Deszczowe myśli bez ładu i składu, czyli jak nie kijem go, to pałką

Są wakacje i sezon ogórkowy. Trochę szkoda pisać o Bardzo Ważnych i Poważnych Rzeczach, ale z drugiej strony świat nie popuszcza i zmusza do trzymania ręki na jego pulsie.

Po iście piekielnych upałach (mój paranoiczny umysł podpowiada mi, że miały nas one przekonać do idei walki z globalnym ociepleniem) nadeszła wymodlona przez naród mini-epoka lodowcowa i temperatura spadła nagle z 38 do 14 stopni (ale ten fakt, jako niezgodny z dogmatami religii, na pewno nie zostanie odnotowany przez kapłanów Kościoła Globalnego Ocieplenia). Dziś jest nieco cieplej, bo w porywach temperatura dochodzi nawet do 19 stopni, ale jest pochmurno, z chwilowymi oberwaniami chmury. Tak źle i tak niedobrze. Mimo starań klimat (podobnie jak cała ludzkość miotający się ze skrajności w skrajność) jakoś nie może nam dogodzić.

Dziś będzie przegląd różnych bardziej lub mniej znaczących wydarzeń, które być może umknęły uwadze niektórych osób. O niektórych pisałam na Facebooku, o innych w komentarzach któregoś z blogów, a jeszcze inne wypłynęły całkiem niedawno.

Co naprawdę stało się w Zatoce Meksykańskiej

Być może większość z Was to już zna, a kto nie zna, niech to samodzielnie przemyśli. Oto cytat z bloga grypa666:

Film Knowing (Zapowiedź) z Nicolasem Cage z 2009 r., 34 minuta filmu, kiedy Cage ogląda telewizję i dowiaduje się o wybuchu na platformie wiertniczej w Zatoce Meksykańskiej. Film jest dostępny za darmo w necie, możecie sprawdzić. Jeżeli dodać do tego, że Goldman Sachs pozbył się 45% akcji BP na kilka tygodni przed wybuchem, to wygląda to wszystko na celową akcję.

Dobra dusza podrzuciła mi poszukiwany fragment w.w. filmu:

Co jakiś czas wypływa problem z komentowaniem bloga

Więc jeszcze kilka słów wyjaśnienia, bo jak widzę wciąż znajdują się tacy „racjonaliści”, którzy nie potrafią pojąć prostych kwestii i którzy koniecznie chcą potrollować w moim królestwie. Jednemu z nich odpisałam w komentarzach w taki oto sposób:

Nie wpuszczę cię do mojego bloga, ponieważ złożyłam ci wizytę i wiem, z kim trzymasz. Mam taką zasadę, że swój blog traktuję tak samo, jak swój dom, a pogawędkę z komentującymi jak spotkanie z przyjaciółmi przy grillu. Nikt o zdrowych zmysłach na wspólne grillowanie nie wpuści ludzi, których nie lubi, bo wie, że z całą pewnością będą się zachowywać wrogo, niekulturalnie i że zepsują atmosferę. Masz swój blog, twoi kumple też mają, więc siedźcie sobie u siebie i bawcie się dobrze w towarzystwie wzajemnej adoracji. Nikt wam ust nie zamyka, możecie pisać co chcecie. Byle u siebie. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego tak strasznie zależy wam na tym, żeby wedrzeć się do wszystkich moich blogów i na blipa i wciągnąć mnie w dyskusję. Mnie dyskusje z wami wcale nie interesują. Ani wy nie przekonacie mnie, ani ja was, więc szkoda czasu i energii. A co do pytań, które uparcie zadajesz – dlaczego ja mam ci na nie odpowiadać? A co ty własnego rozumu nie masz? Nie umiesz czytać, nie masz dostępu do książek ani internetu, nie znasz języków obcych, czy co z tobą jest nie tak? Sam sobie poszukaj odpowiedzi na swoje pytania. Mnie nie pytaj, przecież z góry wiadomo, że i tak mi nie uwierzysz, więc po co mi zawracasz głowę? Zresztą na większość pytań odpowiedziałam w FAQ i we wpisach w blogu, masz tu ponadto artykuły i filmy, wyjaśniające te problemy. Miłej lektury i oglądania.

Czyżby wszyscy moi idole wpadli mordami w błoto, a raczej się skurwili?

Aż boję się o tym myśleć, ale wygląda na to, że wśród polskiej elity nie ma już nikogo, kogo mogłabym szanować. Nie od dziś wiadomo, że sława ma swoją cenę i że na szczyty nie wpuszcza się ludzi niesprawdzonych (a może raczej nie przekupionych). Czy ktoś może nie wiedzieć o tym, że nielojalnych zawsze można brzydko szantażować, a nawet wręcz zastraszać? A co najmniej obciąć im źródła dochodów, przez co nie będą mogli żyć tak luksusowo, jak do tego przywykli? W Domu Wielkiego Brata, w którym od jakiegoś czasu wszyscy żyjemy jest to szczególnie łatwe, bo potencjalnie każdy z nas może być przestępcą, nic więc dziwnego, że nasze maile są skanowane, rozmowy telefoniczne nagrywane, a sms-y zbierane. Rzecz jasna: dla naszego własnego dobra.

Słucham czasem radia TokFm, z głupiego przyzwyczajenia, ponieważ od dawna nie ma tam już żadnych ciekawych audycji, a co gorsze, mój niegdyś ulubiony redaktor w ciągu jednego dnia całkowicie utracił inteligencję. Ba, wręcz skretyniał chłopina z kretesem! Absolutnie mu się nie dziwię, bo wróble ćwierkały, że po audycji na temat Codex Alimentarius zagrożono mu wywaleniem z dobrze płatnej posady, a on biedaczek ma przecież żonę i dziatki na utrzymaniu.

Medium to już od dawna stopniowo, lecz nieubłaganie staczało się po równi pochyłej, jednak szczyty skretynienia osiągnęło po katastrofie smoleńskiej, kiedy to każdy zaproszony do komentowania bieżących wydarzeń gość miał obowiązek pluć, smarkać i szczać na każdego, kto wierzy w teorie spiskowe, jest moherem, PiSiorem, nie przyjmuje za świętą prawdę oficjalnej wersji wydarzeń oraz nie głosuje na gajowego. Słuchając tego wszystkiego nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że każdy wchodzący do studia gość przechodzi przez jakąś olbrzymią maszynerię do prania mózgów, w której spierają z jego umysłu resztki rozumu i przyzwoitości. Resztki złudzeń co do kondycji moralnej naszych autorytetów utraciłam w momencie, gdy bardzo znany pan psycholog orzekł, że z problemem przeludnienia należy walczyć przy pomocy aborcji i eutanazji.

I tym sposobem przeszliśmy do następnego tematu, czyli straszliwego odkrycia, że:

Na świecie jest za dużo ludzi

Tego zdania są wszystkie ziemskie autorytety (o, przepraszam, BOGOWIE), również te, które kiedyś ceniłam i podziwiałam. I dlatego potrzebujemy depopulacji, czyli masowego (rytualnego?) uboju ludzkiego bydła. Jestem w stanie zrozumieć (a może jednak nie), że rządzącym naszą planetą psychopatom totalnie przewróciło się w głowach, więc poczuli się bogami, będącymi władcami życia i śmierci zwykłych śmiertelników, ale co jakiś czas natykam się na blogi ludzi, nie sprawiających wrażenia, że należą do boskiej elity, lecz mordercze plany tejże elity żarliwie popierających. Nie rozumiem, czym te osoby się kierują, ale widocznie uznały, że są robakami, niegodnymi, żeby chodzić po tej pięknej planecie, więc proszą pokornie, żeby je wykastrować, zagłodzić i na końcu wytruć. Dość osobliwe, ale cóż, każdy ma prawo zrobić ze swoim życiem, co mu się podoba. Ale jeśli taki kamikadze próbuje to samo robić z moim życiem, moja odpowiedź jest bardzo zdecydowana. Taka, jak np. ta, której udzieliłam trollującej pannie w blogu o chemtrails. Napisała ona takie oto słowa:

wydaje mi się że ludzie którzy czują się odpowiedzialni za ochronę naszej planety ustalają nowy porządek na świecie w celu uniknięcia katastrofy ekologicznej.Skoro ilość ludzi przekracza dopuszczalne ,zdrowe normy dla ziemi to trzeba zrobić z tym porządek ,nie dopuścić do wzrostu populacji ,wręcz przeciwnie trzeba ją systematycznie redukować. Gdyby można było szczepionkami wysterylizować wiekszą grupe populacji to byłoby to bardzo proekologiczne ale trudno byłoby ludzi namówić do takich szczepionek więc trzeba szukać różnych sposobów żeby spowodować bezpłodność i większą śmiertelność

W odpowiedzi rozebrałam jej wypowiedź na czynniki pierwsze:

wydaje mi się że ludzie którzy czują się odpowiedzialni za ochronę naszej planety ustalają nowy porządek na świecie w celu uniknięcia katastrofy ekologicznej.

Serio uważasz, że ci ludzie czują się „odpowiedzialni za ochronę naszej planety”? A kto i w jakim demokratycznym głosowaniu obarczył ich tą odpowiedzialnością? Wygląda na to, że oni „powołali się” do tej funkcji samozwańczo, sami zadecydowali o tym, że (rzekomo) ludzi jest za dużo i robią rzeczy, które można nazwać działaniami zbrodniczymi. Nie widzę więc żadnego powodu, żebyśmy jako ludzkość mieli uznać tę „troskę” za szczerą, a ich zbrodnicze działania za legalne. A dalszy ciąg jest jeszcze bardziej przerażający:

Skoro ilość ludzi przekracza dopuszczalne ,zdrowe normy dla ziemi to trzeba zrobić z tym porządek ,nie dopuścić do wzrostu populacji ,wręcz przeciwnie trzeba ją systematycznie redukować. Gdyby można było szczepionkami wysterylizować wiekszą grupe populacji to byłoby to bardzo proekologiczne ale trudno byłoby ludzi namówić do takich szczepionek więc trzeba szukać różnych sposobów żeby spowodować bezpłodność i większą śmiertelność

Jeśli źle cię zrozumiałam, zechciej wyprowadzić mnie z błędu. A zrozumiałam to w taki sposób, że popierasz te działania. Zrozumiałam, że według ciebie

lilość ludzi przekracza dopuszczalne ,zdrowe normy dla ziemi

i ci dobrzy i szlachetni, zatroskani ludzie mają wręcz obowiązek nas wybić niczym karaluchy:

trzeba zrobić z tym porządek ,nie dopuścić do wzrostu populacji ,wręcz przeciwnie trzeba ją systematycznie redukować

Dalej czytam z przerażeniem, co następuje:

Gdyby można było szczepionkami wysterylizować wiekszą grupe populacji to byłoby to bardzo proekologiczne ale trudno byłoby ludzi namówić do takich szczepionek więc trzeba szukać różnych sposobów żeby spowodować bezpłodność i większą śmiertelność.

Kiedy czytam takie rady, zaraz przychodzi mi na myśl inna rada, właściwa dla tych, którzy myślą w sposób, który zaprezentowałaś: zabij swoją całą rodzinę, bliższą i dalszą, użyj szczepionek przeciwko najmłodszym jej członkom, przymusowej sterylizacji wobec krewnych w wieku rozrodczym (nie zapomnij o sobie i swoim mężu), a jeśli nie uda ci się ich przekonać, polej ich skoncentrowaną trucizną z baków samolotów rozpylających chemtrails. Jeśli nie wymrą w męczarniach i od ciężkich chorób (nowotwory, grzybice, alergie i Alzheimer) w przeciągu najbliższego roku, weź karabin maszynowy, ustaw ich pod ścianą i rozwiąż ten problem w sposób ostateczny. Na zakończenie zażyj arszenik i będziesz miała świat czysty i dobry, bo uwolnisz go od bardzo złej osoby: od siebie.

Zalew łgarstw na temat zdrowia i duchowości

przybrał takie rozmiary, że żadną miarą nie da się nie uznać tego za zorganizowaną kampanię przeciwko naszemu gatunkowi.

Obywatelu, przyjmij do wiadomości, że jesteś wyłącznie bezduszną kupą mięsa i kości, która ulega irracjonalnemu złudzeniu odczuwania miłości, szczęścia, lojalności, miłosierdzia, piękna i wzruszenia wyłącznie za sprawą krążących w twoim organizmie związków chemicznych i impulsów elektrycznych, którymi steruje ten ulegający często szaleństwu komputer, umiejscowiony w twojej czaszce. To właśnie on tworzy niesłuszne miraże, którym ulegasz, a prawda jest taka, że nie masz duszy i po śmierci nic po tobie nie zostanie. Jeśli twoja maszyna się zepsuje, należy do niej dolać trochę chemii i odczekać, aż wróci do normy, a nie latać do jakichś niebezpiecznych szarlatanów, których jedynym celem jest otrucie cię za ogromne pieniądze, jakimiś cukrowymi kulkami i potrząsaną wodą. Alopatia jest fundamentalnym założeniem nowoczesnej nauki, a nauka nigdy się nie myli, bo jest jedyną prawdą jaka istnieje na tej planecie. Reszta to jakieś religie, kreacjonizmy, płaska ziemia i latające na miotłach mistycyzmy. Apage satanas, a pfuj!!!

Woda, wielka tajemnica (Alterkino)

Nobel scientist discovers scientific basis of homeopathy

Polityczna poprawność

Pamiętaj obywatelu, jedyną i najwyższą wartością moralną na tym świecie jest TOLERANCJA. Nie jakieś tam religie, tradycje, filozofie czy systemy moralne. NIE!!! One są przeżytkiem i wiara w nie jest tym samym, czym jest wiara w płaską ziemię i astrologię. Zapamiętaj: TOLERANCJA!!! Musisz tolerować każdą odmienność, albowiem tylko ona jest cenna jak sól ziemi. Czy cenimy zwykłe, pospolite kamienie? Albo piasek? Nie! A dlaczego? Bo są tak pospolite, że są wszędzie. Cenimy diamenty, złoto, perły i inne skarby. A dlaczego? A dlatego, że są rzadkie i nie leżą na ulicy. Tak samo nie ma powodu cenić ludzi, którzy niczym się nie wyróżniają. Nie cenimy białej skóry, bo wszyscy ją mamy. Podobnie sprawa ma się z heteroseksualnością, katolicyzmem itp. Tego badziewia jest pełno wszędzie wokół, więc jest bezwartościowe. Musimy cenić i chronić jako najwyższy skarb tylko to, co rzadkie i niezwykłe (a nie ważcie się tego nazywać „nienormalnym”).

Że co mówisz? Że ta tolerancja nas zgubi? Jak śmiesz, ty homofobie, rasisto, antysemito wredny!

Muzułmańscy kierowcy autobusów odmawiają przejazdu niewidomym z psami przewodnikami

Koszmar w niemieckich szkołach

Opozycja sterowana

Na WordPress blogi zajmujące się tematyką starannie pomijaną przez media głównego nurtu osiągają szczyty popularności. Jeśli chcesz, żeby twój blog w krótkim czasie wspiął się na szczyty rankingu pisz o zbrodniach Izraela, o Smoleńsku II, o końcu świata w 2012 roku, o niszczycielskich wybuchach na słońcu, które jak nic unicestwią całe biologiczne życie na ziemi, o planetoidach, które nas zabiją, o nadużyciach władzy przez straż miejską, o przekrętach PO… Recepta na sukces pewna. I korzystają z niej nie tylko ci, którzy rzeczywiście wierzą w to wszystko. Tajne służby nie śpią, one też chcą być wysłuchane i też chcą cieszyć się zaufaniem mas. Więc zakładają blogi, straszą w nich zagładą, biją strażników, okraszają to wszystko jasnowidczymi przepowiedniami, a między wierszami wrzucają mentalne gó….., na które nabiera się gawiedź. O kim piszę? Nie powiem, rusz głową i sam/a to odkryj.

UFO i kosmici

Pamiętaj obywatelu, te rzeczy nie istnieją. To bzdura. Tylko idioci wierzą w UFO i kosmitów, więc nie zasilaj ich szeregów. Chyba nie chcesz, żeby się z ciebie wyśmiewano? Po co ci to? Nie rób sobie takiego obciachu, szanuj siebie.

Wszyscy dziennikarze i prezenterzy radiowi otrzymali prikaz, że mają wyśmiewać wiarę w UFO i kosmitów, a w najlepszym razie wmawiać durnej publice, że to wynalazek III Rzeszy, potajemnie rozwijany po II wojnie w USA. Czasem przybiera to bardzo śmieszną postać, jak np. w Antyradiu, kiedy to prowadzący audycję wspomniał o awarii WC na stacji kosmicznej, a następnie wyjaśnił, że zawartość tego przybytku wystrzeliwana jest w kosmos, gdzie krąży sobie niczym satelita lub planetoida. Potem robił sobie podśmiechujki z możliwości spotkania (zderzenia?) jakiegoś kosmity z tym „ładunkiem”. Ale ledwie to wypowiedział zapaliła mu się czerwona lampka w mózgu – przecież gadanie o kosmitach jest zabronione! Więc natychmiast wykrzyknął: „Przecież kosmici nie istnieją. Tylko my istniejemy. Jesteśmy jedyną inteligentną rasą w kosmosie. To my jesteśmy kosmitami”. Amen!

Trolling polityczny (nie mam złudzeń, że istnieje też „racjonalistyczny”)

Dostałam wiadomość, a w niej czytam, co następuje:

Jeszcze o przyczynach raka

Przy okazji poszukiwania terapii na raka musieliśmy się również zastanowić nad jego przyczynami. Nie można leczyć choroby, jeśli się nie wie, co ją spowodowało. Hipotez było wiele i terapii również niemało. Ale jest jeszcze jeden trop, który uważam za ważny, a został on zupełnie pominięty.

Nie od dziś wiemy, że media mają zły wpływ na swoich widzów i słuchaczy. „Dobra wiadomość to żadna wiadomość”.

Media z lubością informują o strzelaninach, katastrofach, wojnach, zamachach, kryzysie ekonomicznym, wzroście zachorowalności na choroby „nieuleczalne” i wszelkich innych plagach egipskich. Słuchając radia mam wrażenie, że komuś bardzo zależy na tym, żeby ludzie uwierzyli w kryzys i żeby wpadli z tego powodu w depresję lub wręcz manię samobójczą. Każdy serwis informacyjny zaczyna się od powtarzania matry: „kryzys obejmuje cały świat”, „jest to największy kryzys gospodarczy jakiego doświadczyliśmy kiedykolwiek”. I tak w kółko. Dlatego ostatnio w ogóle nie włączam radia (chyba że jest to LastFM).

Telewizja z kolei uwielbia straszyć chorobami. Oczywiście, w trosce o nasze zdrowie. Chodzi tylko o to, żebyśmy się zbadali. Zalecają nam macanie piersi, jako domowy sposób wykrywania zmian. Tomografy, mammografy i inne cuda techniki czekają na nas, dlaczego więc nie przychodzimy i się nie badamy? Panowie, prostata! Macie w sobie taką straszną bombę z opóźnionym zapłonem, jakie to niebezpieczne, trzeba stale sprawdzać, czy nie zaczęła tykać! A choroby serca? Nie znasz dnia ani godziny, gdy dopadnie cię zawał…

Siła wyższa człowieku. Nie masz na nic wpływu. Jaki ten świat jest straszny i niesprawiedliwy, nie dość, że cegła z dachu może ci spaść na głowę lub samochód wjechać ci w zadek, to jeszcze w twoim własnym ciele kryje się mnóstwo zagrożeń, które tylko czekają na to, żeby cię zabić.

Bla bla bla…

A nasza biedna planeta? Jacy my jesteśmy straszni! Trujemy ją, podgrzewamy jej klimat, zatruwamy wody, powietrze i glebę, przez nas giną zwierzątka w lesie i topią się misie polarne! Cóż za grzech śmiertelny! Powinniśmy się sami czym prędzej wyeliminować, żeby dać szansę naturze, tak przez nas udręczonej! Jeśli tego nie zrobimy dobrowolnie, wyręczą nas w tym zatroskani Iluminaci, którzy już zamówili trumny dla każdego.

Był jeden facet, który za dużo czytał o zbrodniach człowieka wobec natury. Nie tylko czytał, ale brał to sobie do serca. Tak się tym przejął, że aż… umarł.

Nie wiedzielibyśmy nic o jego doświadczeniach gdyby pozostał martwy, ale na szczęście wrócił z tamtego świata i osobiście powiedział o tym, co tam odkrył. Lekturę tego tekstu polecam każdemu, kto uważa człowieka za rakową narośl na cierpiącym ciele naszej biednej planety.

W 1982 doświadczyłem śmierci spowodowanej nieuleczalnym nowotworem, którego nie można było zoperować, a z kolei jakakolwiek chemioterapia zrobiłaby jedynie ze mnie warzywo. Lekarze dawali mi sześć do ośmiu miesięcy życia. W latach 70-tych interesowałem się informacją, czytając o kryzysie nuklearnym, ekologicznym i innych, stopniowo traciłem nadzieję i ogarniało mnie zniechęcenie. Ponieważ nie miałem podstaw duchowych, zacząłem wierzyć, że natura pomyliła się i że prawdopodobnie byliśmy rakiem na naszej planecie. Nie widziałem rozwiązania żadnego z problemów, które sami stworzyliśmy sobie i naszej planecie. Uważałem wszystkich ludzi za raka i dostałem raka. Właśnie to mnie zabiło. Uważaj, jaki masz pogląd na życie. Może się on odbić na tobie, zwłaszcza jeśli jest negatywny. Mój był bardzo negatywny. To właśnie doprowadziło do mojej śmierci. Wypróbowałem różne rodzaje alternatywnych metod leczenia, ale nic nie poskutkowało.

A jak mogło poskutkować, skoro w życiu realizuje się tylko to, w co wierzymy? Jeśli pacjent ma niewłaściwe podejście do własnego życia, to żadna terapia mu nie pomoże. Ale sposób myślenia można zmienić nawet będąc już na tamtym świecie i… wrócić dzięki temu do świata żywych. Mellen-Thomas wrócił specjalnie po to, żeby opowiedzieć o swoich doświadczeniach i uświadomić podobnie myślącym ludziom, że robią wielki błąd. Całość możecie przeczytać na Astraldynamics, gorąco zachęcam do lektury!

Kiedy już święty męczennik za ateistyczną wiarę znajdzie się na tamtym świecie…

czekać go może kolejny szok. Zamiast trafić tak po prostu do ziemi, czyli do niebytu może znaleźć się zupełnie gdzie indziej. Oto film, który widziałam na RealityTV i który polecam gorąco każdemu, kto boi się wyprawy do innego wymiaru.

PS. Zamieściłam ten film tutaj nie po to, żeby czytelnicy tego bloga mogli zapoznać się z naukowym (racjonalistycznym) wyjaśnieniem zjawiska doznań z pogranicza śmierci, lecz po to, żeby zapoznali się z relacjami osób, które doświadczyły tych przeżyć osobiście. Dla mnie wyjaśnienia naukowców i księży nie mają żadnego znaczenia i oglądając takie filmy całkowicie je ignoruję. Mam swój własny rozum i nie potrzebuję pomocy „mądrali” w interpretowaniu rzeczywistości.

Tu jest playlista, dla tych, którzy mają problemy z odtworzeniem tych filmów.

Duchowe uzdrawianie metodą Bruno Gröninga

Duchowe uzdrawianie poprzez naukę Bruno Gröninga, zupełnie za darmo i dla każdego, bez względu na wyznawaną religię i światopogląd (również dla ateistów, jeśli potrafią zaufać Sile Wyższej, jakkolwiek ją pojmują), potwierdzone przez Medyczną Grupę NAUKOWĄ MWF (kliknij tutaj)

Oficjalna strona o Bruno Gröningu

Pokazy filmu „Fenomen Bruno Gröninga”, sprawdź terminy w swojej okolicy

O Bruno Gröningu rozpowszechniane są liczne oszczerstwa: że jest guru sekty, która więzi i okrada ludzi, że jego wyznawcy uważają go za boga i każą wielbić jego zdjęcia, że miał raka, więc nie potrafił uzdrowić siebie samego, że chorował na tarczycę, której nie potrafił uzdrowić, że nie umiał uzdrowić własnych dzieci, że był zwyczajnym oszustem itp. Robi się wszystko, byle tylko zniechęcić ludzi do zainteresowania się duchowym uzdrawianiem. Dlaczego?

Gdyby wszyscy ludzie byli zdrowi, bogaci i szczęśliwi terapeuci, lekarze, farmaceuci, bankierzy, prawnicy, ubezpieczyciele i inni spece od (rzekomego) pomagania straciliby pracę i rację bytu. Nie masz prawa być szczęśliwy, bo to psuje interesy zbyt wielu ludziom!

To nie jest strona kultu osoby Bruno Gröninga.

Bruno Gröning nauczył ludzi skutecznej TECHNIKI uzdrawiania Bożym Prądem (Heilstrom). Spróbuj i przekonaj się, że to działa!

Nie bądźcie Państwo łatwowierni, przekonajcie się sami.

Metoda duchowego uzdrawiania „bożym prądem” NIE MA NIC WSPÓLNEGO z magią, duchami, demonami, czarami i zjawiskami parapsychicznymi!

To NIE jest sekta ani nowa religia.

Sekta to grupa wyznawców, w pełni kontrolowana przez toksycznego guru, który posiada nad nimi władzę duchową i przede wszystkim OKRADA ICH Z PIENIĘDZY. W Kołach Przyjaciół nie ma ani guru ani pieniędzy – to wszystko jest ZA DARMO, a każdy pozostaje wolny duchowo (ma prawo wyznawać dowolną religię lub nie wyznawać żadnej).

Bruno Gröning NIE UMARŁ NA RAKA!

Jeżeli zabroni mi się tej działalności, wówczas wypalę się wewnętrznie.

Odszedł w 1959 roku, gdy zabroniono mu uzdrawiania. Niezużyta, potężna energia, którą dysponował i którą powinien przekazywać innym „przepaliła” jego organizm, ale pozostawił ludzkości piękny dar: niezwykłą wiedzę o Bogu i duchowości i co równie ważne – nauczył ludzi, jak uzdrawiać siebie oraz innych bez wysiłku i zupełnie za darmo.

Bruno Gröning nie cierpiał na chorobę tarczycy!

Jak sam wyjaśniał, w szyi miał gruczoł, który był akumulatorem uzdrawiającej energii. Kiedy mógł uzdrawiać tysiące ludzi ten gruczoł nabrzmiewał i Bruno czuł się wtedy bardzo dobrze. Kiedy uzdrawiał mniej, gruczoł stawał się mniejszy, a kiedy uzdrawiać nie mógł gruczoł się zmniejszał, a on sam czuł się wtedy źle.

Dlaczego umarli dwaj synowie Bruno Gröninga?

Jego pierwsza żona nie rozumiała fenomenu Bruno Gröninga, więc kiedy dzieci zachorowały zabroniła mu się do nich zbliżać. Dzieci zmarły w szpitalu, pod opieką lekarzy i pielęgniarek.

Bruno Gröning powiedział:

Twoje myśli kształtują Twoje życie – to, jak je przeżywasz.

Tutaj, na bożej drodze, nie istnieją choroby nieuleczalne, bóle, cierpienia, troski. Tutaj istnieje zdrowie, radość, szczęście i zaufanie.

Nie ma chorób nieuleczalnych ani rzeczy niemożliwych.

Wiara w dobro jest równie ważna jak wola bycia zdrowym.

Człowiek zewsząd otoczony jest uzdrawiającymi falami, które powinien pobierać.

Nie bądźcie Państwo łatwowierni, przekonajcie się sami.

Moje czyny i działania służą wyłącznie temu, aby wszystkich ludzi na tej ziemi sprowadzić znowu na właściwą drogę, na Bożą drogę. To jest wielkie nawrócenie się.

Zdrowia nie można kupić, jest ono prezentem od Boga! Jeżeli ktoś miał to wielkie szczęście odzyskać znowu przeze mnie swoje zdrowie, niech dziękuje Bogu, z głębi serca i o każdej porze, ja jestem tylko Jego narzędziem i sługą.

Bóg stworzył człowieka pięknym, dobrym i zdrowym. Na początku ludzie byli całkowicie związani z Bogiem, panowała wtedy tylko miłość, harmonia i zdrowie, wszystko było jednością. Ale kiedy pierwszy człowiek posłuchał głosu, złego głosu, który przemówił do niego spoza jedności i uczynił to, wówczas zerwało się to połączenie i od tego czasu bóg jest tu, a człowiek tam. Między Bogiem i człowiekiem powstała wielka przepaść. Nie ma żadnego połączenia. Człowiek pozostawiony sam sobie, choćby był nie wiadomo jak wierzący i modlił się, będzie na swojej drodze życiowej atakowany przez zło i zostanie wciągnięty na dno. I właśnie Państwo zeszliście tam na swojej drodze życiowej, tam, na dół. Przeżywacie nieszczęścia, bóle i choroby nieuleczalne. Mówię do Państwa: nie schodźcie jeszcze niżej, tylko wzywam Was do wielkiego nawrócenia się! Idźcie znowu do góry. Nad tą przepaścią buduję dla Was most! Przejdźcie Państwo z drogi cierpienia na Bożą drogę! Na tej drodze nie ma nieszczęścia: na niej jest wszystko dobre. Ta droga prowadzi z powrotem do Boga … Wolno mi pomóc człowiekowi, aby znalazł drogę do dobra, ale nie wolno mi podjąć za niego decyzji, ani go zmuszać. Każdy sam znajdzie swoją drogę … Człowiek postępuje według swojej woli. Jaka wola, takie myśli. Myśl porusza człowieka do czynu.

Nie ma chorób nieuleczalnych. Bóg jest największym lekarzem. Ufaj i wierz, Boża siła pomaga i uzdrawia!

Rozstańcie się myślowo z chorobą, która wdarła się do Waszego organizmu, odsuńcie ją na bok, nie zwracajcie na nią uwagi. Całą swoją uwagę skupcie na uzdrowieniu! Teraz proście o uzdrawiający prąd i obserwujcie wasze ciało! Niektórzy z Państwa poczują gorąco, inni zimno, u niektórych wystąpi drżenie rąk lub stóp, albo pojawią się bóle. Właśnie tego typu reakcje są skutkiem działania uzdrawiającego prądu. To co teraz Państwo odczuwacie nie ma nic wspólnego z chorobą, wszystko, co teraz czujecie należy do procesu zdrowienia. Właśnie tak rozpoczyna się w organizmie regulacja.

Ja nie sprzedaję Bożej siły!

Tylko poprzez dobre czyny człowiek może udowodnić, że żyje z Bogiem!

Zwracam Państwa uwagę na to, że uzdrowienie nastąpi tylko u tych, którzy noszą w sobie wiarę w Boga, albo gotowi są tę wiarę przyjąć.

Uzdrowiony człowiek jest człowiekiem błogosławionym przez Boga.

Kto skupia się na chorobie, trzyma ją mocno i zamyka drogę bożej sile.

Każda choroba pochodzi od zła, jest złem i może zostać pokonana tylko przez dobro.

Zło jest potężne, ale Bóg jest wszechpotężny!

Na wykonanie wszystkiego, co czynimy, zużywamy siłę, energię: na każdą myśl, którą przyjmujemy, na każde słowo, które wypowiadamy i na każdą pracę, którą wykonujemy. Bateria rozładowuje się. Dlatego jest bardzo ważne, aby znowu pobrać w siebie nową siłę. Im większa utrata energii, tym dłużej lub częściej trzeba się ponownie naładować, aż ciało (nasza bateria) będzie posiadać tyle energii, że znowu będzie silne, świeże i zdolne do działania.

Bóg jest elektrownią, ja jestem tylko transformatorem (przekaźnikiem).

Niech Państwo uważają na swoje uczucia! Dobre uczucie to Bóg! Niech Państwo przyjmują tylko dobre myśli!

Można uleczyć każdą chorobę, ale nie każdego człowieka

Ufaj i wierz, Boża siła pomaga i uzdrawia!

Oddajcie Państwo mnie Wasze choroby i Wasze kłopoty! Nie poradzicie sobie z tym sami. Ja będę je niósł za Was. Lecz dajcie mi je dobrowolnie, gdyż ja nie kradnę!

Jeżeli dobrowolnie oddacie Państwo chorobę, żebym mógł ją od Was zabrać, to dobrze. Jeżeli trzymacie ją mocno, to wtedy nie wolno mi nic uczynić. Zabrania tego siódme przykazanie: „Nie kradnij”. Gdybym siłą zabrał człowiekowi chorobę, wtedy zgrzeszyłbym. Nie wolno mi kraść! Kto swoją chorobę kocha, ten trzyma ją mocno, kto może o niej zapomnieć, od tego zabiorę ją, żeby ją dobrowolnie oddał, nie tylko w myślach, również w czynach. Musicie Państwo słuchać mojego słowa! Ja nie chcę na Was wpływać. Jeżeli oddacie chorobę dobrowolnie, wtedy zabiorę od Was wszystkie cierpienia!

Człowiek sam jest za słaby, więc spotykajcie się by wspólnie przyjmować bożą siłę.

Niech Pan porównuje siebie przez całe życie do baterii, żeby Pan zawsze – ale to zawsze – troszczył się o to, aby Pana ciało było zawsze świeżo naładowane, żeby było ono zawsze w stanie wykorzystać tę życiową energię nie tylko dla siebie, by być zdolnym do życia i egzystencji, ale żeby jak bateria mogło dawać energię również innym, to znaczy wszystkim naszym bliźnim, którzy wykazują niedostatek energii.

Kiedy nie będzie mnie już jako człowieka na tej ziemi, tzn. kiedy porzucę moje ciało, wówczas ludzkość będzie na tyle daleko, że każdy poprzez siebie samego będzie mógł doznać pomocy i osiągnąć uzdrowienie.

Wszyscy ludzie muszą umrzeć, ja też. Ciało zostanie złożone w ziemi, ale ja nie przestanę istnieć. Kto mnie zawoła, do tego przybędę i będę pomagał dalej. Kiedy do tego dojdzie, wówczas każdy przez siebie samego osiągnie pomoc i uzdrowienie.

Ja nie mogę i nie chcę zmuszać ludzi. Jeśli ktoś zamknie się w sobie i nie ma w sobie gotowości, żeby rozwinąć siły w celu ustanowienia porządku, wtedy i mnie brak gotowości do działania. Takiego człowieka wzywam do otwarcia rygla zła, który przeszkadza w uzdrowieniu.

Moich przyjaciół bardzo proszę o NIE podawanie linków do tego tekstu na forach dyskusyjnych, Facebooku itp.
JA SAMA NIGDY TEGO NIE ROBIĘ!

Dlaczego? Bo szanuję wolną wolę innych ludzi. Jeżeli ktoś szczerze chce wyzdrowieć, to sam tę stronę znajdzie. A jeśli nie zamierza wyzdrowieć, bo kocha swoją chorobę, to należy uszanować jego wybór. Jeden, jedyny raz w życiu spróbowałam poinformować ludzi na forum dla chorych na depresję, że sama uleczyłam się z poważnej depresji właśnie tą metodą i gorzko tego pożałowałam. Stek pełnych palącej nienawiści obelg i wyzwisk, z których „sekciara” i „satanistka” były najłagodniejsze tak mnie przeraził, że trzęsłam się po tym z nerwów przez tydzień. Zrozumiałam, że chorowanie przynosi tym ludziom konkretne, życiowe korzyści, takie jak renta, zwolnienie z obowiązku pracy zawodowej, współczucie otoczenia, bycie „świętą krową”, od której nikt w rodzinie nie ma prawa ani sumienia niczego wymagać i zapewne wiele innych i że wyzdrowienie pozbawiłoby ich tych przywilejów. Dojrzała i odpowiedzialna konfrontacja z wymagającą i trudną rzeczywistością przeraża ich bardziej, niż cierpienie spowodowane depresją – prawdziwą lub urojoną. To samo dotyczy innych chorób. Można czerpać korzyści z paraliżu, demencji, niegojącej się rany na nodze, schizofrenii, nowotworu, ślepoty… ze wszystkiego, dzięki czemu można wyrzec się odpowiedzialności za swoje życie i uniknąć konfrontacji z życiem.

Podając link na FB (szczególnie na stronach zajmujących się chorobami i rzekomym rozwojem duchowym) przyciągasz do mojego bloga ludzi, którzy kochają swoją chorobę oraz nienawistników i czarnych magów, którzy obrzucają mnie obelgami. To nie jest przyjemne!

W jaki sposób trafiłam do Koła Przyjaciół Bruno Gröninga i zaczęłam praktykować duchowe uzdrawianie opisałam w notce BHP czarnego maga i w Panaceum przeciwko klątwie.

„Skutkiem ubocznym” stosowania tej metody uzdrawiania stała się zupełna odmiana mojego życia i stosunku do świata (jak również stosunku świata do mnie). Z zahukanego, nie wierzącego w siebie, wiecznego pechowca zamieniłam się w osobę pewną siebie i odważnie głoszącą swoją prawdę. Wszyscy straszni ludzie, których dawniej przyciągałam jak magnes poszli gdzie indziej, a ja żyję nie tylko spokojnie, wręcz nudno, ale (mam nadzieję) również pożytecznie dla innych.

Kiedy ta metoda nie działa lub działa z opóźnieniem?
  • Jeśli się boisz uzdrowienia, bo czerpiesz korzyści z choroby (wyjaśniłam to wyżej);
  • Jeśli boisz się sukcesu i zmian;
  • Jeśli stale rozpamiętujesz złe sytuacje i krzywdy, które cię spotkały;
  • Jeśli stale myślisz o chorobie i nie wierzysz w uzdrowienie;
  • Jeśli jesteś ateistą i robisz to tylko po to, żeby udowodnić, że do jest zabobon i że nie działa;
  • Jeśli jesteś katolikiem, któremu księżulo i siostrzyczka nagadali, że to groźna sekta i że cię tam porwą, uwiężą w ciemnej piwnicy, okradną z ostatniego grosza, a co gorsze, że diabeł cię opęta;
  • Jeśli masz poczucie winy i przekonanie, że Bóg cię za coś karze i potępia. BÓG NIKOGO NIE OSĄDZA, NIE POTĘPIA ANI NIE KARZE! Osądza i karze społeczeństwo lub religia, a nie Bóg. Jeśli jesteś np. homoseksualistą to nie Bóg cię potępia, lecz społeczeństwo i ty sam/a, bo wierząc w to, blokujesz proces zdrowienia samooskarżeniami i poczuciem winy. Nie zwalaj winy na Boga, bo to nie Jego wina;
  • Jeśli twoje intencje są nieszlachetne (np. jeśli poszukujesz mocy i władzy nad innymi, jeśli twoim celem jest zdobycie serca konkretnej osoby lub manipulowanie ludźmi itp.);
  • Jeśli nie potrafisz wybaczyć sobie lub innym;
  • Nie, to nie są wszystkie możliwości, na pewno jest ich dużo więcej. W razie wątpliwości pytaj w komentarzach.
Nie ma nieuleczalnych chorób, ale są ludzie, którzy opierają się uzdrawiającej sile.

Każda, nawet najcięższa choroba jest uleczalna, jeśli jednak trwasz w zatwardziałym ateizmie i zupełnej niewierze w istnienie boskiej, uzdrawiającej siły lub jeśli jesteś zniewolony umysłowo i duchowo przez dominikańskie centrum kłamstw na temat rzekomych sekt, nie dziw się, że nie zostaniesz uzdrowiony/a.

Co ryzykujesz będąc ateistą uczęszczającym na spotkania KPBG? Że wyzdrowiejesz i przestaniesz nim być. Jeśli przeraża cię wizja powrotu do katolicyzmu (czyli z deszczu pod rynnę) możesz rozważyć inne opcje, np. agnostycyzm lub własnowierstwo, czyli stworzenie swojego własnego, osobistego systemu duchowego. Na pocieszenie Ci powiem, że Jahwe nie był Bogiem. Jeśli to na niego się obraziłeś, wcale ci się nie dziwię, bo to przerażająca postać. Bóg nie ma nic wspólnego z pełnymi okrucieństwa i bezsensownymi opowieściami Starego Testamentu.

———————————————————–

Nikogo nie namawiam do odstawienia leków!

Bierz leki i stosuj się do zaleceń lekarza, a jednocześnie stosuj duchowe uzdrawianie. Jak mawiał jeden z moich nauczycieli, lekarz: „Jeśli masz wyzdrowieć, to nawet lekarze ci w tym nie przeszkodzą”.

Nie musicie płacić uzdrowicielom za coś, co nie jest ich własnością.

Każdy z nas ma nieograniczony dostęp do boskiej, uzdrawiającej energii i nie potrzebuje do tego żadnych pośredników.
Nie musicie nawet w to wierzyć, wystarczy, że się ufnie otworzycie lub postanowicie „na rozum” wypróbować tę metodę. Rezultaty przekonają was same.

Ja zaczynałam jako sceptyczka, ale w obliczu zagrożenia życia nie miałam wyboru. Wprawdzie nie wierzyłam, ale zaufałam i poddałam się i doświadczyłam cudu.

Bruno nauczał, że każdy z nas jest jak antena radiowa. Człowiek może dostroić się do odbioru audycji z nieba, ale może też odbierać przekaz prosto z piekła.

To, co odbierasz z wszechświata jest wyłącznie skutkiem Twojej własnej, osobistej decyzji. My, ludzie, jesteśmy jak kamertony: jedni wibrują dobrem, inni złem, ale nikt nie jest skazany na wieczne trwanie w ignorancji ani w cierpieniu. Wystarczy tylko chcieć, a wszystko można zmienić.

—————————————————————–

Jak praktykować?

Ponieważ wiele osób mnie pyta, jak praktykować i czy koniecznie trzeba się zgłosić osobiście na kurs, odpowiadam, że NIE jest to metoda, która wymaga magicznej inicjacji przez jakiegoś guru. Szkolenie polega wyłącznie na udzieleniu informacji o życiu i działalności Bruno Gröninga i pokazaniu, w jaki sposób pobierać „uzdrawiający prąd”. Dlatego, jeśli ktoś mieszka daleko od ośrodka w którym działa „Koło Przyjaciół” i ma problem z dojazdem na przeszkolenie, opiszę, jak to należy robić.

Siadamy wygodnie na krześle, plecy wyprostowane, nogi stawiamy na podłodze (nie wolno ich krzyżować – to bardzo ważne!), ręce kładziemy na udach, odwrócone wewnętrzną stroną dłoni do góry, ale tak, żeby było wygodnie i żeby nie napinać żadnej części ciała. Zamykamy oczy i staramy się myśleć o czymś przyjemnym lub marzyć. Można słuchać ulubionej muzyki. Poza tym można siedzieć w pozycji leczniczej w czasie oglądania telewizji, w kinie, podczas rozmowy z innymi osobami i w każdej sytuacji, w której jest to możliwe. Im dłużej, tym lepiej.

Najlepiej nastawiać się na odbiór uzdrawiającego prądu przez 10-20 minut o godz. 9 i 21 (w tym czasie robi to większość Przyjaciół), ale nie jest to absolutny nakaz. Jeśli się nie uda o zalecanej godzinie, można to robić kiedy indziej.

Nie wolno: myśleć o kłopotach i chorobach, nawet jeśli boli. Myślenie o przykrych rzeczach przeszkadza w zdrowieniu.

Niczego nie wizualizujemy ani nie czarujemy! Masz poddać się Bogu, a nie wymuszać to, czego pragniesz. Bóg sam wie, czego ci trzeba, nie musisz go molestować!

Nie trzeba w to wierzyć, wystarczy ZAUFAĆ, że się uda i cierpliwie czekać na efekty.

Kiedy nastąpi poprawa?

To zależy.

Jeśli ktoś jest skrajnym racjonalistą i niedowiarkiem, a jego jedynym celem jest udowodnienie, że „to nie działa”, to na pewno udowodni, że nie działa. Świat jest taki, jaki wierzysz, że jest. Jeśli wierzysz, że to nie działa, to nie zadziała.

Jeśli jednak potrafisz wykrzesać z siebie trochę ufności w uzdrowienie, a przede wszystkim cierpliwości, efekty pojawią się na pewno, chociaż niekoniecznie natychmiast. Owszem, zdarzały się natychmiastowe uzdrowienia, lecz jest to raczej wyjątek. Większość musi uzbroić się w trochę cierpliwości. Nie należy się zniechęcać brakiem szybkiej poprawy!!! Być może (i najprawdopodobniej tak właśnie jest) najpierw musi zostać uzdrowiona psychika i ogólne podejście do życia, a ciało będzie uzdrawiane później.

I jeszcze jedna, ważna uwaga: jednym z objawów następującego zdrowienia są tzw. „bóle regulacyjne”. Pojawienie się bólu w chorym miejscu nie świadczy o pogorszeniu stanu zdrowia, lecz o tym, że dane miejsce jest właśnie uzdrawiane. Innym skutkiem ubocznym mogą być bóle głowy i mdłości. Jest to spowodowane uwalnianiem się i wydalaniem z organizmu starych, zalegających w różnych narządach toksyn. Nie należy wtedy brać leków, lecz spokojnie odczekać – da się wytrzymać, naprawdę!

Oczywiście, w przypadku zagrożenia życia należy pozostawać pod opieką lekarza i stosować się do jego zaleceń, nie rezygnując jednocześnie z uzdrawiania.

UWAGA! BARDZO WAŻNE!

NIE WYZDROWIEJESZ, JEŚLI BĘDZIESZ ZATRUWAĆ ORGANIZM TOKSYCZNYM, MIKROFALOWANYM, WYSOKO PRZETWORZONYM JEDZENIEM TYPU FAST FOOD, ZAWIERAJĄCYM RAFINOWANY CUKIER, BIAŁĄ SÓL, NIEZDROWE PRZEMYSŁOWE TŁUSZCZE, ASPARTAM, GLUTAMINIAN, KONSERWANTY, SZTUCZNE BARWNIKI I GMO!

To są trucizny! Powinieneś je całkowicie wyeliminować z diety, gdyż inaczej nawet cud cię nie uratuje – więcej informacji na końcu tekstu.

Jedz taką żywność, jaką stworzyła Natura, czyli nieprzetworzoną, najlepiej pochodzącą z upraw organicznych i stosuj kosmetyki własnej produkcji, dzięki czemu pomożesz nie tylko swojemu własnemu zdrowiu, ale i całej planecie, która jest już wystarczająco skażona przeróżnymi chemikaliami. Jeśli nie możesz gotować w domu (w co nie wierzę!) to stołuj się w slow food’ach i tam, gdzie stosują żywność organiczną. Zaopatruj się w kooperatywach spożywczych i wyszukuj w nich rolników nie stosujących agrochemii. Odrzuć mięso. Nie tylko dlatego, że jest skażone antybiotykami, hormonami i wszelką inną chemią, ale również dlatego, że zwierzę przed śmiercią jest zestresowane, bo jest w pełni świadome, że zaraz będzie zabite (zwierzęta „stoją w kolejce” w rzeźni i patrzą, jak zabija się ich poprzedników). Tak uzyskane mięso pełne jest wysoce toksycznych hormonów stresu i lęku, a ty potem to jesz i przejmujesz te negatywne emocje. Osoby nieznające duchowego uzdrawiania, które wyzdrowiały z raka, cukrzycy i innych chorób nieuleczalnych w pierwszej kolejności odrzuciły mięso, a następnie oczyściły organizm sokami, surowym jedzeniem i dietą wegetariańską!

Dzięki duchowemu uzdrawianiu pozbędziesz się alergii i nietolerancji pokarmowych, w tym alergii na gluten, która stała się plagą współczesnego świata. Nie będziesz musiał/a stosować żadnych diet ani odrzucać żadnych produktów, które są uważane za alergeny. Dziś lista produktów zakazanych jest długa jak tasiemiec, a dozwolonych niemal nie ma! Zapomnij o tym i ciesz się przyjemnością jedzenia!

Polecam gorąco te filmy wszystkim cierpiącym na wszelkie „nieuleczalne” choroby, w tym na ciężkie depresje, osobom nieszczęśliwym w związkach, bezrobotnym i ofiarom prześladującego je życiowego pecha! To działa, a ja jestem na to najlepszym dowodem.

Bruno Gröning – playlista po polsku

Inne moje i nie moje teksty o Bruno Gröningu:

BHP czarnego maga – ku przestrodze!

Panaceum przeciwko klątwie

Bruno Gröning jeszcze raz

Bruno Gröning – życie i działalność

INFORMACJE DLA OSÓB CHORYCH NA RAKA, CUKRZYCĘ, AIDS, MIAŻDŻYCĘ ITP.

Rak nie jest chorobą, lecz skutkiem wieloletniego złego odżywiania (spożywania żywności wysoko przetworzonej, pełnej dodatków typu „E”) i niewłaściwego stosunku do życia, negatywnych, destrukcyjnych myśli lub szoku psychicznego. Jego wystąpienie bardzo często poprzedzone jest jakimś traumatycznym wydarzeniem, np. zawodem emocjonalnym, okradzeniem, śmiercią lub porzuceniem przez ukochaną osobę, nagłym szokiem itp. Jeśli wierzysz, że ludzkość jest rakiem, który toczy naszą planetę, jeśli nie kochasz ludzkości i siebie samej / samego, a zwłaszcza jeśli płomiennie nienawidzisz kogokolwiek, jesteś w grupie ryzyka. W takim przypadku ani operacje, ani naświetlania, ani chemioterapia, ani nawet zmiana stylu życia nie przywrócą ci zdrowia (ale nie martw się, jeśli będziesz regularnie praktykować duchowe uzdrawianie przebaczenie pojawi się samo, jako skutek uboczny. Podobnie stanie się z wszelkimi innymi emocjonalnymi urazami, a nawet niewłaściwym myśleniem).

Naświetlania i chemioterapia same z siebie są silnie rakotwórcze, jak więc miałyby pomóc osobie cierpiącej na raka? To nie rak zabija! Podobnie jak w przypadku AIDS pacjentów zabija pseudo-leczenie, a nie choroba! Kiedy spytasz lekarza, co będzie bezpośrednią przyczyną śmierci chorego na rzekomego raka, lekarz odpowie, że chemioterapia! Nie rak, lecz kuracja jest przyczyną śmierci – szkoda, że nikt nie zadaje właściwych pytań i nie myśli samodzielnie po otrzymaniu odpowiedzi. Żeby wrócić do zdrowia potrzebujesz przede wszystkim przemiany wewnętrznej (zmiany myślenia, pozytywnego stosunku do życia i przebudzenia duchowego) oraz zdrowej, naturalnej, nieprzetworzonej żywności, z początku surowej, a później zrównoważonej diety wegetariańskiej (najlepiej makrobiotycznej).

Zainteresuj się relacjami ludzi, którzy pozbyli się raka bez pomocy lekarzy i leków. Takich osób są w Polsce setki, jeśli nie tysiące, a w świecie miliony. Ich relacje pomogą ci uwierzyć, że nic ci nie grozi i że raka można się pozbyć bardzo łatwo i na zawsze. Jeśli zastosujesz się do w.w. rad ty również wyzdrowiejesz.

Cukrzyca również jest chorobą złego odżywiania i złego myślenia. Insulina nie leczy. Nikt na świecie nie wyleczył się insuliną, a wielu zmarło od jej skutków ubocznych. Prawdziwe leczenie polega na tym, że podaje się pacjentowi lek, po którym choroba mija szybko i na zawsze. Insulina tak nie działa. Chory musi ją brać do końca życia, a mimo to wciąż jest ciężko (a nawet coraz ciężej) chory, w końcu traci wzrok i kończyny i zostaje inwalidą. Czy można to nazwać leczeniem? To nie jest leczenie, to tylko tłumienie symptomów choroby. Nie wyleczysz się dopóki nie usuniesz przyczyny choroby, w tym przypadku fatalnej diety i bałaganu umysłowego. Zapewniam cię, że w Polsce i na świecie żyją miliony ludzi, którzy na zawsze wyleczyli się z cukrzycy zmieniając jedynie dietę i tryb życia.

AIDS to wymysł przemysłu farmaceutycznego, a nie prawdziwa choroba. AIDS nie istnieje. Nikt nigdy nie udowodnił istnienia wirusa HIV! Cała ta bujda opiera się na… KONSENSUSIE pseudonaukowym, a nie na dowodach! Ludzie ciężko chorują, tracą wzrok i słuch, cierpią na straszne bóle, dostają raka i umierają, ale nie od AIDS! Ci ludzie chorują i umierają od leków, przepisywanych im przez lekarzy. Jest na to mnóstwo dowodów. Nie daj się zabić dla zarobku cynicznych korporacji farmaceutycznych! Wyrzuć leki, odtruj organizm ziołami i zdrową dietą i wróć do świata żywych.

Zbyt wysoki poziom cholesterolu to kolejne oszustwo przemysłu farmaceutycznego, żeby zarobić na handlu statynami. Jest wielu ludzi, którzy mają bardzo wysoki poziom cholesterolu, ale są zdrowi. Cholesterol pojawia się w organizmie cierpiącym z powodu chronicznego braku witaminy C. Dzieje się tak, ponieważ awitaminoza C powoduje kruchość żył, więc organizm w desperacji próbuje je czymś umocnić i uchronić przed pękaniem. Jeśli zamiast podać duże dawki witaminy C (najlepiej dożylnie, ale to jest… nielegalne) podamy takiemu pacjentowi leki obniżające poziom cholesterolu z całą pewnością go zabijemy, ponieważ osoba taka dozna zawału albo wylewu. Jedynym lekiem w tym przypadku jest dieta owocowo-warzywna. Leczenie jest skuteczne, bezpieczne i zdumiewająco szybkie. Obniżanie poziomu cholesterolu lekami prowadzi też do impotencji i demencji, pomyśl więc, zanim zaczniesz je przyjmować.

Wszystkie inne choroby leczy się w taki sam sposób! Nie ma chorób nieuleczalnych, są tylko nieuleczalni w swoim uporze i głupocie ludzie, którzy wolą umrzeć, niż uwierzyć, że medycyna alopatyczna (talmudyczna) jest bezczelnym i cynicznym oszustwem.

Na zdrowiu się nie zarabia. Zarabia się na chorobach i na chorych. Im więcej ludzi potrzebuje insuliny, statyn, chemioterapii, naświetlań, chirurgii, inwazyjnych zabiegów diagnostycznych i (rzekomo) leczniczych, tym lepiej dla służby chorób. Nie, nie pomyliłam się, to jest służba chorób, a nie zdrowia. Gdyby wszyscy ludzie nagle wyzdrowieli lekarze i farmaceuci straciliby pracę i źródło zarobków. Dlatego nigdy ci nie powiedzą, że natura leczy. Dlatego będą nazywali szarlatanem, oszustem i mordercą każdego, kto odbiera im pacjentów i będą go ciągać po sądach, oskarżając go oszczerczo o najgorsze zbrodnie.

Lekarze i kartele farmaceutyczne mordujący na masową skalę pacjentów zawsze pozostają bezkarni, a ci, którzy leczą skutecznie i bezpiecznie wsadzani są do więzień – jeśli tego nie widzisz i nie uciekasz, to znaczy, że złe odżywianie i awitaminoza uszkodziły ci mózg.

Nie daj się na to nabrać, pokaż im Kozakiewicza gest! Bądź mądry i weź sprawy we własne ręce.

Na poniższej liście jest mnóstwo tekstów pochodzących ze strony adwentystów dnia siódmego. Nie znaczy to bynajmniej, że cię nawracam na to wyznanie. Nie jestem adwentystką. Nie jestem nawet chrześcijanką (jestem raczej czymś w rodzaju agnostyczki). Ale fakty są takie, że adwentyści są jedną z najzdrowszych grup religijnych. Zawdzięczają to zdrowemu odżywianiu i stosowaniu ziół. Dlatego biorę z nich przykład i ciebie też do tego zachęcam.

Koniecznie przeczytaj te teksty, odwiedź strony i blogi i uważnie obejrzyj filmy:

Koalicja Dr Ratha w Obronie Zdrowia

Biznes z chorób, czyli pacjent w Matrixie

Ani trochę nie współczuję ofiarom lekarzy

Nieuleczalni – wstęp

Marlene Marcello McKenna i czerniak złośliwy z przerzutami

Rak płuc z przerzutami, czyli historia Janet Sommer

Profesor Oxfordu i terapia dr Gersona

Billy Best i chłoniak Hodgkina

Nie wyleczysz żadnej choroby, jeśli nie usuniesz jej przyczyny

Za młoda, by umierać

Głodny anioł

„Mam wolną wolę, więc wybrałem życie”, książka Stanisława Karolewskiego (nakład wyczerpany, ale jeśli wykażecie się sprytem zdołacie zdobyć swój egzemplarz, bo to lektura, którą bardzo gorąco polecam!)

Cud terapii Gersona

Uzdrowieni dietą

Jak w 90 dni pokonałem raka

Naukowcy odkrywają witaminę B17 (Laetrile)

Walter Last – „Kulisy leczenia nowotworów przez oficjalną medycynę”

Zabijanie pacjentów w imię naukowej medycyny jest sztuką lekarską, a skuteczne przywracanie zdrowia metodami naturalnymi jest przestępstwem

Michael Collins i retinopatia cukrzycowa, z serii „Nieuleczalni”

Blog Rak Jest Uleczalny!

Blog prowadzony przez Grzegorza Pawlaka, który pozbył się wielkiego guza w klatce piersiowej, wielkości 13 x 8 cm (chłoniaka) dzięki metodzie dr Maksa Gersona (w blogu znajdziesz mnóstwo rad, jak żyć zdrowo, jak się odżywiać, jakie stosować suplementy itp., żeby nie dać szansy rakowi. Poza tym przeczytasz tam autentyczne relacje innych cudownie uleczonych przez Matkę Naturę).

Blog Sięgnij po zdrowie

Nowa Germańska Medycyna dr Hamera

Ruszaj się, bo zardzewiejesz

Karma Frankensteina

Dr Aleksandra Niedzwiecki: Czy witaminy są zabójcze i dla kogo?

————————————————–

UWAGA 1: Proszę przeczytać również komentarze, ponieważ padają w nich ważne pytania i odpowiedzi w sprawie indywidualnych przypadków i wątpliwości.
UWAGA 2: Stworzyłam tę stronę po to, żeby każdy zainteresowany odzyskaniem zdrowia i życiowej harmonii mógł poznać metodę, która uratowała mi życie i przywróciła zdrowie. Wszystko opisałam tak jasno, że jaśniej już się nie da. Jeśli czegoś nie rozumiesz przeczytaj jeszcze raz. Jeśli poszukujesz pomocy odrzuć wątpliwości i po prostu zacznij praktykować, tak jak ja to zrobiłam.

————————————————————————–

Jeśli twoim celem jest szkalowanie osoby Bruno Gröninga, tropienie rzekomych przekrętów finansowych i rzekomych zbrodni Koła Przyjaciół Bruno Gröninga (oszczerczy reportaż presstytutki Macieja Orłosia – wstyd i hańba panie dezinformatorze!) lub nazywanie KPBG sektą, to nawet nie próbuj zostawiać tu komentarza, bo z całą bezwzględnością wyślę go do spamu.

Egzorcyzmy

W komentarzach do poprzedniej notki obiecałam napisać kilka słów na temat egzorcyzmów. Nie jestem ekspertem, ale ponieważ lubię wiedzieć wszystko o wszystkim, wtykam swój nos gdzie się tylko da i staram się dowiedzieć, co jest prawdą, co fałszem, a co oficjalne czynniki usiłują przed nami ukryć.

Rzeczy zatajanych jest dużo więcej, niż zwykły obywatel może podejrzewać. A co więcej, jest mnóstwo spraw, które przedstawiane są w sposób kłamliwy, za to zgodny z obowiązującym obecnie światopoglądem naukowo-racjonalistycznym.

Kościelne egzorcyzmy zawsze mnie śmiertelnie przerażały. Odprawiał je ubrany na czarno ksiądz lub zakonnik o płonącym spojrzeniu, a osoba poddawana jego działaniom miotała się w konwulsjach po podłodze, nierzadko tocząc pianę z ust, potwornie przewracając oczami, wydając z siebie straszliwe dźwięki i bluzgając niczym diabeł.

Potworne i przerażające widowisko. Wolałam żyć nic o tym nie wiedząc, więc omijałam ten temat szerokim łukiem. Ale kiedyś ktoś mądry powiedział mi, że egzorcyzmy wcale nie muszą wyglądać w taki sposób i że wcale nie chodzi w nich o wyganianie diabła, lecz o uwalnianie człowieka od obcego ducha. Zaczęłam czytać na ten temat i dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy.

Wyjaśnienia zacznę od tego, że człowiek to nie ciało.

Ciało zbudowane jest z materii, ale gdyby nie przebywała w nim iskierka duchowości, zwana przez religie „duszą” człowiek byłby po prostu martwy. Ciało bez duszy to zwłoki. Inaczej mówiąc: ciało jest tylko materialnym pojazdem (powłoką lub przebraniem) dla niematerialnej duszy.

To właśnie owa dusza stoi na straży homeostazy, panującej w żywym organizmie. Gdy jej zabraknie (czyli gdy opuści ona ciało), natychmiast zaczyna się proces rozkładu. Obecność duszy sprawia, że procesy chemiczne w materialnym ciele pozostają pod kontrolą.

Niemiecki ezoteryk, Thorwald Dethlefsen o duszy pisze tak:

Jeśli przyjrzymy się nieco bliżej temu mikrokosmosowi, jakim jest człowiek, to najpierw dostrzeżemy ciało. Ciało to, w przypadku człowieka żyjącego, nie jest wyłącznie zwykłą sumą konkretnych związków chemicznych, są one bowiem podporządkowane wspólnej idei i pełnią służebną rolę wobec nadrzędnego pojęcia, jakim jest „człowiek”.

Nie jest to tak zupełnie oczywiste. O wiele bardziej zrozumiałe jest zjawisko, które obserwujemy na przykładzie rozkładu zwłok: wszystkie związki chemiczne podporządkowują się własnym prawidłom (własnej woli) i nie podlegają już żadnemu porządkującemu i łączącemu je zamysłowi. Jeśli w przypadku żyjącego człowieka tak się nie dzieje, to znaczy to, że musi w nim istnieć pewna instancja, która posiada zdolność do koordynowania różnych składników materialnych. Instancja ta musi być właściwa wyłącznie człowiekowi żyjącemu, ponieważ jej działania nie obserwujemy u zmarłego.

(…)

Religie, ludzie posiadający status wtajemniczonych czy też okultyści z dawien dawna wiedzieli o istnieniu duszy i jej zdolności do przetrwania śmierci człowieka. Mimo to nasze społeczeństwa i przedstawiciele świata nauki odbierają to jako sensację, gdy uczeni (jak np. Amerykanin dr Moody) publikują relacje osób, które zostały reanimowane i przeżyły śmierć kliniczną. W zwierzeniach tych zawsze jest mowa o tym, jak „opuścili swoje ciało, niewidoczni dla pozostałych przebywali w dalszym ciągu w pomieszczeniu, mogli wszystko widzieć, słyszeć i czuć”.

Nie będę się wdawać w spory z materialistycznymi „racjonalistami”, którzy opisane wyżej zjawisko wyjaśniają procesami chemicznymi, zachodzącymi w niedotlenionym mózgu konającego. Przekonanie to jest wyłącznie kwestią (ateistycznej) wiary, bo przekonujących, a zwłaszcza niezbitych dowodów naukowych na jej potwierdzenie brak.

Ludzie o ateistycznym światopoglądzie są święcie przekonani, że śmierć oznacza koniec ich egzystencji, a więc przede wszystkim zanik świadomości. Dlatego, gdy umrą, a w dalszym ciągu posiadają świadomość, są przekonani, że żyją dalej i że nic się nie zmieniło. Nie przyjmują do wiadomości faktu, że umarli, ale frustruje ich brak reakcji otoczenia na ich słowa i samą ich obecność. W końcu wpadają na pomysł, że można „wypożyczyć” cudze ciało i działać poprzez nie. Niestety, ciało to jest już zajęte przez duszę prawowitego „właściciela”, zaczyna się więc walka o prawo do jego używania.

Zasiedlenie jednego ciała przez dwie (lub więcej) dusze nazywamy opętaniem. Egzorcyzmy powinny więc polegać na przekonaniu duchowego intruza, żeby zechciał odejść w zaświaty, gdzie jest jego miejsce. I tu zaczynają się problemy, ponieważ uparty duch nie chce uwierzyć w swoją śmierć. Próby przekonania go do tego pomysłu mogą sprawić, że wpadnie w furię i zacznie rzucać przedmiotami, demolować pomieszczenie lub bić ludzi.

Jeszcze gorsza jest sytuacja, gdy rodzina wzywa księdza, a ten uznaje, że intruzem jest diabeł i próbuje przepędzić go do piekła. Dusza słysząc o piekle wpada w panikę i staje się nieobliczalna, a wtedy sytuacja łatwo może się wymknąć spod kontroli. Dlatego właśnie w takim przypadku ksiądz może więcej zepsuć niż pomóc.

A oto autentyczny przypadek świeckiego egzorcyzmu, a raczej uwolnienia pacjentki od złośliwego ducha zmarłej ciotki, opowiedziany przez brytyjskiego emerytowanego psychiatrę i konsultanta psychiatrycznego, doktora Alana Sandersona:

Powtarzam jeszcze raz: tę historię opowiedział lekarz psychiatra z tytułami naukowymi, a nie nawiedzony szaman z dżungli.

Ordynator szpitala psychiatrycznego w Krakowie również miał dość odwagi cywilnej, żeby publicznie przyznać, że do niektórych pacjentów wzywani są egzorcyści, a sztuka medyczna polega między innymi na tym, żeby umieć odróżnić przypadki opętania od chorób psychicznych.

Życie po życiu i astrologia

Oglądam na Reality TV programy z udziałem sławnych w świecie mediów: Lisy Williams i Johna Edwarda. Obie te osoby mają swoje programy w telewizji, a od czasu do czasu wyruszają w trasę, by osobiście spotkać się w terenie z osobami potrzebującymi pocieszenia i podbudowania dobrej, nie związanej z żadną religią wiary.

Kontakt z mediami napawa spokojem i daje pewność, że wszystko, co się nam przydarza, ze śmiercią włącznie, ma głęboki, duchowy sens. Jak napisałam kiedyś w swoim „Słowniczku-polemiczku”: śmierć nie istnieje, ponieważ narodziny w naszym świecie oznaczają śmierć w świecie duchowym, a śmierć w naszej rzeczywistości to nic innego, jak narodziny na tamtym świecie.

Media potrafią nawiązać kontakt z osobami zmarłymi i przekazać wiadomości od nich pogrążonym w żałobie i bólu rodzinom. Ich praca nie ma nic wspólnego z wywoływaniem duchów czy seansami spirytystycznymi. Osoby te widzą i słyszą zmarłych niemal tak samo realnie i wyraźnie, jak my widzimy żyjących. A co najważniejsze – rozmowy ze zmarłymi nie są ani poważne, ani tragiczne. Owszem, na seansach leją się łzy, ale są to łzy wzruszenia i radości. Zmarli, którymi najczęściej są młodzi ludzie, mają mnóstwo poczucia humoru i wprost emanują optymizmem oraz potrzebą podzielenia się dobrymi wiadomościami z pozostałymi na ziemi bliskimi, czym nierzadko rozśmieszają ich do łez.

Oba media wsłuchują się w słyszalny tylko dla siebie głos, po czym zadają publiczności naprowadzające pytania, mające ustalić, do kogo kierowana jest nadchodząca z zaświatów wiadomość. Zwykle pytają, komu mówią coś konkretne informacje, na przykład, że ktoś stracił kogoś o podanym imieniu lub inicjałach, że było to w określonym dniu lub miesiącu, że ta osoba zmarła na raka, zginęła w wypadku lub została zamordowana itp. Publiczność proszona jest o nie podawanie żadnych konkretnych danych, lecz tylko o potwierdzanie lub zaprzeczanie, czy to, co mówi medium zgadza się z prawdą. Jeśli się zgadza, to znaczy, że wiadomość jest właśnie dla tej rodziny. Czasem dzieją się rzeczy zdumiewające, kiedy okazuje się, że rodziny nie ma wśród publiczności, ale zmarły jest tak bardzo zdesperowany, żeby się z nią skontaktować, że wybiera do tego celu osobę zaledwie znającą kogoś z jego krewnych. Na jednym z seansów zgłosiła się kobieta, która powiedziała, że podawane przez Johna Edwarda dane pasują do sytuacji jej sublokatorki, której jednak nie ma wśród publiczności, ponieważ mieszka w innym stanie. Po krótkim namyśle John poprosił, aby kobieta zadzwoniła do swojej znajomej i spytała o bliższe szczegóły. Ku zdumieniu wszystkich okazało się, że przekaz rzeczywiście przeznaczony jest dla tej osoby i dalsza część sesji odbyła się przez telefon.

Następnego dnia po seansie John odwiedza w domach osoby, dla których miał przekaz i rozmawia z nimi o ich sytuacji. Do rozmowy włączają się wtedy sceptyczni członkowie rodziny, którzy nie wierzą w życie po śmierci, a samą śmierć, szczególnie jeśli dotyka ona osoby młodej, uważają za bezsensowną i niesprawiedliwą. Jednak dzięki informacjom, których medium nie mogło uzyskać w żaden inny sposób niż od zmarłych, zwykle dają się przekonać do tej idei, co zbawiennie wpływa na ich życiową filozofię i optymizm.

W tym miejscu muszę rozczarować wszystkich, którzy są przekonani, że po śmierci fizycznego ciała dusza automatycznie doznaje rozszerzenia stanu świadomości lub oświecenia. Niestety, rozwój rządzi się swoimi prawami i nie da się go przyspieszyć. Bardzo pouczające było spotkanie z dwoma żołnierzami, którzy zginęli nad Zatoką Perską i pozostawili po sobie młode wdowy z dziećmi. Szczególnie jeden z nich wykazał się niezłomną wiarą w wartość patriotyzmu i przekonaniem, że walczył i zginął w słusznej sprawie, niosąc pokój i demokrację zniewolonemu narodowi irackiemu. Wielokrotnie wyrażał swoją dezaprobatę sposobem, w jaki media relacjonują tę wojnę, nie szanując bohaterstwa ludzi i piękna idei, która za nią stoi. Żołnierz ten poszedł na front pozostawiając w domu troje małych dzieci, w tym jedno niemowlę oraz czwarte w drodze i, jak już wiemy, zginął w czasie akcji. Uczynienia młodej kobiety wdową i osierocenia czwórki maleńkich dzieci bynajmniej nie uznał za głupotę i nawet nie wpadł mu do głowy cień podejrzenia, że został przez swojego prezydenta oszukany i wykorzystany. Pozytywną lekcją płynącą z tej sesji był przekaz bardzo silnie podkreślający wartość przyjaźni: obie wdowy bardzo się zaprzyjaźniły i wzajemnie wspierały, podobnie zresztą jak ich mężowie w zaświatach, gdzie pełnią podobną misję, jak ta, którą sprawowali na ziemi. Widocznie dusze w zaświatach również wymagają opieki żandarmerii wojskowej.

John Edward często odwołuje się do astrologii, pytając o osoby spod konkretnego znaku zodiaku lub mówiąc, że coś wydarzyło się pod jakimś znakiem. We wczorajszym odcinku powiedział, że znajomość znaku zodiaku pod jakim odeszła dusza pozwala odczytać duchowe wskazówki dla jej zadań po śmierci. Odwiedzając jedną z rodzin, która straciła dorastającego syna zabrał ze sobą kobietę-astrologa, która wykreśliła horoskop daty śmierci i porównała go z horoskopami rodziców, wyjaśniając jak należy je interpretować.

Horoskop śmierci można traktować jak horoskop narodzin do życia pośmiertnego i podobnie interpretować. Można też potraktować go jako horoskop tranzytowy, nałożyć na horoskopy rodziców, rodzeństwa, przyjaciół i innych bliskich osób, a następnie odczytać z niego lekcje karmiczne, jakie dana osoba ma do przerobienia i zrozumienia w związku z tą śmiercią. Rozmowa na ten temat tak poruszyła matkę chłopca, że w pewnym momencie musiała wyjść z pokoju, w którym odbywała się sesja. Jedną z lekcji było zrozumienie, że nie należy umierającego siłą utrzymywać przy życiu, lecz że należy mu pozwolić spokojnie odejść, co zresztą zrobiła matka, podejmując decyzję o zaprzestaniu dalszej, nie dającej nadziei reanimacji. Miała później w związku z tym wątpliwości, a nawet wyrzuty sumienia, których pozbyła się dzięki rozmowie z medium i synem.

Wszystkie sesje podkreślają wielką wartość miłości, która sięga poza grób i łączy ludzi na wieki. Zmarli dziękują za to, że byli kochani i że są wspominani, słyszą również, gdy ktoś z żyjących krewnych do nich przemawia. Jednak nie chcą, żeby po nich rozpaczać. Dlatego właśnie kontaktują się z żywymi, przekazując im dobrą wiadomość, że śmierć nie istnieje, że czują się dobrze, że są szczęśliwi i że w przyszłości spotkamy się wszyscy na tamtym świecie.

Opętanie

Opętanie to nie przesąd, jak sądzą sceptycy-racjonaliści, ani sprawka szatana, jak wierzą parafianie.

Sceptycy odrzucają wiarę w Boga, w życie po śmierci i wszelkie formy duchowości, a więc zaprzeczają również istnieniu nieśmiertelnego pierwiastka, jakim jest ludzka dusza. Wydaje im się, że człowiek jest niczym więcej niż stworzonym z białka i kości ciałem, które porusza się, myśli, czuje i działa racjonalnie bez żadnej przyczyny, a gdy białko ulegnie rozkładowi po śmierci ciała, nic po człowieku nie zostaje.

Większość katolików wierzy w szatana bardziej niż w Boga. Ludzie ci są przekonani, że Szatan ma moc większą niż Bóg, który jest wobec sił zła bezsilny. To właśnie ta ich wiara tworzy zło, które materializuje się i szkodzi ludziom. Na szczęście szkodzi ono głównie tym, którzy w nie wierzą i je kreują. Pozostali mogą być spokojni – skoro w szatana nie wierzą, nic im z jego strony nie grozi.

Co więc opętuje ludzi?

Za prawie wszystkie formy opętania odpowiedzialne są duchy. Czasem, chociaż rzadko, opętują demony.

Opętujący duch jest duszą zmarłego, który nie wierzył w Boga i nieśmiertelność duszy (a więc był ateistą) lub wierzył w boga okrutnego, karzącego i mściwego oraz w surowość sądu ostatecznego, który może człowieka skazać na wieczne potępienie (w to właśnie wierzą chrześcijanie). Ktoś, kto wierzy w takie szkodliwe przesądy za żadne skarby nie przyjmie do wiadomości faktu własnej śmierci i nie wyruszy na spotkanie z nią, ponieważ panicznie się jej boi. Woli więc pozostać wśród żywych i udawać, że nic się nie zmieniło.

Większość duchów opętujących to dusze ludzi, którzy nie wierzyli w „życie po śmierci”, a więc materialiści, ateiści i sceptycy lub którym za życia wiele brakowało do ideału „cnoty”, a więc pijacy, rozpustnicy, złośliwcy, przestępcy, mordercy i wszelkiej maści wredne typy. Nic więc dziwnego, że nie spieszą się na spotkanie z Bogiem. Zamiast tego wolą podczepić się pod jakąś słabą osobę i namawiać ją do tego, co tak lubili za życia, a więc do picia, rozwiązłości seksualnej, złośliwości, okrucieństwa, a nawet morderstwa.