

  • skoro piszę kompletne bzdury to po jaką cholerę je czytacie i zażarcie z nimi polemizujecie?
  • dlaczego każde moje zdanie o psychopatach każdy z was bierze osobiście do siebie i wpada w furię, że go obrażam?
  • skoro wy wierzycie w globalne ocipienie, w ozonowe ochujenie i w świński przekręt szczepionkowy, to dlaczego ja nie miałabym mieć prawa do wiary w cokolwiek, co mi się podoba?

Ja tego nie rozumiem! Jest w sieci wiele blogów, które piszą rzeczy, z którymi zupełnie, wręcz totalnie się nie zgadzam, ale ja szanuję wolność słowa i nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby takie blogi czytać, przeżywać, dostawać ataków furii, atakować ich autorów napastliwymi komentarzami, pisać u siebie polemiki z treściami tam zawartymi, a już szczególnie żądać ich zamknięcia.

Ja po prostu takich blogów nie czytam.

Nie czytam ich i dzięki temu jestem zdrowa.

Kocham każdą różnorodność

Ludzie mają naprawdę bardzo różne poglądy. I dobrze. Niech sobie mają. Dopóki nie wyruszają na krwawe krucjaty przeciwko dowolnego rodzaju poglądom, nie mordują, nie podpalają, nie gwałcą, nie kradną ani nie składają niemowląt w ofierze satanistycznym bóstwom, to mi to nie przeszkadza. Naprawdę!

Niech sobie każdy żyje jak chce i niech wierzy, w co chce.

Nie ma dla mnie znaczenia, czy ktoś jest katolikiem, ateistą czy buddystą – jeśli jest z tym szczęśliwy, to OK.

Nie przeszkadza mi, że ktoś jest muzułmaninem lub mormonem i ma 4 żony. Jeśli jemu i jego kobietom to odpowiada, to ich sprawa. Są dorośli, więc mają prawo.

Podobają mi się Amisze – naprawdę, wcale nie uważam, że należy ich uszczęśliwiać przymusowym transferem do cywilizacji XXI wieku. Chętnie bym z nimi pomieszkała, bo nęcą mnie podróże w czasie. Poza tym oni produkują naprawdę zdrowe żarcie bez nawozów, środków ochrony roślin i konserwantów.

Jeśli ktoś ma życzenie wierzyć w płaską ziemię, to ja nie widzę żadnego powodu, żeby mu tego zakazać. Mnie to nie atakuje w żaden sposób. Ani mi nie szkodzi. Co mnie to w ogóle może obchodzić, że ktoś wierzy w coś, czego nałuka nie potwierdza?

Podobnie z kreacjonistami – nie widzę w kreacjonizmie żadnego zagrożenia dla mojego bezpieczeństwa, a tym bardziej życia, po co więc miałabym to zwalczać, zwłaszcza przemocą?  Nie rozumiem ludzi, którzy dostają piany na mordzie i skręcają się w paroksyzmach nienawiści, kiedy tylko zobaczą kreacjonistę. Co z nimi jest nie tak? To nie wygląda estetycznie. To wygląda wręcz odrażająco. Kiedy na nich patrzę lub kiedy ich czytam myślę sobie, że należy ich odizolować od zdrowego społeczeństwa, żeby komuś nie zrobili krzywdy.

Nie widzę zupełnie żadnego powodu, żeby doszukiwać się zagrożenia ze strony ludzi, którzy żyją zgodnie z naturą. Jeśli ktoś chce jeść zacofaną, nienaukową, tradycyjną, organiczną żywność uprawianą na płaskiej ziemi i g…. i leczyć się ziołami, masażami, akupunkturą czy homeopatią, a nawet magią i czarami to mi to w niczym nie zagraża i nie widzę powodu, żeby to zwalczać.

Zgodziłabym się również na to, żeby inni wierzyli w darwinizm, ale to akurat wcale bezpieczne nie jest, ze względu na dziki fanatyzm i agresję wyznawców tej idei. I nie tylko z tego względu. Z tą groźną filozofią kojarzą się takie trendy, jak darwinizm społeczny i eugenika, a niedawna historia pokazała, czym to grozi.

Jeśli ktoś chce się leczyć samą chemią, lubi kiedy go operują i wycinają mu połowę niezbędnych do życia narządów, z mózgiem włącznie, cieszy się, kiedy go naświetlają bombą kobaltową, gdy wychodzą mu włosy, gdy rzyga i w bólu umiera – to ja mu tych przyjemności nie zabraniam. Niech z nich korzysta do woli.

Wszelka różnorodność nadaje koloryt tej planecie i bardzo mnie cieszy.

Martwi mnie natomiast fanatyzm i nietolerancja

Wkurza mnie, gdy kretynizmy, bzdury i rzeczy zabójczo niebezpieczne (medycyna alopatyczna czy onkologiczna, GMO, zbędne dodatki do żywności, szczepienia, obowiązkowe badania medyczne pod groźbą zwolnienia z pracy, energetyka jądrowa itp.) narzuca się siłą i bez referendum całemu światu, a więc i mnie!

Oburza mnie narzucanie siłą czegokolwiek, wprowadzanie totalitarnych nakazów i zakazów i ograniczanie wolności obywatelskich pod hasłem „dla twojego dobra” lub „w imię postępu cywilizacyjnego / naukowego”. Jestem dorosła i sama potrafię zadbać o swoje dobro. Sama wiem, który postęp jest dla mnie dobry, a który zabójczy. Mam prawo dokonywać samodzielnych wyborów i świadomie decydować o tym, co jest dla mnie dobre, a co zgubne.

Jeśli ktoś fanatycznie wierzy, że jego poglądy są jedynymi właściwymi, bo objawił mu je sam Bóg Wszechmogący lub że zostały zweryfikowane przez materialistyczną nałkę, która tak samo jak Bóg Wszechmogący nigdy się nie myli, to czuję ciarki przerażenia na plecach. Boję się, bo wiem, że ten ktoś zrobi wszystko, żeby wprowadzić rządy totalitarne i zmusić mnie do przyjęcia jego religii lub jego światopoglądu.

Przeciwieństwa są tym samym

Pisałam o tym wiele razy i wiele razy przedstawiałam na to dowody.

Wiara religijna i (nie)wiara ateistyczna leżą na tej samej osi wiary, tylko zwrot mają przeciwny (wiara – niewiara). Astromaria  nie jest płaszczakiem i nie miota się po odcinku między Kościołem a Racjonalistą, lecz podniosła się z pozycji leżącej i patrzy na to wszystko z góry. Z góry lepiej widać, bo perspektywa jest szersza!

Zarówno wyznawcy Boga Wszechmogącego, jak i Nieomylnej Materialistycznej Nałuki to fanatycy, nienawistnicy i agresorzy, skłonni do wyrywania sztachet z płotów, a nawet zbrojenia się po zęby tylko po to, żeby wyruszyć na krwawą krucjatę i pozamykać gęby gadające na głowach inaczej myślących niż ich głowy.

Kto nie wierzy niech się przeleci po blogosferze, a szybko się przekona, że i jedna i druga skrajność pisze o Astromarii, o astrologii, o ziołach, medytacji, jodze, o homeopatii i wolnościach obywatelskich to samo. Dla jednych to grzech, a dla drugich zabobon, ale jedni i drudzy są zgodni, że trzeba tego zakazać. Przeciwieństwa?

Komu i w czym może szkodzić moja prywatna i zupełnie osobista wiara w homeopatię, astrologię czy żywność organiczną? To jest legalne!!! To jest uznane przez Unię Europejską! Zabraniając ludziom korzystania z metody leczenia, która jest legalna i oficjalnie uznana w UE naruszacie prawo i dobre obyczaje.

Skoro nie wierzycie w te rzeczy, to z nich nie korzystajcie. Przecież nikt was do niczego nie zmusza.

Ty masz prawo do tego, w co ty wierzysz, a ja mam prawo do tego, w co ja wierzę.

Jeśli się z tym nie zgadzasz, to znaczy, że uważasz się za nadczłowieka, a mnie uważasz za podczłowieka. To naprawdę wiele wyjaśnia.

Dlaczego tak się wkurzacie czytając to, co piszę?

Z prostej przyczyny: ponieważ potwierdza to wasze podświadome obawy, że wcale nie jesteście tacy wszystkowiedzący i że możecie się zwyczajnie mylić. Ta myśl jest nieznośna dla waszego ego. Pozwólcie, że pofreudyzuję troszkę… tak, wiem, że to okrutne. W rzeczywistości podświadomie wątpicie w ścieżkę, którą podążacie. Przeze mnie tracicie pewność siebie i spokój, jaki ludzie czerpią z wiary i przynależności do jednomyślnego stada. Ale to dobry znak. To znaczy, że jesteście naprawdę bardzo blisko przebudzenia. To znaczy, że już słyszycie budzik, który dzwoni, ale chcecie wykraść jeszcze kilka ostatnich chwil snu.

Dobrze wam zrobi, jeśli zamiast chować głowę w piasek odważnie skonfrontujecie się z rzeczywistością taką, jaka jest. Na pocieszenie powiem wam, że strach ma wielkie oczy. Kiedy stawicie mu czoła w otwartej konfrontacji okaże się, że to wszystko wcale nie jest takie potworne i że niepotrzebnie tak się baliście.

JFK, chemtrails, GMO – tylko kompletny tchórz i intelektualny leń wierzy w sztuczny świat kreowany przez media i w kłamstwa, serwowane przez polityków.

Czerwona i niebieska pigułka

Jeśli wybierzesz niebieską pigułkę będzie to oznaczało, że zrezygnowałeś z myślenia. Dzięki temu twoje życie stanie się łatwe i proste. Będzie to życie nudne, bez emocji, w kapciach i przed telewizorem. Z głową w piasku. Wybierasz nie-wiedzę. Wybierasz trwożliwą wiarę jedynie w te „prawdy”, które zapisane są w podręczniku, w opiniotwórczej gazecie i pokazane w TV. Posłuchaj, żeby zrozumieć… jak władza robi cię w wała.

Czerwona pigułka jest dla ludzi samodzielnie myślących i mających odwagę zaglądać w otchłań. Tak, w otchłań. Bo ona naprawdę istnieje, jest mroczna, czasem wręcz przerażająca i skrywa wiele spisków, zmów i skandali jak z hollywoodzkiego filmu sensacyjnego. Nie zaglądaj do niej, jeśli czujesz lęk! Otchłań  nie jest dla tchórzy.

Po niebieskiej pigułce będziesz widział wszystko od dobrej strony.

Firma Monsanto będzie dla ciebie dobroczyńcą ludzkości.

Aspartam będzie dietetycznym ratunkiem dla chorych i profilaktyką dla zdrowych. Będziesz żarł go łychami. I karmił nim swoje dzieci. Choćby na złość Astromarii, żeby pokazać, że jest głupia.

Aspartam E951 – rakotwórcza słodycz

GMO będzie dla ciebie bardzo wyrafinowaną, naukową technologią, w pełni bezpieczną, podobnie jak wszystkie pozostałe wynalazki tego pioniera nauki, firmy Monsanto. Nie dostrzeżesz żadnych, nawet leżących przed twoim nosem dowodów na szkodliwość czegokolwiek, co wynaleźli geniusze z tego biotechnologicznego giganta. Będziesz je żarł do syta na talerzach z recyklingu butelek Cycle-Safe i karmił tym swoje dzieci. Będziesz unikał jak zarazy żywności organicznej, bo jest szkodliwa i zawiera za dużo witamin, które są trujące. Zamiast używać witamin posypiesz i polejesz swoim młodym potrawy DDT, polichlorowanymi bifenylami (PCB), Agent Orange, dioksynami, pestycydami, alachlorem i RoundUp’em, a wszystko to popijecie mlekiem z BST (rBGH, Posilac). Po posiłku polecam butelkę fluorowanej wody mineralnej (na szczęście w Polsce nielegalnej). Smacznego!

Życie wymyka się spod kontroli

Świat według Monsanto

Jeśli połkniesz czerwoną pigułkę zrozumiesz, że Firma Monsanto nie jest dobroczyńcą ludzkości i nie uratuje jej przed głodem. Wbrew uroczystym deklaracjom nie wyprodukowała ani jednej rośliny odpornej na suszę, na mróz ani na zasolenie. Produkowała wyłącznie rzeczy trujące, skażające środowisko, rakotwórcze i powodujące poważne wady genetyczne płodów. A teraz produkuje nasiona, które nie są lepsze, a nawet są gorsze od naturalnych (mniej wydajne i podatne na choroby), ale za to objęte patentami, za które trzeba coraz więcej płacić. Celem tej firmy jest zdobycie na wyłączność patentów na wszystkie żywe organizmy, z których produkuje się żywność. Kto jest właścicielem żywności, ten włada ludzkością. Każdy z nas jest niewolnikiem własnego żołądka.

Po czerwonej pigułce przestaniesz też wierzyć w nałkę, bo staniesz się świadom jej błędów i nadużyć. Na przykład stracisz wiarę w globalne ocieplenie. Ten kościół już jest zamknięty, z braku dowodów i wiernych.

Zima będzie trwała cały rok

Zaskoczyły cię majowe opady śniegu sprzed kilku dni? Okazuje się, że powrót zimy to nic niezwykłego. Co więcej – już niedługo trzeba się spodziewać coraz częstszych śnieżyc, nawet… w lecie. Zbliża się bowiem kolejna epoka lodowcowa, do której musimy się przygotować. Przepowiadają ją naukowcy oraz wrocławscy Glacjaliści.

Prażąca się w upale planeta i globalne ocieplenie – to już nieaktualna teoria. Mamy coraz więcej dowodów na to, że będzie wręcz przeciwnie. Zimy staną się coraz ostrzejsze i coraz dłuższe, aż w końcu ruszy lodowiec. Pod jego powierzchnią znajdzie się Europa Północna a także Polska.

Lądolód oprze się prawdopodobnie na Karpatach, a na południu Europy będą panowały takie warunki jak teraz na północy Skandynawii. Nie jest to niestety odległa przyszłość. Początek epoki lodowcowej może zacząć się jeszcze za życia naszego pokolenia. Nasi potomkowie za 100 czy 200 lat będą musieli emigrować do Afryki, na tereny gdzie będzie można w miarę normalnie żyć.

Czyli powrót do starej teorii, którymi „nauka” straszyła ludzkie owce przez całe lata 70. Resztę przeczytajcie sobie tutaj (i jak my mamy szanować naukę i naukowców? Nie za dużo tych pomyłek i wpadek?)

A teraz najśmieszniejsze rzeczy, które przeczytałam o sobie:

Astromaria  jest elektoratem Kaczyńskiego – posikałam się ze śmiechu, czegoś równie śmiesznego jeszcze o sobie nie czytałam! Otóż Astromaria  nie jest elektoratem czegokolwiek, ponieważ Astromaria  nie jest płaszczakiem i nie miota się między religią a ateizmem ani między PiS i PO. Astromaria  widzi wszystko z perspektywy osobnika trójwymiarowego, a więc z góry i dlatego nigdy nie głosuje na tego, kto już został wybrany. Na listy wyborcze wpisywane są osoby JUŻ WYBRANE przez sitwę, która rządzi światem. Demokracja i opozycja polityczna są czystą fikcją. Obie partie „opozycyjne”, zarówno w USA (Republikanie i Demokraci) jak i w Polsce (PiS i PO) to w rzeczywistości jedna partia, dla zmylenia baranów podzielona na dwie frakcje, udające, że się zwalczają. Ponadto Astromaria  nigdy nie głosuje na przedstawicieli obcego narodu udających Polaków. Astromaria nie czytuje również „opniotwórczych” gazet wydawanych przez ludzi wywodzących się z plemion koczowniczych ze wschodu kontynentu, dzięki czemu nie uległa skażeniu polityczną poprawnością ani ideami tolerancji dla moralnej degrengolady i antypolonizmu oraz nietolerancji dla patriotyzmu.

Obrona krzyża i religii – tego też Astromaria  nigdy nie robi. Krzyż i katolicyzm zostały narzucone Polce siłą, ogniem i mieczem przez te same obce siły, które teraz tę religię zwalczają pod sztandarami ateizmu i racjonalizmu. Religia i ateizm to ten sam ch… (przeciwieństwa są tym samym!!!). Astromaria  kieruje się w życiu rozumem, a nie wiarą lub niewiarą w cokolwiek.

Na zakończenie nowa definicja:

Prostytucja – dawanie dupy każdemu… o przepraszam, zawieranie sojuszy z każdym, kto jest przeciwko Astromarii. Jeśli jest przeciwko niej katolicki fanatyk i prawicowy oszołom, to racjonaliści plują z nim razem w tym samym kierunku, czyli na Astromarię, nie bacząc na to, że brudne środki uświniają cel.

Bruno Gröning – życie i działalność

Źródło: Fundacja Nautilus

Trudno jest pisać o takim fenomenie jakim był i nadal jest Bruno Groening, wiedząc, jak niedołężna jest to próba przybliżenia Czytelnikom takiej postaci, o której z całą pewnością można powiedzieć: wciąż nieodgadniona. Dla sporej części ludzi postać wręcz nieznana, dla lekarzy i wielu naukowców to postać tylko uzdrowiciela lub nawet szarlatana, wywołującego masową psychozę, ale dla wielu wnikliwszych osób, poważnie zainteresowanych tematem tej osoby to niewątpliwie ktoś znacznie więcej niż uzdrowiciel czy cudotwórca. Ja sam zdałem sobie z tego sprawę nie za pierwszym razem, lecz po uważnych lekturach dotyczących tej postaci. Dla mnie jasnym się stało, iż mamy tutaj do czynienia ze zjawiskiem przekraczającym normalne ramy nieznanego, albo czynnika X. I nie chodzi tutaj o żadne wybielanie czy upiększanie historii Groeninga lecz o właściwe zrozumienie przesłania i nauk oraz czynów, które po sobie pozostawił, a które same za siebie przemawiają tak wyraźnie, iż zbędnym jest jakikolwiek ich komentarz.

Bruno Groening urodził się 31 maja 1906 r. w Gdańsku-Oliwie, w wielodzietnej rodzinie Augusta i Margarete Groening. Ojciec, z pochodzenia Polak zaszczepił mu od wczesnych lat ideały ciężkiej i uczciwej pracy, co przełożyło się później na wybór zawodu cieśli oraz liczne ciężkie prace przy przeładunkach statków a także inne prace fizyczne. Już jako młody chłopak różnił się od swych braci i sióstr oraz innych rówieśników. Nie uczestniczył w szkolnych waśniach, zachowywał spokój w wielu sytuacjach oraz promieniował pogodą ducha. Znana jest np. ciekawa historia jednej z bójek, a mianowicie przed szkołą podstawową, do której uczęszczał mały Bruno bili się dwaj chłopcy i jeden zaczął zachęcać Bruna do wzięcia udziału w bójce. Bruno odmówił i chłopiec podszedł do niego i uderzył go w policzek. Bruno nie oddał lecz udał się do swego domu. Chłopiec zaś po skończonej rozprawie z kolegą sam zaczął uderzać się w twarz i zrozpaczony pobiegł do domu Bruna, gdy przekroczył jego próg, prosząc o pomoc – przestał się okładać pięścią i zrozumiał swój błąd.

Młody Bruno często uciekał do pobliskiego lasu, gdzie w ciszy i skupieniu łączył się z całym istnieniem, dostrzegając Boga w szumie strumyka czy niewielkim kamieniu, tam też przebywał godzinami, a lokalna zwierzyna chętnie podchodziła do niego i nie czuła lęku. Te długotrwałe zniknięcia nie koniecznie podobały się rodzicom, i też często dostawał za nie lanie. Już wtedy także zauważono, iż w jego obecności ustawały kłótnie, a osoby chore zaczynały się lepiej czuć. Wykazywał duży spokój jeśli idzie o niesnaski wśród rodzeństwa, i tak np. gdy rodzice kazali nakryć do stołu starszemu bratu Bruna, ten nie wykonał ich polecenia a uczynił to z pokorą Bruno. Po pochwale rodziców straszy brat wylał na jego głowę gorący dzban kawy, lecz – ku zaskoczeniu i szokowi zgromadzonych – nie stała się mu żadna krzywda. Nie powstało żadne oparzenie.

Bruno zresztą był w stanie także podawać wiele szczegółów z naszej przyszłości. Kiedy podał datę wybuchu i zakończenia I wojny światowej ojciec go spoliczkował. Bruno zaś wiedział swoje i krytyka oraz niezrozumienie ze strony rodziny nie zablokowały jego zdolności. Przewidział także datę śmierci swej matki oraz wybuch, dokładny przebieg i zakończenie II wojny światowej.

