Prawo jest jak płot: zatrzyma bydło, wąż prześliźnie się dołem, a orzeł przeleci górą

Nastała ciemna, zimna i mokra jesień, więc przez wszystkie media w Polsce, jak co roku, przetacza się kampania straszenia grypą i lamenty, że ciemny polski naród bagatelizuje swoje zdrowie i nie chce się szczepić. Jak wynika ze statystyk jedynie 3% „światłych obywateli” melduje się w punktach szczepień po swoją coroczną dawkę aluminium i rtęci.

Kartele farmaceutyczne nie zarabiają wystarczająco dużo (zaledwie te marne kilkadziesiąt miliardów dolarów rocznie), ale od czego mamy grypę? Rachunek jest prosty: gdyby zaszczepić każdego mieszkańca kraju wyniki finansowe poszybowałyby w górę! Ale jak to zrobić, skoro szczepi się tylko 3%?

Na szczęście dla korporacji, a na nieszczęście dla narodu mamy sejm! Korporacja farmaceutyczna nie musi korumpować ani nawet przekonywać całego narodu. Wystarczy, że kupi sobie posłów, nawet nie pojedynczo, lecz na pęczki (całe kluby), a oni grzecznie zagłosują jak korporacja sobie życzy! Proste, tanie i skuteczne!

I tym starym, dobrym i sprawdzonym sposobem przybytek pod czerwoną latarnią na ul. Wiejskiej w Warszawie znowu wysmażył niezgodny z Konstytucją i prawem bubel, zwany „ustawą”. Owa niemająca mocy prawnej ustawa nakłada na naród „obowiązek” poddawania się szczepieniom przeciw grypie pod groźbą niewyobrażalnej kary 50 000 zł.

Wierzysz, że ustawa rzeczywiście nakłada na ciebie jakiś obowiązek?

Jeśli tak, to nie tylko jesteś w błędzie, ale może cię to kosztować życie!

Poczytaj o nieskuteczności i zagrożeniach jakie niosą szczepienia na grypę

Nie od dziś wiadomo, że wiedza to potęga, która daje tak pożądaną przez wielu władzę i tak niedocenianą przez motłoch wolność! O potajemnie rządzących światem „iluminatach” krążą legendy. Oni rządzą światem właśnie dzięki ogromnej wiedzy, którą starannie ukrywają przed celowo ogłupianymi masami. Kto uszczknie choćby część tej wiedzy staje się wolny. Ci, którzy wiedzy nie szukają i szydzą z „teorii spiskowych” traktowani są jak bydło i kończą w rzeźni: giną na bezsensownych wojnach o ropę dla korporacji, pozwalają się zabijać „leczeniem” alopatycznym z jego koronnym osiągnięciem, jakim jest chemioterapia, a swoje dzieci oddają w ręce wakcynologów, żeby je okaleczali i zabijali szczepionkami. W tym celu tworzy się fikcyjne „ustawy”, które trzymają ludzkie bydło w niewoli.

Oburza cię nazywanie ludzi bydłem? Rzeczywiście, to bardzo obraźliwe! Ale tak właśnie traktują nas „elity”. Chyba, że zmądrzejemy…

Zamiast się oburzać zacznij myśleć. Zdobądź wiedzę, która sprawi, że z bydła zamienisz się w co najmniej węża, a jeszcze lepiej orła.

Ustawa, szczególnie będąca wynikiem korupcji, nie ma żadnej mocy prawnej. Na szczęście nie musisz zdobywać dowodów na korupcję, żeby tej ustawie pokazać gest Kozakiewicza.

Co w sytuacji „obowiązku” szczepień zrobią „węże”? Zaczną kombinować, jak wykiwać władzę. Może znikną, np. wyjeżdżając za granicę, może zabiorą z przychodni swoją dokumentację medyczną i zrezygnują z usługi POZ albo może komuś, np. pielęgniarce czy lekarzowi dadzą w łapę, żeby wpisał, że „wąż” się zaszczepił, chociaż tego nie zrobił.

Apeluję do wszystkich, którzy, niczym szczury na tonącym statku, chcą uciekać z kraju: zanim wpadniesz w panikę i zaczniesz pakować manatki, żeby zbiec za granicę, gdzie (na razie jeszcze, ale nie wiadomo jak długo) panuje dobrowolność w kwestii szczepień, uświadom sobie, że to nie ty powinieneś stąd uciekać! To (p)osłowie powinni zacząć się pakować! Jesteś rdzennym mieszkańcem tego kraju, więc zachowuj się jak dumny szlachcic na zagrodzie. We Włoszech i Francji już wprowadzono obowiązek szczepień, a resztę krajów czeka to samo. Jeśli tak się stanie gdzie uciekniesz? Na Księżyc czy na Marsa?

„Orły” powiedzą: jestem człowiekiem, jestem pełnoletni, jestem zdrowy na umyśle, nie zostałem ubezwłasnowolniony, więc do jasnej cholery, żadna władza nie będzie mi mówić, jak mam żyć, co mam jeść ani jak mam dbać o zdrowie swoje i swojej rodziny. Znam swoje prawa i wiem, że władzę w Polsce sprawuje naród, a nie sejm i rząd i że to ja, osobiście, podejmuję decyzje dotyczące profilaktyki i leczenia moich dzieci i całej rodziny. Zgodnie z Konstytucją posłowie na sejm to nasi reprezentanci, których wybraliśmy po to, żeby nam SŁUŻYLI, a nie po to, żeby nami rządzili, a tym bardziej handlowali. Władzą jesteśmy my wszyscy, a nie te skorumpowane i nieznające się na zdrowiu i prawie małpiszony w cyrku na Wiejskiej, więc jeśli nas terroryzują i szkodzą naszemu zdrowiu, trzeba ich natychmiast odwołać i wybrać innych!

Czas najwyższy przestać się bać „władzy”! To „władza” musi zacząć się bać nas! Bo to my tu rządzimy, a oni są jedynie naszą służbą. To my jesteśmy szefami tych wszystkich (p)osłów!

Bez Twojej zgody żadna „władza” nie może Ci zrobić krzywdy. Przymus i terror są możliwe tylko dlatego, że ludzie zachowują się jak stado przerażonych, ogłupionych i bezwolnych baranów. Świadomi ludzie nigdy nie pozwolą się traktować w taki sposób! Oni wiedzą, że nie istnieje żadne prawo, które przymuszałoby ich do posłuszeństwa wobec takich „ustaw” jak ta o grypie i że sąd (ale niekoniecznie sąd rejonowy, lecz NSA!) przyzna im rację potwierdzając to stosownym wyrokiem.

Pozbądź się lęku i ignorancji, bo to one robią z ludzi niewolników!

Osoba bezwolna i nie poszukująca wiedzy sama robi sobie krzywdę, bezmyślnie godząc się na nakazy i zakazy. Jeśli jednak poszukamy choć trochę wiedzy szybko zorientujemy się, że znani z telewizora „eksperci” przekazują „prawdę i naukę sponsorowaną” przez korporacje, a ustawy to tak naprawdę fikcja prawna.

Przypomnę tu wszystko, co dla stałych czytelników mojego bloga jest oczywistością:

  1. Obowiązek to nie to samo co przymus;
  2. Nikogo nie można zaszczepić bez jego pisemnej zgody (to pacjent podejmuje suwerenną decyzję, a nie lekarz);
  3. Przymus szczepień można wprowadzić jedynie w przypadku ogłoszenia epidemii lub pandemii.

Ad. 1: Słowo „obowiązek” w języku wakcynologicznym nie oznacza obowiązku, a tym bardziej przymusu, lecz… bezpłatność. „Szczepienie obowiązkowe” to szczepienie refundowane, zwane niekiedy „bezpłatnym”, przy czym słowo „bezpłatne” również nie znaczy, że jest bezpłatne, bo tak naprawdę zostało opłacone przymusowo zdartymi z nas wszystkich składkami i podatkami. Jak więc widzisz mamy tu powodującą dezorientację zabawę słowną, jakiej nie powstydziłby się sam doktor Goebbels. Wszystko to po to, żeby wprowadzić cię w błąd i (co najważniejsze) wystraszyć.

Wbrew temu, co w TV mówią przekupni „profesorowie” i handlujący szczepionkami reprezentanci sanepidu nikt nie może przymusić cię fizycznie do przyjęcia zastrzyku. Gdyby ktoś twierdził, że się Astromarii na stare lata pokręciło w głowie zacytuję tu największego eksperta od szczepień, prof. Pawła Grzesiowskiego, medycznego celebrytę znanego głównie z wielkiego parcia na szkło i z powoływania się na siebie samego jako na autorytet:

To jest szczepienie obowiązkowe, przy czym pamiętajmy, że w obecnym stanie prawnym obowiązkowość oznacza BEZPŁATNOŚĆ, a NIE PRZYMUS.

Więc jeżeli ktoś (…) chce odstąpić od (…) szczepienia, to (…) takie PRAWO MA. Natomiast szczepienie ma charakter obowiązkowy w tym sensie, że jest przez ustawę przewidziane, jest refundowane i wszystkie dzieci w Polsce POWINNY być szczepione – dr Paweł Grzesiowski w wywiadzie dla radia TOK FM

Szczepienia są OBOWIĄZKOWE, ALE NIE PRZYMUSOWE. Poza sytuacjami zagrożenia epidemiologicznego NIKT FIZYCZNIE NIKOGO NIE MOŻE ZMUSIĆ DO SZCZEPIENIA – dr Paweł Grzesiowski w wywiadzie dla Medycyny Praktycznej

GIS: Obowiązek szczepień nie jest równoznaczny z przymusem

Ad. 2: Ustawa to nie to samo, co prawo. Ustawa nie zmienia prawa, dlatego w dalszym ciągu lekarz musi uzyskać zgodę pacjenta, bo bez niej nie może wykonać żadnego zabiegu, w tym przypadku szczepienia. Pacjent nadal ma prawo odmówić poddania się dowolnemu zabiegowi, w tym szczepieniu. Masz prawo nie poddawać się również żadnym badaniom „profilaktycznym”, „przesiewowym”, „bilansom dorosłego człowieka” (podobno coś takiego ostatnio wymyślili) czy jakimkolwiek innym!

Czyli: jeśli nie podpiszesz zgody lub jeśli nie wyrazisz jej ustnie lekarz nie ma prawa cię zaszczepić. I tu uwaga: naucz się asertywności i dobrze ją przećwicz, bo jeśli nie opanujesz tej sztuki do perfekcji przegrasz i zrobisz sobie krzywdę. Pamiętaj: jesteś człowiekiem, a nie bydlęciem i to TY JESTEŚ SZEFEM LEKARZA, bo kto płaci (składkami) i kto zatrudnia (tak, to ty zatrudniasz lekarza, więc on jest twoim pracownikiem) ten wymaga! Jesteś pełnoletni i zdrowy na umyśle, nie zostałeś ubezwłasnowolniony, a to oznacza, że sam decydujesz o sobie i swoich dzieciach. Nie daj się zastraszyć ani skruszyć „życzliwą” perswazją. W ogóle nie wdawaj się z lekarzem w dyskusję na temat szkodliwości czy bezzasadności szczepień, bo z całą pewnością przegrasz tę rundę! Nie licz na to, że lekarz wysłucha co mówisz! Jego celem jest doprowadzenie do szczepienia, a nie edukowanie się dzięki pacjentom, których uważa za ciemny motłoch i ignorantów. Lekarze są szkoleni przez profesjonalistów od prania mózgu, jak skutecznie wystraszyć, przełamać opór, ogłupić i uzyskać zgodę na zabieg. Lekarz ma motywację do działania, bo otrzymuje bardzo wysoką premię od producentów szczepionek, ale pod warunkiem, że uzyska minimum 85% wyszczepialność.

Nie bądź mięsem armatnim na poligonie III wojny światowej!

Jeśli lekarz zaproponuje ci szczepienie potraktuj to jedynie jako niezobowiązującą propozycję (bo ona naprawdę cię do niczego nie zobowiązuje) lub ofertę handlową (bo tym właśnie ona jest). Lekarz jest twoim doradcą, a nie właścicielem dwunożnego bydła! Spokojnie poinformuj lekarza, że nie wyrażasz zgody na szczepienie, że twoja decyzja jest ostateczna i nie interesują cię żadne negocjacje w tej sprawie. Powtarzaj to jak zdarta płyta. Jeśli lekarz będzie krzyczał i wywierał presję powiedz mu spokojnie, że właśnie zwolniłeś go z pracy z powodu braku szacunku dla twojej suwerenności i niezawisłości. A potem napisz skargę do dyrekcji przychodni. I nie zapomnij nagrać wcześniej całego zdarzenia, żeby mieć dowód w razie ustalania faktów kto zachował się niewłaściwie.

Ad. 3: Było już kilka prób ogłoszenia pandemii: SARS, ptasiej i świńskiej, a nawet koziej grypy i eboli, ale żadna nie wypaliła. Niewykluczone, że w najbliższym czasie będziemy straszeni jakąś psią czy jaszczurzą grypą, ale i tym razem to się nie uda z prostego powodu: społeczeństwo przestało być ciemne jak tabaka w rogu i już nie daje sobie robić medialnego prania mózgu. Niezgoda na przymus jest zbyt powszechna, żeby dało się ją przeforsować. Bo tak naprawdę wszystko zależy od naszego przyzwolenia na nakazy i zakazy „władzy”. I pamiętaj, że przychodnia nie ma prawa cię wezwać, ani na badania, ani na szczepienia. Wezwać cię może jedynie policja, prokuratura lub sąd. Jeśli dostaniesz wezwanie każ im wyjaśnić, jaka jest podstawa prawna tego pisma i postrasz prawnikiem.

Nie daj się zastraszyć gigantyczną grzywną!!!

Nie płać, bo nakładanie grzywien jest nielegalne! Prawo nie przewiduje przymusu szczepień! W razie otrzymania wezwania do zapłacenia grzywny pisz odwołania i nie bój się, jeśli dostaniesz wezwanie do sądu. Nie bój się nawet, jeśli sąd niższej instancji (np. rejonowy) nakaże ci się zaszczepić i zapłacić grzywnę. Odwołuj się od wyroku tak długo, aż sprawa trafi do NSA. Tam zasiadają 3 sędziowie, którzy znają się na prawie, więc prawie na pewno wyrok będzie dla ciebie korzystny. A jeśli nie, pisz skargę na sędziów, że wydali wyrok niezgodny z prawem, bo tak właśnie postąpili. Prawo nie nakazuje ci się szczepić, a ustawa to nie prawo.

Nie będę tu przedstawiać dowodów ani za, ani przeciw szczepieniom i nie przewiduję dyskusji na ten temat. Obowiązkiem każdego z nas jest świadoma dbałość o zdrowie, bo bez dobrego zdrowia życie nie ma żadnego sensu. Jeśli jednak sądzisz, że możesz w tym względzie ślepo polegać na rządzie, bo w rządzie to oni mają ekspertów i doradców, którzy się na tym znają najlepiej, to jesteś (oględnie mówiąc) naiwny jak pijane dziecko we mgle i zmierzasz ku zagładzie!

Gdzie mówią pieniądze tam prawda milczy.

W dzisiejszym świecie bogiem wszechmogącym, przed którym klękają tłumy profanów i potężni władcy świata jest Mamon. Dziś liczy się jedynie pieniądz. Pieniądz kupi każdego polityka, (p)osła i urzędnika, a kto nie da się kupić, ten zostanie usunięty z drogi wszystkimi dostępnymi metodami, z zabójstwem włącznie.
Dlatego zanim zaszczepisz dzieci i siebie samego rusz mózgiem (to nie boli!!!) i poznaj prawdę, ale nie tę, którą serwują skorumpowane do granic możliwości władze medyczne i korporacyjne media, lecz tę, która jest przed tobą ukrywana. Tę, która jest wyszydzana jako paranoiczna teoria spiskowa, zabobony, brednie oszołomów, przejaw nieuctwa, ciemnoty i lęku przed postępem. Jeśli bardziej boisz się etykietki teoretyka spisku niż śmierci ze strzykawki to czarno widzę twoją przyszłość. Widzę ją w dębowym ubranku.

Nieświadomość i brak asertywności zabijają

Nie tylko szczepienia mogą cię zabić. W systemie służby chorób czyhają na ciebie liczne zagrożenia, bo dla tej służby nie liczy się twoje dobro, lecz tylko i wyłącznie pieniądze. Te wszystkie słodkopierdzące zaproszenia na badania zwane profilaktycznymi wcale nie wynikają z troski o twoje zdrowie, lecz z tego, że firma zwana przychodnią czy szpitalem dzięki nim zarabia wielką kasę.

Zanim, jak ta bezmyślna owca, poddasz się jakiemukolwiek badaniu, rusz samodzielnie mózgownicą i zbierz informacje ze źródeł, które nie czerpią zysków z twoich chorób. Dowiedz się na przykład, czym grozi poddawanie się (zwłaszcza regularne) badaniu mammograficznemu.

Dowiedz się, skąd bierze się rak i dlaczego medycyna alopatyczna nie potrafi go wyleczyć, chociaż co roku przeznacza miliardy dolarów na pozorowane szukanie leku, a co ok. 10 lat ogłasza przełom w badaniach i leczeniu. I zawsze się okazuje, że przełom niczego nie przełamał, bo leku jak nie było tak nie ma. Czy nie wydaje się logiczne, że nikomu nie opłaca się znalezienie leku, skoro na „leczeniu” zarabia się krocie? A może jednak lek na raka istnieje, tylko komuś zależy na tym, żebyś się o tym nie dowiedział? Sprawdź to! Poszukaj go! Ale nie pytaj onkologa – chyba już rozumiesz dlaczego?

I na zakończenie nieco makabry… jeśli nie chcesz być pokrojony żywcem na kawałki doinformuj się, dlaczego nie tylko nie powinieneś zgłaszać się na ochotnika do bazy dawców narządów, ale koniecznie powinieneś się z tej bazy aktywnie wypisać! Bo być może nie wiesz, że jeśli nie złożysz w Poltransplancie tzw. sprzeciwu NA PIŚMIE, z automatu będziesz dawcą. A to oznacza, że w razie gdybyś uległ poważnemu wypadkowi lekarze nie będą robili nic, żeby ratować ci życie, za to zrobią naprawdę wszystko, żeby cię przeznaczyć na części zamienne dla kogoś innego. Na tym służba chorób zarabia najwięcej!

Centralny Rejestr Sprzeciwów

Dlaczego medycyna zabija zamiast leczyć i ratować życie? Tak, z powodu pazerności również, ale to nie jest główną przyczyną dramatu. Główną przyczyną jest ignorancja motłochu. Gdyby nie ludzka głupota, która jest bardziej nieskończona niż wszechświat, firmy farmaceutyczne byłyby bankrutami. A są najbogatszymi przedsiębiorstwami na świecie! Gdyby ludzie nie pchali się w łapy onkologów, wakcynologów i nie łykali bez powodu ton leków szpitale stałyby puste, a apteki sprzedawałyby ziółka. Wszystko to dzieje się z powodu bierności, tumiwisizmu, nieświadomości i irracjonalnego lęku społeczeństwa, które (przepraszam, ale bardziej oględnie tego nie potrafię wyrazić) wiedzę ma w dupie. Nie interesuje się niczym, nie czyta, nie pyta, nie docieka, nie wnika, nie kwestionuje, nie neguje prawa władzy do sprawowania władzy, wierzy tylko w to, co mówi im telewizor i panicznie boi się wyśmiania jako „teoretyk spisku” lub zaetykietowania jako „antyszczepionkowiec”. Jeśli nastanie totalitaryzm, jakiego świat nie widział, to winni będziemy my sami. Bo mogliśmy to zmienić, mogliśmy odwołać sejm, mogliśmy powołać trybunał do osądzenia zbrodni przeciwko narodowi, ale tego nie zrobiliśmy.

Rodzice, którzy postanowili, że nie będą szczepić swoich dzieci zawsze wygrywają w sądzie, ponieważ ustawa to nie prawo i sędziowie o tym wiedzą. Dlatego wygrasz i ty w sprawie grypy, ale nie bój się sądu!

Lektura obowiązkowa:

Oskarżenie dotyczące ludobójstwa i innych zbrodni przeciwko ludzkości, popełnionych w związku z farmaceutycznym procederem robienia interesów na chorobach i niedawną wojną przeciwko Irakowi. Niniejsze oskarżenie zostaje przedłożone Międzynarodowemu Trybunałowi Sprawiedliwości przez dra med. Matthiasa Ratha i innych, w imieniu narodów świata, Haga, dnia 14 czerwca 2003 roku.

Na zakończenie – dowód na to, że najlepiej zarabia się na ludzkiej głupocie:

https://www2.deloitte.com/pl/pl/pages/press-releases/articles/globalne-przychody-firm-farmaceutycznych-wyniosly-w-2016-roku-ponad-bilion-dolarow.html

Globalne przychody firm farmaceutycznych wyniosły w 2016 roku ponad bilion dolarów.

15 najbardziej dochodowych firm farmaceutycznych:

1. Na pierwszym miejscu rankingu plasuje się Johnson&Johnson z ze wzrostem przychodów w stosunku do roku 2015 z 70.04 mld dolarów do 71.89 mld dolarów w roku ubiegłym.

2. Pfizer

Przychód w 2016r: 52.82 mld dolarów

Przychód w 2015r: 48.85 mld dolarów

3. Roche

Przychód w roku 2016r: 50.11 mld dolarów
Przychód w 2015r.: 47.70 mld dolarów

4. Novartis

Zysk w 2016r: 48.52 mld $

Zysk w 2015r: 49.41 mld $

5. Merck & Co.

Zysk w 2016r: 39.8 mld $

Zysk w 2015r: 39.5 mld $

6. Sanofi

Zysk w 2016r: 36.57 mld $

Zysk w 2015r: 36.73 mld $

7. GlaxoSmithKline

Zysk w 2016r: 34.79 mld $

Zysk w 2015r:  29.84 mld $

8. Gilead Sciences

Zysk w 2016r: 30.39 mld $

Zysk w 2015r:  32.15 mld $

9. AbbVie

Zysk w 2016r: 25.56 mld $

Zysk w 2015r:  22.82 mld $

10. Bayer

Zysk w 2016r: 25.27 mld $

Zysk w 2015r:  24.09 mld $

11. AstraZeneca

Zysk w 2016r: 23.00 mld $

Zysk w 2015r:  24.71 mld $

12. Amgen

Zysk w 2016r: 22.99 mld $

Zysk w 2015r:  21.66 mld $

13. Teva

Zysk w 2016r: 21.90 mld $

Zysk w 2015r:  20.00 mld $

14. EliLilly

Zysk w 2016r: 21.22 mld $

Zysk w 2015r:  20.00 mld $

15. Bristol-yer Squibb

Zysk w 2016r: 19.427 mld $

Zysk w 2015r:  16.56 mld $

Źródło FiercePharma

Przekręt wszechczasów część XX

Trivium, czyli co zniknęło z nauczania, i już pewnie nie wróci.

Chyba do wczesnych lat 30 tych, nauka logicznego myślenia, czyli tzw. trivium i quadrivium była częścią nauczania w szkole. System zbierania informacji z otoczenia, filtrowania bzdur, formowania opinii i komunikowania tejże opinii ze światem zewnętrznym zniknął jak kamfora. Dziś w szkołach mamy trening papug. Kto dostaje najlepsze oceny, pnie się na drabinie czerwonych pasków i innych wynalazków? Ci którzy kują na beton, wylewają co im powiedziano na kartkę, czasem liżą tyłek nauczycielom, ucząc się przy tym jak zostać przyszłym politykiem.

Nie jestem jeszcze tak stary, żeby nie pamiętać szkolnych czasów. Nieliczne dzieciaki, które wtedy były uznawane za problemowe, dzisiaj mają swój sposób na życie. Mam znajomych, którzy w szkole nie byli lubiani przez nauczycieli, bo płynęli pod prąd, zadawali niewygodne pytania, dociekali, mieli otwarte umysły, których nie dało się zabić staniem w kącie, piętnowaniem i wyśmiewaniem.

Dzisiaj oni zmieniają świat, tylko jest ich za mało, część wpadła w pułapkę luksusu i cały swój młodociany geniusz, który dzisiaj otrzymałby plakietkę ADHD, poświęcili na gonitwę za sianem i świecidełkami.

Ale co to jest TRIVIUM i po co w ogóle o tym mówić? Nie będę pisał dogłębnie na ten temat, każdy może znaleźć w necie, chcę tylko rzucić trochę światła jak ta starożytna metoda nauczania myślenia może nam dzisiaj pomóc zrozumieć ten dziwny świat.

Trivium składa się z 3 etapów:

  1. Grammar – czyli zbieranie informacji z otaczającego nas świata, za pomocą naszych zmysłów
  2. Logic – czyli najzwyczajniej przemyślenia, rozkmina, czy to co widzimy, słyszymy, czytamy ma dla nas sens
  3. Rhetoric – czyli komunikacja naszych wniosków z otoczeniem

Innymi słowy wejście, proces, wyjście.

Wydaje się naprawdę proste, jestem pewien, że są ludzie, którzy dzisiaj, czytając to powiedzą – nic nowego, ja tak żyję od lat, a potem zapisują się do woja, bo Bush powiedział coś bardzo ciekawego – JESTEŚCIE Z NAMI, ALBO PRZECIW NAM i proces myślenia logicznego wyleciał przez okno, czas w kamasze.

Dziś na antenie nadaje jakiś doktor nauk medycznych i mówi jasno, że mimo, że szczepienia nie chronią przed chorobami, musimy się szczepić, a nieszczepione dzieci mogą zarażać szczepione, mimo że nieszczepione nie mają czym zarazić tych zaszczepionych, które nie są odporne, mimo że były zaszczepione.

Debilizm wtórny jaki dzisiaj nas otacza na co dzień, jest tak ogromny, że już nawet go nie zauważamy, dzisiaj można masom śmiać się w twarz, pieprzyc głodne kawałki i otrzymywać aplauz!

Jak nauczyć się myśleć? To nie jest aż takie trudne, wymaga jednak systematyczności, odprogramowania zatłoczonej bani i uporu. Potem już, wskakuje to na własny tor i zaczyna się mordęga, nie zabawa. Mordęga dlatego, że niemal z dnia na dzień zaczynamy dostrzegać kretynizm, głupotę, fałsz i manipulacje i zaczyna się robić niedobrze od tego. Na pewnym etapie odkwaszania umysłu zaczynamy czuć się samotni, bo rzeczy które nas dotąd bawiły – jak oglądanie durnych programów, nagle stają się wręcz bolesne.

Jak trivium naprawdę użyć do postrzegania świata?

Mamy swoje zmysły, i mamy swoje doświadczenia, jeżeli nauczymy się z nich korzystać we właściwy sposób, będziemy po pierwszym etapie – zdobywania informacji.

Dzisiaj potrafimy nawigować po Internecie, multum info bombarduje nas z każdej strony, jednak wychodzi taki Obierak Banana, i pieprzy takie bzdety, gdzie Logical Fallacies wyskakują co kilka sekund i nikt nawet tego nie zauważa?

Przykład?

Zrobię tłumaczenie do 2 minutowego spotu Greenpeace:

  1. APPEAL TO AUTHORITY – odwoływanie się do autorytetów – dziś wystarczy założyć biały fartuch albo drogi ganz żeby nagle mieć większą wiarygodność, mimo że pieprzy się głupoty.Appeal to authority, ten sposób prania bani jest dzisiaj wszechobecny. Spece od PR i podprogowych przekazów pracują super ciężko, żeby wytrenować stada – autorytet-nigdy-się-nie-myli. Bodajże w latach 60 tych były telewizyjne reklamy dentystów, w których doradzali palenie fajek jako sposób na próchnicę, dziś trzeba być nieco bardziej wyrafinowanym, jednak schemat działa identycznie.
  1. APPEAL TO CELEBRITY – odwoływanie się do popularnej / lubianej osoby: znany, hollywoodzki dzieciak wynajęty do spotu. Kto dziś reklamuje wszelakiej maści gówna w tv? Celebryci, grając na nutce sympatii – podświadomie mamy więcej zaufania do znanych i lubianych ludzi. Jak Marek Kondrat z uśmiechem reklamuje bank, to nie może to być lipa 😉
  2. APPEAL TO FEAR – granie na strachu o przyszłość. Dzieciak wyraźnie mówi o tym , że jak nie posłuchamy, jego przyszłość będzie czarna, wielu ludzi ma swoje dzieci, podświadomie rejestruje przekaz, mimo, że globalne ocieplenie to kompletna bzdura.
  3. CONFUSING CAUSE AND EFFECT – brak związku pomiędzy przyczyną a skutkiem: jego wypowiedź o topniejących biegunach nie ma podstaw naukowych. Propagatorzy globalnego ocieplenia unikają wszelkich debat jak ognia, wiedzą, że to szwindel.
  4. APPEAL TO PITY – wzbudzanie poczucia winy, przekaz wyraźnie kładzie nacisk na to, żeby odbiorca poczuł się osobiście winny z powodu topniejących biegunów, i co tam sobie jeszcze Al Gore wymyślił. Bardzo popularny wybieg.
  5. FALSE DICHOTOMY – fałszywa dychotomia (dwudzielność, albo-albo) to jest dokładnie to, czego używał pan Bush mówiąc: „jesteście z nami, albo z terrorystami”, tego nie trzeba wyjaśniać nawet.
  6. APPEAL TO NOVELTY – czas na coś nowego, na postęp: „mieliście szansę naprawić ten bałagan, teraz my coś z tym zrobimy” – ten szczyl nie ujawnia żadnych planów, jak ma zamiar pozbyć się problemu, niby ocieplenia, jego argument ma tylko za zadanie przekonać, że NOWE będzie lepsze. Mamy ten sam syf serwowany na co dzień przez polityków prawda? Pamiętacie MR CHANGE? YES WE CAN, CAN, CAN… śpiewały tłumy lemingów dla Obomby, ten nie ujawniając żadnych szczegółów cieszył japę, wiedząc, że to tylko teatr.

