Usunęli kobiecie macicę i oba jajniki. Później okazało się, że zamiast operacji potrzebowała diety i witamin.

Źródło: Sekrety zdrowego życia

Poniższa historia jest prawdziwa opublikowano ją w The Journal of the American Medical Association, nr 237, 28 marca 1977.

„Kwiecień  – pacjentka operowana z powodu ciężkich ataków bólowych i innych zaburzeń. Wstępna diagnoza; endometrosis. Po otwarciu jamy brzusznej stwierdzono obecność dużej ilości wynaczynionej krwi. Drenaż, usunięcie macicy i obu jajników. Objawy nie ustępują. W cztery miesiące później (sierpień) następna operacja. Usunięto odcinek jelita i skauteryzowano krwawiące do jamy brzusznej miejsca. Po roku ponowna operacja – tym razem usunięto z jamy brzusznej 3 (trzy!) litry wynaczynionej krwi oraz szereg małych cyst na wątrobie, wypełnionych krwią i płynem. Po dwóch miesiącach ponowne chirurgiczne ściąganie krwi. W styczniu historia powtarza się. Znowu operacja – usuwanie krwi i stwierdzenie mnóstwa krwawych guzów. Transfuzje, przeniesienie do dużego szpitala uniwersyteckiego. Usunięcie śledziony i diagnoza: rozsiany, niemożliwy do wykrycia nowotwór złośliwy.

W maju powrót objawów. Podejrzenie dotyczy tym razem trzustki. Po roku pacjentka powraca. Bóle są nie do zniesienia. W lipcu ściągają 4,5 (cztery i pół) litra krwi. Biopsja wykazuje rozlane krwawienie z mnóstwem wypełnionych krwią cyst i skrzepów krwi.

W marcu następnego roku pęka bomba! Jeden lekarz zapytał: „co pani je?” Otóż pacjentka nie jadła ŻADNYCH surowizn. Po zbadaniu poziomu Witaminy C w jej surowicy, okazał się on niemal równy zeru! Jest to niestety historia najprawdziwsza, 4 lata cierpień, 7 operacji, bezpowrotne okaleczenie – wszystko niepotrzebne (…) Historia ta potwierdza przypuszczenie, że ciągle nie docenia się roli, jaką w naszym zdrowiu odgrywają witaminy i pierwiastki mineralne. Mało osób zdaje sobie sprawę z tego, że na przykład witamina C jest nam potrzebna do życia niemal jak woda i powietrze”.

Powyższy cytowany fragment zaczerpnąłem z książki Zbigniewa Wiśniewskiego pt: „Nie ma chorób nieuleczalnych”, s. 41-42.

52 komentarze do “Usunęli kobiecie macicę i oba jajniki. Później okazało się, że zamiast operacji potrzebowała diety i witamin.

  1. To jest straszne! – Żeby była jasność, mam na myśli działanie „służby zdrowia”.

    Nie do końca o tym, ale w podobnym temacie:
    Na jednym z forów robótkowych trafiam czasem na dyskusje nt. nowotworów i tego, jak ludziom w ciężkim stanie przestaje się podawać pseudo-leczące substancje (bo jakiś koncern farmaceutyczny ustalił na nie zaporową cenę) albo opóźnia się przeszczepy (nie mam na myśli nagłych sytuacji, jak wypadki, a właśnie takie, w których decydujący jest tryb życia), a oni zamiast się ocknąć i zacząć szukać ratunku na własną rękę, siadają z założonymi rękami i (dosłownie takie komentarze miały miejsce) czekają na śmierć.
    Żal mi ich, ale jak ktoś nie chce dać sobie pomóc (a gdyby chciał pomocy, to by jej szukał), nie można tego robić na siłę.
    Niejednokrotnie już podsunęłam linki czy opisy diet kilku osobom, którym moim zdaniem mogłoby to pomóc. Ograniczając się tylko do wskazania pewnych możliwości, zauważam, że ludzie nie chcą z nich korzystać.

    Mam wrażenie, że większość ludzi straciła instynkt samozachowawczy.

    Nawet wspomniana w poście pacjentka – gdyby zależało jej na życiu, to po kilku nieudanych operacjach przestałaby wierzyć w coś, co nie skutkuje i sama szukałaby dla siebie ratunku.

    Ludzie (żeby nie generalizować: przynajmniej niektórzy) – wcale nie chcą żyć i być zdrowi!

