Kilka słów o przeciwieństwach, które są tym samym, o wierze, dogmatach, misjonarstwie, zwalczaniu herezji oraz kilka słów o zażartych dyskusjach, banowaniu, zdrowym rozsądku i pieniądzach

Nie będę używać słowa „ezoteryka”, ponieważ inżynierowie społeczni zadbali o to, żeby nadać temu słowu wypaczone i pejoratywne znaczenie. To samo zrobiono ze słowem „astrologia”, która przeciętnemu Kowalskiemu kojarzy się z głupimi „horoskopami” drukowanymi na ostatniej stronie kolorowych magazynów.

Nie będę również pisać o „oświeceniu”, bo jedynymi mi znanymi oświeconymi (światłem energooszczędnej „żarówki” rtęciowej) są wyznawcy Kartezjusza i pogrobowcy epoki oświecenia.

Nie uważam się za osobę oświeconą, lecz za PRZEBUDZONĄ. W świecie, w którym większość społeczeństwa stanowią osoby pogrążone w głębokiej hipnozie los przebudzonego jest nie do pozazdroszczenia. Lunatycy traktują go jak wariata lub wyznawcę teorii spiskowych, a przede wszystkim zagrożenie dla ich słodkiego snu na jawie. Z tego względu przebudzeni najczęściej udają się na wewnętrzną emigrację duchową i nie przyznają się do tego, że widzą świat inaczej, niż reszta ludzkości. Doświadczenie bardzo szybko i boleśnie uczy ich, że w świecie śpiących należy chodzić na paluszkach i że przede wszystkim, pod żadnym pozorem, nie wolno budzić kogokolwiek, gdyż osobnik nieprzygotowany na to, co zobaczy na jawie, wpada we wściekłość i może stać się groźny dla budziciela.

Z tego właśnie powodu wszystkie szkoły rozwoju duchowego działały w ukryciu, a ich wiedzę nazywano „tajemną”. Tej wiedzy wcale nie trzeba było ukrywać, ponieważ chroniła się ona sama, tym, że była niezrozumiała dla wszystkich, którzy nie dorośli (nie „przebudzili się” lub „nie narodzili się ponownie”, o czym nauczał Jezus) do jej zrozumienia.

Z tego powodu, w przeciwieństwie do ludzi religijnych i racjonalistów, przebudzeni nie prowadzą działalności misyjnej. Jak powiadają, kiedy uczeń jest gotowy, nauczyciel znajdzie się sam. Mój blog również nie jest misjonarski, chociaż na pewno ma misję do spełnienia. Tą misją jest obwieszczanie dobrej nowiny, że rozsiani po świecie i zagubieni przebudzeni nie są sami. Jest nas więcej, więc nie musimy się czuć, jakbyśmy byli nienormalni. Jesteśmy bardziej normalni, niż ci, którzy się za normalnych uważają – bo oni są pogrążeni w hipnozie, a my nie!

ktoś w internecie nie ma racjiCzym się różni człowiek z misją od misjonarza?

Misjonarstwo polega na inwazji na cudze terytorium i nawracaniu „tubylców” na swoje (zupełnie niemądre) wierzenia. Najbardziej znanym i oczywistym przykładem są biali księża, którzy jadą do Afryki i narzucają czarnym swoją religię. Misjonarze racjonalistyczni to ekipa Barta, która dokonuje zmasowanego desantu na cudzy blog i argumentami siły próbuje wybić autorowi z głowy „niesłuszne” poglądy, a na ich miejsce narzucić mu swoje przekonania. Święta inkwizycja przebranżowiła się z religijnej w (pseudo)naukową, ale wciąż ma się dobrze, i niestety, rośnie w siłę. Oby to się nie skończyło paleniem heretyków podważających materialistyczne dogmaty na stosie atomowym…

Mój blog nie raz stał się obiektem działania misjonarzy, zarówno religijnych, jak i racjonalistycznych, ale, co oczywiste, oparłam się wszelkiej inwazji i wciąż tu jestem.

Skoro jesteśmy przy temacie wiary i wiedzy wyjaśnimy sobie to i owo. Zarówno misjonarze religijni, jak i racjonalistyczni zadają mi takie same pytania: „Dlaczego nie chcesz ze mną dyskutować?! Dlaczego banujesz ludzi, którzy mają inne zdanie? Unikasz dyskusji jak diabeł święconej wody. Ciekawe dlaczego? Pewnie nie masz nic na obronę swoich wierzeń i boisz się, że w ogniu racjonalnych argumentów runą jak domek z kart!” Identyczność ich pytań potwierdza moją tezę, że przeciwieństwa są tym samym. Wyjaśnię więc w tej notce łopatologicznie i w punktach, dlaczego nie podejmuję dyskusji z misjonarzami.

