Wall Street i rewolucja bolszewicka w Rosji

Źródło

Powinniśmy ją [Rosję] zamienić w pustynię zasiedloną białymi Negrami, którym damy taką tyranię, jaka nie śniła się najgorszym despotom wschodu – Lew Trocki

Niejednokrotnie komunistyczna propaganda przedstawia „rewolucję październikową” 1917 roku wyłącznie jako wynik oddolnego,  zbiorowego wysiłku proletariatu, uciskanego i wyzyskiwanego przez „klasy rządzące”. Wszystko to miało się dziać w sposób spontaniczny, jedynie dzięki entuzjazmowi i zaangażowaniu „klas pracujących”  oraz talentowi takich przywódców  jak Lenin-Uljanow /Blank/ czy Trocki /Bronstein/. Sama też  „rewolucja październikowa” określana jest często mianem „rosyjskiej” dla podkreślenia tego,  iż rzekomo była ona wyłącznym dziełem samych Rosjan, czy  też wręcz  „prostym wynikiem całej historii Rosji”.  Jak się jednak okazuje rewolucja bolszewicka  nie była ani „rosyjską”, ani też „proletariacką”,  gdyż  jej celem nie była wcale poprawa bytu narodu rosyjskiego, a wręcz przeciwnie jego destrukcja, zaś  przebieg tej rewolucji był wcześniej dokładnie zaplanowany a potem stale kontrolowany i finansowany z zewnątrz przez międzynarodowy kapitał.  Zawodowi rewolucjoniści (w ogromnej większości nie będący Rosjanami) wykorzystali  kilka czynników do przeporwadzenia swego planu, ale  uczynili oni to  jedynie dla swoich własnych, partykularnych celów. Przede wszystkim  wykorzystali nieudolność i brak zdecydowania władz carskiej Rosji, w których zabrakło niestety ludzi pokroju A.Stołypina,  zaś w otoczeniu cara działały często osoby bądz niekompetentne  bądź wręcz sabotujące celowo  otrzymywane  polecenia. Obdarzony administracyjnym talentem A.Stołypin , piastujący od 1906 r urząd premiera Rosji, był człowiekiem wyjątkowo silnej woli i odwagi. Stanowił więc on dla masonów śmiertelne zagrożenie, dlatego usiłowano go wielokrotmie zabić, począwszy od roku 1906 kiedy podłożono bombę w jego letniej rezydencji. Ostatecznie został  zastrzelony w  1911 r. podczas galowego przedstawienia w teatrze w Kijowie przez żydowskiego prawnika   Mordechaja Bogrowa ([8] str. 24). Wrogowie Rosji wykorzystali też  niezadowolenie i ciężkie położenie społeczeństwa rosyjskiego będące  wynikiem  bezsensownej, długotrwałej i niszczącej naród wojny oraz złych stosunków społecznych panujących w dawnym imperium a także chwiejność i brak siły charakteru samego cara, który w tą wojnę dał się wciągnąć a potem zabrakło mu woli by ją przerwać.  Na przykład car  odmówił wysłuchania ofert pokojowych swego kuzyna Wilhelma II. Podtrzymanie zobowiązań wobec Londynu i Paryża było w jego oczach sprawą honoru i jak się okazuje o wiele ważniejsze niż dbanie o interes  własnego państwa i narodu. Do bardzo istotnych przyczyn upadku Imperium Rosyjskiego oprócz  wymienionych  wyżej należy dodać także turański czynnik cywilizacyjny oraz upadek moralno-etyczny znacznej części rosyjskich elit – podobnie jak to miało też miejsce z elitami we Francji.  Jak pisze Romuald Gładkowski:

“Rewolucję zawsze poprzedza rozkład narodu, “kryzys obywatelski”. Siły rewolucyjne dochodzą do głosu wówczas, gdy narodowi zaczyna brakować politycznych autorytetów. Działanie twórcze, służące rozwojowi kraju, zostaje zastąpione agitacją. To nie burdy uliczne stanowią główne niebezpieczeństwo dla narodu, ale AIDS ideologiczny, którym bez wątpienia jest filozofia liberalizmu. To zabójcza dla narodu próba służenia dwom panom na raz, którą podsyca interwencja ukrytych sił, jak sprzysiężenia masońskie i międzynarodowe organizacje. Siła rewolucyjnego sprzysiężenia jest zawsze większa niż widać to na pierwszy rzut oka. (…) Odpowiedzialność ponosi liberalizm duchowy elity narodu, który nie pozwala dostrzec powagi sytuacji. Uśpiony liberalizmem naród nagle staje przed groźbą pożarów i bandytyzmu. Jest zaskoczony i bezradny. Impet każdej rewolucji jest zaskoczeniem dla narodu. Jej zdyscyplinowane i bezwzględne oddziały, choć początkowo nieliczne, są w stanie rozbroić i opanować chwiejnych i chaotycznych, cichych i otwartych, zwolenników filozofii liberalizmu, urastając w ciągu jednej nocy w potęgę.” ([16] str. 28).  […]   „Masoński slogan: „Wszyscy ludzie są braćmi”   rozlegał się tak we Francji z roku 1789, jak i w Rosji z roku 1917. Wyrośli na turańszczyźnie Rosjanie byli mniej patriotyczni od Francuzów. Naród rosyjski nie posiadał głów koronowanych ukształtowanych na rzymskich zasadach, na zdobyczach cywilizacji łacińskiej. Dlatego też, najpierw nihilizm Nieczajewa, a później bolszewizm Lenina, mogły się jedynie tam przyjąć. Pomimo wielu starań, łaciński Zachód oparł się nihilistom i bolszewikom. Turańska Rosja nie była w stanie tego uczynić i została pochłonięta. Do głosu doszło żydostwo pochodzenia niemieckiego, które utworzyło czerwoną arystokrację. Bolszewizm, ze swoim socjalizmem państwowym, popartym przez interbankierów, poszedł śladami Babeufa. Bolszewicy realizowali plany jakobinów punkt po punkcie. Pięcioramienna gwiazda , symbol syjonizmu, była na czapkach bolszewików od początków rewolucji. ([17] str. 41).

Faktem jest, że bardzo duża część społeczeństwa rosyjskiego wychowana i ukształtowana na turańszczyźnie dała się z czasem  łatwo zmanipulować i omamić bolszewickiej propagandzie, dlatego też tak duże początkowe poparcie „mas” dla głoszonych przez nich haseł. Także sporo dawnych carskich oficerów przesło na stronę bolszewików. Wszystko to razem wpłynęło na pozniejsze ostateczne zwycięstwo „Czerwonych” .

Prof. Antony C. Sutton poświęcił problemowi finansowania rewolucji bolszewickiej w Rosji przez elity bankierskie z Wall Street swoją  pracę zatytułowaną „Wall Street and the Bolshevik Revolution„. Powstała ona w oparciu o liczne dokumenty rządowe i inne źródła, znajdujące się między innymi w archiwach Departamentu Stanu USA. Badania Suttona pozwalają obalić także inną legendę mówiącą o tym, że Rosja 1917 roku była krajem bardzo zacofanym, co miało być  jednym z decydujących czynników warunkujących wybuch rewolucji właśnie w tym kraju. Okazuje się, że już wówczas funkcjonowały  setki średnich i wielkich przedsiębiorstw przemysłowych wokół Moskwy, Petersburga, Niżnego Nowogrodu, Samary czy Omska. Istotną rolę w gospodarce rosyjskiej odgrywały także ogromne bogactwa naturalne. Dla przykładu można podać, iż w 1900 r. pola naftowe Baku wydobywały więcej ropy naftowej niż Stany Zjednoczone, a w 1901 r. więcej niż połowę całego światowego wydobycia ([2] str. 149). Zaczęła się także pojawiać zaawansowana technologia w takich dziedzinach jak: lotnictwo, produkcja samochodów, chemia przemysłowa, kolejnictwo i budowa portów morskich. Wszystko to zostało przerwane przez wybuch rewolucji. Kadry fachowców zaczęły uchodzić za granicę, brakowało wykwalifikowanej siły roboczej, masowo zamykano zakłady przemysłowe. W przededniu 1920 roku gospodarka nie osiągnęła w niektórych dziedzinach nawet jednej czwartej swojej aktywności z roku 1917  ([3] str. 124). Tak więc rewolucja bolszewicka 1917 roku nie była spowodowana wyłącznie spontanicznym wybuchem niezadowolenia „mas”. W świetle przedstawionych dalej faktów można się raczej skłaniać to przypuszczenia, iż  została ona przeprowadzona według wcześniejszych wytycznych  międzynarodowej  finansjery. Choć z pozoru wyglądało to na paradoks, że w czasie rewolucji bolszewickiej niektórzy z najbogatszych i najbardziej wpływowych ludzi na świecie finansowali ruch  występujący otwarcie (przynajmniej oficjalnie) na rzecz likwidacji wielkich fortun osobistych, to  jak słusznie zauważył Garry Allen [6] str. 165):

„Jedynym logicznym  krokiem jest uznać, że jeżeli finansowali oni komunizm, nie bojąc się go, to musiało tak być dlatego, że go kontrolowali. Czyż może być inne sensowne wyjaśnienie?”

Okazuje się, że tak było w istocie, jak pisze Romuald Gładkowski ([4] str. 32):

„Pierwsze poufne spotkanie w który ustalono dyrektywy dotyczące sposobu rozegrania rewolucji bolszewickiej, rewolucji, która wstrząśnie światem, odbyło się 14 lutego 1916 roku w Nowym Jorku. Wzięły w nim udział 62 osoby, z których aż 50 było weteranami rewolucji z 1905 roku. Śmiało można powiedzieć, że inżynierami rewolucji bolszewickiej  z   1917 roku byli: Jakub H.Schiff,  Felix Warburg, Otto H. Kahn, M.L.Schiff, Max Breitung, Isaac Seligman, M.Guggenheim oraz Kuhn, Loeb & Co.  Wiosną 1917 roku Jakub H.Schiff rozpoczął rozpoczął hojniej finansować Leivę Bronsteina-Trockiego. Jego inwestycja w rewolucję bolszewicką miała osiągnąć zawrotną sumę około 20 milionów dolarów.”

Tenże Jakub Schiff po zdetronizowaniu Romanowych wysłał w dniu 19 marca 1917 r. następującą depeszę do ministra spraw zagranicznych Miliukowa ([5] str. 384):

„Niech pan pozwoli, że jako nieprzejednany wróg tyrańskiej autokracji, prześladującej bezlitośnie mych współwyznawców, złożę powinszowania za pańskim pośrednictwem ludowi rosyjskiemu z powodu czynu, którego dokonał tak wspaniale i życzenia pańskim kolegom z nowego rządu i panu, byście mieli pełne powodzenie w wielkim zadaniu, któregoście się podjęli z takim patriotyzmem. Niech was Bóg błogosławi.”

Jest to przykład wielkiego zakłamania i hipokryzji, gdyż już w kwietniu 1917 r. J.Schiff złożył publiczne oświadczenie, że rewolucja powiodła się dzięki jego finansowemu poparciu. Ponadto w tym samym czasie zaczął on finansowanie Trockiego.   Według „New York Journal-American”  z  3 lutego 1949 r. wnuk Jakuba Schiffa, John Schiff, oceniał, że  jego dziadek „utopił” około 20 milionów dolarów na rzecz ostatecznego triumfu bolszewików w Rosji ([6] str. 164). Należy  pamiętać, że wartość  dolara była wówczas o  wiele większa niż obecnie. W przeliczeniu na dzisiejsze pieniądze suma ówczesnych 20 milionów dolarów odpowiadałaby mniej więcej jednemu miliardowi dolarów w dniu dzisiejszym. Tak więc przy  analizowaniu podawanych w poniższym artykule dolarowych sum należy pomnożyć każdą z nich przez około 50 aby uzyskać choćby przybliżone odniesienie do czasów obecnych. Na marginesie można  również przypomnieć, że Jakub Schiff podpisywał  depeszę do prezydenta USA W.Wilsona. zastrzegającą się przeciw oddaniu Polsce Śląska bez plebiscytu ([5] str. 387). Warto zauważyć jeszcze jeden fakt, otóż na początku marca 1917 roku rosyjski rząd liberalny Kiereńskiego-Adlera kazał zwolnić z internowania na Syberii, Stalina i Kamieniewa-Rosenfelda. Przybyli oni do Petersburga 12 marca , Lenin – 3  kwietnia, zaś Trocki z uwagi na czasowe internowanie w kanadyjskim Halifax, na początku maja ([3] str. 96). Nie było to przypadkowe, gdyż jedną z pierwszych decyzji Rządu Tymczasowego było zezwolenie na powrót z zesłania wszystkich więźniów politycznych z Syberii i wygnańców z zagranicy.  To  z pozoru dziwne działanie  rządu Kiereńskiego-Adlera wynikało najprawdopodobniej z tego, że realizował on jedynie powierzone mu wcześniej zadanie, polegające na doprowadzeniu Rosji do stanu rewolucyjnego wrzenia. Wedle opinii Grigorija Aronsona rewolucja lutowa w Rosji była bowiem dziełem rosyjskich lóż masońskich afiliowanych do „Wielkiego Wschodu Francji”, co po latach potwierdził również sam Kiereński. Przewodnikiem duchowym Aleksandra Kiereńskiego był mistrz loży B’nai B’rith na Rosję – Sliozberg, a sam  Kiereński był masonem 32° w Obrządku Szkockim ([17] str. 40). Co więcej zdaniem Aronsona wszyscy członkowie Rządu Tymczasowego byli masonami ([9] str. 6).  W wyniku  tej tragicznej w skutkach  decyzji, z Syberii sprowadzono 80 000 ludzi, zaś ze Szwajcarii, Francji, Skandynawii, USA, Argentyny i innych krajów dalsze 10 000. W sumie w okresie od od kwietnia do lipca 1917 r. przybyło do Rosji 90 000 ludzi, w większości o sympatiach lewicowych. Jak pisze Frank L.Britton ([8] str. 43):

„Te 90 000 uchodźców stanowiło serce zbliżającej się bolszewickiej rewolucji. Prawie wszyscy byli zawodowymi rewolucjonistami i z małymi wyjątkami byli również Żydami . Stalin Swierdłow i Zinowiew byli między zesłańcami z Syberii, Lenin, Martow, Radek i Kamieniew powrócili ze Szwajcarii. Trocki powrócił z setką swoich żydowskich  braci z East Side w Nowym Jorku. Wszyscy oni byli spadkobiercami rewolucji. Do ich powrotu rewolucja była kierowana przez podrzędnych przywódców. Teraz powróciła elita!”

Do tego dochodziło poparcie ze strony dużej części małomiasteczkowych Żydów w Rosji szacowanych na 1.5 milona , którzy w nadchodzącej rewolucji widzieli wypełnienie się czasów mesjańskich.  Tak więc dzięki różnym zakulisowym działaniom, niemal w jednym czasie różne grupy zawodowych rewolucjonistów  zostały przerzucone do Petersburga celem rozpoczęcia i pokierowania przebiegiem wcześniej  zaplanowanej rewolucji. Wśród nich największą rolę odegrały grupy Lenina i Trockiego, za których plecami działał   Izrael Lazarewicz Gelfond , występujący pod pseudonimem „Parvus”. Ten fanatyczny zwolennik marksistowskiej rewolucji permanentnej i jednocześnie „geszefciarz na skalę międzynarodową” był głównym pośrednikiem między rządem niemieckim i grupą zawodowych rewolucjonistów. Przygotowania do wybuchu rewolucji bolszewickiej były wcześniej doskonale znane, między innymi rządom USA i Wielkiej Brytanii. Przykładowo rząd brytyjski wezwał swoich obywateli do opuszczenia Rosji na ponad sześć tygodni przed jej wybuchem. Z kolei liczne raporty Departamentu Stanu USA wskazywały wyraźnie na coraz słabszą pozycję rządu Kiereńskiego i coraz intensywniejsze  przygotowania bolszewików do przejęcia władzy. 28 listopada 1917 r. prezydent USA W.Wilson wydał polecenie, aby nie ingerować w rewolucję bolszewicką. Tym niemniej   15 lutego 1918 r. zalecono ambasadorowi USA w Petersburgu utrzymywanie poufnych kontaktów z władzami bolszewickimi. O przychylne przyjęcie nowopowstałego państwa bolszewickiego stale zabiegał doradca i „alter ego” prezydenta W.Wilsona, pułkownik Mandel-House /własciwe nazwisko Mendel-Hans/   ([1] str. 45).

