Niebezpieczne zabawy wysoko rozdętych duchowo ludzi

Zwykle ostro przywalam „racjonalistom”, ale ponieważ przeciwieństwa są tym samym, muszę przyłożyć i adeptom „rozwoju duchowego”. Jednych i drugich ujmuję w cudzysłów, ponieważ ani „racjonaliści” nie są racjonalni, ani „rozwinięci duchowo” nie są uduchowieni. Jedni i drudzy mają za to ego rozdęte do niewyobrażalnych rozmiarów. Zarówno ci od rozumu, jak i ci od serca są święcie przekonani, że wiedzą lepiej niż ciemny motłoch co jest dobre i słuszne, więc czują się upoważnieni do działania według zasady „cel uświęca środki”. Skoro Jaśnie Oświecony Rozum lub Boski Płomień Nigdy Nie Gasnącej Miłości podpowiadają im, co TRZEBA robić, wszelka opozycja musi ustąpić z drogi, a jeśli nie zejdzie z niej dobrowolnie, to zostanie zmieciona siłą.

Wszyscy wiemy, co wyprawiają kanalie, które dorwały się do władzy, ale strona przeciwna też pozwala sobie na nadużycia, czego przykładem jest Projekt Cheops, o którym pisałam poprzednio. W swojej arogancji wszyscy oni zapominają, że na świecie jest już 7 miliardów ludzi i że ta planeta nie należy do garstki ludzi, którzy samozwańczo okrzyknęli się „elitą”, lecz do wszystkich jej mieszkańców. Nikt tym „elitom” ani „przewodnikom duchowym” nie udzielił immunitetu do rządzenia ani ratowania świata. To jest nasz wspólny dom, w którym wszyscy powinni mieć jednakowe prawa, więc nikt nie może przejmować dowodzenia tylko dlatego, że czuje się lepszy i mądrzejszy od innych.

Kiedy czytam strony tych „uduchowionych” ludzi poraża mnie ich wprost niewyobrażalna pycha. Wszyscy oni są istotami z wyższych wymiarów i wszyscy przybyli tu po to, żeby zbawić naszą planetę i całą ludzkość. Ale kiedy wczytać się uważniej w ich słowa, okazuje się, że te Awatary Kosmicznej Miłości nie widzą nic złego w tym, żeby zgładzić niemal całą ludzkość – bo przecież im i ich dzieciom musi się żyć lepiej. I oczywiście, wyszłoby to na dobre samej planecie, żeby nie musiała się męczyć i denerwować tymi ludzkimi wszami, które ją oblazły.

Holokaust z czystej, bezwarunkowej miłości…

Piszę to, żeby Was przestrzec przed tymi, którzy zalewają Was pięknymi słowami Miłości i Wysokiej Duchowości.

Już wcześniej pisałam o tym, że zalewanie miłością ma konkretny, ale zdecydowanie niekorzystny dla ludzi cel: otwiera czakrę serca czytelnika, po to, żeby przytępić jego świadomy umysł i czujność. Umysł i serce to dwa przeciwieństwa, jeśli przemawia się do jednego, drugie zostaje wyłączone. Ludzie, którzy kierują się wyłącznie rozumem stają się bezlitośni i pozbawieni sumienia. Z kolei miłośni idealiści stają się nierozsądni i naiwni i gotowi są pójść za każdym, kto potrafi poruszyć ich emocje. Ludzie nie wiedzą o tym, że przeciwieństwa nie są przeciwieństwami, lecz dwiema, dopełniającymi się połówkami tej samej całości. Każdy, kto zadaje sobie pytanie „serce czy rozum?” niech spróbuje amputować sobie w ramach eksperymentu serce lub głowę – ciekawe, czy uda mu się przeżyć po tym „zabiegu”?

Jeśli coś brzmi zbyt pięknie, żeby mogło być prawdziwe, to na pewno nie jest prawdziwe i nie powinniśmy dawać temu wiary. Jest wielu oszustów, zarówno na planie ziemskim (pamiętacie serial „Prawdziwe przekręty” na Discovery?), jak i na planie duchowym. Dlatego musimy uważać, kiedy ktoś roztacza przed nami cudowne wizje idealnego świata, wypełnionego miłością i bezgranicznym bezpieczeństwem. Nie możemy podążać jak owce za pasterzem za każdym, kto poda się za Zbawcę Ludzkości. Nie możemy zachowywać się jak dzicy, którzy zamieniali złoto na kolorowe, szklane paciorki – ci, którzy tak robili znikli z powierzchni ziemi.

Jeśli ktoś wpada do twojego domu z krzykiem, że przybywa, żeby cię uratować, to oczywiście pomyślisz z przerażeniem, że dom się pali. Jeśli nie sprawdzisz, co się naprawdę dzieje, „ratownicy” wyniosą cię z niego i przejmą pełną kontrolę nad twoim stanem posiadania. Dlatego nie myśl sercem, czyli emocjami, lecz odwołuj się również do rozumu. Zanim ufnie rzucisz się w ramiona ratowników, sprawdź, czy rzeczywiście coś ci grozi, bo może się okazać, że zostałeś oszukany i wyprowadzony w pole.

Nie dajmy się nabrać tym, którzy nas przekonują, że trzeba myśleć tylko głową lub tylko sercem! Trzeba kierować się zarówno rozumem, jak i uczuciami! Jeśli ktoś stara się grać na naszych emocjach czym prędzej przywołajmy na ratunek rozum, a jeśli przekonuje nas, że racjonalnie jest postąpić w określony sposób, odwołajmy się do naszych uczuć, czyli sumienia i intuicji.

Im bliżej do „ceremonii pod piramidami”, organizowanej 11 listopada przez Projekt Cheops, tym bardziej widoczne staje się miłosne zakłamanie i pycha tych, którzy ją organizują.

Mimo protestów „ratująca świat” karawana i tak przejedzie, nie zatrzymają jej wściekłe ujadania psów, protesty „zawistników” ze zmąconymi umysłami ani zaplute karły reakcji anty-Projektowej. Bo oni mają wizję, mają misję, są oświeceni, mają poparcie samego Opiekuna Ziemi i po prostu to zrobią, choćby po trupach.

Argument, że wysyłanie energii miłości stanowi gwarancję, że to nie „jaszczury” stoją za tym projektem, bo przecież one z poziomu serca nie działają jest naiwny i śmieszny. Oczywiście, że one nie kierują się sercem, ale wiedzą, że jest mnóstwo naiwnych idealistów i zwyczajnych głupców, których można wykorzystać, nabierając ich na miraże miłości. Dla nich nie stanowi różnicy, czy czerpią z ludzi energię miłości, strachu czy nienawiści. Energia to energia, dla nich wartość mają dowolne ludzkie emocje – czyli po prostu lusz.

Natomiast co do demonów, które są rzekomo po naszej, „opozycyjnej” wobec Projektu stronie, przypomnę to, co wcześniej napisałam w komentarzach. Demony (czymkolwiek są) nie są zainteresowane ludźmi, którzy powstrzymują się od działania. Wręcz przeciwnie, w ich interesie leży robienie jak największego zamieszania. Demony uwielbiają rytuały i ceremonie! Ci, którzy są bierni i niezaangażowani są nieprzydatni. Potężne turbiny napędzają demonom użyteczni idioci, którzy są pełni „dobrych chęci” i pasji działania – zarówno z serca, jak i źle pojętego rozumu. Dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane!

I nie mówcie mi, że miłość nas uratuje. To tylko nawiedzone, pseudo-duchowe gadanie. Wszystkie, najgorsze zbrodnie przeciwko ludzkości popełniane były w imię miłości. Katolicyzm jest najlepszym dowodem na to, że w imię „miłości” można torturować, palić na stosach, prześladować i mordować na wielką, globalną skalę. Dlatego nie dajmy się nabrać na gadki o miłości, co to niby nikomu krzywdy zrobić nie może.

I na zakończenie mała próbka typowej mądrości wyznawcy Projektu Cheops (demaskująca prawdziwe zamiary naszych „zbawców”):

Ziema nie należy do nas ludzi tylko do Boga naszego i my jesteśmy drzewcami tylko na tej planecie:)A czy bedziemy żyć na tej planecie po roku 2012 to zależy czy dojdzie do zabezpieczenia a jeśli nie no to odejdą istnienia ludzke na ziemi a zastąpi nas o wiele bardziej rozwinięta cywilizacja od nas technologicznie i moralnie czy bardziej o otwartych sercach i umysłach niż nasza:)Czyli te cywilizacje z kosmosu nas zastopią jeśli ludzie odejdą

Rozumiecie, kochani? Jeśli nie zainstalujecie tego zabezpieczenia, to możecie się wyprowadzać. Są inne, bardziej rozwinięte technicznie cywilizacje, które nas zastąpią.

O naszych duchowych pomocnikach, czyli uważaj, kogo wzywasz do współpracy

Tym tekstem wyrażam „konstruktywną samokrytykę”. Pisałam wiele razy, że nie ma demonów ani diabłów i że jedynymi niebezpiecznie harcującymi w życiu ludzi bytami są te, które powołuje do życia ich ego lub podświadomość i że w najgorszym razie są to egregory. Otóż bardzo się myliłam. Egregory są groźne, ale główną przyczyną problemów NIEKTÓRYCH (absolutnie nie wszystkich!!!) osób parających się ezoteryką lub okultyzmem lub szukających spełnienia na tzw. „ścieżce duchowej” są byty, zwane (słusznie lub nie) demonami lub Szatanem. Czym jest Szatan wyjaśniłam w tej notce.