Misjonarze dowolnego nurtu dostają u mnie bana, ponieważ każdy misjonarz to prymityw i najeźdźca, uważający, że tylko jego światopogląd jest słuszny, a inni ludzie to głupcy, których należy skierować na „właściwe” (czyli „mojsze”) tory.

Nie ma możliwości, żebym w starciu z argumentami mogła stracić WIARĘ z bardzo prostego powodu: jestem EMPIRYCZKĄ, więc kieruję się tym, co widzę, słyszę i czuję własnymi zmysłami, a nie wiarą w słowa dowolnego rodzaju autorytetu.

Pochodzę z rodziny, że tak powiem, głęboko agnostycznej. Moi rodzice i dziadkowie nie wierzyli nie tylko w religijne bajki, ale również w ateizm, socjalizm, kapitalizm, propagandę mediów ani bujdy polityków. Można powiedzieć, że nie wierzyli w nic. I ja to po nich odziedziczyłam. No cóż, nie dość, że geny, to jeszcze aspołeczne wychowanie, więc nic na to poradzić nie mogę, że jestem nieuleczalnie niewierząca. Zamiast wierzyć autorytetom lub tzw. „wszystkim” (znacie to hasło: „wszyscy to wiedzą / tak robią / tak myślą / zgadzają się z tym”… jedzcie gówna, bo miliony much nie mogą się mylić), wolę osobiście sprawdzić każdy trop. Sprawdziłam więc również katolicyzm, Świadków Jehowy, tzw. „racjonalizm” i ateizm i wyszło mi, że to nic innego, jak kolejne pułapki dla stadnych owiec.

Jeśli czegoś nie wiem, szukam wiedzy i nie podejmuję tematu, dopóki się nie dowiem wszystkiego, co mnie interesuje. Dlatego, jeśli coś piszę, oparte jest to na solidnym fundamencie poszukiwań, przemyśleń i osobistej obserwacji oraz zweryfikowane przez praktykę. Dlatego żadne, nawet najbardziej zażarte dyskusje nie zmienią moich przekonań.

Nie mam obowiązku dyskutować z każdym, kto rzuci mi rękawicę.

Gdybym dyskutowała z każdym, kto rzuci mi wyzwanie nie miałabym czasu ani energii na nic innego. Przez wszystkie lata, od kiedy podłączyłam się na stałe do Internetu (czyli od stycznia 2000 roku) należałam do wielu grup dyskusyjnych i każdy interesujący mnie problem przedyskutowałam gruntownie wiele razy. Mam prawo poczuć się zmęczona koniecznością tłumaczenia wciąż tego samego każdemu z osobna. Żeby tego uniknąć stworzyłam te strony, które widać na górze bloga. Każdy, kto chce się dowiedzieć, co sądzę na dany temat może tam zajrzeć i przeczytać. A najlepiej poszukać wiedzy samodzielnie.

Powtórzę po raz n-ty: o faktach się nie dyskutuje, fakty przyjmuje się do wiadomości.

Jeśli coś zostało udowodnione naukowo lub jeśli śledztwo wykazało, że „autorytety” kłamią dla osobistych korzyści (GMO, globalne ocieplenie, szczepienia itp.), to nawet 100, 1000, czy 1000 000 podpisów lub inny konsensus „najwybitniejszych uczonych świata” nie sprawi, że fakty ulegną zmianie!

Kiedyś nauka oparta była na dowodach. Dziś oparta jest na grantach. I na politycznej (a raczej korporacyjnej) poprawności. Spolegliwy uczony może liczyć na kasę, sławę i wpływowe stanowiska. Dziś światem rządzą korporacje, więc nauka musi dostarczać dowodów, które zwiększają ich zyski, choćby działo się to kosztem zdrowia i życia ludzi. Dlatego „wybitni uczeni” zajmują się dziś fabrykowaniem dowodów na to, że aspartam i margaryna są zdrowe, że klimat się ociepla z powodu nadmiernej emisji dwutlenku węgla, że onkochemia leczy nie tylko raka, ale każdą chorobę z awitaminozą włącznie, że szczepienia ratują zdrowie i życie, że GMO nie tylko jest bezpieczne dla zdrowia, ale jest wielkim postępem naukowym i ratunkiem przed głodem itp. Tak naprawdę te wszystkie „odkrycia” są jedynie dojną krową dla korporacji, które zarabiają na tym miliardy dolarów rocznie. A dla ludzkości to wszystko jest prostą drogą do zagłady. Niestety, lunatycy pogrążeni w śnie hipnotycznym nie są w stanie tego dostrzec, więc muszą się tym zająć przebudzeni, których wzywam do działania.

