Komentarz polskiego prawnika do Przekrętu wszechczasów – cz. 1

Zacznijmy może od tego, czy tak naprawdę powinniśmy przestrzegać prawa? Wszystko opiera się na podstawowym akcie prawnym, którym jest dla Polaków Konstytucja RP. Pojawia się jednak pytanie – dlaczego musimy jej przestrzegać, skoro została napisana przez garstkę ludzi. Czy to, że ktoś napisze jakieś przepisy i każe ich przestrzegać, jest dla nas bezwzględnie wiążące? Moim zdaniem nie, dla wielu jednak zupełnie odwrotnie. Generalnie jestem zdania, że nikt niczego nie może nakazywać drugiemu człowiekowi, byleby tylko ten nie krzywdził drugiego człowieka. My jednak żyjemy w świecie stada baranów, gdzie zdecydowana większość na pytanie – dlaczego przestrzegasz prawa, odpowie – bo tak już jest, bo wszyscy tak robią. Wydaje mi się jednak, że w obecnym świecie/ systemie nie da się omijać prawa, żyć poza nim – musimy więc korzystać z luk prawnych, narzędzi które to prawo nam samo podaje, choć często są one bardzo ukryte. Ktoś dobrze napisał na tym blogu, być może sam Piotras lub Astromaria, że nie da się iść do urzędu czy nawet sądu i powoływać się na nielegalność wszystkich przepisów, bo uznają cię za wariata. Ja z tym twierdzeniem zgadzam się całkowicie. Chyba większość urzędników, jeśli nie wszyscy – spojrzy na ciebie jak na obłąkanego, jeśli zaczniesz im mówić o korporacyjnym państwie RP, prawie morskim, o nielegalności wielu zapisów. Urzędnicy to roboty, które nie myślą, lecz tylko cieszą się promilem jakiegoś ochłapu władzy nad człowiekiem (której my wiemy, że nie mają, ale oni są święcie przekonani że jest inaczej). Zatem skoro już tkwimy w tym wariatkowie, trzeba nauczyć się jak sprawnie się w nim poruszać.

Pierwsza kwestia, która zaciekawiła mnie we wpisach Piotrasa to trójstronna umowa małżeńska – pomiędzy samymi małżonkami a urzędnikiem. W rzeczywistości możemy pokusić się o stwierdzenie, że jest to szczególnego rodzaju umowa, choć polskie prawo nie reguluje tego żadnymi przepisami. Umowa bowiem musi mieć na celu porozumienie stron (może być ich więcej, niż 2) co do określonej czynności prawnej. Małżeństwo trochę się w tę definicję nie wpisuje, jest bowiem jakby odrębną czynnością prawną. Co więcej, w Polsce urzędnik stanu cywilnego nie jest nigdy stroną w zawieraniu małżeństwa, on jest tylko po to aby przyjąć oświadczenia od przyszłych małżonków. Jeśli chodzi zaś o to, że zawierając ślub przed księdzem, automatycznie zawieramy związek cywilny (czyli stajemy się małżonkami w świetle prawa), to wcale tak być nie musi. Wystarczy, że wskażemy księdzu, że chcemy zawrzeć związek wyznaniowy, a nie cywilny – wtedy ksiądz nie będzie załatwiał całej tej papierologii w urzędzie stanu cywilnego.

Druga kwestia, to pojawiające się w niektórych wpisach Piotrasa zastępowanie pism notarialnych przez oświadczenia 3 dorosłych osób. W Polsce to niestety w ogóle nie działa, nie ma takiego prawa. Przykładowo, każda czynność dotycząca przeniesienia własności nieruchomości musi być dokonana w formie aktu notarialnego. Jeśli takiej formy nie zachowasz, to cała umowa jest od początku nieważna, nawet jeśli za nieruchomość dostaniesz umówioną wcześniej z kupującym cenę. Oświadczenia 3 dorosłych osób mogą co jedynie pomóc przy testamencie, ale to i tak w ściśle określonych przypadkach. Od razu odniosę się do testamentów – nie ma potrzeby, aby były sporządzane przed notariuszem – wystarczy własnoręcznie napisać swoją ostatnią wolę (nie na komputerze), dać swój podpis i datę i tym sposobem oszczędzamy pieniądze. Wyjątkiem jest jednak wydziedziczenie – to już niestety można zrobić tylko notarialnie.

Jeśli chodzi o nasze procedury sądowe. Teoria mówi, że sędziowie są niezależni, niezawiśli itd. To w takim razie dlaczego w dwóch prawie identycznych sprawach zapadają dwa odmienne wyroki? Bo w praktyce zależy na jakiego sędziego trafisz. Już na studiach mówili nam, że „Niezbadane są wyroki boskie i ….. sądów rejonowych”. Oczywiście sędzia musi stosować się do całej procedury i zasad prowadzenia procesu, ale jak dochodzi już do postępowania dowodowego na rozprawie, to ma on zapewnioną swobodę uznania dowodów – co to znaczy? Ano tyle, że to on (oficjalnie sąd, nieoficjalnie Jan Kowalski będący zwykłym człowiekiem, sędzią) decyduje czy coś jest wg niego wiarygodne czy nie. Znam też sędziów, którzy robią takie błędy na sali sądowej, że strach pomyśleć, a prawnicy nie wiedzą co dalej z tym zrobić. Jeśli zatem, ktoś otrzyma niekorzystny dla siebie wyrok sądowy, a jest przekonany że powinien wygrać, to radzę się nie poddawać i odwoływać ile się da – ostatnią instancją jest u nas Sąd Najwyższy. Praktyka pokazała, że potrafi on wydawać ciekawe wyroki, które pozwalały ludziom wygrywać, wydawałoby się beznadziejne sprawy. Haczyk tkwi tu jednak w czasie, jaki trzeba poświęcić na wygranie takiej sprawy. Im bardziej złożona sprawa, i im więcej osób jest w niej zamieszanych, tym dłuższy czas oczekiwania na wyrok. Sprawy mogą się więc ciągnąć latami – dla biedniejszych osób, które np. domagają się odszkodowania jest to zabójcze. Istnieje jednak i z takiej sytuacji wyjście – pisze się skargę na przewlekłość postępowania. Skarga nie wymaga żadnych opłat, można wzory znaleźć w sieci. Dzięki niej masz szansę nie tylko na szybsze rozpoznanie sprawy, ale i odszkodowanie od Skarbu Państwa – sam sobie wskazujesz kwotę jakiej żądasz za zbyt długie oczekiwanie na wyrok. W praktyce wystarczy, że przez pół roku od wniesienia sprawy do sądu nie dostajesz żadnej informacji co się dzieje, kiedy będzie rozprawa itd. i już możesz wysyłać taką skargę. Moja znajoma czekała cały rok, aż sąd w ogóle rozpocznie cokolwiek w jej sprawie, namawiałem ją na złożenie tej skargi, a ona uparcie mówiła, że nie chce. Dziwiłem się jej bardzo, bo mogła dostać spore odszkodowanie za samo czekanie na jakiekolwiek działanie sądu, ale ona się uparła że nie chce się w to bawić (a zajęłoby jej to tylko tyle, co podpisanie się na skardze, którą jej chciałem sam przygotować za darmo). Potem po ponad roku przyszło pismo z sądu, że jednak sprawę przegrała – tak więc gdyby złożyła skargę na opieszałość sądu, to by miała chociaż kasę z odszkodowania za oczekiwanie. Skarga jest niezależna od tego czy wygrasz czy przegrasz w swojej sprawie.

