Tropiciel spisków jest jak saper: wystarczy jeden błąd, żeby całkowicie stracił wiarygodność!

Miną, na której badacze spisków wysadzili się w powietrze jest teoria płaskiej ziemi.

Celem operacji PsyOp pod kryptonimem „Płaska Ziemia” było dowiedzenie, że tropiciele spisków są idiotami, nieukami i bezmyślnymi baranami, którzy uwierzą w każdą, nawet najgłupszą brednię, jeśli tylko się ją zarekomenduje jako spisek („płaska ziemia, największy spisek wszech czasów!!!„) i dlatego są całkowicie niegodni zaufania. Skoro tak łatwo dali się nabrać na płaską ziemię, to znaczy, że żadne spiski nie istnieją.

Logiczne?

Tak samo „logiczne”, jak wywody pana Dave’a Murphy, czyli wcale!

Tutaj macie dowód na to, że tropiciele rzeczywistych spisków zostali zaliczeni do tej samej kategorii głupców co wyznawcy płaskiej ziemi:

Światli i myślący ludzie wiedzą oczywiście, że wnioskowanie typu „skoro PZ jest kłamstwem, to i szkodliwość GMO też jest kłamstwem” jest nielogiczne i nieuzasadnione. O ile uzasadniony jest wniosek, że łatwowierni i głupi ludzie nie są godni zaufania, o tyle wiara nieuków w PZ nie zaprzecza rzetelnej wiedzy o szkodliwości GMO, o chemtrails, oszustwie klimatycznym, złej medycynie itp.

Oponenci z obu stron barykady kierują się wiarą w cudze opinie, a nie obiektywną prawdą. Dotyczy to również tych, którzy są przekonani, że kierują się nie wiarą, lecz wiedzą i że ich ostoją jest racjonalizm. W rzeczywistości nikt niczego osobiście nie sprawdza ani nie weryfikuje, lecz wszyscy opierają się na tym, co gdzieś przeczytali, do czego ktoś ich przekonał albo co zaświadcza swoim autorytetem ktoś, kogo uważają za eksperta. Ci, którzy dumnie głoszą hasła racjonalizmu i kultu nauki zupełnie nie są w stanie dostrzec oczywistej kwestii: że dziś, również w nauce, liczy się pieniądz i sława, a nie prawda i uczciwość. Jedni uwierzyli na słowo, że ziemia jest płaska, a drudzy, że GMO i szczepienia są bezpieczne. Ani jedno ani drugie nie jest prawdą, ale żeby to odkryć trzeba przeryć się przez stosy, nierzadko wzajemnie wykluczających się, badań i dowodów i przepuścić to wszystko przez filtr własnego osądu.

Przede wszystkim należy kierować się starą, rzymską zasadą: „CUI BONO?” Kto korzysta na tym, że preparuje lub ukrywa dowody?

Kto zyska na tym, że ludzie uwierzą w płaską ziemię? Odpowiedź brzmi: ci, którzy chcą zdyskredytować wszystkich, którzy demaskują spiski.

A kto zyskuje na GMO i szczepieniach? Ci, którzy czerpią z nich zyski finansowe i pozafinansowe, czyli producenci i właściciele patentów oraz czyściciele planety z dwunożnego bydła i bezużytecznych zjadaczy kartofli. Patenty to kura znosząca złote jaja. Jeśli jesteś posiadaczem praw do dowolnego wynalazku, to każdy, kto z tego wynalazku chce skorzystać musi ci zapłacić haracz. Kto jest właścicielem praw patentowych na nasiona (czyli de facto jest właścicielem części tego, co jedzą wszyscy ludzie i zwierzęta na całym świecie) ten nie tylko ma pieniądze, ale i nieograniczoną władzę. Kto kontroluje pieniądze ten kontroluje świat, a kto kontroluje żywność ten ma ludzkość w garści! To nie teoria, to spisek pełną gębą!

Bezkrytyczna wiara w naukę jest tak samo zgubna, jak bezkrytyczna wiara w dogmaty religijne. Jeśli nie widzisz, że nauka stała się sprzedajną k…, to znaczy, że jesteś zaślepiony tak samo jak fanatycy religijni. Mentalność wyznawców bałwana nauki niczym nie różni się od mentalności oszołomów religijnych. Niedawno posłałam do spamu komentarz, którego autor napisał: „jak śmiesz spierać się z ekspertami, przecież dziś nauka poczyniła takie postępy, że zwykły człowiek, taki jak ty, jej nie rozumie”. Zupełnie to samo piszą mi ludzie religijni: „jak śmiesz spierać się z papieżem, przecież on jest nieomylny, bo przemawia przez niego Bóg”.

Ludzie, zacznijcie wreszcie myśleć sami zamiast opierać się na opiniach autorytetów dowolnego sortu!

———————-

Nie uważałam tej płaskiej bzdury za rzecz godną mojego pióra, ale ponieważ misjonarze PZ wciąż i do znudzenia nawracali mnie na tę wiarę rodem z wieków ciemnych zdenerwowałam się i umieściłam w Hyde Parku komunikat tej oto treści:

UWAGA!!!

WPROWADZAM ZAKAZ WSTĘPU DLA WYZNAWCÓW TEORII PŁASKIEJ / WKLĘSŁEJ / PUSTEJ ZIEMI!

Ta bzdura zaczyna zataczać coraz większe kręgi i coraz więcej naiwniaków daje się w to wciągać, a mój blog jest nieustannie nawiedzany przez kolejnych, wprost palących się do nawracania na swoją płaską wiarę misjonarzy.

Mam już tego dość i nie będę więcej tracić czasu na dyskusje na ten temat. Proszę nie okradać mnie z czasu i energii!

Trzeba być naprawdę kompletnym, pozbawionym (nawet płaskiego) mózgu kretynem, żeby wierzyć w te brednie! Łebski, nieszczepiony uczeń szkoły podstawowej jest w stanie odkryć, gdzie kryje się błąd logiczny w wywodach płaskoziemców, ale dorośli, nawet „wykształceni” (w nowym systemie edukacji) magistrowie i doktorzy tego nie potrafią. I co się dziwić, skoro doktor astronomii nie potrafi odróżnić znaków zodiaku od gwiazdozbiorów, a co jest wprost trudne do uwierzenia, wyrzygnął z głębi swojego (chyba płaskiego) mózgu taką oto wielką mądrość: „Przez tysiące lat Ziemia zmieniła swoje położenie względem Słońca”.

Wiara w płaską ziemię jest cechą wieków ciemnych, czyli XXI wieku, w którym nastąpił katastrofalny i nienotowany nigdy wcześniej upadek edukacji. Kolejne reformy szkolnictwa doprowadziły do tego, że ludzie nie potrafią myśleć logicznie (sprawdź hasło „trivium”) i nie posiadają ugruntowanej wiedzy na żaden temat. Szkoły (również renomowane uczelnie wyższe) wypuszczają analfabetów i ćwierćinteligentów, którym można wcisnąć każdy kit i ciemnotę, np. lekarzy pediatrów, którzy szczepią i nie widzą tragicznych skutków tego procederu. Jest to robione celowo, bo korporacyjne rządy nie potrzebują inteligentnych, niezależnych myślicieli, lecz wielorasowego, pozbawionego tożsamości stada baranów do wykonywania niewolniczej, prymitywnej pracy.

Już starożytni wiedzieli, że ziemia jest kulą i umieli obliczyć jej średnicę. Wiedzieli o tym również uczeni w średniowieczu. Słynne ostatnio Towarzystwo Płaskiej Ziemi powstało nie w średniowieczu, lecz w XIX wieku, ale nikt nie potraktował tego poważnie. Obecnie podchwycili i solidnie dofinansowali tę ideę Iluminaci celem ogłupiania i skłócania i tak już ogłupionej i skłóconej ludzkości i jak widać odnieśli wielki sukces, bo już niemal wszyscy uwierzyli, że żyjemy na naleśniku. Musieli wpakować w to naprawdę dużo forsy, o czym świadczą profesjonalnie zrobione filmy (animacje) oraz potężna reklama, oparta głównie na marketingu szeptanym.

Teoria płaskiej ziemi jest tak szeroko lansowana, ponieważ jest idealna do zdyskredytowania tropicieli prawdziwych spisków (chemtrails, Smoleńsk, 911), a przede wszystkim wszystkich, którzy negują korporacyjną, upolitycznioną pseudo-naukę (wiarę w ocieplenie klimatu, toksyczność CO2, biotechnologię i jej sztandarowy „wynalazek” jakim jest GMO, wakcynologię, medycynę rzekomo opartą na dowodach itp.). Jeśli tropiciele spisków dadzą się nabrać na teorię płaskiej ziemi i zaczną ją głosić skompromitują się kompletnie i zrobią z siebie idiotów, którym nikt nie będzie wierzył ani traktował ich poważnie.

Tropiciel spisków jest jak saper: wystarczy jeden błąd, żeby całkowicie stracił wiarygodność.

I faktycznie, tak właśnie się stało – na YT już pojawiły się filmiki, wyśmiewające w czambuł wszystkie „teorie spiskowe”, zarówno religijne jak i tzw. pseudonaukowe. Teza lansowana w nich brzmi: nie ma żadnych spisków, żyjemy w bezpiecznym, doskonale kontrolowanym systemie, w którym nie ma miejsca na jakiekolwiek nadużycia ze strony nauki, medycyny ani polityki, a kto twierdzi, że jest inaczej jest paranoikiem i szaleńcem i powinien poddać się leczeniu psychiatrycznemu.

Nie chciało mi się polemizować z tą płaską bzdurą, ale na szczęście jest ktoś, komu się chciało. To Opolczyk, który wyjaśnia łopatologicznie co i jak, całość jest do przeczytania tutaj. Jego płascy przeciwnicy mają za argument wyłącznie obelgi i oczywiście bany. Po raz kolejny przekonuję się, że wiary nie da się uleczyć żadnymi, racjonalnymi (nie racjonalistycznymi!!!) dowodami i argumentami.

Wiele razy prosiłam, żeby wyznawcy płaskiej / wklęsłej / pustej ziemi wyjaśnili mi zjawisko ruchu wstecznego (retrogradacji) planet! Mimo wielokrotnie ponawianych apeli nie doczekałam się odpowiedzi, w końcu przesłano mi animację z planetami poruszającymi się po orbitach w kształcie fantazyjnych pętelek. I w tym momencie ręce mi zupełnie opadły! Jeśli tak wiele osób jest w stanie uwierzyć w coś tak nielogicznego i niezgodnego z prawami fizyki, to z edukacją jest dużo gorzej niż mogłam przypuszczać.

Wzbudzający powszechny aplauz płaskoziemców filmik z występem Dave Murphy’ego najpierw wywołał u mnie paroksyzmy zagrażającego życiu śmiechu, a potem rasistowską myśl, że ten facet kończył szkoły w jakimś murzynowie. Kolejna refleksja nie jest już tak wesoła: w tym murzynowie uczą się obecnie również białe dzieci, nie tylko amerykańskie, ale wszystkie, na całym, wielkim świecie i dlatego mamy poziom nauczania odpowiedni dla niewolników pracujących na plantacjach, a nie dla błyskotliwych intelektualistów. Może to się komuś nie spodobać, ale prawda jest bolesna: wszyscy jesteśmy niewolnikami. Jeśli chcesz wiedzieć czyją jesteś własnością dowiedz się, kogo nie wolno ci krytykować. Wolter sądził, że nie wolno krytykować rządzących. Pomylił się. Nie chodzi o rządzących, lecz o właścicieli niewolników, w których zamieniono nas wszystkich.

A teraz wysil szare komórki i samodzielnie odkryj, dlaczego ten wywiad powinien cię śmieszyć, a nie oświecać intelektualnie. Ja uznałam, że ten film nie jest godzien obejrzenia już po pierwszym wielkim objawieniu, jakie zapodał swoim bezmyślnym wielbicielom:

Jeśli leci pilot nad krzywizną ziemi powinien obniżać tor lotu co 5 minut, by pozostać dookoła krzywizny

Jeśli nie obniży toru lotu, to (jak się domyślam) odleci w kosmos. Czy to zdanie wydaje ci się logiczne? A może logiczne jest zdanie przeciwne, że jeśli będzie co 5 minut obniżał wysokość, na której leci, to w końcu zaryje nosem w grunt? To drugie zdanie również wydaje się logiczne, prawda? Ale oba te zdania nie mogą być prawdziwe, bo sobie przeczą. Potrafisz odkryć gdzie pan Murphy robi z ciebie idiotę? Jeśli nie potrafisz, to spytaj ucznia szkoły podstawowej, może on będzie wiedział?

 Zamiast bezkrytycznie wierzyć w opowieści pana Murphy weź do ręki encyklopedię (NIE, NIE Wikipedię!!! Mam na myśli poważną, niezafałszowaną przez polityczną poprawność papierową encyklopedię, najlepiej wydaną jeszcze w XX wieku) i sprawdź jak działa żyroskop, wybierz się do obserwatorium astronomicznego i spytaj dlaczego jedne gwiazdy widać, a innych nie widać albo przynajmniej obejrzyj ilustracje w encyklopedii stojącej w biblioteczce dziadka. Rusz mózgiem, bo jeśli tego nie zrobisz każdy „misjonarz” dowolnej teorii zrobi ci wodę z mózgu, a ty pójdziesz za nim jak owca za rzeźnikiem.

Wzrost emisji CO2 to drobiazg

Z prof. Leszkiem Marksem rozmawia Stefan Sękowski

Prof Leszek Marks
Prof. Leszek Marks
Profesor geologii, pracownik naukowy Uniwersytetu Warszawskiego

 

 

W łagodniejszej zimie mniej kosztuje ogrzewanie, transport, także okres wegetacyjny w innych porach roku jest dłuższy, dzięki czemu zbiory są większe. W takiej sytuacji może być Polska

Czy moje wnuki będą jeszcze znały śnieg?

Nawet jeśli klimat się ociepli, to śnieg będzie padał. Ocieplenie klimatu może nawet zwiększać opady śniegu – oceany szybciej parują, w związku z czym opady są większe, a gdy temperatury są ujemne, wówczas występują one w formie śniegu.

Pytam, bo już moje dzieci cieszą się z byle spadającego płatka. Trudno zaprzeczyć, że klimat się ociepla.

Ociepla się minimalnie. Niedawno na północnej półkuli występowało podobne ocieplenie, które trwało od lat 20. do lat 50. XX wieku. Wcześniej, jeszcze większe ocieplenie było w średniowieczu, mniej więcej w latach 900–1300, jeszcze wcześniej w okresie rzymskim i minojskim. To powtarza się cyklicznie.

Jednak te ocieplenia były lokalne, a dziś mamy mieć globalne.

Ocieplenie średniowieczne dotyczyło całego regionu północnego Atlantyku, czyli przede wszystkim Europy, a w tym samym czasie ochłodziła się nieco strefa równikowa. I dziś także obserwujemy lekkie obniżenie temperatur w okolicy równika. Znów od mniej więcej 2000 roku półkula północna się nie ociepla, ociepla się południowa, w okolicy zwrotnika. Ponadto nie należy aż tak bardzo obawiać się ocieplenia klimatu. Gdy spojrzymy na historię człowieka, na ostatnie 3 – 4 tysiące lat, okaże się, że ocieplenie klimatu było dla nas korzystne, to ochłodzenia były dramatem. Ochłodzenie „małej epoki lodowej” w XVII wieku przyniosło epidemie, głód i wojny. Gdyby średnia roczna temperatura w Europie obniżyła się o 1 stopień Celsjusza, mielibyśmy o miesiąc krótszy okres wegetacyjny.

Ale ocieplenie klimatu także przynosi głód. Fala imigracji do Europy wynika nie tylko z wojny w Syrii, ale także z głodu w Afryce Wschodniej, wywołanego suszą. Susze na Haiti trwają od trzech lat – tego wcześniej nie było.

To jest wina człowieka, ale nie ma to żadnego związku z globalnym ociepleniem. Głód w Afryce bierze się m.in. ze źle przeprowadzanej pomocy w sytuacjach kryzysowych. Zamiast dać tym ludziom przysłowiową wędkę, daje się rybę, przez co uzależnia się ich od dalszej pomocy. Na Haiti były natomiast kiedyś piękne lasy, których dziś nie ma. Ten kraj przez kilkadziesiąt lat spłacał Francuzom ogromny haracz za niepodległość. W tym celu sprzedawano wszystko, co było można, także drewno, więc wycięto te lasy. W efekcie woda nie ma się gdzie gromadzić, a gdy do tego dochodzi brak opadów, pojawia się susza.

Czyli jednak – zawinił człowiek.

Tak, ale nie ma to nic wspólnego z globalnym ociepleniem. I jest to klęska lokalna, nie globalna.

Ale tak gwałtownych zmian klimatu – i mówię nie tylko o zmianie temperatur, także o innych czynnikach – dotychczas nie było.

To zależy, jak na to spojrzeć. Często mówi się o huraganach: ich wcale nie jest więcej, niż było kiedyś. Zwracamy na nie uwagę, bo jest nas, ludzi, więcej. Mamy bardziej rozbudowaną infrastrukturę, więc i zniszczenia są większe.

Według „Nature” zmiany klimatyczne mogą zmniejszyć PGB (Produkt Globalny Brutto) na głowę do 2100 roku o około ¼. To możliwe?

Przedstawia się bardzo różne wyliczenia. Faktycznie, tam, gdzie będą susze, tam i gospodarki będą cierpieć. Alarmistyczne prognozy opierają się na uznaniu, że największym czynnikiem sprawczym zmian klimatu jest dwutlenek węgla. Z drugiej strony im więcej dwutlenku węgla w atmosferze, tym mamy lepsze plony – o czym wiedzieli już badylarze „dogrzewający” rośliny w szklarniach dwutlenkiem węgla. Przy zwiększonej ilości dwutlenku węgla rośliny są bardziej odporne na susze. Takie efekty mielibyśmy nawet, gdybyśmy zwiększyli ilość dwutlenku węgla w atmosferze dwuipółkrotnie. Z kolei gdybyśmy zmniejszyli zawartość CO2 w powietrzu o połowę, to w ogóle nie mielibyśmy wegetacji. I wtedy Ziemia stałaby się pustynią, zarówno na lądzie, jak i w oceanie.

Rośliny muszą jednak gdzieś rosnąć – tymczasem w wyniku ocieplenia klimatu mają topnieć lodowce, które zalewają ląd stały.

Nie przesadzajmy, one nie topnieją aż tak bardzo. Wpływ topnienia lodowców na rzeki u podnóży Himalajów jest marginalny, wynosi ok. 1,5%. Jeśli chodzi zaś o wylewy rzek, to one zawsze były błogosławieństwem dla człowieka. Gdy ok. 4200 lat temu Nil przestał wylewać w takim zakresie, jak to robił wcześniej – co było związane ze zmianą zasięgu monsunów, nie z działalnością człowieka – to upadło egipskie Stare Państwo.

Nasze działania nie mają więc wpływu na zmiany klimatyczne?

Mają, ale nie taki, jaki im się przypisuje. Prawdą jest, że spalanie paliw kopalnych ma znaczący wpływ na wzrost obecności dwutlenku węgla w atmosferze. Ale wpływ tego zjawiska na klimat jest minimalny, o ile w ogóle istotny. O wiele groźniejszy jest metan, o którym praktycznie się nie mówi. I tu wpływ człowieka ma znaczenie, przyczynia się do jego produkcji: raz, że jest nas coraz więcej, a dwa, hodujemy coraz więcej zwierząt, które go wydalają. Temu się nie przeciwdziała, w przeciwieństwie do emisji dwutlenku węgla. Można go stosunkowo łatwo przechowywać, co jest dobrym biznesem.

Jak należałoby walczyć ze skutkami działania ludzi w tym zakresie?

Ziemia jest w stanie wyżywić znacznie więcej ludzi niż dziś. Pytanie brzmi: na jakim poziomie? W kontekście Polski przede wszystkim należy zmodernizować energetykę. I nie chodzi tu o „dekarbonizację”, bo ani elektrownie wiatrowe, ani słoneczne nie są w stanie zastąpić elektrowni węglowych. Nasze elektrownie są przestarzałe, gdyby były bardziej nowoczesne, wystarczyłoby spalać o połowę mniej węgla niż dziś. Jakąś opcją mogłaby być też energetyka jądrowa.

Jak pan w tym kontekście ocenia dotychczasową światową politykę klimatyczną?

Na początku biznes był przeciwny polityce klimatycznej. Kiedy jednak przedsiębiorcy zobaczyli, że da się na tym zarobić, to zabrali się za odnawialne źródła energii, co nie znaczy, że energetyka konwencjonalna odejdzie do lamusa. Ta polityka nie jest skuteczna, emisje ciągle rosną – przykładowo Chińczycy otwierają niemal codziennie nową elektrownię węglową.

Kto skorzysta na zmianach klimatycznych?

To zależy, jak będą przebiegały te zmiany. Jeśli zimy będą łagodniejsze, to kraje, które tego doświadczą, zyskają. W łagodniejszej zimie mniej kosztuje ogrzewanie, transport, także okres wegetacyjny w innych porach roku jest dłuższy, dzięki czemu zbiory są większe. W takiej sytuacji może być Polska: zmiany mogą pozytywnie wpłynąć na rolnictwo, przemysł, ale i np. na turystykę. Warto się też przygotowywać na sytuację, w której zimy pozostaną tak zimne, jak do tej pory, ale okresy lata będą gorętsze – i opady będą niewielkie. Jednak i do tego można się przyzwyczaić, taka sytuacja ma miejsce na południu Europy od kilkudziesięciu lat.

Z przyrodą trzeba współpracować, a brak tej współpracy widać choćby w przypadku gospodarki rzecznej. Dziwimy się, że rzeki zalewają miasta, ale jeśli się je dokładnie zabudowuje, to tak to się musi kończyć. Regulacje rzek były błędem, ponieważ zwężenie koryta i zabudowywanie terenów zalewowych powoduje bardzo duże straty, gdy już – w wyniku zwiększenia opadów – dojdzie do powodzi. Trzeba być świadomym zmian klimatu, obserwować je i się do nich dostosowywać.

Czy te zmiany nie będą pogłębiały podziałów na bogatą Północ i biedne Południe?

Afryka jest kolebką ludzkości – i w swoim czasie były tam najlepsze warunki dla człowieka. Także dziś w strefie międzyzwrotnikowej jest gorąco, ale nie przez cały dzień, niemal codziennie padają tam deszcze, dzięki czemu roślinność świetnie się rozwija. To mógłby być raj na ziemi – a nie jest. To, że dziś ten kontynent kojarzy się nam z suszą i głodem wynika z ludzkiego działania: od czasów kolonizacji arabskiej, po europejską. Eksploatacja tego kontynentu doprowadziła do zniszczenia tamtejszej gospodarki i podporządkowania ludności zagranicy, co trwa do dziś.

Ponadto w przeszłości ludzie mieszkali na Saharze, która 5 – 6 tys. lat temu była sawanną, a nie pustynią. W wyniku naturalnych zmian klimatycznych zaczęła wysychać, ale i człowiek, wypasając tam owce i kozy, doprowadził do zniszczenia roślinności, która już nie odrastała w tych samych warunkach klimatycznych.

Jednak to szczególna sytuacja. Człowiek jest niewątpliwie odpowiedzialny za wiele rzeczy, ale ma stosunkowo mały udział, jeśli chodzi o zmiany klimatu.

Stefan Sękowski

 

Stefan Sękowski
Redaktor „Nowej Konfederacji”, dziennikarz „Gościa Niedzielnego”

 

Źródło: Nowa Konfederacja nr 3 (2016)

Przekręt wszechczasów część XXI

Trivium c.d.

Powiem jeszcze słówko na temat Appeal to novelty – w wolnym tłumaczeniu – apel do nowości. To jest jeden z ulubionych chwytów nie tylko reklam, ale i polityki. Ten zabieg ma jedno główne zadanie – przekonać, że nowe jest lepsze. Często dla podkreślenia zestawia się nowe i „lepsze” ze starym, tym którego akurat mamy dość. Samego siebie przeszedł pan OBOMBA/nagroda pokojowa Nobla. Jego cala kampania to był ten zabieg, wyłączny slogan to: „możemy, możemy, zmiany, zmiany, nowe, zmiany”, a jak ktoś się wychylił na publicznym forum z pytaniem – jakie zmiany dokładnie? – zbywał go w 3 sekundy.

Jest tych wybiegów znacznie więcej w tym krótkim klipie, wybrałem tylko kilka, jako ciekawostkę. Poprzez systematyczny trening możemy się tak wyczulić na te chwyty, że rozmowa z typowym mainstreamowym dronem będzie wyglądała co najmniej śmiesznie.

Rozpoznawanie logical fallacies to jedna strona medalu, druga, jeśli nie ważniejsza – to umiejętność zadawania pytań, w taki sposób, żeby nasz rozmówca sam ujawnił swoją głupotę.

Najlepiej zacząć trening od zapoznania się z ideą trivium, na Internecie można znaleźć nie tylko definicje, ale również klipy na YouTube (niestety po angielsku), które uczą tej metody. Jednym z ludzi w tym temacie jest JAN IRVIN, można znaleźć jego klipy edukacyjne na YT.

Zadawanie pytań, kiedy rozpoznamy logicall fallacy, może skrócić debatę niemal natychmiast, nasz rozmówca w mgnieniu oka znajdzie się w takiej sytuacji, w której nie posiadając żadnych dowodów na swoje tezy, będzie musiał zaprzeczyć, bądź uciekać w rozmowie tak, aby się nie zbłaźnić.

Kilka przykładów co mam na myśli, dokładnie na tematy poruszane w tym klipie o globalnym ociepleniu.

Klip zaczyna się od stwierdzenia, że środowisko naukowe zrobiło raport, który JEST DOWODEM na to, że ziemia się ociepla (appeal to authority).

  1. Zamiast czekać na resztę bredni, powinno paść pytanie:

„Jaki dowód? Jakie środowisko naukowe? Ludzie badający sposób zapładniania krów – to też naukowcy. Proszę być szczegółowym – kto, gdzie, kiedy i jaki dowód”.

Tu rozmowa może się zatrzymać, i nasz rozmówca zacznie łykać ślinę, ktoś kto używa logical fallacies, z reguły nie posiada żadnych dowodów, gdyby je miał, zacząłby rozmowę od przedstawienia tego dowodu – żeby zdobyć zaufanie rozmówcy.

  1. Na fakt używania znanych osobistości nie mamy wpływu, ludzie za sterami używają ich po to, żeby przeskoczyć pierwszą bramę – braku zaufania do nieznajomych. Jedno co możemy użyć na swoją obronę to fakt, że aktor czy sportowiec reklamujący szczepionki – najprawdopodobniej nie ma zielonego pojęcia o czym mówi, jego zasób wiedzy na ten temat jest najprawdopodobniej zerowy, to tylko marionetka popularna w tv.
  2. Apel do przyszłości, która na pewno będzie czarna. Dzieciak straszy, że nie będzie już ryb w oceanie – ze względu na globalne ocieplenie. Gdyby ktoś zadał mu pytanie o nadmierne odławianie, chciwość korporacji, a na koniec zapytał, skąd Greenpeace bierze fundusze – mogłoby się nagle okazać, że głównym kontrybutorem są właśnie te korporacje, które zabijają nie tylko ryby w oceanie, ale też wszystko na ziemi, może właśnie dlatego ten cały ruch to jedna wielka lipa.
  3. Bieguny topnieją, globalne ocieplenie – wystarczyłoby zadać jedno pytanie – dlaczego ludzie tacy jak Al Gore i inni piszący wiele ksiąg na temat globalnego szwindlu uciekają od publicznych debat na ten temat jak diabeł od święconej wody? Ilu już ludzi z wiedzą na ten temat wystawiało zaproszenie na debatę, jakoś każdy z tych Gore i mu podobnych – wieje gdzie pieprz rośnie. Poza tym, jakiś czas temu przeczytałem, że Al Gore kupił sobie willę nad samym oceanem – czy nie jest to właśnie jego teza, że oceany niedługo podniosą się znacznie jak nie zatrzymamy globalnego ocieplenia?
  4. Na koniec, chwyt dosłownie dla ograniczonych umysłowo, bądź zaprogramowanych do granic możliwości: „albo jesteś z nami, albo z terrorystami”… takie słowa padły z ust tego przygłupa Busha, kiedy ostro pompował swoją morderczą kampanię ataku na Irak, w której życie straciło ponad milion ludzi. Jakim cudem ludzie wyłączyli myślenie? Jestem z tobą albo przeciwko – wiesz co, nie do końca mnie przekonują twoje argumenty, zanim zdołasz mnie przekonać czymś bardziej niż wybiegami upośledzonej logiki – zostanę gdzieś po środku, ani z tobą, ani z terrorystami – dziękuję.

To tylko kilka przykładów, jest tego cała masa, do tej zupy pseudologiki spece od PR dorzucają jeszcze NLP – Neuro-Linguistic-Programming, czyli programowanie neurolingwistyczne, przekazy podprogowe i mamy pranie bani od rana do wieczora. Dziś już nawet większość ludzi nie zauważa tego, dziś nie potrafimy już korzystać z tego, w co wyposażyła nas matka natura – ciekawość.

Pamiętacie jakie są dzieci? Tysiące pytań, ale tu są te najważniejsze, które są filarem logiki, 6 przyjaciół o których dorośli zdecydowanie zapomnieli:

KTO, CO, GDZIE, KIEDY, DLACZEGO, JAK?

Dzieci pytają, nie tylko dlatego, że wiedzą jeszcze niewiele o świecie, ale przede wszystkim dlatego, że instynktownie wiedzą, że te informacje pozwolą zdefiniować otoczenie, zrozumieć i wyciągnąć wnioski. Potem idziemy do szkoły, po edukację, wychodząc z niej – większość potrafi już tylko powtarzać, zadawanie dociekliwych pytań zostało nam wybite ze łba.

My dorośli mamy tv, pełne „autorytetów”, celebrytów, którzy wiedzą lepiej, badania pseudonaukowe, sponsorowane przez lobbystów, a na koniec filmy bohaterskie, po których młodzi chłopcy zamiast biegać za piłką i sukienkami – biegają po poligonie czekając na wyjazd do Iraku.

Dziś jeszcze są źródła, żeby odtruć umysł i pomóc w tym naszym pociechom, pierwszy krok do tego – to nie oglądanie telewizji.

Piotras

c.d.n.

Przekręt wszechczasów część XX

Trivium, czyli co zniknęło z nauczania, i już pewnie nie wróci.

Chyba do wczesnych lat 30 tych, nauka logicznego myślenia, czyli tzw. trivium i quadrivium była częścią nauczania w szkole. System zbierania informacji z otoczenia, filtrowania bzdur, formowania opinii i komunikowania tejże opinii ze światem zewnętrznym zniknął jak kamfora. Dziś w szkołach mamy trening papug. Kto dostaje najlepsze oceny, pnie się na drabinie czerwonych pasków i innych wynalazków? Ci którzy kują na beton, wylewają co im powiedziano na kartkę, czasem liżą tyłek nauczycielom, ucząc się przy tym jak zostać przyszłym politykiem.

Nie jestem jeszcze tak stary, żeby nie pamiętać szkolnych czasów. Nieliczne dzieciaki, które wtedy były uznawane za problemowe, dzisiaj mają swój sposób na życie. Mam znajomych, którzy w szkole nie byli lubiani przez nauczycieli, bo płynęli pod prąd, zadawali niewygodne pytania, dociekali, mieli otwarte umysły, których nie dało się zabić staniem w kącie, piętnowaniem i wyśmiewaniem.

Dzisiaj oni zmieniają świat, tylko jest ich za mało, część wpadła w pułapkę luksusu i cały swój młodociany geniusz, który dzisiaj otrzymałby plakietkę ADHD, poświęcili na gonitwę za sianem i świecidełkami.

Ale co to jest TRIVIUM i po co w ogóle o tym mówić? Nie będę pisał dogłębnie na ten temat, każdy może znaleźć w necie, chcę tylko rzucić trochę światła jak ta starożytna metoda nauczania myślenia może nam dzisiaj pomóc zrozumieć ten dziwny świat.

Trivium składa się z 3 etapów:

  1. Grammar – czyli zbieranie informacji z otaczającego nas świata, za pomocą naszych zmysłów
  2. Logic – czyli najzwyczajniej przemyślenia, rozkmina, czy to co widzimy, słyszymy, czytamy ma dla nas sens
  3. Rhetoric – czyli komunikacja naszych wniosków z otoczeniem

Innymi słowy wejście, proces, wyjście.

Wydaje się naprawdę proste, jestem pewien, że są ludzie, którzy dzisiaj, czytając to powiedzą – nic nowego, ja tak żyję od lat, a potem zapisują się do woja, bo Bush powiedział coś bardzo ciekawego – JESTEŚCIE Z NAMI, ALBO PRZECIW NAM i proces myślenia logicznego wyleciał przez okno, czas w kamasze.

Dziś na antenie nadaje jakiś doktor nauk medycznych i mówi jasno, że mimo, że szczepienia nie chronią przed chorobami, musimy się szczepić, a nieszczepione dzieci mogą zarażać szczepione, mimo że nieszczepione nie mają czym zarazić tych zaszczepionych, które nie są odporne, mimo że były zaszczepione.

Debilizm wtórny jaki dzisiaj nas otacza na co dzień, jest tak ogromny, że już nawet go nie zauważamy, dzisiaj można masom śmiać się w twarz, pieprzyc głodne kawałki i otrzymywać aplauz!

Jak nauczyć się myśleć? To nie jest aż takie trudne, wymaga jednak systematyczności, odprogramowania zatłoczonej bani i uporu. Potem już, wskakuje to na własny tor i zaczyna się mordęga, nie zabawa. Mordęga dlatego, że niemal z dnia na dzień zaczynamy dostrzegać kretynizm, głupotę, fałsz i manipulacje i zaczyna się robić niedobrze od tego. Na pewnym etapie odkwaszania umysłu zaczynamy czuć się samotni, bo rzeczy które nas dotąd bawiły – jak oglądanie durnych programów, nagle stają się wręcz bolesne.

Jak trivium naprawdę użyć do postrzegania świata?

Mamy swoje zmysły, i mamy swoje doświadczenia, jeżeli nauczymy się z nich korzystać we właściwy sposób, będziemy po pierwszym etapie – zdobywania informacji.

Dzisiaj potrafimy nawigować po Internecie, multum info bombarduje nas z każdej strony, jednak wychodzi taki Obierak Banana, i pieprzy takie bzdety, gdzie Logical Fallacies wyskakują co kilka sekund i nikt nawet tego nie zauważa?

Przykład?

Zrobię tłumaczenie do 2 minutowego spotu Greenpeace:

  1. APPEAL TO AUTHORITY – odwoływanie się do autorytetów – dziś wystarczy założyć biały fartuch albo drogi ganz żeby nagle mieć większą wiarygodność, mimo że pieprzy się głupoty.Appeal to authority, ten sposób prania bani jest dzisiaj wszechobecny. Spece od PR i podprogowych przekazów pracują super ciężko, żeby wytrenować stada – autorytet-nigdy-się-nie-myli. Bodajże w latach 60 tych były telewizyjne reklamy dentystów, w których doradzali palenie fajek jako sposób na próchnicę, dziś trzeba być nieco bardziej wyrafinowanym, jednak schemat działa identycznie.
  1. APPEAL TO CELEBRITY – odwoływanie się do popularnej / lubianej osoby: znany, hollywoodzki dzieciak wynajęty do spotu. Kto dziś reklamuje wszelakiej maści gówna w tv? Celebryci, grając na nutce sympatii – podświadomie mamy więcej zaufania do znanych i lubianych ludzi. Jak Marek Kondrat z uśmiechem reklamuje bank, to nie może to być lipa 😉
  2. APPEAL TO FEAR – granie na strachu o przyszłość. Dzieciak wyraźnie mówi o tym , że jak nie posłuchamy, jego przyszłość będzie czarna, wielu ludzi ma swoje dzieci, podświadomie rejestruje przekaz, mimo, że globalne ocieplenie to kompletna bzdura.
  3. CONFUSING CAUSE AND EFFECT – brak związku pomiędzy przyczyną a skutkiem: jego wypowiedź o topniejących biegunach nie ma podstaw naukowych. Propagatorzy globalnego ocieplenia unikają wszelkich debat jak ognia, wiedzą, że to szwindel.
  4. APPEAL TO PITY – wzbudzanie poczucia winy, przekaz wyraźnie kładzie nacisk na to, żeby odbiorca poczuł się osobiście winny z powodu topniejących biegunów, i co tam sobie jeszcze Al Gore wymyślił. Bardzo popularny wybieg.
  5. FALSE DICHOTOMY – fałszywa dychotomia (dwudzielność, albo-albo) to jest dokładnie to, czego używał pan Bush mówiąc: „jesteście z nami, albo z terrorystami”, tego nie trzeba wyjaśniać nawet.
  6. APPEAL TO NOVELTY – czas na coś nowego, na postęp: „mieliście szansę naprawić ten bałagan, teraz my coś z tym zrobimy” – ten szczyl nie ujawnia żadnych planów, jak ma zamiar pozbyć się problemu, niby ocieplenia, jego argument ma tylko za zadanie przekonać, że NOWE będzie lepsze. Mamy ten sam syf serwowany na co dzień przez polityków prawda? Pamiętacie MR CHANGE? YES WE CAN, CAN, CAN… śpiewały tłumy lemingów dla Obomby, ten nie ujawniając żadnych szczegółów cieszył japę, wiedząc, że to tylko teatr.

Piotras

c.d.n

Piloci, lekarze i naukowcy mówią prawdę o chemtrails

Original video: „Pilots, Doctors & Scientists Tell Truth about Chemtrails!”

Opis z kanału Ripsonar News na YouTube:

Naukowcy, lekarze, piloci i meteorolodzy udzielają szczegółowych zeznań podczas przesłuchania jakie zorganizowała Rada Nadzorcza Shasta w sprawie Chemtrails i Geoinżynierii, które odbyło się 15 lipca 2014 r. w Kalifornii. Eksperci przedstawiają dowody niebezpiecznych skutków geoinżynierii zwanej Chemtrails (smug chemicznych) prowadzonych przez rząd USA zarówno na przyrodę jak i człowieka.

Dowody wskazują jednogłośnie, iż owa modyfikacja pogody przez rozpylanie chemicznych toksyn szczególnie aluminium ma wpływ na degradację środowiska naturalnego, w tym wyjaławianie gleby poprzez zmienianie jej pH na zasadowy, degradację organizmów jak i gatunków. Substancje te mają jednak fatalny skutek dla człowieka! Choroby takie jak Alzheimer a być może i ADHD jest wynikiem tych oprysków. Jest to niestety tylko czubek góry lodowej, z których wnioski nasuwają się wręcz dramatyczne dla naszej populacji i egzystencji. Ale o tym napiszę oddzielny, szczegółowy artykuł.

Jest to moim zdaniem jedno z lepszych prezentacji, jakie ostatnio widziałem. Tym bardziej że jest z tego roku! Zapraszam

Zobacz też:

Geoinżynieria. Była podoficer, Kristen Meghan, opowiada o tym, jak odkryła, że wojsko rozpyla chemtrails

Geoinżynieria. Była podoficer, Kristen Meghan, opowiada o tym, jak odkryła, że wojsko rozpyla chemtrails

Kristen Meghan nie jest amatorką tropiącą rzekomą teorię spiskową, zwaną „chemtrails”, lecz osobą pod każdym względem kompetentną i uprawnioną do wypowiadania się w tej sprawie. Złożyła przysięgę na Konstytucję, a jej zadaniem, jako wojskowej higienistki środowiskowej, było czuwanie nad bezpieczeństwem ludzi i środowiska naturalnego. Mimo, że opuściła armię wciąż czuje się związana przysięgą, której do tej pory nie była w stanie dotrzymać i obiecuje, że nie zamilknie, bez względu na to, ile miejsc pracy straci i ilu przyjaciół oraz członków rodziny się od niej odwróci.

Po zamachu 9 września Kristen, 19-letnia, zagubiona i niepewna, co zrobić ze swoim życiem, zaciągnęła się do lotnictwa wojskowego. Pracowała w bio-inżynierii środowiskowej, a jej zadaniem było monitorowanie wpływu wojska na środowisko i zdrowie, zarówno pracowników wojska jak i ludności cywilnej i usuwanie skutków ewentualnych skażeń. Przez jej stanowisko pracy przechodziły zamówienia na różne chemikalia potrzebne m.in. do naprawy i konserwacji samolotów, a ona musiała dbać o to, żeby nie stanowiły one zagrożenia dla ludzi i żeby były zgodne z obowiązującymi normami. Różni ludzie, wiedząc o tym, jaką pracę wykonuje zadawali jej pytanie, czy słyszała o chemtrails. Nie, nie słyszała. Ale postanowiła sprawdzić, co na ten temat piszą w Internecie. Znalazła tam strony, które zajmowały się obalaniem i ośmieszaniem tej teorii spiskowej, a ona uwierzyła, że piszą tam prawdę, bo przecież, z racji wykonywanej pracy, ona pierwsza wiedziałaby, gdyby wojsko powodowało jakiekolwiek skażenia.

A jednak coś się nie zgadzało. Około roku 2006 zaczęło do niej docierać, że wojsko nie było tym, czym wierzyła, że jest.

Kiedyś przeglądała swój komputer i Formularz Lotnictwa 39-52 „Zatwierdzenie substancji szkodliwych”. Widniało tam wiele ton aluminium, baru, strontu oraz różne formy tlenków i siarczanów. Wiedziała, że są one używane w procesach takich jak obróbka strumieniowo-ścierna czy piaskowanie numeryczne. Problem w tym, że ona już te chemikalia rozliczyła, posługując się Kartą Bezpieczeństwa Preparatu, gdzie wymieniony jest producent i być może lista wymaganego sprzętu ochrony osobistej, wykorzystywanego w procesie oraz kilka sposobów złagodzenia ekspozycji. Ale te elektroniczne karty, które miała przed sobą różniły się od tych, z którymi pracowała. Wyglądały jakby ktoś sam je stworzył i zeskanował, nie było w nich producenta i były bardzo ogólnikowe. Zadawała pytania zwierzchnikom, do czego jest to wykorzystywane, ale nigdy nie otrzymała odpowiedzi, więc tych kart nie rozliczyła. Zaczęto na nią naciskać, że zalega ze swoimi 39-52. Kiedy zaczęła zadawać pytania stała się wrogiem. Była cenionym pracownikiem, miała swoją rangę, była odznaczona, była podoficerem kwatermistrzostwa, zdobyła wiele nagród, więc nie było powodu, żeby ją demonizować. Przeniesiono ją do innego centrum logistycznego lotnictwa w stanie Georgia, a zła opinia poszła za nią. W nowym miejscu pracy sytuacja z dziwnymi kartami się powtórzyła, ale ona zajęła się pracą dochodzeniową. Zaczęła pobierać próbki powietrza i gleby, słusznie zakładając, że to, co zostało rozpylone w powietrzu musi opaść na ziemię. Używała bardzo czułego sprzętu i odkryła, że poziom skażenia jest bardzo wysoki. Zaczęła zadawać pytania nowemu dowódcy, ale jego reakcja ją zdumiała. Popatrzył jej w twarz i powiedział: „Zastanawiam się nad tobą, co jest z tobą nie tak? Ostatnio wyglądasz na naprawdę bardzo przygnębioną, mógłbym ocenić twoje zdrowie psychiczne nawet na 120 dni” (zapewne izolacji). „Kto zająłby się twoją córką?” To potwierdziło jej podejrzenia, że zamiast chronić zdrowie ludzi, wojsko ich zatruwa, łamiąc wiele praw. W konfrontacji z lękiem przed „wrzuceniem do klatki” nabrała wielkiej odwagi, żeby działać. W wojsku nie mogła nic zrobić, bo w wojsku jesteś numerem i każdy aspekt twojego życia jest kontrolowany. Na szczęście zbliżał się czas ponownej rekrutacji, więc postanowiła, że nie zaciągnie się ponownie. Uciekła i nie obejrzała się za siebie. Od października 2010 roku, po 9 latach służby, została informatorką (whistleblower) i krzyczy o tym, co odkryła. Oczywiście wojsko usiłuje ją uciszyć, ale nie ma niczego, co mogłoby ją zdyskredytować. Jest prześladowana, wyrzucana z pracy, a gdy podróżuje samolotami na lotnisku jest wciągana do tajnego pomieszczenia.

Zastanawiacie się, kim są piloci, którzy to rozpylają i dlaczego się nie ujawniają? Od czasu kiedy Kristen mówi o tym wszystkim zgłaszają się do niej piloci i ludzie, którzy wstawiają kanistry z chemikaliami do samolotów, ale z oczywistych względów ona nie może ujawnić kim są. Nikt nie chce skończyć jak Snowden i Manning. Prawa chroniące demaskatorów nie działają, a tak naprawdę nie istnieją. Geoinżynieria istniała i istnieje i jest finansowana z podatków. Trują nas z nieba za nasze własne pieniądze! O tym procederze nie wiedzą nawet ludzie zatrudnieni w lotnictwie, tak, jak ona nie wiedziała, mimo że pracowała jako higienistka środowiskowa rozliczająca zużycie chemikaliów stosowanych do oprysków. Bo jeśli nie wiesz, czego szukać to tego nie znajdziesz.

Dlatego nie wierz ekspertom! Nie wierz ludziom pracującym w monitoringu atmosfery! Oni nie kłamią, kiedy mówią że niczego nie rejestrują. Oni sami nic nie wiedzą z prostego powodu: nie mają dość precyzyjnych urządzeń, żeby wykryć nanocząsteczki metali. Ale to nieprawda, że nie ma skażeń.

Kristen pyta retorycznie swoich kolegów z wojska: „Czego się boisz, skoro jesteś w czynnej służbie, co oznacza, że jesteś gotów zginąć w obronie swojego kraju?” Dlatego apeluje do wszystkich, żeby rozpowszechniali tę wiedzę, żeby się ujawniali, żeby wyciągnęli tę tajemnicę na światło dzienne i powstrzymali ten proceder. Ona wciąż jest wierna przysiędze, ma poczucie, że jest to jej obowiązek i dopiero teraz może się z niej wywiązać. Uważa, że pracownicy służby zdrowia działają nieetycznie, bo o tym nie mówią.

Kristen uważa, że najważniejszą przeszkodą są strony z dezinformacją na ten temat. Najważniejsze są dwie: metabunk i ContrailScience, obie prowadzone przez pracownika rządu, programistę Micka Westa. Mick West nie jest chemikiem, fizykiem ani specjalistą ochrony środowiska, ale czuje się uprawniony do mówienia wam, że jesteście szaleni, jeśli widzicie na niebie chemtrails. Przestrzega też przed licznymi trollami dezinformacji, którzy są opłacani, żeby udawali znawców tematu lub kogoś takiego jak my, kto uczciwie przekazuje wiedzę. Nie polecajcie na Facebooku czy Twitterze żadnej strony o contrails jeśli nie sprawdzicie, kto ją prowadzi i kto mu za to płaci. [Oprócz płatnych agentów dezinformacji, wśród autorów takich głupich stronek i artykułów w blogach o contrails jest wielu użytecznych idiotów, którzy uważają się za „racjonalistów”, czyli arogantów przekonanych, że są mądrzejsi niż empirycy, wierzący w to, co widzą – MS].

Oto rady Kristen, jak zbadać skład wody i powietrza, żeby przekonać niedowiarków. Nie jest to takie proste, bo zwyczajne laboratoria nie dysponują wystarczająco czułą aparaturą, zdolną do wykrycia nanocząsteczek. To jest bardzo ważne: to są nanocząsteczki, a nie zwyczajne aluminium, bar i stront! Dlatego zwykłe laboratorium nic nie wykryje.

Do badania oddajemy wodę deszczową i śnieg, a nie glebę, ponieważ gleba ma bardzo różny skład, zależnie od miejsca, w którym występuje. Należy wziąć szklany słoik (nie plastikowy, bo zawiera on BPA) i pobrać do niego deszczówkę lub śnieg. Kristen nie może ujawnić publicznie, do którego laboratorium należy to wysłać, ponieważ większość laboratoriów odmawia przyjęcia próbek, jeśli się dowiedzą, że ma to jakiś związek z jej działalnością. Dlatego należy wysłać do niej e-mail z zapytaniem, a ona poda wam informację co robić. Takie badanie kosztuje ok. 50$.

Ze wszystkich praw, które tracimy geoinżynieria jest największym zagrożeniem. Jak mówi Kristen, możecie mieć broń, możecie mieć pieniądze, możecie mieć wszystko, ale jeśli nie macie żywności i wody i jeśli umieracie z powodu chorób układu oddechowego i nerwowego to jakie to ma znaczenie?

Jesteśmy truci na wiele sposobów: szczepionkami, skażonym powietrzem, fluorem w wodzie i paście do zębów, chemią w żywności, chemikaliami ze szczelinowania itp. Pojedyncze źródło nie wydaje się groźne, ale jeśli to wszystko zliczymy razem okaże się, że nasz organizm nie będzie w stanie poradzić sobie z metabolizowaniem tego wszystkiego.

Adres do Kristen: kristenmeghan@gmail.com

I na zakończenie: kilka słów o szalonych (a raczej psychopatycznych) „uczonych”, którzy w Erze Wodnika przejmują rolę, którą do tej pory pełniły religie. Tak, jak religie kłamały w sprawach duchowych, tak nauka kłamie w sprawie dowodów. Nie istnieje i nigdy nie istniało żadne globalne ocieplenie. Kto nie wierzy, niech sobie poczyta o eocenie, kiedy na ziemi temperatura była wyższa o prawie 9 stopni niż obecnie. Nie było wtedy czap lodowych – w ogóle! Mimo to nasza planeta nie rozpadła się, a życie nie wyginęło. Wręcz przeciwnie, był to okres bujnego rozwoju ssaków. W średniowieczu było dużo cieplej, niż obecnie. W Anglii i Polsce rosły winogrona i wyrabiano z nich znakomite wina. Od 2000 lat klimat się oziębia! Jeśli nam coś grozi, to raczej lodowiec, niż ocieplenie. Zresztą ocieplenie byłoby najlepszą rzeczą, jaka mogłaby się nam obecnie przydarzyć, gdyż tylko gorący klimat byłby w stanie zapewnić nam urodzaj, mogący wyżywić rosnącą populację.

Jeśli nie przegonimy tych wszystkich psychopatów udających uczonych los ludzkości będzie przesądzony!

Kłamliwa Żydopedia ani jednym słowem nie wspomina o tym, że w eocenie panowało potężne globalne ocieplenie. Oczywiście, nie może tego ujawnić, bo ludzie mogliby zacząć myśleć i pytać, dlaczego nie nastąpiła wtedy zagłada naszej planety. Dociekliwym polecam tekst Globalne ocieplenie z dalekiej przeszłości, przemyślcie sobie zagadkę, dlaczego nie tylko świat się wtedy nie skończył, ale nastąpiła wręcz eksplozja życia.

Światowy marsz przeciwko chemtrails w Poznaniu!

 

 

marszKiedy: 27 września o godzinie 11:00

Gdzie: Wielkopolski Urząd Wojewódzki
aleja Niepodległości 16/18, 61-713 Poznań, Poland

Zaczynamy działać. Dosyć kłamstw. Dosyć smug.

Link do akcji na Facebook

Dodał: Pan Nikt

Bracia i Siostry, zostało już niewiele czasu do poznańskiego marszu w naszej wspólnej sprawie. Dlatego ja i osoby które pewnie znacie, oferujemy wszelką pomoc w zakresie przyjazdu, pobytu i powrotu do waszych miejscowości. Wychodzę z tą propozycją ponieważ wiem, że wielu z Was chce się pojawić i równie wielu będzie samotnie. W styczniu sam jechałem do obcego miasta na ten protest i wiem, czego wtedy brakuje. Jeśli chodzi o przyjazd to polecam Bla Bla Car lub Polskiego Busa, są to najtańsze opcje. Możliwe, że ktoś z Was przyjedzie autem i nie zależy wam na kasie tylko na towarzystwie, dlatego możecie zabrać osoby które tych pieniędzy mają mniej. Jako miejscowi odbierzemy przyjezdnych z dworca lub innego miejsca i będziemy towarzyszyć przez cały czas, który spędzimy wspólnie jak rodzina. Po marszu możemy pospacerować, wstąpić do baru czy zrobić ognisko (wszystko zależy od naszej inwencji i chęci), by lepiej się poznać. Łączy nas wiele spraw, dlatego myślę, że bez problemu znajdziemy wspólny język. Jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości czy pytania, zapraszam na priv. Niech moc będzie z Wami.

—————————————————–

To, co się dzieje na niebie nad Warszawą i okolicami przekracza wszelkie normy. Oto kilka zdjęć z ostatnich dni:

Zdjęcie1863 OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA Zdjęcie1853 Zdjęcie1842