  2. Nic dziwnego, wiele takich przypadków bylo opisywanych a prasie. Kiedys człowiekowi obcięli nie te noge, bo lekarz pomylił strony na zdjeciu i tym sposobem chłopina sie pozbył dwóch nóg naraz. Tylko przygłupy biegaja po lekarzach, ci co maja rozum omijaja te biala zarazę z daleka. Ja ich unikam, spożywam dobre jedzenie, do apteki ide na łakę lub ogródka, nawet nie oglądam w telewizji tego serialu o doktorze, szkoda czasu, jak na razie dożylem do 62 lat i miewam sie dobrze, czego i wam wszystkim zycze. Najlepszym lekarstwem jest radośc i śmiech. Duuuuuuużo smiechu i radosci :-)))

  3. Odżywianie się jest ważne. Ale jednak nie leczyłabym u siebie raka witaminą C. Przepraszam dziewczyny 🙂

  4. Ludzie (żeby nie generalizować: przynajmniej niektórzy) – wcale nie chcą żyć i być zdrowi. Masz racje kasi3nka taka jest prawda. Ludzie trzymaja sie lekarza jakby pana Boga za nogi zlapali. Znam ten temat dobrze z własnych obserwacji

  5. @ mysz: po pierwsze artykuł nie jest o raku, lecz o szkorbucie, bo w rzeczywistości na tę chorobę cierpiała owa pacjentka. A po drugie, skoro już o raku mówisz, to wykazujesz się brakiem znajomości rzeczy, ponieważ w tym blogu opisałam wiele przypadków wyleczenia raka właśnie witaminą C. Tyle tylko, że nie syntetyczną, lecz naturalną, pochodzącą z soków warzywnych i owocowych. Poczytaj inne moje teksty, a może się nieco oświecisz w tym temacie. Polecam też prace doktora Matthiasa Ratha i dr Niedzwiecki – też do wglądu w tym blogu, pisałam o tym zupełnie niedawno.

  6. @Mysz-dlaczego nie leczylabys raka witamina C? Masz jakies solidne argumenty przeciw? Albo czym BYS leczyla?
    @MAHAKALA-mam podobne obserwacje, czesc ludzi zastepuje pustke w swoim zyciu chorobami i lekarzami, a choroba staje sie swietna wymowka dlaczego nie moga robic tego czy tamtego. Oni wrecz celebruja bycie chorym, chwala sie tym, ze wycinaja im rozne organy wewnetrzne jakby to byly rany odniesione w boju ojczyznianym. Dla takich ludzi naturalne metody leczenia nigdy nie beda atrakcyjne, bo moga oznaczac calkowite wyleczenie i utrate statusu chorego (czyli swietej krowy).

  7. @Kasi3nka-tez mi sie wydaje ze ludzie utracili instynkt samozachowawczy (moze zatrute jedzenie, woda i powietrze wlasnie to powoduje?). Gdyby mi ktos zaproponowal jakis okaleczajacy zabieg to uciekalabym gdzie pieprz rosnie, a ludzie na to sie godza bez zmruzenia oka, nigdy tego nie pojme. Ja nawet przed mammografa zwiewam gdzie pieprz rosnie (zgniatanie na sile piersi i ich napromieniowanie to nie dla mnie).

  8. MAHAKALA! Z czego Ty się cieszysz? Że żyjesz 62 lata? Ja widzę swoje 93 urodziny , a najbliższe wyprawiane to 80-siąte. Ostatnie były 50-siąte kilka lat temu. Jak chcesz długo żyć, to musisz taką długość sobie zaprogramować. Dzisiaj 60 lat to wiek średni- zaledwie. Znam kobietę, która jest jeszcze płodna w tym wieku.

  9. Nie jest ważne ile żyjesz, tylko jak żyjesz :). Pewien mój zleceniowdawca, niedawno w podziękowaniu za ekspresową usługę pożyczył mi 100 lat życia. Ja na to: wie pan, w swietle ustawy emerytalnej i wysokości mojej przyszłej emerytury, te panskie życzenia brzmią jak przekleństwo :))). Niech lepiej życzy mi pan śmierci we właściwym czasie i zdrowia ;).

    Napisalam w komentarzu ‚ja pierdzielę”, bo jestem w stanie zrozumieć poddanie sie operacji raz. Natomiast tyle razy dawać się okaleczać? Naprawdę wolałabym umrzeć w spokoju, gdybym nie znalazła alternatywy. To był rok 1977, więc dostęp do informacji jednak jeszcze ograniczony. Oczywiście, że były bblioteki. Teraz dogłębnie rozumiem zdanie Słoneckiego i GNM „że wiedzę o zdrowiu należy gromadzić, gdy jest sie zdrowym”.

