Jeszcze kilka słów (tym razem bardziej optymistycznych) o spiskach i kosmicznym ucisku

W notce o „naukowych” odkryciach Zecharii Sitchina napisałam, że ezoteryka nie polega na odkrywaniu rzekomej prawdy o kosmicznym niewolnictwie ludzkości ani na zgłębianiu nauk o naszym pochodzeniu pod prymitywnego pół-zwierzęcego kopacza złota.

Ezoteryka nie zajmuje się również demaskowaniem spisków elit i straszeniem totalitarnymi rządami NWO.

Ezoteryka skupia się na poszukiwaniu zrozumienia subtelnych (boskich) praw duchowych, rządzących naszym światem. Te prawa nie dla każdego są zrozumiałe. Żeby je pojąć trzeba nauczyć się nienaukowego i niereligijnego postrzegania rzeczywistości.

Siedem praw hermetyzmu według Kybalionu:

I. Prawo mentalizmu
WSZYSTKO jest UMYSŁEM; Wszechświat jest Mentalny

II. Prawo zgodności
Tak jak na górze, tak i na dole; tak jak na dole, tak i na górze

III. Prawo wibracji
Nic nie spoczywa; wszystko jest w ruchu; wszystko wibruje

IV. Prawo biegunowości
Wszystko jest podwójne; wszystko ma swoje bieguny; wszystko tworzy parę ze swoim przeciwieństwem; podobne i niepodobne są tym samym; przeciwieństwa są identyczne w swojej naturze, lecz różne w stopniu; skrajności się spotykają; wszystkie prawdy są jedynie półprawdami; wszystkie paradoksy da się pogodzić

V. Prawo rytmu
Wszystko płynie, na zewnątrz i do środka; wszystko ma swoje pływy; wszystkie rzeczy wznoszą się i upadają; ruch wahadła manifestuje się we wszystkim; miara wychylenia w prawo jest miarą wychylenia w lewo; rytm się kompensuje

VI. Prawo przyczyny i skutku
Każda przyczyna ma swój skutek; każdy skutek ma swoją przyczynę; wszystko dzieje się według Prawa; przypadek to jedynie nazwa dla nierozpoznanego Prawa; istnieje wiele płaszczyzn przyczynowości, lecz nic nie wymyka się Prawu

VII. Prawo rodzaju
Rodzaj jest we wszystkim; wszystko ma swoje męskie i żeńskie pierwiastki; rodzaj manifestuje się na wszystkich płaszczyznach

Podkreślenie nienaukowego i niereligijnego spojrzenia na rzeczywistość jest tu szczególnie ważne, bo to właśnie religia i nauka są pułapkami zastawionymi na ludzkie dusze i umysły. Są one narzędziami, których używa „Matrix”, żeby hipnotyzować i więzić ludzi w iluzji. Religia sprowadza wyznawców na manowce fałszywej duchowości, przedstawiając im nieprawdziwy obraz Boga, a nauka, zamiast uczyć ludzi niezależnego myślenia wpaja im dogmat materii bez ducha i każe tępo wkuwać niekoniecznie prawdziwą wiedzę. Wszystko to w celu zamieniania boskiej istoty w bezrozumną i bezwolną owcę, którą można strzyc, doić i wykorzystywać jako mięso armatnie.

Obecnie toczy się wojna o ludzkość. Walczą o nas siły światłości z siłami ciemności, ale to my sami ostatecznie zadecydujemy o tym, po której stronie się opowiemy. Nikt za nas nie będzie nadstawiał karku ani ciągnął nas siłą w żadną stronę.

Tak naprawdę ta wojna toczy się o ŚWIADOMOŚĆ!

Przypomnę jeszcze raz V Prawo Hermetyzmu:

V. Prawo rytmu
Wszystko płynie, na zewnątrz i do środka; wszystko ma swoje pływy; wszystkie rzeczy wznoszą się i upadają; ruch wahadła manifestuje się we wszystkim; miara wychylenia w prawo jest miarą wychylenia w lewo; rytm się kompensuje

Wahadło wychyliło się skrajnie, ku zniewoleniu umysłowemu i duchowemu, a to znaczy, że już wkrótce ruszy w przeciwną stronę. Stan nierównowagi nie może się utrzymywać w nieskończoność, prędzej czy później świat musi wrócić do stanu równowagi.

Ludzkość po prostu MUSI się przebudzić i zrozumieć, że popadła w całkowite niewolnictwo duchowe, mentalne, a w końcu nawet fizyczne wyłącznie z powodu błędów w myśleniu. Kiedy ludzkość w końcu to zrozumie, zerwie kajdany i osiągnie wyzwolenie.

To, co obecnie dzieje się na świecie wcale nie prowadzi do jeszcze większego zniewolenia, lecz do całkowitego wyzwolenia. Te wszystkie wydarzenia są po to, żeby obudzić najbardziej zatwardziałych śpiochów.

Jeśli obudzimy się dobrowolnie nic złego się nie stanie.

Ale im bardziej będziemy się opierać, tym brutalniejsze staną się metody budzenia.

Jeśli ludzie nie zechcą dostrzec duchowych i mentalnych kajdan, które ich krępują, staną się one tak ciężkie, że ich przygniotą. „Kryzys gospodarczy” osiągnie taki stan, że ludzie potracą pracę, domy, a nawet wolność osobistą. Planeta zostanie tak skażona przez przemysł, wojnę nuklearną i skutki „genialnych” pomysłów pseudouczonych od klimatu, że nie da się na niej oddychać ani uprawiać roli. Kiedy do tego dojdzie nawet najbardziej żarliwi piewcy demokracji, świetnie zorganizowanego systemu kontroli państwowej i wyższości kapitalizmu nad innymi ustrojami dostrzegą, że zostali cynicznie oszukani i zamienieni w pozbawionych wszelkich praw nędzarzy.

