I znowu wojna o aborcję!

Od tego tematu, regularnie wyciąganego niczym królik z kapelusza cyrkowego magika, robi mi się niedobrze. A z powodu głupoty narodu, który bezmyślnie daje się wciągać w te wojenki włosy stają mi na głowie z przerażenia.

Ile jeszcze razy ludzie dadzą się na to nabrać?

Ustawa z całą pewnością NIE ZOSTANIE ZMIENIONA ani o 1 literkę. Nigdy do tego nie doszło i nie dojdzie tym razem. Bo w tej odrażającej awanturze nie chodzi i nigdy nie chodziło ani o dobro płodów ani o dobro kobiet (władza i jedno i drugie ma w duuuuużym poważaniu), a tylko i wyłącznie o skłócanie narodu i odwracanie jego uwagi od czegoś znacznie ważniejszego i pewnie bardzo groźnego.

Co knuje władza? Nie wiem. Może znowu podatek katastralny, którego od co najmniej 20 lat nie udało się wprowadzić? Może chazarskie plemię wystąpiło z kolejnymi żądaniami niczym nieuzasadnionych odszkodowań za nie nasze zbrodnie, które zostały spłacone wielokrotnie, wraz z odsetkami ale mimo to wciąż są (i na zawsze pozostaną) niespłacone?

Nie interesuję się polityką, więc nie wiem o co chodzi. Wiem tylko jedno: knują coś bardzo wrednego i nie chcą, żeby naród to odkrył i zaprotestował.

Nie dajmy się w ciągać w to bagno, nie przerzucajmy się argumentami za i przeciw, bo one nikogo nie obchodzą i nikt ich nie uwzględni w żadnej ustawie. Jedynym skutkiem tej awantury będzie niezgoda, a nawet nienawiść między Polakami. Ludzie, czy wy nigdy nie zmądrzejecie???

Wraca ustawa antyaborcyjna – strzeż się narodzie, bo to oznacza, że rząd knuje coś wyjątkowo wrednego!

Dopóki ludzie są ze sobą skłóceni, nie są niebezpieczni. A w takim razie każdy, kto chce nas kontrolować, musi się zatroszczyć o klimat stresu, lęku i powszechnej agresji.– Niccolo Machiavelii

Kiedyś bardzo naiwnie sądziłam, że w dyskusjach nad dopuszczalnością aborcji chodzi po prostu o dopuszczalność aborcji, a co jeszcze głupsze sądziłam, że kogokolwiek obchodzi moja opinia na ten temat. Dziś już naiwna nie jestem, bo życie nauczyło mnie, że kiedy naród zaczyna się ekscytować tym tematem zawsze okazuje się, że chodzi o wszystko, tylko nie o aborcję.

W czasie, gdy rozwścieczony do białości naród będzie sobie skakał do gardeł o nierozstrzygalne dylematy, czy ważniejsze jest życie płodu, czy matki, czy płód należy nazywać płodem czy dzieckiem a nawet człowiekiem i kiedy zaczyna się życie oraz jego prawna ochrona władza cichaczem smaży jakieś wyjątkowo niebezpieczne dla narodu ustawy. Za komuny były to podwyżki cen, a dziś może to być np. podatek katastralny, którego wizja wprowadzenia wisi nam nad głowami, niczym miecz Damoklesa, od blisko 20 lat. Do tej pory każda próba jego wprowadzenia kończyła się fiaskiem, być może dlatego, że ludzie panicznie się go boją, a to znaczy, że władze muszą się liczyć z regularną wojną z obywatelami. Możliwe też, że nasza Zielona wyspa tonie, więc konieczne może być jej sprzedanie za przysłowiową złotówkę temu, kto będzie tak głupi, żeby tego bankruta kupić (wiem, wiem, ten kto kupi wcale nie będzie głupi; nie musicie mi tłumaczyć, na czym polega globalne strzyżenie owiec).

Nie wiem, co knuje rząd, bo nie śledzę polityki, ale że coś knuje to pewne.

Cokolwiek to będzie na pewno okaże się dla Polski i Polaków katastrofą.

Dlatego kochani, nie namawiajcie mnie do zaangażowania się w tę dyskusję i do opowiedzenia się za lub przeciw aborcji. Jak zawsze, nie jestem ani za ani przeciw, bo po pierwsze: mam świadomość, że aborcja była, jest i będzie i że żadna ustawa jej nie zatrzyma, i po drugie (i najważniejsze!): w tej dyskusji NIE CHODZI O ABORCJĘ! W tej dyskusji chodzi o SKŁÓCENIE NARODU, żeby władzy łatwiej było rządzić.

Na marginesie: władza zawsze bardziej troszczy się o nienarodzonych, niż o narodzonych. Szczerze kochający płody i chroniący je przed aborcją minister Piecha staje się zupełnie bezlitosny, gdy tylko płód zamieni się w noworodka. Narodzony nie zasługuje na litość ani ochronę, dlatego można mu zaaplikować 2 toksyczne szczepionki w pierwszej dobie życia i kolejne w następnych tygodniach.

Niezwykle ważny komunikat dla wszystkich Polaków

Drogi, zidiociały narodzie!

Znowu dałeś się ogłupić wrogom narodu. Gdzie nie spojrzę, wszędzie widzę plakaciki z poronionymi płodami i ckliwe obrazki rozkosznych niemowląt, które mogłyby się urodzić, ale nie będzie im to dane, bo ich podłe matki dokonają aborcji.

Temat aborcji powraca jak bumerang zawsze wtedy, kiedy rząd musi podjąć szkodliwe dla narodu decyzje (obecnie: podatek katastralny). To nie jest przypadek i to nie jest spontaniczna akcja narodu.

To jest robione celowo przez obcą agenturę.

Każdy, kto popiera te narodowe waśnie nie jest Polakiem, lecz chazarskim agentem obcych rządów.

Działa tu machiaweliczna zasada „dziel i rządź”!

 Skłóć naród, niech się osłabi bratobójczymi walkami, a wtedy łatwiej będzie wyprzedać jego majątek za ułamek jego wartości, a nawet przeprowadzić rozbiór kraju.

Kłóćmy się z furią i nienawiścią o aborcję, lejmy się wzajemnie po łbach, wylewajmy na blogach pseudo-wolnościowych i miłośnie chrześcijańskich  kubły cuchnących nieczystości na bliźniego swego, piszmy na siebie obrzydliwe, cuchnące szambem paszkwile i zaprowadźmy powszechną nienawiść w całym narodzie. Niech Polak Polakowi wbije nóż w plecy i nakarmi swą duszę katolicką nienawiścią.

Kłóćmy się i bijmy, zajmijmy się czymkolwiek, bylebyśmy tylko nie przeszkadzali rządowi w pracach nad podatkiem katastralnym. Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. W czasie, kiedy Polacy walczą z Polakami o aborcję obcy rozdzielają ich kraj między siebie.

Miałeś chamie złoty róg, ostał ci się jeno sznur.

Dedykuję pewnemu ukrytemu, pejsatemu chazarskiemu agentowi, udającemu patriotycznego, chrześcijańskiego autora rzekomo polskiego bloga. Teraz już wiem, kim jesteś i dla kogo wykonujesz antypolską robotę. Sam się parchu zdradziłeś.

———————————————

Poniższy tekst pochodzi ze strony Radia bez cenzury:

Państwo polskie stara się narzucić podatek, który zniszczy większą część Narodu Polskiego, który i tak ledwo dopina koniec z końcem.

Proszę o przeczytanie to naprawdę niezwykle ważna wiadomość!!!!!!!

Podatek katastralny – haracz narzucony na właścicieli nieruchomości przez rząd polski – nawet 1% wartości nieruchomości

Podatek Katastralny już jest wprowadzony w bazach informatycznych sądów. Wszystkie sądy w Polsce mają już wprowadzone oprogramowanie podatku katastralnego i są już przeszkoleni ludzie do ściągania tego podatku, więc nie ma co mówić o tym czy będzie wprowadzony bo to już dawno cichcem, w tajemnicy przed Pospólstwem i Polakami zostało zdecydowane. Znajome firmy komputerowe osobiście instalowały to w sądach. Pytanie kto podjął taką decyzję i na jakiej podstawie prawnej? Proszę to sprawdzić i tą aferę nagłośnić bo to jest skandal – kto tak naprawdę rządzi ustawodawczo w Polsce jeśli nie Sejm. Na stronach MF pisze się o 1-2% maksymalnie i to na razie!!!!!! podatku.
Czytać a nie pisać bzdury. Chytre jest to, że to zadłużone po czubek głowy gminy mają go ustalać by odium wprowadzenia i niezadowolenie padło na nie!!! na nie ryżego i jego złodziejską kamarylę. Lemingi w to uwierzą, dobry baćka ryży i źli bojarowie z gmin.

Ludzie będą gremialnie sprzedawać swój dobytek: domy, działki, etc.. oczywiście wszystko po mocno zaniżonej cenie…. dom 10,000 pałac 50,000…. kupią to odpowiedni ludzie.. którzy .. nie będą płacić podatków… Podatki zaczną regulować, jak już skupią to, co mieli.. wtedy zrobi się abolicję, myk… i będzie jak dawniej.. ludzie w slamsach albo barakach, a tuski latyfundyści… wszystko już było…. wszystko już było….

Kataster ograbi nas z domów.

Ekipa Donalda Tuska chce wprowadzić po cichu za pośrednictwem samorządów druzgocący dla milionów Polaków podatek od nieruchomości. Jeśli podatek katastralny wszedłby w życie, obciążenia właścicieli nieruchomości mogłyby skoczyć z kilkudziesięciu złotych do wielu tysięcy.

Choć od 1997 r. powstało wiele projektów ustaw dotyczących katastru, do tej pory żaden rząd nie odważył się go wprowadzić, gdyż byłby to dla niego polityczny koniec. Aby tego uniknąć, ekipa premiera Donalda Tuska odpowiedzialność za wejście w życie podatku katastralnego chce przerzucić na gminy. Samorządy na mocy nowych przepisów miałyby nakładać na właścicieli nieruchomości nawet kilkutysięczne haracze. Wściekłość mieszkańców za horrendalny podatek zostałaby więc skierowana nie na władze centralne, ale na gminy.

Samorządy, chcąc ratować zadłużone do granic wytrzymałości budżety, chętnie sięgną po nowe możliwości zwiększania swoich wpływów. Za to rząd będzie mógł swobodnie ciąć subwencje i dotacje dla powiatów i gmin, na które nakłada coraz więcej finansowych obowiązków.

Trwają intensywne prace nad projektem nowych przepisów.

21 maja br. minister rozwoju regionalnego Elżbieta Bieńkowska przedstawiła rządowy projekt Krajowej Polityki Miejskiej, w którym zawarto pomysł nowego podatku, liczonego nie od powierzchni nieruchomości, jak dotychczas, ale od jej wartości rynkowej. Właśnie skończyły się konsultacje w sprawie założeń tego projektu – do 6 czerwca organizacje pozarządowe mogły zgłaszać swoje opinie i sugestie. Jeśli nie będzie uwag, rząd będzie miał otwartą furtkę do wprowadzenia podatku katastralnego, który może wynieść nawet 1 proc. wartości nieruchomości. Oznacza to, że za mieszkanie warte 600 tys. zł przyjdzie właścicielowi płacić nie 60 czy 100 zł jak dotychczas, ale 6 tys. zł. – Jeden procent to finansowe zabójstwo.

„Ten podatek powinien wynosić co najwyżej ułamki punktów procentowych” – mówi Urszula Słowik, niezależny doradca rynku nieruchomości, była wiceprezes Urzędu Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast.

Jeśli kataster zostanie wprowadzony, konsekwencje będą jeszcze poważniejsze niż wtedy, gdy gminy podniosły opłaty za użytkowanie wieczyste z 200 zł do 2,5 tys. zł. Urszula Słowik nie zaprzecza, że w początkowym okresie funkcjonowania podatku będziemy mieli do czynienia z masowym ruchem na rynku. Ludzie z niskimi dochodami będą zmuszeni do sprzedaży swoich nieruchomości. Podatek uderzy też w rolników.

– Przed wprowadzeniem katastru trzeba najpierw całościowo uporządkować rynek nieruchomości – uważa Urszula Słowik. Należy najpierw wykonać plany zagospodarowania przestrzennego, których praktycznie nie ma, aby móc na ich podstawie określać wartość katastralną nieruchomości. Bez takich planów będzie dochodziło do spekulacji wartością.

Trzeba też uregulować rynek najmu, by ochronić lokatorów i wynajmujących. Rynek ten należy wyprowadzić z szarej strefy i stworzyć w pełni funkcjonalny system ewidencji gruntów i budynków. Prace w tym zakresie trwają w Polsce od wielu lat i nie zanosi się na to, że w najbliższym czasie zostaną zakończone. Najtrudniej jednak będzie dokonać zmiany mentalnej, by Polacy nauczyli się czerpać korzyści ze swoich nieruchomości i podchodzili do nich inwestycyjnie, a nie sentymentalnie. Dom rodzinny wciąż dla wielu z nas jest świętością i nie sposób traktować go jako przedmiotu rynkowego obrotu. Artur Gierada, poseł Platformy Obywatelskiej, potwierdza, że w kręgach rządowych mówi się o podatku katastralnym, ale podkreśla, że jego wprowadzenie ma w PO zarówno zwolenników, jak i przeciwników. – Osobiście byłbym bardzo ostrożny. Przy wprowadzeniu tego typu podatku należałoby zadbać o to, by ewentualna stawka była jak najbardziej przyjazna. Jeden procent to dużo, najbiedniejsi mogliby nie wytrzymać – powiedział „Codziennej” poseł Gierada.

– W wielu krajach kataster się nie sprawdził. Dlatego nie sądzę, żeby został wprowadzony w tej kadencji – uspokaja parlamentarzysta.

———————————————

Całość poniższego tekstu do przeczytania tutaj.

POdatek katastralny doprowadzi do kradzieży tysięcy mieszkań i domów.

Od ponad 20 lat Polską rządzi zdegenerowana grupa ludzi, którzy w normalnym kraju nie zostaliby przyjęci nawet na stanowisko woźnego w szkole. Do tej pory zajmowali się kradzieżą majątku państwowego czyli prywatyzowali a w rzeczywistości kradli spółdzielnie, zakłady pracy, huty, stocznie, itd. Ponieważ cały ten majątek został już właściwie ukradziony to było oczywiste, że POtem zajmą się prywatnym majątkiem Polaków. Na kradzież majątku państwowego wymyślili nazwę prywatyzacja. Na kradzież majątku prywatnego wymyślili nazwę POdatek katastralny.

Ponieważ są to bardzo prymitywni złodzieje więc mechanizm tej kradzieży będzie wyglądał następująco:

1. Wszyscy właściciele nieruchomości (mieszkania, domy, ogrody, działki, itp.) zostaną obciążeni podatkiem w skali rocznej 1-2% wartości nieruchomości

Żyją tysiące ludzi, którzy są właścicielami odziedziczonych nieruchomości w miejscach gdzie są bardzo wysokie ceny gruntu, np. w okolicach Warszawy, Anin, Komorów, itp. Są to biedni ludzie utrzymujący się z głodowych rent i emerytur po ok. 1000 zł miesięcznie. Nieruchomości w których żyją są warte ok. 1 mln zł. POdatek katastralny wyniesie od tego 20 tys. zł rocznie czyli ok. 900 zł miesięcznie a więc nie ma żadnej możliwości aby został zapłacony.

całość: http://k14.eu/3s

Aleksander Szumański

———————————————

PS. Wiadomość z ostatniej chwili: Ministerstwo Finansów dementuje:

Ministerstwo Finansów nie prowadzi prac nad podatkiem katastralnym

012.06.29 12:28

W odpowiedzi na informacje przedstawione podczas konferencji prasowej PiS uprzejmie wyjaśniamy, że od 2004 r. w Ministerstwie Finansów nie są prowadzone prace nad zmianą zasad opodatkowania nieruchomości, a w szczególności nad wprowadzeniem podatku, w którym podstawę opodatkowania dla wszystkich rodzajów nieruchomości i ich części stanowiłaby wartość nieruchomości (tzw. podatek katastralny).

Jednocześnie informujemy, że z wyjaśnień Premiera Donalda Tuska do expose wygłoszonego w Sejmie RP w dniu 18 listopada 2011 r. jednoznacznie wynika, że nie planuje się wprowadzenia podatku od wartości nieruchomości.

To święta prawda, Ministerstwo Finansów nie prowadzi prac nad podatkiem katastralnym. Z cytowanego tekstu wynika, że zajmuje się tym NIE MINISTERSTWO FINANSÓW, LECZ MINISTERSTWO ROZWOJU REGIONALNEGO. Sprawdzam więc, co słychać w ty ministerstwie i z ulgą czytam, że również ono zapewnia, że

Nie będzie nowego podatku – wyjaśnienia Ministerstwa Rozwoju Regionalnego dotyczące polityki miejskiej

W związku z wątpliwościami, które pojawiły się w toku zakończonych konsultacji społecznych „Założeń Krajowej Polityki Miejskiej”, Ministerstwo Rozwoju Regionalnego informuje, że z dokumentu nie wynika wprowadzenie żadnego nowego podatku. Istniejący podatek od nieruchomości jest jednym z narzędzi mogących przyczyniać się do realizacji polityki miejskiej.

Przedstawiona przez MRR na początku czerwca 2012 r. pierwsza wersja „Założeń KPM” w żadnym wypadku nie przesądzała czy i w jakim kierunku powinny pójść zmiany w systemie tego podatku. W tym zakresie nie poczyniono żadnych wiążących ustaleń.

Zakończyliśmy konsultacje założeń Krajowej Polityki Miejskiej. W najbliższym czasie przedstawimy nową wersję tego dokumentu, z której będzie jasno wynikać, że nie zostaną wprowadzone żadne nowe podatki od nieruchomości – podkreśla wiceminister rozwoju regionalnego Marceli Niezgoda.

„Założenia Krajowej Polityki Miejskiej” zawierają jedynie kierunkowe propozycje, będące podstawą do opracowania właściwego dokumentu, czyli projektu „Krajowej Polityki Miejskiej”. KPM, jako dokument strategiczny, również będzie poddawana szerokim konsultacjom społecznym. Liczymy, że w toku konsultacji wypracowane zostaną takie rozwiązania, które będą stanowiły optymalną odpowiedź na wyzwania stojące przed obszarami miejskimi.

Oba ministerstwa skwapliwie zapewniają, że żadnego podatku nie planują. Możemy im uwierzyć lub nie. Ale nie cieszmy się przedwcześnie i w żadnym wypadku nie składajmy broni, bo to wcale nie znaczy, że podatek katastralny wylądował w koszu. Ja radzę daleko posuniętą nieufność i nieustające patrzenie urzędnikom na ręce.

Z całej tej historii można wyciągnąć dość optymistyczny wniosek, że naród jest bardzo świadomy zagrożenia i że same pogłoski o podatku katastralnym wywołały tak ogromne wzburzenie, że aż oba ministerstwa musiały zareagować, składając te deklaracje. Wierzę więc, że tym razem naród wydymać się nie da.

Tak trzymać!

Kropka nad „i” do poprzedniej notki

Uczyliśmy się na lekcjach historii, że słowiański lud wcale nie chciał przyjąć nowej religii, która szła do nas z Niemiec. Żeby osłabić opór wybrano opcję czeską, ale i to niewiele pomogło. Nowa religia chrześcijańska spotkała się z wrogością i oporem. Chrystianizacja spaliłaby na panewce, gdyby jakiś geniusz nie wpadł na pomysł, że należy zastosować propozycję nie do odrzucenia w stylu Dona Corleone z „Ojca chrzestnego”: albo przyjmujesz chrzest, albo kamień na szyję i do wody. To był miażdżący argument siły, chociaż niestety siła argumentu była słaba. Wobec takiego ultimatum lud masowo się ochrzcił, ale i tak po lasach praktykował dawne wierzenia, ryzykując, że spotka go za to kara śmierci.

Tak właśnie, z wielkim sukcesem i za aprobatą całego narodu, wprowadzono w Polsce religię miłości.

Po wiekach terroru i perspektywy spłonięcia na stosie ludzie zaakceptowali w końcu ten „wybór”, który (jak zawsze) został dokonany za nich przez kogo innego, bo (jak zawsze) nie mieli nic do gadania. Przyjęli te wierzenia jako własne, zrobili z nich swoją nową tradycję (jakby nie było przejęli ją od swoich ojców), a nawet stali się tak gorliwi, że byli gotowi ginąć w jej obronie.

I wtedy nastąpił kolejny, gwałtowny zwrot: ich religia stała się bardzo nie cool i nie trendy. Teraz trwanie przy niej jest wielkim obciachem. Wywleczono na światło dzienne tajemnice, które niby wszyscy znali, ale nikt o nich głośno nie śmiał mówić: że księża i biskupi, przedstawiani dotąd jako ikony świętości i doskonałości (wszak uczyli lud zasad moralnych, więc, co oczywiste, sami powinni być nieskazitelni) wcale tacy święci nie są. Że wielu z nich dopuszczało się molestowania dzieci, że pod niektórymi kościelnymi szkołami i sierocińcami odkryto sale tortur i zbiorowe mogiły (w Polsce nie odkryto, bo źli komuniści odebrali dobremu Kościołowi przytułki dla sierot i większość szkół)…

Oczywiście, wiem, te straszliwe zbrodnie zdarzyły się nie u nas, lecz za górami i lasami, więc pewnie z naszym Kościołem nie było aż tak źle. Pewnie nie aż tak, ale dobrze też nie było.

Mimo wszystko lud byłby skłonny wybaczyć i zapomnieć, ale nie może, bo oto objawił się powszechnie wielbiony Wielki Uczony i ogłosił miastu i światu, że religia jest źródłem wszelkiego zła.

Do tej pory ogłaszanie prawd nieomylnych było domeną Kościoła i papieża, ale nastały nowe czasy. Uczeni zadecydowali, że religia nie ma żadnych dowodów na potwierdzenie swoich racji, a nauka ma: eksperyment naukowy! Czego nauka nie potwierdza, bo nie widziała tego na własne oczy, tego nie ma! Duszy nikt nie widział, Boga w butelkę nie złapano, więc mamy dowód, że te rzeczy nie istnieją. Koniec dyskusji. I koniec wiary w Boga, chyba, że ktoś go dostarczy do laboratorium.

Zbliża się więc koniec religii, narzuconej przez obce siły ogniem i mieczem, ale nie liczcie na to, że lud przyjął to z ulgą. Wręcz przeciwnie. Obca religia zdążyła już zapuścić głęboko korzenie w dusze ludu i teraz lud jest gotów oddać życie w jej obronie.

Jeszcze niedawno czytałam w pełnych złości mailach i komentarzach w blogu, że każdy ateista to bardzo zły człowiek (bo ateista przecież i Boga w sercu nie ma), a dziś czytam rozmowę z jakimś Skandynawem, który ze wstydem przyznaje, że wierzy w Boga, po czym błagalnie prosi „tylko nie bierz mnie za złego człowieka”. Wypranym z wiary religijnej Skandynawom wiara w Boga kojarzy się jedynie ze stosami i prześladowaniami niewiernych. Pojęcie wiary zostało wypaczone i utożsamione z religią. To samo przekonanie funkcjonuje w Polsce: wiara = religia. A co jeszcze gorsze Bóg = Kościół. Skoro odchodzisz z Kościoła, to znaczy, że odchodzisz od Boga. W ten sposób rozumują nawet ludzie, którzy uważają się za przebudzonych i wyzwolonych z Matrixa.

Jak napisałam w poprzedniej notce (i wielu innych, wcześniejszych) świat czeka kolejna wojna religijna, bo te same siły, które narzuciły całemu światu żydowskiego boga i religię, obecnie szykują kolejną niespodziankę: New Age. To jest nowa religia światowa i kto nie będzie chciał jej przyjąć będzie do tego zmuszony ogniem i mieczem. I sytuacja się powtórzy: lud będzie czcił po lasach starego boga, ryzykując, że zostanie na tym przyłapany i ukarany. Różnica będzie jedynie taka, że zamiast do wody z kamieniem u szyi zostanie wrzucony do szpitala psychiatrycznego. Bo skoro nie chce nowej religii, to znaczy, że jest wariatem i trzeba go leczyć.

No i żeby kropka nad „i” była kompletna muszę napisać również o aborcji.

Drogie owieczki, jesteście bardzo, ale to bardzo nierozgarnięte, skoro zawsze udaje się skierować waszą uwagę na „wielki” i „palący” problem aborcji i wywołać wasze wielkie emocje dokładnie w tym samym czasie, kiedy władza knuje coś bardzo wrednego.

Problem aborcji istnieje nieodmiennie od zawsze, ale miesiącami lub latami pozostaje uśpiony. Nikt się nim nie zajmuje, bo wszyscy zajęci są ważniejszymi sprawami. Ale kiedy tylko zbliżają się wybory lub kiedy władza w tajemnicy kleci jakieś paskudne ustawy, jak np. podatek katastralny, problem aborcji zostaje z hukiem wywleczony na światło dzienne i staje się największym, najbardziej palącym i najwrzaskliwiej omawianym w mendiach problemem sezonu. I jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki barany wyruszają masowo na świętą krucjatę przeciw aborcji. W gęstym od emocji i nienawiści powietrzu latają kamienie, świszczą drągi, a obelgi ranią uszy. Wszystko to w ramach miłości do nienarodzonych.

Uczyliście się chyba u Szewacha Weissa, który powiedział, że „ilu zginęło (w Auschwitz), ALE ILU SIĘ NIE NARODZIŁO!!!!” To dopiero zbrodnia!

Wczoraj wasze słuszne racje pozostawały uśpione, a dziś stały się tak aktualne, że nie mogą czekać aż ochłoniecie i zaczniecie myśleć (wy i myślenie, to jakiś oksymoron).

Barany walczą zaciekle na rogi i kopyta, a rząd tymczasem pisze ustawę i po cichu przepycha ją w sejmie.

Ranne barany ledwie trzymają się na połamanych kopytach, a strzępy rogów wiszą im smętnie, ale już nic zrobić nie mogą. Choćby dlatego, że rogi i kopyta zostały starte w proch i nie ma czym walczyć.

Rządzenie baranami jest łatwe jak bułka z masłem. Władza ma naprawdę wielki ubaw.

Moje gratulacje dla władzy i wyrazy współczucia dla baranów.

Dla mnie nie ma miejsca w świecie zaludnionym przez rogaciznę, więc chyba muszę spakować swój dobytek i wyprowadzić się do amazońskiej dżungli. Niestety, i tam nie zaznam spokoju, bo z przetrzebionej przez korporacje siejące GMO dżungli pozostały marne skrawki, ryzykuję więc, że moim sąsiadem będzie oszołom Cejrowski, który rzuci się na mnie z agitacją, żebym aborcji powiedziała swoje stanowcze NIE!

Wyniosłabym się na Marsa, ale tam podobno mieszkają krwawi bogowie.

Czy jest gdzieś w całym, wielkim Wszechświecie strefa wolna od głupoty???

Nowa katolicka tradycja


Przeniesione ze starego bloga (2007-02-16 02:01:08):

Oto nowa polska obyczajowość: ultrakatolicka rodzina nie zabrania nieletniej (!) córce prowadzić wielce swobodnego życia seksualnego (czyli sypiać z wieloma mężczyznami), ale zabrania używać środków antykoncepcyjnych z prezerwatywą na czele. Po hulankach panna robi sobie test na ciążę oraz na HIV. W przypadku ciąży następuje jedyne możliwe rozwiązanie, czyli poród. Co zrobią w przypadku pozytywnego testu na HIV nie podano, a szkoda, bo dla mnie to jest ciekawsze, niż dalszy ciąg artykułu. Rodzice (a ściślej teraz już dziadkowie) się radują, bo przybyło nowe życie, a ono jest jak wiadomo wartością najwyższą. Że ojca nie ma, to małe piwo, widocznie Kościół powoli przekształca się w instytucję matriarchalną, gdzie mężczyźni się nie liczą, nie mają żadnych praw ani rzecz jasna obowiązków.

Naprawdę, bardzo jestem ciekawa, co będzie, jeśli panna zostanie ubogacona (to takie ładne słowo, którym szpanują moi znajomi po powrocie z kościelnych oaz, na których małżeństwo pod okiem księdza pracuje nad uduchowieniem swojego pożycia seksualnego) przez AIDS. Czy to też, jak dar życia, jest wartość najwyższa, dar od Boga?

„Żadnych wątpliwości, czy urodzić, nie miała 19-letnia Weronika, studentka I roku prywatnej wyższej uczelni. Filigranowa, ładna, wygląda niemal jak dziecko. Ma dwuletniego synka. Pochodzi z artystycznej rodziny, była z rodzicami w Ameryce, tam miała pierwszego chłopaka. Głęboko wierząca, należy do młodzieży oazowej, od razu więc wykluczyła stosowanie prezerwatyw. Nie zaszła jednak w ciążę, a po powrocie na wszelki wypadek zrobiła test na HIV, wynik był negatywny. Wkrótce poznała nowego partnera, starszy o 10 lat, dobrze zarabia. Tak jak w przypadku poprzedniej znajomości, akceptowała, że może zajść w ciążę i urodzić dziecko, więc gdy to się stało, nikt nie przeżywał zaskoczenia, mama towarzyszyła jej przy porodzie. Prawie do końca ciąży chodziła do liceum, po porodzie miała cztery miesiące przerwy, ale całą klasę maturalną przeszła normalnie. Rodzice pomagają, więc godzi opiekę nad dzieckiem z nauką i spokojnie czeka na następną ciążę”.

Ze zdumieniem zastanawiam się, na czym polega ta „głęboka wiara”. Zawsze wydawało mi się, że katolicka panna musi być dziewicą aż do ślubu, że seks pozamałżeński jest grzechem, że dzieci z nieprawego łoża to bękarty, a tu proszę – 19 letnia dziewczyna, facet prawie 30 letni, ślubu nie ma, ale dzieci sypią się jak z rogu obfitości.

Nie pojmuję zupełnie dlaczego „wierzący” rygorystycznie przestrzegają niektórych zaleceń swojego Kościoła, a inne zupełnie ignorują, chociaż jego nauki są zupełnie jednoznaczne? Dlaczego czystość przedmałżeńska ich nie obowiązuje (chociaż to akurat nie grozi śmiercią ani kalectwem), natomiast wiernie trzymają się zakazu stosowania prezerwatywy, skoro to w sposób oczywisty może prowadzić do śmierci?

Widocznie kult śmierci wciąż jest w kościele kultywowany, zupełnie jak w średniowieczu.

Cywilizacja śmierci to wbrew propagandzie cywilizacja lansowana nie przez kogo innego, jak właśnie przez Kościół. Jeden z drastycznych przykładów opisałam tutaj.

Link do całego tekstu jest tutaj.

Ja chcę do piekła, kto ma prawo mnie powstrzymać?

W komentarzach do poprzedniej notki napisałam, że nie ma dobrych odpowiedzi na pytania, które zadałam, bo wbrew temu, co głosi religia, jedyną rzeczywistością w jakiej przyszło nam żyć jest relatywizm. Dlatego na tej planecie nie istnieją żadne ostateczne prawdy ani żadne jedynie słuszne decyzje. Każda bez wyjątku decyzja niesie ze sobą zarówno dobre, jak i złe skutki.

Wielokrotnie pisałam w tym blogu, że rzeczywistość jest spolaryzowana i że dobro i zło są równorzędnymi częściami naszej rzeczywistości. Przenikają się one ze sobą i gdyby nie było zła, nie istniałoby też dobro. I to właśnie dzięki temu nasz świat jest strefą wolnej woli, w której stale musimy podejmować wybory między dobrem i złem. Gdyby istniała tylko jedna opcja nie byłoby żadnego wyboru i wtedy, co oczywiste, nie istniałaby wolna wola.

Księża katoliccy stale podkreślają, że Bóg obdarzył człowieka rozumem i wolną wolą, a jednocześnie, wprowadzając religijny terror uniemożliwiający mu samodzielne podejmowanie życiowych decyzji, pozbawiają go tego daru bożego. Jak widać uważają człowieka za bezrozumne, czyste zło i są pewni, że gdyby pozostawić mu choćby cień prawa do samostanowienia, to popełniłby on wszystkie możliwe zbrodnie i przestępstwa i z całą pewnością trafiłby prosto do piekła. Ale przecież dobry Kościół i dobrzy pasterze, których jedyną troską w ich próżniaczym życiu jest dbałość o dobro ludzkości wymuszą je, choćby gwałtem i krwawą przemocą.

Można powiedzieć, że dla człowieka subiektywnego zło wcale nie istnieje, że istnieją dla niego różne koncepcje dobra. Nikt nigdy nie robi niczego dobrowolnie w interesie zła, w imię zła. Każdy działa w interesie dobra, tak jak je rozumie. Ale każdy rozumie je w inny sposób. W konsekwencji ludzie topią, mordują i zabijają się nawzajem w interesie dobra. Powód jest znów ten sam: ludzka niewiedza i głęboki sen, w którym żyją ludzie.

Jest to tak oczywiste, że nawet dziwne wydaje się, że ludzie nigdy przedtem o tym nie myśleli. Jednakże pozostaje faktem, że oni tego nie pojmują i że każdy uważa “swoje dobro” za jedyne, a całą resztę za zło. Nadzieja na to, że ludzie kiedykolwiek to zrozumieją i rozwiną ogólną i jednorodną ideę dobra, jest naiwna i płonna.

[J. P. Uspienski, „Fragmenty nieznanego nauczania”]

W imię rzekomego ratowania „życia” działacze Pro Life sieją śmierć zabijając kobiety, lekarzy, pielęgniarki oraz niższy personel medyczny.

Zabijają mnóstwo dorosłych ludzi w imię ratowania „życia”, czyli płodu – cóż za zachwycająca logika! Również dla ludzkiego dobra rozpalono stosy – ich ogień, paląc doczesne ciało, chronił przed wiecznym ogniem w piekle. Wzruszająca troska, doprawdy…

Na szczęście, owo tak potępiane przez Pismo nieposłuszeństwo człowieka niesie ze sobą błogosławione skutki: gdyby stanowiąc ziemskie prawo naśladował on wiernie „moralność” starotestamentowego boga, który nie okazał miłosierdzia swojemu własnemu synowi i którego radują najboleśniejsze cierpienia ludu, o czym pisałam w tej notce, prawo ludzkie nie stałoby po stronie poszkodowanych, nie chroniłoby życia i byłoby antyhumanitarne.

Polityka Kościoła, podobnie jak każdej innej, totalitarnej władzy, nie wynika bynajmniej z umiłowania prawdy i dobra, lecz z pragnienia posiadania absolutnej władzy. I to o władzę, a nie o dobro czy zbawienie duszy toczy się obecna wojna, do której pretekstem stała się sprawa „Agaty” z Lublina.

W całej ten awanturze wcale nie chodzi o życie. Bo jak można przypisać sobie zasługę „uratowania życia”, jeśli jednocześnie zabiło się kogoś innego? Ratując płód i zabijając przy tym matkę niczego nie ratujemy – bo ginie nie tylko płód, ale i matka, a więc bilans jest ujemny. To musi widzieć każdy, kto nie jest zaślepiony przez skrajny fanatyzm. Ale do rozpalonych emocjami fanatyków nie trafiają żadne logiczne argumenty. Dlatego dyskusja z nimi nie ma sensu i do niczego nie prowadzi. Tu zadziałać musi państwo i zdecydowanie przywrócić porządek prawny, jakikolwiek on jest, w przeciwnym bowiem wypadku w kraju zapanuje całkowita anarchia, a do tego dopuścić nie wolno.

Wszystko jest podwójne; wszystko ma swoje bieguny; wszystko tworzy parę ze swoim przeciwieństwem; podobne i niepodobne są tym samym; przeciwieństwa są identyczne w swojej naturze, lecz różne w stopniu; skrajności się spotykają; wszystkie prawdy są jedynie półprawdami; wszystkie paradoksy da się pogodzić – Kybalion.

„Przeciwieństwa są identyczne w swojej naturze, lecz różne w stopniu; skrajności się spotykają”. I to właśnie dlatego „obrońcy życia” sieją śmierć.

Nie będę brać udziału w sporze na temat tego, czym jest życie i kiedy się ono zaczyna. Na ten temat powiedziano już dość ze wszystkich ambon, katedr naukowych i ośrodków etycznych, zarówno kościelnych jak i świeckich, a mimo to każda strona sporu pozostała niewzruszona w swoich przekonaniach.

Ja apeluję tylko o zwrócenie człowiekowi prawa do korzystania z wolnej woli, przyznanej mu z woli Boga. Co Bóg dał, tego człowiek nie ma prawa odbierać, choćby nawet stały za tym najszlachetniejsze intencje. Dlatego domagam się, żeby pozwolono ludziom samodzielnie podejmować decyzje i ponosić za nie odpowiedzialność!

Obserwując to, co dzieje się na świecie nauczyłam się bardziej ufać moralnemu instynktowi niedoskonałego człowieka, niż temu pożałowania godnemu „bogu”, który dał ludzkości Biblię, dekalog i na domiar nieszczęścia powołał do życia Kościół Katolicki.

A co sądzi o aborcji sama Biblia, na którą powołują się fanatycy Pro Life? Zupełnie co innego, niż oni głoszą, o czym pisałam tutaj.

Proste pytania do „obrońców życia”

Dlaczego „prawo do ochrony życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci” przysługuje wyłącznie życiu poczętemu?

Dlaczego prawo do „naturalnej śmierci” nie przysługuje kobiecie, gdy jest pewne, że ciąża ją zabije?

Jeśli wolno ciążą uśmiercić kobietę, nierzadko będącą matką innych dzieci, to dlaczego nie można uśmiercić płodu, skoro zarówno prawo, jak i katolicy twierdzą, że w obronie własnej wolno zabić?

Kolejne pytanie: czy potrafisz sobie wyobrazić, że jesteś dzieckiem poczętym z gwałtu? Bardzo proszę, wyobraź to sobie: dowiadujesz się, że twoja matka została brutalnie zgwałcona, sponiewierana i pozbawiona godności przez jakiegoś psychopatycznego zboczeńca, a ty jesteś „owocem” tego aktu. Jak się czujesz?

I jeszcze jedno: dlaczego prawo do naturalnej śmierci nie przysługuje życiu już urodzonemu, gdy władza, z błogosławieństwem Kościoła, bez pytania, czy się na to godzi, wysyła je na front na jakąś totalnie bezsensowną wojnę? O przestępców w celi śmierci nawet pytać nie będę, bo to pewnie nie jest życie…

Czekam na odpowiedzi. Ale pewnie się nie doczekam…