Reinkarnacja

Nie jest bardziej zaskakujące narodzić się dwa razy, niż raz – Wolter

…doktryna reinkarnacji nie jest ani absurdalna, ani bezużyteczna – Wolter

Zadaniem tego tekstu nie jest udowodnienie czegokolwiek ani przekonanie kogokolwiek, żeby uwierzył w reinkarnację. Pod wpływem pewnego komentarza w blogu astrologicznym odczułam nagłą potrzebę podzielenia się swoimi osobistymi refleksjami i przemyśleniami związanymi z tym tematem. I to wszystko.

Sceptycy z uporem utrzymują, że reinkarnacji udowodnić się nie da, ale jak zwykle mijają się z prawdą. Jest bardzo wiele naprawdę znakomicie udokumentowanych przypadków potwierdzających to zjawisko. Zdaję sobie sprawę z tego, że to „wiele” to i tak kropla w morzu, gdy wziąć pod uwagę całość ludzkiej populacji. Wydaje się jednak raczej nieprawdopodobne, żeby reinkarnacji mogli podlegać tylko niektórzy, wybrani ludzie, a cała reszta nie. Tak więc, skoro solidnie udokumentowano niektóre przypadki, możemy założyć, że potwierdzają one regułę.

Religie, w których doktryna reinkarnacji jest uważana za rzecz naturalną nauczają, że ludzie nie pamiętają swoich poprzednich wcieleń dlatego, że ta pamięć jest im niepotrzebna, a nawet może być przeszkodą. Dlatego mówi się, że przed ponownym zejściem na plan ziemski dusza pije wodę z rzeki zapomnienia.

Religie te uczą również, że im starsza i bardziej świadoma jest dusza, tym lepiej pamięta swoje wcześniejsze wcielenia. Znam wiele osób, które są przekonane, że te wspomnienia są tuż pod powierzchnią ich świadomości. Sama wiele razy doświadczyłam podobnego uczucia.

Teraz jednak opowiem o swoich osobistych doświadczeniach trochę innego rodzaju.

Od dzieciństwa cierpiałam na straszny lęk wysokości. Co gorsze, każdej nocy nękały mnie koszmarne sny, związane ze spadaniem. Zawsze zaraz po zaśnięciu śniło mi się, że spadam z wysokości, lecę z dzikim impetem wprost na głowę i mimo rozpaczliwych prób nie udaje mi się niczego uchwycić. Zanim dosięgłam ziemi budziłam się nagle, siadając na łóżku, cała zlana lodowatym potem. Kiedy jako nastolatka opowiedziałam o tym mojej matce, ta spojrzała na mnie dziwnym wzrokiem i powiedziała, że już jako noworodek budziłam się zaraz po zaśnięciu, wymachując histerycznie rękami i wrzeszczałam wyraźnie czymś przerażona. Jedynym sposobem zapobiegania tym atakom było zawinięcie mnie bardzo mocno, „na baleron”, w kocyk.

Mój lęk wysokości objawiał się tym, że nie byłam w stanie wejść nie tylko na drabinę, ale nawet stanąć na krześle, a próby wzięcia mnie „na barana” przez tatę kończyły się atakiem paniki. O huśtawce, karuzeli czy nie daj Boże lataniu samolotem nawet mowy być nie mogło!

Inne moje sny dotyczyły wojny. Sceneria była raczej historyczna, na oko jakiś XIX wiek, konie i długie strzelby. Wiele razy śniły mi się strzelaniny w polu, gdy usiłowałam się ukryć za jakąś nędzną kępką trawy lub w rozpadającej się, drewnianej chacie. Innym razem skradałam się wraz z oddziałem w jakimś miejscu, które niedawno musiało być miasteczkiem, jednak pozostały po nim tylko fundamenty i resztki ścian domów.

Jako dziecko urządzałam parady wojskowe i pokazy musztry, co moją czcigodną babcię doprowadzało niemal do omdlenia ze zgrozy. Nie mogła pojąć, jak to możliwe, żeby taka mała, subtelna blondyneczka zachowywała się jak jakiś ordynarny wojak. Było to dla niej bulwersujące i niesmaczne.

No i moja szalona miłość do koni… Po przyjeździe na wakacje zawsze najpierw biegłam do stajni, zawrzeć znajomość z jej mieszkańcami. Jeździłam konno na oklep, bez siodła i sprawiało mi to dziką radość.