Po co czekać, aż sprawy przybiorą dramatyczny, a nawet tragiczny obrót?

Po co się upierać, że wszystko jest pod kontrolą i zmierza we właściwym kierunku, zamiast spojrzeć prawdzie prosto w oczy i przyznać, że nie jest dobrze?

teorie spiskowe

W najbliższym czasie przekonamy się, czy ludzkość przebudzi się dobrowolnie, czy w końcu zostanie do tego zmuszona siłą.

Przebudzeni nie mają się czego obawiać, nic im nie grozi. Są pod specjalną ochroną Sił Światłości, więc nie mają nic innego do roboty, jak medytować i modlić się za innych.

Najbardziej nieświadomi ludzie będą musieli doświadczyć najbardziej dramatycznych przeżyć, żeby w końcu przejrzeć na oczy. Pomogą im w tym Siły Kosmosu.

A kiedy to się stanie nasza planeta będzie rajem, zamieszkanym przez ludzi, a nie przez tępe barany.

Pacjent jest w stanie krytycznym, najbliższe dni zadecydują, czy przeżyje

Tym ciężko chorym pacjentem jest ludzkość. Nie jest pewne, czy historia naszej rasy będzie miała ciąg dalszy. Ciężkie choroby, takie jak groźne infekcje bakteryjne, złośliwe nowotwory i choroby autoimmunologiczne tak przeżarły jej organizm, że jej życie zawisło na włosku.

Ezoterycy zawsze nauczali, że skala mikro jest odbiciem skali makro i odwrotnie, co wyrażało się w powszechnie znanym powiedzeniu „jak na górze, tak na dole, jako w niebie, tako i na ziemi”. Nasza rzeczywistość ma budowę fraktalną i holograficzną, czyli każdy, najmniejszy fragment zawiera w sobie zapis i obraz całości. Przykładem może być komórka organizmu, w której znajduje się zapis całości w postaci spirali DNA. Dzięki temu możliwe jest klonowanie organizmów – przypomnijcie sobie scenę z filmu Jurassic Park, w której uczony pokazuje jurajskiego komara uwięzionego w bursztynie. Jeśli ten komar ma w sobie krew dinozaura, możliwe będzie jego sklonowanie.

Wszechświat jest całością, a nasza jednostkowa świadomość, która sprawia, że czujemy się indywidualnymi, oddzielonymi organizmami jest złudzeniem.

Tak, jak człowiek składa się z poszczególnych komórek, tak ludzkość składa się z poszczególnych ludzi. I tak, jak w człowieku komórki ukonstytuowały się w wyspecjalizowane narządy, tak i ludzkość składa się z ras i narodów, które na niższym poziomie tworzą zawody i specjalizacje.

Kiedy komórki naszego organizmu zaczynają ze sobą walczyć, zapadamy na chorobę autoimmunologiczną i nasze życie jest zagrożone. Podobnie groźna jest choroba spowodowana przez infekcję bakteryjną lub inwazję pasożytów.

Jak na górze, tak na dole…

Ludzkość toczy coraz więcej bezsensownych wojen, a na świecie odnotowujemy niespotykaną wcześniej i niezrozumiałą dla lekarzy epidemię chorób autoimmunologicznych.

Pewien sprytny naród wpadł na pomysł wygodnego życia kosztem innych narodów i podstępnie instaluje swoje agendy we wszystkich krajach świata, żeby doić z nich pieniądze i wszelkie dobra materialne za pośrednictwem swoich banków. To samo dzieje się w skali mikro: lekarze mówią, że każdy żywy organizm jest żywicielem dla jakiegoś pasożyta, co znaczy, że inwazje pasożytów występują powszechnie. Co gorsze, w ogóle nie zdajemy sobie sprawy z ich obecności, podobnie jak nie mamy pojęcia o obecności obcych agentów w strukturach naszego państwa. Jest to oczywiste, ponieważ pasożyt musi działać tak, żeby zaatakowany przez niego organizm nie zorientował się, że jest okupowany, a jeszcze lepiej, żeby pasożyta postrzegał jako własny organ.

Jeśli organizm zostanie zbyt mocno zainfekowany, kończy się to jego śmiercią, a wraz z nim ginie też pasożyt.

Na pocieszenie powiem, że nawet w czasie najgorszych zaraz morowych, takich jak czarna śmierć, nie zdarzyło się, żeby wyginęła cała ludzkość. Ale z drugiej strony wiemy z historii, że w dziejach naszej planety zdarzały się okresy, kiedy całe życie biologiczne ulegało zagładzie (jak choćby linia dinozaurów). Wygląda na to, że gdy ewolucja wkraczała na ścieżkę bez przyszłości, jej rozwój był „resetowany” i wszystko zaczynało się od początku.

Czy podzielimy los dinozaurów? Czy wielkie ławice martwych ryb w morzach i oceanach i spadające masowo ptaki są dla nas ostrzeżeniem, że nasza ewolucja znalazła się w kolejnym ślepym zaułku, z którego nie ma wyjścia?

Tego nie wiem, ale mam nadzieję, że ludzkość w końcu się opamięta i podejmie radykalną kurację. Pisząc „radykalną” nie mam na myśli kolejnej, krwawej wojny ani masowej chemioterapii, lecz radykalną ewolucję (rewolucję?) świadomości.

Jedynym ratunkiem dla ludzkości jest przebudzenie duchowej świadomości.

Jeśli odpowiednio duży procent z nas się przebudzi i wkroczy na ścieżkę powrotu do natury, jest szansa, że nasz gatunek nie wymrze.

Ale spokojnie: nic w przyrodzie nie ginie, zasada zachowania energii obowiązuje na wszystkich poziomach (jak na górze, tak na dole), jeśli więc „eksperyment ludzkość” zostanie uznany za nieudany i niegodzien kontynuowania, iskry świadomości wcielone w nasze materialne ciała będą musiały zaistnieć w innych światach i tam wzrastać dalej lub zacząć wszystko od początku na naszej, po raz kolejny, „zresetowanej” planecie.

Kto jest winien temu, że leżymy na Kosmicznym Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej, walcząc o przetrwanie?

Według Bruce Liptona przyczyną klęski jest niedojrzałość człowieka i jego infantylna wiara, że jest bezwolną ofiarą okoliczności, w tym genów.

W rzeczywistości nie jesteśmy w żaden sposób zdeterminowani i nie jesteśmy ofiarami żadnych okoliczności zewnętrznych ani okrutnych tyranów. Jesteśmy ofiarami własnych, błędnych przekonań i autodestrukcyjnych programów, których możemy się pozbyć jeśli tylko naprawdę zechcemy.

Bruce Lipton odkrył naukowo prastare zasady duchowe, znane szamanom (Huna) i mistykom (hermetyzm). My znamy te prawa, ale dla świata akademickiej, materialistycznej nauki są to herezje bezlitośnie atakujące dotychczasową piramidę kłamstw. Czy przebiją się do wiadomości publicznej zależy wyłącznie od samej ludzkości. Jeśli wejdzie ona na wyższy poziom ewolucji ducha, przyjmie te odkrycia jako oczywiste, a wtedy skostniali profesorowie będą musieli zrezygnować ze swoich lukratywnych i prestiżowych posad lub nauczyć się nowego sposobu myślenia. Jeśli nie wejdzie, staniemy się kolejnym wymarłym gatunkiem.

Na zakończenie, ku pokrzepieniu serc, wynotowałam kilka myśli z poniższego wykładu:

  • Komórka jest jak miniaturowy człowiek. Komórka posiada każdą funkcję, jaką posiada ludzkie ciało (oddychanie, kościec, wydalanie, układ nerwowy)
  • Człowiek jest wspólnotą 50 bilionów komórek – osobnych, ale współpracujących ze sobą.
  • Geny nie są mózgiem komórki, one są odpowiedzialne za reprodukcję, to jest GONADA komórki!
  • Nauka jest zdominowana przez mężczyzn, czyli samce, nic więc dziwnego, że myślą gonadami i mylą jądra z mózgiem.
  • Nasza tożsamość nie jest w naszym wnętrzu, lecz my jesteśmy jak odbiorniki telewizyjne z antenkami odbierającymi program i właśnie to nas różni między sobą (przypominam, że Bruno Groening twierdził, że jesteśmy antenami odbierającymi niebiańską lub piekielną audycję!). Kiedy pęknie kineskop w odbiorniku telewizyjnym transmisja się nie kończy, kończy się tylko dany odbiornik, ale kiedy kupimy nowy telewizor przedstawienie trwa dalej. Nasza tożsamość jest transmisją wchodzącą do tych anten, nazywanych receptorami tożsamości. Jeśli umrę transmisja się nie skończy! Kiedy powstanie embrion, posiadający takie same anteny jak Bruce przedstawienie znów będzie emitowane – zrozumienie tej prostej prawdy sprawiło, że Bruce porzucił naukowy materializm na rzecz duchowości.
  • Człowiek jest wspólnotą 50 bilionów komórek, jest szalką Petriego w skórze dla tych komórek. Jeśli te komórki znajdą się w niekorzystnym środowisku zachorują. Co wtedy trzeba zrobić? Podać leki? NIE! ABSOLUTNIE NIE! Trzeba tę szalkę Petriego natychmiast przenieść do zdrowego środowiska, a komórki same wyzdrowieją!

.

.

.

Do oświeconych inaczej

Jestem sprawiedliwa. Dowalam nie tylko racjonalistom-ateistom, ale i „nawiedzonym”.

Obywatel napisał w komentarzach do poprzedniej notki:

A temu gościowi nie chodziło przypadkiem o takie „oświecenie” jak w buddyzmie? Wielu z tych, co zajmują się ezoteryką, uważają, że to bezsensowne – zajmować się tym, czym my się zajmujemy, bo w ten sposób idziemy niebuddyjską ścieżką „oceniania” i inne takie pierdoły. Gadają coś o tym, że zamiast reperować nasze wnętrza zajmujemy się tym, co „na zewnątrz”, prawda? Może ten komentator był z tej bajki?

Zadumałam się nad tym, bo właściwie kto wie? Nie od dziś powtarzam na tym blogu, że przeciwieństwa są tym samym. I tu mamy kolejny dowód. Czy to moherek, czy racjonalista, czy newageowiec, czy „oświecony” rzekomy „buddysta” (taki, co to kończył kurs buddyzmu w weekend), wszystko to jeden czort. Wszystko to są ludzie wiary, którzy nie potrafią myśleć własną głową, więc powtarzają zasłyszane gdzieś regułki i dogmatycznie się ich trzymają.

