Zgoda na zaszczepienie dziecka jest wyrażana w dobrej wierze, ale czy na pewno w pełni świadomie?

Niejaka Maria zadała mi w komentarzach pytanie:

Astromario, czy Twoje nowo narodzone dzieci ktoś zaszczepił bez Twojej wiedzy? Mnie, przed szczepieniem moich dwóch noworodków (dwa różne szpitale w Poznaniu, w przeciągu 5 lat), pytano o zgodę, ba- nawet musiałam ta zgodę wyrazić na piśmie. W żadnej szczepionce, która dostali nie było Thimerosalu.

Maria (pominę fakt, że narobiła mi bałaganu w blogu kopiując cytat z notki „Niebezpieczne szczepienia” i wklejając ją w komentarzach pod notką „O mnie”), pojawiła się i znikła, więc podejrzewam, że to prowokacja hasbary opłacanej przez Big Pharma, a nie wyznanie naiwnej mamusi.

Ale w ramach ćwiczenia z logiki załóżmy, że Maria to rzeczywiście Maria i że lekarze rzeczywiście spytali ją, czy wyraża, również na piśmie (tak, podkładkę trzeba mieć, na wypadek, gdyby się młodej mamie odwidziało i poleciała do sądu ze skargą, że szczepienie nie wyszło dziecku na zdrowie), zgodę na szczepienie swojego nowonarodzonego dziecka.

Zacznijmy od zastanowienia się, dlaczego Maria zadaje mi pytanie, czy moje dzieci zaszczepiono i czy zrobiono to z moją zgodą czy bez niej? Mam rozumieć, że jeśli mnie spytano, a ja wyraziłam zgodę, to znaczy, że wszystko jest w idealnym porządku i nie mam czego drzeć japy?

Zaraz, zaraz, chwileczkę, a nawet jeśli by tak było, że podpisałam, to nie mam prawa później zmienić zdania na temat szczepień?

Ale po kolei:

Nie pisałam ani o mnie, ani o Tobie Mario, ani o jednostkowych przypadkach wyrażenia zgody na piśmie, lecz o dość powszechnej praktyce szczepienia noworodków (w tym wcześniaków) bez pytania rodziców o zgodę.

Znam niezliczoną ilość przypadków, kiedy zaskoczeni rodzice dowiedzieli się o fakcie zaszczepienia ich noworodków z dokumentacji szpitalnej. Nie tylko ich nie spytano o zgodę, ale nawet ich nie poinformowano o fakcie szczepienia. Słyszałam też o szantażowaniu w izbie przyjęć rodzących kobiet, że jeśli nie podpiszą zgody na zaszczepienie dziecka, to nie zostaną przyjęte i nie będą mogły urodzić w tym szpitalu. Dość głośny jest przypadek rodziców, którzy złożyli oświadczenie, że nie życzą sobie, aby ich dziecko poddano szczepieniu, ale szpital pogwałcił ich wolę i dziecko zaszczepiono. Przypadek ten trafił do sądu i chyba będzie miał ciąg dalszy.

Ciebie spytano i podpisałaś.

Domyślam się, że podpisałaś zgodę w najlepszej wierze, bo szczerze wierzyłaś, że szczepionki są konieczne, że są w pełni bezpieczne i że gdyby twojemu dziecku cokolwiek zagrażało, to lekarze na pewno by cię o tym uczciwie poinformowali.

Gdybyś nie wierzyła w to, że szczepionki są w pełni bezpieczne, to byś pewnie nie podpisała, prawda?

WIARA w szczepienia i WIARA w uczciwość lekarzy a WIEDZA na ten temat to dwie, zupełnie różne kwestie.