Bruno dorastał w trudnych czasach kryzysu ekonomicznego i ciągłych kłopotów z pracą, pomimo, iż nie miał wyższego wykształcenia, a ukończył szkołę dla cieśli (jednak bez dyplomu) był jednak doceniany przez towarzyszy pracy jako solidny i uczciwy pracownik, posiadający dar złotej ręki. Dosłownie czego się dotknął zaczynało należycie pracować i działać, posiadał wręcz dar niezrozumiałego dla nas wpływu na materię. Ożenił się też z Gertrudą Cohn z Gdańska, z którą miał dwóch synów, lecz tragicznie zmarłych, praktycznie mocno odseparowanych od niezdrowego wpływu ojca – zdaniem żony – na swe dzieci. Prawda była jednak taka, iż pierwsza żona Groeninga kompletnie nie rozumiała daru jaki otrzymał jej mąż, była wiecznie niezadowolona z faktu, iż Bruno chciał pomagać innym ludziom i uczynić dom otwartym dla potrzebujących. Pragnęła bowiem posiadać go na własność i nie dzielić się z nim ze światem, nie rozumiała kompletnie siły i prawdziwej tożsamości własnego męża, oraz nie usłuchała jego rad co do postępowania z chorymi synkami, lecząc ich w szpitalach, wbrew woli ojca.

Nadszedł czas II wojny światowej, tak długo jak mógł Bruno unikał wcielenia do Wehrmachtu, lecz w 1943 roku gdy ważyły się losy III Rzeszy siłą został włączony do armii. Odmówił strzelania do ludzi i po wielu krytycznych perypetiach miał prowadzić czołg. Wielokrotnie został ranny. Dostał się do niewoli radzieckiej, i tam też dał się we znaki Rosjanom, żądając większej opieki dla rannych i poszkodowanych; gdyby nie to że paru radzieckich oficerów poznało się na zdolnościach Groeninga nie wróciłby z niewoli żywy. Gdy wrócił do Niemiec Zachodnich w grudniu 1945 r. rozpoczął największą przygodę duchową jaką zna XX wiek.

O uzdrawianiu duchowym napisano już wiele prac, powstało wiele szkół i systemów uzdrawiania takich jak np. praniczne uzdrawianie wg metody Choa Kok Sui, systemy Reiki oraz leczenie duchowe wg Harrego Edwardsa, pioniera uzdrawiania duchowego na Wyspach Brytyjskich. W przypadku uzdrowień wg metody H. Edwardsa co ciekawe praktycznie często wykorzystywano dotyk rąk, istniała też konieczność wykonywania odpowiednich ruchów gdy w przypadku B. Groeninga w zasadzie w ogóle nie było to konieczne. Nota bene Wielka Brytania jest jednym z pierwszych krajów i na razie nielicznych, jeżeli nie jedynym, gdzie w państwowej służbie zdrowia prawnie usankcjonowano obecność uzdrowicieli duchowych przy łóżkach chorych i którzy całkowicie legalnie współpracują z białym personelem! Harry Edwards, którego losy różniły się od losów B. Groeninga jest jednym z najwybitniejszych uzdrowicieli duchowych, w pełni zaakceptowanym przez środowisko medyczne i kościelne na Wyspach, fenomenem mającym na swym koncie mnóstwo uzdrowień, w tym także na odległość; i także on podkreślał fakt, iż jest tylko narzędziem w ręku Boga.

Jednakże przypadek Bruno Groeninga wykracza poza same ramy uzdrawiania duchowego. W zasadzie uzdrawianie fizyczne to tylko 5 % Jego działalności. Bruno Groening nigdy zresztą nie pytał ani o chorobę, ani o diagnozę lekarską ani nie dotykał ciała chorych, poza naprawdę nielicznym przypadkami, gdy było to konieczne, w ogóle zakazywał jakiegokolwiek mówienia o chorobie w swej obecności. Zajmował się za to wygłaszaniem wykładów wiary – prostych w przesłaniu, nacechowanych niezwykłą siłą, wielce religijnych treści o Bogu, jako o największym lekarzu wszystkich ludzi. Zmieniał tym samym samych ludzi od środka, posiewał w nich nowe ziarna wiary i ufność w wyższą siłę – i to należy uznać za jeden z największych cudów Jego dokonań.

Dla Boga nie ma chorób nieuleczalnych – i tę wiedzę, podkreślam – wiedzę – starał się wpoić w naszą świadomość. „Jest wiele rzeczy, których nie da się wytłumaczyć, ale nie ma niczego, co nie może się wydarzyć” – mawiał. Po uzdrowieniu w Herford (Westfalia) chłopca z zaniku mięśni sława Groeninga rozniosła się po całych Niemczech i poza ich granice. Do Herford sprowadzać zaczęły tłumy. Władze zakłopotane takim rozwojem sytuacji wprowadzały zakazy uzdrowień i oskarżały Groeninga o naruszenie ustawy dla naturoterapeutów. Po tym wydarzeniu Groening udaje się do Hamburga, ale i tam długo nie dane mu było wygłaszać kazań. Jedzie do Traberhof niedaleko Rosenheim w Bawarii i tam wydarza się jeden z największych cudów – zbiorowe uzdrowienie tysięcy ludzi nieuleczalnie chorych. Dochodziło wręcz do scen biblijnych – niesłyszący odzyskiwali słuch, niemi – mowę, niewidomi – wzrok, sparaliżowani odrzucali kule, wstawali z wózków inwalidzkich, noszy. Każdy czuł się jakoś inaczej niż zwykle, w powietrzu wibrowała boska energia. Sam Groening stał na balkonie oparty o balustradę i wygłaszał swe kazanie, gdy zaczynały dziać się uzdrowienia. Zanim jednak zaczął mówić stał i patrzył w tłum zgromadzonych (około 30 tysięcy ludzi) dłuższy czas, w całkowitej ciszy, ciszy w której usłyszeć można było trzepot skrzydeł motyla, badając, niemal studiując całość karmy ludzi zgromadzonych przed nim. Jego sławny gruczoł życia pod szyją (mylnie utożsamiany z wolem) – gigantyczny zbiornik energii był wtedy nabrzmiały, jak zawsze gdy przechodziła przez niego boża siła (proszę zwrócić uwagę na zdjęcia). Bowiem to BOŻA SIŁA uzdrawia i pomaga, nie on. Groening nigdy nie mówił, że on uzdrawia, lecz że To uzdrawia, boży prąd, Heilstrom. On jest tylko przekaźnikiem albo transformatorem tej potężnej energii, to jest jego życiowe zadanie i służba dla Boga. To była potężna energia, która bez takiego transformatora mogłaby spalić ludzi na popiół. Gdy miał powiększony mocno ów gruczoł na szyi czuł się świetnie, obywał się bez snu i praktycznie nie musiał nic jeść.

Ktoś może powiedzieć, iż ludzie od wieków potrafią pobierać energię z otoczenia. Zgoda, na pewno ćwiczenia takie jak tai chi czy qi gong, pobieranie prany czy energii ki ze słońca, ziemi, powietrza jest, było i będzie przez wiele osób praktykowane, natomiast nie jest to energia z Najwyższego Źródła. Groening był przekaźnikiem bezpośrednim energii z tego Najwyższego, Boskiego Źródła, prosto z bożego poziomu, stąd też taka jej moc i w wielu przypadkach natychmiastowość Jej działania. Oczywiście uzdrowienia zależały od otwartości danego człowieka, jego nastawienia i pracy wewnętrznej a przede wszystkim wiary w Boga lub chociaż szczerej jej chęci…

Wydarzenia z Traberhof spowodowały, iż wszystkie gazety w Niemczech pisały o nim i o tym co się wydarzyło w stadninie koni koło Rosenheim, ale też powstawała wielka fala krytyki, uprzedzeń, złośliwego dziennikarstwa oraz zmowy korporacji lekarsko-akademickich. Przecież niemożliwe aby profesorowie nie dawali sobie rady z chorobami nieuleczalnymi, a „byle chłystek bez wyższego wykształcenia” leczył (ba, uzdrawiał!) ludzi ot tak w ciągu paru chwil.

Tajemnice życia Bruno Groeninga.

Bruno uzdrawiał w swej obecności, bez swej obecności, będąc w pobliżu lub na odległość. Potrafił także dokładnie wiedzieć co robi inny człowiek przebywający kilkaset kilometrów od niego, potrafił czytać w myślach czy wręcz wiedział o tych myślach i odczuciach drugiego człowieka. Znane są przypadki gdy wiele razy cytował list, którego nie otwierał a dany mu przez szukającego pomocy, nieraz trzymał rękę na zamkniętej książce i czytał jej treść bez zaglądania do niej…

Innym przykładem niesamowitej działalności Bruna są sławne kulki ze staniolu (będące swego rodzaju imitacją naszej planety, Ziemi.) Zwijane z paczek papierosowych i ładowane energią stanowiły dar dla szukających pomocy, i to nawet na drugim krańcu globu. Osoby trzymające takie małe kulki odczuwały mrowienie, ciepło lub miały inne wrażenia, i nie da się tego inaczej wytłumaczyć jak tylko działaniem siły, której jeszcze do końca nie znamy i nie rozumiemy. Dzięki promieniowaniu leczniczej siły osoby używające tych kulek odzyskiwały zdrowie, a nieraz były specjalnie chronione w różnych sprawach życiowych.

Znana jest, dla mnie szokująca i dająca wiele do myślenia, opowieść jednej z kobiet, będących na jednym z wykładów Bruna w Niemczech: wspomina ona, iż w trakcie wykładu nagle uświadomiła sobie, zdała sobie w swym wnętrzu sprawę z tego, Kto przed nią stoi… Gdy to pomyślała, Bruno Groening przerwał wykład i zwrócił się do niej, patrząc prosto w oczy: To co Pani teraz pomyślała, proszę zachować dla siebie. Często zresztą przerywał swe wykłady i odpowiadał na zadawane w myślach pytania przez zgromadzonych w sali.

Dlatego na wstępie napisałem, iż jest to wciąż postać nieodgadniona i nie rozpoznana. Dla mnie osobiście Bruno Groening jest nie tylko fenomenem ducha, niezwykłym uzdrowicielem, ale przede wszystkim Bożym Człowiekiem, Mistrzem, bezpośrednim Narzędziem Boga, jednym z przejawów bożej świadomości na planecie Ziemia.

Nauka Bruno Groeninga.

Groeninga cechowała niezwykła miłość do człowieka, świata zwierząt i roślin. Czuł powiązanie z całym światem, uwielbiał oddawać się kontemplacjom natury, uwielbiał przebywać blisko natury, w lasach, górach czy nad morzem. Bruno Groening był przekonany, iż we Wszechświecie panuje jedna siła, Bóg. Dla niego Bóg był faktem, ale i również istnienie zła, szatana nie stanowiło dla niego tajemnicy. To właśnie Duch panuje nad materią, a nie na odwrót. Nauczał, iż myśli nie pochodzą od człowieka, one do nas przychodzą, i to z dwóch źródeł – źródła dobra, od Boga – takie jak miłość, przebaczenie, tolerancja, prawda, piękno oraz od źródła zła, szatana, takie jak nienawiść czy zawiść, złość. Człowiek posiada wolną wolę – największy dar Boga – i to od nas zależy za jakim źródłem podążamy. Wskazywał też na cechy ludzkiego umysłu takie jak przyzwyczajenie, które pęta człowieka silnymi więzami, z których jest coraz trudniej się wyzwolić. To właśnie nasze nawyki, przyzwyczajenia, sposoby myślenia a przez nie sposoby konstruowania naszych wyobrażeń o świecie są nieraz największą przeszkodą w otwarciu się na innego człowieka, na dobro, lub na inną optykę patrzenia. Jak mawiał: jaka wola, taka myśl, jaka myśl takie działanie. Bruno stwierdzał, iż każdy człowiek powinien się nastawić na odbiór bożej siły poprzez przyjmowanie wygodnej pozycji bez krzyżowania rąk i nóg, odwracając dłonie do góry wnętrzem, i świadomie nastawiając się na odbiór uzdrawiającej siły, myśląc o przyjemnych rzeczach, bynajmniej nie o chorobie i zmartwieniach, lub modląc się. Każdy człowiek winien tak postępować, gdyż ładuje się energetycznie, jak bateria. Po pewnym czasie lub od razu zaczynamy czuć lub zauważać zmiany w sobie, w swym ciele, wiele osób odczuwa prąd, mrowienie, chłód lub ciepło, wielu nic nie odczuwa, ale to nie przeszkadza w działaniu bożej siły. Następują też bóle regulacyjne, jako normalny stan po przywróceniu porządku w ciele człowieka. Ale bożą siłę można także prosić o pomoc w sprawach życiowych, w sprawach wewnętrznych, i tutaj też dzieją się niesamowite rzeczy. Ludzie poprzez przyjmowanie bożego prądu uzyskują wiele rozpoznań życiowych, nabierają dystansu do otaczającej rzeczywistości, wyciszają się, uzyskują pomoce związane z pracą, kłopotami życiowymi. Bruno Groening nawoływał także do wielkiego powrotu do natury, do myślenia kategoriami niematerialistycznymi. Wskazywał na potrzebę szanowania drugiego człowieka, traktowania go jako swego bliźniego. Groening pragnął dać ludziom metodę panowania ducha nad materią, nad ciałem – gotowi to przyjąć uzyskiwali wspaniałe efekty.

Dzisiaj nauka Bruno Groeninga jest przekazywana w ramach kół przyjaciół B. Groeninga, powstających na całym świecie. Ideę kół zaszczepiła najpierw wspólnotom w Niemczech a potem na całym globie Grete Hausler, sama uzdrowiona przez bożą siłę z kilku nieuleczalnych chorób. To właśnie w tych kołach szukający pomocy i chętni poznawać nauki „małego Groeninga”, jak sam często o sobie samym mawiał, odnajdują spokój i szansę na poprawę zdrowia i rozwiązanie trudnych spraw i kłopotów osobistych. Również istnieje wiele udokumentowanych przypadków uzdrowień po obejrzeniu filmu dokumentalnego „Cudowny Apostoł” obrazującego życie i misję Bruno Groeninga ze wspaniałą muzyką Burcharda Pescha.

Nauka, lekarze, kasta prawnicza i urzędnicza oraz niemal całe środowisko naturoterapeutów nie rozumiało fenomenu Bruno Groeninga. Zakazywano wystąpień i przemów, mimo, iż Bruno nie żądał od nikogo pieniędzy, diagnoz, nie chciał słyszeć o rodzajach chorób, nie nakładał rąk – po prostu mówił i uzdrowienia działy się. Nie leczył, jak naturoterapeuci i lekarze lecz siła uzdrawiała poprzez niego. A to kolosalna różnica której nikt nie chciał zrozumieć i widać było iż społeczność polityczna i ogólno-społeczna Niemiec nie jest w stanie poradzić sobie z takim zjawiskiem duchowym jak Groening. Również w Polsce wciąż mało wie się o fenomenie duchowego uzdrawiania i niestety raczkujemy w porównaniu z Wielką Brytanią w tej kwestii.

Nie ulega wątpliwości, iż naczelnym celem misji Bruno Groeninga na Ziemi była trwała, duchowa odnowa ludzkości. Rozważając jego fenomen chodzi bowiem u samych jego podstaw, na odkrycie, zaakceptowanie i zrozumienie „kosmicznej siły życia”, obecnej w całym Wszechświecie, siły, która przenika wszystko, będąc gwarantem całego galaktycznego porządku. Ta cząstka Ducha jest w każdym z nas, jest Prasiłą, Wewnętrznym Porządkiem, Przedwiecznym Prawem. Groening był nosicielem i prekursorem nowej idei życia: życia zakotwiczonego w Bogu, naturze, ale życia dla którego nie było rzeczy niemożliwych.

——————

Koło Przyjaciół Bruno Gröninga – tu należy napisać, żeby uzyskać informację o szkoleniach w swoim mieście;

MWF – Medyczno-Naukowa Grupa Fachowa, czyli grupa lekarzy prowadzących NAUKOWĄ dokumentację uzdrowień.

——————

Inne moje teksty o Bruno Gröningu:

BHP czarnego maga – ku przestrodze!

Panaceum przeciwko klątwie

Bruno Gröning

Bruno Gröning jeszcze raz

Gdyby Bóg istniał, to by na to nie pozwolił, czyli ateistyczna logika

Dlatego ateista stał się ateistą?

Dzisiejszy ateista to wczorajszy katolik. Stał się ateistą, bo odkrył nagle, że księża, religia i Kościół robią mu wodę z mózgu, olśniło go, że dał sobie wmówić oczywistą nieprawdę i że był jedną z owiec, którą ta cwaniacka instytucja doi i wykorzystuje. Uświadomił sobie porażającą prawdę, że księża zawsze jedzą tłusto i jeżdżą najlepszymi samochodami i że to wszystko mają za darmo, dzięki jego bezgranicznej głupocie – bo po prostu on sam wszystko to im fundował swoimi datkami na tacę, na śluby, chrzciny i pogrzeby. A co otrzymał w zamian? Zupełnie nic, poza przedstawieniem z organami, kadzidłami i kwiatami przed ołtarzem i nie dającymi się zweryfikować obietnicami zbawienia!

Pojął, że religijne owce są za głupie, żeby zrozumieć, jak są wykorzystywane i strzyżone ze złotego runa.

Ale on właśnie zmądrzał!

Eureka!

W jego owczej, nienawykłej do samodzielnego rozumowania głowie nagle zaświtała pierwsza w życiu samodzielna myśl!!!

Taka pierwsza światła myśl musi w ciemnej głowie wywołać efekt błyskawicy i poczynić niezłe spustoszenie!

Cóż więc robi nasza owca (zwana dalej z angielska sheeple, co stanowi połączenie słów sheep czyli owca z people czyli ludzie)?

Siedzi więc nasz świeżo nawrócony ateista i jest z jednej strony przerażony, a z drugiej czuje dumę: oto on, jako jedyny w stadzie owiec doznał iluminacji. I stał się wolny. Koniec z religią, koniec z Kościołem, koniec z okradaniem przez cwanych księży.

Ogłasza więc, że jest ateistą. I że jest z tego dumny.

Przystępuje do grupy „racjonalistów” i się cieszy, że się wyzwolił.

Księża już nie będą mu mówili, co ma myśleć!

Będą to robili… ateiści!

Problem w tym, że pierwsza w życiu wyartykułowana samodzielnie myśl nie wystarczy, żeby posiąść zrozumienie i stać się mądrym. Bo chociaż nasz sheeple przestał wierzyć w religię, księżowską gadkę i Kościół jako autorytet, nie przestał być wyznawcą i niesamodzielną owcą potrzebującą pasterza.

Powiedzmy to wprost: zamienił stado religijne na stado ateistyczne, wyrwał się ze szponów jednej sekty, żeby wpaść w szpony innej i nawet nie zauważył, że w dalszym ciągu jest sheeple. Owcą. Stworzeniem stadnym, myślącym i beczącym dokładnie tak samo, jak reszta stada.

Sheeple rozumuje tak: skoro religia to bajki dla głupków, skoro księża mnie oszukali, to widocznie Boga nie ma.

Proste jak konstrukcja cepa.

Przedtem wierzył w cuda na patyku, dogmaty i odpusty, a ksiądz kategorycznie zabraniał samodzielnego myślenia.

Więc teraz wierzy w rozum.

Problem w tym, że wiara w „rozum” to też wiara, a do tego głupia. Wystarczy rozejrzeć się wokół, żeby wszędzie dostrzec opłakane manifestacje użycia ludzkiego rozumu (najświeższy przykład: budowa elektrowni jądrowych w terenie sejsmicznym i narażonym na tsunami – prawda, jakie to nowoczesne, naukowe i rozumne posunięcie?)

Sheeple nie widzi, że nowe autorytety również oczekują wiary w ich prawdę objawioną, posłuszeństwa i jednomyślności. Zahipnotyzowana hasłem „rozumu”, „nauki” i „dowodu naukowego” nie czuje potrzeby osobistej weryfikacji tego, co jej do wierzenia przedstawiają, no bo po co, przecież ktoś to już udowodnił, bo gdyby nie udowodnił, to nie uczyliby tego w szkołach wyższych, a gdyby to była nieprawda, to nie informowaliby o tym w mediach.

Ateista czuje się wytrącony z równowagi, kiedy uświadomisz mu, że ateizm również opiera się na wierze, czyli na tym, przed czym uciekł opuszczając szeregi religii. Powiedz mu to, a wykrzyczy ci z wściekłością w oczy, że ateizm to NIEWIARA. ON NIE WIERZY! JEST NIEWIERZĄCY!

Wiara czy nie-wiara, to przecież wciąż jest wiara.

Ateista twierdzi, że opiera się wyłącznie na dowodach naukowych.

Przecież nie da się przeprowadzić dowodu naukowego na NIEISTNIENIE czegokolwiek! Nie da się udowodnić nieistnienia Boga!

Tak więc zarówno osoby wierzące, jak i niewierzące kierują się wiarą. Jedni wierzą w istnienie, a inni w nieistnienie Boga.

WIERZĄ!!!

Bo nic nie wiedzą!

