O mnie
Na moim blogu ezoterycznym (w prawym panelu, na górze) umieściłam bardzo obszerne wypracowanie pt. „O mnie” oraz „Moje credo”, ale są one dość długie, co może zniechęcać do ich wnikliwego przeczytania.
Dlatego tutaj będzie krótko (no, prawie krótko) i treściwie.
—————————————————————————————-
W związku z oszczerstwami rozpowszechnianymi na mój temat przez sektę Himavanti i w forum portalu Racjonalista czuję się zmuszona do wygłoszenia poniższego oświadczenia:
Nie mam nic wspólnego i nigdy w życiu nie należałam do New Age, sekty „Orion 2012”, „Projektu Cheops”, sekty Himavanti, SEKTY RACJONALISTYCZNEJ ani żadnej innej piorącej mózgi swoich wyznawców grupy.
Sekta „Orion 2012” o ile wiem nie istnieje i nigdy nie istniała. Została zmyślona na potrzeby sekty Himavanti i służy wyłącznie do oczerniania niewygodnych ludzi.
Nie głoszę i NIGDY nie głosiłam nadejścia końca świata, wręcz przeciwnie, w takie bzdety nie wierzę, o czym pisałam wielokrotnie i od dawna. Wbrew temu, co oszczerczo wypisuje o mnie kryminalna sekta Himavanti (której guru siedział w więzieniu) rewelacje Patrica Gerylla ZAWSZE uważałam za brednie i nigdy ich nie rozpowszechniałam.
Projekt Cheops… skwituję krótko: ŚMIECH NA SALI. Jestem zbyt inteligentna, żeby dać się nabrać na takie piramidalne brednie. Gdybym nie przeczytała na blogu Mohana, że mam coś wspólnego z tą sektą nawet nie wiedziałabym o jej istnieniu.
Informuję ponadto, że nie znam, nigdy nie spotkałam i nigdy nic mnie nie łączyło ani w realu, ani wirtualnie, z Jakubem Sztajbarem (który również siedział w więzieniu, do czego sam się przyznał).
Nienawiść tego faceta do mnie jest zupełnie irracjonalna, a portal Racjonalista, który w swoim forum pozwala dyskutantom powoływać się na tego pana plotkując o mnie spadł poniżej wszelkiego poziomu i sam się tym sposobem zdyskredytował (admini Racjonalisty na to pozwalają, a więc ponoszą za to odpowiedzialność, również prawną).
Z panem Sztajbarem miałam do czynienia pierwszy i jedyny raz w życiu, gdy na eioba zgłosiłam plagiat trzech moich tekstów i powiadomiłam o tym plagiatorkę.
Przyczepił się wtedy do mnie jak rzep do psiego ogona, stał się strasznie agresywny i zaczął zmyślać niestworzone insynuacje, że to ja jestem plagiatorką i że pozwie mnie do sądu za rzekomą kradzież obrazków z tekstu Świat jest inny niż myślisz (tekst ten, wraz z obrazkami, został udostępniony na wolnej licencji i można go rozpowszechniać pod warunkiem podania źródła, które na mojej stronie jest i było podane od samego początku, ponadto mam na jego publikację pisemną zgodę tłumacza). Poza tym pisał oszczercze paszkwile na mój temat na swojej stronie i na eioba oraz donosy na forum eioba.
Moje roszczenia zostały przez eioba uznane bez żadnych wątpliwości i zastrzeżeń, a plagiatorka (po obrzuceniu mnie stekiem rynsztokowych wyzwisk, jakże charakterystycznych dla członków sekty Himavanti) usunęła moje teksty ze swojej strony, ale oszczerstw pana Sztajbara już się z sieci usunąć nie da i będą tam po wsze czasy, powielane jednakowo gorliwie przez obie sekty: racjonalistyczną i Himavanti.
Więcej o oszczerczej działalności sekty Himavanti możecie przeczytać tutaj:
Capnęli Mohana
Wojna umysłów? Wojna o dusze?
Eioban
Jak to się robi w Bractwie Zakonnym Himawanti?
—————————————————————————————-
Jeśli chcesz wyrobić sobie własne zdanie o tym, kim naprawdę jestem i jakie mam poglądy, zamiast opierać się na pomówieniach i oszczerstwach po prostu poczytaj, co piszę na tym blogu i na swojej stronie.
—————————————————————————————-
Zgodnie z tytułem bloga JESTEM ZA, A NAWET PRZECIW, co oznacza, że jestem zupełnie wolną duszą, która nie przynależy do żadnego owczego stada światopoglądowego, ale też nie odrzuca z przyczyn światopoglądowych niczego, co zasługuje na uwagę i zbadanie.
Nie jestem katoliczką (ani dowolnego rodzaju chrześcijanką) i nie wyznaję żadnej innej religii, ale nie jestem ateistką.
Biblię uważam za bardzo interesujący zbiór mitów i legend, które należy znać i badać naukowo, ale nie za „świętą” księgę.
Nie wierzę w osobowego i męskiego starotestamentowego boga Jahwe, lecz w niewyobrażalną z ludzkiego punktu widzenia i bezosobową Boską Moc Stwórczą / Kosmiczną Inteligencję.
Od kłamstw wciskanych ludzkości przez ateizm trzymam się równie daleko, jak od głupot głoszonych przez kościół i religie. Materialistyczny ateizm jest taką samą duchową pułapką jak religia, co wyjaśniam między innymi tutaj.
OSOBIŚCIE SPRAWDZAM I WERYFIKUJĘ WSZYSTKO, O CZYM PISZĘ I NICZEGO NIE PRZYJMUJĘ NA WIARĘ!
Ponadto informuję, że od bardzo, bardzo dawna NIE JESTEM już młodzieżą i mam dorosłych synów. Proszę więc nie zwracać się do mnie w komentarzach protekcjonalnie per „moja panno” lub „młoda damo”.
Każdy, kto uważa, że dla dowolnie pojmowanego dobra ogólnego należy ludzi zmusić do przyjęcia jednego, w jego mniemaniu słusznego światopoglądu (religijnego, racjonalistycznego itp.) zdradza zapędy totalitarne, a więc jest psychopatą i powinien być izolowany od społeczeństwa.
Wszystkie funkcjonujące na Ziemi systemy wierzeń i wszelkie ideologie (religia, komunizm, racjonalizm, ateizm, darwinizm) są z założenia systemami totalitarnymi, których zadaniem jest duchowe i intelektualne zniewolenie ludzkości oraz pozbawienie jej świadomości własnego potencjału.
——————–
Na początek, tytułem wstępu, informacja dla reprezentantów głównych nurtów światopoglądowych występujących w naszym kraju (inteligentnym ludziom nie muszę tłumaczyć, że dwa pierwsze punkty ociekają sarkazmem):
1. Dla racjonalistów” – wierzę w metafizyczne, homeopatyczne, szarlatańskie, astrologiczne i duchowe „zabobony”, całkowicie odrzucam ateizm i medycynę alopatyczną, co więcej, racjonalistów i osoby zorientowane materialistycznie uważam za groźnych psychopatów i wrogów ludzkości. Do ładowania telefonu komórkowego używam absolutu, telewizor uruchamiam rzucając zaklęcie, a do podróżowania służy mi teleportacja. Nie ma nadziei, żebyśmy się dogadali, bo ty pochodzisz od małpy, ja natomiast mam przodków, z których jestem dumna. Nie należę do waszej sekty, więc nie macie nade mną żadnej władzy.
2. Dla pobożnych chrześcijan: mandala horoskopu astrologicznego wprawia mnie w trans, demony podpowiadają mi co mam mówić, dzięki magii lewituję zamiast siedzieć na krześle i nie zasnę, dopóki nie przejdę przez ogień. Nocami latam na miotle, urządzam sabaty z heavy metalem, zjadam niemowlęta, składam ofiary z czarnych kotów, a na deser piję krew. Zdecydowanie odrzucam twoją religię i twojego boga i nie zamierzam podporządkowywać się nauczaniu Kościoła. Nauczanie Kościoła obowiązuje wyłącznie tych, którzy należą do tej destrukcyjnej i splamionej krwią sekty, pozostali ludzie są wolni i mają prawo żyć według własnych standardów. Dla ciebie kochanie jestem straconą i upadłą grzesznicą, więc radzę ci – lepiej tu nawet nie zaglądaj, bo skazisz się grzechem śmiertelnym.
3. Wersja dla normalnych na umyśle: Przyszłam na świat w rodzinie od pokoleń ateistycznej i racjonalistycznej. Tak, jak dom katolicki religijnie „pierze mózgi” swoim dzieciom, tak dom ateistyczny dokonuje podobnego „prania mózgu”, tyle tylko, że w duchu materialistycznym. Każde dziecko zostaje ukształtowane na wzór i podobieństwo swoich rodziców. A może inaczej – każde dziecko rodzi się w takiej rodzinie, która jest dla niego odpowiednia z karmicznego punktu widzenia. Czy pozostanie wierne wzorcom z dzieciństwa zależy tylko i wyłącznie od niego. Żaden stopień lęku wszczepionego w procesie wychowania nie jest w stanie powstrzymać człowieka od poszukiwania prawdy na własną rękę, jeśli osiągnął on stan gotowości, żeby podążać własną drogą ku wolności.
Mimo, że (jak każdy człowiek) urodziłam się z kosmiczną świadomością w procesie wychowania wszczepiono mi racjonalistyczno-materialistyczną mentalność, która sprawiała, że czułam się jakbym ciągnęła za sobą ciężką kulę u nogi. Prawie całe życie zajęło mi przepracowanie tych blokad, które puściły dopiero wtedy, kiedy nauczyłam się metody duchowego uzdrawiania.
Znam katolików, którzy odrzucili wiarę swojego dzieciństwa, a ja jestem przykładem osoby, która odrzuciła racjonalizm i ateizm. Nie znaczy to jednak, że nawróciłam się na jakąkolwiek religię. Nie, nic z tego. Poszłam krok do przodu, a raczej o stopień wyżej.
Każda doktryna i każda filozofia ma swoje przeciwieństwo. Przeciwieństwa leżą na tej samej osi. Mówiąc inaczej – mają ten sam kierunek, ale przeciwny zwrot. Przechodząc od jednej skrajności do drugiej (np. od katolicyzmu do ateizmu lub odwrotnie) nie czyni się żadnego postępu. Pozostaje się wciąż na tym samym poziomie, miotając się między jedną, a drugą skrajnością. Sztuka polega na tym, żeby wyjść poza tę zaklętą linię, leżącą na płaszczyźnie. Chodzenie po jednej osi jest może właściwe w świecie płaszczaków, żyjących w dwuwymiarowej rzeczywistości, ale nie przystoi ludziom, których rzeczywistość jest trójwymiarowa. Jeśli ktoś chce się rozwijać musi podążać po spirali, kierując się ku górze.
Jako astrolog wyjaśnię to na przykładzie opozycji między znakami zodiaku.
Opozycje nie są przeciwieństwami, lecz uzupełniającymi się połówkami.
