Bruno Gröning – życie i działalność

Źródło: Fundacja Nautilus

Trudno jest pisać o takim fenomenie jakim był i nadal jest Bruno Groening, wiedząc, jak niedołężna jest to próba przybliżenia Czytelnikom takiej postaci, o której z całą pewnością można powiedzieć: wciąż nieodgadniona. Dla sporej części ludzi postać wręcz nieznana, dla lekarzy i wielu naukowców to postać tylko uzdrowiciela lub nawet szarlatana, wywołującego masową psychozę, ale dla wielu wnikliwszych osób, poważnie zainteresowanych tematem tej osoby to niewątpliwie ktoś znacznie więcej niż uzdrowiciel czy cudotwórca. Ja sam zdałem sobie z tego sprawę nie za pierwszym razem, lecz po uważnych lekturach dotyczących tej postaci. Dla mnie jasnym się stało, iż mamy tutaj do czynienia ze zjawiskiem przekraczającym normalne ramy nieznanego, albo czynnika X. I nie chodzi tutaj o żadne wybielanie czy upiększanie historii Groeninga lecz o właściwe zrozumienie przesłania i nauk oraz czynów, które po sobie pozostawił, a które same za siebie przemawiają tak wyraźnie, iż zbędnym jest jakikolwiek ich komentarz.

Bruno Groening urodził się 31 maja 1906 r. w Gdańsku-Oliwie, w wielodzietnej rodzinie Augusta i Margarete Groening. Ojciec, z pochodzenia Polak zaszczepił mu od wczesnych lat ideały ciężkiej i uczciwej pracy, co przełożyło się później na wybór zawodu cieśli oraz liczne ciężkie prace przy przeładunkach statków a także inne prace fizyczne. Już jako młody chłopak różnił się od swych braci i sióstr oraz innych rówieśników. Nie uczestniczył w szkolnych waśniach, zachowywał spokój w wielu sytuacjach oraz promieniował pogodą ducha. Znana jest np. ciekawa historia jednej z bójek, a mianowicie przed szkołą podstawową, do której uczęszczał mały Bruno bili się dwaj chłopcy i jeden zaczął zachęcać Bruna do wzięcia udziału w bójce. Bruno odmówił i chłopiec podszedł do niego i uderzył go w policzek. Bruno nie oddał lecz udał się do swego domu. Chłopiec zaś po skończonej rozprawie z kolegą sam zaczął uderzać się w twarz i zrozpaczony pobiegł do domu Bruna, gdy przekroczył jego próg, prosząc o pomoc – przestał się okładać pięścią i zrozumiał swój błąd.

Młody Bruno często uciekał do pobliskiego lasu, gdzie w ciszy i skupieniu łączył się z całym istnieniem, dostrzegając Boga w szumie strumyka czy niewielkim kamieniu, tam też przebywał godzinami, a lokalna zwierzyna chętnie podchodziła do niego i nie czuła lęku. Te długotrwałe zniknięcia nie koniecznie podobały się rodzicom, i też często dostawał za nie lanie. Już wtedy także zauważono, iż w jego obecności ustawały kłótnie, a osoby chore zaczynały się lepiej czuć. Wykazywał duży spokój jeśli idzie o niesnaski wśród rodzeństwa, i tak np. gdy rodzice kazali nakryć do stołu starszemu bratu Bruna, ten nie wykonał ich polecenia a uczynił to z pokorą Bruno. Po pochwale rodziców straszy brat wylał na jego głowę gorący dzban kawy, lecz – ku zaskoczeniu i szokowi zgromadzonych – nie stała się mu żadna krzywda. Nie powstało żadne oparzenie.

Bruno zresztą był w stanie także podawać wiele szczegółów z naszej przyszłości. Kiedy podał datę wybuchu i zakończenia I wojny światowej ojciec go spoliczkował. Bruno zaś wiedział swoje i krytyka oraz niezrozumienie ze strony rodziny nie zablokowały jego zdolności. Przewidział także datę śmierci swej matki oraz wybuch, dokładny przebieg i zakończenie II wojny światowej.

Bruno dorastał w trudnych czasach kryzysu ekonomicznego i ciągłych kłopotów z pracą, pomimo, iż nie miał wyższego wykształcenia, a ukończył szkołę dla cieśli (jednak bez dyplomu) był jednak doceniany przez towarzyszy pracy jako solidny i uczciwy pracownik, posiadający dar złotej ręki. Dosłownie czego się dotknął zaczynało należycie pracować i działać, posiadał wręcz dar niezrozumiałego dla nas wpływu na materię. Ożenił się też z Gertrudą Cohn z Gdańska, z którą miał dwóch synów, lecz tragicznie zmarłych, praktycznie mocno odseparowanych od niezdrowego wpływu ojca – zdaniem żony – na swe dzieci. Prawda była jednak taka, iż pierwsza żona Groeninga kompletnie nie rozumiała daru jaki otrzymał jej mąż, była wiecznie niezadowolona z faktu, iż Bruno chciał pomagać innym ludziom i uczynić dom otwartym dla potrzebujących. Pragnęła bowiem posiadać go na własność i nie dzielić się z nim ze światem, nie rozumiała kompletnie siły i prawdziwej tożsamości własnego męża, oraz nie usłuchała jego rad co do postępowania z chorymi synkami, lecząc ich w szpitalach, wbrew woli ojca.