Do prawdy nie doszłam dzięki ognistym dyskusjom typu „strzyżono-golono”, lecz zupełnie innymi metodami!

Dyskusje z pseudo-racjonalistami przypominają odpieranie ataku ciężkozbrojnych rycerzy z zakutymi łbami na twierdzę bronioną przez wolnomyślnych heretyków. Jest oczywiste, że w tak prowadzonych zażartych dyskusjach nie chodzi o prawdę, lecz o triumf mojszości.

Owszem, przyznaję, że z dyskusji na różnych forach można się dowiedzieć rzeczy, o których istnieniu nie miało się pojęcia, ponieważ jest mnóstwo tematów, których korporacyjne media (tak, wszystkie media są własnością korporacji, więc nie służą do informowania, lecz do urabiania opinii publicznej) unikają jak ognia i takich, które nie są wykładane w szkole, ale to wszystko, co mogą dać ci fora – dostarczą ci informacji, że istnieje temat, który sam/a musisz zbadać. Walki toczone w forach o to, kto ma rację są stratą czasu, bo są one niczym innym, niż misjonarstwem, czyli potrzebą nawrócenia „heretyków” na jedynie-słuszne dogmaty. Prawda nie zależy od ilości ani siły głosów, które zgromadzi w forum. Prawda albo jest prawdą, albo nie jest i żaden konsensus tego nie zmieni. I nigdy nie zapominaj o ostrzeżeniu przedstawionym w punkcie 2, czyli o istnieniu nauki opartej na grantach, a nie na dowodach!!!

Skuteczność jest miarą prawdy – huna

Nie interesują mnie żadne teorie, więc w blogu się nimi nie zajmuję! Mnie interesuje wyłącznie poszukiwanie prawdy i rezultaty praktyczne. Jeśli coś jest skuteczne, jak np. medycyna naturalna, homeopatia czy astrologia, to znaczy, że jest prawdziwe, a skoro tak, to należy to stosować, a nie dyskutować „jak to działa” lub „czy to jest zgodne z nauką / religią” (widzicie tę zbitkę „nauka / religia”, czyli dowód na to, że przeciwieństwa są tym samym?). Po co godzinami maglować problem, czy placebo jest naukowe, skoro wiadomo, że stosowane jest ono również w medycynie alopatycznej? Lekarze znają mnóstwo przypadków, kiedy lekarz otworzył brzuch chorego i natychmiast go zaszył, ponieważ nowotwór był zbyt rozległy, żeby go operować. Jeśli jednak pacjent głęboko wierzył w skuteczność operacji rak znikł bez leczenia.

Użyteczni idioci

Zastanawiałam się, co to za ludzie. Czy ktoś im płaci za tę szkodliwą działalność? Wygląda na to, że nie. To najbardziej niebezpieczny gatunek agresywnych szkodników o autorytarnej osobowości, czyli osobnicy, którzy zawsze ślepo i gorliwie są posłuszni ideologii głoszonej przez sprawujące władzę autorytety. Jeśli jest to władza faszystowska, może liczyć na tych gorliwych siepaczy, którzy nie proszeni przez nikogo ruszą w świat ze szczerą nienawiścią z sercu, zabijać i palić każdego, kto wydaje się być w opozycji do obowiązujących trendów. I nie ma znaczenia, czy chodzi tu o religię, politykę, czy o dowolną inną ideologię, taką jak np. „nauka”.

30 myśli nt. „Kilka słów o przeciwieństwach, które są tym samym, o wierze, dogmatach, misjonarstwie, zwalczaniu herezji oraz kilka słów o zażartych dyskusjach, banowaniu, zdrowym rozsądku i pieniądzach

  1. jeden z najlepszych Twoich wpisów
    konkretny, czytelny, szczery i nieagresywny 😉
    to powienien być pierwszy wpis i obowiązkowy do przeczytania dla wchodzących
    wszystkim mogłoby być łatwiej ;]

  2. Pingback: Dziś wiedza jest dostępna, jest wszędzie – wystarczy tylko się zatrzymać i po nią schylić! « Portal Polityczny Jarka Kefira

  3. Hmmm, a ja, zaraz po wrzuceniu tego na blog, miałam głupie wrażenie, że ględzę i się powtarzam. Tak więc miło mi przeczytać te słowa. Zalinkuję ten tekst do strony o komentarzach, żeby było wiadomo, o co chodzi. Ale teraz idę spać, więc życzę wszystkim dobrej nocy.