  • Czy odczytano ci lub pokazano do przeczytania pełny skład szczepionki, podany na opakowaniu?
  • czy poinformowano cię, czy szczepionka zawiera czy nie Thimerosal, który jest organicznym związkiem rtęci?
  • czy powiedziano ci, że jest w niej wiele innych zanieczyszczeń, takich jak białko jaja, pozostałości pożywki z małpich nerek i nawet być może wirusy odzwierzęce, skwalen, związki aluminium, konserwanty i inne substancje?
  • czy powiedziano ci, że podanie szczepionki może spowodować lekki lub ciężki NOP, alergie, choroby autoimmunologiczne, autyzm, nowotwory i zapalenie mózgu?
  • czy wiesz o tym, że w czasie każdego szczepienia musi być przygotowany zestaw przeciwwstrząsowy (taka informacja DLA LEKARZA widnieje na opakowaniu szczepionki)?
  • skąd wiesz, że szczepionka nie zawierała Tiormesalu / Thimerosalu? Czy wyraźnie pytałaś o to lekarzy przed szczepieniem, czy tylko tak ci się wydaje, bo ktoś cię uspokoił, że rtęci w szczepionkach już nie ma?

Szczególnie nurtuje mnie pytanie: DLACZEGO wyraziłaś zgodę (na piśmie) na podanie swoim świeżo urodzonym dzieciom szczepionki WZW B przeciwko wirusowemu zapaleniu wątroby, które przenosi się głównie drogą płciową? Czy wiedziałaś o tym, jak się ta choroba przenosi? Czy miałaś jakieś racjonalne podstawy, żeby sądzić, że twoje nowonarodzone dziecko będzie uprawiać seks bez prezerwatywy od pierwszej doby życia? [Wirusowym zapaleniem wątroby można się też zarazić w wyjątkowo niehigienicznym i brudnym miejscu – czyżby w porodówce i na oddziale noworodków był aż taki syf?]

A teraz ci wyjaśnię, dlaczego moja zgoda (gdybym ją nawet poświadczyła własnoręcznym podpisem) była guzik warta.

Gdyby mnie spytano w izbie przyjęć, czy zgadzam się na zaszczepienie mojego nowonarodzonego dziecka, z całą pewnością wyraziłabym na to zgodę, ponieważ w czasach, kiedy byłam młodą mamusią bezrefleksyjnie bałam się chorób i święcie wierzyłam w szczepienia oraz w niepokalaną uczciwość lekarzy (dziś już w to nie wierzę, ale wtedy byłam „głęboko wierząca” w te bzdury). Dlatego, bez wahania, w dobrej wierze, podpisałabym każdy świstek, który by mi podsunięto.

Ale czy to byłoby w moim przypadku świadome działanie?

Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ NIE!

Szczepiąc dzieci DZIAŁAŁAM W DOBREJ WIERZE, ale (a może raczej „ponieważ”) BYŁAM ŹLE POINFORMOWANA.

Z braku prawdziwej, obiektywnej WIEDZY kierowałam się WIARĄ.

Bezgranicznie i wręcz w sposób pozbawiony instynktu samozachowawczego wierzyłam lekarzom. A co jeszcze gorsze: kierowałam się irracjonalnym LĘKIEM przed chorobami. Czytałam Treny Kochanowskiego i Anielkę i te straszne opowieści o śmierci dzieci telepały mi się gdzieś w podświadomości. Lęk zdecydowanie nie jest dobrym doradcą, a literatura piękna, zwłaszcza średniowieczna, nie może stanowić źródła wiedzy o chorobach, zapobieganiu im i współczesnych metodach ich leczenia.

Prawdę mówiąc, to ja nawet nie umiem powiedzieć, czego się tak naprawdę bałam. Pamiętam tylko ten lęk, który pozbawiał mnie zdolności logicznego myślenia i asertywności. Pamiętam, jak bardzo bałam się sprzeciwić autorytetom medycznym i narazić się na szyderstwa, krzyki lub potępienie z ich strony. Stojąc z dzieckiem przed lekarzem czułam się jak uczennica przed groźnym belfrem, który może mnie postawić w kącie i napuścić na mnie całą klasę, żeby się ze mnie nabijała, że jestem zabobonna lub ciemna. W takim stanie ducha naprawdę nie da się logicznie myśleć. No a poza tym, przecież WSZYSCY szczepili swoje dzieci, więc dlaczego ja miałabym tego nie robić? No i najważniejsze: w tamtych czasach nikt nie miał pojęcia o istnieniu NOP, nikt o tym nie pisał w prasie (Internetu nie było) i nikt ich nie zgłaszał. Po prostu: PROBLEM NIE ISTNIAŁ. Jeśli po szczepieniu dziecko wrzeszczało dniami i nocami, jeśli miało zielone, cuchnące biegunki, gorączkę lub inne niepokojące objawy, to była to wina matki. Bo biegunka była oczywiście z braku higieny lub ze złego żywienia.