Obecnie żyjemy w Erze Ryb. Ryby rządzą mistycyzmem i religijnością. Po opozycji mamy znak Panny, która jest analityczna, logiczna i racjonalna. Każda osoba posiadająca planety w tych znakach powinna zgrabnie łączyć duchowość z racjonalizmem. I to się nawet niektórym ludziom udaje. Problem w tym, że podobny efekt trudno jest uzyskać w skali planetarnej. Dlatego na początku tej Ery rządziła irracjonalna religia, a pod jej koniec objawiła się nauka. Obie te osie, zamiast współpracować ze sobą toczą nieustanne wojny, nie zauważając, że i jedna i druga jest jednakowo ortodoksyjna, niereformowalna i fanatyczna. Religia wydaje tytuły doktorskie i profesorskie w dziedzinie zupełnej fikcji i fantastyki nie-naukowej (zgłębiając prawdy objawione w bajkach o niepokalanym poczęciu i Jezusie oraz o Bogu w trójcy jedynym, czego w żaden sposób nie da się potwierdzić naukowo), a nauka zachowuje się jak religia,uzurpując sobie prawo do określania, co jest racjonalistycznym dogmatem i do ścigania heretyków (astrologów, homeopatów, radiestetów itp.), nie uznających tych prawd objawionych. Uczony zachowuje się jak kapłan. Obaj uważają, że posiedli jedyną właściwą wiedzę o tym, jak funkcjonuje świat i obaj uważają za swój obowiązek objaśniać ją maluczkim, którzy powinni przyjmować te nauki na klęczkach (i rzecz jasna pod groźbą prześladowań nie wątpić w ich słuszność).
Nie jestem płaszczakiem, więc szybko się zorientowałam, że mam więcej opcji do wyboru niż tylko dwa przeciwieństwa, między którymi miota się większość uśpionych i nieświadomych ludzi. Dlatego odrzuciłam zarówno ateizm, jak i religię. Uważam się za osobę bezwyznaniową lub „własnowierczynię”, ponieważ sama buduję swój system przekonań.
Nie wierzę w Boga osobowego ani w ogóle w żadnego innego „boga”, który przypominałby boga dowolnej religii. Wierzę natomiast w Inteligencję, która legła u podstaw stworzenia świata. Ponieważ NIKT nie zna odpowiedzi na pytanie, jak doszło do powstania Wszechświata (jasne, wiem, stworzył go Bóg, powiedz tylko, skąd się sam ten Bóg wziął; czyżby stworzył Go jakiś nad-bóg?) nie zawracam sobie głowy próbami odpowiedzenia na te pytania. Świat JEST i to jest jedyny w miarę pewny fakt. Pewny oczywiście tylko o tyle, o ile wierzymy w realność świata i nie zakładamy, że wszystko to tylko sen.
Wszechświat jest bardzo skomplikowany. Nawet kompletny głupek widzi, że rządzą nim inteligentne i nieprzypadkowe prawa. Każdy (poza „racjonalistami”, którzy są najinteligentniejsi na całym świecie) wie, nie da się stworzyć niczego (cepa, stołu, maszyny parowej, komputera czy kosmicznej rakiety), bez stworzenia przedtem projektu tego czegoś. Żeby jakiekolwiek urządzenie mogło prawidłowo działać, potrzebny jest inteligentny projekt. No cóż, racjonaliści uważają inaczej i wierzą w „przypadek”… Ciekawa jestem, czy tworząc np. odkurzacz wrzucają do beczki garść atomów i potrząsają nimi tak długo, aż w końcu wyleci urządzenie, które chcieli uzyskać.
A więc, skoro świat istnieje i skoro trzyma się kupy, to znaczy: skoro planety i elektrony krążą po swoich orbitach, dopóki słoń płodzi / rodzi słonia, a nie hipopotama czy mrówkę, dopóki z żołędzia wyrasta dąb, a nie sosna, uznaję, że tym światem rządzą nieprzypadkowe, a nawet wręcz inteligentne prawa. Tak więc ateistyczno-racjonalistyczną bajkę o „przypadkowym” powstaniu Wszechświata (człowieka, czy choćby któregokolwiek z narządów jego ciała) możemy uznać za obaloną i zwyczajnie nieracjonalną – mówiąc wprost: idiotyczną. Przy okazji odrzucam również „przypadek” jako „naukowe” wyjaśnienie czegokolwiek. Oko, mózg czy nawet zwykła bakteria z całą pewnością nie mogły powstać „przez przypadek”, choćby dlatego, że powstawania czegokolwiek przez przypadek nie obserwujemy w życiu codziennym.
Tak więc wygląda na to, że Wszechświat musiał powstać w rezultacie nie tylko inteligentnego planu, ale że musiały stać za tym jeszcze bardziej zagadkowe siły. O ile każdy inżynier może zaprojektować, a nawet wykonać przykładowy odkurzacz, o tyle nikt ze znanych mi ludzi nie jest w stanie tchnąć życia w materię. Powiem więcej – nikt nie jest w stanie owej materii stworzyć. Z niczego, dodajmy dla pełnej jasności.
Z tego właśnie powodu nie jestem ateistką.
Ale od ateizmu odeszłam z jeszcze jednego powodu – sprawili to sami ateiści. Kiedy podłączyłam się na stałe do internetu wydawało mi się, że (choćby z racji wychowania) do ateistów jest mi zdecydowanie bliżej, niż do katolików. Niestety, bardzo się kontaktami z tymi ludźmi rozczarowałam. Nie byli to światli i otwarci ludzie, tacy jak moi rodzice. Byli to jacyś ograniczeni umysłowo i nietolerancyjni fundamentaliści światopoglądowi, którzy mnie wręcz przerażali.
Również w religii nie znajduję niczego, co byłoby mi bliskie. Szczególnie wiara w osobowego boga wydaje mi się śmieszna, a nawet wręcz idiotyczna. A przede wszystkim prymitywna. W takiego boga może wierzyć tylko kompletny dzikus lub naiwne dziecko.
Podobnie głupi jest dla mnie pomysł, że Bóg może być karzący, kochający, osądzający, dobry, zły, bla bla bla…
Jak więc widzę rzeczywistość?
Dla mnie jest ona wirtualna.
Gdzieś tam jest jakiś Umysł, który napisał mądry i samouczący się Program Komputerowy, a może raczej Grę. Ten Program został „zapuszczony” i żyje własnym życiem. Ktoś wredny i złośliwy wpuścił do niego wirusy, ktoś inny, próbując naprawić sytuację napuścił na nie program antywirusowy, jeszcze ktoś inny dopisał nową, bardziej skomplikowaną wersję Gry lub ją upgrade’ował. I tak sobie to wszystko działa. Główny Programista nie wtrąca się za bardzo w to, co się dzieje, lecz obserwuje. Na początku ustalił prawa i one stale obowiązują. Kto gra uczciwie i z dużą wprawą ten kończy Grę jako zwycięzca. Kto nie rozumie zasad lub oszukuje, ten wraca do punktu wyjścia i będzie grał tak długo, aż wreszcie tę sztukę opanuje i osiągnie w tym mistrzostwo. Gra ma wiele poziomów i stopni trudności, więc kończąc jeden etap przechodzimy na następny. I tak dalej, być może bez końca. Ale jeśli komuś się znudzi lub jeśli przejrzy sprytny plan, może w każdym momencie opuścić grę na własne żądanie.
Kim jest Programista?
Nie mam pojęcia. Po prostu brak mi perspektywy, żeby móc wiedzieć cokolwiek na Jego temat.
W tej Grze nic nie jest odgórnie ustalone i nikt nie gra napisanej przez nikogo roli.
Dlatego – cokolwiek zrobisz ze swoim życiem, to będziesz to właśnie miał. Sam piszesz scenariusz. Dlatego możesz być kim zechcesz i żyć jak zechcesz. I dlatego nie masz prawa zwalać odpowiedzialności za własny los na kogokolwiek. A więc rusz zadek i zrób w tym porządek, dokładnie taki, o jakim marzysz.
Przeczytaj też:
Pornografia, alkohol, narkotyki, okultyzm, ateizm, teoria Darwina i inne diabelskie bzdury
We wszystkim bez wyjątku potrzebny jest umiar
Dorota powiedział/a
Mario czytuje Cie, co jakiś czas, aczkolwiek nie ważyłam się jeszcze nigdy odezwać, ale co tam raz kozie śmierć – myślę sobie
Przyznam, że lubię Twój sarkastyczny humor, szczególnie w walce z inwazją misjonarzy, a z nie jednego Twojego tekstu czerpałam i wiedze dla siebie, stąd i tutaj pewnie zajrzę. Jakaś moda teraz zapanowałam na wordpress, czy co , bo i ja na nim nowa, a o mojej tremie już nie wspominam
Pozdrawiam i powodzenia życzę
astromaria powiedział/a
Nie ma się czego bać, hehe. Zdaję sobie sprawę, że mam tak silną osobowość, że niektórych przytłaczam, a innym się wydaje, że jestem strasznie zła, podczas kiedy ja się tylko czemuś trochę dziwię… Tak już mam. Pracuję nad sobą, ale nie zawsze widzę, co jest nie tak
bo nie widzę siebie z zewnątrz.
A co do mody na WordPress: wieść gminna głosi, że to najlepsza platforma blogowa. Dla mnie najważniejsze jest to, że panują tu cywilizowane standardy, o czym większość polskich platform może tylko pomarzyć. Większość moich znajomych przeprowadziła swoje blogi na WordPress lub Blogspota. No i jak to fajnie podbudowuje ego: piszę tam, gdzie pisze cały wielki świat. Ha!
Paweł powiedział/a
A ja chciałbym pogratulować nowego bloga.Teksty są na poziomie, jak zwykle dominuje obiektywizm i wyważenie. Prezentuje się ładnie i profesjonalnie (fajne kolory i układ).
Raziel powiedział/a
Dlaczego uważasz, że istnienie człowieka na Ziemi nie może być wynikiem szeregu przypadków? Są miliardy innych miejsc i planet we wszechświecie, gdzie warunki fizyczne uniemożliwiają powstanie i rozwój życia – i tam to życie nie powstało. Ale pośród miliardów takich miejsc znalazło się jedno takie (a może i więcej), w którym warunki te okazały się być sprzyjające powstaniu życia – i życie to tam powstało!
Wszechświat kształtował się przez setki milionów lat, zachodziły w nim niezliczone ilości zmian. Dlaczego więc wykluczasz, że Ziemia i człowiek nie są właśnie zbiegiem wielu korzystnych zmian, które zaszły w tym samym miejscu?
astromaria powiedział/a
Nie znam się za bardzo na rachunku prawdopodobieństwa, ale jeśli znasz kogoś, kto może policzyć, jakie jest prawdopodobieństwo powstania przez przypadek choćby tylko takiego narządu jak oko, to go poproś, żeby to policzył. Obawiam się, że wynik wykaże raczej nieprawdopodobieństwo.
Ja nie wiem, skąd wzięło się to wszystko i nawet nie zamierzam próbować wyjaśniać czegokolwiek. Ja deklaruję swoją całkowitą bezsilność w tej dziedzinie. Więcej o tym pisałam w mojej wcześniejszej wersji “Credo” – link do niej znajdziesz na stronie “Moje credo”.
yovanka powiedział/a
Astromario – przykład z okiem jest powalający. Tym bardziej, że obraz odwrócony jest przekształcany, a nieznane jest takie uszkodzenie mózgu, by ktoś widział obraz nieodwrócony.
Co do zwolenników rachunku prawdopodobieństwa – zawsze mają argument, że istniejące prawdopodobieństwo, choć minimalne, jest jednak PRAWDOPODOBIEŃSTWEM – a więc możliwością:))
Gdyby nie to, ludzie nie graliby w totka:))
astromaria powiedział/a
Klasyczny przykład (nie wiem, kto go wymyślił, ale to był ulubiony temat mojego wykładowcy fizyki): posadźmy miliony małp przy maszynach do pisania i niech tłuką w przypadkowe klawisze, dajmy im na to też miliony lat. Jakie jest prawdopodobieństwo, że “przez przypadek” stworzą takie dzieło jak np. “Wojna i pokój”?
astromaria powiedział/a
Dodajmy do tego, że małpy są już stworzone, że żyją na “przypadkiem” żyjącej planecie i że ktoś im te maszyny dał. A skąd wzięła się materia? Kto tchnął w nią życie? Oto jest pytanie!
