Czy się stoi, czy się leży, rodzina i tak ci się należy

Kiedyś już miałam nieprzyjemność odwiedzić tę stronę i szczęśliwie o niej zapomnieć, ale jakiś pech sprawił, że teraz ponownie na nią wpadłam.

Przypominam sobie, że kiedyś, dawno temu, nawet się oburzyłam i próbowałam ją zgłosić do organizacji walczących z nienawiścią i dyskryminacją, jednak bez rezultatu. Widocznie organizacje te uznały (i słusznie), że to folklor i nie ma się czym przejmować.

Żeby było jasne: uważam, że ta strona dyskryminuje i poniża NIE kobiety, lecz mężczyzn i robi to w wyjątkowo paskudny sposób.

Oto jeden z koronnych dowodów:

Wystarczy zniszczyć rodzinę, by zamienić go [1] w żałosnego pajaca
———
[1] go czyli mężczyznę

Jak rozumiem, autor tej strony postrzega siebie jako totalne zero, bezwartościowego i żałosnego pajaca, który może stać się człowiekiem jedynie dzięki… kobiecie i dzieciom, które ona mu urodzi!

A jeśli żadna go nie zechce, to co?

Jak wynika z lektury strony, jest to równoznaczne niemal ze śmiercią. Dlatego potrzeba zniewolenia kobiety jest tak desperacka, że wszystkie chwyty stają się dozwolone: autor żąda prawnego ubezwłasnowolnienia całego kobiecego rodu i podporządkowania go rodowi męskiemu.

Ale zaraz, zaraz, to już przecież przerabialiśmy! O ile wiem, system ten zupełnie się nie sprawdził i z tego powodu został rozmontowany.

Po co reanimować trupa, po którym nikt nie płacze?

Poza tym: facet, który nie potrafi rozkochać w sobie kobiety, „zniewolić” jej swoim urokiem osobistym i zatrzymać przy sobie na całe życie jest niewątpliwie nieudacznikiem i osobnikiem przegranym. A takiemu i tak nic nie pomoże. Nawet, gdyby kobieta została oddana takiemu żałosnemu pajacowi na wyłączną własność, to i tak nie ma takiej siły, która może ją zmusić, żeby go szanowała. Nawet zniewolona kobieta ma sposoby, żeby okazać swój brak podziwu dla męża. I tym sposobem nasz pajac znowu poczuje się żałosny beznadziejny.

Drogi autorze tej strony, jesteś żałosnym pajacem nie dlatego, że socjalistyczne państwo nie zagwarantowało ci rodziny („czy się stoi…”), lecz dlatego, że na rodzinę nie zasługujesz. Nie zasługujesz na nią, bo jesteś żałosnym pajacem, nie wartym ani miłości, ani szacunku. Jeśli chcesz to zmienić, zmień siebie. Kiedy przestaniesz być żałosnym pajacem, a staniesz się silnym, mądrym i odpowiedzialnym człowiekiem znajdziesz kobietę, która będzie cię podziwiać – nie dlatego, że została pozbawiona praw obywatelskich i musi (czego się na swojej głupiej stronie domagasz), lecz dlatego, że naprawdę staniesz się godny podziwu, szacunku i miłości.

Na zakończenie dodam, że każda kobieta marzy o tym, żeby znaleźć się w ramionach takiego wspaniałego, silnego, dojrzałego, odpowiedzialnego i godnego uwielbienia faceta, z którego mogłaby być dumna równie mocno, jak z siebie samej. Problem w tym, że większość trafia na żałosnego pajaca, w którym nie ma niczego, co można by było podziwiać. Większość z was to mali, niedojrzali społecznie chłopcy, którzy postrzegają kobiety jak przedmioty, którymi można się zabawiać i wykorzystywać je jako niewolnice do prac domowych.

Czym jest kobieta dla niektórych mężczyzn pokazał nam profesor Lechosław Gapik, wielki autorytet naukowy. Ale o tym przy innej okazji.

Uwaga!!! Jeśli nie czytałeś/aś omawianej tu strony nie bierz udziału w dyskusji!

Dla zilustrowania problemu kilka cytatów z tej strony:

Co do istoty problemu należy stwierdzić, że mężczyzna stworzył rodzinę, by zablokować kobiecie możliwość zamiany jej seksualności w plugawy zwyrodniały towar. Właśnie dlatego rodzina jest jedynym miejscem, gdzie może on godnie egzystować.

Odebranie przez instytucje państwa wolności mężczyzn w stosowaniu ich podstawowego atrybutu, jakim jest ich siła fizyczna i wykorzystanie jej przeciwko jemu samemu, to jest do fizycznej ochrony upokarzających mężczyznę wyuzdanych i plugawych zachowani kobiety, dzięki którym dąży ona do totalnej komercjalizacji swoich atrybutów i realizując w ten sposób swoją wolność paraliżuje jego podstawowe czynności życiowe.

Mężczyzna zmienia się z podstawowego gwaranta materialnego i fizycznego bezpieczeństwa kobiety, który pozwala jej na odnalezienie sensu życia w macierzyństwie, źródła dumy, podziwu i wdzięczności w bezwolnego dostarczyciela nasienia i źródło niewolniczego haraczu.
http://www.mezczyznidlarodziny.com/materialy.php?id=47

Patriarchalna mentalność jaskiniowa a ekonomia

Irlandia jeszcze do niedawna była krajem tradycyjnie katolickim. Tak tradycyjnie, że mogłaby być niedościgłym wzorem nawet dla nas, siermiężnie moherowych i rydzykowych Polaków. W czasach, kiedy u nas piękne i ambitne damy ujeżdżały traktory i kombajny, w Irlandii panowało głębokie średniowiecze obyczajowe, a Kościół, wraz z władzą państwową robił rzeczy, o jakich nie śniło się naszym, tak chętnie oskarżanym o wszeteczność wszelaką klechom.

Ostatnią pralnię Magdalenek zamknięto tam w roku 1996, a dziś wychodzą na jaw niewyobrażalne wprost afery pedofilskie, a nawet ujawniane są zbiorowe groby dzieci pochowanych potajemnie w piwnicach prowadzonych przez klasztory sierocińców.

Gdyby ktoś nie wiedział, czym były owe Magdalenki spieszę z wyjaśnieniem: każda panna, na którą padł choćby cień podejrzenia o „niemoralne prowadzenie” mogła wpaść w ręce siostrzyczek zakonnych i skończyć dożywotnio jako niewolnica, pracująca od rana do nocy, bez prawa do urlopu, w kościelnej pralni. Za „niemoralność” można było skazać dziewczynę wyróżniającą się urodą tylko dlatego, że wzbudzała żywe zainteresowanie chłopców, pannę służącą która wróciła z wychodnego po godzinie 22, dziewczynę, która padła ofiarą gwałtu, że o młodocianych matkach nawet nie wspomnę. Tym ostatnim odbierano dziecko i umieszczano je „w dobrej katolickiej rodzinie” bądź w kościelnym sierocińcu, gdzie stawało się niewolnikiem seksualnym dla pedofilów w czarnych kieckach.

Jeśli dziewczyna i jej dziecko wpadły w szpony kościoła nie można ich było stamtąd wyrwać żadnym sposobem. Zdarzało się, że nawet najbliższa rodzina nie miała pojęcia, co się z nimi stało i gdzie ich szukać, a nawet jeśli się w końcu dowiedziała, to jej prośby o uwolnienie nie przynosiły żadnych rezultatów. Władza boga jak wiadomo jest ponad wszelkimi ludzkimi prawami i nie da się z nią negocjować.

Nie przez przypadek ofiarami były przede wszystkim kobiety i dzieci. To norma w systemie patriarchalnym. System, który w Irlandii stworzył Kościół to najprawdziwszy totalitaryzm, gorszy nawet od komunistycznego. Czy naród ukształtowany przez taką moralność może mieć normalną mentalność? No cóż, wygląda na to, że nie może.

Efekty religijnego prania mózgu widać w Irlandii jak na dłoni.

Mężczyzna ma odzyskać portfel
Newton Emerson, publicysta „Irish Times”, czterdziestoparolatek:
Rozrzutność kobiet – jedna z przyczyn recesji. To kobiety w większości małżeństw decydują o wydatkach. W odróżnieniu od mężczyzn nie znoszą oszczędzać i chodzą na zakupy dużo częściej, niż mężczyźni, szaleje w nich wtedy hormon estrogenu. Kobiety były wiodącą siłą pchającą Irlandię ku upadkowi. Jestem zdania, że zwolnienie kobiet z pracy mogłoby złagodzić efekty recesji. Zmniejszy to ich apetyt na wydatki, a mężczyzna zyska pracę, dzięki której utrzyma rodzinę. I to on w końcu odzyska portfel.

