Simon’s Cat wraca!

Po dłuuugiej przerwie pojawił się nowy odcinek mojego ukochanego Simon’s Cat! Są tu tacy, którzy nie znają tego psotnika? Jeśli tak, to ostrzegam: nie jeść i nie pić w czasie oglądania, bo można się zakrztusić ze śmiechu. Znawcy kociej duszy (czyli właściciele kotów) będą się bawić podwójnie: Simon wprost genialnie uchwycił kocią naturę. Koty są dokładnie takie, jak na jego filmach.

Dla leniwych, którym nie chce się samodzielnie klikać po YouTube, starsze odcinki:

I na deser: najśmieszniejszy ze wszystkich, mało nie umarłam ze śmiechu, kiedy widziałam to po raz pierwszy 😀

Ludzie maile piszą

Co jakiś czas dostaję maila-curiosum. Panna Justynka przestała do mnie pisywać, pogrążając mnie w głębokim smutku (Justynko, tęsknię do twoich głębokich przemyśleń), ale chyba doczekała się godnej następczyni.

Czy ktoś wie, o co chodzi tej pani:

Według mnie tacy ludzie jak pani wierzą w głupotę. Katolizmu uczono mnie od dziecka. Wierzę tylko w Boga.Nie widziałam go lecz nie mało mi życie uratował gdy wisiało na włosku. skoro mam w to uwierzyć rzuć na mnie urok. Ale taki co mnie zmieni w szczeniaczka westleya 3 miesięcznego oczywiście na początku wakacji. Nie zapomnij jeszcze o jednym paniusiuod głupoty skoro będę tym pieskiem postaraj się by wziął mnie Kamil M. z miejscowości B. Reszta moja sprawa. W tedy w to uwierzę

Nawet jak na bardzo młodą nastolatkę to dość kuriozalne.

Polski racjonalizm ma oblicze faszyzmu czy raczej kompletnego idiotyzmu?

Polska nauka akademicka wystawia na szwank swój autorytet i powagę, wypowiadając świętą wojnę… wróżkom!!!

Mam przed sobą „Dziennik”, a w nim artykuł pt. „Protest przeciwko zawodowi wróżbita”. Własnowierca podał mi też link do petycji, którą podpisuje elita (pożal się Boże) intelektualna Polski. Nazywa się to szumnie „List otwarty w obronie rozumu” i jest polemiką z dokumentem pt. Klasyfikacja zawodów i specjalności, w której wymienione są takie zawody jak wróżbita, refleksolog, radiesteta, astrolog czy bioenergoterapeuta.

Niestety, z przykrością stwierdzam, że ta akcja nie ma nic wspólnego z rozumem. Profesor uniwersytecki, który organizuje takie akcje wystawia się zwyczajnie na pośmiewisko.

Zaprawdę, niskie poczucie własnej wartości intelektualnej musi mieć uczony, jeśli oburza go fakt istnienia w społeczeństwie obywateli myślących inaczej niż on, a zwłaszcza, jeśli chciałby wszystkim nie-naukowcom pozamykać usta i zakazać działalności.

Jeśli grozi nam powrót do średniowiecza, to nie za sprawą wróżbiarskich zabobonów, lecz z powodu powrotu prześladowań identycznych jak te, którymi wsławiła się święta inkwizycja. Mamy tu niechlubny popis nietolerancyjnej i zaściankowej mentalności, zdecydowanie niegodnej prawdziwego intelektualisty i uczonego. No i niestety, jeśli potraktować to poważnie – jest to przejaw nikczemnej małostkowości, która nie przystoi osobie o szerokich horyzontach intelektualnych.

Przypomnę, że na zakazach, nakazach, cenzurze i totalnej kontroli obywateli opierają się ustroje totalitarne, z faszyzmem na czele. Tak więc ja nie obawiam się powrotu zabobonów, lecz raczej faszystowskiej dyktatury, w której będzie można zakazać uprawiania jakiegoś zawodu, a co gorsze – niezależnego myślenia.