Raziel powiedział/a
Pocieszę Cię, że podobnie jak Ty uważam się za całkowicie bezradnego jeśli chodzi o to, jak mógł powstać wszechświat (i każdy, kto mówi, że zna na to odpowiedź – myli się albo kłamie).
Zakładając jednak, że wierzymy w powstanie człowieka przez ewolucję i cofając się w czasie wstecz – dojdziemy zapewne do naszego naprawdę pierwszego przodka – jakiegoś jednokomórkowca (bakterii?). Osobiście uważam (i to nas różni), że jeśli w wyniku wielu dziwnych splotów wydarzeń kiedyś, dawno dawno temu powstała bakteria – nic nie stoi na przeszkodzie, aby przez kolejne miliardy lat z tej bakterii powstały pierwsze ryby, z nich płazy, gady i jeszcze inne “gady”, czyli człowiek.
Naukowcy twierdzą, że wszechświat liczy sobie blisko 14 miliardów lat! Sama pomyśl, ile może wydarzyć się w tak długim czasie.
astromaria powiedział/a
To myślisz, że te małpy jednak dadzą radę i napiszą tę “Wojnę i pokój”? Na Brainiac’u doszli do wniosku, że napiszą. Kiedyś…
Jak na razie to nie dało się nawet stworzyć w laboratorium wszystkich aminokwasów. Kiedy wydawało się, że już, już jesteśmy blisko… nagle jedno wyładowanie elektryczne rozwaliło nawet te, które już mieliśmy. No… ale jakby tak przez miliardy lat… kto wie
rungarak powiedział/a
@Astromaria: “Klasyczny przykład (nie wiem, kto go wymyślił, ale to był ulubiony temat mojego wykładowcy fizyki): posadźmy miliony małp przy maszynach do pisania i niech tłuką w przypadkowe klawisze, dajmy im na to też miliony lat. Jakie jest prawdopodobieństwo, że “przez przypadek” stworzą takie dzieło jak np. “Wojna i pokój”?
W zasadzie podobny eksperyment już mial miejsce, tylko małpy nie mialy maszyn i biegaly po sawannach. Po paru milionach lat jedna wynalazla maszyne, a inna napisala “Wojne i Pokój”
astromaria powiedział/a
No tak, ale np. Brainiac (znasz chyba ten zabawny i popularny program na Discovery) potraktował to zupełnie dosłownie i posadził paru facetów z zawiązanymi oczami przed maszynami do pisania i okazało się, że każdy z nich wyklepał przynajmniej 1 sensowne słowo na stronie. Ale ile czasu musieliby tak walić, żeby stworzyć choćby tylko krótki wiersz? (Jeśli miałby to być “nowoczesny”, biały wiersz, to pewnie napisaliby do w dwa dni)…
rungarak powiedział/a
Nie zanam, nie mam telewizji. Biale wiersze są calkiem fajne. A jedno sensowne slowo to juz sukces! Ile oni tam siedzieli.
astromaria powiedział/a
“Ile oni tam siedzieli” – nie wiem, nie podali (chyba), ale sądzę, że kilka godzin. A potem użyli rachunku prawdopodobieństwa, żeby wyliczyć kiedy to dzieło mogłoby powstać.
Telewizja to fajna rzecz, ale trzeba mieć satelitarną lub kablówkę. Leci tam mnóstwo programów naukowych i “para” naukowych. Są też programy o medycynie, zarówno akademickiej jak i alternatywnej, z pokazaniem jasnych i ciemnych stron obu. A Brainiac jest bardzo fajny, chociaż niby dla młodzieży. Robią tam sobie jaja z nauki, przy okazji przeprowadzając różne totalnie zwariowane eksperymenty. Mnie najbardziej chyba powalił ten, w którym wypełnili cały basen (!!!) surowym budyniem (czyli skrobią z wodą) i po nim chodzili. Kompletne wariactwo!
Raziel powiedział/a
Właściwie to już Rungarak napisał(a) to, co chciałem sam napisać.
Rzeczywiście już sama natura najprawdopodobniej zrobiła taki eksperyment – nasi małpi przodkowie najpierw ewoluowali (w nas – ludzi) a później napisali “Wojnę i pokój”. Więc teoretycznie wydaje się być to możliwe.
A wracając do powstawania człowieka – trudno przypuszczać, aby odpowiednie cząstki elementarne w wyniku wielu przypadków ułożyły się w gotowego człowieka. Najpierw ułożyły się w coś prostszego. A dopiero przez kolejne miliony lat ewoluowały stworzenie nam podobne. Równie dobrze mogło okazać się, że w wyniku takiej ewolucji nie powstał człowiek, ale wtedy nie siedzielibyśmy tutaj, gdzie siedzimy i nie zastanawiali się nad powstaniem świata.
Jeszcze raz podkreślam, że jest to teoria, która po prostu wydaje mi się aktualnie najbardziej możliwa. Równie dobrze za jakiś czas może okazać się, że było zupełnie inaczej, i wcale nie byłbym tym zdziwiony.
astromaria powiedział/a
Powiem tak: ja nie odrzucam żadnej teorii, ale i żadnej nie przyjmuję za pewnik (bo pewników brak). Jestem otwarta, więc zakładam, że któraś z nich może być prawdziwa. Problem w tym, że gdybym przyjęła którąś jako pewnik, wtedy mogłabym się stać jej wyznawczynią i zacząć się zachowywać tak, jak zachowują się darwiniści. Bardzo nie podoba mi się ich postawa, fanatyzm i brak tolerancji dla inaczej myślących (i nie sądzę, żeby sam Darwin miał cokolwiek wspólnego z taką postawą), więc nie zapiszę się do ich klubu nawet symbolicznie.
Są pewne argumenty, które mogą przemawiać za teorią ewolucji, ale są też takie, które przemawiają przeciwko niej. Więc do czasu wyjaśnienia sprawy zachowuję dystans.
RoB powiedział/a
Bardzo podoba mi się to porównanie do oprogramowania/gry:) Sam zresztą kiedyś machnałem coś w tym stylu (można przeczytać na http://barwy-inspiracji.blogspot.com/2008/02/next-level.html)
P.S. Dziekuję za komentarze na Eioba i pozdrawiam ciepło i serdecznie:)
astromaria powiedział/a
Ja również ciepło pozdrawiam – bardzo podoba mi się to, co zamieściłeś na eioba
dzięki za link do bloga, zaraz poczytam.
Obserwatorka powiedział/a
Jednym zdaniem (tudzież pytaniem) “a co jeśli…?”:)
Zdaje się, że kiedyś do Pani nawet napisałam maila. Od tego czasu dużo zrozumiałam. Zaskakująco dużo. Pani tok myślenia jest mi bardzo bliski, mimo że wychowałam się w rodzinie katolickiej.
Wielu pyta o gotowy “przepis na życie”. Tacy nie są gotowi na przebudzenie. Chciałabym im jakoś pomóc. Tylko czy w tym przypadku “działanie” jest pomocą? Jak Pani sobie z tym radzi?
Pozdrawiam serdecznie:)
astromaria powiedział/a
Z pomaganiem to jest trudna sprawa. Nie da się przekonać nikogo, kto nie dorósł do przebudzenia. Dyskusje na nic się nie zdadzą, wręcz przeciwnie, oponent jeszcze bardziej się zapiecze w swoim światopoglądzie. Wielu ludzi uwielbia takie dyskusje, żeby móc się wykazać, jaką mają niezłomną wiarę i jak bardzo nie dadzą się przekonać. Jest to strata czasu i energii. Co gorsze – zupełnie daremna.
Mam przyjaciół, którzy wiedzą co myślę i czym się zajmuję, więc z nimi rozmawiam swobodnie, w “normalnym” towarzystwie milczę albo rozmawiam o pogodzie.
Pomagam tylko tym, którzy są gotowi i sami szukają. Czyli: mam stronę i blogi, na których przekazuję swoje widzenie świata. Kto chce ten czyta, o kto nie chce, ten nie czyta. W ten sposób szanuję wolną wolę. Nie biorę udziału w dyskusjach i nie komentuję “wrogich” blogów, bo nie lubię się narażać na agresywne ataki niereformowalnych dogmatyków. Odzywam się tylko wtedy, kiedy zagrożone są wolności obywatelskie, jak w przypadku nawoływania do nietolerancji czy po takich występach ortodoksów jak słynny “List otwarty w obronie rozumu”.
Obserwatorka powiedział/a
Ale co z tymi, którzy szukają, ale tak naprawdę nie słuchają? Ja nigdy nikomu nie wpajam mojego światopoglądu, jednak są tacy, którzy czekają na jakieś magiczne słowo. I nie rozumieją, gdy mówię, że każdy sam musi sobie uświadomić pewne rzeczy, sam musi zrozumieć. Wyczuwam w nich ogromne zniecierpliwienie (a wszystko przez nieświadomy bunt przeciwko panującemu zakłamaniu). Nie szukają spokoju i miłości, tylko jasnych odpowiedzi.
Zapewne nie jest pani obce słowo/praktykowanie mettā. Ja od zawsze to praktykowałam (nie zdając sobie sprawy, że to ma nazwę;)) i zawsze zastanawiało mnie, czemu ludzie tak się na to zamykają. Niestety właśnie przez to nie są oni w stanie uświadomić sobie tych zupełnie prostych “małych prawd” (niby nic wielkiego, a tłumaczy wszystko).
Chyba zacznę wszystkich odsyłać na Pani stronę, gdyż prezentuje Pani zdroworozsądkowe podejście do życia. Brawo!
Pozdrawiam:)
Ramosz powiedział/a
“Ale co z tymi, którzy szukają, ale tak naprawdę nie słuchają?” – ludzie są wzrokowcami, więc prędzej przekonają ich czyny niż słowa. Wystarczy obcując z tzw. normalnymi ludźmi być w swej ‘świrowatości’ sobą. To da im wiele do myślenia. I być może jakieś kulki się w głowie zderzą.
astromaria powiedział/a
Ludzie są przyzwyczajeni (nauczeni), że dostają gotowe odpowiedzi. Szkoła daje wiedzę na talerzu i każe się uczyć, a nie myśleć. Kościół tym bardziej – trzeba ślepo wierzyć i broń Boże nie myśleć. I tak się do tego przyzwyczaili, że wciąż chcą, żeby zawsze ich wyręczać w myśleniu i poszukiwaniu. A jednocześnie, kiedy daje im się taką gotową odpowiedź, to są niezadowoleni, bo jest ona niezgodna z tym, co wbito im do głowy. Trzeba poczekać, aż im się trochę w głowach poukłada, wtedy być może zaczną myśleć. Nic na siłę. Można im spróbować uświadomić, co robi religia i szkoła z ich umysłami, może to ich skłoni do samodzielnego myślenia.
Obserwatorka powiedział/a
Ja się porwałam z motyką na słońce i studiuję pedagogikę wczesnoszkolną. Mam nadzieję, że nikt mnie nie zniszczy za to, że nie będę w dzieci wpajać tych wszystkich bzdur;)
Jak to powiedział Ludwig Feuerbach:
“Dogmat – to nic innego jak wyraźny zakaz myślenia”. Tylko broń Boże wypowiedzieć te słowa przy gorliwych katolikach
Ramosz, oczywiście – można i tak. Tylko, że niektórzy wręcz domagają się tych odpowiedzi. A ja mam słabość do ludzi, którzy potrzebują pomocy. Niestety, pewnie ze względu na mój wiek, nie jestem w stanie wszystkim pomóc..A szkoda..