Kłopotliwe jest także to, że w Polsce mamy kilka różnych procedur sądowych. Inaczej wygląda sprawa karna, gdzie jesteś niewinny póki ktoś nie udowodni twojej winy, a inaczej sprawa cywilna – gdzie toczy się walka na argumenty i dowody, zatwierdzane ostatecznie przez sąd. Mamy jeszcze procedurę administracyjną, gdzie co do zasady każdy śmiertelnik jest na dużo gorszej pozycji, niż organ administracyjny. To wszystko powoduje niezłe zamieszanie, szczególnie jeśli nie zna się przepisów.

Kolejną sprawą są umowy. Jak słusznie zauważył Piotras, także i u nas nie jest konieczne zawieranie umowy na piśmie, aby obowiązywała. Umowy ustne są równie wiążące, co te pisemne. Kłopot jednak w tym, że jeśli umowa ustna nie dojdzie do skutku i jesteś poszkodowanym (bo np. wykonałeś swoją pracę i nie dostałeś pieniędzy), to ustną umowę dużo trudniej udowodnić przed sądem. Nie jest to jednak niemożliwe. Wystarczy zebrać świadków zawarcia umowy, mieć jakieś nagranie, korespondencję mailową i sprawę można wygrać. Generalnie robi się też tak, jak proponuje Piotras – wysyłamy listem poleconym (ja zawsze proponuję jeszcze za zwrotnym potwierdzaniem odbioru) wezwanie do zapłaty do nieuczciwego dłużnika (można takie pismo zatytułować Przedsądowe wezwanie do zapłaty) – wskazujemy w nim, że żądamy takiej a takiej kwoty, z tytułu zawartej umowy czy wykonanej pracy, wskazujemy termin (zwyczajowo 7 lub 14 dni) na zapłatę i numer rachunku bankowego. Dopiszmy też, że w razie braku zapłaty, sprawa będzie kierowana do sądu, co z pewnością narazi dłużnika na koszty. Większość takich pism odnosi natychmiastowy skutek i nie trzeba latać po sądach. Oszczędzisz czas i pieniądze.

Czasem jednak sąd wydaje się jedynym rozwiązaniem. Ale co w sytuacji, gdy nie masz pieniędzy na opłacenie pozwu i zawodowego prawnika? Nic prostszego, wraz z pozwem składasz wniosek o zwolnienie od kosztów sądowych i wyznaczenie adwokata lub radcy prawnego z urzędu. Wzory można znaleźć w sieci, załączasz do nich wypełniony formularz o swoich dochodach i majątku. Naprawdę duża część wniosków przechodzi i cały proces i prawnika masz za darmo, na koszt państwa. Wielu ludzi boi się jednak, że taki prawnik z urzędu jest byle jaki i nic nie zrobi – a to duży błąd. Prawnik z urzędu ma taki sam obowiązek działać na korzyść swojego klienta, jak gdyby był wynajęty i opłacony z prywatnych pieniędzy. Jeśli prawnik z urzędu będzie działał na twoją niekorzyść, to zwróć mu uwagę, że możesz złożyć na niego skargę albo do okręgowej rady adwokackiej albo do okręgowej rady izby radców prawnych – pamiętaj, że to on jest na twoich usługach, a nie odwrotnie. A jak będzie dalej podskakiwał, to napisz do sądu, że wypowiadasz takiemu prawnikowi pełnomocnictwo i złóż skargę do ORA lub OIRP na tego prawnika. W niektórych przypadkach taka skarga jest na tyle skuteczna, że cwaniacy płacą kary pieniężne, a czasem i nawet pozbawiani są prawa wykonywania zawodu. Trzeba więc zawsze wychodzić z pozycji silnego człowieka, nigdy uległego, bo będą się nami bawić, a nikt oprócz ciebie im takiego prawa nie może dać. Skargi mogą pojawiać się także na sędziów, jeśli oczywiście uważasz że coś robią w twojej sprawie źle – składa się je do prezesa danego sądu, w której toczy się sprawa. Pamiętaj, że skargę można napisać własnymi słowami, nie podlega ona żadnej opłacie i nikt z powodu jej wniesienia nie może ci cokolwiek zrobić (oczywiście, jeśli nabluzgasz w takiej skardze, to trafi do kosza).

Ciekawa sprawa pojawia się przy podatkach. Jeśli masz jakieś źródła finansowe, z nazwijmy to nie do końca legalnych źródeł (np. praca na czarno), a fiskus wpadnie na to po jakimś czasie (może nawet po 10 latach), to też jest wyjście. Generalnie w takim przypadku skarbówka straszy potężnymi karami finansowymi, odsetkami, łącznie z więzieniem. Istnieje sposób na nie zapłacenie zaległego podatku. Dodam tutaj, że skarbówka zazwyczaj dostaje anonimowy donos od życzliwego sąsiada, kolegi z pracy, czy nawet członka rodziny – że coś tam zatailiśmy przed fiskusem. Na donosicieli rozwiązania niestety nie mam. Jeśli już dostaniemy wezwanie i wiemy, że powinniśmy byli zapłacić, to rozwiązanie jest jedno, choć od razu zaznaczam, że dla odważnych. Na studiach uczyli nas (choć nieoficjalnie), że jedynym legalnym źródłem dochodu, które nie podlega żadnemu podatkowi jest … nierząd. Wystarczy zatem, że powołasz się na wpływy z prostytucji i nie będziesz musiał płacić niczego. Z roku na rok, urzędnicy jednak zaczynają robić się bardziej cwani – przybywa bowiem ludzi powołujących się na nierząd, aby uniknąć płacenia potężnych kar za nieopłacone podatki. Urzędnicy wzywają podatnika i szczegółowo wypytują ile razy uprawiało się z kimś seks za pieniądze, a gdzie, a z kim, a od jakiego czasu – zdarzają się nawet pytania o zabawki erotyczne, pozycje łóżkowe. Generalnie im większa świnia z urzędnika, tym bardziej szczegółowe takie dopytywanie i wg mnie upokarzanie człowieka. Jeśli ktoś jest jednak odporny, to może dać sobie i z tym radę. Przypomina to trochę zabawę w niewinnego podejrzanego i złego policjanta, tak jak na zagranicznych filmach kryminalnych.

Jak ominąć całą zabawę z przepisami i nie podlegać nawet Konstytucji RP? Ja widzę tylko jeden sposób – nie być obywatelem RP. Obywatelstwo polskie nabywa się w drodze tzw. zasady krwi, wystarczy że twoi rodzice są Polakami, a ty automatycznie nabywasz obywatelstwo polskie. Możesz się go jednak zrzec. Kłopot w tym, że procedura zrzeczenia się obywatelstwa jest dosyć trudna, długa i odbywa się na szczeblu centralnym – musisz uzyskać zgodę Prezydenta RP. W praktyce niewiele osób się na to decyduje, bo skutki mogą być nieopłacalne. Jeśli zrzekniesz się już obywatelstwa, to zostajesz tzw. apatrydą (czyli bezpaństwowcem). Wtedy, co prawda nie wiąże cię już konstytucja RP, jednak prawa do zamieszkania w Polsce też jako takiego nie masz. Musisz wówczas wystąpić o przyznanie karty pobytu, inaczej mogą Cię wyrzucić z kraju – w praktyce jednak nie mieliby dokąd, bo nie ma na świecie kraju „bezpaństwowców”.

