A jednak! Wirus odry nie istnieje!

Po opublikowaniu wiadomości podanej przez Jerzego Ziębę, że WIRUS ODRY NIE ISTNIEJE mój blog został zasypany agresywnymi i napastliwymi komentarzami pisanymi przez dwójkę psychopatów i oszustów. Grożono mi policją i sądem i żądano natychmiastowego usunięcia „nieprawdziwej wiadomości”. Te same osoby atakowały admina Wolnych Mediów.

 

Czym są „nieprawdziwe wiadomości”?

Żyjemy w czasach, w których, zgodnie z planami rządzących światem samozwańczych elit, realizowane są plany opisane przez George Orwella w powieści „Rok 1984”, w czasach, w których prawdę nazywa się kłamstwem, a kłamstwo prawdą. Policja myśli (na razie jeszcze jest to samozwańcza inicjatywa garstki osobników o osobowości autorytarnej) tropi każdego, kto ma czelność demaskować kłamstwa i ujawniać afery, dzięki którym oszukańcze elity mogą zarabiać miliardy. Za psucie tak intratnego biznesu jakim jest wakcynologia karą jest w najlepszym razie zhańbienie i pozbawienie prawa do wykonywania zawodu (dr Andy Wakefield), a nierzadko nawet śmierć (dr Andrew Moulden, Jeff Bradstreet i wielu innych, mniej znanych lekarzy).

Hasło „nieprawdziwe wiadomości” zostało stworzone po tym, kiedy w czasie wyborów w USA wybuchła wojna tajnych służb. Do Internetu zaczęły masowo „przeciekać” tajne dokumenty i maile osób związanych z wielką polityką, m.in. Clintonów i ich najbliższych współpracowników. Wiadomości były tak kompromitujące, że w końcu doprowadziły do jak najbardziej zasłużonej przegranej Hillary Clinton. A ponieważ tej „wielkiej damie” grozi więzienie próbowano wmówić opinii publicznej, że to są tylko niegodne uwagi fałszywki, czyli „nieprawdziwe wiadomości”. Intryga się nie udała, ale walka z „nieprawdziwymi wiadomościami” nabrała rozpędu i pewnie jeszcze długo będzie wykorzystywana do uciszania „teoretyków spisku”, którzy co oczywiste, nie są żadnymi teoretykami, lecz tropicielami najprawdziwszych spisków, których skala jest tak gigantyczna, że przeciętnemu lemingowi nie jest w stanie pomieścić się w głowie.

Wracając do wirusa odry – można udowodnić istnienie czegoś, ale raczej trudno przedstawić dowody na nieistnienie czegokolwiek. Tak więc dowodu na nieistnienie tego wirusa brak, ale sądowi udało się wykazać niezbicie, że wszystkie dowody na istnienie wirusa odry są zwykłym oszustwem.

Tak więc Jerzy Zięba miał jednak rację pisząc:

Krótko mówiąc : naukowcy po prostu pomylili element komórki z wirusem.

Poza tym, wykonane badania, które wskazywały na istnienie wirusa były błędne i źle przeprowadzone.

Miliony dzieci na całym świecie zostały zaszczepione szczepionkami przeciwko chorobie wirusowej, która nie istnieje.

Nikt dokładnie nie wie ile dzieci zostało trwale uszkodzonych lub nawet zmarło z powodu zastosowania tych szczepionek.

Przemysł farmaceutyczny zarobił miliardy dolarów na szczepionce przeciwko wirusowi, który nie istnieje. Oczywiście, zawarte w tych szczepionkach toksyny jak najbardziej istnieją.

A teraz proszę zapoznać się z Listem dr Stefana Lanki, gdzie wyjaśnione jest dokładnie o co toczył się proces, czego dotyczy wyrok i jak to jest z tymi „dowodami” na istnienie wirusa, na którego istnienie nie ma żadnych dowodów:

List od dr Stefana Lanki na temat obalenia dowodów na istnienie wirusa odry

Źródła:

Stefan Lanka: Newsletter der Wissenschafftplus, Akademie und Verlag

(http://wissenschafftplus.de/newsletter_read_online/25bc9dc751658d60/1d4f3af3b9d0813a)

Wyrok Sądu w Stuttgarcie

z dnia 16.2.2016, 12 U 63/15

(http://lrbw.juris.de/cgi-bin/laender_rechtsprechung/document.py?Gericht=bw&GerichtAuswahl=Oberlandesgerichte&Art=en&sid=46bf3db2df690aba6e4874acafaf45b6&nr=20705&pos=0&anz=1)

Sąd Najwyższy rozstrzygnął

Ostatecznie wygraliśmy proces w sprawie wirusa odry!

Kochani czytelnicy,

życzymy wam szczęśliwego Nowego Roku, który dla nas i wszystkich ludzi rozpoczął się dobrą wiadomością.

Najwyższy Sąd Federalny (BGH) wydał wyrok w sprawie wirusa odry.

[1] Izba cywilna sądu federalnego potwierdziła wyrok Najwyższego Sądu Krajowego ze Stuttgartu (OLG) z 16.02.2016. Nie jestem zobowiązany do wypłacenia oskarżycielowi ogłoszonej przeze mnie w 2011 roku nagrody w wysokości 100.000,- Euro, za przedstawienie naukowego dowodu na istnienie wirusa odry. Oprócz tego oskarżyciel skazany został na zapłacenie wszystkich kosztów związanych z tym procesem.

W trakcie procesu wypowiedziało się pięciu biegłych, którzy przedstawili wyniki badań naukowych. Wszyscy z tej piątki biegłych, między innymi wypowiadający się już w pierwszej instancji Prof. Dr. Dr. Andreas Podbielski stwierdzili jednogłośnie, że żadna z sześciu publikacji naukowych przedstawionych w procesie, nie zawiera dowodu na istnienie wirusa odry.

