Trochę śmiechu

Ostatnio nadchodzą same ponure wiadomości, więc się trochę pośmiejmy (obrazki podkradłam z Facebooka):

 

Światowy dzień kota

Z okazji Dnia Kota składam serdeczne życzenia wszystkim naszym ukochanym Mruczkom!!!!

A oto nasze rodzinne koty (kliknij żeby powiększyć):

Moje kotyKot AndrzejaKot Kingi i Marcina

 

Wszystkiego najlepszego w roku „końca świata”!

Kochani, życzę wszystkim wszystkiego co najlepsze w tym wyczekiwanym od lat roku 2012.

Oby to rzeczywiście był rok „końca” tego zgniłego i rozpadającego się świata korupcji, kłamstw i rządów psychopatów.

Pokażmy samozwańczym „elitom”, że jesteśmy LUDŹMI, a nie baranami i że jako ludzie nie jesteśmy niczyją własnością.

Jesteśmy istotami, obdarzonymi rozumem i duszą, która jest iskierką boskości. W tym sensie jesteśmy dziećmi Boga i choćby z tego powodu zasługujemy na szacunek.

Życzę wszystkim przebudzenia się z hipnozy, w której podtrzymują nas media i zrzucenia kajdan, w które usiłują nas zakuć samozwańcze, psychopatyczne elity, rządzące tym światem.

Pokażmy psychopatom, że przejrzeliśmy ich plan wywołania na ziemi chaosu, wojen i zniszczenia po to, żeby mieli pretekst do zaprowadzenia rządów żelaznej ręki. Pokażmy im, że nie pozwolimy na realizację ich planów i że odzyskamy wolność bez przelewu krwi.

Życzę wszystkim życia na planecie pełnej pokoju, miłości i wzajemnego szacunku, gdzie rządzą ludzie, a nie drapieżniki w ludzkiej skórze.

Wyznawcom teorii Zecharii Sitchina i Patrika Geryla życzę z całego serca, żeby planeta Nibiru (którą już widać na niebie, nieprawdaż????) walnęła was w puste łby z taką siłą, żebyście się wreszcie przebudzili i przestali bredzić jak chorzy na głowę. Koniec lansowania wiary w ludzkie niewolnictwo i w pochodzenie od małpy, koniec wieszczenia kataklizmów kosmicznych – to wy, wyznawcy Sitchina, jesteście najgorszym kataklizmem, jaki nawiedził ludzkość, bo wpajacie ludziom negatywne i pozbawiające wiary programy.

Kotek

Uff, ale się dziś najeździłam rowerem… Najpierw objechałam 2 supermarkety, a potem wybrałam się jeszcze do Marcpolu po arbuza i melony, a to trochę daleko ode mnie, na szczęście przez większą część drogi jedzie się fajną ścieżką rowerową przez lasek. Deszczyk zaczął kropić, ale co mi tam deszczyk, zachciało mi się melona, więc kręcę dalej. Nagle prawie pod koła wskoczył mi malutki, czarny kotek. Był naprawdę malutki i jakoś tak dziwnie się plątał po ulicy, która jest dość ruchliwa, a co gorsze samochody grzeją tam szybko, bo teren jest niemal niezabudowany. Zsiadłam z roweru i patrzę na tego stworka, a on przymilnie defiluje przede mną, zerka zalotnie i miauczy. Wyciągnęłam rękę, nie uciekł, lecz podszedł ją obwąchać. Chodził mi wokół nóg, więc rozejrzałam się wokół: po jednej stronie las, a w nim tylko nowy sklep komputerowy, chyba jeszcze nie otwarty, po drugiej stronie wielki magazyn z cegłami i dachówkami, ni żywego ducha ani domu, z którego ten kotek mógłby wyjść na wycieczkę.

Podrapałam się za uchem i myślę sobie, że mam dwa dwuletnie drapieżniki w domu, wiec jeśli wezmę tego malca, to go zjedzą żywcem. A zostawić go w tym lesie, przy ruchliwej ulicy nie mam sumienia. Komary tną jak wściekłe, deszczyk leje się na głowę, co tu robić, kogo by tu uszczęśliwić tym kotem? Pomyślałam o pierworodnym, który od roku mieszka z tatą. Poprzednio mieszkał ze mną i z kotami i teraz trochę za nimi tęskni. Ale to daleko… No ale przecież nie zostawię kociaka na jezdni. No tak, ale jak go wziąć, skoro nie mam transporterka, a nie wezmę go pod pachę, bo się wyrwie i ucieknie. Co tu robić???

W końcu pogrzebałam w torebce, znalazłam tam torbę na zakupy lekko ażurową, złapałam kota (od razu zaczął mruczeć) i buch do torby. Oczywiście kot zaczął wyłazić, bo nie dało się tego szczelnie związać. Podumałam i związałam torbę jak worek reklamówką, mocno zacisnęłam, żeby nie wylazł i w drogę do syna. 2,5 stacji kolejki podmiejskiej, bocznymi drogami, po wybojach, bo nie chciałam, żeby mi ewentualnie wypadł na jezdnię, gdyby się z tego worka wymotał. Kot darł mordę wniebogłosy przez całą drogę, ale na szczęście z powodu deszczu wszyscy się pochowali w domach, bo ktoś mógłby mnie oskarżyć o znęcanie się nad zwierzętami. Pomyślałam, że skoro się tak drze, to znaczy, że żyje i że się nie udusił.

W końcu zdyszana i spocona dojechałam na miejsce, walę do drzwi, wychodzi mój były, zdziwiony, i pyta, co mnie sprowadza. Na to ja, że przywiozłam im kota w worku. Zdziwił się jeszcze bardziej, a ja wchodzę do pokoju syna z tym workiem i mówię, że w worku jest kot. Syn wybałuszył oczy ze zdziwienia, a ja w tym czasie rozwiązałam worek i wypuściłam krzykacza.

Kot natychmiast uznał ten dom za własny. Nie bał się i nawet nie próbował się chować po kątach. Wylazł z torby, bardzo zadowolony, obejrzał swojego nowego pana, zajrzał po łózko i popędził prosto do kuchni. Tam znalazł masło na stole i od razu chciał je wyżreć, ale mu nie dali (niedobrzy ludzie). Na szczęście najmłodszy, wyprowadzając się, zostawił kuwetkę, miseczki, a nawet trochę kocich chrupków, więc zaraz nakarmiliśmy głodomora (wygląda, że nie jadł od dawna).

Wróciłam do domu skonana i spóźniona (2 stacje kolejki z powrotem), po drodze kupiłam gotową pizzę, bo nie miałabym czasu na gotowanie i zjedliśmy obiado-kolację, zwaną u nas „kolbiadem”. Spytałam pierworodnego przez gg co z kotem, a on napisał, że kot czuje się całkiem zadomowiony i non stop mruczy.

Gary Moore nie żyje

Mój ulubiony gitarzysta Gary Moore zmarł w niedzielę w nocy. Odszedł we śnie, w czasie wakacji w Hiszpanii. Właściwie tylko pozazdrościć takiej śmierci, ale smutno się robi, kiedy odchodzi ktoś tak utalentowany i w pełni sił. Na razie przyczyna śmierci jest nieznana, ponieważ na nic nie chorował.

Już nie skomponuje takiego cudownego bluesa, jak ten:

ani takiej cudownej ballady:

ani takiego hiciora, który znają wszyscy:

To też znają wszyscy:

Ale za to w niebie mają coraz większą i coraz lepszą kapelę.

Żyję, ale chwilowo tylko w realu

Kochani, w niedzielę odcięło mnie od sieci, więc na razie jestem poza zasięgiem. Dopiero dziś udało mi się podłączyć do sieci u rodzinki, więc przeglądam zaległe komentarze i sprawdzam co dzieje się w świecie (a czego nie dowiem się z mediów).

Trzymajcie kciuki, żeby awaria została jak najszybciej usunięta!!!

Pozytywne życzenia noworoczne

Kochani,

zgodnie z zasadą pozytywnego myślenia składam Wam serdeczne życzenia noworoczne:

przebudzenia świadomości ludzkości,

idealnie czystego, słonecznego nieba,

ekologicznych pól, obsianych w 100% tradycyjnymi nasionami,

mówiących samą prawdę i tylko prawdę mediów,

uczciwych polityków, którzy sami likwidują politykę,

pokoju światowego i miłości rodzinnej oraz sąsiedzkiej,

powrotu medycyny naturalnej jako głównej metody leczenia,

wolnej i autentycznej duchowości,

uczciwej i uduchowionej nauki,

przywrócenia parytetu złota i uczciwej ekonomii,

czystej, mineralnej wody w kranach,

globalnego ocieplenia, bo zagwarantuje nam ono dostatek pożywienia,

nakazu używania wyłącznie tradycyjnych żarówek,

darmowego, w pełni wolnego, szerokopasmowego Internetu,

ogłoszenia prawdy o pochodzeniu człowieka,

Europy państw narodowych, ale otwartej dla podróżujących i zmieniających miejsce zamieszkania,

a przede wszystkim WOLNOŚCI i UCZCIWOŚCI w każdej dziedzinie życia.

Jeśli o czymś zapomniałam proszę mi przypomnieć, a dopiszę do tej listy – ale przypominam: życzenia muszą być sformułowane pozytywnie, bez słowa „nie”.

Trzymajcie kciuki za zwycięstwo mądrości i uczciwości!!!

Życzenia dopisane:

Dzięki TheEndi:

  • darmowej energii (i ujawnienia innych ukrytych patentów)