Zdrowotny Hyde Park

czyli wolna dyskusja na tematy zdrowotne

Jeśli nie widzisz swojego właśnie napisanego komentarza, lecz komentarze z roku 2013… ups… trochę stare… nie załamuj się, wróć do strony głównej Zdrowotnego Hyde Parku (np. odśwież stronę) i zjedź na sam dół. Komentarz jest tam, gdzie być powinien (chyba, że jest w moderacji lub spamie, ale spoko, prędzej czy później go tam znajdę i zatwierdzę).

Jeśli chcesz przejść na konkretną stronę dyskusji w Zdrowotnym Hyde Parku użyj tego linku zmieniając zaznaczony na czerwono numer strony na ten, którego szukasz: https://astromaria.wordpress.com/zdrowotny-hyde-park/comment-page-10/#comments

———————————

Uwaga! Jeśli bezgranicznie ufasz medycynie alopatycznej, zwanej bardziej słusznie medycyną talmudyczną dla gojów, a która samą siebie w sposób zupełnie nieuzasadniony nazywa „medycyną opartą na dowodach” nie czytaj tego tekstu, bo możesz doznać szoku lub wpaść we wściekłość. Osoby głęboko wierzące w naukę ostrzegam przed dalszą lekturą i przed herezją, jaką tu głoszę!

Szczególnie ostrzegam pacjentów onkologicznych. Nie dość, że cię zabiją po długich męczarniach, to jeszcze musisz uzbierać górę pieniędzy, żeby za to zapłacić, bo olbrzymie i przymusowo zdzierane z całego (nawet zdrowego) narodu składki na ZUS to za mało, żeby opłacić tę rzeź.

Nie ufam medycynie, która nie traktuje organizmu jako całości i której celem jest usunięcie lokalnego objawu zamiast usunięcia przyczyny.

Medycyna alopatyczna podzieliła organizm na drobne fragmenty i wytworzyła wąskie specjalizacje, ale w rzeczywistości niczego nie leczy, a jedynie maskuje przykre objawy, oszukańczo zwane chorobami. Mamy specjalistów od oczu, od wątroby, nerek, uszu, stóp itp., ale przecież organizm jest całością, a nie zbiorem osobnych części. Rozumiem, że czasem specjalizacje mają sens, np. jeśli ktoś dozna urazu oka, to będzie potrzebował pomocy okulisty, a ktoś ze połamanymi kośćmi ortopedy, ale w przypadku np. choroby wątroby leczenia całościowego i przyczynowego (a nie wąsko specjalistycznego i objawowego) wymaga cały organizm. Należy ustalić przyczynę choroby, a jest nią najczęściej zatrucie spowodowane niewłaściwą dietą lub nałogami (co w pewnym sensie na jedno wychodzi, ponieważ objadania się niezdrowymi rzeczami jest formą nałogu). Wyeliminowanie przyczyny choroby w naturalny sposób przywróci zdrowie całemu organizmowi, ponieważ niedomagania wątroby powodują zaburzenia w pracy bardzo wielu innych narządów, które również powrócą do zdrowia.

———————————

Nie jestem lekarzem i nie podaję tu żadnych sposobów LECZENIA chorób!

Podaję tylko informacje, jak zapobiegać chorobom i demaskuję oszustwo zwane medycyną alopatyczną (przez niektórych zwaną talmudycznym ludobójstwem).

Naturalna, zdrowa żywność, diety, oczyszczanie organizmu sokami i surówkami, zioła, medytacja itp. nie są lekami ani leczeniem, lecz przywracaniem naturalnej równowagi organizmu i zdrowym stylem życia!

Dlaczego mam czelność zajmować się tematyką zdrowia skoro nie jestem lekarzem?

Mam do tego nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek, ponieważ MOJE ZDROWIE I MOJE CIAŁO SĄ MOJĄ PRYWATNĄ WŁASNOŚCIĄ I MOIM NAJWIĘKSZYM SKARBEM! Nie znam nikogo, komu pomogłyby alopatyczne pigułki, zastrzyki i zabiegi, więc jest dla mnie oczywiste, że muszę wziąć odpowiedzialność za własne zdrowie we własne ręce!

Nie  jestem niczyją własnością, nie jestem hodowlanym bydlęciem (chociaż władze coraz częściej traktują ludzi jak bydło i swoją prywatną własność), więc nie podlegam władzy żadnego właściciela, pastucha ani totalitarnego państwa. Nikt nie ma prawa narzucać mi jak się odżywiam, czy i jak się leczę, a tym bardziej bogacić się zmuszając mnie przemocą prawną i fizyczną do badań, przyjmowania leków, poddawania się zabiegom i przymusowym szczepieniom.

Żadna firma farmaceutyczna nie ma prawa bogacić się w nieuczciwy sposób zmuszając ludzi do poddania się szczepieniom i oszukując ich, że tym sposobem zagwarantują zdrowie sobie i dzieciom, albo (co szczególnie kuriozalne) ochronią kogoś innego, kto zaszczepić się nie może. Skandalem jest rozsiewanie wzniecających panikę i zupełnie nieprawdziwych plotek, że z powodu odmowy poddania się szczepieniom spowoduję światową pandemię i ludzkość wymrze. Taka argumentacja śmierdzi Talmudem, który nakazuje poświęcić część lub nawet większość społeczności, żeby ratować dupy elitom. Poza tym jest to argumentacja nieuczciwa, nieoparta na prawdzie. Po pierwsze: szczepienia są nieskuteczne. Nie tylko nie chronią przed zachorowaniem (epidemie, w tym gruźlicy i porażającego polio, wybuchają głównie wśród zaszczepionych), ale nawet nie sprawiają, że choroba ma lżejszy przebieg. Po drugie zaszczepieni stają się nosicielami bardzo groźnych wirusów i bakterii, którymi zarażają wszystkich wokół, a więc i tych, dla których mieli stanowić parasol ochronny i po trzecie, ogólny stan zdrowia zaszczepionych, a więc i ich systemu odpornościowego, jest dużo gorszy niż nieszczepionych. Chorują oni częściej na choroby autoimmunologiczne (alergie, AZS, SM), cukrzycę, zaburzenia neurologiczne (autyzm, padaczkę, encefalopatię, paraliż, SM), a nawet nowotwory. Czyli: to się po prostu nie opłaca!!! No i oczywiście nikt nie może się ode mnie niczym zarazić, skoro jestem zdrowa. Tu widzimy rażący brak logiki szczepionkowych naganiaczy, ale nie ma się czemu dziwić, bo gdzie mówią pieniądze tam prawda milczy!

———————————

UWAGA! Jeśli informacje umieszczone na tej stronie szokują cię lub oburzają (masz do tego prawo, bo przyznaję, że są zupełnie niezgodne z tym, co usłyszysz od swojego Znakomicie Wykształconego Lekarza) zamiast wszczynać awanturę zechciej albo opuścić mój blog (są inne blogi i strony, gdzie znajdziesz informacje poprawne politycznie) albo przyjąć do wiadomości, że informacje tu podane są bardziej skuteczne niż metody zalecane przez medycynę. Zastosuj je, a przekonasz się, że wyzdrowiejesz!

Nie neguję potrzeby istnienia lekarzy.

Są oni potrzebni gdy ulegniesz wypadkowi, złamiesz sobie kończynę, poparzysz się, doznasz wylewu lub ostrego ataku wyrostka itp. Lekarze złożą ci kości, zoperują i uratują cię przed śmiercią. Ale po pobycie w szpitalu doradzam wizytę u homeopaty lub lekarza naturalisty, a nie u alopaty, bo ten zamiast pomóc ci oczyścić organizm z chorobotwórczych toksyn jeszcze bardziej zatruje cię chemią nieorganiczną, która jest chorobotwórcza, a nie lecznicza.

Medycyna alopatyczna jest jednym wielkim, cynicznym oszustwem, wymyślonym dla pieniędzy!

Alopatia jest oszukańczym plagiatem ziołolecznictwa. Pozornie obie metody są oparte na tej samej idei podawania środka leczniczego, ale alopatia „poprawiła” tę ideę ekstrahując z ziół tylko jeden czynnik, który uznała za posiadający właściwości lecznicze, a następnie zastępując go syntetycznym (nieorganicznym) odpowiednikiem w postaci tabletki. Różnica polega na tym, że lek roślinny jest pochodzącą z natury całością, której działanie jest synergiczne. Właściwości lecznicze posiada nie tylko ten jeden, rzekomo działający leczniczo czynnik, ale wszystkie pozostałe, którymi są witaminy, enzymy, mikroelementy oraz… informacja. Natura przekazuje organizmowi informację, jak przywrócić utraconą równowagę. Lek ziołowy odżywia i regeneruje. Lek chemiczny tylko truje! Nie dość, że pozbawiony jest witamin, mikroelementów i enzymów, to jeszcze jest nieorganiczny, a więc zupełnie obcy naturze, przez co jest traktowany jako toksyna. Podawanie toksyn organizmowi, który utracił zdolność regeneracji nie tylko nie pomaga, ale wręcz szkodzi. Takie „leczenie” powoduje liczne i narastające w miarę „leczenia” skutki uboczne, które mogą się skończyć nawet śmiercią.

Właściwe leczenie polega na zregenerowaniu i wzmocnieniu organizmu właściwą dietą. To jest główny czynnik przywracający zdrowie! Można wspomóc się ziołami, witaminami, mikroelementami i sokami warzywno-owocowymi, które pomogą w odtruciu, ale dieta jest najważniejsza. I z całą pewnością nie jest to dieta wysokobiałkowa, lecz przeciwnie, dieta oparta na naturalnych, nieprzetworzonych zbożach (makrobiotyczna). Dieta Atkinsa (Kwaśniewskiego) jest najlepsza dla Eskimosów żyjących w wiecznej zmarzlinie, a frutarianizm i witarianizm jest świetny na równiku, gdzie panują upały. W klimacie umiarkowanym najlepsze są zboża i warzywa.

Choroba nie jest twoim wrogiem, lecz przyjacielem! Zamiast z nią wściekle walczyć postaraj się usiąść w ciszy i zrozumieć, co twój organizm chce ci powiedzieć.

Choroby nie są żadnymi chorobami, lecz jedynie symptomami, które dają ci znać, że twój organizm potrzebuje twojej uwagi i zmiany stylu życia i sposobu myślenia.

Zadbaj o swoją psychikę, bo czarne, pesymistyczne myśli zabijają szybko i skutecznie. Nienawiść również zabija, ale nie nienawidzonego, lecz nienawidzącego, więc wybacz i zapomnij.

Wyrzuć z kuchni przemysłową paszę (wszystko to, co zostało przetworzone przemysłowo i nafaszerowane konserwantami, barwnikami, aromatami, wzmacniaczami smaku, cukrem, sztucznymi słodzikami i różnymi E-ileś tam), białą mąkę i cukier i zastąp je prawdziwą żywnością, taką, którą sprzedaje się bez etykiet albo z etykietami, na których napisany jest jeden składnik, np. „jabłko”, „mąka razowa orkiszowa” itp.

Wyrzuć albo oddaj śmiertelnemu wrogowi kuchenkę mikrofalową, która sprawia, że nawet najzdrowsza żywność staje się rakotwórcza, a z całą pewnością poczujesz się lepiej.

Wyobraź sobie, że w twojej łazience wielkim strumieniem leje się woda do wanny, a z niej przelewa się na podłogę.

Czy w tej sytuacji biegniesz do sklepu, żeby kupić stos najbardziej wsiąkliwych szmat i zaganiasz całą rodzinę i sąsiadów do wycierania wody? A może raczej szybko zakręcasz kran?

Sytuacja z chorobami jest taka sama jak z kranem – należy czym prędzej „zakręcić kran”, czyli rozpoznać i zlikwidować PRZYCZYNĘ choroby zamiast maskować jej objawy toksyczną chemią i okaleczającymi operacjami.

Medycyna alopatyczna w ogóle nie docieka jaka jest przyczyna choroby, lecz zwala winę na wadliwe geny, rodzinną podatność lub przypadek („taki pech po prostu, że padło na pana”).

O genach dokładnie piszę dalej.

Bez ustalenia przyczyny i jej usunięcia leczenie nie może być skuteczne!

Dlatego medycyna alopatyczna nie leczy, a jedynie przejściowo maskuje symptomy, które oszukańczo nazywa chorobami, czyli zamiata problem pod dywan. Przyczyna nie zostaje usunięta, więc objaw pojawi się wkrótce gdzie indziej, pod postacią innej, lub kilku innych, chorób.

Jeśli  zlikwidujesz prawdziwą przyczynę choroby (zakwaszenie organizmu, zatrucie toksynami ze złego odżywiania, awitaminozę, niedobory minerałów i, przede wszystkim, stres / negatywne myślenie) jej symptomy same znikną!

Wiedziano o tym w starożytnych Chinach, gdzie lekarzom płacono wysokie pensje tylko wtedy, gdy wszyscy ich podopieczni byli zdrowi i karano ich zmniejszeniem dochodów, gdy ktoś zachorował. Lekarze ci stosowali więc skuteczną profilaktykę, czyli uczyli pacjentów przede wszystkim właściwego odżywiania, a dopiero wtedy, gdy to nie pomogło stosowali naturalne leki ziołowe, bańki i akupunkturę.

Jeśli pozbędziesz się destrukcyjnych myśli i zastosujesz naturalną (organiczną) i surową żywność organizm sam się oczyści, a system immunologiczny wzmocni i żadne leczenie, operacje ani tym bardziej przeszczepy nie będą potrzebne.

Podawanie zatrutemu toksynami pacjentowi jeszcze więcej trucizn pod postacią leków na bazie chemii nieorganicznej jest dolewaniem oliwy do ognia. To go na pewno nie wyleczy. To może mu wyłącznie zaszkodzić, i o to w tym wszystkim chodzi. Medycyna ostatnio ogłosiła, że wszystkie choroby są nieuleczalne, a rolą lekarza jest jedynie łagodzenie objawów. Nikt nie zarżnie kury znoszącej złote jaja. Medycyna nie wyrzeknie się zysków, które czerpie z chorób, bo na zdrowych lekarz nie zarobi ani grosza!!!

Fragment „Samokrytyki lekarza medycyny konwencjonalnej”:

Spoglądając wstecz na swój sposób myślenia i podejścia do zdrowia i choroby zdałem sobie sprawę, że:

  1. Byłem agresywny. Zakładając, że życie to ciągła walka o przetrwanie oraz że życie ludzkie to najwyższa wartość, nie miałem żadnych wątpliwości używając całego arsenału broni przeciwko wszystkiemu, co uznałem za najeźdźcę lub agresora, choć i oni byli przejawami życia. [Dzięki makrobiotyce nauczyłem się, że nasz „wróg” może być naszym dobroczyńcą i że może zmienić się w naszego najlepszego sprzymierzeńca. Odkąd stałem się makrobiotykiem nie drażnią mnie nawet komary. Teraz widzę, że moje paranoidalne, agresywne i militarne podejście do życia miało swoje źródło w jadaniu produktów zwierzęcych (zwłaszcza mięsa i jajek)].
  2. Myślałem, że życie to skomplikowany proces biochemiczny, w którym mogą nastąpić nieprzewidziane reakcje. Im więcej poznawałem szczegółów, tym bardziej potwierdzały one moje poglądy. Nie miałem możliwości konfrontacji z innymi poglądami. I tak miałem dużo roboty z przyswajaniem złożoności teorii, którą wyznawałem. [Takie fragmentaryczne, czysto ANALITYCZNE i skomplikowane spojrzenie na świat spowodowane i spotęgowane było konsumpcją żywności sztucznie oczyszczonej (białej mąki i cukru), przemysłowo przetworzonej, z dodatkiem konserwantów, rozdrobnionej (np. jadanie tylko niektórych części owoców), a zupełnym brakiem prostego, zdrowego, podstawowego pożywienia].
  3. Myślałem, że jestem istotą myślącą. Kiedy Michio Kushi poprosił mnie, abym prosto, lecz wyczerpująco zdefiniował pojęcie miłości, pokoju, wolności, szczęścia, prawdy, zdrowia, choroby, życia, mogłem tylko podawać cytaty z książek i nie zastanawiałem się, dlaczego nie mogłem znaleźć właściwych definicji w encyklopediach, czy też tworzyć ich samemu. Myślałem, że odpowiedź na te pytania wymaga rzadkiej umiejętności i jest prawem przynależnym tylko mistrzom filozofii. [Moje studia filozoficzne w szkole medycznej nie były ani rozległe, ani głębokie; przedstawiono nam w zarysie poglądy tylko niektórych filozofów Zachodu oraz wyjaśniono logikę arystotelesowską. Dopiero teraz w pełni widzę, jak płytko myślimy po tego rodzaju edukacji. Umiemy jedynie podawać niekompletne, niejasne i zawiłe definicje, a te zmieniają się z dnia na dzień. Wybrałem się kiedyś do mojego byłego profesora filozofii i poprosiłem o podanie definicji. Uśmiechnął się, ale odpowiedzi nie usłyszałem. Dzięki makrobiotyce zrozumiałem, że ten brak głębi, umiejętności i precyzji myślenia ma dużo wspólnego z nie przeżuwaniem pełnych produktów naszej diety; innymi słowy z nie wykorzystywaniem naszych zębów „mądrości” w takim celu, do jakiego zostały przeznaczone, tzn. do dokładnego przeżuwania pełnych zbóż. Jedząc pełne zboża i przeżuwając je dokładnie zauważymy, iż zaczniemy poszukiwać, i to poszukiwać pełnej odpowiedzi, w której będzie też miejsce na te szczegóły, które już znamy. Zauważymy, że logika Arystotelesa to w pełni lustrzane odbicie logiki w kategoriach Yin Yang, a to z kolei to dynamika samego życia, wszystkich w nim zmian].
  4. Widzę teraz, że ja i moi koledzy dumni byliśmy, iż korzystamy z osiągnięć współczesnej medycyny oraz na tyle naiwni, aby wierzyć, że medycyna ta pewnego dnia pokona wszystkie choroby. [Teraz zdaję sobie sprawę z tego, iż człowiek dumny znajduje się na krawędzi upadku, a cały postęp – jeżeli nie jest w harmonii z życiem samym – jest w rzeczywistości regresją, a przynajmniej, że każdemu osiągnięciu towarzyszy pewnego rodzaju regresja. Duma i naiwność to czarujące, młodzieńcze cechy, szczególnie spotęgowane konsumpcją mleka, jego przetworów i cukrów prostych].
  5. Byłem przekonany, że jedynie „metodą naukową” można właściwie badać naturę. Z wyższością patrzyłem na dogmatyczne religijne i metafizyczne metody terapii, w rzeczywistości wykazując taki sam dogmatyzm w swojej dziedzinie.

Jakie jest biologiczne tło takiego dogmatyzmu? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam do rozstrzygnięcia każdemu osobiście.

Jeśli świadomie lub podświadomie dominują w nas agresja, pomieszanie, duma, naiwność i fanatyzm, oczywistym jest, że nie patrzymy na siebie krytycznie. Patrzymy uparcie tylko na to, co osiągnęliśmy (wydłużenie życia, zlikwidowanie tego, czy tamtego), ale nie zawsze widzimy, jakim kosztem zostało to osiągnięte i jakie skutki uboczne przyniosło: zwiększającą się zachorowalność, coraz to nowe, poważne choroby, zwiększenie długości życia oznaczające utrzymanie przy życiu, a nie przywrócenie zdrowia i szczęścia.

Ponieważ my nie patrzymy krytycznie na siebie, krytyka musiała przyjść z zewnątrz. Pierwsza nadeszła ze Wschodu. Była nią praca całego życia George Ohsawy. Jednakże jego pouczenia nie były wyrażone we właściwym języku – nie były one sprawdzalne eksperymentalnie ani zilustrowane danymi statystycznymi. Do tej pory miały one niewielki wpływ na kierunek rozwoju współczesnej medycyny. Ponieważ nie ufamy nikomu tylko sobie i naszym metodom, jak możemy poświęcić Ohsawie odrobinę naszej cennej uwagi?

Oczywiście, dopóki nie zaczniemy się odżywiać według zasad makrobiotyki, trudno nam będzie zrozumieć, a nawet wyobrazić sobie logikę i siłę makrobiotyki. Ale też, jeżeli nie będziemy myśleć „holistycznie”, trudno nam będzie jeść właściwie. Czy zatem nie ma wyjścia? Według zasady Yin-Yang można zacząć od postępowanie przeciwnego do dotychczasowego: zacząć słuchać, zamiast mówić, patrzeć na całość zamiast na poszczególne części, myśleć: „Nie wiem zbyt wiele” zamiast „Wiem dużo”. W taki oto sposób można zobaczyć pełny obraz życia i doświadczyć go.

Marc Van Cauwenberghe

———————————

Jestem przeciwniczką transplantologii!

Jeszcze zupełnie niedawno byłam „racjonalistką” i wierzyłam w rozum oraz naukę. Jeśli lekarz powiedział, że mamy do czynienia z przypadkiem śmierci mózgowej, co oznacza nieuleczalną śpiączkę, czyli de facto śmierć pacjenta, to była to dla mnie święta i niepodważalna prawda. Ludzie, którzy opowiadali o pobieraniu organów z żywych ciał, które się pocą z bólu i reagują skokiem ciśnienia, wydawali mi się świrami, którzy naoglądali się hollywoodzkich horrorów i opowiadają brednie. Jednak, na szczęście, mam otarty umysł, więc racjonalne dowody zdołały mnie przekonać, że jest inaczej, niż wierzyłam. WIERZYŁAM! Bo nie WIEDZIAŁAM! Teraz już nie muszę wierzyć, bo wiem, ponieważ dużo czytałam na ten temat i samodzielnie wszystko przemyślałam.

