Koniec świata i co dalej? Wyjaśnia Włodzimierz H. Zylbertal

UWAGA!

Wszystkim panikarzom wyjaśniam, że to nie jest zapowiedź końca świata! Tytuł jest ironiczny. Ale żeby się dowiedzieć o co chodzi, trzeba uważnie obejrzeć film.

Nie należy pisać recenzji filmu, którego się nie widziało!

Jaki może być ukryty cel „naukowego” krakania o końcu świata w 2012 roku?

Z powodu głębokiej i nieprzepartej awersji do polityki i polityków od dawna nie oglądam wiadomości, ale zaglądam na kanały popularno-naukowe i dokumentalne, takie jak Discovery, National Geographic, History itp. Od jakiegoś czasu z narastającym zdumieniem obserwuję na tych kanałach eskalację histerii wokół „Końca świata 2012”, „Apokalipsy”, „Ostatecznej zagłady”, „Świata bez ludzi”, „Klimatycznego armagedonu” i ………… (wpiszcie tu sobie sami, co jeszcze przyjdzie wam do głowy).

Odkąd to Discovery i spóła zajmują się propagowaniem nienaukowych proroctw jakichś przedwiecznych kultur? Odkąd wróżby, przepowiednie i wizje „proroków” stały się niemal głównym obiektem zainteresowania tych niegdyś popularno-naukowych kanałów? Doszło do tego, że nie zdziwiłabym się ani trochę, gdyby zaprosili tam astrologa, żeby obwieścił ostateczny kres obrotów sfer niebieskich!

Przyzwyczajono mnie, że to kanały należące do twardogłowych „racjonalistów”, którzy nie tylko nie wierzą we wróżby i przepowiednie i na wszystko żądają niezbitych, naukowych dowodów, ale wręcz zwalczają wszelkie wróżby jako zabobony i miejskie legendy. Programy o Majach, jeśli pojawiały się na tych kanałach, traktowały ten wymarły lud jedynie jako przedmiot badań naukowych i nikomu nie wpadłoby do głowy, żeby propagować ich proroctwa o rzekomym końcu świata.

Skąd ta nagła zmiana? Co włączę telewizor w oczy pchają mi się czterej jeźdźcy Apokalipsy, kamienny kalendarz aztecki lub data 21 grudnia 2012 r., a nawet jakiś stuknięty prorok zagłady, który na kanale History wykrzykuje z obłędem w oczach, że Majowie przewidzieli 5 światów, teraz kończy się piąty świat, a o szóstym nigdzie nie ma żadnej wzmianki, więc z całą pewnością zbliża się KONIEC.

Co na to panowie Dawkins i Randi?

Wróżby i astrologia na Discovery?

Jakby tego wszystkiego było mało objawiła się japońska księżna, która nie zważając na powagę i godność swojego książęcego majestatu bredzi o kosmitach i nikt jej nie przywołuje do porządku. Czyż to nie zdumiewające? 20 lat temu byłoby to absolutnie nie do pomyślenia i panią księżnę usunięto by z widoku publicznego, oddając prosto w troskliwe ramiona doktorów od głowy.

Katastroficzne szaleństwo ogarnęło nie tylko poważną telewizję, ale i Hollywood. Tam też niemal taśmowo kręcone są filmy o kataklizmach i zagładzie.

Czyżby to były przygotowania do użycia BlueBeam? Czy powinniśmy się spodziewać, że zjawią się tu jacyś kosmiczni „zbawcy”, żeby zrobić porządek na planecie, skoro my sami tego zrobić nie umiemy?

A może to próba wykończenia ludzkości poprzez zamienienie jej w generator wibracji lęku i autodestrukcji?

Może byłby to nawet dobry pomysł, gdyby straszący nie przeholowali. Zbyt często powtarzany bodziec przestaje działać. Jeśli wpadniesz do domu krzycząc „pali się” domownicy wpadną w panikę. Ale jeśli zrobisz to 100 razy pod rząd jedyną reakcją będzie wzruszenie ramion.

