Na Ziemi żyjemy w Matrixie, ale w zaświatach to dopiero jest Marix do sześcianu!

Pod tekstem o aborcji rozpętała się bardzo ciekawa, ale zupełnie nie dotycząca tematu dyskusja o reinkarnacji i sensie życia na Ziemi. Na prośbę czytelników przenoszę ją do nowego wątku, żeby łatwiej ją było znaleźć.

Kilka lat temu obejrzałam brazylijski film „Nasz Dom”, który powstał na podstawie zapisków Chico Xaviera przekazanych mu z zaświatów. Wizja życia po śmierci przedstawiona w filmie jest zachwycająca: po tamtej stronie panuje miłość, zrozumienie i harmonia bez granic, a scenografia jest po prostu urzekająca: piękna natura, cudowne kwiaty, krystalicznie czysta woda i budynki godne bogów, którymi stajemy się po śmierci.

Ale ja cały czas miałam bardzo nieprzyjemne uczucie, że nasz ziemski Matrix jest niczym w porównaniu z tym zaświatowym. Tam iluzja jest tak obezwładniająca, że aż przerażająca. Żyjąc na tym padole łez i bólu mamy szansę się przebudzić, a tam takiej szansy nie ma. Tam jest jedna wielka pralnia mózgów i duchowa „ćpalnia”. Więcej pisać nie będę, resztę można przeczytać w dyskusji.

1 306 myśli nt. „Na Ziemi żyjemy w Matrixie, ale w zaświatach to dopiero jest Marix do sześcianu!

  1. No widzisz, i tu właśnie religie nie są nam pomocne, bo kiedy powstawały areligijnych nie było. Byli za to oświeceni, ale nie wiadomo, czy to jest to samo co przebudzeni. Pewnie nie, bo oświecony potrafi utrzymać uwagę w nirwanie, a my pewnie nie. Pomoc przy umieraniu może być potrzebna, jeśli jest tak, jak naucza buddyzm. Ci krewni muszą stać u wezgłowia, a nigdy w nogach łóżka, ponieważ wg buddyzmu dusza nie może wyjść (za przeproszeniem) przez d…, lecz przez któryś z otworów w głowie. Dlatego umierający musi kierować swoją uwagę ku wezgłowiu. Ale czy to jest prawda? Nigdy nie czytałam niczego takiego w żadnej relacji ze śmierci klinicznej. Ludzie po prostu nagle orientowali się, że nie są w ciele i że patrzą na wszystko z góry, ale nikt nie zaprzątał sobie głowy rozważaniem, którędy wyszła jego dusza. I zauważ też, że Calogero zwykle pyta, którędy dusza opuściła ciało. Ludzie zwykle to wiedzą, ale nie zawsze. I chyba raczej nie mówią, że przez głowę, zwykle są to inne części ciała. Jednak o d…. nikt nigdy nie wspomniał 🙂

  2. @Astromaria : Buddyzm tybetanski nieco tylko różni się od lamajskiego czyli tybetanskiego. Kiedys sie tym interesowałem. Śmierć kliniczna rozni sie tym od smierci prawdziwej czy tej ostatecznej tym, że przy śmierci klinicznej dusza opuszcza ciało przez splot słoneczny i utrzymuje wieź z cialem poprzez pępek za pomoca tzw. srebrnej nici. Jesli nić sie zerwie, czlowiek umiera i jego dusza wychodzi albo przez głowę albo przez inne miejsce… No nie slyszalem by przed d…. )))) ale nie bedziemy sie sprzeczac o takie detale ))). Prawidlowe wyjscie przy smierci to przez głowe ale jesli nie przez głowe to mysle ze wielkiego poblemu nie ma bo i tak wyjdzie i cos sie z ta duszą i tak dzieje… Prawdopodobnie wcale nikt na nie nie czeka po smierci w tunelu (o ile przez niego przechodzą lub raczej „przepływaja”) a jesli widzi jakies postacie ktore bierze za krewnych to raczej sa to jego wspomnienia o nich… Po jakimś czasie pojawia sie jakis „anioł” czy jakkolwiek sie go tam nazywa – niewazne /. Jakas swietlista postać i albo mu mowi że go przeprowadzi przez tunel albo kaze mu wracac do swiata zywych ludzi. A to zalezy od tego czy jego nic jest zerwana czy nie ale to widzi tylko ta istota… Nie wiem co sie dzieje dalej …ale pewnie gdzies go prowadzi .. moze do archonów ktorzy maja deczydowac o jego losie .. powtornej reinkarnacji czy cokolwiek innego. I tutaj włąsnie swiadoma dusza ktora nie zapomniała tego czego sie nauczyła i o czym pamiętała przed sama smiercią – powinna sie nie zgodzic i nie dac sobie zrobic wode z mózgu (oczywiscie przenośnie bo go juz nie ma..))) ale też powinna WIEDZIEĆ CZEGO CHCE.

  3. @Astromaria: Oczywiście się pomyliłem.. „Buddyzm tybetanski nieco tylko różni się od lamajskiego czyli tybetanskiego”. Miało być : „Buddyzm tybetanski nieco tylko różni się od lamajskiego czyli hinduskiego”.

  4. Na hinduskim buddyzmie nie znam się nic a nic. Jest jeszcze buddyzm zen, najbardziej popularny w PL, ale z tymi kolesiami to nie chcę mieć nic wspólnego, bo każdy zenek, którego spotkałam to ortodoks i fanatyk większy niż katolik (zmienił religię, ale nie sposób podejścia do sprawy). Uczniowie lamy Ole są bardziej mili w kontaktach.

    Co do „lamaizmu” to nie wiem kto to wymyślił, bo to jest tak, jakby katolicyzm nazywać księżaizmem.

  5. @Astromaria : Z tego co wiem to istnieją lamowie tybetanscy i lamowie buddyjscy, bo roznica jest niewiela w budzyzmie i lamaizmie buddyjskim.. Nie wiem na czym ta roznica polega ale pewnie na detalach w obrzędach i wierze w jakieś bostwa czy demony – ktore sa bardzo liczne w buddzyzmie tybetanskim i buddyjskim .. To pewnie tak jak z religiami chrzescijanskimi.. Jest katolicyzm, prawosławie i inne a roznia sie jedynie obrzadkiem i jakimis innymi detalami czy wierzeniami… A fantatycy i ortodoksi sa w kazdej religii, wierze czy sekcie… To juz zalezy od stopnia zaprogramowania umysłu danego członka jakiejś wiary… Ja osobiście NIGDY nie czułem potrzeby chodzenia do kościoła czy modlenia się. Zmuszano mnie do tego i to tylko babka… Ale w koncu po licznych awanturach rodzinnych z tego powodu, ojciec zabronil babce (swojej matce) mnie zmuszać i awantury sie skonczyły… Po komunii religia dla mnie przestaław ogole istniec. Szukałem prawdy ale w innych religiacj swiatowych bo w ktoliczyzmie juz wiedziałem że jej nie znajde. Potem juz nawet nie szukalem w religiach bo doszedłem do wniosku że w nich prawdy NIE MA a jedynie ego i poklony jakimś demonom. I dopiero gdzies 25-30 lat temu przekonałam się, że prawda jest w nas samych…. )))

  6. OK, ale słowo „lamaizm” nie powinno być używane bo jest bardzo nieprawidłowe i bez sensu. Jak napisałam: równie dobrze katolicyzm mógłby być uznany za księżaizm (od słowa ksiądz). Lama to mnich lub kapłan. Lama – lamaizm, ksiądz – księżaizm. Buddyzm nie jest kultem lamów, lecz kontynuacją nauk Buddy.

    ————–

    Ciekawe zdanie o tzw. „matce boskiej” objawiającej się w Fatimie (i nie tylko tam, bo ta istota pokazywała się wiele razy w innych miejscach i pierniczyła takie same bzdety) napisał w swoim ostatnim wpisie Roman Nacht:

    Jak można się wywyższyć ponad istotę Stwórcy, który jest życiem, ponad Chrystusa, naszego starszego brata? Trzeba być ich matką – Matką Boską, jedyną karmicielką upadłych istot uwięzionych na i w materii. Materialny kosmos, część eterycznej CAŁOŚCI, wszechświata jest królestwem Lucyfera/Satany. I choć Satana już zrezygnowała ze swojego planu, demoniczne istoty starają się wszelkimi sposobami wyhamowywać duchowy rozwój rodu ludzkiego i opóźnić proces powrotu do domu, gdzie każdy z nas zajmie należne mu miejsce w Boskim Stworzeniu.

    Szatan pierwotnie był istotą żeńską o imieniu Satana. Nie wiem, jakiego boga-stwórcę miał p. Nacht na myśli… to znaczy, niem ma pewności, czy tego samego, co ja. Tak czy inaczej wszystkie objawienia to potężny hamulec dla duchowości.

W tym blogu komentarze są równie ważne jak teksty na stronie głównej, dlatego bardzo proszę o trzymanie się tematu! Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku. Jeśli Twój komentarz się nie ukazał przeczytaj zasady komentowania bloga (patrz strony na górze bloga). Komentarze nie na temat będę kasować, a awanturników banować!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s