Przez całe wieki bijące serce (krążenie) i oddech były oczywistym dowodem na to, że człowiek żyje! Jedynym kryterium orzekania śmierci było nieodwracalne ustanie krążenia i oddychania.

Obecnie za kryterium śmierci uznaje się nieodwracalną śpiączkę lub śmierć pnia mózgu.

Nieodwracalna śpiączka i śmierć pnia mózgu to medyczne oszustwo. Komisja Harvardzka, która stworzyła tę nową definicję śmierci DZIAŁAŁA NA ZLECENIE. Jej zadaniem było uratowanie dr Christiaana Barnarda przed zarzutem zamordowania pacjenta, od którego pobrał serce do przeszczepu.

Od tej chwili interes biorcy stawiany jest na pierwszym miejscu, a dawca został zdegradowany do roli cennego wraku, z którego można wyjąć działające części i dobrze na tym zarobić i tym samym pozbawiony szans na przeżycie.

Narządów nie pobiera się ze zwłok, ponieważ są one tak samo martwe jak te zwłoki. Kostnice pełne są świeżych, jeszcze ciepłych trupów, ale nikt ich nie patroszy – zastanów się dlaczego?

Żeby pobrać narząd od „dawcy” trzeba zmienić jego nazwę z „pacjenta” na „zwłoki z bijącym sercem”. Taka zmiana etykiety powoduje, że „dawca” przestaje być pacjentem, którego się z troską w sercu, a nawet z poświęceniem ratuje i staje się jedynie cennym (wartym do 2 mln $) magazynem części zamiennych, które trzeba utrzymać w jak najlepszym stanie do momentu ich pobrania.

Przerażająca prawda na temat transplantologiiprzeczytaj koniecznie!

Zamiast przeszczepiać narząd należy go wyleczyć!

Ale nie alopatycznie, czyli trującą chemią, lecz w sposób naturalny: surową dietą i sokami, postem Daniela, makrobiotyką, terapią Gersona, RSO (olejem konopnym Ricka Simpsona)itp. Wszystko da się wyleczyć, nawet to, co lekarze nazywają stanem beznadziejnym, chyba, że pacjent sam chce umrzeć!

Proszę nie zwracać się do mnie z apelami o wpłacenie 1% podatku na leczenie onkologiczne lub na wsparcie badań nad lekiem na raka.

Nie dołożę swojej cegiełki do onkologicznego ludobójstwa! Ludzie nie umierają na raka. Ludzie umierają z powodu chemioterapii, choroby popromiennej spowodowanej naświetlaniami i okaleczeń chirurgicznych. A lek na raka jest znany od zawsze: to witamina C w dużych dawkach, podawana w postaci wlewów dożylnych oraz naturalna dieta, np. makrobiotyczna. W niektórych przypadkach pomaga witamina B17 (laetril).
Jeśli idziesz na wojnę z rakiem lub innymi chorobami musisz się liczyć z tym, że na wojnie trup ściele się gęsto – po obu stronach! Dlatego wojna jest zła! Raka się nie zabija, nie na tym polega sztuka zdrowego i wolnego od chorób życia! Rak to choroba metaboliczna, więc wyleczyć go można jedynie zdrową dietą, oczyszczającymi sokami i końskimi dawkami witamin, głównie witaminy C, która NIE ZABIJA KOMÓREK RAKOWYCH, lecz szybko i skutecznie przywraca im stan naturalnego zdrowia. Tak, dobrze widzisz: pod wpływem witaminy C zdegenerowane komórki zostają przemienione w zdrowe komórki!

Nie wpłacam również pieniędzy na leczenie dzieci z autyzmem, chyba, że rodzic przekona mnie, że korzysta jedynie z metod naturalnych i nie podaje dziecku żadnych leków alopatycznych. Mafia medyczno-farmaceutyczna najpierw szczepieniami doprowadza dzieci do ciężkiego stanu chorobowego (za szczepionki płacimy kartelom farmaceutycznym wielkie pieniądze z naszych przymusowych składek i podatków), a potem ogłasza zbiórkę funduszy na rzekome leczenie, które w rzeczywistości jest dalszym zatruwaniem organizmu dziecka chemią nieorganiczną. W ten sposób niczego wyleczyć się nie da, a nawet gorzej, jest to celowe pogarszanie stanu zdrowia, za co rodzice muszą dodatkowo słono zapłacić. Tak się hoduje dozgonnego klienta dla mafii medyczno-farmaceutycznej, bo nie dość, że najpierw został doprowadzony do ciężkiej choroby, to jeszcze będzie stale potrzebował leków i dodatkowych leków, uśmierzających skutki uboczne leków. Prawdziwe perpetuum mobile!

———————————

Mądry człowiek powinien wiedzieć, że zdrowie jest jego najcenniejszą własnością i powinien uczyć się jak sam może leczyć swoje choroby – Hipokrates
Wolę zostać uzdrowiony przez szarlatana, niż uśmiercony przez sławę medyczną – prof. Julian Aleksandrowicz.
Lekarze mają wyjątkowe szczęście, że słońce opromienia ich powodzenie, a ziemia przykrywa ich błędy” – Sokrates
Nikt nie potrafi tak solidnie zakopać swoich błędów jak lekarz – Agrypa
Lekarze są tacy sami jak adwokaci; jedyna różnica między nimi polega na tym, że adwokaci cię ograbiają, podczas gdy lekarze nie tylko cię ograbiają, ale i zabijają – Anton Czechow
Zdrowie to stan, o którym medycyna nie ma nic do powiedzenia – W.H. Auden
Niedobrze czułby się lekarz, gdyby wszyscy czuli się dobrze – Publiusz Syrus
Medycyna stoi dzisiaj na wysokim szczeblu, stąd pewnie chorzy mają bliżej do nieba – Feliks Rajczak
Medycyna przynosi często pociechę, czasem łagodzi, rzadko uzdrawia – Hipokrates
Badania medyczne zrobiły taki niebywały postęp, że dziś praktycznie nie ma już ani jednego zdrowego człowieka – Aldous Huxley
Lekarz leczy chorobę, a zabija pacjenta – Francis Bacon
Niektóre lekarstwa szkodzą bardziej niż sama choroba – Publiusz Syrus
Bóg leczy, a lekarz pobiera opłatę – Benjamin Franklin
Bóg uzdrawia, a lekarz przesyła rachunek. Mark Twain
Jest wielkim błędem naszego czasu, że lekarze oddzielają duszę od ciała – Hipokrates
Istnieją choroby, które tylko przez pośrednictwo duchowe dają się uleczyć – Platon
Drobnoustrój jest niczym, kontekst jest wszystkim – Ludwig Pasteur
Osoba nieszczęśliwa to cel dla wszystkiego rodzaju chorób – B. Larson
Choroba ciała może być niczym więcej jak tylko symptomem dolegliwości psychicznej, która dotknęła nas w przeszłości – Nathaniel Hawthorne
Żaden lekarz nie czerpie przyjemności z czyjegoś zdrowia, nawet gdyby to byli jego przyjaciele – Michel Eyquem de Montaigne
…Tym, którzy obawiają się, że szatańskie siły wnikają do leków homeopatycznych podczas ich wytwarzania, ponieważ stosuje się przy tym metodę wstrząsania, proponuję rezygnację z jazdy samochodami i pociągami, ponieważ i tam nie można uniknąć wstrząsów. Warto tu sobie przypomnieć, iż z magią mamy do czynienia tylko tam, gdzie istnieje świadome odwołanie się do szatana w celu uzyskania jego domniemanej, bo nigdy rzeczywistej, pomocy. Decyduje więc intencja działającego… – O. Jacek Norkowski
Absolutnie nie jestem zwolennikiem homeopatii. Za mało na ten temat wiem. Ale lepiej, by niedouczeni absolwenci uczelni medycznych używali przysłowiowej wody święconej, aniżeli narażali ludzi na utratę zdrowia. W USA ponad 16 000 chorych umiera z powodu brania antybiotyków. Z powodu przedawkowania narkotyków – tylko 2 000. Z powodu brania sprzedawanych na recepty środków przeciwbólowych umiera kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Jakim cudem do 1990 roku paracetamol był zabroniony dla dzieci, a obecnie można go kupować w kiosku bez recepty – właśnie dla dzieci? Żadnych prac naukowych wyjaśniających ten stan rzeczy nie ma. Jakie naukowe prace zezwalają na podawanie dzieciom 16 szczepionek zawierających aluminium w dawce powyżej 25 mcg [łącznie ponad 200], kiedy to wiadomo od 40 lat, że aluminium uszkadza układ nerwowy i powoduje demencję? Wg dr Hamankiewicza jest to naukowe uszkadzanie? – Dr Jerzy Jaśkowski

———————————

Jak powiedział dr Jerzy Jaśkowski: „publiczne to są domy, a zdrowie jest sprawą prywatną„. Nie licz na to, że państwo zadba o twoje zdrowie. Państwo już dawno przestało być państwem i przekształciło się w korporację, a zadaniem korporacji jest maksymalizacja zysków. Z twojej osoby również! Jeśli wierzysz, że państwo funduje, w dodatku za darmo, jakieś badania „profilaktyczne” z troski o obywatela, to jesteś naiwny jak dziecko. Wszystko co robi państwo (korporacja) obliczone jest na zysk. Nie twój! Korporacji! Twoja jest tylko strata, bo za wszystko płacisz ty, ze swoich (wymuszonych!) składek i podatków. Za te wszystkie zupełnie niepotrzebne badania, które są „za darmo” i za cały ten wielce wyrafinowany i drogi sprzęt do ich przeprowadzania oraz za późniejsze, nierzadko zupełnie niepotrzebne, leczenie tych rzekomo wykrytych chorób płacisz ty! Płacisz, nawet jeśli jesteś okazem zdrowia, który nigdy nie korzysta z pomocy lekarzy.

W państwie-korporacji musisz pracować wydajnie, ze wszystkich swoich sił, aż się zepsujesz. Ale nawet wtedy musisz przynosić zyski – medycyna wydoi cię z ostatniego grosza obiecując ci iluzję przywrócenia zdrowia – nie za darmo oczywiście! Dlatego przez całe życie musisz poddawać się drogim badaniom, oszukańczo zwanym „bezpłatnymi badaniami profilaktycznymi”, fundowanym za coraz większe pieniądze kradzione podatnikom, w tym również tobie, kupować drogie leki i przed-leki, skomplikowane operacje (w tym również „profilaktyczne” operacje usunięcia piersi z urojonego powodu „wadliwych genów”), a kiedy w końcu śmierć zajrzy ci w oczy staniesz się magazynem cennych części zamiennych, które szpital sprzeda komu innemu. A nawet jeśli nie sprzeda, to zarobi na tobie hospicjum, gdzie jeszcze zapłacisz za własną śmierć, a kto wie, może nawet eutanazję. I możliwe nawet, że udręczony „opieką medyczną” jaką ci tam zaoferują, sam o nią będziesz błagać, żeby skrócić swoje męki. Nic się nie zmarnuje, pieniądze muszą się sypać wszędzie, gdzie stąpniesz.

Nie ma czegoś takiego, jak badania profilaktyczne.

Badania są jedynie diagnostyczne. Badanie nie zapobiega, a jedynie wykazuje chorobę lub jej brak i decyduje o dalszym leczeniu lub jego braku. Jak mawia dr Leonard Coldwell „wczesne wykrywanie oznacza wczesne zabijanie„. „Badania profilaktyczne”, gwarantujące „wczesną wykrywalność” dadzą ci tylko tyle, że wcześniej trafisz w tryby systemu medycznego i wcześniej zostaniesz przez niego uśmiercony. W przypadku raka jest to szczególnie niebezpieczne, ponieważ w ludzkim organizmie wielokrotnie w ciągu życia tworzą się komórki rakowe, które zostają unieszkodliwione przez prawidłowo funkcjonujący system immunologiczny. Współczesna medycyna chlubi się tym, że jest w stanie wykryć nawet najmniejsze skupisko komórek rakowych i twierdzi, że im szybciej je zaatakuje skalpelem, chemioterapią i naświetlaniami tym pewniejszy sukces w leczeniu. W rzeczywistości organizm wcale nie potrzebuje „pomocy” medycznej, gdyż sam sobie poradzi. To nie rak zabija pacjenta, lecz niepotrzebne i toksyczne „leczenie”!

O prawdziwie mądrą i skuteczną profilaktykę musisz zatroszczyć się sam/a!

Wadliwe geny również są biznesowym oszustwem.

Oszukańcza teoria genowa została stworzona po to, żeby człowiek żył w przeświadczeniu, że o jego chorobach decyduje bezwzględny determinizm. Jeśli uwierzysz, że nic nie możesz zrobić, bo geny tylko czekają, żeby cię uśmiercić w młodym wieku, stajesz się bezwolną i nieodpowiedzialną ofiarą systemu medycznego

To naprawdę genialny komercyjnie pomysł: wmówić człowiekowi, że ma w ciele tykającą bombę zegarową, która z całą pewnością wybuchnie i go zabije, chyba że odpowiednio wcześniej „profilaktycznie” wytnie zagrożony narząd i będzie grzecznie łykał góry przepisanych leków.

Gdyby geny miały taką morderczą skłonność to nikogo z nas nie byłoby na tym świecie! Nie urodzilibyśmy się, ponieważ nasi przodkowie, którzy przekazali nam owe „wadliwe geny”, wymarliby zanim zdążyliby powołać nas do życia! Naprawdę, celem Natury nie jest unicestwianie życia, które stworzyła! Wręcz przeciwnie, Natura zrobiła naprawdę wszystko, żeby życie przetrwało nawet w najbardziej niesprzyjających warunkach. Zostaliśmy wyposażeni w system immunologiczny, który chroni nas przed chorobami i zatruciami, a nasze geny mają doskonałą zdolność samonaprawy. To nie Natura będzie sprawczynią zagłady życia na ziemi, lecz nauka i medycyna, które powołały do życia skażający środowisko przemysł, zabójcze leki, morderczą, oszukańczą propagandę oraz przemysł wojenny, z jego bombami i bronią biologiczną.

Jeśli wierzysz, że jedynym celem Matki Natury jest zabicie ciebie i twoich dzieci bakteriami, wirusami i chorobami i że żyjesz jedynie dzięki lekarzom, szczepionkom, lekom i zabiegom, to jesteś wprost idealną dojną krową i ofiarą dla mafii medycznej!

Żeby cię zmobilizować do tego wyścigu o korporacyjną, bardzo zyskowną „profilaktykę” i „leczenie” cynicznie wykorzystuje się media. Ich zadaniem jest naprzemienne straszenie chorobami, wypadkami i śmiercią i reklamowanie panaceum na te przypadłości. Musisz wierzyć, że musisz się stale badać, szczepić, leczyć, a nawet przed-leczyć, bo kochająca Matka Natura stworzyła cię tylko po to, żeby ciebie i twoje dzieci bezlitośnie uśmiercić.

Dlaczego rak / choroby serca / cukrzyca występują rodzinnie?

Jeśli kobieta mówi, że jej babcia i siostra babci umarły na raka piersi, matka i ciotka również młodo umarły na raka piersi i że jej siostra ma raka piersi, to rzeczywiście wygląda to na genetyczne dziedzictwo. Ale nim nie jest! Wprawdzie geny szybko mutują, ale żeby mutacja zadziałała powodując chorobę musi zaistnieć czynnik aktywujący. Dziedziczysz nie wadliwe geny, lecz psychologiczną „klątwę Atrydów” i fatalne nawyki żywieniowe. Jeśli babcia źle traktowała i źle żywiła swoje dzieci (bo była popędliwa, biła, poniżała i nie cierpiała warzyw, owoców i kasz), córka nauczyła się tego samego i przekazała to dalej wnuczce. Każda schorowana rodzina ma długą historię przemocy fizycznej i / lub psychicznej i taką samą historię braku dbałości o prawidłowe żywienie.

Tragiczne w skutkach powielanie modelu rodziny można określić mianem psychologicznego grzechu pierworodnego lub klątwy Atrydów, spadającej na kolejne pokolenia [C. G. Jung Mysterium Coniuncionis]

OBEJRZYJ KONIECZNIE!
Dlaczego lekarze są większym zagrożeniem niż broń palna?

Na pytanie „jak uzdrowić służbę zdrowia” odpowiadam: NIE DA SIĘ!

Co więc ma zrobić pacjent?

Musi zrobić jedyną rzecz, jaka ma sens: przestać wierzyć w te wszystkie rzekome plagi zdrowotne, pozbyć się irracjonalnych lęków z powodu raka, cholesterolu i konieczności szczepień i przestać korzystać z usług NFZ. Naucz się zasad profilaktyki, bo lepiej zapobiegać niż leczyć. Masz w necie istną kopalnię wiedzy o tym, jak naturalnie przywracać nawet mocno nadszarpnięte zdrowie. Jeśli nie stać cię na usługi lekarzy naturopatów lub homeopatów (z powodu konsekwentnie prowadzonej przez ludobójców „walki z nieuczciwą konkurencją”, czyli jedyną, prawdziwą, skuteczną i bezpieczną medycyną prawdziwi lekarze muszą liczyć drogo za swoje usługi, ponieważ nikt im do biznesu nie dopłaca z kasy chorych) masz tylko jedno wyjście: przejść na dietę makrobiotyczną lub wegańską. Płacisz raz za konsultację, a potem żyjesz zdrowo, długo i szczęśliwie w pełnym zdrowiu.

Na pewno wielokrotnie słyszałeś przestrogi przed przyjmowaniem witamin: że drogie, a ich skutkiem jest jedynie sikanie dolarami, że nieskuteczne, że nieprzyswajalne, że łatwo je przedawkować, a wtedy stają się toksyczne, że witamina C powoduje kamienie w nerkach, że ktoś się nimi zatruł, dostał raka, a nawet umarł, że syntetyczne nie działają w ogóle, że zwyczajna, supermarketowa pasza wystarczy w zupełności do pokrycia całodziennego zapotrzebowania na wszystkie witaminy i mikroelementy i pewnie znasz zalecenia WHO co do dziennego zapotrzebowania. Otóż wszystko to są zwyczajne kłamstwa, a badania naukowe, na których opierają się lekarze i „eksperci” z WHO są sponsorowane przez BigPharma (czytaj: kryje się za tym wielka korupcja). Witaminy (których nie wolno opatentować!!!) odbierają im pacjentów! Przemysł farmaceutyczny zbankrutowałby, gdyby ludzie zaczęli wlewać sobie w żyły witaminę C zamiast chemioterapii, gdyby przestali kupować insulinę, łykać statyny i szczepić się, poddawać operacjom i przeszczepom (serca, nerek, wątroby) itp.

Nigdy nie udowodniono ponad wszelką wątpliwość, że ktokolwiek umarł z powodu zażywania witamin (nawet syntetycznych)! Wielu natomiast zmarło z powodu awitaminozy. A jeszcze więcej z powodu zażywania leków przepisanych przez lekarza i dawkowanych ściśle według jego zaleceń (nie z powodu samowoli w dawkowaniu)!

Zegar śmierci BigPharma – kliknij i zobacz, ilu ludzi zmarło w USA z powodu leków:

Zegar śmierci BigPharma

obamacare

A ilu zginęło i zginie w przyszłości od tego?

http://www.iddd.de/umtsno/odpsejm/hum3.htm
http://educate-yourself.org/cn/wifiradiation07may14.shtml
http://emfsummit.com/wp-content/uploads/2014/10/WiFi-a-Thalidomide-in-the-making-who-cares.pdf

Wszystko to, co medycyna nazywa chorobą (a raczej niezliczonymi chorobami o przeróżnych nazwach) to wyłącznie różnie manifestujące się symptomy spowodowane przez poniższe czynniki:

  1. negatywne myślenie lub szok psychiczny,
  2. zatrucie organizmu toksynami (czyli silne zakwaszenie spowodowane złym odżywianiem lub lekami alopatycznymi),
  3. drastyczny brak witamin i minerałów.
  4. skażenia radioaktywne lub chemiczne gleby, wody i / lub powietrza

Typową chorobą będącą skutkiem negatywnego myślenia, szoku lub urazu psychicznego jest rak. Niemal wszyscy pacjenci oddziału onkologii podają, że ok. pół roku przed wystąpieniem objawów przeżyli jakieś traumatyczne wydarzenie. Białaczka u dzieci jest najczęściej spowodowana narodzinami młodszego rodzeństwa lub raptownym odstawieniem dziecka od piersi (po więcej informacji zajrzyj na tę stronę). Cała reszta (ze wszystkimi rodzajami raka włącznie) to skutek zakwaszenia, spowodowanego przez zatrucie toksynami, czyli niewłaściwego odżywiania. Aby wyleczyć dowolną chorobę należy po prostu oczyścić i zalkalizować krew, czyli radykalnie i na zawsze zmienić sposób odżywiania. Na dole podaję linki, które opisują jak przeprowadzić taką kurację. Są tam również autentyczne relacje osób, które pozbyły się rzekomo nieuleczalnych chorób, takich jak rak z przerzutami do wszystkich organów, cukrzyca, stwardnienie rozsiane itp.

