O tym, czy żyjesz czy jesteś martwy będzie decydować tylko 2 lekarzy

O tym, że Wałęsa to Bolek wiedzą wszyscy od dawna. Dlaczego więc nagle media podniosły wokół tej oczywistej oczywistości taki potworny jazgot? W przypadku każdej niezrozumiałej wrzawy należy zadać sobie pytanie: co władza chce ukryć przed narodem? Jaką przykrą niespodziankę maskuje się tematem zastępczym?

Może chodzi o to, że teraz lekarze będą bogami decydującymi w demokratycznym (ale zaledwie dwuosobowym) głosowaniu, kogo uznają za żywego, a kogo za martwego?

Sejm pracuje pełną parą, a jeden z punktów (druk nr 1212) brzmi następująco:

projekt dotyczy przeniesienia przepisów dotyczących stwierdzenia zgonu wskutek trwałego nieodwracalnego ustania czynności mózgu, jak również wskutek nieodwracalnego zatrzymania krążenia, z ustawy z dnia 1 lipca 2005 r. o pobieraniu, przechowywaniu i przeszczepianiu komórek, tkanek i narządów do ustawy z dnia 5 grudnia 1996 r. o zawodach lekarza i lekarza dentysty oraz wprowadzenia zasady,trwałe nieodwracalne czynności mózgu oraz nieodwracalne zatrzymanie krążenia przed pobraniem narządów ma stwierdzić dwóch lekarzy, posiadających określone w ustawie specjalizacje, co jest zgodne z zasadami stosowanymi w innych krajach na świecie.

Jeszcze niedawno ofiarę wypadku ratowało się wszelkimi dostępnymi metodami. Po udanej reanimacji kładło się ją na OIOM-ie, pod tlenem i respiratorem, podawało się jej krew i leki, ponieważ celem medycyny było ratowanie życia i zdrowia.

Obecnie ofiarę wypadku traktuje się jak magazyn cennych części zamiennych. To się opłaca o wiele bardziej, bo do podtrzymywania życia ofiary wypadku dopłaca się, a jej wypatroszenie i sprzedanie jej podrobów na wolnym, medycznym rynku przynosi duży zysk.

Przypomnę, że służba zdrowia została urynkowiona, szpitale muszą zarabiać, a ich akcje są wystawione na giełdzie papierów wartościowych. Dlatego biznes musi się kręcić! To, co jeszcze niedawno było odwracalnym zatrzymaniem akcji serca lub śpiączką, z której ludzi się wyprowadzało dzięki osiągnięciom nowoczesnej medycyny dziś stało się zgonem. Nawet zwykła utrata świadomości może się skończyć orzeczeniem śmierci i utylizacją podrobów.

Większość ludzi nie ma pojęcia o tym, że domyślnie każdy jest dawcą organów, czyli w razie utraty świadomości i związanej z tym niemożności zaprotestowania ani wyrażenia woli lekarze mogą go opróżnić z narządów bez pytania rodziny o zgodę.

Zdziwieni?

Dla większości ludzi ta prawda jest tak szokująca, że nie są w stanie w nią uwierzyć!

Przecież, jeśli nie podpisuję zgody na to, by oddać swoje organy, to znaczy, że nie wyrażam na to zgody. Jeśli jest inaczej, to znaczy, że coś jest nie tak. Dlaczego coś takiego mam podpisywać? Nie zgadzam się też, by ktoś decydował za mnie. Nie myślę tak dobrze o ludziach. Nie ufam, że ktoś podejmie właściwą decyzję. (…) Nie będę się zgadzać z takimi uregulowaniami prawnymi, które stwarzają możliwość do manipulacji w majestacie prawa. To jest niebezpieczne – Ewa Błaszczyk

Nie wierzcie w to, co tu napisałam!
SPRAWDŹCIE TO OSOBIŚCIE ZANIM WAS LUB WASZYCH BLISKICH WYPATROSZĄ ŻYWCEM!

Organów nie pobiera się ze zwłok (kostnice są pełne trupów, ale nikt ich nie patroszy), bo martwe organy nie nadają się do przeszczepu. Organy muszą być żywe, czyli pobrane od żywego człowieka!

Przypominam mój tekst na temat transplantologii z 2013 roku – przeczytaj i wyślij swój sprzeciw do Rejestru Sprzeciwów Poltransplantu

Z okazji dnia transplantacji: czwarty raz o eutanazji, czyli jak uśmiercić jednego człowieka, żeby pobrane od niego części zamienne dać innemu człowiekowi

 

Film o witaminach

Andrew Saul mówi, że specjalistą numer jeden w medycynie ortomolekularnej jest Abram Hoffer, specjalistą numer dwa Robert F. Cathcart, specjalistą numer trzy jest Frederick Robert Klenner i później dr Wilfrid i Evan Shute. Mamy tu tych wszystkich lekarzy, którzy spędzili całe dekady swojego życia na leczeniu ludzi dużymi dawkami witamin. Wszyscy oni zgłaszali to samo, mówili, że witaminy są lepsze od medykamentów, są bezpieczniejsze, prawie w ogóle nie mają efektów ubocznych, nikt nie umiera od witamin, są tanie, skuteczne i leczenie dzięki nim trwa krócej.

A tych, którzy to krytykują, chciałbym zapytać: która cześć z tego ci przeszkadza? Co jest takiego nie w porządku z faktem, że dzięki wysokim dawkom witamin ludzie zdrowieją?

To, co próbuję zrozumieć, to dlaczego, przyjmując, że wszystko to jest prawdą, świat medyczny nie leczy ludzi witaminami, pomimo tylu sukcesów i medycznej dokumentacji?

Dlaczego nie jest to powszechną praktyką?

Cóż, Andrew mówi, że dzieje się tak dlatego, że odżywianie nigdy nie było częścią szkolenia medycznego i nawet dziś – nadal nie jest. To z kolei pasuje firmom farmaceutycznym i wszystko jest w porządku. Lekarze to ludzie o dobrych intencjach,
którzy wiele się nauczyli i są wiecznie zajęci i mają system przekonań. Ich system przekonań jest taki, że jeśli czegoś nie wiedzą, nie jest to warte ich wiedzy. Reszta z nas ma równie problematyczny system przekonań, gdyż my wierzymy, że jeśli lekarz czegoś nie wie, nie warto tego wiedzieć.

To jest obronna, wręcz zabunkrowana mentalność, że musimy korzystać z medycyny konwencjonalnej. A jeśli konwencjonalna medycyna nie działa, nic więcej już nie można zrobić. Jeśli ograniczysz opiekę medyczną do systemu jednopartyjnego napędzanego przez przemysł farmaceutyczny, a setki tysięcy czy milion ludzi nadal umiera rocznie – coś jest nie tak.

 

Film z YT został usunięty, ale jest tutaj: http://www.cda.pl/video/6649526f

Azteccy bogowie powrócili, żeby wyrywać bijące serca?

Śmierć mózgowa nie istnieje! Jest na to mnóstwo, absolutnie niezbitych dowodów. Ale dziś nie liczy się człowiek, liczy się wyłącznie pieniądz. „Zwłoki z bijącym sercem”, pełne „części zamiennych” warte są 2 miliony dolarów! A ile jest wart żywy człowiek?

http://tv-trwam.pl/film/wybudzeni

ZŁÓŻ SPRZECIW, ŻEBY W RAZIE WYPADKU KANIBALE NIE WYPATROSZYLI CIEBIE I TWOICH DZIECI BEZ WIEDZY I ZGODY RODZINY:

Krajowy rejestr sprzeciwów

Mała ilość trucizny podawana przez dłuższy czas zabija tak samo jak duża jej dawka podana od razu – Fritz Haber

Fritz Chaber to ten miły koleś, który wynalazł gazy bojowe i nawozy sztuczne. Oczywiście, reprezentant Narodu Wybranego (ciekawe, co to był za „bóg”, który ich wybrał i w jakim celu to zrobił?)