Kiedy przyciśniesz go do muru wykrzyczy ci, że Boga nie ma, bo gdyby był, to nie pozwoliłby na te wszystkie straszliwe rzeczy, które dzieją się na naszej planecie. Na te wojny, na głód, nierówności społeczne, choroby i inne horrory, których długą listą cię wprost zasypie.

Drogi ateisto, czy nie przyszło ci do głowy, że Bóg w swojej bezgranicznej dobroci dał ci rozum i wolną wolę i że każdego dnia daje ci dokładnie to, w co wierzysz i na co się godzisz?

Bóg w pełni szanuje wolną wolę i wybór ponad 6 miliardów niewiarygodnie tępych, bezmyślnych i biernych ludzkich owiec, które siedzą w swoich domach i z owczym wyrazem twarzy, wybałuszonymi gałami i półotwartymi ustami, z których ślina kapie na dywan, bezmyślnie gapią się w telewizory, które hipnotyzują ich pokazywaną tam iluzją rzeczywistości.

Zrozum!

Wciąż jesteś sheeple, wciąż jesteś osobą WIERZĄCĄ. Tyle tylko, że teraz wierzysz nie księżom i nie religii, lecz edukacji, nauce, ONZ, WHO, FDA, Richardowi Dawkinsowi, Pawłowi Grzesiowskiemu, portalowi Racjonalista, politykom, mediom i całej masie pasożytów, którzy tuczą się na twojej bezmyślności, wierze i ufności.

To ty sam/a, z własnej, nieprzymuszonej woli codziennie uważnie czytujesz gazety i oglądasz wiadomości w TV, z własnej i nieprzymuszonej woli obdarzając je swoją bezrefleksyjną wiarą, że media te podają obiektywne wiadomości ze świata.

To ty sam/a, z własnej, nieprzymuszonej woli pozwalasz, a nawet w pełni to aprobujesz, żeby politycy rządzili twoim światem, żeby z powodu ich głupoty jedni ludzie umierali z głodu, a inni z przeżarcia, żeby bomby zabijały i okaleczały niewinne ofiary, żeby żarcie w supermarketach było trujące, żeby lekarze zabijali zamiast leczyć, żeby bogaci bogacili się jeszcze bardziej, a biedni biednieli, ….. wymień sobie tu co ci jeszcze wpadnie do głowy.
Gdyby 6 miliardów ludzi jednym głosem powiedziało DOŚĆ!!! ten system by runął!
Już by go nie było!
Znikł by w jednej chwili!

A ty żyłbyś w raju i prawdzie, chwaląc Boga i cały Wszechświat!

Niestety, tylko maleńka garstka świadomych ludzi podjęła wysiłek samodzielnego myślenia i zrozumiała, w jaki sposób ludzkość jest oszukiwana.

Ale ty tych światłych i samodzielnie myślących ludzi pogardliwie nazywasz „teoretykami spisku”, z nienawiścią w sercu przyklejasz im etykietkę paranoików i jako „racjonalista” domagasz się ich przymusowego leczenia w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym. Robisz to, bo nie myślisz, lecz posłusznie poddajesz się „racjonalistycznemu” praniu mózgu.

Robisz to, bo wciąż jesteś parafialną / polityczną / medialną bezmyślną owcą, wierzącą w pierdoły, zamiast samodzielnie myśleć i samodzielnie szukać wiedzy w niezależnych źródłach.

Tak naprawdę to TY JESTEŚ BOGIEM!

TO TY, KAŻDEGO DNIA, TWORZYSZ RZECZYWISTOŚĆ, KTÓRA CIĘ OTACZA.

To ty na to wszystko wyraziłeś swoją zgodę i udzieliłeś temu swojego błogosławieństwa. Opłaciłeś ze swoich podatków codzienne opryski chemtrails, rakotwórczą agrochemię, powodujące autyzm szczepionki, kamery na ulicach, skanery na lotniskach, ty ufundowałeś czołgi i bomby, które lecą na głowy niewinnych dzieci, matek i ojców, pragnących żyć spokojnie i każdego dnia godzisz się na całe zło tego świata. To ty, w „demokratycznych” wyborach wybrałeś złodziei i obcych agentów, którzy patriotów nazywają faszystami i w twoim imieniu zaciągają w zagranicznych, prywatnych bankach długi, których twój kraj nie spłaci choćby do końca świata.

To ty wybrałeś w „demokratycznych wyborach” psychopatów i złodziei, to ty dałeś im władzę, więc to w twoim imieniu ci szubrawcy popełniają zbrodnie!

Zrobiłeś to, bo w ogóle NIE MYŚLISZ!

Bo się temu nie sprzeciwiłeś!

Bo siedzisz przed telewizorem i oglądasz debatę Balcerowicza z Rostowskim, kibicujesz jednemu z nich i nawet ci do twojej owczej głowy nie wpadnie przytomna myśl, że obaj ci oszuści należą do tej samej banksterskiej bandy, która okrada nasz kraj i ciebie osobiście. Nie chcesz przyjąć do wiadomości, że oni obaj grają w tej samej drużynie, bo wolisz wierzyć, że toczą spór dla dobra twojego raju.

Bóg szanuje twoją głupotę. I tworzy świat na twoją miarę.

Pomyśl, to już może lepiej było płacić księżom, bo oni za te pieniądze robią dobrze wyłącznie sobie. Kościół nie płaci podatków, a więc nie funduje bomb. A czasem nawet podzieli się jakimś nędznym ochłapem z głodnymi.

W momencie, kiedy przestaniesz wierzyć księżom, ateistom, racjonalistom, politykom, mediom, korporacjom i innym cwaniakom staniesz się swoim własnym, dobrym Bogiem. Zaczniesz sam tworzyć świat prawdy i dobra.

Pytasz, gdzie szukać prawdy?

Prawda leży na wierzchu. Potykasz się o nią każdego dnia, podnosisz, otrzepujesz i idziesz dalej, jakby nic się nie stało.

Ludzie od czasu do czasu potykają się o prawdę, ale większość z nich podnosi się, otrzepuje i idzie dalej, jakby nic się nie stało [Winston Churchill]

Jak się przebudzisz, dostrzeżesz to. I będziesz zszokowany, jak mogłeś być tak ślepy.

Prawda każdego dnia wali cię po głowie. Otwórz jej i wpuść ją do swojego umysłu.

Oświecające linki i cytaty są na moim blogu i na profilu na Facebooku.

Na zakończenie kilka autentycznych wypowiedzi polityków, bankierów i dziennikarzy, przeczytaj uważnie i przemyśl je sobie:

Świat jest rządzony przez całkiem inne osoby, niż się to wydaje i tylko ci, którzy potrafią zajrzeć za kulisy wiedzą kto to jest [Benjamin Disraeli]

Tylko małe sekrety muszą być strzeżone. Wielkie trzymane są w sekrecie dzięki niedowierzaniu opinii publicznej [Marshall McLuhan, medialny ‘guru’]

Ci którzy decydują nie są wybierani, a ci, których się wybiera nie mają nic do decydowania [Horst Seehofer, przewodniczący CSU i premier Bawarii]

Nasza rasa jest Rasą Panów. Jesteśmy świętymi bogami na tej planecie. Różnimy się od niższych ras, ponieważ wywodzą się one od insektów. Faktycznie porównując je do naszej rasy, inne rasy to bestie i zwierzęta, owce w najlepszym przypadku. Inne rasy są uważane za ludzkie odchody. Naszym przeznaczeniem jest rządzenie niższymi rasami. Nasze ziemskie królestwo będzie rządzone poprzez naszych liderów za pomocą rózgi żelaznej. Masy będą lizać nasze stopy i służyć nam jako nasi niewolnicy. [Menachem Begin, premier Izraela, laureat Pokojowej Nagrody Nobla]

Wierzę w to, że instytucje bankowe stwarzają większe zagrożenie dla naszej wolności niż armie. Jeśli Amerykanie kiedykolwiek zezwolą na to, by prywatne banki przejęły kontrolę nad emisją ich waluty, przez inflację, potem przez deflację, to banki i korporacje które na tym wyrosną będą pozbawiać ludzi wszelkich prywatnych dóbr, do momentu aż ich dzieci nie przebudzą się bezdomne na kontynencie, który został podbity przez ich ojców. Władza nad emisją powinna być zabrana bankom i przywrócona ludziom, do których ona prawowicie należy. [Thomas Jefferson]

Pozwólcie mi emitować i kontrolować pieniądze kraju, a ja nie dbam o to, kto tworzy jego prawa [Mayer Amschel Rothschild]

Lichwa, gdy raz dostanie się do władzy, zrujnuje i doprowadzi do upadku każdy naród. Nie warto mówić o suwerenności Parlamentu i demokracji dopóki rząd nie odzyska władzy emisji pieniądza i kredytu, i dopóki nie uzna się, że jest to jego podstawowa i nienaruszalna powinność. [William Lyon Mackenzie King, premier Kanady]

W tym rozdziale historii świata, nie istnieje coś takiego jak niezależna amerykańska prasa. Wy to wiecie i ja to wiem. Żaden z was nie ośmieli się szczerze wygłosić swojej własnej opinii – nawet jeśli ktoś z was spróbuje to zrobić, może być z góry pewnym, że jego tekst nie ukaże się w druku. Płacą mi za powstrzymywanie się od wyrażania moich poglądów na łamach gazety, w której pracuję. Wam płacą mniej więcej tyle samo za robienie mniej więcej tego samego – jeśli ktoś z was okaże się na tyle naiwny, by napisać o tym, co myśli, będzie sobie musiał poszukać innej pracy. Gdybym ja pozwolił sobie na taką szczerość, straciłbym zajęcie przed upływem dwudziestu czterech godzin od publikacji. W interesie dziennikarza leży niszczenie prawdy, kłamanie w żywe oczy, perwersja, poniżanie, pełzanie u stóp Mammona i sprzedawanie własnego kraju i własnego narodu za kromkę chleba. Wy to wiecie i ja to wiem. Cóż to za szaleństwo – wznosić toast za niezależną prasę? Jesteśmy narzędziami, wasalami bogaczy zza kulis. Jesteśmy marionetkami: oni pociągają za sznurki, my tańczymy. Nasze talenty, nasze predyspozycje i nasze życia należą do innych ludzi. Jesteśmy intelektualnymi prostytutkami. [John Swinton, były szef Personalny New York Times, ok. 1880 r.]

Jesteśmy wdzięczni wydawcom „Washington Post”, „New York Times”, „Time Magazine” i innym wielkim wydawnictwom, których menedżerowie uczestniczyli w naszych spotkaniach i dotrzymali swych obietnic zachowania dyskrecji przez blisko 40 lat. Byłoby dla nas niemożliwością zrealizowanie naszego planu budowy światowego rządu, jeśli bylibyśmy w tym czasie przedmiotem zainteresowania prasy… [David Rockefeller]

Jesteśmy na krawędzi globalnej transformacji. Wszystko, czego teraz potrzebujemy to odpowiednio wielki kryzys, a wtedy narody zaakceptują Nowy Porządek Świata. [David Rockefeller]

Rząd Światowy powstanie bez względu na to, czy nam się to podoba czy nie. Otwartą pozostaje jedynie kwestia, czy Rząd Światowy stworzony zostanie na drodze przemocy czy powszechnego przyzwolenia. [James Paul Warburg]

Idealną sytuacją dla każdego człowieka jest ta, która pozwala mu na pełną wolność działania przy jednoczesnym kontrolowaniu zachowania innych w celu wymuszenia posłuszeństwa na drodze do realizacji własnych pragnień. To znaczy, innymi słowy, każdy człowiek poszukuje władzy nad światem niewolników. [James Buchanan, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii]

Nad społeczeństwem dominować będzie elita… która dla osiągnięcia swoich politycznych celów nie będzie wzbraniać się przed stosowaniem najnowocześniejszych technik kształtowania publicznych zachowań i utrzymywania społeczeństwa pod ścisłą kontrolą i inwigilacją [Zbigniew Brzeziński w książce „Between Two Ages” 19970 r.]

To nie tak, mój młody przyjacielu. Czyż pan sam nie dotarł do prawdy? Czyż nie otrzymał pan wszystkich książek i innych tekstów , których pan poszukiwał? I czy nie znalazł pan w nich potwierdzenia tego, co pan przeczytał albo może przeżył wcześniej? Czyżby nie odkrył pan samodzielnie niejednej tajemnicy tego świata ? Kto szuka ten znajduje! Ale większość ludzi wcale nie chce szukać. Dlatego właśnie nie traktujemy ich inaczej niż zwierzęta, bo te również niczego innego nie szukają. Czy to jasne ? Kto nie korzysta ze swego rozumu i nie walczy o wolność osobistą, ten nie odczuwa jej braku. Wiedza jest przecież dostępna! Jest wszędzie. Ale kto tego nie chce dostrzegać, ten widzieć nie będzie. Pan przecież wie, że my się nie ukrywamy, Właściwie nigdy się nie ukrywaliśmy. [Jan van Helsing „Ręce precz od tej książki”, Wywiad z Iluminatem]

Szczepienia są chemiczną lobotomią [Bertrand Russel]

Dzisiejszy świat zamieszkuje 6,8 miliarda ludzi i zmierza do wartości 9 miliardów. Jeśli obecnie wykonamy dobrze zadanie jeżeli chodzi o szczepionki, służbę zdrowia, rozrodcze usługi zdrowotne, wówczas możemy obniżyć tę wartość o być może 10 lub 15 procent. [Bill Gates na zamkniętej konferencji TED 2010 w Long Beach w Kalifornii].

Żołnierze są głupimi, tępymi zwierzętami używanymi w polityce zagranicznej – Henry Kissinger

Przepowiednie dla świata, czyli czy nasz los jest zdeterminowany?

Wszyscy ludzie z naszego kręgu kulturowego, nawet ateiści (jako, że większość nich urodziła się i dorastała w typowych rodzinach katolickich) znają Apokalipsę, czyli Proroctwo świętego Jana. Jest to najbardziej znana i niemal oficjalnie uznana przepowiednia dla świata. Napisana jest wprawdzie takim językiem, że normalny człowiek nie jest w stanie nic z tego zrozumieć, ale od czegóż mamy biblijnych „interpretatorów”, którzy opatrzyli ją większą ilością (całkowicie bezsensownych) przypisów i objaśnień, niż jest treści w oryginalnym tekście.

Oprócz Apokalipsy okresowo objawiają się nam na niebie przeróżne Maryje i Jezusy, które pomstując niemiłosiernie (jak nie przymierzając, sam diabeł) i przeklinając ludzki ród straszą nas mieczem, pomstą i zagładą, jeśli głupia i podła ludzkość natychmiast nie zacznie się modlić.

Po prostu… modlić!

ROTFL!

Mamy też Nostradamusa, który w słowach równie zawiłych i niezrozumiałych jak Apokalipsa przekazuje swoje widzenie przyszłości i do kompletu Babę Wangę, wizjonerkę z Bułgarii, która wsławiła się wieloma trafnymi przepowiedniami (ciekawe, kto ją inspirował, czyżby to UFO, które widziała nadzmysłowo?). Upss, zapomniałabym, mamy jeszcze przeróżnistych kosmitów, nieustająco czanelingujących z jakichś odległych planet. Oni też nie są dla nas zbyt mili, widocznie nikt w całym wielkim kosmosie, z samym „bogiem” Jahwe włącznie, nas nie lubi.

Wszyscy nas straszą na potęgę. I przeklinają. I wszyscy radują się, że nie żyją w naszych czasach.

Mamooo, nikt nas nie lubi, buuuuu :(!!!

A my? No cóż, my mamy najwyraźniej straszliwego pecha, że zostaliśmy skazani na życie w czasach końca i zagłady. I że zapłacimy za grzechy wszystkich naszych grzesznych przodków, od czasów Adama i Ewy, a najbardziej za wyczyny rządzących naszą planetą psychopatów, z którymi w żadnym razie się nie utożsamiamy, jako że jesteśmy ofiarami, a nie beneficjantami ich podłych wyczynów.

No, ale żyjemy przecież w wariatkowie, a tu obowiązują prawa ustalone przez jakże sprawiedliwego „boga” Jahwe, który za czyny oprawców każe ich ofiary.

Tradycja jest kontynuowana, więc nie narzekajmy, lecz jak ten Cygan z przysłowia pozwólmy się powiesić za winy chłopa. Amen!

Każdy kto zna Apokalipsę musiał słyszeć o „znamieniu bestii”, które ma się znajdować na prawej ręce lub na czole i bez którego nikt nie będzie mógł niczego sprzedać ani kupić. Przez niezwykły „przypadek” władza pracuje nad chipem RFID, który ma być wszczepiony w prawą rękę lub czoło każdego bez wyjątku mieszkańca naszej planety. Dokładnie tak, jak mówi Apokalipsa. Ma on zastąpić dowód osobisty, kartę kredytową, klucz do drzwi i wszystko, co tylko współczesnemu człowiekowi potrzebne jest do życia. A nawet więcej – bo nie tylko do życia, ale i do śmierci również. Jak skoczysz władzy obywatelu, to cię władza wyłączy. Odetnie ci dostęp do konta w banku, więc zanim zdechniesz z głodu przyjdziesz do władzy na klęczkach i będziesz ją po rękach, a nawet dupie całował, żeby zechciała ci wybaczyć i przywrócić cię do łask. A jeśli nie zdołasz jej przekonać, to wyłączy ci nie tylko bank, ale i ciebie samego. Na wieki wieków. Amen!

Prawda, jakie to prorocze dzieło ta Apokalipsa?

Wszystko to było wiadomo już na początku świata!

Jaki ten Jahwe jest wszystkowiedzący, prawda?

NIEPRAWDA!

Jahwe nie był jasnowidzem, a ta księga nie jest proroctwem.

Ona jest… SCENARIUSZEM!

Tak, scenariuszem napisanym i realizowanym przez wieki.

To wyjątkowo chytry plan…

Ludzkość nie zdaje sobie sprawy z tego, jaką jest potęgą. Ludzkość nie zdaje sobie sprawy z tego, jaką potęgą są jej myśli i energia mentalna.
My jesteśmy bardzo groźni dla naszych okupantów. Ale nie jako armia, lecz jako ŚWIADOMOŚĆ.

Oni nie boją się naszej siły militarnej, ponieważ ludzkość już dawno została całkowicie rozbrojona, a armie i policje wręcz przeciwnie, uzbrojone w kosmiczne maszyny do pałowania i zabijania.

Nie możemy powstać zbrojnie, bo nas zmiotą z powierzchni ziemi. W starciu zbrojnym nie mamy żadnych szans.

Naszą bronią jest świadomość.

Obecna wojna toczy się właśnie o ŚWIADOMOŚĆ!

Władza robi co może, żeby nas tej świadomości pozbawić, a nawet żeby ją wykorzystać przeciwko nam.

Temu celowi służą przymusowe i zmasowane, powodujące autyzm szczepienia od pierwszej doby życia, skażona agrochemią, przetworzona, zawierająca neurotoksyny (aspartam, glutaminiany, konserwanty i inne „E”), napromieniowana, pozbawiona witamin i soli mineralnych żywność, zakaz dostępu do ziół, zakaz korzystania z pomocy homeopatii i medycyny naturalnej i w końcu przymus korzystania z medycyny alopatycznej, ze szczególnym naciskiem na chemioterapię, zalecaną ostatnio nie tylko w „leczeniu” nowotworów, ale niemal nawet na katar i chrypkę.

Cała ta wszechobecna, obca naturze chemia nie tylko powoduje choroby (czy chory człowiek jest w stanie sprawnie myśleć?), ale bardzo źle wpływa na sposób funkcjonowania mózgu i całego systemu nerwowego.

Straszące nas końcem świata, karą boską i zemstą za nasze rzekome grzechy przepowiednie i objawienia z wyzywającymi nam Jezusami i Mariami w roli głównej mają jeden cel: sprawić, żebyśmy uwierzyli, że jesteśmy niegodni, podli i nic niewarci i że nie zasługujemy na nic innego, jak starcie z powierzchni ziemi.
Jeśli cała ludzkość w to uwierzy, będzie to pożądana przez najeźdźców zmiana świadomości ludzkości. Jej energia mentalna zostanie ukierunkowana na samozagładę. Sami się zniszczymy lub zamienimy w niewolników, posłusznie błagających Jaśnie Panią Władzę o opiekę i ratunek.

Pani Władza nie jest żadną władzą. Nikt jej demokratycznie nie wybierał. To zwyczajna mafia, która podstępem przejęła władzę nad całą ludzkością i działa jak każda typowa organizacja przestępcza.

Tyle tylko, że wszystko to ma się odbyć przy zachowaniu pozorów uszanowania naszej wolnej woli.

Dlatego to my sami mamy błagać o pomoc i ratunek. Sami mamy błagać o rządy silnej ręki (czyli o ustrój faszystowski) i mamy się z ulgą zgodzić na totalitarną kontrolę całego naszego życia, w tym również jego sfery prywatnej.