Genetyka obala twierdzenia o istnieniu (wirusa odry)

W trakcie procesu zostały zweryfikowane wyniki tak zwanego odcisku genetycznego wirusa odry. Dwa czołowe i najbardziej znane genetyczne laboratoria na świecie, doszły niezależnie od siebie do tych samych wniosków. Wyniki dowodzą że autorzy sześciu czołowych publikacji potwierdzających istnienie wirusa odry mylą się. W konsekwencji mylą się wszyscy wirusolodzy: bo twierdzą że normalne części komórki są wirusami.

W konsekwencji tego błędu, w ostatnich dziesięcioleciach, powstał błędny model, w którym normalne części komórek zostały zinterpretowane jako wirus. Rzeczywista struktura, która temu modelowi miałaby odpowiadać, nie została do dzisiaj znaleziona, ani w zwierzętach, ani w ludziach. Badania genetyczne wykluczyły w sposób naukowy istnienie wirusa odry.

Autorzy tych sześciu publikacji i wszyscy inni się tym zajmujący nie zauważyli tego błędu, ponieważ zlekceważyli fundamentalną zasadę badan naukowych „lege artis” czyli pracować na podstawie reguł, które są zdefiniowane w światowej nauce.

Nie prowadzili jakichkolwiek eksperymentów kontrolnych. Prowadzenie takich eksperymentów kontrolnych ustrzegłoby autorów i ludzkość przed konsekwencjami tego błędu. Ten błąd jest podstawą, która prowadzi do wiary w istnienie wirusów wywołujących choroby. [1].

Biegły sądowy profesor doktor Podbielski na zapytanie sądu, na stronie 7 protokołu [2] wyraźnie potwierdził, że autorzy nie przeprowadzali jakichkolwiek eksperymentów kontrolnych.

16.02.2016 najwyższy sąd krajowy ze Stuttgartu zmienił błędny wyrok sądu pierwszej instancji i oddalił wniosek oskarżyciela. Sąd oparł się na decydującej opinii profesora Podbielskiego w sprawie przedstawionych sześciu publikacji naukowych. Oskarżyciel próbował w odwołaniu do najwyższego sądu federalnego zmienić wyrok najwyższego sądu krajowego. W uzasadnieniu powoływał się na, jego zdaniem, błędy w prowadzeniu procesu przez sąd w Stuttgarcie i twierdził, że fakty przez nas przedstawione, dotyczące wirusa odry, stanowią zagrożenie dla bezpieczeństwa i zdrowia społeczeństwa. Te twierdzenia oskarżyciela zostały przez sąd najwyższy w jednoznacznych słowach oddalone. W ten sposób najwyższy sąd federalny potwierdził wyrok sądu krajowego ze Stuttgartu z 16.02.2016 [3]

Podsumowanie

Te sześć publikacji, które zostały w trakcie procesu przedstawione, są najważniejszymi publikacjami w sprawie „wirusa odry”. Można udowodnić, że poza tymi sześcioma publikacjami nie ma żadnych innych publikacji, w których w naukowy sposób spróbowano by udowodnić istnienie wirusa odry, w ten sposób wyrok najwyższej instancji sądownej i wyniki badan genetycznych niosą za sobą konsekwencje. Została zlikwidowana podstawa naukowa i tak samo została zlikwidowana podstawa prawna co do wszystkich krajowych i międzynarodowych twierdzeń związanych z wirusem odry, na temat jego zakażalności, na temat sensowności i bezpieczeństwa szczepionek odry.

Nagroda w sprawie wirusa odry wywołała pytania, które doprowadziły do ważnego zeznania profesor Annete Mankertz, przewodniczącej Wydziału Krajowego Instytutu Odry przy Instytucie Roberta Kocha (RKI). To zeznanie może uzasadniać zwiększoną ilość szkód wywołanych przez szczepionkę odry oraz wyjaśnia, dlaczego i jak zwłaszcza to szczepienie, wywołuje zwiększoną ilość przypadków autyzmu. [4]

Pani profesor Mankertz zeznała, że „wirus odry” zawiera typowe, własne części komórki (rybosomy, komórkowe fabryki białka). Ponieważ szczepionka odry zawiera „całe wirusy odry”, to szczepionka zawiera struktury komórkowe. To wyjaśnia, dlaczego szczepionka odry wywołuje częstsze i mocniejsze alergie i reakcje autoimmunologiczne, niż inne szczepionki. Rzeczoznawca sądowy profesor Podbielski potwierdził wielokrotnie, że zeznanie Instytutu Roberta Kocha w sprawie rybosomów w wirusie odry zaprzecza twierdzeniu o istnieniu wirusa odry.

W aktach postepowania sądowego znajduje się potwierdzenie, że najwyższy niemiecki naukowy autorytet w dziedzinie chorób zakaźnych Instytut Roberta Kocha (RKI) w przeciwieństwie do swoich ustawowych obowiązków wynikających z §4 ustawy o chorobach zakaźnych (Infektiosschutzgesetz) nie wykonał i nie opublikował badań potwierdzających istnienie wirusa odry. RKI twierdzi wprawdzie, że takie badania zrobił, ale broni się przed przedstawieniem i opublikowaniem wyników tych badań.

Darowizna

Proces i szkalujące nas sprawozdania w wiodących mediach z prawej i lewej strony, doprowadziły nas do strat finansowych. Przez ten proces nauczyliśmy się dużo, wyszliśmy wzmocnieni i temat stał się znany w świecie. Dużo wnieśliśmy do tego, że błędne twierdzenia aktualnej biologii, medycyny i wirusologii zostały w świecie uznane i obalone. Celem naszej pracy jest rzeczywista naukowa medycyna i biologia, które reprezentujemy i dalej rozwijamy [5]

Co nie jest jeszcze wyrównane, to są straty finansowe. Prosimy was o pomoc w wyrównaniu szkód. Także napisanie i wydanie książki którą planujemy kosztuje pieniądze, których aktualnie nie posiadamy

WissenschafftPlus Dr. Stefan Lanka

IBAN: DE77700100800705906800

BIC: PBNKDEFF

Postbank München

Dziękujemy za waszą wierność i solidarność, bez tego wygranie tego procesu nie byłoby możliwe.