A co do samodzielnego myślenia. Ludzie tak naprawdę boją się samodzielnie myśleć. Boją się odpowiedzialności, a domagają się wolności. To właśnie te skrajności nas ograniczają. Ja tylko mam nadzieję, że w końcu się to zmieni, że ludzie się przebudzą. Bo to zakłamanie jest straszne.
astromaria powiedział/a
Możesz dzieciom nie wciskać kitu, ale musisz bardzo uważać, co im mówisz. Może się znaleźć rodzic, który cię oskarży o głoszenie jakichś herezji i będziesz mieć kłopot. Pewna moja znajoma działa jako wolontariuszka w hospicjum i okazało się, że dorosłym ludziom też nie ma prawa powiedzieć co myśli. W hospicjach świeckich nie wolno nawet wspomnieć o Bogu i życiu po śmierci, a w kościelnych obowiązuje wiadoma religia i żadnych innych opcji. I ona pyta, jak ma pomóc tym ludziom, skoro jej zamykają usta i zabraniają nieść pociechę.
Obserwatorka powiedział/a
Wiem, że muszę uważać. I rozumiem powagę sytuacji. Nie będę głosić żadnych “herezji”. Nie zgadzam się jedynie z tym, że dzieci są małe i głupie, więc można im wszystko wmówić. Wstyd mi za pedagogów i całą rzeczywistość pedagogiczną. Postanowiłam, że ktoś musi bronić najmłodszych. I nie jest to dla mnie walka z wiatrakami, jak to niektórzy mi mówią.
To o czym Pani pisze nie mieści mi się w głowie. Ale mi w ogóle w głowie się niewiele mieści. Ten świat mnie przeraża. Ludzie mnie przerażają. Pytanie, do czego innego jak nie do autodestrukcji, ten świat zmierza..?
eliszka powiedział/a
Obserwatorko, wlałaś porcję nadzieji w moje serce. Naprawdę.
To stwierdzenie… wstyd mi za pedagogów i całą rzeczywistość pedagogiczną…’ jest odważne na starcie i… bardzo obiecujące. Obyś jak najdłużej była niezależna i nie poddała się rutynie i ‘znieczulicy’ w zawodzie. Wierzę, że są wyjątki, tzn. mądrzy, odpowiedzialni pedagodzy, podobnie wierzę, że są mądrzy, odpowiedzialni lekarze a nawet duchowni.
Naprawdę nie wiem, jak umiałabym się znaleźć w zawodzie nauczyciela/ a takie miałam na starcie marzenia/ i czy ten obowiązujący mechanizm nie wciągnąłby mnie i czy potrafiłabym zachować taką postawę, jaką ty na starcie deklarujesz.
Dzisiaj łatwiej mi się opowiedzieć po właściwej stronie, ale to deklaratywne jest, bo nie praktykowałam i nie konfrontowałam się w pracy z młodzieżą.
Sądząc po tym ile pracy musiałam wykonać sama ze sobą, podejrzewam, że nie byłabym dobrym pedagogiem.
Z całym szacunkiem życzę Ci niezłomności, odwagi i powodzenia w realizowaniu powołania,jednego z piękniejszych zawodów,jakim jest nauczyciel.
erroid powiedział/a
masz fajny styl taki “żartobliwy z akcentem humorystycznym”. postaram się tu zaglądać od czasu do czasu:) powiem Ci, że sam nie jestem ani osoba religijna ani ateista. potrzebowałem czasu żeby zmierzyć się ideologią wpajaną mi od dzieciństwa. z religią która niczego nie wyjaśnia, stanowi zbiór bzdur, kłamstw, zabobonów… jedyna prawda jaka z niej płynie, to taka, że jesteśmy istotami duchowymi. o nauce zaś nie mogę powiedzieć złego słowa poza jedynym kłamstwem które stara się przemycić – że jesteśmy tylko i wyłącznie istotami materialnymi. gdyby tak było – to skąd się wzięła i na cholerę potrzebna jest nam świadomość! przecież i bez niej bylibyśmy świetnie funkcjonującymi, wykształconymi w trakcie ewolucji obiektami, napędzanymi przez procesy fizyczno chemiczne. w cale nie twierdze, że nie jesteśmy takimi obiektami – ależ oczywiście, że jesteśmy – tyle że w promocyjnej paczce otrzymaliśmy oprócz całkiem nieźle (jak na wersję beta) funkcjonującego ciała, także całkiem rozgarniętą świadomość. nie wiem dlaczego odrzucasz tak zwany “przypadek”. tyle pięknych rzeczy powstaje przez przypadek, ale nigdy przez przypadek nie powstaje coś co zaplanowaliśmy sobie żeby powstało, dlatego uważam że argumentacja z “odkurzaczem” jest kompletnie nie trafiona.
pytając speca od elektroniki (racjonalistę) dlaczego komputer (świat) działa powie, że są tam takie obwody, krążą w nich elektrony i działa. a programista (osoba uduchowiona) powie, że jest tam taki duży program i kilka mniejszych no i działa. czasem obydwie strony mają rację i bez sensu spierają się czy krokodyl jest bardziej długi czy zielony. a rzecz w tym aby łącząc wszystkie możliwe dobrze uargumentowane punkty widzenia odgadywać istotę rzeczy.
to ja zmykam dalej guglać co to za koleś ten Ron Sekley bo w widziałem, jak coś przy DNA kombnował i chce się temu przyjrzeć bliżej. pozdrawiam
astromaria powiedział/a
Nauka, tak jak wszystko, jest tylko narzędziem, bardziej lub mniej użytecznym. Ale wcale taka święta nie jest, bo i tego “narzędzia” używa się niekoniecznie tylko w dobrym celu – zauważ, że wynalazki naukowe rodzą się najczęściej w laboratoriach wojskowych, gdzie uczeni kombinują, jakby tu najskuteczniej zabijać bliźnich. O skażeniu środowiska dzięki naukowym metodom produkcji przemysłowej i uprawy roli nawet mnie wspomnę, bo to oczywiste. Można powiedzieć, że naukowo skaziliśmy całą planetę. Ludy nie znające nauki żyły w czystym, ekologicznym środowisku.
Co o przypadku – nie wiesz, czy to coś powstało przez przypadek, bo tego nie da się zbadać, ale na rozum wziąwszy, gdyby istniało coś takiego jak przypadek, to przez przypadek nasz Wszechświat mógłby się rozpaść i prawa fizyki mogłyby nagle przestać działać – nie wydaje ci się?
W ogóle świat wydaje się taką mieszanką przeróżnych paradoksów, jak się to zacznie dostrzegać, to już nic nie wydaje się oczywiste.
erroid powiedział/a
zgadzam się z Tobą, że nauka może być wykorzystana w złych celach, i że pewnych odkryć dokonuje się by móc skuteczniej zabijać lub skuteczniej straszyć wroga (bombka atomowa). jednak ta sama nauka jest też narzędziem, które służy ludzkości i co dla mnie w poprzednim poscie było kluczowe: jest narzędziem, służącym poznaniu PRAWDY o świecie materii i choć nigdy nie odkrywa całej prawdy (newton odkrył prawo ciążenia – było dobre, ale tylko dla pewnej skali, po przekroczeniu której się nie sprawdzało, dlatego pojawił się einstein ze swoimi wynalazkami i poszerzył horyzont o nowe prawa, które dużo lepiej opisywały rzeczywistość ale nie całą, stąd uczeni głowią się teraz nad kwantówką, teoria strun i kolejnymi wynalazkami, które jeszcze lepiej opiszą nasz świat, którego poznajemy coraz więcej i który karze nam zadawać coraz więcej pytań) daje nam przybliżony jej obraz.
w samym postępie technologicznym nie widze nic złego. nie skaziliśmy planety tylko nas samych. ale tak to jest gdy pewnych rzeczy używa się bez umiaru, bez głowy. gdybyśmy mieli dziś zniknąć planeta doskonale sobie poradzi ze śmieciami które pozostawiliśmy (george carlin – save the planet
) ale pomińmy ten temat bo zakopiemy się zaraz w 120 wątkach na raz.
co do przypadku – należy rozumieć go tak, jak rozumiemy teorie chaosu. wynik rzutu moneta jest ‘przypadkowy’. oczywiscie moneta w trakcie rzutu podlega wszystkim prawom fizyki, jednak przewidzieć wynik jest absolutnie ponad nasze siły, dlatego wynik nazywamy przypadkowym. zgodnie z determinizmem, skoro wypadł orzeł to znaczy że musiał wypaść orzeł i żaden w to przypadek. problem jest w rozumieniu tego słowa. przypadek nie neguje istnienia praw które nim rządzą, przypadek jest tylko słowem-zamiennikiem na zdarzenia, których wyniku nie potrafimy PRZEWIDZIEĆ lub które wystąpiły choć nie PLANOWALIŚMY. dlatego z istnienia samego przypadku wszechświat się nie rozleci. przypadek nie jest zaprzeczeniem praw fizyki a raczej zaprzeczeniem PLANU. Kolumb odkrył Amerykę przez przypadek, a ich mieszkańców nie przez przypadek nazwał Indianami. Czy człowiek powstał przez przypadek? jeżeli nikt nie planował żeby powstał takim jaki jest to jak najbardziej przypadek rządzony przez prawo ewolucji doprowadził nas tu gdzie jesteśmy.
dalej szukam tego Ron’a Sekley’a, widze że masz go w cytatach. koleś jest też w Esoteric Agenda, ale w google nic-a-nic. nic o jego publikacji. powoli zaczynam wątpić że wogole istnieje, bo jeżli ktoś sugeruje że DNA działa tak a nie inaczej to chciałbym się zapoznać z jego pracą a nie z jednym zdaniem. cieżko o prawde na tym świecie…
astromaria powiedział/a
Cała zabawa z poszukiwaniem “ostatecznej i jedynej prawdy” przez materialistyczną naukę polega na tym, że jej być może w ogóle nie ma. Ludzkości już nie raz się wydawało, że rozwiązała wszystkie zagadki, że wszystko już zostało wyjaśnione i nagle bach! Okazywało się, że jakieś prawo niby działa (choćby wymieniona przez ciebie mechanika newtonowska), ale… coś tam się jakby nie zgadza. No i Einstein coś tam naprawił, ale zaraz potem znowu zaczęło się chwiać. Teraz majstrują fizycy kwantowi i pewnie już niedługo ogłoszą, że wiedzą wszystko (chociaż ich raczej trudno podejrzewać o głoszenie takiej wszechwiedzy), a potem znowu się okaże, że są dziury w tej teorii, więc pojawią się kolejne zastępy uczonych… i tak w nieskończoność. Teoria Darwina również jest pełna dziur. Ale moim zdaniem jest to świetna zabawa. I fajnie by było, gdyby ludzie tak do tego podchodzili (jako do zabawy). Zaczynam podejrzewać, że to ów odrzucany jako nieistniejący pierwiastek duchowy tak miesza i dopóki go nie odkryją (kwantowi są blisko), to niczego nie wyjaśnią.
Jeśli chodzi o rzucanie monetą – Derren Brown potrafi. Potrafi (rzekomo) nie tylko przewidzieć, ale sterować tymi orzełkami. Jak to robi? Nie mam pojęcia. Może zahipnotyzował kamerę, która go filmowała, hehe
Rona Sekleya zapożyczyłam z któregoś z filmów, być może z Esoteric Agenda właśnie (tyle ich widziałam, że już mi się mylą). Wyglądał na istniejącego, więc powinien gdzieś być. Chyba, że to wynajęty aktor… Ale widzę w statystykach bloga, że wielu go szuka – prawie codziennie ktoś wchodzi do mnie na to hasło.