Piotras

c.d.n

Przekręt wszechczasów, część XVI

Parę słów o lichwie

To jest temat, którego wciąż się uczę, nie tak wytrwale jak kiedyś to robiłem, ale chętnie podzielę się tym co już wiem, choć zdaję sobie sprawę, że to tylko kropla w morzu. Ale warto to wiedzieć.

Nie będzie łatwo wytłumaczyć, jakim cudem ten cały syf zwany ekonomią w ogóle działa. Fenomen tego jest tak prosty, że 99% ludzi nie jest w stanie zrozumieć, jak to jest możliwe, więc odrzucają to niemal z mety. W zamian za to, słuchają mądrych ekonomistów, wykresów, stóp procentowych, itp. itd. Większość ludzi zatraciła możliwość zadawania logicznych pytań, takich, które mogą przynieść zrozumienie tematu.

Zanim podzielę się tym, czego już się zdążyłem dowiedzieć, chciałbym zadać kilka pytań, na logikę, bez potrzeby głębokiej analizy systemu finansowego, takie pytania, na które każdy mógłby odpowiedzieć, albo przynajmniej zastanowić się  na chłopski rozum.

To jest fakt, że system upewnił się, że nie wiem NIC o pieniądzach. Nie wiemy skąd się biorą, jaki jest mechanizm ich powstawania, funkcjonowania itd.

Na pytanie skąd się biorą pieniądze – zapewniam was, 99% ludzi zapytanych na ulicy nie będzie miała zielonego pojęcia i będzie tyle teorii, ile ludzi zapytanych. Co niektórzy będą mówić o banku centralnym, cyfrowej walucie itd., ale obawiam się, że konkretnej odpowiedzi nie otrzymacie.

Wszyscy słyszymy, że świat ma długi, nie tylko jeden kraj, nie jedna firma RP, dosłownie wszyscy mają ogromne długi, dług publiczny rośnie tak i tak, i wszyscy są w czarnej dupie. Pytanie:

  1. Jeżeli wszyscy mają długi – to komu są winni? Jeżeli niemal cała planeta jest w długach – to komu? Kto pożyczył ziemianom tyle kasy? Ludzie z Marsa? A jeżeli są sobie nawzajem dłużni, dlaczego nie zredukują sobie nawzajem długów? Komu jesteśmy winni tyle, że wszyscy siedzimy w czarnej dupie?
  2. Jeżeli jest na tej planecie ktoś, kto ma magiczny guzik do produkcji pieniędzy, to czy ta cała kasa naprawdę jest coś warta, tyle żebyśmy my musieli pracować od świtu do nocy, za coś komu zajęło to kilka sekund, kliknąć w klawiaturę albo guzik drukarki???
  3. Skoro wszyscy jesteśmy w długach, jakim cudem jest coraz więcej firm pożyczkowych, banków, lichwy wszelakiej maści? Skoro ludzie nie spłacają „długów”, tych pieniędzy powinno być coraz mniej do pożyczania, a nie więcej prawda? Skoro Jaś nie oddal mi 20 000, to ja mam w swojej kasie o 2 dychy mniej i nie mogę już tych pieniędzy nikomu pożyczyć prawda? Więc nie byłoby dziwne, gdybym nagle ogłosił że pożyczam nie tylko 20 000 ale 50 000???
  4. Skoro prawo bankowe zabrania pożyczania pieniędzy depozytorów, do tego bardzo duża cześć ludzi nie spłaca „pożyczek” jakim cudem powstaje coraz więcej lichwy? Nie, nie drukują sobie na kolanie kasy, o tym później.
  5. Kiedy bank „pożyczył” Jasiowi poł miliona $ na dom, Jaś nie spłacał, bank zabrał dom i sprzedał na aukcji za 300 000, to jest 200 000 $ w plecy? Proszę pomnożyć taki scenariusz razy kilka tysięcy miesięcznie w całych USA i policzyć, ile kasy „stracił” bank, więc jakim cudem rośnie w siłę do takiego stopnia że niedługo będą mieli złote kible? (Detroit – można kupić dom za kilka tys., dom za który bank kiedyś „zakredytował” komuś np. poł miliona $)

Takich pytań są setki, nikt nie zastanawia się dlaczego tak to wszystko wygląda, że może to, co słyszymy na lekcjach ekonomii to nie do końca jest prawda. Ludzie, tęgie głowy, którzy mają kilka liter przed nazwiskiem wiedzą całe gówno o tym, czego uczą. Zapewniam was, że pół godziny przelewania takich informacji do ich wyedukowanej, kwadratowej głowy spowoduje zawiechę systemu myślowego – wiem, bo sam byłem tego świadkiem. Więc nie ma się co dziwić że Jaś ma zero pojęcia, kto i jak go dyma, mnie tylko dziwi fakt, że ludzie nie chcą wiedzieć, to jest przerażające. Wolą pracować w pocie czoła na wyimaginowane pożyczki, które nie istnieją, nie istniały i istnieć nie będą.

Nie mamy prostych odpowiedzi na te pytania obawiam się, nasze zrozumienie mechanizmu pieniędzy jest niemal zerowe, zupełnie tak, jak w medycynie, polityce, szkolnictwie – wszędzie niemal oddajemy sprawę w ręce „profesjonalistów”, czy to w białym kitlu, mundurze czy drogim garniturze. Nie ma w nas już ani krzty ochoty, żeby się dowiedzieć samemu. System „edukacji” i telewizja zrobiły swoje.

Zanim wyjaśnię mechanizm powstawania tzw. „kredytów” napiszę kilka słów o historii biznesu, tzw. commerce i o powstaniu bardzo ważnego prawa finansowego jakim jest BILLS OF EXCHANGE ACT z roku 1882, który do dnia dzisiejszego stanowi filar powstawania kredytów.

To co powiedziałem wcześniej – banki nie mogą pożyczać pieniędzy depozytorów. To jest ustanowione prawnie, ale nawet na logikę: nie trzeba być geniuszem, żeby to zrozumieć. Ile kosztuje mieszkanie w Warszawie? 300 000zl? 500 000 zł? Weźmy pół miliona.

Ile ma statystyczny Jaś w banku? 5 tysięcy? 20 tysięcy? Teraz proszę pomyśleć, ile takich Jasiów musiałoby wpłacić swoje całe oszczędności na sfinansowanie jednego tylko mieszkania. Dla porównania, tu w UK bank LLoyds chyba chwali się w reklamie tv że udzielają kredytu mieszkaniowego w kraju – co 15 minut… rozumiecie? Jaś ma tylko parę tysięcy w banku, a co 15 minut bank przyznaje „kredyt” na mieszkanie warte setki tysięcy… Na wiele, wiele lat…

To po pierwsze, po drugie, jeżeli bank pożyczałby pieniądze depozytorów, co by się stało, gdyby wielu Jasiów zechciało wybrać swoje oszczędności? Nawet jak im będą kazać czekać dzień czy dwa, „kredyt” na mieszkanie potrzebuje wielu lat, żeby się „spłacić”. Nie ma w tym nic dziwnego?

Weźmy pod uwagę to, co mówiłem wcześniej – wielu ludzi podupada i przestaje spłacać „kredyty”. Skąd bank weźmie wtedy pieniądze, żeby pooddawać takim Jasiom, skoro wielu ludzi nie spłaciło „pożyczek”?

To nie są ciężkie pytania, nie potrzeba mieć magistra ekonomii, żeby takie rzeczy przemyśleć, a co więcej – im wyżej wykształcony ekonomista, tym trudniej mu poukładać sobie to w bani.

Skoro bank nie pożycza żadnych pieniędzy, to skąd się biorą fundusze na dom, mieszkanie, samochód? Przecież Jaś, korzystając z tychże mechanizmów może jutro kupić mercedesa. Ten samochód istnieje, fizycznie, ktoś dostał pieniądze na konto i dał Jasiowi kluczyki.

Zanim wyjaśnię, napiszę słówko o historii biznesu, kiedy jeszcze większość wartościowych rzeczy, jak złoto itp., była przewożona na statkach, które tonęły i były napadane przez piratów.

Ludzie biznesu ówczesnych czasów zaczęli się drapać w głowę. Coraz więcej tracili majątku na rzecz zatoniętych statków, napadów, piratów. Postanowili wprowadzić system, gdzie sam produkt, jak złoto, nie będzie musiał być transportowany. Nie musiało opuszczać sejfu właściciela, wystarczyło, że ten wysłał kuriera z dokumentem, na którym było napisane, że następuje transfer majątku. Taki dosłownie paragon, który drugi człowiek – ten który to otrzymał mógł spieniężyć bądź wymienić na inny towar. Tak narodził się BILLS OF EXCHANGE ACT, który działa do dnia dzisiejszego. To w telegraficznym skrócie, ale będzie potrzebne do zrozumienia pieniędzy.

Pamiętacie, jak pisałem o tym, że my – my wszyscy – jesteśmy wspólnie właścicielami ziemi Polskiej i wszystkiego co na niej i w niej się znajduje? To ma ogromną wartość monetarną, ogromną, i nie należy do rządu – należy do ludzi. My jedynie daliśmy swoją część w zarząd RP, po to, żeby zarządzali tym w mądry sposób i na naszą korzyść (wiem, że jest dokładnie odwrotnie).

Więc skoro bank nie ma prawa pożyczać pieniędzy depozytorów, nie drukuje sam, ile mu się podoba, to skąd są fundusze na dom dla Jasia? Bills of exchange act się kłania i majątek Jasia – część zasobów Polskiej ziemi.

Dzisiaj Jaś idzie do banku pogadać o „pożyczce” na swoje wymarzone M. Bankier zbiera dane Jasia, żeby upewnić się, że ten nie wisi już nikomu nic, że nikt nie przeszkodzi owemu bankowi kroić Jasia przez najbliższe 25 lat…

Jaś dowiaduje się, że jest OK, i zaczyna wypełniać papiery, podpisuje umowę o kredyt i wraca do domu. Będzie teraz czekać, aż bankier zadzwoni, że mogą sfinalizować umowę i Jaś dostanie siano na mieszkanie.

Po roku 2008 jeden z czołowych bankierów UK powiedział takie słowa: „Powodem tego kryzysu był nieodpowiedzialny dostęp do prywatnego kredytu”, ale ta bardzo ważna wypowiedź nie miała żadnego oddźwięku, bo ludzie nie zrozumieli co ten pan powiedział.

Dostęp do prywatnego kredytu? Jaś podpisał umowę o kredyt… bank nie pożycza pieniędzy depozytorów… Bills of exchange act… akt urodzenia… majątek ziemi Polskiej… zaczyna to wszystko mieć sens?

Nie znam do końca kulisów bankowych, nie interesuje mnie zresztą już na tym stopniu, co się dzieje z czekiem, gdzie leci, kto podbija itd. Interesuje mnie fakt, że są fundusze i to są moje fundusze – nikomu nie jestem winien ani grosza.

Jaś podpisuje umowę o „kredyt”. Bankier wypełnia swoją część (bardzo ważne, żeby było wszystko na tym, czego wymaga bills of exchange act), zanosi gdzie trzeba, umowa zostaje podbita – zupełnie jak czek (endorsement) i zostaje otwarte nowiutkie konto, specjalnie dla Jasia. Na to konto zostaje wpłacony ten nowy czek – nasza umowa o „kredyt”. Ciekawe prawda? Zanim Jaś nie podpisał umowy, fundusze nie istniały w ogóle, za podpisem Jasia na kawałku papieru – nagle pojawiły się pieniądze na ukochane M dla Jasia.

Proszę wytężyć głowę teraz:

Jeżeli Jaś był twórcą (to jego podpis dał życie funduszom) tejże kwoty, poprzez mechanizm bankowy – to do kogo należą te pieniądze? Czy należą one do banku (który de facto nie miał ich zanim Jaś nie podpisał umowy), czy należą do samego Jasia, który dosłownie dał im życie w momencie podpisania owego dokumentu?

To nie wszystko, pamiętacie jak pisałem, że równie ważne jest to, co jest powiedziane, jak i to KTO to powiedział? I że pełnimy wiele funkcji, ról w naszym życiu, nosimy wiele czapek na głowie i biznesie, który dzieje się niemal cały czas w naszym życiu?

Piotras

Cdn.

Lorrin Kain – ofiara szczepień

UWAGA! Bardzo drastyczne, jeśli masz słabe nerwy nie oglądaj tego materiału!

W ostatnim czasie rośnie nacisk ze strony władz (rządy są obecnie w całości pod kontrolą korporacji), żeby ludzi przymuszać do szczepienia dzieci siłą. Takie przypadki jak poniższy stają się coraz częstsze, ale nieszczepiących nazywa się zabobonnymi  hamulcowymi postępu naukowego, zagrożeniem dla zdrowia publicznego i rozsiewnikami groźnych bakterii i wirusów. Dzieci umierające po szczepieniu wrzuca się do worka z napisem „śmierć z nieznanych przyczyn”, a związek szczepienia ze zgonem określa się jako „przypadkową korelację”.

Kilka słów o przeciwieństwach, które są tym samym, o wierze, dogmatach, misjonarstwie, zwalczaniu herezji oraz kilka słów o zażartych dyskusjach, banowaniu, zdrowym rozsądku i pieniądzach

Nie będę używać słowa „ezoteryka”, ponieważ inżynierowie społeczni zadbali o to, żeby nadać temu słowu wypaczone i pejoratywne znaczenie. To samo zrobiono ze słowem „astrologia”, która przeciętnemu Kowalskiemu kojarzy się z głupimi „horoskopami” drukowanymi na ostatniej stronie kolorowych magazynów.

Nie będę również pisać o „oświeceniu”, bo jedynymi mi znanymi oświeconymi (światłem energooszczędnej „żarówki” rtęciowej) są wyznawcy Kartezjusza i pogrobowcy epoki oświecenia.

Nie uważam się za osobę oświeconą, lecz za PRZEBUDZONĄ. W świecie, w którym większość społeczeństwa stanowią osoby pogrążone w głębokiej hipnozie los przebudzonego jest nie do pozazdroszczenia. Lunatycy traktują go jak wariata lub wyznawcę teorii spiskowych, a przede wszystkim zagrożenie dla ich słodkiego snu na jawie. Z tego względu przebudzeni najczęściej udają się na wewnętrzną emigrację duchową i nie przyznają się do tego, że widzą świat inaczej, niż reszta ludzkości. Doświadczenie bardzo szybko i boleśnie uczy ich, że w świecie śpiących należy chodzić na paluszkach i że przede wszystkim, pod żadnym pozorem, nie wolno budzić kogokolwiek, gdyż osobnik nieprzygotowany na to, co zobaczy na jawie, wpada we wściekłość i może stać się groźny dla budziciela.

Z tego właśnie powodu wszystkie szkoły rozwoju duchowego działały w ukryciu, a ich wiedzę nazywano „tajemną”. Tej wiedzy wcale nie trzeba było ukrywać, ponieważ chroniła się ona sama, tym, że była niezrozumiała dla wszystkich, którzy nie dorośli (nie „przebudzili się” lub „nie narodzili się ponownie”, o czym nauczał Jezus) do jej zrozumienia.

Z tego powodu, w przeciwieństwie do ludzi religijnych i racjonalistów, przebudzeni nie prowadzą działalności misyjnej. Jak powiadają, kiedy uczeń jest gotowy, nauczyciel znajdzie się sam. Mój blog również nie jest misjonarski, chociaż na pewno ma misję do spełnienia. Tą misją jest obwieszczanie dobrej nowiny, że rozsiani po świecie i zagubieni przebudzeni nie są sami. Jest nas więcej, więc nie musimy się czuć, jakbyśmy byli nienormalni. Jesteśmy bardziej normalni, niż ci, którzy się za normalnych uważają – bo oni są pogrążeni w hipnozie, a my nie!

ktoś w internecie nie ma racjiCzym się różni człowiek z misją od misjonarza?

Misjonarstwo polega na inwazji na cudze terytorium i nawracaniu „tubylców” na swoje (zupełnie niemądre) wierzenia. Najbardziej znanym i oczywistym przykładem są biali księża, którzy jadą do Afryki i narzucają czarnym swoją religię. Misjonarze racjonalistyczni to ekipa Barta, która dokonuje zmasowanego desantu na cudzy blog i argumentami siły próbuje wybić autorowi z głowy „niesłuszne” poglądy, a na ich miejsce narzucić mu swoje przekonania. Święta inkwizycja przebranżowiła się z religijnej w (pseudo)naukową, ale wciąż ma się dobrze, i niestety, rośnie w siłę. Oby to się nie skończyło paleniem heretyków podważających materialistyczne dogmaty na stosie atomowym…

Mój blog nie raz stał się obiektem działania misjonarzy, zarówno religijnych, jak i racjonalistycznych, ale, co oczywiste, oparłam się wszelkiej inwazji i wciąż tu jestem.

Skoro jesteśmy przy temacie wiary i wiedzy wyjaśnimy sobie to i owo. Zarówno misjonarze religijni, jak i racjonalistyczni zadają mi takie same pytania: „Dlaczego nie chcesz ze mną dyskutować?! Dlaczego banujesz ludzi, którzy mają inne zdanie? Unikasz dyskusji jak diabeł święconej wody. Ciekawe dlaczego? Pewnie nie masz nic na obronę swoich wierzeń i boisz się, że w ogniu racjonalnych argumentów runą jak domek z kart!” Identyczność ich pytań potwierdza moją tezę, że przeciwieństwa są tym samym. Wyjaśnię więc w tej notce łopatologicznie i w punktach, dlaczego nie podejmuję dyskusji z misjonarzami.

Misjonarze dowolnego nurtu dostają u mnie bana, ponieważ każdy misjonarz to prymityw i najeźdźca, uważający, że tylko jego światopogląd jest słuszny, a inni ludzie to głupcy, których należy skierować na „właściwe” (czyli „mojsze”) tory.

Nie ma możliwości, żebym w starciu z argumentami mogła stracić WIARĘ z bardzo prostego powodu: jestem EMPIRYCZKĄ, więc kieruję się tym, co widzę, słyszę i czuję własnymi zmysłami, a nie wiarą w słowa dowolnego rodzaju autorytetu.

Pochodzę z rodziny, że tak powiem, głęboko agnostycznej. Moi rodzice i dziadkowie nie wierzyli nie tylko w religijne bajki, ale również w ateizm, socjalizm, kapitalizm, propagandę mediów ani bujdy polityków. Można powiedzieć, że nie wierzyli w nic. I ja to po nich odziedziczyłam. No cóż, nie dość, że geny, to jeszcze aspołeczne wychowanie, więc nic na to poradzić nie mogę, że jestem nieuleczalnie niewierząca. Zamiast wierzyć autorytetom lub tzw. „wszystkim” (znacie to hasło: „wszyscy to wiedzą / tak robią / tak myślą / zgadzają się z tym”… jedzcie gówna, bo miliony much nie mogą się mylić), wolę osobiście sprawdzić każdy trop. Sprawdziłam więc również katolicyzm, Świadków Jehowy, tzw. „racjonalizm” i ateizm i wyszło mi, że to nic innego, jak kolejne pułapki dla stadnych owiec.

Jeśli czegoś nie wiem, szukam wiedzy i nie podejmuję tematu, dopóki się nie dowiem wszystkiego, co mnie interesuje. Dlatego, jeśli coś piszę, oparte jest to na solidnym fundamencie poszukiwań, przemyśleń i osobistej obserwacji oraz zweryfikowane przez praktykę. Dlatego żadne, nawet najbardziej zażarte dyskusje nie zmienią moich przekonań.

Nie mam obowiązku dyskutować z każdym, kto rzuci mi rękawicę.

Gdybym dyskutowała z każdym, kto rzuci mi wyzwanie nie miałabym czasu ani energii na nic innego. Przez wszystkie lata, od kiedy podłączyłam się na stałe do Internetu (czyli od stycznia 2000 roku) należałam do wielu grup dyskusyjnych i każdy interesujący mnie problem przedyskutowałam gruntownie wiele razy. Mam prawo poczuć się zmęczona koniecznością tłumaczenia wciąż tego samego każdemu z osobna. Żeby tego uniknąć stworzyłam te strony, które widać na górze bloga. Każdy, kto chce się dowiedzieć, co sądzę na dany temat może tam zajrzeć i przeczytać. A najlepiej poszukać wiedzy samodzielnie.

Powtórzę po raz n-ty: o faktach się nie dyskutuje, fakty przyjmuje się do wiadomości.

Jeśli coś zostało udowodnione naukowo lub jeśli śledztwo wykazało, że „autorytety” kłamią dla osobistych korzyści (GMO, globalne ocieplenie, szczepienia itp.), to nawet 100, 1000, czy 1000 000 podpisów lub inny konsensus „najwybitniejszych uczonych świata” nie sprawi, że fakty ulegną zmianie!

Kiedyś nauka oparta była na dowodach. Dziś oparta jest na grantach. I na politycznej (a raczej korporacyjnej) poprawności. Spolegliwy uczony może liczyć na kasę, sławę i wpływowe stanowiska. Dziś światem rządzą korporacje, więc nauka musi dostarczać dowodów, które zwiększają ich zyski, choćby działo się to kosztem zdrowia i życia ludzi. Dlatego „wybitni uczeni” zajmują się dziś fabrykowaniem dowodów na to, że aspartam i margaryna są zdrowe, że klimat się ociepla z powodu nadmiernej emisji dwutlenku węgla, że onkochemia leczy nie tylko raka, ale każdą chorobę z awitaminozą włącznie, że szczepienia ratują zdrowie i życie, że GMO nie tylko jest bezpieczne dla zdrowia, ale jest wielkim postępem naukowym i ratunkiem przed głodem itp. Tak naprawdę te wszystkie „odkrycia” są jedynie dojną krową dla korporacji, które zarabiają na tym miliardy dolarów rocznie. A dla ludzkości to wszystko jest prostą drogą do zagłady. Niestety, lunatycy pogrążeni w śnie hipnotycznym nie są w stanie tego dostrzec, więc muszą się tym zająć przebudzeni, których wzywam do działania.

Do prawdy nie doszłam dzięki ognistym dyskusjom typu „strzyżono-golono”, lecz zupełnie innymi metodami!

Dyskusje z pseudo-racjonalistami przypominają odpieranie ataku ciężkozbrojnych rycerzy z zakutymi łbami na twierdzę bronioną przez wolnomyślnych heretyków. Jest oczywiste, że w tak prowadzonych zażartych dyskusjach nie chodzi o prawdę, lecz o triumf mojszości.

Owszem, przyznaję, że z dyskusji na różnych forach można się dowiedzieć rzeczy, o których istnieniu nie miało się pojęcia, ponieważ jest mnóstwo tematów, których korporacyjne media (tak, wszystkie media są własnością korporacji, więc nie służą do informowania, lecz do urabiania opinii publicznej) unikają jak ognia i takich, które nie są wykładane w szkole, ale to wszystko, co mogą dać ci fora – dostarczą ci informacji, że istnieje temat, który sam/a musisz zbadać. Walki toczone w forach o to, kto ma rację są stratą czasu, bo są one niczym innym, niż misjonarstwem, czyli potrzebą nawrócenia „heretyków” na jedynie-słuszne dogmaty. Prawda nie zależy od ilości ani siły głosów, które zgromadzi w forum. Prawda albo jest prawdą, albo nie jest i żaden konsensus tego nie zmieni. I nigdy nie zapominaj o ostrzeżeniu przedstawionym w punkcie 2, czyli o istnieniu nauki opartej na grantach, a nie na dowodach!!!

Skuteczność jest miarą prawdy – huna

Nie interesują mnie żadne teorie, więc w blogu się nimi nie zajmuję! Mnie interesuje wyłącznie poszukiwanie prawdy i rezultaty praktyczne. Jeśli coś jest skuteczne, jak np. medycyna naturalna, homeopatia czy astrologia, to znaczy, że jest prawdziwe, a skoro tak, to należy to stosować, a nie dyskutować „jak to działa” lub „czy to jest zgodne z nauką / religią” (widzicie tę zbitkę „nauka / religia”, czyli dowód na to, że przeciwieństwa są tym samym?). Po co godzinami maglować problem, czy placebo jest naukowe, skoro wiadomo, że stosowane jest ono również w medycynie alopatycznej? Lekarze znają mnóstwo przypadków, kiedy lekarz otworzył brzuch chorego i natychmiast go zaszył, ponieważ nowotwór był zbyt rozległy, żeby go operować. Jeśli jednak pacjent głęboko wierzył w skuteczność operacji rak znikł bez leczenia.

Użyteczni idioci

Zastanawiałam się, co to za ludzie. Czy ktoś im płaci za tę szkodliwą działalność? Wygląda na to, że nie. To najbardziej niebezpieczny gatunek agresywnych szkodników o autorytarnej osobowości, czyli osobnicy, którzy zawsze ślepo i gorliwie są posłuszni ideologii głoszonej przez sprawujące władzę autorytety. Jeśli jest to władza faszystowska, może liczyć na tych gorliwych siepaczy, którzy nie proszeni przez nikogo ruszą w świat ze szczerą nienawiścią z sercu, zabijać i palić każdego, kto wydaje się być w opozycji do obowiązujących trendów. I nie ma znaczenia, czy chodzi tu o religię, politykę, czy o dowolną inną ideologię, taką jak np. „nauka”.

UWAGA! Ta strona rozsiewa bardzo złośliwe memy samodzielnego myślenia i wyzwolenia z Matrixa!

Stali goście mojego bloga narzekają, że od kilku dni straszy ich tu paskudna czerwona tablica (hehehe, nomen omen rot schild) z ostrzeżeniem, że ta strona rozpowszechnia złośliwe oprogramowanie.

Zapewniam wszystkich, że nie ma tu żadnego innego oprogramowania, oprócz WordPress’owego.

Złośliwego oprogramowania tu nie ma, ale jest mnóstwo złośliwych treści, ośmieszających Matrix, jego twórców i operatorów oraz zniewolone przez niego lemingi.

Czytanie tego bloga może okazać się bardzo niebezpieczne dla wszystkich, którzy wierzą w jakiekolwiek powszechnie uznawane  prawdy i autorytety.

Wchodząc tu ryzykujesz, że zostaniesz wygnany z raju głupców do piekła bolesnego przebudzenia świadomości.

Przebudzenie świadomości jest bardzo traumatycznym doświadczeniem, a co jeszcze gorsze, zamienia przebudzonego w wyszydzanego i bezwzględnie tępionego przez tzw. „racjonalistów” oszołoma, wierzącego w teorie spiskowe, leczenie ziółkami i metafizyczne zabobony.

Jeśli wolisz pozostać pogrążoną w hipnotycznym transie stadną owcą nawet tu nie zaglądaj, bo złośliwe memy przebudzenia świadomości i samodzielnego myślenia zaatakują i skażą Twój umysł na zawsze!

Dr Nancy Banks o szczepieniach i medycynie alopatycznej – obejrzyjcie to KONIECZNIE

Takich słów w Europie ani USA już nie usłyszymy, bo święta inkwizycja medyczna dopadnie i zniszczy karierę każdemu, kto ośmieliłby się je wypowiedzieć publicznie. Dr Banks mieszka i pracuje w Meksyku, który stał się azylem dla niepokornych, amerykańskich lekarzy, więc może sobie pozwolić na słowa prawdy i nie przejmować się polityczną poprawnością. Pewnie niedługo i tam sięgną macki inkwizycji, ale na razie jeszcze Meksyk pozostaje pod tym względem oazą wolności.