Z całego serca życzymy wam wszystkiego najlepszego.

Wasz doktor

Stefan Lanka i WissenschafftPlus-Team

Tłumaczenie: Kai Orak

Źródło

Dziękuję Kai Orak, świetna robota!

14 myśli nt. „A jednak! Wirus odry nie istnieje!

  1. „Sąd nie orzekł, że wirus odry nie istnieje (uznał stanowisko powołanego eksperta Andreasa Podbielskiego ŻE ISTNIEJE) tylko, że powód tj. Bardens nie spełnił kryteriów formalnych oferty pozwanego…”

    Dokladnie takie stanowisko mozna bylo wyczytac w niemieckiej oraz w anglojezycznej prasie.. Wiec ten psychopata straszak najwyrazniej uwazal ze znajomosc jezyka niemieckiego zwalnia go od samodzielnego myslenia i daje prawo pierwszenstwa bycia nieustraszonym! haha…
    Zaloze sie o 100 tys euro, ze wreszcie juz po przeczytaniu wyroku zgrzytal zebami!

  2. Astromaria, cieszę się, że skutecznie odpędzasz napuszczane na nas strachy. Staram się też, a pewnym osiągnięciem i źródłem nowej wiedzy była opieka nad moją Mamą, która po odstawieniu leków – w tym insuliny – prowadzona wg GNM, m.in. na codzienne rozmowy i spacerki, z niezłą pamięcią, w dobrym humorze i apetycie – także okazjonalnie na kielonka 🙂 – bez raka i cierpień, we względnej samoobsługiwalności dożyła 96 1/2 obrotów dookoła Słońca !
    Bo po prostu potrafiła redukować strach i złe emocje, a przy tym zachowała humor pytając np czy naukowcy udowodnią, że Darwin pochodził od małpy?

    Nawiązując do Twoich komentarzy i słów ariosto dodam kilka uwag na temat virusów, bowiem sporo w obiegu jest wiele pomyłek, co wynika z :
    – autentycznie skomplikowanej natury i funkcji virusa;
    – pozornie nielogicznej, więc paradoxalnej jego struktury;
    – fragmentarycznej wiedzy ogółu dyskutantów;
    – umyślnego mącenia przez „fachowców” dezinfo.

    Np Jerzy Zięba powtórzył za innymi, jakoby proces Stefana Lanki wykazał, że „pomylono virusa z częścią komórki”.

    A przecież virusy to SĄ FRAGMENTY KOMÓREK.
    Więc właściwie jaka i czyja pomyłka ? Tu akurat prof. dr Anette Mankertz z Instytutu Roberta Kocha mówiła rzeczowo, ale na konkretach nie dała rady.

    Z tego co wiem – jako dr biocybernetyki i inżynierii biomedycznej – w virusach są skrawki rybosomów, a więc RNA, ale czasem też skrawki helis DNA – a owe skrawki dla spoistości tkwią w otoczce białkowo-lipidowej.

    Najprawdopodobniej virusy same z siebie nie są bioaktywne, a więc m.in. nie mają własnego metabolizmu, ani nie powodują chorób. Ale w szczególnych warunkach mutują i mogą być replikowane.

    Z tego co udało mi się ustalić po analizie dostępnych źródeł – virusy jednak bywają absorbowane przez niektóre bakterie i cytofagi – i po odpowiednich reakcjach mogą być zaadaptowane przez te organizmy – m.in. poprzez umieszczenie ich w swoich nośnikach genetycznych.

    Tu pojawia się kolejny zmyłkowy „mit”, jakoby antybiotyk nie niszczył wirusów – w cudzysłowie, bo jeśli nawet zabije on bakterię, to w jej szczątkach wcześniej pochłonięte i przyswojone wirusy zachowają się. Ale zniszczenie nośnika czyni znów tak oswobodzonego virusa „nieszkodliwym”.

    Virusy są tak małe, że przesączają się przez pory w ceramice (podobnie jak wodór ucieka ze stalowych pojemników) i dlatego – o ile mi jako optykowi wiadomo – nie można ich zobaczyć pod żadnym mikroskopem – ani elektronowym, ani skaningowym, ani tym bardziej aparatem R.R.Riffe’a. Z tego powodu wszelkie ryciny virusów są „imaginacją rysownika” i przed laty tak je opisywano we wszelkich rzetelnych źródłach. Teraz już nie.

    Wygląda na to, że Natura po uśmierceniu zużytej komórki pozostawia jej fragmenty w postaci virusów, bo są one zapewne niezbędne dla dalszego funkcjonowania symbiotycznych organizmów – w tym człowieka, i niszczenie ich to bezsens.

    Wobec tajemniczej i paradoxalnej natury virusa, przypominającej kwantową, gdyż wykazuje on jednocześnie cechy organicznej drobiny „żywej” i „martwej” – zasadna jest podmiana w modelu Schroedingera kota na virusa 🙂

    Nieścisła jest definicja virusa przez brak własnego metabolizmu, podobnie jak jego identyfikacja poprzez wykaz swoistych antyciał.

    Przedefiniowania wymaga pojęcie „choroby” z względnieniem postulatów dr Hamera.

    Warto by poznać za co W ISTOCIE dostali Nobla 2008 Luc Montagnier, Françoise Barré-Sinoussi i Harald zur Hausen, a inne nagrody – Robert Gallo.

  3. „czy naukowcy udowodnią, że Darwin pochodził od małpy?” – wystarczy popatrzeć na portret Darwina, żeby zrozumieć skąd mu przyszedł do głowy ten małpi przodek. Zobaczył go w lustrze!