Kwestia obowiązywania wyroków sądowych jest także inna, niż w krajach anglosaskich. U nas podstawa do wydania wyroku jest zawsze konkretny przepis ustawy czy to rozporządzenia. Nigdy zaś sąd nie może opierać się na wyroku innego sądu, nawet jeśliby to był Sąd Najwyższy. Wyroki sądowe nie są źródłem prawa w Polsce, wiążą tylko tych którzy są stronami w danej sprawie. Można co prawda powoływać się na rozprawie, że podobna do naszej sprawa została rozwiązana tak i tak, ale sąd nie ma w ogóle obowiązku tego przyjmować do wiadomości. W Anglii czy USA orzekanie wyroków opiera się na zupełnie czymś innym – właśnie na wydanych już wyrokach, na załatwionych sprawach oraz na gadce adwokatów – im bardziej wygadany i im bardziej fantazjuje, popierając swoje tezy wydanymi nawet kilkadziesiąt lat wcześniej wyrokami, tym większa szansa na wygraną jego klienta, nawet gdyby był w 100% winny. Weźmy także pod uwagę ławę przysięgłych – czegoś takiego w Polsce nie zobaczysz, bo jedynym organem rozstrzygającym sprawy jest sąd (mówi się, że sąd, a nie sędzia – w ten sposób psychologicznie ściąga się winę dokonanego rozstrzygnięcia z człowieka, który wydał wyrok. Powie ci przecież, że to nie on sędzia Jan Kowalski wydał wyrok, tylko sąd rejonowy czy okręgowy gdzieś tam).

Jeśli zaś chodzi o sam wyrok – to faktycznie musi widnieć na nim podpis sędziego. W praktyce jednak o tym sędziowie nie zapominają i podpisują się na wydawanych przez siebie wyrokach. Jeśli podpisu brak, to wtedy oczywiście wyrok w żaden sposób nie wiąże.

Na zakończenie, radzę omijać z daleka wszystkie programy typu „Sędzia Anna Maria Wesołowska” czy inne podobne, bo to co tam się dzieje nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Nasze rozprawy to głównie papierologia, a nie krzyki i piękne mowy adwokatów czy radców prawnych na sali sądowej. Komentując na głos zachowanie pozwanego czy sędziego, możesz dostać grzywnę, a nawet zostać wyrzuconym z sali. Generalnie cały ten wpis to jeden wielki wstęp, będę wdzięczny za komentarze, uwagi i prośby dotyczące konkretnych zagadnień, które tutaj się nie pojawiły. Inną ciekawą historią może być praca sądu od kulis – czyli m.in. kto tak naprawdę pisze uzasadnienia wyroków. O tym jednak w innym wpisie, ale tylko jeśli będziecie chcieli.

Lavo

Kilka ważnych uwag do „Przekrętu wszechczasów” i pozostałych tekstów na moim blogu

Apeluję do wszystkich czytelników tekstów o zdrowiu i spiskach, a zwłaszcza cyklu o prawie morskim o rozsądek.

Nie podejmujcie nieprzemyślanych działań i nie rzucajcie się do samotnej walki z piramidą NWO bez gruntownego przygotowania. Pobieżne przeczytanie kilku tekstów na blogu nie wystarczy, żeby pokonać tego smoka. Wierzcie mi, że aby podjąć walkę należy najpierw bardzo dobrze poznać prawo i metody działania tzw. sniper judge, specjalnie szkolonych do tego, żeby odstrzelić głowę śmiałka, któremu zamarzyła się osobista wolność.

Nie można tak po prostu wejść do urzędu i zażądać wydania lub unieważnienia aktu urodzenia! Urzędnicy najniższego szczebla, czyli ci, z którymi mamy do czynienia, kiedy idziemy załatwić cokolwiek w urzędzie, to pogrążeni w iluzji niewolnicy Matrixa, którzy nie mają zielonego pojęcia o tym, czym ten akt jest naprawdę ani jakiemu systemowi służą. Tłumaczenie im czym jest strawman i przekonywanie ich, że żyjecie i że nie jesteście zaginieni na morzu z całą pewnością nie spotka się z ich zrozumieniem. Na żadnym kursie podnoszącym ich kwalifikacje, prowadzonym przez pracowników Unii Europejskiej, nikt nie wspominał o prawie morskim ani o tym, że Polska jest korporacją. Oni nigdy o czymś takim nie słyszeli, więc jeśli zaczniecie gadać takie rzeczy zyskacie tylko tyle, że wezmą was za wariatów.

Szczerze odradzam też przekonywania lekarzy, że służą talmudycznej pseudomedycynie spod znaku doktora Mengele, więc natychmiast powinni zaprzestać aplikowania pacjentom trujących leków. Ci lekarze to tacy sami niewolnicy Matrixa jak urzędnicy niższego szczebla. Oni żyją w głębokim przekonaniu, że są doskonale wykształceni i że wiedzą o zdrowiu wszystko i nikt, kto nie jest lekarzem nie ma prawa z nimi dyskutować, bo nie zna się na medycynie. Przed lekarzami przestrzegam szczególnie, ponieważ mają oni prawo każdego, kogo uznają za chorego psychicznie zatrzymać na oddziale zamkniętym. Jeśli dorobicie się diagnozy psychiatrycznej nikt nie będzie was traktował poważnie, również sędzia, przed którym staniecie, żeby udowodnić mu, że sprawuje rolę kapitana na okręcie.

Jeśli chcecie się wyzwolić musicie przeprowadzić ten proces przed sądem, i to nie tym niższej instancji, bo tam nikt nie będzie wiedział, o co wam chodzi. Darujcie sobie opowiadanie głodnych kawałków urzędnikom i prawnikom działającym na najniższych szczeblach piramidy. To bezcelowe. Oni naprawdę nic nie wiedzą. Takie sprawy załatwia się z Bardzo Wysoko Postawionymi Iluminatami. Macie odwagę stanąć oko w oko z kimś takim i stoczyć z nim pojedynek prawny? Jeśli tak, to gratuluję odwagi, ale nie rozumu!

Przekręt wszechczasów część XXII

Magia sądów

Wybaczcie, że rzadko piszę, ale mam sporo na głowie. Napiszę trochę na temat sądów i co się tam dzieje – to jest dopiero temat, ja sam wciąż się uczę i muszę powiedzieć, że wciąż mam japę rozdziawioną dowiadując się więcej na ten temat.

System, w jakim żyjemy upewnił się, że ma tzw. ramię wykonawcze, czyli ludzi na odpowiednim stanowisku, którzy będą robić dobrą robotę „karząc” opornych i tych, którym się wydaje, że sami mogą sterować swoim życiem.

Część tego ramienia to oczywiście policja, ale dużo ciekawszym departamentem jest sądownictwo, system „sprawiedliwości”, coś co jest tak odlegle od samej definicji sprawiedliwości jak Ziemia od Marsa – albo jeszcze dalej.