  10. Iza40. A ja nie pierdzielę. Opowiem Ci o mojej znajomej Polce, która do Polski przyjeżdżała przed laty na zakupy, sprawdzić zdrowie i kupić leki. Co rok robiła kompleksowe badanie w Polsce za 2000zł, bo u niej kosztowało to tyle samo ale euro. Jedno badanie wykazało guza w brzuchu. Żadne inne badanie tego guza nie potwierdziło. Ale ona uwzięła się, że trzeba się go pozbyć. Znalazła w Polsce najlepszego profesora w najlepszej klinice. Wycięto guza. Pobrano jego próbki do zbadania na obecność komórek rakowych, no i te się szybko znalazły. Drugą próbkę, na życzenie znajomej, posłano do innego laboratorium. Kolejna operacja, usunięto kobiecie część żołądka, trzustkę i coś tam jeszcze. Kolejna operacja to usunięcie jajników i macicy. Znajoma stała się strzępkiem nerwów i osobą na wpół żywą. A wynik drugiej próbki okazał się odmienny od pierwszego. Kobieta wpadła rozpacz, próbowała zaskarżać lekarza, klinikę. Trafiła przy okazji na oszusta, który niby to pomaga w sądzie w walce z lekarzami. Muszę dodać, że operacja kosztowała kilka tysięcy euro. Znajoma jest wrakiem i fizycznym i psychicznym. Do końca życia musi zażywać pewne leki.
    Było to kilka lat temu i ani mnie ani naszym wspólnym znajomym nie przyszło do głowy wtedy, że wycinanie narządów jest złe. Nasza złość dotyczyła pazerności lekarza i niemożliwości pomocy od sądu. Teraz zadziwiam się dlaczego tacy byliśmy „ciemni”. Jak pisze Kasi3nka, nie mieliśmy podstawowego instynktu?

  11. To jest raczej ślepa wiara w autorytet. W tym wypadku autorytet w kitlu. Z jednej strony problem jest w tym by świadomie decydować w obliczu często sprzecznych informacji. a drugi? … Goebels miał rację. Tylko że nie on pierwszy stosował metodę uporczywego powtarzania nieprawdziwych informacji.
    Tak więc ostatecznie problemem jest poświęcenie dużej ilości własnego czasu na zapoznanie się z argumentami z innej strony.
    Mysz, ja się Tobie nie dziwię. Jako Mysz powinnaś wiedzieć, że wasz gatunek w swoim ciele produkuje własną, naturalną, endogenną witaminę C. Jeśli tego nie wiesz to właśnie się dowiedziałaś. 🙂

  12. Ludzkość do cna zgłupiała! Żadnych instynktów już nie ma, bo instynkty to zwierzęcość, to przecież takie nienaukowe! To jeszcze gorzej, niż płaska ziemia i kołtun. Teraz już nie kombinujemy sami, teraz państwo czuwa, niczym ten Bóg Wszechmogący i zdejmuje z ludzi wszelką odpowiedzialność za cokolwiek. Nikt nie rodzi ani nie leczy się w domu, nikt sam nie edukuje swoich dzieci, nikt się nie buntuje przeciwko niczemu, bo mamy wszelkie możliwe ubezpieczenia, dla naszego dobra. Możemy jeździć jak wariaci, bo ubezpieczenie zapłaci za szkody, lekarz może chlastać pacjenta choćby na śmierć, bo też ma ubezpieczenie, mamy ZAGWARANTOWANE (hehehe) emerytury, możemy się o nic nie troszczyć i na niczym nie znać, bo mamy autorytety od wszystkiego itp. itd. Po co komu jakieś instynkty i samodzielność w czymkolwiek?

    Przeczytajcie to: http://nowadebata.pl/2012/04/10/obywatel-szwedzki-jako-niewolnik/, mnie jednak ten tekst przeraził o wiele mniej, niż komentarze pod nim. Nawet trolle z onetu nabrały więcej rozumu, niż czytelnicy ND. Czyżby jadanie mięska z ekologicznej hodowli szkodziło na rozum?

  13. Mieszkałam w Szwecji 7 lat. gdyby nie tęsknota do Polski, zostałabym tam właśnie dlatego, że za podatki zabierane ludziom robi sie dla nich mnóstwo rzeczy, wszystko jest dla ludzi.

  14. Hoho, taki mam komunikat na stronie Nowa Debata:
    „Żądany obiekt JEST ZAINFEKOWANY następującymi wirusami: HEUR:Trojan.Script.Iframer”
    A to się postarali. Ale może to być fałszywy alarm nadwrażliwego KAV.

  15. Strona na pewno nie jest zawirusowana, tylko niepoprawna politycznie. Zignorujcie ten głupi komunikat. Mój blog i moja strona też nie raz padły ofiarą tego „żartu”, a ostatnio Wolne Media były zablokowane przez cały dzień. Taki mały sabotaż.

  16. @ Kalandrafel: no wiesz, po tobie bym się nie spodziewała… ja tam wolę wolność. Sama chcę decydować, na co wydam swoje pieniądze. To co najmniej nie w porządku, żeby państwo zabierało mi 3/4 dochodu i decydowało za mnie, na to wyda moje pieniądze. To jest gorzej, niż komunizm.

  17. Za komuny to chociaż mielismy świadomość, że jesteśmy zniewoleni.

  18. Ja myślę, że najbardziej idealne (dla owiec) państwo to takie, co w ogóle zabiera cały dochód i robi owcy „dobrze’. Decyduje co ma jeść, jak mam myśleć (chip RFID), żeby się nie stresowała, wyznaczy długosć życia (żeby nie żyła zbyt długo bezproduktywnie). To jest ideał dla mas. Powiem tak, znając z lekka historię Szwecji, czas wielkiego głodu i strach przed nim, chyba pozbawił Szwedów instynktu samozachowawczego. Może idea, jak to idea, była szczytna, ale ja (kolejny raz :)) pierdzielę.