Nadszedł czas II wojny światowej, tak długo jak mógł Bruno unikał wcielenia do Wehrmachtu, lecz w 1943 roku gdy ważyły się losy III Rzeszy siłą został włączony do armii. Odmówił strzelania do ludzi i po wielu krytycznych perypetiach miał prowadzić czołg. Wielokrotnie został ranny. Dostał się do niewoli radzieckiej, i tam też dał się we znaki Rosjanom, żądając większej opieki dla rannych i poszkodowanych; gdyby nie to że paru radzieckich oficerów poznało się na zdolnościach Groeninga nie wróciłby z niewoli żywy. Gdy wrócił do Niemiec Zachodnich w grudniu 1945 r. rozpoczął największą przygodę duchową jaką zna XX wiek.

O uzdrawianiu duchowym napisano już wiele prac, powstało wiele szkół i systemów uzdrawiania takich jak np. praniczne uzdrawianie wg metody Choa Kok Sui, systemy Reiki oraz leczenie duchowe wg Harrego Edwardsa, pioniera uzdrawiania duchowego na Wyspach Brytyjskich. W przypadku uzdrowień wg metody H. Edwardsa co ciekawe praktycznie często wykorzystywano dotyk rąk, istniała też konieczność wykonywania odpowiednich ruchów gdy w przypadku B. Groeninga w zasadzie w ogóle nie było to konieczne. Nota bene Wielka Brytania jest jednym z pierwszych krajów i na razie nielicznych, jeżeli nie jedynym, gdzie w państwowej służbie zdrowia prawnie usankcjonowano obecność uzdrowicieli duchowych przy łóżkach chorych i którzy całkowicie legalnie współpracują z białym personelem! Harry Edwards, którego losy różniły się od losów B. Groeninga jest jednym z najwybitniejszych uzdrowicieli duchowych, w pełni zaakceptowanym przez środowisko medyczne i kościelne na Wyspach, fenomenem mającym na swym koncie mnóstwo uzdrowień, w tym także na odległość; i także on podkreślał fakt, iż jest tylko narzędziem w ręku Boga.

Jednakże przypadek Bruno Groeninga wykracza poza same ramy uzdrawiania duchowego. W zasadzie uzdrawianie fizyczne to tylko 5 % Jego działalności. Bruno Groening nigdy zresztą nie pytał ani o chorobę, ani o diagnozę lekarską ani nie dotykał ciała chorych, poza naprawdę nielicznym przypadkami, gdy było to konieczne, w ogóle zakazywał jakiegokolwiek mówienia o chorobie w swej obecności. Zajmował się za to wygłaszaniem wykładów wiary – prostych w przesłaniu, nacechowanych niezwykłą siłą, wielce religijnych treści o Bogu, jako o największym lekarzu wszystkich ludzi. Zmieniał tym samym samych ludzi od środka, posiewał w nich nowe ziarna wiary i ufność w wyższą siłę – i to należy uznać za jeden z największych cudów Jego dokonań.