Zanim podzielę się tym, czego zdążyłem się dowiedzieć, proszę zrozumieć, że to tylko kropla w morzu. Wciąż dowiaduję się nowych rzeczy i czasem te, które już niby wiem muszą być nieco skorygowane. Matrix jest dynamiczny, ma swoje fundamenty niewoli, ale musi się dostosowywać do potrzeb współczesnego niewolnika. Najlepszym przykładem jest obecność wytrenowanych sędziów, tzw. sniper judge – czyli ludzi, którzy będą zaginać na wokandzie nawet wprawionego Freemana.

Zacznijmy od początku, bo to jest dosyć ważne, żeby dotrzeć do magii jaką jest sąd, ról ludzi grających to przedstawienie i kim MY jesteśmy w tym całym burdelu.

Muszę zaznaczyć, że będę podawał przykłady z UK, mimo, że schemat jest niemal identyczny w większości krajów IMF, a może nawet dokładnie taki sam.

Pamiętając, że dzisiaj kraje są korporacjami, to byt biznesowy, który ma za zadania rozrastać się jak najbardziej (bogacić), więc poza tradycyjnym strzyżeniem owiec, takim jak podatki wszelakiej maści, muszą mieć dodatkowe źródło dochodów, coś, co będzie pod ręką na co dzień. Nie tylko po to, żeby zarabiać, ale również po to, aby trzymać stado w ryzach, rok po roku zaciskać kaganiec i zdobywać jak największą kontrolę, bo ta – dla ludzi, którzy mają władzę tworzenia pieniędzy jest najsilniejszym afrodyzjakiem.

Każda korporacja ma swoje wewnętrzne zasady, również RP, (dla moich przykładów UK). Tymi korporacyjnymi zasadami są tzw. ustawy (po angielsku ACT). Jest ich z roku na rok coraz więcej i wcale nie muszą być zgodne z logiką, prawem naturalnym, w zasadzie z niczym, co by miało jakikolwiek sens dla zwykłego człowieka. To jest pokaźny zbiór herezji, który służy nabijaniu kabzy i trzymaniu za ryj pospólstwa, niestety.

Jaś jedzie samochodem i zapomniał zapiąć pas, pała stoi w krzakach i macha mu lizakiem, Jaś złamał korporacyjną zasadę i teraz czeka go za to kara. Nie będę się teraz rozpisywał, dlaczego policjant ma „prawo” ukarać Jasia, skupię się na tym, co się dzieje po drodze do otrzymania kary.

Pan policjant wystawia mandat, Jaś podpisuje i od tej chwili ma określony czas na to, żeby zapłacić karę za niedostosowanie się do korporacyjnych zasad o zapinaniu pasów.

Druga część owego dokumentu, zwanego mandatem, trafia do systemu, gdzie przejdzie proces i będzie czekać na tzw. discharge – wyzerowanie, za pośrednictwem pieniędzy wpłaconych przez Jasia.

A co by było, gdyby Jaś został wezwany do sądu, żeby usłyszeć zarzuty i otrzymać karę od „niezawisłego” aktora, którego nazywamy sędzią?

Po pierwsze, ktokolwiek myśli, że ma prawo czuć się równy ze wszystkimi innymi ludźmi wewnątrz systemu – musi poważnie skorygować swoje myślenie. Już sam fakt, że jest ktoś, kto może ŻĄDAĆ od nas stawienia się w określonym miejscu w określonym czasie świadczy o tym, że nie mamy równych praw w żadnym wypadku. Sędziego nie obchodzi, że jesteś zajęty, że masz co innego do roboty, albo nawet to, że jesteś daleko za granicą, jak zechce cię zobaczyć, to masz wszystko rzucić i lecieć na zawołanie niczym pies. Więc to już świadczy o tym, że mamy status zwykłego niewolnika, a wolność, która nam się wydaje, że jest naszym prawem to zwykła iluzja.

Proszę zauważyć jedną bardzo ważną rzecz – aby wystąpiła zbrodnia, musi być kilka elementów, a jej kluczowym elementem jest strona poszkodowana, ktoś kto ucierpiał w jakiś sposób przez nasze działanie bądź brak działania, gdzie była wymagana.

W „prawie” korporacyjnym/ustawowym tego obowiązku nie ma, nikt nie ucierpiał z tego powodu, że nasz Jaś nie zapiął pasa, albo dlatego, że wysiał marchewkę w swoim ogrodzie, czego ustawa wyraźnie zabrania (np. w Kalifornii). Nikomu nic złego się nie stało, niemniej jednak Jaś oberwie po uszach i będzie pracować za darmo, żeby ktoś inny mógł się cieszyć z owoców jego pracy.

Jaś dostaje wezwanie, jedzie grzecznie jak mu każą i na sali zaczyna się szopka, o której trochę napiszemy.

Pierwsze co się dzieje, to sędzia pyta o imię i nazwisko, bądź czyta je sam i zwraca się do Jasia o potwierdzenie. Sam fakt, że Jaś grzecznie rzucił wszystko i przyjechał na wezwanie świadczy o tym, że nie występuje tu w roli człowieka, tylko kogoś, kto ma znacznie niższy status. Jeden człowiek nie ma prawa rozkazywać drugiemu, aby to się stało, muszą istnieć statusy, role – gramy je na co dzien.

Jaś podpisał mandat, zgadzając się z tym, że policjant ma prawo tego wymagać, że Jaś jest podmiotem wobec ustawy, dając swój dowód/prawko jeszcze to potwierdził, potem zjawił się na wezwanie i na koniec potwierdził, że jest JAŚ KOWALSKI, dając temu na wokandzie 100% pewność, że może teraz tego Jasia zmielić na wióry.

System sądowy jest trochę magiczny, nawet słownictwo (ang.) używane w tym przedstawieniu ma swoje znaczenie ezoteryczne, nie dla mas.

Kilka przykładów:

  1. Dokument, na podstawie którego Jaś jest na dywaniku nazywa się CHARGE – pamiętacie Morfeusza z Matrixa, trzymającego baterię w dłoni? I mówi, że ludzie to nic innego niż bateria/energia dla Matrixa? CHARGE używa się miedzy innymi w technologii – to prąd, ładunek elektryczny… ciekawe prawda?

Po angielsku o kimś, kto został oskarżony o wykroczenie mówi się CHARGED, stek bzdur jakie nazywamy zarzutami – CHARGES.

Jaś został „załadowany”, że tak powiem, ujemnie, jest teraz rachunek na jego IMIĘ (korporacyjne), ładunek, który Jaś będzie musiał wyzerować poprzez swoją energię pracy. Jutro wstanie i pójdzie do roboty na jakiś czas i nie będzie mu dane cieszyć się jej owocami, bo jest rachunek do wyzerowania – mandat w wysokości 500 zł, dlatego energia Jasia, jaką zainwestuje w pracę zostanie pochłonięta przez system, żeby wyzerować CHARGE w wysokości 500 zł.

Nikt nie ucierpiał przez Jasia jadącego bez pasów, nikomu nie stała się krzywda, ale zaszło coś, co spowodowało, że pojawił się rachunek do zapłacenia, Jaś swoim własnoręcznym podpisem go zaakceptował, zobowiązał się wziąć pełną odpowiedzialność za swojego pionka w grze (osoba prawna) i dać mu swoją energię, żeby mógł być znów odblokowany (o tym później).

