Wierzycie jeszcze w demokrację?

Z okazji wyborów napisałam jasno i wyraźnie, że nie wierzę w demokrację. Sam fakt, że kandydat został wpisany na partyjną listę świadczy o tym, że ktoś już go za mnie wybrał, a to z kolei oznacza, że ja nie mam na nic wpływu.

Elektorat nie ma nic do gadania, a tym bardziej do decydowania, ponieważ zawczasu został poddany naukowo opracowanemu, medialnemu praniu mózgu, żeby pokochał tego, kogo kochają ukryte postacie, pociągające za nitki światowej polityki.

Apele celebrytów, żebyśmy nareszcie, do cholery, nauczyli się wybierać mądrze i grożenie paluszkiem, że jeśli znowu źle wybierzemy, to sami będziemy sobie winni, zawsze wywołują u mnie paroksyzmy sarkastycznego rechotu.

Osiołkowi w żłoby dano, w jednym mdły owies, w drugim suche siano. Co ma zrobić biedny osiołek, jeśli zachce mu się słodkiej marchewki? Czy może wybrać marchewkę, jeśli dano mu do wyboru wyłącznie owies i siano?

Czy można wybrać mądrego, jeśli na liście są wyłącznie głupi? Czy można wybrać uczciwego, jeśli do wyboru są sami złodzieje? Czy można wybrać polskiego patriotę, jeśli wszyscy kandydaci są patriotami i ultranacjonalistami obcego i wrogiego mocarstwa?

Choćbyśmy ich selekcjonowali na 1000 różnych sposobów, według 1000 różnych kryteriów i tak żaden z nich od tego nie stanie się mądrzejszy, tak jak siano nie stanie się marchewką. Bo z próżnego i Salomon nie naleje. No, chyba, że jest Jamesem Randi i umie jak on zamieniać sprzedajnych idiotów w renomowanych naukowców. Zwykły elektorat tego nie potrafi, więc darujmy sobie rozważania, co by było gdyby.

Z tego powodu nie chadzam na wybory. Nie jestem sztukmistrzem i nie potrafię wyczarować królika z kapelusza. Nie zamienię obcego najemnika w polskiego patriotę ani sprzedawczyka w kryształowo czystego anioła. A hasełko, że skoro nie brałam udziału w wyborach, więc nie mam prawa krytykować, niech sobie specjaliści od prania owczych mózgów wsadzą, bo ja nie jestem baranem, lecz inteligentną istotą ludzką. Logika tego „argumentu” wprost zapiera mi dech w piersiach, więc wybaczcie, ale nie będę z tym polemizować.

Jeśli po tym wszystkim, co dzieje się dziś w polityce w dalszym ciągu wierzysz w demokrację, to musisz pozostawać pod wpływem diabelskiej hipnozy. Człowiek, który widzi coś, czego nie ma powinien pozostawać pod opieką psychiatrów, a nie decydować o losie moim i innych świadomych, przebudzonych obywateli.

Jeśli uwierzyłeś w demokrację i głosowałeś, to musisz być (delikatnie mówiąc) naiwny jak dziecko!

Na zakończenie wyjaśnienie dla wyjątkowo opornych, wyznających zasadę konieczności głosowania na zło, które nazywają mniejszym („trzeba wybrać mniejsze zło”): od czasów komuny Polską rządzi ta sama sitwa, tyle tylko, że przemalowana z koloru czerwonego na niebieski z żółtymi gwiazdkami. Unia to komunizm korporacyjny, który traktuje ludzi jak niewolniczą siłę roboczą, ale skoro głosujesz na jej reprezentantów, to pewnie tego nie widzisz.

W Polsce (na wzór USA) obowiązuje dwufrakcyjny system jednopartyjny. Oznacza to, że partia rządząca podzielona jest na dwie frakcje, udające koalicję rządzącą i opozycję. Głosując na którąkolwiek z tych frakcji wybierasz tę samą partię, ten sam program (z drobnymi, kosmetycznymi różnicami) i tych samych polityków. Jeśli któryś z liderów ma pecha i jego frakcja nie wygra wyborów nie ma zmartwienia: po kilku miesiącach przechodzi on do frakcji rządzącej i odzyskuje dostęp do koryta.

Jeśli wybrani przez ciebie ludzie popełniają przestępstwo wobec Twojego kraju i narodu, to kto jest winien?
TY!
BO TO TY NA NICH GŁOSOWAŁEŚ I TY DAŁEŚ IM PRAWO DO RZĄDZENIA!

Głosując na nich oddałeś im władzę nad sobą, a co gorsze, również nad innymi.

Ja na nich nie głosowałam, więc oświadczam: rządzicie, ale NIE W MOIM IMIENIU! Mnie decyzje „władzy” nie obowiązują, bo nikt mnie nie ubezwłasnowolnił, a więc nikt nie ma prawa podejmować za mnie żadnych wiążących decyzji dotyczących moich praw i obowiązków.

Dodane 11.04.2016 – to powinien wiedzieć nie tylko Amerykanin, ale każdy człowiek na świecie, ponieważ to samo dzieje się wszędzie, w Polsce również!

Jaki może być ukryty cel „naukowego” krakania o końcu świata w 2012 roku?

Z powodu głębokiej i nieprzepartej awersji do polityki i polityków od dawna nie oglądam wiadomości, ale zaglądam na kanały popularno-naukowe i dokumentalne, takie jak Discovery, National Geographic, History itp. Od jakiegoś czasu z narastającym zdumieniem obserwuję na tych kanałach eskalację histerii wokół „Końca świata 2012”, „Apokalipsy”, „Ostatecznej zagłady”, „Świata bez ludzi”, „Klimatycznego armagedonu” i ………… (wpiszcie tu sobie sami, co jeszcze przyjdzie wam do głowy).

Odkąd to Discovery i spóła zajmują się propagowaniem nienaukowych proroctw jakichś przedwiecznych kultur? Odkąd wróżby, przepowiednie i wizje „proroków” stały się niemal głównym obiektem zainteresowania tych niegdyś popularno-naukowych kanałów? Doszło do tego, że nie zdziwiłabym się ani trochę, gdyby zaprosili tam astrologa, żeby obwieścił ostateczny kres obrotów sfer niebieskich!

Przyzwyczajono mnie, że to kanały należące do twardogłowych „racjonalistów”, którzy nie tylko nie wierzą we wróżby i przepowiednie i na wszystko żądają niezbitych, naukowych dowodów, ale wręcz zwalczają wszelkie wróżby jako zabobony i miejskie legendy. Programy o Majach, jeśli pojawiały się na tych kanałach, traktowały ten wymarły lud jedynie jako przedmiot badań naukowych i nikomu nie wpadłoby do głowy, żeby propagować ich proroctwa o rzekomym końcu świata.

Skąd ta nagła zmiana? Co włączę telewizor w oczy pchają mi się czterej jeźdźcy Apokalipsy, kamienny kalendarz aztecki lub data 21 grudnia 2012 r., a nawet jakiś stuknięty prorok zagłady, który na kanale History wykrzykuje z obłędem w oczach, że Majowie przewidzieli 5 światów, teraz kończy się piąty świat, a o szóstym nigdzie nie ma żadnej wzmianki, więc z całą pewnością zbliża się KONIEC.

Co na to panowie Dawkins i Randi?

Wróżby i astrologia na Discovery?

Jakby tego wszystkiego było mało objawiła się japońska księżna, która nie zważając na powagę i godność swojego książęcego majestatu bredzi o kosmitach i nikt jej nie przywołuje do porządku. Czyż to nie zdumiewające? 20 lat temu byłoby to absolutnie nie do pomyślenia i panią księżnę usunięto by z widoku publicznego, oddając prosto w troskliwe ramiona doktorów od głowy.

Katastroficzne szaleństwo ogarnęło nie tylko poważną telewizję, ale i Hollywood. Tam też niemal taśmowo kręcone są filmy o kataklizmach i zagładzie.

Czyżby to były przygotowania do użycia BlueBeam? Czy powinniśmy się spodziewać, że zjawią się tu jacyś kosmiczni „zbawcy”, żeby zrobić porządek na planecie, skoro my sami tego zrobić nie umiemy?

A może to próba wykończenia ludzkości poprzez zamienienie jej w generator wibracji lęku i autodestrukcji?

Może byłby to nawet dobry pomysł, gdyby straszący nie przeholowali. Zbyt często powtarzany bodziec przestaje działać. Jeśli wpadniesz do domu krzycząc „pali się” domownicy wpadną w panikę. Ale jeśli zrobisz to 100 razy pod rząd jedyną reakcją będzie wzruszenie ramion.

Astromaria jest niepokonana :)

Mój blog zawsze stał wysoko w rankingu blogów na WordPress – praktycznie nigdy nie wypadałam z pierwszej piętnastki, a moją „zaczarowaną” pozycją była 13. I nagle, z dnia na dzień – wypadłam z rankingu całkowicie!

Powiecie, że to proste – straciłam popularność.

A ja powiem: dostałam bana!

Nie pierwszego i nie ostatniego w moim wyboistym życiu…

Sprawdziłam słupki popularności mojego bloga w skali roku i stwierdzam, że mają się one dobrze. Mogę nawet powiedzieć, że jestem jak ten chłop, który śpi, a jemu rośnie. Nawet w okresach, kiedy nie pisałam nic, bo mi się nie chciało, statystyki pikowały w górę. Powiem szczerze, że było to dla mnie zdumiewające. Spodziewałam się spadku popularności, a ona rosła.

Ja oczywiście wiem, że WordPress to taka cudowna platforma blogowa, gdzie panuje prawo, przejrzystość i uczciwość iście kryształowa, więc każdy, kto ośmieli się rzucić jakieś podejrzenie na adminów musi się liczyć z tym, że zostanie okrzyknięty paranoikiem i twórcą teorii spiskowych. Każdy, a ja szczególnie – czyż nie zajmuję się zmyślaniem takich nieistniejących zjawisk jak chemtrails, rząd światowy i kosmici?

Jest wiele blogów, które piszą o spiskach dużo i szczegółowo, nawet sypiąc nazwiskami ludzi z najwyższych, światowych elit, ale nikt im życia nie utrudnia ani nie wywala z rankingu. Mnie prawdę mówiąc spiski specjalnie nie podniecają i nie obchodzi mnie, kto jest kim ani jaką rolę odgrywa w światowych elitach. Wiem o tych sprawach, ale mam do nich filozoficzne, a raczej ezoteryczne podejście. Uważam, że jeśli coś jest, to ma być i że jest w jakimś wyższym celu, który ja mogę tylko zaakceptować (co nie oznacza mojej aprobaty dla tego stanu rzeczy). Walka z tym nie ma sensu, bo z góry skazana jest na niepowodzenie, choćby dlatego, że to, z czym walczysz rośnie w siłę – ale o tym w następnej notce (zauważcie, że ja nigdy z nikim / niczym NIE WALCZĘ ani z nikim się NIE KŁÓCĘ – ja tylko i wyłącznie dostarczam informacji i wiedzy).

Tak więc to nie moje pisanie o spiskach jest przyczyną mojego popadnięcia w niełaskę.

Nie mówcie mi też, że nikt nigdy nie skarżył się z powodu sabotażu na WP. Owszem, byli tacy, którzy się skarżyli i niejeden tekst na niejednym blogu został napisany na ten temat.

Cóż więc się za tym kryje?

Wiem, że mój blog czytywany jest przez Bardzo Ważne Osoby z GazWyb i portalu Racjonalista. Wiem, że bardzo nie lubi mnie pewien ślusarz, wkręcający śruby i pręty w kości pacjentów. Ale najbardziej nie lubią mnie ci, którzy krzewią „rozum” i naukowe „oświecenie”.

Jestem chyba jedyną osobą w Polsce, na której cześć został stworzony blog, którego jedynym celem było ośmieszanie tego, co piszę (blog umarł śmiercią naturalną z powodu totalnego olania ciepłym moczem przez tę, której był dedykowany – zajrzałam tam raz, kiedy odnotowałam w statystykach pierwsze wejście stamtąd do mnie i więcej nie zaszczyciłam tego projektu swoją uwagą).

Jestem autorką najczęściej wyszydzaną przez „racjonalistów” w całym Internecie. Wiem też, że mój blog został oznakowany jako sekta w dodatku WOT. A na wykopie mam takiego bana, że każdy mój tekst jest tam zakopywany w ciągu 2 minut.

Czy ktoś, kto jest nieszkodliwym świrem, paranoikiem tropiącym urojone spiski zasługuje na aż tak wielką uwagę i tak żarliwą nienawiść Największych Polskich Racjonalistów i Intelektualistów?

Przecież głupich świrów lekceważy się jak brzęczącego komara, a nie pisze się gorące polemiki ze wszystkim, co napiszą.

Zapytacie: za co spotkały mnie te szykany?

Trochę za propagowanie astrologii i demaskowanie ignorancji tych, którzy ją wyśmiewają.

Za to, że ośmielam się pisać o mafii medycznej i przedstawiać niezbite, empiryczne dowody na skuteczność homeopatii i medycyny naturalnej oraz za demaskowanie alopatycznego trucicielstwa i onkologicznego holokaustu.

Ale chyba najbardziej za to, co napisałam o guru ateistów „racjonalistów” Richardzie Dawkinsie i Jamesie Randim.

Swoją działalnością psuję „racjonalistom” misję ogłupiania narodu.

Kiedy piszą o tym katolicy, „racjonaliści” śpią spokojnie. Ktoś, kto występuje z pozycji wiary jest niegroźny. Głupich „moherów” „racjonaliści” nie traktują poważnie, bo przez lata zdołali ich ośmieszyć i osłabić ich wiarygodność.

Ale Astromaria to co innego.

Sam Bart wyraził dla mnie uznanie, nazywając mnie prawdziwą racjonalistką, która ponadto potrafi prawidłowo składać zdania w języku polskim.

Moja działalność jest naprawdę groźna, bo uczy ludzi samodzielnego myślenia i wyzwala ich z iluzji dualizmu, wyrywając ich zarówno z sideł religii, jak i rzekomego „racjonalizmu”. Ludzie świadomi przestają być owcami potrzebującymi pasterza. Dla pasterza nie ma gorszego odkrycia niż to, że owieczki stały się istotami wolnymi i rozumnymi i że pokazują mu Kozakiewicza gest.

Na zakończenie: mam dla Was panowie i panie złą wiadomość.

Moja pozycja w rankingu blogów nie dawała mi żadnej korzyści, poza miłym łechtaniem mojej próżności. Odnotowywałam stamtąd 1, może 2 wejścia na tydzień, a bywało, że żadnego. Co więcej, takie wejścia są bezwartościowe, bo przypadkowy odwiedzający rzadko staje się stałym czytelnikiem. Moja popularność bazuje na czymś zupełnie innym. Na pierwszej pozycji w moich statystykach zawsze są wyszukiwarki. Na drugiej zaprzyjaźnione bogi i strony, takie jak Globalna Świadomość, NewWorldOrder czy Wolne Media. Na trzeciej – poczta. Tak kochani, nie macie żadnego wpływu na to, że ludzie przekazują sobie moje teksty pocztą (również pantoflową). Potem: Facebook i fora dyskusyjne. Tak więc wykopanie mnie z rankingu w żaden sposób nie zaszkodzi mojej popularności, tak jak nie zaszkodziło mi zablokowanie mnie w WOT czy na Wykopie. Z WOT korzystają chyba tylko rodzice przedszkolaków, ale ta grupa społeczna mnie nie interesuje.

Na Astromarię nie ma mocnych, bo Astromaria ma swoją misję, w którą gorąco wierzy. Jeśli w coś naprawdę szczerze wierzysz i robisz to z prawdziwą pasją, musisz odnieść sukces. Takie są prawa duchowe.

Wiadomości z wariatkowa odcinek 16

Moje małe zadziwienia

Zadziwienie 1: na jednym z bardziej poczytnych blogów autor wyznaje, że za cel życia stawia sobie antyklerykalizm. Współczuję. Naprawdę, szczerze współczuję. Marnować życie na takie głupoty? Czy naprawdę nie można przeznaczyć życia na coś przyjemnego? Albo pożytecznego? Równie dobrze można walczyć z duchami. Albo ze smokami. W moim życiu kler nie istnieje. Nie składam mu wizyt w jego królestwie, nie daję na tacę, nie spotykam go na ulicy, nie wpuszczam go do domu, nie zamawiam u niego żadnych usług, nie myślę o nim… Czasem jedynie, kiedy ktoś mi to przypomni, wkurza mnie, że muszę płacić podatek kościelny. Z tym bym walczyła. Ale nie tylko z kościelnym. Z każdym podatkowym zdzierstwem.

Dopisane później: walka z klerem jest walką z wiatrakami. Skoro kler jest, to znaczy, że komuś jest potrzebny. Skoro jada tłusto, to znaczy, że ktoś go dobrze karmi. W momencie, kiedy kler przestanie być potrzebny zwyczajnie przestanie istnieć. Walka z klerem jest przejawem tej samej bezgranicznej głupoty, co walka z chorobami. Alopatyczne leczenie polega na usuwaniu symptomów choroby, na walce z jej przejawami, a więc ze skutkami, a nie z przyczyną dolegliwości. Dla alopaty sprawa jest prosta: nie ma objawów, nie ma choroby. Nic bardziej mylnego! W rzeczywistości objaw został zamieciony pod dywan i czeka na moment, żeby ponownie się ujawnić. Przypomina to zamalowywanie świeżą farbą grzyba na wilgotnej ścianie. Takie działanie jest nie tylko bezcelowe, ale bardzo szkodliwe. Żeby usunąć grzyb ze ściany trzeba usunąć przyczynę, dla której tam się pojawia. A więc należy wyremontować cieknący dach lub uszczelnić przemiękający fundament, następnie ścianę starannie osuszyć, oczyścić, odgrzybić i dopiero wtedy zamalować. Podobnie z klerem: należy odkryć, kto go tuczy i dlaczego, a następnie zastanowić się, dlaczego to robi i jak to zmienić. Wojna nie prowadzi do niczego, poza coraz większą złością i oporem, więc trzeba być mądrym. Niestety, ci którzy walczą z czymkolwiek to głupcy, tak więc nie ma nadziei na skuteczne i konstruktywne rozwiązanie tego problemu. [Nie przemyślałam tej notki do końca, kiedy ją umieszczałam na blogu, ponieważ wciąż byłam w stanie szoku i wyczerpania emocjonalnego po inwazji racjonalistycznych psychopatów na mój blog].

Zadziwienie 2: napisałam na Facebooku, że światem rządzą psychopaci. Po chwili nieznajomy powiadomił mnie radośnie, że właśnie nastał koniec psychopatów. W Libii! Boszzz, czasem ludzie naprawdę mnie osłabiają. Zły Kadafi, który zastał Libię drewnianą (może raczej pod namiotami), a zostawił murowaną, który poprowadził wielki wodociąg zaopatrujący pustynię w świeżą, krystalicznie czystą wodę, dzięki czemu pustynna Libia miała szansę stać się zieloną oazą, produkującą żywność, facet, którego czołowi światowi politycy jeszcze wczoraj przyjmowali z najwyższymi honorami na salonach i całowali namiętnie niczym piękną kochankę nagle stał się złym psychopatą ze strasznej bajki dla dzieci. I ci dobrzy Amerykanie musieli pobrudzić sobie rączki bombami, które na niego zrzucili. Zrobili Libii… uwaga! nie uwierzycie, ale to jest autentyk, który usłyszałam w wiadomościach Antyradia: HUMANITARNE BOMBARDOWANIE!!! W tym „humanitarnym bombardowaniu” zginęło 40 cywilów (według danych oficjalnych, a nieoficjalnie to pewnie będzie z 10 razy więcej). LOL!!!!! Ale mieli szczęście! Zginąć w humanitarnym bombardowaniu świętymi amerykańskimi bombami!!! Na pewno od razu poszli do raju! I na czym polegał grzech Kadafiego? Że doił libijską ropę do libijskich (a nie amerykańskich) ropociągów i że na tę wodną inwestycję nie wziął ani złamanego dolara kredytu z Banku Światowego? Nie wolno niczego budować bez zadłużania kraju w Banku Światowym! To jest najcięższy grzech, który można zmazać tylko krwią!

Zadziwienie 3 (a raczej szok): jakiś głąb wrzucił moją notkę na wykop. Dopóki nie zajrzałam do statystyk nie mogłam zrozumieć, dlaczego na mój blog rzuciła się nagle cała zgraja wściekłych agresorów, którzy zaczęli zatruwać mi życie napastliwymi komentarzami. Przeżyłam spory szok, a co gorsze, zupełnie jakbym nie miała nic lepszego do roboty, przez cały dzień musiałam uprzątać z bloga umysłowe nieczystości i duchowe rzygowiny. Upaprałam się i zasmrodziłam tym syfem, aż mi się niedobrze zrobiło. Jacyś napastliwi i przeokropni ludzie mieli do mnie wściekłe pretensje, że nie publikuję na swoim blogu ich pełnych nienawiści wrzasków i że nie chcę z nimi dyskutować.

A kto może mnie zmusić do dyskusji, skoro ja nie mam na to najmniejszej ochoty?

Przecież ja tych psychopatów do swojego bloga nie zapraszałam ani ich w żaden sposób ich nie zachęcałam do jego czytania! Z jakiej racji miałabym dyskutować z kimś, kto ładuje mi się nieproszony z ubłoconymi kaloszami na mój prywatny teren, zionie do mnie irracjonalną nienawiścią i kogo w ogóle nie interesują moje racje, bo jest święcie przekonany, że jego racje nie podlegają żadnej dyskusji?

W życiu nie naczytałam się tylu idiotyzmów co wczoraj! Na przykład jeden dureń wykrzyczał mi tu, że bóg Jahwe to tamto, sramto i lubił obrzezanych (a co mnie to obchodzi?), inny modlenie się w intencji wody uznał za bałwochwalstwo, a przecież księża modlą się nad wodą robiąc wodę święconą, a on sam modli się do krzyża, opłatka i świętych, kolejny mnie „oświecił” (a raczej na śmierć rozśmieszył) wykładem cyrkowego magika, który zamiast królików z kapelusza wyciąga pseudonaukowe bujdy na resorach, kilka kompletnie bezmózgich cyborgów wklepało mi wyuczony i milion razy powtarzany przez odmóżdżonych przez goebbelsowską propagandę „racjonalistów” slogan, że skoro samoloty się rozbijają, to dlaczego nie zakażemy latania nimi, a przecież energia atomowa jest czysta, w pełni bezpieczna i nikogo jeszcze nie zabiła. Albo coś tym rodzaju… nie chwytam tej „logiki”.

A dziś w Fucktach podali, że pod elektrownią w Fukushimie leżą (chyba setki? tysiące?) zwłok, których nie można ani stamtąd zabrać (jest to zbyt niebezpieczne), ani pochować w ziemi, ani spalić, bo są tak napromieniowane, że każda z tych procedur skaziłaby środowisko. No, ale co ich tak skaziło? Ta bezpieczna, ekologiczna i nikogo nie zabijająca energia atomowa? Chyba mam coś z głową nie tak, bo nie rozumiem, jak czysta, bezpieczna i ekologiczna energia mogłaby kogokolwiek zabić?

PS. Wiadomość z ostatniej chwili: Niemcy dostaną więcej placebo.

Niemieckie Stowarzyszenie Medyczne doszło do wniosku, że placebo – neutralne pigułki – działa czasem lepiej niż farmaceutyki, na przykład w przypadku łagodnej depresji i chronicznego bólu. Zaleca, by częściej przepisywać je pacjentom – pisze PAP, powołując się na agencję AP. W USA i Wielkiej Brytanii, gdzie stosowanie placebo bez informowania o tym pacjentów uznano za nieetyczne.

Tymczasem według niemieckich lekarzy placebo nie wywołuje przykrych skutków ubocznych i może być deską ratunku dla pacjentów cierpiących na trudne do wyleczenia dolegliwości, na które nie ma dobrych leków.

Jeszcze raz o homeopatii i ZASADACH KOMENTOWANIA mojego bloga

Nie zajmuję się w tym blogu teoriami naukowymi ani teoretycznymi dociekaniami.

Nie jestem naukowcem i nie mam do tego ani kwalifikacji, ani uprawnień.

W blogu piszę wyłącznie o tym, czego osobiście doświadczyłam, w czym brałam udział i czego byłam naocznym świadkiem.
Piszę o FAKTACH, a nie o teoriach!!!
Powiem więcej – teorie i dyskusje na ich temat mnie nie interesują!

FAKTY SĄ FAKTAMI I Z NIMI SIĘ NIE DYSKUTUJE.

Fakt weryfikuje się sam.

Jeśli piszę o homeopatii, to nie teoretycznie, lecz wyłącznie czysto praktycznie.

Prawdę mówiąc mam gdzieś, JAK działa homeopatia. Jako pacjentka i matka jestem zainteresowana wyłącznie tym, żeby mnie i moją rodzinę leczono skutecznie i bez skutków ubocznych. To wszystko. Reszta nie ma znaczenia.

Dlatego nie interesuje mnie racjonalistyczny jazgot wokół tej metody leczenia i jałowe bicie piany jakichś użytecznych idiotów deklarujących tu swoją wiarę bądź niewiarę w dane zjawisko i snujących kłamliwe teorie wyssane z brudnego, pseudointelektualnego palca.

Z tego powodu

NIE UDZIELAM GŁOSU KŁAMCOM I OSZCZERCOM.

To mój blog i to ja decyduję o tym, kogo w nim goszczę, a komu zatrzaskuję drzwi przed aroganckim i fałszywym nosem.

Napisałam wyraźnie, że do bloga nie wpuszczam fanatyków zaślepionych ani wiarą religijną ani racjonalistyczną. Każda wiara zaślepia, pozbawia zdolności do logicznego myślenia oraz prowadzi do całkowicie jałowych dyskusji typu „strzyżono-golono”. Mnie nie interesuje wasze wyznanie wiary ani naiwne przekonania. Jeśli nie macie do powiedzenia niczego z autopsji, to nie otrzymacie prawa zabierania głosu w moim blogu.

Napisałam w zasadach komentowania bloga, że nie zatwierdzam komentarzy, jeśli widzę, że ich autor nie przeczytał komentowanego tekstu.

Adrian nie przeczytał. Gdyby to zrobił, zauważyłby, że na końcu bardzo wielkimi wołami jest napisane:

Bardzo proszę, wręcz błagam na klęczkach, nie piszcie mi tu bzdetów na temat osławionego miliona Randiego, bo mam tego pana i jego oszukańczą kasę w bardzo DU.żym poważaniu. Dla mnie ten magik jest tylko magikiem i niczym więcej, a nie autorytetem w jakiejkolwiek dziedzinie.

Adrian oczywiście powołał się na milion Randiego – ślepy jesteś koleś, czy mózg zgubiłeś po drodze? A może upał ci zaszkodził na głowę?

Wyjaśniłam w notce, do której podałam link (Dawkins i Randi), że Randi jest oszustem i udowodniłam to w sposób nie podlegający dyskusji. Przykra sprawa, że „racjonaliści” okazali się za mało inteligentni, żeby podjąć merytoryczną dyskusję i jedyne, co czytałam w komentarzach, to kolejne wyznania wiary, a nie rzeczowe argumenty.

Zapewniam was, że Randi nikomu tego miliona nie wypłaci, dlatego, że gdyby to zrobił musiałby się przyznać do porażki, uznając istnienie sił metafizycznych lub potwierdzając skuteczność homeopatii. Jego zadaniem jest utrzymywanie ludzi w kłamstwie za wszelką cenę i wbrew faktom, więc z całą pewnością nigdy się nie podda i nikomu nie zapłaci ani grosza. Wiem, że ma na to prosty sposób: nie podejmuje rękawicy, jeśli rzuci mu ją prawdziwy mistrz. Nasz Krzysztof Jackowski w asyście Roberta Bernatowicza wyzwał go na pojedynek, ale został olany. Wielki Randi nie raczył nawet odpisać. Taka jest prawda na temat tego pana.

Wspomniany w komentarzach do poprzedniej notki Adrian i inni kłamcy nie mają prawa wstępu do mojego bloga. Ci ludzie nie wiedzą nic o homeopatii, bo nigdy nie korzystali z jej pomocy. Ci sami ludzie jadowicie i z nienawiścią wypowiadają się o astrologii, ale nigdy w życiu jej nie studiowali, nawet na najbardziej elementarnym poziomie. Ja nie wypowiadam się na temat nauki, bo się na niej nie znam. Z tego samego powodu odmawiam innym prawa do zabierania głosu o astrologii, na której się nie znają. Podyskutujemy, jeśli będziecie mieli do powiedzenia coś z osobistego doświadczenia.

W skrzynce mailowej mam komentarz innego „racjonalistycznego” oszołoma. Nie zatwierdzę go, bo powtarza same komunały, dawno już obalone jako kłamstwa, np. mit o obalaniu astrologii przez światłą naukę. Więcej zajdziesz tutaj i tutaj. Dalej facet domaga się linku do tekstu opisującego magię, jaką stosuje Randi do obalania homeopatii. Przecież ten link jest podany w tekście. Skoro go nie zauważył, to pewnie dlatego, że nie przeczytał co piszę. Ze strachu, że wiara osłabnie?

Dla wrogów homeopatii, akupunktury, radiestezji, astrologii itp. mam dobrą radę: poznajcie wroga, gdyż bez tego ośmieszacie się tylko wypisując kretynizmy, które demaskują waszą totalną niewiedzę o tematach, które zwalczacie. W tym blogu i na blogu astrologicznym pisałam na czym polega wasza głupota i wyśmiewałam waszą nieumiejętność logicznego myślenia oraz (o zgrozo) nienawiść do obiektywnej wiedzy.

Jeśli chcesz ze mną polemizować, to najpierw użyj blogowej wyszukiwarki i zapoznaj się z tym o czym pisałam. Jeśli tego nie zrobisz twój komentarz wyląduje w koszu z tej prostej przyczyny, że nie chce mi się pisać 1000 razy tego samego. Jeśli raz coś wyjaśniłam, to jest to już wyjaśnione i nie zamierzam tego powtarzać po raz n-ty. Dlaczego? Z prostej przyczyny: cenię sobie swój czas i oszczędzam energię, żeby mi jej starczyło na bardziej pożyteczne i rozwijające zajęcia.

Na zakończenie wyjaśniam: homeopatią leczy się praktycznie wszystko, nawet raka, ale jeśli lekarze alopatyczni i onkolodzy doprowadzili pacjenta do stanu bliskiego śmierci może się to okazać niemożliwe. Przykra prawda wygląda tak, że pod opiekę homeopaty trafiają z reguły pacjenci onkologiczni w stanie agonalnym. Homeopatia, która mogłaby im pomóc na początkowym etapie choroby musi się więc ograniczyć wyłącznie do zmniejszania cierpień konającego człowieka. Co za bezsens i tragedia. Ale cóż, prawa są bezwzględne. Za błędy i głupotę (np. wiarę w przesądy materialistycznej nauki i medycyny) płaci się wysoką cenę, którą może być utrata życia.

Największą zasługą homeopatii jest profilaktyka. Osoby, a zwłaszcza małe dzieci, które pozostają pod stałą opieką homeopaty nie chorują. Podczas gdy ich rówieśnicy łapią jedną infekcję za drugą dzieci homeopatyczne pozostają zdrowe. Dlatego nie potrzebują antybiotyków, a rodzice nie muszą brać zwolnień z pracy. Czyż to nie piękne? Jeśli masz, drogi rodzicu, dość chorób dziecka i problemów z absencją w pracy, czym prędzej poszukaj homeopaty i skorzystaj z jego wiedzy.

W tym blogu opisałam, jak homeopatia wyleczyła mojego syna z kamicy nerkowej. Ale przecież zaślepiony „racjonalista” ma gdzieś niezbite dowody merytoryczne, czyli prosto z życia. Dla niego liczy się tylko święta wiara w dogmaty światopoglądowego materializmu, a nie fakty. Żeby więc nie stracić wiary fakty się pomija i nie czyta niczego, co mogłoby tą wiarą zachwiać.

Mój blog to nie śmietnik, do którego każdy może wrzucić bezwartościowe „myśli” i wyzwać mnie na pojedynek, w którym i tak nie chodzi o prawdę, lecz wyłącznie o to, żeby mnie zmęczyć, wyczerpać nerwowo i pokonać siłą liczebną (wszyscy na jednego), a nie naukowymi dowodami.

Czy tzw. racjonalizm może upaść jeszcze niżej?

Racjonalizm upadł tak nisko, że już nie powołuje się na naukę i naukowców, lecz na cyrk z małpami i cyrkowców!

Za każdym razem, kiedy dyskutowany jest temat homeopatii (a raczej kiedy homeopatia musi się bronić przed nikczemnymi i kłamliwymi oszczerstwami internetowych trolli opłaconych przez Big Pharma) na scenę wywoływany jest sam Wielki Mistrz Sztuki Cyrkowej, wielmożny James Randi.

Zaprawdę postać to wybitna, ale bynajmniej nie w nauce, lecz w sztuce hipnotyzowania słabych i nie przyzwyczajonych do samodzielnego myślenia owieczek. Hipnoza to jedyna dziedzina wiedzy, którą ten pan studiował i jak widać do mistrzostwa opanował. Gdyby nie ta rzadka i jakże cenna umiejętność, do dziś wyciągałby swoje króliki z kapelusza i zamieniał płonące zwitki papieru w żywe róże. Dzięki umiejętności usypiania czujności ludzi o słabych rozumkach osiągnął znacznie więcej. I chyba sam się nie spodziewał, że aż tyle.

Otóż stał się on największym autorytetem naukowym, trzęsącym niegdyś renomowanym pismem „Nature” oraz posiadającym głos decydujący o tym, co może, a co nie ma prawa się w nim ukazać. Jeśli Randi powie „nie” żadne argumenty nie pomogą.

Randi zarzuca homeopatii, że jest czymś z rodzaju sztuki magicznej, ale sam do jej „obalania” używa czystej, cyrkowej magii, co – rzecz zdumiewająca – nikomu z „racjonalistów” nie przeszkadza. Jak się to odbywa możecie przeczytać w artykule fizyka teoretyka Arkadiusza Jadczyka (przepraszam Ark, jeśli przeze mnie rzuci się na Ciebie cała sfora moich prześladowców).

Może Jaśnie Wielmożna Pani Nauka upadła już tak nisko, że dała się wziąć pod but temu „artyście”, ale ja się nie dam. Mój blog nie jest areną cyrkową, w której specjalista od wyciągania królików z kapelusza wyrokuje arbitralnie o tym, co mam uznać za medycynę, a co za przesąd. Miejsce tego pana jest w cyrku, między małpami, a nie na naukowych salonach.

Czy ten, kto do tego dopuścił zdawał sobie sprawę, na jak wielki uszczerbek narazi to autorytet nauki?

Aby bronić powagi nauki należy powoływać się na poważne i godne szacunku autorytety, a nie na  cyrkowych magików, estradowych hipnotyzerów czy panie tańczące na rurze. To straszne, że dożyliśmy czasów, w których naukowców się kupuje, a prawdę odmierza się argumentami siły (świadectwem najprawdziwszej prawdy według głosicieli globalnego ocieplenia ma być fakt, że „popiera nas ponad 2000 uczonych”) zamiast siłą naprawdę przekonujących dowodów.

Sądziłam, że nauka jest weryfikowalna. Po prostu. Że wystarczy przedstawić dowody, uzyskane dzięki rzetelnie przeprowadzonym eksperymentom i to wystarczy, by pokonać wątpiących i szydzących. Tak w każdym razie argumentowali w dyskusji ze mną wyznawcy Kartezjusza. A teraz nagle się okazuje, że nie. Że liczą się pieniądze i koterie lobbystów zamawiających badania pod z góry ustalony wynik i że za czelność przedstawiania dowodów przeczących interesom bogatych przemysłowców można nie tylko stracić stanowisko, ale przekreślić całą swoją karierę. I nie ma znaczenia fakt, że niepokorny uczony ma wielki i liczący się dorobek naukowy. Jeśli narazi się skorumpowanej większości wyleci ze stanowiska, a jego reputacja zostanie pogrzebana.

Czy to nie wygląda na prawdziwy koniec świata? Albo przynajmniej koniec obecnej cywilizacji? Panowie i panie, nasz świat wali się niczym starożytny Rzym!

Bardzo proszę, wręcz błagam na klęczkach, nie piszcie mi tu bzdetów na temat osławionego miliona Randiego, bo mam tego pana i jego oszukańczą kasę w bardzo DUżym poważaniu. Dla mnie ten magik jest tylko magikiem i niczym więcej, a nie autorytetem w jakiejkolwiek dziedzinie. Niemoralny oszust, który okłamywał czytelników pisma, wypłacającego mu pensje nie zasługuje na mój szacunek. To nędzna kreatura i współczuję każdemu zniewolonemu umysłowo głuptasowi, który jest jego czcicielem. Jaki autorytet, takie audytorium. Buźka dla inteligentnych inaczej niż ja!

————–

Gorąco polecam pozostałe artykuły Arka Jadczyka, jak dla mnie mistrzostwo świata. Żylibyśmy w raju, gdyby wszyscy naukowcy mieli równie otwarte głowy: http://arkadiusz_jadczyk.republika.pl/salon24.html

Totalna pauperyzacja?

Inspiracją do tych rozważań stał się komentarz, pozostawiony w tym blogu:

A w ogóle to żyjemy w czasach straszliwej pauperyzacji kiedy to nauką, dziennikarstwem i ezoteryką może się zajmować każdy – i to, niestety, widać 😦
Kiedyś w tych i innych dziedzinach jednak był odsiew, wymagane było myślenie. Teraz na bezczela lansuje się idiotyzmy, a publika to łyka.
Niech Moc będzie z Tobą
steinbock

Zgadzam się, też obserwuję to zjawisko. Czyżby nasza cywilizacja sypała się w pył na naszych oczach?

Kiedyś świat dzielił się na elity i całą resztę. Elity kultywowały wysoką kulturę: sztuki plastyczne, teatr, muzykę, naukę itp. A lud miał swoje tancbudy i bohomazy kupowane na odpustach. Dawniej nauczyciel cieszył się szacunkiem, a szkoły przekazywały solidną wiedzę. I wymagały od uczniów sumienności oraz dyscypliny. Dziś do szkoły chodzą jakieś wytapetowane lafiryndy i gangsterzy, a belfra nikt nie szanuje.

Kiedyś było kilka gazet na wysokim poziomie i żeby zostać dziennikarzem trzeba było naprawdę coś wiedzieć i umieć.

Teraz gazet jest więcej niż piasku na bałtyckiej plaży, a od czasu, gdy powstał internet każdy może bawić się w dziennikarza i pisarza. Gazety nastawiają się nie na prestiż, lecz wyłącznie na kasę. Stąd zapotrzebowanie na plotki, nawet zupełnie wyssane z palca. Gazety podają wiadomości lekkie, łatwe i przyjemne, żeby tylko czytelnik nie musiał się wysilać intelektualnie. No i oczywiście – na topie jest tzw. „ezoteryka”, czyli oszukańcze horoskopy dla każdego znaku zodiaku, automaty z wróżbami z kart, z ręki i wszystkiego innego, miłosne zaklęcia, a nawet rzucanie (oraz zdejmowanie) klątw i uroków za niewielką opłatą.

Dziś każdy może tworzyć również muzykę. Wystarczy kupić sobie urządzenia studyjne z samplami i gotowe. Obrazy wytwarzane są taśmowo, a każdy chcący może się nauczyć malowania pejzaży na weekendowych kursach.

Ostatnio coraz częściej trudno ustalić, czy dane doniesienia naukowe są prawdziwe, czy to tylko sensacje prasowe. A co jeszcze gorsze – jeśli jakiś modny w danej chwili autorytet ogłosi, że jakieś odkrycie naukowe lub dziedzina wiedzy to szarlataneria, następuje koniec istnienia tej dziedziny, a pracujący w niej ludzie traktowani są jak zadżumieni lub pajace.

Zamiast medycyny mamy dyktaturę firm farmaceutycznych i mody na idiotyczne diety. A zamiast żywności paskudztwo z masowej produkcji, gęsto nafaszerowane sztucznymi aromatami, słodzikami i barwnikami lub warzywa i owoce modyfikowane genetycznie, głównie pod kątem pięknego wyglądu, a nie smaku czy wartości odżywczych.

Od czasu, kiedy cyrkowy magik, James Randi zaczął arbitralnie decydować o tym, który uczony ma prawo publikować swoje prace w prasie naukowej, a ateista Richard Dawkins głosić kazania w kościołach, gdzie obwieszcza całemu światu, że Bóg nie istnieje, świat stanął zupełnie na głowie.

Ale jedno pozostało niezmienne: autorytet (a raczej modna figura) jest święty i tykać go nie wolno. Nawet, jeśli wypowiada się o czymś, na czym się nie zna, ewidentnie kłamie lub cynicznie manipuluje prawdą.