Dlaczego daliśmy kobietom pracować?
Tom Farrell ze Swords koło Dublina, bezrobotny księgowy, 58 lat
40 lat temu mówiono, że zwiększenie kobietom dostępu do pracy zabierze pracę mężczyznom. I że będzie to miało skutek antyrodzinny. Dlaczego daliśmy kobietom pracować? Dlaczego wszyscy prócz Emersona nadal boją się wyciągnąć ten argument? Może nie doszłoby do recesji. Jestem bezrobotny i zależny od żony, która pracuje w sektorze publicznym. Zajęła moje miejsce i jest zbyt zajęta, by zajmować się mną.

U nas teksty będące manifestacją samczego, seksistowskiego widzenia rzeczywistości wzbudzają zawsze lawinę protestów nie tylko feministek, a w Irlandii nawet kobiety przyznają rację swoim oskarżycielom.

Biję się w piersi!
Laura z Galway, stewardesa, 35 lat
Widziałam w „Sunday Times” listę stu najbogatszych kobiet Irlandii i ich wydatki. Jaka idiotka wydaje na torebkę 10 tysięcy euro i zmienia ją za pół roku na jeszcze droższą, bo nie pasuje do płaszcza? Takie jesteśmy. My, kobiety, musimy się przyznać do próżności. Ja biję się w piersi! Podliczyłam zeszłoroczne wydatki na ubrania, kosmetyki i salony piękności. 12 tysięcy euro!

Prawda, jakie to proste? Irlandczycy dokonali odkrycia, że to rozrzutność kobiet spowodowała kryzys! Mało tego: wredne babska zabrały pracę mężczyznom, przez co mężczyźni nie mogą utrzymać swoich rodzin. Kobiety oczywiście rodzin nie mają, bo są trutniami, więc nie powinny dostawać do ręki portfela ani karty kredytowej. Przyjdzie taka, uwiedzie porządnego faceta, zrobi mu dziecko albo nawet całą chmarę bachorów, a potem znika w sinej dali zostawiając go w ciąży i z całym tym kłopotem samego. I nie płaci alimentów, bo wszystko przepija lub zostawia w burdelu. Dlatego mężczyzna musi być chroniony i to on przede wszystkim musi mieć pracę.

A gdyby tak zamknąć kobiety w czterech ścianach domów i dać mężczyznom wszystkie pieniądze świata, to jak myślicie, na co by je wydali?

Bingo!

Na baby!

Mężczyźnie na ogół wystarczą stare dżinsy i wyciągnięty sweter. Zamiast ciuchów woli samochód. Ale kiedy już kupi sobie taki, o jakim zawsze marzył, zaczyna na tę brykę rwać dziewczyny. A to kosztuje. I tym sposobem cała męska fortuna i tak prędzej czy później przechodzi w ręce pięknych dam. Nawet jeśli się w końcu ustatkuje, i tak wyda pieniądze z powodu kobiety: rodzina potrzebuje mieszkania lub domu, a żona ciuchów i kosmetyków. No i bryka też by się jej przydała.

Czytam dalej i nagle… cóż za odmiana!

Pamiętam radosne kolejki w banku
Liam, sklepikarz z Dublina, lat 63
Chciwość osiągnęła apogeum, kiedy banki zaczęły rozdawać kredyty jak promocyjne gifty.
Pamiętam te radosne kolejki w banku. Ludzie traktowali kredyt jak darowiznę. Jeden chciał wybudować wyśniony dom, inny rozkręcał interesy, znajomy zaciągnął kredyt na wycieczkę dookoła świata.

Czy dobrze widzę? Zdaje się, że w tym fragmencie mowa jest raczej o mężczyznach i ich lekkomyślności w zaciąganiu kredytów na (nie oszukujmy się) nierzadko zwykłe duperele. Przecież jak dają, to trzeba brać. Tylko głupi by nie skorzystał.

Heh, wyszło na to, że raczej głupi ten, kto skorzystał.