I co do Kolumba – o ile wiem, Nowy Świat odkrył bynajmniej nie przez przypadek, facet dobrze wiedział, co robi, bo dysponował starożytnymi mapami. Przed nami wcale nie była tu dżungla z małpoludami, istniały tu wielkie, wysokorozwinięte cywilizacje, po których pozostały drobne ślady, choćby w postaci map. Ale pewni naukowcy rodem z planety małp są zainteresowani tym, żebyśmy nic o tym nie wiedzieli i wierzyli w to, że pochodzimy od małpy. Nie tylko Indian nazwano Indianami, był czas, kiedy nazywano tak wszystkie ludy z nowo odkrytych ziem, np. australijskich aborygenów.
eliszka powiedział/a
Na marginesie tej waszej polemiki.
Wydaje mi się, że problemem jest przepaść między poziomem postępu technologicznego współczesnej cywilizacji, a rozwojem osobowościowym współczesnego człowieka, a to powinno być mniej więcej równoległe.
Emocjonalnie ludzie są w lesie, pogubili się.
Rodzina, edukacja, praca, ogromne tempo i wyzwania przekraczają percepcje i możliwości większości. Przyznaję, że nie wiem, jak można dobrze przygotować dzisiaj dzieci, młodzież do sprostania wyzwaniom, jakie są narzucane z góry, w jaki sposób mogą zachować prosty kręgosłup moralny i psychiczny.
Trudno o szacunek i uznanie dla zdobyczy współczesnej nauki, kiedy jest coraz większa świadomość w narodzie, że jej odkrycia służą i są wykorzystywane nie tylko dla postępu, ale jakby w pierwszym rzędzie, w celu samounicestwienia?
Również uważam, że pierwiastek duchowy, gdzieś zgubiony po drodze, jest niezbędny, by przywrócić szansę względnej równowagi w tym świecie.
JOSHUA powiedział/a
Kocham Panią, Pani Mario!
Do lez mnie Pani rozbawiła, i rozgrzała serce. Pozdrawiam
astromaria powiedział/a
Dzięki Ci, dobry człowieku, ja też Cię kocham
@ Eliszka: ja myślę, że dzieci nie są głupie, przynajmniej niektóre. Jeśli do tego mają mądrych rodziców, to żadna religia, żadna szkoła i żadna polityka im nie zaszkodzą. Dzieci uczą się obserwując świat wokół, a najbliżej mają rodziców. Jak ci są głupi, to tragedia, ale też nie oznacza to ostatecznej klęski. Znam ludzi pochodzących z patologicznych rodzin, którzy wyrośli na naprawdę wspaniałych dorosłych.
Retor powiedział/a
Z tego co piszesz nie masz zielonego pojęcia o tym czym jest ewolucja, ateizm, czy racjonalizm. Mieszasz pojęciami, których nie rozumiesz.
Ewolucja nie mówi, że człowiek pochodzi od małpy, a ewolucja oka jest jednym z prostszych aspektów do wyjaśnienia i kilkulatek jest w stanie zrozumieć jej zasadę. Zarzucasz racjonalistom i sceptykom, że nie powinni się wypowiadać w temacie o którym nie mają pojęcia – astrologii (mimo, że ta “profesjonalna” to margines o którym mało kto słyszał i słowo to jest kojarzone właśnie z tym co potępiają sceptycy), a jednocześnie negujesz odkrycia naukowe takie jak ewolucja… Choć właściwie nie do końca, bo sama przyznałaś, że miałaś przodków – a to jest założeniem ewolucji – nie pochodzenie od małpy. Poza tym dowody na prawdziwość teorii ewolucji znajdują się obecnie przede wszystkim w DNA każdego(!) organizmu… ale to pewnie Twoja Inteligencja je tam podrzuciła…
Poza tym w miejscu, w którym czegoś nie wiemy (np. co zainicjowało Wielki Wybuch) uczciwym jest przyznać – “nie wiem”, zamiast wymyślać odpowiedź typu “to musiał być plan”, albo “jest jakiś programista”. Skąd to wiesz? Uważasz, że masz większe kompetencje orzekania w tej kwestii niż naukowcy latami badający dany wycinek rzeczywistości? Nie wiem czy był jakiś programista – nie mam pojęcia, ale nie zadowalam się upraszczającymi odpowiedziami jak te o których piszesz, bo są one tylko i wyłącznie wytworami wyobraźni i nie mają weryfikowalnego pokrycia z rzeczywistością.
Postawa jaką reprezentujesz jest daleka od otwartości umysłu – to zamknięcie we własnym “ja wiem lepiej” i brak jakichkolwiek ambicji prowadzących do poznawania rzeczywistości. Zarzucasz racjonalistom fundamentalizm, a jednocześnie jawnie ich dyskryminujesz i uważasz swoje prawdy za prawdziwsze od prawd kogokolwiek innego. Swoją drogą jako wrogowi nauki dobrze Ci idzie posługiwanie się jej osiągnięciami…
Jeśli chodzi o argumenty typu “każdy głupek widzi…” itp. to jest to szybka droga do ośmieszenia się. Nauka już dawno wyszła poza obszar bezpośredniej obserwacji i np. świecie kwantów nasza intuicja się zupełnie nie sprawdza. Jeszcze większym problemem jest jasno komuś wytłumaczyć na czym to wszystko polega, bo nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie np. przestrzeni kilkunastowymiarowej, czy elementu rzeczywistości który nie posiada właściwości materii i jednocześnie nie jest też falą.
To, że czegoś nie rozumiesz nie oznacza, że nie jest to prawdą.
Nie wiem jaka jest ta “profesjonalna” astrologia, ale chętnie się z nią zapoznam, tylko przeglądanie Twoich stron bardzo utrudnia napastliwość, podczas gdy ciężko doszukać się takich informacji jak np. gdzie takiej “profesjonalnej” astrologii się ludzie uczą, jakie są dowody na korelację układu planet z konkretnymi cechami osobowości itd. Prosiłbym o wskazanie jakiegoś rzeczowego tekstu na ten temat pozbawionego nacechowania afektywnego, czy mnogiej liczby cytatów (negujesz powoływanie się na autorytety, a jednocześnie sama praktykujesz ten sposób manipulacji wybiórczo cytując zdania naukowców wyrwane z kontekstu). Sofistyka jest u Ciebie na wysokim poziomie – gorzej z merytoryką.
Nie muszę wcale czytać z gwiazd, żeby stwierdzić, że nie miałaś w swoim życiu kontaktu ze sceptykami, czy racjonalistami otwartymi na świat, a raczej z ludźmi którzy nie zawracali sobie po prostu głowy pewnymi problemami i zapewne stąd te uprzedzenia.
astromaria powiedział/a
Ale się uśmiałam – posiadanie przodków jest według ciebie dowodem na ewolucję. Genialne, zgłoś się po ignobla.
Gdyby wśród moich przodków występowały małpy, to byłby dowód na ewolucję. Ale żadnej nie odnotowano w księgach rodowych. Są w nich tylko sami ludzie. A więc dowodu na ewolucję nie ma. Skoro człowiek rodzi człowieka, nie ma ewolucji. Nic się nie zmienia.
Teoria ewolucji jest może efektowna, ale to tylko teoria. Można w nią wierzyć, można nie wierzyć. Ja nie jestem człowiekiem wiary, więc patrzę na to z dystansem. Jak będą niezbite dowody, to uwierzę.
W przeciwieństwie do aroganckich i wszystko wiedzących racjonalistów wszędzie piszę, że nie wiem i nigdy, nigdzie i o niczym nie piszę, że wiem cokolwiek na pewno – wyrażam tylko swoje przypuszczenia i snuję swoje osobiste rozważania – tego mi chyba nie zabronisz? Jeśli przeoczyłeś, to przeczytaj jeszcze raz, co naprawdę napisałam:
Gdzie tu masz jedynie słuszne i aroganckie wyjaśnienia osoby wszystkowiedzącej? Masz klapki na oczach i nie umiesz czytać ze zrozumieniem, a do tego jesteś arogancki, bezczelny i brutalny. Jak każdy człowiek z 3 poziomu rozwoju.
To, że ktoś zajmuje się astrologią czy ezoteryką nie znaczy bynajmniej, że “zwalcza naukę”. Wiem, że “racjonalistom” trudno to zrozumieć, bo oni nie opanowali jeszcze sztuki prawidłowego, nieosądzającego myślenia i postrzegają rzeczywistość dualistycznie: “albo-albo”, a nie “i to i to”. Z tego powodu są przekonani, że jeśli jesteś z nimi, to znaczy, że jesteś przeciwko nim.
Astrologia nie zwalcza nauki, to nauka zwalcza astrologię. Taka jest prawda.
Info o profesjonalnej astrologii jest na widoku i są linki do innych źródeł. Też dobrze widoczne. A jeśli ktoś nie wie, czym jest “profesjonalna astrologia” (bo nie raczył zapoznać się z krytykowaną dziedziną wiedzy) nie ma prawa wyrażać o niej opinii. Najpierw niech się dobrze dowie co krytykuje i dokładnie pozna temat.
“Nie muszę wcale czytać z gwiazd, żeby stwierdzić, że nie miałaś w swoim życiu kontaktu ze sceptykami, czy racjonalistami otwartymi na świat, a raczej z ludźmi którzy nie zawracali sobie po prostu głowy pewnymi problemami i zapewne stąd te uprzedzenia.” – miałam do czynienia wyłącznie z durnymi sceptykami, którzy przysyłają mi swoje przemyślenia. Innym źródłem wiedzy jest dla mnie portal Racjonalista (przerażające miejsce, grupujące przerażających ludzi) oraz telewizja, w której sceptycy produkują się przez większość czasu. I na tej podstawie ich opisałam.
I ostatnia kwestia: nie dyskryminuję racjonalistów. Również ich nie zwalczam. Ja tylko pokazuję ludziom, że z racjonalizmem to wszystko nie ma nic wspólnego. Tego nie da się zwalczyć, próżne wysiłki. Jedyne, co można zrobić, to nauczyć się dostrzegać, w jaki sposób ci ludzie narzucają światu niewłaściwe myślenie, jak próbują rozbić rzeczywistość na dwie przeciwstawne połowy i że z takiego dualistycznego myślenia nie może się urodzić nic innego poza wojną.
początkujący_buddysta powiedział/a
Czy mogłaby pani, bardziej szczegółowo opisać linię karma kagyu buddyzmu. Buddyzm przekonał mnie swoja filozofią, najbliższy osrodek to właśnie karma kagyu, ale po przeczytaniu paru książek osho, i widząc jaki stosunek mają do blessingu posążków, i jaki autorytet robia z lamy olego, mam wątpliwości czy to wogóle ten filozoficzny buddyzm.
Proszę panią o komentarz tej religii ponieważ napisała pani w którymś poscie że była pani w tej “sekcie”
astromaria powiedział/a
Początkujący buddysto, byłam przez chwilę członkiem tej “sekty”, ale ja mam generalnie problem z przynależnością do czegokolwiek. Na początku było tam fajnie, Ole też był fajny, i Hana była fajna, ale potem coś się zaczęło tam psuć, a Ole zaczął gadać nieco dziwne rzeczy. Ponieważ ja nie mam instynktu stadnego, więc mi to było bez różnicy i sobie poszłam gdzie indziej. Najlepiej czuję się jako niezrzeszona, więc nie wstąpiłam do żadnej innej “sekty”. Chodzę sobie czasem na wykłady tybetańskich nauczycieli nie pytając, jaką szkołę reprezentują. Buddyzm poznaję z różnych źródeł, czyli z książek i z netu, a co do praktyk – to mnie nie kręci. Taka ze mnie dziwna buddystka.