„Zachęcić” nas do tego mają te wszystkie kataklizmy i „katastrofy naturalne”, ataki terrorystyczne (911, 7.7.), wycieki ropy, tsunami, trzęsienia ziemi, awarie reaktorów elektrowni atomowych, powodzie, nieurodzaje (spowodowane przez chemtrails!), głód, drożyzna i epidemie, których świadkami jesteśmy (i jeszcze będziemy) w ostatnich latach.

Jeśli uwierzymy, że to wszystko zostało zapisane w kronikach Ziemi i że tak miało być, a my sami nie mamy najmniejszego wpływu na to, co dzieje się na naszej planecie i z nami osobiście, skończymy marnie. Sami się oddamy w niewolę, z której nie będzie powrotu. Zachipowani ludzie będą całkowicie i na zawsze pozbawieni wolnej woli – na własne życzenie.

Na całe szczęście Apokalipsa nie jest proroctwem.

Na całe szczęście Apokalipsa jest scenariuszem, który może, ale nie musi się zrealizować.

Wszystko zależy od nas, a dokładnie od naszej ŚWIADOMOŚCI.

Jeśli zdołamy się przebudzić, a wiele wskazuje na to, że jest to możliwe, scenariusz zostanie zmieniony. My sami go napiszemy.

ŻADEN DETERMINIZM NIE ISTNIEJE.

Ziemia jest STREFĄ WOLNEJ WOLI!
Dlatego nic, co tu się dzieje nie jest odgórnie zaplanowane ani nigdzie zapisane. To my sami tworzymy swoją rzeczywistość i wykuwamy swój los.
Jedna kropla przelewa kielich.
Potrzebujemy tej jednej, jedynej, małej kropelki świadomości, a będziemy wolni!

I na zakończenie przypomnę wam, jaką ogromną mocą dysponujecie!

Wszystko, dosłownie wszystko ZALEŻY OD WASZEJ PSYCHIKI i od mocy waszych myśli.
Od nich zależy wasze szczęście i zdrowie, a nawet życie.

Pisałam tu kilka razy o praktykach wiernych z Kościoła Boga z Widocznymi Znakami. Jest to fundamentalistyczny odłam Kościoła Zielonoświątkowców z Kentucky. Ludzie ci potraktowali zupełnie dosłownie ten oto fragment Biblii:

A takie znaki będą towarzyszyły tym, którzy uwierzyli: w imieniu moim demony wyganiać będą, nowymi językami mówić będą, węże brać będą, a choćby coś trującego wypili, nie zaszkodzi im. Na chorych ręce kłaść będą, a ci wyzdrowieją. Ewangelia Marka 16:17-18, Biblia Warszawska

No więc biorą w ręce grzechotniki, a ich pastor pił (czas przeszły, bo jednak w końcu zmarł, widocznie musiał stracić wiarę, cóż za pech!) jad ze słoja, tańczą z nimi, a gdy ktoś zostanie ukąszony modlą się za niego i nakładają ręce. I o dziwo, wielu z nich przeżyło, mimo że jad grzechotnika jest jednym z najbardziej zabójczych. Tak, moi drodzy, wiara przenosi góry. Skoro wiara ratuje nawet pokąsanych przez grzechotniki, może uratować również was. Nawet od radioaktywnego pyłu, chemtrails, oparów znad Zatoki Meksykańskiej, szkodliwego dla zdrowia GMO i chemii, którą musicie jeść, bo porządnego, zdrowego jedzenia już nie ma, niestety.

Sheeple mogą już kupować trumny, świeć Panie nad ich duszami, amen. W pełni zasłużyli na Nagrodę Darwina, przyznawaną pośmiertnie największym idiotom na świecie.

———————

PS. Potrzebujecie dobrych wiadomości? Syjonistyczna inżynieria społeczna, która miała doprowadzić do zatarcia różnic narodowych i zlikwidowania poczucia patriotyzmu w Europie, poniosła kolejną, bardzo spektakularną klęskę. Profesor Czapiński zdecydowanie przedwcześnie ogłosił w TokFm „koniec tendencji narodowych, ponieważ tendencje ponadnarodowe są silniejsze”. Niestety, a raczej na szczęście nie są! Cała Polska trzęsie się z oburzenia, a ludzie masowo podpisują petycję z żądaniem ukarania Polsatu za skarcenie młodego artysty za patriotyzm, taki niemodny, śmieszny i zaściankowy. Jest to dziś zdecydowanie temat dnia, również na WordPress!

Zostaliśmy oszukani

Poniższy wywiad pochodzi z 2006 roku. Został on wydrukowany w Nieznanym Świecie, jest również dostępny na DVD. Publikuję go tutaj i teraz, ponieważ ciekawe wydaje mi się porównanie przewidywań Messinga z tym, co dzieje się obecnie i co już wypełniło się w ciągu tych czterech lat, które upłynęły od rozmowy z pisarzem. Książka „WWW, czy się przebudzimy” została wydana w Polsce w lutym 2009 roku i wzbudziła wielkie kontrowersje, zwłaszcza w środowisku ludzi o racjonalistycznym i katolickim światopoglądzie. Pewna dama ze świecznika orzekła wręcz w GW, że Messing zwariował. Czy rzeczywiście? Przekonajcie się sami.

Wywiad ten stanowi coś w rodzaju podsumowania lub komentarza do tego wszystkiego, o czym ostatnio dyskutowaliśmy w blogu. I daje nam chyba pewną nadzieję, bo wygląda na to, że plany naszych kontrolerów nie są realizowane ani tak szybko, ani skutecznie, jak planowano.

Nie będę pisać, co macie myśleć o tym, co mówi Messing, bo macie własny rozum i potraficie robić z niego użytek.

Astromaria

=========================

Zostaliśmy oszukani

Publikowany przez nas wywiad jest niezwykły, zarówno jeśli chodzi o jego formę, jak i treść. Niezwykłą postacią jest zresztą sam Marcel Messing, który w europejskiej mistyce i filozofii zajmuje pozycję szczególną (…).

Osobom znającym wcześniejsze edycje Messinga przebieg rozmowy z nim może wydać się wybitnie zaskakujący, zwłaszcza jeśli chodzi o ostrość niektórych wniosków rozmówcy, odnoszących się do oceny obecnej rzeczywistości. Klimat jego wywiadu, podobnie jak wydanej w 2005 r. przez Messinga w Holandii książki WWW: Czy się przebudzimy? wyraziście odbiegają od klimatu jego dotychczasowej twórczości. Hasło WWW, będące, jak wiadomo, z jednej strony, sygnałem wywoławczym internetu, z drugiej zaś, skrótem tytułu wspomnianej książki (w oryginale Worden Wij Wakkerl), w tym przypadku stanowi punkt wyjścia dla rozważań o władzy oraz ukrytych siłach, które odgrywają główną rolę na scenie i poza kulisami wydarzeń światowych. Zdaniem autora, problem tajnego planu działania wspomnianych sił i ich wzmagającego się panowania nad Ziemią, jest na tyle ważny, że każdy z nas powinien o tym wiedzieć i zrozumieć sens prowadzonej gry, w której istotne znaczenie mają technologia i różnorodne mechanizmy kontroli. Messing uważa, że w obecnym okresie transformacji planety i ludzkości można jeszcze wiele zmienić pod warunkiem, że się przebudzimy. Rozmowa z nim przynosi też odpowiedzi na pytania dotyczące prawdziwego duchowego przeznaczenia człowieka oraz tego, w jaki sposób możemy wzrastać w decydującym dla ludzkości i Ziemi momencie.

Udzielony w 2006 roku wywiad został sfilmowany, po czym wydany na DVD. Jest on rozpowszechniany w Holandii oraz wielu innych krajach. Pisarz nie tylko nie rości sobie do niego praw autorskich, lecz, jak podkreśla, pragnie by został udostępniony jak najszerszym kręgom odbiorców. Można wykorzystać go zarówno na stronach internetowych, jak i publikować w czasopismach.

Nie sposób nie zauważyć, że niektóre stwierdzenia Marcela Messinga wydają się wybitnie kontrowersyjne – jak choćby to dotyczące, bardzo zresztą zdawkowej, oceny wydarzeń w Iraku czy, trudno się oprzeć takiemu wrażeniu – bagatelizujące zagrożenie, jakim dla współczesnego świata jest terroryzm (niezależnie od tego, że walkę z nim, co bezsporne i o czym Messing mówi, wykorzystuje się do ograniczania wolności osobistej ludzi i swobód obywatelskich).

Ze względu na obszerność prezentowanego materiału początkowo zastanawialiśmy się nad publikacją jedynie jego fragmentów. Zrezygnowaliśmy jednak z takiego zamysłu, nie chcąc narazić się na zarzut manipulacji, który w kontekście wspomnianej kontrowersyjności niektórych wywodów Marcela Messinga zapewne w takiej sytuacji by się pojawił. Dlatego ostatecznie prezentujemy pełną wersję sfilmowanej rozmowy, którą na język polski przetłumaczyła mieszkająca w Holandii Bożena Helfenrath-Porębska.

Redakcja NŚ

============================

Prolog

Załóż, że wszystko, co wiesz, nie tylko nie jest właściwe, lecz że są to bardzo starannie dobrane kłamstwa.

Załóż, że twój umysł wypełniony jest nieprawdą – o sobie, o historii, o otaczającym cię świecie – zaszczepioną przez wpływowe siły, aby ukołysać cię do snu samozadowolenia.

Twoja wolność jest iluzją. Jesteś pionkiem w spisku, a twoja rola, jeśli masz szczęście, ogranicza się do ubezwłasnowolnionej ofiary kłamstwa.

(Charles Paul Freund If History is a Lie: America’s Resort to Conspiracy Thinking, „Washington Post”, 19 stycznia 1992).

Panie Messing, witam Pana w studio. Co spowodowało, że napisał Pan tę książkę?

– Tytuł w języku holenderskim: WWW: Worden Wij Wakker? (po polsku: WWW: Czy się przebudzimy?) wskazuje na internet. Nie jest to jedyny temat tej pracy. Głównym wątkiem pozostaje ukryta gra różnych sił na światowej scenie w celu nie tylko opóźnienia duchowej ewolucji człowieka, lecz nawet jej zniszczenia.

Zacząłem zastanawiać się, jak postąpić w sytuacji, kiedy ma się oczy i uszy otwarte, kiedy wiele się widzi i wie, a przy okazji rodzi się pytanie: co to wszystko znaczy? Zbiegiem okoliczności było też, że 11 września 2001 roku, podczas naszego powrotu z emigracji w Pirenejach – z Ariege, który jest moim ulubionym francuskim departamentem – do Brugii w Belgii, dotarła do nas wiadomość o zamachu w Nowym Jorku.

Natychmiast zaczęły rodzić się pytania nie tylko w moim umyśle, ale przede wszystkim – w sercu. Obserwując, zacząłem powoli odkrywać pewne wzorce, schematy, które wskazują na coś całkiem innego niż to, co chce nam udowodnić tzw. walka z terroryzmem. Badania, kontakty, literatura i różne starożytne źródła pomogły mi odkryć zupełnie inną rzeczywistość i w tym właśnie momencie zrodziło się we mnie głębokie przekonanie, że nie mogę stać z boku widząc tyle zła, cierpienia i łez.

Proszę mnie dobrze zrozumieć. Nie mam zamiaru popadać w dualizm i twierdzić, że tu są dobrzy, a tam źli, bo każdy dobry człowiek ma swój cień, a ten, którego nazywamy złym, nosi w sobie również światło. Nigdy więc nie możemy twierdzić, że ten jest absolutnie dobry, a tamten absolutnie zły. Obecna walka pomiędzy siłami Światła i Ciemności ma swój początek w bardzo odległych epokach. Postanowiłem o tym napisać, gdyż żyjemy w szczególnym okresie – w czasach decydujących o ludzkiej ewolucji duchowej.

Pod pozorem walki z terroryzmem

Co chciałby Pan przekazać?

– Istotą tego, co chciałbym przekazać, jest ujawnienie, iż wydarzenia z 11 września to nie tylko zniszczenie wieżowców w Nowym Jorku i walka z terroryzmem, na czym koncentruje się większość. Pragnę uzmysłowić istnienie siatki organizacyjnej, mającej na celu zwalczanie nie jakiegoś konkretnego wroga: mowa tu o wojnie przeciw ludzkości. W wojnie tej obecna jest manipulacja siłami, polaryzacja. Także religie wciągane są w tę grę. Studiowałem antropologię i religioznawstwo porównawcze, stąd też moje zainteresowanie tym tematem i chęć przedstawienia, w jaki sposób używa się poszczególnych religii do określonych celów. W trakcie badań, gdy przyglądałem się tragedii z 11 września, zrodziło się we mnie wiele pytań. Dokonałem też odkrycia, że większość panujących opinii nie odzwierciedla prawdy i dlatego wskazuję na siły, które próbują – np. drogą elektroniczną – wciągnąć ludzkość w elektromagnetyczną pułapkę, w której człowiek traci swą wolność osobistą.

Innym faktem jest istnienie planów, aby zwierzętom i ludziom wszczepić chipy w celu ich podporządkowania. Wszystko po to, żeby niewolniczo służyć wspomnianym już siłom. Temu też podporządkowywane są tzw. nowe zarządzenia, ograniczające naszą wolność i prawa, stawiające sobie za cel niby zwalczanie terroryzmu. Na lotniskach jesteśmy kontrolowani przez biometryczny paszport, scan tęczówki, odcisk palca, szeroko stosuje się kamery i komputery – wszystko w celu roztoczenia pełnej kontroli. Tzw. walka z terroryzmem jest odwróceniem uwagi od faktycznego celu, jaki mają zaangażowane w to siły. A jest nim podporządkowanie ludzkości, usidlenie jej za pomocą elektromagnetycznej pułapki i poprzez promieniowanie oraz różne energie, nie wyłączając epidemii, osaczenie jej całkowitą kontrolą.

Nie do tego jednak zostaliśmy powołani jako ludzie i nie taki jest nasz prawdziwy cel. Całym sercem wiem i podkreślam, że sercem, a nie rozumem, iż człowiek jest stworzony, by realizować się duchowo, wyrazić cały swój potencjał duchowy właśnie teraz, w tej fazie ewolucji ludzkości. Natomiast siły, o których była mowa wcześniej, pragną temu zapobiec.

Brzmi to jak horror. Dlaczego o tym nie wiemy?

– Ponieważ wiedza na ten temat nie jest udostępniana. Podczas pisania swojej pracy korzystałem z 480 źródeł. Były to książki, artykuły, cytaty i strony internetowe. Jest wiele wskazówek mówiących o świadomym uniemożliwianiu dostępu do informacji we wspomnianym zakresie. Nikogo nie oskarżam, ale należy tu wspomnieć o braku zainteresowania ze strony polityków i mediów. A jeśli już ktoś odważy się i poruszy ten temat, traktowany jest cynicznie, albo kpi się z niego i ośmiesza.

Wygląda to na ignorancję.

– Tak. W istocie rzeczy jest to ignorancja. Na szczęście coraz więcej ludzi, niekiedy zorganizowanych w małe grupy, interesuje się tą sprawą, dostrzegając, o co tu chodzi. Jest to rzeczywiście horror podobny do powieści George’a Orwella Rok 1984, z tą tylko różnicą, że książka Orwella wydaje się bardzo przestarzała w porównaniu z obecnymi możliwościami techniki i taktykami współczesnej elity, próbującej zapanować nad światem. Technika, którą oni operują, jest niesamowicie zaawansowana, począwszy od najnowocześniejszych cray-komputerów w Pentagonie, aż po nanotechnologie. Francuski profesor Jean Pierre Petit, jeden z najsłynniejszych astrofizyków, mówi, że nie zdajemy sobie sprawy z ich know-how, z wiedzy i możliwości tej elity.

Jaki cel stawia sobie światowa elita? Do czego służy cala ta gra?

– Gdyby oni byli świadomi praw panujących w Kosmosie, praw harmonii, którym nie można się przeciwstawić, nigdy nie zaczynaliby tej gry. I dlatego można tu mówić o ignorancji. Przekonanie, iż arogancją jesteśmy w stanie przeciwstawić się Prawom Kosmicznym, świadczy o ignorancji, życiu w iluzji, złudzeniu, chęci panowania, absolutnej niewiedzy. Są to słowa Buddy, który nauczał, że nasza ignorancja, pożądanie i niewiedza stanowią źródło cierpienia.

Badając dogłębniej skąd bierze się początek tej elity, docieramy aż do Sumeru. To dzisiejszy Irak, gdzie rozgrywa się finał walki, w którą został zaangażowany cały świat. Wielu zadaje sobie pytanie: co to wszystko ma znaczyć? Irak, dawniejszy Sumer, gdzie Eufrat i Tygrys przypominają o opisanym w Księdze Rodzaju powstaniu świata, stanowi kolebkę najstarszej wiedzy ludzkości. Nawet tę wiedzę próbowano nam odebrać, bombardując muzeum w Bagdadzie. Na szczęście uratowano pewną ilość starych glinianych pojemników i tablic. Amerykanie byli zdziwieni, że znajdowało tam aż tyle wyrobów z gliny, a ich minister przyznał: I didn’t know that they had such a lot of pottery. Wspomniane tablice są starsze niż opowieści o stworzeniu, starsze nawet niż indiańskie mity o powstaniu świata.

Gliniane tablice sumeryjskie i Upadli Stróże

Wszystko, o czym teraz mówimy, ma wiele warstw. Media i politycy skomentowali wydarzenia z 11 września na swój sposób i tak nam to przekazali. Trudno jest im spojrzeć na nie inaczej, ale i tam zachodzą zmiany. Zrozumiałym jest, że odkrywanie każdej następnej warstwy, głębsze spojrzenie ukazujące grę, która toczy się za kulisami wydarzeń, może przekraczać nasze wyobrażenia. Stąd też drwina i kpina dziennikarzy komentujących wiadomości o tzw. spisku. Można sobie z tego drwić, ja jednak wiem, że badałem wszystko dokładnie i rzetelnie. Uczono mnie też, aby zawsze najpierw wysłuchać, co mają do powiedzenia ludzie kompetentni w danej materii. Tak właśnie postąpiłem, badając źródła i prace wielu autorów. Wspomniane uprzednio Gliniane Tablice Sumeryjskie czy źródła hermetyczne, jak też esseńskie Zwoje znad Morza Martwego, o jakich niektórzy mówią, że nie były one esseńskie – i tu rozpoczyna się dyskusja – wszystkie te źródła wskazują na teraźniejsze wydarzenia.

Gliniane Tablice zawierają piękną opowieść Enuma Elisz, co dosłownie znaczy Ci z góry. Jest tu mowa o bogach – nie o Bogu – o bogach, którzy w nieujawnionych przez Kościół tekstach apokryficznych nazywani byli Stróżami, a później aniołami, upadłymi aniołami. Jest to określenie błędne. Oni nie upadli, oni przyszli tu z góry, od biedy więc można to też nazwać upadkiem. Mieszkańcy Ziemi określili ich zatem jako Enuma EliszCi z góry, a Kościół nazwał upadłymi. Należy też przypomnieć, że nasze mózgi są porządnie wyprane, a cynizm i drwiny nie świadczą o otwartym i światłym umyśle, gdyż taki umysł bada.

Zacznijmy od faktu, iż całkowicie zapomnieliśmy, że jesteśmy dziećmi gwiazd. Oznacza to, że nasza planeta należy do większej konstelacji gwiezdnej, o czym wiedzieli też dawni astronomowie, jak Kepler, Galileusz i filozof hermetyczny, jakim był Giordano Bruno. Również współczesny naukowiec Stephen Hawking stawia tezę, że Uniwersum (Kosmos) stanowi rodzaj duchowego organizmu. Dawniej powiadano, że planety posiadają duszę, że na innych globach możliwe jest życie. Wspominał o tym też Bruno. Wszystko to zostało przekreślone przez tzw. super-racjonalizm, z punktem kulminacyjnym nazwanym Oświeceniem. Nie chodzi tu o Oświecenie, o którym mówił Budda, lecz o wywyższenie rozumu dosłownie ponad wszystko. Nas wychowano w przeświadczeniu, że aniołowie to jakieś uskrzydlone istoty, dodano do tego opowieści o diabłach i upadłych bytach. Zapomnieliśmy jednak, że Tablice Sumeryjskie zawierają przekaz o Upadłych Stróżach z planety Nibiru, a nie o upadłych aniołach.