Dla Boga nie ma chorób nieuleczalnych – i tę wiedzę, podkreślam – wiedzę – starał się wpoić w naszą świadomość. „Jest wiele rzeczy, których nie da się wytłumaczyć, ale nie ma niczego, co nie może się wydarzyć” – mawiał. Po uzdrowieniu w Herford (Westfalia) chłopca z zaniku mięśni sława Groeninga rozniosła się po całych Niemczech i poza ich granice. Do Herford sprowadzać zaczęły tłumy. Władze zakłopotane takim rozwojem sytuacji wprowadzały zakazy uzdrowień i oskarżały Groeninga o naruszenie ustawy dla naturoterapeutów. Po tym wydarzeniu Groening udaje się do Hamburga, ale i tam długo nie dane mu było wygłaszać kazań. Jedzie do Traberhof niedaleko Rosenheim w Bawarii i tam wydarza się jeden z największych cudów – zbiorowe uzdrowienie tysięcy ludzi nieuleczalnie chorych. Dochodziło wręcz do scen biblijnych – niesłyszący odzyskiwali słuch, niemi – mowę, niewidomi – wzrok, sparaliżowani odrzucali kule, wstawali z wózków inwalidzkich, noszy. Każdy czuł się jakoś inaczej niż zwykle, w powietrzu wibrowała boska energia. Sam Groening stał na balkonie oparty o balustradę i wygłaszał swe kazanie, gdy zaczynały dziać się uzdrowienia. Zanim jednak zaczął mówić stał i patrzył w tłum zgromadzonych (około 30 tysięcy ludzi) dłuższy czas, w całkowitej ciszy, ciszy w której usłyszeć można było trzepot skrzydeł motyla, badając, niemal studiując całość karmy ludzi zgromadzonych przed nim. Jego sławny gruczoł życia pod szyją (mylnie utożsamiany z wolem) – gigantyczny zbiornik energii był wtedy nabrzmiały, jak zawsze gdy przechodziła przez niego boża siła (proszę zwrócić uwagę na zdjęcia). Bowiem to BOŻA SIŁA uzdrawia i pomaga, nie on. Groening nigdy nie mówił, że on uzdrawia, lecz że To uzdrawia, boży prąd, Heilstrom. On jest tylko przekaźnikiem albo transformatorem tej potężnej energii, to jest jego życiowe zadanie i służba dla Boga. To była potężna energia, która bez takiego transformatora mogłaby spalić ludzi na popiół. Gdy miał powiększony mocno ów gruczoł na szyi czuł się świetnie, obywał się bez snu i praktycznie nie musiał nic jeść.

Ktoś może powiedzieć, iż ludzie od wieków potrafią pobierać energię z otoczenia. Zgoda, na pewno ćwiczenia takie jak tai chi czy qi gong, pobieranie prany czy energii ki ze słońca, ziemi, powietrza jest, było i będzie przez wiele osób praktykowane, natomiast nie jest to energia z Najwyższego Źródła. Groening był przekaźnikiem bezpośrednim energii z tego Najwyższego, Boskiego Źródła, prosto z bożego poziomu, stąd też taka jej moc i w wielu przypadkach natychmiastowość Jej działania. Oczywiście uzdrowienia zależały od otwartości danego człowieka, jego nastawienia i pracy wewnętrznej a przede wszystkim wiary w Boga lub chociaż szczerej jej chęci…

Wydarzenia z Traberhof spowodowały, iż wszystkie gazety w Niemczech pisały o nim i o tym co się wydarzyło w stadninie koni koło Rosenheim, ale też powstawała wielka fala krytyki, uprzedzeń, złośliwego dziennikarstwa oraz zmowy korporacji lekarsko-akademickich. Przecież niemożliwe aby profesorowie nie dawali sobie rady z chorobami nieuleczalnymi, a „byle chłystek bez wyższego wykształcenia” leczył (ba, uzdrawiał!) ludzi ot tak w ciągu paru chwil.

Tajemnice życia Bruno Groeninga.

Bruno uzdrawiał w swej obecności, bez swej obecności, będąc w pobliżu lub na odległość. Potrafił także dokładnie wiedzieć co robi inny człowiek przebywający kilkaset kilometrów od niego, potrafił czytać w myślach czy wręcz wiedział o tych myślach i odczuciach drugiego człowieka. Znane są przypadki gdy wiele razy cytował list, którego nie otwierał a dany mu przez szukającego pomocy, nieraz trzymał rękę na zamkniętej książce i czytał jej treść bez zaglądania do niej…

Innym przykładem niesamowitej działalności Bruna są sławne kulki ze staniolu (będące swego rodzaju imitacją naszej planety, Ziemi.) Zwijane z paczek papierosowych i ładowane energią stanowiły dar dla szukających pomocy, i to nawet na drugim krańcu globu. Osoby trzymające takie małe kulki odczuwały mrowienie, ciepło lub miały inne wrażenia, i nie da się tego inaczej wytłumaczyć jak tylko działaniem siły, której jeszcze do końca nie znamy i nie rozumiemy. Dzięki promieniowaniu leczniczej siły osoby używające tych kulek odzyskiwały zdrowie, a nieraz były specjalnie chronione w różnych sprawach życiowych.

Znana jest, dla mnie szokująca i dająca wiele do myślenia, opowieść jednej z kobiet, będących na jednym z wykładów Bruna w Niemczech: wspomina ona, iż w trakcie wykładu nagle uświadomiła sobie, zdała sobie w swym wnętrzu sprawę z tego, Kto przed nią stoi… Gdy to pomyślała, Bruno Groening przerwał wykład i zwrócił się do niej, patrząc prosto w oczy: To co Pani teraz pomyślała, proszę zachować dla siebie. Często zresztą przerywał swe wykłady i odpowiadał na zadawane w myślach pytania przez zgromadzonych w sali.

Dlatego na wstępie napisałem, iż jest to wciąż postać nieodgadniona i nie rozpoznana. Dla mnie osobiście Bruno Groening jest nie tylko fenomenem ducha, niezwykłym uzdrowicielem, ale przede wszystkim Bożym Człowiekiem, Mistrzem, bezpośrednim Narzędziem Boga, jednym z przejawów bożej świadomości na planecie Ziemia.