Proponuję pobuszować po sieci i zapoznać się z “ofertą” różnych odłamów buddyzmu, po czym wybrać ten, który jest najfajniejszy.
kraxa powiedział/a
Twoja Mario odpowiedz na post Retora, ze “skoro czlowiek rodzi czlowieka to nie ma ewolucji” obnazyla po prostu twoje niedouczenie. Strone obfituje w ladne slowa, naprawde, zmarnowalam tu jednak pol godziny zanim dostalam konkret. Oj Mario, Mario. Nie opublikujesz oczywiscie tego niepochlebnego komentarza, ale zastanow sie raz jeszcze i w miare mozliwosci odpowiedz w skrocie kto to jest czlowiek z 3 poziomu, bo mam takie przeczucie, ze jestem do Retora podobna
astromaria powiedział/a
@ Kraxa: Ten blog nie jest poświęcony propagowaniu żadnych jedynie-słusznych prawd, więc jeśli chcesz się kłócić, czy strzyżono, czy golono, to idź gdzie indziej. Ja nie zamierzam tu tolerować żadnego misjonarstwa: religijnego, ateistycznego, darwinistycznego itp.
astromaria powiedział/a
Przeczytaj sobie mój post pt. Pornografia, alkohol, narkotyki, okultyzm, ateizm, teoria Darwina i inne diabelskie bzdury i komentarze pod nim, a dowiesz się, o co chodzi.
I przemyśl głębię (oraz szlachetność) tej oto złotej myśli: “Jest absolutną prawdą stwierdzenie, że jeśli spotkasz osobę, która nie wierzy w ewolucję, osoba ta jest ignorantem, jest głupia, szalona lub podła” – Richard Dawkins. Myśl na miarę Torquemady
O człowieku z 3 poziomu przeczytaj sobie sama, w “Mapach świadomości”, które znajdują się na tym blogu, na tej samej górnej belce bloga, na której znalazłaś wpis “O mnie”.
Boy in a Hat powiedział/a
Generalnie się z Tobą zgadzam w wielu kwestiach. Generalnie, bo choć nawołujesz do tego, że nie ma sensu ludzi “nawracać” na świadomość i wolność umysłu (bo to tracenie energii na marne z czym się zgadzam) to jednak sama to w pewien sposób robisz, chociażby budując kontrargumenty dla tych ludzi, które tworzą wyglądającą z punktu obserwatora walkę (z Twojego punktu widzenia wygląda to pewnie na obrone przed atakiem), tak jak to ma miejsce między np ateizmem a religią. A więc z grubsza chcesz komuś dowieść, że się myli na poziomie, na którym się znajduję. Chociaż doskonale wiesz, że na jego poziomie to wszystko to niepodważalna prawda i 100% racja. Ty jesteś na wyższym poziomie i dlatego człowiek z niższego poziomu nie dostrzega tego o czym symbolicznie – jak myślę – mówisz. To nie ma końca. Ataki pozostają na swoich poziomach i są pożywieniem dla ich właścicieli.
Ja generalnie nie mam nic wspólnego z żadną z grup – tym bardziej radykalnych (nie czuje przynależności), jednak mówiąc szczerze lubię naśmiewać się z absurdu religii – na przykład katolicyzmu, bo niestety żyję wśród wielu ludzi tej wiary. Oczywiście nie stawiam na równi katolików i ateistów czy agnostyków, bo Ci ostatnią są zdecydowanie wyżej i są mniej groźni (nie licząc radykałów), jednak wciąż ciążą na nich ograniczenia, które uznają za prawdę absolutną czyli granicę ludzkiego poznania.
Jednak zaniepokoiło mnie zdanie, które wypowiedziałaś w którymś z postów, przez przypadek zamknąłem zakładkę i nie mogę go odnaleźć, ale brzmiał on jakoś tak: “Nie ma wątpliwości, że zmarli czuwają i opiekują się nad swoimi rodzinami (czy po prostu istotami żyjącymi – nie pamiętam dokładnie)”. W każdym razie chyba uchwyciłem sens Twojej wypowiedzi. I tu pojawia się moje pytanie: “Czy ludzie po śmierci nie mają nic lepszego do roboty, niż czuwanie nad żyjącymi? I dalej idąc tokiem tego rozumowania – czy dziadkowie i pra-pra-pradziadkowie też to robią (Ci co umarli np 1000 lat temu) i Ci co nie dożyli swoich 2 (drugich!) urodzin czy jednak zmieniają zajęcie na coś innego? Czy to życie, w którym żyjesz jest pierwszym doświadczeniem i przygotowaniem do kolejnych? A może po prostu ma to charakter wszechobecności?” Brak konkretów każę mi to odrzucić jako dogmat porównywalny z hasłami zwolenników wszelkich grupujących się religii, co ma na celu przede wszystkim dać pocieszenie dla żyjących, a więc dla ich korzyści, a nie poznania prawdy.
Kim więc jestem? Cóż, na pewno nie jestem zwolennikiem Twoich przemyśleń, bo nie o to tu chodzi. Jestem zwolennikiem siebie i swoich przemyśleń niezależnie od przemyśleń innych. Nikt z moich znajomych nie rozumie i nie chcę zrozumieć indywidualizmu w jedności i uważam to za chorobę (lub masową hipnozę) wśród ludzi, którzy chcą narzucić swoją normalność pojętą subiektywnie (przekazywaną przez tv), zamiast tej prawdziwej, naturalnej ciekawości świata i tego co jest za tymi wszystkimi ścianami oświeconych spłycających rzeczywistość do jednej częstotliwości rzeczywistości na poziomie materialnym. Nie zamierzam się również wtrącać w życie tych którzy wierzą w dogmaty, ani też tych, którzy wierzą w ich przeciwności. Uważam życie za wspaniałe doświadczenie, zabawę i uważam, że powinno być odpowiednim przygotowaniem na coś co może nastać. Nie uważam, że otrzyma się za to jakieś dodatkowe profity po śmierci ludzkiego ciała. Myślę też, że warto czerpać z Ziemskich dóbr jak najwięcej póki jest okazja, które są nieskończone na poziomie, którym mamy szanse doświadczać dziś. Bo nie ma jutra. Wciąż jest dziś, bo czas jest iluzją.
Pozdrawiam Panią.
astromaria powiedział/a
Drogi Chłopcze w kapeluszu, ja nie zwracam się ani do katolików, ani do ateistów, bo oni (jak słusznie zauważyłeś) są na 100% przekonani, że są o niebo mądrzejsi ode mnie i mnie nie tylko nie wysłuchają, ale wręcz głośno i szyderczo wyśmieją (czytałam co o mnie wypisują, więc wiem, co mają w głowach). Ja się zwracam do tych, którzy zaczęli rozumieć, że coś tu nie gra i szukają wyjaśnienia, co konkretnie. Są ludzie, którzy właśnie zaczęli się budzić, ale nie widząc wokół nikogo, kto by to zrozumiał zaczynają popadać w zwątpienie. Mam taką nadzieję, że dzięki mojemu pisaniu nie zasną z powrotem, lecz poczują, że nie są sami. Ja im daję wsparcie i zachętę, żeby nie rezygnowali, lecz szukali dalej.
Co do zmarłych – żywi czy zmarli, wszyscy jesteśmy duszami, tyle tylko, że niektóre chwilowo są uwięzione w materii. Materia ogłupia i blokuje świadomość. Sądzę, że mamy wybór, możemy się wcielać i żyć na ziemi wielokrotnie lub możemy tego nie robić. Zmarli, jako że pozbyli się blokady w postaci ciężkiej materii, mają lepszy kontakt z duchowością, a więc więcej widzą. Sęk w tym, że nie bardzo mogą ingerować w nasze, ziemskie sprawy. Ale jest całkiem możliwe, że i my w jakimś stopniu przebywamy jednocześnie tu, na ziemi i tam, z sferze ducha, a kto wie, czy i nie w innych światach. Naszym zadaniem jest rozwój i nie sądzę, żeby człowieka cokolwiek mogło ograniczać w tej dziedzinie. Mówiąc dokładniej, wszyscy jesteśmy cząstką boskiej świadomości i w związku z tym jesteśmy nieograniczeni.
Wtrącanie się w życie dogmatyków nie ma sensu. Oni nie wyrzekną się swojego dogmatyzmu, a jeśli ktoś będzie próbował ich “oświecić” może się to dla niego skończyć kiepsko, np. obiciem buzi lub zrzuceniem ze schodów. Naprawdę, nie warto się wtrącać w ich sprawy. Znacznie mądrzej jest robić swoje, czyli jak piszesz żyć po swojemu. I co najważniejsze – z poczuciem sensu.
Boy in a Hat powiedział/a
Rozumiem co masz na myśli, Ty i ja nie przynależymy do żadnej z grup (tworzymy izolowaną jedność indywidualną), bo uważamy to za naturalne, jednak ateista nie przynależy również do żadnej z religii, bo też uważa to za coś nienaturalnego w jego perspektywie postrzegania rzeczywistości. Więc ciągnie się to na wielu poziomach. Coś w tym jest, że należy wybierać mniejsze zło, jednak to wciąż zło, a jeśli będziemy na to patrzeć oczami autorytetów nie zajdziemy daleko i choć będziemy walczyć o coś dobrego, to po przeciwnej stronie barykady znajdą się Ci, którzy walczą o to samo… tylko w innym kontekście. Więc jaki sens ma ta walka? Dla udowodnienia swoich racji? Dla połechtania swojego ego?
I zapewniam, że wielu radykałów religijnych dałoby się zabić dla samego potwierdzenia dogmatu w który wierzą. I to jest chore, bo nie potrafią docenić świata w którym żyją, a właśnie to jest przecież cudowne, pomijając kolejne doświadczenia po śmierci ludzi świadomych następstw, ale również tych nieświadomych, których doświadczenie dopiero się rozpocznie.
Ale abstrahując od tego wszystkiego. Miło z Twojej strony, że tworzysz coś takiego, jak ten blog, który dopiero niedawno sam odkryłem. Jednak jak już napisałem, w wielu kwestiach się różnimy, ale to jest właśnie wspaniałe, bo nie rozumiemy świata jak religijne owieczki zapatrzone w jeden dogmat i uznające to za prawdę absolutną. Nikt nie ma patentu na “prawdę”, nikt nie ma prawa narzucać swojej “prawdy” innym, ale przede wszystkim każdy musi dojść do tego sam, a zapewniam Cię, że większość za swojego życia do tego nie dojdzie. Warto więc zająć się rozwojem własnego JA, TU i TERAZ. Jutro te słowa wciąż będą mieć ten sam sens i za 1000 lat wciąż będą znaczyć to samo, więc jaki sens czekać na to co się wydarzy, skoro dzieję się to dokładnie w tej chwili.
astromaria powiedział/a
Każda walka wznieca opozycję. Akcja = reakcja. Kto walczy o pokój, ten czyni wojnę.
Według map świadomości, które piszę jest 7 stopni rozwoju, tu, na ziemi (a są tacy, którzy twierdzą, że 12). Ja sądzę, że oscyluję gdzieś około 4, więc mam jeszcze sporo do nauczenia.
PST powiedział/a
Droga Pani Mario
Zadziwiająco dużo zgodności, mimo równie wielu różnic w naszej drodze… Mało jeszcze przeczytałem z przeogromnego zasobu wiedzy i informacji zawartych na Pani stronach, lecz jest tak wiele motywów i doświadczeń wzbudzających mój podziw i uznanie, że odważam się napisać od siebie tych kilka słów…
Astrologia i tzw. schizofrenia, to dla mnie słowa ważne wokół których kręci się moje aktualne życie… To co dzieje się na zewnątrz niewątpliwie pobudza do większego wysiłku i przyspiesza odważniejsze działania… Napisałem LIST OTWARTY DO POLSKICH PSYCHIATRÓW i chciałbym go Pani przesłać, jeśli podpowie mi Pani na jaki adres mógłbym to zrobić? Jeśli zainteresowałem Panią tematem to zapraszam do odwiedzenia mojej strony www. gdzie zamieściłem wiele informacji mogących pomóc, jak ufam, ludziom szczególnie wrażliwym uznawanym za chorych psychicznie.