    Mnie za bardzo nie interesują błędy nauki, pod jednym wszakże warunkiem: że nie jestem zmuszana przemocą do ponoszenia ich konsekwencji. Nie ma dla mnie znaczenia, czy wirusy istnieją ani czy bakterie powodują choroby, dopóki nikt nie zmusza mnie do szczepień lub przyjmowania leków. Niech sobie uczeni urywają głowy kłócąc się o teorie, to nie mój biznes. Moim biznesem jest moja suwerenność. Nie wierzę w chorobotwórcze bakterie i wirusy, nie wierzę w szczepienia, więc się na nie nie zgadzam. Nie wierzę w onkologię z jej chirurgią, chemioterapią i naświetlaniami, więc nie zamierzam korzystać z jej usług. Problem (i to duży) zaczyna się w momencie, kiedy te „zabiegi” (a nawet badania) stają się przymusowe. Obawiam się, że świat zmierza właśnie w tym kierunku i to mnie niepokoi.

  4. Mam pytanie do Peryskopa (jeśli tu zagląda): ostatnio po sieci krążą plotki, że Kaczyński ma raka. Podobno (tak twierdzi, ale nie wiadomo na jakiej podstawie Stonoga) jest to rak trzustki. No i (jeśli oczywiście to jest prawda) to mi się coś nie zgadza. Po śmierci brata i bratowej rak jest rzeczą raczej dość oczywistą, ale dlaczego trzustka??? No chyba, że to jakiś inny rak.

    Co do Totalnej Biologii i trzustki… moja matka miała zapalenie trzustki. Nie bardzo mi to w pierwszej chwili pasowało, ale… eureka! Moja babcia była dzieckiem, które nie nosiło nazwiska swojego ojca! Nie wiem jak to działa, bo babci nic nie było, a choroba dopadła jej córkę. Co na to Peryskop?

  5. @Peryskop mimo tego iz daleko mi do osiagniecia Twojego poziomu wiedzy, to niestety jezeli chodzi o wirusy mozemy dyskutowac jak slepiec ze slepcem o kolorach.
    Bo tak jak piszesz nawet mikroskop elektronowy ich nie widzi.
    Mi sie jednak wydaje, kierujac sie intuicja i moim brakiem wiedzy-czyli oprogramowania akademickiego, iz wirus jest wirusem tylko z nazwy, a to sa wlasnie po prostu skrawki rna-dna o okreslonej sekwencji ktore moga powodowac szkody w organizmie lub nie.
    Jak dla mnie slepca to one nie istnieja, obojetnie czy inny sliepiec je zobaczył czy tez nie.

    Wiec czy to nie jest czasem tak: gdy organizm sie oslabia pod wplywem czynnikow zewntetrznych takich jak zimno, toksyny, brak pozywienia, mineralow oraz dobrych bakterii. Skrawki ‚umarlych’ komorek z normalnej przemiany materii ‚przyklejaja’ sie do zywych komorek lub organizmow takich jak bakterie i oddzialywuja wowczas na nie niepozytywnie i je niszcza?
    Gdy organizm probuje nadazyc z regeneracja uszkodzonych komorek, podnosi sie teperatura ciala, ktora z kolei wynika z szybszego dzielenia sie komorek oraz wiekszej pracy w celu pozbycia sie, przetrawienia w tym przypadku nadmiaru ‚obcego’ rna.

    Niby powszechnym jest ze wirusy atakuja w zimie-ale nie wszystkich przeciez.
    W zimie natomiast wielu daje sie zaszczepic tymi skrawkami i toksynami ktore dodatkowo oslabiaja organizm spowalniajac jego reakcje obronne i czlowiek niedomaga dopoki wszystkie uszkodzone komorki sie nie zutylizuja. Sytuacja moze jednak sie szybko powtorzyc jezeli toksyny spowolnia proces utylizacji, teraz juz nowych skrawkow rna ktore sa gotowe znow ‚zaatakowac’ jezeli proces regeneracji, wysokosc temperatury ciala nie wroci do poziomu na ktorym dany organizm najefektywniej funcjonowal.

    Lecz to tylko moje nienaukowe przypuszczenia a moze i nawet nieprawda.
    Bo w jedno w tym wszystkim nie moge jakos dac wiary. Jak mozna zaszczepic kogos czyms czego nie widac???! nawet jezeli teoretycznie to mialby byc skrawek rna czy tez dna w otoczce białkowej?

  6. Ja nie rozumiem czego innego: jak można dać się zaszczepić czymkolwiek? Kiedyś ludzie nie wiedzieli co jest w szczepionkach, ale dziś każdy może to sprawdzić. I co? Nie sprawdza! Może ludzkość zasługuje na wymarcie?

  7. @Astromaria
    Wiara w to ze ktos wie napewno wiecej niz ty kiedykolwiek bedziesz wiedzial. Wiara w bełkot naukowy i nieomylnosc wszystkich tych mechanicznych mikroskopow i teleskopow sprawila ze ludzie sami staja sie maszynami do manipulowania. Bo przeciez sami siebie programuja, udajac ze rozumieja cos z tego co dojrzeli. Im wiecej im sie wydaje tym bardziej upodabniaja sie do bezmyslnej, bezdusznej maszynki.
    A zabawne jest w tym wszystkim to, iz zarazaja sie nawzajem czyms co tylko istnieje w ich wyemaginowanym swiecie.
    Ludzie zostali zaprogramowani tak aby wierzyc we wszystko albo w kompletnie nic.
    A ja tam obecnie ze wzgledow czysto egoistyczmo-cybernetycznych wierze w Bozie ;p

  8. No właśnie, zarażają się nawzajem czymś co tylko istnieje w ich wyimaginowanym świecie. Dokładnie tak! Wirus HIV nie wywołuje żadnych objawów (pewnie dlatego, że nie istnieje). Ale kiedy doskonale czujący się człowiek usłyszy diagnozę, że jest nosicielem od razu zaczyna się czuć źle, bo wierzy, że HIV to wyrok śmierci. Taki wierzący człowiek pędzi do lekarza, żeby się leczyć i w tym momencie autentycznie zaczyna chorować. Ale nie z powodu wirusa, lecz z powodu leków. To od nich łysieje, ślepnie i głuchnie, a nie od AIDS. Wiara zaprawdę czyni cuda. I antycuda.