Kiedy byłam już dorosła, z czystej ciekawości, wybraliśmy się z mężem na jakąś zwariowaną, ezoteryczną imprezę. Poznaliśmy tam niezwykłego litewskiego jasnowidza, ale kolejka do niego była tak długa, że nie zdążył nas przyjąć przed końcem zabawy. Wzięliśmy więc jedną z leżących na stoiku wizytówek i postanowiliśmy odwiedzić go przy innej okazji.

Umówiliśmy się telefonicznie na spotkanie w jego „gabinecie”, czyli wynajętym na nadwiślańskiej przystani pokoiku. Ledwie stanęłam w drzwiach (a tremę miałam okropną!) spojrzał na mnie i wykrzyknął: „ależ ty masz lęk wysokości!” Wprost mnie zatkało! Skąd mógł o tym wiedzieć? Przecież nigdy z nim nie rozmawiałam! Z wrażenia prawie usiadłam na podłodze… Zaprosił mnie do zajęcia miejsca naprzeciwko siebie, wziął moje ręce w swoje dłonie, przyglądał im się przez chwilę i zaczął opowiadać o mnie i o mojej najbliższej rodzinie rzeczy, które wprawiły mnie w stan osłupienia. A potem powiedział: „nie wiem, czy wierzysz w reinkarnację, ale jeśli chcesz, opowiem ci, kim byłaś w poprzednim życiu”. Jasne, że chciałam! Popatrzył na mnie i rzekł: „byłaś mężczyzną, żołnierzem i służyłaś w konnej armii. Nie chciałaś zabijać, ale musiałaś. Masz na sumieniu jedno życie i dlatego teraz jest ci tak ciężko”. Znów mnie zatkało ze zdumienia… Spytałam: „Skoro byłam żołnierzem i walczyłam na wojnie, to chyba powinnam być rozgrzeszona, jeśli kogoś zabiłam? Czyż nie po to są wojny, żeby zabijać wrogów?” A on na to: „Nie, zabijać nie wolno. Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla przelewu krwi. I tak byłaś mądra, że zabiłaś tylko jednego, bo tam w poczekalni siedzi facet, który ma na sumieniu osiem dusz i jego życie jest naprawdę tragiczne”.

A potem dodał: „A z tym twoim lękiem wysokości to jest tak, że zabiłaś się spadając z dachu”.

No i jak tu nie wierzyć jasnowidzowi?

Później, kiedy zdecydowałam się na studia astrologiczne, jeden z wykładowców tłumaczył nam, jak należy interpretować 12 dom horoskopu. Powiedział, że między innymi można z niego odczytać prawdopodobną przyczynę śmierci w poprzednim wcieleniu. Jako przykład użył przypadku, gdy na wierzchołku tego domu znajduje się znak Panny: może to być śmierć spowodowana przez nadmierną pracowitość, perfekcjonizm lub oszczędność. Wyobraźmy sobie sytuację, że zamiast wezwać dekarzy facet sam włazi na dach, żeby go naprawić i na skutek nieszczęśliwego wypadku z niego spada.

Czy muszę dodawać, że mam Pannę w 12 domu?

I jeszcze jedna, interesująca sprawa: w szkole, na przysposobieniu obronnym jedną z wymaganych umiejętności było strzelanie z karabinku. Kiedy wróciłam do szkoły po tygodniowej chorobie z przerażeniem dowiedziałam się, że tego właśnie dnia klasa zdaje egzamin ze strzelania. Po prostu klapa… Poleciałam do pana majora, żeby się wykręcić, ale on nawet słuchać nie chciał. Kazał mi się położyć na jakimś worku z piaskiem, dał mi broń do ręki, pokazał jak mierzyć i kazał po prostu strzelać. Cóż miałam robić? Wymierzyłam, oddałam 5 wymaganych strzałów, po czym zrezygnowana wstałam i smętnie usiadłam w kącie, święcie przekonana, że dostanę pałę. Jakież było moje zdumienie, gdy pan major spojrzał na tarczę i ze zdumieniem stwierdził, że zdobyłam tylko pół punktu mniej niż wynosi maksimum. Byłam najlepsza w klasie! I to wszystko bez żadnej próby!