Prof. Łukasz Turski z Centrum Fizyki Teoretycznej PAN pyta dramatycznie, niczym postać z greckiej tragedii: „Gdzie jest granica idiotyzmu? (…) Nie można czuć się bezpiecznie w państwie, w którym powstają takie dokumenty”. Wtóruje mu grzmiący z oburzenia psycholog, dr Tomasz Witkowski, potępiający „zabobony” niegodne XXI wieku.

Nie wiem, jaki interes ma fizyk, ale domyślam się, co boli psychologa. Nie dalej jak dwa dni temu Radio TokFm podało wiadomość, że kryzys stopniowo obejmuje wszystkie branże z wyjątkiem wróżbiarskiej, która wręcz rozkwita. Ludzie na gwałtu rety poszukują wiedzy o tym, co ich czeka, masowo udając się do specjalistów od zaglądania w przyszłość. Widocznie gabinety psychologów, a zatem i ich portfele opustoszały, stąd ten żal…

Ministerstwo Pracy, ustami minister Jolanty Fedak wyraża zdziwienie i na tym, przynajmniej na razie, kończy dyskusję.

Sądzę, że wróżbici nie mają się czego bać, a raczej mogą się śmiać, bo czysta ekonomia uratuje ich przed popadnięciem w niełaskę. Wystarczy policzyć, ile wpływa do państwowej kasy dzięki podatkom z tej niecnej działalności, żeby spać spokojnie.

Jeśli natomiast chodzi o poczucie bezpieczeństwa w państwie, idące w ślad za jego prawodawstwem, to ja czułabym się śmiertelnie zagrożona, gdyby wprowadzono zakaz uprawiania dowolnego, nie stanowiącego zagrożenia dla bezpieczeństwa i zdrowia obywateli zawodu i zmuszono służby porządkowe do jego egzekwowania.

Państwo musi stać na straży porządku i bezpieczeństwa obywateli, a jego policje mają pilnować, żeby tego porządku nie naruszano. Jeśli ich moce zostaną skierowane na walkę z wiatrakami może się okazać, że zabraknie ich tam, gdzie są naprawdę potrzebne. Ja oczekuję, że prawo i policja będą chroniły mnie przed naprawdę groźnymi zjawiskami, takimi jak kradzieże, rozboje, podpalenia, gwałty czy morderstwa. Jest to szczególnie ważne teraz, gdy policja nie ma pieniędzy na benzynę i pensje dla pracowników. Nie chcę przeczytać w prasie, że dzielni stróże prawa uganiali się przez cały dzień za jakąś babcią ukrywającą pod płaszczem karty tarota czy za innym bioterapeutą, niecnie nakładającym ręce na ludzi, którzy zgłosili się do niego z własnej, nieprzymuszonej woli, zamiast przyjechać na miejsce morderstwa czy poważnego wypadku komunikacyjnego.

Jako wolna obywatelka wolnego kraju domagam się poszanowania dla moich własnych decyzji i wyborów. Jeśli mam ochotę dać pieniądze pijakowi leżącemu na ulicy, to moja sprawa. Jeśli chcę je wydać na edukację moich dzieci, to mam do tego prawo. A jeśli zapragnę zasięgnąć porady zaćpanej i rozczochranej czarownicy, siedzącej w cuchnącym bagnie, to kogo to może obchodzić? Kto ma prawo ingerować w moje osobiste życie i zabraniać mi robić czegokolwiek, nawet, jeśli miałyby to być głupoty, idiotyzmy i totalne kretynizmy?

Domagam się przyznania mi prawa do robienia głupstw!

Idąc do wróżki, lekarza leczącego homeopatią, radiestety wyznaczającego mi miejsce do postawienia łóżka nikomu nie robię krzywdy, a tym bardziej nie popełniam zbrodni. A to, co robię sobie, to wyłącznie moja własna sprawa i nikt nie ma prawa bronić mnie przede mną samą.

Jak tak dalej pójdzie, będziemy zmuszeni do posiadania kaftana bezpieczeństwa w każdym mieszkaniu, żeby jakaś dobra dusza mogła nas powstrzymać przed szaleństwem wydawania naszych własnych pieniędzy na to, na co chcemy (być może nierozsądnie) je wydać. Któregoś dnia jakiś fanatyczny i pełen frustracji „intelektualista” od siedmiu boleści może dojść do wniosku, że tańce stanowią obrazę dla rozumu, bo nie wykłada się ich w uczelniach wyższych, zażąda więc ich delegalizacji i wydania zakazu urządzania zabaw. Strach pomyśleć, jak długa musiałaby być lista zakupów czy czynności dozwolonych i zakazanych i jakie wojny w sejmie toczyliby posłowie, ustalając, co nam wolno, a czego nie. Może się okazać, że któregoś dnia zakażą używania cukru lub soli, bo niezdrowe. Lub nielegalne stanie się wychodzenie z domu, bo cegła może spaść z dachu, jakiś samochód może nas potrącić lub inna franca zagrozić naszemu zdrowiu.

Od takiego myślenia ku systemowi totalitarnemu wiedzie prosta droga (a wiele wskazuje na to, że dążą do niego potężne i wcale nie śmieszne siły).

Najlepiej będzie, jeśli nas wszystkich totalnie ubezwłasnowolnią jako kompletnych kretynów, mogących sobie potencjalnie zaszkodzić. Jako bezmyślne i nieodpowiedzialne bydło powinniśmy zostać zaczipowani, niczym krowy posiadające kolczyki w uszach i poddani stałej (naukowo-racjonalistycznej) inwigilacji. A jeśli to za mało, to zawsze przecież można przeprogramować czipy tak, żeby sterowały nami, niczym bezwolnymi automatami. Po co mamy sami myśleć? Po co mamy sobie szkodzić własną głupotą? Przecież są mądrzejsi od nas, którzy wiedzą lepiej, jak powinniśmy żyć i na co umierać.

Tak, panowie i panie „intelektualiści”, rzeczywiście, wasz intelekt jest wielki. Kłaniam się wam z szacunkiem do samej ziemi. Możecie mnie pocałować w zadek, który przy okazji wypinam.

Na sąsiedniej stronie Dziennika widzę tekst pt. „Zakaz in vitro wkrótce trafi do sejmu. Wszędzie tylko zakazy i nakazy, ograniczające wolność osobistą i prawa obywatelskie. Czy państwo nie ma nic lepszego do roboty, tylko dyktować ludziom jak mają żyć i jak się rozmnażać?

Skoro panom naukowcom nie podoba się, że religijni inkwizytorzy wtrącają się w ich badania naukowe nad komórkami macierzystymi, niech sami nie robią innym tego, co im niemiłe. Czym w końcu różni się mentalność światłego naukowca od mentalności religijnego prymitywa?

Na zakończenie kilka linków:

ISCO (Intenational Standard Classification of Occupations)

Klasyfikacja zawodów i specjalności – opis zawodu astrolog

Zawód numer 5150201

Ministerstwo ustaliło: wróżka to też zawód („Klasyfikacja zawodów i specjalności” nie jest największym problemem. – Czy warto z takiego powodu pisać listy i traktować to tak poważnie? Naukowcy też nie zawsze zajmują się poważnymi rzeczami, proszę spojrzeć choćby na Antynoble –  Bożena Diaby, rzeczniczka Misisterstwa Pracy)

A to ci heca!

Przeniesione ze starego bloga (2008-03-26 23:55:04)

Dzieciaki (już dorosłe, hehe) wpadły na trop strasznej afery muzycznej („bawilismy sie jednym programem i tak jakos wyszlo”), a efekt ich śledztwa został umieszczony na YouTube. I co wy na to? To chyba jeszcze gorsze diabelstwo, niż wiadomości od jego wysokości szatana, wymagające odtwarzania płyt od tyłu.

Kylie z wąsami wygląda wprost niezwykle seksownie, czyż nie?

Z serii „dowcipy od Justyny”

Przeniesione ze starego bloga (2008-06-10 15:47:56)

Mama woła jasia do domu:
– Jasiu do domu!
– A co głodny jestem?
– Nie, spać ci się chce!

Najdłuższa na świecie nazwa miejscowości?

Przeniesione ze starego bloga (2008-04-30 19:45:00)

Miejscowość o nazwie
Llanfairpwllgwyngyllgogerychwyrndrobwllllantysiliogogogoch znajduje się w Wielkiej Brytanii, na walijskiej wyspie Anglesey.

Nazwa ta znaczy „Kościół Świętej Marii w dziupli białej leszczyny przy wartkim wirze wodnym oraz Kościół Świętego Tysilio przy czerwonej jaskini”.

Schowaj babci dowód

Przeniesione ze starego bloga (2007-10-04 16:37:53)

Hehehe, jakie to śmieszne… przecież wiadomo, że wystarczy zostać babcią, żeby stać się głupim moherem, prawda? Ciekawa jestem, w jakim konkretnie wieku kobietę dopada ta „moheryzacja”? Czy jest to 40 lat? 50? 60? A może jeszcze więcej?

Kiedy oglądałam relacje z imprez organizowanych przez Radio Maryja widziałam tam ludzi płci obojga i w każdym wieku. Byli tam również 20- i 30-letni mężczyźni oraz kobiety w tym samym wieku. Prym wiodą tam kobiety ok. 40-ki i starsi od nich mężczyźni – to oni są najbardziej napastliwi i agresywni. Ci ludzie na pewno nie mają jeszcze wnuków, a jeśli mają, to tak małe, że nie są one w stanie schować babci dowodu. Jak więc widać moherowa mentalność nie ma związku ani z wiekiem, ani z płcią.

Bardzo możliwe, że brakuje mi poczucia humoru, być może jestem drętwa, a może nawet wychodzi ze mnie jakiś fanatyzm, ale mnie takie hasła nie bawią. Bo nie bawią mnie żadne stereotypy, poniżające kogokolwiek z jakiegokolwiek powodu. Czym to się różni od seksizmu, rasizmu, homofobii czy czegokolwiek podobnego? Prześladowanie, piętnowanie i ośmieszanie ludzi ze względu na wiek nazywa age-izm i jest równie godne potępienia, jak każde inne, niczym nieuzasadnione uprzedzenie.

A teraz wyjaśnię, dlaczego nie będę głosować na PO.

Po pierwsze: PO niczym nie różni się programowo oraz mentalnie od PiSu,

po drugie: lider PO przed poprzednimi wyborami wziął ślub kościelny (po co najmniej 20 latach życia z żoną w „nieczystości”),

po trzecie PO swoją obecną kampanię wyborczą rozpoczęło uroczystą mszą i całowaniem biskupich łap

i po czwarte: gdy Donalda Tuska dopadła w sejmie moherowa sprzątaczka pytając go, dlaczego gardzi starszymi kobietami zachował się jak dureń. Zamiast powiedzieć tej pani, że wiek kobiety nie jest dla niego żadnym kryterium oceny, ponieważ mądrość nie od tego zależy, zaczął się plątać i jąkać, robiąc z siebie głupa.

No i na zakończenie dodam, że moje obie babcie umarły w podeszłym wieku, będąc nie tylko babciami, ale prababciami, ale żadna z nich nie była głupia. I to nie dlatego, że wtedy nie było Radia Maryja i moherowej armii, która mogłaby je uwieść, ale dlatego, że obie moje babcie były bardzo mądrymi i racjonalnie myślącymi kobietami. Żadna z nich nigdy nie chodziła do kościoła i to się nie zmieniło również wtedy, gdy osiągnęły starszy wiek.