    Z chorobami wieku dziecięcego sprawa też jest niejasna. Lekarze wierzą, że one są zakaźne. A może wcale nie są? Może po prostu w określonym wieku dzieci przechodzą proces, którego objawami są gorączka, wysypka itp.? Bakterie nie wywołują choroby, lecz sprzątają bałagan po uśmierconych komórkach? One je po prostu zjadają, co powoduje znane objawy. Pasteur był oszustem, jak wielu postawionych na pomnikach zbrodniarzy. Żyjemy w świecie zarządzanym przez ciemne moce, nic więc dziwnego, że na pomnikach stoją psychopaci i wariaci, a nauka kłamie.

  9. Moja corka ma prawie piec lat i na zadna z tych dzieciecych chorobsk nie chorowala, albo przeszly niezauwazone.
    Ostatnio przez dwa dni miala goraczke powyzej 38 stopni. Lezala sobie na kanapie i odpoczywala. Pila wode, herbatki i jadla glownie soczyste owoce. Zasnela takze w ciagu dnia-czego juz wlasciwie nie robi od ok 2 lat.
    Trzeciego dnia jak reka odjal. Bawila sie przy oczyszczaniu auta ze szronu.

  10. Mogły przejść niezauważone, ale wytworzyły przeciwciała. Dobrze odżywione i zadbane dziecko może nie mieć żadnych objawów, chociaż w organizmie coś tam się dzieje. Jest sporo rodziców, którzy już się przebudzili i nie podają dzieciom leków. Niedawno na FB ktoś opisał takie naturalne chorowanie. Dzieciaki miały wysoką gorączkę, ale rodzic nic nie robił tylko obserwował. Po 3 dniach dzieci wyzdrowiały bez medykamentów.

  11. Uwaga : Totalna Biologia bywa wypaczeniem GNM/GH !

    Nie wiem czy Jarkacz choruje. Jeśli trzustka, to roszczenia.

    Na razie fragmenty korespondencji nt GNM : rak trzustki i inne przypadki.
    Proszę zwrócić uwagę, że identyfikacja nie jest wcale łatwym zadaniem.

    (1):
    … dowiedziałam się o przypadku kobiety, która straciła w ciągu trzech miesięcy męża i syna. Mąż zmarł na raka jelita grubego w listopadzie 2015, a syn na raka trzustki – w lutym 2016. Co mógłbyś o tych przypadkach powiedzieć?
    ===

    ja:
    O ile pamiętam rak jelita grubego to psycho-bio-konflikt „nie móc się pozbyć kęsa / złość na tym tle”, może być np. skutkiem bezzasadnych oskarżeń, niesnasek w pracy, czy w innych relacjach.
    Natomiast rak trzustki to psycho-bio-konflikt „niezaspokojone roszczenia” – w szerokim znaczeniu, także niematerialnym.
    Jeśli mogłabyś dokonać obiektywnej weryfikacji podłoża + „leczenie”, to byłoby cenne.
    Jeśli chcesz – prześlij rodzinie odnośne fragmenty tego mejla, żeby była szersza wiedza o co chodzi.
    Bo częstym problemem w uzyskaniu rzetelnej informacji jest fakt, że wiele naszych konfliktów wynika z negatywnych emocji, ma zatem wstydliwy, a więc intymny charakter i dlatego tzw „cała prawda” jest zwykle ukrywana lub podbarwiana. Ja mam już kilka potwierdzeń w rodzinie na jelito grube i trzustkę (podobnie „roszczeniowe” są przewody wątroby i woreczek żółciowy), a także na wiele innych zgodności wiedzy GNM z objawami „chorób”. Zwykle wiedza o przyczynach nie pochodziła z osobistych zwierzeń osoby chorej, ale z analizy jej wypowiedzi w konfrontacji z obserwacją jej postępowania.
    To wymaga pewnych umiejętności, dobrej pamięci oraz konsekwencji – ale co nie wymaga ?
    Od podkreśla, że konfliktom z symbolicznym „kęsem” zawsze towarzyszy odczucie „złości”.
    Ale własne doświadczenia osobiste – np. z moimi „migdałkowymi pannami do wyboru” [o tym przy następnej okazji] – tego nie potwierdzają, bo nie czułem wtedy złości. Niby dlaczego ? Więc w poszczególnych przypadkach mogą pojawiać się wyjątki np. na tle dominujących cech charakteru, lub okoliczności.
    Podobnie nie przemawia mi do przekonania warunek często podkreślany przez dr Hamera, że dla wystąpienia SBS-a w konflikcie biologicznym, problem musi wystąpić nagle i ostro – „spaść jak grom z jasnego nieba”. Nie przemawia bo :
    1) to taka fraza z germanizmów i gromy przecież spadają z mniej czy bardziej zachmurzonego nieba,
    2) patogenna może być też kumulacja nieprzyjemnych wrażeń – bez wyraźnej ich kulminacji,
    3) dr Hamer zaznaczył, że zgromadzona przez niego wiedza wymaga weryfikacji i uzupełnień.
    Dlatego – i wobec psychicznej genezy chorób – też nie rezygnuję z forsowania własnego określenia „psycho-bio-konflikt” zamiast oryginalnego „konflikt biologiczny”.
    =====