Paweł ST (astrologiczny Baran – Szczur, z ascendentem w Skorpionie, jedenastka, kin 245 w Kalendarzu Majów)
Serdecznie pozdrawiam i zapewniam o swym poparciu dla Pani działań budzących nową świadomość.
astromaria powiedział/a
Witam, niedawno byłam na pana stronie i nawet zaczęłam pisać do pana mail, ale coś mnie oderwało od tego zajęcia i ostatecznie go nie dokończyłam. Nie wiem, czy jest to przypadek telepatii, czy może raczej dostał pan automatyczne powiadomienie, że pana strona została dodana do linków mojego bloga i stąd to “spotkanie”.
Mój adres jest z boku bloga (złota ikonka), proszę pisać śmiało.
Boy in a Hat powiedział/a
Pani Mario, mam jeszcze tylko jedno małe pytanie (szukałem odpowiedzi na blogu, ale niestety nie znalazłem, jeśli jest takowa – proszę podać link). Zauważyłem, że jest Pani bardziej nieprzychylna do “wyznawców” teorii ewolucji, niż do ludzi, którzy wierzą w osobowego Boga. Owszem odrzuca Pani obie wersję, ale jednak skupia się Pani bardziej na teorii ewolucji. Dlatego moje pytanie jest następujące: Czy to dlatego, że w ludziach wiary jest więcej “duchowości” (nawet jeśli jest ona błędna) w stosunku do osób ograniczających swój umysł kresem nauki = kresem poznania? I, skoro nie ewolucja, to czy jest Pani bliżej biblijnego stworzenia Adama i Ewy? Chciałbym poznać Pani zdanie na temat istnienia przede wszystkim człowieka (bo generalnie o to się rozchodzi), ale czy “nie wierzy” Pani również w ewolucję świata zwierząt? Z tego co mi wiadomo, nie żyliśmy razem z dinozaurami, a więc jak to tak nagle się stało, że wyrósł sobie znikąd człowiek o tak wielkiej świadomości w stosunku do żyjących pośród nas gatunków zwierząt, w tym również ssaków takich jak my?
Prócz tego, czy uważa Pani, że zwierzęta nie mają “duszy”? Uważają tak przede wszystkim katolicy, którzy w kółko powtarzają to samo, ale czy gdyby nie mieli, istniałoby tylko ich ciało bez władzy nad nim, nie rozumiałoby co się do nich mówi i nie potrzebowało ogromnej ilość ciepła i poczucia bezpieczeństwa od swoich właścicieli? (mowa np. o psie)
Moim zdaniem “żyć czymś” nie równa się “bawić się czymś/ poznawać to”. Nie odrzuci Pani pewnie prawa powszechnego ciążenia, bo Pani ciało stoi twardo na Ziemi i to wydaję się dobrą odpowiedzią na zaistniałe zjawisko na polu naukowym poznania świata, czyli 5 zmysłów. Ja mogę sobie powiedzieć, że w Ziemi żyją krasnoludki, które swoimi magicznymi rączkami przyciągają mnie do Ziemi i dlatego stoję w pionie i nie lecę samoistnie kosmos. Na polu naukowym jest to absurdalne i nawet nie jest brane pod uwagę, ale na polu duchowym też poniekąd jest to absurdalne, ale tylko dla jednostki (a nie przez grupę). Na polu duchowym mogę sądzić i wierzyć, że to wszystko prawda, bo nikt nie udowodni mi tego, że się mylę (mogą rozkopać całą Ziemie, a ja i tak znajdę wytłumaczenie na to w co wierzę). Dlatego myślę, że nauka i duchowość kiedyś się spotkają i stworzą naprawdę zgraną parę, może na początku będzie wiele sprzeczności i problemów, ale w końcu do tego dojdzie. Bo wartość nauki jest obniżana TYLKO przez granicę, którą stworzyli dla niej ludzie myślący lewą półkulą.
astromaria powiedział/a
Dobre pytania, ale na część z nich udzieliłam odpowiedzi w “Moim credo”, tu i na blogu ezoterycznym (do którego linki są zarówno w “Credo” jak i z boku tego bloga. Polecam również mój “Słowniczek-polemiczek“. Ponieważ jestem za, a nawet przeciw deklaruję się jako osoba nie wierząca w nic, a jednocześnie otwarta na wszystko. Są rzeczy, których nie wiemy, nie wie tego również arogancka nauka, chociaż wydaje jej się, że wie wszystko.
I teraz mała synchroniczność – właśnie wczoraj natrafiłam w sieci na bardzo ciekawy film na ten temat. Jeszcze go nie obejrzałam do końca, ale już widzę, że go wrzucę na bloga i będzie to okazja do wyjaśnienia kilku ważnych kwestii z frontu walki ewolucjonistów z kreacjonistami.
Ale po kolei:
I jednych i drugich kocham jednakowo, ale przez przypadek ci pierwsi bardzie narozrabiali w tym blogu, więc im się mocniej dostało.
Poniekąd tak, ale są wyjątki. Zarówno ludzie religijni, jak i racjonaliści często są fanatykami, ale nie zawsze. Zwykle łatwiej jest mi się dogadać z kimś, kto reprezentuje jakąś duchowość, choćby wypaczoną, niż z racjonalistą. Zauważyłam, że racjonaliści są dużo bardziej okrutni, bezwzględni i wręcz faszystowscy. Psychopaci zdecydowanie częściej wybierają ścieżkę racjonalizmu niż religijności, bo ludzie posługujący się lewą półkulą z definicji pozbawieni są empatii.
Co do ewolucji jako takiej jestem za, a nawet przeciw. Moim zdaniem są dowody zarówno na jedno, jak i na drugie. O Adamie i Ewie napisałam trochę w mojej “Kosmicznej bajeczce”. Nawet jeśli racjonaliści mieliby mnie uznać za wariatkę, powiem szczerze, że jest mnóstwo dowodów na interwencjonizm. Nie jesteśmy w kosmosie sami, jest tu mnóstwo wysokozaawansowanych w rozwoju cywilizacji, więc jest jak najbardziej uzasadnione twierdzenie, że mogli ingerować w bieg wypadków na naszej młodej planecie. W tym sensie Biblia może być niemal literalnie prawdziwa: jacyś “bogowie” (w liczbie mnogiej) mogli stworzyć człowieka na swój obraz i podobieństwo. A dlaczego by nie? Ale ta teoria nie podoba się ani chrześcijanom, ani racjonalistom, którzy są ortodoksyjni w swoich wierzeniach. Ciekawe rzeczy na temat “7 dni stworzenia” mówi film “Mayan Calendar Comes North“. Życie zostało tu przyniesione z innych planet, a następnie ewoluowało przystosowując się do tutejszych warunków. W każdym razie nie sądzę, żeby z małpy wyewoluował człowiek, tego jak dotąd nikt nie udowodnił (ale gdyby udowodnił, to dla mnie nie byłby to w żadnym razie kataklizm światopoglądowy).
Racjonaliści uważają, że duszy nie ma, więc i człowiek jej nie ma. Gdyby tak było, to człowieka nie dałoby się zabić, bo czy żywy, czy martwy – czym różniłby się jeden od drugiego? Przecież to tylko białko. Żaden racjonalista nie umiał mi sensownie wytłumaczyć dlaczego jedno białko leży zimne i sztywne w kostnicy, a drugie chodzi i kocha. To samo dotyczy zwierząt. Pisałam o tym gdzieś, ale już nie pamiętam gdzie. Większość religii (nie tylko islam, ale i chrześcijaństwo) nauczała do niedawna, że kobieta nie ma duszy. Dziś wstydliwie się z tego wycofali.
gdyby twardo trzymać się tego, co głoszą fanatyczni racjonaliści można by powiedzieć, że z naukowego punktu widzenia grawitacja nie istnieje. Racjonaliści negują istnienie wszystkiego, czego nauka nie wyjaśniła (np. cieków wodnych, uzdrawiającej energii, homeopatii itp., chociaż one istnieją i działają). A przecież nikt nie wie, czym jest grawitacja, co ją powoduje itp. Podobnie nie wiedzą, czym jest zwykły prąd elektryczny. Tego wyjaśnić nie potrafią, a więc powinni uznać, że tego nie ma.
to już się stało, ale na razie jest marginesem. Są fizycy, którzy badają sprawy duchowe i studiują tzw. “święte” księgi różnych religii. Oppenheimer czytał Bhagavat Gitę, Will Keepin współpracuje z hinduskimi mistykami, a film “What the Bleep…” mówi własnie o tym. Nasz polski uczony Arkadiusz Jadczyk musiał pożegnać się ze swoim uniwersytetem, ponieważ władzom nie podobał się jego flirt z Kasjopeanami. Za otwartość umysłu kary są surowe, o czym niedługo napiszę więcej.
przedmonitorem.pl powiedział/a
Co oznacza, że jest Pani Wolną Duszą? Znałem kiedyś jedną Wolną Duszę i nazywała się Bożena Figarska, czy Pani też zmierza w podobnym kierunku?
przedmonitorem.pl powiedział/a
tak, Boga Osobowego nie ma, więc Kim Jest Twój Ojciec?
przedmonitorem.pl powiedział/a
Barbara Figarska pisała podobnie do Pani, napisała też książkę – Żyj z Pasją – niestety już nie żyje, popełniła samobójstwo poprzez powieszenie, a ze sznurka sam Syn własnymi rękami zdjął tę Wolną Duszę. Jeśli znajdzie się pani na krawędzi rozpaczy , a Pani życie będzie zależeć od tego, czy Żyć czy Nie żyć to zostawiam Pani mój numer telefonu: 516701919, ciało można stracić, ale nie duszę, pozdrawiam. Jakub Sałacki. p.s. nie przeczuwa Pani, że cała filozofia wschodu została stworzona pod wpływem Konopii Indyjskiej, czyli narkotyku marihuany? Z piekła można wyjść, pozdrawiam.
astromaria powiedział/a
Jasne panie przedmonitorem, świat jest prosty jak drut, prawda? Była sobie kiedyś JEDNA pani, która uczyła ludzi pozytywnego myślenia, ale popełniła samobójstwo. Jaki stąd wniosek? Oczywisty!!! Każdy, kto myśli pozytywnie popełni samobójstwo! Bo pewnie jest wariatem… Dlatego należy tego ZAKAZAĆ!!! Zakazać tak, jak zakazuje się narkotyków. I w ogóle to najlepiej ludziom wszystkiego zakazać, bo jak mają za dużo wolności, to bzdury do łbów im wpadają.
Dlatego dla ich dobra wprowadzimy (a raczej już wprowadzamy) NWO: każdy obywatel w chwili urodzenia dostanie mikrochip z numerem, który pozwoli monitorować jego zdrowie, poczynania, a może nawet myśli, po czym zostanie zamknięty w obozie pracy, gdzie będzie jedna nauka i jedna religia (wiara w osobowego patriarchalnego Pana Boga Ojca będzie przymusowa), wszyscy będą regularnie karmieni bromem na uspokojenie i psychotropami – dla większej pewności – a narkotyki, alkohol, astrologia, tarot i wszelkie prowadzące do opętania igraszki duchowe zostaną całkowicie ZAKAZANE. Żadnego pozytywnego myślenia, żadnych “Sekretów”, astrologii, tarotów ani innych bezeceństw. Seks tylko po bożemu, żadnej antykoncepcji i w ogóle koniec z rozpasaniem, jakie dziś widzimy.