Wczoraj weszłam do sklepu i mój wzrok padł na różne śledziki i koreczki śledziowe. Był ich wielki wybór. Jak wiadomo, jak się na coś smakowitego patrzy, to zaraz nabiera się chętki, żeby to zjeść. Ja nigdy nie kupuję przetworzonej żywności, chyba, że jest przetworzona minimalnie, np. śledź + oliwa + przyprawy ziołowe. W zasadzie w ogóle nie jadam żywności nie-roślinnej, ale czasem się zdarza, że mam ochotę zgrzeszyć. Już miałam te śledziki wrzucić do koszyka, ale mnie tknęło, żeby przeczytać co jest w składzie. Były to różne receptury od różnych producentów. We wszystkich olej rzepakowy (nie ma już rzepaku nie-GMO), hydrolizat sojowy (nie ma już soi nie-GMO – po co ten dodatek białkowy, czy śledzie nie mają dość białka i trzeba je wzbogacać?) oraz sacharyna lub tajemnicze „substancje słodzące”, czyli oczywiście nasz stary, dobry znajomy aspartam (ludzie już wiedzą, jaki ma numer E i jakie ma nazwy maskujące, więc się ich oszukuje nie podając nazwy, może dadzą się nabrać).

Śledzików nie kupiłam.

Postanowiłam więc zawalczyć z glutenem i kupić wafle ryżowe. Od razu odrzuciłam wszystkie z kukurydzą, a nawet wieloziarniste, bo na bank z kukurydzą i wybrałam ryżowe z solą morską i drugie, z algami. Wrzuciłam je do koszyka, ale toś mnie tknęło, żeby sprawdzić skład. We wszystkich… mąka kukurydziana. Po co?

Wafli nie kupiłam.

Piekę chleb orkiszowy z hodowli ekologicznej i z odmian zalecanych przez św. Hildegardę. Niby też z glutenem, ale ten przynajmniej nie uczula i nie powoduje nietolerancji.

Z okazji dnia transplantacji: czwarty raz o eutanazji, czyli jak uśmiercić jednego człowieka, żeby pobrane od niego części zamienne dać innemu człowiekowi

Wszystkim transplantologom składam serdeczne życzenia z okazji obchodzonego 26 stycznia Dnia Transplantacji i przepraszam, że narażam na szwank waszą karierę, reputację i sytuację finansową. Zamiast życzeń przypomnę wam

Kodeks Etyki Lekarskiej stanowi:

Powołaniem lekarza jest ochrona zdrowia i życia ludzkiego. Lekarz nie może posługiwać się wiedzą i umiejętnością lekarską w działaniach sprzecznych z tym powołaniem.

Prawo do życia i zdrowia dotyczy nie tylko biorców. Bezbronny, ciężko ranny człowiek, którego wy postrzegacie wyłącznie jako DAWCĘ, jest również waszym PACJENTEM. Nie możecie posługiwać się swoją wiedzą i umiejętnościami jedynie w celu zabicia jednego pacjenta po to, żeby naprawić innego. Transplantologia wymaga od lekarza głęboko amoralnego postępowania i łamania Kodeksu Etyki Lekarskiej.

Jeszcze niedawno bezkrytycznie i niemal fanatycznie wierzyłam w zapewnienia lekarzy, że narządy pobiera się od zmarłych i że „naukowe” kryteria orzekania śmierci są obiektywne i jednoznaczne. Absolutnie nie wierzyłam „oszołomom”, którzy przekonywali mnie, że narządy muszą być pobierane od żywych, gdyż inaczej nie nadawałyby się do przeszczepu!

Szczęśliwie w końcu (lepiej późno niż wcale) przejrzałam na oczy i włosy stanęły mi dęba z przerażenia!!! Lepiej przeczytajcie wszystko do końca i sami wszystko sprawdźcie, żebyście nie stali się ofiarą tego procederu!

UWAGA!!! Zanim nawyzywasz mi od moherów z kruchty

przyjmij do wiadomości, że NIE JESTEM I NIGDY NIE BYŁAM KATOLICZKĄ!

Ale nie jestem również ateistką!

Jestem osobą niezależnie i niestrudzenie poszukującą obiektywnej prawdy i myślącą zupełnie samodzielnie, więc nie należę do żadnego stada, które narzucałoby mi jakikolwiek gotowy światopogląd (religijny, ateistyczny, prawicowy, lewicowy czy dowolny inny).

Wprawdzie w tym tekście opieram się na źródłach z portali katolickich, ale spowodowane jest to faktem, że w mediach głównego nurtu, wpierających naukowe, kartezjańskie spojrzenie na medycynę („ciało jest maszyną”), nie znajdziecie ani słowa prawdy na temat ciemnej strony transplantologii i medycyny ogólnie. Medycyna opiera się na nauce, a nauka na paradygmacie materialistycznym (ateistycznym), więc nie należy od nich oczekiwać szacunku dla życia i jego duchowej strony.

Media nie są ani wolne ani obiektywne!

Wszystkie media są kontrolowane przez wielkie korporacje, a ich zadaniem jest stać na straży zysków i interesów przeróżnych grup biznesu, z Big Pharma na czele. Na zdrowiu się nie zarabia. Zarabia się (i to znakomicie) na chorobach, lekach i skomplikowanych zabiegach. Rynek zdrowia to najlepszy na świecie biznes: onkologia, szczepionki, leki, transplantologia, zabiegi chirurgiczne, in vitro itp. przynoszą zyski większe niż narkotyki i prostytucja razem wzięte. Media są sponsorowane przez ten biznes, a ponadto utrzymują się z reklam, głównie medykamentów i ubezpieczeń, nie odetną więc sobie głównego źródła dochodu informując obiektywnie, że transplantologia to złoty interes dla medycyny i bardzo złe rozwiązanie dla pacjentów – zarówno „dawców”, jak i biorców.

W tym tekście opieram się na wiedzy przekazanej przez dominikanina, ojca Jacka Marię Norkowskiego, który z wykształcenia jest lekarzem i ministra Bolesława Piechę, również lekarza.

Nie wierzcie mi na słowo!!! Sprawdźcie wszystko dokładnie sami!

Nie podejmujcie decyzji o oddaniu narządów członka rodziny do transplantacji bez dokładnego sprawdzenia wszystkich faktów!

Przeczytajcie również artykuły, do których podaję linki.

Wszystkim idealistycznie zaprogramowanym przez media potencjalnym „dawcom” narządów („Nie zabieraj swoich narządów do nieba, tam wiedzą, że potrzebne są one tylko na ziemi”) radzę zapoznać się z tym mrożącym krew w żyłach tematem, zanim znajdziecie się na stole sekcyjnym, pozbawieni możliwości nie tylko ucieczki, ale nawet wydania szeptu protestu.

Twoje narządy nie są potrzebne w niebie, tam ich po śmierci nie zabierzesz, bo tam nie zabierzesz nic! One są potrzebne TOBIE, tu i teraz.

Obowiązkiem lekarzy jest ratować TWOJE zagrożone życie, a nie kombinować, ile szpital zarobi przerabiając cię na podroby do przeszczepów.

Twoje życie jest równie ważne, jak życie biorców, czekających na przeszczep. Najpierw zadbaj o siebie, a dopiero potem myśl o bliźnim. Nawet w Biblii jest napisane „kochaj bliźniego swego JAK SIEBIE SAMEGO”. Dlaczego więc miałbyś nie kochać siebie i swojego ciała? To nie jest zabronione!

Zacznę jak Alfred Hitchcock od trzęsienia ziemi, a potem postaram się, żeby napięcie wzrosło jeszcze bardziej.

A więc trzymajcie się krzesła…

Wiadomość pierwsza: wszystkie narządy, jakie można pobrać od jednego dawcy mają wartość 2 mln $!

Wiadomość druga jest taka, że nie wszystkie pobrane narządy przeznaczone są do ratowania życia.

Często wykorzystywane są one w operacjach plastycznych, a to naprawdę wielki i przynoszący krociowe zyski biznes. Z tego powodu kwitnie (i coraz bardziej rośnie w siłę) potężne podziemie transplantacyjne, które pod względem dochodów już niedługo może dorównać mafii narkotykowej. W każdym razie FBI ma coraz więcej zgłoszeń afer z tym związanych. Nigdy o tym nie słyszeliście? Ale pewnie wiecie ile ważą Grycanki i co powiedział Jacykow?

Trzecia wiadomość: narządy pobrane ze zwłok (mówiąc kolokwialnie: od trupa) nie nadają się do przeszczepu.

Narządy muszą być pobrane od żywego człowieka.

Z tego powodu pojawiło się takie budzące makabryczne skojarzenia pojęcie jak „zwłoki z bijącym sercem”. Kiedy rodzina widzi swojego krewnego, który jest ciepły, oddycha (najczęściej z pomocą respiratora) i wygląda jakby mocno spał nie jest w stanie uwierzyć, że są to „zwłoki”.