    (1):
    Nie znałam tych ludzi dotkniętych tymi tragicznymi wydarzeniami. Kuzynka mówiła mi, że to było bardzo zgodne małżeństwo już w wieku emerytalnym. Nie rozmawialiśmy o tym zbyt długo (w końcu to wesele było), ale z tego co się dowiedziałam, to mogło tak być, że żona była nadopiekuńcza.
    Natomiast jej syn przeżył piekło z żoną, z którą zresztą się rozszedł. Na dodatek utracił na jej rzecz mieszkanie, które otrzymali od jego rodziców. Potem mieszkał w wynajętym. Ale cieszył się nim tylko 3-4 miesiące i zmarł.
    Leczenie w obu przypadkach standardowe.
    Szczególików nie znam, bo o tym rozmawiałyśmy jakieś 5 minut.
    =====

    ja:
    Czyli z tego co już się dowiedziałaś widać, że syna faktycznie zabiły niezaspokojone „roszczenia”.
    Natomiast męża „nadopiekuńcza” żona mogła nękać „bezzasadnymi oskarżeniami” o dopuszczenie do kłopotów życiowych ich syna. To jest prawdopodobne, gdyż matki nadopiekuńcze zazwyczaj nie mają sobie nic do zarzucenia, bo przecież działają w przekonaniu, że się poświęcają dla dobra swych bliskich. Więc jeśli pójdzie coś nie tak, to winę zwalają na kogo się da. I jest w tym tragiczna logika.
    Ten przykład wskazuje jak nasze losy bywają pogmatwane, bo często skutki są niezgodne z intencjami, a „dobro” splata się ze „złem”, przez co dążąc do „raju” – tworzymy „piekło na ziemi” .
    I tu są kolejne walory GNM/GH, bo ta wiedza pozwala ustalać o co w istocie chodzi w naszych konfliktach, a na bazie tych ustaleń też uczy nas – niestety na trupach ofiar konfliktów – jak mądrzej postępować !
    Dlatego jestem Ci bardzo wdzięczny za pomoc w tej analizo/syntezie.
    Także za klucz „nadopiekuńcza” – skoro to słowo, lub jego znaczenie, pojawiło się podczas Twojej rozmowy z kuzynką. A bez niego nasze dywagacje o przyczynach byłyby jałowe.
    Widzisz teraz jak ważny jest każdy szczegół ?
    ===
    I wtedy poczujesz, że ta wiedza może dawać również efekty terapeutyczne po spełnieniu warunku : kontrola nad „mrocznymi zakamarami” naszej psychiki.

    Przypomnę urywek polemiki z Ciekawyyym na Monitorze małoPolskim :
    … znając objawy i/lub rzetelną kliniczną diagnozę – choćby który narząd szwankuje – można z dość dużą precyzją określić jaki typ psychicznych kłopotów danego osobnika dręczy.
    Pod tym względem GNM/GH to jest wiedza iście deinotatońska, czyli szatańsko-anielska zarazem, bowiem pozwala prześwietlać emocje człowieka szybciej i taniej niż tomografem najnowszej generacji. Do tego bez jakichkolwiek szkodliwych efektów ubocznych.
    A przecież tomografy [nieobojętne dla zdrowia] przyczyn chorób nie wykrywają, a tylko skutki.
    Również czułość wiedzy dr Hamera jest wysoka, bo np tej zimy gdy zacząłem się zastanawiać nad sensem życia w obecnych globalnych realiach, to pokazał mi się kaszelek i lekki ból u góry klatki piersiowej – czyli dość typowe objawy wczesnego stadium zapalenia oskrzeli. Kiedyś rozglądałbym się po zasobach apteczno-ziołowych, ale teraz wystarczyło porzucić smętne refleksje i po kilku dniach objawy całkowicie ustąpiły. Same ! Bez baniek, nacierania, „leków”, suplementów itp.
    Choroba o nazwie „zapalenie płuc” (jest czymś innym niż rak płuc) dotyczy oskrzelików, a więc tkanki ektodermalnej – nabłonka płaskiego; najmłodszy listek zarodkowy. W tym przypadku treścią konfliktu biologicznego jest: „strach o rewir” – konflikt rewirowy. HH w korze mózgowej.
    Zatem moja zimowa chandra oskrzelowa wystąpiła na podłożu „strach o rewir” – bo miałem kryzys wiary w to, że mógłbym mieć jakiś wpływ na to, co się obecnie wyrabia.
    I owo samo-uleczenie polegało jedynie na uświadomieniu sobie, że nie muszę się tym przejmować.

    Jakie to proste ! Ale tylko dla kogoś, kto naprawdę umie panować nad swymi emocjami i myślami.
    Bo gdybym tylko powiedział sobie ”Nie będę się tym przejmował” – ale gdzieś tam „w głębi duszy” – nawet nie w pełni świadomie – czułbym, że tak całkiem to nie mogę odpuścić, no bo przecież … to w istocie bym się tylko okłamywał, i zapalenie oskrzeli zamiast ustąpić – zapewne ciągnęłoby się klasycznie. Stąd uwaga, że osoby zawikłane mogą mieć trudności w korzystaniu z pomocy GNM.

    Zwróć proszę na ten układ uwagę, bo być może tu tkwi przyczyna, że nie możesz pozbyć się kłopotów reumatoidalnych, zwłaszcza że ich tło, czyli „obniżenie samooceny”, dotyka bardzo wrażliwych i zasadniczych aspektów naszej psychiki, bo ambicjonalnych. A ambicje potrafią być auto-destruktywne i wtedy często przechodzą w patologie z objawami auto-immunologicznymi.
    Wyłącz myślenie !
    – i przeczytaj powyższe akapity jeszcze raz. Aż do skutku…

    *****
    Tę zimę przetrzymałem z minimalnym dogrzewaniem, bo lubię spać w chłodzie. A po najnowszym doświadczeniu z „chandrą oskrzelową” mam teraz przekonanie, że niskie temperatury nie mają bezpośrednio wpływu na stan naszego zdrowia – wszak pod warunkiem, że nie odczuwamy ich jako dyskomfortu ! Bo jeśli cierpimy od chłodu, to w jego efekcie będziemy mieć kłopoty zdrowotne.
    Czyli „przeziębienia” to skutek subiektywnych, negatywnych odczuć, zwykle podszytych lękiem.