W taki sposób system generuje niewyobrażalną ilość pieniędzy, w taki sposób ludzie spędzają czas pracując za darmo, zostawiając swoje rodziny i oddając owoce swojej nierzadko ciężkiej pracy komuś, kto nie kiwnął nawet palcem, żeby na to zarobić.

Załóżmy przez chwilę, że nasza osoba prawna to pionek do gry w biznes. W momencie postawienia zarzutów złamania zasad gry (ustawy) nasz pionek zostaje niejako zamrożony, nie możemy dalej się nim posługiwać, albo możemy, ale mamy znacznie ograniczone możliwości. Jest pewna kwota, która umożliwi odblokowanie tego pionka, a my – będąc jego animatorem – musimy zapracować na wyzerowanie zarzutów. To telegraficzny skrót, bardzo uproszczony, niemniej jednak najłatwiejszy do zrozumienia.

„To jest tylko biznes” jak mawiają mafiozi zanim wpakują kulkę w potylicę, to jest tylko biznes dla systemu. Jaś jest tylko motorem napędowym swojego pionka (osoba prawna). W związku z tym, że nie ma pojęcia, jaką rolę pełni wewnątrz tej osoby, kim naprawdę jest, system obdarował go najniższym statusem, kimś, kto zawsze buli i nie ma nic do gadania – tzw. trustee.

Jutro Jaś zapindala do roboty żeby spłacić CHARGE, oddać swoje 500 zł za to, że nie zrobił nikomu krzywdy, użyteczny idiota w mundurze policjanta zrobił swoje, system zarobił i fortuna toczy się dalej, pała dalej łapie „klientów”, sędzia czeka na następnego do krojenia, i tak w kółko, to jest genialny system, taki, który nie potrzebuje naprawy, więc polityczne bzdury partyjnych papug – że naprawią system sprawiedliwości mogą sobie wsadzić – wiecie gdzie.

Wracając do samego sądu, bo to jest ciekawe. Sama sala sądowa nie wygląda tak, jak wygląda przez przypadek bynajmniej. Cały układ, rozmieszczenie poszczególnych ludzi, flagi, bramki, pudełka w których siedzą ludzie – wszystko ma ogromne znaczenie, świetne źródło wiedzy na ten temat to FRANK O`COLLINS z Australii, fenomenalny koleś.

Nie jest już wielką tajemnicą dzisiaj, że to, co się dzieje w sądzie to biznes, MARITIME LAW, tylko jakoś ta informacja nie bardzo jest zrozumiała dla ludzi, bo skoro to nic innego niż korporacyjny trybunał – to wymaga naszej zgody na robienie z nami interesów…

Sędzia siedzi nieco wyżej od tzw. oskarżonego, nie dlatego, żeby go lepiej widział, lecz podświadomie rejestrujemy podest jako coś, na czym stoi/siedzi ważna osobistość, autorytet. Wchodząc do sądu przechodzimy przez bramkę, tzw. BAR, po angielsku BAR to również BAR ASSOCIATION, czyli brać adwokacka, każdy adwokat (prawdziwy) ma obowiązek zdania egzaminu BAR, żeby praktykować „prawo”. Bar, czyli ta bramka to również analogia do prawa morskiego. Wchodząc za bramkę wchodzimy na pokład obcej jednostki, tzw. vessel, gdzie nie mamy żadnych praw, zupełnie tak, jak obcy wchodzi na pokład, gdzie ktoś inny sprawuje tu władzę, a on tylko wykonuje rozkazy.

Z jednej strony siedzi prosecutor, czyli oskarżyciel, ktoś, kto z ramienia korporacji będzie przedstawiał zarzuty – charges – naszemu Jasiowi. Ta osoba jest upoważniona przez kierownictwo do upewnienia się, że system dostanie to, czego żąda – czyli Jasiowe 500 zł. Bardzo ciekawa rzecz, to fakt, że oskarżyciel jest odpowiedzialny za to, że Jaś zostanie skazany, jego bond ubezpieczeniowy jest właśnie po to (miedzy innymi), żeby w razie niepowodzenia – Jaś się obronił, zarzuty oddalone – system i tak otrzymał 500 zł. Tak czy siak, system zawsze wygrywa, pieniądze za zarzuty i tak wylądują w systemie, bądź z Jasiowej pracy, bądź z ubezpieczenia oskarżyciela. System ma swój departament, gdzie są obliczane dopuszczalne przegrane, żeby utrzymać iluzję sprawiedliwości. Dzisiaj w sądach ustawowych oskarżyciel wygrywa bodajże 90% spraw, te 10% to tylko sztuczka dla mas, żeby od czasu do czasu odświeżyć iluzję, że można z nimi wygrać.

Jeżeli oskarżyciel, mimo pomocy swojego kompana na podwyższeniu okazuje się zbyt kosztowny i przegrywa zbyt wiele spraw – jego ubezpieczyciel wycofuje polisę i ten zaczyna szukać innej pracy. Mimo, że sądy to korporacyjne trybunały, podtrzymywana jest iluzja sądów publicznych – niby są nasze, więc każdy pracownik owej instytucji to tzw. public servant, więc ktoś, kto musi być ubezpieczony na wypadek zrobienia kuku komuś, zupełnie jak lekarz, policjant itp. Ta polisa ubezpieczeniowa jest bardzo ważna, bo można ją po prostu zaaresztować i pozbawić owego delikwenta możliwości pracy w jakimkolwiek sądzie, o czym później.

Więc mamy Jasia, przekroczył BAR, jest oficjalnie nie tylko na morzu, a nie lądzie, ale jeszcze wlazł z własnej woli na pokład obcej jednostki, gdzie jest tylko gościem, zredukowanym do minimum, bez żadnych praw. Po jednej stronie oficjal – oskarżyciel – pracownik sądu, po drugiej, jeżeli Jaś się zgodził (są kraje gdzie nie masz nic do gadania) jest jego adwokat, obrońca. Ten koleś z kolei będzie robić wszystko (hehehe!!!), żeby naszego Jasia zdjąć z haczyka i sprawić, że wróci do domu i nie będzie musiał tyrać za darmochę (500 zł). Tu trzeba zaznaczyć kilka ciekawych rzeczy. Biorąc adwokata, żeby nas bronił – tak naprawdę robimy sobie ogromną krzywdę, z kilku powodów. Pierwszy, to fakt, że w oczach systemu jesteśmy traktowani jako tzw. INFANT, czyli noworodek, dziecko, które nie ma swojego zdania, po to właśnie dajemy tzw. pełnomocnictwo prawne – power of attorney – nie jesteśmy na tyle ogarnięci, żeby sami się bronić, powiedzieć co mamy do powiedzenia, potrzebujemy dorosłej osoby (obrońcy), żeby za nas to zrobił, zabawna historia…

Ów adwokat/obrońca jest PRACOWNIKIEM SĄDU, tej samej instytucji, która nas tu siłą ściągnęła, marynarzem na obcej jednostce, jednym z „chłopców z ferajny” – dosłownie. Jeszcze raz, żeby się dobrze zrozumieć:

Nasz obrońca, to człowiek pracujący dla tych samych ludzi, którzy nas teraz mielą – sędzia, oskarżyciel, cala ta banda sq….synow, którzy chcą naszej energii pracy (500 zł), a my zatrudniamy kogoś, kto kopie do tej samej bramki!!! Kto przy zdrowych zmysłach robi takie coś???!!!