4 myśli nt. „Reinkarnacja

  1. Zdarzyło mi się podobnie, przez okres mojego całego życia, śniły mi sie regularnie, historie i życia, pewnych osób, postaci z przeszłości, ale i jedna z dalekiej przyszłości ! Na jednym ze zdjęć oglądanych we śnie szukałam, nie siebie, ale mężczyzny śniącego mi się przez 20 lat jak serial z odcinkami. Do tego stopnia że bliscy, dokładnie zżyli się z moim bohaterem. Rozpoznawali go na ulicy, mówili że mijany właśnie facet, jest podobny do tego co mi się śni 😉
    Tych postaci, ważnych jak mniemam, było pięć 🙂 Może kiedyś coś o nich napiszę ? I ku mojemu zaskoczeniu, w trakcie pisania, pojawią się wyjaśnienia, skojarzenia ? Sny jedno, a postać mnicha, która pojawiła się przy mnie gdy byłam mała, przeraziła mnie skutecznie i na całe życie. Miałam wtedy zaledwie 3-4 lata. Pozdrawiam Awika

  2. Opisz, może to być ciekawe. A „sny” z dzieciństwa, z różnymi postaciami (mnich), to jeszcze inna bajka. Kto wie, co tak naprawdę nam się pokazywało, a czego dziś albo nie pamiętamy, albo „zinterpretowaliśmy” to na racjonalną modłę.

  3. Przez 2 miesiące śnił mi się pewien sen. Sen wyglądał miej więcej tak: Znajduje się w jakimś pokoju, hangarze, korytarzu, różnie to bywało, ale jedno było niezmienne. Wszędzie były po rozstawiane akwaria z których wyskakiwały chomiki, kilka sztuk, lub całe masy. Ja biegałem od klatki do klatki łapiąc te chomiki i próbując je z powrotem włożyć do ‚klatek’. Nie specjalnie mi to wychodziło. I tak śniło mi się co 2-3 noc. Pewnej nocy czekało mnie nowe akwarium pełne chomików, ale ku mojemu zdumieniu one smacznie sobie spały… co za ulga… pomyślałem. Od tamtej pory uwolniłem się od tego snu. Ciekawe co te chomiki mogły symbolizować. Mam swoje hipotezy…

  4. Witam, bardzo ciekawy artykuł jak i komentarze. przyłączę się , gdyż sny sa dla mnie bardzo ważne i chciałabym sie podzielić pewnym wątkiem , który towarzyszy mi od bardzo dawna. Z rachunków pamięci wynika że miałam tych snów ok 5, ale wyraziście pamiętam 3 . Są to jedyne sny , które dokładnie ze szczegółami mogę po latach przywołać , bo wywarły na mnie ogromne wrażenie i być może dały wgląd w przeszłą egzystencję .Wszystkie maja wspólny wątek.

    Pierwszy z nich miałam w wieku ok 16 lat ( dziś mam 31). Moje miasto , ja jadąca gdzieś i nagle poczucie przeogromnej jak ciężka gradowa chmura wiszącej gdzieś za mną siły która chce mnie dopaść i pochłonąć. Niewidoczna, dzień jak dziś słoneczny i piękny a ja czuje za mną i nade mną pogoń zła i nienawiści. Uciekam , chcę się schronić i szukać rady o „dobrej wróżki” (znałam wtedy kobietę, nota bene astrologa , która była dla mnie autorytetem). Pojawia się w moim śnie , ale nie blisko, daleko , mówi mi ze dam sobie radę , żebym nie uciekała, ale ja sie boję, to koszmar, poczucie tak dotkliwego zła że czuję iż jak tylko dam odwrócę to mnie pochłonie. Uciekam i .. sen sie kończy. Do dziś mogę przywołać swój stan w tym śnie.