Udowadnia to w precyzyjny sposób w swojej fascynującej książce Dwunasta Planeta Zecharia Sitchin, wielki izraelski naukowiec i erudyta. Właściwie jest ona dziesiątą planetą, nazwaną Planetą X, przy czym X oznacza też Wielka Nieznana. Sitchin pisze o tym bardzo przekonująco. A ja pytam jego krytyków: zna pan źródła? Jeśli nie, to nie mamy o czym mówić. Sitchin udowadnia w wielu swoich pracach, że zawsze istniał kontakt z innymi gwiazdami i planetami. Pisze o Nibiru, tej samej, o której jest mowa w Tablicach Sumeryjskich. Wspomina się tam o 200 Stróżach, którzy mieli plan wylądowania na górze Hermon (na Bliskim Wschodzie). Wylądowania! Ludzkość była wtedy na etapie ewolucji zbliżającej się do Homo sapiens. Antropologia zadaje sobie pytanie, w jaki sposób odbyła się mutacja czyniąca z tzw. małpo-człowieka istotę ludzką. To nie temat tej rozmowy, ale przy pomocy Tablic Sumeryjskich możliwe jest wyjaśnienie i obalenie obowiązującej teorii ewolucji, dotyczącej tego właśnie zagadnienia. Wspomniane tablice przekazują, że została dokonana genetyczna manipulacja na ówczesnych mieszkańcach Ziemi – i to dość radykalna. Ukazują one, w jaki sposób łączono plemniki z komórkami jajowymi.

Kto tego dokonał?

– Kim oni byli? W tekstach jest mowa o „Anunnaki”, co dosłownie znaczy Ci, którzy przyszli z góry.

Jak mam sobie wyobrazić tych przybyszów?

– To – dosłownie – istoty z innych planet. Na ten temat słyszy się dużo niedorzeczności, ale istnieją też poważne badania. Były prezydent Stanów Zjednoczonych, Jimmy Carter powiedział, że nie może się w tej kwestii wypowiadać, ale dla niego te istoty istnieją, są rzeczywiste. W Księdze Rodzaju określa się je jako Synów bogów – Elohim. Elohim oznacza liczbę mnogą, a więc nie Boga, lecz właśnie bogów. W tejże Księdze opisano, że przybyli oni tutaj i współżyli z mieszkankami Ziemi. Powstała wtedy nowa rasa. Księga ta posiada pewne luki w tekście, ale brakujące informacje można odnaleźć na Tablicach Sumeryjskich. Na przykład to, w jaki sposób doszło do wspomnianej krzyżówki. Na Tablicach widoczne są probówki, w których dokonano zapłodnienia, po czym umieszczano płód w ciele kobiety.

Wygląda to na nowoczesną technikę?

– Tak. Wszystko jest tam obecne. My jednak za wszelką cenę pragniemy zachować nasze dogmaty. Nawet świat uniwersytecki kpi z takiej możliwości twierdząc, że tylko mieszkańcy Ziemi dysponują pewną wiedzą, co dla mnie osobiście jest raczej marnym rozumowaniem. Wielki filozof i astronom Giordano Bruno powiedział, że nie wyobraża sobie, iż pośród miriadów gwiazd mieszkańcy Ziemi są jedynymi wszechwiedzącymi istotami w całym Kosmosie. Ważny jest zatem otwarty, światły umysł, by móc uświadomić sobie, iż pomiędzy Niebem a Ziemią istnieje więcej rzeczy, niż postrzega oko. Szekspir wyraził to tak pięknie w Hamlecie słowami: There is more between heaven and hell, that you can see Horatius. Moglibyśmy wreszcie zdobyć się na odwagę i na zawsze pożegnać z aroganckim poglądem, że jesteśmy jedynymi mieszkańcami Uniwersum i że nasza wiedza jest najwyższa.

Tablice Sumeryjskie udowadniają istnienie znacznie bardziej zaawansowanej wiedzy. Przecież na tyle pytań wciąż nie znamy odpowiedzi. Kto zbudował Baalbek? Jak powstały piramidy? Wiele idei dotyczących ich budowy bardzo łatwo obalić. Nikt jednak nie odważy się o tym mówić otwarcie. To kwestia prestiżu, ambicji, ważnych stanowisk, statusu. Człowiek znalazł się w pułapce, chyba najtrafniej opisanej przez Goethego, który należał do wtajemniczonych. W Fauście przedstawia on arogancję człowieka, który szuka i nie znajdując na wszystko odpowiedzi, udaje się po pomoc do szatana Mefistofelesa. Chcąc otrzymać odpowiedź, decyduje się na podpisanie cyrografu własną krwią. Prawie nikt nie wie, co to znaczy. Do podpisania paktu z diabłem potrzebna jest krew. Mówią o tym też Tablice Sumeryjskie – po prostu musisz oddać część siebie.

Pierwsze, co Upadli Stróże przekazali człowiekowi, to metody walki, magię, okultyzm. Następnie – nie stosujemy tu chronologii, ale hierarchię ważności – pojawiła się potrzeba ustanowienia monarchów. Dalsze informacje uzmysławiają nam, dlaczego monarchowie mają tak duży wpływ, taką władzę, dlaczego są tytułowani jako Wysokość – dotyczy to Enuma Elisz (Ci pochodzący z góry). Dlaczego używa się w stosunku do nich liczby mnogiej, z jakiego powodu obowiązują takie, a nie inne rytuały, dlaczego są bogaci, jeżdżą w złotych karocach, mieszkają w pałacach i mają nadal tak duży wpływ na rządy. Badając korzenie monarchii należy dodać, że z 43 prezydentów Stanów Zjednoczonych 34 miało w żyłach królewską krew. Można o tym przeczytać w książce Peerage, która zawiera informacje o pochodzeniu domów królewskich. To, że dysponują takimi wpływami, ma swe podłoże w specjalnym kodzie zawartym w DNA. O tym również informują wspomniane Tablice.

Z którego wieku pochodzą Tablice Sumeryjskie?

– Na ten temat istnieją różne opinie. Niektórzy twierdzą, że z III-V tysiąclecia p.n.e. Być może są one jeszcze starsze. Niektórzy badacze przypisują im pochodzenie z czasów poprzedzających Atlantydę, o której pisał Platon w swoich dziełach Kritias, Timajos i Fedon. Jest to więc bardzo stara wiedza.

Tablice Sumeryjskie mówią o Upadłych Stróżach. Drugim źródłem, też już wcześniej wspomnianym, są Esseńskie Zwoje znad Morza Martwego, które opisują ostateczną walkę pomiędzy Synami – my możemy dodać, że również Córkami – Ciemności i Światła. Upadli Stróże to demony, aniołowie, którzy utracili swój cel, istoty o wielkiej mocy, które przeszczepiły się na rodzaj ludzki.

Czy miało to wpływ na rozwój genetyczny?

– Tak. Księga Rodzaju, jak też późniejsze księgi biblijne opisują zniszczenie gigantów. Była to ingerencja z zewnątrz. Rasa ta odznaczała się fizyczną siłą i miała ogromną wiedzę, lecz zagrażała dalszej ewolucji. Opowieści biblijne więc (Biblia pochodzi od słowa bibloi i znaczy księgi) nie są alegoryczne, lecz dosłowne. Opisują one bardzo dokładnie czasy przed potopem, przed Atlantydą i po niej. Podobne informacje można znaleźć w Zwojach znad Morza Martwego, jak też w źródłach hermetycznych. W moich książkach cytuję rozmowę Hermesa Trismegistosa – jest to greckie imię egipskiego mędrca, wtajemniczonego Tehuti – z Asklepiosem. Mówi on o Upadłych Stróżach, demonach, którzy na końcu czasów wygenerują chaos. Powinniśmy się więc przebudzić i dojrzeć, uświadomić sobie, co tak naprawdę się dzieje. Chcę tu też wspomnieć szamana Zulusów Credo Mutwę na szczęście on i jego piękne książki są coraz bardziej znane. Jedna z nich to The song of the Stars (Pieśń gwiazd). Jej autor nie tak dawno powiedział, że obecnie wszyscy powinni wiedzieć to, co w dawnych czasach znali tylko wtajemniczeni. Mianowicie, że Chitauri (czyt. szitauri) tzn. Upadli Stróże, którzy przeszczepili się na rodzaj ludzki, chcą teraz zapanować nad Ziemią, nawet kosztem wyniszczenia połowy ludzkości przy pomocy techniki, różnych taktyk i praktyk, o których większość z nas nigdy nie słyszała.

Dawna wiedza a czasy teraźniejsze

Dochodzimy tu do pytania: co tak naprawdę dzieje się na Ziemi? Zawsze czułem się spokrewniony z kulturą Indian. Nie mam na myśli tylko Majów, którzy dysponują najstarszym kalendarzem, lecz także szczep Hopi, z którym nawiązałem kontakt. Wszyscy oni bez wyjątku mówią to samo, a więc szczep Hopi, Irokezi, Seneka, Majowie, z którego pochodzi mój kolega antropolog Carlos Barrios z wtajemniczonego Klanu Orla. Podróżuje on po świecie informując, że nie uczestniczy w żadnej grze, lecz mówi o wszystkim tak, jak jest. Ludzkości pozostały najwyżej 3-4 lata, aby wybrać drogę Światła i Mądrości, w przeciwnym razie Ziemi grozi poważne niebezpieczeństwo. Przywódcy różnych plemion Indian, nasi Czerwonoskórzy Bracia, których niszczyliśmy i poniżaliśmy, także w literaturze; ludzie o ogromnej wiedzy i mądrości ostrzegają nas zgodnym chórem, że w najbliższych latach ludzkość i Ziemia będą przechodziły przez proces oczyszczania, którego przebieg może być chaotyczny i bolesny. Stopień oczyszczenia będzie uzależniony od naszych myśli, słów i uczynków. Czasy teraźniejsze nazywają oni Znakiem Wielkiego Niedźwiedzia z symbolem niedźwiedziej łapy, która tworzy linie bardzo podobne do kodu kreskowego, obecnego na każdym produkcie – i twierdzą, że (jeśli nie stawimy czoła niekorzystnym zjawiskom – przyp. red.), wówczas nadejdzie czas III wojny światowej. Może później powrócimy do tego tematu, aby stwierdzić, co to ma wspólnego z chipem.

Indianie o tym wiedzą, Tybetańczycy, z którymi często spotykałem się w ich klasztorach, również. Także niektóre ugrupowania chrześcijańskie zdają sobie z tego sprawę.

Spójrzmy na Apokalipsę jako na księgę wtajemniczenia, a nie własność pewnych ugrupowań, które ją interpretują w sposób sektaryczny, wskazując, że ty zostaniesz uratowany, a ty nie. To nie o to chodzi. Zawiera ona mnóstwo informacji. W treści jest spokrewniona z wiedzą zawartą w hinduskich księgach Puranach (Księgi Starszych). Istnieje przypuszczenie, że Jan apostoł (…) pozostawał, w pewnej mierze, pod wpływem starej wiedzy hinduskiej. Tekst ten opisuje nasze czasy. Planeta Ziemia cierpi, ma miejsce coraz więcej wojen i katastrof, nasilają się eksplozje wulkanów, trzęsienia ziemi, tsunami, klęski ekologiczne, wzmagają się erupcje Słońca. Jednym słowem panuje niepokój. Już Jezus, Wielki Mistrz, mówił, że na końcu cyklu, w języku greckim wyrażonym jako aion, wszystkie te znaki będą widoczne, lecz ludzie, nie zważając na to, będą się weselić.

Do wszystkich wcześniej wymienionych wizji religijnych Indian, Puran i słów Jezusa chciałbym jeszcze dodać bestseller Johna Perkinsa. Perkins dawniej należał do tych, którzy decydują o losach innych. Zna strategie i taktyki ogromnych koncernów, wie, w jaki sposób niszczone są niektóre kraje, jak bogate państwa wzbogaciły się wykorzystując ubogich ludzi w innych regionach świata. Ostrzega i nawołuje, abyśmy się przebudzili, bo w przeciwnym razie może być za późno. Jednocześnie podkreśla, że możemy jeszcze dużo zrobić. W swojej książce przekazuje jednakowo brzmiące opinie Indian, aborygenów i innych pierwotnych szczepów. Wszyscy oni potwierdzają szczególny okres przemian, w jakim znajdujemy się my i Ziemia. A dlaczego?

Podobnie jak pory roku, nasza planeta przechodzi swój cykl. Dawni mędrcy zdawali sobie z tego sprawę. Pitagoras wiedział, że wszystko ma swoją miarę i liczbę. Obecny okres to zima, innymi słowy Kali Yuga. Nie jest to, jak sugerują niektóre ugrupowania New Age, coś, co stanie się samo, a my nie musimy nic robić, bo era Wodnika i tak nadejdzie. Nie, przemiana ta należy do szczególnych i wiele znaczy. Układ Słoneczny przechodzi przez 12 znaków zodiaku*). Okres taki trwa 25920 lat, a każdy obieg przez jeden znak zodiaku to 2160 lat. Obecnie znajdujemy się w znaku Wodnika.

Jak już wspomniałem, metamorfoza ta ma charakter szczególny. Hindusi określają ją jako Maha yuga lub Kalpa, co oznacza głęboką, fundamentalną przemianę. Każdy z nas, bez wyjątku, to odczuje. Dlaczego? Bo to dla nas szansa wzrostu duchowego i przejścia Ziemi na poziom wyższej wibracji. Ewolucja człowieka – który staje się coraz bardziej świadomy, któremu nieobca jest refleksja i który rozwija swoje prawdziwe cechy, takie jak: współczucie, miłość, uczciwość, współpraca – poddana zostanie próbie, zanim postawi się ten ważny krok w ewolucji. Obecni na naszej planecie Upadli Stróże są często przedmiotem kpin i żartów, podczas gdy mędrcy z dawnych czasów nigdy sobie z nich nie drwili. Te istoty, pod pretekstem np. walki z terroryzmem, mogą zrobić całkiem coś innego – wtargnąć do ludzkiego organizmu i wszczepić nam najważniejszy, tzw. najwyższy kamień. Posługują się one schematem piramidy, a jest nim chip. Ma się to stać w ciągu 3 lat, a celem tego jest uczynienie z człowieka niewolnika. Taka operacja – kontrolowana przez systemy satelitarne GPS i cray-komputery – będzie miała ogromny wpływ na ludzki organizm. Wszystko to wydaje się tak niewyobrażalne, iż większość nie jest w stanie tego pojąć i potraktować poważnie.

———-

*) „Układ Słoneczny przechodzi przez 12 znaków zodiaku” – nie Układ Słoneczny, lecz ziemski Punkt Barana (zwany inaczej „punktem równonocy”) i nie przez znaki zodiaku, lecz przez gwiazdozbiory. Przechodzenie Punktu Barana przez dany gwiazdozbiór wyznacza ziemską Erę (25920 lat). Kolejność jest odwrotna niż w przypadku przechodzenia Słońca przez znaki zodiaku. Zdanie „Obecnie znajdujemy się w znaku Wodnika” powinno brzmieć prawidłowo: „Obecnie Punkt Barana znajduje się w gwiazdozbiorze Wodnika”. (Przypisek M.S.)

Jaki jest cel tego niewolnictwa i komu ma to służyć?

– Istoty, które postrzegają innych jako przedmiot, nad którym można zapanować i wykorzystać go do własnych celów, same cierpią. Właśnie od buddystów nauczyłem się tego, aby żywić dla nich współczucie. Byty te nie omieszkają sprowokować nowych wojen i wyniszczyć miliony ludzi. Kiedy przyglądamy się wojnom, temu, w jaki sposób do nich dochodziło i nadal dochodzi, okazuje się, że historia jest pełna kłamstw, a człowiek, być może, okazuje się mniej winny, niż można by przypuszczać, i jest niesamowicie manipulowany. Wciąż na nowo wywołuje się konflikty wojenne, nowe Pearl Harbor, aby stwarzającym te konflikty siłom umożliwić zdobycie władzy i bogactwa, przy czym wyniszczenie ludzi i przyrody wydaje się czymś dozwolonym. To według mnie rzecz niedopuszczalna. Każdy człowiek ma swój cel, choć nie mówi się o tym w szkołach ani na uczelniach. Wprawdzie istnieją jeszcze ogólnie przyjęte, przestarzałe opinie, że takie cele nie istnieją, lecz w istocie jest inaczej. I to nieprawda, że najpierw trzeba należeć do jakiegoś stowarzyszenia, grupy albo kościoła, by znaleźć swój cel. Nie, każdy może to odkryć w swojej świadomości, myśląc, zastanawiając się, badając po prostu życie. Istoty, które nie chcą, aby człowiek rozwijał się bardziej, niż one same, z wymienionych wcześniej pobudek są gotowe uczynić wszystko, aby przeszkodzić w ewolucji ludzkości. Temat ten jest znany od dawna. Przypomnę opowieść z Iranu, dawnej Persji, w której Ormuzd i Aryman walczą ze sobą; czy też Augustyna, który opisuje Miasto Boga skonfliktowane z miastem Upadłych Stróżów. A w Bhagawadgicie przedstawiona została walka pomiędzy dwoma rodami, Pandawa i Kaurawa, która trwa aż do momentu transformacji.

Osobiście nie należę do żadnego kościoła, ale uważam Biblię za źródło głębokiej wiedzy i wielkiej mądrości. Jest w niej np. mowa o lucyferze. Lucyfer to serafin, niekiedy nazywany cherubinem. Chociaż dla nas jest to materia trudna do pojęcia, stare źródła podają, iż są to istoty o ogromnych możliwościach, bardzo rozwinięte, potrafią np. tworzyć całe planety. Zostały stworzone, aby żyć i tworzyć w wolności i miłości. Jednak ta wolność umożliwia im wybór, aby pójść inną ścieżką i np. zacząć preferować władzę i odmienną drogę ewolucji.

Indianie Hopi powiadają, że pewna kategoria ludzi traci głowę i spada w przepaść. Podobnie pewien rodzaj istot gwiezdnych stracił głowę i pomyślał, że może odłączyć się od praenergii Miłości, którą oblekliśmy w obraz i dla której wybudowaliśmy kościoły, synagogi, świątynie i meczety. Według mnie, każdy ma prawo wyznawać swoją prawdę i religię, lecz praenergia Miłości – znana mistykom i przebudzonym, osobom oświeconym -jest bezosobowa, wszechobecna i wszystkotworząca. Bez niej po prostu nie można istnieć! A więc, jeśli jakaś gwiezdna istota chce się odłączyć od praenergii i iść inną drogą, realizować swoje cele, będzie to przez pewien czas możliwe, lecz ostatecznie prowadzi do katastrofy.

Kim jest Marcel Messing?

Ten holenderski pisarz, religioznawca, filozof i poeta urodził się w roku 1945 w Hadze. Studiował i przez trzynaście lat wykładał antropologię kulturową, filozofię oraz religioznawstwo porównawcze. Następnie był pracownikiem naukowym w Biblioteca Philosophica Hermetica w Amsterdamie.

Często uczestniczy w programach radiowych. Pełni funkcję doradcy przy telewizyjnych realizacjach filmów dokumentalnych z dziedziny religii i mistyki. Napisał wiele książek, artykułów oraz tomików poezji. Jest redaktorem holendersko-belgijskiego czasopisma Inzicht oraz współpracuje przy wydawaniu holenderskiego magazynu Prana. Należy do Klubu Budapeszteńskiego i wraz z innymi wybitnymi członkami tego gremium wygłasza w różnych krajach prelekcje oraz wykłady na temat przemian zachodzących na Ziemi. Służył jako konsultant naukowy w wyprodukowanej przez telewizję holenderską serii programów Via Mystica.

W swoich książkach Messing porusza kwestie religii i duchowości na przestrzeni dziejów, prezentując i łącząc zdobycze mistyki Wschodu oraz Zachodu. Pobierał nauki m. in. od tybetańskich rinpoches.

W języku polskim ukazała się książka Las Wtajemniczenia – opowieść o wyzwoleniu i doświadczeniu mistycznego przekazu (W-wa 1966, Wydawnictwo Eneteia). W 2004 roku na rynku pojawiła się, napisana wspólnie z E. van Ruysbeekiem, Ewangelia Tomasza – zbiór nauk Jezusa opatrzonych poetyckimi i religioznawczymi komentarzami. Latem 2006 nakładem Wydawnictwa KOS została wydana książka Bezdrożny ląd – zbiór esejów odnoszących się do najważniejszych kwestii filozoficznych i duchowych nurtujących współczesnego człowieka.

W latach 1991-2001 Marcel Messing mieszkał z żoną Marijke we francuskich Pirenejach, poświęcając się głównie twórczości pisarskiej i prowadząc kursy na temat wewnętrznego wyzwolenia. Obecnie mieszka w Belgii, pisząc książki o sytuacji na naszej planecie oraz nadal nauczając na kursach i seminariach.

Przesłanie Messinga staje się na Zachodzie coraz powszechniejsze. W ciągu ostatnich lat nakłady jego kolejnych książek znacznie wzrosły. Jeszcze w latach dziewięćdziesiątych nauczał on w wąskich grupkach, natomiast aktualnie liczba słuchaczy na jego wykładach i prelekcjach sięga setek osób. Marcel Messing kieruje również holenderską fundacją Lindenhof zajmującą się pomocą dzieciom w różnych krajach, oraz uchodźcom tybetańskim. W Indiach uczestniczyła ona m.in. w zbudowaniu szkoły dla tysięcy dzieci nie mających żadnych perspektyw na przyszłość.