Zacznijmy od wyjaśnienia, że termin „ścieżka duchowa” jest przez większość wstępujących na nią adeptów całkiem opacznie rozumiany. Jeśli komuś się wydaje, że ścieżka duchowa da mu nadprzyrodzone moce i podziwiane przez tłumy zdolności, to bardzo się myli. Co gorsze, może się srodze rozczarować, a nawet narobić sobie kłopotów rodem z najstraszliwszego horroru.

Prawdziwy rozwój duchowy nie wyzwala żadnych wzbudzających zdumienie, a zwłaszcza przerażenie zdolności, zwanych w Indiach sidhi. Rozwój duchowy to po prostu najzwyklejsze w świecie przebudzenie z hipnozy, w której żyje prawie cała ludzkość. Przebudzony duchowo człowiek nie lewituje, nie czyni cudów ani nie ma (bo ich nie pragnie) zdolności podglądania najintymniejszych i starannie skrywanych przed światem tajemnic innych ludzi. Jest to osoba, która przestała wierzyć kapłanom, uczonym, politykom, mediom, autorytetom i ekspertom dowolnego rodzaju i innym sprzedawcom iluzji. To po prostu ktoś, kto widzi rzeczy takimi, jakie one są i nie da sobie wmówić żadnych religijnych, naukowych, politycznych czy dowolnych innych bzdur, przy pomocy których władza steruje ludzką owczarnią.

Niestety, większość ludzi żyje w przekonaniu, że na ścieżce duchowej czekają jakieś fantastyczne dary: zdolność czynienia zadziwiających cudów, wglądu w przeszłość i przyszłość świeżo poznanej osoby, umiejętność uzdrawiania dotykiem itp. Niektórzy przeżywają fascynacje wywoływaniem duchów, piciem krwi, rzucaniem klątw i podporządkowywaniem sobie bliźnich przy pomocy magii. I szukając takich mocy wpadają w sidła zła.

Wszyscy słyszeliśmy o znanych i podziwianych przez tłumy tarocistach czy astrologach słynących z tego, że wiedzą wszystko, nawet to, na jaki kolor pomalowane są ściany w twoim mieszkaniu, jak ma na imię twoje najmłodsze dziecko, a nawet jakiej marki i z którego rocznika samochodem jeździsz. Leszek Szuman znany był z tego, że zapisywał datę przyszłej śmierci każdego swojego klienta i podobno nigdy się nie mylił.

Zawsze mnie to zadziwiało, bo chociaż studiowałam astrologię przez lata i u wielu różnych nauczycieli, żaden z nich nigdy nie uczył nas wyliczania z horoskopu dat przyszłych wydarzeń, a o znajomości imion dzieci czy kolorów i marek samochodów nawet nie wspomniał. A jednak wciąż donoszono mi o astrologach, którzy takie rzeczy swoim klientom mówili i nigdy się nie mylili. Bardzo mnie to zadziwiało i zaczęłam nawet podejrzewać, że moi nauczyciele byli nieukami.

Zdolności niektórych przepowiadaczy przyszłości były tak wielkie, że zapewniły im miejsce w historii. Niektórzy z racji tych uzdolnień zostali nawet uznani za świętych. Święty Jan spisał przepowiednię dla całego świata, zwaną Apokalipsą. Nostradamus widział przyszłość jakby odbywał przejażdżkę maszyną do podróży w czasie. Baba Wanga przepowiedziała skażenie radioaktywne całej półkuli północnej. I – o zgrozo – przepowiednie te realizują się na naszych oczach!

Jakim cudem ci ludzie znali przyszłość, skoro przyszłość tworzona jest na bieżąco przez nas samych?

W końcu zrozumiałam skąd pochodzi „nadprzyrodzona” wiedza, którą dysponują niektórzy tarociści, astrolodzy i uzdrowiciele. Bynajmniej nie odczytują jej z kart ani z horoskopu, bo tym sposobem zdobyć się jej nie da.

Otrzymują ją dzięki pomocy „przewodników duchowych” i „aniołów”, a raczej bytów, które się za przewodników duchowych i anioły podają, ale żeby taką pomoc otrzymać, należy o nią poprosić, a raczej skorzystać z ochoczo podsuniętej oferty. Oni aż się palą, żeby za ciebie pracować i czynić cuda. A nawet, żeby uczynić cię sławnym.

Skąd ten zapał do niewolniczej i anonimowej pracy na cudzy rachunek?

Niestety, na tym świecie nie ma nic za darmo!

W moim forum pojawił się ostatnio osobnik o nicku „hipnotyzer1”, który w cudowny sposób uzdrawia, niczym sam Jezus. Według niego przyczyną nowotworów są energetyczne pasożyty, więc wystarczy je wygonić, aby choroba znikła bez śladu. Poczuł się tak wielki, że kiedy tylko wkroczył na moje terytorium z marszu posłał do diabła wszystkie metody leczenia i uzdrawiania, z doktorem Gersonem i vilcacorą na czele. Wszystkie te metody uznał za guzik warte i nie dorastające do pięt jego cudownym umiejętnościom, po czym zostawił swój numer telefonu, żeby każdy mógł skorzystać z jego usług. Oczywiście – nie za darmo.

Dalsza dyskusja w forum wyjaśniła, na czym polega cudowność usług tego „speca”. Otóż pracują za niego dwa „Anioły”, których moc jest tak wielka, że żaden pasożyt im się nie oprze.

Pracują Anioły… a kto bierze pieniądze?

Pieniądze kosi pan „hipnotyzer1”!

Czy to uczciwy układ?

Nie sądzę. Bo wygląda na to, że „hipnotyzer1” czerpie korzyści z niewolnictwa. Dwaj anielscy murzyni ciężko pracują, a on zgarnia kasę, którą oni zarobili.

Za pana tarocistę czy wszystkowiedzącego astrologa również całą robotę odwalają jacyś niewidzialni pracownicy. Jasnowidzom, znającym przyszłość świata również ktoś ją przedstawia.

Niektórzy z nich są nawet w pełni świadomi faktu, że nie są to anioły, lecz demony. Ale się oszukują, że to „dobre” demony. Oni z tymi złymi się nie zadają. I oczywiście wierzą, że są tacy sprytni, że bezbłędnie rozpoznają, które są dobre, a które niedobre.

Ktoś pewnie zaraz spyta, co w tym złego, skoro anioły, a nawet demony nie potrzebują pieniędzy?

Chodzi o to, że na tej planecie nie ma nic za darmo. Na tej planecie toczy się śmiertelna walka o energię. Pieniądze też są formą energii, ale ponieważ na tamtym świecie nie mają one wartości, rachunki muszą być wystawiane w innej walucie. Walutą w tym interesie jest dusza. Lub całe mnóstwo dusz, np. cały naród. Szkoda, że zawierający kontrakt cwani okultyści i uzdrowiciele nigdy o to nie pytają. Niewyobrażalnie rozdęte ego, wizja zarobienia wielkiej forsy za nic i możliwość grania roli celebrytów w pudle dla idiotów tak ich zaślepia, że tracą zdrowy rozsądek i nie myślą o konsekwencjach. A kiedy w końcu zobaczą rachunek śmiertelnie się przerażają! Wielu z nich kończy w szpitalu psychiatrycznym, inni szukają ratunku w Kościele. Niestety, wpadają z deszczu pod rynnę, ponieważ Kościół jest instytucją demoniczną. O tym, jak bardzo demoniczny jest Kościół i jaką perfidną zasadzkę zastawił na ludzkie dusze będzie jeszcze mowa na końcu.

Mali okultyści sprzedają swoje własne dusze. Ale i sławę dostają małą.

Wielcy gracze przechodzą do historii, ale rachunek za to wystawiany jest całym narodom, a nawet światu. Na szczęście ci cwaniacy obiecali sprzedać coś, co do nich nie należy, więc nie ma szansy, by ten kontrakt został sfinalizowany. Ale demony mimo to liczą na swoją zdobycz i gotowe są nawet uciec się oszustwa, żeby tylko ją otrzymać.

Jak już pisałam Apokalipsa nie jest przepowiednią, lecz scenariuszem napisanym i realizowanym przez kosmiczne pasożyty okupujące naszą planetę i hodujące ludzi niczym bydło. Jan, który tę Apokalipsę spisał pisze wyraźnie, że rozmawiał z potężnym osobnikiem, którego wziął za Boga i że na jego zlecenie spisał tę księgę. Wygląda na to, że zaproszono go do kina, w którym wyświetlano trójwymiarowy i stereofoniczny film holograficzny, tak realistyczny, że nie do odróżnienia od rzeczywistości.

Podobną sztuczkę pokazano Nostradamusowi. Obaj otrzymali polecenie spisania tego, co widzieli.

A co widzieli?

Wojny i zniszczenia, które zaplanowali i realizują twórcy scenariusza tego „futurystycznego filmu”!

To nie my wywołujemy wojny!

Wszystkie wojny światowe (również trzecia), wraz z dokładnymi datami ich wybuchu, zostały zaplanowane tysiące lat temu, za czasów św. Jana i innych „proroków”.

Ci „prorocy” czanelingowali przekaz z szatańskiego źródła.