  19. Ojej, przeczytałam komentarze do tego artykułu w ND. Czego człowiek nie poswieci dla pełnej michy! Czyli tak jak myślałam, chip w dupę i pełna micha i jest „złote życie”.

  20. Astromario, ale tu jestem, zabierają mi kasę na podatki, potem podatkuja to co kupuję i co? Lepiej tu niż w Szwecji? Chyba nie do końca zostałam zrozumiana.

  21. Ale Szwedzi chyba nie do końca są szczęsliwi co? Stad ten alkoholizm. W świecie krążą anegdoty, że gdy na ulicy widzisz uśmiechniętego Szweda to na bank jest nawalony. Myślę, ze my mamy o tyle lepiej, że też jesteśmy okradani, ale nic w zamian nie dostajemy i stąd jest tylko ucieczka z Matrixa. Szybciej Ci klapy z oczu spadają. Przecież pod tym artykułem jest komentarz, ze w Szwecji służba zdrowia jest na tak wysokim poziomie, że aż chce się chorować hahahah. No to już jest niezły stopień odmóżdżenia.U nas dostęp do służby zdrowia jest ograniczony i ludzie szukają innych rozwiazań. Leki drogie wiec nie wykupują i może przedłuzaja swoje życie? Cholera wie! Może jestem jakimś porypańcem, ale ja już się źle czuję gdy państwo chcąc mi „zrobić dobrze” mnie okrada. Na szczęście polski bajzel jest niezły, wiec do konca nie są w stanie zorganizować mi życia. Inaczej chyba bym rzeczywiscie chlała jak Szwedzi.

    PS Pytałam się siostry w Niemczech czy Niemcy się budzą z Matrixa, odpowiedziała mi, że niestety nie. Jest im jeszcze za dobrze, za wygodnie. To jest właśnie perfidny podstęp: za michę żarła (trujacego) zabierają Ci prawo wyboru, jak chcesz żyć, czy chcesz jeździć na światłach cały rok, opasana pasem, czy musisz zrobić milion projektów aby chałupę psotawić, czy musisz mieć pozowlenie aby sobie wiatę postawić. Tak małymi kroczkami za michę żarła omotują Cię aż potem tańczysz jak ci zagrają.

  22. Patrząc na historię to świat rzeczywiście wygląda jak by dążył do takiego modelu tak jak to opisujesz Iza 40. Takie przybliżanie do Brave New World Aldous’a Huxley’a. Pod podszewką jest to upublicznianie kosztów, prywatyzacja zysków. Przede wszystkim z lichwy. Funkcjonowanie tego wymaga dodrukowywania pustego pieniądza przez teoretycznie niezależny Bank Centralny aby „pacjent” się nie wykrwawił do końca. Idea pośredniego, warstwowego niewolnictwa. Model piramidowy. Ale wydaje mi się że jest to model przejściowy. Przynajmniej jeśli chodzi o system monetarno-bankowy do momentu aż cała Ziemia znajdzie się na „wolnym rynku”. Potem stopniowe wessanie tego majątku w najwyższe warstwy piramidy (co w zasadzie już się dzieje) i człowiek owszem, będzie się rodził wolny ale na prywatnej Ziemi.

  23. U nas też jest pesel czyli chip w dupę,coroczne deklaracje podatkowe, haracz dla „taniego pąństwa” i darmozjadów, tylko micha niepełna (przynajmniej dla wielu). Dlatego chyba lepiej miec pełną michę mimo chipa w dupie, niż dac się dymać na prawo i lewo i nic z tego nie mieć i mówię tu o podstawowych sprawach jak choćby jedzenie. Ja się dopiero budzę od paru lat, jeszcze wszystkiego do końca nie czuję może jak Wy.

  24. Podstawowe sprawy, jak choćby jedzenie, to element gry. Nie widziałaś co się działo za komuny? Produkcja żywności szła pełną parą a w sklepach jej nie uświadczyłaś! W XXI wieku, nie powinno być problemów z pełną michą, ale są. Dlaczego? Zastanawiałaś się? Co z tego, ze będe miała pełną michę, jak każą mi oddac dziecko, aby zlasowali mu mózg w szkole i wyhodowali z niego rasowego niewolnika, który bedzie zapieprzał na tę michę po 12 godzin/dobę? I jeszcze będzie ‚szczęśliwy”? Ja nie wiem czy już nam tak zniewolono umysły, że nie doceniamy wolności?