Dla totalitarystów nie ma większego zagrożenia, niż wolność obywateli. Problem w tym, że to ci totalitaryści są chorzy i to ich należałoby odizolować od zdrowego społeczeństwa, po czym poddać ich gruntownej psychoterapii. Są oni tacy, ponieważ mamusia i tatuś ich nie kochali, bili ich i traktowali okrutnie. Dorastali w totalitarnych rodzinach, bez miłości i w terrorze, wiec teraz, kiedy dorośli, sami chcą tak rządzić swoimi rodzinami i całym światem jak ich rodzice.
Dlatego jako dorośli, ci ludzie są równie okrutni dla innych. Zamiast zwracać się do kochającego ojca (którego nigdy nie mieli ) muszą biedacy wierzyć w okrutne, męskie bóstwo (osobowe, jak najbardziej, tak samo osobowe, jak ich prawdziwy, nieczuły ojciec) i mieć nadzieję, że ich ZBAWI jakiś Jezus albo inna bajka.
Panie Sałacki, jeśli chce pan poczuć radość życia, to niech pan nie szuka tego w prochach, kieliszku ani religii, a tym bardziej w systemach totalitarnej kontroli. To wszystko są złudne metody radzenia sobie z życiem.
Polecam książki Alice Miller, psychoterapeutki, która specjalizuje się w uleczaniu ran dzieciństwa. W tym blogu znajdzie pan dużo tekstów na jej temat, a z boku bloga są linki do jej strony i tekstów jej autorstwa.
Proszę zmienić avatar na bardziej uśmiechnięty lub słoneczny i spuścić parę z kotła. Polecam też metodę duchowego uzdrawiania, opisaną na tym blogu.
To pan potrzebuje pomocy, a nie ja. Jeśli więc znowu wpadnie pan w tarapaty, proszę pisać do mnie, postaram się panu pomóc.
I na zakończeie odpowiem na pytanie:
Boga osobowego NIE MA. A mój ojciec nazywa się Janusz Ł. i mieszka w Łodzi.
przedmonitorem.pl powiedział/a
sprawiła mi Pani ogromną przykrość atakiem w swoim komentarzu, przykro mi.
astromaria powiedział/a
Ja pana nie atakuję, ja panu uświadamiam rzeczy, których jest pan nieświadomy. Proszę poczytać Alice Miller i przyłączyć się do naszej medytacji o 9 i 21. Medytacja uzdrawia, duchowo, psychicznie, fizycznie i życiowo.
przedmonitorem.pl powiedział/a
dziekuje za zaproszenie, ale rzucilem medytacje, poniewaz musze opiekowac sie moim dzieckiem i pracowac, aby to dziecko mialo przyszlosc, a nie tylko “tutaj i teraz” w oblokach…
poza tym nie jestem zdrowy i zdrowie nie jest najwazniejsze, wazniejsza sa moje dzieci, aby mialy ojca…
kiedy ostatni raz przytuliła się Pani do swojego biologicznego Ojca i powiedziała Pani Kocham Ciebie tato?
vortex powiedział/a
Panie Przedmonitorem.pl, skąd ta zmiana? Jeszcze niedawno określał się Pan mianem satanisty a teraz zaczął Pan nawijać o Bogu i został mentorem życiowym za 2600PLN …
Ech, każdy dzień w necie jest zaskoczeniem…
astromaria powiedział/a
Byłam dziś u zielarza i uzdrowiciela, kupić krople MMS, o czym zaraz napiszę notkę. Pan zielarz powiedział coś, co powinien powiedzieć raczej panu przedmonitorem: “przechodzę spokojnie obok pijaka leżącego na ulicy i nie pcham się z pomaganiem, od tego są policjanci, którzy zawiozą go do izby wytrzeźwień, żeby nie umarł i nie zamarzł. Ja czekam. Jak ten pijak poczuje, że potrzebuje pomocy, to sam do mnie przyjdzie. Ale musi przyjść i poprosić, wtedy mu pomogę. Jeśli tego nie zrobi, nie kiwnę nawet palcem”.
To jest pomoc. I tylko taka pomoc jest skuteczna.
Chamskie włażenie na cudzą głowę i narzucanie się z POMAGACTWEM, a co jeszcze gorsze, wmawianie człowiekowi na siłę choroby, opętania lub rzekomych problemów dowolnego rodzaju jest swego rodzaju zadawaniem gwałtu, a co więcej jest łamaniem konstytucyjnych praw drugiego człowieka.
Ale teraz wszystko staje się jasne: ktoś, kto jest tak inwazyjny (ten pan zawala mi skrzynkę mailową obrzydliwym spamem) musi być opętany. Wydaje się oczywiste, że muszą to być skutki satanizmu.
astromaria powiedział/a
Pan przedmonitorem – pobrykał pan sobie, ale harce się skończyły. Trzeba znać umiar i mieć tę odrobinę kultury, żeby wyczuć, kiedy jest się miło widzianym, a kiedy jest się nieproszonym gościem. Drzwi tego salonu są już dla pana zamknięte, bardzo mi przykro.
Choćby pan pękł z hukiem, nie kupię pana religijnego chłamu. Przede wszystkim dlatego, że sam pan jest chodzącą antyreklamą tej religii. Gdyby była ona zbawienna, bo by pan był aniołem i uosobieniem kultury, słodyczy oraz miłości. Ale pan jest czymś wręcz przeciwnym: jest pan złośliwy, dokuczliwy, upierdliwy jak biegunka, nieżyczliwy i okropny. Kto z kim przestaje, takim się staje. Z tego powodu nie będę z panem przestawać ani niczego od pana przejmować.
I proszę zwrócić uwagę na wymowę symboli, którymi się pan posługuje: na ten zgniły mózg na pana stronie i tę wykrzywioną gębę w pana awatarze. Taką reklamą przyciąga pan wyłącznie ludzi ze zgniłymi mózgami i z gębami wykrzywionymi życiowym brudem.
Ale jest szansa: jeśli porzuci pan tę religię okrutnego bóstwa, grzechu, piekła, cierpienia i samobiczowania, zacznie pan myśleć pozytywnie i medytować, wtedy odkryje pan, że życie jest fajne. I tego panu życzę.
vortex powiedział/a
Ten pan zaśmiecił już wiele blogów i skrzynek mailowych i zewsząd był wypraszany.
Vivianne powiedział/a
Pani Mario, odkryłam Pani stronę przypadkiem i bardzo się ciesze. Dopiero zaczynam się wczytywać, ale juz widzę, że sporo skorzystam. Podziwiam Pani wielką wiedzę, zgadzam się z tym, co Pani głosi,cieszę się, że ma Pani odwagę i siłę w odpieraniu ataków przeróżnej maści nawiedzonych- tych, co to wiedza lepiej od nas, jak mamy żyć.Największą wartością człowieka jest moim zdaniem wolność, prawo wyboru i rozwoju, bo po to tu jesteśmy. I nie nam oceniać innych, bo nie wiemy, czego się dana duszyczka ma nauczyć i czego doświadczyc. Pozdrawiam Panią serdecznie i gratuluje rozumu i odwagi.
astromaria powiedział/a
Dzięki, wiem, że mądrzy ludzie nie wierzą w takie oszczerstwa, a pozostałymi nie ma się co przejmować. Pomyślałam jednak, że niektórzy potrzebują wyjaśnienia, o co tu chodzi.
Eliszka powiedział/a
nie sposób nie uśmiechać się czytając odpowiedzi Marii upierdliwym gościom
to jest tylko Jej swoisty, charakterystyczny styl
podoba mi się, ‘klasa’ sama w sobie
astromaria powiedział/a
Ja mam szczęście, bo sekta nie zna mojego adresu, dzięki czemu nie muszę się bać wychodzić z domu. Ludziom, którzy podpadli sekta oplakatowuje osiedle pomówieniami o pedofilię, a skrzynki pocztowe smaruje g… Mnie się obrywa tylko na ich stronach, których nie czytają ludzie rozumni. Ale bywają tam ofiary sekty i dzięki temu trafiają tu również ludzie rozsądni.
Sekta racjonalistyczna też jest potworna, ci ludzie są nienormalni, to psychopaci pełną gębą.
Elsa powiedział/a
Cieszę się,że tu trafiłam. Podoba mi się charakter tej strony. A odnosnie postrzegania prawdy, to mój mit na ten temat upadł,gdy zaczęłam się “wgryzać” w fizykę kwantową. Przeczytałam również “Psychologię kwantową”,co pozwoliło zrozumieć /za dużo powiedziane
/, może przybliżyło samo pojęcie “prawdy i tylko prawdy”.
Również nie jestem i nie byłam nigdy katoliczką, ani nie jestem ateistką. Cały czas poszukuję czegoś, co pozwoliło by mi zrozumieć pewien “mechanizm życia”. Jedno jest pewne,że nie potrafię iść “ślepo” za większośćią, bo tak wypada lub jest trzeba.
Pozdrowionka
Żotkiewa:) powiedział/a
Dziekuję Pani nie czuje sie juz dziwakiem, odmieńcem. Były momenty, ze zaczynałam myśleć o jakiejś chorobie, która mnie zjada od kilku lat, ale to była tylko świadomość, która wdzierała się skutecznie w moje wnętrze. Trzeba troche przejśc . by utwierdzić sie w swoich racjach. Przeszłam juz róznego rodzaju wyzywanie mnie od świrusek nawet przez własną matkę. Ale wierzyłam tylko samej sobie i ciesze się, że zaufałam sobie i z dnia na dzien przekonuje się, że nie tylko ja dochodze do takich a nie innych wniosków. Przede mna trudne zadanie jestem od niedawna matką , mam rocznego synka i chce by umiał sam dochodzic do pewnych rzeczy i nie przyjmował czegos za prawde i jedyna opcje tylko dlatego, ze ktos mu tak nakazał. Dziekuje Pani za tego bloga, że głosi Pani swoje myśli i nie boi sie Pani krytyki. Pozdrawiam serdecznie
astromaria powiedział/a
Ja również dziękuję za te pokrzepiające słowa, były mi bardzo potrzebne po zmasowanym ataku, jaki przypuścili na mnie moi wrogowie na blipie. Staram się nie denerwować, ale czasem się nie da zachować spokoju. Dlatego jeszcze raz dziękuję.
Gdyby to była krytyka merytoryczna, to bym się do niej rzeczowo ustosunkowała. Ale ci ludzie pozbawieni są elementarnej kultury osobistej, więc ograniczają się wyłącznie do obraźliwych wyzwisk typu “astroawaria” i stawiają mi wyssane z palca zarzuty, że na blipie produkuję się na tagu #pokacycki (czyli “pokaż cycki”). To jest takie szambo, że po prostu słów brakuje. Ignoruję te prostackie zaczepki i robię swoje, ale czasem faktycznie czuję się paskudnie.
baria powiedział/a
Wszyscy Cię Maryjko wspieramy, Twój blog jest ostoją wolności, każdy może prezentować swój pogląd na różne sprawy nie wywołując u innych agresji. Tak trzymaj, na blipa nie zaglądam więc nie wiem co się tam dzieje.
Przy okazji na wolnych mediach jest link do petycji w/s ograniczenia dostępu do netu bez wyroku sądu, może się podpiszą blogowicze i wyślą do Buzka.
astromaria powiedział/a
Dzięki. Dawniej zdarzały się tu komentarze pełne agresji, ale po przemyśleniu sprawy postanowiłam, że nie będę ich tutaj tolerować. Agresja nie wnosi żadnych wartości merytorycznych, psuje natomiast atmosferę i sprawia, że moi gości nie czują się bezpiecznie. Dlatego zrezygnowałam z tak pojętej “demokracji” na rzecz zdrowej moderacji (co moi wrogowie nazywają oczywiście cenzurą).