Wiosną 2003 r. Messing odwiedził Polskę, gdzie oprócz udzielenia wsparcia polskim fundacjom pomagającym najmłodszym wygłosił wykład Rewolucja w świadomości: transformacja na Ziemi i możliwość skoku w ewolucji ludzkości. Kolejna wizyta Messinga w Polsce w maju 2004 związana była zarówno z promocją Ewangelii Tomasza, jak i konkretną pomocą polskim dzieciom. W trakcie tej wizyty Messing odbył serię wykładów i seminariów w Poznaniu, Warszawie i Gdańsku oraz udzielił wywiadu m. in. dla TVP i Gazety Wyborczej.

Kim oni są?

Nie można pokonać ludzi, którzy podążają drogą Światła i działają w zgodzie z nim. Przyszliśmy ze Światła, takie jest nasze pochodzenie i żaden Upadły Stróż nie jest w stanie tego odebrać człowiekowi żyjącemu Miłością, bo Miłości nie da się powstrzymać.

Panie Messing, chciałabym jeszcze powrócić do historii Ziemi i duchowej ewolucji ludzkości, która jest z tym związana. Czy mógłby Pan coś dodać na ten temat?

– Jeżeli chodzi o Ziemię, przechodzi ona swój cykl rozwojowy i my nie mamy na to wpływu. Wiosna i lato są naturalnymi zjawiskami, a przebieg ewolucji wskazuje na znaczący skok w rozwoju. Oznacza to przejście do wymiaru duchowego, gdzie materia nie odgrywa już przewodniej roli, ale są siły, które chcą temu zapobiec. Nasuwają się pytania. Czemu nic na ten temat nie wiemy? Co dzieje się z Ziemią? Dlaczego Majowie mówią o czwartym i piątym wymiarze, a szczep Hopi o ognistym słońcu i ogromnej wodzie, które nas dotkną, aby przejść w nową fazę rozwoju?

Ci, którzy przyszli z góry. Nowe spojrzenia na historię

Chciałbym powrócić do Sumeru. Upadli Stróże przybyli na Ziemię. Okres ten opisany jest w apokryficznej księdze Henocha, odkrytej na nowo przez wolnomularza o 33 stopniu wtajemniczenia, co oznacza, że był znawcą tej materii. Jego nazwisko brzmi Bruce. Księga ta jest spokrewniona z Tablicami Sumeryjskimi.

Okazuje się, że Upadli Stróże szukali robotnika, niewolnika. Dlaczego? Ich planeta – Nibiru, opisana w Tablicach, znajdowała się w wielkim niebezpieczeństwie. Groziła jej zagłada, której jednak można było zapobiec. Jeżeli chodzi o krytyczną sytuację, która obecnie dotknęła Ziemię, słyszy się propozycje niektórych naukowców, aby krąg atmosferyczny wokół planety wypełnić sproszkowanym złotem w celu ochrony przed niektórymi kosmicznymi promieniowaniami, umożliwiając w ten sposób dalszą egzystencję. Jakbyśmy na nowo słyszeli słowa Anunnaki z Sumeryjskich Tablic, gdyż bogowie, nazwani Stróżami, mieli jeden problem: potrzebowali złota. Złota, aby je sproszkować i wypełnić nim krąg atmosferyczny wokół Nibiru, jak też do jeszcze innych celów.

Przepraszam, że przerwę, ale znany jest fakt, że planeta Nibiru za parę lat znajdzie się bardzo blisko Ziemi.

– Jestem pewien, że Ministerstwa Obrony Narodowej wielu krajów o tym wiedzą, Uważam za niewłaściwe, że się o tym nie informuje. Dobrze byłoby mówić na ten temat otwarcie i uświadomić ludziom, że ów glob ma wielki wpływ na nasz klimat i pole magnetyczne. Tablice Sumeryjskie również wspominają o dużym wpływie Nibiru na Ziemię. Teraz jednak niewiele się o tym mówi. Jedynie Sitchin i paru innych poruszyli ten temat.

Powracam do Nibiru, co niektórzy wymawiają: Niburu. Bogowie-Stróże szukali niewolników, gdyż nie chcieli już pracować w kopalniach.

Czynili to dla złota?

– Tak. Nie są to bowiem istoty niewidzialne, lecz zmaterializowane. Mówi też o nich Biblia. Dysponują one możliwościami zmieniania swojej postaci, w zależności od stopnia rozwoju lecz muszą również pracować, co nie za bardzo im się podoba. Zaapelowały zatem do wyższych bogów, czy nie mogłaby zostać stworzona istota, która wykonywałaby tę pracę za nich. Postanowiono stworzyć lulu, co dosłownie znaczy istota skrzyżowana. Rozpoczęto poszukiwania na obszarze sięgającym aż dzisiejszej Tanzanii, gdzie znaleziono największą ilość szkieletów pochodzących z okresu przejścia do stadium Homo sapiens. Należy dodać, że chodzi tu właśnie o obszar przebywania Anunnaki.

Jest on nazywany „kolebką gatunku ludzkiego”…

– Tak. Odkryto, że właśnie tam miał miejsce nagły skok w ewolucji ludzkości, znaczący rozwój świadomości człowieka, jego autorefleksji. Dotyczyło to też znaczących zmian w wyglądzie fizycznym. Wszystko to można znaleźć na Tablicach Sumeryjskich. Użyto więc istot, które były dość podobne do człowieka – antropoidów, aby skrzyżować je z plemnikami bogów. Mowa o siedmiu boginiach, które zostały zapłodnione (na Tablicach widoczne są probówki), jak też o technice umożliwiającej człowiekowi rozmnażanie się. Księga Rodzaju opisuje znaną historię Ewy, kobiety, która potrafi rodzić dzieci, wprawdzie w bólu, co nie stanowi żadnej kary. Lecz popełniono błąd, gdyż w ewolucji możliwe jest całkowicie bezbolesne rozmnażanie się człowieka. Na ten temat można by zresztą dużo powiedzieć, ale zrobimy to przy innej okazji.

Mimo że popełniono błąd, udało się ostatecznie stworzyć nową istotę, która sama potrafiła się rozmnażać, stwarzać nowe lulu. W Księdze Rodzaju opisany jest raj, ogród bogów. Podkreślam – ogród bogów; dodajmy, ogród doświadczalny bogów, w którym brakowało człowieka – robotnika, po hebrajsku szomer. W Sumerze nazwano go lulu, co dosłownie znaczy: niewolnik. Chciałbym tu nawiązać do wspaniałego DVD Brama Vermeulena, który pod koniec swojego życia odkrył i zrozumiał, w jaki sposób zostaliśmy okłamani.

Mówi Pan o programie zatytułowanym „Na Początku”?

– Tak. Niestety autor już nie żyje, a chciałbym z nim na ten temat porozmawiać. Nie wspomniał on np. o prawdziwym celu pierwotnego człowieka, który został użyty do wspomnianej już krzyżówki. Ta istota antropoidalna miała wysokie przeznaczenie, które powinno rozwijać się na drodze stopniowej ewolucji. Została ona jednak uszkodzona, przerwana. Jak już wcześniej wspomniałem, motyw ten można znaleźć w źródłach wszystkich starych tradycji, a to oznacza, że nasze DNA i nasza przyszłość są w niebezpieczeństwie.

A więc lulu się udał. Należy jednak pamiętać…

To my jesteśmy „lulu”?

– Taki był plan, lecz na szczęście przebudzamy się. Powstała całkiem nowa rasa – rasa niewolników. W całej historii ludzkości mamy do czynienia z fenomenem podbijania ludów i tworzenia z nich poddanych. Nie dotyczyło to tylko czasów kolonialnych. Ciągle jest w nas coś, co chce sobie podporządkować innych, lecz – zaznaczam – nie jest to integralny element naszej pierwotnej natury. Coś z nami uczyniono.

Stare teksty mądrości mówią, że Wszechtworząca Siła próbuje doprowadzić całe stworzenie do początkowej harmonii, która została zakłócona przez Upadłych Stróżów. Oznacza to walkę. Zostaliśmy stworzeni, aby w drodze równomiernej ewolucji wykonać skok do wymiaru duchowego. Proces ten pięknie opisano w starych źródłach Indii, Puranach – w Bhagawadgicie, co oznacza Pieśń Pana. Kriszna naucza tam, jaki jest nasz prawdziwy cel, jeśli ukończymy cykl ewolucji biologicznej, która teraz częściowo została zakłócona, a walka ta trwa już od wielu, wielu lat.

Czy to oznacza, że obecnie są podejmowane próby wywierania wpływu na naszą biologiczną ewolucję i hamowania dalszej ewolucji duchowej?

– Tak! Dochodzimy teraz do najważniejszego problemu. Dziedzicami Anunnaki pozostają obecne rody królewskie, co wcale nie oznacza, że wszystkie one są złe. Istnieje jednak pewna linia opisana na Tablicach Sumeryjskich, która próbuje na nowo uczynić z ludzi niewolników, podobnie jak za dawnych czasów. Wspomniałem już na początku naszej rozmowy, że 34 prezydentów Stanów Zjednoczonych miało pochodzenie królewskie; byli oni spokrewnieni nawet z brytyjskim Domem Królewskim. Widać tu tzw. karmiczne, dotyczące przyczyny i skutku, powiązania między Stanami Zjednoczonymi a Britannia rules the waves, angielskim Domem Królewskim. Prezydent Bush jest 13 kuzynem królowej Elżbiety. Powiązania genetyczne są więc bardzo stare.

Wiadomo, że istnieje 13 linii pokrewieństwa. Ta liczba ciągle się powtarza. Buddzie towarzyszyło 12 najbliższych uczniów, Jezus był otoczony 12 apostołami, król Artur 12 rycerzami, w Średniowieczu Krystian Rosenkreuz miał 12 wtajemniczonych. Istnieje tu związek z energią 12 znaków zodiaku. A tych trzynaście, można by powiedzieć, przeciwstawnych rodzin tworzy siłę, która próbuje powstrzymać trzynastostopniową ewolucję człowieka. Ogólnie przyjmuje się, że liczba 13 przynosi nieszczęście. Prawda jednak wygląda tak, że jest ona cyfrą szczęśliwą, tylko że istnieją siły przeciwne, które próbują temu przeciwdziałać. Za przykład mogą tu posłużyć choćby Himmler i Hitler – obaj byli otoczeni 12 magami.

Używane są więc siły przeciwne w celu zakłócenia trzynastostopniowej ewolucji, która umożliwia nam wzniesienie się ponad dwanaście znaków zodiaku. Dlaczego?

Dwanaście energii kosmicznych ma wpływ na ludzkie ciało, jesteśmy otoczeni aurą z dwunastoma otworami, w Apokalipsie opisano Jeruzalem z 12 bramami – to jest nasze ciało – posiadamy 12 nerwów mózgowych, w organizmie Homo sapiens funkcjonuje wiele dwunastostopniowych kodów, a my mamy przejść na poziom trzynasty. W gnozie mówi się w takich przypadkach o aionie (aeonie), który funkcjonuje ponad czasem/przestrzenią a więc uwalniamy się od czasu/przestrzeni. W chrześcijańskim misterium nazywa się to siłą Chrystusa, mocą, która jest w nas, w naszym sercu. Przy pomocy tej trzynastej siły możemy przetransformować nasze ciało i uwolnić się od biologicznej ewolucji. Tym samym uwalniamy się od DNA, wszczepionego nam przez Upadłych Stróżów. Oni o tym wiedzą. Są świadomi, że w momencie, gdy człowiek się rozwinie, dotrze do wymiaru duchowego i będzie żył miłością, wzniesie się ponad nich.

Stracą władzę nad nim?

Tak. nie będą już mogli panować. Co się robi w takim przypadku? Można wykorzystać np. walkę z terroryzmem i poza kulisami błyskawicznie przeprowadzić swój plan.

Jest rok 2006. Załóżmy, że jeśli Majowie i inni prorocy nie zajmowali się przepowiadaniem głupstw, choć niektórzy mogą tak myśleć, to do oczekiwanego przełomu pozostało tylko 6 lat (w tym momencie są to niespełna cztery lata – przyp. red.) (a dziś zaledwie dwa – przyp. M.S.). Co więc można zrobić, by nie doszło do przepowiedzianej transformacji? Aby zapobiec realizacji planu, stosuje się najwyższą część piramidy, która widoczna jest też na dolarze. Proszę przyłożyć lupę i powiedzieć, czy miło się pani zrobi od obrazu tego wszechwidzącego oka. W dzisiejszych czasach elektronika jest tak dalece zaawansowana, że trudno to sobie wyobrazić przeciętnemu laikowi. Ukoronowanie tego – wszechwidzące oko – widoczne jest nie tylko na dolarze, lecz także we wszystkich systemach kontroli. Realizuje się bardzo podstępny plan. Niekiedy mam wrażenie, że ci, co go wymyślili, myślą o ludzkości, jakby była ona ślepa lub upośledzona i nawet nie zauważy, co w istocie się dzieje. Wszystko zostało dokładnie zaprojektowane. Towary i zwierzęta muszą być oznaczone chipem wg tzw. metody RFID. Unia Europejska już o tym zdecydowała poza naszymi plecami.

Jaką wartość ma w tym przypadku demokracja? Tak często mówi się o możliwości wpływu mieszkańców na decyzje Unii – a o tym nikt nie słyszał. Plan został ustalony. Następny krok znają tylko wtajemniczeni, bo jest to otoczone wielką tajemnicą. A chodzi o to, aby wszczepić ludziom chipy i ponownie uczynić ich niewolnikami, którzy będą wykonywać różne brudne roboty. Patrząc na to wszystko, współczuję snującym takie plany, a niekiedy, bo nie udaje mi się to zawsze, potrafię poczuć do nich miłość, gdyż czyny te wspierają się na fundamentach głębokiej niewiedzy i ignorancji. Nie można działać przeciwko uniwersalnej Miłości. Nie można też pokonać ludzi, którzy podążają drogą Światła i żyją Nim. Nie posługują się walką, działają przez uświadamianie i ukazywanie tego, co się obecnie dzieje.

Kim oni są?

– Na całym świecie jest wielu pięknych ludzi i ugrupowań, nawet niezwiązanych z jakąś religią. Ludzi ujawniających kłamstwa, chroniących przyrodę, zdecydowanych współpracować, aby umożliwić transformację, nawołujących innych do przebudzenia się z letargu. Dla mnie WWW znaczy Worden Wij Wakker? (Czy się obudzimy?) Nie poddajmy się strachowi, lękowi. WWW world wide web ma też swe dobre strony. Ja podkreślam przede wszystkim wartość przebudzenia się, bo nie zostało nam już zbyt dużo czasu. Słucham takich ludzi jak np. Retyi z Węgier, który jest współpracownikiem obserwatorium astronomicznego lub płaczącego Credo Mutwy, czy Davida Icke’a i dr. Andreasa van Bulow – byłego ministra technologii z Niemiec, który jako jeden z pierwszych zaczął ostrzegać przed tym, co dzieje się za kulisami wydarzeń. Mam również na myśli profesora religioznawstwa Davida Griffina oraz innych religioznawców i filozofów, którzy znają ukryty plan całej gry i zwracają uwagę na ten temat. Wtedy myślę, że są to przecież ludzie trzeźwo myślący, którzy zbadali ten problem, są świadomi sytuacji i nie kierują się pobudkami egoistycznymi czy ambicją. To właśnie oni nas gromko ostrzegają. Dodam do tego grona jeszcze wspomnianego wcześniej Johna Perkinsa, który kiedyś był częścią światowej elity, a teraz nawołuje: Pozostało jeszcze tylko parę lat, ale jesteśmy w stanie dużo zmienić. Ja też jestem o tym przekonany, w innym przypadku bym milczał.

A więc powinniśmy się przebudzić?

– Tak, przebudzić się.

Aby nie ulec ciemnym siłom, chcącym ponownie nas powstrzymać…

– …przed uczynieniem tego skoku i stania się tym, kim w istocie jesteśmy. Musimy tylko zrozumieć naukę Chrystusa, który mówi w Ewangelii Tomasza: Królestwo Niebieskie jest w was. W logionie 50 mowa jest o naszym prawdziwym pochodzeniu. Przybyliśmy ze Światła. A profesor Fritz Albert Popp powiedział, że każda komórka naszego ciała to potencjalne światło i taniec światła. Znaleźliśmy się jednak w materii i zapomnieliśmy o tym. Teraz mamy możliwość przetransformowania naszego ciała fizycznego na ciało świetlne. Choć wydaje się to bajkowe, bajki wciąż tworzy się po to, aby stały się rzeczywistością. My przyszliśmy ze Światła, takie jest nasze pochodzenie i żaden Upadły Stróż nie będzie w stanie tego odebrać człowiekowi żyjącemu Miłością. Może odebrać mu jedynie jego ciało fizyczne, bo Miłości nie da się powstrzymać.

Nowy Porządek Świata

W mojej książce mówiłem o dehumanizacji (odczłowieczeniu). Chciałbym zacząć od Roku 1984 Orwella. Jest tam mowa o Ministerstwie Prawdy, które w rzeczywistości powinno nosić miano ministerstwa kłamstwa. Wolność okazuje się niewolnictwem i kłamstwo wydaje się być najlepszym środkiem, aby to niewolnictwo zrealizować. Wszechwidzące oko u Orwella to ekran, który kontroluje każdego tak, że nikt nie może wykorzystywać swojego potencjału twórczego.

Kiedy przyjrzymy się Nowemu Porządkowi Świata, automatycznie widzimy to wszechwidzące oko, wszystkokontrolujące oko, dosłownie big brother is watching you. Czy to nie zastanawiające, że po 11 września w błyskawicznym tempie uchwalono nowe ustawy i zarządzenia ograniczające osobistą wolność człowieka (privacy)? Nikt się nawet nie zorientował, jak szybko zostały one podjęte, a wszystko to działo się pod hasłem: dla waszego bezpieczeństwa. Drugie, niemniej oszukańcze stwierdzenie brzmi: Jeśli nie masz nic do ukrycia, to nie musisz niczego się obawiać. Oficjalnie mówi się o transparentnym człowieku, a robi wszystko, aby człowieka sparaliżować. W międzyczasie instaluje się kamery, gdzie się tylko da, całe miliony kamer, żeby o każdym można było się wszystkiego dowiedzieć. Londyn jest najlepiej zabezpieczonym miastem, jeżeli chodzi o kamery. Czy uchroniły one przed atakiem terrorystycznym? Nie. Stany Zjednoczone wprowadziły paszporty biometryczne, produkowane przez ogromne i wpływowe koncerny, które są ściśle powiązane z przemysłem zbrojeniowym. Zmusiły też Europę do zastosowania biometrii w paszportach, na lotniskach i w bankach informacji.

To naprawdę szokujące, kiedy czyta się o już zrealizowanych planach. Zastanówmy się, co oznacza ten Nowy Porządek Świata. Przyglądając się dokładniej stwierdzimy, że stanowi on próbę przeciwstawienia się naturalnemu porządkowi, istniejącej harmonii, która buduje fundament całego stworzenia. Właściwie można tu mówić o próbie zniszczenia przy pomocy demonicznych sił naturalnego porządku istnienia. Da się to najszybciej zrealizować odbierając człowiekowi jego człowieczeństwo, a, jak już wspomniałem, służy do tego chip.

Przypomnijmy tu, iż wynalazcy chipa byli tak naprawdę idealistami. Myśleli, że swoimi wynalazkami pomogą ludzkości – umożliwią połączenia uszkodzonych nerwów lub wspomogą osłabiony słuch. Tak działo się do momentu, kiedy Karl Sanders, który pracował dla CIA, odkrył plany dotyczące wszczepienia chipów każdemu człowiekowi. Podobnie, jak prof. Petit, odkrył on cel tzw. Nowego Porządku Świata i również twierdzi, że jest nim dehumanizacja człowieka i wykreowanie przy pomocy chipa nowego niewolnika.

Dotychczas były znane chipy wielkości ziarenka ryżu. Obecnie jednak najnowocześniejsza technologia, tzw. nano-technologia, jest w stanie wyprodukować chipa wielkości jednej miliardowej części metra. W porównaniu ze wszystkimi dotychczasowymi wynalazkami, takimi jak telefon, telewizja, komputer, internet, samoloty, rakiety – nano-technika stanowi prawdziwą rewolucję. Będzie ona miała wpływ na całe życie człowieka. Stworzony został już mikroskopijny płynny nano-chip.