Nauka Bruno Groeninga.

Groeninga cechowała niezwykła miłość do człowieka, świata zwierząt i roślin. Czuł powiązanie z całym światem, uwielbiał oddawać się kontemplacjom natury, uwielbiał przebywać blisko natury, w lasach, górach czy nad morzem. Bruno Groening był przekonany, iż we Wszechświecie panuje jedna siła, Bóg. Dla niego Bóg był faktem, ale i również istnienie zła, szatana nie stanowiło dla niego tajemnicy. To właśnie Duch panuje nad materią, a nie na odwrót. Nauczał, iż myśli nie pochodzą od człowieka, one do nas przychodzą, i to z dwóch źródeł – źródła dobra, od Boga – takie jak miłość, przebaczenie, tolerancja, prawda, piękno oraz od źródła zła, szatana, takie jak nienawiść czy zawiść, złość. Człowiek posiada wolną wolę – największy dar Boga – i to od nas zależy za jakim źródłem podążamy. Wskazywał też na cechy ludzkiego umysłu takie jak przyzwyczajenie, które pęta człowieka silnymi więzami, z których jest coraz trudniej się wyzwolić. To właśnie nasze nawyki, przyzwyczajenia, sposoby myślenia a przez nie sposoby konstruowania naszych wyobrażeń o świecie są nieraz największą przeszkodą w otwarciu się na innego człowieka, na dobro, lub na inną optykę patrzenia. Jak mawiał: jaka wola, taka myśl, jaka myśl takie działanie. Bruno stwierdzał, iż każdy człowiek powinien się nastawić na odbiór bożej siły poprzez przyjmowanie wygodnej pozycji bez krzyżowania rąk i nóg, odwracając dłonie do góry wnętrzem, i świadomie nastawiając się na odbiór uzdrawiającej siły, myśląc o przyjemnych rzeczach, bynajmniej nie o chorobie i zmartwieniach, lub modląc się. Każdy człowiek winien tak postępować, gdyż ładuje się energetycznie, jak bateria. Po pewnym czasie lub od razu zaczynamy czuć lub zauważać zmiany w sobie, w swym ciele, wiele osób odczuwa prąd, mrowienie, chłód lub ciepło, wielu nic nie odczuwa, ale to nie przeszkadza w działaniu bożej siły. Następują też bóle regulacyjne, jako normalny stan po przywróceniu porządku w ciele człowieka. Ale bożą siłę można także prosić o pomoc w sprawach życiowych, w sprawach wewnętrznych, i tutaj też dzieją się niesamowite rzeczy. Ludzie poprzez przyjmowanie bożego prądu uzyskują wiele rozpoznań życiowych, nabierają dystansu do otaczającej rzeczywistości, wyciszają się, uzyskują pomoce związane z pracą, kłopotami życiowymi. Bruno Groening nawoływał także do wielkiego powrotu do natury, do myślenia kategoriami niematerialistycznymi. Wskazywał na potrzebę szanowania drugiego człowieka, traktowania go jako swego bliźniego. Groening pragnął dać ludziom metodę panowania ducha nad materią, nad ciałem – gotowi to przyjąć uzyskiwali wspaniałe efekty.

Dzisiaj nauka Bruno Groeninga jest przekazywana w ramach kół przyjaciół B. Groeninga, powstających na całym świecie. Ideę kół zaszczepiła najpierw wspólnotom w Niemczech a potem na całym globie Grete Hausler, sama uzdrowiona przez bożą siłę z kilku nieuleczalnych chorób. To właśnie w tych kołach szukający pomocy i chętni poznawać nauki „małego Groeninga”, jak sam często o sobie samym mawiał, odnajdują spokój i szansę na poprawę zdrowia i rozwiązanie trudnych spraw i kłopotów osobistych. Również istnieje wiele udokumentowanych przypadków uzdrowień po obejrzeniu filmu dokumentalnego „Cudowny Apostoł” obrazującego życie i misję Bruno Groeninga ze wspaniałą muzyką Burcharda Pescha.

Nauka, lekarze, kasta prawnicza i urzędnicza oraz niemal całe środowisko naturoterapeutów nie rozumiało fenomenu Bruno Groeninga. Zakazywano wystąpień i przemów, mimo, iż Bruno nie żądał od nikogo pieniędzy, diagnoz, nie chciał słyszeć o rodzajach chorób, nie nakładał rąk – po prostu mówił i uzdrowienia działy się. Nie leczył, jak naturoterapeuci i lekarze lecz siła uzdrawiała poprzez niego. A to kolosalna różnica której nikt nie chciał zrozumieć i widać było iż społeczność polityczna i ogólno-społeczna Niemiec nie jest w stanie poradzić sobie z takim zjawiskiem duchowym jak Groening. Również w Polsce wciąż mało wie się o fenomenie duchowego uzdrawiania i niestety raczkujemy w porównaniu z Wielką Brytanią w tej kwestii.