  25. @Zielarka
    Czy Twój nick tutaj oznacza, że rzeczywiscie zajmujesz sie zielarstwem? Jesli tak, to napisz , prosze, skad czerpiesz wiedze i jak to sie u Ciebie zaczelo? Od jakiegos czasu ciagle chodzi mi po głowie, ze chcialabym sie zgłebic te dziedzine wiedzy, ale brak mi nauczyciela. A do Wilkowyj daleko:)
    Pozdrawiam wszystkich na blogu:)

  26. Mnie najbardziej przeraziło to zdanie:

    z chwilą zaś gdy dziecko ukończy 1 rok (albo 1,5 roku) niemal na pewno zostanie przyjęte do lokalnego ośrodka dla dzieci. Jest bowiem z praktycznego punktu widzenia więcej niż trudne dla rodzica w Szwecji, aby zostać w domu z dzieckiem, po ukończeniu przez nie 18 miesięcy. Wiąże się z tym bowiem utrata szeregu wymiernych korzyści, gwarantowanych przez państwo. Tak więc dziecko zostanie w ośrodku do czasu ukończenia 6 roku życia

    Jak rozumiem, nie chodzi o tzw. „żłobek tygodniowy”, gdzie oddaje się dziecko na cały tydzień i odbiera w weekend, lecz o zwykły, z którego dziecko jest odbierane przez rodziców wracających po pracy do domu (mam nadzieję). To dziwnie podobnie, jak na Kubie, gdzie dziecko musiało być oddane do szkoły z internatem, tyle tylko, że w wieku lat 7. Nie wiem, jak jest na Kubie teraz, być może coś się zmieniło, ale tak było tam w czasach, kiedy u nas miłościwie panował Gierek.

    Wszystko to świadczy o tym, że już staliśmy się własnością korporacji i że wychowanie od urodzenia ma służyć wyłącznie ich interesom. Człowiek jest postrzegany wyłącznie jako siła robocza i jako taka ma być zdrowy, karny, politycznie poprawny i wydajny.

    Najlepiej będzie, jeśli rząd (zamiast pensji) wprowadzi kartki na wszystko, żeby mieć pełną kontrolę nad tym, na co obywatel przeznacza swoje pieniądze i czy zdrowo się odżywia. Albo niech wypłaca pensję w postaci towarów, bo po co obywatel ma łamać sobie głowę, co, gdzie i za ile ma kupić.

    Huxley i Orwell nie pisali książek science FICTION. Obaj byli wtajemniczeni w plany Iluminatów, więc to nie była fikcja. Różnica między nimi polegała na tym, że ten pierwszy zgadzał się z pomysłami elit, a ten drugi widział w nich zagrożenie.

    http://video.google.com/videoplay?docid=-1293826645608734184

  27. Marchewka jest podawana osłowi na ostatnią chwilę przed tym, zanim się pokapuje, że ktoś podaje marchewkę. Potem pora na kij. I taka sytuacja trwa bez końca. Tylko 1 osioł na srylion się skapnie, stąd deficyt przebudzonych. Nadzieja w determinacji i konsekwencji ciułacza, według zasady „Ziarnko do ziarnka, aż zbierze się miarka”. Do tego czasu będziemy codziennie oglądać masakrę piłą mechaniczną – odcinek 45762, itd…

    @Duke Nukem

    Hoho! 😉 Po co płacić panu KAV. skoro można mieć ochronę za darmoszkę od Pana AVASTA na ten przykład? 😉

  28. Astromario, to sa takie żlobki, z których dzieci zabiera sie po południu do domu, więc spoko. Kiedyś mnie to przerażało, że takie maleństwa juz są oddawane pod opieke obcych, bo u nas wtedy było inaczej. A dziś i u nas maleństwo podrzucane jest obcym zaraz po macierzyńskim, bo tak nas załatwiono, że zjednej pensji sie nie wyżyje. Itak się dzieje, jak w Szwecji, więź z rodzicami byle jaka, dzieciaka przytulić sie nie da, bo zimny wychów a zamiast miłości – wychowanie bezstresowe. Więc nie mówmy, ż eu nas jest lepiej, bo mam porównanie i widze, że idziemy w tym samym kierunku, tyle, że Szwedzi jeszcze coś z tego mają.

  29. A kto mówi, że u nas jest lepiej? Nigdzie nie jest lepiej. Ale im gorzej, tym lepiej, bo jak micha jest pusta, to głowa pracuje. Wszystkie zamożne społeczeństwa świata, gdzie oprócz michy zagwarantowano inne bezpieczeństwa są totalnie odmóżdżone, gnuśne i pozbawione instynktu samozachowawczego.

    Tak na marginesie: zauważyliście, że im większy marazm, tym gorsza muzyka? Syta Europa zawsze słuchała gówiennej muzy, a buntownicza Ameryka Północna rocka i metalu. Kiedy nastały niekorzystne zmiany polityczne pojawiły się różne Lady Zgagi i zdominowały rynek, a rock został zepchnięty na margines. Ale coś mi się zdaje, że znowu się odradza.

  30. Jakoś nie widze, zeby u nas, mimo pustej michy głowy pracowały, chyba, że chodzi o kombinatorstwo i generalne rozpasanie, które nie ma dla mnie nic wspólnego z wolnością….:-)

  31. A dla mnie to jest pozytyw. Nauczyliśmy się kombinować i tym samym omijać system. Myślę, ze prędzej jako naród wyginęlibyśmy przy „pełnej misce”. A tak z dziada-pradziada, potrafimy ugotwać „coś z niczego”, potrafimy uprawiać ogrody (tak, tak, jeszcze kilka lat temu byłam jedyna w średnim wieku wśród emerytów, teraz widzę, że przybywa młodych do uprawy ogrodu-mówią, ze przynajmniej wiedzą co jedzą). Nie wiem Kalandrafel skąd u ciebie taki defetyzm. Największa patologie obserwuję tam, gdzie ‚wtrąca sie ” opieka społeczna. Człowiek jak coś dostaje za darmo (oczywiście to za darmo jest względne), traci instynkt samozachowawczy. Myślę, ze dzięki biedzie w Polsce kuchnie jeszcze służą do gotowania, a nie jako element ozdoby domu, jak na Zachodzie. Częsty model rodziny to mama z dziećmi w domu, tatuś za granicą. W sumie tez nie za dobrze, ale lepiej niż żłobek.
    Ah przypomniałam sobie. W czasach gdy pasjonowałam się psychologią (hihi) czytałam, że najgłupsze eksperymenty psychologiczne wykonywano na szwedzkich dzieciach. Hmm ciekawe dlaczego?

    PS. Największe Eldorado w Polsce było tuż po 1989 roku, kiedy Polacy pokazali jak są przedsiębiorczy. UNY się wystraszyli i nas zdławili, jednak nasza przewrotne natura sprawia, że mimo wszystko jeszcze potrafimy systemowi pokazać paluszek fuck off.

  32. Ale mi nie chodzi o kombinowanie, żeby ominąć system! Mi chodzi o jawne i wkurzające chamstwo – włamywanie sie do domów, obijanie staruszek na ulicy, miganie sie od robienia czegos właśnie, bazując na tym, że „jakoś to będzie” i to kosztem innych, kórzy sa zaradni (niekoniecznie pracując w korporacji) Sama jestem z tych, co ptrafią zrobić coś z niczego, bo się tego nauczyłam w cięzkich czasach. Więc prosze mi tu defetyzmem nie rzucać, bo dalekam od tego 🙂

  33. Młodzi są gnuśni, bo mieli za dobrze, ale starzy jeszcze nie wymarli, więc w razie czego pokażą młodym jak sobie radzić. My chyba mamy to w genach. U nas jak nie przemarsz wojsk (ruskich, niemieckich lub nawet mongolskich), to inna sraczka typu zabory lub komuna, więc przez wieki musieliśmy kombinować ile wlezie. Ja też przeszłam twardą szkołę życia, kiedy wylądowałam w starym domu teściów, gdzie nie było telefonu (tylko taki na przywołanie, stale zepsuty) i co rusz brakowało prądu, a jeśli był, to jego napięcie było do niczego i nie można było np. prać, bo pralka nie dawała rady kręcić bębnem. Poza tym było własne ujęcie wody i przy braku prądu wody nie było. Ogrzewanie też było elektryczne i często w zimie nie działało, bo transformator się przepalał, bo wszyscy zaczynali się dogrzewać. Albo psuł się motor w hydroforze, albo terma nie działała, a gaz był z butli i musiałam go przywozić rowerem i jeszcze sama przykręcać do kuchenki. I w sklepach nic nie było… Oj, stresowałam się wtedy strasznie, ale dziś wiem, że poradzę sobie nawet wtedy, kiedy cywilizacja się zwali.

  34. Astromario, Zachód nie radzi sobie. Kolega z pracy był w Luksemburgu na kontrakcie, to widział, że dla Amerykanów tam pracujących był specjalny poradnik survivalowy…zdjęcie torebki mąki, paczki kawy, podpasek i innych, żeby się na zakupach nie pogubili. Ja jak pojechałam pierwszy raz do Szwecji, to drugiego dnia z mapą juz miasto zwiedzałam i zakupy robiłam i nikt mnei za rączke nie prowadził. Moze dlatego tez ta Szwecja nie była zagrożeniem dla mnie, bo ja juz miałam dobry grunt i nie dałam się złapac ich matrix.

  35. Wydaje mi się, ze za póżno będzie tym młodym pokazac, jak sobie radzić „w razie czego”. To trzeba wpajac z uporem maniaka.A czyja to wina, że młodzi gnuśni? Rodziców. Moja siostra nie kupowała dzieciakom wszystkiego, o co zawołali, nie siedzieli przy komputerach dla jej świętego spokoju i teraz sa zaradni i samodzielni, ale nie chanmscy i roszczeniowi.

  36. @ Astromaria- nie wierze, ze teksty Sex Pistols by ci sie nie podobaly np.” God save the Queen, she ain’t no human being”. Moze punk rock nie byl muzyka z wyzszej polki, ale teksty miewal swietne. Warto tez posluchac lub poczytac np. teksty dawnego Dezertera. Ci ludzie juz wtedy czuli co sie swieci, kiedy gwazdy rocka bzdurzyly o niczym. Oczywiscie pozniejsze klony punka to juz tylko halas i komercja. Ja sie wychowalam na punk rocku i zlego slowa nie dam powiedziec. Prawie wszyscy znani mi punkrokowcy z tamtych lat (wczesne lata 80) wyrosli na bardzo fajnych ludzi, czesto kwestionujacych autorytety, szukajacych wlasnej drogi.

  37. @ Magda (29)- dla wyjasnienia, moj nick nie wynika z tego ze zajmuje sie zawodowo zielarstwem. Bardziej wynika z tego, ze moja droga do poznania naturalnych metod leczenia zaczela sie od eksperymentowania z ziolami. Jednak bycie prawdziwym zielarzem to skomplikowana i dluga nauka i praktyka. Ktos tutaj niedawno zamiescil link do bloga autentycznej zielarki mieszkajacej gdzies na wsi, bardzo ciekawa postac!!

  38. @Zielarka
    A wiec zajmujesz sie naturalnymi metodami leczenia? Interesuje mnie wszystko , co zwiazane jest z tym tematem. Skad czerpiesz wiedze? Uczeszczalas na jakies kursy czy jestes samoukiem?

    Jesli ktoś mógłby przypomniec ten link do bloga tej autentycznej zielarki ze wsi, to byłabym bardzo wdzieczna.
    Czuje,ze musze zaczac zgłebiac ten temat, ale brakuje mi mistrza lub mistrzyni.

  39. @Astromario
    Zarówno Ty jak i inni tu na blogu piszecie czesto o wyzwoleniu sie z Matrixa. Rozumiem, ze pierwszy krok ku temu to zdac sobie sprawe, ze wszyscy jestesmy „wkrecani” w ogólnoswiatowa szopke. Że prawda jest poza tą pajeczyna pokretnych ideologii, ktore opanowaly wszystkie dziedziny zycia przysłowiowych zjadaczy chleba.
    Jak juz czlowiek zda sobie z tego sprawe i zacznie szukac prawdy i postepowac zgodnie z nia to juz jes ok? Juz wyzwolil sie z tego Matrixa?
    Na czym to wyzwolenie wlasciwie polega? I czy Wam (piszacym tu o tym) to sie juz udało, czy raczej dazycie do tego?
    Czy jak zniknie Matrix to zniknie tez rzeczywistosc, ktora nas do tej pory otaczala?Z góry przepraszam, za moja ignorancje w tym temacie:)

  40. @ Magda: Matrix ma wiele warstw. Zedrzesz jedną zasłonę oddzielającą cię od prawdy, ale zaraz odkryjesz następną. I tak w kółko. Ale nie załamuj się, „nie o to chodzi, żeby złapać króliczka, ale by gonić go”. To jest nawet fajna zabawa, kiedy odkrywasz wciąż coś nowego i przyłapujesz się na niewłaściwych przekonaniach. Grunt, to pozbyć się lęku, że wyjdziesz na głupią, bo się myliłaś. Na początku to jest frustrujące, człowiek myśli sobie, że jest głąbem i że cały świat się z tego śmieje, a potem się okazuje, że inni są jeszcze większymi głąbami i jakoś im to nie przeszkadza. Jeśli się rozwijasz i dążysz do prawdy, to nie szkodzi, jeśli pobłądzisz i upadniesz. Ja wcale nie wiem wszystkiego, świat wciąż mnie zaskakuje. Jak przestanie, to znaczy, że jestem martwa, hehe. Powodzenia.

  41. „Diagnoza: niemożliwy do wykrycia rozsiany nowotwór złośliwy”

    To skąd u licha wiedzieli że to rozsiany nowotwór złośliwy, skoro nie był możliwy do wykrycia ? Jasnowidze ?
    Nie wiem, po co było wykonywać owariohisterektomię, skoro stwierdzono obecność dużej ilości krwi w jamie brzusznej. Przecież ta krew się skądś wzięła. Czy pęknięciu uległy w tamtym czasie naczynia krwionośne w obrębie macicy i krezki janikowej ? W tym przypadku należałoby je zespolić (zszyć z zachowaniem ciągłości przepływu krwi) by ratować narząd, a nie usuwać go, ale są to tylko moje przypuszczenia. Potem usunięcie śledziony. Być może badali cysty – chyba komórek rakowych nie wykryli, skoro diagnozę ujęli w ten sposób.
    Wszystko to wydaje mi się bardzo niespójne.

    Ręce opadają…

    Szczęściem w nieszczęściu, że kobieta wreszcie trafiła do lekarza, który zaczął sprawę badać we właściwej kolejności, a więc zaczął od WYWIADU. Z własnego doświadczenia wiem, że lekarze wykazują mało ochoty, by posłuchać pacjenta, o czym mówi, zadadzą parę rutynowych pytań, przepiszą jakieś „prochy” i tyle…
    Ta część procesu diagnostycznego jest mocno zaniedbywana i niedoceniana. Owszem, badania kliniczne i laboratoryjne to jedno – mówią o stanie zdrowia organizmu, a dobrze przeprowadzony wywiad mówi o otoczeniu i warunkach w których ten organizm żyje. Dopiero umiejętne zestawienie jednego i drugiego pozwala postawić trafną diagnozę.