Przemyśl SAMODZIELNIE poniższe punkty:

  1. Żyjesz w ustroju korporatokracji, w którym (zgodnie z nazwą) rządzą korporacje, a nie rządy, a jedynym kryterium ich sukcesu jest zysk finansowy. W takim systemie nie liczy się zdrowie ani dobro człowieka, lecz wyłącznie pieniądze. Obecnie placówka medyczna to instytucja nastawiona na zysk, a niegdysiejszy pacjent to dojna krowa, mająca dawać jak najwięcej mleka czyli chorób. Czy w tej sytuacji zdrowie owego „klienta” komukolwiek się opłaca? Oczywiście, że nie! Na zdrowiu się nie zarabia. To choroby przynoszą zysk, a więc w interesie „rynku zdrowia” leży mnożenie chorób, a nie ich likwidowanie. W ustroju korporatokratycznym jesteś stale oszukiwany. Lekarze i inni eksperci kłamią bez mrugnięcia okiem, bo każde kłamstwo przynosi im zysk i premię od firmy farmaceutycznej lub producenta sprzętu medycznego. Rozejrzyj się wokół i pomyśl samodzielnie: mamy XXI wiek, półki aptek uginają się od tysięcy leków, szpitale są wyposażone w sprzęt jak z filmu SF, badania nad rakiem pochłaniają miliardy dolarów rocznie, ale lekarze nie potrafią niczego wyleczyć skutecznie i bez powodowania kolejnych poważnych chorób, będących skutkiem ubocznym stosowanych leków i zabiegów. Czy w ogóle przyszło ci do głowy, żeby zastanowić się nad tym, dlaczego, mimo wielkiego postępu technicznego, chorób i zgonów nie tylko nie ubywa, ale lawinowo przybywa? Żyjąc nieświadomie, zwalając odpowiedzialność za swoje zdrowie na ekspertów i specjalistów stajesz się dojną krową dla Systemu. Płacisz, cierpisz, trujesz się lekami, pozwalasz sobie wycinać kolejne narządy i… chorujesz dalej, a nawet coraz bardziej! Na szczęście możesz się z tego wyzwolić w bardzo prosty sposób: wystarczy, że się przebudzisz, że przestaniesz być potulną owcą i że staniesz się Człowiekiem Rozumnym.
  2. Choroby (ani inne nieszczęścia) nie spadają na ludzi przez przypadek ani z wyroku boskiego, lecz są konsekwencją błędów, głównie żywieniowych. To ty sam/a jesteś kowalem własnego losu i własnego zdrowia. Na chorobę trzeba sobie samemu ciężko i latami zaniedbań zapracować. Jeśli jesz pozbawioną wartości odżywczych i witamin, ale za to bardzo bogatą w toksyczną chemię (barwniki, aromaty, konserwanty, niezliczone E-coś-tam) paszę z supermarketu (cukier, czipsy, chrupki, gorące kubki, Coca Colę, biały chleb i bułki, makarony z białej mąki, wędliny, zwłaszcza tanie, mięso z przemysłowego chowu, „antycholesterolową” margarynę, „dietetyczne” słodziki, gotowe sosy i przyprawy z glutaminianem, wyroby garmażeryjne, gumę Orbit, cukierki bez cukru, wyroby typu light i 0% itp.) to sam/a kręcisz sobie sznur na szyję. Tylko błagam, nie mów mi, że żywność dopuszczona na rynek jest dokładnie przebadana i bezpieczna, a produkty typu light mają udowodnione działanie prozdrowotne.
  3. To ty i tylko ty decydujesz o tym, czy i jak się leczysz i to ty i tylko ty jesteś odpowiedzialny/a, jeśli od tego poniesiesz uszczerbek na zdrowiu lub umrzesz. Nikt cię siłą ani pod karabinami nie prowadzi na szczepienia, badania ani na chemioterapię / radioterapię / chirurgię i nikt ci siłą nie wpycha do gardła leków. To ty decydujesz o tym, jakim autorytetom wierzysz. To ty decydujesz o tym, czy oddasz swoje zdrowie w ręce lekarzy, czy zatroszczysz się o nie sam/a. Jeśli poddajesz się dowolnego rodzaju procedurom medycznym i zażywasz leki alopatyczne nie sprawdziwszy dokładnie wcześniej jakie są ich skutki uboczne, to nie możesz mieć potem pretensji, jeśli się okaże, że lek powoduje groźne skutki uboczne lub śmierć. Jeśli więc ci one zaszkodzą, pamiętaj, że stało się tak dlatego, że ty sam/a podjąłeś / podjęłaś taką decyzję.
  4. Pamiętaj, że lęk jest najgorszym doradcą! Pod wpływem lęku (np. po usłyszeniu diagnozy „rak” lub jeśli lekarz orzeknie, że bez szczepień dziecko umrze) podejmujemy fatalne decyzje. System to wykorzystuje i doi pacjentów z pieniędzy, a kiedy wydoi z nich ostatni grosz (i resztki życia) odsyła ich do hospicjum, żeby tam sobie spokojnie umarli, bo i na tym da się jeszcze zarobić dzięki lekom rzekomo uprzyjemniającym  umieranie. To wprost niepojęte, co lęk robi z ludźmi: mimo że  niemal wszyscy pacjenci onkologii umierają (98%), chorzy, zamiast uciekać i szukać ratunku gdzie indziej, sami błagają o jeszcze więcej gazu musztardowego w żyły. Tak, to nie pomyłka: pewnie wiadomość, że onkolodzy podają pacjentom gaz musztardowy będzie dla ciebie szokująca, ale taka niestety jest prawda – sprawdź to sam/a! Trzeba jakoś utylizować wielkie zapasy tego gazu, które pozostały w magazynach od czasów I wojny światowej! Gaz ten nie został zużyty, ponieważ Konwencja Genewska zakazała jego używania w warunkach bojowych. Uznano, że to zbyt okrutny sposób mordowania żołnierzy. Ale pacjentów onkologicznych Konwencja Genewska nie chroni! Ponieważ nie wolno wrzucać odpadów toksycznych do morza, uznano, że najlepszym składowiskiem dla niego będą ciała chorych na raka. Czy teraz już rozumiesz, dlaczego większość pacjentów onkologii umiera?
  5. NIE PISZ, ŻE GDYBY KTOŚ WYNALAZŁ LEKARSTWO NA RAKA STAŁBY SIĘ MILIARDEREM! Nie wierz w bujdy, że lekarze szukają leku, ale mimo wysiłków wciąż go nie znaleźli. Lekarstwo na raka (i to niejedno) istnieje! Znanych jest mnóstwo skutecznych, bezpiecznych i tanich leków na raka, ale wszystkie są zakazane. Powtórzę to jeszcze raz: skuteczne leki na raka są nielegalne, wszystkie bez wyjątku, a wszyscy, którzy ośmielili się ogłosić radosną wiadomość, że odkryli skuteczny lek na raka zostali aresztowani lub zabici, a w najlepszym razie zastraszeni i uciszeni. Nie wolno skutecznie leczyć raka, bo bo to wielki biznes!!! Z jego rzekomego leczenia żyją tłumy cynicznych cwaniaków: lekarze i cały przemysł farmaceutyczny, który przynosi dochody większe niż narkotyki, prostytucja, alkohol i papierosy łącznie! Ale i tego im mało, wiec stale organizowane są zbiórki datków, koncerty charytatywne i społeczne akcje, w czasie których zbierane są pieniądze na badania nad rakiem. Idą na to miliardy dolarów, a leku wciąż nie ma – jak to możliwe? To oczywiście jest zupełnie niemożliwe, ale tego nie wolno ci wiedzieć. Bo ty masz się bać, badać się regularnie i oczywiście leczyć. Na śmierć! Dla ich zarobku!
  6. Nie przekonuj, że „wczesne wykrywanie” może uratować życie! Zacytuję tu doktora Leonarda Caldwella:

    Wczesne wykrywanie oznacza wczesne zabijanie

    Naiwnością jest wiara w to, że raka, będącego najczęściej skutkiem ciężkiego zatrucia organizmu kwasami, toksynami i grzybami Candida, można wyleczyć podawaniem jeszcze większej ilości toksyn w postaci tzw. chemioterapii, czyli aplikowaniem w żyły pochodnej gazu musztardowego (śmiertelnie trującego gazu bojowego używanego na frontach I wojny światowej). Chory na raka nie potrzebuje więcej toksycznej chemii, lecz przeciwnie: radykalnego oczyszczenia z chemii zalegającej w jego tkankach! Jeśli to zrobi pozbędzie się nie tylko raka, ale cukrzycy, nadciśnienia, osteoporozy, chorób serca i miażdżycy, marskości wątroby, niewydolności nerek i wszelkich innych dolegliwości. Nie ważne na co chorujesz, ważne jest tylko to, że każdej choroby pozbędziesz się szybko i skutecznie, jeśli oczyścisz organizm.

  7. Nie powołuj się na autorytet swojego lekarza. Lekarze wiedzą to, czego nauczono ich na studiach medycznych, a uczelnie medyczne zostały już dawno wykupione przez korporacje, głównie farmaceutyczne, ale nie tylko, bo przemysł mleczarski, mięsny i biotechnologiczny również jest nimi zainteresowany. Studenci uczeni są, że mięso i mleko to samo zdrowie, a jeśli ktoś zachorował, to nie z powodu złego jedzenia, lecz wadliwych genów i musi się leczyć chemią nieorganiczną, bo tylko taki sposób jest naukowy.
  8. Nie podawaj tutaj dawkowania witamin i ziół, zalecanego przez WHO, FDA i Codex Alimentarius, np. nie cytuj takich „prawd” z Wikipedii: „zalecane (przez amerykańską agencję FDA) dobowe spożycie witaminy x / mikroelementu y wynosi dla osób dorosłych … mikrogramów. Praktycznie, stosując normalną dietę nie ma możliwości wytworzenia niedoboru tej witaminy / tego mikroelementu”. Jest to parszywe i ludobójcze kłamstwo! Żywność jest niemal całkowicie pozbawiona witamin i mikroelementów z powodu wyjałowienia gleb (niewłaściwe, chemiczne nawożenie) i jakby tego było mało, pozbawiona reszty składników na skutek dalszej, przemysłowej obróbki. Wszyscy ludzie bez wyjątku cierpią na silne niedobory zarówno witamin jak i mikroelementów. Stąd właśnie obecna epidemia raka, chorób serca, cukrzycy i innych chorób. Te choroby szybko i skutecznie leczy się dietą i suplementami. Ale to jest nielegalne! WHO i FDA to organizacje ludobójcze, zadbały więc o to, żeby zalecane dzienne zapotrzebowanie na witaminy i dawki ziół zaniżyć tak, żeby nie miały działania terapeutycznego. Jeśli będziesz zażywać witaminy i zioła w dawkach zalecanych przez FDA, z całą pewnością ci nie pomogą. I o to właśnie chodzi, żebyś powiedział: „to nie działa, to jest oszustwo”. Masz cierpieć z powodu niedoborów i chorować, bo tylko dzięki temu lekarze i farmaceuci mają zarobek. Jeśli jednak chcesz wyzdrowieć bierz co najmniej 3 razy tyle, ile jest podane na opakowaniu.
  9. Nie pieprz głupot, że rak, cukrzyca, autyzm i cokolwiek innego „ma podłoże genetyczne”. Gdyby tak było, to nasi przodkowie wymarliby na raka, cukrzycę, autyzm i inne plagi, które dziś są powszechne i nas by tu nie było. Oni nie chorowali, a my wręcz wymieramy, jak te dinozaury – zastanów się, dlaczego? Jeśli nie wiesz, to pewnie dlatego, że z powodu braku witamin i mikroelementów nie jesteś w stanie samodzielnie myśleć. Uzupełnij braki, a zobaczysz, jak rozjaśni ci się umysł! I zapamiętaj sobie szokującą prawdę: GENETYKA = EUGENIKA. Jeśli nie wierzysz, sprawdź to samodzielnie!
  10. Nie waż się pisać w komentarzach, że medycyna alopatyczna leczy, a metody alternatywne zabijają. Jeśli wierzysz w te brednie, to musisz być mocno, wręcz do nieprzytomności zahipnotyzowany. Pokaż mi te stosy trupów po leczeniu alternatywnym. Pokaż mi „szarlatanów” siedzących w więzieniu za zabijanie pacjentów. Co? Nie potrafisz? Jaka szkoda! Za to ja ci pokażę stosy trupów na onkologii – 98% przypadków śmiertelnych vs 2% „wyleczonych”, czyli żyjących 5 lat po chemioterapii, to jest po prostu LUDOBÓJSTWO!!! To jest prawdziwy holokaust! Dodaj do tego tysiące ofiar Thalidomidu, Vioxxu, Mediatora, Yas, Xanaxu, Viagry, Prozacu i szczepionek. To nie teorie spiskowe, to fakty, o których piszą i gadają wszystkie media. Co zabiło Whitney Houston i Michaela Jacksona – witaminy i ziółka, czy leki przepisane przez doktora? Pokaż mi kogokolwiek, kto wyzdrowiał dzięki lekom alopatycznym  – mam na myśli osobę, która po kuracji mogła odstawić leki, np. insulinę czy leki na nadciśnienie i żyć długo i szczęśliwie bez ich zażywania – znasz kogoś takiego? Nie przejmuj się, ja też nie znam! Ale za to znam osoby, które całkowicie i na zawsze wyzdrowiały z cukrzycy, raka i nadciśnienia dzięki diecie i suplementom. Czy widzisz teraz, jak media i lekarze robią ci wodę z mózgu?
  11. Nie próbuj wyśmiewać leczenia raka i innych chorób dietą! Jeśli masz samochód to wiesz, że nie możesz nasikać do baku i próbować jeździć na takim „paliwie”. Twój samochód potrzebuje benzyny, a nie sików. Skoro samochód nie ujedzie na moczu, to jak możesz sądzić, że twój organizm jest w stanie „jeździć” i zachować zdrowie, jeśli tankujesz junk food i Colę? Zmień dietę, a rak i inne choroby same znikną!

———————————

NIEZWYKŁY  PRZYPADEK  WYLECZENIA

Wymienione wyżej naturalne sposoby leczenia chorób (opracowane głównie na podstawie wypowiedzi E. White) stosowało i do dzisiaj stosuje z powodzeniem wielu lekarzy oraz fitoterapeutów. Jednym z nich był Jethro Kloss – adwentysta, który wsławił się jako autor bardzo popularnej niegdyś w Ameryce książki pt. „Powrót do Edenu”. W tej bardzo interesującej książce opisuje on między innymi niecodzienny przypadek wyleczenia z raka pewnej kobiety,  której powiedziano, że przeżyje nie dłużej niż tydzień. Gdy zauważyła u siebie pewne objawy świadczące o chorobie, udała się do szpitala, gdzie ją zbadano i stwierdzono guza piersi.  Bardziej wnikliwe badania wykazały, że był to złośliwy nowotwór, więc amputowano jej chorą pierś. Niestety nastąpił przerzut i rak rozwinął się w jelicie grubym, co spowodowało, że zaistniała konieczność usunięcia części jelita grubego. Po pewnym czasie jednak w jelicie grubym ponownie pojawił się guz, który szybko się rozprzestrzeniał. Gdy chirurg otworzył jelito, zamierzając amputować następny jego fragment, zauważył, że rak zajął prawie cały obszar jelita grubego. W tej sytuacji nie widział innego wyjścia jak tylko zaszyć jelito i oświadczyć, że stan chorej jest beznadziejny, i że przeżyje ona nie dłużej niż tydzień. Wkrótce potem została odwieziona do domu, aby tam oczekiwać na zbliżającą się nieuchronnie śmierć. Ponieważ całe jelito grube zarośnięte było tkanką nowotworową, w jej brzuchu zrobiono otwór, przez który niestrawione resztki pokarmowe spływały bezpośrednio do specjalnego plastikowego pojemnika. Z drugiej strony brzucha znajdowały się jeszcze dwa inne otwory. Z jednego z nich spływał do pojemnika mocz a z drugiego gromadząca się obficie ropa. Chora cały czas cierpiąc z powodu przenikliwego bólu nie była już w stanie niczego zjeść ani wypić bez zwrócenia tego, co dostało się do jej żołądka. Jethro Kloss wyjaśnia, że dopiero w tej beznadziejnej sytuacji poproszono go o pomoc. Widząc stan chorej niczego nie obiecał, zapewniając, że ze swej strony uczyni wszystko, co w jego mocy, aby ją ratować a przynajmniej ulżyć cierpieniom. Najpierw polecił wyrzucić wszystkie szkodliwe leki włącznie z przeciwbólowymi, które zanieczyszczały tylko i osłabiały jej organizm. Ból natomiast uśmierzył stosując gorące okłady przeplatane krótkim zimnym nacieraniem. Następnie zrobił chorej długą serię głębokich lewatyw z odwarów ziołowych, co w pewnym stopniu oczyściło jelita z nieczystości, które blokowały ich przepływ. Dzięki tym zabiegom kał ponownie mógł być usuwany z organizmu naturalną drogą przez odbyt a otwory w brzuchu zostały zamknięte. Gdy te otwory zagoiły się, cztery osoby przeniosły chorą do łazienki i umieściły w wannie z gorącą wodą. Zabieg ten miał na celu podniesienie temperatury ciała, by ożywić siły obronne organizmu, poprawić krążenie krwi, usunąć zepsutą krew szczególnie z okolic jelita grubego oraz wywołać obfite pocenie w celu uwolnienia organizmu z nadmiaru toksyn powstałych w wyniku choroby. Te gorące kąpiele całego ciała robiono codziennie przez długi okres czasu i zawsze kończono je zimnym nacieraniem całego ciała mokrą solą oraz masażem. W międzyczasie, każdego dnia stosowano też gorące okłady na żołądek, jelita, wątrobę, śledzionę oraz kręgosłup. Kilka razy dziennie jej brzuch był dodatkowo masowany, aby jeszcze szybciej usunąć z jelit nieczystości. Regularnie podawano jej też do picia odwary z odpowiedniej mieszanki ziół o działaniu antyrakowym. Wszystkie te starania poparte były gorliwymi modlitwami wznoszonymi do Boga z prośbą o jego błogosławieństwo tych naturalnych aprobowanych przez niego środków. Chociaż wszystkie te zabiegi wymagały dużego wysiłku i poświęcenia, kontynuowano je przez cztery miesiące. Po upływie tego czasu pacjentka czuła się już na tyle dobrze, że ku zdumieniu wszystkich mogła wrócić do wykonywania swoich codziennych zajęć. Od tamtej pory stale uważała, aby nie robić niczego, co mogłoby ponownie pogorszyć stan jej zdrowia. Cały czas spożywała tylko zdrowe, wegetariańskie pokarmy. Jadła dużo świeżych i surowych owoców oraz warzyw a szczególnie dojrzewających na słońcu pomidorów. Może trudno w to uwierzyć, ale po pewnym czasie po raku nie było nawet śladu. Wszyscy byli zdumieni widząc, że ta kobieta będąc wcześniej z powodu raka niemalże w agonalnym stanie wróciła do zdrowia.

———————————

Pacjent-klient

Pacjent-klient to zbitka pojęciowa określająca zmiany, jakie zaszły w postrzeganiu pacjenta pod wpływem procesu ekonomizacji opieki zdrowotnej. Jego efektem stało się przesunięcie zależności pomiędzy lekarzem a pacjentem w kierunku zależności rynkowych. Przejawami procesu ekonomizacji, niekiedy utożsamianego także z reformami New Public Management, stało się wprowadzenie do opieki zdrowotnej:

  • mechanizmu rynkowego (w tym rynków wewnętrznych)
  • mechanizmu konkurencji
  • swobody wyboru usługodawcy (…)

[Wikipedia]

Dawne pojęcie „służba zdrowia” przeszło tym samym do historii, ponieważ ani to służba (jaśnie pan lekarz miałby być czyimś sługą?!) ani zdrowie. Lekarz to Bardzo Ważna Persona! Żeby móc skończyć trudne, jedne z najdroższych i najdłużej trwających studiów, musiał się zadłużyć tak bardzo, że będzie spłacał kredyt co najmniej do 50-ki. A kiedy zacznie pracę będzie musiał konkurować na rynku, czyli… prowadzić własny biznes lub przynosić dochód szpitalowi, który go zatrudni.

Kilka lat temu wszystkie nierentowne szpitale zostały zamknięte, co uznano za wielki sukces reformy systemu opieki zdrowotnej. Znaczy to, że te szpitale, które przetrwały są rentowne.

Kto i co sprawia, że szpitale są rentowne?

Ty, drogi pacjencie!

Im więcej chorujesz, im więcej zabiegów i leków potrzebujesz, tym większy dochód generujesz – stajesz się trybikiem mechanizmu rynkowego, zgodnie z definicją z Wikipedii.

I tym sposobem stałeś się dojną krową, która zamiast mleka daje choroby.

Twoje zdrowie nikomu się nie opłaca.

Na zdrowiu się nie zarabia! Zarabia się wyłącznie na chorobach. Im więcej chorób, tym większa rentowność.

Każdy skutecznie wyleczony pacjent to na zawsze stracony klient!

Po urynkowieniu usług medycznych źródłem dochodu lekarzy (a także aptekarzy, a przede wszystkim, znajdującego się na szczycie tej piramidy, przemysłu farmaceutycznego) stało się doprowadzanie klientów do chorób i kalectwa. Lekarzowi najbardziej się opłaca mieć poczekalnię pełną ciężko chorych ludzi, potrzebujących specjalistycznych badań, leków, różnego rodzaju zabiegów i protez.