I teraz mamy być ukarani zagładą za to, że jesteśmy krwiożerczą i wojowniczą rasą, mordującą w wojnach przedstawicieli własnego gatunku!!!

To dopiero jest perfidia. Perfidia godna Szatana!

Za tę oszukańczą „usługę” ma teraz zapłacić cała ludzkość, dobrowolnie uznając się za niegodnych życia grzeszników, którzy muszą być za karę zgładzeni. Mamy wyrazić dobrowolną zgodę na to, by nas, niczym szczury lub insekty, wybito! Niestety, wielu ludzi uwierzyło w tę bajkę i powtarza jak mantrę śpiewkę o tym, że człowiek niszczy planetę, że jest rakiem na jej ciele i że nie zasługuje na dalsze istnienie.

Na wypadek, gdyby ten plan się nie powiódł, nasi okupanci mają alternatywną ofertę: ukoronujcie Jezusa na króla Polski i namówcie inne narody, by poszły w wasze ślady, a Bóg was ocali. Jeśli tego nie zrobicie, spotka was zagłada tak straszna, jakiej świat dotąd nie widział.

I mamy uwierzyć, że taką propozycję nie do odrzucenia, w stylu najgorszych bandziorów z sycylijskiej mafii, przedstawia nam sam Bóg, Stwórca Wszystkiego?!

Niezwykłość i rangę tego żądania wyraża ostrzeżenie Boga, skierowane do nas za pośrednictwem Rozalii (Celakówny), że na świat nadchodzi kara o wiele cięższa od kary potopu, a także zapewnienie, że Polska nie zginie, o ile uzna w wyżej opisany sposób Jezusa swym Królem. W ślady Polski, jak zostało to zapowiedziane Rozalii, pójdzie wiele innych narodów, które także uznają w Jezusie swego jedynego Króla i Boga; tylko one ocaleją z powszechnej zagłady.

Tej intronizacji ma dokonać nie tylko Kościół, ale i władze świeckie! Ma to być intronizacja „totalna”, religijna i świecka, żeby nikt nie mógł powiedzieć „nie w moim imieniu!”

Jest ratunek dla Polski, jeśli Mnie uzna za swego Króla i Boga w zupełności przez Intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym państwie z rządem na czele… (Rozalia Celakówna, Wyzniania, s. 263n.).

Dalej czytamy coś absolutnie kuriozalnego:

Ceremonia Intronizacji dotyczy także, i przede wszystkim, Pana Jezusa. Wyznajemy bowiem, że Jezus jest Królem Wszechświata, a więc Władcą nie tylko wszystkich ludzi i narodów, ale także Panem (Królem) całego stworzenia. Jego władanie jest absolutne: Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi (Mt 28,18). Jest więc najwyższym i de facto jedynym Władcą: Królem królów i Panem panujących (por. Ap 19,16).

Zaraz, zaraz, chwileczkę, chyba coś tu się nie zgadza!

To światem nie rządzi już Bóg?

Bóg odszedł na emeryturę i przestał być Bogiem?

Zrzekł się władzy niczym stary król, który abdykuje by koronować syna?

Podobno Bóg jest wieczny! Nigdy się nie narodził i nigdy nie umrze, jakże więc mógłby się zestarzeć i zmurszeć na tyle, by być niezdolnym do rządzenia dziełem, które powołał do życia?

A może raczej został od władzy odsunięty?!

Widzicie ten wredny podstęp?

Żąda się od nas, żebyśmy wyrzekli się spierniczałego, niezdolnego do istnienia starego Boga-Stwórcy i zastąpili Go Jezusem, młodym Bogiem!

Proces ogłupiania wiernych trwa od dawna, bo Kościół zawsze nauczał, że należy się modlić do Jezusa, a nawet do pomniejszych świętych, a nie do Boga.

Dlaczego?

To jest cyniczny podstęp i pułapka.

Jezus był nauczycielem duchowym, który przybył na ziemię nauczać ludzi, żyjących 2000 lat temu. Dawno wykonał powierzoną Mu misję i odszedł. Jezus, którego wykreowała religia nie ma nic wspólnego z tamtym Jezusem i z Jego duchową misją. Jezus religii jest WYŁĄCZNIE egregorem, stworzonym przez demoniczne siły, rządzące tą planetą i ludzkością. Egregor jest oszukańczą pułapką dla dusz. Jego zadaniem jest odgradzanie wiernych od Boga. Ludzie modlą się do sztucznie wykreowanej postaci, która niczym gąbka wchłania ich emocje oraz prośby i zatrzymuje w sobie.

Wszystkie manifestujące się w objawieniach „Jezusy”, „Matki Boskie” i inne „anioły” to paskudne egregory lub groźne demony!

Módl się do Boga! Nie potrzebujesz żadnych pośredników!!!

Pośrednicy roztrwaniają energię, jak stacje przesyłowe prąd elektryczny.

Pomóc Ci może jedynie prawdziwa boskość, więc nie szukaj jej pod jasno świecącą latarnią, lecz tam, gdzie ona jest!

Przepowiednie dla świata, czyli czy nasz los jest zdeterminowany?

Wszyscy ludzie z naszego kręgu kulturowego, nawet ateiści (jako, że większość nich urodziła się i dorastała w typowych rodzinach katolickich) znają Apokalipsę, czyli Proroctwo świętego Jana. Jest to najbardziej znana i niemal oficjalnie uznana przepowiednia dla świata. Napisana jest wprawdzie takim językiem, że normalny człowiek nie jest w stanie nic z tego zrozumieć, ale od czegóż mamy biblijnych „interpretatorów”, którzy opatrzyli ją większą ilością (całkowicie bezsensownych) przypisów i objaśnień, niż jest treści w oryginalnym tekście.

Oprócz Apokalipsy okresowo objawiają się nam na niebie przeróżne Maryje i Jezusy, które pomstując niemiłosiernie (jak nie przymierzając, sam diabeł) i przeklinając ludzki ród straszą nas mieczem, pomstą i zagładą, jeśli głupia i podła ludzkość natychmiast nie zacznie się modlić.

Po prostu… modlić!

ROTFL!

Mamy też Nostradamusa, który w słowach równie zawiłych i niezrozumiałych jak Apokalipsa przekazuje swoje widzenie przyszłości i do kompletu Babę Wangę, wizjonerkę z Bułgarii, która wsławiła się wieloma trafnymi przepowiedniami (ciekawe, kto ją inspirował, czyżby to UFO, które widziała nadzmysłowo?). Upss, zapomniałabym, mamy jeszcze przeróżnistych kosmitów, nieustająco czanelingujących z jakichś odległych planet. Oni też nie są dla nas zbyt mili, widocznie nikt w całym wielkim kosmosie, z samym „bogiem” Jahwe włącznie, nas nie lubi.

Wszyscy nas straszą na potęgę. I przeklinają. I wszyscy radują się, że nie żyją w naszych czasach.

Mamooo, nikt nas nie lubi, buuuuu :(!!!

A my? No cóż, my mamy najwyraźniej straszliwego pecha, że zostaliśmy skazani na życie w czasach końca i zagłady. I że zapłacimy za grzechy wszystkich naszych grzesznych przodków, od czasów Adama i Ewy, a najbardziej za wyczyny rządzących naszą planetą psychopatów, z którymi w żadnym razie się nie utożsamiamy, jako że jesteśmy ofiarami, a nie beneficjantami ich podłych wyczynów.

No, ale żyjemy przecież w wariatkowie, a tu obowiązują prawa ustalone przez jakże sprawiedliwego „boga” Jahwe, który za czyny oprawców każe ich ofiary.

Tradycja jest kontynuowana, więc nie narzekajmy, lecz jak ten Cygan z przysłowia pozwólmy się powiesić za winy chłopa. Amen!

Każdy kto zna Apokalipsę musiał słyszeć o „znamieniu bestii”, które ma się znajdować na prawej ręce lub na czole i bez którego nikt nie będzie mógł niczego sprzedać ani kupić. Przez niezwykły „przypadek” władza pracuje nad chipem RFID, który ma być wszczepiony w prawą rękę lub czoło każdego bez wyjątku mieszkańca naszej planety. Dokładnie tak, jak mówi Apokalipsa. Ma on zastąpić dowód osobisty, kartę kredytową, klucz do drzwi i wszystko, co tylko współczesnemu człowiekowi potrzebne jest do życia. A nawet więcej – bo nie tylko do życia, ale i do śmierci również. Jak skoczysz władzy obywatelu, to cię władza wyłączy. Odetnie ci dostęp do konta w banku, więc zanim zdechniesz z głodu przyjdziesz do władzy na klęczkach i będziesz ją po rękach, a nawet dupie całował, żeby zechciała ci wybaczyć i przywrócić cię do łask. A jeśli nie zdołasz jej przekonać, to wyłączy ci nie tylko bank, ale i ciebie samego. Na wieki wieków. Amen!

Prawda, jakie to prorocze dzieło ta Apokalipsa?

Wszystko to było wiadomo już na początku świata!

Jaki ten Jahwe jest wszystkowiedzący, prawda?

NIEPRAWDA!

Jahwe nie był jasnowidzem, a ta księga nie jest proroctwem.

Ona jest… SCENARIUSZEM!

Tak, scenariuszem napisanym i realizowanym przez wieki.