To nie koniec newsow na ten temat. Nasz adwokat „obrońca” jest pod przysięgą, najwyższą przysięgą, jaką może człowiek w jego sytuacji złożyć – przysiągł lojalność wobec sądu, instytucji, oddał swoją duszę pod banderę tejże jednostki, jego tzw. first duty, czyli 100% lojalność należy się sądowi, nie nam. Co więcej, ów adwokat „obrońca” będzie pracował super ciężko, żeby upewnić się, że nie mamy w sądzie żadnych praw, będzie się prężył na lewo i prawo, żeby nawigować WEWNĄTRZ korporacyjnych bzdur i nigdy nie dopuści, żeby nasz Jaś zaczął zadawać niewygodne pytania, np. – a komu zrobiłem krzywdę jadąc bez pasów?…Tego Jaś nie zobaczy, za to będzie słyszał ustawa nr…. paragraf nr… ustęp nr… i tak dalej, żeby brzmiało mądrze, zawile, tak że Jaś będzie się gapić w malowane wrota, a na koniec dostanie w cymbał (500 zł do zapłaty).

Ten „obrońca” jest bardzo ważną postacią w tym całym kabarecie, nie od parady system ciśnie, żeby „skorzystać” z obrońcy do tego stopnia nawet, że ten będzie przydzielony z urzędu, zupełnie za darmochę (nie do końca prawda), żeby tylko był i robił swoją robotę. Ten człowiek ma jeszcze jedno bardzo ważne zadanie – upewnić się, że wszystko zostaje otwarte do interpretacji, że nie ma w sądowym pliku papierów bardzo ważnego dokumentu – tzw. AFFIDAVIT, czyli zeznania pod przysięgą. Znam osobiście sprawy, które toczą się latami, adwokaci walczą zaciekle, pisma fruwają z jednej strony na drugą, klient płaci słono, a gdy zapytałem się jednego czy złożył choć jedno affidavit, które stwierdza fakty w sprawie – powiedział, że nigdy… taka jest rola obrońcy, bo gdyby było inaczej, sprawy nie ciągnęłyby się latami, a system nie zarobiłby tyle ile się da, dzisiaj obie strony doją lemingi do ostatniej złotówki, a nasza ignorancja pozwala im na to – za naszą aprobatą i na własną prośbę!!!

Gdzieś schowana jest jeszcze jedna postać, bardzo ważna – tzw. CLERK, czyli sekretarz sądu (to niedokładne tłumaczenie). Jego zadanie jest fundamentalne, mimo że postać nie musi być, że tak powiem, na widoku. On nie tylko upewnia się, że jest prowadzony rekord z posiedzenia (to następna farsa do wyjaśnienia), ale również jest odpowiedzialny za zaprzysięganie oraz trzyma oko nad tzw. court seal – czyli pieczęć sądu. Tak naprawdę to postać, która ma ogromną władzę wewnątrz, ale zazwyczaj siedzi w cieniu, bo jego ubezpieczenie jest bardzo wartościowe. Nasz Jaś ma się trzymać od niego z daleka, szarpiąc się z oficerami mniejszej rangi – adwokatami i sędzią.

Jest prowadzony rekord z posiedzenia, są zapisywane/nagrywane zeznania, zarzuty itd., jedno musimy zaznaczyć, to, że jest prowadzony zapis – nie znaczy, że ten zapis będzie dokładny i do użytku publicznego. Co mam na myśli: sąd – korporacja – zatrudnia inną korporację, żeby prowadziła rekord, więc umowa między nimi jest bardzo specyficzna – sąd będzie sobie „wkładał” do akt sprawy tylko to, co sam uzna za stosowne! Niejeden raz widziałem rekord, który był tak wybrakowany, żeby pasować oskarżycielowi, część została dosłownie pominięta, i pojawiając się w sądzie, Jaś powinien głośno i wyraźnie zaznaczyć, że to posiedzenie to sprawa rekordu PUBLICZNEGO, czyli wszystko, co się dzieje ma trafić do akt, WSZYSTKO. Jak myślicie, dlaczego nie wolno mieć swoich urządzeń nagrywających wewnątrz sali sądowej? Dlaczego wiele spraw toczy się za zamkniętymi drzwiami, jak np. sprawy rodzinne tu w UK, gdzie paparuchy w togach zabierają rodzicom dzieci na widzimisię? Dlaczego jest coś takiego jak GAG ORDER czyli zakaz nawet rozmawiania na zewnątrz o sprawie?

Ano właśnie po to, żeby uniknąć sytuacji, że podziurawiony rekord ze sprawy wycieka do opinii publicznej, a my mamy swój rekord, nagrania i nagle robi się z tego afera, – właśnie po to. Dean nie raz na sali darł się na sędziego – gdzie są informacje o pobiciu przez policję, siedzeniu w izolatce itd., sędzia otwiera akta i mówi – „ja tu nic nie widzę panie Clifford”…

Co więcej, każda nowa rozprawa to nowe zdarzenie. Tylko dlatego, że wczoraj był rekord publiczny, więc dziś, jeśli Jaś nie zażąda właśnie tego – może zdarzyć się dokładnie to, co zechce sędzia. Każdego dnia, każdego nowego posiedzenia, Jaś musi zażądać PUBLICZNEGO rekordu, inaczej będą z nim lecieć w przysłowiowe kulki.

Bardzo ciekawa jest ta cała szopka, gdzie Jaś musi wstać na widok sługi publicznego (sędzia) – ktoś kto pracuje dla Jasia, dostał ten stołek od społeczeństwa (jest opłacany z podatków Jasia – przyp. astromaria), teraz każe kłaniać się sobie i wstawać na swój widok – psychologiczna zagrywka. Czarna toga, dostojny wygląd, stołek na podwyższeniu itp., cała otoczka teatru, przedstawienia, gdzie tak naprawdę dzieją się zabawne rzeczy, zabawne dla systemu – i Jaś będzie zapindalał za darmo przez najbliższe kilka dni, żeby oni mieli ubaw.

O flagach maritime już większość dawno wie – złota otoczka flagi świadczy o prawie morskim, tzw. commerce, biznes, nie mający nic wspólnego z prawami człowieka, tu się sądzi interesy, sprawiedliwość nie ma tu racji bytu.

Więc stoi sobie nasz Jaś, zidentyfikowany jako byt korporacyjny (JAN KOWALSKI), bez żadnych praw naturalnych, ludzkich, jakkolwiek sobie to nazwiemy, oddał swoją możliwość obrony pracownikowi tej samej mafii, która tu go silą ściągnęła, i zaczyna się gra, zupełnie jak w tenisa (court = sąd = kort tenisowy), będą odbijać piłkę herezji z jednej strony na drugą, utrzymując iluzję ciężkiej walki, wymieniając się słowami, o których Jaś nie ma zielonego pojęcia, teatr będzie trwał w najlepsze…

Piotras

c.d.n.

Babilon upadł

Przeczytaj najpierw:

Kto nie dochodzi swoich praw nie ma ich wcale

Musisz wyrazić swoją zgodę na to żeby być rządzonym

Źródło: Kate of Gaia

NIE CZYTAJ! TO ZMIENIA WSZYSTKO!

By Kate of Gaia
1. NAZWISKO: klucz do całego systemu/władzy/monarchii w korporacyjnej grze.