  4. To wszystko co napisalas to calkowita prawda, przeszlam przez to wszystko. A najgorsze jest to ze wielu nie chce sie obudzic i jest im z tym wygodnie. Czesto robia sie agresywni w obronie swojch altorytetow. Dzieki za ,,wrzucenie tego”

  5. Jestem podobnego zdania i dochodziłem do tego samego w podobny sposób. Gratulacje .

  6. No racja, Mayu, może i to wszystko kiedyś mówiłaś, ale w różnych miejscach i z różnym natężeniem. Plus nie wszyscy komentują tu tak długo, żeby pamiętać. Dobra notka.

  7. Astromaria ! Swietne podsumowanie i powtarzanie jest jak najbardziej na miejscu , bo ” Repetitio est mater studiorum!” – powtarzanie jest matka studiow ! , oczywiscie tych wlasciwych, a nie podplaconych za nie „autorytetow” z utytlanymi klamstwami „tytulami”, ktore mozna sobie kupic w pewnych „drukarniach” za niewielka sumke.

    Wczesniejsi sprzedawcy dymow czyli kadzidel unowoczesnili sie z nadejsciem ery slowa drukowanego, gdzie bajkopisarzem mogl zostac kazdy szczegolnie w dziedzinie „teorii” naukowych i jak juz to slowo samo na to wskazuje, to teorie zostaja zawsze teoriami, chociaz w rzeczywistosci uczeni w pismie kombinuja jak moga, zeby te rozne „teorie” ustawiac dla wlasnych korzysci ignorujac wszelkie prawa wszechswiata ze zdrowym rozsadkiem wlacznie.

    O ile teorie powtarzane tysiac razy przyjmuje sie za prawde, to jej przeciwienstwa trzeba powtarzac dziesiec tysiecy razy, zeby nieodwolalnie „wywietrzyc” te rozne dymy czy zadymy z oczadzialych i okadzonych klamliwymi teoriami glow.

    Ludzie zaczadzeni tlenkiem wegla musza miec natychmiast dostep do swiezego powietrza z duza iloscia tlenu, bo inaczej sie zadusza i podobnie jest z ozywcza prawda , ktora wyzwala pozwalajac klarownie i samodzielnie myslec z uniknieciem wielu smiercionosnych pulapek i tak , jak tlenek wegla niewidzialnych dla oczu.

  8. Czytam was cały czas, a na co dzień muszę bardzo strzec swoich uczuć i emocji by utrzymać siebie po”jasnej stronie mocy”… przeoddychać stany mroczne, odgrzebywać nadzieje na radość życia, której pragnę z całej duszy.
    Pogrążają mnie problemy ze snem, od dłuższego czasu budzę się co godzinę i natychmiast mam świadomość sytuacji, a stosowane techniki nie pomagają.

  9. Oj, Astromario, piszesz, że obecna nauka chodzi na krótkim pasku korporacji i wymyśla wyniki badań, żeby pasowały do zamówień lobbystów – i bardzo słusznie. A mimo to co chwilę powołujesz się na wyniki badań naukowych i podpierasz się nimi żeby uwiarygodnić brak globalnego ocieplenia czy skuteczność homeopatii. Uwilebiam czytać Twojego bloga, ale muszę przyznać, że nie jesteś konsekwentna w swoim rozumowaniu.
    Pozdrawiam
    Cichy wielbiciel

  10. Mario napisałaś: …W świecie, w którym większość społeczeństwa stanowią osoby pogrążone w głębokiej hipnozie los przebudzonego jest nie do pozazdroszczenia. Lunatycy traktują go jak wariata lub wyznawcę teorii spiskowych, a przede wszystkim zagrożenie dla ich słodkiego snu na jawie…”

    Poczułam się tak, jakbyś pisała także i o mnie, teraz jest mi naprawdę lżej 🙂 , bo najgorsze jest to, jak ma się również takich lunatyków obok siebie, w domu… 😦
    Wielkie dzięki za ten wpis i w ogóle za to, że jesteś i że jeszcze chcesz i masz siłę głosić Prawdę !

    Eliszka, ja mam podobnie, niemal cogodzinne pobudki w nocy, widać więc, że jest nas więcej… 😀

  11. @ Cichy wielbicielu: ten blog nazywa się „Jestem za, a nawet przeciw” dlatego, żeby podkreślić, że nie generalizuję. Czasem nauka mówi prawdę (jak choćby w przypadku wspomnianych wcześniej inżynierów, którzy nie mogą stosować pseudonauki, bo by im się domy i mosty pozawalały), czasem rację ma lewica, czasem prawica, ale zwykle prawda jest gdzieś między skrajnościami. Dlatego musimy stale wybierać między dwiema naukami: uczciwą i „sponsorowaną”. Nigdy tak się nie stanie, że wszyscy naukowcy zostaną skorumpowani i że wszystkie uczelnie będą zatrudniać tylko kłamców. Osobowość autorytarna (czyli wymienieni przeze mnie użyteczni idioci) zawsze opowiedzą się po stronie oficjalnej nauki, bo oni zawsze wierzą autorytetom, ale my myślimy samodzielnie, więc szukamy, co twierdzą naukowcy z nurtu nieoficjalnego oraz co wynika z przecieków, czyli wiedzy przed nami ukrywanej. Od czasu, kiedy obejrzałam film „Chmury słuchają się gwiazd” przestałam wierzyć źródłom oficjalnym. A potem dowiedziałam się, kto i w jakim celu kłamie na temat klimatu – jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

  12. Kefir dopiero co oblewał mnie kubłami pomyj, a teraz proszę, reklamę mi robi. Zatwierdzam ten „ping” z wdzięczności za to, że dzięki niemu udało mi się znaleźć tę notkę, w której piszę o zdziczałych świniach: https://astromaria.wordpress.com/2011/11/01/powstrzymajmy-projekt-cheops/

    Zadziwiło mnie, w jaką przerażającą bestię zamienia się zwykła świnia, gdy pozbawi się ją „opieki” człowieka. W hodowli nawet największe, 150 kilogramowe świnie są łagodne i bezwolne. Człowiek może robić z nimi co tylko zechce, a one jedynie kwiczą i uciekają. Dają się przeganiać, potulnie poddają się przeróżnym zabiegom medycznym i hodowlanym, a na końcu biernie idą na rzeź.
    Świnie, które zdziczały są pokryte włosami i mają wielkie kły. Spotkanie z nimi może się zakończyć tragicznie, ponieważ są agresywne i atakują zarówno ludzi, jak i psy. Myśliwi wyruszający na polowanie na te bestie muszą ubierać psy w istne zbroje, gdyż inaczej zostałyby one rozerwane na strzępy.
    Dlaczego o tym wspominam? Robię to, ponieważ chcę Wam uświadomić, że my jesteśmy dokładnie tacy sami, jak te hodowlane świnie. Jesteśmy bierni i bezwolni, ponieważ jesteśmy „hodowani” przez państwo (światowe, bo lokalne rządy są już przeszłością). Dajemy się szczepić, edukować według odgórnie ustalonych programów, poddajemy się przeróżnym badaniom medycznym na rozkaz władz, jemy paszę przyrządzoną przez wielkie korporacje i dawno zapomnieliśmy o wolności i prawie wyboru. Jesteśmy goleni, dojeni, obdzierani ze skóry i nawet o tym nie wiemy.
    A teraz wyobraźcie sobie, co by się stało, gdyby grupa ludzi wyrwała się z tej hodowli i zdziczała?”

  13. Znam ten film, ale też wiem, że pan Svensmark jest hołubiony przez tych, którzy dorobili się bilionów na spekulowaniu ropą naftową i którzy od lat blokują dostęp do wolnej energii. Jego najnowsze badania są sponsorowane przez konsorcjum powiązane z wielkim przemysłem. W tej sytuacji nie potrafię odróżnić nauki uczciwej i nieuczciwej. I nie sądzę, żeby ktokolwiek potrafił. Już raczej trzeba przyznać, że cała współczesna nauka jest jedną wielką manipulacją. Uczciwi są tylko inżynierzy stosujący wzory sprzed stu lat.

    To dlatego wpisy typu „zostało naukowo udowodnione” w dodatku z linkiem do mainstreamowej tuby propagandowej wiadomego pochodzenia trochę mnie rażą. Ale to tylko moje zdanie.

  14. Kiedyś, chyba na HBO, był taki serial reality pt. „Partyzantka Gór Skalistych”. Dziennikarze obserwowali życie grupy ludzi, którzy wyrwali się z cywilizacji, ponieważ uznali, że rząd USA jest rządem okupacyjnym i totalitarnym. To leciało w końcówce wieku, jakiś 97-98 rok. Ja wtedy nie miałam pojęcia o tym całym spisku elit i NWO, ale coś mi śmierdziało, nie wiedziałam tylko co. Ci „partyzanci” byli przedstawiani (a jakże by inaczej) jako faszyzująca banda skinów i wywrotowców, a przede wszystkim paranoików, którzy mają jakieś urojenia i są potencjalnie bardzo groźni dla świata. Na początku wierzyłam w tę bajkę, ale w miarę, jak ich poznawałam, coraz bardziej zaczęłam mieć wrażenie, że oni mają rację. I czułam do nich coraz większą sympatię. Żyli uzbrojeni, w górach, stale się ukrywając przed władzunią, która chciała ich złapać, rozbroić zamknąć. Oczywiście, system nie patyczkuje się z takimi outsiderami, więc jednej z kobiet odebrali dzieci i umieścili je w rodzinie zastępczej, a ich szykanowali na wszelkie możliwe sposoby. Policja chciała ich nawet wystrzelać jak kaczki, chociaż nie zrobili nic złego. Na szczęście dla nich szeryf (taki fajny, szlachetny, jak z Dzikiego Zachodu) się na to nie zgodził i stale negocjował z władzami w ich sprawie. Nie wiem, co się z nimi stało, bo dziennikarze w końcu ich opuścili(zdaje się, że niby z powodu, że dalsza praca z nimi jest zbyt niebezpieczna. Mam nadzieję, że nie zrobili na nich polowania.

  15. Protokoły Mędrców Syjonu:

    „Wykład V

    § 10. Jak owładnąć opinią społeczną?

    Aby owładnąć opinią społeczną, należy ją doprowadzić do dezorientacji, głosząc z różnych stron tyle poglądów społecznych i tak długo, dopóki goje nie zbłądzą w tym labiryncie i nie zrozumieją, że najlepiej jest nie mieć żadnych przekonań co do spraw politycznych, których społeczeństwo nie może być świadome, bowiem świadomy jest ich tylko ten, kto kieruje społeczeństwem. Oto tajemnica pierwsza.”

    Dotyczy to nie tylko polityki. Chyba, że zalicza się do niej również naukę.

  16. Hmm, ciekawe wyznanie, musze przyznać, że jestem pod wrażeniem. „Nie katoliczka, nie ateistka.”, no… mocne słowa. Akurat w tym kraju powiedzenie o sobie, że nie jest się ślepo zapatrzonym (lub „ą”) w kult „marii zawsze dziewicy” graniczy z wdrapaniem się na pręgierz. No i z banem, jeżeli takie rzeczy wypisujemy na portalach „anty nwo”, które w mojej ocenie są opanowane przez fanatyków jedynie słusznej religii miłości i wybaczania bliźniemu (ciekawe jak długo się tu uchowam, albowiem oni są wszędzie). Ludzie mają jakieś problemy do wyznawców Tory. Ale żalu, kazań i banów otrzymałem od Polaków – katolików. Nawet na stopsyjonizmowi czy nwonews uwaga na temat „marii zawsze…” kończyła możliwość wypowiadania się. I w sumie dobrze, troche chłopaki przesadzają. ThinkOutoftheBox to coś czego próżno szukać w necie.
    Co do przeciwieństw, o których tak piszesz w tym temacie, to ciężko jest znaleźć główne różnice w zalewie docierającej do nas informacji. Rzekłbym nawet, że jest dość spójna. Nie ważne, z której strony do nas dotrze, zawsze ma tą samą treść: jesteś zwykłym śmiertelnikiem. Jakoś nie widzę w ludziach potrzeby rozmawiania (bo przecież praktyka to satanizm, krk odwalił kawał „dobrej” roboty piorąc ludziom mózgi, w końcu stulecia indoktrynacji zrobiły swoje) o sprawach bardziej… duchowych, czy jak to ładnie ujęłaś: metafizycznych. Bez obaw, nie będę tu nikogo nawracał czy nawet zrzędził, po prostu przyznaję, że jest z wolnym myśleniem ciężko a będzie jeszcze gorzej. Zakłócenia elektromagnetyczne czy niektóre medykamenty, powodują osłabienie trzeciego oka. Pewnie czytałaś o wirusie zrobionym przez imperium dobra, który miałby zjadać tą część mózgu odpowiedzialną za przeżywanie stanu duchowego. Było to wałkowane na oficjalnej konferencji poświęconej walce z islamskim ekstremizmem.
    A tak poza tym bloga czyta się dość lekko i przyjemnie.

  17. @ masarnia: ja to credo (a może raczej anty-credo) wygłaszam od bardzo dawna, ale wciąż żyję, chociaż jestem oblewana nieczystościami zarówno przez pobożnych jak i bezbożnych. Na początku nieco mnie to szokowało, bo wydawało mi się, że wyrażam się logicznie, ale dziś wiem, że żadna logika nie dotrze do fanatyka, więc nie ma sensu niczego mu tłumaczyć.

    Masz rację, że jeśli nie jest się wyznawcą Maryi zawsze… to prawie na pewno wstęp na salony anty-NWO ma się zamknięte, jako że panuje tam powszechne przekonanie, że ten, kto nie jest katolikiem musi być ukrytym agentem NWO. To prawda, że KRK porządnie wyprał ludziom głowy, ale ci, którzy wyzwolili się z religii wcale nie odzyskali wolności. Na takie zbiegłe owce czeka kolejna pułapka: ateizm/racjonalizm. Jest to ucieczka z jednego stada do drugiego, czyli z deszczu pod rynnę. Jedno stado ma mózgi prane religijne, a drugie materialistycznie. Dlatego stale powtarzam, że jeśli człowiek chce być wolny, to musi się uwolnić od wszystkiego, z religią, ateizmem, prawicą i lewicą włącznie.

    Ten blog jest chyba jedynym w polskim necie miejscem, gdzie spotykają się ludzie wyzwoleni zarówno z religii jak i ateizmu. Wiemy, że istnieje jakaś „Siła Wyższa”, „Wszech-umysł” lub „Inteligencja Stwórcza”, która stoi za tym wszystkim, ale nie wierzymy w dziadka z siwą brodą, boginię ani inne bóstwa żeńskie ani męskie.

    Ponieważ jestem chyba najbardziej znienawidzoną autorką bloga w Polsce (a to nie katolicy są moimi największymi wrogami!) , więc nie komentuję „poza domem”, żeby nie dawać im okazji do ataków na mnie na cudzym terytorium, gdzie nie mogę się bronić. U siebie mam broń w postaci przycisku „oznacz jako spam”.

    W moim blogu żaden katolik nie da ci bana, bo tutaj banami rządzę ja, a poza tym tu są sami swoi, czyli ci, którzy przed Maryją zawsze… ani przed Bartem się nie płaszczą.

    Co do medykamentów – na razie jeszcze dajemy radę ich unikać, ale nie wiem, co będzie dalej, bo mogą nam zacząć fluoryzować wodę, dodawać nanochipy do jedzenia i przyprawiać ogłupiającą chemią wszystko, co trafia do sklepów. Mogą też nas szczepić i leczyć siłą. Było już kilka prób wywołania epidemii, na szczęście żadna się nie powiodła. Ale nie kraczmy, bo jest nadzieja, że uda się to jakoś zastopować.

    Co do ostrych nawiasów, to owszem, są one traktowane jako kod html, więc nie należy ich używać.

  18. jestem za …

    i

    https://bialczynski.wordpress.com/2013/01/31/fala-czasu-zero-a-jednoczesnosc-i-wiecznosc-czyli-teoria-terence-mckenny-a-rzeczyistnosc/#comment-18937

    „Zawsze byłem stronnikiem polskiej idei, nawet wtedy, gdy moje sympatie opierały się wyłącznie na instynkcie (…) Moja instynktowna sympatia do Polski zrodziła się pod wpływem ciągłych oskarżeń miotanych przeciwko niej; i – rzec mogę – wyrobiłem sobie sąd o Polsce na podstawie jej nieprzyjaciół. Doszedłem mianowicie do niezawodnego wniosku, że nieprzyjaciele Polski są prawie zawsze nieprzyjaciółmi wielkoduszności i męstwa. Ilekroć zdarzało mi się spotkać osobnika o niewolniczej duszy, uprawiającego lichwę i kult terroru, grzęznącego przy tym w bagnie materialistycznej polityki, tylekroć odkrywałem w tym osobniku, obok powyższych właściwości, namiętną nienawiść do Polski. Nauczyłem się oceniać ją na podstawie tych nienawistnych sądów – i metoda okazała się niezawodną.
    Każdy czyn Polaków utwierdzał sympatję, a niszczył przesądy nader nieszczęśliwie niegdyś rozpowszechnione w naszej prasie oraz opinji publicznej. Internacjonaliści przedstawiali Polaków jako wyjątkowo niesprawiedliwych względem Prus w roszczeniu pretensji do Ślązka. Polacy skazani byli na poddawanie się temu międzynarodowemu trybunałowi, który internacjonaliści uznali za swój ideał. Polacy byli opisywani jako „histeryczne dzieci”, niezdolne do karności lub praktyczności, lub czegokolwiek innego niż anarchji. Histeryczne dzieci odpowiedziały czynem, zadając jedyną praktycznie klęskę bolszewizmowi, łamiąc go na polu walki, podczas gdy my umieliśmy jedynie szydzić z niego w gazetach i poddawać się mu w handlu.”
    “Prąd”, nr 4-5, 1922r. GILBERT KEITH CHESTERTON

  19. Właśnie to czytam, ale jak zwykle to jest straszny tasiemiec, więc ciąg dalszy zostawiam na jutro.

    A co do polskich dzieci, to zastanawiam się, czy przypadkiem nie skretyniały. Mendia potrafią zrobić wodę z mózgu każdemu.

  20. Wcale nie gledzisz. Bardzo dobre podsumowanie, szczegolnie na temat nauki w sluzbie korporacyjnym interesom. Mysle, ze trzeba to powtarzac wiele razy zanim niektorzy zaskocza.

  21. @ Luna13 … ten drugi link. Prezenter mógł nieco bardziej wgłębić się w czytanie między wierszami. Ogólnie dobrze, że nagłaśnia tą sprawę, ale szkoda, że skupia się na liczbach: limit 200 osób. To nie brzmi jakoś przerażająco. Wiem doskonale po co tworzy się tak skonstruowane przepisy, żeby zaraz dopisać nowelizację (bo to przejdzie dużo łatwiej), ale jest coś na co mógł poświęcić więcej czasu. Otóż jak szeregi bratniej pomocy przekroczą dwustu siepaczy, to trzeba będzie ich odesłać (choćby na minutę) poza granice. Ale przepis nie mówi o tym (w trakcie tego okresu) jak wielki może być kontyngent. Jestem facetem i lubię nazywać rzeczy po imieniu. Stacjonowanie obcych służb mundurowych to jest kontyngent a skoro nie ma limitów ilościowych to może się okazać, że „nasz” rząd zaprosi milion funkcjonariuszy. I gdy ten milion będzie się po wyznaczonym okresie wycofywał to zastąpi go następny. Więc porządek będzie mógł być utrzymany przez lata.

    Żeby nie było, że popadam w panikę :). Jako admin, który ma na głowie nieco sprzętu i softu, muszę myśleć o zagrożeniach zanim one wystąpią. Tu widzę typowe uchylanie drzwi. Wczoraj wprowadziliśmy inwigilację ludzi w celu walki z pedofilią, dziś nikt już nie mówi o pedofilii a jutro przestanie się mówić o inwigilacji, choć ona wcale nie zniknie. Myślicie, że ci funkcjonariusze będą tak stać na ulicy czy niektóre komanda mogą dostać zlecenia na rewizje w domach osób, które trafiły na czarną listę? Kowalski może odpuścić drugiemu Kowalskiemu, ale Hans czy Dimitrij może zachować się jak Amerykanie w Iraku. Należy pamiętać, że będą mieć uprawnienia naszych służb mundurowych.

  22. Kto czytał „Szatańskie paragrafy” dla tego ta wiadomość nie jest zaskakująca, a raczej z dawna oczekiwana. Unia tak to właśnie zaplanowała (a raczej rzd światowy, bo to dotyczy też Ameryki), że do tłumienia rozruchów będą użyte policje innych krajów, żeby im się rączka nie omskła na skutek wyrzutów sumienia przy pałowaniu rodziny, sąsiadów i rodaków.

  23. …od czegoś trzeba zacząć….,

    „Validation”

    uśmiechnij się!

    Cyt. „We wszechświecie nie zdarzają się przypadkowe zbiegi okoliczności”.

  24. @ Luna 13: fajny filmik, był tu niedawno, ale co on ma wspólnego z tematem notki? Robisz mi bałagan w blogu i na Transgenicznych organizmach, wklejając gdzie popadnie co popadnie. To nie słupy ogłoszeniowe. Od dowolnych tematów masz Hyde Park, ale nawet tam obowiązuje jakiś umiar. Już jeden twój komentarz wywaliłam do kosza, więc się trochę opanuj.

  25. @AQQ: Ale chyba nie myślisz, że ona naprawdę tak powiedziała. To taki (bardzo) niewybredny żart jedynie. A sama transpłciowość Grodzkiej nie jest oznaką, że świat się wywraca.

Nie mam żadnego wpływu na to, że komentarze stałych bywalców bloga lądują w moderacji! Proszę się nie awanturować w tej sprawie - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s