Czy nauka o ewolucji jest mądrzejsza od religii i astrologii?

Na złomowisku są wszystkie części i fragmenty Boeinga-747, porozkręcane i chaotocznie porozrzucane. Trąba powietrzna przypadkowo przechodzi przez złomowisko. Jakie jest prawdopodobieństwo tego, że po jej przejściu znajdziemy tam w pełni złożony 747, gotowy do lotu?

Prawdopodobieństwo powstania choćby jednego z polimerów żywych organizmów przez przypadek jest takie samo jak prawdopodobieństwo, że całkowicie wypełniający przestrzeń Układu Słonecznego niewidomi, obracający w rękach kostkę Rubika, ułożą ją prawidłowo i równocześnie.

Nieważne jak olbrzymie środowisko jest brane pod uwagę, życie nie mogło mieć przypadkowego początku. Stada małp bębniące na chybił trafił na maszynach do pisania nie mogłyby wyprodukować dzieł Szekspira z tej praktycznej przyczyny, że cały dostępny obserwacjom wszechświat nie jest wystarczająco olbrzymi by pomieścić niezbędne hordy małp, niezbędne maszyny do pisania i, z pewnością, niezbędne śmietniki, do których wyrzucano by nieudane próby. Tak samo rzecz ma się z żywą materią. [Fred Hoyle]

Poniższy filmik widziałam już dość dawno, ale dziś w radiu TokFm usłyszałam kolejną perełkę „racjonalistycznej” mądrości i to mnie zmotywowało, żeby jednak pokazać go z moim komentarzem. Popatrzcie na to uważnie i bez czołobitności wobec autorytetu nieomylnej (niby sam wszechmogący Jahwe) nauki: czym różni się żarliwa wiara w darwinowski ewolucjonizm od żarliwej wiary w Boga-stwórcę? Zastąpcie sobie w wyobraźni każde odwołanie do cudowności ewolucji odwołaniem do boskiej cudownej kreacji, a wyjdzie wam to samo. Jak dla mnie wyjaśnienie naszej miłości do dzieci ewolucją nie jest ani trochę bardziej naukowe, niż uznanie tego „cudu” za dzieło Boga. Wiara w ewolucję, czyli w przypadkowe powstanie jakiegokolwiek dzieła natury to tylko wiara; w czym miałaby być lepsza od wiary w Boga, który to wszystko stworzył?

Dziś w TokFm panowie redaktorzy omawiali książkę antropolożki Helen Fisher „Dlaczego on? Dlaczego ona?” przedstawiającą wyniki badań autorki nad mechanizmami doboru w związkach. Oczywiście redaktor działu naukowego musiał wyjechać ze (swoimi ulubionymi) wyjaśnieniami ewolucyjnymi: że ludzie nie mają wpływu na to, jacy są i jakich dokonują wyborów, w tym partnerskich, ponieważ to geny, a więc urodzenie się w tej, a nie innej rodzinie sprawia, że mamy więcej lub mniej jakiegoś neuroprzekaźnika i to nas determinuje na całe życie.

A ja w tym momencie zadam wredne pytanie: skąd w takim razie ta cała dzika nienawiść naukowców do astrologii, która według nich (zupełnie zresztą bezpodstawnie) oskarżana jest o lansowanie gwiezdnego determinizmu? W czym determinizm gwiezdny miałby być gorszy od determinizmu genetycznego? Dlaczego jest zgoda na uznanie człowieka za bezrozumnego niewolnika genów i neuroprzekaźników, a nie ma zgody na uznanie go za niewolnika wpływów Kosmosu? Przecież wszyscy jesteśmy dziećmi Wszechświata, cóż więc byłoby dziwnego w tym, gdybyśmy podlegali jego wpływom? I czy w ogóle godzi się wierzyć w to, że ludzka istota może być niewolnikiem chemii, kosmosu czy czegokolwiek innego (pomijając oczywiście problem uzależnień)?