Jeszcze zupełnie niedawno za kryterium śmierci uznawano ustanie krążenia i oddychania. Człowiek wydawał tzw. „ostatnie tchnienie” i wtedy był uznawany za zmarłego. Ale wraz ze śmiercią ciała umierają również narządy, a do tego nie można przecież dopuścić, bo światem rządzi bóg Mamon, a gdzie mówią pieniądze, tam prawda i moralność milczą.

W 1968 roku na Uniwersytecie Harwardzkim w USA zwołano komisję (dziś zwaną „Komitetem Harwardzkim”), która tak oto powiedziała o tym czego od niej oczekiwano:

Naszym zadaniem jest uznanie nieodwracalnej śpiączki za śmierć człowieka.

Komisja nie miała oceniać samodzielnie danych ani dyskutować kwestii moralnych.

Komisja otrzymała jednoznacznie brzmiące POLECENIE: uznać śpiączkę za śmierć mózgu. Koniec dyskusji!

Dlaczego komisja otrzymała takie zadanie? Chodziło o uchronienie dr Christiaana Barnarda z RPA przed zarzutem zamordowania pacjenta, od którego pobrał serce do przeszczepu. Nota bene pacjent z przeszczepionym sercem długo się nim nie nacieszył, bo żył zaledwie 18 dni. Pokazany we wczorajszych Faktach lekarz czekający na serce otrzymał je, ale po miesiącu również zmarł. Na raka. Nie bądźmy jednak tak pesymistyczni, niektórym udaje się pożyć odrobinkę dłużej.

Orzeczenie tego tzw. „Komitetu Harwardzkiego” stało się bezdyskusyjnym dogmatem w medycynie!

I tu przechodzimy do kontrowersyjnego tematu:

Czy lekarz ma prawo zrezygnować z ratowania życia pacjenta, żeby pobrać od niego narządy?

Czy „dawca” nie ma prawa żyć, a „biorca” takie prawo ma? Kto o tym decyduje?Czyżby względy finansowe?!

Jeszcze do niedawna byłam „racjonalistką” i wierzyłam w lekarzy i naukę. Niestety, przeżyłam ostry kryzys wiary, a zamiast tego zaczęłam myśleć. Samodzielnie! To nie boli, naprawdę.

Zamiast ślepo ufać autorytetom lepiej kierować się własnym rozumem, zwłaszcza w cywilizacji, w której rządzi pieniądz i karierowiczostwo.

Dziś za kasę kupuje się wszystko, z wyjątkiem inżynierów. Bo gdyby inżynierowie byli przekupni zaczęłyby się walić te wszystkie wspaniałe wieżowce, będące pomnikami bogactwa i potęgi elit świata, a do tego dopuścić nie można. Ludzie mogą umierać, ale należące do najbogatszej elity świata wieżowce walić się nie mogą. Na chorobach i śmierci można przecież dobrze (a nawet bardzo dobrze) zarobić, choćby handlując pigułkami i narządami. I karierę można wielką zrobić: PIERWSZY NA ŚWIECIE który przeszczepił nerkę, PIERWSZY NA ŚWIECIE który przeszczepił serce, PIERWSZY NA ŚWIECIE który przeszczepił mózg… ups, przepraszam, mózgów jeszcze nie przeszczepiają, ale to tylko kwestia czasu. I jeszcze: NAJLEPSZY CHIRURG w mieście, NAJLEPSZY CHIRURG w kraju, NAJLEPSZY CHIRURG w świecie…

A teraz, drogi czytelniku, uważaj:

Zgodnie z prawem polskim, obowiązuje domniemana zgoda na bycie dawcą, co oznacza, iż w przypadku braku sprzeciwu, uznaje się daną osobę potencjalnym dawcą narządu. Jednak w Polsce jak i na Świecie promuje się noszenie oświadczenia woli, które jest wyrażeniem woli osoby, który taki dokument posiada.

Dawcą pośmiertnym może zostać osoba, która za życia nie wyraziła sprzeciwu w formie wpisu w Centralnym Rejestrze Sprzeciwów.

https://www.dawca.pl/jak-zostac-dawca/dawstwo-narzadow

Czyli, jeśli trafisz do szpitala w stanie ciężkim, z uszkodzonym mózgiem, nieprzytomny, nie mogący mówić, a tym samym wyrazić sprzeciwu, staniesz się potencjalnym dostarczycielem części zamiennych dla innych. Ciebie wypatroszą, a twoje podroby uszczęśliwią tych, którzy z jakiegoś powodu doprowadzili swoje serca, nerki, wątroby i trzustki do stanu nie nadającego się do dalszej używalności. Może jedli za tłusto, może za kołnierz nie wylewali, może żarli jakieś frankenfoody GMO i popijali je Colą Light, a może biedacy byli całkiem niewinni, tyle tylko, że mieli pecha i urodzili się z niewłaściwym zestawem genów. Ale czy to twoje zmartwienie? Czy ty nie masz prawa do swoich narządów, skoro tak o nie dbałeś, że aż stały się cennym obiektem pożądania dla innych?

A teraz przyjrzyjmy się „kryteriom orzekania śmierci”.

Aby stwierdzić zgon potrzebni są 3 lekarze, w tym anestezjologi i neurolog. Do momentu złożenia przez nich podpisu na karcie zgonu pacjent uważany jest za żywego. A po złożeniu tegoż podpisu staje się martwy. Jakim cudem? Na zasadzie konsensusu. Lekarze jednogłośnie orzekają „śmierć mózgową”. Problem jednak w tym, że nikt nie wie, co to takiego ta „śmierć mózgowa”. Nawet najnowocześniejsze urządzenia badawcze nie są w stanie stwierdzić zgonu. Jest to rzecz subiektywna, i właśnie dlatego komisja harwardzka otrzymała (na zlecenie transplantologów!) zadanie stworzenia definicji, która będzie obowiązywała wszystkich lekarzy. Wszyscy słyszeliśmy o przypadkach ludzi uznanych za zmarłych, odstawionych do kostnicy, a po kilku godzinach lub nawet dniach wracających do świata żywych, co stanowi najlepszy dowód na to, że śmierć jest rzeczą względną i trudno diagnozowalną.

Na świecie żyje i cieszy się pełnym zdrowiem, zarówno fizycznym, jak i psychicznym mnóstwo ludzi, u których orzeczono śmierć pnia mózgu. W Polsce najbardziej znany jest przypadek Agnieszki Terleckiej i Zachariasza Dunlopa z USA. Oba przypadki opisuje Elżbieta Isakiewicz w Tygodniku Powszechnym (gorąco polecam ten znakomity artykuł!).

A co się dzieje, jeśli w końcu uda się pobrać i przeszczepić narząd?

Czy przeszczep radykalnie i pozytywnie zmienia sytuację chorego?

Niestety nie. Ryzyko zgonu po przeszczepie, nawet nerki, nie mówiąc o sercu, jest znaczne. Przeszczep nerki kosztuje ok. 70 tysięcy złotych i wprawdzie zwalnia z dializ, co przynosi jakieś oszczędności (w królestwie boga Mamona wszystko przeliczamy na pieniądze), ale w tym czasie biorca stale walczy ze swoim organizmem, który dąży do odrzucenia obcego organu, a to wymaga stałego przyjmowania leków immunosupresyjnych, które mają bardzo poważne skutki uboczne (podwyższone ryzyko infekcji, większe ryzyko zachorowania na nowotwory i nadciśnienie) i oczywiście również dużo kosztują. Najgorsza wiadomość jest taka, że przeszczepiona nerka przetrwa maksymalnie 15 lat. Następna nerka przetrwa już tylko kilka lat, a kolejna jeszcze krócej. To rodzi stałe zapotrzebowanie na nerki, a więc potrzebni są kolejni dawcy, żywi lub martwi, a w końcu pacjent (jeśli przeżyje) i tak wraca do punktu wyjścia, czyli na dializy.

Wróćmy jeszcze na chwilę do sytuacji dawcy.

Lekarze, którzy ślubowali pomagać w cierpieniu i ratować życie nie powinni zachowywać się jak hieny cmentarne, wyrywające narządy z ciał pacjentów, którzy nie są w stanie się bronić.