Z tego powodu wszelkie metody naturalne, jako tanie, skuteczne, a przede wszystkim niemożliwe do opatentowania przez Big Pharma muszą być zakazane.

Żebyś nawet nie próbował szukać pomocy gdzie indziej, niż w szpitalu, rozpoczęto wielką medialną kampanię zwalczania „śmiertelnie groźnej szarlatanerii” czyli ścigania specjalistów leczących ziołami, witaminami i dietą oraz wprowadzono zakaz informowania o wynikach badań naukowych nad skutecznością tych metod.

Codex Alimentarius (łac. książka żywności, kodeks żywności) – jest to zbiór przyjętych w skali międzynarodowej norm żywności, kodeksowych praktyk, zaleceń i wytycznych wykorzystywanych przez urzędowe służby kontroli, przemysł rolno-spożywczy oraz środowiska naukowe.

[Wikipedia]

Powiesz, że to oczywiście wspaniała rzecz, że określa się normy, gdyż gwarantuje to bezpieczeństwo naszej żywności i leków.

Prawda wygląda jednak zupełnie inaczej.

Codex Alimentarius określa normy dla żywności, których muszą przestrzegać wszyscy: producenci żywności, służby kontrolne oraz… naukowcy. Co to oznacza? Oznacza to koniec wolności prowadzenia badań naukowych i podawania do wiadomości publicznej ich wyników – bo jeśli wyniki badań naukowych nie będą zgodne z normami ustalonymi przez Codex Alimentarius będą nielegalne. Prawda naukowa została ograniczona do ram zgodnych z normami urzędowymi. Uczeni, którzy uzyskają wyniki inne niż dopuszczalne ryzykują, że ich ośrodki badawcze będą zamykane, a oni utracą licencję do prowadzenia dalszych badań. I tak już się dzieje!

Ale to jeszcze nie wszystko!

Prawda na temat Codex Alimentarius jest tak szokująca, że większość ludzi odrzuca ją jako teorię spiskową. Nic dziwnego, bo przecież żaden uczciwy człowiek nie jest w stanie uwierzyć, że te normy mógł stworzyć zbrodniarz wojenny, skazany za LUDOBÓJSTWO wyrokiem Procesu Norymberskiego na karę więzienia!

Na tym zdjęciu (z więzienia!!!) Fritz_ter_Meerjest zbrodniarz wojenny, Fritz Ter Meer, późniejszy twórca Codexu Alimentarius. W czasie II wojny światowej był on pracownikiem kartelu IG Farben, znanym z tego, że testował „leki” alopatyczne na więźniach obozu Auschwitz-Birkenau (w ramach „eksperymentów naukowych” m.in. wstrzykiwał więźniom benzynę w serce). Po wojnie, po odsiedzeniu zaledwie 2 lat więzienia (nie został zwolniony „za dobre sprawowanie”, jak podaje Wikipedia, lecz wyciągnięty stamtąd przez Rockefellerów, bo był im potrzebny do kontynuowania planu ludobójstwa,, zapoczątkowanego przez Hitlera i jego „lekarzy”) i został szefem firmy Bayer, matki zbrodniczego kartelu IG Farben.. W głowie się nie mieści, prawda? To wprost nieprawdopodobne, nic więc dziwnego, że nikt o zdrowych zmysłach nie jest w stanie uwierzyć w tę historię.

book-pl-coverWięcej przeczytasz w książce „Nazistowskie korzenie Brukselskiej UE”.

Normy dziennego zapotrzebowania na witaminy i mikroelementy określone przez Codex są celowo zaniżone, a normy dozwolonych skażeń przez agrochemię celowo zawyżone, tak, żeby ludzie chorowali z niedoborów i toksyn.

To nie jest teoria spiskowa, to są fakty!

Jeśli nie wierzysz poszukaj prawdy samodzielnie. Poczytaj, obejrzyj filmy, wysłuchaj wykładów o Codex (linki w tej notce, w dyskusji pod nią i w innych miejscach w blogu, np. sprawdź kategorię „Zdrowie”). Poznaj też relacje ludzi, którzy wyzdrowieli z rzekomo nieuleczalnych chorób (raka, cukrzycy, miażdżycy itp.) dzięki witaminom i diecie.

Onkologia nie ratuje życia, lecz zabija. Po 5 latach od „leczenia” onkologicznego żyje tylko 2% pacjentów. Po 5 latach… a ilu umarło następnego dnia po 5. rocznicy „leczenia”? Tych już się nie liczy! To nie medycyna, to holokaust! Gdyby jakikolwiek „szarlatan” od ziół i diet uzyskał takie wyniki „leczenia” (a raczej uśmiercania) dostałby dożywocie!

Wypowiedzi renomowanego doktora od których włosy staną Ci dęba

Nazywa się Marty Makary. Jest chirurgiem zajmującym się rakiem oraz naukowcem na Johns Hopkins School of Medicine i School of Public Health.

Marshall Allen z Propublica przeprowadził z nim wywiad na temat ubytków zdrowotnych u pacjentów.

Weź pod uwagę, że cytaty te wyjęto z ust mainstreamowego lekarza, który jest wewnątrz systemu i który w niego wierzy. Czyni to oświadczenia Makarego jeszcze bardziej szokujące.

(…)

My [lekarze] jesteśmy oceniani poprzez „jednostki walorów” na koniec każdego kwartału fiskalnego. Masz manager siada razem z nami i mówi czy nasze jednostki pracy idą w górę czy w dół; jeśli chcesz otrzymać większy bonus musisz zwiększyć liczbę operacji…”

Dane z New England Journal of Medicine wskazują, że prawie połowa opieki zdrowotnej nie opiera się na dowodach.

(…)

Widziałem przypadki, gdzie pacjent nie był informowany o mniej inwazyjnych metodach leczenia w poszczególnych operacjach, ponieważ lekarz miał takie „upodobanie” i miał po prostu nadzieję, że pacjent nie dowie się o takich metodach.”

Pomyłki medyczne są na piątym bądź szóstym miejscu (w zależności od przyjętej metodologii) na liście najczęstszych przyczyn zgonów w Stanach Zjednoczonych.”

Chęć i refleks lekarzy są ofiarą dla pacjentów, nawet gdy nie ma nic innego do zaoferowania. Istnieje potężna motywacja finansowa. Doktorzy płacą za nowy sprzęt, który kupują za pożyczone pieniądze.” (Inaczej mówiąc, ‘mamy ten drogi sprzęt, musimy go używać by za niego zapłacić.’ -JR)

(…)

W USA roczna liczba zgonów jest bezpośrednim rezultatem medycznych zabiegów i wynosi 225.000. 106.000 ludzi jest zabijanych przez leki zatwierdzone przez FDA [agencja do spraw żywności i leków]. 119.000 obywateli amerykańskich ginie w szpitalach z powodu złej opieki medycznej. To trzecia najważniejsza przyczyna zgonów w Ameryce.

(…)

Obok tego istnieją medyczne okaleczania. W 2001 r. LA Times opublikował szokujący artykuł Lindy Marsa. Artykuł ujawnił, że w dodatku do 2,1 mln śmierci należy doliczyć kolejny milion śmierci w amerykańskich szpitalach każdego roku jako rezultat ostrych reakcji na farmaceutyki. Każdego roku w Ameryce występuje 36 milionów niepożądanych reakcji na leki.

———————————

Ważne strony (dla chorych na raka i inne choroby, oszukańczo zwane przez medycynę nieuleczalnymi):

Fundacja zdrowia dr Rath’a

Medycyna komórkowa

Medycyna komórkowa dr Rath’a na YouTube

Naturalne witaminy (inny kanał z filmami dr Rath’a)

Makrobiotyka mój styl życia

Ten blog to dokumentacja rewolucji jaka dokonała się w moim życiu za sprawą makrobiotyki w wersji wegańskiej. Do zainteresowania się nią skłoniła mnie przebyta choroba nowotworowa. Chciałabym podzielić się moimi doświadczeniami, pomysłami na pyszne wegańskie makrobiotyczne posiłki i rozważaniami o zdrowiu i naturalnym stylu życia.

Makrobiotyka to nie tylko „dieta”, ale styl życia, sposób myślenia i postępowania. Makrobiotyka, choć niektórym może wydawać się bardzo rygorystyczna (bo przecież trzeba zrezygnować z produktów pochodzenia zwierzęcego i większości tzw. normalnego jedzenia) i trudna do zrealizowania (posiłki przygotowywane są na bieżąco i kilka godzin dziennie trzeba spędzić w kuchni), jest tak naprawdę jedną wielką przygodą. Jedzenie makrobiotyczne jest pyszne, naturalne, energetyczne, służy naszemu zdrowiu, przywraca równowagę i daje jasność umysłu. Kuchnia makrobiotyczna to pole popisu dla osób kreatywnych, które lubią eksperymentować, ale jednocześnie w życiu realizują się w wielu innych dziedzinach. Im dłużej stosujesz makrobiotykę, tym mniej zastanawiasz się co ugotować, jak skomponować posiłki, wystarczy, że interpretujesz sygnały, które wysyła ci twoje ciało i po prostu gotujesz „intuicyjnie”. I każdy posiłek staje się prawdziwą ucztą.

Terapia Gersona

Pokonaj raka raz na zawsze Metoda NIA dr George E. Ashkara

Germańska Nowa Medycyna dr Gerda Ryke Hamera

Sięgnij po zdrowie

Adwentyści o zdrowiu

———————————

Poniższe teksty podesłał bladymamut:

McCarrison
Olbrzymie znaczenie odżywiania dla zdrowia udowodnił w swym słynnym doświadczeniu Robert McCarrison, który jako kierownik Instytutu Żywienia w Indiach usiłował rozwiązać za­gadkę ogromnych różnic w rozwoju fizycznym i stanie zdrowia poszczególnych plemion hinduskich.

Mieszkańcy północnych, górzystych okolic odznaczali się dobrą budową, doskonałym zdrowiem i odpornością, ale im dalej na południe, tym gor­szy był stan zdrowia ludności. Najbardziej wysunięte na połu­dnie plemię Madrasów było najnędzniejsze fizycznie i trapione przez liczne choroby. Podejrzewając, że przyczyna tkwi w od­żywianiu, McCarrison założył wielką hodowlę białych szczu­rów, którą podzielił na oddziały karmione tak, jak odżywiały się poszczególne plemiona hinduskie. Wszystkie te zwierzęta pochodziły od jednej pary i miały zapewnione identyczne, jak najbardziej korzystne warunki życia, a jedyną różnicę stanowiło pożywienie, przy czym oprócz diet indyjskich w jednym z od­działów zastosowano przeciętną dietę zachodnioeuropejskiego robotnika (biały chleb z margaryną, dżem, mięsne konserwy, gotowane kartofle i jarzyny, herbata z cukrem).

Doświadczenie trwało 2,5 roku (rok w życiu szczura odpo­wiada okresowi 25 lat w życiu człowieka). W tym czasie stop­niowo narastały wyraźne różnice między zwierzętami różnie żywionych oddziałów. Szczury żyjące na diecie plemion północnych były dobrze rozwinięte, duże, miały gęste, lśniące fu­terko, były spokojne i sprawiały wrażenie zupełnie zdrowych.

Inne oddziały wyglądały dużo gorzej, a szczury żyjące na diecie Madrasów były najmniejsze i najnędzniejsze ze wszystkich. Wykazywały liczne zmiany skórne, wyłysienie, strupy, owrzodzenia, a przy tym były tak podniecone, że wprost zagryzały się nawzajem.

Po upływie 2,5 roku zabito i sekcjonowano wszystkie zwierzęta. U 1189 szczurów żyjących na diecie północnej, którą McCarrison nazwał „idealną”, nie stwierdzono żadnych zmian patologicznych w narządach wewnętrznych. Dieta ta składała się z surowych owoców, strączkowych, surowej marchwi i kapusty, surowego mleka, razowego chleba i mąki oraz raz na tydzień małej porcji surowego mięsa z kością, do tego woda.

Zbadano 2243 szczury żywione na wzór prowincji południo­wych oraz zachodniej Europy. Znaleziono u nich bardzo liczne i różnorodne choroby wszystkich narządów i układów, często guzy rakowe i gruźlicę, owrzodzenia przewodu pokarmowego, wszelkiego rodzaju stany zapalne i nieżytowe, niedokrwistość, przerosty migdałków, słowem: wszystkie te choroby, które ma­sowo dręczyły i nadal dręczą ludność odżywiającą się w taki sam sposób. Analogia szła tak daleko, że np. odsetek chorób nowotworowych przewodu pokarmowego czy pęcherza był identyczny wśród ludności pewnego okręgu, jak i w podobnie żywionym oddziale szczurzej hodowli. Sądzę, że tych informa­cji nie trzeba komentować.

Hunzowie
W czasie swej działalności w Indiach McCarrison odkrył i opisał społeczeństwo Hunzów żyjących w Himalajach w pobli­żu granicy Indii, Chin, byłego ZSRR i Afganistanu na wysokości około 2000 m n.p.m., wśród pokrytych lodowcami gór. Hunzowie twierdzą, że są potomkami wojowników armii Aleksandra Macedońskiego, którzy zdobyli górskie doliny Indii. Angielski badacz zdumiony był niezwykłym zdrowiem, tężyzną i długo­wiecznością tych ludzi, którzy nie znali żadnych chorób i zdolni byli do ogromnego wysiłku fizycznego. Ich 120-140-letni starcy nie tylko jeszcze pracowali, ale odbywali dalekie, wysokogórskie wędrówki. Również inni badacze, którzy odwiedzali ten kraj, podkreślali niezwykłe zdrowie i wytrzymałość, a także wyjąt­kową uprzejmość i gościnność oraz łagodny i pogodny nastrój tych ludzi, którzy nawet w okresach głodu nie tracili swego mi­łego, serdecznego uśmiechu. Nazwano ten kraj szczęśliwą doliną, choć przede wszystkim jest on doliną tzw. biedy i skrajnej oszczędności.

Mając bardzo mało ziemi uprawnej, Hunzowie nie hodują wcale psów, kotów, świń, a ich stosunkowo nieliczne owce, kozy i krowy dają na ogół mało mleka. Z ogromną pieczołowitością uprawiają Hunzowie sady i mało urodzajne pola, dla których zbudowali cały system kanałów zbierających wodę z lodow­ców. W tym skalistym kraju jest niewiele roślinności naturalnej i pastwisk, toteż Hunzowie oprócz drzew owocowych hodu­ją również topole, których liście służą za pokarm dla zwierząt domowych. Niezwykła oszczędność i staranne wykorzystanie wszystkich nadających się do użytku części roślinnych czy od­padków zwierzęcych sprawiają, że – jak piszą badacze – „jest to kraj najczystszy i najzdrowszy na świecie”.

Hunzowie bardzo rzadko jadają mięso – raz na kilka tygodni, głównie podczas świąt. Mleko i jego przetwory są cenione, lecz jest ich mało, przy czym mleko jest chude, a masło jest używa­ne tylko przy wyjątkowych okazjach. Dzieci piją więcej mleka prosto od zwierząt na pastwiskach. Małe dzieci są dokarmiane piersią matki aż do 3. roku życia. Jajek jest bardzo mało, gdyż kury są nieliczne, a przy tym same muszą troszczyć się o swe wyżywienie. Zaopatrzenie w białko stoi tam na najniższej gra­nicy normy. Głównym pożywieniem Hunzów są owoce, surowe w lecie, a suszone i rozmoczone w zimie, oraz placki z ciemnej mąki (z całego ziarna), sporządzane tuż przed posiłkiem, krótko pieczone i spożywane na gorąco bez żadnych dodatków. Spo­rządzają oni specjalny napój morelowy (który zawiera prawie wszystkie witaminy), wino morelowe, pite tylko przy uroczy­stościach, oliwę morelową, placki z dodatkiem pestek morelowych i wiele innych.

Hunzowie mają mało orzechów, lecz dużo słodkich migda­łów, które jedzą na surowo oraz wyciskają z nich olej. Uprawiają też sporo jarzyn. Dopiero od kilkudziesięciu lat wprowa­dzono tu ziemniaki oraz pomidory, które są bardzo cenione. Ogólnie jednak zjada się mniej warzyw niż owoców i potraw zbożowych. Soli używa się bardzo mało, a cukru nie stosuje w ogóle. Od czasu do czasu zdarzają się wiosenne przednów­kowe okresy głodu, kiedy jedyne, skąpe pożywienie stanowią jarzyny.

Hunzowie nie chorują, ponieważ dążą do całkowitej kontro­li nad swoim ciałem i umysłem. Potrafią w sposób doskonały zrelaksować się. Znajdują zawsze w ciągu dnia czas na spokoj­ną modlitwę i medytację. Pracują powoli, bez pośpiechu. Uwa­żają, że znane w cywilizacji Zachodu wysilanie się do granic szaleństwa w celu pomnażania majątku niszczy wewnętrznie człowieka, powoduje ciągłe napięcie i zmniejsza jego odpor­ność. Nie przejmują się spadkiem dolara na giełdzie nowojor­skiej, podnoszeniem cen paliw, bo nie posiadają samochodów ani dolarów i nie oglądają kretyńskich programów w TV, bo nie mają telewizorów.

Wszyscy, niezależnie od wieku, uprawiają sport. Popular­ne są gry w siatkówkę, w polo, biegi i wspinaczki górskie oraz zabawy zręcznościowe. Sport zapewnia im świetną kondycję i wytrzymałość. Aby nie doprowadzić do degeneracji społeczeństwa, śluby zawierane są między partnerami z oddalonych terenów, nad czym czuwają starsi wiekiem oraz administracja. Dzieci w społeczności Hunzów nie są karane. Niemniej gdy zro­bią coś złego, zwraca im się uwagę i poprawia. Zachęca się je do rozwijania inicjatywy i indywidualności. Dzieci uczą się znaj­dować szczęście nie w gromadzeniu bogactw doczesnych, lecz w rozwijaniu wartości duchowych.

Tego rodzaju kraj, odcięty od „dobrodziejstw” cywiliza­cji, ma dla nauki wartość wspaniałego eksperymentu diete­tycznego, prowadzonego na całym społeczeństwie od wielu pokoleń, a nawet setek lat. Dziś, gdy kraj ten stał się sławny w Ameryce oraz zachodniej Europie i gdy liczni turyści zaczęli w „szczęśliwej dolinie” rozpowszechniać słodycze, białą mąkę i papierosy, zdrowie Hunzów, choć jeszcze dobre, zaczyna się już powoli psuć i jeśli nie wytrwają oni przy starych zwyczajach, nie starczy go zapewne na długo.

Abchazi
Jednym z powodów, dla których maleńką republiką auto­nomiczną Gruzji zajmują się naukowcy wielu specjalności, jest długowieczność jej mieszkańców. W Abchazji 16 procent ludzi ma ponad 100 lat, a 35 proc. – ponad 90 lat.

Historia bez wątpienia wywarła wpływ na charakter i tryb życia mieszkańców Abchazji. Kult honoru, patriotyzm, powszechne poszanowanie narodowych obyczajów do dziś pozo­stają dla Abchaza najwyższymi wartościami. Jest on przy tym pogodny, lubi towarzystwo przyjaciół i stół biesiadny z rytua­łem kwiecistych toastów, kocha taniec i śpiew, jest rozmiłowany w przyrodzie swojej górzystej ojczyzny. Abchazi nazywają swój kraj – Krajem Duszy. Jest to określenie nader pojemne w treści, bowiem mieści się w nim zarówno łagodny klimat, zdrowotne plaże i bogate winnice, jak też gościnność i tradycyjna serdecz­ność tego ludu.

Sprawą honoru jest dla Abchaza zachowanie smukłej, wy­prostowanej sylwetki i zwinności ruchów. Człowiek otyły, nie-potrafiący dosiąść rumaka, budzi nie litość, lecz nieskrywaną pogardę. Stąd nawet w tak lubianych biesiadach Abchazi starają się wstawać od stołu nienasyceni do końca. Za prawdziwie uro­dziwe kobiety są w Abchazji uważane te, które mają talię osy, a przy tym niewielki biust.

Tamtejsi ludzie są przede wszystkim bardzo serdeczni. W abchaskiej etykiecie są dwa żelazne punkty: rozmowa i poczęstu­nek. Poczęstunek może mieć rozmaity przebieg w zależności od zamożności gospodarzy, jednak musi z całą pewnością zawie­rać świeżą zieleninę (koperek, pietruszka, kolendra, szczypio­rek, czosnek) oraz abystę, która jest podstawowym pokarmem Abchazów. Jest to rozgotowana na papkę mąka kukurydziana – jedyna bodaj potrawa, do której nie dodaje się przypraw.

Istotne jest jednak to, że mieszkańcy Abchazji przez cały rok spożywają mnóstwo świeżych owoców i warzyw, niewiele mię­sa, bardzo mało ryb, unikają natomiast tłuszczu i wysokokalorycznych produktów. Tradycyjnie nie jada się tam zup ani tym bardziej rosołów, które po ugotowaniu mięsa po prostu wylewa się jako szkodliwe dla zdrowia.

Mężczyźni w Abchazji tradycyjnie żenią się bliżej czterdziest­ki, kobiety także nierzadko czekają na ślub do 30 lat. W Abchazji istnieje obyczaj zakazujący zbliżeń seksualnych przed ślubem oraz kontaktów pozamałżeńskich po ślubie. Dawniej, jeśli dziewczyna traciła niewinność przed ślubem, rodzina mogła ją nawet sprzedać w niewolę, aby zmyć hańbę, którą okryła dom. Świadome tej kary dziewczyny nawet nie ośmielały się rozma­wiać z młodzieńcami, aby nikt nie miał powodu do podejrzeń. Faktem jest to, iż tamtejsi mężczyźni są aktywni płciowo nawet po siedemdziesiątce, zaś prawie 14 procent abchaskich kobiet ma regularne miesiączki po ukończeniu 55. roku życia.
Ludzie starsi otoczeni są nadzwyczajnym szacunkiem i cieszą się prawdziwym autorytetem. Starzy ludzie w Abchazji nie tyl­ko codziennie uczestniczą w życiu rodziny, ale też przynajmniej raz w tygodniu spotykają się w gronie rówieśników. Honorowe miejsce w społeczeństwie umacnia w starszych ludziach poczu­cie własnej godności, co bez wątpienia sprzyja zdrowiu i długie­mu życiu. Abchazom nieznany jest „stres emerytalny”, kiedy to człowiek czuje się wyobcowany i niepotrzebny. Przeciwnie, sta­ry Abchaz doznaje nieustannych dowodów szacunku ze strony członków rodziny i całej miejscowości – jako skarbnica mądro­ści, doświadczenia, tradycji i narodowych obyczajów. Do niego wszyscy zwracają się o radę, do niego też należy ostateczne sło­wo w ważnych sprawach.

Człowiek ponadstuletni nie jest w Abchazji przeżytkiem, ale aktywnym współtwórcą współczesności, jest potrzebny. W tej pięknej, surowej krainie nie ma problemu samotności człowie­ka. Każdy z nich, choćby nie wiadomo jak był chory, nie zosta­nie pozostawiony samemu sobie. Bliskich krewnych zastąpią dalsi, a jeśli i tych braknie, to członkowie rodu albo po prostu sąsiedzi. Chorego rodzina oddaje do szpitala w ostateczności, kiedy potrzebna jest operacja czy kroplówka. W przeciwnym razie lekarz czy pielęgniarka nawet codziennie będą pacjenta odwiedzać w jego domu, sprawując nad nim niezbędną opiekę. Tak tam było zawsze i tak jest do dzisiaj.
Dlaczego jednak Abchazi są długowieczni? Pierwsza przy­chodzi na myśl hipoteza genetyczna. Z całą powagą traktują ją badacze, wskazując, że predyspozycje do długiego życia prze­kazywane są z pokolenia na pokolenie. Statystyka rzeczywiście zdaje się potwierdzać, że w Abchazji długowieczność należy do rodzinnej tradycji. Posuwający się tym tropem biolodzy mówią, że jeśli nawet istnieje gen długowieczności, to wcale nie jest po­wiedziane, iż nie ma genów trwałości życia, które ujawniają się pośród reprezentantów stosunkowo małych grup etnicznych, gdzie obserwuje się tendencję do zawierania małżeństw w ob­rębie plemienia. Liczba mieszkańców Abchazji wynosi ponad 90 tyś., więc tradycyjne korzenie małżeństw narodowych, przy najsurowiej przestrzeganym zakazie zawierania związków przez odległych nawet krewnych (grozi za to haniebne wygna­nie z republiki), rzeczywiście w ciągu tysiącleci mogło dopro­wadzić do odpowiednich zmian genetycznych.

Wielu Abchazów twierdzi, że prawdziwym źródłem długo­wieczności jest codzienna praca fizyczna. Nikt nie może pracować bez odpoczynku, ale bez pracy odpoczynek nie ma sensu – głosi abchaska mądrość.

Podstawowym warunkiem długowieczności jest prawidłowe jedzenie, ruch; ponieważ w Abchazji dominuje teren górzysty, mieszkańcy zmuszeni są do nieustannego ruchu, w dół i w gó­rę, a konie jedynie trochę ten ruch ograniczają.

Kochając życie, kochamy również ludzi, czyli Abchazi repre­zentują miłość w pełnym tego słowa znaczeniu. A poczucie ho­noru (słowo zapomniane w Polsce, a nawet wykreślone z ency­klopedii przez „ciemne siły”) na co dzień pozwala na spokojny sen. Podobnie jest z innymi izolowanymi ośrodkami.

Yilcabamba to leżąca w dolinie wioska usytuowana półtora tysiąca metrów nad poziomem morza i oddalona trzysta pięćdziesiąt kilometrów na południe od równika. Ta odizolowana od świata wioska w Andach, zgodnie z przeprowadzo­nym w 1982 roku spisem mieszkańców, ma populację liczącą 819 osób, w tym 17 mężczyzn i 2 kobiety w wieku powyżej stu lat. Ludzie Yilcabamby zajmują się przede wszystkim rolni­ctwem na własne potrzeby i generalnie pracują fizycznie jesz­cze w wieku 90 lat. Od wczesnego dzieciństwa rozpoczynają wytężoną pracę fizyczną i do końca są bardzo aktywni. Starzy ludzie mają bardzo wysoki status społeczny i aktywnie biorą udział w problemach i zadaniach społeczności lokalnej, tak jak u Hunzów i Abchazów.

Ich dieta jest niskokaloryczna, zawiera szczególnie mało tłuszczów i białek zwierzęcych. Typowy posiłek składa się z fa­soli, kukurydzy, ziemniaków, liści juki (bardzo bogate w skro­bię warzywo), zupy z bananów, chleba, owoców (takich jak: papaje, pomarańcze i winogrona) i czasem z bardzo niewielkiej ilości mięsa. Wszyscy piją produkowany we własnym zakresie rum i palą tytoń w niewielkich ilościach.

Na małej atlantyckiej wyspie Tristan da Cunha mieszkańcy nie znali próchnicy zębów ani reumatyzmu, żywiąc się jarzynami, owocami, mlekiem, mięsem i rybami. Od czasu jednak gdy Amerykanie zaczęli masowo dowozić tu białą mąkę i cukier, choroby te zaczęły się szerzyć z niezwykłą szybkością, a ogólny stan zdrowia bardzo się pogorszył. Takie samo „dobrodziej­stwo” wyświadczono wyspom hawajskim i wielu innym kra­jom, które uszczęśliwiono wytworami europejskiej cywilizacji. Indianie Tarahumara z Meksyku są również jedną z nielicz­nych społeczności żyjących w zgodzie z tradycją. Ich pożywie­nie składa się z pełnego zboża, fasoli, dyń oraz innych warzyw i owoców z najbliższego im otoczenia. Badania lekarskie prze­prowadzone wśród ludu Tarahumara nie wykazały u nich wy­sokiego ciśnienia krwi, otyłości, chorób serca, udarów mózgu ani innych chorób układu krążenia.

Krótko mówiąc, receptą na długowieczność są: prawidłowa dieta, ruch i wzajemna życzliwość. Cechy te z pewnością charakteryzowały naszych przodków, jak piszę dalej.
W Polsce przeprowadzono badania związane z odżywianiem się w okresie dzieciństwa wśród 756 starszych ludzi. Większość z nich pochodziła z biednych, wiejskich, wielodzietnych rodzin, a ich odżywianie w dzieciństwie było niedostateczne. Wśród 100 osób w wieku ponad 80 lat było 8 w wieku 83-95 lat z dobrą sprawnością fizyczną i umysłową. Po bardzo drobiazgowych wywiadach i dociekaniach ustalono skład i wartość odżywczą ich jadłospisu w okresie uczęszczania do szkoły podstawowej. Dzieci te cierpiały nędzę, a ich pożywienie było bardzo skąpe – według wyliczeń – średnio 1158 kcal na dobę. U jednego z ba­danych racje te były jeszcze mniejsze – 611 kcal. Dodać do tego trzeba owoce, do których te wiejskie dzieci miały dostęp zwłasz­cza latem i jesienią. Niektórzy z tych starszych ludzi podkreślali nawet, że bywały okresy, gdy żywili się prawie wyłącznie owo­cami. Obliczenia te potwierdzają oczywisty związek między odżywianiem się w dzieciństwie a zdrowiem na starość.

Teraz kilka słów na temat różnych diet cieszących się coraz większą popularnością.

Anopsologia
Kierunek ten zapoczątkował 26-letni szwajcarski fizyk Guy-Claude Burger, który będąc beznadziejnie chorym, uznał, że po­nieważ jego choroba jest wynikiem cywilizacji, to trzeba od tej cywilizacji odejść. Zaszył się więc na farmie w prymitywnych warunkach, gdzie objawy choroby zaczęły stopniowo zanikać, a po kilku miesiącach doszło do wyzdrowienia. Odczyt na ten temat wygłoszony przez Burgera w Akademii Medycznej w Pa­ryżu w roku 1983 rozpoczął kierunek odżywiania nazywany anopsologią.

Zaaprobowanie anopsologii wymaga całkowitego odrzucenia balastu tradycyjnego myślenia. Jest to bowiem czysty instynkt/ którym obdarzone są niemowlęta i małe dzieci i który jest zabijany poprzez wychowanie i tradycyjne odżywianie. Instynktowne odżywianie się oparte jest na założeniu, że natura obdarzyła nas węchem i smakiem, aby umożliwić nam zaspokojenie podsta­wowych potrzeb, a organizm ludzki wie, czego mu potrzeba lub czego mu brakuje. W anopsologii nie ma miejsca na przekony­wanie dziecka, że to wprawdzie niesmaczne, ale takie zdrowe. Jeśli nie jest smaczne, nie może być zdrowe, w danym momencie bowiem organizm nie ma na to zapotrzebowania. Za parę dni czy tygodni to samo może być smaczne i pociągające, bo zaspo­koi jakieś nowo powstałe niedobory w organizmie. Działanie ba­riery smaku bardzo dobrze zobrazować może sytuacja, w której dziecko np. je jabłko i nagle odkłada je na bok, na pytanie zaś, czemu nie je go dalej, odpowiada, że już mu nie smakuje. Zapo­trzebowanie zostało bowiem zaspokojone i dalsze jedzenie jest już zbędnym obciążaniem organizmu. Dziecko często jednak zo­staje niepotrzebnie zmuszone do zjedzenia jabłka do końca.

Od wczesnego dzieciństwa jesteśmy zmuszani do przeja­dania się. Takie działanie jest niewłaściwe, nie wolno bowiem kończyć tego, co nam nie smakuje i za żadną cenę nie wolno niszczyć bariery smaku, która stanowi nasz najcenniejszy me­chanizm obronny. Co ważne, nieprzejadanie się powoduje, że procesy biologiczne przebiegają sprawnie i harmonijnie bez po­wstawania produktów odpadkowych. Taki sposób odżywiania się uaktywnia system immunologiczny, a ponieważ nie obcią­ża ustroju, wyzwala ogromne ilości energii. Nie trzeba tu rów­nież mówić o odtruwaniu organizmu, bo samozatrucie naszego ustroju w ogóle tu nie występuje.

Przy takim żywieniu odpada właściwie przygotowywanie posiłków, ponieważ absolutnie wszystko zjada się na surowo – mięso, jajka, jarzyny oraz owoce. Mało kto wie, że słynny dr Albert Schweitzer chorował na cukrzycę. Za poradą dokto­ra Maksa Gersona przeszedł na dietę składającą się początko­wo wyłącznie z surowych soków jarzynowych i owocowych. Poprawa była tak znaczna, że w ciągu miesiąca można było odstawić insulinę.

Makrobiotyka
18-letni Japończyk Sakurazawa Nyoti, znany później jako George Ohsawa, skazany na śmierć przez oficjalną medycynę, szuka ratunku. Lekarze stwierdzają u niego gruźlicę płuc oraz jelit i przepowiadają mu zaledwie parę miesięcy życia. Młodego chłopca ratuje jednak książka o starodawnej medycynie orien­talnej. Stosując podaną tam dietę – opartą głównie na ciemnym ryżu, zupach i jarzynach – odzyskuje zdrowie, a umiera dopiero w wieku 73 lat.

Uratowany Ohsawa rozpoczął dogłębne studia nad filozofią i tradycjami orientalnymi i na tej podstawie opracował system wskazań, obejmujący całokształt życia, znany dziś jako makrobiotyka. Początkowo rozwijała się ona w Japonii, ale w latach 50. Ohsawa podróżował po Europie i Stanach Zjednoczonych z pre­lekcjami i wtedy rozpoczął się rozkwit makrobiotyki i w tych rejonach. Termin „makrobiotyka” nie był nowy, używał go już w początkach zeszłego stulecia niemiecki lekarz Christoph W. Hufeland w odniesieniu do europejskiego wegetarianizmu. Oh­sawa nadał mu jednak nowe, szersze znaczenie, tłumacząc go jako sztukę długowieczności i szerokiego poglądu na świat. Je­steś tym, co jesz! Tak brzmi naczelna zasada makrobiotyczna i rozumie się ją zupełnie dosłownie:
jeżeli jadasz tłusto, jesteś tłusty, a twój umysł staje się leniwy i ociężały,
– jeżeli jadasz zbyt kwaśno, stajesz się lękliwy, podejrzliwy i bezradny,
jeżeli jadasz zbyt słono, stajesz się niepohamowany i gwał­towny jak morskie fale,
– jeśli odżywiasz się w sposób zrównoważony, wtedy twoje ciało jest zdrowe, lekkie i wdzięczne, twoje życie duchowe i psychiczne staje się spokojne i pełne harmonii.

Przez wiele lat wmawiano nam, że warunkiem zdrowia jest regularne dostarczanie wielkich ilości białka, witamin i soli mineralnych. Wymyśliła to nauka zachodnia, która cały świat dzieli na drobne cząstki, a człowieka na poszczególne organy, które osobno bada i leczy, nie widząc całości i wzajemnego po­wiązania zjawisk. Ileż jest leków, które leczą jakiś organ, jedno­cześnie niszcząc cały organizm.

Makrobiotycy twierdzą, że ich sposób życia jest właściwy ludziom od tysięcy lat i chroni przed większością chorób, po­nieważ wzmaga i podtrzymuje siły odpornościowe organizmu. Przestrzegając diety makrobiotycznej, chudnie się i młodnieje, mimo spożywania dużej ilości węglowodanów. Piękna cera czy zgrabna figura nie są same w sobie celem życia, otrzymujemy je wraz ze zdrowiem jako skutek zrównoważonego, makrobiotycznego stylu życia.

Po śmierci twórcy makrobiotyki najbardziej aktywni w pro­pagowaniu tej metody byli jego uczniowie: Michio Kushi wraz z żoną Aveline i Herman Aihara. Według Michio Kushi i innych autorów efekty diety makrobiotycznej są wprost nadzwyczajne. Daje ona wysoki poziom energii, zdrowia i spraw­ności fizycznej, a lekkie niedożywienie mobilizuje organizm i zmusza go do lepszego funkcjonowania. Dobór diety jest indywidualną sprawą wyboru i dopasowania do aktualnych potrzeb i możliwości.

Naukowcy, lekarze i dietetycy wciąż na nowo odkrywają cudowne właściwości produktów makrobiotycznych. W jadło­spisie makrobiotycznym zawarte są wszystkie witaminy oraz wszystkie ważne składniki odżywcze w naturalnej postaci. W kapuście, pietruszce, bobie, soi, kaszy gryczanej, nasionach se­zamu, słonecznika, brokułach, migdałach, orzechach laskowych jest znacznie więcej wapnia niż w mleku, jajach, serach i jogur­cie, natomiast nasiona sezamu i siemienia lnianego mają prawie dziesięć razy tyle wapnia co mleko. Dodać należy, że w nasio­nach sezamu naukowcy odkryli substancję chroniącą przed nowotworami. Buraki ćwikłowe, pietruszka naciowa, bób, korzeń łopianu, korzeń imbiru, zielony groszek, cebula, zimowe odmiany dyni zawierają szczególnie dużo złożonych węglowodanów i mają ogromne ilości żelaza – pięć razy więcej niż mięso.

———————————

Dr Stanisław Rymsza
(Artykuł opublikowany w tygodniku „Ład” 27 października 1985 r.)

W związku z artykułem R. J. Baja pt. „Adwentyści wobec nowotworów” (Ład nr 33) poczuwam się do obowiązku moralnego i naukowego ukazania wyników moich badań biologicznych nad profilaktyką i autoterapią raka.

Tę wielką sprawę ogólnoludzką zapoczątkował drobny „prywatny” konflikt z medycyną, reprezentowaną przez kilku lekarzy pracujących w klinikach, którzy odmówili mi współpracy, „nie ufając nowinkom biologicznym”. Byłem więc zmuszony uciec się do testu publicznego. W styczniu i lutym 1954 r. w ramach akcji odczytowej TWP wygłosiłem cztery popularnonaukowe prelekcje otwarte o moich badaniach nad rakiem u zajęcy i królików oraz obserwacjach porównawczych chorych ludzi. Umówiłem się ze słuchaczami, aby donosili mi o każdym pozytywnym i negatywnym wyniku zastosowania przedstawionej im mojej metody sterowania samoleczeniem się organizmu w każdym przypadku (wykrytego przez specjalistyczną medycynę) raka u nich i ich bliskich. Odtąd w ciągu 25 lat otrzymałem 46 takich doniesień pozytywnych (guzki sutkowe — 32, nadżerki szyjki macicy — 8, guzy wątroby — 2, induratio penis — 2, nowotwór skóry — l, rak płuc — 1). Negatywnych zaś nie otrzymałem. A te contra factum non valet argumentum, więc nie czekając zaplanowanej początkowo setki (do bilansu procentowego), opisałem te godne uwagi owoce moich zignorowanych przez medyków „nowinek biologicznych” i rozesłałem komunikat do wszystkich uczonych parających się tą problematyką.

Był to wynik moich żmudnych badań: odkrycie nowej prawdy o specyficznej roli kwasu L-askorbinowego (C6H8O6) w tworzeniu się i funkcjonowaniu fagocytów, zdolnych do pożerania komórek rakowych. Mikrobiologicznicznie, ponad wszelką wątpliwość stwierdziłem, że ten kwas (acidum L-ascorbinicum), zwany witaminą C, przekształca bierne leukocyty, zwłaszcza neutrofilne w aktywne fagocyty, które drapieżnie bronią organizm przed wszelką infekcją zewnętrzną i przed neocytozą wewnętrzną, zakłócającą Jego genetyczny porządek rozwojowy, stabilnie zaplanowany w DNA. Pełne zaopatrzenie krwi i limfy w molekuły witaminy C tak potężnie uzbraja tworzące się pod jej wpływem fagocyty i makrofagj, że absolutnie żadne obce mikroorganizmy nie są zdolne rozwijać się w jej środowisku osmotycznym. Tu fagocyty przy pomocy witaminy C rozpuszczają (rozmiękczają) ścianki niepotrzebnych komórek egzogennych (mikroby chorobotwórcze) i endogennych (tkanki martwicowe, neocyty i neoplazy rakowe), a następnie je pożerają, same przy tym ginąc i trupami swymi wypełniając gruczoły chłonne, skąd są systematycznie wydalane do moczu jako tzw. „ciała ropne”, znane powszechnie z elementarnych analiz lekarskich.

W świetle tej prawdy o kwasie L-askorbinowym witamina C, może śmiało awansować do rangi wymarzonego przez ludzkość panaceum. Jeżeli wszyscy będą mieli zawsze swoją krew nasyconą witaminą C, to nie tylko rak, ale również inne dolegliwe cierpienia (grypa, katar, torbiel przyzębna, szkorbut etc.) zostaną wykreślone z rejestru chorób człowieka. Są tu jednak pewne bardzo istotne restrykcje, które przeoczają inni badacze (np. Pauling). Dlatego ich wyniki są połowiczne, a wnioski błędne. Przede wszystkim trzeba sobie uświadomić, ze witamina C nie jest lekiem sensu stricte, lecz koniecznym składnikiem organizmu, jak woda (H2O) i sól (NaCl), których naturalne uzupełnienie należy do kulinarii — nie do terapii. Dopiero brak tych składników lub ich niedobór wywołuje stany chorobowe, wymagające ingerencji medycyny. Takim właśnie deficytowym składnikiem krwi człowieka jest dziś kwas L-askorbinowy (C6H8O6), którego ubytek powiększa się coraz bardziej w miarę postępu technizacji życia codziennego (wibracja, promieniowanie, hałas, ultradźwięki) i chemizacja pokarmów (konserwacja, dezynfekcja, dezynsekcja). Szczególnie szkodliwa tu jest pironizacja żywności, zapoczątkowana wkrótce po wynalazku ognia, a dziś doprowadzona do perfekcji. Surówki spożywa człowiek coraz rzadziej. A więc, w rezultacie deficytu witaminy C w jego krwi, rozwijają się tzw. „choroby cywilizacyjne”, pośród których rak zajmuje czołowe i najgroźniejsze miejsce pobudzając uczonych (Rosenthal, Galio) do snucia najbłędniejszych hipotez i teorii. Np. nie wiedzą oni, że modny dziś interferon jest bezwartościowym odpadkiem (askorbinofagocytozy) antagonistycznych wirusów, a więc „śmieciem” witaminy C.

Rola witaminy C w organizmie Jest dwojaka. Primo: Jest ona konieczna jako czynnik (enyzm askorbinaza) metabolizmu, bez którego proces życia (przemiana materii) byłby niemożliwy. Secundo: służy fagocytom i makrofagom jako niezbędne narzędzia obrony organizmu przed egzo- i endoinfekcją. Stosownie do tej dwoistej funkcji witaminy C, jej zapas w organizmie dzieli się niejako na dwa magazyny. Pierwszy — bazowy, konstytutywny, stały, metaboliczny, nienaruszalny (na rzecz drugiego). Drugi — obronny, niestały, ilościowo zmienny, w zależności od dopływu z zewnątrz, z pokarmów, zużywalny po zaspokojeniu zapotrzebowań pierwszego (po jego nadmiarze ilościowym).

Normalnie organizm sam wytwarza witaminę C dla obu tych „magazynów” w dostatecznej ilości. Niestety. cywilizacja techniczna permanentnie utrudnia to wytwarzanie oraz niszczy (denaturalizuje) potrzebne do tego surowce pokarmowe. Stąd wiele ludzi nie posiada dostatecznego stężenia witaminy C we krwi, wystarczającego na zaopatrzenie obu tych „magazynów” stale się opróżniających wskutek procesu życia i obrony fagocytarnej. Cywilizacja techniczna prowadzi do tego, te zapas witaminy C zabezpiecza już tylko zaspokojenie konstytutywnych potrzeb metabolizmu i to w coraz uboższym zakresie Na potrzeby obronne mamy jej coraz mniej. Wynaturzony przez technikę i starzejący się organizm wytwarza ją coraz skąpiej, a schemizowane pokarmy dostarczają coraz mniej surowca, przydatnego na to wytwarzanie. Oba te nieszczęścia idą w parze! Na ich tle powstają różne choroby zakaźne, które medycyna nauczyła, się zwalczać za pomocą osobnych szczepionek. Ale wobec neocytozy kancerogennej okazała się bezradna, wskutek niewiedzy o istotnej roli witaminy C w organizmie, gdzie ona stanowi uzbrojenie fagocytów, zabijających i pożerających wszelkie niepotrzebne komórki (neocyty, mikroby, nekroby).

Odkrycia tych niepodważalnych prawd o witaminie C dokonałem na zasadzie: necessitas mater, studiorum. W roku 1952 lekarze stwierdzili, że mój najbliższy przyjaciel jest chory na „raka wątroby z przerzutem na płuca”. Zaproponowali jako jedyny ratunek chirurgiczne usunięcie guza oraz rentgeno- i chemioterapię z gwarancją życia przez 2 lata po operacji. Odrzuciłem tę „łaskę” medycyny i jako biolog na własną rękę podjąłem walkę ze śmiercią człowieka, poświęcając badaniom ponad 400 królików, co zawdzięczam pomocy prof. Jana Dembowskiego, który uwierzył w moją hipotezę intuicyjnie. Po wielu eksperymentach stwierdziłem, że 88 proc. rakowatych królików powróciło do zdrowia po wprowadzeniu dużych dawek witaminy C do ich pożywienia. Dalsze próby, już po wyeliminowaniu dostrzeżonych błędów transplantacyjnych, wykazały 100-procentowe wyzdrowienie zwierząt, dożywianych witaminą C. Podkreślam: dożywianych! — nie leczonych! Onkolodzy bowiem pouczyli mnie, że witamina C jest lekiem za mało toksycznym, więc nie zatruje raka(!)

Równolegle z królikami i mój najbliższy przyjaciel został w ten sam sposób uratowany od niechybnej śmierci, prognozowanej przez medycynę. Już w styczniu 1954 r. był on prawie zdrowy: z płuc całkowicie zniknęły wszystkie 4 guzki wielkości fasoli, a na wątrobie guz (wielkości mandarynki) zmalał do rozmiarów orzecha laskowego. Po następnym roku rtg nie wykazał Już żadnych zmian. A niedoszły „umarlak” jest dziś uosobnieniem zdrowia i siły (mężczyzna ten liczy dziś lat 89. 180 cm. 89 kg). Przez ostatnie 25 lat, odkąd pozbył się swego raka. nie chorował ani razu, nawet na katar — wyraźnie odmłodniał. A to dzięki witaminie C, której dawkę obliczyłem mu na 9 g dziennie krystalicznego kwasu L-askorbinowego, rozpuszczonego w litrze wody z cukrem. Po wyzdrowieniu pacjenta redukowałem stopniowo tę dozę aż do 2 g. które utrzymałem, na stałe jako minimum profilaktyczne, wykluczające nawrót nowotworu — co również wybadałem na zwierzętach. A więc (uczciwie wyprodukowanych przez „Polfę”) 18 drażetek a 0,2 g witaminy C dziennie całkowicie zabezpiecza mu zdrowie przed nowotworami, ale również przed innymi chorobami i schorzeniami.

Jako wskaźnik kontrolny nasycenia organizmu kwasem L-askorbinowym przyjąłem jego śladową obecność w urynie. Kto w moczu ma kwas askorbinowy, temu nie grozi rak ani inna choroba. Zrozumiała więc jest naiwność amerykańskich uczonych (np. Burzyńskiego), którzy z moczu wypreparowują ten nadwyżkowy odpadek witaminy C jako specyficzny „antyneoplaston”. Przecież to substancja już mało aktywna biochemicznie, „zmęczona” pracowitą wędrówką po organizmie! Ale oni tego nie rozumieją i nie wiedzą, że to odpad witaminy C.

Odkrywszy tak niezwykłe walory witaminy C, przeprowadziłem bardzo dokładne badania mikrobiologiczne i biochemiczne nad jej działaniem. Tu m. i n. okazało się, że jest ona bardzo wybredna i kapryśna pod względem „towarzyskim”. We krwi nie znosi ona obecności alkoholi, alkaloidów, glikoalkaloidów. sulfamidów etc. Pod ich wpływem struktura kwasu L-askorbinowego ulega przekształceniom izomerycznym i traci niektóre atomy, przemieniając się w kwas dihydroaskorbinowy (C6H6O6) albo w inne bezwartościowe „askorbiniaki” (kwasy: d-askorbinowy, L-izoaskorbinowy, d-izoaskorbinowy), których mieszaninę fabryczną sprzedają apteki pod nazwą „witamina C”, ale bez literki „L” przed nazwą łacińską: acidum ascorbinicum. To pociąga za sobą bezskuteczność terapeutyczną i profilaktyczną tej handlowej witaminy C. A w organizmie traci ona wszelką wartość ochronno-fizjologiczną, gdy spotyka tam różne „używki” przyjemnościowe, nie stanowiące pokarmu.

A zatem kto chce mieć w swoim organizmie prawidłową gospodarkę askorbinową, gwarantującą absolutne zdrowie pod każdym względem, ten musi zrezygnować z wielu rozkoszy „cywilizacyjnych”, jakimi codziennie zanieczyszcza swoją krew (alkohol, nikotyna, kofeina, solanina etc.). To jest warunek konieczny skuteczności działania witaminy C. którą należałoby ustawowo wprowadzić do wszystkich produktów spożywczych, poddając je askorbinizacji przemysłowej. Bo tylko w ten sposób wszyscy ludzie będą mieli krew nasyconą tą witaminą bez uciążliwej konieczności łykania drażetek. Opłaciłoby się to wielokrotnie bardziej niż budowanie kosztownych ośrodków onkologicznych — albowiem tańsze jest zapobieganie aniżeli leczenie.

Aby uniknąć nieporozumień powtarzam, że tylko jeden kwas askorbinowy jest witaminą C, chociaż wszystkie one mają identyczny wzór ilościowy (C6H8O6), z wyjątkiem dihydroaskorbinowego (C6H6O6). Różnica polega na budowie molekuł (drobin) tych kwasów. Prawdziwa witamina C musi mieć literkę „L” przed swą nazwą: acidum L-ascorbinicum. To jest klucz do zagadki, na której załamują się badania i odkrycia wszystkich uczonych. A ich kosztowny interferon jest mało skuteczny, bo to odpad fagocytarny kwasu L-askorbinowego. powstający przy antagonizacji wirusów.

Dr STANISŁAW RYMSZA

———————————

Hovara opowiada, jak jej siostra wyleczyła się z grypy sokiem z kiszonych ogórków (domowych i ekologicznych):

Na początku ubiegłego roku moja siostra podłapała grypę, była to bardzo ciężka postać grypy. Miała biegunkę, nudności, kaszel i gorączkę. Bolały ja wszystkie kości i miała okresowo duszność. Leżała z grypą juz dwa dni, bardzo osłabła, kurowała się aptecznymi lekami i nic. Po trzech dniach nie miała siły wstać z łóżka. Gdy ją odwiedziłam trochę się przeraziłam i chciałam dzwonić na pogotowie. Zawsze jak idę do rodziny to coś tam swojego domowego niosę. Tym razem wzięłam słoik ogórków kwaszonych, własnej roboty. Ogórki z pewnego źródła bez nawozów. Siostra widząc ogórki, oznajmiała, że nie ma apetytu na ogórki, ale ma wielką ochotę na wodę z ogórków i wypiła najpierw pól szklanki, potem za jakiś czas trochę więcej. O dziwo po dwóch godzinach wrócił jej apetyt, zaczęło się jej odbijać i spadła gorączka. Na drugi dzień czuła się już dużo lepiej. W sumie wypiła ok 1,5 litra kwaszonej wody z ogórków.
Nie wiem jak ta woda kwaszona zadziała na innych, ale warto to przetestować, jak nic innego nie pomoże. Lepiej to, niż drogi lek za blisko 300zł, który promuje wiadoma firma.
Moje ogóreczki robię tak:
Myję upycham do słoja, dodaję laseczki chrzanu, koper i czosnek (na litr duży ząbek i dwie laseczki chrzanu, grubości małego palca, koper-pół górnego “kwiatu”). To wszystko zalewam gorącą przegotowaną wodą z solą (łyżka stołowa na litr). Sól gruboziarnista, w tym roku zrobiłam z solą himalajską, są przepyszne i się nie psują.
Być może kwasielica z ogórków, również innym pomoże na grypę ;-)

———————————

Tabelka 5 przemian

5przemian

———————————

Autentyczne historie ludzi, którzy skutecznie i bezpiecznie, a co najważniejsze, raz na zawsze pozbyli się raka i innych, tzw. nieuleczalnych chorób bez pomocy medycyny alopatycznej:

Nieuleczalni – wstęp

Marlene Marcello McKenna i czerniak złośliwy z przerzutami

Rak płuc z przerzutami, czyli historia Janet Sommer

Profesor Oxfordu i terapia dr Gersona

Billy Best i chłoniak Hodgkina

Za młoda, by umierać

„Mam wolną wolę, więc wybrałem życie” – książka „Głodny anioł” Stanisława Karolewskiego. Nakład wyczerpany, ale jeśli wykażecie się sprytem zdołacie zdobyć swój egzemplarz, bo to lektura, którą bardzo gorąco polecam!

Jak w 90 dni pokonałem raka

Naukowcy odkrywają witaminę B17 (Laetrile)

Walter Last – „Kulisy leczenia nowotworów przez oficjalną medycynę”

Zabijanie pacjentów w imię naukowej medycyny jest sztuką lekarską, a skuteczne przywracanie zdrowia metodami naturalnymi jest przestępstwem

Michael Collins i retinopatia cukrzycowa, z serii „Nieuleczalni”

Zatruwa cię bisfenol A

———————————

Blogi ludzi wyleczonych z rzekomo nieuleczalnych chorób:

Żyj bez candida wstrząsająca, ale szczęśliwie zakończona historia dziewczyny, która ciężko chorowała od 14 roku życia, rzekomo na zaburzenia hormonalne, a lekarze nie dawali jej żadnej nadziei na wyzdrowienie. Mały fragment jej historii:

Kiedy pytałam się lekarzy „czy jest jakiś lek na wyleczenie?” słyszałam: „niestety nie ma takiego leku bo nie da się tej choroby wyleczyć tylko zahamować żeby nie postępowała”.

Diagnoza podcięła mi skrzydła. W 2007 roku okazało się, że mam torbiele na tarczycy, choroba zamiast chociaż „ciut“ zatrzymać się postępowała nie ubłagalnie dalej. W 2008 roku pierwsza operacja i diagnoza: torbiel czekoladowy i zrośnięte wszystkie organy. Dostałam cudowny lek miało być dobrze. Uwierzyłam. Owszem na usg wszystko było pięknie – książkowo, ale po pół roku przeprowadzono kontrolną laparoskopię i znowu nie dobrze! Choroba nadal postępowała. Kolejny wyrok: zrośnięte jelito grube z macicą i jajnikiem. W kolejnych latach co pół roku leczenie szpitalne i nic…kompletnie nic… żadnej najmniejszej poprawy. Przez 1,5 roku aby normalnie funkcjonować musiałam brać całą garść leków przeciwbólowych w tzw. „końskich dawkach” aż do 2011 roku. Wtedy nastąpiła kulminacja, czyli kolejna operacja, która notabene też nic nie dała. Dalej wszystko zrośnięte, nawet nie pomógł zastrzyk przeciw zrostom. Powoli zaczęłam się przyzwyczajać do tej „chorej sytuacji“ i nie zdziwiłam się gdy po raz kolejny podano mi “cudowny lek hormonalny”. Choroba i jej leczenie przeistoczyło się w istny horror… woda w organizmie i problemy z jedzeniem.

Autorka bloga jest dziś zupełnie zdrowa. W blogu opisuje, w jaki sposób odzyskała zdrowie i jak dba o nie obecnie.

Rak Jest Uleczalny! czyli kolejny dowód na to, że terapia Gersona jest skuteczna!

———————————

Linki i filmy:

Lekarstwo na raka (radykalne oczyszczanie limfy metodą NIA)

Terapia dr Maxa Gersona

Medycyna komórkowa dr Matthiasa Ratha

Nowa Germańska Medycyna (doktor Gerd Ryke Hamer wyjaśnia, jakie są przyczyny raka)

Po prostu na surowo. Cofanie cukrzycy w 30 dni!

Caldwell Esselstyn – Jak zatrzymać choroby serca?

Prawdziwa historia witaminy D

Prof. Thomas Szasz ostrzega przed dzisiejszą psychiatrią

60 proc. badań klinicznych w Polsce i UE zawiera nieprawdziwe dane

Heretycy Nauki

Człowiek z wewnątrz ujawnia tabu leczenia

Dlaczego lekarze umierają inaczej

Miliony osób zostały błędnie poddane leczeniu „raka” – przyznaje Raport Narodowego Instytutu Raka USA

Drugi rzut nowotworów po chemioterapii

 

4 264 myśli nt. „Zdrowotny Hyde Park

  1. czekolada domowa jedna porcja: dwie łyżki dorodnego prawdziwego masełka, dwie łyżki prawdziwego cukru (nieco mniej objętościowo niż masła), dwie łyżki dorodnego kakao (nieco mniej objętościowo niż cukru), najlepiej prawdziwego [dobre jest El Ceibo boliwijskie – 100 g produktu zawiera: białko 24,3 g, tłuszcze 19,4 g, węglowodany 8,5 g.], dwie łyżki wody
    przygotowanie: rozpuszczać masło w emaliowanym naczyniu powoli na maleńkim ogniu, dosypywać powoli cukier, kiedy cukier się prawie rozpuści, wsypać kakao, dodać wodę, delikatnie ale cały czas mieszać do uzyskania gładkiej masy – około 3 minuty; przelać do opłukanej zimną woda filiżanki i delektować się
    jak chcemy, żeby czekolada była do picia, wody można dodać więcej, jak ma być na polewę, mniej, a jak chcemy twardszą – w ogóle
    ja używam tylko takiej czekolady, jest pyszna, aromatyczna i niekłopotliwa w przygotowaniu, można wrzucić do filiżanki migdały albo orzeszki 🙂 mniam

  2. O, dzięki ci wielkie za ten przepis, zaraz go sobie skopiuję i poeksperymentuję. Co do cukru: polecam brązowy, najlepiej trzcinowy, bo sam w sobie ma posmak karmelu i jakby suszonych owoców (daktyli? fig?), a bogaci mogą użyć ksylitolu (cukru brzozowego). A to kakao boliwijskie to gdzie można kupić?

  3. @Astromaria

    …ale trzcinowy też rafinowany. Używam fruktozy i miodu. Co myślicie o fruktozie? Pomijam tę oczywistą oczywistość, że cukier NIE JEST nam do niczego potrzebny i jesteśmy od niego po prostu uzależnieni, podobnie jak od mięsa… 😉

  4. a to głos w dyskusji na temat nie jedzenia mięsa
    mnie osobiście nieodechciewania się wszelkich dyskusji, bo woli walki nigdy nie miałam 😦

    „Niedawno pod auspicjami WHO odbyło się seminarium, na którym wydano rozszerzoną listę chorób, które należy zwalczać przez psychiatrę. Wegetarianizm i surowa dieta znalazły się w towarzystwie innych dolegliwości psychicznych, które mieszczą się w definicji „przyzwyczajenia i zaburzenia impulsowe”.

    Zwolennicy ścisłej diety bywają klasyfikowani, jako osoby nieodpowiedzialne. Powodem tego było niedawne zdarzenie w hiszpańskiej Maladze, gdzie w jednej z lokalnych rodzin właśnie purystyczne zwyczaje żywieniowe doprowadziły ich dzieci do stanu śpiączki. Zakazano im jedzenia mięsa i produktów, które zostały poddane obróbce termicznej, czyli gotowanych, smażonych, grillowanych i innych. Dzieci uratowali sąsiedzi, którzy na czas wezwali lekarza i policję. Niekompetentni dorośli „wegetarianie” zostali wysłani do szpitala psychiatrycznego.

    Opublikowany przez WHO dokument wywołał burzę protestów wśród wegetarian na całym świecie. Napisali wiele listów do organizacji, która potwierdziła, że ​​dobrze przygotowana dieta warzywna nie jest zła, po prostu nie można na siłę narzucać swojego punktu widzenia innym, powodując na przykład, żeby dzieci musiały zrezygnować z mięsa.

    Dla pocieszenia wegetarian warto przypomnieć, że WHO już kiedyś w wyniku głosowania ustaliło, że homoseksualizm nie jest chorobą więc skoro można coś takiego stwierdzić podnosząc rękę to można też stwierdzić, że sposób żywienia jest zaburzeniem psychicznym. Cóż, postęp w akcji.”
    Źródło:
    http://www.newsland.ru/news/detail/id/922965/

  5. @ Pola: ten link już tu był, jest też ta sama wiadomość na bardzo popularnych „Zmianach na ziemi”, ale ja nigdzie nie znalazłam potwierdzenia tej rewelacji. Gdzie to zostało opublikowane?

  6. @ LogoPedant: ja miałam na myśli trzcinowy nierafinowany! Ja kupuję niemiecki (Demerrara, jest w markecie pod moim domem) i jest super. Jest też firmy Sante, że niby eko, ale okazał się ledwie bladożółty.

  7. @Astromaria

    Sprawdzę ten, o którym wspominasz. Ja się staram jednak wyeliminować cukier z diety całkowicie (z pominięciem oczywiście tego, zawartego już w produktach naturalnie) lub na tyle, żeby spożywać go w minimalnych ilościach. Zobaczę co z tego wyjdzie. Na razie mnie nie ciągnie… Tak w ogóle to bardzo szybko przeszedłem prawie całkowicie na weganizm (pozostało mi do wyeliminowania mleko, którego używam do kawy), czym jestem mile zaskoczony, ale zacząłem wsłuchiwać się w organizm i to on nie chce pewnych produktów. Co ciekawe, zaczyna mnie coraz bardziej ciągnąć w kierunku surowej żywności. Natomiast kiedy skuszę się na coś niezdrowego, ciało od razu daje to znać. Fajna to przygoda jest Ci powiem, to poznawanie nowych smaków i możliwości. 🙂

    P.S. Fruktoza smakuje jakoś tak cierpko i sztucznie…

  8. Cukier krzepi, a … gorzola jeszcze lepiej ! Fajne to stare , slaskie przyslowie .

    Cukier w ogolnym zrozumieniu oznaczal tez kiedys dla mnie taki bialy slodki proszek do slodzenia kawy czy herbaty oraz do wypieku slodkich ciast. Przy obserwacji pieczenia ciasta drozdzowego przez moja mamuske w kuchni zauwazylam roznice w slodkosci resztek z oblizywanej przez ze mnie miski, a slodkosci juz upieczonego ciasta. Interesowalo mnie tez pochodzenie pecherzykow w ciescie i zzerala ciekawosc o tym, co sie moglo stac z ta duza iloscia cukru uzywanego do pieczenia.

    Postanowilam, ze rozpracuje te zagadki w przyszlosci i stad wziela sie moja pasja chemiczna i kucharska , ktora trwa do dnia dzisiejszego. Na samym poczatku poszukiwan w slodkim temacie z zaskoczeniem odkrylam podzial cukrow na proste i zlozone, pozniej doszla do tego wiedza o przemianie albo metabolizmie rozniacym sie w zaleznosci od rodzaju cukru w spozyciu.

    Chorzy na cukrzyce osladzaja sobie zycie fruktoza, ale zdrowi tez ja moga uzywac, bo ten cukier i tak wystepuje naturalnie w owocach czy w miodzie.

    Sacharoze mozna przerobic na wode ognista i co niektorzy wtajemniczeni wiedza i narazaja sie przepisom „monopolowym” :

  9. @Astromaria 56:
    przepraszam, przegapiłam, chociaż staram się czyta c wszystko na bieżąco 😉
    to co przesłałam jest nadal na newsland.ru, ale artykuł, na który autor się powołuje zniknął…

  10. No i wyjaśniło się…
    Z drugiej strony nie ma się co dziwić, że podobne bzdury możemy uznać za prawdę, nie takie idiotyzmy przechodziły, niestety…

    „Przed kilkoma dniami na portalu ZnZ pojawił się wpis w dużej mierze stanowiący tłumaczenie wiadomości ze źródeł rosyjskojęzycznych. Wiadomość dotyczyła rzekomego uznania przez WHO ludzi stosujących diety surowe i wegetariańskie, jako osoby z problemami psychicznymi. Wpis zrobił się bardzo popularny i wzbudził żywe reakcje zarówno wśród wegetarian jak i mięsożerców. Wzbudził też zainteresowanie samego WHO, które w oficjalnym piśmie wyjaśnia szczegóły swego stanowiska w tej sprawie i wzywa do usunięcia wiadomości.

    W takiej sytuacji prawo prasowe nie przewiduje jednak sankcji w postaci kasowania artykułu, ale bezwzględnie zobowiązuje do sprostowania, które poniżej publikujemy:

    W piśmie znak WHOPOL/2012/03/13 datowanym na 30 marca 2012 możemy przeczytać:

    Światowa Organizacja Zdrowia nie wydała żadnego oświadczenia, dokumentu, etc. sugerującego zależność między dietą wegetariańską lub restrykcyjną a chorobą psychiczną. Zarówno główna grupa diagnostyczna klasyfikacji ICD 10 (zaburzenia osobowościowe i zachowania osób dorosłych) F60-F69 ani kategoria F63.8 nie zawierają żadnych odniesień do jakichkolwiek preferencji żywieniowych. Ich treść nie wiąże się w żaden sposób z dietą wegetariańską lub surową.

    Co więcej, wspomniany fragment klasyfikacji ICD-10 odnosi się do znaczących klinicznie zaburzeń osobowości i zachowania. Nie jest właściwym rozpatrywanie sytuacji, w których osoba stosuje dietę wegetariańską w kategoriach zaburzeń zachowania. Omawiany fragment ICD-10 nie ulegał zmianom od 17 lat. Powyższe definicje można odnaleźć na stronie ”

    http://apps.who.int/classifications/icd10/browse/2010/en#/F63.8.

  11. Do słodzenia polecam też inulinę, syrop z agawy albo stewię

  12. Nokia pracuje nad tatuażami na skórę, które mają jakoś tam usprawnić korzystnie z telefonów – taka głupia wiadomość, że nawet nie zapamiętałam o co dokładnie chodzi.

  13. Film „Trucizna nasza powszednia” zrobiła Marie-Monique Robin która jest autorem filmu „Świat według Monsanto”. Babka jedzie z koksem jak się patrzy.

  14. Słowo chip się zaczyna źle kojarzyć, ale tatuaż? To takie niewinne słowo i wielu sobie chętnie je zrobi. Jak nie kijem, to pałką 😉 A nuż się uda.

  15. @ Astromaria 66 (hmmm) – tatuaż współpracujący z telefonem – to już nic innego nie zostało, tylko wyjechać w „Bieszczady”, kupić szałas – przebudować na całoroczny, kupić kozę – paść i doić = mleczko plus ser na śniadanie, posadzić rzodkiewkę = sałatka na kolację, wykopać studnię = woda do picia, zrobić wędkę = ryba na obiad… mąka na chleb na pewno znajdzie się w okolicy; żyć zdrowo i spokojnie bez narażania się na czytanie takich rewelacji; ale… są niestety fani takich wynalazków i jak znam życie, zrobią sobie tatuaż, a potem będą czuć się cool, wcale nie trzeba będzie długo czekać; skóra cierpnie, kiedy obserwuję miłość i bezgraniczne zaufanie ludzi do technologii, nie mogę też zrozumieć, jak niektórzy mogą wierzyć, że np. zaczipowanie jest dla ich dobra, albo wygody…

    tylko pozornie nie na temat
    ostatnio próbowałam też zrozumieć fenomen zumby (to taki sporto-taniec pochodzący z Kolumbii, którzy rozprzestrzenił się (i rozprzestrzenia) na świecie; w tym, że ludzie ćwiczą, tańczą, bawią się, nie ma absolutnie nic złego; niemniej w przypadku zumby została wykreowana MARKA; dwudziestolatki, które chodzą na zajęcia (osobiście znam taką), kupują spodnie-zumba (300), buty-zumba (300), staniki-zumba (200) itepe, ometkowując się zumbą, jakby to było najbardziej istotne i nie można było dobrze wykonać ćwiczeń w normalnym stroju uznawanym za sportowy – nie, trzeba koniecznie mieć TEN wyznaczony; zresztą są wpuszczone w ten kanał celowo; wystarczy poczytać, jakie są np. zasady zostania instruktorem, kolejnych szkoleń i ich odnawiania, co trzeba koniecznie kupić w „pakiecie startowym”, plus bardzo wysokie koszty tego wszystkiego, a potem przemnożyć i wyjdzie gigantyczny zarobek dla zumbo-twórców… chyba mnie przeraża, że można ludzi ukierunkować „pozytywnie” po to, żeby tak permanentnie wykorzystać ich i uzależnić, do czego używa się na dodatek prawniczego slangu ex. licencja czy legalność statusu instruktora!
    patrząc na ten przykład sadzę, że niedługo już będziemy musieli zdobyć licencję, żeby żyć i zaistnieje konieczność jej corocznego odnawiania za wysoką opłatą, by posiąść legalny status obywatela kraju albo planety (ten drugi będzie znacznie droższy)
    http://www.zumbapolska.com/index.php/pl/szkolenia

  16. @ Caipirinha: Bo my jesteśmy zabobonni, ciemni, paranoiczni i dlatego panicznie boimy się postępu. Nie wiemy, że postęp jest cool i że nałka jest jedyną, prawdziwą wartością tego świata. Wierzymy w jakieś leczące cukierki i pijemy kawę dupą. Trzeba nas dobić, bo się męczymy!

    A co do zumby i wszystkiego innego, to komercjalizacja poszła już w stronę czystej paranoi. Cokolwiek wymyślisz od razu musisz stworzyć markę, zdobyć wyłączność i działać jak piorąca mózgi sekta. Człowiek staje się własnością właściciela marki i albo robi to, co mu każą, czyli staje się zombie-zumba albo won.

    Dziś już nikt nic nie może spontanicznie powiedzieć, bo od wszystkiego są rzecznicy prasowi. Jeśli pracownik powiedziałby cokolwiek sam, od razu na dywanik i chryja.

    Wczoraj obejrzałam najobrzydliwszy film, jaki kiedykolwiek widziałam (do tej pory zbiera mi się na wymioty), co najgorsze nie wiem, co on miał udowodnić, ale nie ważne. Ważne jest to, że bohaterka tego dziwacznego eksperymentu poszła do firmy Uni Lever pogadać o tym, z czego robią dezodoranty i jak badają ich skuteczność. Wszystko było OK do momentu, kiedy wyjęła z torby dezodorant własnoręcznie zrobiony wg przepisu prababci, z ziół, wosku i czegoś tam jeszcze. Kiedy rozmawiający z nią pracownik zobaczył ten słoik zachował się, jakby położyła przed nim odbezpieczony granat. Zerwał się na równe nogi i kategorycznie oświadczył, że to koniec rozmowy i że cała ekipa mia się wynosić. I faktycznie nie dał im żadnej szansy, wywalając ich na zbity pysk. Firma UL przestała odpowiadać na ich na telefony i odmówiła dalszej współpracy.

    Ten świat toczy ciężki nowotwór. Ta scena uświadomiła mi, jak ciężki.

    Inne firmy chemiczne nie chciały ujawniać żadnych szczegółów dotyczących składu ich wyrobów. Wszystko to jest tajemnica, a jak ktoś staje się zbyt dociekliwy to dostaje bana.

  17. W zdrowym ciele zdrowy duch !

    W zmaltretowanym ciele przez tyle chemiczno-biologicznych pulapek wokol wylaczony jest rozsadek i wszczepiany strach przez mendia ulatwiajacy dalsza i fatalna w skutkach manipulacje !

    Podtruwani i zaglodzeni ludzie w gonitwie za kawalkiem zatrutego chleba wydaja ostatnie grosze na badziewie i wpadaja w dalsze pulapki zastawione przez „medycyne” z jej smiercionosna „wielka farmacja” rodem z I.G. Farben i wstepnie przetestowana w Oswiecimiu.

    Chemiczny „Oswiecim” rozprzestrzenil sie juz dawno na prawie caly swiat !

    Wczoraj ogladalam program z roku 1977 o pracownikach plantacji bananowych, gdzie traktowano je pestycydami, a wielu pracownikow zmarlo albo zostalo bezplodnymi. Kupujac tanie „egzotyczne” owoce ludzie Zachodu przyczyniaja sie do tych czy innych zbrodni sterowanych z tego samego satanistycznego zrodla !
    Przewozone w duzych ilosciach towary droga lotnicza przez tysiace kilometrow zatruwaja tez niebo. Olbrzymie ciezarowki na niekonczanczych sie autostradach przewoza czesto, gesto powietrze w opakowaniach czipsow czy innego badziewia.
    Transportuje sie rowniez wode w olbrzymich ciezarowkach setkami kilometrow zanieczyszczajac srodowisko smrodem i halasem oraz przejezdzajac po drodze wiele zwierzat. To tez sa ofiary wymuszonej ludzka chciwoscia konsumpcji trujacego gowna .

    Tu trzeba natychmiastowych dzialan z grubego dziala, jak to :

    http://monitorpolski.wordpress.com/2012/03/09/partia-zdrowia-koniecznoscia-w-polsce/

    Obrazujacy sedno sprawy jest komentarz pod ” Peryskop ” z 10 marca .

  18. @Caipirinha

    Joga jest również wielkim biznesem. Ba! Medytacja nawet. Kasa rządzi (w domyśle: władza, bo taki jest cel zarabiania)…

  19. Hovara, dzięki za zalinkowanie filmu „Trucizna nasza powszednia”. Pewnie znajdzie się go też na alterkino.org. Koniecznie obejrzyjcie sobie ten film.

    W kontekście tego filmu myślę o GNM. Ktoś pytał w innym wątku o GNM.
    Być może GNM ma rację wskazując konflikty wewnętrzne jako przyczynę raka ale z filmu „Trucizna nasza powszednia” wynika, że podłożem wybuchu epidemii raka (i innych chorób) w wysoko (niedo)rozwiniętych krajach jest dieta oparta na zanieczyszczonym, wysoko przetworzonym pożywieniu. I chodzi tu nie tylko o „zwykłą” chemię rolniczą ale pewne substancje zachowujące się jak estrogeny, których już bardzo nikła dawka może spowodować patologię w organizmie, zwłaszcza w okresie rozwoju płodowego. Problem z estrogenami jak i ogólnie z hormonami jest taki, że nie istnieje liniowa zależność skutków od wielkości dawki. Nie będę tu streszczał filmu. Jest tam dużo wywiadów z naukowcami i z oficjelami. Trzeba to koniecznie zobaczyć.

    Logo, dzięki za linka. Trening przygotowawczy czas zacząć. 😉

  20. Teoria dr Hammera jest dobra, ale nie uwzględnia skażenia środowiska. Dziś mamy niesamowitą epidemię raka, a nikt mi nie wmówi, że to dlatego, że jest też epidemia konfliktów wewnętrznych. Skażenie wody, powietrza, gleby i żywności (w tym ostatnim przypadku celowe, bo chodzi nie tylko o skażenia agrochemią, lecz dodatkowo dodatkami „polepszającymi” smak i wygląd), elektrosmog, fale GSM, chemtrails itp. + konflikt jako spust i jest lawina zachorowań. Jak wiemy raka można wyleczyć metodą dr Ashkara i dr Gersona, co świadczy o tym, że wystarczy odtrtuć organizm, żeby powrócić do zdrowia. Gdyby chodziło wyłącznie o psychikę, to te sposoby byłyby nieskuteczne (i są w tych przypadkach, których nie udało się wyleczyć oczyszczaniem, chodzi o raka spowodowanego przez konflikt).

  21. LogoPedant ! Odkrylam pewna zaleznosc, ktora wskazuje na to, ze nie ma zadnej dzialalnosci czy mysli ludzkiej, o ktorej by pejsaci nie wiedzieli. Jak ktos chce na yoge czy na medytacje, no to jest.

    Jak ktos chce dac zrobic sobie tatuaz od czubka glowy do nog, no tez jest to wszedzie mozliwe. Ktos z dlugimi wlosami zyczy sobie warkoczyki w stylu afro – prosze bardzo.

    Przedluzenie paznokci w stylu szpon i z wymalowanymi kwiatuszkami tez do zrobienia. Jesli kobiety chca sie upodobnic do lalki Barbie, to moga sobie dac powiekszyc biust z pol tona silikonu, ale tu trzeba troche wiecej kasy i zdecydowania podpisujac oswiadczenie, ze jak cos sie nie uda , to chirurg od pieknosci umywa rece…

    Jak jakas kobita ma duzy biust z natury, to moze sobie go dac zmniejszyc.

    Przy wrastajacych podskornie wloskach po roznych depilacjach tez mozna sobie pomoc specjalnym kremem.

    Jak ktos lubi sprzatac bardzo dokladnie, to kupi plaska ssawke do odkurzacza , zeby odkurzyc za szafa. Teraz na wiosne mozna usiasc przy stole na zewnatrz i przykryc go obrusem i po to zeby go nie zdmuchnal wiatr mozna kupic ciezarki na kazdy jego rog.

    Na kazdy „problem” jest rozwiazanie i wystarczy na to mniej czy wiecej kasy, ktora oczywiscie najpierw trzeba zarobic,zeby po jej dokladnym okrojeniu przez przymusowe haracze „rozsadnie” wydac na sprawy poprawiajace „jakosc” zycia.
    Jakby ktos jeszcze nie wiedzial, co mu do szczescia brakuje, to dowie sie tego z telawizji albo z zeitungu albo z ulotek reklamowych.

    Zeby wymienic spostrzezenia o swojej wspanialej jakosci zycia ze znajomymi trzeba kupic ostatni model telefonu komorkowego. Nie samym chlebem czlowiek zyje i do rozwoju duchowego jest przeciez tyle wspanialych filmow i literatury , ktore trzeba koniecznie obejrzec i przeczytac, zeby byc na fali i nie wyjsc na ostatniego buraka albo kartofla w …towarzystwie.

    Jak ktos jest blady po calych dniach pracy w zamknieciu, to moze isc do solarium. Jak jakies pare albo kilkadziesiat kilo przybylo, to nic prostszego niz kupic sobie wage i zapisac sie do fitness studio placac abonament.

    Musialam kiedys w oblednym kieracie odwiedzac biuro podatkowe i spytalam sie tej panci od podatkow o sens tej beznadziejnej gonitwy, w ktorej nijak nie widzialam miejsca dla siebie. Odpowiedziala mi na to mantra, ze zawsze trzeba dzialac.

    Aha – pomyslalam sobie terapia zajeciowa , jak w …wiezieniu. Teraz dodam , ze jestem pewna , ze to jest wiezienie bez krat, taki nowoczesny oboz konzentracyjny , w ktorym ludzie nakreceni sa tylko po to, zeby kupowac wyprodukowane w nim trujace badziewie za marne grosze pozostawione im z okrojonych zarobkow.

    W dodatku musza jeszcze placic kontrolerom z biur podatkowych za kontrole ich dochodow oraz odpalac dalsze haracze przy „nadwyzkach” dochodowych, bo dobry niewolnik, to biedny niewolnik i zbyt zajety pogonia za marnymi groszami i watpliwymi przyjemnosciami, zeby miec czas na zastanowienie sie nad samym soba i cala reszta swiata.

  22. @Duke Nukem i inni…

    Obejrzałem film (ad 75), no i mam mieszane uczucia, ale nie w stosunku do samego pranizmu, ale osoby Hiry Ratana Maneka, który został niejako przyłapany na konsumpcji (zrobiono mu zdjęcia w restauracji) i niejasno się tłumaczył, że to była sesja zdjęciowa i dostał za nią zapłatę w postaci 100 dolarów, których nie potrafił jednak pokazać. Zaskakująca decyzja o zrobieniu sobie sesji, skoro jest się guru od niejedzenia (dać się tak łatwo złapać to byłaby głupota dla kogoś kto „żyje” z niejedzenia). Dziwi to tym bardziej, że Hira Ratan Manek jest najbardziej przebadanym przez naukę przypadkiem pranizmu. Nie dał rady i zgłodniał? 😉 Samo zakończenie filmu było utrzymane w konwencji prześmiewczej (jacyś ludzie mówiący o inedii „znalezionej w internecie), a sam narrator i główny bohater wrócił do jedzenia. Nie wypowiedział tego jednoznacznie, ale ostatnie ujęcia pokazywały go z rodziną, jedzącego posiłek. Dziwny film, który najpierw zasiewa ziarno, a potem je wydłubuje i to w kiepskim, manipulacyjnym stylu…

  23. Logo, nie mam dostępu online do Planete+ więc jeszcze nie widziałem tego filmu.
    Zadziwiające podejście Hiry. Trudno mi to komentować jednak jeśli ktoś próbuje ośmieszyć i zdykredytować pranizm to chyba nie tędy droga. Hira to nie pierwszy i nie ostatni yogin który nie takie rzeczy robi, więc luz. 🙂

    Astromario, ja tylko chciałem wyrazić swoje zaniepokojenie tym, że w wielu przypadkach raka próba leczenia wyłącznie metodami GNM może doprowadzić do poważnej porażki. W zasadzie to kwestia dobrego zdiagnozowania czy główną przyczyną jest zanieczyszczenie chemiczne (analizy składu tkanki tłuszczowej, krwi?) czy też wielki wewnętrzny problem w psyche. Oczywiście znalezienie dziś „czystego” chemicznie człowieka to rzadkość a pod uwagę trzeba brać obydwa czynniki na raz. Jednak niewątpliwie praca z własną psyche jest bardzo wskazana i to nie tylko w czasie chemicznego odtruwania.

  24. Ale ja pisząc o niepokoju miałem na myśli mój wcześniejszy post o GNM. Rozumiem co napisałaś. To nie jest polemika z Tobą. Wyluzuj.

  25. Teoria Hamera nie uwzględnia toksyn dlatego, że choroby spowodowane zatruciem są dobrze rozpoznane i nie ma żadnych podstaw do kwestionowania tego. GNM zajmuje się tymi chorobami, które nie są spowodowane urazami, zatruciami i czy wynikają z niedożywienia lub niedoborów pokarmowych.
    Zacytuję wypowiedź Carolin Markolin z wykładu wprowadzającego do GNM:
    „W oparciu o to, czego się nauczyliśmy o tym, że rak i choroby nie są czymś co ma nas zabić, prawda? – Jeśli natura zostałaby zaprojektowana tak, żeby produkować komórki rakowe w naszym ciele, zabijające organizm, nie siedzielibyśmy tutaj. Więc z tego nowego punktu widzenia, opartego o nowy paradygmat, spójrzmy na sprawę toksyn – czy toksyny mogą spowodować raka?
    Teoria, że toksyny powodują raka jest szeroko rozpowszechnionym wierzeniem, powodującym też dużo strachu, a przecież sam strach już związany jest z rakiem.
    Nie chcę przez to powiedzieć ani sugerować, że toksyny są nieszkodliwe. Toksyny w naszym jedzeniu, otoczeniu, środowisku, palenie tytoniu itp. pozbawiają nasze ciało energii. Co oznacza, że jesteśmy bardziej podatni na przeżycie szoku konfliktowego, a ciało pozbawione energii trudniej dochodzi do równowagi podczas fazy zdrowienia.
    Są też tzw. neurotoksyny, które obecne są w wypełnieniach dentystycznych (plomby) i szczepionkach. Te neurotoksyny spowodować mogą ciężkie uszkodzenia nerwów i zaburzenia neurologiczne.
    Ale…. moi drodzy, i jest to ważne, toksyny nie mogą spowodować raka. I wyjaśniam dlaczego. Teoria, że toksyny powodują raka oparta jest na założeniu, że rak jest chorobą złośliwą. Ale jeśli już wiemy, że rak nie jest niczym złośliwym, że jest to sensowny biologiczny proces,
    to zrozumiemy także, że toksyny nie mogą spowodować raka. I kiedy zrozumiemy, że rak swój początek bierze w psychice, że każdy rak jest kontrolowany przez właściwy obszar w mózgu, który działa na zasadzie pośrednika między psychiką a ciałem, to zrozumiemy też, że toksyny nie mogą powodować raka.
    Odkrycie dr Hamera wyjaśnia dlaczego ludzie, którzy prowadzą zdrowy tryb życia, zdrowo się odżywiają, trzymają się z daleka od toksyn – także dostają raka…”

  26. Czy ta zasada dotyczy również zwierząt? Tu mamy problem bo nie da się z laboratoryjnym szczurem pogadać o jego problemach. Ta teza sugeruje że szczury też mają swoje życie emocjonalne (w co nie wątpię) i też przeżywają jakieś konflikty (może na mniejszą skalę). Zatem ogólnie: toksyny i estrogenowe zanieczyszczenia działają tylko jak katalizator raka który zawsze ma podłoże emocjonalne i który jest wyzwalany tylko w wypadku wewnętrznego konfliktu. Taki wynika wniosek z tego co piszesz. Tyle że epidemię raka należało by tłumaczyć tym, że większość z nas przeżywa poważne konflikty i do kompletu nieszczęścia brakuje tylko toksyn i zanieczyszczeń obecnych w „cywilizowanym” świecie które niejako dostajemy na tacy gratis.
    No w zasadzie życie współczesne przypomina nieco życie niewolnika czy skazańca więc o konflikty nie trudno.

  27. @GNM-Wrocław
    Jakoś trudno mi się z tym zgodzić.
    Toksyna jest jednym z podstawowych czynników powodujacych raka.
    Człowiek, który się zdrowo odżywia może być poddany toksynie w inny sposób, który spwoduje raka i nie musi o tym wiedzieć. Np. Sąsiad pali w piecu plastiki lub jeszcze bardziej gorsze rzeczy. Toksyny są już wszędzie w powietrzu szczególnie. Tyle, że mocniejsze organizmy jakoś sobie z tym radzą.
    Naukowcy badali szczątki ludzkie i odkryli, że przed rewolucja przemysłowa, rak występował sporadycznie, w określonych miejscach na ziemi (dymy wulkaniczne). Jak znajdę artykuł to wkleję link.
    „że jest to sensowny biologiczny proces”
    Z tym też sie nie zgodzę. Komórka nie obumiera tylko się dzieli, wcześniej nie została zniszczona przez leukocyty, które zostały zmylone albo były osłabione, przez stały atak złych czynników.
    Ciągłe drążenie organizmu poprzez toksyny, hormony i inna chemię, zmienia budowę leukocytów lub je zabija. W organiźmie musi być równowaga. Dzisiaj uczeni nie moga stwierdzić czy człowiek sie dobrze odżywia czy nie bo wszystko wookoło jest zatrute. Żeby poprzeć swe dowody, musieliby się cofnąć w czasie o 100 lat.

  28. 100 lat temu rak występował rzadko. Pamiętam czasy, kiedy wśród znajomych żadnych raków nie było, a jak się trafił w dalszych kręgach znajomych, to ludzie szeptali przerażeni. A dziś jak rzucisz kamieniem, to trafisz kogoś na chemioterapii. Nikt mi nie powie, że wtedy nie było konfliktów. To były czasy surowej moralności, w rodzinie nie było miłości ani partnerstwa, dzieci wychowywano twardą ręką, mąż się z żoną nie opierniczał, ale jak zdradzał, to był surowo potępiony przez otoczenie, nauczyciele chodzili z rózgą i za byle co skazywali na klęczenie na grochu (moi dziadkowie do końca życia ze zgrozą wspominali tę „przyjemność”), a mimo to raka jakoś nie było. Wydawałoby się, że jak ludzie staną się bardziej spontaniczni, to i zdrowie powinno się poprawić, a tu wręcz przeciwnie – mamy prawdziwy pomór!

    Za to od połowy XX wieku stale wzrasta skażenie środowiska. Rozwija się przemysł, transport i chemiczne rolnictwo (pamiętam z dzieciństwa rzeki koloru zielonego mleka, cuchnące zgniłymi jajami na kilka kilometrów), przeprowadza się próby atomowe (w latach 60. nastąpił gwałtowny wzrost skażenia radioaktywnego na całej planecie), rośnie elektrosmog itp. Rozwija się też farmacja i ludzie zaczynają się truć lekami. Rośnie też lawinowo zachorowalność na nowotwory.

  29. O raku…poczytajcie historię tej kobiety…w wywiadach mówi, jak zdrowo się odzywiała, ale…ze strachu przed rakiem a nie z miłosci do zdrowego jedzenia, I to uznala jako klucz swojej choroby…Robeinei rzeczy ze strachu i dla innych. Zresztą, poczytajcie i posłuchajcie sami.
    http://www.anitamoorjani.com

  30. GNM-Wroclaw poruszył kwestię, która mnie nurtuje od dawna… Czyli co? W zdrowym ciele (w domyśle: psychice) nie powstają choroby, a ogromny (załóżmy) nadmiar toksyn, takie ciało zneutralizuje? To ma sens i tak to postrzegam, choć sądzę, że nawet mocno uduchowiona istota, będąca stale podłączona do Światła, nie poradziłaby sobie na przykład z gigantycznym promieniowaniem, które zmieniłoby jej DNA (może w innym wymiarze, czy na innej planecie), no, ale tu wkraczamy na pole Karmy, he, he…

    @Astromaria

    Odnosząc się do odległych czasów powinnaś wziąć pod uwagę, że teraz ludzie często dają sobie zaglądać do środka ciała, co zwiększa liczbę odkrytych przypadków raka. Sądzę, że ludzie od zawsze „chorowali” (to tak naprawdę nie choroba, stąd cudzysłów) na raka, ale nawet o tym nie wiedzieli. Jeszcze kilka dni, albo tygodni temu, ktoś pisał na blogu o sekcjach staruszków, którzy okazywali się mieć raka w całym ciele (jakimś „cudem” dożywających sędziwego wieku), a biorąc pod uwagę, iż jest to naturalny stan komórek (zmieniający się pod wpływem emocji) to taki fakt nie dziwi. Współczesna medycyna, a raczej jej twórcy tak wypromowali raka, że większość osób postrzega go jako chorobę i do tego straszną. Nawet my łapiemy się czasami na ten „wizerunek”, nie sądzisz? Zobacz jak wspomina się o przerzutach raka, choć to nie zarazek. Przykłady można mnożyć i Ty akurat masz tego wysoką świadomość.

    Rak to nic groźnego, pod warunkiem, że nie zajmie naszego ciała w całości. Nie leczymy raka, tylko psychikę i tutaj dr Hammer ma rację… Myślę jednak, że toksyny to dodatkowy, celowo wprowadzony czynnik, który nie jest sam w sobie tak destrukcyjny jak sądzimy, ale ma wzmocnić działanie stresu i innych trucizn, wyniszczających nas psychicznie. Uny o tym dobrze wiedzą, bo to unych plan.

    P.S. Pisaliśmy niedawno o błogosławieniu jedzenia, skoro mamy w pewnych sytuacjach związane ręce, będąc niejako zmuszonymi do kupowania chemicznej żywności, więc czy nie możemy na co dzień również błogosławić siebie? To pytanie retoryczne… 😉 Jesteśmy pofragmentowanymi cząstkami Wszechświata. Wszechświata, którego nie można otruć jego własną esencją…

  31. Rak to nic groźnego, pod warunkiem, że nie zajmie naszego ciała w całości.

    Rak staje się groźny, kiedy go zaczynamy „leczyć”. Rak nie lubi skalpela, a chemia i naświetlania są rakotwórcze. Przyznają to nawet onkolodzy w audycji w TokFM! Każą się leczyć, ale sami twierdzą, że po pierwsze lek nie leczy, a jedynie przedłuża życie o marne kilka tygodni (w męczarniach, rzecz jasna) i o zgrozo, że skutkiem ubocznym leku są nowe ogniska raka. Jeśli mamy takich lekarzy, którzy tak postępują i takich pacjentów, którzy to słyszą, ale nie uciekają gdzie pieprz rośnie, to ja mam dla nich wszystkich nagrodę Darwina przyznawaną pośmiertnie.

  32. @Hovara

    Badania, statystyki, uniwersytety, instytuty i takie tam… 😉 Normalnie meanstream zapodajesz. To typowa propaganda, mająca na celu zaszczepienie na stałe poglądu o chorobach cywilizacyjnych, którymi nie są. Rak jest częścią Wszechświata, a Wszechświat istnieje od… 😉 Jeżeli założymy, że na Ziemi żyło już kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt cywilizacji, które wyginęły z takich, czy innych względów (są na to dowody), musimy również założyć, że rak pojawiał się już o wiele wcześniej, aniżeli w naszych czasach. Ziemia była już bez wątpienia zatruta kiedyś o wiele gorzej i wielokrotnie. Na to też są dowody. Kaman…

  33. http://kopalniawiedzy.pl/mumia-ptolemejska-M1-rak-gruczolu-krokowego-prostata-przerzuty-Carlos-Prates,14214 -> „Międzynarodowy zespół uważa, że wcześniej naukowcy mogli zaniżać rozpowszechnienie raka gruczołu krokowego w starożytnych populacjach, ponieważ skanery MDCT, które pozwalają na wykrycie zmian o średnicy 1-2 mm, są wykorzystywane dopiero od 2005 r. Nie powinno więc dziwić, że jeszcze w 1998 r. autorzy artykułu z Journal of Paleopathology wyliczali, że po zbadaniu kilkudziesięciu starożytnych wykryto zaledwie 176 przypadków zmian nowotworowych w szkielecie. Stąd wniosek, że nowotwory rozpowszechniły się dopiero w erze industrialnej.”

    Media żonglują procentami i liczbami – np. „Rak piersi jest najczęściej występującym nowotworem złośliwym u kobiet. Stanowi około 20 procent wszystkich zachorowań na nowotwory złośliwe u Polek.” „Rak szyjki macicy jest drugim co do częstości występowania nowotworem złośliwym u kobiet. ”

    Zrobiłam mała ankietę wśród znajomych jak sądzą: ile procent kobiet w Polsce „choruje” na raka szyjki macicy, a ile na raka piesi? Oczywiście w oparciu o wiedzę z mediów. Nikt nie wiedział – sądzili, że to przybiera już postać epidemii, więc podawali zakresy od 20% do 50%.
    A tymczasem w Polsce raka szyjki macicy diagnozuje się u ok. 0,02% kobiet rocznie, a raka piersi u ok. 0,05% kobiet rocznie.
    Więc gdzie ta masowa zachorowalność na raka? – chyba tylko w mediach, które w prawie każdych wiadomościach „dorzucają” temat raka i konieczności „badań profilaktycznych” mających nas uchronić przed tą „plagą”.

  34. Ja wam powiem, co podejrzewam: jakaś dziwna, ciemna siła rządząca światem sztucznie kreuje zabójcze epidemie śmiertelnych chorób. Kiedyś to były dżuma i cholera, potem gruźlica płuc, a dziś rak. Jutro będzie to jakaś zupełnie inna choroba, o której dziś nic się nie mówi, a pojutrze znów nikt na nią umierać nie będzie.

    Czy zarazki cholery i dżumy przestały istnieć? Nie! Pojawiają się tu i ówdzie, nawet uśmiercą kilka(naście) osób i na tym się kończą ich możliwości. Kiedyś wymierało pół Europy, a dziś nikt. (Tak, tak, wiem, mamy cudowną medycynę alopatyczną, która ratuje dupy takich głupków jak my w tym blogu. Bla bla bla). Czy zarządzono wielką i skuteczną akcję szczepień i zlikwidowano tę chorobę? Nie! Ona po prostu znikła i przestała zabijać.

    Gruźlica pojawiła się nagle, nie wiadomo skąd (znikąd?) i zaczęła masowo uśmiercać naszych ukochanych, utalentowanych i wrażliwych artystów, ach cóż za okrucieństwo! Ludzie padali jak muchy i nikt nie znał sposobu, żeby opanować ten horror. Po czym znikła, podobnie jak dżuma i cholera, i dziś może nawet czasem kogoś uśmierci (najchętniej atakuje, przez czysty przypadek oczywiście, „prawidłowo zaszczepionych”), ale o masowym wymieraniu jakoś nie słychać.

    Teraz nagle na scenie pojawił się rak. Nie było raka i rak się zjawił, mało tego, od razu zabrał się ochoczo do zabijania i dziś wszyscy mają pełne gacie ze strachu, żeby tylko na nich nie padło, o mój Boże.

    Czujecie, o co mi chodzi?

    Może te choroby są całkowicie niegroźne, ale stają się takie dzięki medycynie? No, może dżuma jakby niekoniecznie pasuje do tego schematu, ale gruźlica i rak owszem… A może „ktoś” celowo spuszcza na ludzkość te choroby? Pamiętacie opowieści z Ancient Aliens o manifestacjach UFO, a nawet o czymś, co przypomina chemtrails? I co pisał Bramley, o tych czarnych, zakapturzonych typach z kosami?

  35. Pisanie, pisanie to jedno ale ja wiem swoje z autopsji. I nie posadzajcie mnie tutaj, ze jestem za mendiami i medycyną alopatyczna, bo nie jestem.
    Moja Babka zmarła na raka piersi ( nie wiem jaka była przyczyna- często pomagała w polu tak dorabiała- a tam sypano nawozami była wtedy wielka chemizacja i hasło wyżywienie narodu – stosowano w tamtym czasie pestycydy DDT), ojciec na raka oskrzeli (pracował przy azbescie), jego brat na raka płuc (nie zył zdrowo-palił). Moja mama na raka wątroby (najprawdopodobniej po lekach). Nie mówcie, mi że jest dobrze.

  36. Dobrze nie jest, ale już wiadomo, że przyczyną śmierci jest system medyczny, a nie choroby. Może gdyby się nie leczyli nie umarliby?

  37. Słyszy się często ,ze wczesnie wykryty rak piersi jest uleczalny wystarczy ,ze zajmą się nim onkolodzy ,no cóz widziałam w szpitalu onkologicznym bardzo dużo chorych ,w stanie terminalnym z rakiem piersi..

    Moja mama 5 lat walczyła,i umarła w wieku 85 lat,gdyby nie to,ze siostra moja ,,wywalczyła radioterapię na pewno by żyła dłużej.,niestety ta radioterapia ją całkowicie wyniszczyła,a jeden ,,mądry”onkolog chciał jeszcze się zabawić chemioterapią..
    Własnie wtedy podczas tego pobytu mojej mamy w tym szpitalu onkologicznym miałam wątpliwą okazje widzieć to jak strasznie się męczą tam ludzie ,wydawało mi się ,ze to jakiś nieludzki obóz koncentracyjny..strach mnie ogarnia jak sobie to przypomnę.,,
    Jestem za dr Hammerem,Gersonem,i Askharem!!
    Moja mama załamała się jak jej najukochańszy wnuk przestał do niej pisać dzwonić ..zapomniał o Niej a ona go wychowała..
    Rak dał jeden przerzut,który został zoperowany i ta rana po operacji długo się nie goiła i wyciekała z niej płyn..o różnym kolorze. Wtedy o dziwo mama się czuła dobrze,jadła spała..chodziła ..ale lekarz tak długo zapisywał smarowidła iz zatykał tą ranę ,ze wreszcie wygoiła się ,ale wtedy zaczął się horror,bóle……..
    Leczyłam mamę tez sokiem z aleosu bardzo dobrze działał ..
    Została walizka lekarstw,które nigdy mama nie chciała brać i miała rację ..

  38. Babcia chyba się nie leczyła, umarła w domu był to rok 1970. Tata zył z rakiem 5lat – nie zgodził sie na operację. Jego brat umarł w ciagu pół roku- medycyna połozyła na nim krzyzyk. A mama żyła od wykrycia dwa i pół miesiaca. W ciagu miesiaca poczuła sie slabo, przestala jeść, zrobilismy badania i wyszedł 9cm guz watroby. Nie miała specjalnych dolegliwości zawsze była aktywna. Guz watroby nie boli. Byc moze był to przerzut z innego miejsca (jelit). Nie chciałam jej meczyc badaniami, wzielam ją do domu, tym bardziej, że lekarze zalecili leczenie paliatywne. Zmarła w domu wśród najbliższych, trzymałam ja za rekę.

  39. Zaskoczona bylam nastepnym odkryciem w temacie „raka”, jak na filmiku o mafii farmaceutycznej pokazano oryginalna buteleczke przeznaczona do sprzedawnia w niej ropy naftowej , jako „leku” wlasnie na raka.

    Na ten genialny pomysl wpadl oczywiscie Rockefeller i nabil na tym klamstwie sporo kasy.

    Swietnie porownal pewien zydowski satyryk rope naftowa do krwi diabla.
    Diabel poznawszy sie na panice, jaka wywoluje diagnoza „raka” zwachali dobry interes i go fantastycznie rozkrecili lacznie z badaniami laboratoryjnymi i sprzetem . Im wiecej paralizujacego strachu wywolali, to tym wiecej nabili tym kase.

    Jak juz tu z maniackim uporem pisze o I.G.Farben, ktora dolaczyla „leczenie” chemioterapia, to teraz wracam do leczenia „raka” soda oczyszczona, ktora praktycznie wdrozyl onkolog Dr.Tulio Simoncini i co wspaniale tez objasnia, jak powstaje „rak”.
    Na studiach trzeba bylo przyjac za prawde, ze „rak” jest to niekontrolowany wzrost komorek, ktore z roznych przyczyn doznaly mutacji i stad ta roznorodnosc typow raka.
    Cale lata tez nad tym glowkowalam, bo mi wiele spraw nigdy do roznorodnych i oficjalnych danych nie pasowalo i przykladowo nie moglam sobie wyjasnic, dlaczego ludzie nie palacy i niepijacy tez chorowali na „raka”. Nie pasowalo mi rowniez to, ze „rak” w poczatowych stadium nie boli i dlatego nie mozna go wykryc.

    Dopiero po odkryciu doktora Simoncini sprawa stala sie dla mnie jasna. Po pierwsze, ze przyczyna „raka” jest grzyb z rodzaju Candida, ktory jest bardzo powszechny i czyha tylko na jakiekolwiek zaburzenie rownowagi oraz nawet male uszkodzenie w organizmie, zeby go zaatakowac.

    U oseskow pod wplywem karmienia zastepczego mlekiem krowim moze rozwijac sie plesniawka w jamie ustnej i co tez zauwazyl Dr. Simoncini, ze wspaniale znika po zastosowaniu roztworu sody oczyszczonej , a co pozniej dalej rozwinal i wdrozyl przy leczeniu „raka” czyli grzybicy roznych organow wewnatrz ciala.

    Komorki osaczone grzybem probuja sie od niego chronic i dlatego dochodzi do roznego rodzaju zmian w ich pierwotnej strukturze , ktora jest rozna w roznych organach. Kazda zdrowa komorka ma w sobie „kod” do regeneracji i widac to na zewnatrz przy jakimkolwiek skaleczeniu, ktore po ustepujacym krwawieniu ( bo wlosniczki sie kurcza ) dochodzi do zamkniecia rany i tworzenia sie rosnacych struktur komorkowych zamykajacych rane. Blizny powstaja przy ranach zakazonych bakteryjnie i przy slabo stykajacych sie brzegach.

    Grzyb rozwijajacy sie wewnatrz tez powoduje reakcje obronna tkanki na ktorej sie usadowil,a ktora probuje go odizolowac od zdrowej tkanki . Tam gdzie jest duzo „rusztowania” czyli tkanki lacznej, to dochodzi do otorbienia grzyba i jest to nazwane nowotworem niezlosliwym, tam z kolei gdzie nie jest to mozliwe nowotwor nazywa sie rakiem zlosliwym, ktory powoli rozwijajac sie niszczy zywiace go tkanki i to w jej kwasnym srodowisku, bo w alkalicznym nie ma szans rozwoju. Soda oczyszczona jest wlasnie tym srodowiskiem alkalicznym, ktorego grzyb nie znosi i rezygnuje z dalszego „ataku”.

    Grzyb sprawia dolegliowsci bolowe wtedy, kiedy naciska swoja masa na naczynia krwionosne albo unerwienie i tym tez uniemozliwia normalna prace swojego „otoczenia”.

    Jesli czlowiek w tym stanie idzie do dochtora i ktory stwierdza badaniami „raka” tu czy tam oraz informuje o tym pacjenta mowiac, ze przyszedl za pozno , to oczywiscie kazdy czlowiek reaguje na to potwornym szokiem i co ma tez fatalny wplyw na psychike i uklad immunologiczny. W takim stanie „wiedzy” podpisuje na siebie wyrok smierci zgadzajac sie na proponowana i „jedynie sluszna” chemioterapie z …dodatkami w postaci naswietlan albo hormonow, co podkopuje calkowicie sily obronne i regeneracyjne organizmu doprowadzajac go do smierci w potwornych i dlugich meczarniach !

    Tylko grzyb ma sie „dobrze”, bo po takim „leczeniu” rozlazi sie jeszcze szybciej po uszkodzonych tkankach tak dlugo, dopoki zywy organizm ma w sobie jeszcze odrobine krazacej krwi i zycia, bo po calkowitym zatruciu komorek chemioterapia tez musi zginac lacznie z „gospodarzem”.
    Na tym linku tez jest wszystko wyjasnione , a filmik z doktorem Simoncini jest genialny :

    http://www.igya.pl/schorzenia-choroby/35-rak/368-czy-pospolity-grzyb-moze-byc-przyczyna-raka.html

  40. @Hovara

    Kochana moja, nikt Cię nie posądza o kolaborację z medycyną alopatyczną, bynajmniej. Przytulić Cię? 😉 W przypadku wielu „chorych” na raka już samo postawienie diagnozy rozpoczyna ich wędrówkę po równi pochyłej do mogiły. Rak to (nie) wyrok, jak mawiają tu i tam, a pies jest pogrzebany w świadomości, że to choroba nieuleczalna… Jeżeli nasza psychika doprowadza nas do chorób lub nawet zdarzeń chorobotwórczych (na przykład wypadków, taka jest hipoteza), to może i pod działo onkologiczne idziemy na własne życzenie. Karma Twoja mać…

W tym blogu komentarze są równie ważne jak teksty na stronie głównej, dlatego bardzo proszę o trzymanie się tematu! Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku. Jeśli Twój komentarz się nie ukazał przeczytaj zasady komentowania bloga (patrz strony na górze bloga). Komentarze nie na temat będę kasować, a awanturników banować!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s