Ja nie skojarzyłam nawet faktu zwiotczenia mojego dziecka zaraz po szczepieniu, unikania przez nie kontaktu wzrokowego ani ciężkiego zapalenia opon mózgowych i jelit z faktem podania szczepionki. Byłam tak zahipnotyzowana absolutnym bezpieczeństwem i zbawiennością szczepień i bezgraniczną dobroczynnością służby zdrowia, że nie byłabym w stanie zobaczyć nawet przysłowiowego dinozaura w moim salonie.
Gdyby mi ktoś wtedy powiedział, że moje dziecko doświadczyło ciężkiego i możliwego do przewidzenia NOP uznałabym go za wariata i twórcę teorii spiskowych!

Na zarzut jakiejś idiotki z hasbary, że przez 30 lat nie potrafiłam się uporać z wybaczeniem szczepieniom odpowiem, że nie miałam żadnej pretensji do szczepień, ponieważ przez te wszystkie lata nie miałam pojęcia, że to one spowodowały chorobę mojego dziecka! Żyłam w naiwnym przeświadczeniu, że choroby spadają na ludzi z nieba i że na kogo wypadnie, na tego bęc! Czysty przypadek! Mało tego, ja nawet byłam skłonna uwierzyć, że tę chorobę (u dwumiesięcznego dziecka!) spowodowała jakaś toksyczna atmosfera w rodzinie, bo w książce Loiuse Hay tak było napisane o zapaleniu opon mózgowych:

Głęboka niezgoda rodzinna, życie w atmosferze lęku i złości. Chaos wewnętrzny. Brak wsparcia.

Tak, moje życie było jednym wielkim pasmem samooskarżeń i poczucia winy. W czasach młodości moim życiem sterowały programy.

Myśleć nauczyłam się dopiero w wieku dojrzałym. A kiedy w końcu zaczęłam myśleć ogarnęło mnie bezgraniczne zdumienie, jak mogłam nie kojarzyć tak oczywistych faktów?!

Wracając do pytania Marii (a może raczej szczepionkowej hasbary): jeśli bardzo cię ciekawi odpowiedź na pytanie, czy moje dzieci zostały zaszczepione bez mojej wiedzy, to odpowiem: NIE, MOJE DZIECI W OGÓLE NIE ZOSTAŁY ZASZCZEPIONE JAKO NOWORODKI. Z bardzo oczywistego powodu: bo W TAMTYCH CZASACH, KIEDY SIĘ URODZIŁY, NIKT NIE SZCZEPIŁ NOWORODKÓW!

Czy rozumiesz, co to znaczy?

To znaczy, że całe pokolenia ludzi nie były szczepione jako noworodki!

Twoi rodzice również nie zostali zaszczepieni w pierwszej dobie życia.

I co?

PRZEŻYLI?

Nie umarli w kołysce?!

Zastanów się, jeśli w ogóle jesteś zdolna do racjonalnego myślenia: jak to możliwe, że ludzkość dotrwała do naszych czasów i nie wymarła, skoro wcześniej nie znano i nie stosowano ŻADNYCH szczepień, a wszystkie dzieci przechodziły tzw. „choroby wieku dziecięcego”, takie jak odra, świnka, koklusz, różyczka, ospa wietrzna itp.

Pomyśl: gdyby te choroby były tak niebezpieczne, jak wmawiają nam kartele farmaceutyczne, robiące majątek na produkcji szczepionek, to niewiele dzieci dożywałoby dorosłości, a ludzkość permanentnie stałaby na granicy wymarcia. Czy kiedykolwiek (nawet w czasach, w których wybuchały epidemie dżumy i cholery) ludzkości groziło wymarcie?