    Sen drugi w wieku ok 26-27 lat. jest ciemno, noc a światła są słabe, miasto jest kamienne a ja zmierzam ku ogromnemu kamiennemu mostowi. I nagle znów to uczucie , że za mną jest ZłO , w najczystszej , najokropniejszej postaci.Nie ma jakiejś formy , to energia , jakas siła . Czuję ze każda komórka mojego ciała wpada w panikę, zmuszam sie do biegu na ciężkich nogach , niemal czuję gorąco na plecach, że jest tuz tuż i słyszę swoje kroki na moście. Zmierzam do Koscioła myśląc ze tam znajdę schronienie, kołacze mi się w głowie Krzyż, znaleźć Krzyż !! Wbiegam do Kościoła i w biegu proszę Księdza o schronienie, otwiera kryptę wbiegam tam , ale czuję , czuję że jest blisko i tak strasznie czuję że to koszmar . nadchodzą 3 księża i każą mi się wynosić ,nie chcą żeby ich to tez dotknęło , mury zaczynają się trząść , czuję że nie mam dokąd uciec i myślę o matce … przychodzi i obejmuje mnie ,i czuję że wracają mi siły, ze to moje schronienie. Sen się kończy.
    Do dziś pamiętam ten strach, i odczucie Zła , z którym nie może sie równać żaden fizyczny ból.

    Sen trzeci, ok 29 lat. Miasto i słoneczny dzień. Przychodzą po mnie i zabierają mnie siłą , kilku chłopców do dużego domu, to Szkoła Demonów, wiem to , wiem to że są to demony, boję się , nie wiem co tam robię.To złe miejsce. Korytarz jest ciemny a przy ścianie pali się lampka, stoję tam i podchodzi do mnie drobna kobieta. Czuję że jest silna , jakimś nie wiem już czy 6 czy 7 zmysłem. Nic z niej nie emanuje, nic. Ale jest jak skała.
    To Lilith. Mówi do mnie łagodnie że wróciłam , ze się o mnie upomnieli , ze to moje miejsce. Czas bym stała sie tym kim byłam . Demonem Wojny.. Nie wierzę , krzyczę i tłumaczę. Wtedy mnie dotyka i … cofam się nie wiem do kiedy bo nie widzę i nie czuję nic oprócz morza ognia, krwi i cierpienia. to moje dzieło. Ten obraz który zobaczyłam mam do dziś w głowie , straszny, straszniejszy niż wszystkie obrazy wojny jakie widziałam. Ale ja nie chcę , nie chce tam byc, ja chcę się wyzwolić, ja chcę być dobra. Coś muszę zrobić , nie godzę się na to. uciekam stamtąd, nie chcą pozwolić mi odejść ale udaje mi się
    .
    Wiem że muszę iść. Zejść gdzieś do innego świata a wtedy moje przeznaczenie się odwróci. Ja sama muszę je odwrócić, zmierzyć się ze Złem. Wchodzę do baru i widzę drzwi.2 strażników nie chce mnie wpuścić , ale zbliżam sie i czuje że jestem mocniejsza. Dosłownie znikają, rozpuszczają się. wchodzę i jestem na rozległej polanie , sina trawa, zielono sine drzewa , jak świerki. I to uczucie , którego nigdy nie zapomnę .. NIC. Zupełnie nic, żadnych uczuć, emocji .. otacza mnie niszcząca pustka, która sprawia ze człowiek we mnie nie ma czym oddychać. Duszę się. Myślę wtedy , w tym snie że jestem w piekle, że to właśnie jest najgorsze co może przytrafić sie człowiekowi. Śmierć duszy.Spotykam kogoś, ten ktoś gdzieś idzie, nie wiem czy jest dobry czy zły. Chce iść ze mną i obojętnie mu na to pozwalam. Idę, idę w dobrym kierunku, zmierzam do miejsca w którym tkwi moja wolność.Przechodzę przez miejsce gdzie czuję obecność demonów. tak je nazywam. czuję że się odsuwają, może boją, to napawa mnie poczuciem siły,że mogę. Trafiam do miejsca mojego celu, czuję że to tam ,ale nikogo nie widzę. Widzę tylko liczby, kilka liczb, które wiem że są dla mnie ważne ale nie wiem dlaczego i jak ich użyć. i wtedy sen się kończy.

    od tamtego czasu jest cisza. przepraszam jeżeli długością postu naruszyłam w jakiś sposób netykietę. Chciałam dać pełen obraz tego ciągu snów, które jak mniemam sa ze sobą mocno powiązane.
    Pozdrawiam serdeczenie

Nie mam żadnego wpływu na to, że komentarze stałych bywalców bloga lądują w moderacji! Proszę się nie awanturować w tej sprawie - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s