W rzeczywistości nie ma żadnej sprzeczności między nauką o genach i astrologią: z horoskopu da się odczytać genetyczne predyspozycje danej osoby znacznie łatwiej, niż z genów, których tajemnice wcale do końca nie zostały odczytane. Genetyk, gdyby pokazać mu mapę genów danej osoby niewiele będzie umiał powiedzieć o jej charakterze, skłonnościach i prawdopodobnych kolejach losu, w przeciwieństwie do astrologa, który odczyta te cechy bez problemu. Z ezoterycznego punktu widzenia geny są rezultatem karmy: rodzimy się w tej, a nie innej rodzinie nie przez przypadek, lecz dlatego, że to właśnie ta rodzina dostarcza nam odpowiednich warunków do pracy nad sobą. I to właśnie za sprawą karmy otrzymujemy takie, a nie inne geny. I tę karmę (oczywiście w przybliżeniu) możemy odczytać z horoskopu.

Ale oczywiście to jest „nienaukowe”, a więc bzdura, w którą wierzyć nie wolno. Za to wolno wierzyć w bajki Darwina i jego przekonanie, że kochamy dzieci tylko dlatego, że ewolucja to sprawiła.

PS. Jeśli jesteś fanatycznym darwinistą przeczytaj koniecznie tekst Richard Dawkins jest kreacjonistą.

Astrologia w szkołach?

Jeszcze nie przebrzmiały echa kabaretowej „afery” z zawodem wróżbita, a mamy kolejną, równie inteligentną. Tym razem podobno mają uczyć astrologii w szkołach.

O, przepraszam, to była wiadomość z radia Erewań

Tak naprawdę chodzi o to, że

Szkoła nie może odwracać się od zagadnień, które uczniowie spotykają w życiu. A dziś zalewają nas teorie pseudonaukowe podawane tak, jakby ich autorami byli uczeni – tłumaczy prof. Zbigniew Marciniak, wiceminister edukacji. Jak dodaje, „obowiązkiem szkoły” jest powiedzenie, że astrologia jest „nic nie warta z punktu widzenia naukowego”, a teoria inteligentnego projektu „wyssana z palca”.

Ale ta jakże piękna i zbawienna idea i tak nie podoba się naukowcom, którzy (słowami zasłużonego dla ośmieszania powagi nauki i rozumu, profesora Turskiego) protestują:

Nie pisze się błędnego wzoru na tablicy, by powiedzieć: pamiętajcie dzieci, żebyście takiej bzdury nie napisały, bo spora część ją zapamięta. Mówienie w szkole o paranauce jest schlebianiem nieuctwu. Możemy pożegnać się z marzeniem, że Polska dogoni cywilizacyjnie resztę świata.

Tak się składa, że to nieuctwo i cywilizacyjne zacofanie przyszło do Polski z reszty świata, a nie odwrotnie. To my musieliśmy dostosować nasze przepisy do prawa światowego i unijnego, wpisując te obmierzłe zawody na oficjalną listę.

Wielcy uczeni i politycy trzymający władzę skaczą sobie do oczu, a życie toczy się dalej własnym torem. I toczyć się będzie tak samo, jak toczyło się zawsze. Wróżbici, astrolodzy, czarownicy, lewitujący asceci i inni znienawidzeni szarlatani byli, są i będą. Nie dała im rady święta inkwizycja, która podobnie jak don Vito Corleone miała zwyczaj przedstawiać propozycje nie do odrzucenia, tym bardziej nie da im rady światła nauka, której przecież nie godzi się podpalać stosów ani nasyłać na wrogów krwawych siepaczy.

Tak więc drodzy czytelnicy, nie wpadajcie w panikę i nie piszcie do mnie pełnych przerażenia maili, bo nie ma się czego obawiać.

