Rządzenie światem jest równie proste jak wypas owiec, czyli kilka słów o ślepej wierze i porażającej bezmyślności. Odcinek II: ślepa wiara religijna i ślepa wiara w autorytety.

Tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem Polak stracił wszystko i został żebrakiem!

Odcinek o religii powinien mieć numer I, ponieważ całe nieszczęście ludzkości zaczęło się i wciąż trwa za sprawą religii. Ale jako pierwszy napisał mi się ten o demokracji, a że jestem w gorącej wodzie kąpana od razu wrzuciłam go na blog.

Proszę mi wybaczyć chrześcijański (a nawet słowiański) europocentryzm, ale jest mi on bliski o tyle, że urodziłam się, wychowałam i do dziś żyję w (post)chrześcijańskiej Europie. Wiem, że gdzieś daleko są różne inne religie, ale nie będę się teraz nimi zajmować, ponieważ nie znam ich, ani skutków ich praktykowania, aż tak dobrze. Skutki chrześcijańskiego prania mózgu natomiast odczuwam w wyjątkowo przykry sposób, również w dziedzinach, w których (teoretycznie) nie powinno ich być, np. w ateizmie i racjonalizmie.

Unikam katolików jak tylko mogę, ale i tak moje uszy rani powtarzane do znudzenia zdanie, że chrześcijaństwo to NASZA TRADYCJA, to wiara OJCÓW NASZYCH.

Ale to jeszcze nic!

Parę razy omal nie spadłam z krzesła widząc w telewizorze „polskich” celebrytów, z uniesieniem i ekscytacją zapewniających, że nasza tradycja wywodzi się z… palestyńskiej pustyni! Jakaś niespełna rozumu panienka z okienka egzaltowała się, że kiedy czytamy opisy biblijne, są one tak realistyczne, że czujemy powiew palestyńskiego wiatru na twarzy i słyszymy beczenie palestyńskich owiec. Pewien znany koczownik za dużo podróżował po świecie, przez co chyba pomylił kraje, bo w Boże Narodzenie, przy dźwiękach żydowskiej muzyki (!) pląsał radośnie na tarasie palestyńskiej willi, krzycząc euforycznie, że TU jest NASZA TRADYCJA, NASZA KULTURA, NASZA WIARA, a palmy szumiały „tradycyjnie” i „patriotycznie” do wtóru jego słów!

Że co???????????????????????????

Że niby Palestyna to nasza ojczyzna?

Czy oni w tej telewizorni już kompletnie na łeb upadli?

Karmią nas na siłę bzdetami, jak gęś hodowaną na francuskie wątróbki. Słuchając tych pierdoletów jak nic skończymy dokładnie tak samo, jak owa gęś! Albo raczej jak Palestyńczycy.

Jaka tradycja?

Jaka Palestyna?

Gdzie Słowianie, a gdzie Semici??? Gdzie Rzym, a gdzie Krym?

Wiem, że w czasach powszechnego fałszu mówienie prawdy jest aktem rewolucyjnym, ale ośmielę się przedstawić kontrowersyjną tezę, że Polacy to SŁOWIANIE i że Słowianie od zawsze zamieszkiwali żyzne, mlekiem i miodem płynące tereny Europy Środkowej i Wschodniej, a nie pustynie Dalekiego Wschodu. Skoro Bóg zasiał Słowian w Europie Środkowej, to z woli Boga Słowianie tam mają kwitnąć. Mówiąc zrozumiale: Europa Środkowa należy do Słowian, a nie do górali spod góry okopconej przez Chwałę Pana.

Na ziemiach zamieszkanych przez Słowian TRADYCYJNIE I OD WIEKÓW praktykowano POGAŃSTWO. Dokładniej mówiąc „pogaństwo” to pogardliwa nazwa, nadana naszej tradycji przez „starszych braci w wierze”. Naszą tradycją była Gnoza, czyli Wiedza (Wedy), przez naszych wrogów, przewrotnie nazwana satanizmem. Tak ją nazwano, żeby nas odstręczyć od mądrości naszych Ojców, naszej prawdziwej Tradycji i prawdziwej Wiedzy.

Naszą tradycję celowo zniszczono, a na jej miejsce, siłą, narzucono nam religię kanibali i lichwiarzy, której skutki są dla nas tragiczne. Banda cwaniaków konsekwentnie i celowo zamieniła Europejczyków (a później Afrykańczyków, Azjatów i Amerykanów), w stado bezmyślnych i zniewolonych baranów, przeznaczonych do strzyżenia, dojenia i odzierania ze skóry, co po kolei wykażę i udowodnię!

Pranie mózgu zaczyna się już we wczesnym dzieciństwie, czyli od ilustrowanych książeczek, jakie kupujemy naszym milusińskim. Książeczki, zamiast przedstawiać nasze przedwieczne tradycje i przybliżać dzieje naszych Słowiańskich Ojców przekazują nam dzieje Abrahama, Mojżesza i króla Dawida. Nie mamy pojęcia, jak żyli i w co wierzyli Słowianie, ale bez zająknienia potrafimy wymienić historię 12 pokoleń Izraela.

Czy dzieci Izraela potrafią równie płynnie wyrecytować historię 12 pokoleń Piastów Kołodziejów?

W innych książeczkach i na kolorowych obrazkach, rozdawanych pod kościołem zachwyca śliczny, mały pastuszek ze szczerozłotym kijaszkiem, otoczony przez stado nie mniej uroczych, ślicznych, bieluśkich i puchatych jak kłębuszki wełny owieczek, z równie złotymi różkami, kopytkami i dzwoneczkami na szyjach. Pastuszek czuwa nad ich bezpieczeństwem, prowadzi je na łąki zielone i nad rzeki z czystą wodą. Owieczki są takie bezgranicznie ufne i kochające. Pastuszek jest śliczny jak aniołek, a nawet może być jeszcze śliczniejszy, jeśli jest nim sam Jezus.

Ach, jakież to cudne… Cóż za sielanka!

Sielanka??????

Pomyśl samodzielnie, ludzka istoto, myślenie nie boli! Przecież owce są hodowane dla wełny, mleka, mięsa i skór! Co w tym sielankowego?

I to my, ludzie, mamy być tymi baranami?

Jeśli tak, to jest oczywiste, że ktoś nas hoduje! Że nas doi, strzyże, a może zabija i odziera ze skóry? I to ma być urocze?

Ta religijna alegoria ze ślicznym pastuszkiem otoczonym przez białe owieczki wcale nie jest piękna. Ona jest obraźliwa dla ludzkości. Ona jest PRZERAŻAJĄCA! Jak można zachwycać się alegorią, w której rozumne ludzkie istoty przedstawiane są jako pędzone przez pastucha z kijem hodowlane zwierzęta, i to jeszcze te, będące synonimem najgorszej głupoty? I co z tego, że kij jest szczerozłoty? Czy walnięcie złotym kijem mniej boli, niż taki sam cios zadany żelaznym prętem?

Jak można wierzyć w bezinteresowność pasterza? Pasterz chce mieć jak najliczniejsze stada, ale nie dlatego, że kocha swoje owce, lecz wyłącznie dla osobistych korzyści. Żeby uniknąć problemów pasterz zrobi wszystko, żeby jego stada były bezwolne, nieświadome i żeby nigdy się przeciw hodowcy nie zbuntowały.

Żeby to osiągnąć trzeba owcom wyprać mózgi.

Po przyjęciu chrztu przez Mieszka I misjonarze przedstawili nam „propozycję nie do odrzucenia”: kto nie chce przyjąć obcych naszej mentalności wierzeń przywleczonych z kraju tak odległego i obcego jak z innej planety, ten będzie torturowany, łamany kołem, ścięty, utopiony lub spalony na stosie. Ponieważ nikt nie chciał, żeby jego ukochane dzieci wpadły w łapska okrutnych oprawców, zaczęto, dla ich bezpieczeństwa, przymuszać je do wyznawania nowej, fałszywej religii.

Katolicy oburzają się, gdy nazywa się ich „młodszymi braćmi w wierze”.

Skąd to święte oburzenie?

Przecież wyznajecie, drogie owieczki, żydowską religię! To oczywiste, że jesteście młodszymi braćmi w wierze, bo to jest ich religia! Oni są starsi, a wy jesteście młodsi. Modlicie się do żydowskiego, krwiożerczego bóstwa, a żydowskiego buntownika i żydowskich świętych wynieśliście na ołtarze! Z „syna” zrobiliście boga, chociaż narzucone wam święte pierwsze przykazanie wyraźnie mówi co następuje: „Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną”. Skoro nie możecie mieć innych bogów, to jak możecie z Jezusa robić Boga?

Na tej planecie od tysięcy lat praktykowano składanie krwawych ofiar ze zwierząt i ludzi, a nawet różne formy kanibalizmu, ponieważ „bogowie” używali krwi jako papu. Robili to Majowie i Aztekowie – wszyscy o tym wiedzą. Ale że robili to również Rzymianie – tego już nie wiemy lub wiedzieć nie chcemy. A właściwie dlaczego w dzisiejszych czasach bogowie mieliby zrezygnować ze swoich uczt? Przeszli na wegetarianizm?

A chrześcijaństwo? Czy na pewno nie ma nic wspólnego z krwawymi praktykami? A co robi ta straszliwa figura wisząca na krzyżu przy ołtarzu? A picie krwi i jedzenie ciała człowieczego – czyż to nie ohydny, satanistyczny kanibalizm? Tak, tak, wiem, tylko symboliczny, w żadnym razie nie dosłowny! OK, ale dlaczego chrześcijanie kultywują taki właśnie, makabryczny, a nie dowolny inny symbol? Dlaczego przerażamy tym nasze niewinne dzieci, każąc im brać w tym udział? Czy zastanawiamy się nad tym, jakie są tego skutki dla ich wrażliwej psychiki?

Tak, wiem, „robimy to na pamiątkę ukrzyżowania”.

Obawiam się, drogi katoliku, że nie masz pojęcia o religii, którą z taką dumą i poczuciem wyższości nad kanibalami praktykujesz.

Księga Kapłańska 27:

Wykup pierworodnych bydła

26 Jednak nikt nie będzie poświęcał Panu pierworodnego bydlęcia, które i tak już należy do Pana. Czy to jest cielec, czy to jest baran, należy on do Pana. 27 Jeżeli chodzi o bydlę nieczyste, to można je wykupić za sumę twego oszacowania, dodając do niej jedną piątą. Jeżeli nie będzie wykupione, to będzie sprzedane według sumy twego oszacowania.

Poświęcenie przez „cherem”

28 Jeżeli kto poświęci co ze swej własności dla Pana jako „cherem”: człowieka, bydlę albo część gruntu dziedzicznego – to ta rzecz nie będzie sprzedana ani wykupiona. Każde „cherem” jest rzeczą najświętszą dla Pana. 29 Żaden człowiek, który jest poświęcony dla Pana jako „cherem”, nie może być wykupiony. Musi on być zabity.

Księga Barucha 2:

1 Wypełnił Pan słowa swoje, które wypowiedział przeciw nam, sędziom naszym, sądzącym Izraela, przeciw królom i zwierzchnikom naszym, przeciw każdemu z Izraela i Judy. 2 Nigdzie pod niebem nie było ono tak spełnione, jak je spełnił w Jeruzalem według tego, co było napisane w Prawie Mojżeszowym, 3 że ktoś z nas będzie jadł ciało swojego syna i córki.

Jana 6

48 Jam jest chleb życia. 49 Ojcowie wasi jedli mannę na pustyni i pomarli. 50 To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze. 51 Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata”. 52 Sprzeczali się więc między sobą Żydzi mówiąc: „Jak On może nam dać [swoje] ciało do spożycia?”
53 Rzekł do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. 54 Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. 55 Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a Krew moja jest prawdziwym napojem. 56 Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim. 57 Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. 58 To jest chleb, który z nieba zstąpił – nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki”. 59 To powiedział ucząc w synagodze w Kafarnaum.

Teraz już wiesz – wyznajesz religię kanibali. Jeśli chcesz żyć wiecznie i dostąpić zbawienia musisz jeść ludzkie mięso i pić ludzką krew. Ty robisz to symbolicznie, bo należysz do kasty podludzi, czyli bydła ofiarnego. Reprezentanci elit robią to dosłownie, ale ty w to nigdy nie uwierzysz. Bo to są przecież teorie spiskowe!

Skoro już wiesz owieczko, że jesteś dojona, czas dowiedzieć się, w jaki sposób cię strzygą i odzierają ze skóry.

Cwani lichwiarze, bojący się stanąć do uczciwej, zbrojnej walki podrzucili wam niczym kukułcze jajo religię, dzięki której mogli was złupić bez ryzyka przelania choćby jednej kropli własnej krwi. Starsi bracia w wierze mają swoje hasło, którego przestrzegają z żelazną konsekwencją: „nigdy nie zapomnieć, nigdy nie wybaczyć”, ale wam dali inne:

Łukasz 6:

27 Lecz powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; 28 błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. 29 Jeśli cię kto uderzy w [jeden] policzek, nadstaw mu i drugi! Jeśli bierze ci płaszcz, nie broń mu i szaty! 30 Daj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje. (…)34 Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to dla was wdzięczność? I grzesznicy grzesznikom pożyczają, żeby tyleż samo otrzymać. 35 Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka, i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. 36 Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny.

Łukasz 12:

58 Gdy idziesz do urzędu ze swym przeciwnikiem, staraj się w drodze dojść z nim do zgody, by cię nie pociągnął do sędziego; a sędzia przekazałby cię dozorcy, dozorca zaś wtrąciłby cię do więzienia. 59 Powiadam ci, nie wyjdziesz stamtąd, póki nie oddasz ostatniego pieniążka.

Dzięki takim naukom „duchowym” owieczki są pokorniutkie, dają się strzyc, golić, doić, zarzynać i odzierać ze skóry i nie tylko nigdy, przenigdy się nie buntują, ale kochają nad życie rzeźnika swojego i gotowe są oddać życie w jego obronie. Po co owieczki macie się buntować, skoro nie życie doczesne jest ważne, lecz zbawienie w niebie? Ochoczo bezzwrotnie „pożyczajcie” wszystko co macie swoim wrogom, a najchętniej tym, którzy was nienawidzą, biją, wykorzystują i gnębią i zwrotu (swojej własności) nigdy się nie domagajcie. Ale jeśli wy, gdy już hojną ręką rozdacie wszystko i zostaniecie nadzy na mrozie, przyparci ciężką biedą weźmiecie pożyczkę od tych, którym wszystko oddaliście, to nie tylko nie liczcie na to, że jej nie spłacicie w całości, ale wiedzcie, że lichwiarze zedrą z was wielokrotność tego, co wzięliście. A jeśli nie będziecie mieli czym spłacić, to odbiorą wszystko waszym dzieciom i wnukom. A jeśli i tego będzie mało, sprzedadzą was i wasze dzieci w niewolę. Za to nagroda wasza będzie wielka: stracicie nie tylko dach nad głową, ale również mlekiem i miodem płynącą ojczyznę. Bo po co wam ona? Nie zasługujecie na nią, są tacy, którzy lepiej się nią zaopiekują. Wezmą grzech posiadania na własne barki – widzicie, jacy są dla was dobrzy? A wy, od Ojca w niebie dostaniecie łąki zieleńsze i miód słodszy. Po śmierci.

Dzięki podobnej filozofii upadł Starożytny Rzym. Nasza cywilizacja również wali się w gruzy. Polska również. I gdzie podział się majątek krainy mlekiem i miodem płynącej? Nic w przyrodzie nie ginie, co najwyżej zmienia właściciela. Skoro troszczyliście się o dobro materialne obcych, a własne widzieliście tylko w niebie, to macie dokładnie to, na co zasłużyliście. Miałeś chamie złoty róg… A jeśli ośmielicie się bronić (poniewczasie) ojczyzny, zostaniecie uznani za faszystów i anty…..itów… no, jakichś rasistów i skończycie w pierdlu z piętnem najgorszej hańby. Nikt wam już ręki nie poda, bo przecież to wy robicie pogromy niewinnym ofiarom, prześladujecie mniejszości, wysiedlacie i przejmujecie pozostawione mienie. Jesteście winni i zasługujecie na wygnanie. Zamkną was za to w obozach FEMA, a w najlepszym razie ześlą na pustynię, gdzie będziecie paść chude kozy. Zamienił stryjek siekierkę na kijek.

Ach, biedne my owieczki, kto nas uratuje?

Może ci, którzy nas ostrzegali, że nadciąga NWO i lichwiarze?

Ci, którzy gromko biją na alarm i obiecują ci wyzwolenie od NWO i lichwiarzy powiedzą ci to samo: masz się trzymać świętego Kościoła („naszej tradycji”), masz bronić kapłanów, nie wolno ci szukać nigdzie, poza chrześcijaństwem, bo tam czyha diabeł i potępienie!

Ci, którzy krzyczą, że szatan chce rozbić rodzinę powiedzą ci to samo: że tylko święty Kościół i święte nauki Jezusa ją uratują.

Czy jesteś pewna, owieczko, że wiesz, czego o rodzinie nauczał twój boski pasterz i zbawiciel? Tak? No to posłuchaj, bo obawiam się, że nic nie wiesz:

Łukasz 14

26 Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem.

Łukasz 14: 49 Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął 50 Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie. 51 Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. 52 Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; 53 ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej.

Mateusz 10: 34 Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. 35 Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; 36 i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy. 37 Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien.

Skoro nie uratuje nas Kościół i Jezus, to może dokona tego ateizm i racjonalizm?

Owca racjonalistyczna niczym nie różni się od owcy parafialnej. Owca to owca, więc musi mieć pasterza. Owca o wszystko pyta księdza lub Barta, ale nigdy nie myśli samodzielnie i nie jest zdolna do własnego osądu.

Odchodzicie od Kościoła, dokonujecie apostazji i jesteście dumni ze swojego przebudzenia. W rzeczywistości jesteście cały czas manipulowani i w dalszym ciągu pasieni jak owce. Upadek Kościoła był zaplanowany już dawno. Chrześcijaństwo spełniło już swoją rolę ogłupiania owiec, a teraz tworzona jest religia Nowej Ery, Ery Wodnika. Będzie to kult nauki i rozumu. Będzie w tym dokładnie tyle samo nauki i rozumu, ile było duchowości i miłości w odchodzącej Erze – czyli czeka nas kolejne oszustwo: ściema dla owiec i lemingów!

Racjonalistyczne owce są tak samo bezmyślne i wierzące, jak owce religijne. Wierzą w wiadomości przekazywane przez media, w autorytety naukowe, w teorię Darwina, w globalne ocieplenie, w energetykę jądrową, w postęp naukowy w postaci GMO, w akademicką ekonomię, w naukową medycynę z jej onkologią i wakcynologią, w demokrację, w instytucje takie jak Unia Europejska, WHO czy ONZ i inne bzdury. Trzeba być mocno zahipnotyzowanym, żeby nie widzieć, że to wszystko jest iluzją.

Kapłani porzucili miejsce przed ołtarzem i zamienili je na katedrę wyższej uczelni. Z tej katedry dalej głoszą kazania dla wiernych i dalej przedstawiają swoim uczniom do wierzenia duby smalone, niektóre żywcem wzięte z Biblii, którą rzekomo z pogardą odrzucają, np. teorię wielkiego wybuchu. Nikt tej zbieżności nie zauważa, bo samodzielne myślenie dawno zanikło za sprawą prania mózgów religią.

Czy można dyskutować z człowiekiem wierzącym w religię lub naukę?

Nie da się! Jedynym celem wierzącego jest pozostać w wierze. On wdaje się w dyskusje tylko po to, żeby udowodnić sobie i innym, jak niezłomnie jest wierzący. Jest jak stuletni dąb opierający się huraganowi lub osioł, który się zaparł w kapuście. Po 2 tysiącach lat niszczenia mózgów lękiem i przymusem ślepej wiary człowiekowi można wmówić dosłownie wszystko. Nie ma takiej bredni, której ludzkie owce nie przyjmą za prawdę, jeśli zostanie ona podana przez księdza lub uczonego („laureata nagrody Nobla” w szczególności). Ze zwykłej ospy wietrznej zrobiono straszaka na miarę czarnej śmierci i masy w to uwierzyły. Żadne, nawet najbardziej niezbite dowody nie przekonają czciciela bałwana „postępu naukowego”, że GMO to śmierć.

Można wam wmówić wszystko, drogie owieczki. Za oknem wielki lodowiec, niespotykane opady śniegu zaskoczyły Europę, również Południową, i USA, ale media trąbią, że doświadczamy tragicznych skutków globalnego ocieplenia. Mało tego! Im więcej śniegu, im większe mrozy i im zimniejsze lata, tym bardziej jest to uznawane za naukowy dowód na ocieplenie. Bo nauka to nie to, co ty prostaczku widzisz, lecz to, co wynika z obliczeń i teoretycznych symulacji.

Jak powiedział George Orwell: „Tylko inteligent może w coś takiego uwierzyć – żaden zwykły człowiek nie mógłby być takim durniem”.

Na onkologii umierają niemal wszyscy pacjenci, ale to jest jedyny legalny sposób leczenia. To jest nauka!

Dzięki diecie makrobiotycznej i terapii Gersona zdrowieją niemal wszyscy pacjenci, ale to jest nielegalne. To nie jest nauka!

Pamiętajcie, żeby rzucać kamieniami za szarlatanami pokroju Gersona, bo to mordercy i kochać onkologów, bo to zbawcy (dają wam upragnione życie wieczne). A teraz sięgnijcie do kieszeni i oddajcie ostatni grosz najbogatszym instytucjom na świecie – bo nie stać ich na walkę z rakiem.

Dajecie się zabijać i jeszcze za to płacicie, genialne! Tylko owce mogą być tak „mądre”!

No więc pytam jeszcze raz – kto was uratuje, drogie owieczki?

Nikt was nie uratuje.

Musicie się uratować same.

Musicie przestać być stadnymi baranami pod wodzą pasterza i stać się wolnymi, rozumnymi istotami ludzkimi.

Zapomnijcie o Kościele, nauce, politykach – to wszystko ściema. Jedyne, co was uratuje, to PRZEBUDZENIE!

Potrzebujemy masy krytycznej, która zmieni świat. To właśnie ty możesz być kroplą, która przeleje kielich!

——————————-

Eksperyment: udostępniam ten tekst w wersji dźwiękowej. Jeśli chcesz oszczędzić oczy lub czas (możesz posłuchać przy zmywaniu lub wycieraniu kurzu) skorzystaj z tego pliku.

O naszych duchowych pomocnikach, czyli uważaj, kogo wzywasz do współpracy

Tym tekstem wyrażam „konstruktywną samokrytykę”. Pisałam wiele razy, że nie ma demonów ani diabłów i że jedynymi niebezpiecznie harcującymi w życiu ludzi bytami są te, które powołuje do życia ich ego lub podświadomość i że w najgorszym razie są to egregory. Otóż bardzo się myliłam. Egregory są groźne, ale główną przyczyną problemów NIEKTÓRYCH (absolutnie nie wszystkich!!!) osób parających się ezoteryką lub okultyzmem lub szukających spełnienia na tzw. „ścieżce duchowej” są byty, zwane (słusznie lub nie) demonami lub Szatanem. Czym jest Szatan wyjaśniłam w tej notce.

Zacznijmy od wyjaśnienia, że termin „ścieżka duchowa” jest przez większość wstępujących na nią adeptów całkiem opacznie rozumiany. Jeśli komuś się wydaje, że ścieżka duchowa da mu nadprzyrodzone moce i podziwiane przez tłumy zdolności, to bardzo się myli. Co gorsze, może się srodze rozczarować, a nawet narobić sobie kłopotów rodem z najstraszliwszego horroru.

Prawdziwy rozwój duchowy nie wyzwala żadnych wzbudzających zdumienie, a zwłaszcza przerażenie zdolności, zwanych w Indiach sidhi. Rozwój duchowy to po prostu najzwyklejsze w świecie przebudzenie z hipnozy, w której żyje prawie cała ludzkość. Przebudzony duchowo człowiek nie lewituje, nie czyni cudów ani nie ma (bo ich nie pragnie) zdolności podglądania najintymniejszych i starannie skrywanych przed światem tajemnic innych ludzi. Jest to osoba, która przestała wierzyć kapłanom, uczonym, politykom, mediom, autorytetom i ekspertom dowolnego rodzaju i innym sprzedawcom iluzji. To po prostu ktoś, kto widzi rzeczy takimi, jakie one są i nie da sobie wmówić żadnych religijnych, naukowych, politycznych czy dowolnych innych bzdur, przy pomocy których władza steruje ludzką owczarnią.

Niestety, większość ludzi żyje w przekonaniu, że na ścieżce duchowej czekają jakieś fantastyczne dary: zdolność czynienia zadziwiających cudów, wglądu w przeszłość i przyszłość świeżo poznanej osoby, umiejętność uzdrawiania dotykiem itp. Niektórzy przeżywają fascynacje wywoływaniem duchów, piciem krwi, rzucaniem klątw i podporządkowywaniem sobie bliźnich przy pomocy magii. I szukając takich mocy wpadają w sidła zła.

Wszyscy słyszeliśmy o znanych i podziwianych przez tłumy tarocistach czy astrologach słynących z tego, że wiedzą wszystko, nawet to, na jaki kolor pomalowane są ściany w twoim mieszkaniu, jak ma na imię twoje najmłodsze dziecko, a nawet jakiej marki i z którego rocznika samochodem jeździsz. Leszek Szuman znany był z tego, że zapisywał datę przyszłej śmierci każdego swojego klienta i podobno nigdy się nie mylił.

Zawsze mnie to zadziwiało, bo chociaż studiowałam astrologię przez lata i u wielu różnych nauczycieli, żaden z nich nigdy nie uczył nas wyliczania z horoskopu dat przyszłych wydarzeń, a o znajomości imion dzieci czy kolorów i marek samochodów nawet nie wspomniał. A jednak wciąż donoszono mi o astrologach, którzy takie rzeczy swoim klientom mówili i nigdy się nie mylili. Bardzo mnie to zadziwiało i zaczęłam nawet podejrzewać, że moi nauczyciele byli nieukami.

Zdolności niektórych przepowiadaczy przyszłości były tak wielkie, że zapewniły im miejsce w historii. Niektórzy z racji tych uzdolnień zostali nawet uznani za świętych. Święty Jan spisał przepowiednię dla całego świata, zwaną Apokalipsą. Nostradamus widział przyszłość jakby odbywał przejażdżkę maszyną do podróży w czasie. Baba Wanga przepowiedziała skażenie radioaktywne całej półkuli północnej. I – o zgrozo – przepowiednie te realizują się na naszych oczach!

Jakim cudem ci ludzie znali przyszłość, skoro przyszłość tworzona jest na bieżąco przez nas samych?

W końcu zrozumiałam skąd pochodzi „nadprzyrodzona” wiedza, którą dysponują niektórzy tarociści, astrolodzy i uzdrowiciele. Bynajmniej nie odczytują jej z kart ani z horoskopu, bo tym sposobem zdobyć się jej nie da.

Otrzymują ją dzięki pomocy „przewodników duchowych” i „aniołów”, a raczej bytów, które się za przewodników duchowych i anioły podają, ale żeby taką pomoc otrzymać, należy o nią poprosić, a raczej skorzystać z ochoczo podsuniętej oferty. Oni aż się palą, żeby za ciebie pracować i czynić cuda. A nawet, żeby uczynić cię sławnym.

Skąd ten zapał do niewolniczej i anonimowej pracy na cudzy rachunek?

Niestety, na tym świecie nie ma nic za darmo!

W moim forum pojawił się ostatnio osobnik o nicku „hipnotyzer1”, który w cudowny sposób uzdrawia, niczym sam Jezus. Według niego przyczyną nowotworów są energetyczne pasożyty, więc wystarczy je wygonić, aby choroba znikła bez śladu. Poczuł się tak wielki, że kiedy tylko wkroczył na moje terytorium z marszu posłał do diabła wszystkie metody leczenia i uzdrawiania, z doktorem Gersonem i vilcacorą na czele. Wszystkie te metody uznał za guzik warte i nie dorastające do pięt jego cudownym umiejętnościom, po czym zostawił swój numer telefonu, żeby każdy mógł skorzystać z jego usług. Oczywiście – nie za darmo.

Dalsza dyskusja w forum wyjaśniła, na czym polega cudowność usług tego „speca”. Otóż pracują za niego dwa „Anioły”, których moc jest tak wielka, że żaden pasożyt im się nie oprze.

Pracują Anioły… a kto bierze pieniądze?

Pieniądze kosi pan „hipnotyzer1”!

Czy to uczciwy układ?

Nie sądzę. Bo wygląda na to, że „hipnotyzer1” czerpie korzyści z niewolnictwa. Dwaj anielscy murzyni ciężko pracują, a on zgarnia kasę, którą oni zarobili.

Za pana tarocistę czy wszystkowiedzącego astrologa również całą robotę odwalają jacyś niewidzialni pracownicy. Jasnowidzom, znającym przyszłość świata również ktoś ją przedstawia.

Niektórzy z nich są nawet w pełni świadomi faktu, że nie są to anioły, lecz demony. Ale się oszukują, że to „dobre” demony. Oni z tymi złymi się nie zadają. I oczywiście wierzą, że są tacy sprytni, że bezbłędnie rozpoznają, które są dobre, a które niedobre.

Ktoś pewnie zaraz spyta, co w tym złego, skoro anioły, a nawet demony nie potrzebują pieniędzy?

Chodzi o to, że na tej planecie nie ma nic za darmo. Na tej planecie toczy się śmiertelna walka o energię. Pieniądze też są formą energii, ale ponieważ na tamtym świecie nie mają one wartości, rachunki muszą być wystawiane w innej walucie. Walutą w tym interesie jest dusza. Lub całe mnóstwo dusz, np. cały naród. Szkoda, że zawierający kontrakt cwani okultyści i uzdrowiciele nigdy o to nie pytają. Niewyobrażalnie rozdęte ego, wizja zarobienia wielkiej forsy za nic i możliwość grania roli celebrytów w pudle dla idiotów tak ich zaślepia, że tracą zdrowy rozsądek i nie myślą o konsekwencjach. A kiedy w końcu zobaczą rachunek śmiertelnie się przerażają! Wielu z nich kończy w szpitalu psychiatrycznym, inni szukają ratunku w Kościele. Niestety, wpadają z deszczu pod rynnę, ponieważ Kościół jest instytucją demoniczną. O tym, jak bardzo demoniczny jest Kościół i jaką perfidną zasadzkę zastawił na ludzkie dusze będzie jeszcze mowa na końcu.

Mali okultyści sprzedają swoje własne dusze. Ale i sławę dostają małą.

Wielcy gracze przechodzą do historii, ale rachunek za to wystawiany jest całym narodom, a nawet światu. Na szczęście ci cwaniacy obiecali sprzedać coś, co do nich nie należy, więc nie ma szansy, by ten kontrakt został sfinalizowany. Ale demony mimo to liczą na swoją zdobycz i gotowe są nawet uciec się oszustwa, żeby tylko ją otrzymać.

Jak już pisałam Apokalipsa nie jest przepowiednią, lecz scenariuszem napisanym i realizowanym przez kosmiczne pasożyty okupujące naszą planetę i hodujące ludzi niczym bydło. Jan, który tę Apokalipsę spisał pisze wyraźnie, że rozmawiał z potężnym osobnikiem, którego wziął za Boga i że na jego zlecenie spisał tę księgę. Wygląda na to, że zaproszono go do kina, w którym wyświetlano trójwymiarowy i stereofoniczny film holograficzny, tak realistyczny, że nie do odróżnienia od rzeczywistości.

Podobną sztuczkę pokazano Nostradamusowi. Obaj otrzymali polecenie spisania tego, co widzieli.

A co widzieli?

Wojny i zniszczenia, które zaplanowali i realizują twórcy scenariusza tego „futurystycznego filmu”!

To nie my wywołujemy wojny!

Wszystkie wojny światowe (również trzecia), wraz z dokładnymi datami ich wybuchu, zostały zaplanowane tysiące lat temu, za czasów św. Jana i innych „proroków”.

Ci „prorocy” czanelingowali przekaz z szatańskiego źródła.

I teraz mamy być ukarani zagładą za to, że jesteśmy krwiożerczą i wojowniczą rasą, mordującą w wojnach przedstawicieli własnego gatunku!!!

To dopiero jest perfidia. Perfidia godna Szatana!

Za tę oszukańczą „usługę” ma teraz zapłacić cała ludzkość, dobrowolnie uznając się za niegodnych życia grzeszników, którzy muszą być za karę zgładzeni. Mamy wyrazić dobrowolną zgodę na to, by nas, niczym szczury lub insekty, wybito! Niestety, wielu ludzi uwierzyło w tę bajkę i powtarza jak mantrę śpiewkę o tym, że człowiek niszczy planetę, że jest rakiem na jej ciele i że nie zasługuje na dalsze istnienie.

Na wypadek, gdyby ten plan się nie powiódł, nasi okupanci mają alternatywną ofertę: ukoronujcie Jezusa na króla Polski i namówcie inne narody, by poszły w wasze ślady, a Bóg was ocali. Jeśli tego nie zrobicie, spotka was zagłada tak straszna, jakiej świat dotąd nie widział.

I mamy uwierzyć, że taką propozycję nie do odrzucenia, w stylu najgorszych bandziorów z sycylijskiej mafii, przedstawia nam sam Bóg, Stwórca Wszystkiego?!

Niezwykłość i rangę tego żądania wyraża ostrzeżenie Boga, skierowane do nas za pośrednictwem Rozalii (Celakówny), że na świat nadchodzi kara o wiele cięższa od kary potopu, a także zapewnienie, że Polska nie zginie, o ile uzna w wyżej opisany sposób Jezusa swym Królem. W ślady Polski, jak zostało to zapowiedziane Rozalii, pójdzie wiele innych narodów, które także uznają w Jezusie swego jedynego Króla i Boga; tylko one ocaleją z powszechnej zagłady.

Tej intronizacji ma dokonać nie tylko Kościół, ale i władze świeckie! Ma to być intronizacja „totalna”, religijna i świecka, żeby nikt nie mógł powiedzieć „nie w moim imieniu!”

Jest ratunek dla Polski, jeśli Mnie uzna za swego Króla i Boga w zupełności przez Intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym państwie z rządem na czele… (Rozalia Celakówna, Wyzniania, s. 263n.).

Dalej czytamy coś absolutnie kuriozalnego:

Ceremonia Intronizacji dotyczy także, i przede wszystkim, Pana Jezusa. Wyznajemy bowiem, że Jezus jest Królem Wszechświata, a więc Władcą nie tylko wszystkich ludzi i narodów, ale także Panem (Królem) całego stworzenia. Jego władanie jest absolutne: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi (Mt 28,18). Jest więc najwyższym i de facto jedynym Władcą: Królem królów i Panem panujących (por. Ap 19,16).

Zaraz, zaraz, chwileczkę, chyba coś tu się nie zgadza!

To światem nie rządzi już Bóg?

Bóg odszedł na emeryturę i przestał być Bogiem?

Zrzekł się władzy niczym stary król, który abdykuje by koronować syna?

Podobno Bóg jest wieczny! Nigdy się nie narodził i nigdy nie umrze, jakże więc mógłby się zestarzeć i zmurszeć na tyle, by być niezdolnym do rządzenia dziełem, które powołał do życia?

A może raczej został od władzy odsunięty?!

Widzicie ten wredny podstęp?

Żąda się od nas, żebyśmy wyrzekli się spierniczałego, niezdolnego do istnienia starego Boga-Stwórcy i zastąpili Go Jezusem, młodym Bogiem!

Proces ogłupiania wiernych trwa od dawna, bo Kościół zawsze nauczał, że należy się modlić do Jezusa, a nawet do pomniejszych świętych, a nie do Boga.

Dlaczego?

To jest cyniczny podstęp i pułapka.

Jezus był nauczycielem duchowym, który przybył na ziemię nauczać ludzi, żyjących 2000 lat temu. Dawno wykonał powierzoną Mu misję i odszedł. Jezus, którego wykreowała religia nie ma nic wspólnego z tamtym Jezusem i z Jego duchową misją. Jezus religii jest WYŁĄCZNIE egregorem, stworzonym przez demoniczne siły, rządzące tą planetą i ludzkością. Egregor jest oszukańczą pułapką dla dusz. Jego zadaniem jest odgradzanie wiernych od Boga. Ludzie modlą się do sztucznie wykreowanej postaci, która niczym gąbka wchłania ich emocje oraz prośby i zatrzymuje w sobie.

Wszystkie manifestujące się w objawieniach „Jezusy”, „Matki Boskie” i inne „anioły” to paskudne egregory lub groźne demony!

Módl się do Boga! Nie potrzebujesz żadnych pośredników!!!

Pośrednicy roztrwaniają energię, jak stacje przesyłowe prąd elektryczny.

Pomóc Ci może jedynie prawdziwa boskość, więc nie szukaj jej pod jasno świecącą latarnią, lecz tam, gdzie ona jest!

Wiadomości z wariatkowa odcinek 16

Moje małe zadziwienia

Zadziwienie 1: na jednym z bardziej poczytnych blogów autor wyznaje, że za cel życia stawia sobie antyklerykalizm. Współczuję. Naprawdę, szczerze współczuję. Marnować życie na takie głupoty? Czy naprawdę nie można przeznaczyć życia na coś przyjemnego? Albo pożytecznego? Równie dobrze można walczyć z duchami. Albo ze smokami. W moim życiu kler nie istnieje. Nie składam mu wizyt w jego królestwie, nie daję na tacę, nie spotykam go na ulicy, nie wpuszczam go do domu, nie zamawiam u niego żadnych usług, nie myślę o nim… Czasem jedynie, kiedy ktoś mi to przypomni, wkurza mnie, że muszę płacić podatek kościelny. Z tym bym walczyła. Ale nie tylko z kościelnym. Z każdym podatkowym zdzierstwem.

Dopisane później: walka z klerem jest walką z wiatrakami. Skoro kler jest, to znaczy, że komuś jest potrzebny. Skoro jada tłusto, to znaczy, że ktoś go dobrze karmi. W momencie, kiedy kler przestanie być potrzebny zwyczajnie przestanie istnieć. Walka z klerem jest przejawem tej samej bezgranicznej głupoty, co walka z chorobami. Alopatyczne leczenie polega na usuwaniu symptomów choroby, na walce z jej przejawami, a więc ze skutkami, a nie z przyczyną dolegliwości. Dla alopaty sprawa jest prosta: nie ma objawów, nie ma choroby. Nic bardziej mylnego! W rzeczywistości objaw został zamieciony pod dywan i czeka na moment, żeby ponownie się ujawnić. Przypomina to zamalowywanie świeżą farbą grzyba na wilgotnej ścianie. Takie działanie jest nie tylko bezcelowe, ale bardzo szkodliwe. Żeby usunąć grzyb ze ściany trzeba usunąć przyczynę, dla której tam się pojawia. A więc należy wyremontować cieknący dach lub uszczelnić przemiękający fundament, następnie ścianę starannie osuszyć, oczyścić, odgrzybić i dopiero wtedy zamalować. Podobnie z klerem: należy odkryć, kto go tuczy i dlaczego, a następnie zastanowić się, dlaczego to robi i jak to zmienić. Wojna nie prowadzi do niczego, poza coraz większą złością i oporem, więc trzeba być mądrym. Niestety, ci którzy walczą z czymkolwiek to głupcy, tak więc nie ma nadziei na skuteczne i konstruktywne rozwiązanie tego problemu. [Nie przemyślałam tej notki do końca, kiedy ją umieszczałam na blogu, ponieważ wciąż byłam w stanie szoku i wyczerpania emocjonalnego po inwazji racjonalistycznych psychopatów na mój blog].

Zadziwienie 2: napisałam na Facebooku, że światem rządzą psychopaci. Po chwili nieznajomy powiadomił mnie radośnie, że właśnie nastał koniec psychopatów. W Libii! Boszzz, czasem ludzie naprawdę mnie osłabiają. Zły Kadafi, który zastał Libię drewnianą (może raczej pod namiotami), a zostawił murowaną, który poprowadził wielki wodociąg zaopatrujący pustynię w świeżą, krystalicznie czystą wodę, dzięki czemu pustynna Libia miała szansę stać się zieloną oazą, produkującą żywność, facet, którego czołowi światowi politycy jeszcze wczoraj przyjmowali z najwyższymi honorami na salonach i całowali namiętnie niczym piękną kochankę nagle stał się złym psychopatą ze strasznej bajki dla dzieci. I ci dobrzy Amerykanie musieli pobrudzić sobie rączki bombami, które na niego zrzucili. Zrobili Libii… uwaga! nie uwierzycie, ale to jest autentyk, który usłyszałam w wiadomościach Antyradia: HUMANITARNE BOMBARDOWANIE!!! W tym „humanitarnym bombardowaniu” zginęło 40 cywilów (według danych oficjalnych, a nieoficjalnie to pewnie będzie z 10 razy więcej). LOL!!!!! Ale mieli szczęście! Zginąć w humanitarnym bombardowaniu świętymi amerykańskimi bombami!!! Na pewno od razu poszli do raju! I na czym polegał grzech Kadafiego? Że doił libijską ropę do libijskich (a nie amerykańskich) ropociągów i że na tę wodną inwestycję nie wziął ani złamanego dolara kredytu z Banku Światowego? Nie wolno niczego budować bez zadłużania kraju w Banku Światowym! To jest najcięższy grzech, który można zmazać tylko krwią!

Zadziwienie 3 (a raczej szok): jakiś głąb wrzucił moją notkę na wykop. Dopóki nie zajrzałam do statystyk nie mogłam zrozumieć, dlaczego na mój blog rzuciła się nagle cała zgraja wściekłych agresorów, którzy zaczęli zatruwać mi życie napastliwymi komentarzami. Przeżyłam spory szok, a co gorsze, zupełnie jakbym nie miała nic lepszego do roboty, przez cały dzień musiałam uprzątać z bloga umysłowe nieczystości i duchowe rzygowiny. Upaprałam się i zasmrodziłam tym syfem, aż mi się niedobrze zrobiło. Jacyś napastliwi i przeokropni ludzie mieli do mnie wściekłe pretensje, że nie publikuję na swoim blogu ich pełnych nienawiści wrzasków i że nie chcę z nimi dyskutować.

A kto może mnie zmusić do dyskusji, skoro ja nie mam na to najmniejszej ochoty?

Przecież ja tych psychopatów do swojego bloga nie zapraszałam ani ich w żaden sposób ich nie zachęcałam do jego czytania! Z jakiej racji miałabym dyskutować z kimś, kto ładuje mi się nieproszony z ubłoconymi kaloszami na mój prywatny teren, zionie do mnie irracjonalną nienawiścią i kogo w ogóle nie interesują moje racje, bo jest święcie przekonany, że jego racje nie podlegają żadnej dyskusji?

W życiu nie naczytałam się tylu idiotyzmów co wczoraj! Na przykład jeden dureń wykrzyczał mi tu, że bóg Jahwe to tamto, sramto i lubił obrzezanych (a co mnie to obchodzi?), inny modlenie się w intencji wody uznał za bałwochwalstwo, a przecież księża modlą się nad wodą robiąc wodę święconą, a on sam modli się do krzyża, opłatka i świętych, kolejny mnie „oświecił” (a raczej na śmierć rozśmieszył) wykładem cyrkowego magika, który zamiast królików z kapelusza wyciąga pseudonaukowe bujdy na resorach, kilka kompletnie bezmózgich cyborgów wklepało mi wyuczony i milion razy powtarzany przez odmóżdżonych przez goebbelsowską propagandę „racjonalistów” slogan, że skoro samoloty się rozbijają, to dlaczego nie zakażemy latania nimi, a przecież energia atomowa jest czysta, w pełni bezpieczna i nikogo jeszcze nie zabiła. Albo coś tym rodzaju… nie chwytam tej „logiki”.

A dziś w Fucktach podali, że pod elektrownią w Fukushimie leżą (chyba setki? tysiące?) zwłok, których nie można ani stamtąd zabrać (jest to zbyt niebezpieczne), ani pochować w ziemi, ani spalić, bo są tak napromieniowane, że każda z tych procedur skaziłaby środowisko. No, ale co ich tak skaziło? Ta bezpieczna, ekologiczna i nikogo nie zabijająca energia atomowa? Chyba mam coś z głową nie tak, bo nie rozumiem, jak czysta, bezpieczna i ekologiczna energia mogłaby kogokolwiek zabić?

PS. Wiadomość z ostatniej chwili: Niemcy dostaną więcej placebo.

Niemieckie Stowarzyszenie Medyczne doszło do wniosku, że placebo – neutralne pigułki – działa czasem lepiej niż farmaceutyki, na przykład w przypadku łagodnej depresji i chronicznego bólu. Zaleca, by częściej przepisywać je pacjentom – pisze PAP, powołując się na agencję AP. W USA i Wielkiej Brytanii, gdzie stosowanie placebo bez informowania o tym pacjentów uznano za nieetyczne.

Tymczasem według niemieckich lekarzy placebo nie wywołuje przykrych skutków ubocznych i może być deską ratunku dla pacjentów cierpiących na trudne do wyleczenia dolegliwości, na które nie ma dobrych leków.

Kolejny tydzień w wariatkowie mamy szczęśliwie za sobą

Ogłoszenie końca pandemii, której nigdy nie było

To niewątpliwe najśmieszniejsza wiadomość w naszym domu wariatów. Ze szczerym podziwem patrzyłam na panią Margaret Chen, która z nabożnie poważną miną ogłaszała rzekomy koniec zmyślonej pandemii. Nie mam pojęcia, jak się tej dzielnej kobiecie udało zachować powagę, więc darzę ją za to wielkim szacunkiem.

Wielki sukces Najpotężniejszej Armii Świata w walce z brodatymi dzikusami ukrywającymi się w grotach

I znowu mamy powód do serdecznego śmiechu, bo oto nadeszła wiadomość z USA. Zabito albo złapano – nie pamiętam dokładnie, bo mnie takie wiadomości tylko śmieszą – talibskiego przywódcę w Afganistanie. Podekscytowany jak mały chłopczyk komentator w Ćwoku aż piszczał z radości, gdy ogłaszał ten niebywały wprost sukces: „Amerykanom bardzo rzadko udaje się złapać lub zabić kogokolwiek z najważniejszych przywódców Al Kaidy”. Wow!!! Tylko drogie owce nie pytajcie jak to jest możliwe, że najpotężniejszy kraj na świecie, posiadający najlepiej uzbrojoną armię, najlepszy wywiad i najlepszą na tej planecie obronę przeciwlotniczą pozwolił na to, żeby kilku uzbrojonych w plastikowe noże, nieogolonych i pewnie nigdy nie kąpanych poganiaczy wielbłądów zdołało bez żadnych przeszkód wlecieć dwoma potężnymi Boeingami w amerykański symbol światowego handlu. A dziś ten dzikus, który to wymyślił i zorganizował żyje sobie spokojnie w jakiejś afgańskiej grocie i śmieje się krzywymi zębami, które nie widziały cywilizowanego dentysty z samego prezydenta USA, którego dzielni i uzbrojeni po zęby chłopcy nie potrafią złapać ani jego, ani nikogo z jego uzbrojonych w drągi talibów. Naprawdę, wyjątkowo głupi są ci amerykańscy wojskowi i politycy. I jeszcze są z tego dumni.

TVN demaskuje przesąd i złodziejstwo: pijawki

Rosjanie są równie ciemni niczym wspomniani afgańscy talibowie, więc hodują pijawki. A jak je wyhodują, to sprzedają je za potworne pieniądze głupim i zabobonnym ludziom, którzy irracjonalnie WIERZĄ w ich leczniczą moc. Cóż za idioci! Przecież nikt światły nie kupi zwykłego, a co gorsze obrzydliwego robala, a co w ogóle najgorsze wampira, który aż się trzęsie z ochoty, żeby utoczyć trochę krwi niewinnej ze swojego nabywcy. Jak można ludziom wciskać takie obrzydlistwo i zabobon za ciężkie pieniądze!?

Skoro uzbrojeni w kije talibowie są lepsi w walce od najlepszej na świecie armii, to może i rosyjscy znachorzy machający pijawkami są lepsi w leczeniu od najlepiej na świecie wyposażonej służby zdrowia?

Od dawna Was przekonuję, żebyście przestali korzystać z usług medycyny XXI wieku i przeszli pod opiekę znachorów. Takie przesądy jak pijawki, larwy much, zioła, witaminy, zdrowe odżywianie ekologicznym jedzonkiem i kontakt z Matką Naturą przywrócą Wam zdrowie za darmo lub za grosze. Nie ma lepszego lekarza niż Natura i jej „wynalazki”, takie jak rośliny i zwierzęta. Mój kot leczy mruczeniem moją migrenę i obolałe kości, a wymienione przed chwilą larwy much okazały się skuteczniejsze w walce z gangreną niż lekarze na frontach I i II wojny światowej. Okazały się skuteczniejsze nawet niż dzisiejsi lekarze, dysponujący znakomitymi (rzekomo) antybiotykami i skalpelami. I z tego powodu triumfalnie powracają do szpitali XXI wieku. Stosują je nie tylko Rosjanie, ale i Amerykanie. Na szczęście i w Polsce są lekarze, którzy nie boją się sekty racjonalistycznej ani jej inkwizytorskich prześladowań.

Natura leczy skutecznie dlatego, że nie podaje choremu jednej, wyizolowanej substancji czynnej (taka substancja zawsze ma groźne skutki uboczne), lecz cały koktajl, który tylko w całości ma właściwe, skuteczne i pozbawione skutków ubocznych działanie. Zioła to nie tylko chemia, ale również białka, enzymy, witaminy, olejki eteryczne i inne, jeszcze nieznane nauce czynniki, podane w idealnych proporcjach. Podobnie działają pijawki, które wpuszczają do ludzkiego organizmu wiele różnych substancji, które razem tworzą idealny lek na wiele chorób. Nawet jad pszczół, węży i pająków ma właściwości lecznicze (SM).

O pijawkach i larwach much możecie przeczytać tutaj i tutaj.

Skoro przy leczeniu jesteśmy…

Szpitale już dawno przestały być miejscem, gdzie z poświęceniem i troską przywraca się chorym zdrowie. Obecnie zadaniem szpitali jest zarabianie pieniędzy. Cześć z nich pochodzi z (nomen omen) Kasy Chorych. Kasy Zdrowych nie ma, bo ci nie leżą w szpitalach, a jeśli w nich wcześniej leżeli, to dziś raczej należy się spodziewać, że leżą gdzie indziej, podejrzewam, że na cmentarzach lub w najlepszym razie w hospicjach. Pacjentów zresztą już nie ma, bo w nowoczesnym świecie zamiast nich są klienci.

We współczesnej medycynie stosuje się skomplikowane procedury i drogie urządzenia, więc jeśli szpital leczy skutecznie, to bankrutuje, a jego dyrektor popada w tarapaty prawne i może skończyć w pudle. Medycyna jest i musi być wysoko zabiegowa i nieskuteczna, bo tylko dzięki temu szpital zarabia. Gdyby leczono tam magią i placebo pacjenci byliby zdrowi, ale nie byłoby zarobku. Problem jest poważny i niektórzy heroicznie próbują go rozwiązać. A jak? Tego dowiedziałam się z mojego ulubionego radia.

Firmy handlujące szpitalnymi długami żyją bardzo dostatnio, proponując dyrektorom placówek zaciąganie kredytów na spłatę długów, a potem kolejnych kredytów na spłatę jeszcze większych długów, zaciągniętych po to, żeby było na spłatę lawinowo rosnących długów (możecie to ciągnąć w nieskończoność), aż w końcu nie można znaleźć żadnego banku, który udzieli kolejnego kredytu. I wtedy szpital bankrutuje, a jego majątek idzie na licytację. Ale firma doradcza zalicza wielki sukces: jej konta wprost pęcznieją od wynagrodzeń za dobre doradztwo i dzięki dobrym referencjom mogą zająć się doradzaniem kolejnemu dyrektorowi placówki zdrowia.

Jeśli przestaliście się śmiać, pędzę z koleją wiadomością, która was rozweseli.

Dziennikarska (i belferska) logika

Dziennikarz w ĆwokFM wyraża swoje zdziwienie: „Rządzi Platforma, a my gadamy wyłącznie i PiSie. Dzieje się tyle ważnych spraw, a my dyskutujemy o krzyżu”, na co wtrąca się drugi i z ironią w głosie pyta: „A co, to Platforma wystawiła ten krzyż, żeby ukryć podatki?”

Tu mi się przypomniała pewna historia z mojego życia. Kiedy byłyśmy małymi dziewczynkami moja mama wróciła z wywiadówki i nie mogła ochłonąć z wrażenia po tym, co usłyszała od nauczycielki matematyki mojej siostry. Powiedziała ona coś takiego: „Wie pani, Ewunia jest taka zdolna, tak dobrze rozwiązuje zadania, nie ma w klasie drugiego dziecka, które by tak dobrze tłumaczyło innym, jak rozwiązać zadanie, dlatego ja zupełnie nie rozumiem, dlaczego ona ma tylko trójkę z matematyki”.

Dziennikarze gadają o PiSie i o krzyżu i szukają winnego, że o tym gadają. A belferka stawia tróję i szuka winnego, że postawiła. Ot, dom wariatów. Co było do dowiedzenia…

Kościół ograbiony, ale uratowany

Prawicowy komentator piał w wiadomym radiu nad dobroczynnością i zbawiennością doskonale nieskazitelnej instytucji, jaką jest Kościół Katolicki i miotał ciężkimi zarzutami, że KRK został po wojnie bestialsko ograbiony z majątku. Wstrętni komuniści odebrali kościołowi budynki, w tym szkoły i sierocińce i do dziś nie oddali. Naiwnie liczyłam na to, że prowadzący program powie w końcu, że przecież Kościół miał być biedny i pielgrzymujący, a stał się najbogatszą instytucją świata i że do dziś nieustająco odbiera państwu nie tylko to, co mu zabrano, ale całą państwową ziemię i nie zna w tym najmniejszego nawet umiaru. Jego apetyt jest nienasycony, a hojność pobożnych urzędników bezgraniczna. Ziemia przechodzi w kościelne ręce w prezencie lub za symboliczną złotówkę, a co raz Kościół uznał za swoje, tego nie odda.

Niewdzięczność Kościoła nie zna granic. Za to, że pozbawiono go szkół i przytułków powinien być komunistom dozgonnie wdzięczny, bo jako jedyny w Europie nie musi płacić ogromnych odszkodowań za pedofilię i znęcanie się nad dzieciarnią i jako jedyny nie utracił szacunku wiernych.

Zbrodnia: młodzi utrzymują starych nierobów!

Stale muszę wysłuchiwać medialnych narzekań, że pracującym młodym ludziom dzieje się straszna krzywda, bo muszą pracować na tych darmozjadów, emerytów.

Jak to jest możliwe, że nikt nie zaprotestuje i nie powie, że gdyby starzy bulili co miesiąc do szwajcarskiego banku taką kasę, jaką zdzierał z nich przez całe życie ZUS, to dziś byliby miliarderami i już po 40-ce leżeliby na tropikalnej wyspie pod palmą, a na brzegu kołysałby się na falach będący ich własnością luksusowy jacht.

Dlaczego nie wezmę udziału w paradzie gejów?

Zapewne sądzisz, że jestem moherem i elektoratem PiSu. Przykro mi, ale bardzo się mylisz. W żadnym stopniu nie utożsamiam się z jakąkolwiek religią, światopoglądem czy opcją polityczną. Nie deklaruję również przynależności do żadnej „tradycji”, ani „tradycyjnego porządku”, ponieważ żadna tradycja nie jest gwarantem dobra. Tradycja może być czymś dobrym, ale nie musi. Często jest tylko skostniałą formą obyczajową, strzeżoną przez ludzi bojących się każdego rodzaju zmian. Walka z tradycją również nie jest rzeczą dobrą, ponieważ historia świata i ludzkości udowodniła ponad wszelką wątpliwość, że każda bez wyjątku rewolucja kończy się wylaniem dziecka z kąpielą, a więc zniszczeniem „zła” wraz z dobrem. Jako osoba „za, a nawet przeciw” widzę zawsze obie strony medalu i odradzam gwałtowne działania.

Zgodnie z tym co napisałam na winietce bloga nie jestem ani katoliczką, ani ateistką. Nie wyznaję żadnej religii, nie jestem ateistką, ale nie jestem również agnostyczką. Mam taką niezłomną zasadę, że nigdy nie przystępuję do żadnego stada, bo przynależność do niego ograniczałaby moją wolność osobistą i niezależność myślenia. Zapoznałam się z licznymi definicjami agnostycyzmu i żadna z nich do mnie nie pasuje. Tym bardziej nie pasuje do mnie etykietka ateistki, ponieważ ateizm jest równie prostacki w wymiarze duchowym, jak sekta moherów i tak samo jak religia, z którą walczy opiera się na irracjonalnej wierze. O ile ludzie religijni wierzą w istnienie Boga, o tyle ateiści w jego istnienie nie wierzą. Tak czy inaczej oba światopoglądy oparte są na wierze, a nie na racjonalnej wiedzy.

Jako osoba totalnie niezrzeszona i głęboko tolerancyjna uważam, że każdy ma prawo do życia jakie mu odpowiada i że nikt nie powinien być prześladowany z powodu swoich wyborów. Szanuję wszystkie religie, preferencje seksualne (z wyjątkiem pedofilii), dowolne formy rodziny (monogamię, poligamię itp.) itp., ale uważam, że są to sprawy prywatne i że nie ma powodu, żeby obnosić je na sztandarach.

Skoro jestem za tym, żeby usunąć ze szkół i urzędów państwowych krzyże, jako symbol wywyższenia katolicyzmu ponad pozostałe religie i ateizm, nie mogę popierać dominacji i demonstrowania przynależności do jednej z wielu istniejących orientacji seksualnych. Bądźmy logiczni i konsekwentni.

Żadna parada równości nie zagwarantuje homoseksualistom akceptacji społecznej. Powiedziałabym, że nawet może się stać przeciwnie: jak widać wyzwala to agresję ze strony konserwatywnej części społeczeństwa. Ale deptanie praw ludzi dorosłych i plucie w twarz środowiskom przywiązanym do tzw. „chrześcijańskiej moralności” jest niczym w porównaniu z inwazją na młodą i niedojrzałą psychikę naszych dzieci, bez względu na to, w jakiej tradycji są wychowywane. Narażanie dzieci na kontakt z rzeczami, do których nie dorosły i jeszcze nie powinny nic o nich wiedzieć jest rzeczą niezwykle ryzykowną. Rodzice małych dzieci powinni w dniach poprzedzających paradę wyjechać z nimi do ciemnego lasu, gdzie nie dotrą echa tej parady i zrezygnować z włączania wszelkich mediów. Cieszę się, że nie mam małych dzieci i że nie muszę przeprowadzać z nimi pod presją sytuacji rozmów uświadamiających. Wystarczy, że z powodu akcji plakatowej i telewizyjnego jazgotu zostałam zmuszona do rozmawiania z nimi o aborcji, chociaż były w takim wieku, w którym jeszcze nie powinny nic o tym wiedzieć.

To naprawdę zdumiewające, że ludzie rządzący mediami i władze Kościoła (to aluzja do akcji antyaborcyjnych) nie wiedzą takich rzeczy i swoim nieodpowiedzialnym działaniem narażają dzieci na urazy psychiczne. Równie niepojęte, że psycholodzy nie grzmią i nie wzywają władz do opamiętania.

Po raz kolejny zwracam uwagę czytelników na to, że przeciwieństwa są tym samym i że świat faluje: od skrajności w skrajność. Mnie jest naprawdę obojętne, czy moje dzieci zostaną narażone na traumę psychiczną z powodu akcji oszołomów religijnych broniących „wartości chrześcijańskich”, czy przez zgraję ateistów z ich ideami „tolerancji” i „postępu”. Każdy postęp kończy się przegięciem w przeciwną stronę, więc możemy być pewni, że po latach wstydliwego ukrywania się homoseksualiści nie tylko się ujawnią, ale bycie homo stanie się trendy i seksy, a młodzież będzie się na ten styl snobować.

Ośmielę się wyrazić swoją opinię, że przynależność do religii i orientacja seksualna to rzeczy, które zaliczają się do sfery prywatnej, a nawet intymnej. Mnie bardzo razi demonstracyjne i wyzywające obnoszenie się ze swoim katolicyzmem. Podobnie razi mnie demonstrowanie swojej seksualności, bez względu na to, czy jest ona homo czy hetero.

I na samo zakończenie: jeśli chcesz przetestować swoją tolerancję i otwartość zastanów się, jaki jest twój stosunek do lekarzy homeopatów, zielarzy, astrologów, radiestetów i jasnowidzów. Na próbę wyobraź sobie, że organizują oni w twoim mieście paradę równości i tolerancji dla różnych światopoglądów. Jeśli masz ochotę złapać kij bejsbolowy i walić w nich jak popadnie, to nie jesteś osobą tolerancyjną, lecz światopoglądowym fanatykiem, takim samym jak fundamentaliści religijni lub użytecznym idiotą na usługach systemu i nie myślisz, lecz pozwalasz, żeby różnej maści ateistyczni i „racjonalistyczni” guru robili ci wodę z mózgu.

Czy religie są po to, żeby koić lęki?

Jeden profesor uczony (dokładniej „nauczony”, bo tak go nauczyli na studiach i do dziś tego nie zweryfikował) powiedział, że ludzkość żyje w lęku, więc stworzyła sobie mity i religie na pocieszenie, żeby się tymi bujdami uspokoić.

Mam bardzo złą wiadomość dla pana profesora.

Jest to g… prawda.

Pochodzę z rodziny ateistycznej od wielu pokoleń. A raczej powiedzmy bardziej neutralnie „laickiej”, bo żadnego wojującego ateizmu w mojej rodzinie nie było. Moje babcie, dziadkowie ani ciotki i wujkowie również byli całkowicie wyzwoleni spod władzy Kościoła, więc nigdy nie chodziłam na religię i nikt nigdy nie opowiadał mi pocieszających bajek o niebie ani przerażających historii o piekle. Nie mówiono mi również, że w niebie jest taki dobry tatuś z siwą brodą, który bardzo mnie kocha, więc jak będę grzeczna, to mnie do siebie zabierze, a moich wrogów ześle do piekła, niech się smażą skurczybyki.

Nie mówili mi tego.

I co?

Że niby według pana profesora cierpiałam na stany lękowe?

Bynajmniej!

Żyłam sobie spokojnie i radośnie, a jeśli się czegoś bałam, to na pewno nie rzeczy irracjonalnych, lecz rzeczy, które realnie mogły mi zagrażać. Na przykład chuliganów, którzy regularnie demolowali pobliski park, tłukąc w nim latarnie i łamiąc ławki lub dwói w szkole, jeśli się nie przygotowałam do klasówki.

Dobry tatuś w niebie raczej byłby nieprzydatny w przypadku tych lęków. Zamiast czekać, aż chuligani trafią do piekła wolałam liczyć na pomoc milicji.

A teraz będzie najlepsze.

Kiedy byłam młodą matką nawiedzili mnie byli Świadkowie Jehowy.

I tu przypomniał mi się wierszyk Stanisława Jachowicza:

Nie rusz Andziu tego kwiatka,
Róża kole, rzekła matka.
Andzia mamy nie słuchała,
Ukłuła się i płakała.

No więc nie posłuchałam mamy i wpuściłam ich do domu. Zrobiłam to, bo byłam uprzejma. A poza tym pomyślałam sobie, że z nimi podyskutuję i będzie ciekawie. Nie przewidziałam jednego: że będą mi cytować Biblię, a ich wiara będzie niezłomna i zaraźliwa.

No i stało się…

Po kilku lekcjach, w czasie których moi goście czytali mi Biblię wpadłam w ciężkie stany lękowe i znalazłam się na granicy paranoi. Nie byłam przygotowana na to, co usłyszę. W życiu nie miałam Biblii w rękach, więc nie wiedziałam, o czym ta „święta” księga mówi. A kiedy się dowiedziałam doznałam szoku, wręcz traumy. To było tak bardzo przerażające, że mało nie oszalałam. Zaczęłam się bać własnego cienia, a każdy hałas wzbudzał we mnie lęk, że oto właśnie nadchodzi zapowiadany Armagedon i świat się zaraz skończy.

Ale nie to było najgorsze.

Najbardziej przerażała mnie myśl, że Jahwe naprawdę może być Bogiem. A gdyby tak było, byłaby to najgorsza rzecz, jaka może się przytrafić światu i ludzkości! Na samą myśl o tym, że miałabym stać się owieczką w stadzie Jahwe, uznać jego boskość i poddać się ustanowionym przez niego prawom czułam, że umieram.

Kiedy mój lęk osiągnął najwyższe możliwe natężenie przyszło nagłe i szczęśliwe otrzeźwienie: przebudziłam się z tego koszmarnego snu!

To był mój pierwszy i ostatni kontakt z Biblią i jakąkolwiek religią.

Tak więc szanowny panie profesorze, opowiadaj dalej te dyrdymały swoim studentom. To bezmyślne „racjonalistyczne” stado, więc możesz być spokojny, że nie odkryją, że kłamiesz.

Religie nie są żadnym pocieszeniem ani ratunkiem przed lękami.

Religie są po to, żeby ludzi kontrolować przy pomocy lęku. To stara, sprawdzona sztuczka. Dziś widzimy, jak grają nią politycy z pomocą służb specjalnych i skorumpowanych uczonych: straszą wymalowanym aktorem w turbanie, którego nazywają Bin Ladenem, dziurą ozonową, globalnym ocipieniem klimatu, pandemiami, islamem, Iranem, Żydami w Palestynie, przemarszem wojsk i sraczką. Ludzie się boją, a władza się cieszy, bo wie, że jak się w końcu porządnie wystraszą sami proszą o rządy silnej ręki i NWO.

Patriarchalna mentalność jaskiniowa a ekonomia

Irlandia jeszcze do niedawna była krajem tradycyjnie katolickim. Tak tradycyjnie, że mogłaby być niedościgłym wzorem nawet dla nas, siermiężnie moherowych i rydzykowych Polaków. W czasach, kiedy u nas piękne i ambitne damy ujeżdżały traktory i kombajny, w Irlandii panowało głębokie średniowiecze obyczajowe, a Kościół, wraz z władzą państwową robił rzeczy, o jakich nie śniło się naszym, tak chętnie oskarżanym o wszeteczność wszelaką klechom.

Ostatnią pralnię Magdalenek zamknięto tam w roku 1996, a dziś wychodzą na jaw niewyobrażalne wprost afery pedofilskie, a nawet ujawniane są zbiorowe groby dzieci pochowanych potajemnie w piwnicach prowadzonych przez klasztory sierocińców.

Gdyby ktoś nie wiedział, czym były owe Magdalenki spieszę z wyjaśnieniem: każda panna, na którą padł choćby cień podejrzenia o „niemoralne prowadzenie” mogła wpaść w ręce siostrzyczek zakonnych i skończyć dożywotnio jako niewolnica, pracująca od rana do nocy, bez prawa do urlopu, w kościelnej pralni. Za „niemoralność” można było skazać dziewczynę wyróżniającą się urodą tylko dlatego, że wzbudzała żywe zainteresowanie chłopców, pannę służącą która wróciła z wychodnego po godzinie 22, dziewczynę, która padła ofiarą gwałtu, że o młodocianych matkach nawet nie wspomnę. Tym ostatnim odbierano dziecko i umieszczano je „w dobrej katolickiej rodzinie” bądź w kościelnym sierocińcu, gdzie stawało się niewolnikiem seksualnym dla pedofilów w czarnych kieckach.

Jeśli dziewczyna i jej dziecko wpadły w szpony kościoła nie można ich było stamtąd wyrwać żadnym sposobem. Zdarzało się, że nawet najbliższa rodzina nie miała pojęcia, co się z nimi stało i gdzie ich szukać, a nawet jeśli się w końcu dowiedziała, to jej prośby o uwolnienie nie przynosiły żadnych rezultatów. Władza boga jak wiadomo jest ponad wszelkimi ludzkimi prawami i nie da się z nią negocjować.

Nie przez przypadek ofiarami były przede wszystkim kobiety i dzieci. To norma w systemie patriarchalnym. System, który w Irlandii stworzył Kościół to najprawdziwszy totalitaryzm, gorszy nawet od komunistycznego. Czy naród ukształtowany przez taką moralność może mieć normalną mentalność? No cóż, wygląda na to, że nie może.

Efekty religijnego prania mózgu widać w Irlandii jak na dłoni.

Mężczyzna ma odzyskać portfel
Newton Emerson, publicysta „Irish Times”, czterdziestoparolatek:
Rozrzutność kobiet – jedna z przyczyn recesji. To kobiety w większości małżeństw decydują o wydatkach. W odróżnieniu od mężczyzn nie znoszą oszczędzać i chodzą na zakupy dużo częściej, niż mężczyźni, szaleje w nich wtedy hormon estrogenu. Kobiety były wiodącą siłą pchającą Irlandię ku upadkowi. Jestem zdania, że zwolnienie kobiet z pracy mogłoby złagodzić efekty recesji. Zmniejszy to ich apetyt na wydatki, a mężczyzna zyska pracę, dzięki której utrzyma rodzinę. I to on w końcu odzyska portfel.

Dlaczego daliśmy kobietom pracować?
Tom Farrell ze Swords koło Dublina, bezrobotny księgowy, 58 lat
40 lat temu mówiono, że zwiększenie kobietom dostępu do pracy zabierze pracę mężczyznom. I że będzie to miało skutek antyrodzinny. Dlaczego daliśmy kobietom pracować? Dlaczego wszyscy prócz Emersona nadal boją się wyciągnąć ten argument? Może nie doszłoby do recesji. Jestem bezrobotny i zależny od żony, która pracuje w sektorze publicznym. Zajęła moje miejsce i jest zbyt zajęta, by zajmować się mną.

U nas teksty będące manifestacją samczego, seksistowskiego widzenia rzeczywistości wzbudzają zawsze lawinę protestów nie tylko feministek, a w Irlandii nawet kobiety przyznają rację swoim oskarżycielom.

Biję się w piersi!
Laura z Galway, stewardesa, 35 lat
Widziałam w „Sunday Times” listę stu najbogatszych kobiet Irlandii i ich wydatki. Jaka idiotka wydaje na torebkę 10 tysięcy euro i zmienia ją za pół roku na jeszcze droższą, bo nie pasuje do płaszcza? Takie jesteśmy. My, kobiety, musimy się przyznać do próżności. Ja biję się w piersi! Podliczyłam zeszłoroczne wydatki na ubrania, kosmetyki i salony piękności. 12 tysięcy euro!

Prawda, jakie to proste? Irlandczycy dokonali odkrycia, że to rozrzutność kobiet spowodowała kryzys! Mało tego: wredne babska zabrały pracę mężczyznom, przez co mężczyźni nie mogą utrzymać swoich rodzin. Kobiety oczywiście rodzin nie mają, bo są trutniami, więc nie powinny dostawać do ręki portfela ani karty kredytowej. Przyjdzie taka, uwiedzie porządnego faceta, zrobi mu dziecko albo nawet całą chmarę bachorów, a potem znika w sinej dali zostawiając go w ciąży i z całym tym kłopotem samego. I nie płaci alimentów, bo wszystko przepija lub zostawia w burdelu. Dlatego mężczyzna musi być chroniony i to on przede wszystkim musi mieć pracę.

A gdyby tak zamknąć kobiety w czterech ścianach domów i dać mężczyznom wszystkie pieniądze świata, to jak myślicie, na co by je wydali?

Bingo!

Na baby!

Mężczyźnie na ogół wystarczą stare dżinsy i wyciągnięty sweter. Zamiast ciuchów woli samochód. Ale kiedy już kupi sobie taki, o jakim zawsze marzył, zaczyna na tę brykę rwać dziewczyny. A to kosztuje. I tym sposobem cała męska fortuna i tak prędzej czy później przechodzi w ręce pięknych dam. Nawet jeśli się w końcu ustatkuje, i tak wyda pieniądze z powodu kobiety: rodzina potrzebuje mieszkania lub domu, a żona ciuchów i kosmetyków. No i bryka też by się jej przydała.

Czytam dalej i nagle… cóż za odmiana!

Pamiętam radosne kolejki w banku
Liam, sklepikarz z Dublina, lat 63
Chciwość osiągnęła apogeum, kiedy banki zaczęły rozdawać kredyty jak promocyjne gifty.
Pamiętam te radosne kolejki w banku. Ludzie traktowali kredyt jak darowiznę. Jeden chciał wybudować wyśniony dom, inny rozkręcał interesy, znajomy zaciągnął kredyt na wycieczkę dookoła świata.

Czy dobrze widzę? Zdaje się, że w tym fragmencie mowa jest raczej o mężczyznach i ich lekkomyślności w zaciąganiu kredytów na (nie oszukujmy się) nierzadko zwykłe duperele. Przecież jak dają, to trzeba brać. Tylko głupi by nie skorzystał.

Heh, wyszło na to, że raczej głupi ten, kto skorzystał.

Głupi jest ten, kto nie zna historii świata, nie interesuje się prawami rynku i nic nie chce wiedzieć o pieniądzu. Gdyby był mądry, to by wiedział, że pieniądze to tylko papierki nie mające żadnego pokrycia w złocie. Banki drukują je bez umiaru i rozdają… jak papierki. Ale kiedy przychodzi czas spłaty, wtedy kończą się żarty. I nagle okazuje się, że te bezwartościowe papierki stają się warte więcej niż złoto, domy, samochody i wszystko, co posiadasz. Nie masz drukarni pieniędzy (a pewnie, za głupi jesteś, żeby ją mieć, prawo na to nie zezwala), więc musisz oddać bankowi wszystko, co posiadasz, a i to zwykle jest za mało, bo procenty od długu tak narosły, że w końcu nie masz innego wyjścia, jak osobiście oddać się do niewoli.

Współczesne niewolnictwo znowu rozkwita. Ale nie wygląda tak samo, jak w dawnych, romantycznych czasach. Dziś każdy z nas jest własnością swojego kraju i stopniowo, powoli pozbawiany jest należnych mu praw obywatelskich. Ostatnim i najskuteczniejszym sposobem pozbawienia ludzi resztek wolności są kredyty: bierzesz, bo dają i nie myślisz, co będzie później. A później idziesz siedzieć. Ale żebyś się w pace nie nudził, władza zapewni ci zajęcie: będziesz pracował za darmo, a jak będziesz grzeczny dostaniesz paczkę fajek. Pomyśl, jakie to szlachetne – dzięki temu rozwiązaniu nie będziesz ciężarem dla społeczeństwa, które zostanie zwolnione z kosztów utrzymywania zgrai więźniów, próżnujących za kratami. A ciężko pracujący więźniowie nie będą mieli czasu kombinować i nic złego do łbów im nie wpadnie. No i gospodarka znowu rozkwitnie. Tania, a może nawet darmowa siła robocza postawi ją na nogi.

PS. Nie bierzesz kredytów i nie masz żadnych długów – jesteś wrogiem społecznym numer 1. Możesz być pewien, że jeśli znajdziesz się w potrzebie będziesz dla banku niewiarygodny i nie będziesz mógł kupować na raty.

Skąd biorą się takie kryzysy jak obecny