Buddyzm to nie to samo co New Age!!! Wylewanie kubłów miłości na głowy oprawców to nie buddyzm!!! New Age, tak samo jak chrześcijaństwo jest sztucznie stworzoną religią, która ma ludzi utrzymywać w stanie totalnej, duchowej iluzji. Mamy się radować cierpieniem, kochać nieprzyjaciół swoich i dać się z rozkoszą posiekać na kawałki, nie stawiając najmniejszego oporu swoim prześladowcom.

Oczywiście, zgadzam się, że nieocenianie jest cenną umiejętnością. I że prowadzi prosto do nieba (jeśli takowe w ogóle istnieje). Nie powinniśmy się interesować tym, jak żyją sąsiedzi, plotować na ich temat ani ich oceniać.

Ale jeśli mąż bije żonę i wykorzystuje seksualnie nieletnie pociechy, to też mamy nie oceniać i nie wsadzać nosa w nieswoje sprawy?

Oczywiście, nie powinniśmy walczyć na wojnach, bo one nie są w słusznej sprawie.

Czytelnicy tego bloga wiedzą, że to nie ten zły chłopiec Hitler rozpętał II wojnę światową, lecz bankierzy i koncerny chemiczno-farmaceutyczne. Hitler był nikim i nie miał złamanej marki na to, żeby się wylansować i sfinansować takie krwawe przedsięwzięcie. W szkołach uczą nas bzdur, więc warto się samodzielnie dokształcać. Kto nie wierzy niech pogoogla po sieci i poszuka haseł IG Farben i doktor Matthias Rath, a po nitce do kłębka sam dojdzie do prawdy.

Podobnie sprawy mają się z Afganistanem, Irakiem i Palestyną. To nie są wojny w żadnej „słusznej” sprawie, bo to są wojny wyłącznie o kasę, ropę i władzę nad światem. Wstępowanie do armii po to, żeby wraz z USA zaprowadzić tam porządek jest zbrodnią przeciwko ludzkości (lub dowodem na bezgraniczną głupotę), ale wstąpienie do armii po stronie przeciwnej również zbyt mądre nie jest. Zważywszy na potęgę USA, takie działanie jest niecelowe, bo z największą potęgą militarną świata się tak łatwo nie wygra, nie ma więc sensu przelewanie krwi.

Oczywiście, angażowanie się w politykę, branie udziału w „demokracji” i przejmowanie się ekscesami polityków jest skrajną głupotą i na pewno do oświecenia nie prowadzi. Lepiej zamieszkać sobie na wsi, z dala od „cywilizacji” i robić swoje, nie przejmując się szaleństwem mas. Wszystko to jest słuszne i mądre, w czasach, kiedy politycy są tylko nieszkodliwymi idiotami. Prawdziwy problem zaczyna się wtedy, gdy „demokratycznie” władzę przejmują psychopaci, którzy dążą do tego, żeby całą planetę zamienić w obóz koncentracyjny Auschwitz II i obóz komunistyczny II w jednym, a ludzi przekształcić w bezwolne, zachipowane i pozbawione wszelkich praw obywatelskich bydło robocze.

Kiedy draństwo przejmuje władzę nad światem nie reagowanie byłoby (delikatnie mówiąc) niewłaściwe z moralnego punktu widzenia. Czasem nie ma innego wyjścia, jak dobyć miecza i w obronie życia naszych niewinnych dziatek ściąć kilka bandyckich łbów, zanim owi bandyci zetną nas i nasze dziatki.

A jeśli weekendowy „buddysta” nie czuje się przekonany, kilka oświecających cytatów nadesłanych (patrz: komentarze do poprzedniej notki) przez Marcusa:

Nauczyciele jednak zgodni są co do jednego: przemoc musi mieć wyższy cel i musi zapobiegać kolejnej przemocy, nie będąc jednocześnie zemstą. Kiedy będzie to konieczne możesz zabijać, ale tylko jeżeli naprawdę kierujesz się mądrością i współczuciem. Musimy jasno dostrzegać problem pod względem czasu, miejsca i sytuacji danej jednostki. To, co jest w porządku w jednych okolicznościach może nie być do zaakceptowania w innych. [John Daido Loori Roshi, opat klasztoru Zen Mountain]

Dalajlama, buddyjski symbol pokoju, przyznaje, że jeżeli tybetańska armia byłaby w stanie powstrzymać Chińczyków, przystałby na zbrojny opór tylko po to, aby zapobiec całemu cierpieniu, które przyniosła chińska agresja.

Jeżeli nasza motywacja jest szczera i pozytywna lecz okoliczności wymagają ostrej reakcji, tak naprawdę nie działamy motywowani przemocą. Bez względu na sytuację, uważam, że pełna współczucia troska o los innych – nie swój własny – jest jedynym usprawiedliwieniem użycia siły. [Dalajlama]

Nie możemy po prostu dać sobą pomiatać. Jako buddyści nie możemy skrzywdzić nawet muchy, ale jeśli mucha krzywdzi inne istoty musimy ją przed tym powstrzymać. [Gelek Rinpocze, tybetański lama mieszkający w USA]

Przeciwieństwa są identyczne w swojej naturze

Wszystko jest podwójne; wszystko ma swoje bieguny; wszystko tworzy parę ze swoim przeciwieństwem; podobne i niepodobne są tym samym; przeciwieństwa są identyczne w swojej naturze, lecz różne w stopniu; skrajności się spotykają; wszystkie prawdy są jedynie półprawdami; wszystkie paradoksy da się pogodzić – Kybalion.

Przeczytałam właśnie rozmowę z antropologiem Bogusławem Pawłowskim zatytułowaną Równouprawnienie nie ma szans w starciu z biologią i z lekka mnie przytkało. Nie to, żebym zaraz była brodatą feministką, ale… hmmm, tezy są jak dla mnie wielce ryzykowne: otóż moja wartość według pana antropologa polega wyłącznie na tym, że jestem kopiarką dla genów. Im więcej ich powielę, tym większy będzie mój sukces.

Jako kopiarka oczywiście nie muszę być wykształcona, ani nawet zbyt mądra z natury. Wystarczy po prostu leżeć, dawać się zapładniać jakiemuś jurnemu Czyngis-chanowi, co to mądry facet był i kobiet o przyzwolenie nie pytał, i radośnie się reprodukować. [Tak na marginesie – ciekawe, kto utrzyma tę czeredę genetycznych kopii, jeśli ja będę niewykształcona i troszkę przygłupia, a znudzony wiernością pan Czyngis-chan pójdzie zapładniać inną, zostawiając mnie własnemu losowi?]

Kiedy czytałam te genialne przemyślenia zaczęło mi coś świtać… ja już gdzieś to słyszałam…

Wartość kobiety polega na jej zdolnościach rozrodczych i możliwości wykorzystania do prac domowych – św. Tomasz z Akwinu

Pierwszy raz słyszałam to w kościele, gdzie ksiądz cytował świętą księgę, a ta nakazywała ludziom, żeby byli płodnymi i zaludniali ziemię. Ten nakaz pojawia się w różnych wariantach, a kto chce wiedzieć więcej niech poczyta Gościa Niedzielnego, który twierdzi, że Bóg niczego człowiekowi nie zakazuje, lecz wręcz przeciwnie, nakazuje: żeby być płodnym! Możecie też podpytać „obrońców życia”, a już oni wam dokładnie wyjaśnią co i jak. Jeśli się z nimi nie zgodzicie, natychmiast staną się wrogami życia (waszego oczywiście) i zarżną was lub wysadzą na bombie (tu też, jak widać, przeciwieństwa się stykają: niby obrońcy życia, ale jacy przy tym żądni mordu).

A potem gdzież to ja czytałam?

A! No przecież u pana Dawkinsa, który sprowadził sens życia istoty ludzkiej do roli powielacza samolubnego genu.

Tak więc, bez względu na to, czy zapanuje totalitaryzm religijny, czy ateistyczny, jedyną moją rolą będzie pokorne reprodukowanie genów jakiegoś nadczłowieczego samca. Czyż nie pisałam już dawno, że oba te totalitaryzmy są w istocie tym samym?

No i co, kochani, czyż znowu nie wyszło na to, że ezoterycy mieli rację twierdząc, że wszystkie przeciwieństwa są w istocie tym samym? Skoro zarówno kapłani religii, jak i święty guru ateizmu twierdzą to samo, to chyba jest to niezbity dowód ich mądrości (ezoteryków oczywiście, a nie kapłanów czy ateistów).
——
A teraz na serio: to naprawdę przerażające, że nauka może posłużyć do uzasadnienia seksizmu i rasizmu. Bo według pana uczonego, jeśli nie wyrzucę podręczników, ambicji zawodowych oraz środków antykoncepcyjnych do kosza, będę winna wyginięcia Europejczyków. To nie do pomyślenia, przecież Europejczycy są lepsi niż jacyś Azjaci, murzyni czy żydzi, jakże więc mogłabym wziąć na swoje sumienie taką zbrodnię?

Przekazy channelingowe a ezoteryka

Nihil novi sub sole – sentencja łacińska

Na pewnym znajomym blogu doszło do zadymy, którą wznieciły nastolatki, mające minimalne pojęcie o życiu i cierpiące na brak wszechstronnej wiedzy. Ludzie, którzy przeczytali jedną lub dwie książki są niebezpieczni właśnie z powodu braku dystansu do prawd przekazywanych przez to jedyne źródło, z jakiego czerpią. Wydaje im się, że książka, którą właśnie przed chwilą przeczytali zawiera całą wiedzę świata. Podobnie zachowują się mający problemy z czytaniem ze zrozumieniem fundamentaliści religijni (w tym nasze rodzime „moherowe berety”), którzy z powodu półanalfabetyzmu znają w miarę dobrze tylko jedno dzieło pisane, czyli Biblię. A raczej nawet nie Biblię, lecz jej interpretację przekazywaną im przez kapłanów.

Channelingi są stosunkowo nowym zjawiskiem, chyba, że za takowe uznamy słowa proroków religijnych; w takim przypadku prawie cały Stary Testament jest przekazem channelingowym o dość łatwym do rozszyfrowania, niezbyt nam życzliwym, pochodzeniu. Nic więc dziwnego, że strażnicy tego „kanału” tak nerwowo bronią się przed wiedzą pochodzącą ze źródeł konkurencyjnych.

Channelingi nie przekazują praktycznie niczego odkrywczego. Owszem, ich unikalną cechą jest informacja o istnieniu rozwiniętych cywilizacji kosmicznych i o ich roli w stworzeniu człowieka, jego kultury oraz dawnych, tak nas zdumiewających cywilizacji. Ale prawdę mówiąc i to nie jest aż tak odkrywcze, a jeśli ktoś nie wierzy, odsyłam go do najsławniejszej gwiazdy paleoastronautyki, Ericha von Denikena i jego poprzedników (bo poczciwy i uroczy Erich nakradł ile wlazło od innych, mniej znanych autorów, a potem opublikował wszystko pod własnym nazwiskiem i tak zdobył sławę; ale i tak go lubię).

Zaawansowana wiedza duchowa kultywowana była na tej ziemi na długo przed pojawieniem się channelingów (ze wspomnianym wcześniej biblijnym, stosunkowo młodym przekazem włącznie). Również lansowany przez jeden z nich mistrz duchowy Grigorij Gurdżijew bynajmniej prochu nie wynalazł. Nauki, które przekazał znane były i praktykowane od wieków w odosobnionych klasztorach i tajnych szkołach rozwoju duchowego na całym, wielkim świecie, w tym również w Afryce i obu Amerykach. Gurdżijew nie spadł z nieba, nie został zrzucony na ziemię przez UFO, lecz wszystkiego tego nauczył się w buddyjskich i hinduistycznych klasztorach.

Te same nauki przekazują dziś inni, znani i nieznani nauczyciele duchowi: Paramahansa Yogananda, Krishnamurti, Maharishi Mahesh Yogi, Osho, Sai Baba, mnisi buddyjscy i hinduistyczni oraz wielu, wielu innych.

W Europie zawsze istniały tajne stowarzyszenia kultywujące wiedzę ezoteryczną. Były one zaciekle zwalczane przez posiadający władzę absolutną Kościół Katolicki, przekonany, że stanowią one dla niego śmiertelne zagrożenie. W rzeczywistości nigdy nie było to prawdą, ponieważ była to wiedza hermetyczna, zrozumiała wyłącznie dla wąskiego grona wtajemniczonych. Masy są niezdolne do jej przyswojenia nie dlatego, że jest ona przemyślnie ukrywana przez jakichś straszliwych masonów (jak do dziś wierzy wielu naiwnych „wierzących”), lecz dlatego, że nawet gdyby została im wyłożona, byłaby dla nich zupełnie niezrozumiała. I to nie za sprawą tajnego jej szyfrowania (które stosowane było np. w alchemii), lecz dlatego, że aby ją móc zrozumieć, trzeba osiągnąć stan przebudzenia świadomości, zwany przez niektórych „oświeceniem”. Za zgłębianie tych nauk można było zginąć męczeńską śmiercią, nic więc dziwnego, że jej adepci tak starannie się kryli i że spotykali się w sekretnych miejscach.

Czy ludzkość skazana jest na zagładę?

Na to pytanie, tak samo jak na każde inne podobne, nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Odpowiem więc „i tak i nie”. Gdyby ludzkość miała zginąć, już dawno by jej nie było. A jednak wciąż jest i jak na razie wydaje się być potęgą. Pisałam już w tym blogu, że nie zarzyna się kury znoszącej złote jaja. Dlatego ludzi można mordować, nawet na masową skalę, jak choćby w czasie II wojny światowej, ale totalna zagłada nie wchodzi w rachubę. Bo ludzkość produkuje wyjątkowo pożywny i dobrej jakości lusz w ogromnych ilościach.

Okresowe holokausty są możliwe dlatego, że ludzkość nie chce wiedzieć nic na temat tego, co jej grozi i nie wyciąga żadnych wniosków z historii. Woli spać, ukojona rytmem muzyki pop i odmóżdżona odżywkami oraz napojami słodzonymi neurotoksycznym aspartamem.

Czy wiesz, co znaczy amerykański „nowotwór” słowny tittytainment?

Statystyki mojego (od długiego czasu uśpionego) bloga muzycznego wykazują wejścia głównie na hasło „piękne cycate panienki”. Określenie to pojawiło się, gdy pisałam polemiczny tekst o rocku, który rzekomo ma ogłupiać ludzi i prowadzić ich, niby te zahipnotyzowane szczury, prosto do piekła.

Śmiem twierdzić, że (jak zawsze) jest zupełnie odwrotnie, niż próbują to sugerować czynniki opiniotwórcze. Kto zna języki obce, ten może się zapoznać z tekstami rockowych utworów, a wtedy przekona się, że nie tylko nikogo one nie usypiają, a wręcz budzą i zachęcają do buntu przeciwko ogłupiającym ludzkość politykom i wiernopoddańczo służącym im mediom. Rolę ogłupiacza pełni w rzeczywistości muzyka pop, której symbolem stały się owe prawie nagie, „cycate panienki”, wijące się na monitorach różnych stacji typu MTV w lubieżnych pozach i porno-rozkrokach.

I tak właśnie doszliśmy do owego słowa tittytainment.

Wymyślił je nasz rodak, prof. Zbig Brzezinsky. Oznacza ono politykę odwracania uwagi ludzkich owieczek od tego, co knują cwani politycy.

Chciałoby się zakrzyknąć „już starożytni Rzymianie”… Tak, tak, to właśnie starożytni Rzymianie wymyślili hasło „chleba i igrzysk”. Wiedzieli, że durnemu ludowi do szczęścia wystarczy pełna micha i głupkowata rozrywka. Gdy to mu się zapewni, władza może robić co tylko zechce i nawet największe „przekręty” ujdą jej na sucho. Kiedyś ludzi najbardziej bawiły krwawe igrzyska i publiczne egzekucje, ale źli humaniści zakazali tych pięknych widowisk, więc dziś zmodyfikowano to do filmowych horrorów klasy „B”, filmów katastroficznych, rzeczonych „cycków” i tzw. „muzyki” (dla muzykalnych inaczej lub wręcz niedorozwiniętych muzycznie), która stała się praktycznie jedynym, poza sportem i filmami porno, rodzajem rozrywki, jaką konsumują owi amatorzy damskiej anatomii.

Słowo titts to slangowe określenie „cycków”, a tainment to drugi człon słowa entertainment czyli „rozrywka”. Teraz jasne?

Tak więc męskie owieczki wpatrują się zahipnotyzowane w dyndające damskie cycuszki i wirujące pośladki, a specjalnie dobrane metrum sprawia, że ich i tak osłabione piwkiem umysły osłabiają się jeszcze bardziej, stając się niezdolne do przetrawienia żadnych, wymagających choćby minimalnego wysiłku intelektualnego treści.

Tym sposobem ani się spostrzegą, jak staną się niewolnikami systemu, zwanego „kapitalizmem” i „globalizacją”.

Dwaj niemieccy autorzy: Hans-Peter Martin i Harald Schumann napisali książkę „Pułapka globalizacji. Atak na demokrację i dobrobyt”, wydaną w Polsce przez Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław, 1999 r. (dziś już nie do zdobycia). Dowodzą w niej, że wizja ludzkości maluje się w bardzo ponurych barwach. Niecny plan jest taki, żeby zredukować liczbę ludności świata do 0,5 mld, a reszcie przydzielić role według proporcji 20:80. 80% ciemnych, niewykształconych i pozbawionych wszelkich praw niewolników ma harować na rzecz 20-procentowej elity, której jedynym zadaniem ma być sterowanie owymi masami i pławienie się we wszelkich możliwych luksusach. Jednym z narzędzi kontroli ma być dostarczanie tittytainment w nieograniczonych ilościach, co ma zagwarantować spokój i ład społeczny.

Wszystko to wiadomo nie od dziś, w internecie jest wiele filmów demaskujących te (i inne, równie wredne) plany, ale amatorzy tittytainment tak już są odmóżdżeni, że nic ich to nie obchodzi. Więcej cycków proszę!

Na pocieszenie powiem wam, że nad Wisłą żyje sobie taki dziwny ludek, który pozornie niczym nie różni się od reszty ludzkości. On też uwielbia piękne, cycate panienki w MTV, Radio Zet, filmy porno, przygodny seks (o zgrozo bez wiodących do piekła prezerwatyw!), sport uprawiany przez innych i oglądany we własnym fotelu z michą chipsów w łapie, świecącą niby elektrownia w Czernobylu Colę Light, hamburgery, papierochy, mocną wódę (a nawet denaturat, gdy tej zabraknie) oraz inne, zabójcze dla życia biologicznego przyjemności. I na pewno, z największą przyjemnością, da sobie wcisnąć ten tittytainment, a wraz z nim jarzmo ekonomicznej niewoli. Ale przyjdzie taki dzień, kiedy jakiś wąsaty reprezentant owego ludu przeskoczy przez bramę obozu pracy i porwie 80% zniewolonych do buntu przeciwko 20% rozleniwionych próżniaków. A wtedy proporcje ulegną zmianie. Oczywiście – czasowo i przejściowo. Do czasu, gdy uśpione sukcesem masy nie dadzą się ponownie ogłupić hipnotycznie wirującymi sutkami i pupami. Skądś to znamy? A jakże…

Nihil novi sub sole…

To, że nic nowego pod słońcem również odkryli starożytni Rzymianie. Mimo tego odkrycia historia wciąż się powtarza, a owce niczego się nie uczą.

Dobranoc państwu, idę obejrzeć heavy metalowy koncert, nawołujący do rewolucji… A państwa zachęcam do obejrzenia tych filmów, przeczytania absolutnie genialnej powieści science fiction „Limes inferior” Janusza Zajdla i o zapoznanie się z historią świata, ze szczególnym uwzględnieniem rewolucji: francuskiej i sowieckiej.

Ja chcę do piekła, kto ma prawo mnie powstrzymać?

W komentarzach do poprzedniej notki napisałam, że nie ma dobrych odpowiedzi na pytania, które zadałam, bo wbrew temu, co głosi religia, jedyną rzeczywistością w jakiej przyszło nam żyć jest relatywizm. Dlatego na tej planecie nie istnieją żadne ostateczne prawdy ani żadne jedynie słuszne decyzje. Każda bez wyjątku decyzja niesie ze sobą zarówno dobre, jak i złe skutki.

Wielokrotnie pisałam w tym blogu, że rzeczywistość jest spolaryzowana i że dobro i zło są równorzędnymi częściami naszej rzeczywistości. Przenikają się one ze sobą i gdyby nie było zła, nie istniałoby też dobro. I to właśnie dzięki temu nasz świat jest strefą wolnej woli, w której stale musimy podejmować wybory między dobrem i złem. Gdyby istniała tylko jedna opcja nie byłoby żadnego wyboru i wtedy, co oczywiste, nie istniałaby wolna wola.

Księża katoliccy stale podkreślają, że Bóg obdarzył człowieka rozumem i wolną wolą, a jednocześnie, wprowadzając religijny terror uniemożliwiający mu samodzielne podejmowanie życiowych decyzji, pozbawiają go tego daru bożego. Jak widać uważają człowieka za bezrozumne, czyste zło i są pewni, że gdyby pozostawić mu choćby cień prawa do samostanowienia, to popełniłby on wszystkie możliwe zbrodnie i przestępstwa i z całą pewnością trafiłby prosto do piekła. Ale przecież dobry Kościół i dobrzy pasterze, których jedyną troską w ich próżniaczym życiu jest dbałość o dobro ludzkości wymuszą je, choćby gwałtem i krwawą przemocą.

Można powiedzieć, że dla człowieka subiektywnego zło wcale nie istnieje, że istnieją dla niego różne koncepcje dobra. Nikt nigdy nie robi niczego dobrowolnie w interesie zła, w imię zła. Każdy działa w interesie dobra, tak jak je rozumie. Ale każdy rozumie je w inny sposób. W konsekwencji ludzie topią, mordują i zabijają się nawzajem w interesie dobra. Powód jest znów ten sam: ludzka niewiedza i głęboki sen, w którym żyją ludzie.

Jest to tak oczywiste, że nawet dziwne wydaje się, że ludzie nigdy przedtem o tym nie myśleli. Jednakże pozostaje faktem, że oni tego nie pojmują i że każdy uważa “swoje dobro” za jedyne, a całą resztę za zło. Nadzieja na to, że ludzie kiedykolwiek to zrozumieją i rozwiną ogólną i jednorodną ideę dobra, jest naiwna i płonna.

[J. P. Uspienski, „Fragmenty nieznanego nauczania”]

W imię rzekomego ratowania „życia” działacze Pro Life sieją śmierć zabijając kobiety, lekarzy, pielęgniarki oraz niższy personel medyczny.

Zabijają mnóstwo dorosłych ludzi w imię ratowania „życia”, czyli płodu – cóż za zachwycająca logika! Również dla ludzkiego dobra rozpalono stosy – ich ogień, paląc doczesne ciało, chronił przed wiecznym ogniem w piekle. Wzruszająca troska, doprawdy…

Na szczęście, owo tak potępiane przez Pismo nieposłuszeństwo człowieka niesie ze sobą błogosławione skutki: gdyby stanowiąc ziemskie prawo naśladował on wiernie „moralność” starotestamentowego boga, który nie okazał miłosierdzia swojemu własnemu synowi i którego radują najboleśniejsze cierpienia ludu, o czym pisałam w tej notce, prawo ludzkie nie stałoby po stronie poszkodowanych, nie chroniłoby życia i byłoby antyhumanitarne.

Polityka Kościoła, podobnie jak każdej innej, totalitarnej władzy, nie wynika bynajmniej z umiłowania prawdy i dobra, lecz z pragnienia posiadania absolutnej władzy. I to o władzę, a nie o dobro czy zbawienie duszy toczy się obecna wojna, do której pretekstem stała się sprawa „Agaty” z Lublina.

W całej ten awanturze wcale nie chodzi o życie. Bo jak można przypisać sobie zasługę „uratowania życia”, jeśli jednocześnie zabiło się kogoś innego? Ratując płód i zabijając przy tym matkę niczego nie ratujemy – bo ginie nie tylko płód, ale i matka, a więc bilans jest ujemny. To musi widzieć każdy, kto nie jest zaślepiony przez skrajny fanatyzm. Ale do rozpalonych emocjami fanatyków nie trafiają żadne logiczne argumenty. Dlatego dyskusja z nimi nie ma sensu i do niczego nie prowadzi. Tu zadziałać musi państwo i zdecydowanie przywrócić porządek prawny, jakikolwiek on jest, w przeciwnym bowiem wypadku w kraju zapanuje całkowita anarchia, a do tego dopuścić nie wolno.

Wszystko jest podwójne; wszystko ma swoje bieguny; wszystko tworzy parę ze swoim przeciwieństwem; podobne i niepodobne są tym samym; przeciwieństwa są identyczne w swojej naturze, lecz różne w stopniu; skrajności się spotykają; wszystkie prawdy są jedynie półprawdami; wszystkie paradoksy da się pogodzić – Kybalion.

„Przeciwieństwa są identyczne w swojej naturze, lecz różne w stopniu; skrajności się spotykają”. I to właśnie dlatego „obrońcy życia” sieją śmierć.

Nie będę brać udziału w sporze na temat tego, czym jest życie i kiedy się ono zaczyna. Na ten temat powiedziano już dość ze wszystkich ambon, katedr naukowych i ośrodków etycznych, zarówno kościelnych jak i świeckich, a mimo to każda strona sporu pozostała niewzruszona w swoich przekonaniach.

Ja apeluję tylko o zwrócenie człowiekowi prawa do korzystania z wolnej woli, przyznanej mu z woli Boga. Co Bóg dał, tego człowiek nie ma prawa odbierać, choćby nawet stały za tym najszlachetniejsze intencje. Dlatego domagam się, żeby pozwolono ludziom samodzielnie podejmować decyzje i ponosić za nie odpowiedzialność!

Obserwując to, co dzieje się na świecie nauczyłam się bardziej ufać moralnemu instynktowi niedoskonałego człowieka, niż temu pożałowania godnemu „bogu”, który dał ludzkości Biblię, dekalog i na domiar nieszczęścia powołał do życia Kościół Katolicki.

A co sądzi o aborcji sama Biblia, na którą powołują się fanatycy Pro Life? Zupełnie co innego, niż oni głoszą, o czym pisałam tutaj.