Astrologia istniała na długo przed tym, zanim cesarz Konstantyn sklecił katolicyzm z mitów o bogu-słońce i bogini Izydzie i na długo przed powstaniem smarkuli nauki. W czasach prześladowań i upadku rozumu schodziła do podziemi, a po nastaniu świtu ponownie wychodziła na powierzchnię, jest więc zaprawiona w bojach i z całą pewnością przetrwa to wszystko bez szwanku.

Tutaj można podyskutować o tych pomysłach.

Biadania naukawe nad znakami zodiaku czyli pseudonauka na Uniwersytecie w Menchesterze

Wiadomość wielkiej wagi naukowej z głupkowatej strony kopalnia wiedzy:

Dr David Voas z Uniwersytetu w Manchesterze przeprowadził zakrojone na szeroką skalę badania przyciągania między znakami zodiaku. Wziął pod uwagę datę urodzenia 20 mln żon i mężów (!!!) z Walii oraz Anglii i odkrył, że nie wpływa ona na szanse na zamążpójście/ożenek oraz trwałość związku. Dlatego też korzystanie z pomocy horoskopów przy poszukiwaniu idealnego partnera to, niestety, strata czasu.

I kto za to wszystko zapłacił?!

Sądzi się powszechnie, że ludzie z wyższym wykształceniem, a zwłaszcza z literkami „dr” przed nazwiskiem to osoby mądre i światłe. Kiedyś też w to wierzyłam, ale wielokrotnie się rozczarowałam. No bo jak można szanować „dra”, nawet z renomowanego uniwersytetu, skoro on sam siebie nie szanuje i wystawia na pośmiewisko?

Na Uniwersytecie w Manchesterze zatrudniają chyba zbyt liczną kadrę naukową, która najwyraźniej nie ma zupełnie nic do roboty.

Zamiast się dokształcać i podnosić swój poziom intelektualny na jeszcze (?!) wyższy poziom panowie doktorzy czytują pisma dla blondynek oraz innych bezmózgowców i przeprowadzają szeroko zakrojone biadania naukawe nad głęboką wiedzą, którą te tabloidy z takim poświęceniem i zaangażowaniem szerzą w społeczeństwie.

Nie raz wyśmiewałam tych czcigodnych „uczonych” na swojej stronie, umieszczając na samym jej początku takie oto stwierdzenie:

„HOROSKOPY DLA KAŻDEGO ZNAKU ZODIAKU ZNANE Z KOLOROWYCH CZASOPISM TO NIE ASTROLOGIA!!!

Ta głupawa zabawa dla przysłowiowych blondynek nie ma zupełnie nic wspólnego z astrologią!

Jeśli jesteś przekonany, że jesteś racjonalistą i człowiekiem rozumu, a jednocześnie z całą naukową powagą polemizujesz z tymi głupstwami wierząc, że zwalczasz swoim światłym pisaniem astrologiczny przesąd, dajesz tym samym dowód na to, że o astrologii nie masz zielonego pojęcia. Krytykujesz zajadle coś, czego w ogóle nie znasz. Jeśli nie wiesz na czym polega Twój błąd, to zapraszam Cię do lektury mojej strony, gdzie wszystko jest dokładnie wyjaśnione”.

Ale oni jak widać nie przejmują się tym, co jakiś głupi astrolog o nich sądzi. Widać uważają się za mądrzejszych. I skutki tego są takie, jak widać. Czyli żałosne.

I kto za to wszystko zapłacił?

Skoro uniwersytety (czyli w rzeczywistości rządy) wyrzucają pieniądze w błoto na zupełnie nieprzemyślane i nieprawidłowo zaplanowane badania nad czymś, co w najlepszym razie jest fikcją literacką (a raczej wyssaną z palca bzdurą), to nic dziwnego, że nie ma kto zająć się dramatycznymi problemami nękającymi naszą planetę. W ten sposób nigdy nie uporamy się z głodem, chorobami i wojnami.

Nie znającym astrologii ani poglądów, które wyłuszczam na swojej stronie wyjaśniam, że wróżenie z owych „znaków zodiaku” jest totalną bzdurą, wymyśloną w celach czysto komercyjnych przez wydawców gazetek dla inteligentnych inaczej. Nie ma to nic wspólnego z profesjonalną astrologią i zwykle nie robią tego astrolodzy, lecz dziennikarze, u których można zamówić dowolny tekst, na dowolny temat, byle tylko za niego płacili. To, że jesteś „Baranem” oznacza, że w tym znaku przebywało Słońce w dniu twoich narodzin. A gdzie cała reszta? Gdzie ocena żywiołów, hemisfer i kwadrantów? Gdzie ascendent, MC, Księżyc i pozostałe planety, jakie aspekty je łączą, jakie są dominanty i co z tego wynika?

Tego dowiesz się od profesjonalisty. W kolorowej prasie o tym nie mają pojęcia. Jak widać doktory też nie mają.

Czy pan doktor umie zinterpretować horoskop? Z całą pewnością tego nie potrafi! Udowodnił, że nie tylko nigdy w życiu nie widział na oczy mandali horoskopu, ale że w ogóle nie ma najmniejszego nawet pojęcia o tym, czym naprawdę jest astrologia, horoskop i sztuka jego interpretacji. Ktoś, kto gazetki dla najmniej rozgarniętych i najsłabiej wykształconych kobiet świata bierze za rzetelne źródło informacji o tak starej, zasłużonej i wymagającej długich studiów dziedzinie wiedzy jest po prostu niepoważny. Z powodu swojej nierzetelności naukowej, publikując te „rewelacje” skutecznie się ośmieszył. Ale jego koledzy tego nie zauważyli, bo są tak samo świadomi prawdy jak on.

Dalej doktorek ubolewa:

Nie mam złudzeń, że moje analizy coś zmienią — mówi. Popularność astrologii utrzymuje się pomimo setek badań podważających jej metody i stwierdzenia — dodał Voas.

Takie „badania” nic nie zmienią, ponieważ to nie są badania, lecz cyniczne oszustwo lub totalna głupota. Jest to wyłącznie produkowanie pseudonaukowych śmieci.

Astrolodzy nie biorą pieniędzy z państwowej kasy za fikcyjne biadania naukawe i nie oszukują swoich klientów. Gdyby to robili, to dawno by ich stracili. Prawa rynku są bezwzględne!

Tu jest bardzo interesująca dyskusja o astrologii i etyce astrologa. Polecam tym, którzy chcą się dowiedzieć, o co w tej astrologii tak naprawdę chodzi (ja występuję tam jako queenmaya).

(Ten tekst został opublikowany na starym blogu 2007-07-23 13:26:36)

Przeczytaj również te teksty:
Młoty na astrologię (szybki przewodnik, specjalnie dla „racjonalistów”)
Doktor fizyki Will Keepin o astrologii
Nobliści o astrologii
Richard Dawkins i James Randi o astrologii
Hy Ruchlis, guru racjonalistów o astrologii
Badania statystyczne w astrologii
Dowody naukowe potwierdzające założenia astrologii
C. G. Jung (1875 -1961) o astrologii i nie tylko
Horoskop dla twojego znaku

Astrologia a nauka

ASTROLOGIA NIE JEST NAUKĄ, LECZ SYSTEMEM PRASTAREJ WIEDZY EMPIRYCZNEJ

Ma ona wiele wspólnego z psychologią, natomiast nic (poza wspólną historią) nie łączy jej z astronomią. Dlatego astrologia, jeśli w ogóle miałaby podlegać naukowej weryfikacji, to wyłącznie na takich zasadach jak psychologia, socjologia czy filozofia, czyli nauki opisowe. W znacznie większym stopniu problem ten dotyczy duchowości, z którą astrologia jest nierozerwalnie złączona. Jeśli nauka nie radzi sobie z rozumieniem kwestii duchowych, tym gorzej dla nauki.

Jeśli WIERZYSZ, bez osobistego badania, że astrologia jest bzdurą, dajesz tym samym dowód na to, że jesteś człowiekiem ślepej i irracjonalnej WIARY, a nie człowiekiem rozumu. Czym wobec tego różnisz się od fundamentalisty religijnego?

Ktoś, kto swoje poglądy kształtuje wyłącznie w oparciu o opinie autorytetów zamiast na podstawie własnych, niezależnych dociekań nie zasługuje na szacunek ani na miano człowieka światłego i niezależnie myślącego.

Postępując w ten sposób ryzykujesz, że prędzej czy później wpadniesz w szpony jakiegoś bardzo sugestywnego i silnego guru w sekcie bądź staniesz się prawą ręką i wykonawcą rozkazów politycznego dyktatora albo innego „ojca chrzestnego” w mafii. Po prostu masz tendencję do podporządkowywania się osobom silniejszym i obdarzonym autorytetem. To bardzo niebezpieczna postawa, a skutki tego mogą być prawdziwie tragiczne.

Skoro chcesz uchodzić za kogoś światłego postaraj się postępować jak człowiek światły. Wykaż się samodzielnością w myśleniu i sprawdź osobiście, kto cię oszukuje. Przekonaj się, czy twoi wykładowcy zasługują na szacunek, czy przeciwnie, są ograniczonymi intelektualnie kłamcami bez polotu, którzy krytykują coś, o czym w rzeczywistości nie mają zielonego pojęcia.

Kup (choćby tylko dla zaspokojenia swojej zdrowej ciekawości) podręcznik interpretacji horoskopu i ściągnij z Internetu program astrologiczny w wersji demo, a następnie wykreśl i spróbuj zinterpretować swój własny horoskop. Przeczytaj uważnie całą książkę, a na pewno zdziwisz się, gdy stwierdzisz, że nie jest to instruktaż przepowiadania przyszłości dla Baranów ani podręcznik wróżenia z fusów, lecz książka zdumiewająca, a przede wszystkim zupełnie inna, niż się spodziewałeś. Następnie, z tym podręcznikiem w ręku, udowodnij z naukowym zacięciem, że twój charakter zupełnie nie pasuje do twojego horoskopu, a twoje życie nie podlega w najmniejszym stopniu cyklom tam opisanym. Pierwsza próba nie będzie na pewno interpretacyjnym mistrzostwem świata, ale i tak warto spróbować.

Gdy to wszystko zrobisz będziesz mógł powiedzieć, że naprawdę wiesz, co mówisz i co krytykujesz. A wtedy chętnie z tobą podyskutuję. Muszę cię jednak przestrzec, że gdy zrobisz to wszystko naprawdę dokładnie może się okazać, że łyknąłeś tego bakcyla i stałeś się prawdziwym astrologiem (wiele sław zaczynało od pragnienia udowodnienia, że astrologia jest oszustwem). Sam wiesz, jakie straszne mogą być tego skutki, więc uważaj co robisz. Od tej chwili staniesz się zwierzyną łowną dla swoich kolegów, którzy będą próbowali cię zniszczyć i spalić na stosie racjonalizmu. Pamiętaj, ostrzegałam cię!

AKCEPTACJA NAUKI NIE JEST ASTROLOGII DO NICZEGO POTRZEBNA, ponieważ astrologia od wieków radzi sobie doskonale bez niej.

Światopogląd naukowy nie jest ani jedynym obowiązującym, ani bezwzględnie słusznym światopoglądem! Jest wiele różnych sposobów pojmowania świata i każdy ma prawo wybrać ten, który mu najbardziej odpowiada.

Są różne rodzaje nauki i różni naukowcy, ponieważ w tym światku, tak samo jak wszędzie, są ludzie małego i wielkiego formatu. Wielcy naukowcy to ludzie światli, otwarci, odważni i niezależni intelektualnie, mający odwagę badać również to, co zakazane i wyśmiewane. Niestety jest ich tak mało, że nie są w stanie nadać tonu całemu środowisku. Większość to zwyczajni wyrobnicy, a właściwie utytułowani urzędnicy siedzący na wysokich stołkach i martwiący się jedynie o swoją ważność i dostojność.

Taka właśnie zapóźniona nauka z klapkami na oczach próbuje dziś przejąć rolę ogólnoświatowej religii i robić to samo, co robił kościół w średniowieczu, czyli gwałtem narzucać wszystkim ludziom światopogląd, który arbitralnie uznała za jedyny właściwy. Próbuje również prześladować „heretyków” i „kacerzy”, którzy nie chcą się poddać terrorowi takiego pojmowania rzeczywistości.

Materialistyczna i nie nadążająca za przemianami zachodzącymi w świecie nauka zajmuje się wyłącznie badaniem twardej materii i silnych energii, ignorując zupełnie, a co gorsze uznając za nieistniejącą, całą resztę otaczającej nas przebogatej rzeczywistości i twierdząc, że jeśli czegoś nie da się zmierzyć dzisiejszymi prymitywnymi aparatami lub wyjaśnić metodami stosowanymi we współczesnej nauce, to znaczy, że dane zjawisko nie istnieje. Jest to nielogiczne i bezprawne przekonanie, ponieważ można udowodnić, że coś istnieje, natomiast nie można udowodnić, że coś nie istnieje. Trywialny przykład: bakterie istniały nawet wtedy, gdy nauka o nich nie wiedziała.

Jeśli natomiast chodzi o wojujących sceptyków, to z tego co widzę w Internecie nie są oni w ogóle naukowcami, lecz niedokształconymi dyletantami, a więc zwykłymi uzurpatorami, którzy udają tylko, że znają się na nauce. To właśnie oni podnoszą największy krzyk w obronie „naukowego światopoglądu”, podobnie jak fanatycy religijni, którzy z reguły są bardziej papiescy niż sam papież.

JEŚLI NAUKA NIE POTRAFI WYJAŚNIĆ ZJAWISK, KTÓRE EWIDENTNIE ISTNIEJĄ, TO ZNACZY, ŻE TO NAUKA MA PROBLEM, A NIE TE ZJAWISKA.

Racjonalizm i mistycyzm są równoprawnymi światopoglądami i nie ma absolutnie żadnych dowodów na to, że któryś z nich jest słuszniejszy. Skoro nie ma na to dowodów, nikt nie ma prawa wyśmiewać czy prześladować innych z powodu ich światopoglądu.

W demokratycznym i wolnym świecie każdy ma prawo wierzyć w co chce, nawet w duchy, krasnoludki i ufoludki i nikt nie ma prawa go z tego powodu prześladować.

System heliocentryczny zadał ostateczny cios wierze w astrologię?

Dlaczego astrologia stosuje do obliczeń system geocentryczny?

Odpowiedź jest tak oczywista, że aż wstyd, że pseudo-racjonaliści na to nie wpadli: a dlatego, że horoskop wyliczamy dla osoby żyjącej na powierzchni Ziemi, a nie na Słońcu.

W centrum mandali kosmogramu znajduje się CZŁOWIEK (zwany w astrologii „Właścicielem Horoskopu”), dla którego, z uwzględnieniem daty, dokładnej godziny i miejsca urodzenia, wyliczamy horoskop indywidualny.

Gdyby istniała astrologia dla Marsjan, to oni w swoich wyliczeniach stosowaliby zasadę marsocentryzmu. Wenusjanie stawialiby w centrum Wenus itp.

Gdybyśmy chcieli wyliczyć horoskop heliocentryczny, to w tym horoskopie w ogóle nie byłoby pozycji Słońca, które jest tak ważne, że tzw. astrologia gazetowa ogranicza się tylko do omówienia jego położenia w znakach. Gdyby Słońce znalazło się w centrum mandali, wtedy Ziemia byłaby jedną z planet, której znaczenie interpretowałby astrolog – z punktu widzenia ziemianina jest to totalny nonsens! Panowie i panie pseudo-racjonaliści, zanim napiszecie coś równie „mądrego” radzę popukać się porządnie w te wasze inteligentne inaczej głowy!

Astrologia jest nie geocentryczna, lecz HOMOCENTRYCZNA, bo to człowiek, a nie Słońce, znajduje się w centrum mandali horoskopu.

Od czasów Kopernika wiadomo, że Ziemia jest okrągła, że jest planetą i że krąży wokół Słońca. Wie o tym każdy, nawet przedszkolak, wiedzą o tym również wszyscy astrolodzy. Jest to zupełnie oczywiste.

Kopernik był dzieckiem naszego narodu (podobno), więc uczą nas o tym już w przedszkolu i każą dzieciom czuć dumę z tego powodu. Jeśli więc jakiemuś pseudo-racjonaliście wydaje się, że w naszym kraju można o tym nie wiedzieć, to chyba nie chodził nawet do przedszkola, nie mówiąc o ukończeniu jakiejkolwiek szkoły, choćby podstawowej.

Pseudo-racjonaliści twierdzą, że w czasach, gdy powstawała astrologia ludzie wierzyli, że ziemia jest płaska. I to jest wielki błąd pseudo-racjonalistów, nie pierwszy, który demaskuje poważne luki w ich wykształceniu.

Wiarę w płaskość Ziemi narzucono ludzkości wraz z dogmatami religijnymi w średniowieczu, jednak astrologia jest dużo starsza i chyba nikt naprawdę nie wie, kiedy powstała. Kultywowana była w okresie rozkwitu cywilizacji sumeryjskiej i w Babilonie, ale już wkrótce zostanie udowodnione, że jest (podobnie jak historia ludzkości) znacznie starsza; już niedługo dowiemy się całej, ukrywanej przed nami prawdy na ten temat.

Że Ziemia jest okrągła i że krąży wokół Słońca podejrzewano już w starożytności. Tak więc dla astrologii system heliocentryczny nie jest żadną rewelacją i w żaden sposób się z nią nie kłóci, ani jej nie zaprzecza. Wiedza ta została po prostu zakazana w okresie średniowiecza, ponieważ była niezgodna z doktryną kościoła. Kopernik tak naprawdę wyważył otwarte drzwi.

A jeśli chodzi o „wiarę w astrologię” to zacytuję tu znanego astrologa: „w sprawie wiary to się chodzi do kościoła”. Cała reszta, z astrologią włącznie, jest kwestią empirii i praktycznej użyteczności. Gdyby astrologia była oszustwem już dawno zostałaby wyrzucona na śmietnik historii, bo nikt nie płaciłby za bezwartościową i nie przynoszącą wymiernych korzyści (również biznesowych) usługę. Nie, ludzie nie są wcale irracjonalni, jak twierdzą pseudo-racjonaliści i nie oddają bezmyślnie swoich ciężko zarobionych pieniędzy naciągaczom i oszustom. Dlaczego mieliby to robić? Mimo waszych wysiłków, żeby zepchnąć astrologię do kategorii przesądów i oszustw astrolodzy mają się dobrze i mają swoich stałych klientów.

————

Pseudo-racjonaliści, wasze komentarze świadczą o tym, że NIE MACIE MÓZGÓW. Nie umiecie czytać ze zrozumieniem, wyciągać logicznych wniosków ani dyskutować merytorycznie. Dyskutujecie ze swoimi urojeniami, a nie z tym, co ja napisałam.

Nie dyskutuję z wami, ponieważ wiem z doświadczenia, że idiota najpierw ściągnie mnie do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem.