Lusz

ROTA O HISTORII ZIEMI

Robert A. Monroe

Fragment książki „Dalekie podróże”, s. 281-294,
Wydawnictwo Limbus, Bydgoszcz 2000
Tłumaczenie: Maja Błaszczyszyn i Bogdan Krowicki

„Ktoś”, „Gdzieś” (a może jedno i drugie) potrzebuje, lubi, chce, ceni, zbiera, jada lub zażywa jako narkotyk (sic!), w milionowych bądź niezliczonych dawkach substancję o idencie Lusz. (Elektryczność, ropa naftowa, tlen, złoto, pszenica, woda, ziemia, stare monety, uran.) W miejscu zwanym „Gdzieś” Lusz występuje bardzo rzadko, a ci, którzy go posiadają uważają, iż jest niezbędny do tego, do czego się go używa.

Kierując się Prawem Podaży i Popytu (powszechne prawo w „Gdzieś”), „Ktoś” zamiast poszukiwać naturalnych zasobów Luszu, zdecydował się go produkować w sposób powiedzmy, sztuczny. Postanowił założyć jego hodowlę, uprawiać go w ogrodzie.

Naturalny Lusz odznaczał się różnym stopniem czystości. Stwierdzono, że powstał w wyniku ruchów wibracyjnych podczas cyklu węglowo-tlenowego i wtórnie podczas procesu reakcji. Badacze z „Gdzieś” przemierzali duże odległości w poszukiwaniu nowych źródeł tej cennej substancji, a ich odkrycia witano z wielkim entuzjazmem i nagradzano.

Wszystko zmieniło się z chwilą, gdy hen, daleko, gdzieś w zapadłym kącie, „Ktoś” założył eksperymentalny Ogród. Najpierw stworzył odpowiednie środowisko, w którym mógł powstawać i rozwijać się cykl węglowo-tlenowy. Ustanowiona przez niego Równowaga zapewniała rosnącym osobnikom właściwe oświetlenie i stałą dostawę odpowiedniego pożywienia.

Potem „Ktoś” próbował oszacować swój plon. Rzeczywiście. Pierwsza Hodowla dostarczyła Luszu, ale w małych ilościach i nie najlepszego pod względem gatunkowym – nie nadawał się on do zabrania w miejsce zwane „Gdzieś”. Problem był podwójny. Okazy rodziły się zbyt drobne i żyły bardzo krótko. W efekcie czego powstawało niewiele marnego jakościowo Luszu, gdyż w tak ograniczonych warunkach nie było czasu na jego wytwarzanie. Ponadto Lusz można było zbierać tylko w momencie, gdy jednostki traciły życie, ani chwili wcześniej.

Druga Hodowla, która okazała się nie lepsza, o ile nie gorsza od Pierwszej rozwijała się w innej części Ogrodu i w odmiennym od poprzedniego środowisku. Tym razem nie było to środowisko płynne, lecz gazowe. Ze związków chemicznych o większej gęstości utworzono stałe podłoże, dzięki czemu związki te były stale dostępne. „Ktoś” zasadził niezliczone ilości znacznie dorodniejszych egzemplarzy nowych odmian. Niektóre z nich były wiele tysięcy razy większe i miały bardziej złożoną budowę od prostych, jednokomórkowych okazów Pierwszej Hodowli. Wprawdzie został odwrócony cykl węglowo-tlenowy, ale cały zasiew pozostał jednorodny. Podobnie jak w przypadku Pierwszej Uprawy, osobniki rozmnażały się regularnie i samoczynnie kończyły życie. Aby uniknąć nierównomiernego rozkładu odżywczych substancji chemicznych i oświetlenia, co miało miejsce w przypadku Pierwszej, „Ktoś” postanowił, że osobniki Drugiej Hodowli nie będą się poruszać po całym ogrodzie, lecz każdy z nich pozostanie w przydzielonej sobie jego części. W tym celu wyposażył je w silne wyrostki sięgające w głąb twardego podłoża i unieruchamiające roślinę. Z korzeni wyrastały łodygi lub pnie dźwigające wyższe partie roślin, tym samym umożliwiając im otrzymywanie koniecznej proporcji światła. Górne części roślin – szerokie, cienkie i dość wiotkie – pełniły rolę przekaźników energii. Przepływające przez nie w obydwu kierunkach związki węglowo-tlenowe zapewniały roślinom odżywianie i wymianę z otoczeniem. Poza tym każdy okaz zaopatrzono w kolorowe radiatory wraz z generatorami małych cząstek. Rozmieszczono je symetrycznie w pobliżu wierzchołka.

Chcąc przyśpieszyć rozmnażanie się roślin „Ktoś” wywołał gwałtowne ruchy wibracyjne w gazowej powłoce. Z czasem przekonał, że ten sam burzliwy proces pomaga w zbieraniu Luszu.

Jeśli zaburzenia były dostatecznie gwałtowne, kładły kres życiu roślin, które umierając wydzielały Lusz. Miało to duże znaczenie, gdy istniała konieczność natychmiastowej dostawy tego surowca, gdyż nie trzeba było czekać na okres zbiorów.

Pomimo to, plon Drugiej Hodowli okazał się nader niezadowalający. Co prawda osiągnięto znaczny przyrost ilościowy, ale zbyt długie życie roślin nie wpływało korzystnie na jakość wytwarzanego przez nie Luszu. Przeoczono tu coś ważnego.

Przed założeniem Trzeciej Hodowli „Ktoś” długo prowadził badania, krążąc nad swoim Ogrodem. Rzeczywiście zadanie, którego się podjął nie było wcale łatwe. Wprawdzie osiągnął sukces, ale tylko częściowy. Wyhodowany przez niego Lusz był znacznie gorszy od dzikiej, występującej w stanie naturalnym odmiany.

Jednakże uporał się z tym problemem, czego żywym dowodem była Trzecia Uprawa. „Ktoś” odtworzył pierwotny cykl węglowo-tlenowy, a osobnikom przywrócił ruchliwość, bowiem doświadczenie wykazało, że oba te czynniki zapewniają wytwarzanie wysokiej jakości Luszu. Gdyby jeszcze udało się wyhodować większe okazy, sukces byłby zapewniony.

Mając to wszystko na względzie, „Ktoś” przeniósł na teren obecnej uprawy jednostki Pierwszej Hodowli, która nadal rozwijała się w części Ogrodu mającej płynne środowisko. Zmodyfikował je tak, aby mogły żyć i wzrastać w środowisku gazowym. Najpierw przystosował je do odżywiania się osobnikami Drugiej Hodowli, a pozbawiając je życia produkowały Lusz. A więc teraz ilość Luszu była znaczna, ale jego jakość, jego struktura wibracyjna wciąż pozostawiały wiele do życzenia.

Przez czysty przypadek „Ktoś” odkrył Główny Katalizator produkcji Luszu. Długość życia monstrualnych i wolno poruszających się Mobili była nieproporcjonalna do ilości pobieranego przez nie pożywienia. Mobile żyły tak długo, że wkrótce zdziesiątkowałyby jednostki Drugiej Hodowli. Wówczas w całym Ogrodzie zostałaby zachwiana równowaga ekologiczna i ustałaby produkcja Luszu. Zarówno Drugiej, jak i Trzeciej Hodowli groziła Zagłada.

Zaczęło brakować okazów z Drugiej Hodowli i wobec tego nie było zaspokajane zapotrzebowanie energetyczne Mobili. Często zdarzało się, że dwa Mobile chciały zjeść tę samą jednostkę Drugiej Uprawy. To rodziło konflikt i powodowało fizyczną walkę między dwoma niezgrabnymi Mobilami. Czasem walczyło ich ze sobą nawet kilka.

Początkowo „Ktoś” był zdziwiony tymi zmaganiami, lecz później obserwował je z wielkim zainteresowaniem. Podczas walki Mobile wydzielały Lusz! I to wcale nie w małych, a przeciwnie – w sporych ilościach i w dodatku znacznie mniej zanieczyszczony, tak że przedstawiał on wartość użytkową.

„Ktoś” szybko sprawdził w praktyce dopiero co zrobione odkrycie. Wyjął następne okazy Pierwszej Hodowli z części Ogrodu o płynnym środowisku, przystosował je do życia w środowisku gazowym, ale wprowadził pewną zasadniczą zmianę. Nowe Mobile były mniejsze od poprzednich i miały żywić się innymi Mobilami. Rozwiązałoby to problem nadmiernej populacji Mobili, a podczas każdego między nimi starcia powstałoby więcej dobrego Luszu, nie mówiąc już o tym, który zostawał uwalniany w momencie, gdy nowe Mobile zabijały egzemplarze innych gatunków. Wówczas „ktoś” mógłby przekazywać „Gdzieś” znaczne ilości dość czystego Luszu.

W ten oto sposób powstała reguła Głównego Katalizatora. Konflikt między osobnikami cyklu węglowo-tlenowego powoduje stałe wytwarzanie Luszu. To było takie proste!

Zadowolony z wynalezienia formuły, „Ktoś” zaczął przygotowywać Czwartą Hodowlę. Wiedział już, że zbyt duże i za długo żyjące Mobile z Trzeciej Hodowli nie mogły być użyteczne na większą skalę. A gdyby jeszcze wzrosła ich ilość, należałoby powiększyć cały Ogród, który z racji za małej przestrzeni nie mógł pomieścić jednocześnie wielkich osobników Trzeciej Hodowli. Ponadto doszedł do słusznego wniosku, że jeśli Mobile będą poruszały się szybciej, łatwiej popadną w konflikty i tym samym zwiększy się ilość wydzielanego przez nie Luszu.

Jednym aktem woli uśmiercił pozostałe dotąd przy życiu niezgrabne Mobile z Trzeciej Hodowli. Jeśli zaś chodzi o osobniki Uprawy Pierwszej, nadal żyjące w wodnym środowisku, to zmienił ich wygląd, nadając im bogactwo kształtów i rozmiarów. Były teraz wielokomórkowcami i odznaczały się dużą ruchliwością. Zaopatrzył je również w system równowagi. Powstały więc osobniki (przeważnie nie poruszające się), które pochłaniały okazy węglowego cyklu Drugiej Hodowli, służące im za źródło energii. Powstały też i inne, bardzo ruchliwe Mobile, dla których źródło energii stanowiły poruszające się modyfikacje Pierwszej Hodowli.

Zamknięty obieg działał całkiem zadowalająco. Nieruchome osobniki Drugiej Hodowli rozwijały się znakomicie w płynnym środowisku. Żywiły się nimi małe, bardzo ruchliwe Mobile żyjące w wodzie. Z kolei większe oraz/lub inne będące w ciągłym ruchu Mobile, chcąc zdobyć energię konsumowały mniejszych „zjadaczy roślin”. Kiedy jakiś Mobil zanadto urósł i zrobił się zbyt powolny, stawał się łatwym łupem dla mniejszych Mobili, które zachłannie się na niego rzucały. Chemiczne pozostałości procesu trawienia osiadły na dnie płynnego środowiska i dostarczały pokarmu „Nieruchomym” (modyfikacjom Drugiej Hodowli), zamykając w ten sposób obieg. Łańcuch pokarmowy przynosił w efekcie stały dopływ Luszu, który powstawał dzięki umierającym „Nieruchomym”, w wyniku emocji, jakie wzbudzała sama walka oraz dzięki Mobilom ginącym podczas tychże walk.

Przeniósł się do innej części Ogrodu – środowiska gazowego otaczającego stałe podłoże zbudowane z gęstej materii – „Ktoś” zastosował tę samą technikę, jeszcze bardziej ją ulepszając. Stworzył więcej odmian „Nieruchowych” (okazy pierwotnej Drugiej Hodowli), aby nowym Mobilom dostarczyć dostatecznej ilości urozmaiconego pożywienia. Tak jak w pierwszej części Ogrodu, tak i tu została zachowana równowaga między dwoma gatunkami Mobili – tymi, które odżywiały się „Nieruchomymi” z Drugiej Hodowli i tymi, które potrzebowały innych Mobili, aby utrzymać się przy życiu dzięki czerpanej z nich energii. Powstały więc tysiące rodzajów Mobili różnej wielkości – osobniki małe i duże, choć nie tak wielkie, jak Mobile z Trzeciej Hodowli. Wszystkie zostały wyposażone w pomysłowe akcesoria ułatwiające walkę. Szybkość poruszania się pozwalała na wymknięcie się wrogowi, barwy ochronne miały na celu zmylenie przeciwnika, ruchliwe narządy służące do wykrywania niebezpieczeństwa, a niezwykle twarde wyrostki do chwytania, przebijania i rozszarpywania wroga. Wszystko to ułatwiało walkę i przedłużało czas jej trwania, a w konsekwencji zwiększało wydzielanie Luszu.

W ramach dodatkowego eksperymentu „Ktoś” zaprojektował i stworzył taką odmianę Mobila, która w porównaniu z Mobilami Czwartej Hodowli była słaba i niedołężna. Jednakże Mobile eksperymentalne miały dwie zasadnicze zalety. Mogły spożywać zarówno „Nieruchomych”, jak inne Mobile i czerpać z nich energię. Poza tym „Ktoś” przekazał im cząstkę siebie – ponieważ nie było ani znane, ani dostępne inne źródło takiej Substancji – by służyła jako główny czynnik wzmagający ruchliwość. Wiedział, że zgodnie z Prawem Przyciągania, taka domieszka Substancji, część Jego, dążąca do połączenia z nieskończoną Całością, spowoduje u tego szczególnego gatunku Mobila nieustającą ruchliwość. Tym samym dążenie do zaspokojenia potrzeb energetycznych poprzez pożywienie nie będzie jedyną siłą pobudzającą Mobile do ustawicznej aktywności. A co ważniejsze, potrzeb wynikających z wewnętrznego przymusu, jaki stwarza wszczepiona drobinka „Kogoś”, nie można będzie zaspokoić w Ogrodzie. Tak więc zawsze będzie istniała potrzeba ruchu i konflikt pomiędzy tą potrzebą a koniecznością pobierania energii, i o ile przetrwa, być może przyczyni się do stałej dostawy wysokogatunkowego Luszu.

Czwarta Hodowla przekroczyła wszelkie oczekiwania „Kogoś”. Okazało się, że Ogród zaczął dostarczać dobry Lusz. „Równowaga życia” działała doskonale. Czynnik konfliktowy wpływał na wytwarzanie ogromnej ilości Luszu, a dodatkową dostawę tego surowca zapewniała śmierć wszystkich rodzajów Mobili oraz Nieruchomych. „Ktoś” wyznaczył specjalnych Nadzorców kierujących produkcją i pomagających przy zbiorach. Utworzył kanały, którymi transportowano nie oczyszczony Lusz z Ogrodu do miejsca zwanego „Gdzieś”. Odtąd dzięki Ogrodowi „Kogoś” naturalne zasoby przestały być dla „Gdzieś” jedynym źródłem Luszu.

Po sukcesie, jaki Ogród „Kogoś” odniósł w produkcji Luszu, także Inni zaczęli projektować i budować swoje Ogrody. Było to zgodne z Prawem Podaży i Popytu (Próżnia jest stanem nie zapewniającym równowagi), ponieważ Ogród „Kogoś” tylko częściowo pokrywał zapotrzebowanie „Gdzieś” na Lusz. Nadzorcy innych Ogrodów odwiedzali Ogród „Kogoś”, aby zbierać resztki Luszu, które przeoczyli lub pozostawili Jego Zarządcy.

Po zakończeniu pracy „Ktoś” powrócił do „Gdzieś” i zajął się innymi sprawami. Produkcja Luszu nadzorowana przez Zarządców utrzymywała się na stałym poziomie. Ale wszelkich zmian mógł dokonywać tylko sam „Ktoś”. Zgodnie z jego zaleceniami Nadzorcy co jakiś czas niszczyli część Czwartej Hodowli. Robili to, aby młodym, rodzącym się jednostkom zapewnić dostateczną ilość pierwiastków chemicznych, światła i innych środków odżywczych, a także po to, by zebrać dodatkowy Lusz powstały na skutek takiego żniwa.

W tym celu wywoływali zaburzenia, zarówno w gazowej powłoce, jak i stałym podłożu. Na skutek tych wstrząsów wiele okazów Czwartej Hodowli traciło życie, miażdżone przez przetaczające się masy gruntu lub zalewane przez wzburzone fale płynnego środowiska. (Ze względu na specyfikę swej budowy, osobniki Czwartej Hodowli nie mogły zachować życia po zanurzeniu w wodzie, gdyż przestawała w nich zachodzić przemiana węglowo-tlenowa).

Życie Ogrodu toczyłoby się przez całą wieczność według tego schematu, gdyby nie ciekawość i spostrzegawczość „Kogoś”. Od czasu do czasu badał on próbki Luszu dostarczanego przez jego Ogród. Nie miał ku temu właściwie żadnego innego powodu poza tym, że zachował jeszcze resztki zainteresowania swoim planem.

Dokonując analizy jednej z próbek, „Ktoś” niedbale sprawdzał emanację Luszu i już miał włożyć próbkę z powrotem do zbiornika, gdy nagle uświadomił sobie Różnicę. Była wprawdzie bardzo niewielka, ale jednak była.

Natychmiast się tym zainteresował. Jeszcze raz sprawdził próbkę. Pośród emanacji zwykłego Luszu wyczuwało się słabe promieniowanie Luszu oczyszczonego, wydestylowanego. To było wprost niemożliwe. Przecież czysty Lusz można było otrzymać dopiero po wielokrotnej obróbce jego naturalnych zasobów. Lusz pochodzący z Ogrodu „Kogoś” wymagał przed użyciem takiego samego potraktowania.

Ale fakt pozostawał faktem – próbka rafinowanego Luszu wykazała tak czyste promieniowanie, że nie należało jej mieszać z substancją w stanie surowym, nie przetworzoną. „Ktoś” powtórzył badanie. Rezultat był identyczny. A więc w jego Ogrodzie działo się coś, czego nie zauważył.

„Ktoś” szybko opuścił „Gdzieś” i powrócił do Ogrodu. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało tak samo jak przedtem. Trwałe podłoże i gazowa powłoka Ogrodu tworzyły bezkresny zielony dywan refleksów odbijających się od rosnących okazów Drugiej Hodowli. Modyfikacje Pierwszej Hodowli rozwijały się w płynnym środowisku zgodnie z Prawem Akcji i Reakcji (wchodzącego w zakres Prawa Przyczyny i Skutku.) „Ktoś” nie zauważył źródła destylowanego Luszu ani na terenie Pierwszej, ani Drugiej Hodowli.

Pierwsze wibracje rafinowanego Luszu (już przetworzonego przez roślinność Drugiej Hodowli) dotarły do „Kogoś” od jednego z okazów Hodowli Czwartej. Błysk promieniowania powstał podczas niezwykłego zachowania się tego osobnika – walczył on na śmierć i życie z innymi osobnikami Czwartej Hodowli. „Ktoś” dobrze wiedział, że taka akcja nie mogłaby spowodować uwolnienia destylowanego Luszu, zaczął więc szukać przyczyny owego zjawiska.

I w tym właśnie momencie odkrył Różnicę. Jednostka Czwartej Hodowli nie walczyła o resztki pokarmu, jakie pozostały ze słabszej jednostki tej samej Hodowli, ani o smakowity liść z drzewa Hodowli Drugiej. Nie walczyła też w obronie własnego życia z atakującą ją jednostką Czwartej Hodowli.

Walczyła natomiast, by ocalić życie trzech swoich nowo narodzonych „dzieci”, które oczekiwały na rezultat walki skulone pod dużym okazem Drugiej Hodowli. Nie ulegało wątpliwości, że to było właśnie przyczyną powstawania błysków destylowanego Luszu.

Podążając tym tropem, „ktoś” posprawdzał, co robią w Ogrodzie pozostałe osobniki Czwartej Hodowli i stwierdził powstawanie podobnych błysków w momencie, gdy inne stworzenia walczyły w obronie swoich „młodych”. Wciąż jednak coś tu się nie zgadzało. Gdyby wszystkie żyjące w tej chwili egzemplarze Czwartej Hodowli podjęły taką akcję, to suma powstałych w jej efekcie rozbłysków destylowanego Luszu nie dałaby nawet połowy tego, co znajdowało się w próbce wyjętej ze Zbiornika. A więc musiała istnieć jeszcze inna przyczyna powstawania rafinowanego Luszu.

„Ktoś” krążył nad Ogrodem, systematycznie przeszukując każdy jego zakątek. W końcu zlokalizował źródło promieniowania wysokogatunkowego Luszu. Szybko udał się w tym kierunku.

I rzeczywiście – w pewnej części Ogrodu, pod dużym liściastym okazem Drugiej Uprawy stała samotnie jedna z eksperymentalnych Modyfikacji Czwartej Hodowli, tych, które miały w sobie Jego Cząstkę. Nie była „głodna”. Nie popadła w konflikt z inną jednostką Czwartej Uprawy. Nie walczyła w obronie swoich „młodych”. No to dlaczego wydzielała tak dużo destylowanego Luszu?

„Ktoś” przysunął się jeszcze bliżej. Skoncentrował się intensywnie na tym stworzeniu – i już wiedział, w czym rzecz. Było samotne! To właśnie stanowiło powód wydzielania przez nie czystego Luszu.

Gdy „Ktoś” odsunął się, znów zauważył coś niezwykłego. Zmodyfikowana jednostka Czwartej Hodowli nagle uświadomiła sobie jego obecność. Upadła na podłoże i zaczęła wić się w dziwnych konwulsjach, wydzielając przezroczysty płyn z dwóch otworów służących do odbioru promieniowania. W tym momencie wytwarzała jeszcze więcej destylowanego Luszu.

To właśnie wtedy „Ktoś” stworzył swoją słynną Formułę DLP (Destilled Loosh Production – produkcja destylowanego Luszu – przyp. tłum.), którą stosuje się w Ogrodzie po dziś dzień.

Rezultat tej historii jest dobrze znany. „Ktoś” włączył do swej Formuły taką zasadę: „…wytwarzanie przez jednostki 4M czystego, destylowanego Luszu jest wywołane przez niezaspokojenie, ale tylko wówczas, gdy niezaspokojenie to wypływa z potrzeb o wyższym poziomie wibracyjnym niż potrzeby zmysłowe. Im większe takie niezaspokojenie, tym większa produkcja destylowanego Luszu…”

Wykorzystując Formułę w praktyce, „ktoś” wprowadził w swoim Ogrodzie drobne zmiany. Są one dobrze znane każdemu historykowi. Wszystkie osobniki podzielił na połowy (aby zrodziło się w nich poczucie samotności, kiedy będą usiłowały ponownie się połączyć, chcąc uzyskać jedność) i zwiększył przewagę okazów 4M. To są dwie najistotniejsze innowacje.

W chwili obecnej Ogród jest fascynującym przykładem wydajnej produkcji Luszu. Nadzorcy już dawno stali się Mistrzami w Sztuce stosowania Formuły DLP. Jednostki typu 4M zdominowały inne gatunki i rozprzestrzeniły się w całym Ogrodzie, z wyjątkiem głębszych części wodnego środowiska. Są one głównymi producentami destylowanego Luszu.

W oparciu o doświadczenie, Nadzorcy wypracowali całą technologię zbierania Luszu z osobników typu 4M, wykorzystując w tym celu pomocnicze narzędzia. Najbardziej powszechne z nich nazwano miłością, przyjaźnią, rodziną, chciwością, nienawiścią, bólem, winą, chorobą, zarozumiałością, ambicją, poczuciem własności, posiadaniem, poświęceniem, a na większą skalę – narodowością, prowincjonalizmem, wojnami, głodem, religią, automatyzacją, wolnością, przemysłem, handlem, i tak dalej. Nigdy dotąd nie było tak wysokiej produkcji Luszu…

60 myśli nt. „Lusz

  1. kiedyś, dawno temu czytalem ta ksiazke. Teoria dot luszu to jeden wielki bullshit.

    Jak dla mnie to jest arhetyp, którego istnienie widzimy tez poprzez film Matrix.

    A dotyczy to zwyczajnie świata. Jesteśmy częścią świata i nasza egzystencja przeplata się z energią reszty egzystencji, ona jest od nas zależna i my od niej, ot zabawa energii, w której żaden proces nie jest stratny tylko przechodzi w inny. Gdzieś głąboko mamy tego poczucie

  2. Teoria luszu, jako dotycząca kontroli przepływu energii staje się dla kogoś sensowna tylko wtedy, jeśli sam potrafi wyczuwać energie lub jeśli posiada wiele informacji z różnych źródeł, które pozwalają „zobaczyć” opisywany przez R.Monroe proces w realnym życiu.

    W samym filmie matrix, nie jest ona tylko archetypem mówiącym o przepływie energii – bo ten, gdy jest naturalny (czyli nie zakłócony przez ukierunkowane oddziaływania), to zapewnia harmonię. Wtedy tej energii jest wszędzie pełno. Teoria luszu natomiast mówi o tym, że pozyskuje się ją w procesie nienaturalnym – stworzonym przez czyjś intelekt a także o tym, że jest to niejako wykańczanie energetyczne istot, z których się tą energię pozyskuje. Mało tego – sam Monroe mówi też o wykańczaniu emocjonalnym, psychicznym, umysłowym itp…

    Matrix (część I) pokazywał jasno wielkie budowle, w których ludzie byli umieszczeni niczym bateryjki. Całe środowisko wokół było kontrolowane po to, by z tych bateryjek móc pozyskiwać energię (lusz). W realnym życiu można część tego procesu zobaczyć, gdy wnikliwie (sic!) obserwuje się chociażby napady złości wśród ludzi w tłumie. Jeśli poczują czyjś dotyk na swoich plecach, najpierw wybuchają złością, dopiero później myślą dlaczego ktoś ich dotknął… Te przykłady można mnożyć…

    Natomiast to, w czyje ręce płynie ta energia jest już tematem, który można eksplorować w inny sposób. Można to zobaczyć, doświadczyć i wtedy się będzie wiedziało. O tym jednak pisać tutaj nie będę…

  3. W tej samej książce (Dalekie podróże) jest wiele ciekawych informacji.

    Na stronie 116-119 w rozdziale „Nowe kontakty” jest przekaz istoty „z drugiej strony”, zaczynający się słowami:
    – Błogosławieni, którzy mnie szukają…
    Odnoszę nieodparte wrażenie, że istotą tą jest Jezus, podniesiony przez chrześcijaństwo do rangi Boga.

    Jest też opisane zdarzenie, gdy Monroe spotyka na stacji wejścia istotę (skręta) bez identu (str.242) .
    Istota ta, jak wynika z kontekstu, nie była wcześniej człowiekiem, a jakimś zwierzęciem domowym. Jednakże – ponieważ na to zasłużyła, inkarnuje teraz jako człowiek.
    W buddyźmie i hinduiźmie spotyka się często ze stwierdzeniami, że także ludzie mogą ponownie inkarnować jako zwierzęta. Ewolucja świadomości, rozwój duchowości nie dotyczy więc tylko zwierząt. No i nie zawsze świadomość wznosi się do góry.

    Ciekawy, choć niezbyt zachęcający jest też opis innej planety (przypływ-zeer – str. 153-158). Występuje tam zjawisko zwane „przypływem” – coś jak falowanie powłoki ziemskiej. Ale jest i bezceremonialne postępowanie tamtejszej policji, czy przywiązanie mieszkańców do „prywatności” (egoizm).

    Interesująco wygląda też wypływające z kontekstu książki przeświadczenie, że kolejne inkarnacje nie muszą następować zgodnie z ziemską chronologią czasową. A więc można inkarnować w XX wieku, a na następną inkarnację wybrać sobie np. średniowiecze czy starożytność. Być może nawet przyszłość. Wszak autor odwiedził ziemię w okresie po roku 3000.
    Zresztą ta wizja ziemi po roku 3000 dodaje mi otuchy. Zastanawiam się nawet, czy jest możliwość, aby po „zejściu” następną inkarnację zrobić właśnie tam, w przyszłości. Inkarnacja jednorazowa, bez „powtórek”. A następnie, już jako mądry i oświecony skręt powrócić w nasze czasy, ot tak na ochotnika, aby pomagać innym.

    Za bardzo cenne uważam uwagi Monroe zawarte w epilogu. Ujawnia on przyczyny ugrzęźnięcia w nałogu do inkarnacji na ziemi. Ale i metody uwolnienia.
    Przy czym to, co on nazywa wypaczeniem instynktu samozachowawczego jest właśnie nachalnie propagowane w oświacie i przez media.

    Zauważyłem też dużą zbieżność jego opisu rzeczywistości niefizycznej z wieloma innymi relacjami dotyczącymi „zaświatów”.

    Na pewno jednak jest to bliższe faktycznemu stanowi rzeczy niż uproszczona chrześcijańska wizja sądu ostatecznego, piekła i nieba.

  4. @ ZmiAnioł: jest jeszcze taka technika wampiryzmu energetycznego, która polega na wzniecaniu emocji wśród ludzi. Nie robią tego żadne ufoludki, lecz nasi bliźni z krwi i kości. Są to osoby, które nazywamy „toksycznymi”. Taka osoba, jak nic się nie dzieje, czuje się niepotrzebna, zapomniana i lekceważona. Ale jak wkurzy całe otoczenie i wznieci zadymę, wtedy znajduje się w centrum uwagi. Lepiej być obiektem złości, niż być ignorowanym. To takie małe Hitlerki i prawdziwe Hitlery. Przy okazji taki „nachapie się” złej energii od otoczenia i ma napęd do życia.

    Znam też osoby ze świata „ezoterycznego”, które żywią się złymi emocjami. Te osoby bardzo często prowadzą kursy „rozwoju duchowego” (piszę to wszystko w cudzysłowie, bo ani to ezoteryka, ani duchowość), w czasie których wzbudzają irytację lub wręcz złość kursantów. Czekają tylko, aż ktoś zareaguje i wtedy zaczynają tę osobę obrażać, poniżać i wdeptywać w ziemię. Oczywiście rodzi to złe emocje nie tylko napadniętego, ale całej grupy. I o to chodzi. Osoba prowadząca kurs jest w swoim żywiole i może „wampirować” do woli. Miałam dwoje takich wykładowców. Pani była na stałe, a pan przyjechał tylko na gościnne występy. Na szczęście, bo gdyby był stałym wykładowcą, to ja pewnie bym zrezygnowała.

    @ Andrzej101: a skąd wiesz, czy nie jesteś tu na ochotnika jako pozytywny „rewolucjonista” z przyszłości? Z tego co wiem, obecnie wielu jest tu z taką misją.

  5. @Astromaria: czy masz jakieś konkrety na temat tych z przyszłości? Gdzie można coś na ten temat się dowiedzieć? Ja na pewno do nich nie należę – zbyt dobrze siebie znam.

  6. Tu nie ma konkretów. Konkrety masz tylko w materialistycznej nauce. Tu są tylko „intuicje”. Czyli masz książki Monroe, relacje ludzi z astralnych podróży, niektóre channelingi itp. Oczywiście dla materialisty to żadne dowody, ale nie widzę powodu, żeby to odrzucać. To tak, jakby odrzucać „wiarę” w kolory, gdy jest się wśród samych daltonistów.

  7. @ Astromaria: sęk w tym, że bardzo często za tym, co nazywamy „wampiryzm energetyczny” kryje się coś gorszego… Osoba, która czuje się samotna lub ma częste wybuchy złości to prawie na pewno ktoś, kto albo jest pod silnym atakiem pewnych sił (…) albo już tym siłom uległ. Temat nie jest zbyt ciekawy. Myślimy, że sami stanowimy swoje życia, tymczasem tylko nieliczni kontrolują w pełni swe myślenie, emocje; energie… Innymi słowy: drugie dno. I opis luszu jest dobrym opisem dla tego dna… A tematu „innych sił” wolę tutaj nie rozwijać. Naprawdę 🙂

  8. Szkoda… Nie zrozumiałaś mnie. Nie poddaję Twojej wypowiedzi w wątpliwość, nie domagam się „dowodu”, chciałbym jedynie takiego skręta, po takiej szkole, poznać. Myślałem, że być może masz jakiś namiar.
    To wszystko.
    A w materialistycznej nauce też nie ma samych „konkretów”. Kosmologia na bardzo wątpliwych „dowodach” i „konkretach” jest zbudowana. Wszystko po to, aby udowodnić, że istnieje tylko świat fizyczny, materialny.

  9. Myśl, że jestesmy tworami dla Kogoś, kto karmi się naszym nieszczęściem bycia samotnym jest mało pocieszająca. Mało tego, samotność w rodzinie to już koszmar. Ale może właśnie dlatego ( przeoczenie? ) powstała siła poczucia przetrwania i naprawienia tego zła. Tylko skąd ta siła i z czego powstała ? Mobile z Ogdodu ne 6. ( 5-tka jest przejściowa )Jestem w szoku…. ale damy radę.

  10. My karmimy się „kimś”, a „ktoś” inny kami się nami. To się nazywa „łańcuch pokarmowy”. My nie jesteśmy na jego szczycie, nawet tu, na ziemi, bo nami, gdyby tylko mogły, karmiłyby się np. lwy. A są głodomory postawione jeszcze wyżej. Jaka jest na to rada? Zagłodzić pasożyta. Medytować, stosować duchowe uzdrawianie, doprowadzić się do stanu takiego wyciszenia, żeby pozbyć się niezdrowych emocji. Promieniować miłością do każdego stworzenia, od mróweczki po słonia. Miłość jest prawdopodobnie anty-luszem i bardzo nie smakuje amatorom złych emocji.

  11. pięknie powiedziane – zagładzać pasożyty

    nie wiem, czy ze mną wszystko okey ?

    hymny pochwalne wygłaszam pod adresem autorki bloga, ale to co napisałaś Mario, to trafione w samiutkie sedno, hej !

    i niech energia WIOSENNYCH FLUIDÓW, ODNAWIAJĄCYCH ŻYCIE przepędzi wszelki lusz na cztery strony świata, z naszą pomocą

  12. Tak naprawdę, to mi „tamtych” szkoda. Zarówno kosmitów złych bogów (ponure musi być życie w ich świecie nienawiści) jak i ich ziemskich wykonawców. Gdy wyobrażę sobie, jaką karmę „nasi ziemscy pasterze” sobie szykują, to nie chciałbym jej za wszystkie ich skarby i władzę na ziemi.
    Można robić im fajną dywersję – ich lusz zanieczyszczać wibracjami serdeczności, współczucia i miłości. Przecież to dla nich tak samo niestrawne i szkodliwe, jak dla nas GMO. Podsyłam więc im anty-lusz miłości z nadzieją, że dostaną niestrawności a może nawet kosmicznej sraczki. Sami zaczną wtedy sadzić pożyteczne ziółka.
    Poza tym życzę im wszystkiego dobrego, szczęścia, miłości, radości!
    No i co, że im taki lusz nie smakuje? Nie moja wina, niech go nie żrą. Jak zdechną z głodu, to nie będą mogli mówić, że przez to, że byłem chytry.
    Ja im żarcie wysyłałem, oni sami go nie chcieli.

  13. Zaraz, zaraz….. a jak na ziemi będzie już panowała tylko miłość, przestaniemy być dostawcami luszu, przerwie się łańcuch pokarmowy, to kto przetrwa: my czy „Oni z Gdzieś”? A może rozpoczęła się już „produkcja” innego ?

  14. Przy obecnej świadomości ludzkości nieprędko zaczniemy produkować tę miłość. Ale… kto wie. Powiadają, że jeśli przebudzi się owa „setna małpa” sprawi to, że na Ziemi wywoła to kwantowy skok rozwoju świadomości. Wielu ludzi śpi, ale nie dlatego, że są źli lub głupi. Oni po prostu są nieświadomi. Jeśliby się dzięki temu nagle ocknęli, byłby to prawdziwy cud.

  15. Wiolma, Oprócz złych „Onych” są i dobrzy. Dobry lusz jest na naszą korzyść! Brak złego luszu zagłodzi złych „Onych”. A o to właśnie w tym cyrku chodzi.
    Astromario, ja jestem małpą nr 99. Jeszcze jedna i do roboty…

  16. Pewnie tak jak i w ziemskim życiu, tak i w życiu duchowym we wszechświecie nic nie jest proste i oczywiste. Zapewne tak jak jesteśmy „zmuszani” do złego luszu, tak i zapewne odbieramy sygnały do luszu dobrego. Zdecydowanie łatwiej „produkować” zło bo ono wynika z naszego egoizmu, trudniej być dobrym. Z czego to upragnione dobro wynika? Z poczucia bycia szczęśliwym? A co nam daje szczęście? Zaspokojenie naszych egoistycznych postaw? A co z tymi, których ranimy, bo zaspokajamy nasze ego i jesteśmy szczęśliwi i dostarczamy dobry lusz?

  17. No właśnie, wszystko jest względne. To, co jest dobre wcale takie być nie musi, nam się tylko wydaje, że coś jest dobre. Często tylko budujemy swoje ego, żeby poczuć się dobrze: jacy to my jesteśmy świetni, dobrzy, współczujący albo jak bardzo brzydzimy się złem. Wczoraj obejrzałam kilka występów dobrego katolika, walczącego z grzechami, czyli Cejrowskiego. Ileż radości temu facetowi sprawia zapraszanie do studia i bezwzględne upokarzanie „grzeszników”, z jaką pasją mówił o konieczności zabijania tych, którzy grzeszą dokonując aborcji. A publiczność wprost wyła z uciechy ile razy nazwał kogoś dokładnie tak, jak ten ktoś zasługuje, bez politycznej poprawności. Myślę, że wszyscy tam produkowali lusz, zarówno ci poniżani i opluwani, jak i sam Cejrowski, który aż rozkwitał ze szczęścia i uciechy.

  18. @4
    To juz kolejny raz trafiasz w samo sedno. Mam taka osobe w swojej pracy. Znudzil jej sie dotychczasowy zawod i szkoli sie w „couchingu”.Ma zamiar zostac wykladowca w kursach rozwoju duchowego oraz motywowac ludzi do czegos tam. Takiej manipulantki i intrygantki dawno nie spotkalam w swoim zyciu. Wspolczuje kursantom.Ja juz nauczylam sie co nieco radzic sobie z takimi osobnikami, wiec ja po prostu ignoruje.I to jest to co ja doprowadza do bialej goraczki.A ja mam swiety spokoj.I juz nie wzbudza we mnie zadnych emocji.

  19. @17
    Moim zdaniem WC odgrywa swoja role po to,zeby zrealizowac swoje cele. Osobiscie w te jego przekonania nie wierze, zbyt to jest na pokaz i pod publiczke.

  20. Astromaria: „Jaka jest na to rada? Zagłodzić pasożyta.”
    No właśnie – łańcuch pokarmowy. A jeżeli niżej w łańcuchu pokarmowym dojdą do tego samego wniosku ? Może drzewo owocowe też nie lubi jak się zrywa z niego owoce i traktuje to tez jako pasożytnictwo ? Podany przez Ciebie rozwiązanie może być, więc przejściem do stanu nie istnienia czegokolwiek. Problem jest taki, że nic o rzeczywistości, tak naprawdę nie wiemy. Nie znamy np. przyczyny zła, a różne teorie na ten temat doprowadzają tylko do podziałów i często jeszcze większego zła.