Kto ma prawo skazywać na śmierć jedną osobę, żeby ratować życie innej, a choćby nawet i kilku osób? Wydaje się to wyjątkowo niemoralne i niszczy zaufanie pacjentów i ich rodzin do lekarzy i szpitali. Lekarze narzekają, że pacjenci ich nie słuchają, że im nie wierzą i że coraz częściej nie godzą się na leczenie i zabiegi i że z tego powodu odechciewa się pracować w tym zawodzie – jest to tendencja światowa. Uruchomiono nawet linię telefoniczną dla lekarzy zmagających się z „trudnymi” pacjentami, a popularne seriale telewizyjne (dr House, Ostry dyżur) zostały zaprzęgnięte w akcję ośmieszania zbuntowanych pacjentów. Czyż to wszystko nie świadczy o zaniku prestiżu tego zawodu? Czas najwyższy zrobić z tym porządki, ale nie metodą siłową, bo to przyniesie jeszcze gorsze efekty.

Zabicie człowieka przez lekarza, nawet w celu (rzekomego) ratowania zdrowia i życia innych, powinno być uznane za wyjątkowo odrażające przestępstwo i surowo karane, ponieważ jest to zabójstwo z zimną krwią i dla zysku, co więcej, dokonane przez osobę, której obowiązkiem jest ratowanie życia. Lekarz ma obowiązek leczyć i ratować każdego pacjenta, a nie tylko tego, na którym szpital może więcej zarobić!!! Lekarz, zamiast czytać foldery reklamowe firm farmaceutycznych i słuchać sprawozdań szpitalnych ekonomistów, powinien dokształcać się na własną rękę, dzięki czemu dowiedziałby się, że np. hipotermia pozwala uratować 60% pacjentów z orzeczeniem śmierci pnia mózgu, a tromboliza zapobiega obrzękowi mózgu spowodowanemu zatorami w tętniczkach. Zamiast tego, bez wiedzy i zgody rodziny, na 2 do 10 minut wyłącza się respirator, żeby sprawdzić, czy pacjent podejmie samodzielne oddychanie. Jeśli nie podejmie, następuje nieodwracalne uszkodzenie mózgu.

Uszkadza się mózg po to, żeby orzec, że mózg jest uszkodzony!

Ale gdyby pozwolić pacjentowi na spokojne dojście do siebie pod respiratorem przez kilka dni mogłoby się okazać, że oddech samoistnie powrócił, a stan pacjenta się poprawia. Kolejny poważny problem, o którym pacjenci, a więc potencjalni dawcy narządów nie mają pojęcia, to sam proces pobierania narządów.

Przy rozcinaniu ciała „zmarłego” i w czasie pobierania narządów odnotowuje się skok ciśnienia, przyspieszony puls oraz reakcje bólowe. Z tego powodu 1/3 brytyjskich lekarzy podaje „zwłokom” środki przeciwbólowe.

W latach 90 prof. Keith Andrews udowodnił, że „wegetatywni” pacjenci są świadomi, wiedzą jak się nazywają, ile mają dzieci, jaką muzykę lubią, a jakiej nie, a mimo to są lekarze, którzy twierdzą, że ci ludzie nie żyją lub że są „warzywami”. Takich ludzi są tysiące, tysiące narządów się „marnują”, więc rodzi się pokusa, żeby uznać „trwałą utratę ŚWIADOMOŚCI” jako nowe kryterium orzeczenia śmierci.

Transplantologia rodzi też inne problemy, np. terror transplantacyjny, polegający na żądaniu tkanek i narządów od krewnych i przyjaciół, a nawet poczynanie dzieci po to, żeby dzięki ich szpikowi lub komórkom macierzystym ratować życie starszego rodzeństwa.

Medycyna zabrnęła w ślepy zaułek. Z powodu niepohamowanej żądzy pieniądza i kultu technologii nie informuje się pacjentów, że mogą uniknąć przeszczepu serca przechodząc na dietę warzywno-owocową, dzięki której wyleczą się z nawet najbardziej zaawansowanej choroby wieńcowej. Zdecydowanie lepiej jest zachować swoje własne serce, niż żyć z przeszczepem. Zamiast polować na cudze nerki należy zatroszczyć się o własne. Dieta sokowa, raw food, dieta Alleluja, dieta makrobiotyczna czy terapia doktora Gersona wyleczą niemal każdą chorobę i pozwolą uniknąć amputacji nerek oraz każdego innego narządu. Wyleczą też z cukrzycy, nowotworów i wszelkich innych plag współczesnego świata.

——————————————–

Uwaga, bardzo ważne!

Nie podpisałeś zgody na pobranie narządów po twojej RZEKOMEJ(!) śmierci i sądzisz, że w razie choroby lub wypadku jesteś bezpieczny, bo nie zostaniesz wypatroszony? Bardzo się mylisz! Według polskiego prawa domyślnie zakłada się, że ten, kto nie wyraził sprzeciwu zgadza się na bycie dawcą, więc rodzina ani ty sam nie musisz wyrażać swojej zgody na pobranie twoich narządów. Chore?! Jak najbardziej! Nieświadomość może cię dużo kosztować! Dlatego podpisz i wyślij sprzeciw dla siebie i całej swojej rodziny!

Rejestr sprzeciwów dla tych, którzy nie zgadzają się na oddanie narządów do transplantacji:

http://www.poltransplant.org.pl/crs1.html

Do potencjalnych dawców i biorców narządów:

NIE MIEJCIE POCZUCIA WINY, ŻE ZGŁASZACIE SIĘ DO REJESTRU SPRZECIWÓW!

Dawca nie ponosi żadnej odpowiedzialności za to, że ktoś urodził się z wadą genetyczną, że zatruł się truciznami lub że ciężko zachorował!

Nie zachowuj się jak egoistyczna, okrutna hiena i nie atakuj człowieka, który walczy w szpitalu o własne życie! Nie oskarżaj go o egoizm, że nie chce oddać swoich narządów tobie lub twojemu krewnemu. Tzw. dawca też ma prawo do życia, a obowiązkiem lekarzy jest ratowanie jego życia i troszczenie się o niego tak samo, jak o ciebie. To są jego narządy, więc on ma do nich pierwszeństwo. To nie on miał pecha w życiu, lecz ty, wiec nie obciążaj jego bliskich poczuciem winy i nie nazywaj ich egoistami i zacofanymi ciemniakami. Pomyśl logicznie: jeśli dawca odda ci narządy, to ty nie umrzesz, ale umrze on – czy tego właśnie pragniesz? Czy masz sumienie uśmiercić człowieka, żeby uratować swoje życie?

——————————————–

Posłuchajcie (długiej, ale bardzo ciekawej) audycji, w której rozmawiają ojciec Jacek Maria Norkowski (lekarz i Dominikanin), minister Bolesław Piecha (lekarz) i prawnik, senator Zbigniew Cichoń (adwokat):

Kategoria wpisów Nieuleczalni

Cud terapii Gersona

Profesor Oxfordu i terapia dr Gersona

Bardzo prosty, tani i smaczny sposób, żeby pozbyć się śmiertelnych chorób

Profesor Jan Talar j jego misja

Wybudzeni

Konferencja Jana Taratajcio z 7.06.2014. – część 1 – prof. Jan Talar

Kiedy człowiek umiera?

Prof Jan Talar prześladowany za to że przywraca do życia zmarłych których narządy chciano sprzedać

Dziewczyna która pokonała śmierć 2012 Lektor PL

Trochę (nieco makabrycznej) lektury na temat zwłok z bijącym sercem:

Tabu śmierci mózgowej

Chcą odrzucenia zasady, że lekarz nie może zabijać

Horror transplantacji. „Śmierć mózgowa” nie istnieje!

Jeszcze jeden, niezbity dowód na to, że śmierć mózgowa nie istnieje (ze strony popularno-naukowej):

Umarł, a czuje się dobrze

Dziś, 4 miesiące od wypadku, 21-letni Zach Dunlap twierdzi, że czuje się dobrze. Dziewiętnastego listopada ubiegłego roku uznano go za zmarłego, a rodzina zgodziła się na pobranie organów do przeszczepu.

Śmierć mózgu, czyli nieodwracalne ustanie czynności mózgu, stwierdzono w United Regional Healthcare System w Wichita Falls w Teksasie. Chłopak odniósł śmiertelne (???) obrażenia wskutek jazdy na quadzie.

(…)

Młody mężczyzna z Frederick w Oklahomie (…) słyszał, jak lekarze ogłaszali jego zgon.

