Przekręt wszechczasów część XI

Kontrakty, część 2

Jak się ma nasze życie do tego, czego chcą od nas „rządzący”? Dlaczego roszczą sobie prawa nie tylko do naszych pieniędzy, w postaci nie kończących się podatków (to będzie temat na szokujący artykuł), ale również do naszego czasu, pracy, a nierzadko nawet życia?

Będę się powtarzał jak zdarta płyta, ale to musi zapaść w naszą świadomość: rząd RP to zarejestrowana korporacja (nawet urząd królowej angielskiej to korporacja – mam gdzieś jej numer, podeślę zainteresowanym).

My od wczesnego wieku zostaliśmy skazani wręcz na robienie interesów z tą korporacją. Właściwie to nie interes, tylko wyzysk, bo my nie mamy zupełnie nic w zamian – w tym równaniu tzw. Equal consideration nie istnieje. Ktoś odpowie – dostajemy służbę zdrowia, drogi, szkoły itd. – ale nie jest możliwe, żeby rząd na cokolwiek mógł dać – dlaczego? Bo rząd nie ma nic swojego, wszystko co posiada albo dostał od ludzi albo zabrał siłą. Rząd nie może nam dać czegoś, co już mamy albo co mieliśmy zanim nam to nie odebrał – i tyle.

Rząd RP ma za zadanie tylko jedno, to, co każda firma: przynosić zyski i rosnąć w siłę. Patrząc na to, co się dzieje na polskiej scenie politycznej i światowej nikt nie powinien mieć żadnych złudzeń: ci ludzie nas doją jak starą krowę, póki padnie.

Jak to możliwe, biorąc pod uwagę to, co napisałem wcześniej o warunkach kontraktu? Nasza nieświadomość i całkiem sprawny system ogłupiania, jaki uprawiany jest od wielu lat, jest powodem tego wszystkiego.

A teraz do rzeczy:

  1. Czy kontrakt pod groźbą kary/grzywny jest ważny w świetle prawa (akt urodzenia)? Odpowiedź brzmi: NIE. Nikt nie może być zmuszony do zaakceptowania oferty pod groźbą kary. Gdy ludzie dostają mandat na drodze, pod podpisem dodają „under stress and duress”, co znaczy „pod przymusem”. Pała zazwyczaj jest niedouczona, więc zabiera ów dokument, a „oskarżony o wykroczenie” stawiając się w sądzie kwestionuje ową umowę – to tak w wielkim skrócie.
  2. Dowiadujemy się, że „potrzebujemy” prawa jazdy, bądź dowodu osobistego – ale czy ktoś nam kiedyś wyjaśnił, co się z tym wiąże? NIE, nikt nigdy nam nie powiedział, że to zobowiązuje nas do przestrzegania wielu zasad korporacyjnej RP! Więc ten kontrakt jest nieważny – NO FULL DISCLOSURE, żadne warunki nie były mi objaśnione.
  3. I to, co najważniejsze – EQUAL CONSIDERATION, czyli co takiego ten skorumpowany do szpiku kości twór, jakim jest korporacyjna RP, może mi dać, czego sam już nie miałem? NIC, zupełnie NIC!

Ja mam przez 45 lat płacić grube tysiące na ZUS, żeby na koniec życia, ok. 70-ki, dostać jakieś głodowe ochłapy? Rząd robi drogi? Gówno prawda, 3/4 ceny benzyny to podatek i podatek drogowy, który ma być przeznaczony na budowę i naprawy dróg. Ja płacę za drogi każdym litrem benzyny kupionej na stacji! A może służba zdrowia – dzisiejszy obraz nędzy i rozpaczy, gdzie ludzie płacący krocie całe życie czekają rok na badania i zdychają jak muchy po muchozolu zanim ich przebadają?

Gdzie są dochody z zasobów polskiej ziemi? Gdzie są dochody z majątków rdzennych ludzi? Gdzie są biliony, jakie zarabiają z kabałą bankową, żerując na niewiedzy i głupocie ludzkiej? Nie będę się zapędzał, bo mi żyłka pęknie, więc trzymajmy się tematu.

Otóż żaden z tych pseudo-kontraktów z rządem nie jest prawomocny! Żaden! Tylko pytanie, jak im to udowodnić. Niestety, znajomość prawa, nawet na wysokich stołkach, jest znikoma, wierzcie mi, można takiej pale na ulicy cytować prawo, a on w swojej pustej mózgownicy nie zrozumie. Zostaje nam na pierwszy ogień logika, i dopiero jak ściana z cegieł ignorancji padnie, można posiłkować się prawem.

Jak to robić? Zadawać pytania, tak, dobrze czytacie – nie stawiając tezy, tylko zadając pytania. Język angielski jest trochę magiczny, i tu się zwracam do wszystkich rodaków, których bardzo bodzie, że trochę mieszam języki – język polski ma mnóstwo słów zaczerpniętych z angielskiego, czy chcemy czy nie.

ASKING QUESTIONS… zadawać pytania,

AS KING… jako król – zabawne prawda? Ten, który zadaje pytania kontroluje konwersację. Nie ten który odpowiada! Król pyta, podwładny odpowiada…

Więc zadając sługusom systemu logiczne pytania, w kilka minut objawimy im, jak bardzo to, co robią nie ma sensu i jest po prostu czystym wyzyskiem.

„Jechał pan 10 km na godzinę za szybko”.

„Tak? A komu zrobiłem krzywdę tym, że jechałem w taki sposób?”

„Nikomu, ale mógłby pan, bo jechał pan za szybko, poza tym znak drogowy mówi jasno i ustawa o ruchu drogowym”.

„Po pierwsze, znak nie mówi, bo to kawałek metalu, po drugie, nie stawia się zarzutów za przestępstwo jeszcze nie popełnione, to nie Minority Report („Raport mniejszości”) ani sci-fi, po trzecie, jaki ma pan dowód na to, że owa ustawa mnie obowiązuje?”

Mogę zagwarantować jedno – pała będzie co najmniej zirytowana taką wymianą zdań. Na pewno będzie upierał się przy swoim, pamiętajmy – on tu nie jest od myślenia, tylko od zarabiania pieniędzy dla korporacji RP, jak grzeczny piesek.

Nie twierdzę, że przeprosi i puści wolno, to jest tylko wprowadzenie do sposobu myślenia, jaki dla cyborgów systemu jest bardzo niewygodny.

Pytając o prawo jazdy ludzie często robią taki manewr:

Pała: „Prawo jazdy proszę”

„Proszę bardzo, proszę zanotować, że ten dokument nie należy do mnie, ja jestem tylko jego użytkownikiem. Należy on do rządu, nie do mnie. Ponadto w czasie prowadzenia pojazdu nie wykonywałem tej czynności jako pracownik RP”.

Wiem, że w Polsce na razie jest to niemożliwe, ale wszystko zaczyna się kiedyś. Za jakiś czas, to nie będzie brzmiało jak halucynacje, na zachodzie ludzie robią to od lat.

Żaden z tych oszukańczych kontraktów nie jest ważny, żaden! Zostaliśmy oszukani i perfidnie wkręceni w owe umowy, podatki wszelakiej maści – to dobry szwindel, ale o tym w następnym artykule.

Na zakończenie, proszę pomyśleć tylko przez chwilę, te wszystkie „dokumenty”, jakimi posługujemy się na co dzień – kto nam kiedykolwiek cokolwiek wytłumaczył na ich temat? NIKT I NIC. Powiedziano nam – „musisz mieć dowód”, bo tak mówi prawo, a my jak stado baranów grzecznie robimy, co nam każą.

Pora trochę pomyśleć, nie twierdzę, że mamy wszyscy latać jak wariaci bez identyfikacji, jeździć samochodami bez blach i przekraczać granice kiedy tylko nam się zachce. Nie w tym rzecz! Problem polega na tym, że korporacje pozorują prawa naturalne, logikę i zwykły zdrowy rozsadek, żeby nas zniewolić.

Nie ma nic złego w posiadaniu ID czy jakiejś formy dowodu na to, kim jesteśmy, nie ma nic złego w rejestracji auta, żebyśmy wiedzieli, kto jest właścicielem czego i kogo szukać jak ucieknie z miejsca wypadku i tak dalej. Problem pojawia się w tym, że razem z tymi niezłymi pomysłami na ułatwienie życia, nienasycony kleszcz w postaci rządu RP idzie na całość. Co mam na myśli?

  1. Prawo jazdy zobowiązuje do przestrzegania ustaw o ruchu drogowym i milionów mandatów dla tych, którzy są oporni (siano dla RP);
  2. Dowód osobisty łączy się z nieokreśloną czasowo (z założenia – dożywotnio, 24/h) przynależnością do korporacji RP i zmusza do przestrzegania milionów bzdurnych ustaw i podatków (siano dla RP);
  3. Rejestracja samochodu w urzędzie, przy udziale prawa jazdy i dowodu osobistego to dobrowolne przeniesienie własności (auta) do jurysdykcji korporacji RP, a co za tym idzie obowiązek posiadania OC i płacenia podatków od własnego samochodu (siano dla RP);
  4. Podejmowanie pracy przy udziale dowodu osobistego powoduje obowiązek płacenia podatków (siano dla RP);
  5. Lokowanie zarobków na koncie pracownika RP, założonego przy pomocy dowodu osobistego, oznacza zgodę na dowolne zajmowanie kont każdego, kto wg rządu ma długi (siano dla RP).

To jest długa lista, mam nadzieję, że trochę naświetliłem ten temat.

Wszystko, co się dzieje w świecie biznesu, czyli od rana do nocy, to kwestia kontraktu, praw których nie znamy. Dzieje się to dzięki publicznej edukacji, która produkuje ludzi-papugi, ludzi bez zdolności logicznego myślenia. Dlatego coraz wcześniej posyłamy dzieci do szkół (dziś: pięciolatki), żeby szybciej zdurniały i dały się doić korporacjom.

Nawet po śmierci robią na nas biznes: osoba prawna jest uśmiercana, a obligacje, dywidendy wypłacane inwestorom i majątek zasobów ziemi przepada, przechodząc w ręce korporacji RP, a rodzina musi bulić kupę siana, żeby pochować milionera, który nawet nie wiedział, że coś ma…

Przezabawna historia, jak popatrzeć z boku. A my się zastanawiamy, czemu (jeżeli istnieją) obce cywilizacje po prostu nie wylądują na ziemi i nie powiedzą „witamy” 🙂 🙂

Piotras

Przekręt wszechczasów część IV

Wracając do aktu urodzenia, postaram się trzymać tematu. Przykłady jakie podaję są po części zaczerpnięte z mojego życia za granicą, kilku krajach, jednak wszystkich należących do bloku IMF, więc wszędzie system jest niemal identyczny.

Na podstawie aktu urodzenia są stwarzane inne dokumenty dla naszego Jasia. Jaś dostanie dowód osobisty, paszport, może kiedyś prawko, kartę ubezpieczeniową itd. Zabawny jest fakt, przykład z USA, że na akcie urodzenia jest napisane jak byk – DO NOT USE IT AS IDENTIFICATION, czyli nie używać jako dowód identyfikacji, a jednak w urzędzie proszą o ten papier – to też nie przypadek.

Jaś otwiera konto w banku, gdzie podaje swój Pesel, proszę pamiętać, że ten numer jest nadany przez korporację RP, więc nie należy wyłącznie do Jasia, Jaś jest tylko jego użytkownikiem, nie właścicielem. Konto bankowe, założone przy udziale numeru pesel, nie jest wyłącznie własnością Jasia. Jak myślicie, dlaczego komornik z urzędu może sobie tak po prostu zająć wasze pieniądze? Pieniądze zdeponowane są w prywatnej instytucji (tego nie muszę tłumaczyć?) Jeżeli Jaś jest pracownikiem RP, a jego konto NIE JEST prywatne, to RP ma prawo nie tylko tam zaglądać, ale i zabrać co jej się podoba. Pomijam fakt, że przy zakładaniu konta dajecie tzw. power of attorney instytucji bankowej do robienia z waszą kasą co im się tylko podoba – jak myślicie, jakim cudem oskubali ludzi na Cyprze z depozytów, tzw. HAIR CUT, czyli zwędzili ileś procent z prywatnych kont – i NIKT nie poszedł siedzieć – zabawne prawda?

Jest sposób, żeby założyć konto w banku bez udziału numeru pesel (bądź innego korporacyjnego numeru). Nazywa się to NON INTEREST BEARING ACCOUNT, ale jest to bardzo trudne. Sam jeszcze tego nie zrobiłem, więc złożę raport jak mi poszło w przyszłym czasie.

Nasz Jaś idzie do pracy. W momencie podpisania umowy o pracę pokazuje swój dowód, dowód na to, że pracę podejmie za pośrednictwem JASIA, czyli swojego korporacyjnego bytu, a co za tym idzie, ma obowiązek dostosować się do zasad korporacji RP i grzecznie robić co mu się nakazuje. Jaś będzie zarabiać kasę, część tych pieniędzy zostanie mu odebrana w postaci podatków (sam dobrowolnie się na to zgodził), reszta zostanie wpłacona na konto bankowe, gdzie widnieje JAŚ (proszę wyjąć swoją kartę bankomatową i zobaczyć, co jest na niej napisane dużymi literami: JAŚ KOWALSKI, i nie dlatego że ludzie mają wadę wzroku – zapewniam was).

Tu muszę powiedzieć, że system powoli robi się zupełnie zuchwały, wiedzą że pospólstwo jest kompletnie ogłupione, więc coraz częściej pisanie dużymi literami jest zastępowane bądź kombinacją dużych i małych, a czasami – zupełnie na barana, małymi. Wiedzą, że my nic nie kumamy, więc się nawet nie przejmują. Ale zasady się nie zmieniają, nigdy, więc jak się nauczymy o co chodzi, to czy duża, czy mała litera, nie zrobi żadnej różnicy.

Mijają lata, Jaś zakłada rodzinę, chciałby kupić dom, więc idzie do swojego banku i postanawia wziąć kredyt na ten dom. Ten proces dostępu do prywatnego kredytu opisałem już wcześniej. Jest zupełnie podobnie jak w przypadku „pożyczki” gotówkowej, na samochód itp., jednak z małą różnicą.

Otóż tzw. MORTGAGE czyli, „pożyczki” na nieruchomości to największy rynek i chleb powszedni lichwy, więc jest kilka małych różnic.

Podaję na przykładzie USA i UK, bo w RP nie mam doświadczenia, ale jestem przekonany, że proces jest niemal identyczny, bo zasada działania jest ta sama.

Jaś podpisuje umowę o kredyt (za pomocą JASIA oczywiście), na sumę wcześniej ustaloną, bankier zwija umowę i całą masę innych papierów, Jaś idzie do domu i czeka na sfinalizowanie umowy, ale będzie musiał pojawić się JESZCZE RAZ i podpisać resztę dokumentów – proszę zapamiętać ten moment, bardzo ważne.

Bankier robi swoje, sprawdza, pręży się tu i tam i woła Jasia, żeby zakończyć proces „kredytu”, żeby Jaś mógł w końcu zamieszkać w swoim M. I co dalej, a właściwie, co się stało, jak wyglądał ten proces i jaką rolę w nim pełnił Jaś i jego osoba prawna JAŚ?

Jaś na pierwszym spotkaniu pojawił się w roli, jaka ma ogromną władzę, władzę stwarzania pieniędzy. Pamiętajmy, że CAŁE FUNDUSZE na ten pseudo-kredyt powstały przy pomocy kawałka papieru (umowa), kilku podpisów po obu stronach i obietnicy spłacenia należności. Te wszystkie elementy to składniowe tzw. PROMISSORY NOTE, czyli pieniędzy (poza datą, bo to jest następny szwindel).

Pamiętamy, że owa umowa zostaje zamieniona w czek i zdeponowana na nowiutkim koncie pod imieniem JAŚ KOWALSKI, czego właścicielem jest kto? No właśnie, nikt inny jak Jaś Kowalski! To są jego fundusze, wiem że ciężko to ogarnąć, to brzmi jak stek bzdur, ale zapewniam was, że tak jest.

Jaś pojawiając się na drugim spotkaniu, żeby sfinalizować „kredyt”, nakłada już inną czapkę, dalej posługuje się swoim korporacyjnym bytem JAŚ KOWALSKI, jednak tym razem podpisuje resztę dokumentów w roli – KREDYTOBIORCY, to jest zupełnie nowy kontrakt, który zobowiązuje Jasia do spłacania owego, wyimaginowanego kredytu.

Żeby pokazać to na przykładzie łatwiejszym do zrozumienia. Bywa nie raz, że człowiek pełni różne funkcje, ktoś kto jest ministrem transportu, ma swoją prywatną firmę naprawiającą drogi. Bywa, że przetarg na prace nad publicznymi drogami „wygrywa” firma owego ministra, bądź pod innym szyldem, ale wciąż jego. Czy to jest konflikt interesów? Czy ten minister dał sam sobie tę pracę po znajomości? Na pierwszy rzut oka oczywiście, w świecie biznesu niestety nie. Jak robił przetarg na pracę miał na głowie czapkę ministra, przyznając pracę swojej firmie, odbierając, podpisując umowę na tę pracę zrobił to nosząc inną czapkę – prezesa firmy budowlanej, naprawiającej drogi. To jest nie w porządku, ale tak niestety działa commerce, biznes. Równie ważne co się mówi jest to, KTO to mówi. W świecie biznesu ten epizod to nie konflikt interesów.

Dlaczego podaję taki przykład – my również nosimy czapki, wcielamy się na co dzień w inne role, piastujemy stanowiska, które niosą ze sobą przywileje, ale również masę zobowiązań.

Nasza rola jako pracownika RP jest z góry założona: 24 na dobę, a my, grzecznie jak stado baranków udowadniamy to na każdym kroku. Ile razy legitymujemy się rządowym/korporacyjnym ID zwanym dowodem osobistym? Ile razy dziennie używamy karty płatniczej JAŚ KOWALSKI i pobieramy kasę z konta owego pracownika? Robimy te wszystkie rzeczy wiele razy dziennie nie mając zielonego pojęcia co się z tym wiąże.

Wracamy do aktu urodzenia i pieniędzy. Ludzie (i ja sam do niedawna) miałem mocne przekonanie, że to banki nas wszystkich wykańczają i nie ma na to rady. Otóż nie tak do końca. Pamiętajmy, że my jako żywe istoty mamy mnóstwo ról jakie gramy. Jedną z nich jest nasza suwerenna rola, kogoś kto się urodził na polskiej ziemi i ma prawo do jej zasobów i bogactwa, pamiętacie? Tylko jest mały problem – ten człowiek, a właściwie jego rodzice, po podpisaniu aktu urodzenia zabrali się w siną dal i nigdy się nie pojawili. W zamian nadali swojemu Jasiowi rolę pracownika/własności korporacji RP i ten biedny Jasio do końca swoich dni będzie piastował tę posadę, zredukowany do numeru pesel, jako nic nie znaczący śmieć i chyba co do tego nikt nie ma żadnych złudzeń.

Co się stało z majątkiem Jasia? Jaś nigdy się nie pojawił, żeby z niego skorzystać. Proszę pamiętać, że to nie są tak do końca pieniądze, które możemy po prostu wyjąć z systemu. Niektórzy to zrobili, ale dostali tę opcję, żeby zamknęli japę i nie budzili reszty lemingów. Te fundusze są do użycia „wewnątrz” systemu, na potrzeby niezbędne do utrzymania Jasia przy życiu, dobrym i zdrowym życiu, na rachunki leczenia, na rachunki za wodę i prąd, pamiętajmy, że te dobra są w większości generowane z naszych zasobów ziemi, więc należą się WSZYSTKIM, za darmo, jedyną opłatą jaką może pobierać administrator są fundusze potrzebne na budowę i naprawy systemu dostawy, nic więcej.

Te fundusze mają na celu udostępnić ziemię pod budowę domu dla Jasia (jak myślicie, skąd Kadafi brał tyle siana, żeby ludziom dać bezzwrotne dofinansowanie na mieszkanie, samochód, służbę zdrowia? Z ropy? OK, a ropa czyja? Jego, czy ludzi na owej ziemi? No właśnie, teraz gryzie ziemię, bo to nie podobało się naszym demokratorom jak Obierak Banana i spółka.

Więc tak naprawdę mamy wszystko, czego nam potrzeba, ile prostsze byłoby życie, gdybyśmy mieli dom, nie płacili podatków dochodowych, mieli służbę zdrowia z prawdziwego zdarzenia i piękną emeryturę (nie, nie musimy płacić ZUS ani innych składek, to wszystko jest rozkradzione niestety).

Bank to jest tylko coś na obraz lustra, tak to prawda, że chłopacy się rozkręcili i zaczęli nadużywać swoich możliwości i okradają ludzi, ale jak sprowadzimy ich do oryginalnej roli nie mają żadnej władzy. Są tu tylko po to, żeby konwertować formy pieniedzy (umowa/promissory note-cyfry na ekranie-fundusz na koncie) i pośredniczyć za niewielką opłatą pomiędzy rolami, jakie pełnimy na co dzień. Nic innego!

Bank trzyma kontrolę nad tym, żeby ludzie nie powariowali i nie zaczęli tworzyć trylionów, jak poznają prawdę. Chyba nie muszę nikogo przekonywać, że taka samowolka byłaby katastrofą dla ekonomii. Jutro każdy miałby bilion $$$ i bułka kosztowałaby 60 bilionów $$$. Ludzie w większości nie są jeszcze gotowi, żeby pilnować tych spraw, chciwość i lenistwo razem z głupotą niestety pogrzebałaby całą rasę ludzką, jeżeli bank wyjawiłby jak tworzyć pieniądze.

C.d.n.

Piotras