  21. Tak już urządzony jest ten świat, że (podobno) nie możemy żyć bez jedzenia, czyli życia cudzym kosztem. Bardzo jednak możliwe, że możemy. Podobno są ludzie, którzy energię czerpią ze słońca – niedawno mówiliśmy tu o indyjskim joginie, który od 70 (chyba) lat nie je i nie pije, a żyje. Gdyby udało się ludzkości osiągnąć ten stan, znikłby problem zabijania zwierząt, a nawet zrywania jabłek z drzew. Może do tego właśnie dążymy?

  22. Ale żeby osiągnac taki stan trzeba chyba całymi dniami medytowac. I nie wiem czy to by się udało. Takie zdornosci są bardzo rzadkie. Nie wiem czy komuś udało się tą zdornośc wycwiczyc?

  23. Nie wiem, czy trzeba. Są tacy, którzy twierdzą, że osiągnęli ten stan. Tego jogina badali w szpitalu. Był odcięty od świata i pod stałą obserwacją i udowodniono, że faktycznie nie je i nie pije. Nie wiem, czy cały dzień medytuje, ale nie sądzę.

  24. Ja też raz oglądałem program na dwójce. Było o młodym chłopaku Buddyście ,i też nie jadł i nie pił, ale on cały dniami medytował. Mówił że przez medytacje osiągnął taki stan. Tego chłopaka tez badali lekarze. nie wiem czy przez medytacje to osiągnął. Wiele dróg prowadzi do Rzymu. Byc może jest wiele metod żeby to osiągnac. Przecież są stygmatycy którzy też nie jedzą i nie piją. Choc oni mówia że to opłatek( rzekome ciało chrystusa) daje im taką możliwośc. Ja sądzę że to ich wiara daje taką możliwosc u stygmatyków. Oni poprostu wierzą całym sobą że opłatek zaspokoi ich potszeby z żywieniem i piciem. I to poprostu koduje się w podsiadomości. A przecież podswiadomośc ma ogromny potencjał. A jeżeli chodzi o joginów. Za bardzo to nie wiem. Za małą mam wiedze na temat jogi. To jednak słyszałem że jogini przejawiali takie zdorności od zawsze.

  25. W Australii zyje kobieta,nazywa sie Jasmuhheen, ktora takze nie je juz od chyba 1993 roku. Jej celem jest rozpowszechnienie tego tematu po swiecie. Opracowala 21-dniowy proces, jak tego dokonac. Pisze ksiazki (czytalam jedna, bardzo ciekawa)jezdzi po swiecie, robi wyklady i wielu za pomoca 21-dniowego procesu juz sie tego nauczylo. Na youtube jest duzo na ten temat.

  26. SZKODA ŻE NIE UMIEM ANGIELSKIEGO. ASIU NIE WIESZ CZY JEJ KSIĄZKI SĄ W JĘZYKU POLSKIM?

  27. Ludzi niejedzacych na naszej Planecie jest co raz wiecej.”Inedia” jest to nazwa lacinska oznaczajaca zycie bez jedzenia.Osoby niejedzace w jezyku angielskim nazywaja sie „breatharianie” lub „waterianie”.
    W Ekwadorze zyje malzenstwo Camila i Akahi.Od kilku lat sa niejedzacymi i teraz spodziewaja sie dziecka.Bardzo ciekawy film o nich tlumaczony rowniez na jezyk polski.
    http://suprememastertv.com/bmd/?wr_id=739&url=link1_0&page=1#v
    ich strona:http://www.akahmi.com/bio.html
    http://www.akahiycamila.blogspot.com/

  28. Astromario, nawet jak nic nie będziesz jeść to i tak musisz wyrywać roślinki, żeby ci przed domem nie wyrosła puszcza.

  29. Mario zgłaszam się na 100-tną małpę !!! :), i niech się stanie!

    Marku jeśli zmienić koncepcję domu, to wyrywanie roślinek może być zbędne.

    Tak czy siak buziaki dla Wszystkich!

  30. Witam Kochani…

    Czytałem te książki dr.Roberta A. Monroe, ale nie jestem zachwycony wizją takiego Świata jaką widział w astralu, (a który ma być za 1000 lat, jeśli dobrze pamiętam), bycia jakąś kulką energii przywdziewającą różne skóry, ludzkie, lub zwierzęce, pochowane gdzieś tam pod drzewami. To nie dla mnie. :-/ Owszem byłoby to dobre, gdyby można przybierać każdą formę jaką się zechce i na jakiejkolwiek Planecie, ale bez potrzeby istnienia tych ubranek ze skór, pojawiać się lub znikać. Byłoby wtedy bardzo zabawnie, hehe… Wyobraźcie sobie parkę, zamianę płci w oka mgnieniu, albo błyskawiczna zmiana formy na groźne drapieżne zwierzę, ( było tam coś takiego jak przywdział ubranko jakiejś ryby i uciekał przed rekinem ) tak dla draki, zabawa i ubaw po pachy, hehe… Wydaje się że powinno być tyle Światów ile ludzi, bo każdy ma swoją wizję Świata i jeśli prawdą jest że my je tworzymy, to tak może być . W każdym bądź razie póki tego nie doświadczymy, możemy tylko spekulować. Ale wszystko przed nami… 🙂

    PS.
    A ta produkcja luszu …jakoś też mnie nie zachwyca. :-/

    Pozdrawiam Wszystkich.
    Mieczysław

  31. To wcale nie jest zachwycające (ten lusz), ale kurczę blade wyjaśnia parę problemów nękających tę ziemię.

  32. W kwestii życia bez jedzenia, to wiem na pewno, że można przesyłać pewne substancje za pomocą wahadła (wibracje substancji). Skoro można przesyłać i korzystać z energii pierwiastków/związków chemicznych – to tak samo można przesyłać/korzystać z energii jeszcze bardziej złożonych związków. A na pewnym poziomie nie jest już do tego potrzebne wahadło. Zresztą w pewien sposób każdy z nas jest w stanie czerpać energię ze słońca. Jeżeli wyjdziemy na słońce, to nagrzeje ono nasze ciało i w ten sposób nie będziemy już tracić energii na jego ogrzewanie do 36.6 stopni. Tym samym wystarczy nam mniej jedzenia. To oczywiście duże uproszczenie – ale jakby nie patrzeć jest to czerpanie energii do pewnych procesów życiowych z innego źródła.

    Pozdrawiam serdecznie
    Dev

  33. Witajcie w moim świecie, jesteście tylko moim snem. Niczym więcej. Solipsyzm.

  34. @Unimatryca

    Soli psy z miast, a miał posłodzić koty ze wsi. Daj spokój…

  35. @ Unimatryca: w dzisiejszym świecie każdemu można dorobić jakąś psychozę, a następnie zmusić go do leczenia. XXI wiek będzie końcem ery filozofii, a filozofowie będą uznani za czubki. W psychiatrii to się nie nazywa solipsyzm, lecz zespół Cotarda i to się leczy. Serio. Bertrand Russel miał szczęście, bo dziś za to zdanie wsadziliby go w kaftan:

    W pewnym sensie trzeba przyznać, że nigdy nie zdołamy dowieść istnienia innych rzeczy niż my sami i nasze doznania. Hipoteza, że świat składa się ze mnie, z moich myśli, uczuć i wrażeń, zaś wszystko inne jest zwykłym wymysłem, nie prowadzi do żadnego logicznego absurdu. (…) Założenie, że całe życie jest snem, w trakcie którego stwarzamy wszystkie napotykane przedmioty, nie jest logicznie niemożliwe.

    Dożyliśmy naprawdę dziwnych czasów. Obawiam się, że jak tak dalej pójdzie kompozytorów i powieściopisarzy też będzie się leczyć. Bo jeśli ktoś słyszy / zmyśla coś, czego nie ma, to musi być chory.

  36. @Astromaria

    Sądzę, iż „Unimatryca” wrzucił/a nam tutaj ochłap myślowy, pokazujący wyższość jej świadomości nad naszą (ułomnych, komentujących ten blog), więc nie dotrzesz na jej poziom, skoro nie pojmujesz, że jesteśmy tylko projekcją senną Wszechświata. Ona wie, czego Ty nie wiesz. Daj spokój… 😉

  37. prawda jest taka ze to nasze zycie wyglada tak(prawdopodobnie)jak to przedstawil rob monroe,sami sie w to uwiklalismy,nie jestesmy tu z woli jakiegos boga,nie doskonalimy sie tutaj na ziemi,cala egzystencja jest niestety nieuporzadkowana zarowno w tym jak i w innych wymiarach,bedac(bywajac)czlowiekiem jestes wykorzystywany(lusz).gdzie indziej tez tak moze byc.monroe pisal rzeczowo a bruce moen to juz bajkopisarz zerujacy na znajomosci z monroe.podroz do ojca ciekawosci to bzdety.bog wysyla nas- sondy w przestrzen by poznac niepoznane,ktore sam stworzyl,pewnie on(moen) za duzo mysli a nie jest to jego mocna strona,a moze za mocne skrety pali?co by jednak nie bylo nie wierzmy w jakis rozwoj duchowy itd.jest wiele roznych teorii,bylo wielu roznych prorokow i nauczycieli,wszyscy pomarli(na smierc jak narazie nie ma charta,co?),niektorzy haniebnie,chyba nie bylo takiego ktory byl godnym ambasadorem swojej nauki czy sciezki zycia,zazwyczaj rady byly dla sluchaczy,oni nie mogli zaprezentowac efektow swojej nauki bowiem napotykali rozne wielkie przeszkody,ale my powinnismy podazac za ich naukami bowiem sa to zacne drogowskazy.ech,szkoda gadac.

  38. Jedyną przyczyną wszystkich nieszczęść tego świata jest ignorancja. Na ludzką głupotę nie ma leku. Dlatego ludzie siedzą w tym Matrixie od początku świata i będą siedzieć do końca świata. Nie ma nadziei, żeby ludzkość jako całość została „zbawiona” czy wyzwolona. Wyzwolić się mogą tylko jednostki. Rozwój to indywidualna ścieżka. I bardzo samotna.

  39. Drogi „Mirku”, czytając to, co napisałeś – można odnieść nieodparte wrażenie, że próbujesz zniechęcić ludzi do „rozwoju duchowego”, którego wg. Ciebie – nie ma. Więc wniosek prosty, że skoro tak – to nie ma sensu się starać, nie ma sensu być dobrym człowiekiem, zostaje nam pić, swawolić, kraść i popełniać wszelakie zbrodnie – bo „hulaj dusza piekła nie ma”. Czy to nam chciałeś przekazać?

    Można stwierdzić, że piszesz jak typowy zarządca od zbierania luszu, który bardzo pilnuje, by ktoś się przypadkiem nie wyłamał z hodowli – taki wniosek jednak zakrawać może na paranoję. Ograniczę się więc do zauważenia, że w mętliku rozmaitych twierdzeń i poglądów można się istotnie pogubić. Oto co robię ja, gdy czuje się zagubiony – po prostu wracam do początku, do źródła. Co uważam za źródło? Ponadczasowe stwierdzenie „po czynach ich poznacie”. Możesz sobie do woli drwić i szydzić z „nauczycieli duchowych” – faktem jednak jest, że każdy z nas bezpieczniej poczuje się w grupie Buddystów lub Joginów – niż w grupie kiboli lub na dyskotece. Skoro rozwoju duchowego nie ma – to jakim cudem Dalaj Lama tak bardzo różni się od hitlera? Nawet jeśli „rozwój duchowy” nie istnieje, lub uważasz go za bezsens – to ja sobie pozwolę skromnie kroczyć tą ścieżką – póki co zyskałem tyle, że nikt nie powie o mnie, że zrobiłem mu krzywdę – a to dużo…

    Pozdrawiam
    Dev

  40. @ devoratus i @ Mirek: „Oni” chcą, żebyśmy myśleli, że żadnego rozwoju nie ma i że jesteśmy tu uwięzieni na wieki wieków i że nic nas nie uratuje ani nie wyzwoli. Chcą tego, bo to nasza wiara nas tu trzyma. W momencie, kiedy uświadamiamy sobie ten fakt zaczynamy kombinować, jak się wymotać i wystrychnąć na dudka tych „nadzorców”. I wtedy właśnie zaczyna się rozwój duchowy. Niektórzy nauczyciele mogą pomóc, a inni zaszkodzić, więc trzeba mieć trochę intuicji i rozumu, żeby odróżnić jednych od drugich. I najważniejsze – zawsze trzeba pamiętać, żeby służyć Bogu, a nie bytom demonicznym, które sączą słodkie bajki o miłości i wyzwoleniu, żeby uśpić czujność delikwenta i wpuścić go w maliny.

  41. czesciowo sie z wami zgadzam,jestesmy tutaj na ziemi uwiezieni,czlowiekiem nie jestesmy lecz bywamy,nie natrzasam sie z duchowych nauczycieli,ale jest i bylo ich tak duzo,mowia tak rozne rzeczy,czasami bardzo odmienne.nie krzywdzic innych po prostu dla zasady,tutaj nie potrzeba zadnego boga,zreszta kim on jest?tylu ich jest,mysle ze w tym naszym polozeniu to bardzo odlegla idea.jak juz sie stad wyrwiemy to pewnie ponownie sie w cos uwiklamy,jak powiedzial monroe-nie ma odpoczynku,dla dobrych i dla zlych.mysle ze idea boga jest nam podsunieta przez „zarzadcow”,jesli on jest to nie potrzebuje naszych modlow,poklonow,unizenia,chwaly.angazujemy sie w jakies dogmaty czy poglady i idziemy z nimi przez zycie rozpraszajac sie i nie dostrzegamy istoty sprawy.musimy pozbyc sie religii,wierzen,potrzeba pozbyc sie pragnien,checi posiadania,to nas tu trzyma,a nie jakis bog nas tu postawil bysmy byli szczesliwi ale na skutek grzechow odlaczylismy sie i chodzimy po omacku.stworzono nam(stworzylismy)roznych bogow podobnych do nas,sa sprawiedliwi,milosierni,czasami msciwi,tak naprawde co mozna powiedziec o bogu,czy ktos widzial,czul,a moze to nadswiadomosc,braco nie wypowiada sie na temat boga a cos tam robi,mysle ze to madry gosc.
    pozdrawiam.

  42. Nie myl Boga z religią i z bożkami. Wyrzeczenie się pragnień jest taką samą ściemą, jak hedonizm. W tym blogu zalecam drogę środka. Między ascezą a rozpasaniem jest normalność. I tego należy się trzymać. Żyjąc w zimnej jaskini bez wody i żarcia nie osiągniesz niczego. Bijąc pokłony egregorom również niczego nie osiągniesz. Ale pobierając prąd owszem.

  43. Cytat z „Aktywnej strony nieskończoności” Carlosa Castanedy: „Przewrót czarowników – ciągnął – polega na tym, że odmówili oni honorowania umów, w których nie byli stroną. Nikt mnie nigdy nie pytał o to, czy nie zgodziłbym się zostać pożarty przez istoty o odmiennym rodzaju świadomości”. ODMÓWILI HONOROWANIA UMÓW, KTÓRYCH NIE BYLI STRONĄ! To jest klucz do zrozumienia sytuacji człowieka na ziemi!!! Wmówiono nam, że obowiązuje nas jakieś prawo karmy, lekcje, nauki itp., więc musimy się wcielać w nieskończoność, żeby odpokutować, zadośćuczynić, posiąść zrozumienie itp. To nieprawda! My to robimy tylko dlatego, że uwierzyliśmy, że musimy, bo obowiązuje nas jakaś umowa. Ale my nie podpisywaliśmy żadnej umowy! My tylko wierzymy, że musieliśmy ją podpisać, bo inaczej przecież byśmy tu nie pokutowali.

    To samo jest z polityką: wierzymy, że uczestnictwo w wyborach jest PRZYWILEJEM i że władza ma prawo czuć się władzą, czyli rządzić, tworzyć prawa, opłacać ZOMO, ORMO i policję, której obowiązkiem jest pałowanie nas i ograniczanie naszej wolności. Czyli nasz przywilej polega na tym, że sami możemy wybrać sobie tyrana i psychopatę, który będzie niszczył nasze szczęście.

    Nasze prawa są niezbywalne. Dostaliśmy je od samego Boga z racji urodzenia się jako ludzie. Prawo (cywilne, karne i każde inne) jako takie jest zupełnie nielegalne. Co oczywiście wcale nie znaczy, że mordowanie i kradzieże są dozwolone. Ludzie mają prawo ustanawiać normy współżycia w grupie (np. „sr… z góry na balkon sąsiada jest zakazane”) oraz sądzić i karać przestępców, ale sądownictwo już dawno się zdegenerowało i działa przeciw ofiarom.

    Ludzkość została zaatakowana przez pasożyta. Jesteśmy organizmem, który robi sobie kuku dlatego, że nie sterujemy sobą sami, według kryteriów tego, co dla nas najlepsze, lecz jesteśmy sterowani przez pasożyta, zgodnie z tym, co jest korzystne dla niego.

    Zrozumienie tej prostej prawdy (że nie podpisywałeś żadnej umowy) jest początkiem wyzwolenia.

  44. nie chozi o to aby sie czegos wyrzekac,po prostu jem bo musze (chociaz moze niekoniecznie),nie moge czegos osiagnac?sram na to,ide dalej,stoikiem jestem z koniecznosci.zero emocji,takie zycie.czy to milosc, zlosc,szczescie,gniew,to sa emocje a to juz lusz.nie odejdziesz o krok dalej jak nie porzucisz skarbow.na temat egregorow nie wypowiadam sie poniewaz nie wiem co to znaczy.co do tej umowy to bardzo madra mysl,kastaneda to przenikliwy gosc byl,ale pamietam tez ze groening mowil cos o karmie,dlugach ktore on za nas splaci,chociaz mogly to byc slowa grete hausler o nim,dlatego uwazam ze prad byc moze jest,ale cala nauka (pomijajac kwestie pobierania sily),troche dziwna.pobierasz sile ktora dziala,to jest sila twojej wiary czy boza sila,bo co bozej sile przeszkadza twoja niewiara?mahendra kumar trivedi(to taki zyjacy obecnie hindus), powiedzial:ta inteligentna sila sila sama wie co robic i dziala niezaleznie od tego czy ktos w nia wierzy czy nie.on tez przekazuje taka sile i powiada ze pochodzi ona od boga,ale nie sprzedaje jej za wiare. moze troche za mocno powiedzialem ale tak to obecnie widze.

  45. Ta inteligentna siła sama wie, co ma robić – dokładnie! Ale czasem nie działa. Dlaczego? Bo ludzie sami sabotują swoje szczęście, wierząc np. że Bóg się na nich gniewa i nie daje im prądu. To oczywiście nieprawda, ale co można zrobić, jeśli ktoś sam chce sobie szkodzić?

  46. Troche mam wrazenie, ze cala ta dyskusja jest omawianiem wyjetego totalnie z kontekstu calosci fragmentu. Po pierwsze pamietac trzeba , ze ksiązki Monroea, sa spisana historia jego wlasnej podrozy do poznania a nie objawianiem prawdy. Czyli to zbior lekcji przeznaczonych dla niego i przez niego interpretowanych..czesto wg mnie zle zreszta. Dostawal lekcje odpowiednio do konkretnego etapu wlasnego rozwoju i juz sam ten fakt dyskwalifikuje branie doslownie wszystkiego co sie tam przeczyta, ze juz o mozliwosciach prawidlowej interpretacji wyrwanego fragmentu jego skomplikowanej drogi nie wspomnę. Ponizej cytat , ktory wyjasnia chyba wszystko – dotyczy tej wlasnie roty o luszu, informacje te dostal Monroe gdy jeszcze wychodzil z ciezkiego szoku, niczym Neo z Marixa hehe.

    INTERPRATACJA TEGO, CO STALO SIE NA ZIEMI A O CZYM MOWI ROTA – NIE JEST PRAWDZIWA. DOBRZE WIESZ, JAK TRUDNO DOKONAC PRAWIDLOWEJ OCENY Z PERSPEKTYWY ISTOT NIE NALEZACYCH DO RZECZYWISTOSCI CZASOPRZESTRZENNEJ, JAK TRUDNO SPOJRZEC NA LUDZKIE I ZIEMSKIE WARTOSCI Z INNEGO PUNKTU WIDZENIA NIZ ZIEMSKI

  47. Ja tę Rotę traktuję jako alegorię, a nie jako prawdę objawioną. Zamieściłam ją tutaj, bo ten blog czytają ludzie myślący, którzy porzucili etap przyjmowania czegokolwiek na wiarę. Jest to ciekawa wizja i wcale nie taka do końca nieprawdziwa. Wiele wskazuje na to, że ludzkość jest hodowlą, że ktoś doi nas z energii i że większość ludzi nie ma pojęcia o tym, że ktoś może sterować tym cyrkiem, zwanym życiem na Ziemi. My nic nie wiemy, żyjemy jak w platońskiej jaskini. Słowem: tkwimy w Matrixie. My tu staramy się z tego przebudzić, ale wciąż widzimy tylko cienie na ścianie.

    Kiedyś wydawało mi się, że wiem, a teraz wiem, że nic nie wiem.

  48. Matrix akurat definiuje wyłącznie moim zdaniem rzeczywistości materialną nas bezposrednio otaczającą a nie stricte duchową czy kosmiczną. Jestesmy hodowla, zgadzam się w 100%….tylko, ze hodują ludzi po prostu inni ludzie. Nie jest to żaden wpływ sił kosmicznych, złych energii czy jak tam to nazwać a zwykłe skurwysyństwo , które wykluło system pasożytów żerujących na krzywdzie innych. Jest to efekt wolnego wyboru połączonego ze złymi intencjami i możliwościami działania, które żadne władzy jednostki wykorzystują do bawienia sie w Bogów juz na ziemi.
    A Lusz …lusz finalnie jest po prostu miłością, – to , że my jesteśmy głównie zdolni do produkcji nienawiści to nie wina stwórców a wykonawców. Ludzie mają pretensje do Boga a powinni miec je przede wszystkim do siebie. Analogicznie idąc tropem takiego rozumowania , myśląca logicznie matka w dzisiejszych okropnych czasach teoretycznie powinna się 100 razy zastanowić czy w ogóle rodzić dziecko. Bo przecież stwarza istotę, która kocha , a finalnie wystawia ją na działanie sił , o których doskonale wie, że są niszczycielskie, złe i chore. Gdzie tu sens i logika można zapytać. Nie kocha swojego dziecka, że wydaje je na pastwę okropieństw świata z pełną swiadomością tego czynu??? Ewolucyjny pęd do rozwoju gatunku zadziałał jako jedyny bodziec ???….Odpada, specjalnie zaznaczyłem, że chodzi o matke myślącą. Jeżeli by uznać rodzinę jako pewnego rodzaju autonomiczną hodowlę , to jakiej energii się spodziewasz od własnych dzieci? Jaka energia spowoduje, że poczujesz się najwspanialszym stwórcą na ziemi? Oczywiście , że miłość. I nikt o zdrowo myślącym umyśle Cie nie posądzi , że hodujesz sobie dzieci z jakiś ukrytych niecnych powodów, bo oczekujesz od nich żeby wytwarzały swoim życiem miłość a nie nienawiść. Reasumując pretensje do Boga za ten cyrk wkoło to chyba nie ten adres jednak.

W tym blogu komentarze są równie ważne jak teksty na stronie głównej, dlatego bardzo proszę o trzymanie się tematu! Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku. Jeśli Twój komentarz się nie ukazał przeczytaj zasady komentowania bloga (patrz strony na górze bloga). Komentarze nie na temat będę kasować, a awanturników banować!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s