Nazwisko jest gwoździem programu w całym tym legalnym, ustawowym konstrukcie kontroli. Bez PRAWNEGO (legalnego) NAZWISKA, którego używanie zakłada Twoją zgodę i przyzwolenie na bycie tym IMIENIEM, wampiry funkcjonujące w systemie nie są w stanie żywić się, dosłownie mówiąc, twoją krwią/sprawczą energią, która zazwyczaj ukazana jest w namacalnych dobrach materialnych, które gromadzimy. Jedynie za twoim PRZYZWOLENIEM możesz stać się/używać/posiadać LEGALNE NAZWISKO/ZNAMIĘ BESTII (SZATANA), które jest wymagane, aby dowieść twojego absolutnego zaangażowania/kontraktu/paktu z motywem szatana, gdzie ty jesteś NIEWOLNIKIEM, a oni TWOIM PANEM. Aby to dostrzec, rozejrzyj się, jak duża część twojego życia/egzystencji łączy się z twoim NAZWISKIEM, a zobaczysz wymiar kontroli, którą ten system ma nad Tobą.

2. REJESTRACJA/REJESTR itp.

Jakiekolwiek/wszelkie rzeczy/akty/itd. które są zarejestrowane są W PEŁNI DAROWANE/ODDANE (przez nas), za naszym przyzwoleniem, władzy/KORPORACYJNEJ MONARCHII bez legalnej opcji wyjścia z sytuacji dopóki ten akt nie zostanie cofnięty poprzez ukazanie FAKTYCZNYCH INTENCJI tych, którzy służą systemowi/KORPORACYJNEJ MONARCHII w świadomym bądź nieświadomym popełnianiu przestępstwa. Np. nowo urodzone dziecko które zostaje zarejestrowane staje się WŁASNOŚCIĄ „KORONY” (od ang. ‘CROWN’ czy innego „wymiaru” systemu, jeśli dane państwo nie jest monarchią) za sprawą własnej zgody płynącej z niedoinformowania, gdzie prawda o REJESTRACJACH nie była jawna, co z kolei było pierwotnym ZAMIAREM/INTENCJĄ tych SŁUŻĄCYCH MONARCHII KORPORACYJNEJ, by ludzie nieświadomie zniewalali ducha, a przez to też i ciała swoich dzieci. To na duchu zależy im (KORONIE) najbardziej, więc warto żebyś miał to na uwadze.

3. PIENIĄDZE, ZŁOTO, SREBRO, WSZELKIE DOBRA, BITCOINS itp.

Wszystkie stanowią jedynie iluzję wartości przy czym TY jesteś faktycznym kreatorem/sprawcą wszelkich ich fizycznych przejawów. Pieniądze, wartość ‘z zewnątrz’, były dotąd takim narzędziem, natrętnym pośrednikiem, który umożliwił wysysanie twojej życiowej energii. Pieniądze i im podobne, mają wartość jedynie dla tych, którzy zostali wrobieni w myślenie, że ta wartość jest wartością prawdziwą. Ta iluzja jest ostatecznym zakłóceniem i niszczycielem naszych twórczych dusz, dosłownie. WSZYSTKIE pieniądze powstały na mocy PAKTU/KONTRAKTU, powszechnie znanego jako AKT URODZENIA.

4. AKT URODZENIA: PIERWSZY GRZESZNY KONTRAKT.

Nazwisko, które uważasz/bierzesz za swoje NIE JEST twoją kreacją (nie pochodzi od Ciebie). Twoje NAZWISKO zostało stworzone przez twoich rodziców/innych członków rodziny/rodziny adopcyjne, kogokolwiek – ale NIE CIEBIE. Jest ono ORYGINALNYM WYTWOREM uosobionym prze kogoś innego, który z kolei zostaje ZAREJESTROWANY, ogłaszając je przez to WŁASNOŚCIĄ KORONY/MONARCHII KORPORACYJNEJ/WŁADZY jak już uprzednio ustalono. To właśnie przez to oszustwo twoja prawdziwa dusza była i jest uwięziona. Oszustwa na bazie którego WSZYSTKIE PIENIADZE/oraz ich brak, czyli DLUGI są tworzone. ‘Wartość’ OBLIGACYJNA zostaje nałożona na AKT URODZENIA, na podstawie szacunkowych założeń w kwestii przypuszczalnych sum jakie dziecko przypuszczalnie zapłaci w czasie trwania ich życia, dopóki stanowią część tego OSZUSTWA dokonanego na ludzkości. Np. jeśli od kogoś oczekiwane jest otrzymanie pewnych sum w postaci podatków itp. przez okres ich życia, OBLIGACJI tej nadawana jest mniejsza „wartość”. Innymi słowy powstaje dług. Dziecku urodzonemu w zamożnej rodzinie nadaje się wyższą wartość Obligacji niż dziecku z rodziny ubogiej. Zaprawdę jest to handel niewolnikami w najlepszym wydaniu, który dzieli i podbija ludzkość w tym KASTOWYM/HIERARCHALNYM systemie który obejmuje całą planetę.

5. DOWÓDZTWO I KONTROLA

Sądy i rządy same są także niewolnikami wewnątrz systemu, zakupywane i opłacane, a prawdziwa władza wykonawcza i aspekty kontroli stanowią POLICJA/WOJSKO, niczym psy na linii frontu i główni kontrahenci dla tych ponad sądami i rządami, takimi jak BANKI/RELIGIE wraz z tymi, którzy kontrolują ich. Sądy i rządy (jakiegokolwiek państwa) niejako spajają całą tę iluzję. Bez możliwości wchodzenia w jakikolwiek kontrakt poprzez jakiekolwiek/wszystkie NAZWISKA na linii frontowej, cały system kontroli upada, a najważniejsze, że upadają Ci na szczycie tej duchowej piramidy niewolnictwa. Bez NAZWISKA, wszystkie wyżej wymienione poziomy zostają unicestwione całkowicie.

6. POTRÓJNA KORONA/3 KORONY:

Składają się z WATYKANU w Rzymie, Kwadratowej mili w Centrum Londynu, tzw. ‘CITY OF LONDON CROWN CORPORATION’, oraz Waszyngtonu- Washington D.C (District of Columbia). Są one NIE-świętą trójcą trzech w jednym jak i jednego w trzech, jak ilustruje to papieska korona: Religia do kontrolowania wierzeniami, umysłami i duchowością ludzkości, Sądy i Banki aby kontrolować pieniądze/obligacje oraz ogólnoświatowa Policja/Wojsko aby tłumić przejawy buntu i działać jako podwykonawcy w akcji usuwania dusz na linii frontowej.

7. PODSTAWY CIEMNOŚCI

Taka jest prawdziwa postać rzeczy w tej grze, wobec której większość ludzkości pozostaje ślepa. Religie zostały użyte aby odsunąć Cię od źródła poprzez wmówienie Ci, że „Bóg” jest czymś zewnętrznym oraz przez użycie programu „Zbawiciel” aby tego dokonać. Pieniądze są narzędziem używanym do utrzymywania ludzi w czysto fizycznym wymiarze rzeczywistości poprzez nadanie im „zewnętrznej” wartości na wszystko, przy czym nic nie istnieje bez ludzi i ich kreatywności/sprawczej siły. Kary fizyczne/śmierci są narzędziem używanym aby powstrzymać twoją prawdziwą naturę, którą jest całe stworzenie samo w sobie.