Każdy, komu zależy na życiu i zdrowiu własnym oraz jego rodziny powinien wysłuchać tej wypowiedzi z należytą uwagą i wyciągnąć z niej daleko idące wnioski.

Trochę przedświątecznych herezji o Szatanie, kosmitach i karmie

Od dawna mam wrażenie, że jestem wewnątrz jakiejś szalonej gry komputerowej, która rozgrywa się według chorych, nie dających szans na zwycięstwo zasad. Jedna strona skupia w swoich w rękach wszystkie atuty, takie jak władza, śmiercionośne rodzaje broni, możliwość inwigilacji przeciwnika i dostęp do każdego rodzaju informacji, a co najgorsze jest zwyczajnym, pozbawionym współczucia i moralności psychopatą, natomiast druga strona staje do rozgrywki z gołymi rękami, a co gorsze nie ma pojęcia w co, z kim i według jakich reguł ma grać. A co jeszcze gorsze – święcie wierzy, że przeciwnik jest uczciwy, szlachetny i… demokratycznie wybrany przez jego drużynę, po to, żeby mu służyć i działać dla jego dobra.

Czy drużyna naiwnych golasów ma szansę wygrać w tak napisanej grze?

Tylko na nas spójrzcie. Wszystko jest na wspak, wszystko jest do góry nogami: lekarze niszczą zdrowie, prawnicy niszczą sprawiedliwość, uniwersytety niszczą wiedzę, rządy niszczą wolność, główne media niszczą informacje, a religie niszczą duchowość. [Michael Ellner]

Tak działają autorytety i instytucje, którym bezgranicznie ufamy, bo wierzymy, że zostały „demokratycznie” powołane do dbania o nasze dobro i bezpieczeństwo. Nie wiemy jednak, że wszystkie te „niezależne” instytucje zostały wykupione przez grupę wpływowych ludzi potajemnie rządzących światem i zamiast służyć naszemu dobru służą wyłącznie do dojenia z nas pieniędzy.

Medycyna ma przynosić zyski służbie zdrowia, a ponieważ skuteczne leczenie jest nieopłacalne zmieniono metody kształcenia lekarzy w taki sposób, żeby niczego wyleczyć nie umieli.

Prawo działa według zasad moralnych Kalego: jeśli służy rządzącej elicie, to jest sprawiedliwe, jeśli sądzi na korzyść szarego obywatela, to jest niesprawiedliwe i wyrok należy zmienić.

Ślepo wierzymy uczonym, więc nie negujemy niczego, co nam do wierzenia, niczym religijni kapłani, obwieszczają. Bezkrytycznie przyjmujemy informacje o dziurze ozonowej, o globalnym ociepleniu spowodowanym przez człowieka i wpływie CO2 na wzrost temperatury na ziemi – a przecież są to kompletne bzdury, na które kiedyś nie dałby się nabrać uczeń 5 klasy szkoły podstawowej! Ale dziś nawet ludzie po studiach nie są w stanie odkryć, że „eksperci” robią ich w naukowego konia. Po co to robią? Oczywiście po to, żeby obłożyć nas podatkiem węglowym i podnieść ceny na gaz i ropę.

Media już dawno przestały być niezależne, bo wszystkie znalazły się w rękach ludzi sprawujących władzę i kłamią na jedną nutę, kreując fikcyjną rzeczywistość, wygodną dla rządzących gawiedzią.

Reguły Rachunku Prawdopodobieństwa mówią nam, że bez najmniejszego udziału inteligencji, w 50% przypadków zdarzenia w naszym świecie powinny prowadzić do powiększania dobra oraz korzyści dla ludzkości. W czysto mechaniczny sposób życie w naszym świecie powinno było przejawić coś w rodzaju „równowagi”. Uwzględniając dodatkowo czynnik inteligentnych decyzji czynienia dobra, wynik powinien wzrosnąć do mniej więcej 70%. Oznaczałoby to, że ludzkość posuwałaby się przez stulecia naprzód, aż do stanu, gdzie dobro i pozytywne rzeczy zdarzają się w naszym życiu dużo częściej niż „negatywne” czy „złe”. Tym samym wiele problemów ludzkości znalazłoby efektywne rozwiązanie. Wojna i konflikty stałyby się rzadkością, co najmniej 70 procent ziemskiej populacji miałoby przyzwoitą opiekę medyczną, pewny dach nad głową, wystarczającą ilość pożywnego pokarmu, tak że prawie nie słyszałoby się o śmierci z powodu choroby czy głodu. Fakty są jednak zupełnie inne. [Laura Knight-Jadczyk]

Dlaczego tak się dzieje? Kto nam przeszkadza i jak to robi?

To jest pytanie, na które mało kto potrafi odpowiedzieć!

Zacznę od samego początku, czyli od stworzenia świata. Mamy do dyspozycji trzy wersje, wszystkie jednakowo zwariowane.

Wersja chrześcijańska: świat został stworzony w 7 dni przez Boga z brodą, który na końcu ulepił człowieka z pyłu ziemi i tchnął w niego życie. Ale potem zjawił się Szatan udający węża, oszukał pierwszą parę, która za jego namową zjadła owoc z drzewa znajomości dobrego i złego, za co Bóg się wkurzył i wygnał ich z raju. Z powodu tego owocu ród ludzki ma przerąbane, a kobieta jeszcze bardziej. I dlatego na tym świecie wszystko jest do d…, ale na szczęście dobry Bóg dał ludziom swojego ukochanego Syna, żeby go ukrzyżowali, a potem po Nim płakali, i ten Syn, zanim go zabili, stworzył Kościół, żeby to Szatan miał przerąbane, a nie człowiek, ponieważ za sprawą tej śmierci (zwanej „ofiarą”) zostaliśmy zbawieni. Szatan wprawdzie i tak próbuje szkodzić, a wszystko w świecie dalej jest kompletnie bez sensu, ale nic nie szkodzi, bo mamy spowiedź, odpusty i co tydzień mszę świętą, więc i tak pójdziemy do raju, nawet jeśli się stoczymy na samo dno.

Wersja ateistyczna: świat po prostu powstał. Tak mi wyjaśnił pewien „racjonalista”. PO PROSTU POWSTAŁ! Powstał, bo coś straszliwie pierd…nęło, zrobił się chaos, czyli niewyobrażalny wprost bałagan, który potem się sam uporządkował (przez czysty przypadek oczywiście), bakterie też powstały (tak po prostu, z niczego), a potem była ewolucja, z bakterii powstało wszystko co żyje, a na końcu człowiek (z małpy). Wszystko bez wyjątku w świecie który powstał było do d…. (a niby jak miałoby być dobrze, skoro był chaos, a człowiek to też małpa, tyle tylko, że inteligentna… chyba inaczej), ale na szczęście na końcu powstała nauka i zjawili się uczeni i obecnie naprawiają to partactwo, które wydalił z siebie Wielki Wybuch. Uczeni już niedługo zwalczą całe zło: choroby, głód i wojny, a na świecie zapanuje raj. [Jasne, oczywiście, zajrzyjcie na onkologię, a przekonacie się, jak wygląda zwycięska walka z chorobami, przemyślcie również fakt, że to nauka tworzy najbardziej zabójcze i zagrażające istnieniu naszej cywilizacji rodzaje broni oraz wymyśla najbardziej psychopatyczne sposoby uśmiercania bliźnich, lol].

Wersja kosmiczna: nie wiadomo kto stworzył świat, ale przynajmniej wiadomo, kto stworzył człowieka: byli to bardzo uczeni i dobrzy kosmici. I stworzyli go na swój obraz i podobieństwo. I byli dla człowieka dobrzy, dbali o niego, uczyli go uprawy roli, leczenia chorób, budowania miast i wszelkiej mądrości, a on w swojej naiwności traktował ich jak bogów i oddawał im cześć. I było fajnie jak w raju, ale któregoś dnia naszą piękną planetę wypatrzyły paskudne i złe do szpiku kości Jaszczury żyjące w najciemniejszych zakamarkach Wszechświata i postanowiły ukraść tę piękną posiadłość wraz z całym dobytkiem. Więc pod wodzą niejakiego Jahwe wsiadły na swoje ogniste rydwany i przybyły mordować, niszczyć i łupić. Dobrzy bogowie nie zamierzali oddać swojego rajskiego ogrodu, więc również wsiedli na swoje ogniste rydwany i przystąpili do wojny, ale niestety przegrali ją i musieli zmykać. Tym sposobem ludzkość wpadła w straszliwe tarapaty, bo nie dość, że jej nowi właściciele byli do szpiku kości źli i patologiczni, to jeszcze nie mieli życzenia użerać się z ludzkością rozumem równą bogom. Zamienili ją więc dzięki genetycznym modyfikacjom w bezrozumne stado baranów. Żeby było jeszcze śmieszniej herszt Jaszczurów, wspomniany Jahwe, okrutnik i psychopata, ogłosił się Bogiem Wszechmogącym, co spowodowało powszechną schizofrenię u jego wyznawców, którzy musieli wierzyć, że jest samym dobrem i miłością, a jednocześnie widzieli, że każdego, kto mu podskoczył karał okrutną śmiercią i że lubował się we krwi. Pasjami kochał pokrywać wzgórza trupami całych narodów i „karmić swój miecz mięsem”, kochał też napletki, ale naprawdę nie wiem, do czego były mu one potrzebne, zwłaszcza w hurtowych ilościach.

Krwią upoję strzały moje, a miecz mój naje się mięsa, krwią poległych i pojmanych z nieczesanych głów wrogów” (Pwt 32.42)

Z wiary w te głupoty powstało chrześcijaństwo, które z miłości do bliźniego torturowało i paliło na stosie i do reszty ogłupiło ludzkość. Ale czego można spodziewać się po religii, która Szatana wyniosła na ołtarze i modli się do niego, błagając go o wyzwolenie spod władzy Szatana – prawdziwa komedia pomyłek!

Tak, kochani, to nie pomyłka – Kościół Katolicki czci Szatana i jemu służy!

Jako pierwsi odkryli to Gnostycy. Pomyśleli i wyszło im (całkiem słusznie), że Jahwe żadną miarą nie może być Bogiem. A nawet jeszcze gorzej – że jak nic musi być diabłem wcielonym, a w najlepszym razie szalonym i niedoskonałym Demiurgiem. Pomyśleli jeszcze trochę i doszli do wniosku, że Bóg jest gdzieś tam, ale na pewno nie tu, na ziemi. Bo tu niepodzielnie rządzi Jahwe, czyli Szatan. Przykra sprawa, ale jesteśmy całkowicie we władzy Szatana, który ustala prawa i niepodzielnie rządzi tym światem!

Żeby było jasne: wszystko wskazuje na to, że Jahwe to Szatan i jednocześnie Jaszczur! Jest to ta sama postać, w trzech przebraniach (obejrzyjcie sobie stare obrazy przedstawiające Szatana, a przekonacie się, że często wygląda on jak wielki jaszczur).

A teraz uwaga: to Szatan ustanowił prawo karmy! W czasach, kiedy ludzie po odejściu dobrych bogów skryli się w jaskiniach i zostali cofnięci niemal do stanu zwierzęcego, Szatan napisał program komputerowy bardziej genialny, niż geniusze z Microsoftu i nawet precyzyjniejszy, niż wyliczenia w najlepszym, szwajcarskim banku. Tego programu nie da się oszukać, każdy ma swoje konto i to nie na jedno wcielenie, lecz na wszystkie, od początku świata aż do dnia w którym w końcu (a jednak…) osiągnie oświecenie, które wyzwala człowieka z trybów karuzeli wcieleń.

Pomyślmy chwilkę, jakie to ma dramatyczne następstwa: człowiek został genetycznie uszkodzony, jego umysł nie pracuje prawidłowo, jego myślenie jest dalekie od doskonałości, jego poczucie moralności jest wypaczone, kieruje się irracjonalnymi impulsami i najczęściej niskimi pobudkami… i wszystkie jego uczynki są precyzyjnie zapisywane na jego karmicznym koncie. Za każdy zły czyn jest pokuta w następnym wcieleniu, a jeśli popełni kolejny zły czyn zadłużenie rośnie. Złych czynów jest zdecydowanie więcej niż dobrych, więc konto jest wciąż zadłużane (analogicznie jak konta wszystkich państw świata w Banku Światowym – zasada „jak na górze, tak na dole”).

Perfidia polega na tym, że Kościół (będący jak już wiemy świątynią Szatana) zakazał nauczania o reinkarnacji i prawie karmy. Z tego powodu ludzie nie mają pojęcia, że zaciągają dług karmiczny i nie znają sposobu, żeby się z tej pułapki wyplątać. Zamiast tego wierzą naiwnie, że już są zbawieni i że nic nie muszą robić, poza regularnym spowiadaniem się i klepaniem pacierzy. To jest wyjątkowo perfidna pułapka dla duszy, ponieważ nie ma takich argumentów, które przekonają katolika, że nauki Kościoła są fałszywe i że zbawienie nie istnieje – w każdym razie nie w takiej postaci, jaką obiecuje Kościół. Zbawić trzeba się samodzielnie, a do tego potrzeba WIEDZY i mądrości, a nie bezmyślnej, owczej wiary.

A co w takim razie z Bogiem? Tym prawdziwym, a nie fałszywym, rządzącym tym światem?

Bóg jest Bogiem, więc tak naprawdę to On jest władcą tego świata. Z jakiegoś względu zgodził się na taki układ i pozwolił Szatanowi przejąć władzę nad tym skrawkiem Wszechświata. Może po prostu sprawdza, czy Jego dzieło, nawet tak bardzo uszkodzone przez szatańskie kombinacje zdoła rozbudzić w sobie ten nikły płomyczek boskiego światła, które w nim pozostało?

Tak czy inaczej człowiek wcale nie jest pozostawiony na pastwę Szatana i jeśli naprawdę tego zapragnie, może się zwrócić o pomoc do Boga i jeśli jest to prośba szczera i bezinteresowna otrzyma ją. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, więc cierpienie często wychodzi nam na dobre. Z serca płynąca modlitwa o pomoc i ufne oddanie się Bogu pod opiekę czyni cuda. I to jest jedyny skuteczny sposób wyzwolenia się z pułapki karmicznej. Kiedy dojdziemy o tego etapu przestaje nas interesować prestiż, majątek i sprawy przyziemne. Zamiast tego zyskujemy głębokie zrozumienie praw rządzących tym światem i wyzwolenie z lęku. Szatan traci nad taką osobą władzę i w żaden sposób nie zdoła jej zaszkodzić.

Niestety, większość ludzi szukając wyjścia z labiryntu, w którym zabłądzili w desperacji robi bardzo głupie rzeczy. Żeby znaleźć wyjście z karmicznego zadłużenia trzeba być świadomym jak działa ten system, bo bez tej wiedzy nie można się wyzwolić. Niestety, nawet te osoby, które uwierzyły w prawo karmy postępują głupio i same sobie szkodzą.

Jednym z przykładów jest powszechna wśród osób znających prawo karmy wiara, że przed obecnym wcieleniem sami zgodziliśmy się na cierpienie, ból i podłe traktowanie (np. przez toksycznych rodziców), gdyż rzekomo jest to dla nas bardzo korzystne i rozwojowe. Cierpienie nie jest rozwojowe, chyba że osiągnie ekstremalne natężenie, które zmusi ofiarę do szczerej modlitwy – pisałam o tym wcześniej. Zwykle jednak cierpienie nie jest aż tak wielkie, więc je cierpliwie znosimy, wierząc, podobnie jak chrześcijanie, w jego zbawczą moc. I na wieki tkwimy w tym kłamstwie nie czyniąc ani kroku ku wyzwoleniu. Setki wcieleń idą na marne, a my nie czynimy żadnego postępu. Dzieci toksycznych rodziców same są złymi rodzicami, bo nikt ich nie nauczył kochać i szanować własnych dzieci, ich dzieci również wyrastają na toksycznych rodziców i tak w nieskończoność – co jest w tym zbawiennego?

To kolejna pułapka i kolejna fałszywe prawo duchowe. Problemy należy rozwiązywać i nie przekazywać ich następnym pokoleniom. Przekazywać należy miłość i dobro, a nie zło!

A oto kolejny przykład – fragment mojej dyskusji z „anonimową” w moim blogu astrologicznym:

Anonimowa: Spłata długów w tradycyjny sposób również jest dyskusyjna. Niektórzy twierdzą, że trzeba przepracować, inni ją rozpuszczają, trzeci noszą specjalne branzoletki, które znoszą karmę, jogini w Indiach tak robią.
Ja: Kapłani w Indiach sprzedają bransoletki i fikcyjne środki do rozpuszczania karmy (może „Kreta”?), a nasi księża biorą kasę za odpusty, np. masowo w Wielkanoc. Wszystko to są bzdury, z których żyją kapłani wszystkich religii bez wyjątku. I dzięki temu pracują dla Szatana, ponieważ na dłużej usidlają ludzi w sidłach karmy i głupoty.
Anonimowa: Przeczytaj autobiografię jogina, poczytaj o kroplach korte a potem iroznizuj o środkach rozpuszczających kret. Skąd wiesz, że to bzdury? Znam osoby, które się tym zajmują, ropuszczają stare blokady, przykładowo z tego życia, albo kilastet lat wstecz i problemy znikają za jedną sesja.

No proszę, jaki prosty sposób na karmę! Można ją rozpuścić – za pieniądze! Nic nie rób, nie pracuj nad sobą, nie staraj się być mądra ani dobra, zamiast iść po rozum do głowy po prostu idź do jogina i kup od niego krople rozpuszczające karmę! Zażyj, a karma zniknie jak syf z rur po wlaniu „Kreta”! Szkoda naprawdę, że jogin nie sprzedaje mądrości. Ale nic w tym dziwnego, bo gdyby to robił straciłby klientów i źródełko dochodów za nicnierobienie zwyczajnie by wyschło.

Cały świat sprzedaje nam Kreta do rur – na każdy problem bez wyjątku!

Lekarze sprzedają pigułki, prawnicy sprawiedliwość, naukowcy carbon tax, rządy bezpieczeństwo w postaci ustaw przeciwko terrorystom (czyli nam), Kościół odpusty, a jogini krople na karmę. Jakie to proste! Szkoda tylko, że ludzi uwikłanych w grzech i karmę nie ubywa, lecz przybywa – jest nas już dobrze ponad 6 miliardów, a będzie więcej. Chyba, że zostaniemy zbawieni za jednym zamachem jakąś naukowo opracowaną bronią masowej zagłady, która oczyści planetę z całej ludzkości wraz z jej ciężką karmą. Ale ta karma i tak powróci, bo nic w przyrodzie nie ginie. Dlatego lepiej pracy nad sobą nie odkładać na jutro, lecz załatwić to dziś – w tym wcieleniu.

Bierzmy się odważnie do roboty!!! Na pohybel Jahwe, Jaszczurom i całemu wężowemu potomstwu!

PS. Jak zwykle po opublikowaniu tekstu jeszcze coś mi się przypomniało: „jak na górze, tak na dole”, mrówki hodują mszyce dla słodkiej spadzi, my hodujemy zwierzęta dla mleka, wełny i mięsa, a Raptilianie hodują nas, dla luszu.

Ani trochę nie współczuję ofiarom lekarzy

Każdy z nas, jeśli oczywiście nie jest upośledzony umysłowo ani uwięziony w Guantanamo, jest w stu procentach odpowiedzialny za to, co go spotyka w życiu.

Żyjemy w Matrixie, a wszystko wokół nas to jedna, wielka iluzja, która czyni z nas niewolników systemu. Aby stać się wolnym wystarczy się przebudzić, a co jeszcze ważniejsze: PRZESTAĆ SIĘ BAĆ!

Zdecydowana większość ludzi pogrążona jest w lunatycznym śnie i śni koszmarny sen wariata. Każdy nieświadomy praw duchowych człowiek żyje jak zombie, nie mając pojęcia o tym, że jest niewolnikiem i owcą stadną przeznaczoną do strzyżenia, dojenia i zabijania. Na całe szczęście nieszczęścia chodzą po ludziach, bo nic tak skutecznie nie budzi ze stanu hipnozy jak dramatyczne zdarzenia. Jak napisał Steven Arroyo: najbardziej nieświadomi ludzie muszą doświadczyć najstraszniejszych zdarzeń. Dlatego nie istnieje ani dobro, ani zło, bo nigdy nie wiemy, co jest dla nas dobre, a co złe. Czasem to, co najgorsze okazuje się najlepszym, co mogło daną osobę spotkać.

Dlatego nie współczuję chorym i cierpiącym, bo wiem, że będą cierpieć i chorować do czasu, aż zrozumieją, że choroba nie dotyczy ich ciała fizycznego, lecz duszy i umysłu. Jedyna droga do wyzdrowienia wiedzie przez zmianę sposobu myślenia i stosunku do świata i ludzi. Jednak wszelkie próby wytłumaczenia tego ofiarom ciężkich chorób prawie zawsze skazane są na niepowodzenie, a nawet mogą wywoływać ich agresję. Lepiej więc nie wtrącać się w ich życie, lecz pozwolić działać prawom duchowym. Siła Wyższa wie najlepiej, czego komu trzeba i czego dana osoba musi doświadczyć, żeby zmądrzeć. Czasem jest to śmierć i nic na to poradzić nie możemy.

Śmierć nie jest końcem istnienia, lecz końcem jednego etapu rozwoju i początkiem drugiego (reinkarnacja jest FAKTEM i jest na nią mnóstwo NIEZBITYCH dowodów, ale z nikim nie będę się o to kłócić ani nikomu nie dostarczę w zębach dowodów, bo nie jestem psem aportującym; chcesz dowodów, to sam ich sobie poszukaj; samodzielne poszukiwania są bardzo kształcące).

Na tej dziwnej planecie zwanej Ziemią niebo i piekło leżą tuż obok siebie, na wyciągnięcie ręki. To my sami decydujemy o tym, w którym z tych światów żyjemy. Możemy wybrać piekło choroby i pełnego cierpień „leczenia” zabijającego w majestacie prawa, męczeńską śmierć na ołtarzu dowolnej wiary: religijnej lub racjonalistycznej lub raj wolności duchowej i intelektualnej, miłości i pełnego zdrowia.

To ty decydujesz o tym, w którym z tych światów chcesz żyć. I ty ponosisz za wszystko pełną odpowiedzialność.

Nikt nie może mieć pretensji do nikogo, jeśli pod wpływem religijnej wiary, medialnej propagandy lub „dobrych rad” księdza, eksperta onkologicznego bądź cioci Kloci zrobi coś głupiego, zaszkodzi sobie w dowolny sposób lub doprowadzi się do śmierci. Nie może mieć do nikogo pretensji, bo ostateczna decyzja należy do niego i sam ponosi za nią odpowiedzialność.

Dzięki bibliotekom i pismom naukowym każdy ma nieograniczony dostęp do wszelkich możliwych źródeł wiedzy i informacji z każdej dowolnej dziedziny i może z nich zrobić właściwy użytek. Dziś, dzięki Internetowi, jest to łatwiejsze niż kiedykolwiek w dziejach ludzkości. Nie trzeba w ogóle wychodzić z domu, wystarczy tylko chcieć ruszyć tyłek sprzed telewizora i wykonać kilka kliknięć myszą.

I proszę nie powtarzać bezmyślnie za „racjonalistycznymi” użytecznymi idiotami, że „w internetsach to są same śmieci”. Tej wymówki nie kupuję. W Internecie można znaleźć wszystko to, co wydrukowano w papierowych książkach oraz poważnych pismach naukowych plus całe mnóstwo zakazanej, nielegalnej i niewygodnej dla decydentów wiedzy, która nigdzie nie została wydrukowana, ponieważ została wycięta nożycami cenzora, jako nieodpowiednia dla celowo utrzymywanych w głupocie ludzkich owieczek.

Bóg cię po to obdarzył rozumem, byś miał gdzie szukać ratunku – Ali Ibn Abi Talib

Bóg dał Ci mózg, żebyś myślał i wolną wolę, żebyś się nią kierował. Jeśli oddajesz innym władzę nad swoim losem i pozwalasz im decydować za siebie, sam jesteś winien, jeśli wpadniesz w poważne tarapaty.

Nikt nie ma obowiązku polegać ślepo na żadnym autorytecie, ani wierzyć bezkrytycznie religijnemu przywódcy. Jeśli to robi, to znaczy, że siebie samego uważa za bezmózgiego idiotę i osobę niezdolną do posługiwania się inteligencją.

Wiem, że to co piszę niektórym może wydawać się herezją.

Przecież po to mamy Kościół z Dekalogiem, żeby prowadził nas prosto ku zbawieniu.

Po to mamy medycynę, żeby nas leczyła i ratowała od śmierci.

Po to mamy ekspertów z każdej dziedziny życia, żebyśmy nie pobłądzili w gąszczu fałszywych teorii.

Każdy kij ma dwa końce.

Brak uregulowań rodzi ryzyko bezprawia i nadużyć ze strony przeróżnych szarlatanów.

Nadmiar uregulowań to dzieło psychopatów, którzy dla władzy i pieniędzy nie cofną się przed niczym, np. przed kłamstwem, korupcją i szantażem, a w końcu przed wprowadzeniem ustroju totalitarnego. Bo psychopata żyje tylko po to, żeby przejąć kontrolę nad światem, a ludzkość zamienić w armię tępych niewolników.

Nowy Porządek Świata to wymyślona przez paranoików teoria spiskowa?

Idealną sytuacją dla każdego człowieka jest ta, która pozwala mu na pełną wolność działania przy jednoczesnym kontrolowaniu zachowania innych w celu wymuszenia posłuszeństwa na drodze do realizacji własnych pragnień. To znaczy, innymi słowy, każdy człowiek poszukuje władzy nad światem niewolników. [James Buchanan, laureat Nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii]

Nad społeczeństwem dominować będzie elita… która dla osiągnięcia swoich politycznych celów nie będzie wzbraniać się przed stosowaniem najnowocześniejszych technik kształtowania publicznych zachowań i utrzymywania społeczeństwa pod ścisłą kontrolą i inwigilacją [Zbigniew Brzeziński]

Człowiek myślący musi zdawać sobie sprawę z takich zagrożeń i w każdym ustroju społecznym zachowywać czujność.

Nie piszę tego, żeby straszyć, lecz po to, żeby uświadomić Wam wartość INFORMACJI. Wiedza uchroni Cię przed spiskami (a nie „teoriami”!!!) takich ludzi jak James Buchanan, Zbig Brzeziński i cała zgraja innych cwaniaków (więcej autentycznych cytatów tych drani znajdziesz w lewej kolumnie bloga).

Nadmiar podejrzliwości prowadzi do paranoi, ale jej zupełny brak świadczy o braku instynktu samozachowawczego i o zwyczajnej głupocie. A to grozi unicestwieniem.

Z wyżej wymienionych powodów trzeba myśleć samodzielnie i na nikim bezkrytycznie nie polegać. Dlatego ani trochę nie współczuję pacjentom onkologicznym (i żadnym innym takoż). Są dorośli i sami ponoszą odpowiedzialność za to, co robią ze swoim życiem. Jeśli godzą się na okaleczanie, ból, rakotwórcze naświetlania, skutki uboczne chemioterapii, a nawet jeśli na końcu, z wyrokiem „nieuleczalni”, umierają w cierpieniu w hospicjum – robią to, bo się na to zgodzili. Nie stali przed plutonem egzekucyjnym, gdy podpisywali zgodę na leczenie, a to znaczy, że nikt ich do niczego nie zmuszał.

Jeśli widząc, że „leczenie” tylko pogarsza stan ich zdrowia nie zrobili nic i nawet nie próbowali się ratować, to znaczy, że z pełną świadomością zrzekli się odpowiedzialności za swój los i życie.

I ja to proszę państwa w pełni szanuję. Nawet bardzo. I szczerze podziwiam. Nie rozumiem takiej postawy, ale ją akceptuję.

Bunt rodzi się we mnie tylko wtedy, kiedy myślę o chorych na nowotwory dzieciach, bo jeśli mają głupich i bezwolnych rodziców, skazane są na cierpienie i śmierć w majestacie prawa. Wprawdzie Konstytucja gwarantuje rodzicom prawo do decydowania o losie dzieci, co więcej ani w Konstytucji, ani w Kodeksie Karnym nie ma nakazu przymusowego leczenia w razie choroby, ale praktycznie nikt nie korzysta z tych praw, ponieważ ludzie nie mają ani świadomości, że prawo ich chroni, ani wiedzy o tym, że są alternatywne, bezpieczne i o wiele skuteczniejsze metody leczenia (jakby ktoś pytał: PRZEZ LEKARZY, a nie czarownicę w bagnie). A co gorsze, są tak przerażeni diagnozą, że przestają myśleć i godzą się na wszystko. Dlatego, w przypadku gdy u dziecka stwierdza się nowotwór, jest ono kierowane do szpitala i niemal pod przymusem, a w każdym razie pod wpływem lęku i pod bardzo silną presją psychiczną, rodzice podpisują zgodę na leczenie i wszelkie zabiegi, jakie lekarze uznają za konieczne.

Liczy się tylko pieniądz

Bandyci z Big Pharma chcą Twojego ciała, bo chcą na nim zarabiać. Chcą wstrzykiwać w nie chorobotwórcze (rakotwórcze i zawierające rtęć) szczepionki i poddawać je nieuzasadnionym operacjom chirurgicznym już od dnia narodzin (obrzezanie) oraz chemicznemu „leczeniu”, nawet jeśli jesteś zdrowy lub gdy tylko istnieje cień możliwości, że możesz być chory. Medycyna wespół z mediami wytwarzają psychozę lęku przed chorobami i epidemiami, dzięki czemu ludzie uwierzyli, że szczepienia są konieczne, a rak jest chorobą powszechną i nieuleczalną. Ludzie uwierzyli w mit „wczesnej wykrywalności” i związaną z tym konieczność samobadania (np. piersi) oraz regularnego poddawania się badaniom okresowym. Wystarczy maleńki guzek, nieznaczna zmiana na zdjęciu lub małe wahnięcie w wynikach badań, żeby pacjent wpadł w panikę i był gotów na wszystko, co zleci mu jego lekarz.

A przecież wystarczy chwilkę pomyśleć…

Jakim cudem wciąż istniejemy jako gatunek?

Jakim cudem ludzkość zdołała w ogóle przetrwać, a nawet tak się rozmnożyć, że aż niektórzy nawołują do depopulacji, skoro insulinę wynaleziono w latach 20-tych XX wieku, a „naukową” onkologię wymyślono dopiero w latach 30-tych? Jakim cudem ludzkość nie wymarła, skoro nie było diabetologów, onkologów, psychiatrów, chemii farmaceutycznej, szczepień ani naświetlań?

Pomedytuj nad tym drogi czytelniku, myślenie nie boli.

A teraz małe ćwiczenie: pomyśl przez chwilę i policz, ilu osobom z Twojego otoczenia niepotrzebnie wycięto wyrostek robaczkowy, pierś, węzły chłonne, tarczycę lub cokolwiek innego? Może znasz kogoś, komu pozostawiono w brzuchu nożyczki, gazę lub inne przedmioty? A może znane ci niemowlę chorowało ciężko, a nawet zmarło po szczepieniu?

Albo inaczej: czy potrafisz wskazać kogoś, kogo naukowa medycyna XXI wieku skutecznie wyleczyła z cukrzycy, nadciśnienia, choroby obturacyjnej płuc lub marskości wątroby (przeszczepy się nie liczą)? Mówiąc o „wyleczeniu” mam na myśli stan powrotu do pełnego zdrowia i całkowite odstawienie wszelkich leków. No, jak ci idzie udzielanie odpowiedzi na moje pytania?

Za ignorancję płaci się najwyższą cenę

Trochę rozumiem ludzi, a trochę nie. Rozumiem, bo wszyscy wokół przekazują sobie mrożące krew w żyłach opowieści o chorych na raka znajomych i krewnych, którzy przeszli istne piekło kuracji, późniejszych wznów i ponownych kuracji, po czym zmarli w męczarniach w hospicjum. Wizja doświadczenia podobnego losu jest przerażająca. Ale jeszcze bardziej nie rozumiem, dlaczego ludzie nawet nie próbują szukać alternatywnych rozwiązań, skoro powszechnie stosowane prowadzą na niemal pewną śmierć. Wystarczy zapoznać się ze statystykami uleczalności raka (a raczej jej braku), żeby postukać się w głowę i dojść do wniosku, że coś tu się nie zgadza. Mimo tego całego straszenia człowiek dorosły i w miarę rozgarnięty ma przecież swobodny dostęp do alternatywnej wiedzy i może z niej skorzystać.

Dlaczego tego nie robi? No? DLACZEGO???

Odpowiada mi głucha cisza…

Głupota zabija

Oto dowód: tekst zaczerpnięty z bloga pewnej chorej na raka dziewczyny. Wyjaśnia ona, dlaczego nie da się nabrać na żadne alternatywne metody leczenia, a zwłaszcza na dietę dr Gersona:

Podam Wam przykład – dieta Gersona. Należy ona do najbardziej znanych propozycji antyrakowych, jest dobrze opisana, są ośrodki, w których metodę się stosuje. Sama fachowość, czołówka listy metod alternatywnych. Popytałam o nią specjalistów i oto czego się dowiedziałam.

Kwestia wyciskarki do soków sprzedawanej za ciężkie pieniądze. Absolutnie musi być taka jaką zalecają, z ceramicznymi wałkami, bo tylko ona nie zabija potrzebnych składników owoców i warzyw. Otóż specjalistka wyjaśniła mi, że maszynę zaprojektował dr Gerson kilkadziesiąt lat temu. A to oznacza, że nie było wówczas magicznej stali nierdzewnej. Metalowe wałki były najzwyczajniej w świecie niezdrowe, bo cząsteczki metali dostawały się do jedzenia, więc dr Gerson słusznie wymyślił, że należy wprowadzić ceramiczne. Tyle, że w dzisiejszych czasach nie ma to żadnego znaczenia, który to szczegół jakoś na ogół umyka specjalistom od diety.

Koniec wywodu. Jeśli ktoś sądzi, że jest to „fragment wyrwany z kontekstu” wyjaśniam, że bynajmniej. To jest całość. Koniec. Kropka. To jest dosłownie zacytowany powód, że osoba ta nie ma zaufania do metody Gersona z powodu (rzekomo) ceramicznych wałków. Prawda jednak jest taka, że dziś wszystkie wyciskarki do soków stosowanych w terapii Gersona są robione ze stali nierdzewnej. Tak, ze stali nierdzewnej, a nie z ceramiki! Ale nawet gdyby były ceramiczne, to jaka logika stoi za tym dziwacznym wywodem? Nie będę się leczyć sokami tylko dlatego, że 60 lat temu zaprojektowano ceramiczne wałki, które dziś są przeżytkiem? Czyżby ta panna wierzyła, że leczy ceramika lub stal, a nie soki?

I jeszcze taki kwiatek:

Ja, na przykład, przy wzroście 168 zazwyczaj ważyłam 55kg. Teraz moja waga waha się między 48, a 51kg. W dodatku guz uciska żołądek, co sprawia, że jestem w stanie zjeść na jeden raz tyle co kot napłakał. W tej sytuacji ja nie mogę się żywić sokami owocowymi i gotowanymi warzywami, bo najzwyczajniej w świecie zniknę. Fakt, że razem z chorobą, ale jakoś mnie to nie pociesza. Ja muszę wpierniczać setki kalorii żeby jakoś się tuczyć, a przynajmniej nie chudnąć.

Jakaż to dieta zapewnia owe tuczące „setki kalorii”? Jak mniemam są to słodkie, maślane drożdżówki ze śnieżnobiałej mąki pszennej. Ciekawe, co na to onkolog? Ach, zapomniałam, onkolodzy nie znają się na zdrowym żywieniu, bo to nienaukowe.

Okazuje się, że takie rzeczy jak węglowodany i cukry powinny w ogóle zniknąć z naszego „jadłospisu”. Jest to o tyle poważne, że nowotwór po prostu rozwija się i to bardzo szybko głównie dzięki właśnie węglowodanom i cukrom. – Marek Kidziński, autor książki Jak w 90 dni pokonałem raka?

Ratunkiem dla chorego może się okazać wyrok śmierci

Tak, dokładnie: WYROK ŚMIERCI wydany przez onkologów, którzy oświadczają pacjentowi, że już nic więcej dla niego zrobić nie mogą, więc żadne błagania o chemię i naświetlanie nie pomogą. Koniec, nie ma o czym gadać, wypisujemy panu / pani skierowanie do hospicjum, żegnamy, papa, proszę nas w d… pocałować.

Tak zdradzony pacjent (ale nie łudźcie się, że każdy, bohaterka w.w. bloga tego nie zrobiła!) w końcu budzi się ze stanu zombicznego i zaczyna myśleć. Wydaje się to trochę spóźnione, ale jak to mówią lepiej późno niż wcale. Jeśli pozostała w nim choć iskierka nadziei i ducha walki zaczyna szukać ratunku zupełnie gdzie indziej. Skoro onkolodzy go odtrącili i z zimną obojętnością skazali na śmierć, zwraca się do „szarlatanów”, w ostatniej nadziei, że u nich znajdzie pomoc. I często znajduje. Proszę mi wierzyć, są udokumentowane przypadki wyjścia z całkowicie beznadziejnego stanu.

Na Reality TV niedawno nadawano serię filmów dokumentalnych pt. „Nieuleczalni”. Pacjenci porzuceni przez onkologię, z wyrokiem pewnej i szybkiej śmierci w hospicjum opowiadali tam, jak zamiast biernie czekać na wyrok losu, postanowili wykorzystać cień ostatniej szansy i spróbować metod alternatywnych, „nienaukowych” i „szarlatańskich”. Jedna z kobiet wybrała dietę makrobiotyczną. Zgłosiła się do specjalisty, który skomponował jej jadłospis i stale kontrolował postępy w zdrowieniu, korygując dietę zależnie od jej aktualnego stanu zdrowia. Pacjentka zaczęła dochodzić do zdrowia w tak szybkim tempie, że zdumiewało to jej rodzinę. Kiedy wkrótce potem, w wieku 41 lat zaszła w ciążę wszyscy doradzali jej aborcję. Lekarze straszyli wznową, a przyjaciele obawiali się, że ciąża może ją zabić. Ona jednak postanowiła nikogo nie słuchać i udała się do kaplicy, aby się pomodlić. Tam spłynął na nią doskonały spokój, więc umocniła się w przekonaniu, że jej decyzja jest słuszna. Ciąża przebiegała bez komplikacji i zakończyła się urodzeniem zdrowego syna. Dziś chłopak na ponad 20 lat, matka i syn są zdrowi i oboje cieszą się życiem i szczęściem.

Takich opowieści było tam mnóstwo. Ponieważ mamy kryzys można się spodziewać, że serial będzie wielokrotnie powtarzany, chyba, że onkolodzy załatwią zakaz jego emisji. Ale bądźmy dobrej myśli…

Organizm ma wielką zdolność przywracania homeostazy. Nie potrzebuje do tego ciężkiej chemii ani żadnych poważnych ingerencji. Nie należy mu w tym przeszkadzać, jedyną dopuszczalną metodą jest delikatne wspomaganie dietą lub informacją (homeopatia).

Na zakończenie fragment „Samokrytyki lekarza medycyny konwencjonalnej”:

Spoglądając wstecz na swój sposób myślenia i podejścia do zdrowia i choroby zdałem sobie sprawę, że:

  1. Byłem agresywny. Zakładając, że życie to ciągła walka o przetrwanie oraz że życie ludzkie to najwyższa wartość, nie miałem żadnych wątpliwości używając całego arsenału broni przeciwko wszystkiemu, co uznałem za najeźdźcę lub agresora, choć i oni byli przejawami życia. [Dzięki makrobiotyce nauczyłem się, że nasz „wróg” może być naszym dobroczyńcą i że może zmienić się w naszego najlepszego sprzymierzeńca. Odkąd stałem się makrobiotykiem nie drażnią mnie nawet komary. Teraz widzę, że moje paranoidalne, agresywne i militarne podejście do życia miało swoje źródło w jadaniu produktów zwierzęcych (zwłaszcza mięsa i jajek)].
  2. Myślałem, że życie to skomplikowany proces biochemiczny, w którym mogą nastąpić nieprzewidziane reakcje. Im więcej poznawałem szczegółów, tym bardziej potwierdzały one moje poglądy. Nie miałem możliwości konfrontacji z innymi poglądami. I tak miałem dużo roboty z przyswajaniem złożoności teorii, którą wyznawałem. [Takie fragmentaryczne, czysto ANALITYCZNE i skomplikowane spojrzenie na świat spowodowane i spotęgowane było konsumpcją żywności sztucznie oczyszczonej (białej mąki i cukru), przemysłowo przetworzonej, z dodatkiem konserwantów, rozdrobnionej (np. jadanie tylko niektórych części owoców), a zupełnym brakiem prostego, zdrowego, podstawowego pożywienia].
  3. Myślałem, że jestem istotą myślącą. Kiedy Michio Kushi poprosił mnie, abym prosto, lecz wyczerpująco zdefiniował pojęcie miłości, pokoju, wolności, szczęścia, prawdy, zdrowia, choroby, życia, mogłem tylko podawać cytaty z książek i nie zastanawiałem się, dlaczego nie mogłem znaleźć właściwych definicji w encyklopediach, czy też tworzyć ich samemu. Myślałem, że odpowiedź na te pytania wymaga rzadkiej umiejętności i jest prawem przynależnym tylko mistrzom filozofii. [Moje studia filozoficzne w szkole medycznej nie były ani rozległe, ani głębokie; przedstawiono nam w zarysie poglądy tylko niektórych filozofów Zachodu oraz wyjaśniono logikę arystotelesowską. Dopiero teraz w pełni widzę, jak płytko myślimy po tego rodzaju edukacji. Umiemy jedynie podawać niekompletne, niejasne i zawiłe definicje, a te zmieniają się z dnia na dzień. Wybrałem się kiedyś do mojego byłego profesora filozofii i poprosiłem o podanie definicji. Uśmiechnął się, ale odpowiedzi nie usłyszałem. Dzięki makrobiotyce zrozumiałem, że ten brak głębi, umiejętności i precyzji myślenia ma dużo wspólnego z nie przeżuwaniem pełnych produktów naszej diety; innymi słowy z nie wykorzystywaniem naszych zębów „mądrości” w takim celu, do jakiego zostały przeznaczone, tzn. do dokładnego przeżuwania pełnych zbóż. Jedząc pełne zboża i przeżuwając je dokładnie zauważymy, iż zaczniemy poszukiwać, i to poszukiwać pełnej odpowiedzi, w której będzie też miejsce na te szczegóły, które już znamy. Zauważymy, że logika Arystotelesa to w pełni lustrzane odbicie logiki w kategoriach Yin Yang, a to z kolei to dynamika samego życia, wszystkich w nim zmian].
  4. Widzę teraz, że ja i moi koledzy dumni byliśmy, iż korzystamy z osiągnięć współczesnej medycyny oraz na tyle naiwni, aby wierzyć, że medycyna ta pewnego dnia pokona wszystkie choroby. [Teraz zdaję sobie sprawę z tego, iż człowiek dumny znajduje się na krawędzi upadku, a cały postęp – jeżeli nie jest w harmonii z życiem samym – jest w rzeczywistości regresją, a przynajmniej, że każdemu osiągnięciu towarzyszy pewnego rodzaju regresja. Duma i naiwność to czarujące, młodzieńcze cechy, szczególnie spotęgowane konsumpcją mleka, jego przetworów i cukrów prostych].
  5. Byłem przekonany, że jedynie „metodą naukową” można właściwie badać naturę. Z wyższością patrzyłem na dogmatyczne religijne i metafizyczne metody terapii, w rzeczywistości wykazując taki sam dogmatyzm w swojej dziedzinie.

Jakie jest biologiczne tło takiego dogmatyzmu? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam do rozstrzygnięcia każdemu osobiście.

Jeśli świadomie lub podświadomie dominują w nas agresja, pomieszanie, duma, naiwność i fanatyzm, oczywistym jest, że nie patrzymy na siebie krytycznie. Patrzymy uparcie tylko na to, co osiągnęliśmy (wydłużenie życia, zlikwidowanie tego, czy tamtego), ale nie zawsze widzimy, jakim kosztem zostało to osiągnięte i jakie skutki uboczne przyniosło: zwiększającą się zachorowalność, coraz to nowe, poważne choroby, zwiększenie długości życia oznaczające utrzymanie przy życiu, a nie przywrócenie zdrowia i szczęścia.

Ponieważ my nie patrzymy krytycznie na siebie, krytyka musiała przyjść z zewnątrz. Pierwsza nadeszła ze Wschodu. Była nią praca całego życia George Ohsawy. Jednakże jego pouczenia nie były wyrażone we właściwym języku – nie były one sprawdzalne eksperymentalnie ani zilustrowane danymi statystycznymi. Do tej pory miały one niewielki wpływ na kierunek rozwoju współczesnej medycyny. Ponieważ nie ufamy nikomu tylko sobie i naszym metodom, jak możemy poświęcić Ohsawie odrobinę naszej cennej uwagi?

Oczywiście, dopóki nie zaczniemy się odżywiać według zasad makrobiotyki, trudno nam będzie zrozumieć, a nawet wyobrazić sobie logikę i siłę makrobiotyki. Ale też, jeżeli nie będziemy myśleć „holistycznie”, trudno nam będzie jeść właściwie. Czy zatem nie ma wyjścia? Według zasady Yin-Yang można zacząć od postępowanie przeciwnego do dotychczasowego: zacząć słuchać, zamiast mówić, patrzeć na całość zamiast na poszczególne części, myśleć: „Nie wiem zbyt wiele” zamiast „Wiem dużo”. W taki oto sposób można zobaczyć pełny obraz życia i doświadczyć go.

Marc Van Cauwenberghe

Ten film gościł w moim blogu niezliczoną ilość razy, ale obawiam się, że wciąż są tacy, którzy jeszcze go nie widzieli. Jeśli tak, to KONIECZNIE powinni to obejrzeć.

Playlista

I jeszcze e-book, do pobrania: Jak w 90 dni pokonałem raka? (złośliwego!)

Kilka bardzo gorących tematów bez ładu i składu

To już chyba wchodzi mi w nawyk, więc pewnie stworzę serię „Myśli bez ładu i składu” i będę je po prostu numerować, jak kolejne wydania czasopisma.

Z nieba leje się taki żar, że nie sposób pozbierać myśli. Miałam nadzieję, że uzupełnię zaległości czytelnicze, a zebrało się całkiem sporo różnych lektur, ale nic z tego, czytanie mi nie idzie, zamiast tego mam ochotę uciąć sobie drzemkę. Każda, nawet najprostsza czynność sprawia, że zalewam się siódmymi potami i padam bez życia. Pisanie bloga również zdaje się przerastać moje siły, ale ostatnio wkurzyło mnie kilka spraw, więc czas zrobić sobie małą, pisarską psychoterapię.

Smoleńsk

Zacznę od tego, co najbardziej działa mi na nerwy, czyli od prymitywnej, chamskiej i pozbawionej wszelkiej subtelności medialnej akcji urabiania opinii publicznej w kwestii Smoleńska. Kłamstwo powtórzone 100 razy staje się prawdą. Ale kłamstwo powtórzone 1000 razy z subtelnością gomułkowskiego politruka staje się całkowicie niestrawne i niewiarygodne. Od pewnego czasu mam uczucie deja vu, czuję się, jakbym się przeniosła w czasy tuż przed stanem wojennym i znowu musiała słuchać komunistycznej propagandy w najgorszym wydaniu. Ta akcja medialna sprawiła, że nabrałam całkowitej pewności co do tego, że obecne władze mają coś wyjątkowo paskudnego na sumieniu i robią wszystko, co w ich mocy, żeby to tylko nie zostało odkryte. Ale to i tak widać, bo na złodzieju czapka gore.

Stali czytelnicy tego bloga wiedzą, że sympatyzowanie z PiSem jest ostatnią rzeczą, o jaką można mnie podejrzewać. Ale dziś (niewątpliwie chwilowo) jestem całym sercem z PiSem i popieram ich walkę o prawdę. Sprawiły to wyjątkowo podłe ataki ze strony mediów na tych polityków, którzy mieli odwagę zadawać niewygodne pytania i mówić rzeczy, stawiające obecne władze w złym świetle.

Wywiadu z Jarosławem Kaczyńskim nie uważam za żaden skandal. Kaczyński nie przekroczył w nim żadnych granic. Po prostu rzeczowo i konkretnie opowiada o tym, co działo się od chwili, gdy dowiedział się o katastrofie. Pamiętam dzień 10 kwietnia i pamiętam, że tego dnia Adam Bielan, jadący z bratem prezydenta na miejsce katastrofy na bieżąco nadawał wiadomości z trasy na twittera. Napisał wtedy, że ich przejazd jest w dziwny sposób opóźniany i że jadą z postojami 30 km/h. Napisał też, że wyprzedziła ich delegacja Donalda Tuska, który jechał bardzo szybko i z eskortą i dopiero po tym wydarzeniu pozwolono im jechać dalej.

Podobnie nie uważam za skandaliczną wypowiedzi Joachima Brudzińskiego. Miał prawo powiedzieć to, co widział, a robienie gigantycznego skandalu z określenia „ruska trumna” wydaje mi się co najmniej zdumiewające.

Kiedy Jarosław Kaczyński (przyznaję, idiotycznie i samobójczo) zaczął wychwalać Gierka, media narobiły nienawistnego wrzasku, że Gierek zadłużył Polskę. Oczywiście, rząd Donalda Tuska Polski nie zadłuża. Skądże znowu, jakie długi?

W radiu TokFm, od rana do wieczora, przez okrągły tydzień, wszyscy prowadzący oraz ich goście najeżdżali na Jarosława Kaczyńskiego w tak bestialski sposób, że w końcu poczułam do niego sympatię. Wszyscy bez wyjątku, z fałszywym współczuciem stwierdzali, że jak na tak wielką tragedię, jak go spotkała, to i tak mało pomieszało mu się w głowie. Oczywiście, wszyscy, którzy domagają się energicznego śledztwa w tej sprawie to jacyś paranoiczni twórcy teorii spiskowych.

Do stawiania zbiorowych diagnoz psychiatrycznych dla całego narodu zaangażowano wszystkie największe autorytety, filozofów, celebrytów i psychologów. Dowiedziałam się, że Polacy to zbiorowisko niewykształconych, wsiowych głupków, paranoików i moherowych bab i dziadów, że ludzie w naszym kraju żyją w nieustającym lęku i zabobonie, że mają kołtuna, że są ponurzy, spięci, homofobiczni, antysemiccy, że się nie uśmiechają, nie myją i mają wszy.

Po tym cyrku straciłam zaufanie do wszystkich autorytetów. Mam wrażenie, że wchodząc do budynku tego radia wszyscy przechodzili przez jakąś pralkę do prania umysłów i maszynę do wlewania antypolskich poglądów.

Między seansami nienawiści do PiS następowały krótsze lub dłuższe seanse nienawiści i głębokiej pogardy do Polski i Polaków. Szczerze mówiąc nie byłam w stanie słuchać tego dłużej niż 15 minut, ale nawet te fragmenty, które usłyszałam sprawiły, że poczułam się chora. Mały przykład: Jeremi Mordasewicz orzekł, że ¾ społeczeństwa na zachodzie zrozumiało już, że należy równoważyć wydatki i przychody państwa, gdyż inaczej grozi to katastrofą gospodarczą i ekonomiczną. Ale Polacy nie przyjmują tego do wiadomości. Nie wiem, kogo konkretnie miał na myśli, jako że to nie Polacy zarządzają budżetem państwa i nie Polacy zaciągają długi w Banku Światowym. Robi to rząd Donalda Tuska. Ale Polacy będą musieli go spłacać. Chłop zawinił, a Cygana się powiesi. Typowa psychopatyczna logika.

Inny mądrala orzekł, że wszyscy rozsądnie myślący Polacy przyjęli do wiadomości wyjaśnienia w sprawie katastrofy smoleńskiej, ale pewne grupy polityczne wykorzystują to w prymitywnej i łatwej do rozszyfrowania demagogicznej propagandzie. A ja widzę coś dokładnie odwrotnego, czyli demagogiczną propagandę mającą odwrócić naszą uwagę od prawdy o Smoleńsku.

W przerwach w najeżdżaniu na Jarosława Kaczyńskiego, Polskę i Polaków radio TokFm serwowało nam arcyciekawe audycje gejowskie i potężne tyrady w obronie praw osób homoseksualnych.

Homoseksualiści

Nigdy mi nie przeszkadzali i nigdy nie przyszłoby mi do głowy, żeby robić z tego tematu cyrk. Jeden z moich nauczycieli w szkole muzycznej był homo, wszyscy o tym wiedzieli, ale nikt nigdy go z tego powodu nie szykanował. On z kolei z tym się nie obnosił. I nagle dowiaduję się, że homoseksualistom dzieje się jakaś straszna krzywda. Kiedy środowiska prawicowe podniosły krzyk z powodu „promocji homoseksualizmu” uznałam to za idiotyzm. W ogóle nie potrafiłam wyobrazić sobie, czym ta „promocja” miałaby być. Ale teraz już widzę. Na szczęście homoseksualizm nie jest zaraźliwy, więc z całą pewnością nikt nie stanie się homoseksualistą tylko dlatego, że ulicą przejdzie parada gejów i lesbijek, ale jak dla mnie urządzanie tego typu parad jest pomysłem chorym. Naszość zareagowała na to paradą onanistów i masturbantek. A czemu nie? Skoro geje mogą, to dlaczego onaniści mieliby nie wyjść z cienia? Myślę, że jest jeszcze bardzo dużo przeróżnych mniejszości, które czas wyzwolić. Może ktoś jada odchody? A może lubisz, żeby przed seksem nasikać ci na twarz? Dlaczego się tego wstydzić? Ujawniajcie się śmiało i paradujcie ulicami Warszawy!

Jeśli jednak jesteś astrologiem, to nie waż się ujawnić, bo ci wszyscy „tolerancyjni” ludzie są tolerancyjni wprost niezwykle, ale bardzo wybiórczo. Astrologów kamieniują na miejscu.

Racjonalizm

Jak wszyscy widzieli ośmiornic Paul bezbłędnie przewidział zwycięzców wszystkich meczów mundialu. Świat oniemiał ze zdumienia, że oto mamy potwierdzenie nadprzyrodzonych możliwości głowonoga, ale racjonaliści wylali nam kubeł zimnej wody na głowy. Otóż proszę szanownej publiczności Paul niczego nie przewidział! Świat padł ofiarą cynicznego oszustwa! Wyjaśnia nam to między innymi onetowski Portal wiedzy i Joe Monster:

Ośmiornica Paul to najsłynniejsza aktualnie ośmiornica (samiec) przebywająca w akwarium w Oberhausen, która trafnie przepowiedziała wyniki meczów reprezentacji Niemiec na Mistrzostwach Świata w RPA w 2010 roku. Przepowiedziała zwycięstwo Niemiec nad Anglią i Argentyną, jak również porażkę z Hiszpanią. Tu ośmiornica przewidziała zwycięstwo Niemców nad Urugwajem. Jako mistrza świata w piłce nożnej ośmiornica wytypowała Hiszpanię. A sekret geniuszu ośmiornicy jest bardzo prosty:

Tłum bałwochwalczych wyznawców racjonalizmu wpadł w entuzjazm, więc dał prawie 600 głosów poparcia za ten mądry artykuł.

Tylko ja jak zwykle mam jakiś problem z racjonalistycznym myśleniem i dlatego coś mi się tu nie zgadza. Ja wolę myślenie racjonalne, czyli takie zwyczajne, niewyrafinowane używanie własnego mózgu do prostego i logicznego myślenia, zamiast przywoływania dowolnej ideologii. Zawołałam syna, który należy do Mensy i pokazałam mu ten artykuł. Przeczytał, mało się nie udusił ze śmiechu i wyszedł, czyniąc wymowne kółko na czółku. No cóż, to Koziorożec, więc jest małomówny, dlatego ja przemówię za niego.

Z tego artykułu wynika niedwuznacznie, że wszystkie mecze na mundialu były ustawione, a opiekunowie ośmiornica Paula znali wyniki i dlatego wiedzieli, gdzie pomalować na żółto. Prawda, jakie to racjonalistycznie genialne? Proponuję powiadomić policję, niech tych oszustów zamkną razem z naszym „Fryzjerem” i innymi stadionowymi łapówkowiczami.

To jeszcze nie koniec łomotu, jaki mam ochotę sprawić „racjonalistom”. Zasłużyli sobie na to, żebym się nimi zajęła bardziej czule i z należytą uwagą. Dlatego obiecuję, że ciąg dalszy nastąpi.