    I jeszcze jedno ważne odkrycie : jak łatwo się spierdziadzieć !
    Otóż gdy po wystąpieniu „chandry oskrzelowej” szedłem do sklepiku po provianciny, ból się wzmógł i przy każdym kroku od wstrząsu czułem szpilkę, więc skróciłem krok i szurałem butami, bo taki chód dawał ulgę. Także wyczułem, że mniej boli gdy się zgarbię i płyciej oddycham. I tak oto przez tę drobną dolegliwość powłóczyłem nogami jak jakiś dziadyga, zgarbiony, z twarzą skierowaną ku ziemi, ledwo wentylując płuca. Gdybym się z „chandry” szybko nie wyrwał, to taki styl utrwaliłby się, i destrukcja postępowałaby.
    *****

    Kilka potwierdzeń możliwości wykorzystywania wiedzy GNM/GH podała mi (2), m.in. wskutek kłopotów z pęcherzem, które wg GNM/GH są następstwem psycho-bio-konfliktów rewirowych.
    A nie tylko ona doświadcza takich problemów na tle zawodowym, bo jest ambitna, koniunktury falują, współpracownicy robią … błędy, a konkurencja nie śpi. Kłopoty rewirowe permanentne.

    Pomocna jest tu sama świadomość, czego biologicznym wskaźnikiem jest stan pęcherza. bowiem to niekoniecznie jest skutek „przeziębienia” czy „infekcji”, jak wmawiają nam rockefellerne konowały.
    ‘Konował’ to starodawna nazwa pomagiera kowala/weterynarza – osiłka, który powalał mu konia lub krowę na ziemię w celu dokonania niezbędnego zabiegu – przezwisko dziś zaskakująco adekwatne !
    A zasadnicza gender-różnica jest taka, że zwykle kobieta „klasyczna” miewa problem z określeniem, do jakiego/czyjego rewiru przynależy, podczas gdy „klasyczna” mężczyzna miewa problem z określeniem kto i co należy do jego rewiru, oraz z utrzymaniem/zachowaniem „swojego” rewiru.
    Natomiast w realu obojgu na tym tle rewirowym mogą szwankować układy moczowe, i/lub serca.
    *****
    Po latach spotkaliśmy się z koleżanką (3) z klasy licealnej. W 2010 roku zwierzyła mi się wystraszona, że właśnie zdiagnozowali jej raka trzustki, z którym przeżywalność wynosi max 5 lat.

    Wtedy z GNM znałem tylko kontrowersyjną tezę dr Stefana Lanki, że patogennych wirusów de facto nikt nie zidentyfikował, więc mogłem ją pocieszać, że może omyłka, żeby nie w stylu hospicjalnym. Zaczęliśmy rowerować do Powsina, to i kontakt mieliśmy regularny. Potem zacząłem na Monitorze małoPolskim czytać posty nt GNM niejakiej @Od i powoli malał mi opór, a rosło zainteresowanie, bo klocki zaczęły mi się stopniowo układać. Z czasem poznałem Od i przyczyny m.in. raka trzustki.

    Więc zacząłem nalegać na (3), żeby wyprała sobie z głowy roszczenia wobec b. męża, który popadł w alkohol i hazard, i rozwalił nieźle prosperującą wspólnie zbudowaną firmę, a jej rzutem na taśmę ze szpitala udało się przez prawników sprzedać ich dom w Warszawie i za połowę kupić mieszkanie dla syna i siebie. Też nie chciała wierzyć w Hamera, kupiła książkę dla studentów o rakach trzustki, przeryła na wylot i dyskutowała z onkologami. A ja swoje + kolejne przykłady z otoczenia. Potem zastraszona dała usunąć sobie nerkę, bo rzekome przerzuty. A ja swoje + nowe przykłady na GNM.

    Czułem, że powoli opór jej spada. I tak dojechaliśmy do 5 ½ roku po diagnozie, więc spytałem co z tamtą prognozą ? – To nie był rak. Bo gdyby był, to by mnie już tu nie było. Tłumaczenie sprytne ! Nie mam zamiaru dochodzić jak było naprawdę, bo widzę, że póki co dr Hamer poratował (3).
    =======

    Gwiazdy, które przegrały z rakiem trzustki
    http://film.wp.pl/idGallery,15085,idPhoto,403845,galeria.html
    Luciano Pavarotti 71 diagnosed July 2006 died 6.09.12007
    Anna Przybylska 36 po ok. 1,5 roku
    Patrick Swayze 57 po ok. 1,5 roku
    Marcello Mastroianni 72 po ok. 1,5 roku
    Richard Crenna 76 zawał
    Rex Harrisom 82
    Michael Landon 54
    Daria Trafankowska 50
    Marian Glinka 65

    Steve Jobs (1955-2011) zmarł w wieku 56 – „aż” 7 lat po diagnozie
    Z kierowania swoją główną firmą Apple kilka razy
    odchodził i wracał – zwykle pośród intryg i napięć.
    W 2004 poddał się operacji rzekomo „operacyjnego” raka trzustki, zmarł pomimo kuracji m.in. w specjalistycznej klinice w Szwajcarii.
    Rościł nieźle jeśli wdowa Laurene Powell Jobs warta net $7-10 mld.

    http://wiadomosci.wp.pl/kat,1329,title,Znani-wspominaja-Anne-Przybylska,wid,16934987,wiadomosc.html
    Cezary Pazura: … Zawsze grała postaci sympatyczne, takie dziewczyny,
    w których każdy facet chciałby się zakochać. Ten wizerunek – osoby obdarzonej niezwykłym wdziękiem, promieniującej ciepłem i życzliwością – wszyscy zapamiętamy…

    Ano właśnie – „grała”. I to też zapamiętamy :

    Grała na „wizerunek”.
    Wizerunek promieniujący niezwykłym wdziękiem, ciepłem, życzliwością.
    Ambasador Margaret Astor…

    A kim była naprawdę ?
    I najważniejsze: jakie miała niezaspokojone roszczenia ?
    Może i słuszne były, ale czy obiektywnie ?

    http://www.monitor-polski.pl/leczenie-eboli-wg-anonimowego-lekarza-pracujacego-nad-tym-wirusem/comment-page-7/#comment-175850

    Peryskop 5 października 2014 at 22:50
    Wg GNM rak trzustki to skutek konfliktu biologicznego na tle niezaspokojonych roszczeń.