Nie ulega wątpliwości, iż naczelnym celem misji Bruno Groeninga na Ziemi była trwała, duchowa odnowa ludzkości. Rozważając jego fenomen chodzi bowiem u samych jego podstaw, na odkrycie, zaakceptowanie i zrozumienie „kosmicznej siły życia”, obecnej w całym Wszechświecie, siły, która przenika wszystko, będąc gwarantem całego galaktycznego porządku. Ta cząstka Ducha jest w każdym z nas, jest Prasiłą, Wewnętrznym Porządkiem, Przedwiecznym Prawem. Groening był nosicielem i prekursorem nowej idei życia: życia zakotwiczonego w Bogu, naturze, ale życia dla którego nie było rzeczy niemożliwych.

——————

Koło Przyjaciół Bruno Gröninga – tu należy napisać, żeby uzyskać informację o szkoleniach w swoim mieście;

MWF – Medyczno-Naukowa Grupa Fachowa, czyli grupa lekarzy prowadzących NAUKOWĄ dokumentację uzdrowień.

——————

Inne moje teksty o Bruno Gröningu:

BHP czarnego maga – ku przestrodze!

Panaceum przeciwko klątwie

Bruno Gröning

Bruno Gröning jeszcze raz

75 myśli nt. „Bruno Gröning – życie i działalność

  1. Dzięki Marcus za ten tekst. Dobre źródło wskazujace, ze Bruno poprzez cierpienie spotkał się z Tym Niewidocznym. Czytając o jego dziecinstwie – jak nic śmignęła mi ksiażka A. Miller „Dramat udanego dziecinstwa”. Potem wojna, front, śmierć dzieci. Cierpienie. I wyzwolenie z cierpienia w Tym Niewidzialnym (nie chcę używać słowa Bóg, bo nasuwa mi się od razu dziadek Jahwe). Popatrzcie na analogię do Jezusa haha. Jezus syn cieśli (podobno) lub według innych niewykwalifikowany robotnik rolny. Dlaczego autor tego pamfletu nie zauważył tej analogii? Nienawiść go zaślepiła? A cóż to czytamy w NT? Że Jezus był otoczony wianuszkiem kobiet, kobiety mu usługiwały ze swego mienia, co w tamtych czasach i tamtej kulturze było skandalem. Więc dlaczego autor za to samo piętnuje Bruno? I skad te podteksty seksualne? A jesliby nawet, to odkad to seks jest czymś złym? Poza tym, ostatnio kontempluję Tao Te Cing i tam Mistrz (który wie, że jest nikim) pisze:
    „poznaj to, co męskie lecz trzymaj się tego co kobiece”.
    Współczuję autorowi tego tekstu, nie wie biedaczek, że jest poplecznikiem egregora/wahadła..

    PS. W Tao Te Cing jest taki fajny tekst: Kiedy ludzie tracą zachwyt, zwracaja sie ku religii. 🙂

  2. Wiesz Marcus, jak jakoś nie potrafię patrzeć na innych ludzi, którzy nie widzą, że żyją w Matrixie, nie widzą jak egregory doją z nich energię, nazwać owcami. To określenie ma w moim odczuciu jakieś złe konotacje. Ja sama chyba jestem jeszcze owcą. Cierpienie, którego doświadczyłam pozowliło mi wiele rzeczy sobie uświadomić. Mam jednak pełną świadomosć, że nie jestem żadna przebudzona czy oświecona. Od czasu do czasu czuję „To”. Gdy umysł jest otwarty i akceptuje, bez oceniania, to co jest. Od wczoraj czuję w sobie taki spokój, że aż mi się chce płakać ze szczęścia. I wiesz co tego dokonało? Otawrcie Świadomosci na proste słowa kumpla: Iza ty nic nie musisz. Słyszałam to milion razy, mówiłam do siebie to milion razy… ale to były tylko słowa. Wczoraj stał się dla mnie mały cud. Przeskoczyłam do następnej klasy. Przestałam się bać hahah i zrozumiałam (ale nie intelektualnie), że jestem bezpieczna i ze TO mnie chroni. Może bredze bez sensu.. ale jestem taka szczęśliwa… i pełna wdziecznosci. To jest dla mnie dowód, że każdy ma swoje tempo dojścia do pewnego poziomu świadomości. I że wydarza sie to szybciej „owcy”, czy jak to określał Jezus „celnikowi” niż „świętemu”. I nie decyduje o tym nasz rozum. To się po prostu wydarza, gdy jest się na to gotowym. Sam nie wiesz, ile przeszedłeś wcieleń i ile przed Tobą. Wiem, ze bredzę, ale pierwszy raz w życiu czuję ten spokój. Jedno jest pewne i cudowne.. tak czy siak wrócisz do Źródła, bo w Tobie jest Źródło….To tylko słowa, nic więcej i i tak szatkują rzeczywistość, bo tak naprawdę nie ma Ciebie i Źródła oddzielnie..

  3. @Iza40, nie bredzisz. Gratuluję wejścia w strumień Światła. 🙂

  4. @Iza40

    „Współczuję autorowi tego tekstu, nie wie biedaczek, że jest poplecznikiem egregora/wahadła..”

    No właśnie wahadło !!! Czytałaś może „Transfering” Vadima Zelanda?

    Ta jego koncepcja wahadła jest niesamowita.

    „Wiesz Marcus, jak jakoś nie potrafię patrzeć na innych ludzi, którzy nie widzą, że żyją w Matrixie, nie widzą jak egregory doją z nich energię, nazwać owcami. To określenie ma w moim odczuciu jakieś złe konotacje”

    Zawsze jeżeli tak mówie to raczej ze współczuciem. Ale jeżeli komuś mówisz po 100 razy pewne rzeczy a on dalej nie rozumie to ręce opadają i pozostaje tylko patrzenie na niego przez pryzmat owcy. Bo taka jest prawda.

    Z drugiej strony człowiek „przebudzony” z iluzji matriksu musi zachować jakieś środki ochronne bo inaczej niektóre owieczki wejdą mu na głowę. Wystarczy przypomieć sobie co przeżywała Astromaria kiedy jeszcze nie banowała racjonalistów lub misjonarzy. Tacy ludzie cię zameczą, dlatego mówienie owca to dla mnie środek ochronny. Bo ile razy mogę słuchać, że umrę od nie jedzenia mięsa.

  5. Powiem Ci Logo, że przemknęła mi myśl (którą „zabiłam” śmiechem), że możliwe, że zwariowałam. Długie miesiace depresji a właściwie paraliżujacego strachu, każda pierdoła w moim umyśle urastała do monstrualnych rozmiarów, aż wczoraj się poddałam. Nie zrezygnowałam ale poddałam się.. coś na ksztłt „niech się dzieje Twoja wola”. Dosłownie na klęczkach, w ogrodzie, brudna, spocona, rabiąca pierwszy raz siekierą hahah. I te słowa kumpla, które padły od niechcenia.. I bam, spadł mi tak straszny cieżar z piersi. Tak straszny, że od dłuższego czasu nie mogłam zaczerpnąc powietrza pełną piersią. A teraz mogę i mogę z czystym sercem powtórzyć za Krishnamurti: niczym się nie przejmuję. Może to choroba psychiczna, ta z cyklu afektywna dwubiegunowa? Nie wiem 🙂 i nic mnie to nie obchodzi.

  6. Wszystko jest po coś. Depresja też może zrobić człowiekowi coś dobrego: może go wyzwolić. Ból budzi. Depresja to najczęściej zwiastun kolejnego etapu budzenia. Nie budzimy się w jednej chwili, budzimy się powoli, stopniowo pozbywając się senności, która jeszcze siedzi w głębi duszy.

    A co do owiec: zwierzę stadne to owca. Człowiek nie potrzebuje stada, lecz towarzystwa przyjaciół. Spotyka się z nimi, dyskutuje, wypija szklaneczkę piwka i idzie w swoja stronę, zainspirowany tym, że inni mają swoje przemyślenia i osobiste odkrycia.

  7. PS. Zauważyliście, jak psychopatycznie napisany jest ten tekst? Przeczytałam tylko początek, ale mamy tam:
    kobiety – istoty niższe, nieco upośledzone na rozumie, sugestię, że mimo najgorętszych zapewnień to jednak jest sekta i sugestię, że Bruno nie skończył szkoły handlowej z powodu prawdopodobnego debilizmu.

  8. Ja zauważyłem. Strawiłem tylko kilka linijek, bo leje się z tego tekstu jad…

  9. Cytuję:

    „(…) ZNACZENIE JEZUSA CHRYSTUSA

    O tym, jakie są Boże przepisy, można się dowiedzieć szczególnie od Chrystusa. Bruno widzi Chrystusa wyłącznie jako oznajmiciela woli Boga, Chrystus pokazuje, jak ludzie mogą się sami wybawić: „Bóg dał nam wszystko. Posłał do nas Jednego, Swego Syna dla wszystkich ludzi, których On ma sprowadzić na drogę wiodącą do Boga, naszego Ojca”25 Oraz: „Bóg dlatego przeznaczył to ziemskie życie dla Chrystusa, ponieważ tylko tak Bóg najszybciej mógł nas, tzn. ludzi, przez naukę Chrystusa zaprowadzić na drogę, którą przeznaczył dla całej ludzkości”26.

    Chrystus jest tym, który daje ludziom rady: „Chrystus dał nam dobrą, najlepszą, jedyną radę, za którą my ludzie, za którą wszyscy ludzie powinni pójść”27.

    Chrystus jest tym samym ważny jako wzór: „Tego wszystkiego uczył nas Chrystus, On był dla nas i jest i będzie dla nas zawsze wielkim i bardzo dobrym, najlepszym wzorem!”28.

    Tego, że Chrystus najpierw otworzył drogę do Boga swoim zbawczym dziełem, jak tego uczy chrześcijaństwo, w wypowiedziach Brunona nie znajdziemy. Tę bowiem drogę do Boga otworzył w jego rozumieniu kto inny – on sam”.

    No i to jest przekłamanie:

    „Tę bowiem drogę do Boga otworzył w jego rozumieniu kto inny – on sam”.

    Bo on tak nie mówił. A tu napisali jakby ogłosił swój jedynie słuszny monopol na drogę do Boga. Tymczasem to kościół ogłasza swój monopol:

    „Tego, że Chrystus najpierw otworzył drogę do Boga swoim zbawczym dziełem, jak tego uczy chrześcijaństwo,…..”

    No, tak bo wcześniej ludzie nie mieli drogi do Boga tylko musieli czekać kiedy zamordują faceta na krzyżu i wtedy droga do Boga będzie otwarta. Zobaczcie jakie pierdoły kościół wciska.

  10. Nie dziw się kościelnym przekrętom. W Kościele nie chodzi o to, żeby ludzi zbawić, lecz o to, żeby ich hodować na wieki wieków w owczarni Jahwe. Dlatego Jahwe nie może pozwolić, żeby ludzie zwracali się to Boga, bo Bóg to jego wróg. Z tego powodu zagania ich w objęcia egregora, bo Jezus już dawno przestał być Jezusem, a stał się egregorem.

  11. Grupy podobnie myślących ludzi tworzą struktury energoinformacyjne – wahadła . Struktury te zaczynają się somodzielnie rozwijać i podporządkowywać swym prawom innych. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, że mimo woli działają na rzecz wahadeł.

    Wahadło

    Energia myśli jest materialna i nie znika bez śladu. Kiedy grupa ludzi zaczyna myśleć podobnie, „fale ich myśli” nakładają się na siebie wzajemnie i w oceanie energii powstają niewidoczne, lecz rzeczywiste struktury ener­go­informacyjne – wahadła. Struktury te zaczynają rozwijać się samodzielnie i podporządkowują ludzi swoim zasadom. Człowiek, który dostał się pod wpływ destrukcyjnego wahadła, traci wolność – staje się trybikiem w dużym mechanizmie. Wahadło „kołysze się” tym bardziej, im więcej ludzi popleczników zasila je swoją energią. Każde wahadło posiada charakterystyczną dla siebie częstotliwość wahań. Na przykład, huśtawkę można rozkołysać, tylko oddziałując z określoną siłą i określoną częstotliwością. Częstotliwość tę nazywamy rezonansową. Jeżeli liczba popleczników wahadła zmniejsza się, jego drgania gasną. Kiedy zwolenników zupełnie brak, wahadło zatrzymuje się i jako byt umiera.
    Aby wypompować z człowieka energię, wahadła wykorzystują za punkt zaczepienia jego uczucia i reakcje: oburzenie, niezadowolenie, nienawiść, rozdrażnienie, niepokój, wzburzenie, przygnębienie, podniecenie, rozpacz, strach, litość, przywiązanie, podziw, rozczulenie, idealizację, uwielbienie, zachwyt, rozczarowanie, dumę, zarozumialstwo, pogardę, odrazę, urazę, poczucie obowiązku, poczucie winy i tak dalej.
    Główne niebezpieczeństwo dla człowieka, który uległ wpływowi destrukcyjnego wahadła, polega na tym, że wahadło odwodzi swoją ofiarę od tych linii życia, na których człowiek uzyska swoje szczęście. Trzeba uwolnić się od narzuconych celów, w walce za które człowiek odchodzi coraz dalej od swojej drogi.
    Wahadło jest w swej istocie egregorem, lecz to nie mówi nam o nim wszystkiego. Pojęcie „egregor” nie oddaje całego kompleksu niuansów współdziałania człowieka z bytami energoinformacyjnymi.

    Powyższy fragment pochodzi z książki: Vadima Zelanda Transerfing rzeczywistości

  12. Pingback: Lekcja Siódma: Szczęście – czyli – Z Atlantydy do Arkadii (ARkadzieji, ARa-ku-Dawii, D-ARii. Siel-Lanki) « białczyński

  13. Czytam ostatnio często o Bruno i oglądam jego zdjęcia. Nie wiem skąd się to bierze, ale bardzo mi go żal. Ze zdjęć i wypowiedzi pana Groeninga wnioskuję, że był on bardzo dobrym i miłym człowiekiem. O tym, że pomógł wielu ludziom nie wspomnę. Ostatnio łza mi się w oku zakręciła na myśl o nim. Gdybym żyła w jego czasach, starałabym się mu pomóc w tym, żeby mógł uzdrawiać kogo tylko zechce i kto tego potrzebuje. Żeby ta siła, której był „przekaźnikiem”, nie zabiła go.

  14. W świecie, w którym żyjemy uzdrowiciele i wynalazcy dający ludziom zdrowie i wolność finansową są zabijani przez mafię, która czerpie zyski z „leczenia” (ale nie wyleczenia) i z paliw kopalnych. Każdy mógłby być idealnie zdrowy, zupełnie za darmo, i mieć darmową energię, ale to jest zakazane, a prawda jest ukrywana przed ludźmi. Bruno nie był jedynym, który za swoje zdolności i chęć czynienia dobra zapłacił życiem. Oczywiście, moglibyśmy takim ludziom i wynalazcom pomóc, tak, jak oni pomagali nam, ale musielibyśmy jednomyślnie wystąpić w ich obronie. Niestety, ludzie nie są jednomyślni ani solidarni i na tym korzysta mafia. Skłóca się nas celowo, żebyśmy nie mogli działać wspólnie. To przykre, że ludzie dają posłuch takim „diabłom” i sami podcinają gałąź, na której wszyscy sierdzimy. Ale tak już jest i jak widać to się nie zmienia. Nawet internet tego nie zmienił, chociaż dziś każdy mógłby tam znaleźć prawdę.

  15. Witam ponownie Panią Marię i wszystkich pozostałych 🙂 mam pytanie, jak zwykle zresztą…:-D otóż zdarzyło mi się nieraz coś takiego, że w dłoniach i stopach czułam bez przerwy mrowienie i ciepło, nawet gdy się w danym momencie nie „nastawiałam” na Heilstrom. Np. wczoraj dość długo przeglądałam sobie na komputerze zdjęcia pana Bruno, którego twarz i spojrzenie wskazuje na to, że był bardzo miłym i sympatycznym człowiekiem. A do tego pomocnym 🙂 no i nastawiałam się, przypuśćmy, 15 minut, i troszkę później przez chwilkę z przerwami. Pod wieczór już się nie „nastawiałam”. Jednak dalej czułam spore mrowienie, mimo, iż już nie byłam w pozycji leczniczej (dłonie odwrócone wewn.stroną leżą na udach) i byłam jakby poddenerwowana, aż mąż pytał czy coś się stało. „Mrowienie” było odczuwalne jak np. słałam łóżko, kładłam się spać, zasypiałam…Czy to normalne?Czy mam za dużo już tej energii?”nastawiam” sie od 27 maja codziennie, ale czasami kilka razy dziennie po 3-5 minut, np. w samochodzie, a czasami dłużej. Nawet dziś rano, gdy weszłam na blog Pani Marii i czytałam teksty o Bruno, dopadło mnie to „mrowienie” i teraz puściło. Może to podświadomość? Nie wiem. Wie ktoś z Was? byłabym wdzięczna za odpowiedź. 🙂

  16. Aha, dodam jeszcze, że mam od dłuższego czasu problemy z koncentracją i dlatego nie mogę pisać tak jak kiedyś. (miałam talent do pisania wypracowań, rozprawek, wiele osób prosiło mnie wtedy o pomoc). Ostatnio to się nasiliło tak, że z ledwością wziełam się za pisanie dalszego ciągu pracy dyplomowej. i przez cały dzień napisałam zaledwie…2 strony…było mi gorąco…i nie wiem, czy to przypadkiem nie jest coś związanego z regulacją.

  17. @ Lavo: dzięki 🙂

    @ Olga: Grunt to się nie denerwować. I nie rozmyślać za dużo! Trzeba po prostu zaufać. Nawet jeśli się pogorszy albo będzie bolało, to nic, to minie.

  18. PS. Przypomniało mi się, że ja też doświadczam takiego mrowienia, ale tak się do tego przyzwyczaiłam, że nie zwracam na nie uwagi!

  19. Dzięki @ bio! Znalazłam to na jakiejś stronie czy w forum, ale nie było tam źródła. Zaraz dodam tam ten link 🙂

W tym blogu komentarze są równie ważne jak teksty na stronie głównej, dlatego bardzo proszę o trzymanie się tematu! Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku. Jeśli Twój komentarz się nie ukazał przeczytaj zasady komentowania bloga (patrz strony na górze bloga). Komentarze nie na temat będę kasować, a awanturników banować!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s