To wyjątkowo chytry plan…

Ludzkość nie zdaje sobie sprawy z tego, jaką jest potęgą. Ludzkość nie zdaje sobie sprawy z tego, jaką potęgą są jej myśli i energia mentalna.
My jesteśmy bardzo groźni dla naszych okupantów. Ale nie jako armia, lecz jako ŚWIADOMOŚĆ.

Oni nie boją się naszej siły militarnej, ponieważ ludzkość już dawno została całkowicie rozbrojona, a armie i policje wręcz przeciwnie, uzbrojone w kosmiczne maszyny do pałowania i zabijania.

Nie możemy powstać zbrojnie, bo nas zmiotą z powierzchni ziemi. W starciu zbrojnym nie mamy żadnych szans.

Naszą bronią jest świadomość.

Obecna wojna toczy się właśnie o ŚWIADOMOŚĆ!

Władza robi co może, żeby nas tej świadomości pozbawić, a nawet żeby ją wykorzystać przeciwko nam.

Temu celowi służą przymusowe i zmasowane, powodujące autyzm szczepienia od pierwszej doby życia, skażona agrochemią, przetworzona, zawierająca neurotoksyny (aspartam, glutaminiany, konserwanty i inne „E”), napromieniowana, pozbawiona witamin i soli mineralnych żywność, zakaz dostępu do ziół, zakaz korzystania z pomocy homeopatii i medycyny naturalnej i w końcu przymus korzystania z medycyny alopatycznej, ze szczególnym naciskiem na chemioterapię, zalecaną ostatnio nie tylko w „leczeniu” nowotworów, ale niemal nawet na katar i chrypkę.

Cała ta wszechobecna, obca naturze chemia nie tylko powoduje choroby (czy chory człowiek jest w stanie sprawnie myśleć?), ale bardzo źle wpływa na sposób funkcjonowania mózgu i całego systemu nerwowego.

Straszące nas końcem świata, karą boską i zemstą za nasze rzekome grzechy przepowiednie i objawienia z wyzywającymi nam Jezusami i Mariami w roli głównej mają jeden cel: sprawić, żebyśmy uwierzyli, że jesteśmy niegodni, podli i nic niewarci i że nie zasługujemy na nic innego, jak starcie z powierzchni ziemi.
Jeśli cała ludzkość w to uwierzy, będzie to pożądana przez najeźdźców zmiana świadomości ludzkości. Jej energia mentalna zostanie ukierunkowana na samozagładę. Sami się zniszczymy lub zamienimy w niewolników, posłusznie błagających Jaśnie Panią Władzę o opiekę i ratunek.

Pani Władza nie jest żadną władzą. Nikt jej demokratycznie nie wybierał. To zwyczajna mafia, która podstępem przejęła władzę nad całą ludzkością i działa jak każda typowa organizacja przestępcza.

Tyle tylko, że wszystko to ma się odbyć przy zachowaniu pozorów uszanowania naszej wolnej woli.

Dlatego to my sami mamy błagać o pomoc i ratunek. Sami mamy błagać o rządy silnej ręki (czyli o ustrój faszystowski) i mamy się z ulgą zgodzić na totalitarną kontrolę całego naszego życia, w tym również jego sfery prywatnej.

„Zachęcić” nas do tego mają te wszystkie kataklizmy i „katastrofy naturalne”, ataki terrorystyczne (911, 7.7.), wycieki ropy, tsunami, trzęsienia ziemi, awarie reaktorów elektrowni atomowych, powodzie, nieurodzaje (spowodowane przez chemtrails!), głód, drożyzna i epidemie, których świadkami jesteśmy (i jeszcze będziemy) w ostatnich latach.

Jeśli uwierzymy, że to wszystko zostało zapisane w kronikach Ziemi i że tak miało być, a my sami nie mamy najmniejszego wpływu na to, co dzieje się na naszej planecie i z nami osobiście, skończymy marnie. Sami się oddamy w niewolę, z której nie będzie powrotu. Zachipowani ludzie będą całkowicie i na zawsze pozbawieni wolnej woli – na własne życzenie.

Na całe szczęście Apokalipsa nie jest proroctwem.

Na całe szczęście Apokalipsa jest scenariuszem, który może, ale nie musi się zrealizować.

Wszystko zależy od nas, a dokładnie od naszej ŚWIADOMOŚCI.

Jeśli zdołamy się przebudzić, a wiele wskazuje na to, że jest to możliwe, scenariusz zostanie zmieniony. My sami go napiszemy.

ŻADEN DETERMINIZM NIE ISTNIEJE.

Ziemia jest STREFĄ WOLNEJ WOLI!
Dlatego nic, co tu się dzieje nie jest odgórnie zaplanowane ani nigdzie zapisane. To my sami tworzymy swoją rzeczywistość i wykuwamy swój los.
Jedna kropla przelewa kielich.
Potrzebujemy tej jednej, jedynej, małej kropelki świadomości, a będziemy wolni!

I na zakończenie przypomnę wam, jaką ogromną mocą dysponujecie!

Wszystko, dosłownie wszystko ZALEŻY OD WASZEJ PSYCHIKI i od mocy waszych myśli.
Od nich zależy wasze szczęście i zdrowie, a nawet życie.

Pisałam tu kilka razy o praktykach wiernych z Kościoła Boga z Widocznymi Znakami. Jest to fundamentalistyczny odłam Kościoła Zielonoświątkowców z Kentucky. Ludzie ci potraktowali zupełnie dosłownie ten oto fragment Biblii:

A takie znaki będą towarzyszyły tym, którzy uwierzyli: w imieniu moim demony wyganiać będą, nowymi językami mówić będą, węże brać będą, a choćby coś trującego wypili, nie zaszkodzi im. Na chorych ręce kłaść będą, a ci wyzdrowieją. Ewangelia Marka 16:17-18, Biblia Warszawska

No więc biorą w ręce grzechotniki, a ich pastor pił (czas przeszły, bo jednak w końcu zmarł, widocznie musiał stracić wiarę, cóż za pech!) jad ze słoja, tańczą z nimi, a gdy ktoś zostanie ukąszony modlą się za niego i nakładają ręce. I o dziwo, wielu z nich przeżyło, mimo że jad grzechotnika jest jednym z najbardziej zabójczych. Tak, moi drodzy, wiara przenosi góry. Skoro wiara ratuje nawet pokąsanych przez grzechotniki, może uratować również was. Nawet od radioaktywnego pyłu, chemtrails, oparów znad Zatoki Meksykańskiej, szkodliwego dla zdrowia GMO i chemii, którą musicie jeść, bo porządnego, zdrowego jedzenia już nie ma, niestety.

Sheeple mogą już kupować trumny, świeć Panie nad ich duszami, amen. W pełni zasłużyli na Nagrodę Darwina, przyznawaną pośmiertnie największym idiotom na świecie.

———————

PS. Potrzebujecie dobrych wiadomości? Syjonistyczna inżynieria społeczna, która miała doprowadzić do zatarcia różnic narodowych i zlikwidowania poczucia patriotyzmu w Europie, poniosła kolejną, bardzo spektakularną klęskę. Profesor Czapiński zdecydowanie przedwcześnie ogłosił w TokFm „koniec tendencji narodowych, ponieważ tendencje ponadnarodowe są silniejsze”. Niestety, a raczej na szczęście nie są! Cała Polska trzęsie się z oburzenia, a ludzie masowo podpisują petycję z żądaniem ukarania Polsatu za skarcenie młodego artysty za patriotyzm, taki niemodny, śmieszny i zaściankowy. Jest to dziś zdecydowanie temat dnia, również na WordPress!

Chcesz być leczony, czy wyleczony?

Po emisji czwartkowego wydania programu TVN „Uwaga!” na temat homeopatii w sieci rozszalała się istna burza. Dziennikarze ośmielili się przedstawić homeopatię w pozytywnym świetle, a ich przekonania zostały naukowo potwierdzone przez fizyka, który przyznał, że żyjący 200 lat temu twórca homeopatii Samuel Hahnemann miał genialną intuicję, którą dziś można potwierdzić dzięki najnowocześniejszym urządzeniom laboratoryjnym. Sceptyk został przekonany, a wszyscy wrogowie homeopatii wyszli na chemicznych ortodoksów i zwyczajnych kłamców, nie mających pojęcia o tym, co tak zawzięcie i z prawdziwą wściekłością zwalczają lub, co jeszcze gorsze (i wielce prawdopodobne), na ludzi przekupionych przez farmaceutyczne kliki.

Nie będę streszczać filmu, ale gorąco zachęcam do jego obejrzenia. Proszę zwrócić uwagę na postawę Konstantego Radziwiłła, który z pełną determinacją stoi na straży interesów koncernów farmaceutycznych, czym daje dowód na to, że w najmniejszym nawet stopniu nie obchodzi go dobro pacjentów, a jedynie obrona jedynie-słusznej ideologii. Co więcej, nie jest on zainteresowany poszerzaniem swoich horyzontów myślowych ani zdobywaniem wiedzy innej, niż ta, którą przekazano mu w czasie studiów. Żenada. Pan Radziwiłł powinien reprezentować całe środowisko lekarskie, a nie tylko „chemicznych Ali’ch”. Homeopaci i naturoterapeuci to też lekarze, mają dyplomy uczelni medycznych, nierzadko tytuły doktorskie, a nawet profesorskie i mają pełne uprawnienia do wykonywania zawodu lekarza. Stawianie ich przed sądem tylko dlatego, że leczą inną metodą niż się to panu Radziwiłłowi podoba świadczy o niesłychanym wprost despotyzmie i fanatyzmie światopoglądowym. Naczelna Rada Lekarska powinna szanować przysługujące pacjentom prawo do wyboru metody leczenia oraz do decydowania o tym, jak i przez kogo chcą być leczeni.

Jeśli chorujesz drogi czytelniku, zadaj sobie pytanie, które jest tytułem tej notki. Czy chcesz być leczony, być może jak najbardziej zgodnie z „naukową”, alopatyczną ortodoksją, czy wolałbyś raczej zostać wyleczony, nie ważne jak i przez kogo, byle szybko, skutecznie i bez skutków ubocznych?

Ja za Ciebie tej (ani żadnej innej) decyzji nie podejmę. Twój los jest w Twoich rękach. Najprawdopodobniej się ze mną z oburzeniem nie zgodzisz, ale zapewniam Cię, że ponosisz pełną odpowiedzialność za wszystko, co Cię w życiu spotyka. A za zdrowie w szczególności.

Masz wybór: możesz dalej chodzić po lekarzach, siedzieć w długich kolejkach, narzekać, kląć i płakać z powodu organizacji służby zdrowia, a potem wydać ostatni grosz emerytury czy nędznej pensji na leki (już słyszę to dramatyczne wzdychanie: „wszystkiego mogę sobie odmówić, ale na leki musi mi starczyć”) lub uczciwie odpowiedzieć na pytanie: „wolę się leczyć, czy zostać wyleczonym?” Jeśli uważasz, że twoja choroba nie da się wyleczyć i do końca życia będziesz skazany na kupowanie drogich leków, które nie tylko nie pomagają, ale powodują liczne, nierzadko groźne skutki uboczne, to nie czytaj dalej. Idź, połknij swoje pigułki, włącz telewizor i obejrzyj wiadomości z Polski, o tym, jak fatalnie działa nasza służba zdrowia i jak pacjenci cierpią. Miłej zabawy.

Jeśli jednak masz już dość bycia oszukiwanym i dojonym z kasy niby krowa, jeśli masz dość bólów brzucha, mdłości, zapaści, omdleń i coraz gorszego samopoczucia przebudź się z iluzji, którą karmią cię niedouczeni (uczelnie medyczne sponsorowane są przez koncerny farmaceutyczne) lub skorumpowani lekarze (za przepisywanie określonych leków lekarze otrzymują nagrody oraz wyjeżdżają na szkolenia do atrakcyjnych kurortów, nierzadko w ciepłych krajach). Zacznij czytać, googlować i samodzielnie szukać ratunku dla Twojego zdrowia.

Twoje zdrowie jest twoim największym skarbem, więc nie pozwól, żeby jacyś złodzieje pozbawiali Cię tego, co masz najcenniejsze.

Na początek poszukaj danych statystycznych, które wykażą z jednej strony ilu ludzi umiera rocznie na skutek złego leczenia, pomyłek lekarskich i skutków ubocznych leków alopatycznych, i z drugiej: ilu homeopatów zostało oskarżonych przez pacjentów o błąd w sztuce lub spowodowanie śmieci i skazanych przez sąd na więzienie. Dowiedz się również, np. pytając swoich znajomych, ilu z nich zostało skutecznie wyleczonych przez medycynę alopatyczną z tzw. chorób przewlekłych.

Znasz może kogoś, to odstawił insulinę, bo po latach jej stosowania zrobiło mu się lepiej? Albo kogoś, kto został skutecznie i na zawsze wyleczony z nadciśnienia, miażdżycy, chorób serca itp.? Ja nie znam. Znam natomiast takich, którzy po latach „leczenia” się z cukrzycy pochorowali się jeszcze bardziej, niż przed „leczeniem”: stracili wzrok, stopę, a nawet całą kończynę i resztki zdrowia. Znam też takich, którzy przyjmują coraz silniejsze leki na nadciśnienie i czują się coraz gorzej. Choroba nie tylko nie ustępuje, ale się pogłębia, co z reguły kończy się kalectwem lub śmiercią na skutek wylewu.

A teraz będzie bardziej optymistyczna część mojej notki.

Znam wielu takich (i wciąż do mnie piszą nowi), którzy zostali naprawdę skutecznie i na zawsze wyleczeni z bardzo poważnych chorób przez zwykłych dietetyków i lekarzy homeopatów. W przypadku cukrzycy wystarczy 30 dni zdrowej diety, żeby całkowicie i na zawsze wyzdrowieć. Cukrzyca jest spowodowana złym odżywianiem, więc tylko zmianą diety można ją wyleczyć. Podobne efekty uzyskuje się w przypadku każdego rodzaju grzybicy. Zamiast smarować się drogimi i nieskutecznymi maściami lub całymi latami łykać antybiotyki wystarczy odstawić słodycze (nie stosować „dietetycznych” słodzików, są rakotwórcze!!!) i zmienić dietę na taką, która „zagłodzi” chorobotwórcze grzyby.

W przypadku całego mnóstwa innych chorób najlepiej udać się i do dietetyka, i do lekarza-homeopaty. Dobrze dobrana dieta czyni cuda, a leki homeopatyczne nie tylko nie szkodzą, ale są bardzo skuteczne w przywracaniu zdrowia, i to nie tylko fizycznego, ale i psychicznego. Homeopatia uzdrawia całościowo. Dlatego lekarz zadaje pacjentowi te wszystkie pytania, które mogą wydawać się bardzo dziwne i nie związane z chorobą, na którą skarży się pacjent. Bo niby co mają wspólnego okulary z problemami gastrycznymi? Mają tyle, że pacjent jest całością. Jego oczy, żołądek i całą resztę łączą wzajemne zależności, o których alopata specjalizujący się wyłącznie w gastrologii lub okulistyce nie ma pojęcia. Lecząc homeopatycznie żołądek można wyleczyć nerwicę lub brak pewności siebie.

Dobrzy lekarz, to skuteczny lekarz. Nawet, jeśli za wizytę trzeba zapłacić i nawet jeśli wydaje się to drogo, należy się zastanowić, co się bardziej opłaca: korzystać z „darmowej”, tragicznie źle działającej służby zdrowia i do końca życia tracić majątek na trujące leki alopatyczne, czy wysupłać pieniądze na jedną lub kilka drogich wizyt w gabinecie homeopaty i potem do końca życia być w pełni zdrowym i nie wydawać już ani grosza na leczenie? Zastanówcie się nad tym sami.

I jeszcze taka mała dygresja: dlaczego homeopatia jest tak zajadle zwalczana zarówno przez medycynę alopatyczną, jak i przez Kościół? Dlaczego ludzi straszy się demonami, opętaniem lub jakimiś rzekomymi tragicznymi skutkami ubocznymi leczenia homeopatycznego?

Moim zdaniem odpowiedź jest prosta: lek homeopatyczny (oczywiście, jeśli zostanie naprawdę dobrze dobrany, indywidualnie do potrzeb pacjenta) przywraca człowiekowi równowagę na wszystkich poziomach. Nie tylko na fizycznym, ale psychicznym i duchowym. Osoba taka staje się silna psychicznie i duchowo, co sprawia, że jest niezależna, odważna i asertywna. Takim człowiekiem nie da się manipulować ani bezkarnie go oszukiwać. Władza duchowa ani świecka nie potrzebuje takich wyzwolonych jednostek. Władza kocha, żeby obywatele byli jak te barany: ciemni, bezmyślni i posłuszni. Żeby na zawołanie kupowali, szczepili się, dawali na tacę, głosowali na szubrawców i broń Boże nie myśleli.

————–

I na zakończenie ostrzeżenie!

Jak było do przewidzenia, po emisji „Uwagi” cała banda sprzedawczyków, raczej nie bezinteresownie stojących na straży interesów przemysłu farmaceutycznego, dostała istnego szału i ataków furii. Zapluwają się biedacy w swoich blogach i komentarzach na forach dyskusyjnych jadem swojej nienawiści, ale cóż mogą zrobić wobec niezbitych faktów? Faktom nie da się zaprzeczyć.

Ci sami ludzie do niedawna toczyli na swych blogach świętą wojnę przeciwko tzw. „teoretykom spisku”, nawołującym do bojkotu szczepień przeciwko świńskiej grypie i negującym globalne ocieplenie spowodowane przez człowieka. Dziś nie muszę nikomu tłumaczyć, kto miał rację.

Bez względu na to, czy była ona naturalna, czy sztucznie wytworzona w laboratoriach, świńska grypa okazała się niegroźną mutacją tej choroby. Ani nie miała potencjału zabijania, jaki jej przypisywano, ani nie rozprzestrzeniała się tak szybko i na masową skalę, jak nam wmawiano. Ogłoszenie przez WHO pandemii 6 stopnia było nie tyle bezzasadne, co raczej było skutkiem korupcji, a wydatki, jakie rządy poniosły na zakup szczepionek okazały się wyrzucaniem pieniędzy w błoto. Na szczęście zwykli obywatele wykazali dużo więcej rozsądku, niż rządy ich państw i zwyczajnie akcję szczepień zbojkotowali. Jeśli dziś ktoś czuje się chory z powodu tej grypy, to wyłącznie ministrowie odpowiedzialni za zdrowie obywateli i finanse państwa, ponieważ będą musieli stanąć przed komisją śledczą i wytłumaczyć się ze swoich nieprzemyślanych działań, którymi narazili budżety swych państw na tak wielkie straty, a zdrowie narodu na niebezpieczeństwo. Śledztwo wykazało, że szczepionki były produkowane w pośpiechu i nie spełniały norm bezpieczeństwa, dlatego podawanie ich ludziom, a zwłaszcza dzieciom mogło spowodować katastrofalne skutki.

Globalne ocieplenie również okazało się wielkim pseudonaukowym szwindlem. Obie te afery już dorobiły się miana przekrętu stulecia, a nawet wszechczasów i nie wiadomo, której z nich należy się palma pierwszeństwa. Naukowcy, których ludzie uważali do tej pory za nieskalane autorytety, stojące na straży obiektywnej, bo naukowej prawdy, okazali się przekupni i zdolni do fałszowania wyników badań. Robili to dla kariery i pieniędzy. Co gorsze, wręcz haniebne, stosowali terror wobec swoich kolegów, którzy uczciwość stawiali wyżej od kariery. Sprzedajni karierowicze wspinali się po szczeblach kariery, podczas gdy uczciwi i rzetelni uczeni, broniący prawdy tracili posady i dobre imię.

Dziś ci sami ludzie, którzy w agresywny, napastliwy i wręcz chamski sposób narzucali światu kłamstwa na temat szczepionek i klimatu, zaszczuwając i opluwając wszystkich, którzy sprzeciwiali się tej obrzydliwej kampanii dezinformacji, teraz ośmielają się opluwać homeopatię i medycynę naturalną. A co najbardziej zdumiewające – znajdują czytelników, bezkrytycznie wierzących w te odrażające brednie. Ludzie, którzy dwa razy zostali przyłapani na zbrodniczych kłamstwach są dla was wiarygodnym źródłem informacji? Zastanówcie, się co robicie! Ile razy musicie zostać oszukani, żebyście w końcu zrozumieli, że to sprzedajni psychopaci, wynajęci przez koncerny farmaceutyczne lub skorumpowanych polityków do naganiania im klientów?

—————–

Jeśli ktoś nie czuje się jeszcze przekonany, podam tutaj konkretne liczby. Dane nie są najnowsze (lata 2000-2004), ale jest oczywiste, że dziś zyski koncernów farmaceutycznych są z całą pewnością wyższe, a nie niższe. Dane pochodzą z filmu „Zdrowie na sprzedaż”.

  • 2004 r.: leki na receptę przyniosły ponad 500 mld $
  • 2002 całkowity dochód Big Pharma wyniósł 36 mld $ i był wyższy od sumy dochodów pozostałych 490 międzynarodowych przedsiębiorstw z listy 500 najbogatszych korporacji na świecie
  • W 2004 r. Big Pharma zanotowała 205 mld $ przychodu, prawie tyle, ile wynosi produkt krajowy brutto Danii

Lista Top Ten leków:

  1. Lipitor na obniżenie poziomu cholesterolu (Pfitzer) przyniósł w ciągu roku 10 mld $ zysku
  2. Zocor, także na obniżenie poziomu cholesterolu (Merck) dochód w ciągu roku 6 mld 100 mln dochodu
  3. Zyprexa, lek antydepresyjny (Eli Lilly) 4 mld 800 mln $
  4. 480 mld $ przychodu z 7 pozostałych leków (2 na wrzody, 1 na nadciśnienie, 1 antydepresyjny, 1 na choroby serca, 1 na astmę i 1 na anemię)

Leki homeopatyczne nie przyniosły koncernom z Big Pharma żadnego dochodu, a co gorsze, odebrały im wielu klientów. Odebrały ich na zawsze, ponieważ ludzie ci zostali skutecznie wyleczeni i nie kupują i kupować nie będą już żadnych leków.

Czy teraz jest już jasne, dlaczego homeopatię należy zniszczyć i zdelegalizować?

Jeszcze mamy wybór. Jeszcze chronią nas humanitarne prawa. Jeszcze wciąż obowiązuje Karta Praw Pacjenta. Ale jeśli będziemy bierni i pokorni jak te barany, nasze prawa zostaną nam odebrane, a my zostaniemy zmuszeni do spożywania GMO, aspartamu i skażonej pestycydami żywności, do będącego skutkiem tego chorowania i leczenia się jedyną legalną metodą: trującą i zabijającą chemią. A to będzie oznaczało, że już wkrótce staniemy się jedynie kolejną bezosobową cyferką w statystykach śmiertelności medycyny alopatycznej.

PS. Pewien wróg naturalnego zdrowia z mściwą satysfakcją napisał na blipie, że produkująca leki homeopatyczne firma Boiron osiąga 500 mln. dochodu. Cóż to jest w porównaniu z miliardami Big Pharma? Ale to i tak niezwykle radosna wiadomość, bo świadczy o tym, że na świecie jest dużo więcej mądrych i dbających o zdrowie ludzi, niż przypuszczałam. Jest to świetna wiadomość również dlatego, że skoro jest nas tak dużo, to znaczy, że stanowimy potężną siłę, z którą decydenci muszą się liczyć. Znaczy to, że jeśli ktoś będzie próbował zdelegalizować homeopatię spotka się to z potężnym sprzeciwem. Tak więc jest to naprawdę świetna wiadomość.

Pornografia, alkohol, narkotyki, okultyzm, ateizm, teoria Darwina i inne diabelskie bzdury

W moim blogu rozpętały się wojenki z powodu pornografii i teorii Darwina, o których nigdzie nie piszę i w sprawie których nie zajmuję żadnego stanowiska. Ale widzę, że jednak powinnam.

Z powodu pierdoł wymienionych w tytule notki ludzie urywają sobie wzajemnie łby, a najtragiczniejsze jest to, że najczęściej nie bronią oni swoich osobistych przemyśleń, lecz obcych ideologii, wbitych im do głów przez jakichś psychopatów o totalitarnych zapędach. Zmuszanie ludzi do wyznawania dowolnej, skrajnej ideologii skłóca ich ze sobą i niszczy ludzką rodzinę, którą wszyscy jesteśmy.

Mój blog nazywa się „Jestem za a nawet przeciw”, więc nie opowiadam się po żadnej stronie sporu. Uważam, że jeśli ktoś chce wyznawać jakiś światopogląd, to oczywiście może, ale byłabym naprawdę szczęśliwa, gdyby wiedział, dlaczego tak myśli i że rzeczywiście MYŚLI – samodzielnie, swoją własną głową – a nie powtarza jak papuga opinie fanatyków.

Nie będę się rozpisywać, bo nie ma o czym. Powiem krótko – jeśli ktoś nie panuje nad sobą i swoim życiem oraz popędami i jeśli samodzielnie nie myśli, a więc nie posiada mocnego kręgosłupa moralnego, ten jest w tragicznych tarapatach.

Dla takiego człowieka zetknięcie się z alkoholem, narkotykami, pornografią, katolicyzmem, buddyzmem, ateizmem, teorią Darwina, astrologią, magią, szamanizmem czy dowolną rzeczą może oznaczać tragedię i obłęd.

To nie alkohol jest winien, że ktoś staje się alkoholikiem. (Prawie) wszyscy pijemy alkohol przy okazji przeróżnych imprez czy spotkań, ale w nałóg wpadają tylko niektórzy.

(Prawie) każdemu zdarzyło się zobaczyć film porno, ale tylko niektórzy oglądają je nałogowo. Bo to nie pornografia jest winna, lecz słaba psychika oglądacza.

Ateizm / katolicyzm / darwinizm / …. / istnieją sobie na tym świecie i niektórym w niczym nie wadzą, jak wiele innych zjawisk, ale tylko niektórzy stają się fanatykami ideologicznymi.

Po prostu – niektórzy tak już mają, że wpadają w każdą zasadzkę, jaką zastawia na nich życie. A inni tak mają, że nie wpadają.

Wybór należy wyłącznie do ciebie.

To TY odpowiadasz za to, jak żyjesz, nie zwalaj więc winy na przedmioty martwe, innych ludzi i neutralne zjawiska.

Nie oskarżaj też swojego trudnego dzieciństwa, szkoły pod górkę i wiatru w oczy. Już nie jesteś dzieckiem, jesteś DOROSŁY, więc czas zacząć myśleć i działać jak dorosły, odpowiedzialny człowiek.

Na zakończenie: każda rzecz ma swoje dobre i złe strony. Ze wszystkich ambon wbijają nam do głów, że pornografia jest zła. A ja powiem, że niekoniecznie. Może mieć wartość edukacyjną, bo może pomóc komuś, kto jest zahamowany seksualnie. Oczywiście nie mam na myśli jakiegoś hard-porno-sado-maso, lecz filmik zrobiony lekko i z poczuciem humoru. Narkotyki też nie są wynalazkiem szatana. To starożytny „wspomagacz” szamańskich wizji. Wielu ludzi doświadczyło duchowej iluminacji, dzięki sesji z zielskiem pod okiem fachowca od tej roboty.

A katolicyzm, ateizm i darwinizm?

Jeśli komuś jest potrzebny na ścieżce rozwoju, to ma moje błogosławieństwo. Byle nie próbował wejść z tą bzdurą na moją głowę, bo ja akurat tego nie potrzebuję i nie życzę sobie. Jednak muszę zauważyć (z niemałym przerażeniem), że ostatnio teoria Darwina staje się nową, ateistyczną religią i coraz bardziej się fanatyzuje. Kto nie z Darwinem, tego na stos. Kto nie wierzy w ewolucję, ten jest głupi, nikczemny i podły – taką prawdę głosi po świecie Richard Dawkins.

Msza (nie)święta

Ta notka jest uzupełnieniem poprzedniej. Pisałam o krwawych i pedofilskich rytuałach satanistycznych i o tym, że wzmianki o nich można znaleźć jedynie na stronach fundamentalistów chrześcijańskich, którzy (pod warunkiem nawrócenia się na katolicyzm) obiecują ratunek i zbawienie od tego „grzechu”. Żeby było zabawniej, obiecują nam również wybawienie od knowań Iluminatów i projektantów Nowego Porządku Świata.

Naiwny, kto w to uwierzy. Nieszczęsna owieczka, która będzie szukać ratunku w rzeźni.

Jak Wam się z tym kojarzy msza „święta”?

Czyż nie występuje tam picie krwi i jedzenie ludzkiego mięsa? Powiecie pewnie, że to TYLKO SYMBOL. No dobrze, ale symbol czego właściwie? Skąd wziął się pomysł, że spożywanie ciała i picie krwi Zbawiciela-człowieka – nie ważne, czy symboliczne, czy zupełnie realne – ma mieć zbawienne działanie duchowe? Przecież to jest kanibalizm i wampiryzm! W jaki sposób kultywowanie kanibalizmu mogłoby mieć jakiś duchowy, zbawczy sens?

Ktoś, kto należy do KRK i od urodzenia uczestniczy we mszy w ogóle nie widzi koszmaru tego „symbolu”. Żeby go dostrzec trzeba spojrzeć na to z czystym, wolnym od zniewolenia umysłem, a wtedy można doznać szoku. Jak to możliwe, żeby uważająca siebie samą za cywilizowaną religia lansowała takie praktyki, a lud wierzył, że uczestniczy w ŚWIĘTEJ ceremonii?! Co jest świętego w jedzeniu ludzkiego mięsa i piciu krwi, nawet jeśli robi się to tylko „symbolicznie”? Symbole mają potężną moc, a prasa światowa nie raz donosiła, że bardzo pobożnym osobom opłatek zamienia się niekiedy w ustach w mięso – co gorsze – w mięso ludzkie! Czyż to nie prawdziwy horror?

Ale to nie koniec. Kościół ma na sumieniu jeszcze coś, co przez całe lata starannie ukrywał, a pomagała mu w tym „naukowa” teoria syndromu fałszywych wspomnień. Każdy, kto ośmielał się dawać świadectwo przeciwko klerowi traktowany był jak osobnik cierpiący na urojenia lub podły oszczerca. Wszystko to działało, ale do czasu. Nie da się dłużej ukrywać tej straszliwej prawdy, a jej ujawnienie może stać się początkiem końca tej – powiem to wprost – instytucji satanistycznej. Dziś Kościół chwieje się w posadach z powodu wychodzących na jaw jego przerażających zbrodni, jakby żywcem wyjętych z wyznań Bogini Matki. W Wielkiej Brytanii, a szczególnie w Irlandii odkryto i podano do wiadomości publicznej, że pod prowadzonymi przez KRK domami dziecka znajdują się wielkie cmentarzyska dzieci. Okazało się, że istniały tam też izby tortur, w których te dzieci były katowane. I w ten sposób została dowodnie potwierdzona powszechna wśród kleru pedofilia. I to właśnie ta pedofilia stanie się początkiem końca Kościoła. Gdyby wszystkie ofiary wykorzystywania seksualnego wystąpiły z pozwami (na razie wystąpiła tylko część), to KRK stanie się w jednej chwili bankrutem. I nie pomoże, bo stopnieje jak śnieg na wiosnę, potężny majątek Watykanu, w którym nota bene, nasz biskup Peltz żyje sobie niczym udzielny władca, mając do dyspozycji wielkie i luksusowe mieszkanie oraz wikt i opierunek za darmo (ciekawe, czy dostarczają mu również dzieci, żeby nie cierpiał samotności). Takie to „surowe kary” spotykają kościelnych pedofilów…

To wszystko, o czym napisałam jest dowodem, że KRK jest i zawsze był SEKTĄ SATANISTYCZNĄ. Proszę to sobie teraz porównać w wyznaniami Arizony Wilder: mówi ona o rytualnej pedofilii i o piciu krwi, a nawet jedzeniu mięsa ludzi. Czyż nie kojarzy się wam jedno z drugim?

Ja wiem, że większości trudno będzie uwierzyć w historię opowiedzianą przez Arizonę, ale postarajcie się przyjąć to z otwartym umysłem i samodzielnie rzecz przemyśleć. Nie ma dymu bez ognia. Owe gadzie istoty znane są na całym świecie, wspomina o nich wiele ludów i mnóstwo mitów.

Wiarę w jakiego „boga” lansuje Kościół Katolicki? Czyż istota duchowa i doskonała może żądać krwawej ofiary ze swojego syna?

Takich rzeczy może żądać tylko albo sam Szatan (jeśli w ogóle istnieje), albo upadłe istoty z kosmosu, okupujące naszą planetę, o czym mówi wiele źródeł (channelingi!), w tym Arizona Wilder i David Icke.

Nie miejcie jednak złudzeń – ateizm też was nie uratuje, bo jest drugą stroną tego samego medalu. Ateiści już pokazali, co potrafią. Ich ludobójstwo będzie jeszcze bardziej spektakularne, bo „naukowe” i perfekcyjnie zaplanowane. Obozy FEMA są dziełem ateistów.

Świat jest inny niż myślisz

Cywilizacja śmierci kontra katolicka cywilizacja miłości

Kilka cytatów ze „świętej” księgi wypowiedzianych przez „boga miłości”

Kosmiczny spam

Syndrom fałszywych wspomnień i pseudonauka

Badając sprawy z pogranicza nauki (np. relacje o uprowadzeniach przez UFO) często natykam się na pojęcie „syndromu fałszywych wspomnień”. Zawsze mnie ta diagnoza irytowała, ponieważ było dla mnie oczywiste, że takiego syndromu nie ma i być nie może. Mogło tu chodzić wyłącznie o psychologiczny „przekręt”, jakąś próbę robienia wariatów z ludzi, którzy doznali przeżyć zaprzeczających  racjonalistycznemu widzeniu rzeczywistości, a przez to stanowiących dowód na to, że świat funkcjonuje zupełnie inaczej, niż racjonaliści próbują nam to na siłę wmówić. Dlaczego to robią – to temat na osobne opracowanie. Ów rzekomy syndrom służy nie tylko obronie misternej, acz chwiejnej konstrukcji teorii oficjalnej nauki, która w każdej chwili może się zawalić pod wpływem nowych dowodów. Również kryje się za tym próba ukrycia niewygodnej, choć dobrze znanej władzom prawdy na temat inwigilowania naszej planety przez przedstawicieli obcych cywilizacji. Żeby więc uniknąć konieczności odpowiadania na pytania zaniepokojonego społeczeństwa, zbywa się ludzi diagnozą „syndrom fałszywych wspomnień”, a nawet oskarżeniem, że wspomnienia te są skutkiem sugestii hipnotycznej, narzuconej badanemu przez badacza. Prawda, jaka fajna i prosta sztuczka magiczna? Mamy syndrom, mamy świra, który na niego cierpi i nie mamy problemu z wyjaśnianiem czegokolwiek.

Ostatnio trafiłam na coś jeszcze. Pisałam już w tym blogu o pomyłce Zygmunta Freuda, który najpierw odkrył przerażający i jak najbardziej zgodny z prawdą fakt, że wielu ludzi cierpi z powodu wykorzystania seksualnego w dzieciństwie, a później, pod wpływem wrogich nacisków środowiska psychiatrów, wycofał się ze swoich twierdzeń. Mało, że się wycofał. Zrobił coś znacznie gorszego: obciążył winą za ten fakt ofiary owego wykorzystania, co miało tragiczne skutki dla całej ludzkości i dało podstawy do stworzenia owej nienaukowej (ale przez naukę dziwnie ochoczo uznanej) teorii o syndromie fałszywych wspomnień.

Kiedy przyjrzałam się tej sprawie bliżej, odkryłam rzeczy prawdziwie przerażające, w które początkowo zupełnie nie mogłam uwierzyć. No cóż, żyję w świecie rządzonym przez racjonalistów, a oni mają swoje sposoby, żeby zablokować dostęp do prawdziwej wiedzy. Również mnie zdarza się wpadać w zastawione przez nich sprytnie pułapki.

O sprawach tych czytałam do tej pory na stronach fundamentalistycznie katolickich, a ponieważ nie mam zaufania do tego typu źródeł informacji wzruszałam tylko ramionami i robiłam wymowne kółko na czółku. Nikt normalny nie wierzy przecież religijnym oszołomom, którzy robią zadymę z powodu jakichś, zapewne urojonych, obrzędów satanistycznych.

I to był bardzo wielki błąd. Dałam się oszukać jak ta bezmyślna, racjonalistyczna owieczka.

Najpierw na stronie Koniec milczenia, która jest kopalnią wiedzy psychologicznej przeczytałam tekst Lloyd’a DeMause Dlaczego sekty satanistyczne gwałcą, torturują i zabijają dzieci? Gdyby ten tekst znalazł się na stronie katolickiej, nawet bym na niego nie spojrzała. Ale ku mojemu zdumieniu napisał to świecki psycholog. No cóż, moja pierwsza myśl była taka, że facet zwariował, a strona nie jest wcale tak bardzo godna godna zaufania jak mi się w pierwszej chwili wydawało. Jednak przemogłam się i przeczytałam resztę artykułów tego autora, a to mnie z kolei utwierdziło w przekonaniu, że jest to człowiek poważny i rozsądny. A więc coś w tym musi być.

O rzekomym syndromie fałszywych wspomnień Lloyd DeMause pisze tak:

Znajdując się, jak wszyscy, pod wpływem potopu książek i artykułów z ostatnich kilku lat, zacząłem pracę od zastanawiania się, czy doniesienia o kultowych nadużyciach rytualnych są w ogóle prawdą, gdyż literatura ta nazywa je urojeniami, a nawet wszczepionymi wspomnieniami. Tymczasem psychoterapeuci w całym kraju donoszą o szerokim napływie pacjentów ze wspomnieniami KNR. „Monarch Resourses” – kalifornijski telefon zaufania dla ofiar nadużyć -odnotowuje rocznie 2500 informacji o kultowych nadużyciach rytualnych. „Looking Up” – analogiczny telefon zaufania w Maine – przyjmuje rocznie 6000 takich zgłoszeń. „Child Help” – ogólnokrajowa linia – w ostatnim roku przyjęła 1741 rozmów z ofiarami KNR. Podobne liczby dostępne są w w wielu innych placówkach. Te lokalne dane przekładają się w skali całego kraju na lekko biorąc dziesiątki tysięcy ofiar KNR rocznie, plus liczba tych, które milczą. Nie znaczy to, że liczba nadużyć popełnianych przez sekty satanistyczne tak gwałtownie ostatnio się zwiększyła, ale że – podobnie jak w przypadku innych form nadużyć na dzieciach – jesteśmy ostatnio coraz bardziej otwarci na dostrzeganie ich. Wydaje się jednak niemożliwe, aby cały ten zalew wspomnień KNR był wymysłem pacjentów lub wynikiem wszczepienia im ich przez terapeutów. Terapeuci są, w najlepszym sensie tego słowa, grupą nieśmiałą i pomysł, że nagle mieliby zacząć implantować fałszywe wspomnienia dziesiątkom tysięcy swoich pacjentów bez jasnej przyczyny, może trafiać jedynie do naiwnych. Nikt nie przedstawił do tej pory choćby skrawka dowodu na masowe wszczepianie tzw. fałszywych wspomnień.

Z chwilą, gdy zacząłem zapoznawać się z literaturą na ten temat, zaczęło do mnie docierać skąd pochodzi ów, przypominający polowanie na czarowniece, zgrany chór oskarżeń o implantowanie wspomnień nadużyć: od samych oprawców. Zacznę od tego, że założyciel Fundacji FMS (False Memory Syndrome Foundation) został wcześniej oskarżony przez swoją córkę o molestowanie seksualne w dzieciństwie. Następnie, główni sponsorzy i „naukowi rzeczoznawcy” związani z tą fundacją, są albo byli oskarżeni o nadużycia seksualne na dzieciach, albo są członkami grup pedofilskich domagającymi się prawa do seksu z dziećmi, albo publikują się w pedofilskiej prasie, tak jak jeden z członków Ciała Doradczego FMS (False Memory Syndrome Foundation Advisory Board), który ostatnio na łamach czasopisma Paidika: The Journal of Paedophillia wypowiedział się następująco: „Pedofile mogą jasno i odważnie afirmować to, co jest ich seksualnym wyborem. Mogą mówić, że to czego chcą, jest najlepszym sposobem miłości. Śmiało mogą mówić tak: ‚Wierzę, że to jest w istocie wolą Boga’.”

W dodatku, również niektórzy autorzy książek o „fałszywych wspomnieniach” są adwokatami pedofilów. Na przykład, Paul i Shirley Eberle, autorzy książki „Wykorzystanie niewinności – sprawa przedszkola McMartin” (The Abuse of Innocence: The McMartin Preschool trial), jednej z najczęściej cytowanych publikacji, piszą w niej, że doniesienia o KNR są zbiorową histerią. W książce tej, poważnie przyjętej przez krytyków i wielokrotnie potem cytowanej w poważnych magazynach jako miarodajne źródło, Paul i Shirley Eberle twierdzą, że ponad setka dzieci, które mówią o kultowych nadużyciach rytualnych doznanych ze strony personelu przedszkola, przeszła „pranie mózgu,” że ich matki, wszystkie, są histeryczkami i że nieważny jest fakt, że lekarze znaleźli fizyczne dowody gwałtów i torturowania u trzech czwartych tych dzieci, potwierdzające ich zeznania. Krytyka jednak ani słowem nie wspomina, że państwo Eberle są nazywani „najbardziej płodnymi producentami dziecięcej pornografii w USA” przez Tobby’ego Tylera, naczelnego szeryfa San Bernardino, który jest powszechnie uznanym w Stanach Zjednoczonych ekspertem d/s dziecięcej pornografii. Oglądane przeze mnie materiały pornograficzne państwa Eberle, jak i ich opublikowane artykuły – np. „Byłam seksbombą mając pięć lat” (I Was a Sexpot at Five) czy „Małe lolitki” (Little Lolitas) – zawierają ilustracje i zdjęcia, na których dzieci są gwałcone analnie i oralnie.

Ponownie o sprawie usłyszałam w relacji Arizony Wilder, z którą rozmawiał David Icke (film „Revelations Of A Mother Goddess„). Gdybym obejrzała ten film bez przygotowania, pewnie straciłabym zaufanie do Davida Icke. Ale po lekturze artykułów Lloyd’a DeMause wiedziałam już, co sądzić o owym „syndromie” i o nękającej Arizonę Fundacji Syndromu Fałszywych Wspomnień (False Memory Syndrome Foundation).

Ponieważ mnie już nic nie jest w stanie zaszkodzić powiem wprost co myślę o nauce, racjonalistach i władzy tego świata: sprzedaliście nas panowie i panie za garść nędznych srebrników, a sami kolaborujecie jak zdrajcy z istotami, które są do szpiku kości złe, i których celem jest unicestwienie większości populacji tej planety i zamienienie pozostałych niedobitków w kontrolowanych chemicznie i elektronicznie niewolników. W dzisiejszych, ponurych czasach nauka nie służy tak jak kiedyś zdobywaniu wiedzy i poprawianiu bytu ludzkości. Dziś służy ona legitymizowaniu kłamstw polityków i szkodzeniu tejże ludzkości. Zamiast bronić nas przed zbrodniczymi planami ludobójstwa, uknutego przez twórców totalitarnego tworu, zwanego Unią Europejską i Nowym Porządkiem Świata (rządem światowym) większość naukowców i cała banda sprzedajnych autorów różnych rzekomo „antybzdurowych” blogów propaguje szkodliwe kłamstwa o nieistniejących syndromach i szkodliwości witamin oraz suplementów.

Ale to krótkowzroczna polityka. Nie nacieszycie się długo swoimi srebrnikami. Możecie być pewni, że i tym razem, dokładnie tak samo jak się to dzieje w bajkach dla dzieci, szatan wystrychnie was na dudka. Sprzedaliście swoje dusze i podpisaliście cyrograf własną krwią, powinniście jednak wiedzieć, jak kończą się wszystkie bez wyjątku interesy z diabłem. Nie dość, że nie dostaniecie tego, co wam obiecano, ale wasz zdradziecki przyjaciel z szyderczym śmiechem zostawi was i wasze potomstwo w piekle, w które zamieniacie naszą piękną ziemię. Zapomnieliście, że siedzicie na tej samej gałęzi co my wszyscy – reprezentanci tak przez was pogardzanej ludzkości. Kiedy ją podetniecie, spadniecie wraz z nami. Opryskiwanie nas z nieba oznacza, że i wy i wasze dzieci zostaniecie również opryskani. Wiatry usłużnie rozniosą tę truciznę po wszystkich zakątkach naszej planety, również tam, gdzie macie nadzieję stworzyć dla siebie rajskie i ekologiczne ogrody. I my i wy i wasze cudowne dzieci, wszyscy razem, będziemy jeść tę samą zatrutą chemikaliami i pozbawioną wartości odżywczych żywność GMO (bo to paskudztwo wkrótce rozsieje się po całej planecie, skażając i unicestwiając wszystko, co stworzyła natura i całe pokolenia rolników), pić zatrutą wodę, wdychać powietrze pełne toksyn, chorować na nowotwory i leczyć się zabójczą chemioterapią. Chyba nie jesteście aż tak naiwni, żeby sądzić, że dostarczą wam żywność i powietrze z innej planety. Spoko, wasi upadli mocodawcy mają was tam, gdzie wy macie nas.

A my?

My wbrew waszym knowaniom przetrwamy. Już niedługo wejdziemy w takie rejony wszechświata, w których panują wibracje zabójcze dla ludzi o niskich wibracjach duchowych i zacznie się masowe wymieranie „dinozaurów” – czyli was. Ale o tym napiszę osobno.