    Tu można nieco wyczytać pomiędzy wierszami:
    http://www.se.pl/jaroslaw-bieniuk,12280/

    > Co do Ani P. , to jakie roszczenia wyczytales miedzy wierszami?

    Zaznaczam, że to tylko możliwe opcje tła jej konfliktu psycho-biologicznego:
    – rozpad małżeństwa z tenisistą Dominikiem Zygrą po roku – czyja wina ?
    – role w kilku serialach – a dlaczego brak ambitniejszej roli w fabule ?
    – nie wejście do stolika jury Must Be The Music – dlaczego ?
    – 200+ tys. zł za reklamę drobiu – dlaczego nie więcej ?
    – partner miał zagrać ale nie zagrał w serialu – dlaczego ?
    – partner nagle bez zarobków – dlaczego ?
    – z trzecim Jasiem to „wpadka” – czyja ?
    – powrót do Gdańska – dlaczego ?
    – żeby babcia wreszcie zajęła się dzieciakami ?
    – czy stosując botox nie rościła pretensji do upiększania się ?

    A zatem czy nie mogła mieć roszczeń niezaspokojonych ?

    Życie „gwiazdy” nie jest tak kolorowe jak jej role !
    http://www.gala.pl/newsy/anna-przybylska-stracila-intratny-kontrakt-16717

    Gwiazda była do niedawna wraz z Piotrem Adamczykiem ambasadorką jednej z popularnych firm obuwniczych… Jak donosi „Super Express”, na utraconym kontrakcie Anna Przybylska zarobiła wcześniej podobno aż 300 tysięcy złotych.

    Roszczenia ofiary własnej popularności: Lis na żywo – Anny Przybylskiej
    wojna z paparazzi http://www.youtube.com/watch?v=hNYOmf8QRTk
    *** http://film.wp.pl/idGallery,14533,idPhoto,394992,galeria.html
    …Wreszcie Przybylska wypowiedziała wojnę fotoreporterom. Kiedy zorientowała się, że natrętni paparazzi nie mają zamiaru przestać
    jej dręczyć i wciąż wystają pod jej domem i szkołą dzieci, postanowiła odpowiedzieć ogniem. Zaczęła nagrywać dziennikarzy,
    a filmiki umieściła na swoim Instagramie. Złożyła również zawiadomienie do prokuratury. Sprawę jednak przegrała.
    – Prokurator uznał, że zachowanie reporterów nie miało charakteru uporczywego, więc nie było znamion przestępstwa…

    [po kuracjach – także w Szwajcarii] … Anna Przybylska wyjawiła, że udało się jej znaleźć wewnętrzny spokój. Odnalazła też wiarę.
    – Przesterowałam moją głowę na pozytywne myślenie, żeby cieszyć się życiem. I walczyć, bo mam o co. I wiesz co, wyspowiadałam się pierwszy raz od 13 lat. Teraz znowu kumpluję się z Panem Bogiem, chodzimy co niedziela na kawę. Bardzo dobrze mi z tą przyjaźnią, lecz nie narzucam nikomu mojej wiary, nie manifestuję jej i nie zmuszam innych, aby razem ze mną na tę niedzielną kawę chodzili. Ale uwierz mi, że po tych spotkaniach jest mi naprawdę o wiele lżej. I myślę, że dostałam swoją lekcję od Niego w jakimś celu – opowiadała w Vivie!. – Ja myślę teraz krótkoterminowo,
    nie ma co wybiegać za bardzo w przyszłość. No i mam jeszcze parę marzeń zawodowych. Ale najbardziej chciałabym wyjść z tej sytuacji, w jakiej się teraz znajduję, i móc funkcjonować tak, jak funkcjonowałam do tej pory.
    Jeszcze trochę pożyć. Bardzo głęboko wierzę, że mi się uda – dodawała Ania Przybylska.

    ===

    Czyż nie są to celne korelacje życia z wiedzą GNM ?

  12. Hmmmm, moja matka faktycznie była roszczeniowa, głównie w sensie emocjonalnym. Pewnie dlatego miała tylko zapalenie, a nie raka trzustki.

    Ja prawie nie mam rodziny. Moja matka miała brata, który zginął (a raczej zaginął) w Powstaniu, mój ojciec był jedynakiem, ja mam 1 siostrę i 3 synów, siostra ma 2, więc nie mam za bardzo kogo obserwować. Moja rodzina była zdrowa, nie było żadnych raków, cukrzycy, reumatyzmów itp., więc i tu nie mam pola do obserwacji. Obaj dziadkowie zmarli na serce, ale w dość późnym wieku. Ciocia babcia dożyła 102 lat w pełnym zdrowiu, dopiero w wieku 101 lat doznała wylewu. Matka na stare lata miała problemy z wątrobą, niewiele jej brakowało do marskości. Pewnie ze złości, bo była niezłą furiatką. Jest coś, co występuje u nas rodzinnie – kamienie w nerkach. Miał je dziadek ze strony ojca, mój najmłodszy syn i miewam ja, ale tylko po świętach, jak się obeżrę niezdrowych rzeczy. Syn został wyleczony homeopatycznie i już mu to nie wraca. Jest też w rodzinie przypadek psychozy, zwanej obecnie chorobą dwubiegunową, a dawniej cyklofrenią. Nie wiem dlaczego u nikogo nie przejawił się żaden konflikt w sensie GNM, bo konfliktów rodzinnych nie brakowało. Widocznie nie były zbyt mocne.

Nie mam żadnego wpływu na moderację, więc proszę się nie awanturować w tej sprawie - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s