Głupi jest ten, kto nie zna historii świata, nie interesuje się prawami rynku i nic nie chce wiedzieć o pieniądzu. Gdyby był mądry, to by wiedział, że pieniądze to tylko papierki nie mające żadnego pokrycia w złocie. Banki drukują je bez umiaru i rozdają… jak papierki. Ale kiedy przychodzi czas spłaty, wtedy kończą się żarty. I nagle okazuje się, że te bezwartościowe papierki stają się warte więcej niż złoto, domy, samochody i wszystko, co posiadasz. Nie masz drukarni pieniędzy (a pewnie, za głupi jesteś, żeby ją mieć, prawo na to nie zezwala), więc musisz oddać bankowi wszystko, co posiadasz, a i to zwykle jest za mało, bo procenty od długu tak narosły, że w końcu nie masz innego wyjścia, jak osobiście oddać się do niewoli.

Współczesne niewolnictwo znowu rozkwita. Ale nie wygląda tak samo, jak w dawnych, romantycznych czasach. Dziś każdy z nas jest własnością swojego kraju i stopniowo, powoli pozbawiany jest należnych mu praw obywatelskich. Ostatnim i najskuteczniejszym sposobem pozbawienia ludzi resztek wolności są kredyty: bierzesz, bo dają i nie myślisz, co będzie później. A później idziesz siedzieć. Ale żebyś się w pace nie nudził, władza zapewni ci zajęcie: będziesz pracował za darmo, a jak będziesz grzeczny dostaniesz paczkę fajek. Pomyśl, jakie to szlachetne – dzięki temu rozwiązaniu nie będziesz ciężarem dla społeczeństwa, które zostanie zwolnione z kosztów utrzymywania zgrai więźniów, próżnujących za kratami. A ciężko pracujący więźniowie nie będą mieli czasu kombinować i nic złego do łbów im nie wpadnie. No i gospodarka znowu rozkwitnie. Tania, a może nawet darmowa siła robocza postawi ją na nogi.

PS. Nie bierzesz kredytów i nie masz żadnych długów – jesteś wrogiem społecznym numer 1. Możesz być pewien, że jeśli znajdziesz się w potrzebie będziesz dla banku niewiarygodny i nie będziesz mógł kupować na raty.

Skąd biorą się takie kryzysy jak obecny

Neurolingwistyczne programowanie

Wiem oczywiście, że NLP to tylko narzędzie i jako takie może być użyte zarówno dla dobra ludzkości, jak i dla jej zguby, podobnie jak młotek, którym można coś przybić lub kogoś zabić. Niemniej jednak, przyznam się, że dziwnie nie lubię tej „cudownej” ścieżki rozwoju rzekomo duchowego. Przyczyną tego jest fakt, że dziwnym trafem, za każdym razem, gdy znajduję w sieci blog jakiegoś NLP-owca trafiam na psychopatę lub przynajmniej osobnika niemoralnego. No bo jak można nazwać kogoś, kto stawia sobie za cel stać się najlepszym na świecie sprzedawcą, którego jedynym celem jest wcisnąć klientowi chłam, którego ten wcale nie potrzebuje? Osiągnięcie tego celu wymaga zastosowania psychomanipulacji, czyli takiego ogłupienia człowieka, żeby mieszkający na równiku kupił grzejnik, a mieszkaniec igloo zaopatrzył się w lodówkę.

O ile jednak strata pieniędzy wydanych na niepotrzebne przedmioty materialne może być nieco przykra, o tyle stanie się bezwolnym niewolnikiem, zaspokajającym cudze potrzeby seksualne może okazać się naprawdę traumatycznym przeżyciem.

Na pewno każdy z nas natknął się w sieci lub prasie na reklamy NLP. Najczęściej stosowany i zapewne najskuteczniej przyciągający (męską) klientelę slogan brzmi: „Jak uwieść każdą kobietę”. Dalej czytamy, że dzięki zastosowaniu kilku dziecinnie prostych chwytów, gestów i słów mężczyzna jest w stanie zniewolić każdą kobietę tak, że spełni ona jego wszystkie seksualne fantazje i skryte pragnienia. Kobietę traktuje się tak, jakby była ona przedmiotem, którego posiadanie i używanie według własnych potrzeb przysługuje każdemu mężczyźnie bez względu na jego walory osobiste. Co więcej – otrzymuje on ten towar zupełnie za darmo. Kupując zwierzę, niewolnika czy samochód musisz za nie zapłacić, ale NLP da ci każdą kobietę, której zapragniesz zupełnie za darmo, co więcej – otrzymasz też gwarancję, że będzie bezwolna i posłuszna twoim poleceniom. Rzecz jasna nikomu nawet do głowy nie przyjdzie, że kobieta jest człowiekiem i że może przysługiwać jej prawo do decydowania o sobie.

Niedawno znalazłam na WordPress blog takiego NLP-owca. Opisuje na nim bez skrępowania, jak zmanipulował swoją koleżankę, dzięki czemu może teraz bez problemów uprawiać z nią seks raz w tygodniu. Nie znalazłam tam żadnego wyznania jego uczuć do niej, nigdzie nie wspomina również, że przynajmniej zaprasza ją do kina czy restauracji, że planuje z nią wspólną przyszłość lub że poczuwa się do jakiejkolwiek wdzięczności za świadczone mu usługi. Nic z tego. On potrzebuje seksu raz w tygodniu, więc wybrał sobie jedną sztukę ze stada i ją sobie podporządkował. Za gumową lalkę musiałby zapłacić, a poza tym żywa kobieta jest fajniejsza w użyciu, więc o co chodzi?

Człowiek, który nie posiada uczuć i który manipuluje ludźmi jakby byli oni tylko pionkami na szachownicy to kliniczny psychopata.

Szkoda wielka, że nauczycieli NLP nie obchodzą żadne moralne zasady. Na kursach przekazuje się wyłącznie wiedzę, jak manipulować innymi bez informacji na temat karmy i skutków moralnych takiej zabawy. Zanim adepci skonfrontują się ze skutkami karmicznymi własnego postępowania staną się przyczyną wielu nieszczęść i wycisną ze swoich ofiar wiele łez.

Jak się okazuje NLP ma na swoim koncie równiż inne, znacznie większe „zasługi”.

Czymże jest zmanipulowanie czy wykorzystanie pojedynczej osoby w porównaniu z możliwością wpływania na świadomość mas? Zamiast odpowiadać na to pytanie zamieszczam tutaj bardzo wymowny film, demaskujący metody działania mediów. Wiem, że czytelnicy tego bloga są zbyt inteligentni na to, żeby dać się zmanipulować mainstreamowym mediom, ale przypominam, że większość „zwykłych” ludzi bez oporu poddaje się takim socjotechnikom.

Od siebie dodam jeszcze, że te same chwyty stosują tzw. „racjonaliści”, gdy zwalczają wiedzę o duchowości, historii ziemskich cywilizacji, medycynie naturalnej czy pochodzeniu człowieka. Nie raz miałam wielką nieprzyjemność dyskutować z tego typu manipulatorami i nie raz odczułam na własnej skórze, jak stosując wyuczone sztuczki sprowadzają dyskusję na niewłaściwe tory oraz wykręcają kota ogonem. Nie ma praktycznie ani jednego programu telewizyjnego, dotyczącego „niewyjaśnionego”, w którym jakiś psychopatyczny racjonalista nie mąciłby ludziom w głowach i nie wprowadzał ich w błąd, utwierdzając ich w przekonaniu, że to tylko złudzenia, zabobony lub że wszystko to da się wytłumaczyć w „racjonalny” (czytaj: materialistyczno-ateistyczny) sposób.

Jako post scriptum: ciekawie jest obejrzeć również popisy Wojciecha Cejrowskiego, znęcającego się nad panią pisującą horoskopy do gazet. Celem sławnego polskiego  showmana było udowodnienie, że astrologia jest przesądem. Komentarze pod filmem są dowodem na to, że mu się udało. Problem w tym, że ani ta pani nie jest astrologiem, ani nie dyskutowano tam o astrologii. Komentatorzy dali wyraz swoim niezachwianym wierzeniom, umieszczając tam swoje wyznanie racjonalistycznej wiary i tylko szkoda, że nikt nie dał się przekonać jednemu ze znających astrologię dyskutantów do szukania rzetelnej wiedzy.

Dlaczego ludzie to robią?

Postanowiłam trochę popracować nad swoim szczęściem intensywnie inwestując w pozytywne myślenie, a to wymagało odcięcia się od świata. Obłożyłam się stosownymi poradnikami i tak podbudowana zajęłam się medytowaniem.

Rzeczywiście, w krótkim czasie poczułam się znacznie lepiej, zarówno fizycznie, jak i psychicznie, a co więcej, w księdze gości przy mojej stronie www pojawiła się nagle istna lawina entuzjastycznych wpisów (co w dawniejszych czasach bynajmniej nie było tam normą). Oto dowód, że „czary” działają…

Dziś jednak coś mnie podkusiło i włączyłam radio (wszystko dlatego, że rozładował się mój odtwarzacz mp3).

O mój Boże!

Czegóż to ja się nasłuchałam… Najpierw zraniły moje uszy „dżingle” z cytatami wypowiedzi pana Prezydenta – wprost zwaliło mnie z nóg. Potem wysłuchałam podsumowania minionego roku i prognozy na nowy – dowiedziałam się, że było źle, ale w przyszłości będziemy wspominali ten rok jako szczęśliwy w porównaniu z tym, co nastanie w najbliższej przyszłości. Oczywiście gwoździem programu była wojna na Bliskim Wschodzie i kłótnie komentatorów, rzucających się sobie do gardeł w ocenie roli jednej lub drugiej strony konfliktu.

Wyłączyłam radio i zajrzałam do sieci. Studiując wnikliwie pozycję mojego bloga w rankingu na WordPress natknęłam się na blog znajomej feministki. I cóż tam zobaczyłam? Ano to, co zawsze – że faceci to obleśne świnie, a kobiety to głupie pindy, bo im pozwalają, zamiast walić po mordach i ciągać po sądach.

Przerzuciłam się więc na blog gwiazdora racjonalizmu. A tam oczywiście pełen nienawiści atak na radiestezję. Kto oglądał przedostatni odcinek „Strefy tajemnic” ten wie, że w Warszawie jest kilka skrzyżowań ulic, na których ludzie w biały dzień wchodzili pod koła tramwajów i samochodów i gdzie była rekordowa ilość tragicznych wypadków. Nie pomagało przebudowywanie tych miejsc ani wysyłanie tam patroli policji. W tej sytuacji władze stolicy w wielkiej desperacji chwyciły się ostatniej deski ratunku i wezwały na pomoc radiestetę (czyli rzemieślnika, uprawiającego legalny zawód). Ten przybył, przy pomocy różdżek i wahadeł zbadał co trzeba, po czym sporządził odpromienniki i zakopał je w wyznaczonych miejscach. Od tego momentu na tych skrzyżowaniach nie zdarzył się ani jeden (!) wypadek. Moim zdaniem jest to sukces, a co więcej: dowód naukowy, że radiestezja działa.

(to jest część I, linki do kolejnych części znajdują się na YouTube obok filmu)

Problem w tym, że racjonalisty nie przekonają żadne fakty ani dowody – zatrudniając radiestetę Zarząd Dróg obraził jego uczucia racjonalistyczne, więc domaga się zadośćuczynienia (gdy katolicy mówią o obrazie uczuć religijnych racjonalista nie posiada się z oburzenia).

Poczułam się zniesmaczona, więc przeniosłam się na YouTube, gdzie obejrzałam piękny i budujący film naukowo udowadniający górowanie ducha nad materią.

Z przyczyn, których nie pojmuję, po zakończeniu seansu YT „podpowiedziało” mi kilka filmów, rzekomo podobnych do tego, który się właśnie skończył. Jednym z nich był… „Ateista”!!! Coś mnie podkusiło i kliknęłam. I cóż zobaczyłam? Jakiś niespecjalnie przystojny facet w niezbyt inteligentny sposób wygłasza pseudofilozoficzne rozważania, w jaki sposób powinno się zwalczać wiarę religijną.

Tu już mi opadły ręce.

Panowie ateiści i racjonaliści, prezentujecie moralność Kalego!

Pragnienie zwalczenia dowolnego światopoglądu bierze się z zupełnie mylnego i niczym nie uzasadnionego przekonania, że posiadło się jedyną prawdziwą i nieomylną wiedzę jaka istnieje. Dokładnie tym samym przekonaniem kierowała się święta inkwizycja, gdy zwalczała heretyków. Zwalczanie ateistów przy pomocy stosów pewnie bardzo się ateistom nie podobało (i wcale się nie dziwię). Ale zwalczanie religii podoba się panom ateistom jak najbardziej. Oto właśnie logika Kalego – czym to różni się od logiki dowolnego fanatyka? NICZYM!

Od tego wzajemnego zwalczania na ziemi nieustająco leje się krew. Może czas wreszcie pozwolić ludziom wierzyć, w co chcą i żyć jak chcą? Mnie ateizm w niczym nie przeszkadza, dokładnie tak samo jak głęboka wiara moherów, dopóki żadna z tych frakcji nie zaczyna prowadzić zbyt intensywnej działalności misjonarskiej i nie włazi na moją głowę. Ja nie jestem wyznawczynią ani ateizmu, ani religii – mam gdzieś zarówno jedno, jak i drugie, ponieważ są to kompletnie urojone idee.

Moja przygoda z oficjalnymi mediami i topowymi blogami niniejszym dobiegła końca. Znowu zakopię się w mojej pustelni i popracuję nad swoimi celami. Moje plany są bardzo pozytywne, jeśli uda mi się je zrealizować będę żyć w raju na ziemi. Niech feministki szukają upojnego szczęścia w kastrowaniu facetów, a ateiści w pieczeniu na stosie wyznawców dowolnych zabobonów. Ja się od tego odcinam. Wolę realizować plany o bardziej pozytywnym charakterze.

Gdyby każdy z nas zajął się budowaniem swojego osobistego szczęścia i nauczył swoich przyjaciół, jak to robić, świat byłby naprawdę zupełnie przyjemnym miejscem do życia. Gdyby ludzie byli zadowoleni ze swojej sytuacji na pewno nie byliby chętni do wyruszania na żadne wojny. Bo pewnie nie byłoby o co toczyć tych wojen.

Wywyższenie kobiety jest zasługą Kościoła!


Przeniesione ze starego bloga (2008-02-25 20:41:19)

To nie mężczyzna powstał z kobiety, lecz kobieta z mężczyzny. Podobnie też mężczyzna nie został stworzony dla kobiety, lecz kobieta dla mężczyzny. Oto dlaczego kobieta winna mieć na głowie znak poddania… (1 Kor 11:8-10)

Bez komentarza 😉

Miejsce kobiety w systemach totalitarnych

Przeniesione ze starego bloga (2007-10-25 16:36:47)

Z kultu męskiego, rzucającego swych poddanych na kolana osobowego Boga-Ojca, będącego największym autorytetem i obiektem trwożliwego uwielbienia wiernych wywodzą się wszelkie ziemskie kulty jednostki. „Wódz narodu” czy nieomylny „przywódca duchowy” (Hitler, Stalin, papież) są ziemskimi odpowiednikami przerażającego i wszechmogącego bóstwa, królującego w niebie. Wódz i Bóg wydają się być tym samym.

W każdym z tych systemów, niezależnie od tego, czy króluje totalitaryzm religijny czy polityczny, los i miejsce kobiet znajduje się na samym dole hierarchii. Kobieta ma służyć mężczyźnie i rodzić mu aż do wyczerpania sił. I rzecz jasna nie odzywać się, chyba że tylko takimi słowami, jak te:

Na co choruje nasza kochana ojczyzna? Przede wszystkim na swoje kobiety, a przecież kobieta jest duszą domu i kraju. Nasza narodowa dusza jest chora, ponieważ wielka gromada niemieckiego świata kobiet opuściła miejsce wyznaczone kobietom przez Boga… Kobieta powinna wspierać się na mężczyźnie jako silnym obrońcy i strażniku w twardych życiowych zmaganiach, powinna być pełna wewnętrznego oddania jako żona i matka… Niemiecka ojczyzno, dla Ciebie kobieta powinna wrócić do ogniska domowego, a mężczyzna do pracy jako żywiciel rodziny. Heil!

Takiej treści list oraz całkowicie zapisany gruby zeszyt, zatytułowany „Niemiecka kobieta” przysłała wodzowi w Boże Narodzenie 1930 r. niejaka Elsa Walter, wielbicielka. Hitler miał podobne poglądy na temat roli kobiet w III Rzeszy i Frau Walter została etatową funkcjonariuszką NSDAP w Badenii.

Fragmenty pochodzą z artykułu Kochany wujku Hitlerze z „Przeglądu”.

Czy to jest feminizm i czy to jest odwaga?

Przeniesione ze starego bloga (2007-09-19 00:23:28)

Czyli odpowiedzi na dwa pytania w jednej notce.

Ludzie pytają mnie, dlaczego:

  1. nie uważam się za feministkę, skoro w moich tekstach występuję przeciwko patriarchatowi i wyzyskowi kobiet oraz
  2. skąd biorę odwagę, żeby pisać to, co piszę.

Ad 1) W moim odczuciu prawdziwe feministki powinny zajmować się kultywowaniem swojej kobiecości i radowaniem się nią. Oczywiście: mam na myśli zdrową i pełną akceptację swojej kobiecości. Walka polityczna i rywalizacja z samcami o terytorium lub stołki w firmie to nie feminizm, lecz patriarchat w spódnicy. Ani walka, ani rywalizacja nie kojarzy mi się z kobiecością.

Walka z niewolnictwem to nie feminizm, lecz abolicjonizm.

Ta myśl mnie oświeciła, gdy jakieś 2 tygodnie temu w telewizyjnej jedynce (albo dwójce, nie pamiętam) obejrzałam (wstrząsający) reportaż o małżeństwie po japońsku. Coś tam mi się o uszy obiło, że w Japonii wciąż panoszy się patriarchat, że kobiety i mężczyźni żyją w dwóch osobnych i prawie nie stykających się ze sobą gettach, że faceci pracują, bawią się i wypoczywają wyłącznie w męskim gronie, a kobiety siedzą w maleńkich mieszkankach i zajmują się prowadzeniem gospodarstwa domowego ale nie wiedziałam o tym zbyt wiele.

Dzięki reportażowi zrozumiałam, na czym polega problem.

Tradycyjne japońskie małżeństwo (dotyczy to pokoleń lat 50 i 60-tych oraz oczywiście starszych) to nie małżeństwo, lecz niewolnictwo. Dziewczynkę wychowywano w przekonaniu, że jej jedyną życiową rolą jest służenie i nadskakiwanie mężczyźnie i że kobieta nie ma żadnej wartości, jeśli nie jest całkowicie i bezwarunkowo oddana mężowi, jeśli nie jest mu posłuszna, nie usługuje mu i nie spełnia wszystkich jego oczekiwań. Naiwną i pełną romantycznych marzeń pannę wydawano za mąż, a po ślubie okazywało się, że tylko ona kocha, a on ma ją, za przeproszeniem, gdzieś. O jej pracy zawodowej nie mogło być mowy, bo wtedy mąż nie byłby wystarczająco dobrze zadbany.

Pan i władca całkowicie poświęcał się pracy, po robocie szedł z kolegami na sake, a do domu wracał ostatnim pociągiem lub wcale. Rano zrywał się o bladym świcie, pędził do pracy, a domowa niewolnica siedziała zupełnie sama lub z dziećmi. Niektórzy Japończycy pracują nawet kilkaset kilometrów od domu, więc bywają w nim tylko raz w miesiącu lub rzadziej.

Po kilkudziesięciu latach pracy zawodowej mężczyzna przechodzi na emeryturę i wtedy dopiero zaczynają się problemy: do domu wprowadza się zupełnie obcy facet, co u obojga małżonków powoduje ostre objawy chorobowe. O rozwodzie jednak mowy być nie może, ponieważ kobieta nie ma prawa do emerytury. Musi więc w dalszym ciągu służyć swojemu panu. Jeśli odmówi, wylatuje na bruk, bez środków do życia.

Oczywiście, ostatnio, pod wpływem postępowych idei z zachodu Japonia zmienia swoje prawodawstwo. Nowy przepis mówi, że kobieta nie tylko ma prawo do rozwodu, ale i do części emerytury swojego męża.

Młode pokolenie Japończyków ma już bardziej demokratyczne zapatrywania na prawa kobiet i na to, że należy je traktować jak ludzi i jako partnerki.

Po obejrzeniu tego reportażu nabrałam przekonania, że taki związek w żadnym razie NIE MOŻE BYĆ UZNANY ZA MAŁŻEŃSTWO, lecz za współczesną formę niewolnictwa, a więc walka o prawa tych kobiet to nie feminizm, lecz abolicjonizm.

Ad 2) A czego mam się bać? Kto może mi coś zrobić? Przecież żaden brodaty talib nie zapuka z bombą do moich drzwi. Nie aresztują mnie, bo ja nie zajmują się polityką i nie jestem wystarczająco sławna.

Sił nieczystych też (już) się nie boję. Po przygodzie z czarnomagiczną klątwą śmierci wiele się nauczyłam i wyciągnęłam z tego wnioski na przyszłość. Jako osoba plutoniczna przekonałam się, że hasło mojego planetarnego sygnifikatora („co mnie nie zabije, to mnie wzmocni”) działa i jest prawdą. Żyję i jestem silniejsza niż kiedykolwiek. A co najważniejsze raz na zawsze pozbyłam się lęku, a to znaczy, że ciemne moce nie mają do mnie przystępu.