Kiedy ja byłam dzieckiem żaden lekarz nie przejmował się chorobami wieku dziecięcego. Martwiono się, jeśli dziecko miało zapalenie płuc, ucha lub migdałków, ale nikt nie robił szumu z powodu kokluszu czy odry. Lekarze informowali rodziców, że po odrze mogą wystąpić powikłania, więc należy się zgłosić na badanie, jeśli pojawią się konkretne objawy i to wszystko.

Dziś, nawet tak groźne choroby jak błonica (dyfteryt) dają się skutecznie leczyć, a chorobie Heine-Medina, która przenoszona jest drogą fekalno-oralną (a więc jest to choroba brudnej wody i brudnych rąk) zapobiega się skutecznie nie szczepieniami, lecz czystą wodą w kranach i częstym myciem rąk. [Informacje podawane przez Wikipedię, że najskuteczniejszą metodą walki z daną chorobą są szczepienia nie są wiedzą naukową, lecz polityczną poprawnością wymuszoną przez dyktaturę lobby wakcynologicznego].

Zastanów się, skąd bierze się ten paniczny lęk przed niezaszczepieniem dziecka i przed tymi wszystkimi bakteriami i wirusami, które tylko czekają, żeby je zabić?

Czy wierzysz w to, że Matka Natura stworzyła życie po to, żeby je bezwzględnie uśmiercać? Czy zjawisko masowego umierania z powodu chorób bakteryjnych i wirusowych nowonarodzonych młodych występuje u jakiegokolwiek gatunku zwierząt?

Jeśli nie, to dlaczego miałoby to dotyczyć ludzi?

Czy wierzysz w to, że kiedyś, przed laty, z powodu braku szczepień, umierały niemal wszystkie dzieci?
Jeśli wierzysz w to, że nieszczepione dzieci czeka niechybna śmierć, to znaczy, że wyobrażasz sobie, że w dawnych, przed-szczepionkowych czasach dziecko, które jakimś cudem przeżyło tę bakteryjno-wirusową masakrę niewiniątek było taką rzadkością, że sąsiedzi i ludzie z dalszej okolicy przybywali, żeby je zobaczyć?

Przecież to czysty absurd!

Natura to nie psychopatyczny rzeźnik, lubujący się w zadawaniu śmierci! Natura nie morduje życia, które stworzyła. Życie zostało stworzone po to, żeby się krzewiło i bujnie rozrastało. Dlatego każdy żywy organizm został wyposażony w system immunologiczny, którego zadaniem jest obrona przed wszelkimi możliwymi patogenami. Zaraz po urodzeniu dziecko otrzymuje wraz z siarą potężną porcję przeciwciał (ale nie wiem, czy siara matek szczepionych ma jakąkolwiek wartość), a choroby wieku dziecięcego są zaplanowaną przez Naturę gimnastyką dla układu odpornościowego. Nie stanowią one śmiertelnego zagrożenia dla dziecka, chyba, że przyszło ono na świat z poważnymi wadami wrodzonymi, jest niedożywione lub urodziło się w rodzinie skrajnie zaniedbującej podstawowe zasady higieny.

To nie szczepienia spowodowały zanik śmiertelności dzieci.

Śmiertelność została powstrzymana dzięki zapewnieniu dobrych warunków mieszkaniowych, wystarczającej ilości dobrej żywności, a przede wszystkim dzięki doprowadzeniu do domów czystej, nieskażonej bakteriami wody. Wody do mycia się, sprzątania i do picia.

Trochę faktów historycznych o szczepieniach w Polsce (dane z bloga Fakty o szczepieniach):

• Do 1995 roku szczepionka MMR nie była dostępna na polskim rynku.

• Od 1995 do 2002 roku szczepionka MMR była dostępna jako szczepionka nierefundowana a szczepienie MMR było dobrowolne: „dzieciom w wieku 13-15 miesięcy oraz w 7 roku życia zamiast obowiązkowego szczepienia przeciwko odrze”.

• Od 2003 roku szczepionka MMR jest refundowana a szczepienia obowiązkowe, masowe szczepienia rozpoczęły się od listopada 2003 roku.

• W pierwszych latach przeprowadzania szczepień, czyli od 1972 do 1975 roku, dobrowolna wyszczepialność wynosiła 22,3% – szczepienie nie było akceptowane przez wielu rodziców i lekarzy

• W 1998 roku pojedyncza szczepionka przeciwko śwince została zarejestrowana i udostępniona polskim rodzicom, jednak szczepionka ta nie była zalecana przez Głównego Inspektora Sanitarnego do 2000 roku.

• Dopiero w 2000 roku pojedyncza szczepionka przeciwko śwince została zalecona (bez refundacji) dzieciom od 13 miesiąca życia nieszczepionym przeciwko śwince szczepionkami skojarzonymi.

• Od 2003 roku dobrowolne szczepienie zastąpiono szczepieniem obowiązkowym preparatem odra, świnka, różyczka (MMR).

• W latach 1998 – 2002 dobrowolna wyszczepialność pojedynczą szczepionką przeciwko śwince wynosiła ok. 10%:

• Całkowita wyszczepialność przeciwko śwince po dodaniu odsetka zaszczepionych szczepionką skojarzoną w okresie 1998 – 2002 wynosiła ok. 33%.

• Od 1988 roku polskie służby epidemiologiczne realizowały strategię zapobiegania zespołowi różyczki wrodzonej przez obowiązkowe szczepienia 13-letnich dziewcząt szczepionką pojedynczą i zalecenia podawania co 10 lat dawki przypominającej szczególnie dla kobiet pracujących w środowiskach dziecięcych.

• Wyszczepialność pojedynczą szczepionką przeciwko różyczce wśród 13-latek osiągnęła poziom >95% w1996 roku.

• Od 2003 roku szczepienie 13-latek szczepionką pojedynczą zastąpiono szczepieniem wszystkich dzieci w drugim roku życia szczepionką skojarzoną MMR.

16 myśli nt. „Zgoda na zaszczepienie dziecka jest wyrażana w dobrej wierze, ale czy na pewno w pełni świadomie?

  1. Wiesz Mario, ja się ludziom nie dziwię, że ulegają propagandzie. Naprawdę. Ja jestem z wykształcenia inżynierem sanitarnym. Uczyłam się o historii wodociągów, kiedy w nowożytności nastąpił ich rozwój i że tym sposobem wyeliminowaniu ryzyko zakażeń, o systemach kanalizacyjnych i pierwszych oczyszczalniach ścieków… i co? I psinco! Zaszczepiłam dzieci, tak miałam wyprany mózg!

  2. Moja przyjaciółka, magister pielęgniarstwa, też zaszczepiła córkę na wszystko, co dawali. A dziś bardzo się sobie dziwi i nie rozumie, jak zdołali jej tak wyprać mózg.

  3. @ Warszawiak: przecież jest napisane nad ramką do komentowania, że jeśli nie wiadomo gdzie coś napisać, to piszemy to w Hyde Parku!

  4. Dzięs w mojej firmie ogłoszono, że można się już zapisywac na szczepienia „ochronne” przeciw tegorocznej grypie sezonowej. Jak co roku, zaszczepi się połowa firmy.

  5. Dzieci są szczepione pod przymusem – to jest zbrodnia na dzieciach, a SanEpid przymusza do szczepienia dzieci nie sprawdzonymi szczepionkami , powodując występowanie schorzeń i deformacji,.
    Moim zdaniem należy wnosić oskarżenia przeciw zmuszającym i producentom szczepionek za spowodowanie uszczerbku na zdrowiu dzieci.

  6. @ Stwol: pojedyncza osoba nie wygra z producentem szczepionek, ponieważ oni się zabezpieczyli i nie ponoszą żadnej odpowiedzialności za skutki – ani prawnej, ani finansowej, ani moralnej. Co gorsze, mają najlepszych prawników na świecie, którzy potrafią tak namącić w głowach sędziów, że ci skażą na długoletnie więzienie ofiarę szczepienia za oszczerstwa lub narażenie firmy na straty finansowe, a kat wyjdzie z sądu nie tylko oczyszczony, ale w glorii chwały i męczeństwa. To przecież typowa sztuczka psychopaty: on potrafi udowodnić, że ofiara jest katem, a kat ofiarą. Poza tym taki proces zrujnuje finansowo każdego śmiałka, który się na to porwie.

