Ameryka, jakiej nie znacie (korespondencja „Niereligijnej” zza oceanu)

W zeszłym tygodniu pojechaliśmy w powszedni dzień do Filadelfii, akurat w czasie gdy szkoły kończyły pracę i dzieciaki wychodziły na ulice by trafić do domów. Skrzyżowania co 100-150 metrów, na każdym sygnalizacja świetlna, ale na każdym skrzyżowaniu jest też osoba w jaskrawym uniformie (mundurze) odblaskowym i z wielkim lizakiem z napisem STOP, oprócz tego, że są światła, takie podobne jak w Polsce, i o identycznym zastosowaniu, czyli czerwone stop! zielone iść! Ale chyba nikt amerykańskim dzieciom nie ufa, bo stawiają jeszcze tych bardzo aktywnych i jaskrawych ludzi, by przeprowadzali „uczniów” przez ulice.

Mój ciekawski mąż, gdy ja weszłam do sklepu, zagadał taką jaskrawą panią na skrzyżowaniu, czy ta praca to forma wolontariatu, czy zarobkowa, tzn. taki etat?

Jaskrawa pani z dumą odpowiedziała, że to praca związkowa, czyli mają solidne wynagrodzenie.

W tym czasie, gdy sobie tak gaworzyli, na ulicę wtargnął młodzieniec z piłką, którą zgrabnie odbijał o asfaltową ulicę, jednocześnie klikając na telefonie i wcale nie obchodziło go, że maszeruje na czerwonym świetle i zmusza samochody do hamowania z piskiem. Nawet nie spojrzał w stronę tych samochodów, tylko szedł dalej, jakby był ślepy i głuchy, a mój mąż przeprosił jaskrawą panią, że jej rozprasza uwagę podczas wykonywania tej odpowiedzialnej pracy.

Na drugi dzień pracowaliśmy w tym samym domu, on remontował, a ja to co zawsze….i wróciła właścicielka, więc mój mąż ją zapewnia, że telewizor już z powrotem podłączony (bo telAwizja codziennie wieczorem dla niej to jak dializa i transfuzja w szpitalu dla chorego pacjenta) i że my nie oglądamy wcale, tylko że ja często po pracy oglądam w Internecie rosyjskie fabularne filmy.

Więc im obojgu wytłumaczyłam dlaczego i teraz Wam wytłumaczę.

W rosyjskich filmach są bardzo dobre scenariusze, są źli i dobrzy ludzie, ale jest normalny świat, np. ludzie sobie ufają i pomagają. Facet w nocy trafił do jakiejś piwnicy w której żyją bezdomni, spotkał tam małą dziewczynkę i gdy już się pogościł to wziął dzieciaka za rękę i odprowadził do matki do domu. Matka go zaprosiła na herbatę, a dziewczynka zarządziła, że on ma jej opowiedzieć bajkę na dobranoc. Nikt nie wezwał na nikogo policji, ani on ma matkę, że się dzieckiem nie zajmuje, ani matka na faceta, że pedofil jakiś, bo zainteresował się jej dzieckiem.

Te filmy są zwyczajne, ze zwyczajnymi ludźmi. Dzięki nim nie czuję się jak wariat, bo tam dzieci chodzą same po ulicach, a tu nawet gdy się bawią, to muszą być pod obserwacją opiekunów. Ludzie są oduczeni pomagania sobie i bezinteresowności, rozmawiania tak po prostu z obcymi.

W Ameryce czuję się dokładnie tak jak rodzeństwo w filmie Pleasentville, które wpadło przez przypadek do czarno-białego filmu i tylko oni jedyni widzą kolory i dziwactwo miejsca i sytuacji.

Mój mąż opowiedział tej klientce o tych naszych obserwacjach w Filadelfii (to jest i u nas na wsi, tylko powolniej, bo mniejszy ruch) i mówi do klientki, że gdyby te durne dzieciaki co sobie nie radzą z sygnalizacją świetlną poginęły w wypadkach samochodowych, to byłoby z korzyścią dla przyszłych pokoleń, bo by nie przekazały swojego złego- niedorobionego genu.

Klientka dla której taka uliczna czy społeczna sytuacja jest normalna, bo innego świata ani życia nie zna, pewnie myśli ze mam makabrycznego męża.

A u innych ludzi w domu – kończyłam już prawie pracę, za ścianą w fotelach siedzi mąż i żona, żona mówi do męża: w przyszłym tygodniu muszę iść na mammogram! Wtedy ja wychyliłam się zza ściany i pytam: nie lubisz swoich cycków? A ona: no nie lubię, bo są za duże! Teraz ja: acha! więc myślisz, że to dobry pomysł, żeby dostać raka piersi i wtedy pójść na operację i lekarze zrobią cię na płasko? Ona: to co, ty nie chodzisz na mammogram? Ja: nie! Bo nie chcę dostać raka! Ona: jak to tak? Ja: czego się spodziewasz? Jeśli będziesz poddawać się radiacji regularnie, to dostaniesz raka! I wtedy udowodnisz sobie i innym, jakie to badanie dla ciebie „zbawienne” i słuszne, bo zdiagnozowali, że masz raka!

Przypuszczam, że pójdzie i tak, bo to ta głupia gęś, co z braku argumentów w poprzedniej rozmowie zaczęła recytować przysięgę (taką, co przysięgają bronić i służyć wiernie Ameryce – cokolwiek to znaczy).

Oni są moimi klientami, bo mnie im polecił mój inny klient o imieniu George, który umarł „na raka” w czerwcu w tym roku.

Mówię do niej i do jej męża: – George nie umarł na żadnego raka, to lekarze go wykończyli, gdyby nie poszedł do lekarza, to byłby zdrowy i żywy, a jak mu powiedzieli „masz raka!” chłop spanikował i dał się wrobić w radiację i chemioterapię i od tego umarł!!! A ona na to: ale on poszedł do lekarza, bo się źle czuł, co ja skwitowałam: popatrz na mnie! Ja się codziennie źle czuję i żyję! Mówię im dalej… moja babcia całe życie paliła papierosy, takie bez filtra, tylko ze szklaną lufką i zawsze chodziła po polnych drogach na obcasach, do końca życia, aż umarła! Wiesz, ile lat miała? 94! Bo na tych obcasach ani na bosaka nie chodziła do lekarza.

Nawet sobie nie wyobrażacie, jaka jestem zmęczona głupotą tych cywilizowanych ludzi.

Może nie trzeba ich ratować?

——————

Jeśli nie wiesz, o co chodzi z tym rakiem, z boku bloga znajdź kategorie, kliknij „Nieuleczalni” i „Rak”, poczytaj i wyciągnij wnioski. [przypisek: Astromaria].

Proszę się nie awanturować z powodu moderacji - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s