Narzędziami używanymi w tym celu są języki którymi mówimy; skorumpowanie czystej częstotliwości jaką daje nasza intencja poprzez dopuszczanie wielorakich interpretacji tych samych dźwięków/częstotliwości, używanie SŁÓW i RÓŻNEJ PISOWNI (z ang: SPELLING (pisownia) ‘to spell’ oznacza literować; ‘spell’ oznacza zaklęcie – i to ma właśnie wiele wspólnego z ‘zaklęciami’). Przez to pozostajemy poróżnieni i pokonani i całą naszą energię pokładamy w ICH kreacji i oddajemy im kontrolę. Ci ‘ONI’ NIE SA W STANIE stworzyć niczego bez nas/naszej sprawczej, żywej energii i dlatego nie mają żadnej faktycznej mocy. Oni o tym wiedzą i są absolutnie przerażeni tym faktem, gdyż to wróży ich upadek, raz i na zawsze. Jesteśmy życiem ze świadomością podczas gdy tamte istnienia są jedynie świadomością bez życia/duszy/ducha. Są oni KOMPLETNIE i CAŁKOWICIE ZALEŻNI od Twojego pozwolenia bądź duchowego przyzwolenia a to udaje im się osiągnąć bardzo łatwo poprzez NAZWISKOWE OSZUSTWO, przekupstwo, wygodnictwo naszego ego. Cały ich domek z kart/piramida jest na tym oszustwie zbudowany. To my jesteśmy paliwem napędzającym ten system/wehikuł. Bez naszego paliwa, oni są zniszczeni.

Najgłębiej sięgającym ‘programem’, który napotykamy najczęściej jeśli chodzi o większość to zwyczajnie brak świadomości oraz wiary we własną siłę oraz tego kim/czym naprawdę jesteśmy. Mistrzowska zaiste robota została wykonana, aby doprowadzić ludzkość to takiego rodzaju duchowej słabości i kompletnej ignorancji. Taka była prawdziwa intencja stojąca za korumpowaniem antycznych prawd, prze-pisywanie naszej historii i przedstawianie jej w szkołach, kościołach oraz na wszystkich szczeblach akademickich naszego ego. Powtarzaj kłamstwa wystarczająco często, a ludzie na pewno w nie uwierzą. Dużo łatwiej jest sprzedać gigantyczne kłamstwo masom niż sprzedać nas jednego po drugim. Media są jednym z głównych narzędzi do manipulowania kierunkami, w których myślimy i do manipulowania, podtrzymywania kłamstw, którymi napełniono nas gdy byliśmy jeszcze dziećmi aż do teraz.

Wiele jest bezdusznych istnień na tej planecie, gdzie przeważająca ich część umieszczana jest na pozycjach władzy i kontroli, czy to policja, sądy, media, kościoły, rządy, szkoły, wojsko – na WSZYSTKICH poziomach.

Twój strach jest ich jedyną siłą.

Gdy już raz ujrzysz swoją prawdziwą, nieśmiertelną naturę, stajesz się nietykalny, dosłownie. Masowa hipnoza, w której tkwi ludzkość jest prze-głęboka i spotkasz się z różnymi poziomami oporu ze strony przyjaciół, rodziny, współpracowników itd., więc nie przejmuj się próbami obudzenia tych godzących się na ‘śmierć’. Dowody na powyższe stwierdzenia są wszędzie dokoła, dostępne dla tych którzy widzą, a zatem to do nich należy ich weryfikacja, nie do Ciebie. Zwyczajnie ‘zasiej ziarno’ i przejdź dalej. Są oni niczym Ci z przypowieści o arce Noego, spóźnieni… pozwól im utonąć. Znajdujemy się teraz w kulminacyjnym okresie powalania tych istnień raz na zawsze, więc używają oni naszego strachu, podatności na iluzję i liczą na naszą desperację i w tym procesie, zatapiają swój własny statek, przy czym ja aktualnie mogę jedynie podać im w tym przysłowiową „rękę”. TY i tylko TY możesz ‘zbawić’ siebie i nikt poza Tobą, więc przestań zabijać się próbując. Pozwól umarłym pogrzebać umarłych, a być może załapią przy następnym podejściu, ale nie możesz się nimi przejmować. Zostań na swoim kursie. Droga do domu jest drogą prawdy i niczego więcej. Twoja ochota do trwania w prawdzie jest jedynie Twoja, a stopień w jakim w tej prawdzie trwasz będzie tym samym stopniem w jakim staniesz się nietykalny, duchowo ( wewnętrznie), a w rezultacie także i fizycznie. Jak na górze (na niebie), tak na dole, zaprawdę.

Nie istnieje „złoty środek”, albo zostajesz w Babilonie, albo z niego wychodzisz. Jesteś albo panem albo sługą, śmiertelnikiem bądź nieśmiertelnym. Dusza, TY, jest nieskończona, a ciało jest jedynie biologicznym komputerem którym operujesz. Twój komputer został zinfiltrowany i bardzo podupadł („gadzi” pień mózgu, pierścieniowe chromosomy) i oddzielił się od serca i umysłu. Ci bez duszy nie potrafią odczuwać współczucia, więc nie oczekuj tego od nich. Są tacy sami jak droidy w filmach o terminatorze, zaprogramowane do kontrolowania i zabijania bez mrugnięcia okiem i są łatwi do zauważenia. Są wszędzie, włączając Twoją rodzinę, przyjaciół itd. A wszystko co ty masz zrobić to „wyczuć” swoją drogę przez to wszystko. Pozwól Twoim instynktom i Twojemu sercu być Twoim przewodnikiem.

Obecnie oczyszczamy tę rzeczywistość z tych pasożytów na wielką skalę, gdzie rządzi naturalne/uniwersalne prawo, którego nikt nie może przekroczyć i którego nikt nie przekroczy. Oni są mistrzami ułudy, więc nie pozwól twojej empatii działać przeciwko Tobie samemu, coś co było jednym z najpotężniejszych narzędzi w ich rękach. Te bio-roboty są już martwe za życia i zależne od energii życiowej, którą mogą wyssać z Ciebie, ale jak żaden wampir, nie mogą wejść do twojej rzeczywistości bez Twojego zaproszenia. Każde użycie legalnego NAZWISKA jest wszystkim czego potrzebują jako zaproszenia, więc lepiej odetnij wszystkie Twoje więzy i przyzwolenie na to. Tylko zrozum ten koncept, a odcięte zostają sznurki za które jesteś pociągany i twoja sprawcza moc powraca natychmiast w związku z twoją umiejętnością bycia odpowiedzialnym za tę największą z wszelkich mocy.

A do „chodzących trupów”(oni wiedzą kim są): wasz czas dobiegł końca, wasze oszustwa pozbawiane zostają wszelkiej mocy i z minuty na minutę zostajecie wymazywani ze świadomości za tę inwazję pasożytów jaką jesteście. My, posiadający żywą duszę, przebudziliśmy się, jesteśmy świadomi i odbieramy naszą rzeczywistość, bo wasza i tak nigdy nie istniała. W skrócie mówiąc: tak – macie przerąbane!

Miłego dnia życzy Kate!

Any questions, contact me on: lenamiddx@gmail.com J

Translated by Rara Avis