    Dlatego musi powstać duża organizacja broniąca ofiar i musi zgromadzić dużo pozwów, dużo dowodów i jeszcze więcej kasy i oczywiście znakomitych adwokatów, ale ci zwykle kochają pieniążki, więc chętnie przejdą do obozu przeciwnego.

  7. Nie rozumiem ludzi dzisiaj chyba. I nie rozumiem skąd się biorą takie „Marie” i o co im chodzi (jeśli to nie jakiś trolling ttdknu). Jeszcze rozumiem, że ktoś np. skończył farmację, studiował to przez 5 lat u kuł od rana do nocy, że leki i szczepionki są cacy, to jeszcze rozumiem, bo jest i strach przed wyparciem tej wiedzy i niezgoda na zakwestionowanie tego, o czym się uczyło tyle lat. Ale żeby zwykli ludzie też wpadali w taką paranoję?

    Przeszedlem wszystkie choroby wieku dziecięcego, oprócz kokluszu. Ospę, świnkę, odrę, szkarlatynę i cholera wie co tam jeszcze. Bylem wtedy mały, więc organizm mialem silniejszy niż dzisiaj i pamiętam, że przebieg był bardzo łagodny – czułem właściwie tylko zdenerwowanie, że nie mogę wyjść z łóżka. NIkt mnie na to nie szczepił, bo nie było wtedy tych szczepionek. Lekarze mówili mi potem, że nie mam w ogóle odporności, że będę chorował całe życie, bo jestem słaby (chyba wszystkim wcześniakom tak mówią) i drobnoustroje to po prostu aż do mnie lgną. Fakt, zachorowałem jeszcze parę razy (mało poważne choroby) w podstawówce i zdarza mi się przeziębienie, ale od kiedy trochę sobie w głowie inaczej poukladałem, to nie choruję na nic. I cała ta moja „słabowitość” i „chorowitość” jakoś się nie chce sprawdzić. Jak to dobrze, że dorastałem w rodzinie, której nie było stac na te nowe szczepionki (przyjąłem tylko tą przeciw WZW bo pomyślałem że jednak trzeba) – może własnie dzięki temu wszystko ze mną w porządku?

    NOPy są wystarczającym argumentem przeciw szczepionkom. Co prawda nie wierzę, żeby aż powodowały autyzm, bo to za daleko idące uproszczenie, ale przecież inne powikłania są nie mniej straszne. Dla zdrowia wystarczy dobra dieta plus odpowiednie nastawienie do świata. NIektorzy mogą dorzucić jeszcze medytację, inni Bruna, a inni jakieś tam naturalne metody. Zaświadczam o tym ja, cherlawy, chorowity gość, który od lat nie chorował na nic poważniejszego niż przeziębienia (a kiedy się przeziębiam, to też zawsze wiem dlaczego).

  8. Słuchajcie pomyslałam sobie, że jak nie pamiętam, że tak niedawno nie było tyle szczepionek, i że nagle ich tyle wprowadzono, jako coś „naturalnego”, to chyba przestaję się dziwić, że ludzie nie pamiętają jak dawniej wyglądało niebo bez chemów. One tez się nagle pojawiły i ludzie uznali je jako „oczywista oczywistość”. Nawet nie zapytali dlaczego ich tyle jest?

  9. A my z siostrą chorowałyśmy również na koklusz! Przechorowałyśmy wszystko i było fajnie, bo nie trzeba było chodzić do szkoły. Moje dzieci przechorowały też tę „straszną” odrę i nic im się nie stało, żadne powikłania nie wystąpiły, bo mieli pod dostatkiem dobrego jedzenia i czystą wodę z własnego ujęcia. Dziś mamy trwałą odporność i nie musimy przyjmować żadnych „dawek przypominających” (czy jak to oni tam nazywają). Nie musimy się też bać, że jakieś dziecko zarazi nas czymś, co mogłoby być groźne dla dorosłych.

  10. A ja przezyłam odrę, pamietam okropny światłowstręt i zaciemniony pokój i ospę wietrzną w wieku 18-lat. Nie mam blizn, aczkolwiek nie było to fajne doswiadczenie.

  11. A my z siostrą przeszłyśmy chyba wszystkie możliwe tzw.choroby wieku dziecięcego, te wszystkie odry, różyczki, koklusze, świnki, wietrzne ospy. Cześć z nich gdy chodziłyśmy do przedszkola, a część na początku podstawówki. I z tego co pamiętam, to wszystko to przebiegło raczej łagodnie, największą niedogodnością było tylko leżenie w łóżku, co dla dzieciaków jest raczej niezbyt miłe. I nie przypominam sobie, aby ktoś umarł wtedy z powodu tych chorób (dzięki Bogu tych przeklętych szczepionek nie było w tamtych czasach na te właśnie choroby – nas w każdym razie na to nie szczepiono). Jedyną szczepionkę jaką pamiętam to było przeciw ospie prawdziwej – do dziś mam bliznę na ramieniu.

  12. Ja pamiętam 3 szczepionki: na polio (trzeba było wypić z probówki taki lekko słodkawy płyn) i dwie nieprzyjemne: na gruźlicę i ospę. Po obu miałam strupa. Po ospie większego. To było faktycznie bardzo nieprzyjemne, bo ten strup był duży, czarny (wyglądał jak kapelusik bez ronda) i w końcu odpadł, ale zanim się to stało odklejał się stopniowo coraz bardziej, coś się z niego sączyło, w końcu wisiał na włosku, ale nie można go było oderwać, bo to szczypało. Ohyda!!! Po szczepieniu na gruźlicę do dziś mam mały guzek pod pachą.

  13. to mi sie najbardziej podoba .. ale od kiedy sobie trochę inaczej w głowie poukładałem nie choruję na nic,,, Obywatel

    potwierdzam, jak zaczęłam sobie po trochu inaczej w głowie układać zaczęłam zdrowieć

    Co do powszechnej ignorancji – mojej przyjaciółki mama jest dr nauk med z farmacji, otwarta na wszelkie nienaukowe, alternatywne, ludowe mądrości w kwestii zdrowia włącznie z duchowym elementem… nie szczepione są jej córka i wnuczki, już dorosłe kobiety.
    Wiek pani po 70-tce, znajome i przyjaciółki to m.in. lekarki, które …. wymierają powoli, większość na raka. Po chemii którejś jest kolejna, bardzo jej bliska. Stosuje dla niej kody uzdrawiania mimo, że sama ma problemy np. z gardłem. Wyniki koleżanki się poprawiły, ale na pytanie czy pani sama stosuje na sobie samouzdrawianie, koleżanka odparła – nie, po pani jest lekarzem.
    wniosek – trzeba koniecznie sobie w głowie inaczej poukładać
    nie chcę tu smęcić – ale równocześnie pilnować serca – bo tam jest centrum życia

  14. Po szczepieniu na gruźlicę mam coś podobnego, szczepili nas jeszcze przeciw tężcowi chyba i nie dało się tego uniknąć (ale tu i tak jest w miarę OK, bo najpierw robią próbę tuberkulinową, a potem dopiero stwierdzają, czy jest po co szczepić). No i przeciw heinego-medinie, ale to jest tylko taki płyn.

    Za to kiedy w jednym jedynym jednym roku uległem jakimś paranojom ludzi wokół i zaszczepiłem się przeciw grypie, to był to właśnie ten rok, w którym na grypę zachorowałem. Mam wrażenie, że to jest jakoś makabrycznie połączone.

W tym blogu komentarze są równie ważne jak teksty na stronie głównej, dlatego bardzo proszę o trzymanie się tematu! Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku. Jeśli Twój komentarz się nie ukazał przeczytaj zasady komentowania bloga (patrz strony na górze bloga). Komentarze nie na temat będę kasować, a awanturników banować!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s