Pochwała relatywizmu

Ezoteryka to jeden wielki, totalny relatywizm. Nie może być ezoterykiem ktoś, kto nie rozumie, że wszystko na tym świecie jest względne i niejednoznaczne. Ezoteryka jest przeciwieństwem totalitaryzmu, który żąda kategorycznego opowiedzenia się po jednej stronie, i przeciwko stronie przeciwnej. Totalitaryzm rozcina świat na dwie, przeciwstawne połowy i wierzy, że rzeczywistość jest czarno-biała.

Katolik musi deklarować swoje zdecydowane poparcie dla dobra i wrogość dla zła. Dobro jest w jego oczach wyłącznie dobre, a zło jest wyłącznie złe.

Ateista widzi wyłącznie jasną i godną rozpropagowania w świecie stronę ateizmu i wyłącznie ciemną, rozświetloną jedynie blaskiem stosów stronę chrześcijaństwa, a chrześcijanin przeciwnie, uważa swoją religię za uosobienie najwyższego dobra, w ateizmie zaś dopatruje się wyłącznie zła.

Ateista zwalcza ideę boga, a katolik ją propaguje, nic więc dziwnego, że panuje między nimi wrogość. Jeśli zdarzy im się spotkać, każdy z nich zrobi wszystko, co w jego mocy, żeby przekonać tego drugiego do swoich racji i przeciągnąć go na swoją stronę barykady (i niekiedy mu się to udaje). Ale nawet jeśli nie to jest celem, to każde takie spotkanie daje obu stronom okazję do zademonstrowania przeciwnikowi swojej nieprzejednanej wiary w wyznawane wartości i do wykazania się niezłomną siłą swoich przekonań.

To oczywiście niezawodnie prowadzi do wojen. Nic więc dziwnego, że na tym świecie krew leje się strumieniami. I wszystko to w imię wartości najwyższych, z hasłami miłości z jednej, a rozumu z przeciwnej strony.

Ładna mi miłość i ładny mi rozum… Dziękuję zarówno za takie „wartości duchowe” jak i „humanistyczne oświecenie”.

Pozostaję więc wierna swojej pełnej relatywizmu postawie za, a nawet przeciw. Dziękuję za religię i dziękuję za ateizm. Postoję w środku i popatrzę bez emocji, jak obie strony urywają sobie głowy. Skoro to lubią, to ja to szanuję. Każdy ma prawo zrobić ze swoim życiem, co tylko mu się podoba. I nic mi do tego, dopóki nie próbuje zmusić mnie siłą do wyznawania obcego mi systemu wartości. Przerabiałam w swoim życiu zarówno jedno, jak i drugie i mam serdecznie dosyć obu.

6 komentarzy do “Pochwała relatywizmu

  1. Pingback: O czym to ja dysputy prowadziłam…? « Magia Życia

  2. „Ateista zwalcza ideę boga”

    Może tak jest gdy ateistą jest marksista myślacy w kategoriach walki klas. Walkę z koncepcjami teistycznymi zakada anty-teizm.

    A-teizm tłumaczy zjawiska świata bez odwoływania się do przyczyn nadnaturalnych. Ateizm mówi że nie trzeba tworzyć niepotrzebnych bytów (zgodnie z zasadą brzytwy Ochmana) by móc wyjaśnić istotę zjawisk.

    Ciężko jest zwalczać coś co nie istnieje.

    Ateiście niepszeszkadza że ktos w coś wierzy. Mamy wolną wolą i każdy moze wierzyć w to co mu się podoba, nawet że jest kurą. Natomiast jeżeli ktoś próbuje mnie przekonać, że jest kurą, to chcę żeby pokazał przynajmniej jajka.

    Różnica jest zasadnicza! To różnica pomiędzy wiarą a wiedzą.
    Mając wiedzą mamy pewność, że tak jest. Wiara jest tylko prawdopodobieństwem. Wiara to niewiedza. Ten rodzaj niewiedzy który nie zmusza do szukania prawdy, gdyż dostajemy czyjąś ideę/koncepcję jak przeżutą papkę. Wiara to pozostawanie w czyimś kłamstwie. Wiedza to poszukiwanie prawdy.

  3. Panie „DyScOrDiA”, radzę się trochę dokształcić w kwestii dyskordianizmu, bo to, co piszesz z dyskordianizmem nie ma nic wspólnego. W ramach oświecania się w tym przedmiocie przeczytaj sobie przynajmniej „credo” Roberta Antona Wilsona, znajdujące się w lewej kolumnie tego bloga („wisi” tam od początku istnienia tego bloga, a więc było tam zanim tu zawitałeś).

    Piszesz: „Ciężko jest zwalczać coś co nie istnieje”. A co według ciebie nie istnieje? Idea Boga? Czy sam Bóg? Jeśli uważasz, że idea nie istnieje, to masz bardzo dziwne poglądy. A może Bóg nie istnieje? Masz na to jakiś dowód? O ile wiem, nikt jeszcze nie udowodnił, że coś nie istnieje. Odwrotnie – owszem, zdarzało się.

    „Ateiście niepszeszkadza że ktos w coś wierzy” – no tu to akurat pojechałeś jak łysy grzywką po betonie. A słyszałeś o takim facecie, który nazywa się Richard Dawkins? To największa ateistyczna sława świata. Otóż jemu bardzo przeszkadza to, że ludzie wierzą w Boga. Przeszkadza mu też istnienie religii, którą najchętniej starłby w pył. Jego misją jest zwalczanie tych dwóch rzeczy. Jeśli nie wierzysz, przeczytaj sobie taką książkę, którą wszyscy ateiści czytają jak Biblię (i jest jak Biblia gruba!), a ma tytuł „Bóg urojony”. W wolnej chwili obejrzyj sobie film „The Root of All Evill?”, którego recenzję zamieściłam powyżej, w notce „Źródło wszelkiego zła?”. We wstępie do „Boga urojonego” Dawkins pisze: „Założony przez mnie cel tej książki zostanie osiągnięty, jeśli każdy religijny czytelnik, przeczytawszy ją pilnie od deski do deski, stanie się ateistą”. Pozostawię to bez komentarza…

  4. A może Bóg nie istnieje?

    „Podobne skutki wywołują podobne przyczyny. Jeżeli przyczyna nie ma początku, to jak mogą mieć początek skutki?”

    Jeżeli przyjmiemy definicję boga jako kreatora, to taka istota nie istnieje. Nie będę obalać dowodów św Tomasz chociażby z powodów błędów przez niego popełnionych np założenie ze świat nie może być cykliczny.

    Natomiast jeżeli założymy, że bóg jest istotą z definicji niezmienną, to w jaki sposób można twierdzić ze bóg jest stwórcą? Jeśli bóg jest niezmienny to stworzony byt musiałby być również istnieć od niemającego początku czasu, wraz z bogiem.

    Jeżeli z założenie bóg jest stwórcą, czy to według swoich pragnień, czy też zależnie od zmieniających się warunków, to taki bóg podlegałby zmianie i oddziaływaniu – zgadza się – a wtedy nie byłby dłużej niezmiennym bytem. Gdyż jeżeli jest ON zależny od warunków, to same te warunki zamiast boga byłyby przyczyną.

    Gdyby zebrały się, te niezależne od boga TE warunki, bóg nie miałby mocy, aby nie stwarzać. Gdyby zostały one stworzone bez udziału boskiego pragnienia, wynikałoby z tego, ze podlegałyby one mocy czegoś innego niż bóg. TE były by stworzycielem a nie ON.

    Z kolei gdyby bóg stworzył zależnie od swoich pragnień, to istnienie stworzenia, było by również od nich (pragnień) zależne. A gdybyśmy byli w ten sposób zależni, to co stało by się z bogiem? Bóg podlegający zmianie i oddziaływaniu nie jest już niezmiennym bytem.

    Także badają w ten sposób istotę boga, stworzyciela nieba i ziemi, dochodzimy do wniosku, ze takie pojęcie jest nie możliwe, natomiast alternatywą jest pojęcie cykliczności bytu (stworzenia), które wyklucza istnienie Pierwszego Poruszyciela, ale to chyba nic nie ma wspólnego z ateizmem.

    Ateizm i teizm są po jednej stronie brygady.

    Idąc dalej tym tokiem rozumowania, możemy zapytać się o świadomość. Niektórzy twierdzą, że świadomość wywołują chemiczne i elektryczne reakcje w momencie połączenia jajeczka matki i spermy ojca.

    To twierdzenie jest również fałszywe, gdyż jeżeli przyczyna nie jest czymś odczuwającym, to skutek również nie może być czymś odczuwającym. Niezależnie od ilości i mocy elektrycznych i chemicznych reakcji. Nie dadzą one świadomości.

    Świadomość stworzona w wyniku materialnych przyczyn musiała by być ograniczona co do zasięgu – posiadać pewien kształt i położenie w przestrzeni. Jednakże świadomość jest nie postrzegalna i nie-fizyczna i nie-ograniczona to cechy materii.

    Poza tym przyjmować że świadomość, powstaje z chemicznych, czy elektrycznych reakcji, to wraz z każdą nową reakcją musiałaby zaistnieć nowa świadomość, a przecież wiemy ze świadomość jest ciągła.

    Sądzić cokolwiek innego, to tyle co pogwałcić logikę i przyjmować coś na zawsze tajemniczego i niepoznawalnego, a za takich przecież nie chcą uchodzić ateiści. Wyjaśnienie musi być w przyczynach naturalnych.

    ====
    Pan Richard Dawkins przynosi więcej wstydu ateistom niż nie jeden fanatyk religijny teistom. Być może ma dobre intencje, któż ich nie ma, ale czy on jest jeszcze ateistą raczej anty-teistą.

    Osobiście uważam że podział rzeczywistości na teizm i ateizm jest nieudany, aczkolwiek chwytliwy. Ludzi łapią się przeróżnych rzeczy z przeróżnych powodów. Lepszy podział widziałbym raczej w chwytaniu i puszczaniu, ale o tym może innym razem.

    ====
    „Ludzie nie potrafią prawidłowo używać języka, są do niego przywiązani w dogmatyczny sposób przez co, ich myślenie przybiera dogmatyczne formy, ich postrzeganie staje sie dogmatyczne, nawet ich węch i słuch staje się dogmatyczny, są uwięzieni w pułapce neurosemntycznej ich własnych umysłów, z której nie potrafią dostrzec, że są kosmicznymi przygłupami, i nie docierają do ostatecznych możliwości.

    Ludzie głownie kłócą się o słowa, a raczej znaczenia słów które przypisali rzeczom, tworząc nieskończona ilość bloków znaczeń, następnie wybierają te znaczenia fragmentarycznie i zaczynają kłócić się o słowa, a potem zabiją się nawzajem o znaczenia tych słów.

    A powinno sie im zapewnić spokojna atmosferę w domku na wsi z uprzejmymi lekarzami i ładnymi pielęgniarkami, dzięki czemu rządy krajów przestałyby bombardować się nawzajem, lub organizować krucjaty religijne, aby w walce o prawdziwa wiarę pozabijać niewiernych.

    Nie istnieje absolutne tak i absolutne nie są jedynie możliwości, bardziej prawdopodobne przypuszczenia i mniej prawdopodobne przypuszczenia, może jeżeli wszyscy będziemy mówić BYĆ MOŻE częściej nasz świat stanie się mniej szalony.”

    R.A.W.

  5. Ufff… tym razem DyScOrDiA muszę się zgodzić przynajmniej z twoim ostatnim dopiskiem 😉 No i z opinią o Dawkinsie. Pisałam o nim sporo na swoim blogu ezoterycznym (link w prawej kolumnie, a w blogu tag „Dawkins”), za co zostałam karnie wykopana z Wikipedii (a kiedyś cytowano mnie tam bardzo obficie).

    Nie studiowałam teologii katolickiej, więc nie mogę dyskutować o tych sprawach na właściwym poziomie, natomiast jeśli chodzi o Tomasza, to nie obdarzam go zbytnią sympatią, choćby tylko dlatego, że był patologicznym mizoginem. No i z głową też u niego było coś jakby nie tak… Ale Tertulian był chyba jeszcze „lepszy”?

    W wolnej chwili postudiuję nieco dokładniej twoje wywody, ale od razu uprzedzam, że ta „szkoła filozofii” mi nie leży. Już dawno wyrosłam z wieku, kiedy dawałam się wciągać w rozważania, czy bóg może stworzyć taki wielki kamień, którego nie mógłby unieść.

    Najbliższa mi jest wizja ezoteryczna: wszystko jest Bogiem, a raczej „mentalem”, a więc jesteśmy niejako „zanurzeni” w boskości. Można powiedzieć, że jesteśmy myślą, ideą lub programem (zawirusowanym, niestety)… coś jak w Matrixie. Dlatego boga nigdy nie znajdziemy, jak ryba nie znajdzie wody.

    Tak czy inaczej – mimo wszystko świat jest „zaprojektowany” w dość elegancki sposób. Ale zapewne dałoby się to i owo naprawić.

Nie mam żadnego wpływu na to, że komentarze stałych bywalców bloga lądują w moderacji! Proszę się nie awanturować w tej sprawie - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.