Trocki i Lenin wracają do Rosji w celu zakończenia rewolucji

W sierpniu 1914 roku znany zawodowy rewolucjonista i jednocześnie członek loży masońskiej Wielki Wschód ([15] str. 96) , Leiva Brontstein, który występował pod pseudonimem   „Leon Trocki”,  został wydalony z Berlina. We wrześniu 1916 roku na hiszpańską granicę odwieźli go Francuzi. ([4] str. 33). Wkrótce potem posiedział chwilę w hiszpańskim więzieniu, nawiasem mówiąc  w bardzo wygodnych warunkach. Ostatecznie 13 stycznia 1917 roku,  na pokładzie parowca Monserrat, przypłynął wraz ze swoją rodziną do Nowego Jorku. Wkrótce po przybyciu do Stanów Zjednoczonych podjął pracę w nowojorskim „Nowym Mirze” – rosyjskojęzycznej gadzinówce socjalistycznej.  Istnieje kilka wersji na temat jego ówczesnych  dochodów. Jak wspomina sam Trocki w „Moim życiu”  między styczniem a marcem 1917 roku dostał on 310 dolarów od swoich współpracowników, które przekazał dalej pięciu wynędzniałym emigrantom, którzy wracali do Rosji. Mówi się też o tygodniowych zarobkach Trockiego wynikających z jego pracy w „Nowym Mirze” w wysokości 12 dolarów na tydzień, do czego miały dochodzić skromne środki uzyskiwane z wykładów. Trocki przebywał w Nowym Jorku przez trzy miesiące – od stycznia do marca 1917 roku – co w sumie dawałoby oficjalny dochód w wysokości 244 dolarów  ([1] str. 22). Okazuje się jednak, że jego wydatki przekraczały i to znacznie tą sumę. Wcześniej Trocki podróżował przecież z  rodziną przez Europę, opłacił miejsce w wygodnej celi podczas swojego aresztu w Hiszpanii, a potem podróż do USA. W czasie swojego pobytu w Nowym Jorku   zajmował wraz z rodziną wspaniały apartament, opłacony na trzy miesiące z góry,  z telefonem i lodówką (wtedy niezwykłą rzadkością) i jeździł po mieście limuzyną z własnym szoferem, a w marcu 1917 roku wywiózł z USA 10 000 dolarów w złocie „kieszonkowego”([1] str. 23). Co ciekawe ten rewolucjonista-egalitarysta nie dopuszczał by jego własny szofer jadał posiłki z jego rodziną. Wymienione fakty wskazują jednoznacznie, że Trocki musiał mieć bardzo bogatych i wpływowych opiekunów. W swoich wystąpieniach Trocki wcale nie ukrywał swoich prawdziwych celów. W czasie jednego ze swych  wystąpień w pomieszczeniach redakcji „Nowego Miru”  podkreślał on, że nowy rząd liberalny  Kiereńskiego-Adlera „nie reprezentuje celów rewolucyjnych, i będzie miał krótki żywot, aby ustąpić miejsca tym, którzy rzeczywiście zdemokratyzują Rosję.”  Z kolei  na zgromadzeniu publicznym w parku Harlem River powiedział, że: „Jutro wracam do Rosji, aby obalić tam rząd tymczasowy i aby przerwać wojnę przeciw Niemcom …”  ([3] str. 89). Jak się wkrótce okazało jego zapowiedzi  zaczęły się spełniać. W dniu 26 marca 1917 roku Trocki  zaopatrzony dzięki interwencji  prezydenta USA Woodrow Wilsona, w amerykański paszport opuścił Nowy Jork na pokładzie statku „Kristianiafjord” wraz z grupą 265 zawodowych rewolucjonistów, z których  zdecydowana większość pochodziła z dzielnicy Lower East Side w Nowym Jorku   ([4] str. 34). Wśród osób towarzyszących Trockiemu w tej podróży byli między innymi amerykański komunista Lincoln Steffens, Leiba Fiszelew i przyjaciel prezydenta Wilsona, Charles R. Crane, który w latach 1890 i 1930 nie mniej niż 23 razy przebywał w Rosji. Według opinii Williama Dodda, byłego ambasadora USA w Niemczech, tenże Crane „zrobił wiele dla rewolucji Kiereńskiego, która utorowała drogę komunizmowi” ([1] str. 26). Jak zauważył Sutton, Trocki został zaopatrzony w paszport amerykański z wizą tranzytową brytyjską i wizą wjazdową do Rosji, zresztą ku późniejszemu zdumieniu poselstwa amerykańskiego w Sztokholmie. Można więc stwierdzić, że  prezydent W.Wilson był tym, który pośrednio  „umożliwił Trockiemu wjazd do Rosji z amerykańskim paszportem”  ([1] str. 25). Po zawinięciu statku „Kristianiafjord” do Halifaxu, Kanadyjczycy aresztują Trockiego  3 kwietnia 1917 r. jako „niemieckiego więźnia wojennego”. Kanada była bowiem w stanie wojny z Niemcami, a skoro Trocki obiecywał, że drogą rewolucji obali legalny rząd w Rosji i zawrze z Niemcami pokój, więc potraktowano to również jako zagrożenie  dla własnego kraju. Wraz z Trockim zatrzymano jego żonę, dwóch synów oraz pięciu innych rewolucjonistów.  Ich nazwiska zachowały się w ówczesnych kanadyjskich dokumentach (zostały one tam podane w pisowni angielskiej): Nickita Muchin, Leiba Fisheleff, Konstantin Romanchanco, Gregor Teheodnovski, Gerchon Melintchansky, Leon Bronstein Trotsky ([1] str. 25).  Wkrótce jednak na skutek interwencji Departamentu Stanu USA  ([1] str. 34) i innych nacisków, Kanadyjczycy byli zmuszeni puścić Trockiego wolno, dzięki czemu mógł on  bez przeszkód kontynuować swoją dalszą podróż do Rosji. Miał w tym też spory udział  najbliższy doradca Białego Domu, pułkownik Mandel House (Mendel-Hans), Żyd, mason  i iluminat oraz „szara eminencja” prezydenta USA W.Wilsona ([6] str. 161). Wielką kampanię na rzecz uwolnienia Trockiego prowadził także Robert M.Coulter, liberał i mason w jednej osobie, będący  od roku 1897 ministrem poczty kanadyjskiej ([1] str. 31). Ponadto należy pamiętać, iż osobistym opiekunem Trockiego był z nim podróżujący  L.Steffens, który utrzymywał stały kontakt między prezydentem  W.Wilsonem, Ch.R.Crane oraz Trockim, co też  ułatwiło całą sprawę.  Tak więc  rewolucjoniści Trockiego mogli już bez przeszkód połączyć się z grupą Lenina by wspólnie pokierować rewolucją bolszewicką w Rosji. Warto jeszcze wspomnieć o jednym fakcie.  Przy zatrzymanym Trockim władze kanadyjskie znalazły 10 000 dolarów w złocie, których bezpośrednie pochodzenie nie jest całkiem jasne. Istnieje tutaj kilka możliwości. Przed swoim wyjazdem ze Stanów Zjednoczonych  otrzymał on 500 000 funtów szterlingów od madame Fels z domu Rothschild, żony znanego producenta mydła, miliardera i lidera ruchu komunistycznego w USA, Józefa Felsa. Później, na pamiątkę tego wsparcia syn Felsów był  gorąco przyjmowany w Związku Radzieckim, gdy przebywał tam od 1931 do 1932 roku ([3] str. 97-98).  Co więcej gdy wcześniej, bo w 1907 roku, Lenin zorganizował w Londynie zjazd bolszewików, koszta tego zjazdu pokrył również Józef Fels  ([4] str. 23). Wiadomo też, że na wiosnę 1917 r.  Trocki zaczyna być finansowany przez przez Jakuba Schiffa z „Kuhn, Loeb & Co.” , a później także za pośrednictwem Maxa Warburga w Hamburgu i Olofa Aschberga z banku „Nya Banken” ze Sztokholmu ([7] str. 141). Istnieją też  ściśle rodzinne jego powiązania  z interbankierami, które mogły dodatkowo ułatwić przekazywanie funduszy. Trocki był  ożeniony  z córką    Abrahama Giwatowco (Jivotowski), który początkowo posiadał  swój prywatny bank w Kijowie, a po wybuchu rewolucji przeniósł się Sztokholmu i tam kontynuował prowadzenie swoich interesów. ([1] str. 37). Jak widać możliwości pochodzenia owych 10 000 dolarów jest wiele, co nie zmienia faktu, że  zarówno Trocki jak i inni zawodowi rewolucjoniści nigdy nie mogli narzekać na brak środków finansowych.

Drugim obok USA inkubatorem zawodowych rewolucjonistów była Szwajcaria. Choć wiosna 1917 r. była ustaloną porą ich powrotu do Rosji, to z powodu wojny miedzy Niemcami a Rosją nie było to łatwe.  Jednak mieli oni dobrych opiekunów w rządzie niemieckim i w sferach bezpośrednio z nim związanych w  osobach: Theobalda  Hollweg-Bethmana (potomka znanej frankfurckiej rodziny bankierskiej), Artura Zimmermanna, Izraela Lazarewicza Gelfonda-Parvusa, Jakuba Furstenberg-Ganeckiego, oraz znanego bankiera  Maxa Warburga.  W  kwietniu 1917 r.  grupa 32 rewolucjonistów z Leninem na czele wyruszyła z Berna, by poprzez Niemcy, Szwecję i Finlandię przedostać się do Rosji. W grupie tej poza Leninem znajdowali się miedzy innymi: Krupska, Zinowiew-Apfelbaum, Sokolnikow, Radek-Sobelson   ([1] str. 39). Dotarli oni do Petersburga w nocy 16 kwietnia 1917 r  ([10] str. 41). Kilka miesięcy później ich śladem  przybyła  kolejna grupa prawie 200 rewolucjonistów  z Martowem-Cederbaumem i Akselrodem ([1] str. 42). Zdaniem niektórych autorów to właśnie Gelfond zasugerował Ludendorfowi i niemieckiemu kanclerzowi T.Hollweg-Bethmanowi, że Lenin powinien zostać wysłany z powrotem do Rosji w zaplombowanym wagonie  ([11] str. 277). Uważają też oni,  iż  Gelfond-Parvus był drugim, po  Marksie, inspiratorem Lenina.  Tak między innymi podsumował jego rolę  M.A. Landau w swojej książce „Lenin” ([11] str. 276):

„To nie Lenin był tym który zapoczątkował rewolucyjną ideę rad, która prawie zdobyła świat, ale Parvus,  Parvus Sułtana i Wilhelma II, Parvus spekulant, który dorobił się na wojnie, Parvus, który stworzył słynną teorię, że z socjalistycznego punktu widzenia Niemcy mają prawo do zwycięstwa, ponieważ posiadają najsilniejszy proletariat i najbardziej rozwinięty  przemysł”

W drugiej połowie XIX wieku Gelfond działał  w rewolucyjnych kręgach w Odessie. W 1886 roku wyjechał za granicę, zapałał nagłą sympatią do Niemiec i został członkiem Niemieckiej Partii Socjal-Demokratycznej. Później brał on udział u boku Trockiego  w nieudanej rewolucji 1905 r. i wraz z nim redagował broszurę „Permanentna rewolucja”. Gelfond znał praktycznie wszystkich przywódców środowiska rewolucyjnego, a ponadto wdał się w robienie różnych podejrzanych interesów  w Kopenhadze, Sztokholmie, Konstantynopolu i w Sofii, zarabiając na tym ogromne pieniądze. Istnieje nawet przypuszczenie, że był on emisariuszem  tajnych towarzystw, będących spadkobiercami Iluminatów Weishaupta ([11] str. 277). W kilka miesięcy po wybuchu wojny 1914 r. Gelfond poprosił o audiencję u ambasadora niemieckiego w Konstantynopolu, deklarując się jako „socjalista” i jednocześnie „niemiecki patriota”, gotów świadczyć swe usługi. Po tym został przyjęty w Berlinie przez wysokiego urzędnika niemieckiego sztabu generalnego, Riezlera. Wkrótce poprzez niemieckiego ambasadora w Kopanhadze, Gelfond przedstawił na piśmie swój plan dotyczący rewolucji w Rosji.  Zakładał on między innymi: sparaliżowanie rosyjskich transportów kierowanych w stronę frontu, ożywienie separatyzmów narodowych na Ukrainie i Kaukazie, zainicjowanie tworzenia komitetów rewolucyjnych i dostarczenie środków umożliwiających zarówno podjęcie kontaktów ze środowiskami rewolucyjnymi  Odessy i Nikołajewa jak też pomoc socjaldemokratom i rewolucjonistom w takich krajach jak Szwajcaria, Włochy, Dania i Szwecja.  Jak podsumował niemiecki ambasador w Kopenhadze: „Gelfond ocenia, że potrzeba około 20 milionów rubli, aby zorganizować całkowicie rewolucję w Rosji.” ([3] str. 85-86). Plan został zaakceptowany  a Gelfond stał   głównym architektem polityki Berlina na wschodnim froncie, od chwili gdy zapadła decyzja likwidacji wschodniego frontu, za pomocą rewolucji w Rosji. W marcu 1915 roku  otrzymał on od bankierów rezydujących w Niemczech pierwszą kwotę 500 000 marek, żądając by koszty następnych  obciążały rząd niemiecki. Oczywiście nie działał on sam. Następnym w hierarchii był Jakub  Furstenberg-Ganecki, pełniący rolę pośrednika  między Gelfondem a rządem niemieckim. Ganecki miał w swoim otoczeniu dalszych współpracowników, między innymi swoją krewną Eugenię Sumenson, adwokata z Petersburga M.Kozłowskiego, K.Moora i W.Worowskiego. Okazuje się, że Lenin otrzymywał od grupy Gelfonda wielokrotnie stałe wpłaty  i to już  podczas swojej podróży powrotnej do Petersburga poprzez Niemcy i Szwecję. Przykładowo w jednym ze swoich listów potwierdza odbiór 2000 rubli przekazanych przez Kozłowskiego.  Po pierwszym nieudanym zamachu stanu  w lipcu 1917 r. , gdy Lenin ukrywał się na przedmieściach Petersburga, a potem  przy granicy fińskiej, Rząd Tymczasowy   opublikował wiele z tych przechwyconych listów, oskarżając go o zdradę stanu jako agenta niemieckiego finansowanego przez Niemcy ([3] str. 91). Lenin usiłował się tego wyprzeć jednak czynił to bardzo nieudolnie. Przykładowo oświadczył on, że ledwie zna Furstenberg-Ganeckiego, choć zrobił go przecież swoim sekretarzem do spraw handlu zagranicznego. Dopiero pucz bolszewicki w pażdzierniku 1917, uratował ukrywającego się przed sądem Lenina. Jak pisze Pierre de Villemarest  ([3] str. 91):
„Ten Lenin z lata 1917 roku, po swej pierwszej porażce, jest bardzo różny od swej legendy. Drżący ze strachu, zgolił brodę i niezręcznymi liścikami groził swoim oskarżycielom. Nie jest człowiekiem do walki na barykadach. To dobre dla proletariatu. Jego „geniusz” jest tylko sprytem zmieniającym na taktykę i strategię machinacje i ambicje zasłaniające się doktryną – pretekstem. Rewolucja jego i towarzyszy zawdzięcza wszystko imperialistom i kapitalistom …”

Mimo chwilowych trudności nie brakuje mu środków finansowych. I tak przykładowo w grudniu 1917 roku uszczuplone konta Lenina i Trockiego zostają wzbogacone o  15 milionów marek, a  „niemieckie pieniądze”  będą płynąć ciągle  do Petersburga i Moskwy aż do lata 1918 roku ([3] str. 91). Jednak jak się później okaże banki znajdujące się na terenie Niemiec stanowiły w większości przypadków  tylko jeden z kanałów przerzutowych gotówki przekazywanej przez międzynarodową finansjerę.  O tym jak Niemiecki Sztab Generalny  i  Bank Rzeszy troszczyli się w tym okresie o bolszewików świadczyć może chociażby treść kilku przykładowych  dokumentów przedstawionych poniżej ([13] str. 8):

Polecenie Banku Rzeszy z dnia 2 marca 1917 r. do reprezentantów wszystkich niemieckich banków w Szwecji:

„Podajemy niniejszym do wiadomości, że drogą przez Finlandię przyjdą żądania pieniądza na cele propagandy pokojowej w Rosji. Wyjdą one od osób następujących: Lenin, Zinowiew, Kamieniew, Trocki, Sumenson, Kozłowski, Kołłontaj i Merkalin, dla których otwarto rachunki z naszym poleceniem nr 275, w agencjach prywatnych przedsiębiorstw niemieckich w Szwecji, Norwegii i Szwajcarii. Wszystkie te żądania powinny mieć jeden z następujących podpisów: Distrachu lub Milkenberg. Żądanie zaopatrzone jednym z tych podpisów, winno być spełnione bez zwłoki.

Niemieckie Biuro Wywiadowcze w sprawie składu Komitetu Wykonawczego Sowietów:

12 stycznia 1918 r.

Do Komisarza Spraw Zagranicznych

Na polecenie miejscowego oddziału Niemieckiego Sztabu Generalnego, oddział wykonawczy podał nazwiska i charakterystyki głównych kandydatów do ponownego wyboru na członków do Centralnego Komitetu Wykonawczego. Sztab Generalny poleca nam domagać się ponownego wyboru następujących osób: Trocki, Lenin, Zinowiew, Kamieniew, Joffe, Swierdłow, Łunaczarski, Kołłontaj, Fabricius, Martow, Stiekłow, Goldman, Frunze, Lander, Milk, Preobrażeński, Sollers, Studer, Goldberg, Afanasow, Wołodarski, Raskolnikow, Stuchka, Peters i Neubut. Proszę poinformować przewodniczącego Rady, o życzeniu Sztabu Generalnego.

Naczelnik Biura: Agasfer (pseudonim mjr Luberta)

Adiutant: Heinrich.

Bank Rzeszy nr 2

(bardzo poufne!)

8 stycznia 1918 r.

Do Komisarza Ludowego Spraw Zagranicznych

Otrzymałem dzisiaj wiadomość ze Sztokholmu, że przesłano 50 milionów rubli w złocie do dyspozycji przedstawicieli Komisarzy Ludowych. Kredytu tego udzielono rządowi rosyjskiemu w tym celu, by pokryć koszty utrzymania Czerwonych Gwardii i agitatorów w kraju. Rząd cesarski uważa za rzecz odpowiednią przypomnienie Radzie Komisarzy Ludowych, konieczność wzmożenia jej propagandy w kraju, gdyż wrogie dla obecnego rządu stanowisko w południowej Rosji i Syberii, niepokoi rząd cesarski. Jest bardzo ważnym, by wszędzie wysyłać doświadczonych ludzi w celu umocnienia jednolitego rządu.

Przedstawiciel Banku Rzeszy:

G. von Schanz

Kontrwywiadowcze Biuro Głównej Kwatery Wojennej 16 stycznia 1918 r.

Do Rady Komisarzy Ludowych:

Podaję do wiadomości Rady Komisarzy Ludowych, że osobistym zezwoleniem Najwyższego Wodza, przeszło przez nasz  front 10 oficerów niemieckich i 250 podoficerów – którzy udali się na nasze wewnętrzne fronty – część oficerów niemieckich udała się na front doński, część na front przeciw Dutowi, część do Syberii wschodniej i Transbajkału  (…)

Interbankierzy wspierają rewolucję

Jak przypomniał A.C.Sutton w latach 1900-1914 wysuwają się na czoło w Ameryce i na świecie dwie potęgi finansowe: Rockefellerów i Morganów. Rockefellerowie  poczynając od swego imperium naftowego „Sandard Oil”, przejmują kontrolę nad rynkami miedzi , stali , tytoniu oraz centrów bankowych, w szczególności „National City Bank” i „U.S. Trust Company” jak też jedno z największych przedsiębiorstw ubezpieczeniowych na świecie „Equitable Life and Mutual ” w Nowym Jorku ([3] str. 65). Z kolei Morganowie rządzą przemysłem stoczniowym, elektrycznością, kauczukiem, jak również centrami bankowymi – „National Bank of Commerce” i „Chase National Bank” oraz firmami ubezpieczeniowymi. Klejnotami ich fortuny są „General Electric” oraz „Guaranty Trust Company”. Z grupą Morgana jest także zrzeszona poprzez „American International Corporation” (AIC)  firma Kuhn, Loeb & Co. ([3] str. 123). Oprócz dwóch wymienionych potęg finansowych dużą rolę odgrywa dynastia bankierska Warburgów, reprezentowana przez trzech braci. Jeden z nich, Paul Moritz Warburg, zostaje wysłany w 1907 r. z Niemiec do Stanów Zjednoczonych.  Żeniąc się ze szwagierką Jakuba Schiffa staje się wspólnikiem w najpotężniejszej firmie bankowej Ameryki „Kuhn, Loeb & Co”.  Kilka lat później  Paul M.Warburg  zostaje jednym z administratorów scentralizowanego, prywatnego systemu bankowego w USA znanego pod nazwą Federal Reserve System, będąc  jednocześnie udziałowcem lub dyrektorem takich firm jak: Western Union, Westinghouse, Wells Fargo, Union Pacific, Baltimore and Ohio, Kuhn, Loeb & Co, American I.G. Chemical Co. (I.G. Farben), Ansco Corp, National Railways of Mexico, International Acceptance Bank, Westinghouse Acceptance Co., Warburg Company of Amsterdam  i wielu innych. Nie darmo więc senator Robert L.Owen zarzucił P.M.Warburgowi, że ten był amerykańskim przedstawicielem klanu Rothschildów. Drugi z braci, Max Warburg pozostaje w Niemczech  by zarządzać rodzinnym bankiem „Max Warburg & Co” w Hamburgu, będąc także w ścisłych związkach z „Kuhn, Loeb & Co”.  Później będzie on też ekspertem finansowym niemieckiej delegacji na konferencji pokojowej w Paryżu w 1919 r. ([12] str. 100).  Trzeci z braci – Felix żeni się z córką Jakuba Schiffa – Fredą, zostając również członkiem  „Kuhn, Loeb & Co”.  Wedle niektórych ocen Warburgowie  wraz z Jakubem Schiffem z „Kuhn, Loeb & Co.”  tworzyli  finansową grupę, która aż do wydania wojny przez Amerykę, to jest do kwietnia 1917 r., była „najpotężniejszym łącznikiem między politycznymi sferami Berlina i Waszyngtonu. Ten potężny syndykat działał najenergiczniej przeciwko Entencie między 1914 a 1917 rokiem”. ([14] str. 97). Wprawdzie zgodnie z obowiązującym prawem międzynarodowym kraje neutralne takie jak USA (do kwietnia 1917 r.) nie mogły formalnie udzielać pożyczek dla walczących stron, to  jak wskazują dokumenty Departamentu Stanu USA  zarówno „National City Bank” , kontrolowany przez Rockefellera i Stilmana, jak i „Guranty Trust”, kontrolowany przez Morgana, zwiększyły je już wtedy w sposób znaczący ([1] str. 53).  Międzynarodowi bankierzy pragnęli bowiem utrzymać Rosję w stanie wojny z Niemcami, aby ją osłabić do tego stopnia, by po zakończeniu wojny ogromny rosyjski rynek wpadł w ręce intermonopoli. Realizując własną politykę neokolonialną popierali oni walczące strony, postępując dokładnie tak  jak niegdyś zalecał Adam Weishaupt.  Jak się szacuje, zanim Amerykanie wysłali swoje oddziały wojskowe do Europy, banki z USA udzieliły pożyczek na sumę 2500  milionów dolarów aliantom i „tylko” 45 milionów Niemcom, co  prawdopodobnie w dużym stopniu  przesądziło o wyniku wojny ([7] str. 138). Niektóre szczegółowe dane na temat pożyczek udzielanych wówczas Niemcom zostały w 1919 r. przedstawione przez amerykański wywiad  senackiej komisji Overmana. Opierały się one  na zeznaniach Karla Heynena, który w 1915 r. przebył do USA, gdzie asystował  dr. Albertowi w negocjacjach finansowych prowadzonych na rzecz rządu niemieckiego  Pierwsza pożyczka w wysokości 400 000 dolarów miała  miejsce we wrześniu 1914 r. i została udzielona przez „Kuhn, Loeb & Co”.  Równolegle 25 milionów marek zostało zdeponowanych  przez Maxa Warburga w Hamburgu, który był również powiązany finansowo z „Kuhn, Loeb & Co” . Wedle opinii wyrażonej przez Karla Heynena firma „Kuhn, Loeb & Co” była uważana  za „naturalnych bankierów  rządu niemieckiego i Reichsbanku”.  Druga pożyczka w wysokości 1,3 miliona dolarów została przekazana przez Johna Simona, agenta „Suedeutsche Diskonto-Gesellschaft”, na zabezpieczenie niemieckich czarterów morskich. Trzecia w wysokości 3 milionów dolarów pochodziła z „Chase National Bank” J.P.Morgana, zaś czwarta w wysokości 1 miliona dolarów z „Mechanics and Metals National Bank” ([1] str. 64).  Co ciekawe fundusze te służyły też w części do finansowania szpiegostwa niemieckiego, szczególnie  na terenie USA i Meksyku, pod przykrywką spółki handlowej „Amsinck & Co”, która była zależna finansowo od „Guaranty Trust Company” Morgana. Odpowiedzialnym za te siatki szpiegowskie był Franz von Papen, przyszły niemiecki kanclerz  ([3] str. 75). Firma „Guaranty Trust Company” odegrała też kluczową rolę w zakamuflowanych operacjach finansowych, dzięki którym  „Deutsche Bank” poprzez swoje filie w Ameryce Południowej, uzyskał środki w wysokości prawie 5 milionów funtów ([1] str. 66). Jak już wspomniano wcześniej interbankierzy równolegle wspierali także drugą stronę.  W negocjowaniu  pożyczek dla carskiej  Rosji brał między innymi udział  Olof Aschberg, który  jak się później okazało  nagle „zmienił front” i zaopiekował się finansami bolszewickimi.  Aschberg był właścicielem założonego w 1912 roku  „Nya Banken” w Sztokholmie. Był on także pośrednikiem w interesach prowadzonych przed i po rewolucji przez „Guaranty Trust Co.” Morgana na terenie  Rosji ([1] str. 170). W lecie 1916 roku Aschberg przebywał  w Nowym Jorku, reprezentując zarówno „Nya Banken” jak i carskiego ministra finansów Pierre Barka, w celu uzyskania 50 milionów dolarów pożyczki dla Rosji ([1] str. 58).  W czasie gdy owe pożyczki były rozpisywane w Nowym Jorku „Nya Banken” pośredniczył w przekazywaniu funduszy pomiędzy rządem niemieckim a bolszewikami.  Poświadczają to zarówno zachowane dokumenty  jak i korespondencja w postaci  29 telegramów przesyłanych pomiędzy Sztokholmem i Petersburgiem, które dotyczą finansowania bolszewików. Telegramy oznaczone numerami 10 i 11 informują między innymi o transferach środków finansowych z wykorzystaniem „Nya Banken” w Sztokholmie zaś telegram nr 14, „Banku Rosyjsko Azjatyckiego” w Petersburgu, wskazując jednocześnie na osoby bezpośrednio odpowiedzialne za nadzór nad powyższymi operacjami.  Są  nimi znani już z wcześniejszego omówienia bliscy współpracownicy Gelfonda-Parvusa: Jakub  Furstenberg-Ganecki i jego krewna Eugenia Sumenson. Jak konkluduje Michael Futrell w swojej pracy „Northern Underground” , Eugenia Sumenson otrzymała od Ganeckiego, poprzez „Nya Banken” w ciągu zaledwie kilku miesięcy prawie milion rubli  ([1] str. 59). Inny dokument wskazuje jak w wyniku działań grupy w skład której wchodzili: Gelfond-Parvus, Furstenberg-Ganecki  (Sztokholm) oraz M.Kozłowski i E.Sumenson (Petersburg), przekazano na rzecz zawodowych rewolucjonistów fundusze rzędu dwóch milionów rubli z Berlina, poprzez „Diskonto-Gesellschaft”, do Sztokholmu, a następnie do „Banku Syberyjskiego” w Petersburgu ([1] str. 60).  Jak się okazuję zarówno od „Nya Banken” jak i „Banku Rosyjsko Azjatyckiego” biegną też pewne bezpośrednie nitki do finansjery z Wall Street.  W powiązaniu z Olofem Aschbergiem działał bowiem John McGregor Grant, który w 1917 r był   przedstawicielem „Banku Rosyjsko-Azjatyckiego” poprzez firmę „MacGregor Grant Company” zlokalizowaną w jakże znanych okolicach 120 Broadway w Nowym Jorku. Bank ten był finansowany zarówno przez „Guranty Trust”  Morgana w USA jak i „Nya Bank” w Szwecji ([1] str. 58). Grant działał  jednocześnie jako pełnomocnik  Dymitra Rubensteina , dyrektora byłego „Banku Rosyjsko-Francuskiego” w Petersburgu i osobistego przyjaciela Grigorija Rasputnia. Po wybuchu rewolucji Rubenstein przenosi się do Sztokholmu, działając tam jako agent finansowy bolszewików.  Kolejnym „bolszewickim bankierem”  był szwagier Trockiego-Bronsteina i Kamieniewa-Rosenfelda , Abraham Giwatowco. Posiadał on niegdyś prywatny bank w Kijowie, a  po rewolucji zainstalował się w Sztokholmie. Giwatowco  był  też członkiem syndykatu, w skład którego wchodzili inni jego pobratymcy tacy jak: Denisow z byłego „Banku Syberyjskiego”, Borys Kamenka z „Banku Azowsko-Dońskiego” oraz Dawidow z „Banku Handlu Zagranicznego”.  Innymi bankierami, wspierającymi bolszewików byli: Gregory Lassine, oraz Stifter i Jakub Berlin, działający za pośrednictwem swojego agenta, Izydora Kona ([1] str. 121-122). Postacią wartą wymieniania jest też Gregory Benenson, który miał z bolszewikami umowę dotyczącą wymiany 60 milionów rubli na 1,5 miliona funtów szterlingów  oraz Jakub Rubin.  Ten ostatni jako obywatel amerykański oraz członek partii socjalistycznej i jednocześnie  prezes banku „Rubin Brothers” w Nowym Jorku,  zaoferował swoją pomoc w „utworzeniu rządu sowieckiego” w Odessie   ([1] str. 104).  Jeśli chodzi o dalsze losy „Nya Banken”, to w  1918 roku  alianci wpisali na na „czarną listę” za wspieranie pieniędzmi kajzerowskich Niemiec. Wtedy „Nya Banken”  przekształcił się w „Svensk Ekonomiebolaget”, ale nadal pozostał on pod kontrolą Olofa Aschberga. Z Aschbergiem ściśle współpracowali także: były dyrektor w Siemens-Schukert w Petersburgu – Krassin,   pierwszy minister finansów w bolszewickim rządzie – Karol Furstenberg oraz przedstawiciel  „Guaranty Trust Company” z Nowego Jorku – Max May ([1] str. 57). Gdy w 1922 roku założono pierwszy sowiecki bank pod nazwą „RusKomBank”, kierowanie nim powierzono również Aschbergowi. Jak się przypuszcza stało się tak z powodu jego zażyłej przyjaźni z bolszewickim dygnitarzem Maksymem Litwinowem-Finkelsteinem, który występował też pod nazwiskiem Mayer Moisewicz Wallach. Litwinow był między innymi pierwszym bolszewickim ambasadorem w Wielkiej Brytanii. Za pośrednictwem „RusKomBanku” zapłacił on Wielkiej Brytanii trzy miliony funtów jako rekompensatę za straty jakie firmy brytyjskie poniosły w wyniku bolszewickiej nacjonalizacji. ([4] str. 41). W banku tym znaleźli się szybko byli carscy bankierzy, którzy teraz bez żadnego zakłopotania zaczęli pracować dla bolszewików. Dyrektorem działu zagranicznego „RusKomBanku” został wspomniany już wcześniej Max May z „Guaranty Trust Company”, co pozwoliło  mu reprezentować w tym sowieckim banku interesy  finansjery z Wall Street. W 1924 roku „RusKomBank” zmienił nazwę na „WnieszTorg”, zaś Aschberg, został usunięty ze stanowiska, jak się oficjalnie utrzymuje, z powodu nadużyć finansowych ([1] str. 63). Wiele cennych informacji na temat finansowania rewolucji bolszewickiej,  można także znaleźć w licznych  dokumentach, których przetłumaczone fragmenty były przesyłane do  Departamentu Stanu USA za pośrednictwem amerykańskiego ambasadora w Rosji, Davida R.Francisa. Dla przykładu można wymienić kilka z nich ([12] str. 332):

Dokument nr 1 – datowany na dzień 18 lutego  1914 r.

W dokumencie tym niemiecki rząd cesarski poleca wszystkim niemieckim bankom, które prowadzą interesy za granicą, by ustanowiły swe filie  w miejscowościach Lulea i Haparanda i Valdo na granicy fińskiej oraz w Bergen i w Amsterdamie. Ponadto zarządy instytucji bankowych zostały zobowiązane do zabezpieczenia bardzo bliskich i całkowicie tajnych powiązań z „bankami amerykańskimi i fińskimi”.  Zalecano w tym wypadku „Nya  Banken” w Sztokholmie, bankowe biuro Furstenberga i przedsiębiorstwo handlowe „Waldemar Hansen” z Kopenhagi, jako te firmy, które utrzymują kontakty z Rosją. Jak zauważył ambasador Francis w swoim komentarzu do tego dokumentu, tworzenie tych struktur finansowych rozpoczęło się już w lutym 1914 r., czyli na pięć miesięcy przed rozpoczęciem wojny.

Dokument nr 2 – datowany na dzień 9 czerwca  1914 r.

Podpisany jako „doktor Fisher” i  adresowany do wszystkich przedstawicielstw dyplomatycznych w krajach sąsiadujących z Rosją, Francją, Włochami i Norwegią. Dokument ten informuje o otwarciu specjalnych kredytów przeznaczonych dla dodatkowych potrzeb o charakterze wojskowym we wszystkich oddziałach niemieckich banków  w Szwecji,  Norwegii, Szwajcarii i Stanach Zjednoczonych.

Dokument nr 3 – datowany na dzień 2 listopada 1914 r.

Podpisany jako „Risser”  i  zaadresowany do przedstawicieli „Nya Banken” oraz „Diskonto Gesellschaft” i „Deutsche Bank”.  Informuje on między innymi o fakcie prowadzenia rozmów z upoważnionymi do tego agentami bolszewickimi w osobach Zenzinowa i Łunaczarskiego. Rozmowy te dotyczyły  zaproponowanego przez tych agentów projektu wsparcia finansowego dla propagandy rewolucyjnej, przy czym zleceniodawcy postawili bezwzględny warunek  by owa propaganda dotyczyła sił rosyjskich aktywnych na froncie. W dokumencie tym podkreślono także, że Zenzinow i Łunaczarski byli w kontakcie „Niemieckim Bankiem Imperialnym” poprzez bankierów:  Dymitra Rubensteina, Maxa Warburga i Gelfonda-Parvusa.

Dokument nr 6 – datowany na dzień 18 czerwca 1917 r. w Kopenhadze

Podpisany jako „Svensen”  i  zaadresowany do  niejakiego Ruffnera , informuje  o przekazaniu z  „Diskonto Gesellschaft” sumy 315 000 marek na konto Lenina w Kronsztadzie.

Dokument nr 7 – datowany na dzień 8 września 1917 r. w Sztokholmie

Podpisany jako „Svenson”  i zaadresowany do niejakiego Farsena w   Kronsztadzie, informuje o przekazaniu na żądanie Lenina, „wskazanej w poprzednim liście osobie” , sumy 207 000 marek.

Dokument nr 8 – datowany na dzień 16 czerwca 1917 r. w Genewie

Podpisany jako „Kriek”  i zaadresowany do Furstenberga w Sztokholmie, informuje o zapłaceniu sumy 32 000 franków na publikacje socjalistycznych broszur. Jak wynika z dalszej części tego dokumentu, broszury te miały przypuszczalnie być  przewiezione później do Rosji i zapewne tam rozpowszechniane.

Dokument nr 9 – datowany na dzień 21 września 1917 r.

Podpisany przez J.Furstenberg-Ganeckiego i zaadresowany do Rafaela Scholnickana w miejscowości Haparanda w Szwecji. Jego treść brzmiała następująco: „Drogi towarzyszu!  Dyrekcja banku Max Warburg zawiadamia, zgodnie z depeszą dyrekcji syndykatu westfalsko-reńskiego, że  został otwarty rachunek bieżący na przedsięwzięcie towarzysza Trockiego.”

Dokument nr 10 – datowany na dzień 2 października 1917 r.

Podpisany przez J.Furstenberg-Ganeckiego i zaadresowany do niejakiego Antonowa  w miejscowości Haparanda w Szwecji, informuje o przekazaniu, na żądanie „towarzysza Trockiego”,  sumy 400 000 koron.  Jak  stwierdza ambasador Francis w wyjaśnieniu załączonym do tego dokumentu, Antonow był dowódcą  oddziałów bolszewickich, które zajęły Petersburg.

Dokument nr 11

W Departamencie Stanu USA znalazł się również dokument opatrzony indeksem 861.00/5339, który zawiera raport datowany na dzień 13 listopada 1918 r. mówiący o udziale bankierów i firm żydowskich w finansowaniu rewolucji bolszewickiej w Rosji ([1] str. 186). Raport ten stwierdza między innymi, że rewolucja ta została zaplanowana w lutym 1916 r., a w jej przeprowadzeniu i sfinansowaniu byli zaangażowani: Jakub Schiff, Felix Warburg, Otto H.Kahn, Mortimer L.Schiff, Jerome J.Hanauer, Max Breitung, Isaac Seligman, Gugenheim oraz firma „Kuhn, Loeb & Co.” . Ponadto stwierdza on, że w kwietniu 1917 r. Jakub Schiff złożył publiczne oświadczenie, że rewolucja powiodła się dzięki jego finansowemu wsparciu oraz wskazuje na to , że na wiosnę 1917 r. tenże Schiff zaczął  finansować Trockiego. Raport zawiera także wiele różnorodnych informacji na temat: roli  „syndykatu westfalsko-reńskiego” oraz Olofa Aschberga z „Nya Banken” w Sztokholmie, finansowania Trockiego przez Maxa Warburga, jak również opisuje działania Paula Warburga, Judusa Magnesa, oraz firm: „Kuhn, Loeb & Co.” i ” Speyer & Co.”

Misja Wall Street pod szyldem „Czerwonego Krzyża” i eksport rewolucji

Wkrótce międzynarodowi bankierzy uznali, że trzeba po raz kolejny wesprzeć rewolucję bolszewicką. Rosja stanowiła przecież ogromny rynek surowców, nie można było więc pozostawić tak łakomego kąska bez odpowiedniej opieki.  W sierpniu 1917 r. wysłano  do Petersburga specjalną misję pod szyldem amerykańskiego „Czerwonego Krzyża”.  Przy czym w jej blisko trzydziestoosobowym składzie można było się doliczyć ledwie  kilku lekarzy i parę osób z personelu pomocniczego, reszta to wysłannicy  i przedstawiciele finansjery z Wall Street.  To właśnie głównie dzięki niej amerykański „Czerwony Krzyż” miał swe fundusze, szczególnie  od 1910 r., kiedy to otrzymał  2 miliony dolarów od kilku nowojorskich finansistów. W zamian za to  był on przez nich kierowany. Przykładowo prezesem rady amerykańskiego „Czerwonego Krzyża” był Henry P.Davison, jeden z współudziałowców J.P.Morgana. W istocie cała ta misja miała niewiele wspólnego z amerykańskim „Czerwonym Krzyżem” , będąc jedynie kamuflażem dla pewnych zakulisowych działań ze strony finansjery z Wall Street.  Jak pisze Pierre de Vilemarest” ([3] str. 105):

„W taki oto sposób „Morgan”, „Anaconda” (trust miedzi), America Tobacco”, Guaranty Trust” i wspólnicy lub zausznicy Felixa Frankfurtera , grupa Harrimana (który do 1929 zbił fortunę na manganie z ZSRR), Ivy Lee (dyrektor do spraw publicznych u Rockefellerów), Hary Hopkins (tak jak Harriman, przyszły wtajemniczony małego kółka F.D.Roosevelta) i inni dostarczyli rzeczywiście zdolnych ludzi , którzy zorganizowali tę  „misję  humanitarną” w Petersburgu.”

Koszty całej tej wyprawy pokrył William Boyce Thomson  oraz firma „International Harvester Co.”, która przeznaczyła na ten cel 200 000 dolarów ([1] str. 73). William B. Thomson reprezentował interesy rodziny Guggenheim, władającej amerykańskimi kopalniami i tamtejszym rynkiem wydobycia miedzi. Był  on także akcjonariuszem w „Chase National Bank”, a w 1914 r. pełnił funkcję  dyrektora  nowojorskiego „Banku Rezerwy Federalnej”  (Federal Reserve Bank of New Jork) ([1] str. 90). Już po przybyciu wspomnianej misji do Petersburga, dołączono nieoficjalnie do jej składu jeszcze dwie osoby: Fredericka M.Corse reprezentującego „National City Bank” oraz Herberta A. Magnusona. Zatrudniono także trzech tłumaczy w osobach: kapitana Ilowajskiego, Borysa Reinsteina (późniejszego sekretarza Lenina i szefa biura rewolucyjnej propagandy) oraz Aleksandra Gumberga. Gumberg, występujący także pod nazwiskami Berg i Michaił Gruzenberg, był bratem bolszewickiego ministra, Zorina. Później Gruzenberg-Gumberg działał jako agent bolszewicki w Skandynawii, a po wydaleniu stamtąd,  znalazł zatrudnienie  w Stanach Zjednoczonych jako doradca jednego z wiceprezesów „Chase National Bank” oraz w firmie „Floyd Odlum of Atlas Co.”  ([1] str. 78).  Jak już wspomniano interbankierzy pragnęli  utrzymać Rosję w stanie wojny z Niemcami, aby ją w ten sposób osłabić, a potem przejąć  kontrolę nad jej ogromnymi rynkami. Popierano więc początkowo zarówno Kiereńskiego  jak i bolszewików. W czasie swojego pobytu w Petersburgu wraz z misją amerykańskiego „Czerwonego Krzyża” , W.B.Thomson  zgodził się wesprzeć  Kiereńskiego sumą  1 miliona dolarów, która w dużej części została przeznaczona na  propagandę. Jej głównym celem było utwierdzenie społeczeństwa rosyjskiego w konieczności kontynuowania wojny przeciw Niemcom. Poprzez liczne biura propagandowe, gazety i plakaty głoszono hasło  „Walcz z kajzerem i uratuj rewolucję”  ([1] str. 98). Jednocześnie tenże W.B.Thomson zachęcał do tego samego bolszewików, przekazując im  1 milion dolarów.  W obu przypadkach środki finansowe  zostały przelane  przez firmę J.P.Morgana na osobiste konto W.B.Thomsona  w  „National City Bank”. Było to możliwe, gdyż jak się okazuje oddział „National City Bank” w Petersburgu do którego wpłynęły te pieniądze, był jedynym zagranicznym i krajowym bankiem, który został pominięty w dokonanej przez  bolszewików nacjonalizacji  ([1] str. 83). Tak więc dopóki nie zniszczono moralnie i fizycznie antybolszewickich armii, dopóty bolszewicy „walczyli z niemieckim najeźdźcą”. Jednak z chwilą, gdy sytuacja została opanowała przez Armię Czerwoną:  Trocki, Joffe, Karakhain i Rosenfeld-Kamieniew, udali się z wielkim pośpiechem do Brześcia Litewskiego aby podpisać pokój z Niemcami ([4] str. 38). W  grudniu 1917 r.  Thomson opuścił Petersburg, udając się do Londynu, gdzie wraz z Thomasem W.Lamontem, wspólnikiem J.P.Morgana,  namawia rząd brytyjski do  wsparcia ruchu bolszewickiego. Ich starania zostają uwieńczone powodzeniem, w wyniku czego B.Lockhart zostaje wysłany do Petersburga, a M.Litwinow nieoficjalnie uznany jako przedstawiciel Sowietów. Na ten nagły zwrot w polityce Wielkiej Brytanii  miał spory wpływ także brytyjski premier David Lloyd George . Jak ujawnił  brytyjski historyk Donald McCormick, Lloyd George był zamieszany w międzynarodowy  przemyt broni, prowadzony z Paryża przez sir Bazylija Zacharowa, który od 1917 r. dostarczał także broń i amunicję bolszewikom.   Zacharow, dzięki swoim rozległym koneksjom,  wpływał w sposób zakulisowy tak dalece na politykę międzynarodową, że przywódcy alianccy  konsultowali  z nim  swoje zamierzenia. Nieraz spotykał  się on w swoim paryskim domu z takimi osobistościami  jak choćby:   Woodrow Wilson, Lloyd George i Georges Clemenceau.  ([1] str. 93). Za plecami Lloyd George’a działał także Lord Milner , który wraz z Cecilem Rhodesem był organizatorem pierwszych stowarzyszeń elitarnych zwanych „Okrągłymi Stołami”. Stały się one podporą kół fabianistycznych. Rozsiewaniem bolszewickiej propagandy  zajmowały się między innymi wyznaczone do tego celu agendy Ludowego Komisariatu Spraw Zagranicznych, zarządzanego  przez Trockiego. Należały do nich: Biuro Prasowe kierowane przez Karola Radka-Sobelsona oraz Biuro Zagranicznej Rewolucyjnej Propagandy kierowane przez Borysa Reinsteina. Do  jego współpracowników należeli między innymi John Reed, Albert  Rhys Wiliams, Philip Price, Louis Bryant oraz Robert Minor. We Francji skutecznie reklamował Trockiego jego stary przyjaciel Jacques Sadoul. Pomagano też materialnie w rozpowszechnianiu literatury bolszewickiej na terenie Niemiec i Austrii, do czego wykorzystywano między innymi samoloty amerykańskie   ([3] str. 109).  Po powrocie do Stanów Zjednoczonych W.B. Thomson usilnie wzywał do poparcia dla powstającego rządu bolszewickiego. Na początku  1918 r. ukazała się nawet, sygnowana jego nazwiskiem, publikacja „Prawda o Rosji i bolszewikach”, gloryfikująca Lenina. Została ona wydana przez  spółkę „Russian-American Publication Society”, finansowaną  przez Maxa Warburga i przemysłowca Stinnesa, która zajmowała się publikowaniem i drukowaniem antycarskich  broszur i wywrotowych pamfletów w języku rosyjskim  ([1] str. 72). Jednocześnie na terenie USA probolszewicką propagandę prowadzili: Ludwig Martens, Grigorij Weinstein i przywódca partii socjalistycznej w Nowym Jorku – Miszka Hillkowicz, który kazał siebie nazywać Morris Hillquit. Tenże Hillquit-Hillkowicz, był emigrantem z Litwy. Po przyjeździe do Stanów Zjednoczonych został prawnikiem. W  1888 r. wstąpił do partii socjalistycznej, stając się wkrótce  jednym z najbardziej jej wpływowych członków. W 1917 r. został  przywódcą partii socjalistycznej w Nowym Jorku, co wcale nie przeszkodziło mu w latach 1920-tych być dyrektorem „International Union Bank” ([1] str. 24).  Z kolei w 1919 r. utworzono organizację „Zjednoczeni Amerykanie”, której oficjalnym celem miała być walka z komunizmem. Jednymi z jej założycieli byli Allen Walker z „Guaranty Trust Co” oraz  Otto H. Kahn reprezentujący firmę bankierską „Kuhn, Loeb & Co”,  mocno zaangażowaną w finansowanie rewolucji bolszewickiej. Okazało się jednak, że nie było to przypadkowe, gdyż w istocie celem tej organizacji było wychwycenie i zneutralizowanie radykalnych działaczy antykomunistycznych na terenie USA. Rozsiewano przy tym różne niewiarygodne plotki w rodzaju: „Bolszewicy wejdą do Nowego Jorku za dwa lata” , co miało dodatkowo zniechęcić opinię publiczną do „antykomunistycznych radykałów”. Cel  osiągnięto, gdyż ludzie przestali słuchać  rzeczowych ostrzeżeń przed niebezpieczeństwem bolszewickim, a przebiegle zaaranżowany „antykomunistyczny hałas” odwracał uwagę opinii publicznej od kwestii ratowania za wszelką cenę bolszewickiego państwa  ([4] str. 44). Również w 1919 r. utworzono okolicach 110 West 40 Street w Nowym Jorku tzw. „Biuro Sowieckie”, pełniące  funkcję ambasady, które jednocześnie zajmowało się  wymianą carskiego złota na amerykańskie dolary, ignorując przy tym oficjalne embargo na jakiekolwiek dostawy dla bolszewików. Jak się okazuje w 1919 r., mimo tego embarga, amerykańskie firmy wysłały   bolszewikom towarów i żywności na sumę przekraczającą 25 milionów dolarów ([4] str. 39). Szefem „Biura Sowieckiego” został Ludwig Martens, posiadający obywatelstwo niemieckie, który do tego czasu był także wiceprezesem firmy „Weinberg & Posner” zlokalizowanej  w budynku przy 120 Broadway. Jak stwierdzono w jednym z raportów wywiadu brytyjskiego, fundusze na utrzymanie owego biura pochodziły częściowo  od  kurierów bolszewickich przewożących  z Rosji diamenty w celu ich sprzedaży w USA – takich jak John Reed i Michaił Gruzenberg-Gumberg, a częściowo od  nowojorskich firm takich jak choćby „Guaranty Trust Co.” ([1] str. 115). W 1920 roku „Biuro Sowieckie” zatrudniało  ponad trzydzieści osób, a znajdujące się w nim departamenty handlu, nauczania, informacji itd. były w istocie parawanem skrywającym działalność szpiegowską, która została później zdemaskowana. W zespole tym figurowali między innymi wspomniani już wcześniej B.Weinstein i M.Hilquit-Hilkowicz oraz Keneth Durant – wspierający niegdyś  pułkownika Mandel-House’a, a  także John Reed, współpracownik organu komunistycznego „Masses”, pracujący  jednocześnie dla magazynu „Metropolitan”, zależnego od grupy Morgana  ([3] str. 82). „Biuro Sowieckie” miało też wsparcie ze strony znanego komunisty Felixa Frankfurtera, będącego  asystentem  amerykańskiego sekretarza wojny, Bakera. Później Frankfurter  został także jednym z sędziów Sądu Najwyższego ([1] str. 201).  W skład personelu „Biura Sowieckiego” wchodził też  dr Juliusz Machabeusz-Hammer („Maccabi” znaczy po hebrajsku „Młot”) , który wraz z rodziną zrobił ogromną fortunę się na lukratywnych kontraktach ze Związkiem Sowieckim ([1] str. 117). Urodził się on  w 1874 r. w Rosji, skąd wyemigrował do Stanów Zjednoczonych.  Jako wpływowy członek  amerykańskiej Socjalistycznej Partii Pracy, której  emblematem był robotnik trzymający w dłoni młot, nazwał  swojego najstarszego syna: Armand Hammer („Hammer” znaczy  w języku angielskim także „Młot”). Juliusz Hammer  był z zawodu lekarzem i swego czasu czerpał spory dochód z nielegalnego przerywania ciąży, za co został skazany i spędził  cztery  lata (od 1919 do 1923 r.) w amerykańskim więzieniu Sing-Sing.  Od 1907 r.  znał on osobiście Lenina, z którym spotkał się po raz pierwszy na międzynarodowym zjeździe socjalistów w Stuttgarcie i ta znajomość okazała się być bardzo trwała. W 1921 r. Lenin w swoim liście skierowanym do członków KC partii bolszewickiej pisał między innymi  ([4] str. 41):

„Wczoraj Reinstein poinformował mnie, że amerykański milioner Hammer, urodzony w Rosji (przebywający obecnie w więzieniu za nielegalne przerywanie ciąży; właściwie mówi się, iż za jego komunistyczne poglądy), jest gotów przekazać robotnikom uralskim jeden milion pudów zboża na bardzo korzystnych warunkach (5%) i przejąć uralskie bogactwa na komisową sprzedaż w Ameryce. Syn Hammera (i partner), lekarz z zawodu, obecnie przebywa w Rosji i przywiózł Siemaszko, jako prezent, instrumenty chirurgiczne wartości 60 tysięcy dolarów. Odwiedził on Ural z Martensem i postanowił odbudować uralski przemysł. Oficjalne sprawozdanie będzie sporządzone przez Martensa.”

Lenin

W dniu 24 stycznia 1923 roku, J. Hammer po odsiedzeniu wyroku opuścił więzienie Sing-Sing i udał się  wraz z synem Armandem do Związku Sowieckiego, gdzie obaj  zaangażowali się w rozbudowę sowieckiego przemysłu. Uzyskane za swe usługi sowieckie ruble, wymieniali na poszukiwane na Zachodzie skóry, futra, kawior oraz na unikalne kolekcje dzieł sztuki i rękodzielnictwa. Jak pisze R.Gładkowski ([4] str. 42):

„Dzięki ścisłej współpracy z Kremlem, Hammerowie stali się posiadaczami bezcennych ikon, koron, bereł, w ogóle, biżuterii, czy dzieł sztuki skonfiskowanych, czy jak kto woli – zrabowanych, carskiej rodzinie Romanowych i rosyjskim bojarom. Było tych drogocenności tak dużo, iż Hammerowie mogli otworzyć popularną Galerię Hammera. Z czasem, poprzez tę galerię rząd Związku Sowieckiego pozbywał się wszystkiego, co „godziło w dobre imię komunizmu”. W liście z dnia 24 maja 1922 roku Lenin nawoływał członków Politbiura do „szczególnie troskliwej opieki nad rozwojem inicjatywy podjętej przez Hammerów, ponieważ dzięki nim bolszewicy będą mogli się wkręcić w kręgi amerykańskiego businessu i wykorzystać ten fakt na wszelkie sposoby”. Jednocześnie Lenin wydał polecenie F. Dzierżyńskiemu i wszystkim członkom Politbiura, aby zachowali w ścisłej tajemnicy bolszewickie koneksje z Hammerami. Oznaczało to, iż posiadający tę słodką tajemnicę, spoza kręgu członków Politbiura, mieli być wysłani na tamten świat.”

Oczywiście Hammerowie nie byli jedynymi biorącymi udział w tej grabieży. Jak twierdzą niektórzy bezcenną kolekcję znaczków zabitego cara ukradł z pałacu osobiście sam Trocki. Ponoć  spoczywa ona dotychczas w sejfach jednego z banków w Nowym Jorku. Z kolei najlepszą na świecie kolekcję rosyjskich monet zebraną przez Ks. Georgija Michajłowicza, zrabowano i przewieziono do USA, celem jej rozprzedania bogatym numizmatykom.  Zrabowano również znajdujące się w bibliotece w Ermitażu tzw. Kodeks Synajtikus oraz Koran Omara zalany jego własną krwią, które były uważane najcenniejsze książki świata. Kodeks sprzedano oficjalnie Muzeum Brytyjskiemu za 100 000 funtów szterlingów, zaś Koran zniknął bez śladu. Znanym pośrednikiem w sprzedaży zrabowanych w cerkwiach i u osób prywatnych kosztowności był  żyd Soll Barnato. Ich ilość była tak duża, że  jednostką pomiarową nie był  karat, lecz  drewniana skrzynka do cygar  ([9] str. 15).

Na ratunek bolszewikom – otwarcie drogi do eksploatacji rosyjskich bogactw

W 1918 r. bolszewicy zdołali przejąć kontrolę jedynie nad niewielką częścią Rosji. Do utrzymania swojego stanu posiadania potrzebowali oni stałego wsparcia w postaci zagranicznego uzbrojenia, importowanej żywności, zewnętrznej pomocy finansowej i dyplomatycznej, a przede wszystkim zagranicznej wymiany handlowej.  Jak już wspomniano wcześniej pierwszy krokiem dla uzyskania odpowiedniego zagranicznego wsparcia dyplomatycznego i finansowego było założenie „Biura Sowieckiego” w Nowym Jorku. Za tym poszły starania mające na celu umożliwienie transferu  funduszy koniecznych do zakupu niezbędnych dóbr, jak również  umożliwienie ich wwozu do Rosji. We wszystkich tych działaniach bolszewicy mieli zawsze wparcie ze strony finansistów i prawników z Wall Street, dla których otwierały się nowe rynki zbytu i możliwości eksploatacji ogromnych bogactw znajdujących się w Rosji.  Przykładowo gdy prof.  G.Łomonosow, będący jednym z ekspertów „Biura Sowieckiego”, potrzebował dokonać transferu  środków finansowych w wysokości 25 000 dolarów od rezydującego w  Norwegii Michaiła Gruzenberga, uzyskał  natychmiastową pomoc Thomasa T. Chadbourne ze znanej firmy prawniczej z Wall Street oraz przedstawicieli Departamentu Stanu USA  ([1] str. 146). Głównym narzędziem ułatwiającym  gospodarcze i finansowe wspieranie bolszewików była  „American International Corporation” (AIC). „AIC” została założona w 1915 r. w Nowym Jorku w oparciu o kapitały  J.P.Morgana, J.A.Stillmana i  Rockefellerów, a jej główne biuro mieściło się przy 120 Broadway. Wkrótce „AIC” stała się korporacją o wymiarze międzynarodowym, przejmując wiele innych firm w Stanach Zjednoczonych i za granicą oraz tworząc swoje przedstawicielstwa w Ameryce Południowej, Azji, Australii i Europie. Warte podkreślenia są też ścisłe powiązania „AIC” z elitą bankową Wall Street, gdyż wśród jej dyrektorów można znaleźć wielu reprezentantów takich firm i banków jak: „National City Bank”, „Kuhn, Loeb & Co.”, „Du Pont” , „Stone & Webster” czy też „Federal Reserve Bank of New York” . Pozycja „AIC” była tak silna, że już w styczniu 1918 r. (zaledwie dwa miesiące po wybuchu rewolucji)  ówczesny Sekretarz Stanu USA, Robert Lansing,  zasięgał jej opinii  na temat polityki jaka powinna być prowadzona w stosunku reżimu sowieckiego  ([1] str. 132).  Grupa przemysłowców z okolic 120 Broadway, przy głównym udziale firm: „Guggenheim Brothers”, „Sinclair Gulf. Corp.” i „J.G.White Engineering Corp.” , założyła też  „Amerykańsko-Rosyjski Syndykat Przemysłowy”  ([1] str. 136). W celu koordynacji  działań  mających na celu przejęcie kontroli nad bogactwami Rosji,  w dniu 1 maja 1918 r. finansiści z Wall Street zainspirowali utworzenie „Amerykańskiego Komitetu Pomocy i Współpracy z Rosją Sowiecką”, stanowiącego kolejne źródło nacisków na amerykańską politykę zagraniczną. Prezesem tego komitetu został dr Frank J.Goodnow z „John Hopkins University”, stanowisko wiceprezesa objął William B.Thomson, skarbnikiem został  G.P.Whalen z „Vacuum Oil Company” , a w jego składzie można też znaleźć: H.Forda,  F.C.Howe, jak też kilku senatorów i dwóch członków Izby Reprezentantów.  Wkrótce po swoim powstaniu,  komitet ten zwrócił się do Departamentu Stanu USA, o utworzenie w jego łonie „wydziału rosyjskiego”, co miało pomóc w nawiązaniu oficjalnych stosunków z Sowietami. Ponadto T.L.Chadbourme, C.M.Woolley i J.F.Dulles przedłożyli  Departamentowi Stanu specjalne memorandum, wskazujące na konieczność  „zorganizowania bliższych i bardziej przyjacielskich stosunków handlowych pomiędzy USA i Rosją”.   ([1] str. 156). Uzasadniano taką konieczność między innymi „zagrożeniem ze strony Niemiec” , argumentując tym, że przy  braku  aktywnych działań ze strony firm amerykańskich, stworzy się możliwość eksploatacji gospodarczej Rosji  właśnie przez Niemcy.  Urabiano przy tym opinię publiczną, rozpowszechniając  w prasie różne  kłamliwe statystyki mówiące na przykład o tym, że „sowiecki rząd jest reprezentowany przez 90 % społeczeństwa rosyjskiego, a pozostałe 10 % to przedstawiciele byłych klas rządzących i posiadających”. Powyższe działania przyniosły w końcu efekt i w krytycznym dla bolszewików  momencie nadeszła dla nich pomoc. Dużą rolę w zawieraniu pierwszych transakcji  z firmami amerykańskimi odegrało wspomniane  „Biuro Sowieckie” w Nowym Jorku.  W okresie od maja 1919 do stycznia 1920 zawarto ich dziewięć, a ich przedmiotem było wyposażenie wojskowe, żywność, ubrania, buty itp. W transakcjach tych uczestniczyła też firma „Weinberg & Posner”, której wiceprezesem był   Ludwig Matrens  – jednocześnie szef „Biura Sowieckiego” . Największym zamówieniem  stał się  kontrakt o wartości 10 milionów dolarów z firmą „Morris & Co.” z Chicago na dostawę do Związku Sowieckiego   blisko 25 000 ton produktów żywnościowych ([1] str. 157). Poniżej przedstawiono pełną listę  kontraktów zawartych przez „Biuro Sowieckie” z firmami z USA w omawianym okresie .

Kontrakty zawarte w 1919 r.  przez „Biuro Sowieckie” w Nowym Jorku z firmami z USA  ([1] str. 158).

Data kontraktu Firma Przedmiot kontraktu Wartość
10 maja 1919 F. Mayer Boot & Shoe buty 1 201 250 $
7 lipca 1919 Milawukee Shaper Co. urządzenia mechaniczne 45 071 $
23 lipca 1919 Eline Berlow N.Y. buty 3 000 000 $
24 lipca 1919 Fischmann & Co. ubrania 3 000 000 $
30 lipca 1919 Kempsmith Mfg. Co. urządzenia mechaniczne 97 470 $
sierpień 1919 Steel Sole Shoe & Co. buty 58 750 $
29 września 1919  Weinberg & Posner urządzenia mechaniczne 3 000 000 $
27 października 1919 LeHigh Machine Co. maszyny drukarskie 4 500 000 $
22 stycznia 1920 Morris & Co. Chicago produkty żywnościowe 10 000 000 $

Jednym z głównych środków płatniczych używanych przez bolszewików  było carskie złoto i diamenty. Począwszy od 1920 r. carskie ruble i sztaby złota były  przewożone do Norwegii, gdzie w imieniu bolszewików działał  Michaił Gruzenberg-Gumberg oraz do Szwecji gdzie pomocą służył im Olof Aschberg.  Ze Skandynawii złoto było przewożone statkami do Niemiec i USA. Dla przykładu można wymienić trzy transporty morskie, które na pokładzie wymienionych jednostek dostarczyły ten cenny kruszec do USA ([1] str. 159):

S.S. Gauthod – 216 skrzyń  (ponad 10 ton złota)

S.S. Carl Line – 216 skrzyń  (ponad 10 ton złota)

S.S. Ruhlewa  –  108 skrzyń  (ponad 5 ton złota)

Organizowaniem tych przewozów zajmował się między innymi  Robert Dollar –  magnat czarterów morskich z San Francisco, będący jednocześnie jednym z dyrektorów  „AIC” , jak również firma „Guaranty Trust Co.” Morgana. W połowie lat 1920-tych każdy z transportów trafiających do „Guranty Trust Co.” zawierał przeciętnie 540 skrzyń , co dawało ponad 20 ton złota o wartości  około 15 milionów dolarów. W  przypadku zaś wysyłek organizowanych przez Roberta Dollara i Olofa Aschberga  wartość przewożonego jednorazowo złota osiągała  nawet 20 milionów dolarów ([1] str. 165). Tak więc w aspekcie czysto handlowym, rewolucja bolszewicka w Rosji okazała się być dla interbankierów świetnym interesem.  Z nawiązką odzyskali oni swoje pieniądze włożone w to przedsięwzięcie, a ogromne zasoby naturalne Rosji stwarzały dodatkowe możliwości wzbogacenia się. Według rosyjskiego generała A.Gulewicza ([6] str. 165):

„Pan Bachmetiew, były ambasador Cesarstwa Rosyjskiego w Stanach Zjednoczonych mówi nam, że bolszewicy po zwycięstwie przelali pomiędzy rokiem 1918 a 1922 około 600 milionów rubli w złocie na rzecz Kuhn, Loeb & Co. [firmy J.Schiffa]”

Oczywiście wszystko to działo się kosztem ogromnych wyrzeczeń i ofiar ponoszonych przez społeczeństwo rosyjskie. Brakowało odzieży i produktów żywnościowych, do roku 1920 produkcja przemysłowa spadła do 13% wielkości z roku 1913, a ówczesny wskaźnik cen w Rosji wzrósł ponad 16 000 razy pomiędzy latami 1917 i 1920. Plony zbóż spadły z 74 milionów ton w 1916 r. do 30 milionów ton w 1920 r  ([6] str. 165). Wedle niektórych szacunków w latach 1920-21 tylko na skutek głodu zmarło 5 milionów ludzi.  Jak pisze R.Gładkowski ([4] str. 42):

„Międzynarodowi bankierzy przystąpili do intensywnej eksploatacji gigantycznych połaci Euroazji. Morgan z Rockefellerem poczęli organizować w Związku Sowieckim mordercze pięciolatki. Ideę humanizmu zrównano z powszechną kolektywizacją. J.P. Morgan, Rothschildowie, czy Rockefellerowie nie zrezygnowali z własnych fortun dla dobra bliźnich. Zmusili jednak setki milionów ludzi do niewolniczej pracy. (…) Bankierów i bolszewików łączyła wspólna cecha: internacjonalizm. Trocki mógł zaprzysiąc carskich generałów w celu zbudowania Armii Czerwonej i mógł wykończyć wielce patriotyczny i ściśle niepodległościowy ruch Armii Zielonej, która dysponując 700 000  żołnierzy desperacko walczyła zarówno z czerwonymi, jak i z białymi; jako, że biali zostali stworzeni po to, aby zdezorientować Rosjan, i tym samym, zwiększyć szansę bolszewików na końcowe zwycięstwo. Interbankierzy i interrewolucjoniści utopili we krwi wolnościowy zryw rosyjskich patriotów. Jednak bolszewizmu trącącego rusycyzmem nie można było sprzedać światu. Zatem, reżym bolszewicki przemianowano na partię komunistyczną, a Związkowi Sowieckiemu dano konstytucję bazującą na internacjonalistycznym „Manifeście komunistycznym” Karola Marksa. Na tego rodzaju bazie można już było przystąpić do budowy ogólnoświatowego rządu, z ogólnoświatową policją, armią, szkolnictwem i ogólnoświatowym ateizmem.”

Literatura:

1. A.C.Sutton – „Wall Street and Bolshevik Revolution”  – Arlington House 1974.

2. A.C.Sutton – „America’s Secret Establishment”  – Liberty House Press 1986.

3. P.Villemarest – „Źródła finansowe komunizmu i nazizmu” – Warszawa 1997.

4. R.Gładkowski – „Myślącym pod rozwagę” – Toronto 1984.

5. H.Rolicki – „Zmierzch Izraela” – Warszawa 1932.

6. W.T.Still – „Nowy Porządek Świata” – Poznań 1995.

7. ks. J.A.Cervera – „Pajęczyna władzy” – Wrocław 1997.

8. F.L.Britton – „Za plecami komunizmu” – Wrocław 1996.

9. W.Uszkujnik – „Paradoksy historii” – Gdańsk 1996.

10. N.H.Webster – „The Socialist Network” – London 1926.

11. N.H.Webster – „World Revolution” – London 1921.

12. O.M.O’Grady  – „The Beasts of the Apocalypse”  – First Amendment Press 2001.

13. S.Żochowski, H.Pająk  – „Rządy zbirów 1940-1990” – Lublin 1997.

14. H.A.Gwyne – „Przyczyna wrzenia światowego” – Poznań 1996.

15. Encyklopedia Białych Plam,  tom XIV – Radom 2004.

16. R.Gładkowski – „Credo in Unum Deum” – Toronto 1988.

17. R.Gładkowski – „Non Serviam” – Toronto 1987.

 

Przemowa Rabbiego Emanuel’a Rabinowich’a na specjalnym spotkaniu Emergency Council of European Rabbis w Budapeszcie, Wegry, 12 Stycznia 1952 roku.

NATO szykuje się do inwazji na Rosję, a zidiociałe antyrosyjskie lemingi z głowami kwadratowymi od telewizorów biją brawo i plują na prezydenta Putina, chociaż sami nie wiedzą z jakiego powodu. Za NKWD? Ciemna maso, rewolucji sowieckiej nie rozpętali Rosjanie, zrobili to żydzi, co udowodnię w następnej notce. To Rosjanie najbardziej ucierpieli z powodu komunizmu, a nie my! To Rosjanie, a nie żydzi padli ofiarą prawdziwego holokaustu. Polskich AK-wców mordowali nie Rosjanie, lecz żydzi, na co są niezliczone dowody, ale trzeba podnieć dupsko sprzed telewizora i zmusić gnuśny mózg do poszukania prawdy i do czytania, o zgrozo, ze zrozumieniem! Ale to jest zbyt trudne dla tępego leminga. O wiele łatwiej jest żreć chipsy, pić piwsko z otępiającym umysł chmielem i wierzyć w bzdury, które w TV serwują uczniowie dr Goebbelsa.

Wiem, jaką tragedią jest dla was sprawa katyńska, ale oświadczam: polskich oficerów nie rozstrzelali Rosjanie. Sprawdzaliśmy przynależność etniczną enkawudzistów – wykonawców wyroku. Wszyscy byli Żydami i wypełniali rozkazy sobie podobnych, stojących wyżej w ówczesnej hierarchii. Rosjanie są z natury przyjaźnie nastawieni do Polski – Aleksander Barkaszow, lider partii „Rosyjska jedność Narodowa” w wywiadzie dla „Życia Warszawy” w roku 1994

Majdan również nie jest dziełem Ukraińców, Ukraińcy nie „walczą o wolność”! To jest teatrzyk, cyrk, widowisko dla idiotów, w którym  „walczą” ze sobą – na niby – dwie frakcje syjonistów, którym zamarzyła się żyzna, ukraińska ziemia, którą chcą obsiać od horyzontu po horyzont ludobójczym GMO.

Prawdę o żydach (niekompletną) zebrałam tu: https://astromaria.wordpress.com/antysemityzm/

Przeczytajcie kto tak naprawdę podżega do wojen i do zniszczenia Rosji i jaki ma w tym cel.

CZYTAĆ UWAŻNIE I ZE ZROZUMIENIEM!!!!

——————————————————————————–

Przemowa Rabbiego Emanuel’a Rabinowich’a na specjalnym spotkaniu Emergency Council of European Rabbis w Budapeszcie, Wegry, 12 Stycznia 1952 roku.

Cel do którego dążyliśmy w takiej jednomyślności i porozumieniu PRZEZ TRZY TYSIĄCE LAT jest nareszcie w naszym zasięgu, i ponieważ wypełnienie jego jest tak jasne, należy zwiększyć nasze wysiłki i naszą ostrożność dziesięciokrotnie. Mogę śmiało obiecać wam że zanim upłynie dziesięć lat, nasza rasa zajmie należyte miejsce w świecie, z każdym żydem jako królem i każdym gojem jako niewolnikiem. {oklaski zgromadzenia.}

Pamiętacie sukces jaki przyniosła nasza kampania propagandowa w latach 1930-tych która pobudziła antyamerykańskie emocje w Niemczech, w tym samym czasie gdy my pobudzaliśmy antyniemieckie emocje w Ameryce, kampanię propagandową, która skulminowala się w postaci Drugiej Wojny Światowej. Podobna kampania propagandowa jest intensywnie toczona obecnie na całym świecie. Gorączka wojny jest rozgrzewana w Rosji poprzez nieustanną antyamerykańską nawałnicę i w tym samym czasie wszechnarodowy strach ogarnia Amerykę. Ta kampania zmusza wszystkie inne mniejsze państwa do wybrania pomiędzy związkiem z Rosją lub przymierzem ze Stanami Zjednoczonymi.

Rosjanie, podobnie jak Azjaci, są solidnie pod kontrolą i nie wykazują żadnego oporu względem wojny, ale musimy odczekać, aby zmusić [do wojny] Amerykanów. Mamy nadzieję osiągnąć to poprzez wzniecenie antysemityzmu, który tak dobrze służył nam w zjednoczeniu Amerykanów przeciwko Niemcom. Liczymy bardzo na raporty antysemickich przestępstw w Rosji, aby podbić oburzenie [społeczeństwa] w Stanach Zjednoczonych i spowodować skonsolidowany front przeciw sowieckiej potędze.

Równocześnie, aby zademonstrować Amerykanom rzeczywistość antysemityzmu, przekażemy poprzez nowe kanały duże sumy pieniędzy otwartym elementom antysemickim w Ameryce po to, aby zwiększyli swoją skuteczność, i powinniśmy zaaranżować antysemickie wybuchy w wielu dużych miastach. To posłuży podwójnemu celowi ujawnienia reakcyjnych środowisk w Ameryce, które wtedy będą uciszone, i skonsolidowania Stanów Zjednoczonych w oddany antyrosyjski oddział.

W ciągu pięciu lat, ten program osiągnie swój cel, Trzecią Wojnę Światową, która prześcignie wszystkie inne konflikty w zniszczeniach. Izrael, oczywiście, pozostanie neutralny, i kiedy obie strony wzajemnie się zniszczą i wyczerpią, będziemy arbitrami, posyłając naszą Komisję Kontrolną do wszystkich zniszczonych krajów. Ta wojna zakończy po wsze czasy naszą walkę przeciw gojom.

My wtedy ujawnimy naszą tożsamość rasom Azji i Afryki. Mogę zaświadczyć z pewnością, że ostatnia generacja białego człowieka rodzi się obecnie. Nasza Komisja Kontrolna zagwarantuje, w imię pokoju i eliminacji napięć pomiędzy rasami, ZAKAZ BIAŁYM STOSUNKÓW Z BIAŁYMI. Biała kobieta musi współżyć z członkami ciemnych ras, biały mężczyzna z czarną kobietą. W ten sposób biała rasa zniknie, ponieważ zmieszanie ciemnych z białym znaczy koniec białego człowieka, i nasz najgroźniejszy przeciwnik pozostanie tylko wspomnieniem.

Wkroczymy w tysiącletnią erę pokoju i dobrobytu, Pax Judaica, i nasza rasa będzie rządzić niepodzielnie na całym świecie. Nasza nadrzędna inteligencja łatwo pozwoli nam zachować kontrolę nad światem ludzi ciemnych [ras].

(Pytanie od zgromadzenia: Rabbi Rabinovich, a co z różnymi religiami po Trzeciej Wojnie Światowej?)

Rabinovich: Nie będzie żadnych religii. Nie tylko istnienie klasy księży pozostałoby ciągłym zagrożeniem dla naszej władzy, ale wiara w życie pozagrobowe dałaby duchową moc elementom niegodzącym [sie na taki system] w wielu krajach, i pozwoliła, aby się nam opierali. Zachowamy, jednak, rytuały i praktyki Judaizmu jako heraldyczny znak naszej kasty rządzącej, wzmacniając nasze prawa rasowe tak, aby żaden żyd nie mógł się żenić poza swoją rasą, ani aby żaden obcy nie mógł być zaakceptowany przez nas.

Brazylijski Żyd broni Polaków przed oszczerczą kampanią nienawiści

Źródło

Wywiad przeprowadzony przez Juliusza Osuchowskiego z Josephem Nichthauserem

(Część pierwsza)

Juliusz Osuchowski: Skąd, proszę Pana bierze się opinia, że Polacy są antysemitami? Kto te opinie rozgłasza? Czy inaczej propaguje ją na cały świat?

Joseph Nitchthauser: Proszę Pana! Polski antysemityzm to jest straszne głupstwo. Ja tu walczę z moimi żydami o to. Ja tu byłem przez osiem lat prezydentem Federacji Żydowskiej i zawsze z nimi walczyłem. Pokolenie które się tutaj urodziło, zostało nauczone przez swoich rodziców, którzy urodzili się w Polsce, że Polak to antysemita.

Ja przeżyłem Oświęcim i inne obozy koncentracyjne, tylko dlatego, że nauczyłem się spawać. Nauczyłem się od razu jak tylko mnie wzięli do obozu. Był to mały obóz na Górnym Śląsku niedaleko Katowic jakieś 50 kilometrów od nich i tam ja się nauczyłem spawać i acetylenem i elektrodami elektrycznymi. Ja lubiłem spawać, byłem dzieckiem, nie zdawałem sobie sprawy z tego, że pracuję dla nazistów i to mnie chyba uratowało. Pracowałem do końca jako spawacz.

W Oświęcimiu było to komando 21, nazywało się „kraftwerke”, byli w nim tylko spawacze. Jakieś 300 ludzi, sami spawacze. Tego komanda nikt nie ruszał. Nigdy mnie nie bili, gdyby nie amerykańska bomba, którą Amerykanie potraktowali fabrykę w której pracowało 98% więźniów, a podmuch wybuchu wyrzucił mnie na zewnątrz budynku i rozwalił mi uszy to i z wojny wyszedłem cało.

Chodzi o to, że myśmy im (nazistom) pomagali. Ja to powiedziałem dla telewizji brazylijskiej. Ja się nie boję nikogo. Szczególnie nie boję się żydów. Jestem żydem, umrę żydem, mój ojciec był żydem; religii nie praktykuję żadnej, ale też nie jestem ateistą. Na drzwiach mam symbol żydowski, który mają na drzwiach wszyscy praktykujący żydzi, to na pamiątkę mojego ojca i matki, oni byli religijnymi, praktykującymi żydami.

Polska była jedynym z siędemnastu krajów, które naziści zajęli, republik, monarchii, który nie dostarczył ani jednego esesmana, ani dobrowolnie, choćby jednego żołnierza do Wehrmachtu.

Wszystkie inne kraje dostarczyły.

Ukraińcy – byli gorsi, jak esesmani niemieccy.
SS holenderskie – było jeszcze gorsze.
Dania – ten piękny kraj, który uratował prawie wszystkich swoich żydów, dostarczał kontyngenty SS.

Francja – była jedynym krajem z krajów okupowanych, w którym żydów francuskich, a było ich 400.000, nie wyaresztowali Niemcy. Zrobiła to policja francuska bez żadnego ponaglania i rozkazu niemieckiego. Znała ona wszystkie adresy i sami ich wyaresztowali. W Paryżu najpierw trzymano ich na welodromie De Wer skąd przewozili ich do Dani a stamtąd, francuskie pociągi z francuską obsadą zawoziły ich od Oświęcimia.

To, o czym się nie mówi, chyba jest ważniejsze, niż to, o czym się mówi. A nie mówi się o tym jak myśmy, żydzi pomogli nazistom nas zniszczyć.

Jakieś dwa tygodnie temu zostałem zaproszony przez telewizję, aby właśnie mówić o tym. Zawiadomiłem kilka osób aby oglądali tę moją pogadankę. W zasadzie bez żadnego specjalnego przygotowania opowiedziałem Brazylijczykom jak to było, co się naprawdę działo i co się stało. W Oświęcimiu nie było dość Niemców aby nas pilnować. Prawie wszyscy znajdujący się tam esesmani byli ranni i przysyłani z różnych frontów.

Aby zagazować, a potem spalić, czasem 10 tysięcy, czasem 20 tysięcy ludzi dziennie, potrzeba było paręset osób aby przy tym strasznym procederze pracowali. SS-mani prawie co dwa tygodnie wybierali spośród więźniów żydowskich mocnych, zdrowych mężczyzn, grupę trzystu do pięciuset ludzi, którzy byli przydzielani do pracy w krematoriach i komorach gazowych. Po trzech tygodniach taka grupa szła do komory gazowej, a esesmani wybierali nową.

Nigdy według mojej wiedzy i badań, a ja do dnia dzisiejszego jeszcze badam problem Holokaustu, nie znalazłem żadnego przypadku, aby ktokolwiek, chociaż jeden żyd powiedział – nie – ja nie będę pracował przy tym! Co ryzykował? Tylko tyle, że by go od razu zastrzelili. Umrzeć by musiał, albo zastrzelony, albo zagazowany, bo Niemcy oszczędzali kule.

Gdyby tak się stało, Niemcy nie mogliby tego zrobić, co zrobili. Po prostu nie mieli dosyć ludzi, by ta machina funkcjonowała, gdyby nie komanda żydowskie, które zaprzęgnięto do machiny śmierci.

Ci wszyscy, co pracowali w tych komandach, wiedzieli, że umrą, że nie będą do końca wojny pracować w krematorium, ładować trupy do pieców, czy wyrywać złote zęby z zagazowanych ludzkich zwłok i ładować je na wózki, aby dowieźć do krematorium.

Niemcy nie mieli ludzi, nie mieli mężczyzn. Na polach pracowali Polacy, w fabrykach więcej pracowało Ukraińców, bo Polacy nie chcieli pracować solidnie i Niemcy nigdy nie wiedzieli, co oni wymyślą i zrobią im na złość.

Jeńcy – ci wszyscy: Amerykanie, Anglicy, Nowozelandczycy, Australijczycy – pracowali przy torach kolejowych, i tak dalej. Niemców do pracy nie było, a do pilnowania też mało. Żydów zmuszono oczywiście, aby pracowali w krematoriach i komorach gazowych! Ale można było nie chcieć! Chciało się uratować życie, tylko na jakieś dwa tygodnie?

Tak samo w gettach! Przecież gettami administrowali żydzi. Byli tam: żydowskie władze, żydowska policja wykonująca polecenia niemieckie. To nie Polacy pomagali Niemcom wyznaczać żydów do transportów – to robili żydzi. To nie Polacy pilnowali niemieckiego porządku w gettach, ale żydzi.

Nie znam przypadku, aby żydzi administrujący gettem, odmówili wykonania niemieckiego polecenia. Przecież za to groziło tylko zabicie i to tylko jednej osoby, a nie całej rodziny, jak groziło to Polakom za pomoc żydowi, a Polacy to robili.

Żydzi amerykańscy wiedzieli doskonale, co się dzieje z żydami europejskimi, zarówno przed 1939 rokiem jak i w czasie wojny. Ja jak coś robię, to robię aż do końca i nic nie mówię, na co nie mam 100% dowodów. Ja mam tutaj dokument, który został opublikowany w prasie żydowskiej, tutaj, w Brazylii.

W „Redzenia Judaika” – to czasopismo jest drukowane w Sao Paulo – w tym to właśnie piśmie został dość dyskretnie zresztą opublikowany artykuł głównego jej redaktora, w którym napisał on, że żydzi amerykańscy nie zrobili prawie nic, aby ratować żydów europejskich przed zagładą. Powód? Obawiali się konkurencji przy pracy. Ten, co to napisał, to nie był idiota – to był żyd, który doskonale wiedział co i dlaczego pisze. Nazywał się Oskar Minc. On jeszcze żyje, jest na emeryturze.

A co zrobiły inne rządy jeszcze przed 1939 rokiem?

Anglicy zamknęli bramy.

Delegacji żydowskiej, która udała się do Australii z prośbą o wpuszczenie tam żydów europejskich, powiedziano, że nie mają tam żadnych problemów rasowych i nie chcą ich też importować z Europy. Zamknęli drzwi dla żydów.

A wie pan, który kraj otworzył swoje granice wtedy dla żydów? Nie wie pan? POLSKA, proszę pana.

Ja jestem świadkiem, jak było w tym maleńkim miasteczku Andrychowie. Wie pan gdzie jest Andrychów?

Juliusz Osuchowski: Naturalnie, że wiem.

Joseph Nitchthauser: Tak? Dzisiaj jest to duże miasto. Przed wojną było to małe miasteczko 5.000 mieszkańców. Tam proszę pana nic nie było. Była tylko taka fabryczka Bracia Czeczowiczka. Andrychów wówczas był niedaleko granicy. Pewnego dnia zobaczyliśmy, jakieś trzy, cztery miesiące przed wybuchem wojny, furmanki, które jechały na Wadowice. Niektóre zatrzymały się w Andrychowie. Byli to żydzi niemieccy, którym jeszcze Hitler zezwolił opuścić teren niemiecki i udać się, gdzie tylko chcą. Wtedy Francja wpuściła nieliczna grupę uchodźców. Polska otworzyła zupełnie granice. Ja nie wiem, dlaczego dyplomacja Polska o tym zupełnie nie mówi. Jak nie wiedzą – to mogą mnie zawołać jako świadka. Ja z tymi żydami niemieckimi rozmawiałem. Ja już wtedy mówiłem całkiem nieźle po niemiecku.

Mój ojciec urodził się w Niemczech pod Gliwicami i w domu z dziećmi mówił po polsku i po niemiecku, tak jak prawie wszędzie na Śląsku. Ludzie miedzy sobą mówili trochę po polsku, trochę po niemiecku.

Juliusz Osuchowski: Parę lat temu w Waszyngtonie zostało otwarte muzeum Holokaustu żydów w czasie drugiej wojny światowej w Europie. Jeden z moich znajomych nazwał je Muzeum Wstydu żydów amerykańskich.

Joseph Nitchthauser: Święte słowa, proszę Pana. To jest naprawdę muzeum wielkiego wstydu żydów z USA. Ludzie, którzy nic nie zrobili, aby pomoc innym ludziom, zwłaszcza, gdy trzeba było ratować życie ludzkie, najchętniej obwiniają innych o grzech zaniechania. Tak, innych! Bardzo łatwo jest pokazać na innych i ich obwinić, nie mówiąc nic o sobie, lub o swej rodzinie. Dziś w USA żydzi chcą zapomnieć, chce się wybielić środowisko tamtejszych żydów od grzechu zaniechania w stosunku do ich braci w ogarniętej straszną wojną Europie. Bardzo jest wygodna pozycja do obrony podnoszenie krzyku o antysemityzm.

Był Pan może w Izraelu?

Juliusz Osuchowski: Nie

Joseph Nitchthuser: A to szkoda. W Jerozolimie jest słynne muzeum zwane Jad Waszem. Obok tego muzeum jest taka aleja gdzie są drzewa. Na każdym drzewie jest tabliczka. Na tabliczkach są nazwiska rodzin i ludzi nie-żydów, którzy w czasie okupacji uratowali życie żydom. I wie Pan co? Tam są prawie tylko polskie nazwiska! Tam stoją te tabliczki. Do dzisiejszego dnia nikt ich nie wyciągnął. A żydów w Polsce było dużo, w niektórych miasteczkach było ich prawie 90%, a w całym kraju w gruncie rzeczy to wynosiło w stosunku do całej ludności jakieś 15%.

Jak sobie można wyobrazić Francję, która ma jakieś 60 milionów ludzi. Dzisiaj żydów we Francji jest niewielu, a jak wielki jest tam antysemityzm obecnie. Wystarczy tylko mały ogień z zapałki, aby wybuchła rasistowska awantura. A co by było jakby tam teraz było 15% żydów, tak jak w Polsce przed wojną? To znaczy ile? 9 milionów żydów we Francji.

Nikt ze środowiska żydów w USA słowem nie wspomina o tym, że Polska była jedynym krajem na świecie, gdzie żyd mieszkający, urodzony w niej, nie był zmuszany do mówienia po polsku. Nie było nawet takiego prawa, które zobowiązywałoby żyda do znania oficjalnego języka, jakim był język polski.

Wiec gdzie ten antysemityzm polski? Proszę pomyśleć o wolnej republikańskiej Francji, w której około 15% ludzi nie mówiło by po francusku. Czy w kolebce wolności, USA, gdzie 15% obywateli nie mówiło by po angielsku, czy o Brazylii. Ludzie mówią, ale nie wiedzą o czym mówią, nie rozumieją słowa antysemityzm, swoje słabości przypisują innym: to nie my, to oni.

(Część druga)

W Brazylii jest dyskryminacja w stosunku do czarnych, bo widzi się ich inną skórę. Nie wolno tu jednak nikomu powiedzieć np. „ty jesteś żydem parszywym”. Jest prawo, ja książkę z nim mam tutaj na biurku, kto je łamie idzie od razu do więzienia – mówi Joseph Nitchthauser w obszernym wywiadzie udzielonym panu Juliuszowi Osuchowskiemu. – Nie ma w takim wypadku „habeas corpus”, czyli wypuszczenia za kaucją. Ryzykuje się od dwóch do pięciu lat więzienia, ale w wielu wypadkach to tylko teoria.

Naturalnie prawnie dyskryminacja i rasizm jest tu zabroniony, ale faktycznie on jest, na szczęście, nie wszędzie. Dyskryminacja w stosunku do żydów jest słaba, bo oni tu już nie są handlarzami. Jednak są przypadki nietolerancji w stosunku do żydów.

A dlaczego o to pytałem w telewizji? Ja się zapytałem w telewizji, kim jest Dawid Wilbernstein, który jest mężem córki naszego prezydenta F. H. Cardozo. Czy byle jaki żyd w Polsce nazywał się Dawid Wilbernstein? Ten zięć naszego prezydenta ma ładną gębę, wygląda jak aktor filmowy, jemu nikt nie odważy się powiedzieć, że jest żydem.

Ja rzadko mówię po polsku, bo obecnie tu w Belo Horizonte jest bardzo mało Polaków. Mowie tak jak mowie do dzisiejszego dnia, to miedzy innymi dlatego, że przez długi czas tłumaczyłem dla wojska. Jak Ojciec Święty Jan Paweł II objął pontyfikat w Watykanie, to wtedy II sekcja wojska, ta anty-szpiegowska zaczęła mu posyłać wiadomości o sytuacji kościoła w Brazylii. Ale Ojciec Święty nie odpowiadał. Pewnego dnia zwrócili się do mnie.

Ja publikowałem tutaj w gazecie, że dostałem błogosławieństwo od Ojca Świętego. To jest inna historia, bo moja siostra nieboszczka była jego koleżanką. Tylko ja się urodziłem w Bielsku, a cała moja rodzina jest z Wadowic. Moja siostra, która zmarła cztery lata temu, była koleżanką Ojca Świętego. Ona urodzona była w 1920 roku w grudniu, a Ojciec Święty w 1920 roku w maju. A w Wadowicach wtedy była tylko jedna szkoła podstawowa, więc oni chodzili do niej razem do jednej klasy. Pewnego dnia ja napisałem do Ojca Świętego, bo siostra nie chciała, wstydziła się. Napisałem, że moja siostra Fela była koleżanką Waszej Świątobliwości. W miesiąc potem otrzymałem odpowiedź. W jakiej postaci? Fotografii w kolorach, mam ją tam na ścianie, nad biurkiem, w pokoju gdzie daję lekcje. Jest to podobizna Ojca Świętego, a z tyłu własną ręką napisane błogosławieństwo – „Niech was Bóg Wszechmogący błogosławi w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego Amen” – Jan Paweł II.

Ja mam przyjaciela do dnia dzisiejszego tu w naszej gazecie, patrz – powiedziałem – dostałem błogosławieństwo od Ojca Świętego. No to ja to opublikuję. No i opublikował. Wojsko to przeczytało. Pewnego dnia dostałem zaproszenie, żeby do nich przyjść do czwartego pułku piechoty. Tam poprosili mnie o tłumaczenie jednej stronicy. Oni dali takie krótkie wiadomości o kościele w całej Brazylii. To było dla mnie zupełnie łatwe. Przetłumaczyłem, a oni posłali. Otrzymali odpowiedź po raz pierwszy, ale po polsku, podpisaną przez księdza Dziwisza. Czy go Pan zna?

Juliusz Osuchowski: Tak, wiem kto to jest, ale nie znam go osobiście.

Joseph Nitchthauser: A ja go znam osobiście. On mnie zaprowadził później, jak się ożeniłem, moja pierwsza żona zmarła, to się ożeniłem z Martą. I zrobiłem jej niespodziankę. Pojedziemy do Europy – powiedziałem – i zostaniemy przyjęci przez Ojca Świętego. Jest tu fotografia. Tak, widziałem ją. Była to dla nas tylko audiencja, ale tak się tam coś podziało. Ksiądz Dziwisz powiedział: no, dzisiaj jeszcze muszę przyjąć więcej ludzi, przyjdą jeszcze trzy parki i one będą razem z wami. I przyszli, ale Ojciec Święty mówił tylko ze mną. Po polsku! A później ksiądz Dziwisz nas odprowadził z biblioteki Ojca Świętego aż na sam dół. Tam pocałowałem go w rękę. Było bardzo ładnie.

Ostatnio publikowali tutaj dokument, że Watykan prosi o przebaczenie i tak dalej, że katolicyzm nie zrobił dosyć dla żydów. Ja uważam, że nawet nie potrzebowali iść tak daleko. Nikt nie mógł nic zrobić dla żydów. Nikt! To była ta tragedia. Nikt, ani Ojciec Święty, ani księża, ani nikt. Pomimo wszystko jednak robili. Ja nie rozumiem, dlaczego Watykan musiał prosić o przebaczenie? Przede wszystkim Papież Pius XII zrobił co mógł. Jeśli by zrobił więcej, to by posłano tam dwóch esesmanów i by go tam zastrzelili w Watykanie i nikt by nawet nie gwizdnął. Nikt by nic nie mógł zrobić.

Tu, w Belo Horizonte, jest jedna rodzina, zresztą bardzo starych ludzi, żydów niemieckich, którzy uciekli z Niemiec, przeszli do Włoch i w 1942 roku, w pełnej wojnie, otrzymali paszporty Watykanu i przyjechali do Brazylii. W pełnej wojnie, proszę Pana! Tutaj mieszkają, a w Sao Paulo jest wiele takich rodzin. Słyszał Pan na pewno o świętym Maksymilianie Kolbe? Ja zostałem przywieziony do Oświęcimia w cztery miesiące po jego śmierci. Jeszcze się dużo mówiło o nim. Ja już trzy razy byłem w telewizji i trzy razy opowiadałem o świętym Maksymilianie Kolbe. Zawsze byłem przejęty tym. Nie mogłem zrozumieć, jak można się poświecić tak dalece za drugiego człowieka, którego nawet nie znał. On tylko słyszał, że ten porucznik powiedział „o, moja żona, moje dzieci”, bo został wyznaczony żeby poszedł do tej celi głodowej. A ksiądz Kolbe wyszedł z szeregu, nie? I powiedział: „Ja chcę iść”. I poszedł.

Ja otrzymałem dokumenty – z Polski dokumenty, z Niepokalanowa – gdzie się przypuszcza, dlaczego on został zaaresztowany. Bo został zaaresztowany całkiem zwyczajnie przez gestapo. Przyjechali do klasztoru i zabrali go. Najpierw posłali go do Pawiaka w Warszawie, a potem do Oświęcimia. Więc między innymi przypuszcza się, że ofiarowali mu obywatelstwo niemieckie, przypuszczając że Kolbe jest pochodzenia niemieckiego. On nie przyjął. W swoich kazaniach on zawsze dawał do zrozumienia, bo był człowiekiem bardzo inteligentnym, że to nie jest w porządku, to co robią z Polakami, żydami i innymi narodami naziści. On dał osobiście rozkaz, polecenie – o czym dużo Polaków nie wie do dnia dzisiejszego, ja to mówię nie od siebie, ja mam dokumenty – aby otworzyć drzwi wszystkich klasztorów reguły franciszkańskiej, on był franciszkaninem, aby przyjąć Polaków i żydów, którzy zostali przez nazistów wyrzuceni z Pomorza. Jak on dal ten rozkaz, to w miesiąc potem przyjechało po niego auto i tak się skończyło.

No to jak można mówić, że nie pomagali? Nawet Francuzi, którzy sami wydali Niemcom wszystkich swoich żydów, pomagali. Nie na tyle co Polacy, ale pomagali. Dzisiejszy arcybiskup Paryża, od którego tutaj mam list, zaraz go pokażę, Jan Maria Lustiger urodzony jest we Francji, ale jego rodzice byli żydami z Bielska, z mojego miasteczka. Miasteczka, w którym ja się urodziłem. Oni pojechali do Francji już w 1925 roku. Dzisiejszy Kardynał Lustiger urodził się w 1926 roku i cala jego rodzina i on też byli normalnymi żydami. Nie wszyscy we Francji byli i są radzi z tej Papieskiej decyzji.

Po wkroczeniu Niemców do Francji, Francuzi złapali jego rodziców. Lustigera i jego starszego brata nie złapali, gdyż schowali się oni gdzieś w piwnicy. Obu tych chłopców – to były prawie że jeszcze dzieci – wzięli dobrzy ludzie do gór nad granicę ze Szwajcarią i tam uratowali się u górali francuskich. W międzyczasie Lustiger poprosił o chrzest. Przechrzcił się na katolicyzm, jego brat nie. Jak skończył 16 lat powiedział: „ja chcę być księdzem”. I dzisiaj jest kardynałem. Brat jego jest w Izraelu, mieszka w jednym kibucu. Nie wszyscy we Francji byli i są radzi z tej Papieskiej decyzji. Ale nie można było ratować. Za ratowanie żyda, za danie mu talerza zupy, na terenie tylko Polski, jeżeli Niemiec złapał, mógł zastrzelić, od razu na miejscu i żyda i Polaka jeżeli chciał. Oni mieli władzę nad śmiercią i nad życiem we wszystkich państwach, które oni zajęli. Oni byli wszechwładni. Tak, że nie było możliwości, trzeba było mieć bardzo dużo odwagi, żeby pomoc żydowi.

Polskę i Polaków zawsze bronie, bo tak mnie rodzice nauczyli. I tak jak analizowałem dzisiaj, a mam na karku już siedemdziesiąt lat. Nie zmieniłem opinii, bo wiem, że jest wielka niesprawiedliwością jeżeli mówi się tak źle o Polakach.

Juliusz Osuchowski: Kim byli Pana Rodzice?

Joseph Nitchthauser: Mój ojciec miał furmankę i sanie i dwa konie. Jeździł do Jaworzna do kopalni. Bral tam węgle zapakowane w worki, nie sprzedawał ich, tylko rozwoził. Nie tylko dla żydów, ale też dla Polaków. I z tego utrzymywał cala rodzinę – bardzo marnie.

Juliusz Osuchowski: Ten prosty człowiek, woźnica, Pana Ojciec, polski żyd nauczył Pana patriotyzmu polskiego?

Joseph Nitchthauser: Tak. Miał brodę, nie taką długą, ale taką jak ja. Ja mam brodę nie dlatego, że jestem żydem. Dwa lata temu pracowałem na rzecz jednego kandydata na burmistrza miasta w czasie wyborów. Wtedy wszyscy w naszym komitecie zapuścili brody, bo nasz kandydat nosił brodę. Mogę powiedzieć, że mój ojciec był dość pobożnym żydem. Chodził do bożnicy – w każdą sobotę rano. I brał mnie za rękę, brał mojego brata, było nas pięcioro, trzech synów i dwie córki, i prowadził do bożnicy. Ojciec nigdy nam nie mówił, że mamy źle mówić o Polsce. On nam zawsze mówił, że tu, w Polsce, jest nasze miejsce i my mamy szanować ten kraj.

Moj brat służył w wojsku polskim w 1939 roku. Gdy wojna wybuchła, znalazł się na najpierwszej linii frontu, bo służył na samej granicy z Niemcami. Przeszedł z wojskiem całą kampanię wrześniową. On był dobrym polskim podoficerem. Zginał w getcie w Tarnowie wraz ze swą żoną. Do naszego domu przychodzili sąsiedzi i razem z ojcem pili. Oni, Polacy, więcej rozmawiali z nim po niemiecku niż po polsku. Rozmawiali o wszystkim. O tym, co się działo wokół nas i o sprawach ważnych. Ja ubóstwiałem przysłuchiwać się tym rozmowom. Zawsze wracam pamięcią do domu mojego ojca i zawsze chciałem to, co zostało z mojego dzieciństwa tam pokazać mojej córce.

Jak uskładałem trochę pieniędzy, a moja córka wtedy studiowała w Anglii, ona miała 18 lat. Pojechałem do Anglii, zabrałem ją i powiedziałem: „zobaczysz gdzie twoi dziadkowie mieszkali”. Ona miała tydzień wakacji na uniwersytecie w Cambridge. Zawiozłem ją wszędzie, gdzie ja spędziłem moje dzieciństwo i gdzie żyła cała moja rodzina. Żydowska rodzina, która bardzo kochała i szanowała Polskę i Polaków. To było bardzo wzruszające być tam, skąd wyszedłem i spotkać się po latach ze znajomymi, którzy jeszcze w tych miejscach się znaleźli. To było wielkie przeżycie, a oni wszyscy byli tacy serdeczni i tak bliscy, tak bardzo gościnni – prawdziwi starzy znajomi – Polacy.

przedruk ze strony: http://www.3w3.net/polska/Antypolonizm/pages/nichthauser.html (strona nie działa)

Bajkę o 6 milionach żydów wymyślono w 1915 roku i lansowano nieustająco do wybuchu II wojny światowej

Jątrząca i jawna mowa nienawiści, która pozostaje całkowicie bezkarna

W czasie, kiedy politycy podnoszą larum z powodu rzekomo zalewającej świat „mowy nienawiści”, i domagają się zwalczania jej wszelkimi, nawet totalitarnymi metodami (choćby takimi, jak wprowadzenie cenzury i ograniczenie swobodnego dostępu do Internetu), istnieje grupa, która w wyjątkowo plugawy sposób leje jad wręcz jątrzącej nienawiści na inne narody, a na Polaków w szczególności.

Grupie tej wolno posługiwać się mową nienawiści w stosunku do wszystkich narodów, ale wszelkie próby powtrzymania tej mowy nienawiści uznawane są za… mowę nienawiści.

Powtórzę to jeszcze raz: jeśli próbujesz powstrzymać tę mowę nienawiści automatycznie zostaniesz nazwany tym, który posługuje się mową nienawiści.

Cóż za piękny i wręcz sztandarowy przykład „moralności Kalego”!

W myśl tej „moralności” anty-kalinizm być zbrodnią, ale antypolonizm być cnotą.

Jeśli Kali nienawidzić Polaka, jeśli go oskarżać o to, że to Polak rozpętać II wojnę światową i mordować ludzi w „polskich obozach śmierci” to być to cnota, ale jeśli Polak zwrócić Kalemu uwagę, że Kali rzucić papierek na ulicę, to jest to anty-kalinizm, za który grozić odsiadka i niezmywalna hańba do 30 pokolenia.

Sami popatrzcie, jak daliśmy się sterroryzować i zastraszyć!!!

Decyzja polskiego Trybunału Konstytucyjnego, zakazującego uboju rytualnego stanowi „Zagrożenie dla żydowskiego sposobu życia”.

Redakcja „Jewish Cronicle” wyrok, który nadszedł z Polski, traktuje jako „kolejny w ostatnim czasie atak na praktyki wyznawane przez Żydów, po toczącej się w Niemczech batalii dotyczącej rytualnego obrzezania”. „Ubój jest też zagrożony w kolejnych krajach, np. w Holandii i może się okazać, że wyrok ogłoszony w Polsce stanie się drogowskazem dla innych krajów, które mierzą się z pozwami obrońców praw zwierząt” – dodaje gazeta.

Aj waj!

Holandia (również) zakazuje uboju muzułmanom i Żydom

Wprawdzie muzułmanie i żydzi na co dzień się nie cierpią, ale w obliczu wspólnego wroga można przecież zewrzeć szyki. Oto kolejny przykład presupozycji wymieszanych z mową nienawiści (dozwoloną tylko dla narodu wybranego), które bełtają ludziom w głowach:

Egzotyczny sojusz holenderskich obrońców zwierząt, lewicy i populistów przeforsował w parlamencie zakaz rytualnego uboju zwierząt uderzający w muzułmanów i Żydów. – Naziści też zaczęli od takich zakazów – stwierdził naczelny rabin kraju

Cóż tu widzimy?

  • „Egzotyczny”, czyli zrodzony we łbach jakichś kolorowych, zamorskich dzikusów i małpiszonów, które powinny wisieć na ogonach na drzewach, a nie stanowić prawo;
  • „obrońców zwierząt”, czyli jak można bronić praw zwierząt, gdy gwałci się prawa ludzi,
  • „lewicy” czyli drani, którzy chcą ci odebrać prawo własności,
  • „populistów”, czyli niepoważnych i niegodnych zaufania świrów,
  • „przeforsował”, czyli użył niedemokratycznej, brutalnej siły, żeby narzucić swoją (samo)wolę,
  • „uderzający” ach, jak boli, zostaliśmy bestialsko pobici.

No i kropka nad „i”:

  • Naziści też zaczęli od takich zakazów”. Drżyj świecie, Hitler znowu narodził się w Polsce i znowu zagoni żydów do „polskich obozów śmierci”.

Ktoś jeszcze pamięta, że chodziło jedynie o zakaz okrutnego traktowania zwierząt?

Tego typu teksty aż roją się od najbardziej niedorzecznych presupozycji. Klasycznym przykładem presupozycji jest pytanie: „kiedy przestał pan bić swoją żonę”, które, poprzez wpływ na podświadomość, sugeruje, że faktem jest, iż biłeś swoją żonę. Presupozycje są ulubionym narzędziem, wykorzystywanym w NLP, a techniki NLP z kolei wykorzystywane są we wszystkich mediach głównego nurtu – do prania twojego mózgu i wpływania na twój podświadomy odbiór serwowanych ci „wiadomości” z Matrixa. Dlatego dobrze radzę, zapoznaj się z technikami NLP, ale nie po to, żeby wpływać na innych, lecz po to, żeby uniemożliwić innym wpływanie na ciebie i manipulowanie twoją percepcją!

Polski zakaz uboju rytualnego NIE stanowi zagrożenia dla żydowskiego sposobu życia. Jest dokładnie na odwrót: to żydowski sposób życia został potajemnie narzucony wszystkim Polakom, co można uznać za zagrożenie dla polskiego sposobu życia (dodam taki mały drobiazg: we własnym kraju). Ten zakaz jest tylko i jedynie przywróceniem prawa Polaków żyjących w Polsce do polskiego sposobu życia. Polska Konstytucja zakazuje okrucieństwa wobec zwierząt. Polacy nie muszą się stosować do nakazów ani zakazów żydowskiej religii ani żydowskiego prawa, bo Polska to nie Izrael. Tymczasem dowiadujemy się, że żydzi, będący mniejszością religijną w naszym kraju, potajemnie narzucili wszystkim Polakom przymus spożywania mięsa koszernego. Tym sposobem wszyscy zostaliśmy zmuszeni do uczestniczenia w barbarzyńskich, religijnych obrzędach i do brania udziału w niepotrzebnym okrucieństwie wobec zwierząt. Gdyby ludzie o tym wiedzieli, niektórzy mogliby poczuć się niekomfortowo wiedząc, że jedzą mięso złożone w ofierze jakiegoś plemiennego, krwawego bóstwa obcej religii.

I śmiem twierdzić, że powinno to oburzać również ateistycznych „liberałów”, tak bardzo tolerancyjnych dla przeróżnych dewiacji, jako że nie godzi się, by ludzie negujący wszelkich bogów i odrzucający wszelkie praktyki religijne jedli mięso zwierząt składanych rytualnie na ołtarzu jakichkolwiek bogów czy bóstw.

Ten artykuł zasługuje na zacytowanie w całości. Gdyby taki nienawistny tekst, ale nie o Polakach, lecz o żydach ukazał się w jakiejkolwiek gazecie na świecie, to gazeta ta zostałaby natychmiast zamknięta, autor artykułu aresztowany pod zarzutem szerzenia mowy nienawiści, a wszystkie mendia świata jazgotałyby histerycznie przez całą dobę bez przerwy, że stała się niesłychana zbrodnia, że nadciąga nowy Hitler i koniec świata, a organ Michnika zaplułby się, z jakże słusznej, wściekłości. Ale nas to nie dziwi, bo zdążyliśmy się już przyzwyczaić i uznać za normę, że w światowym prawie obowiązuje moralność Kalego – jak Kali obrazić kogokolwiek, to Kali mieć wielką zasługę, ale jeśli ktokolwiek obrazić Kalego, to być zbrodniarz nad zbrodniarze i iść siedzieć. Albo nawet wisieć.

Portal handlarzy mięsem: Polacy to „szumowiny”, które pognały Żydów do obozów

„Wujaszek Stalin był jedynym człowiekiem, który wiedział jak postępować z Polakami” – napisano na stronie „Meat Trade News Daily”. Branżowy portal handlarzy mięsem z Argentyny umieścił serię wyjątkowo oszczerczych tesktów pod adresem Polski i Polaków. W odpowiedzi na interwencję MSZ administratorzy odmówili zmiany treści. Ministerstwo wzywa więc do wysyłania do redakcji maili.

O sprawie poinformowała Kontakt 24 internautka, która natrafiła na jeden z artykułów w internecie i poczuła się oburzona ostrymi oskarżeniami wystosowanymi pod adresem Polaków.

Polak wrogiem

„Ci źli, fałszywi miłośnicy zwierząt pognali cztery miliony Żydów do obozów śmierci. Niech Bóg im wybaczy, bo ja tego nigdy nie zrobię” – napisał anonimowy autor w jednej z dwóch informacji na stronie „Meat Trade News Daily”. „Ci tchórze” Polacy, mieli też „wynaleźć getta”, w których rzekomo zamykali Żydów sto lat przed pojawieniem się Hitlera.

Oddzielny wątek poświęcono obecności Polski w UE. Pozwolenie na akcesję Polski ma być „największym dotychczasowym błędem Brukseli”. „Te szumowiny udają, że przejmują się cholernymi zwierzętami, kiedy wyciągają z UE 11 miliardów euro rocznie” – perorował dość nieskładnie autor.

„Po tym jak Lech Wałęsa oswobodził ich od komunizmu, zwrócili się przeciw niemu i błagali swoich rosyjskich panów aby wrócili” – wykłada twórca dwóch notek.

Łagodna próba nie odniosła skutku

Polskie MSZ poinformowało, że dyplomaci w Argentynie odbyli rozmowę telefoniczną z administratorami portalu i wystosowali oficjalne żądanie „usunięcia nieprawdziwych treści szkalujących Polskę i Polaków” oraz domagali się „sprostowania i przeprosin”.

Właściciel portalu odmówił jednak zmiany tekstów. W opublikowanej odpowiedzi ambasadorowi portal zarzucił mu m.in. brak manier. Ambasada w Buenos Aires ma teraz próbować zmobilizować w tej sprawie miejscowe media i Polonię oraz ewentualnie podjąć kroki prawne.

Ministerstwo podaje też dwa adresy emailowe – do szefa portalu:williamhayes@meattradenewsdaily.co.uk oraz do redakcji: newsroom@meattradenewsdaily.co.uk – i wzywa do pisana na te adresy w proteście przeciw zakłamywaniu historii.

Zły wyrok TK?

Wybuch agresji pod adresem Polaków wydaje się być spowodowany orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego, który 27 listopada zawyrokował, iż rytualny ubój zwierząt jest sprzeczny z Konstytucją. Tytuł jednego z artykułów brzmi „Kolaboranci zakazują koszernego jedzenia”

W każdej z dwóch notek, po „autorskim” wstępie atakującym Polaków, przeklejane są fragmenty depesz agencyjnych dotyczących wyroku TK. Podkreślane są ich fragmenty, w których agencje przypominają, iż przed wojną w Polsce żyła prawie czteromilionowa populacja Żydów, a obecnie jest ich tu kilka tysięcy.

Autor wpadł w amok i w gorączce spowodowanej mową nienawiści zaczął zwyczajnie bredzić: „Kolaboranci zakazują koszernego jedzenia”.

Kolaboranci, czyli kto? Polacy? Odkąd to Polacy we własnym kraju są kolaborantami i z kim kolaborują?

Kolaboracja

Kolaboracja (łac. ko – przedrostek oznaczający „razem, wspólnie” + łac. laborare – „pracować”) – współpraca z nieprzyjacielem, okupantem; kolaborant, kolaboracjonista – współpracujący z wrogiem, zaborcą.

(…) reszta tutaj http://pl.wikipedia.org/wiki/Kolaboracja

Autor posługuje się jakąś cudaczną, wręcz kuriozalną logiką.

Czy jeśli współcześni Polacy są kolaborantami, którzy knują przeciw żydom, to znaczy, że Polska jest pod okupacją? Czy mogłabym prosić o odpowiedź na pytanie, KTO nas okupuje? Pytam, bo może czegoś nie wiem?

I znowu nasze ulubione presupozycje: „zakazują koszernego jedzenia”. W którym miejscu wyroku jest mowa o „zakazie koszernego jedzenia”? Powtórzę raz jeszcze: zakaz rytualnego uboju w Polsce nie jest zakazem koszernego jedzenia, lecz jedynie zakazem znęcania się nad zwierzętami. Z tego, co wiem tylko 1/5 światowego koszernego mięsa pochodzi z Polski, więc żydzi bez trudu znajdą innego dostawcę. Jeśli ktoś będzie stratny, to jedynie polscy rzeźnicy i handlarze mięsem (nota bene portal handlarzy mięsem z przerażającą ostrością obnażył mentalność i kulturę duchową „ludzi” trudniących się tym krwawym procederem). Jeśli mam być szczera płakać z powodu ich strat nie będę, a nawet przyznam się, że życzę im wszystkiego najgorszego, a najbardziej tego, żeby w wielu następnych wcieleniach rodzili się jako zwierzęta przeznaczone do uboju rytualnego.

Ten klasyczny przykład mowy nienawiści pamiętamy i nigdy go nie zapomnimy.

Zacytuję tu słowa matki Normana Finkelsteina: „Skoro każdy, kto twierdzi, że jest ocalałym z holocaustu, naprawdę nim jest, to kogo zabił Hitler?”

debbie schliesel„Biały Dom nie powinien przepraszać Polaków. Oni zamordowali miliony Żydów.”

– Barack Obama nie pomylił się mówiąc o polskich obozach śmierci. To nie była gafa. Polska ponosi współodpowiedzialność za Holocaust. To fakt – napisała na swoim blogu konserwatywna amerykańska dziennikarka Debbie Schlussel i zestawia polskie godło ze swastyką.

Czy to jest mowa miłości?

„Izrael przeciągnięty w ONZ jak worek kartofli przez bazar”

Izraelscy przywódcy konkurowali ze sobą w czwartek o to, kto wygłosi najbardziej pogardliwe uwagi o palestyńskim kroku w ONZ

„Najbardziej pogardliwe uwagi”. Czy wypowiadanie najbardziej pogardliwych uwag jest mową miłości, czy raczej nienawiści? Czy kochając kogoś wypowiadasz o nim najbardziej pogardliwe uwagi? To nie jest język dyplomacji, to jest język wojny. „Na początku było słowo”, ze słowa powstało wszystko. Jakie słowa, takie dzieło z nich zrodzone. Słowa nienawiści rodzą przemoc i śmierć. W Palestynie widać to lepiej, niż gdziekolwiek indziej. Jeśli nie powtrzymamy tych, którzy wypowiadają słowa nienawiści wszyscy staniemy się Palestyńczykami.

Nie zgadzasz się ze mną? W takim razie wyobraź sobie taką hipotetyczną sytuację: w 1939 r. Niemcy podbili Polskę i ogłosili światu, że nie ma ona statusu państwa, ale po wielu latach walki o niepodległość ONZ ogłosiło, że przyznaje Polsce, wprawdzie ograniczone, ale jednak prawa członkowskie w ONZ. Decyzja ta doprowadziła Niemców do furii, więc miotają „najbardziej pogardliwe uwagi” pod adresem Polaków i tych państw, które głosowały za Polskimi prawami. Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe.

W ramach eksperymentu wpisałam do wyszukiwarki hasło „żydzi oburzeni…” i doszłam do wniosku, że:

Wszyscy jesteśmy Palestyńczykami.

Czym i dlaczego oburzają się żydzi?

Żydów najbardziej oburza demokracja i suwerenność wszystkich krajów świata.

Żydzi oburzeni uczczeniem św. Gabriela Zabłudowskiego świętego męczennika, ofiary żydowskiego mordu rytualnego.

Dlaczego żydzi są tym oburzeni? Skoro żydzi bezpodstawnie oskarżają Polaków o mordowanie żydów w obozach koncentracyjnych, to dlaczego inne narody nie mogą oskarżać żydów o mordy rytualne na dzieciach? Albo twardo trzymamy się dowodów i stosujemy tę zasadę do wszystkich bez wyjątku, albo nie stosujemy jej do nikogo i hulaj dusza bez kontusza.

Grecja: Żydzi oburzeni wynikiem wyborów

  • Greccy Żydzi sukces demokratycznie wybranych nacjonalistów postrzegają jako „poważny cios” w demokrację;
  • Żydzi powołując się na demokrację i wolność wzywają media oraz „siły demokratyczne” w parlamencie i społeczeństwie do zwalczania demokratycznie wybranej partii.

No cóż, jak ktoś powiedział „demokracja sterowana to też demokracja”…

I znowu ta żydowsko-muzułmańska solidarność, cóż za wzruszająca harmonia:

Norweska partia chce zakazać obrzezania. Muzułmanie i Żydzi oburzeni

Praktyka rytualnego obrzezania małych chłopców jest przestarzała i niebezpieczna i powinna zostać zakazana – stwierdziła Jenny Klinge, rzeczniczka Norweskiej Partii Centrum (Senterpartiet). Przedstawiciele społeczności żydowskiej i muzułmańskiej nie kryją swojego oburzenia.

(…) profesor etyki medycznej z Oslo University Jan Helge Solbakk. – To nieodwracalna operacja na chłopcu, który nie może się bronić i jako taka stanowi złamanie praw człowieka – stwierdził.

I znowu NLP w akcji:

Muzułmanie i Żydzi: To koszmar, totalitaryzm

To byłby silny sygnał, że Żydzi są niechcianą mniejszością w kraju – stwierdził.

„chcą państwa totalitarnego”.

A czyż religie nie są swoistym totalitaryzmem? Religie nie są i nigdy nie były demokratyczne, lecz właśnie totalitarne, jako że przewidywały tortury, ścięcie lub stos dla tych, którzy nie chcieli się im podporządkować i żyć zgodnie z ich nakazami.

Nie zabraniam nikomu wierzyć w cokolwiek, choćby nawet w latającego potwora spaghetti, ani praktykować dowolnych obrzędów, ale nie ma mojej zgody na rytuały, które szkodzą zdrowiu fizycznemu lub psychicznemu, zwłaszcza bezbronnych dzieci. Tak, jak świat nie toleruje składania ofiar z ludzi, tak nie powinien tolerować obrzezania, nie tylko dziewczynek, ale również chłopców.

Obrzezanie praktykuje się w wielu regionach świata. Tradycyjnie żydowscy chłopcy są poddawani obrzezaniu w ósmym dniu życia. Muzułmanie praktykują obrzezanie u chłopców od ósmego dnia życia, ale najczęściej w wieku około 14 lat.

Czemu służy obrzezanie? Może wyjaśni wam to generał Konstanty Pietrow, który dla potrzeb radzieckich tajnych służb badał sekrety Biblii i starożytnych bogów (o obrzezaniu od 2:58).

Polecam te dwie dyskusje:

http://davidicke.pl/forum/trehlebov-nieludzie-pl-t2826.html

Einsatzgruppen

Jeśli ktoś się pali do zamykania za mowę nienawiści, to chętnie wskażę kilka blogów racjonalistycznych, a nawet pewien opłacany przez syjonistów portal, które z psychopatyczną rozkoszą znęcają się nade mną, wypisując najgorsze kłamstwa i lejąc na mnie kubły pomyj. Czuję w tym pisaniu nienawiść szczerą i płomienną, tak gorącą, że od czytania dostaję wypieków.

Słowo „żydzi” piszę małą literą, ponieważ żydzi nie są narodem, lecz grupą religijną. Z tego samego powodu słowa „katolicy” nie pisze się dużą literą.

Mowa nienawiści – suplement:

Hasło dla żydów:

  • Nigdy nie zapomnieć, nigdy nie wybaczyć

Hasła dla chrześcijan:

  • Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni, nie potępiajcie, abyście nie byli potępieni, wybaczajcie, a będzie wam wybaczone
  • A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi!
  • 38. Słyszeliście, iż powiedziano: Oko za oko, ząb za ząb. 39. A Ja wam powiadam: Nie sprzeciwiajcie się złemu, a jeśli cię kto uderzy w prawy policzek nadstaw mu i drugi. 40. A temu, kto chce się z tobą procesować i zabrać ci szatę, zostaw i płaszcz. 41. A kto by cię przymuszał, żebyś szedł z nim jedną milę, idź z nim i dwie. 42. Temu, kto cię prosi, daj, a od tego, który chce od ciebie pożyczyć, nie odwracaj się.
  • Gruba kreska Mazowieckiego

Bez komentarza.

Jeden odważny „antysemita”

Źródło

 Czyli jak Guenter Grass rozpoczął 3cią i następnych 5 wojen atomowych.

A tu nagle, jak nie trzaśnie, jak nie praśnie, jak nie huknie, jak nie dupnie …

Niemiecki noblista Guenter Grass napisał wiersz, w którym ostrzega przed atakiem na Iran i krytykuje Izrael, sugerując, że kraj ten jako mocarstwo atomowe zagraża pokojowi na świecie. Inicjatywa Grassa wywołała falę krytyki.

Zaangażowany politycznie utwór publikuje dziennik “Sueddeutsche Zeitung”. Zabierając głos w sporze o irański program atomowy, Grass przyznaje, że zbyt długo milczał w “ewidentnej” sprawie “rzekomego prawa do pierwszego uderzenia” (na Iran), które może “wymazać z powierzchni irański naród” – i to tylko dlatego, że w państwie “mocnego w gębie” władcy Iranu może znajdować się bomba atomowa.

Izrael godzący w pokój świata

Stany Zjednoczone i ich sojusznicy podejrzewają Iran o potajemne prowadzenie prac nad bronią atomową. Społeczność międzynarodowa sankcjami chce zmusić rząd w Teheranie do rezygnacji z programu, ale USA i Izrael nie wykluczają ataku na irańskie obiekty nuklearne.

W tym kontekście pisarz pyta o przyczynę zahamowań przed nazwaniem po imieniu innego kraju (Izraela), w którym “od lat znajduje się – choć utrzymywane jest to w tajemnicy – rosnący potencjał jądrowy, będący poza wszelką kontrolą (międzynarodową), ponieważ nie ma dostępu do tych urządzeń”. “Powszechne milczenie” w tej sprawie nazywa Grass “obciążającym kłamstwem”, wynikającym – jego zdaniem – z obawy przed zarzutami o antysemityzm.

Grass podkreśla, że zdecydował się powiedzieć, co “musi zostać powiedziane”, w sytuacji, gdy Niemcy mają dostarczyć Izraelowi kolejny okręt podwodny. Z tej jednostki mogą zostać odpalone rakiety w kierunku miejsca – “gdzie podobno znajduje się bomba atomowa, chociaż jej istnienie nie zostało udowodnione”.

“Czy mocarstwo atomowe Izrael naraża na szwank i tak już chwiejny pokój na świecie?” – pyta Grass. Dostarczenie Izraelowi okrętu podwodnego może być przestępstwem – ostrzega swoich rodaków.

Awangarda prawdy?

Pisarz tłumaczy, że nie może dłużej milczeć, ponieważ ma “dość hipokryzji Zachodu”. Ma nadzieję, że jego słowa przerwą mur milczenia i przekonają sprawcę niebezpieczeństwa do rezygnacji z przemocy. Wyraził nadzieję, że Iran i Izrael wyrażą zgodę na międzynarodową kontrolę swych potencjałów atomowych. Tylko w ten sposób można pomóc Izraelczykom i Palestyńczykom oraz wszystkim ludziom, którzy mieszkają w tym “opanowanym przez obłęd” regionie – napisał Grass w opublikowanym na łamach “SZ” wierszu.

Agencja dpa odnotowuje, że politycy, organizacje żydowskie i intelektualiści zareagowali na wiersz Grassa z oburzeniem, zarzucając mu, iż prezentuje “postawiony na głowie” obraz sytuacji. To nie Izrael, lecz irański reżim mułłów zagraża światowemu pokojowi – podkreślają krytycy. Grassowi zarzuca się antysemityzm i nieodpowiedzialne postępowanie, brak wyczucia i ignorancję w kwestii bliskowschodniej.

Centralna Rada Żydów w Niemczech nazwała tekst Grassa “agresywnym pamfletem agitacyjnym”. Sekretarz generalny CDU Hermann Groehe wyraził opinię, że Grass przedstawił wypaczony obraz sytuacji, nie dostrzegając, że to Iran, dążący do wejścia w posiadanie broni nuklearnej, kwestionuje prawo Izraela do istnienia i neguje Holokaust.

więcej …http://www.tvn24.pl/-1,1740505,0,1,grass-pyta-czy-izrael-naraza-pokoj-na-swiecie,wiadomosc.html

Ta historia po prostu poraża, szczególnie bractwo milczenia na zachodzie zwane MASS-MEDIAMI, które umiejętnie przez ostatnie lata podkręcały atmosferę zagrożenia i wskazywały na Iran jako nowe potencjalne źródło zła (w Iraku nie znaleziono broni masowego rażenia), na którego atak media stymulowały przyzwolenie.

Jednocześnie prowadzi się od lat politykę wybielania Izraela ze wszelkich okropieństw jakich ten mały sąsiad się dopuszcza na bliskich wschodzie dla przypomnienia, bomby fosforowe nad palestyńskimi szkołami. Tylko Izrael ma prawo się dzisiaj obwoływać poszkodowanym narodem, nie wspominając nic na temat, ile on sam przynosi sąsiadom semitom cierpienia, nie wolno też wspominać innym. Cierpi nawet ich własny lud, ten bardziej religijny, żyjący blisko Tory , będący co jakiś czas pałowanym w sposób dosłowny przez izraelskie bojówki w mundurach również w ich własnych izraelskich synagogach – widziałem na własne oczy nagranie komórką podczas jednego z takich ataków. Ci Żydzi przeklinają Izrael i modlą się do Jahwe o jego szybkie rozwiązanie, ponieważ w TORze stoi jasno, że Izrael zostanie zwrócony Żydom, ale nie wolno go zakładać pod przymusem, bronią czy pieniądzem, ma to być państwo gościnne i przyjazne dla sąsiadów, w przeciwnym razie, zejdą na Żydów straszne klęski. Oni to już widzą, po tym jak jest odbierany na świecie Izrael – tak na ulicy co ludzie ludziom w pubach mówią przy piwie – nie ten bełkot w telewizji.

Świat boi się dzisiaj Izraela i jego komitywy z USA podobnie jak w 1938 Europa bała się Nazistowskiej Partii Niemiec znanego lewaka – Hitlera, a ostatnio państwa Europy środkowej boją się rosnącego w siłę na wchodzie KGB i ich pancernych brzóz – ale wokół tego tematu też samo prześmiewanie, wytykanie teorii spiskowych i to ze łzami w oczach, aby nie wiedzieć że spora część ustaleń oficjalnych to bujda na resorach – przez ludzi przemawia strach wynikający z ich emocjonalnego zniewolenia, to im nie poizwala widzieć i stawiać pytań takich jakie stawia Guenter Grass ( przynajmniej w tym wypadku).

Izrael zaczyna zachowywać się jak ich własny kat z Berlina. Guenter Grass nie użył aż tak mocnych słów, ale ludzie znający fakty wiedzą że to o tych sprawach mowa. To co zrobił Grass to spektakularne uderzenie w tą brudną szybę telewizora, wypaczającego nam widzenie świata i jego polityki. Czy to ACTA uruchomiła ten proces walki z kłamstwem i cenzurą, czy to jakiś proces powodowany przez plamy na słońcu – tego nie wiem, ale ludzie zaczynają się budzić z Matrixa poprawności politycznej, to już ostatni dzwonek, bo możemy się obudzić po tym balu demokracji, na śmierdzącej stercie w wagonach jadących do obozów pracy, zachipowani z elektyrcznym kagańcem na szyi. Ile razy ludzkość będzie przerabiać tę naukę? Pobudka!