Ojciec Zacha, Doug, oglądał skany mózgu syna. Nie wykazywał on żadnej aktywności, a krew w ogóle do niego nie dopływała.

Skany mózgu nie wykazywały żadnej aktywności, krew do niego nie dopływała, a mimo to słyszał, jak ogłaszano jego śmierć. Czy teraz rozumiecie, ile warta jest zgoda rodziny na pobranie narządów? RODZINA NIE WIE, CO ROBI, BO ULEGA PRESJI AUTORYTETU, JAKIM SĄ LEKARZE. Wiara w autorytety może mieć (i często ma!) tragiczne skutki!

Rozmowa z o. dr. Jackiem Norkowskim OP: Trwa zmowa milczenia wokół zabijania ludzi

Skandal na naukowym sympozjum. Prof. Jan Talar: Pobieramy narządy od osoby żyjącej

Śmierć pnia mózgu nie istnieje – taką tezę wygłosił znany z wybudzania chorych ze śpiączki profesor Jan Talar, wywołując skandal na naukowym sympozjum. Jak stwierdził profesor, lekarze pobierają organy od żywych ludzi. Zarzucił im też, że nie ratują pacjentów tak intensywnie jak powinni.

Skandalem jest wybudzanie dawców?! No oczywiście, przecież jest to równoznaczne z okradaniem transplantologów, którzy nie mogą patroszyć ofiar i zarabiać na tym fortuny.

W USA chcieli wyciąć pacjentce organy, kobieta ożyła (co zostało utajnione przed opinią publiczną na kilka lat!!!)

Szokujące doświadczenie! Leżał sparaliżowany i słyszał rozmowę lekarzy planujących transplantację jego organów

Sparaliżowany, ale całkowicie świadomy mężczyzna słyszał rozmowę lekarzy planujących transplantację jego organów. Mężczyzna skarży szpital, by zapobiec podobnym zdarzeniom w przyszłości. (…) Szwed został całkowicie sparaliżowany, ale zachował świadomość i słyszał dokładnie wszystko to, co działo się wokół niego.

Jego mózg miał wegetować, a odpowiedział. Przełomowe odkrycie

Makabryczny biznes! Holendrzy chcą pobierać organy od osób poddawanych eutanazji

Złodzieje trupów

Polskie Radio: Kamil zmarł, bo lekarze go nie ratowali, ale kilkoro innych udało się uratować

Ewa Błaszczyk: nie oddam swoich organów

Nie jestem za eutanazją. Nie chciałabym, żeby człowiek zajmował miejsce Pana Boga. Nie ma Boga, to znaczy wszystko wolno. A ja takiego świata nie chcę.

– Na stronie Pol-Transplantu są do pobrania dokumenty. Pani już takie dokumenty wypełniła?

– Nie. Nie wypełniłam deklaracji, że chcę oddać swoje organy.

– Tam są dwa rodzaje dokumentów – jedne to zgoda na pobranie organów, drugie sprzeciw.

Przecież, jeśli nie podpisuję zgody na to, by oddać swoje organy, to znaczy, że nie wyrażam na to zgody. Jeśli jest inaczej, to znaczy, że coś jest nie tak. Dlaczego coś takiego mam podpisywać? Nie zgadzam się też, by ktoś decydował za mnie. Nie myślę tak dobrze o ludziach. Nie ufam, że ktoś podejmie właściwą decyzję. (…) Nie będę się zgadzać z takimi uregulowaniami prawnymi, które stwarzają możliwość do manipulacji w majestacie prawa. To jest niebezpieczne.

Zbrodnie wojenne i zabójstwa dla organów w Kosowie? Prokurator UE szykuje oskarżenia

Na ludzi wywierana jest coraz większa, granicząca z nadużyciem presja, żeby oddawali narządy. Nikt nie informuje, że tak wielki popyt spowodowany jest krótkim okresem przeżycia przeszczepionego narządu. Nie informuje się tym bardziej, że narządy pobrane po śmierci są tak samo martwe jak zwłoki, więc do niczego się nie nadają.

Potężna seria skandali transplantacyjnych w samych tylko Niemczech

Czy inne kraje są wolne? Śmiem twierdzić, że nie i że skandale nie są ujawniane, bo nikt nie kontroluje, co się dzieje w zaciszu szpitalnych laboratoriów.

Skandal w monachijskiej klinice: lekarze dodawali moczu do próbek krwi, by przyspieszyć przeszczep

W skandalach transplantacyjnych w RFN na jaw wychodzą coraz bardziej szokujące szczegóły.

Kolejne manipulacje w transplantacji organów

Nie ustaje seria skandali związanych z przeszczepami narządów. Po ujawnieniu manipulacji w Getyndze, Ratyzbonie i Monachium, kolejne wykryto w Lipsku. W sprawę włączyła się prokuratura.

Kolejna odsłona skandalu z przeszczepami narządów

Dwa miesiące po ujawnieniu manipulacji w przydzielaniu narządów do przeszczepu w Centrach Transplantacji, stwierdzono nieprawidłowości w jednej z klinik w Monachium.

Przeszczepy pod kontrolą

Będą „wiercić dziurę w brzuchu” Niemcom, by oddawali narządy (http://www.tvn24.pl)

Bundestag przyjął ustawę, zgodnie z którą obywatele Niemiec otrzymywać będą regularne prośby o wyrażenie zgody na oddanie po śmierci (!) narządów osobom czekającym na przeszczep.

Nowa ustawa przewiduje możliwość namawiania Niemców do podpisania karty dawcy i podjęcia decyzji o oddaniu organów zawczasu. Nadal natomiast ma obowiązywać zasada, że przeszczepienie narządów wymaga wyraźnej zgody dawcy, a w przypadku jego śmierci mózgowej – zgody krewnych. Według nowych przepisów wszystkie kasy chorych mają wysyłać ubezpieczonym, którzy ukończyli 16 lat, wyczerpujące informacje na temat dawstwa narządów wraz z kartą dawcy. Nie będzie żadnego przymusu podjęcia decyzji. Ci, którzy nie zdecydują się na wyrażenie zgody, za kilka lat otrzymają kolejną podobną przesyłkę od kas chorych.

Namawiać będą też urzędy

Poza kasami chorych, również niemieckie urzędy będą informować swoich interesantów na temat dawstwa narządów.

Holenderscy medycy przyznali, że serce do przeszczepu trzeba pobierać od żywych pacjentów więc będą przeprowadzać eutanazję usuwając z żywego ciała bijące serce. Robi się coraz większy horror z udziałem lekarzy w roli głównej!

Trzeci raz o eutanazji: czy istnieje „bezwartościowe życie” i czy człowiekowi przysługuje „prawo do śmierci”?

Tych, którzy mnie nie znają informuję, że pochodzę z rodziny niereligijnej, chociaż niekoniecznie ateistycznej. Może raczej „głęboko” agnostycznej, i to nie tylko w sprawach religii. Jak niektórzy pewnie wiedzą, w domu, w którym dorastałam, nie było Biblii, a ja nie chodziłam ani na religię, ani na coniedzielne msze do kościoła. Wychowano mnie na człowieka, chociaż nie miałam pojęcia o dekalogu. Tak, naprawdę, to nie Dekalog sprawił, że nie kradnę, nie zabijam i nie uprawiam seksu za pieniądze. Argumenty typu „nie bo nie” lub „bo Biblia zakazuje” do mnie nie przemawiają i nie będę ich używać. Nie będę się też powoływać na żadnych świętych ani papieży, bo nie mam pojęcia, co głosili (i nie ma to dla mnie znaczenia, ponieważ autorytety są tylko ludźmi). Na pseudoracjonalizm też powoływać się nie będę, bo ta sekta jest mi równie niepotrzebna, jak KRK. Będę się posługiwać wyłącznie moim własnym, zdrowym rozsądkiem (a czy jest „chory rozsądek”?)

I jeszcze jedno wyznanie: kiedy byłam piękna i młoda uważałam, że eutanazja jest dobrodziejstwem, ponieważ wierzyłam, że nie mam żadnego wpływu na swoje zdrowie. Często słyszałam opowieści o ludziach umierających w męczarniach, ale nawet do głowy mi nie przyszło, że te męczarnie spowodowane są nie chorobą, lecz pseudo-leczeniem. Teraz wiem, że człowiek ma obowiązek sam dbać o własne zdrowie i w żadnym razie nie powinien go powierzać nikomu innemu.

„Eutanazja dla mnie to pomoc starszym w cierpieniach”

Demencja, alzheimer. Te choroby dotykają nie tylko seniorów, ale wszystkie osoby, które żyją w ich otoczeniu, często wręcz degradują całe rodziny. W takich momentach pojawia się ostrożnie podejmowany u nas temat eutanazji. Ja bym się nie bał rozpocząć dyskusji na ten temat. Osobiście dopuszczam taki sposób pomocy, bo ja to tak rozumiem – eutanazja dla mnie to pomoc starszym w cierpieniach

Teraz Owsiak solennie zapewnia, że nie popiera eutanazji i nigdy nie popierał, ale powiedział co powiedział i żadne dementi tego faktu nie zmieni.

Można oczywiście posądzać go o najgorsze intencje, ale ja sądzę, że facet szczerze wierzy w to, że starość to zramolenie, schorowanie i cierpienie (bo tak umierała jego mama), z których nieszczęsnego staruszka wybawić może tylko „dobra śmierć”.

„Dobra śmierć” ze strzykawki.

Takiej samej, jaką aplikują skazańcom w amerykańskich więzieniach.

„Ja bym się nie bał rozpocząć DYSKUSJI na ten temat”.

Jeśli mamy do czynienia z silnym, społecznym tabu, takim jak małżeństwa homoseksualne, prawo do pornografii dla wszystkich (w tym nieletnich), prawa dla pedofilów, śmierć na życzenie czy eugenika trzeba działać metodą drobnych kroczków. Najpierw należy ludzi oswoić z myślą, że zjawisko istnieje i że można, ba! wręcz trzeba! na ten temat dyskutować. Na początek można „OSTROŻNIE podjąć temat” i zasugerować, że chodzi o coś tak dobrego, jak „POMOC starszym w cierpieniach”. Spokojnie, tylko pomagamy. Prosimy tylko o jedno: przemyślcie to sami. Nic na siłę. Nie narzucamy, nawet nie sugerujemy niczego, ale wskazujemy, że istnieje zmieciony pod dywan problem: CIERPIENIE. Musimy ten problem jakoś rozwiązać. Nie chodzi o to, żeby ludzi zabijać, och nie! Ale nie udawajmy, że problem nie istnieje i okażmy choć trochę zrozumienia tym, którzy… WYJĄ Z BÓLU i błagają o ulgę w cierpieniu. Czyż nieudzielenie im pomocy nie jest nieludzkie? Czy to nie bestialstwo?

Masy oswajane są z tematami kontrowersyjnymi i stanowiącymi tabu metodą gotowania żaby. Jeśli wrzucisz żabę do wrzątku, przerażona z niego wyskoczy. Ale jeśli włożysz ją do zimnej wody i będziesz podgrzewał powolutku, żaba się ugotuje. Metodą drobnych kroczków poluzowuje się normy pod pretekstem niesienia ulgi w cierpieniu, zezwala się na precedens prawny (w serialu Anna Maria Wesołowska sądzony był onkolog, który podał pacjentowi truciznę, a że rodzina potwierdziła, że chory bardzo cierpiał i błagał o śmierć sąd odstąpił od wymierzenia kary), potem koryguje się prawo, a w końcu śmierć na żądanie staje się czymś stosowanym rutynowo. Już dziś dochodzi do tego, że jeśli sąd odmawia komuś prawa do śmierci np. ze względu na młody wiek, nazywa się to „dyskryminacją” lub „pozbawianiem praw”. W końcu świat jest gotowy, żeby uznać konieczność uśmiercania z przyczyn ekonomicznych, wszystkich osób po 45 roku życia lub dlatego, że posiadają wadliwy gen, np. „gen ubóstwa”.

Prawo do „godnej” śmierci

Wszystko, co jest zakazane staje się przedmiotem pożądania. „Dobra” i „godna” śmierć jest zakazana? Mamy umierać, wyjąc z bólu? Nie ma mowy! W obronie prawa do „dobrej i godnej śmierci” wyjdziemy na ulice i będziemy walczyć o swoje PRAWA!

Nikt nikomu nie odmawia prawa do śmierci. Ale jeśli ktoś jest zdecydowany umrzeć, powinien zabić się sam, ponieważ tzw.

„samobójstwo wspomagane” to nie samobójstwo, lecz zabójstwo!

W Polsce nakłanianie do samobójstwa lub udzielenie pomocy w popełnieniu samobójstwa przez inną osobę, nawet na jej życzenie, jest przestępstwem. Art. 151 Kodeksu karnego stanowi: „kto namową lub przez udzielenie pomocy doprowadza człowieka do targnięcia się na własne życie, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”.

Artykuł 207 kodeksu, § 3, przewiduje karę pozbawienia wolności dla sprawcy, którego ofiara (osoba najbliższa lub inna osoba pozostająca w stałym lub przemijającym stosunku zależności od sprawcy albo małoletni lub osoba nieporadna ze względu na jej stan psychiczny lub fizyczny), w wyniku znęcania się psychicznego lub fizycznego dokonuje targnięcia się na własne życie.

Żadna orwellowska nowomowa nie zmienia faktu, że pozbawienie życia drugiego człowieka, nawet na jego prośbę, jest morderstwem.

Ale najbardziej przerażające jest to, że w świetle prawa legalizującego eutanazję

morderstw mają dokonywać lekarze i ma się to odbywać w szpitalach!

Teraz już wiecie, dlaczego od 1948 roku lekarze nie składają przysięgi Hipokratesa, zakazującej podawania pacjentowi trucizny i środków poronnych?

Idą cudowne czasy dla zafascynowanych śmiercią i jej zadawaniem „lekarzy”, takich jak doktorzy Mengele, Shipman, Kevorkian czy Swango.

Kiedyś takich morderców w białych kitlach ścigano i skazywano na więzienie, a dziś będzie się im wypłacać pensję i premię za… zabijanie.

Obowiązkiem lekarza jest LECZYĆ I RATOWAĆ ŻYCIE, a nie truć, okaleczać, naświetlać i w końcu, po doprowadzeniu pacjenta do stanu terminalnego, nieść mu „dobrą śmierć”, żeby nie wył z bólu po tym, do czego go doprowadzono.

Dzisiejsi lekarze to nie lekarze, lecz sprzedawcy leków. Od czasu, kiedy uczelnie medyczne stały się własnością karteli farmaceutycznych zadaniem lekarza jest przynoszenie wielkich dochodów kartelowi Big Pharma.

„Dobra i godna śmierć”

Dobra śmierć to śmierć z dobrej, zdrowej i pogodnej starości, w otoczeniu kochającej rodziny. Starość nie musi być koszmarem. Można zachować doskonałą kondycję fizyczną i psychiczną nawet w bardzo podeszłym wieku. Siostra mojego dziadka dożyła 101 lat i mimo, że była osobą samotną (wcześnie owdowiała i nie miała dzieci) niemal do samego końca zachowała pełnię zdrowia fizycznego i umysłowego. Jako bardzo mocno starsza pani jeździła, wystrojona w piękną suknię, na drugi koniec Polski odwiedzać swoją przyjaciółkę, a kiedy poumierali jej wszyscy rówieśnicy sama zgłosiła się do domu starców, który traktowała jak hotel. Aktywnie działała w nim jako bibliotekarka i sama odwiedzała swoich krewnych, nie czekając, aż znajdą czas i zechcą do niej przyjść.

„Niedobra i niegodna śmierć”

Niedobra śmierć to samotna śmierć ze zniedołężnienia i cierpienia spowodowanego złym odżywianiem, złą kondycją psychiczną i brakiem miłości do i ze strony bliskich. Samotna śmierć za parawanem szpitalnym, powszechnie praktykowana w XX wieku jest śmiercią straszną, ale śmierć XXI wieku, ze strzykawki „lekarza”, na własną prośbę lub na żądanie rodziny, która postrzega rodziców jak piąte koło u wozu, przeszkadzające w błyskotliwej karierze i kręceniu wielkiej kasy to prawdziwy symbol zaniku uczuć wyższych i upadku cywilizacji.

Kult młodości i ciała

Kiedyś u ludzi ceniono rozum, mądrość i doświadczenie, a dziś ceni się młodość, urodę i kondycję fizyczną. We łbie można mieć ziejącą pustkę, ale piękne, równe i białe zęby, sterczące cycki, jędrne tyłki, mięśnie kulturysty, buzujące hormony i młodość do setki są wartością najwyższą! Kogo nie stać na chirurga plastycznego tego trzeba dobić, żeby się nie męczył i nie psuł pięknego widoku.

Bezwartościowe życie

Co to jest „bezwartościowe życie”? Kto ma prawo decydować o tym, czyje życie jest wartościowe, a czyje bezwartościowe? Komisja złożona z wymienionych wyżej doktorów: Mengele, Shipman, Kevorkian i Swango?

A teraz opowiem, dlaczego przestałam uważać niektóre życia za bezwartościowe.

Dawno temu, na kanale Planete pokazano serię filmów o już dorosłych talidomidowych dzieciach. Większość nie miała rąk, dłonie wyrastały im prosto z barków lub zamiast dłoni miały kikuty z niewykształconymi palcami. Inne nie miały również nóg. A niektóre były niewidome i bez kończyn.

Myślicie, że były ciężarem dla społeczeństwa?

Wszystkie te osoby były zupełnie samodzielne. Pracowały, prowadziły samochód (stopami), mieszkały we własnych mieszkaniach. Niewidomy mężczyzna bez rąk również pracował – w banku, przy komputerze i mieszkał sam. Do pracy dojeżdżał miejskim autobusem. Jedna dziewczyna była utalentowaną malarką. Obrazy malowała pędzelkiem trzymanym w ustach. Osoby bez rąk wszystko robiły stopami. Jeden z mężczyzn był producentem telewizyjnym. Byłam zdumiona, że wszyscy są szczęśliwi i że nikt nie prosi o eutanazję. Ten serial zmienił moje podejście do ułomności. Przestałam uważać, że istnieje coś takiego, jak bezwartościowe życie.

Historie niektórych osób z filmu „Thalidomide Victims” były przedstawione w osobnych odcinkach, bo osiągnęły one dużo więcej, niż zdrowi i sprawni ludzie.

Z opisu filmu:

Talidomid – lek, który okaleczył pokolenie, testowany w obozach koncentracyjnych. Podawany na przełomie lat 50. i 60. kobietom w ciąży skarżącym się na poranne mdłości, zamiast ulżyć, uszkadzał płody. Efekt? W Europie i Afryce urodziło się bez kończyn i z defektami mózgu ponad 10 tysięcy dzieci. Tak twierdzi dr Martin Johnson, szef Thalidomide Trust. Dotarł on do dokumentów wiążących lek z obozami śmierci III Rzeszy – donosi „Daily Mail”. Twórca leku, Otto Ambros, nim rozpoczął pracę w firmie chemicznej Chemie Grunenthal, był naukowcem na usługach nazistów. Talidomid miał powstać jako antidotum na toksyny wykorzystywane w produkcji gazów bojowych, m.in. sarinu. Według najnowszych informacji naziści testowali go m.in. w Oświęcimiu.

„Bezwartościowe” życie bez rąk i nóg
Półczłowiek Kenny Easterday
Spencer West, zdobywca Kilimandżaro

Eugenika według Wikipedii:

Eugenika (gr. eugenes = dobrze urodzony) – pojęcie wprowadzone w 1883 r. przez Francisa Galtona, kuzyna Karola Darwina, które dotyczyło selektywnego rozmnażania zwierząt (w tym ludzi), aby ulepszać gatunki z pokolenia na pokolenie, szczególnie jeśli chodzi o cechy dziedziczone. W ciągu następnych lat Galton poprawił swoją definicję, aby uwzględnić specyfikę eugeniki pozytywnej, zachęcającej do częstszego reprodukowania się najlepszych osobników oraz eugeniki negatywnej, zniechęcającej do reprodukcji osobników mniej wartościowych.

„Selektywne rozmnażanie zwierząt (w tym ludzi), aby ulepszać gatunki z pokolenia na pokolenie, szczególnie jeśli chodzi o cechy dziedziczone”. ZWIERZĄT (W TYM LUDZI)… wprost nie wierzę własnym oczom! Dla autora Wikipedii ludzie to zwierzęta!

Czyżby ktoś hodował ludzi dokładnie tak, jak się hoduje świnie i krowy? Świnie są „ulepszane”, żeby dawały więcej mięsa, krowy mają dawać więcej mleka – tu się nasuwa pytanie: jesteśmy hodowani na mięso, czy dla mleka? A może dla luszu?

Film ,,Eugenika – w imię postępu” wcale nie jest dziełem „katolickiej propagandy”, jak sugerują to ateiści. Nie jestem, nie byłam i nie zamierzam być katoliczką, ale film zrobił na mnie ogromne wrażenie.

Podział na dzieci godne życia i na niegodne życia to podział na nadludzi i podludzi. Po wojnie odkręcono tabliczki z napisem „Katedra eugeniki” i przykręcono nowe, z napisem „Katedra genetyki”. Uczeni pozostali ci sami.

Film ,,Eugenika – w imię postępu” w reżyserii Grzegorza Brauna to nowocześnie zrobiony dokument, który wykorzystując dramatyczne fakty z historii eugeniki – która najpierw miała swoich zwolenników w USA, a potem została zaadoptowana przez faszystowskie Niemcy – prowadzi widza do współczesności i naznacza metodę In vitro makabrycznymi skojarzeniami.

Seryjni mordercy. Harold Shipman. Doktor Śmierć.

Zbrodnie i medycyna

Awantura o eutanazję

Jeśli odpowiedzialność za czynniki ekonomiczne, które wywołały II wojnę światową – mianowicie kartel olejowy i narkotykowy – nie zostanie wywiedziona na światło dzienne, te same czynniki wywołają w przyszłych pokoleniach jeszcze więcej szkód niż naziści. [Telford Taylor, amerykański oskarżyciel w Trybunale do Ścigania Zbrodni Wojennych w Norymberdze przeciwko IG Farben, w 1947 r.]

Raz już pisałam o eutanazji i sądziłam, że powiedziałam tam wszystko, co myślę o tej sprawie. Ale obecna awantura, a zwłaszcza ten artykuł sprawiają, że zabiorę głos raz jeszcze:

Belgia: Pierwsza na świecie eutanazja braci bliźniaków

Po raz pierwszy na świecie lekarze zdecydowali się zezwolić na jednoczesną eutanazję bliźniaków. Dwóch głuchoniemych 45-latków z Antwerpii, na północy Belgii, zdecydowało się umrzeć razem, gdy okazało się, że tracą wzrok.

O szokującym przypadku śmierci na życzenie, do którego doszło w ubiegłym miesiącu, poinformowała niderlandzkojęzyczna, liberalna gazeta belgijska „Het Laatste Nieuws”.

Dziennik podał, że mężczyźni, którzy urodzili się głusi nie mogli znieść myśli, że wkrótce mogą również oślepnąć, co uniemożliwiłoby im komunikację ze sobą.

Bliźniacy spędzili całe życie razem. Dzielili pokój w domu rodzinnym, a gdy dorośli obaj zostali szewcami. Po wyprowadzce od rodziców przenieśli się do wspólnego mieszkania.

„Het Laatste Nieuws” podkreśla, że głuchota nie przeszkadzała im, by wieść szczęśliwe życie. Wszystko zaczęło się zmieniać kilka lat temu, gdy bracia zaczęli powoli tracić wzrok. „Myśl, że nie będą się mogli widzieć była dla nich nie do zniesienia” – podaje dziennik.

Zgodnie z belgijskim prawem eutanazja jest dozwolona, jeśli osoba pragnąca zakończyć swoje życie jest pewna swojej decyzji, a lekarz orzeknie, że cierpi ona nieznośny ból. Belgijscy bliźniacy nie byli jednak śmiertelnie chorzy, nie cierpieli również fizycznego bólu. Jednak mimo to lekarze Szpitala Uniwersyteckiego w Brukseli przystali na prośbę braci.

Podwójna eutanazja została przeprowadzona 14 grudnia.

Tak po prostu…

Jeszcze zupełnie niedawno, widząc alarmistyczne artykuły o eutanazji uważałam, że to kompletne bzdury kolportowane przez rozhisteryzowaną bandę moherów, którym paranoiczne teorie spiskowe rzuciły się na rozum. Wyśmiewałam takie wiadomości i wymownie robiłam sobie kółko na czółku. Nigdy w życiu nie uwierzyłabym, że LEKARZE będą świadomie ZABIJAĆ zamiast leczyć i że sami pacjenci będą tego żądać, co więcej – bez ważnego powodu.

Lekarze składali przysięgę Hipokratesa, że przede wszystkim nie będą szkodzić i że nigdy nie podadzą choremu trucizny, nawet na żądanie. Pomoc w samobójstwie była nie tylko zakazana prawnie, ale i nieakceptowana przez społeczeństwo, które reagowało na takie czyny wielkim oburzeniem. Jack Kevorkian i Harold Shipmann (obaj znani jako „doktor śmierć”), a także inni zabójcy w białych kitlach zmuszeni byli działać w ukryciu, ponieważ wiedzieli, że jeśli zostaną przyłapani skończą w więzieniu z wyrokiem dożywocia. Pewnie żaden z nich nawet nie marzył, że nastaną takie „cudowne” czasy, kiedy mordowanie pacjentów będzie legalne, a nawet dobrze płatne.

Dziś media podają informacje o zabijaniu pacjentów beznamiętnie, między notowaniami giełdy i wiadomościami politycznymi, nawet nie nazywając takiej decyzji „kontrowersyjną”. Nikt nie zwrócił się do sądu o zgodę na eutanazję. Kilku lekarzy uznało po prostu, że zabicie dwóch osób jest równie bezproblemowe, jak wyrwanie dwóch zębów.

Nawet w konserwatywnej i katolickiej Polsce poparcie dla eutanazji wynosi ponad 50%. Nietrudno przewidzieć, że po kilku latach konsekwentnego urabiania opinii publicznej wzrośnie jeszcze bardziej. Za 20-30 lat niemal każdy będzie uważał, że przysługuje mu prawo do skrócenia życia, nawet z banalnego powodu, np. znudzenia życiem lub braku perspektyw. Eutanazja stanie się czymś banalnym i nie będzie wzbudzać emocji.

Ziemia jest strefą wolnej woli. Nikt nam nie zrobi niczego, na co sami się nie zgodzimy. Od początku cywilizacji ludzkie masy są programowane w taki sposób, żeby własnymi rękami zakładały sobie sznur na szyję. Nikt nikogo nie będzie zmuszał pod karabinami do zgody na obecnie nieakceptowane przemiany społeczne, tak jak nikt na bagnetach nie przyniósł np. feminizmu. Sami to zaakceptowaliśmy i dziś nawet nie wyobrażamy sobie innego stylu życia. Podobnie stanie się z „małżeństwami” homoseksualnymi, eutanazją, a nawet (obawiam się) NWO. Rządzący światem wiedzą, jak wpływać na opinię publiczną i jak sterować masami, ponieważ zatrudniają najlepszych inżynierów społecznych.

Żeby przekonać ludzi do idei eutanazji wystarczy pokazać w TV przypadek cierpiącej, chorej na nieuleczalną chorobę osoby i dyskretnie zasugerować, że i tobie, drogi widzu, może się to samo przytrafić. Czy odmowa prawa do „godnej śmierci” nie wydaje ci się okrucieństwem? Co zrobisz, jeśli to ty będziesz wył z bólu, ale nikt ci nie pomoże, bo zostałby oskarżony o zabójstwo?

Po takim programie w dzielnych staruszków wstępuje duch bojowy. Tworzą transparenty z napisem: „Żądamy prawa do godnej śmierci” i „Nie odmawiajcie nam prawa do eutanazji” i z gniewnym wyrazem twarzy defilują z nimi pod instytucjami państwowymi. Inni tworzą „Listy poparcia dla eutanazji” i zbierają pod nimi podpisy. Do tej pory żyli szczęśliwie nawet nie podejrzewając, że dla pełnego komfortu psychicznego potrzebują prawa do eutanazji i nagle okazuje się, że bez tego „dobrodziejstwa” nie zaznają spokoju.

Pisałam poprzednio, że „naukowa” medycyna zamiast leczyć generuje choroby (bo z nich żyje) i niepotrzebnie skazuje pacjentów na okrutną śmierć. Patrząc na to, w jakich męczarniach umierają pacjenci po „leczeniu” onkologicznym trudno się dziwić lawinowemu wzrostowi poparcia dla „prawa do eutanazji”. Gdyby pacjenci mieli informację o tym, że mogą skorzystać z pomocy metod alternatywnych nie musieliby się domagać prawa do „godnej śmierci”, ponieważ mogliby powrócić do pełni zdrowia i dożyć w dobrej kondycji późnego wieku. Takiej informacji nie tylko nie mają, ale co gorsze, narasta terror agentury Big Pharma, dążącej do delegalizacji całej nie przepisującej kilogramów chemicznych leków konkurencji, która odbiera im pacjentów.

„Prawo do godnej śmierci” nie jest przywilejem. To ukryta forma ludobójstwa. Jak napisałam: Ziemia jest strefą wolnej woli, więc ludobójcy postarali się, żebyście sami walczyli o „prawo” do śmierci. Wejdźcie na blogi „racjonalistów” i poczytajcie, co tam piszą o konieczności redukcji populacji. Nawet sławny psycholog, Wojciech Eichelberger kilka lat temu apelował do narodu (tego racjonalistycznego, słuchającego Radia TokFm) o przemyślenie konieczności „walki z przeludnieniem przy pomocy antykoncepcji, aborcji i eutanazji”. Zastanówcie się przez moment: skoro ludzi jest za dużo, skoro niezbędna jest redukcja populacji, żeby ratować planetę przed „bombą populacyjną” i skoro mamy taki kryzys, że nawet rodzące się dzieci są zadłużone na setki tysięcy złotych, to jest logiczne, że nikt nie będzie ratował życia emerytów ani chorych, których uważa się za zbędne obciążenie dla ekosystemu i ekonomii.

Lansujący te „racjonalistyczne” bzdury obiecują piękny świat złożony z samych młodych, zdrowych i produktywnych ludzi. Wierzą, że myślą racjonalnie, ale nie zastanawiają się nad tym, że gdy się zestarzeją lub zachorują sami padną ofiarą swojej filozofii. To samo dotyczy lansowanego przez nich „postępu” w postaci GMO, szczepień i alopatycznego leczenia. Przyjdzie taki dzień, kiedy z braku alternatywy będą zmuszeni jeść ten trujący „postęp” i ponosić konsekwencje ślepego zaufania do służby zdrowia (a raczej chorób).

Druga strona sporu o eutanazję też nie jest bez winy. Kiedy czytam takie słowa:

Tajemnica ludzkiego cierpienia jest samym rdzeniem człowieczeństwa, wielkim tematem pokoleń filozofów, teologów i mistyków

ogarnia mnie przerażenie i nie wiem, dokąd zmykać. Jedni chcą mnie humanitarnie uśmiercić, a drudzy skazać na szlachetną mękę, bez której (jak się domyślam) nie osiągnę nie tylko zbawienia, ale nawet rdzenia człowieczeństwa.

Poprzednio pisałam, że chorzy, którzy zgłosili się do Dignitas zostali zabici zupełnie niepotrzebnie. Fakt, że alopatyczni lekarze nie znają sposobu wyleczenia żadnej choroby nie oznacza, że istnieją choroby nieuleczalne. Ludzie powinni wiedzieć, że jest wiele różnych sposobów przywracania zdrowia i doskonałej kondycji i że największy sekret zdrowia kryje się w psychice i w Naturze. Zdrowe jedzenie i pozytywne myślenie są w stanie czynić cuda, nawet takie, jak przemienienie skazanej na wegetację w stanie „roślinnym” pacjentki w osobę w pełni sprawną i dynamiczną.

Jeśli wierzycie, że osoba po potężnym wylewie, sparaliżowana, nie będąca w stanie ruszyć nawet powieką, skazana jest na wegetowanie jak roślina i że najlepiej byłoby dla niej, gdyby litościwi lekarze skrócili jej męczarnie, to popełniacie wielki błąd.

Osobą, której się to przydarzyło jest Wanda Wegener. Dziś nie tylko nie jest rośliną, ale jeździ po całym świecie ucząc ludzi metody, która uratowała jej życie i przywróciła pełne zdrowie. Dodać należy – bez najmniejszej pomocy pigułek. Jej nauczyciel powtarza, że jeśli gdziekolwiek, na całym wielkim świecie, istnieje chociaż jeden człowiek, który wyzdrowiał z jakiejś choroby, to znaczy, że ta choroba jest uleczalna i że każdy może z niej wyjść. Posłuchajcie sami, co mówi ta niezwykła osoba: