Wzrost emisji CO2 to drobiazg

Z prof. Leszkiem Marksem rozmawia Stefan Sękowski

Prof Leszek Marks
Prof. Leszek Marks
Profesor geologii, pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego

 

 

W łagodniejszej zimie mniej kosztuje ogrzewanie, transport, także okres wegetacyjny w innych porach roku jest dłuższy, dzięki czemu zbiory są większe. W takiej sytuacji może być Polska

Czy moje wnuki będą jeszcze znały śnieg?

Nawet jeśli klimat się ociepli, to śnieg będzie padał. Ocieplenie klimatu może nawet zwiększać opady śniegu – oceany szybciej parują, w związku z czym opady są większe, a gdy temperatury są ujemne, wówczas występują one w formie śniegu.

Pytam, bo już moje dzieci cieszą się z byle spadającego płatka. Trudno zaprzeczyć, że klimat się ociepla.

Ociepla się minimalnie. Niedawno na północnej półkuli występowało podobne ocieplenie, które trwało od lat 20. do lat 50. XX wieku. Wcześniej, jeszcze większe ocieplenie było w średniowieczu, mniej więcej w latach 900–1300, jeszcze wcześniej w okresie rzymskim i minojskim. To powtarza się cyklicznie.

Jednak te ocieplenia były lokalne, a dziś mamy mieć globalne.

Ocieplenie średniowieczne dotyczyło całego regionu północnego Atlantyku, czyli przede wszystkim Europy, a w tym samym czasie ochłodziła się nieco strefa równikowa. I dziś także obserwujemy lekkie obniżenie temperatur w okolicy równika. Znów od mniej więcej 2000 roku półkula północna się nie ociepla, ociepla się południowa, w okolicy zwrotnika. Ponadto nie należy aż tak bardzo obawiać się ocieplenia klimatu. Gdy spojrzymy na historię człowieka, na ostatnie 3 – 4 tysiące lat, okaże się, że ocieplenie klimatu było dla nas korzystne, to ochłodzenia były dramatem. Ochłodzenie „małej epoki lodowej” w XVII wieku przyniosło epidemie, głód i wojny. Gdyby średnia roczna temperatura w Europie obniżyła się o 1 stopień Celsjusza, mielibyśmy o miesiąc krótszy okres wegetacyjny.

Ale ocieplenie klimatu także przynosi głód. Fala imigracji do Europy wynika nie tylko z wojny w Syrii, ale także z głodu w Afryce Wschodniej, wywołanego suszą. Susze na Haiti trwają od trzech lat – tego wcześniej nie było.

To jest wina człowieka, ale nie ma to żadnego związku z globalnym ociepleniem. Głód w Afryce bierze się m.in. ze źle przeprowadzanej pomocy w sytuacjach kryzysowych. Zamiast dać tym ludziom przysłowiową wędkę, daje się rybę, przez co uzależnia się ich od dalszej pomocy. Na Haiti były natomiast kiedyś piękne lasy, których dziś nie ma. Ten kraj przez kilkadziesiąt lat spłacał Francuzom ogromny haracz za niepodległość. W tym celu sprzedawano wszystko, co było można, także drewno, więc wycięto te lasy. W efekcie woda nie ma się gdzie gromadzić, a gdy do tego dochodzi brak opadów, pojawia się susza.

Czyli jednak – zawinił człowiek.

Tak, ale nie ma to nic wspólnego z globalnym ociepleniem. I jest to klęska lokalna, nie globalna.

Ale tak gwałtownych zmian klimatu – i mówię nie tylko o zmianie temperatur, także o innych czynnikach – dotychczas nie było.

To zależy, jak na to spojrzeć. Często mówi się o huraganach: ich wcale nie jest więcej, niż było kiedyś. Zwracamy na nie uwagę, bo jest nas, ludzi, więcej. Mamy bardziej rozbudowaną infrastrukturę, więc i zniszczenia są większe.

Według „Nature” zmiany klimatyczne mogą zmniejszyć PGB (Produkt Globalny Brutto) na głowę do 2100 roku o około ¼. To możliwe?

Przedstawia się bardzo różne wyliczenia. Faktycznie, tam, gdzie będą susze, tam i gospodarki będą cierpieć. Alarmistyczne prognozy opierają się na uznaniu, że największym czynnikiem sprawczym zmian klimatu jest dwutlenek węgla. Z drugiej strony im więcej dwutlenku węgla w atmosferze, tym mamy lepsze plony – o czym wiedzieli już badylarze „dogrzewający” rośliny w szklarniach dwutlenkiem węgla. Przy zwiększonej ilości dwutlenku węgla rośliny są bardziej odporne na susze. Takie efekty mielibyśmy nawet, gdybyśmy zwiększyli ilość dwutlenku węgla w atmosferze dwuipółkrotnie. Z kolei gdybyśmy zmniejszyli zawartość CO2 w powietrzu o połowę, to w ogóle nie mielibyśmy wegetacji. I wtedy Ziemia stałaby się pustynią, zarówno na lądzie, jak i w oceanie.

Rośliny muszą jednak gdzieś rosnąć – tymczasem w wyniku ocieplenia klimatu mają topnieć lodowce, które zalewają ląd stały.

Nie przesadzajmy, one nie topnieją aż tak bardzo. Wpływ topnienia lodowców na rzeki u podnóży Himalajów jest marginalny, wynosi ok. 1,5%. Jeśli chodzi zaś o wylewy rzek, to one zawsze były błogosławieństwem dla człowieka. Gdy ok. 4200 lat temu Nil przestał wylewać w takim zakresie, jak to robił wcześniej – co było związane ze zmianą zasięgu monsunów, nie z działalnością człowieka – to upadło egipskie Stare Państwo.

Nasze działania nie mają więc wpływu na zmiany klimatyczne?

Mają, ale nie taki, jaki im się przypisuje. Prawdą jest, że spalanie paliw kopalnych ma znaczący wpływ na wzrost obecności dwutlenku węgla w atmosferze. Ale wpływ tego zjawiska na klimat jest minimalny, o ile w ogóle istotny. O wiele groźniejszy jest metan, o którym praktycznie się nie mówi. I tu wpływ człowieka ma znaczenie, przyczynia się do jego produkcji: raz, że jest nas coraz więcej, a dwa, hodujemy coraz więcej zwierząt, które go wydalają. Temu się nie przeciwdziała, w przeciwieństwie do emisji dwutlenku węgla. Można go stosunkowo łatwo przechowywać, co jest dobrym biznesem.

Jak należałoby walczyć ze skutkami działania ludzi w tym zakresie?

Ziemia jest w stanie wyżywić znacznie więcej ludzi niż dziś. Pytanie brzmi: na jakim poziomie? W kontekście Polski przede wszystkim należy zmodernizować energetykę. I nie chodzi tu o „dekarbonizację”, bo ani elektrownie wiatrowe, ani słoneczne nie są w stanie zastąpić elektrowni węglowych. Nasze elektrownie są przestarzałe, gdyby były bardziej nowoczesne, wystarczyłoby spalać o połowę mniej węgla niż dziś. Jakąś opcją mogłaby być też energetyka jądrowa.

Jak pan w tym kontekście ocenia dotychczasową światową politykę klimatyczną?

Na początku biznes był przeciwny polityce klimatycznej. Kiedy jednak przedsiębiorcy zobaczyli, że da się na tym zarobić, to zabrali się za odnawialne źródła energii, co nie znaczy, że energetyka konwencjonalna odejdzie do lamusa. Ta polityka nie jest skuteczna, emisje ciągle rosną – przykładowo Chińczycy otwierają niemal codziennie nową elektrownię węglową.

Kto skorzysta na zmianach klimatycznych?

To zależy, jak będą przebiegały te zmiany. Jeśli zimy będą łagodniejsze, to kraje, które tego doświadczą, zyskają. W łagodniejszej zimie mniej kosztuje ogrzewanie, transport, także okres wegetacyjny w innych porach roku jest dłuższy, dzięki czemu zbiory są większe. W takiej sytuacji może być Polska: zmiany mogą pozytywnie wpłynąć na rolnictwo, przemysł, ale i np. na turystykę. Warto się też przygotowywać na sytuację, w której zimy pozostaną tak zimne, jak do tej pory, ale okresy lata będą gorętsze – i opady będą niewielkie. Jednak i do tego można się przyzwyczaić, taka sytuacja ma miejsce na południu Europy od kilkudziesięciu lat.

Z przyrodą trzeba współpracować, a brak tej współpracy widać choćby w przypadku gospodarki rzecznej. Dziwimy się, że rzeki zalewają miasta, ale jeśli się je dokładnie zabudowuje, to tak to się musi kończyć. Regulacje rzek były błędem, ponieważ zwężenie koryta i zabudowywanie terenów zalewowych powoduje bardzo duże straty, gdy już – w wyniku zwiększenia opadów – dojdzie do powodzi. Trzeba być świadomym zmian klimatu, obserwować je i się do nich dostosowywać.

Czy te zmiany nie będą pogłębiały podziałów na bogatą Północ i biedne Południe?

Afryka jest kolebką ludzkości – i w swoim czasie były tam najlepsze warunki dla człowieka. Także dziś w strefie międzyzwrotnikowej jest gorąco, ale nie przez cały dzień, niemal codziennie padają tam deszcze, dzięki czemu roślinność świetnie się rozwija. To mógłby być raj na ziemi – a nie jest. To, że dziś ten kontynent kojarzy się nam z suszą i głodem wynika z ludzkiego działania: od czasów kolonizacji arabskiej, po europejską. Eksploatacja tego kontynentu doprowadziła do zniszczenia tamtejszej gospodarki i podporządkowania ludności zagranicy, co trwa do dziś.

Ponadto w przeszłości ludzie mieszkali na Saharze, która 5 – 6 tys. lat temu była sawanną, a nie pustynią. W wyniku naturalnych zmian klimatycznych zaczęła wysychać, ale i człowiek, wypasając tam owce i kozy, doprowadził do zniszczenia roślinności, która już nie odrastała w tych samych warunkach klimatycznych.

Jednak to szczególna sytuacja. Człowiek jest niewątpliwie odpowiedzialny za wiele rzeczy, ale ma stosunkowo mały udział, jeśli chodzi o zmiany klimatu.

Stefan Sękowski

 

Stefan Sękowski
Redaktor „Nowej Konfederacji”, dziennikarz „Gościa Niedzielnego”

 

Źródło: Nowa Konfederacja nr 3 (2016)

Naukowy doradca Obamy mówi, że rozpylanie smug chemicznych uratuje planetę

John Holdren, doradca ds nauki Obamy uważa, że geo-inżynieria pomoże planecie ustabilizować pogodę w odniesieniu do globalnego ocieplenia.

Holdren widzi geo-inżynierię jako idealnie trwały sposób schładzania temperatury planety. W pełni popiera proces uwalniania cząstek baru, magnezu, aluminium, nano-włókien i innych substancji chemicznych by odbijać światło słoneczne z dala od Ziemi.

W artykule opublikowanym w Council of Foreign Relations Journal wydanym przez Council on Foreign Relations (CFR), organizacja wychwala stosowanie metali ciężkich w atmosferze by walczyć z globalnym ociepleniem. Rozumowanie to jest oszustwem, zważywszy, że zmiany klimatu wytworzone przez działalność człowieka to kłamstwo promowane przez światowe elity i panel ONZ IPCC, kłamstwo narzucane populacji świata. Naukowcy na całym świecie doszli do wniosku, że to słońce nagrzewa nie tylko naszą planetę ale również i wszystkie inne planety w naszym układzie słonecznym.

Narodowy Instytut Zdrowia [w USA] uznał, że geo-inżynieria jest bezpośrednio odpowiedzialna za stwierdzenie obecności neurotoksyn w ludzkiej krwi, płucach, a także za powodowanie całego szeregu neurotoksycznych warunków, takich jak stwardnienie rozsiane.

Holdren dołącza do alarmistów zmian klimatycznych, którzy grożą, że jeśli globalne ocieplenie nie zostanie spowolnione na czas, to nie da się już powrócić do wyimaginowanego „Punktu zwrotnego”. Jednym z twierdzeń jest to, że lód całkowicie stopi się w Arktyce, choć naukowcy pokazują, że jest to ewidentnie nieprawdziwe.

Kim jest J.P. Holdren:

Badania na Uniwersytecie Syracuse stwierdziły, że zmiany klimatu są naturalne i nie są spowodowane przez człowieka. Naukowcy przebadali cykle temperatur Ziemi ostatnich 1000 lat aż do teraz i odkryli że:

  • Ziemia tak naprawdę się ochładza
  • Lód na Arktyce nie topi się
  • CO2 nie jest przyczyną ekstremalnych zmian pogodowych, których jesteśmy świadkami.

Holdren obwinia jednak emisje CO2, które są dziełem ludzi, za susze, niedobory żywności i podnoszenie się poziomu mórz, wraz z ekstremalnymi zjawiskami pogodowymi jakich jesteśmy świadkami. Holdren nie jest osamotniony w upowszechnianiu tej mistyfikacji. Amerykańskie Towarzystwo Meteorologiczne obecnie opracowuje deklarację polityczną, która będzie potwierdzać to kłamstwo, mówiąc, że „rozsądne jest rozważenie potencjału geo-inżynierii, by zrozumieć jej ograniczenia i uniknąć nierozsądnego wdrażania.” Robert Socolow, naukowiec Princeton, powiedział Narodowej Akademii, że geo-inżynieria powinna być łatwo wykonalną realną opcją w przypadku dramatycznego pogorszenia się klimatu.

Podczas gdy rzetelne naukowe dane wskazują, że CO2 nie jest problemem, są nadal ignorowane. Geo-inżynieria sama w sobie jest rażąco niekorzystna dla atmosfery i jest bezpośrednią przyczyną poważnych zmian jakich jesteśmy świadkami w ostatnich dziesięcioleciach.

Holdren podtrzymuje cel Obamy obcięcia o 20% emisji gazów cieplarnianych do 2020 r. i 80% do roku 2050.

Źródło: PrisonPlanet.pl

Filmy na temat geo-inżynierii i chemtrails

Mordercze lobby przeciwatomowe atakuje! (Uwaga „racjonaliści”, to jest SARKAZM!)

Mordercze lobby przeciwatomowe chce wymordować ludzkość dwutlenkiem węgla i brakiem prądu!

Psychopaci znaleźli nowy sposób kneblowania ust przeciwnikom energii atomowej. Argumentacja jak zwykle jest kuriozalna!

Otóż według nich przeciwnicy energetyki jądrowej (z astromarią na czele!), niczym te parszywe hieny cmentarne, wykorzystują tragedię niewinnych ofiar awarii w Japonii do straszenia energią atomową!

No proszę! I pewnie płaci nam za to jakieś krwiożercze, psychopatyczne lobby przeciwatomowe, ciągnące miliardy dolarów zysku z emisji do atmosfery dwutlenku węgla?! A może bogacą się ci szubrawcy na braku energii elektrycznej, do czego rzekomo ma doprowadzić embargo na energię atomową?

Powiedzieć, że jest to stawianie sprawy na głowie, to mało!

To typowa psychopatyczna zabawa w pranie mózgu głupiej ludzkości.

Najpierw celowo obniża się poziom edukacji, potem rozkręca się histeryczną i kłamliwą kampanię oszczerstw przeciwko CO2, a na końcu wmawia się ogłupiałej gawiedzi, że energetyka jądrowa jest idealnie czysta i całkowicie bezpieczna i że jeśli z powodu jednej awarii mielibyśmy całkowicie zakazać jej rozwoju, to równie dobrze moglibyśmy zakazać latania samolotami, bo tam też zdarzają się wypadki, w których giną ludzie. Ach, jaka mądra argumentacja, prawdziwy geniusz ją wymyślił! To słowa głównego polskiego „obrońcy rozumu”. I właśnie dlatego „racjonalistyczny” kult rozumu i popisy krasomówstwa niektórych polskich naukowców tak mnie szczerze rozśmieszają!

A teraz popukajmy się zdrowo po pustych mózgownicach, całkowicie i do czysta wypranych przez media i sprzedajną pseudonaukę, miłościwie nam królującą od czasów słynnej nagrody Nobla dla Ala Gore’a i zacznijmy racjonalnie (ale nie „racjonalistycznie”) myśleć: przed czym Japończycy masowo uciekają z kraju?

Przed skażeniem dwutlenkiem węgla?

Czy widzieliście kiedykolwiek, żeby gdziekolwiek w świecie nastąpił wybuch elektrowni węglowej i niekontrolowane skażenie dwutlenkiem węgla, który zabił miliony ludzi?

Czy to samo powiecie drodzy „racjonaliści” o skażeniu radioaktywnym?

Na naszych oczach rozgrywa się niewyobrażalna tragedia: wybuchają kolejne reaktory atomowe skażając wszystko wokół, a ratownicy są całkowicie bezsilni. Nawet gorzej: wszyscy stamtąd uciekli, bo zagrożenie skażeniem jest tak wielkie, że nie ma odważnych, którzy weszliby w tę paszczę diabła.

Nikt nie jest w stanie zatrzymać reakcji łańcuchowej, która całkowicie wymknęła się spod kontroli. Na całej ziemi nie ma takiego mądrego uczonego, który wiedziałby, jak nad tym zapanować.

Polewanie wodą topiących się rdzeni jest nieskuteczne i wręcz śmieszne, a co więcej niebezpieczne, ponieważ para wodna roznosi skażenie jeszcze dalej.

Skoro ludzkość nie potrafi zapanować nad reakcją łańcuchową, bo albo się tego JESZCZE nie nauczyła, albo, być może, jest to w ogóle NIEMOŻLIWE nie powinniśmy w ogóle używać energii atomowej. Proste i oczywiste! Bawiąc się w bogów zachowujemy się jak uczeń czarnoksiężnika. Potrafimy uruchomić śmiertelnie niebezpieczny proces, ale nie mamy pojęcia, jak go zatrzymać.

A ci, którzy twierdzą, że nie mamy żadnej innej alternatywy, jak tylko śmierć z powodu dwutlenku węgla lub atomowe zbawienie przypominam, że istnieje mnóstwo innych, alternatywnych źródeł energii.

Propagatorzy energetyki jądrowej to cyniczni kłamcy i psychopaci!

Wczoraj w Rzepie czytałam, że Japonia nie miała i nie ma innego wyjścia, jak budowanie elektrowni atomowych, bo kraj ten nie ma żadnych surowców naturalnych.

Wyjątkowo cyniczne kłamstwo!

Japonia leży w terenie sejsmicznym, więc ma nieograniczony dostęp do złóż geotermalnych. Mają tyle gorącej wody za darmo, że wystarczyłoby im to do napędzania lokalnych elektrowni parowych. Mogliby też budować elektrownie napędzane falowaniem morza. Słońca ani wiatru również u nich nie brakuje.

Nawet w naszym klimacie do ogrzewania, a nawet chłodzenia mieszkań można używać słońca. Tak! Słońca, a nie węgla, gazu i prądu. Wystarczy zbudować dom w taki sposób, żeby sam grzał się zimą i chłodził latem, a wszelkie piece i klimatyzatory staną się zbędne. Istnieją doskonale opracowane technologie, które to umożliwiają.

Gdyby w każdej okolicy zbudować lokalną, niewielką elektrownię wiatrową, wodną lub słoneczną, zależnie od warunków panujących w danym regionie, a każdy dom wyposażyć w kolektory słoneczne lub wiatraki nie byłoby potrzeby przesyłania energii elektrycznej na duże odległości. Zapotrzebowanie na prąd spadłoby radykalnie i nie byłoby strat ani wielkich awarii na łączach przesyłowych.

Podobnie mają się sprawy, jeśli chodzi o rzekomo zagrażający światu brak wody (w szkole mnie uczono, że w przyrodzie nic nie ginie, więc pozwolę sobie spytać: a gdzie ta woda znikła?) Zamiast budować wielkie oczyszczalnie ścieków i wodociągi (które „za karę” można wyłączyć lub do których można dosypać jakiejś trucizny), lepiej zaprojektować zamknięty, lokalny obieg wody: wszystko, co czerpiemy ze środowiska zwracamy do niego po oczyszczeniu na miejscu. Każdy dom może mieć lokalne ujęcie wody i własną przydomową oczyszczalnię ścieków. Tu również technologie są opracowane, ale są sabotowane przez psychopatów, rządzących światem i niczym te pasożyty czerpiących zyski z dojenia obywateli z ich ciężko zarobionych pieniędzy.

Moi drodzy, wszystkie te technologie, a nawet wiele więcej (zatrącających wręcz o fantastykę naukową), są w zasięgu ręki. Mądrzy i rzetelni uczeni już dawno wszystko to zbadali i opracowali do praktycznego użytku. Problem jedynie w tym, że lobby naftowe i atomowe sabotuje ich powszechne stosowanie, bo gdyby ludzie masowo przestali nabywać ropę, gaz i prąd, to sami rozumiecie, że ci psychopaci wylecieliby z rynku i musieliby się zająć uczciwą pracą.

Śmiech na sali, przecież uczciwa praca jest dla nich rzeczą nie do przyjęcia!

A teraz na zakończenie proponuję zabawę: spróbujcie wybudować samowystarczalny dom, który nie będzie potrzebował usług zakładu energetycznego, gazowni i wodociągów. Macie w swoim posiadaniu wszelkie projekty: projekt samego energooszczędnego domu, rozwiązań wodnych, wiedzę o kolektorach, wiatrak i co tylko może być potrzebne, żeby całkowicie uniezależnić się od dostawców energii i wody.

I jak myślicie?

Kto tu rządzi?

Nie zbudujecie takiego domu.

Nie, bo nie!

No nie nada. Nie lzja, jak mawiali ruscy urzędnicy za komuny.

Związek Socjalistycznych (a może raczej Komunistycznych / Faszystowskich) Republik UE na to nie wyda zezwolenia. Albo koncesje na to będą tyle kosztować, że nawet waszym wnukom nie uda się spłacić kredytów, jakie będziecie musieli zaciągnąć, żeby żyć za darmo.

Czy teraz rozumiecie, o co tu tak naprawdę chodzi?

A teraz zachęcam do przeczytania artykułu ze StopCodex:

Czy Polacy powinni zgodzić się na budowę elektrowni atomowej?

Okiem fizyka jądrowego – ocena bezpieczeństwa.

Czy Polacy powinni zgodzić się na budowę elektrowni atomowej?

W TV toczy się kłamliwa kampania propagandowa dotycząca awarii w elektrowni Fukushima w celu zapobieżenia protestom przeciw narzuconej nam przez Francję budowie elektrowni jądrowej. Jako fizyk jądrowy doświadczalny, mający wieloletnie doświadczenie z US w bezpieczeństwie jądrowym pragnę przedstawić realne zagrożenia, stopniowo materializujące się w elektrowni Fukushima.

Najważniejszym zagrożeniem jest niemożliwość wyłączenia reaktorów atomowych. „Wyłączenie reaktora” to jest tylko zmniejszeniem jego mocy. Analogią jest zdjęcie nogi z gazu w samochodzie, co jednak jest zupełnie czymś innym niż wyłączenie silnika poprzez przekręcenie kluczyka. Następnym zagrożeniem jest niemożliwość poprawnego chłodzenia rdzenia reaktora w przypadku problemów z drożnością przewodów chłodzących w samym rdzeniu. Niewyobrażalna dotychczas, sytuacja awarii wszystkich systemów chłodzenia, zachodzi kolejno we wszystkich blokach elektrowni Fukushima.

Rozwijająca się dramatycznie sytuacja jest dokładnym zaprzeczeniem teoretycznych zapewnień o bezpieczeństwie, niezawodności i nowoczesności energetyki jądrowej. Rząd Japonii rozpowszechniał informacje, że nie występuje niebezpieczeństwo skażenia promieniotwórczego, ponieważ, w przeciwieństwie do Czernobyla, reaktory w Fukushimie są zamknięte w stalowych obudowach. Była to oczywista nieprawda, jak pokazał rozwój sytuacji w ostatnich dniach. Dalsze uszkodzenia grożą eksplozją obudowy reaktora i rozrzuceniem przez wybuch znacznych ilości substancji radioaktywnych po okolicy. Taki scenariusz, obecnie już więcej niż prawdopodobny, grozi poziomem skażenia porównywalnym z Czernobylem.

Niestety nie jest to najgorszy scenariusz. Jeśli stopi się rdzeń, to nastąpi segregacja metali z uwagi na różnice w gęstości. Ciężkie metale rozszczepialne opadną na dno obudowy, a lekkie metale z prętów kontrolnych wypłyną na powierzchnię – spowoduje to niekontrolowane zwiększenie mocy reaktora, zwiększenie promieniowania, wzrost temperatury do kilku tysięcy stopni, przetopieniem obudowy i podłoża reaktora, oraz wylanie się radioaktywnych materiałów do gleby lub morza.

Niestety, jest też możliwy najtragiczniejszy scenariusz.

Jeśli po stopieniu rdzenia, obudowa nie ulegnie całkowitemu roztopieniu, to w dolnej części reaktora nastąpi skoncentrowanie wielkiej ilości płynnych materiałów rozszczepialnych. Może to doprowadzić do zajścia “brudnej” eksplozji nuklearnej o niewielkiej sile. Jednak, skażenie promieniotwórcze będzie gigantyczne, wielokrotnie większe, niż skażenie spowodowane eksplozją, nawet największych, bomb atomowych. Nowoczesna bomba wodorowa zawiera około 1 kg plutonu w zapalniku. Rdzeń reaktora zawiera do kilkunastu ton różnych materiałów rozszczepialnych. Skutki takiej eksplozji, byłyby nieporównywalnie tragiczniejsze niż w przypadku Czernobyla. Słowa premiera Japonii, że Fukushima nie jest Czernobylem, nabrały by tragicznie ironicznego znaczenia. Do atmosfery dostanie się prawie 100% substancji radioaktywnych w wyniku odparowania rdzenia reaktora. Zanieczyszczenie radioaktywne mogą być porównywalne ze skutkami zanieczyszczeń powstałych podczas wojny jądrowej z użyciem setek bomb atomowych.

Zasięg zanieczyszczenia radioaktywnego o poziomie zabójczym dla ludzi, może wykroczyć daleko poza samą Japonię. Mając nadzieję, że w samej Japonii nie zrealizuje się najgorszy scenariusz, jako Polacy, zastanówmy się jakim ewentualnym kosztem chcemy finansować Francuski przemysł nuklearny. Nie dajmy się zwieść gołosłownym zapewnieniom rządu i osób finansowo powiązanych z dotacjami unijnymi o bezpieczeństwie energetyki jądrowej. Awarię elektrowni jądrowej mogą spowodować różne czynniki, nie tylko trzęsienia ziemi. Skutki em takiej awarii nuklearnej może być całkowite zniszczenie Polski i powolna śmierć w męczarniach większości z nas w wyniku choroby popromiennej.

Dr. Marek Chmielowski

http://prawda2.info/viewpost.php?p=180840