Proszę sobie wyobrazić plan odczłowieczenia człowieka. W Europie trwają prace nad ustawą – nikt nie przygląda się jej detalom, wydrukowanym często małymi literkami – która zakłada, że w przypadku pandemii, każdy obowiązkowo musi zostać zaszczepiony. Nie wspominam nawet o bardzo szkodliwych konsekwencjach stosowania szczepionek. Potwierdzające to dowody można odnaleźć w gruntownych badaniach przeprowadzonych przez profesora Horowitza. Robi się jednak wszystko, abyśmy się o tym nie dowiedzieli. Prof. Petit z Francji, człowiek o wielkim autorytecie, uważa, że istnieją gotowe do realizacji plany, aby każdą szczepionkę wyposażyć w mikroskopijny, płynny nano-czip. I nikt się w tym nie zorientuje. Natomiast na pewno to odczuje, gdyż przy pomocy systemu GPS (Global Position System) w połączeniu z cray-komputerami w Pentagonie, Brukseli czy gdzie indziej, będzie można każdego wziąć pod lupę i zbadać.

Czyli mieć na niego wpływ.

– Dokładnie. Człowiek nie ma już wtedy nic do powiedzenia, przestaje być właścicielem swojego ciała. Nasz układ hormonalny jest całkowicie uzależniony od wibracji i energii. Jeśli można mieć na niego wpływ, np. przy pomocy chipa, powstanie człowiek-robot. Są już naukowcy, którzy otwarcie o tym mówią. Na przykład Kevin Warwick z Anglii, który – wspierany przez wielkie firmy internetowe – otwarcie propaguje stworzenie skrzyżowanej istoty człowieka-robota, w którego przypadku chip i komputer odgrywałyby ważną rolę. Coraz częściej przedstawia się to w filmach i grach wideo jako świetlane perspektywy i możliwości.

Projekt TIA

Gdy mówię o Nowym Porządku Świata, organizacji uformowanej na wzór piramidy, a dokładnie o jej wierzchołku z wszechwidzącym okiem, który usiłuje uczynić z ludzi niewolników, spontanicznie przychodzi mi na myśl projekt TIA. TIA – to skrót od słów Total Information Awareness. Zauważmy, że słowo total związane jest z tragiczną przeszłością Europy. Ten projekt wiceadmirała Johna Poindextera, później ważnego doradcy prezydenta USA (za kadencji Busha – przyp. red.), poddano krytyce. Jego symbolem była okazała piramida z umiejscowionym na szczycie wszechwidzącym okiem, a wokół niej napis po łacinie: wiedza to władza. Krótko mówiąc, plan ten już istnieje i jest w toku realizacji, a jego główny cel to pełna kontrola nad mieszkańcami całej Ziemi. Używa się do tego wielu technik, ja sam w mojej książce wymieniłem ich ok. 30 – 40. Przypuszcza się, że plan ten zostanie zrealizowany w ciągu dwóch lat. Wywodzi się on z Biura Badań w Pentagonie. W taki sposób zostaniemy ogarnięci całkowitą kontrolą. Już teraz służą temu banki informacji, system GPS, kamery, sensory, paszport biometryczny oraz dziesiątki innych technik i taktyk. One już funkcjonują.

Pomyślmy np. o face control (kontroli twarzy). My możemy – oni używają zawsze słowa MY – sfilmować twarze wszystkich stojących w korkach drogowych. Przeciętny człowiek nie zdaje sobie sprawy, że każdy detal jego oblicza jest rejestrowany. Przy pomocy najnowszych technik można odtworzyć i określić wszystkie dane: kto jest winny – niewinny, podejrzany – poza podejrzeniem. Podejrzane jest noszenie brody, podejrzani są wegetarianie, czytanie Koranu itp. Zbliżamy się do zastraszającego systemu społecznego. Odczuwam to każdą komórką ciała. Przypomina to faszyzm, państwo totalitarne.

Wielu zauważyło nieludzki charakter projektu TIA z wszechwidzącym okiem – i poddano go krytyce. W wyniku tego zmieniono słowo total, które kojarzyło się z Total Krieg Hitlera, na terror i nowa nazwa brzmi Terrorism Information Awareness. Zasugerowano więc, że chodzi o terrorystów. Próbowałem rozszyfrować i ukazać tę siatkę organizacyjną, ponieważ wspomniany proces odczłowieczenia jest wprost niewyobrażalny.

Powyższe plany mają już kontynuatora, a jest nim prawie nikomu nieznane przedsięwzięcie LIFELOG. Łączy ono dziesiątki ogromnych banków informacji na całym świecie i wszystko, dosłownie wszystko rejestruje – zakupy w sklepie, karty klientów, rachunki bankowe, odwiedziny internetu. Wszystko, co wysyła sygnał, jest rejestrowane przez Echelon (czyt. eszelon), instrument NSA (National Security Agency), najbardziej tajemniczej organizacji na świecie, która zatrudnia ok. 60000 pracowników, zajmujących się tylko i wyłącznie kontrolowaniem całej planety.

A więc jedynym celem projektów TIA i LIFELOG jest całkowita kontrola ludzi, aby na koniec wszczepić im nano-chipy. W międzyczasie pojawią się nowe ofiary. Jezus przepowiadał, że na końcu cyklu będą miały miejsce wojny, katastrofy, choroby, terror. W języku greckim phoibos znaczy strach, lęk, ale też terror. Wszystko to stanowi instrumenty skierowane przeciw ludzkości, które mają uniemożliwić jej tak ważny skok ewolucyjny. David Rockefeller powiedział, że Nowy Porządek Świata nastąpi bez trudności, jeśli tylko wybuchnie jakaś ogromna katastrofa. David Spangler z ONZ-u stwierdził: …jedno jest pewne, nikt nie będzie brał udziału w Nowym Porządku Świata, jeśli nie przejdzie przez lucyferyczne wtajemniczenie. To nie są moje słowa, to są jego słowa.

Znajdujemy się więc w sytuacji, gdzie z jednej strony, mamy wszechwidzące i wszystkokontrolujące oko, które próbuje opanować całą planetę elektromagnetyzmem ich negatywnej siły. Z drugiej zaś strony – Siłę Miłości, która do nas dociera, ale przede wszystkim jest w nas, właśnie w nas. No i siły z zewnątrz, które chcą temu przeszkodzić. Jestem jednak pewien – w innym przypadku nie pisałbym książek i milczałbym, nie mówiłbym nic na ten temat – że ta walka nie może zakończyć się zwycięstwem sił, które chcą sobie nas podporządkować. Ale chcę też być uczciwy i przyznaję, że mogą one spowodować ogromne cierpienie, łzy i katastrofy, jeśli się błyskawicznie nie przebudzimy.

Powinniśmy zrozumieć, że światło jest inteligencją. To nie martwa siła docierająca do nas ze Słońca. Badania naukowe potwierdzają, że jest to siła inteligentna. Spójrzmy więc na światło jako na wszechobecną, inteligentną Siłę Miłości. Okazuje się, że pomiędzy cząsteczkami światła działa siła wzajemnego przyciągania, którą nazwano LOVE – energią Miłości. W momencie, kiedy podejmowane są próby złamania tej siły, ma się do czynienia z niewidzialnym poziomem naszego istnienia. Także na tym poziomie dochodzi do walk i wywierania wpływu na ludzi.

Światło jednakże okazuje się wszechobecne, jest fundamentem całego Wszechświata, nie jest związane z jakąkolwiek formą. Ono wszystko przenika, stanowi więc pryncypialnie energię Miłości. Konsekwencją przeciwstawienia się tej wszechobecnej energii Miłości, kiedy chce się coś wymusić na siłę, są katastrofy. Już w mitologii znano opowieść o Pandorze. Koniec takiej akcji jest jednak znany – wszystko zwróci się przeciw temu, kto ją zapoczątkował.

Księga Apokalipsy mówi o nierządnicy Babilonu, która zostanie pokonana. Proszę sobie wyobrazić, że tajemna nazwa Nowego Porządku Świata to Babilońskie Braterstwo, ujęte w symbol smoka. Apokalipsa, objawienie, dzieje się więc dosłownie. Babilońskie Braterstwo, smok, ognisty smok, który jest symbolem wielu koncernów elektronicznych, zostanie pokonany, to znaczy, energia Miłości, sama z siebie tworząca harmonię, całą tę budowlę przeniknie i tym samym zburzy ją od wewnątrz. Nie jest to zatem coś, co stanie się przez ingerencję z zewnątrz, choć i to jest realne, że otrzymamy, już zresztą otrzymujemy, pełną Światła pomoc z Kosmosu. To przede wszystkim siła wewnętrzna, prawo kosmiczne powodujące, że światło rozprasza ciemność od wewnątrz.

Oni o tym wiedzą. Stąd ten pośpiech, aby spowodować jak najwięcej szkody. Ważne jest, abyśmy się zjednoczyli w przeciwstawianiu się tej sile. Posłużę się przykładem.

Jedna z największych tajnych organizacji, której członkiem było wielu prezydentów Stanów Zjednoczonych – Skull & Bones – liczy, według profesora ekonomii Suttona, ok. 3000 członków. A nas jest 6 miliardów. Gdyby 1 miliard ludzi postawiło ten ważny krok i uświadomiło sobie, kim są (niech dotyczy to 100 milionów czy choćby jednego miliona), dokonają wielkich rzeczy.

Podzielę się teraz czymś bardzo nienaukowym. Przecież człowiek nigdy nie jest stuprocentowym naukowcem, lecz raczej mieszaniną uczuć, myśli, poezji, filozofii, prostoty, arogancji. Wszystko to tkwi w nas. Sztuką jest znalezienie w tym wszystkim drogi mądrości. Czuję też, wiem, że Światło cały czas nas wspiera, pomaga nam. Ważne w tym jest, aby jednoczyć się w działaniu. Firma Rothschild wyraziła to tak: ich 5 synów oddano poprzez symbol 5 strzał otoczonych łukiem. Oznacza to: jesteśmy nie do złamania, niezłomni. Jeśli 5 osób podziela jedną ideę, to razem są o wiele silniejsze niż każda z nich z osobna. Jeśli 500 lub 5000 ludzi żyje energią Miłości, to są niezłomni, nie do pokonania!

Człowiek stoi teraz przed egzaminem: Czy jestem na to gotowy? Czy chcę współpracować? Jeśli pozostaniemy rozproszeni, a każdy z nas będzie działał osobno – na co oni liczą – będziemy bardziej podatni na wszelkiego rodzaju propagandę i strach. Sam sposób wypowiadania słów War on terror brzmi tak nieludzko, że trzeba podejść do tego z humorem, by to znieść. Cała ta walka z terroryzmem służy po to, aby siać strach i niepokój (teza bardzo, ale to bardzo dyskusyjna – przyp. red. NŚ). Podobnie, jak wiadomości o bombardowaniach i zamachach – wszystko ma jeden cel, który znany był już cesarzom: Dziel i rządź. Zjednoczeni energią Miłości nie będziemy ich zwalczać, ale nawoływać: Porzuć, bracie, to szaleństwo, gdyż szkodzisz również sobie. To Miłość panuje, a nie strach, nie nienawiść, nie ciemność i czarna magia. Być może chwilowo tak się dzieje, co może oznaczać nadejście trudnych lat. Lecz my naprawdę jesteśmy w stanie postawić ten ważny krok w stronę transformacji, wznieść się ponad biologiczną ewolucję i po raz pierwszy stać się istotą, o której stare księgi mądrości mówią, że aniołowie się radują, gdyż narodził się Człowiek. Żyjemy naprawdę w bardzo ważnym okresie.

Musimy się przebudzić

Skąd wzięło się powiedzenie: „Jesteś światłem w świetle”? (Uwaga! Pytanie pomocnicze, nie znajdujące się w zapisie filmowym i sformułowane przez redakcję NS w związku z podziałem całości wywiadu na trzy części).

– Słowo „Chrystus” było i jest często używane i nadużywane do różnych celów. Zostało ono zawłaszczone przez różne grupy, kościoły i instytuty. Dla mnie Chrystus to Światło przenikające całe Uniwersum (Wszechświat). Przekazy dotyczące początku stworzenia mówią: na początku było Światło, Słowo – w Indiach znane jako pradźwięk AUM.

Ewangelia wg św. Jana mówi, iż na początku było Słowo, a początkiem jego była Cisza. Słowo znaczy też, że w momencie, kiedy pradźwięk tworzy Uniwersum, uczestniczy w tym Światło.

Kiedy z chaosu, jeszcze czegoś niewidzianego, co nie ujrzało Światła, powstaje Kosmos, wtedy rodzi się też porządek. Światło. Chrystusem chciałbym nazwać Światło, które jest inteligencją przenikającą cały Kosmos. Bywa ono także nazywane Synem.

Ojciec jest prasiłą objawiającą się przez Światło, poprzez Chrystusa, Syna nazywanego też Synem Człowieczym. Każdy jest tym Światłem, każdy jest więc tym synem lub córką, bo nie chodzi tu o płeć, lecz o ukazanie pokrewieństwa, pochodzenia. Ojciec jest siłą dającą życie, a Syn, Światło to manifestacja stworzenia.

Matka, niekiedy zwana Sofią lub Mater, to materia. Materia jest więc siłą żeńską. Lao Tsy określił ją jako Matkę tysiąca rzeczy, poprzez którą objawia się Tao.

Mamy więc Ojca, Syna i Matkę, mówi się także o Duchu Świętym. Pojęcie to też jest nadużywane i niewłaściwie rozumiane. Często myśli się o gołębicy, która sobie gdzieś tam fruwa. Przyznaję, że to piękny symbol, gdyż ta latająca gołębica uosabia wszechobecność duchowej energii w materii.

Weźmy na przykład słowo informacja, które zawiera człony in i forma. W formie zawarte jest światło, inteligencja, świadomość, siła duszy. Całe stworzenie opiera się na sile energii duchowej, inteligencji i Świetle, na Miłości.

W momencie, kiedy znajdujemy się w chaosie, lub kiedy mamy do czynienia z Upadłymi Stróżami, kiedy jesteśmy w coś wciągani, nadal ponosimy odpowiedzialność za nas samych. Zawsze możemy powiedzieć naszym żądzom dosyć! W momencie, gdy gubimy się i dajemy się wciągnąć w wir, zapominamy, kim jesteśmy.

Od pradawnych czasów gnoza zadaje następujące pytania: Skąd pochodzisz? Gdzie jesteś? Dokąd podążasz? Pytania te stawia nie tylko zachodnia, czy wschodnia gnoza. Są one obecne we wszystkich kulturach – u Indian, u aborygenów, u Tybetańczyków, w islamie…

Pochodzimy od światła

Stare mądrości mówią: pochodzisz od Światła, jesteś księżniczką, księciem, jesteś dzieckiem gwiazd i zapomniałeś, dlaczego się tutaj znalazłeś. Jesteś w drodze, odkrywasz, zostajesz wtajemniczany. Napotykasz też na przeszkody. Na przykład, na działanie Upadłych Stróżów. Ponieważ nie znamy i nie mamy wglądu w całość istnienia, nie wiemy, jaka jest ich ostateczna rola. Być może okaże się w końcu, że sygnowane przez nie działanie było pomocną siłą w uczynieniu tego ważnego kroku.

Jesteśmy ograniczeni i nie możemy widzieć całości. Powinniśmy więc uważać z dzieleniem ludzi na absolutnie dobrych i absolutnie złych. Wszystko pozostaje we wzajemnej zależności, należy zatem szukać złotego środka, drogi, która poprowadzi nas z powrotem do Światła.

W filozofii chrześcijańskiej – nie mam tu na myśli tradycji Kościoła – w gnozie centralne miejsce zajmuje Światło, nazywane też Chrystusem w nas. Wiadomo, że w naszym ciele, precyzyjniej: w naszym sercu, a mówiąc jeszcze dokładniej: u szczytu prawej komory obecne jest skoncentrowane światło. Można by powiedzieć, że serce jest czakramem słońca. To skoncentrowane światło czeka na to, aby ogarnąć sobą całe ciało, rozpłynąć się po nim. Bardzo ważną rolę w tym procesie odgrywają hormony. W momencie, gdy nasza grasica (thymus) uaktywnia się, może ona przekazywać, transportować światło po całym ciele. Jeśli proces ten napotyka na przeszkody, np. wskutek działania HAARP, niewłaściwego odżywiania się lub istnienia siatki elektromagnetycznej, wtedy hormony – nie mogą służyć Światłu. Pierwiastek Chrystusa w nas, w prawej komorze serca, nazwany też wewnętrznym Betlejem (w języku hebrajskim bethellehem dosłownie oznacza miejsce, gdzie otrzymuje się pokarm), jest Światłem i rozprowadza go. Wszystko to dzieje się po to, aby w sposób naturalny, przy pomocy Światła, Chrystusa w nas, nasze ciało fizyczne przetransformować na ciało świetlne.

Nasze ciało świetlne, nasz boski potencjał jest ponad czasem i przestrzenią i śmierć go nie dotknie. Możemy wznieść się ponad nią. By to odkryć, zbędne jest laboratorium, gdyż ta wiedza tkwi w naszym wnętrzu i musimy z niej korzystać. Mamy więc pełne ręce roboty.

Nawet w bajkach jest o tym mowa. Czerwony Kapturek musi najpierw przejść przez skórę zwierzęcia, wilka, aby na nowo, na innym poziomie powrócić do życia. Królewna Śnieżka została uśpiona w materii, w szklanej skrzyni, w języku greckim kibotos, tzn. w ciele. Spisz, aby zostać obudzonym przez pierwiastek Światła, księcia w tobie, przebudzić się dzięki pocałunkowi i podążać dalszą drogą ku gwiazdom. W opowieściach pewnej gnostyckiej grupy z Bliskiego Wschodu, jest mowa o księciu i księżniczce. Podróżują oni w materii i zapomnieli skąd pochodzą. Żyją w przekonaniu, że to, co widzą, to jest wszystko, aż do momentu, gdy dociera do nich przekazana przez matkę wiadomość od ojca: – Człowieku, przebudź się i przypomnij sobie kim jesteś. To samo słyszymy w przypowieści o synu marnotrawnym. Jego pobyt wśród świń doskonale wyraził Hieronim Bosch. Na obrazie tego malarza syn marnotrawny ma na jednej nodze but, tzn. jedną nogą stoi, jest jeszcze w świecie, w materii, a na drugiej pantofel, co oznacza chęć powrotu do domu. Obecność świń uzmysławia nam, jak głęboko jesteśmy związani ze światem materialnym.

Największym misterium, o którym mówi gnoza, jest to, że człowiek – bez jakiejkolwiek ingerencji z zewnątrz poprzez klonowanie czy też zmiany dokonywane w DNA w laboratoriach – nosi w sobie, w szczycie prawej komory serca, najwyższą tajemnicę. W Mundaka Upaniszad z Indii powiedziane jest dosłownie: w komorze serca mieszka Brahman, Absolut.

W momencie uaktywnienia tej energii ulegają zmianie wszystkie procesy hormonalne i cała nasza świadomość. Prawa i lewa półkula mózgu krzyżują się i łączą w czaszce, miejscu nazywanym Golgotą (Gulgulta znaczy w języku aramejskim czaszka i miejsce czaszki). Tam dochodzi do integracji, scalenia w świadomość Chrystusa. Z grobu starego ciała powstaje wtedy nowy człowiek pełen światła. Ten nowy człowiek nosi, według filozofii hermetycznej, kaduceusz z dwoma wężami, gdyż przez kanał kręgowy przechodzi układ nerwowy w kształcie podobnym do dwóch wężów, który łączy kość krzyżową (sacrum) z częścią międzymózgowia (thayamus), zwaną komnatą nowożeńców. Ta część mózgu spełnia niezmiernie ważną funkcję i ma wpływ m.in. na rytm serca i temperaturę ciała. W tradycji Katarów wyrażano ten proces porównaniem przeobrażenia gąsienicy w motyla. Święty Paweł, który też był wtajemniczonym, pisał do Koryntian, iż zmiana ta zachodzi w jednym momencie.

Proszę to sobie wyobrazić. Częstotliwość Ziemi wzrasta, częstotliwość pasa fotonowego Plejad wzrasta i wysyła ogromne prądy świetlne w naszym kierunku, erupcje Słońca przekazują nam ogromne ilości energii duchowej, człowiek żyje zdrowo, próbuje nie jeść mięsa, żyć świadomie, w równowadze emocjonalnej, stara się jak najmniej myśleć negatywnie. Wszystko to ma ogromne konsekwencje dla ciała i ducha. Odkrywamy fundament naszego bytu, o którym mówił Jezus, Budda oraz wielu innych świętych i proroków. Ja nazywam to najczęściej pierwiastkiem Chrystusa w skali makro, czyli kosmicznej i w skali mikro – w naszym sercu.

Katarowie, nazywani także tkaczami, gdyż w okresie prześladowań ukrywali się u tych rzemieślników, tłumaczyli znaczenie tkania ciała świetlnego. Ciało to nazywali świetlistą lub gwiezdną szatą. Przepowiedzieli oni, że powrócą za 700 lat i że nie tylko na nowo zazieleni się drzewo laurowe, lecz powróci też gnoza i wiedza o pochodzeniu człowieka, o możliwości postawienia tego najważniejszego kroku i wzniesienia się ponad biologiczną ewolucję. Człowiek z gąsienicy stanie się motylem.

Proszę przyjrzeć się gąsienicy. Kiedy komuś, kto nigdy nie widział motyla, powie się, że powstanie on właśnie z „tego czegoś”, trudno mu będzie w to uwierzyć. Tak samo trudno nam uwierzyć, kim jesteśmy, a ja całym sobą wiem, że to nasz prawdziwy cel. Różne siły próbują ten proces zahamować, bo jeżeli zakończy się on sukcesem, nie będą już miały wpływu na nas, będziemy ponad nimi. Nie ma tu jednak mowy o żadnej hierarchii. Takie myślenie jest błędne. Dla żyjącego Miłością hierarchia, a tym samym schemat piramidalny, nie istnieje. Nikt więc niczego nie musi się obawiać. W czasie tego programu mówiłem o pewnych wydarzeniach i osobach, ale nie w celu zaszkodzenia komukolwiek, lecz po to, aby uświadomić, ujawnić, co się obecnie dzieje na Ziemi.

Optymalnie i najpiękniej byłoby, gdybyśmy stawiając ważny krok w ewolucji, wykonali go wspólnie z tymi, którzy dotychczas chcą temu zapobiec. Jest to możliwe tylko wtedy, gdy będziemy próbowali to uczynić prawdziwie i szczerze oraz żyjąc Światłem. Światło przyciąga światło, a ciemność przyciąga ciemność. Światło ma to do siebie, że zakorzenia się w ciemności i rozjaśnia ją od środka.

Ewangelia wg św. Jana mówi, że Światło przyszło do ciemności, lecz ciemność jeszcze go nie pojęła. Ciemność nie widzi jeszcze, co się dzieje, nie widzi, że Światło mówi: Chodź za mną. Każdy ma jednak wolność wyboru. Może powiedzieć: nie.

Życzyłbym każdemu, aby powiedział: tak. To umożliwia transformację, która jest przed nami wszystkimi. W historii ludzkości pojawia się więc wyjątkowa możliwość: dojrzeć i zrozumieć, że mamy cel i możliwość realizacji tego, kim jesteśmy – istotami Światła.

Chrystus mówił: Nie lękaj się. Nie lękaj się. Wcześniej czy później musimy pożegnać się z ciałem, z powodu choroby czy też starości. Idźmy więc drogą Światła. Chciałbym jeszcze dodać, że nasz krok ma także wielkie znaczenie dla zwierząt, które obecnie tak bardzo cierpią. Wszystko nosi w sobie potencjał Światła-Miłości. My, istoty ludzkie, jesteśmy zdolni do refleksji, uświadomienia sobie tego. Zwierzęta znajdują się pomiędzy człowiekiem a światem minerałów, który też nosi w sobie ten potencjał. Możemy go doświadczyć dotykając ich.

Mind Control – kontrola umysłu

Wróćmy raz jeszcze do przemysłu farmaceutycznego. Przyglądając się bliżej grze, o jakiej mówiłem wcześniej, napotyka się ciągle te same nazwiska. Pewne rodziny mają wszystko w swoich rękach. Spotykamy je zarówno w przemyśle farmaceutycznym, jak i zbrojeniowym. Budda mówił o głodnych duchach. Jeśli ktoś marzy o milionie, być może stanie się milionerem. Ale często jest to niewystarczające i pragnie się zostać multimilionerem, potem miliarderem i tak bez końca. Prawdziwy pokój nastaje wtedy, gdy stajemy się szczęśliwi z racji tego, kim jesteśmy, a nie ile posiadamy. Widzimy więc, że wszystkie te ogromne i wpływowe koncerny farmaceutyczne, przemysł zbrojeniowy czy przemysł spożywczy są zdominowane przez kilka rodzin, które próbują osłabiać człowieka szkodliwymi produktami żywnościowymi czy też ideami, albo praniem mózgu. Docierają one do nas przez media, bo i media coraz częściej są własnością paru ciągle tych samych ludzi. Wszystko po to, aby uniemożliwić ludzkości przebudzenie się.

Mówi Pan o kontroli umysłu (Mind control)?

– Tak, jest to kontrola umysłu. Jeśli zbada się media w Stanach Zjednoczonych, to okaże się, że są one w rękach trzech – czterech nazwisk. W Holandii istnieje jeszcze trochę więcej wolności, są też odważni dziennikarze, którzy nie dają się przekupić. Europa jednak zaczyna upodabniać się do Stanów Zjednoczonych czy Rosji, gdzie media prawie całkowicie znalazły się w rękach wielkich magnatów. Tak powstaje kontrola umysłu.

Proszę sobie wyobrazić sytuację, kiedy człowiek uświadomi sobie, kim i czym jest oraz po co istnieje. Można temu zapobiec za pomocą kontroli umysłu i materialistycznej nauki o ewolucji człowieka. Naucza się go wtedy: Pochodzisz od małpy, nie masz żadnego celu. Naucza się go o big bangu i czarnych dziurach w Kosmosie. Przemilcza się w tym wszystkim obecność Twórczej Energii Miłości, albo dawkuje mu egzystencjalną filozofię absurdyzmu, Jean-Paula Sartre’a, czy też Proudhona. Proudhon powiedział otwarcie: Usuń Boga z tronu, gdyż jest to twój największy wróg. Czyniąc to jednak, zatracasz siebie, gdyż Boskość jest twoim prawdziwym fundamentem, twoim istnieniem. Zwalczać Boga to zwalczać siebie.

Mind control, pranie mózgu działa nie tylko poprzez idee, ale także żywność. Jest coraz więcej ustaw utrudniających produkcję naturalnych środków leczniczych. Wpływ na to mają właściciele ogromnych koncernów i firm finansowych. Ich nazwiska są powszechnie znane. Robi się wszystko, aby uniemożliwić nam dostęp do zdrowej żywności i niekonwencjonalnych sposobów leczenia. Drwi się np. z wegeterianizmu, homeopatii, wykorzystując do tego tytuły i prestiż naukowy. To wszystko są zagrywki, aby zniweczyć czystość obecną w człowieku i nie pozwolić się jej rozwijać. Tabletki mogłyby okazać się zbędne w naszym życiu. Budda nauczał, że kiedy podążamy drogą dharmy życia, owocuje to dobrym zdrowiem, siłą ciała, ducha i duszy. A, jako że Upadli Stróże przeszczepili się na człowieka, osłabiło go to bardzo. Jedynym ratunkiem jest więc szybkie przebudzenie się i przejrzenie wspomnianej gry. Dla mnie oznacza to walkę bez broni w ręku i pokazanie tego, co się obecnie dzieje na Ziemi. Wszelką inną walkę odrzucam, odrzucam z całą stanowczością. Nie chodzi tu o kreowanie wroga, lecz właśnie o ukazanie rzeczywistej sytuacji, ujawnienie faktów. Jest to jedyna szansa, aby zapobiec ogromnemu cierpieniu.

Atlantyda

Co Pan może powiedzieć o Atlantydzie?

– Atlantyda to temat dość delikatny. Zauważyłem, że nawet w kręgach naukowych mówi się o tym z drwiną. Przypominam wówczas, że pisał o niej jeden z najbardziej znanych filozofów – Platon. Na Atlantydzie odbywała się niesamowita walka, która obecnie powtarza się, a może jest nawet spotęgowana. Platon opisuje, że istoty żyjące na tym kontynencie w ostatnim okresie jego istnienia uważały się za piękne, a w rzeczywistości były bardzo brzydkie, nie tylko z wyglądu, ale przede wszystkim duchowo. Bogowie więc – nie Bóg, lecz bogowie, w Biblii nazwani Elohim – postanowili zniszczyć całą Atlantydę. Kultury Tolteków i Majów, jak też inne źródła, przekazały nam o niej wiele informacji. Nie wspominam już o możliwości odkrycia tych wiadomości w nas samych, gdyż dla większości naukowców stanowi to jeszcze wielkie tabu.

Powracam jednak do starych źródeł. We wszystkich kulturach znajdujemy temat potopu – w Indiach, u Majów, u aborygenów, w Biblii, w Iranie – wszędzie wspominana jest Atlantyda. Także tam doszło do ścierania się sił Światła i Ciemności. Dzisiaj można by powiedzieć, że jest to walka Upadłych Stróżów, którzy dążą do opanowania całej planety przeciw istotom rozwijającym się, skierowanym ku Światłu.

Był to ogromny konflikt. Nauka stała wtedy na niewyobrażalnie wysokim poziomie, podobnie zresztą jak w dzisiejszych czasach. Wspomnę tu o fizyku Nikoli Tesli. Był on zaprzyjaźniony z Einsteinem i opatentował wspaniałe wynalazki w dziedzinie medycyny. Niestety zostały one zakazane, gdyż pilnująca swych interesów elita nie mogła dopuścić, by ujrzały światło dzienne.

(Ludzie, o jakich mowa – przyp. NŚ) nie mogliby już robić interesów, kiedy znane byłyby metody leczenia Światłem lub niezmiernym źródłem Miłości. Rozpadłaby się wtedy potęga koncernów farmaceutycznych, nie można by też zbijać fortuny na manipulowanej żywności. Tesla miał dostęp do technik znanych na Atlantydzie, a niewielu ludzi wie, że jest on faktycznym współtwórcą projektu HAARP, demonicznego instrumentu, który został ulokowany na Alasce.

HAARP

Jaki jest jego cel?

– HAARP to bodaj najbardziej demoniczna broń, jaką kiedykolwiek stworzono na Ziemi. Tak demoniczna, że przekracza wszelkie ludzkie wyobrażenie. Zbudowano ją na podstawie osiągnięć Tesli i paru innych wybitnych naukowców w miejscowości Gakona na Alasce. Składa się z 360 anten ustawionych w rzędach i widocznych na zdjęciach z satelity.

Jest to pole?

– Pole usłane antenami. W przeszłości przez wiele krajów został podpisany pakt o jonosferze – z wyjątkiem Stanów Zjednoczonych. Podobnie zresztą stało się w Kioto.

Jonosfera ma duży wpływ na klimat, jest też bardzo ważna dla komunikacji! Wszystko związane z nowoczesnymi mediami: telewizja, telefon, specjalna łączność, którą posługuje się armia, odbywa się właśnie w jonosferze. Należy ona do najważniejszych warstw atmosferycznych. 360 anten służy do tego, by wysyłać do jonosfery wibracje, energie z mocą 10 miliardów megawatów (przechodzi to nasze ludzkie wyobrażenie!) nazywane falami ELF. Są to fale o ekstremalnie niskiej częstotliwości. Oficjalnie mówi się, że HAARP to projekt naukowy, stworzony w celu dokładniejszego zbadania klimatu itp. Nie zdajemy sobie jednak sprawy, że służy on także innym celom. HAARP znaczy High Frequency Active Auroral Research Project, co sugeruje badanie sfer atmosferycznych i ich oddziaływanie na Ziemię. Przyglądając się jednak patentom i poważnym publikacjom dochodzi się do wniosku, iż mamy tu do czynienia z demoniczną bronią, która za jednym zamachem może zniszczyć całe elektromagnetyczne pole naszej planety, albo jest w stanie umieścić stożek nad jakimś krajem. Jonosfera służy jako zwierciadło i maszt nadawczy zarazem. Wybiera się kraj i, bombardując pewnymi częstotliwościami fal, można wyciąć kawałek jonosfery.

Dotyczy to także miast?

– Oczywiście.

Z jak dużą dokładnością działa HAARP?

– Tak precyzyjnie, że można w ten sposób mieć wpływ nawet na rdzeń kręgowy konkretnego człowieka. Możliwe jest też połączenie HAARPa z internetem. Bill Gates jest zaprzyjaźniony z Billem Clintonem. Znane są jego ścisłe relacje z Białym Domem. Na kongresie w Davos proponował on nawet internet darmowy, aby objąć jego siecią cały świat. Ten sam internet można zastosować jako instrument projektu HAARP do wysyłania pewnych tonów, których nie będziemy w stanie odebrać naszym słuchem.

Jak już powiedziałem, jedną z możliwości HAARP jest wpływ na nasz rdzeń kręgowy, tak ważny w procesie transformacji. Przez kanał kręgowy nazywany też Kaduceuszem Merkurego lub Hermesa, w Indiach – Kaduceuszem Bramanandy, przemieszczają się bardzo ważne wibracje, mające wpływ na nasz układ hormonalny, na czakramy (koła światła), które oddziałują na rozwój ludzkiej świadomości. Tak więc przy pomocy HAARPa można mieć wpływ na umysł człowieka, kontrolować go, jak też oddziaływać na pole elektromagnetyczne i cały Układ Słoneczny.

Co się wtedy dzieje z człowiekiem?

– Prowadzi to do całkowitej dysharmonii. W sąsiedztwie instalacji HAARP w Gakonie u mieszkańców zarejestrowano wzrost zachorowań na nowotwory, depresje, utratę orientacji. Dotychczas HAARPa nie wykorzystywano aktywnie, ale jeśli do tego dojdzie, jest się wtedy całkowicie w ich rękach. Gdy prześle się pewne wibracje przez chipa, którego nosi w sobie człowiek, uzyskuje się nad nim całkowitą kontrolę. Staje się on niewolnikiem. Jednak w pewnym momencie rozwoju człowieka, w pewnej fazie ewolucji świadomości, można te wpływy w sobie rozpoznać i uniknąć zniewolenia. Niestety, większość ludzi, którzy nic na ten temat nie wiedzą i tego nie odczują, znajdzie się w pułapce.

Prof. Petit mówi, że taki nano-chip może się umiejscowić w naczynku krwionośnym. Podaje też przykład, w jaki sposób HAARP może mieć wpływ na człowieka. Taka jednostka czuje się kompletnie zdezorientowana. Przeprowadzono już próby na zwierzętach i okazuje się, że traciły one nad sobą kontrolę. W Wietnamie, kiedy jeszcze HAARP nie istniał, stosowano tzw. Rambo-chip, który pobudzał reakcje agresywne, seksualne i lękowe. W ten sposób człowiek był całkowicie kontrolowany. Dawniej nikt nie odważyłby się o tym mówić, żeby nie straszyć ludzi. Mam nadzieję, że zostanę należycie zrozumiany, bo nie chodzi tu o zastraszanie ludzi, lecz o uświadomienie, co się dzieje. Musimy o tym wiedzieć. Rządy krajów powinny stawiać pytania na ten temat, dociekać. Musimy rozmawiać z naszymi amerykańskimi współobywatelami i pytać: Co robicie? Powinniśmy też prosić o wyjaśnienie spraw i o dostęp do dokumentów. Ludzie, którzy w przeszłości zadawali takie pytania, narazili się na wiele przykrości, grożono im nawet śmiercią. Oznacza to, że naprawdę coś się ukrywa.

W ezoteryce znana jest książka Patrycji Cori, która ukazuje wszystkie kłamstwa serwowane ludzkości. Chciałbym zaznaczyć, że należycie wykorzystana ezoteryka może być godna zaufania. Wszystko, co opisuje autorka, pokrywa się z faktami naukowymi i uzmysławia nam, w jaki sposób tego typu narzędzia zagrażają ewolucji ludzkości. Patrycja Cori także apeluje do ludzkości, odwołując się do wyższych sfer Światła: Pozostało wam tylko parę lat, powstańcie, macie wszelkie możliwości, aby odnieść sukces. Używa ona słowa wy, co dla mnie oznacza, że sama jest już uwolniona. Ja też jestem przekonany, że potrafimy, że nam się uda. To tylko kwestia organizacji, zaufania, wiary, i zadawania pytań. Dlaczego, w jakim celu chip w moim paszporcie? Czemu ma służyć scan tęczówki? Skąd pan/pani o mnie tyle wie? Dlaczego dzieje się tak, a nie inaczej? Najlepiej występować jako grupa, nie indywidualnie. Przy czym należy zawsze czynić to uprzejmie, bez arogancji, i nigdy nie prowokować. Wtedy oświecimy od wewnątrz całą tę organizację, to wszechwidzące oko, o którym tak doskonale pisał Tolkien w swej książce, która została sfilmowana.

We „Władcy Pierścieni”?

– Tak. Widzimy tam wszechwidzące oko kontrolujące cały świat. Tolkien był wtajemniczonym i wiedział. Napisał tę powieść jako przestrogę: człowieku, popatrz, co cię czeka. My jesteśmy hobbitami. Nie dosłownie, ale jeśli nabierzemy odwagi i zjednoczymy się, a każdy z nas stanie się Gandalfem, odniesiemy sukces. Zresztą nie mamy innego wyjścia, gdyż alternatywa nie wróży nic dobrego. Jednoczmy więc siły i przebudźmy się.

Medytacja

W jaki sposób powinniśmy się więc zachowywać?

– W swojej książce podałem parę przykładów. Każdy, według swoich możliwości, może codziennie lub parę razy w tygodniu zarezerwować czas na wyciszenie, na medytację. Niekoniecznie w pozycji lotosu, lecz tak, jak to komuś odpowiada, w dowolnym miejscu, w domu, na krześle, na łonie natury. W każdą niedzielę i środę około 19-ej tysiące ludzi na całym świecie bierze udział w Medytacji Światła – Miłości. Wystarczy na to poświęcić parę minut – samemu albo wspólnie. Oczy mogą być otwarte lub zamknięte. Koncentrując się tylko na oddechu, robimy głęboki wdech aż do brzucha i wypowiadamy świadomie wewnątrz siebie słowo: Światło. Kiedy to uczynimy, możemy odczuć energię światła nazywaną w Indiach praną. Przy wydechu, z głębokości brzucha, wypowiadamy słowo Miłość. Może to trwać 5-10 minut. Bez dogmatów i przymusu, każdy według własnych możliwości. Biorąc w tym udział można dostrzec, że jest się podłączonym do ogromnego potencjału pola energetycznego – nie jakiegoś ekskluzywnego pola, lecz wszechobecnego pola Światła – Miłości. To nas wspomaga, podobnie jak prawidłowe odżywianie, pozytywne myślenie i zdrowe życie emocjonalne. Próbujmy zachować równowagę w emocjach. Nie oznacza to jednak neutralności.

…czy obojętności, życia bez uczuć.

– Nie, nie o to chodzi. Wielu tzw. uduchowionych twierdzi, że nie mogą się rozzłościć, a złość ich aż rozsadza; iż nie mogą powiedzieć złego słowa, a wewnątrz złorzeczą. Każdemu się to przydarza. Kto twierdzi, że jemu nie – kłamie. Przecież można niekiedy być autentycznie oburzonym, lecz – obserwując – można też zauważyć, że jest to proces odbywający się w nas i jesteśmy wtedy świadomi tego, nie biorąc udziału w walce za i przeciw. Gdy to dostrzegamy, stajemy się świadomi naszych myśli i emocji. W ten sposób powstaje równowaga, harmonia. Należy dodać do tego zdrowe odżywianie i głębokie życzenie, aby wznieść się ponad codzienną ewolucję. Choć wszelkie życzenia w pewnym momencie same wygasną, na początku są nam pomocne w dążeniu do celu podobnie, jak czyni to pytanie: Kim jestem? Jaki jest cel mojego życia?

Nasze ciało świetlne, nasz boski potencjał jest ponad czasem i przestrzenią, śmierć go nie dotknie. Możemy wznieść się ponad śmierć. Aby to odkryć, zbędne okazuje się laboratorium. Wiemy to w swoim wnętrzu i na tym powinniśmy koncentrować się. Posłużę się przykładem. Jeżeli cała nasza uwaga w życiu będzie koncentrowała się na czerwonym porsche, gdy staniemy przed salonem spragnieni tego samochodu i umrzemy na atak serca, zabierzemy tę myśl z sobą. Natomiast jeśli skoncentrujemy się na pytaniach: Kim jestem? Jakie są moje możliwości? – żyjąc i pracując nad tym – to, umierając, zabierzemy ze sobą tę myśl. Co siejemy, to zbieramy. Jeśli nasze życie jest wypełnione czerwonym porsche, życie nas nim obdarzy. Kiedyś i to nam zbrzydnie. Ważne jest więc, co spożywam, kim jestem, ważne są moje myśli i emocje, umiejętność postrzegania, bycia uważnym, ćwiczenie cnót, uprzejmość, cierpliwość. Mamy zatem pełne ręce roboty.

Są to reguły naszego życia?

– Tak, ale nie, jak w niektórych organizacjach i kościołach, na papierze. Dzieje się to w nas. Sam oceń, co możesz, czego chcesz, bądź tego świadomy. Za każdym razem zauważymy postęp, a jeśli powinie się nam noga, po prostu wstajemy i idziemy dalej. Każdemu się to przydarzy. Jeśli się jednak postaramy, dostrzeżemy wtedy zmiany, transformację.

Tłumaczenie: Bożena Helfenrath-Porębska