    Gdy zachorujemy, to zaczyna się chodzenie „od Annasza do Kajfasza”, stanie po kolejkach by dostać się na listę oczekujących. A gdy jakims cudem dobrniemy „do doktora”, ten wypisze skierowanie na badanie – znowu kolejka na kolejny wpis na kolejna listę oczekujących, a pacjenta szlag z nerwów trafia, a choroba postępuje…

    Dobrze że piszesz Astromario o alternatywnych metodach leczenia – ziółka, dieta, witaminy. Cacy 🙂

    Ale co biedny człek ma począć w zębami – tu przed białym kitlem nie uciekniesz. Nie piszcie o oczywistości profilaktyki i higieny jamy ustnej, bo to wiadomo, ale przecież kolejki do dentysty są, więc problem jest – zęby się po prostu psują, a przy tym nie odrastają – samemu w paszczy porządku się nie zrobi, chyba że wypadną lub zostaną wyrwane wszystkie zęby, wtedy wreszcie można powiedzieć z przekąsem; ŻEGNAJ PRÓCHNICO !

    Napiszę Wam wierszyk w rodzaju „przychodzi baba do lekarza”

    Przyszła śmierć do doktora
    Pewnie jestem bardzo chora !
    Schudłam, schudłam niesłychanie !
    I podarte mam ubranie !.
    Doktor ją zbadał, osłuchał
    Zajrzał do nosa, gardła
    Do ucha.
    Wtem stawia pewną diagnozę
    Głosem suchym i twardym
    jak drewno
    Muszę panią pocieszyć:
    Umrze pani

    Na pewno !

  42. @Magda

    Żaden ze mnie kierunkowskaz w zakresie zielarstwa, ale może warto zacząć od tego: http://www.rozanski.ch/fitoterapia1.htm i http://zielnik.herbs2000.com/index.htm

    Zielarka, o której wspominasz to zapewne Stefania Korżawska, znana z cyklu „Drogowskazy zdrowia” w TV trwam: http://www.youtube.com/watch?v=hYdVwGrjlDo&feature=results_main&playnext=1&list=PLB2801CD3AA2478A2

    Może ktoś inny wskaże lepsze źródła do nauki…

    P.S. Kiedy przebudzisz się z Matrixa będziesz o tym wiedzieć. Zapewniam. 😉

  43. @Magda (42)-naturalnymi metodami leczenia zajmuje sie niejako hobbystycznie, nie jestem zadnym specjalista, a praktykuje glownie na sowbie, rodzinei i przyjaciolach. W Polsce studiowalam medycyne lata temu , a potem bylam samoukiem. Obecnie zawodowo jestem adwokatem (ale nie w Polsce). Jest mnostwo zrodel, z ktorych mozna czerpac wiedze o naturalnych metodach leczenia, jak np. ten blog. Ja wiekszosc swojej wiedzy czerpalam ze zrodel anglojezycznych (bo czesto zawieraja najnowsze informacje, polskie zrodla sa nieco opoznione) np. PubMed, greenmedinfo.com, mercola.com, naturalnews.com, etc. Jest tego coraz wiecej. Tak sie porobilo, ze samoucy maja teraz czesto wieksza wiedze niz lekarze. Najwazniejsze, to niczego nie traktowac bezkrytycznie, ale tez miec otwarta glowe.

  44. Od 10 lat miałem problemy z jelitem grubym. Podejrzewano wrzodziejące zapalenie jelita grubego ( Colitis Ulcerosa) w rzeczywistości miałem nerwice żołądkowo jelitową i przewlekłe zapalenie wyrostka robaczkowego oraz hemoroidy.
    W Internecie przeczytałem o możliwości (jak błędnie rozumiałem) chirurgicznego wyleczenia z choroby. W 2012 roku udałem się w tej sprawie do świetnego (jak sadziłem )specjalisty i umówiłem na operacje – proktokolektomię odtwórczą. Błędnie zrozumiałem że usuną mi chorą część jelita (miałem stan zapalny w remisji w końcówce j. grubego-żylaki odbytu) a operacja dotyczyła całego j. grubego… Bez sprawdzenia w jakim stanie jest moje jelito (bez kolonoskopii) usunięto mi całe jelito i uszyto tzw. J.pouch – który mylnie nazywałem nowym j. grubym . J.pouch to jedynie zbiornik uszyty z j. cienkiego a nie nowy-jak sądziłem przed operacją organ w zupełności zastępujący funkcje j. grubego. Nie zdawałem sobie sprawy że operacja ta to ostateczność w ratowaniu życia a nie jak sądziłem „lekarstwo” na chore jelito. Po operacji moje zdrowie uległo ogromnemu pogorszeniu. Do operacji mogłem jeść wszystko teraz muszę trzymać ścisła dietę. Wcześniej biegałem ,pływałem obecnie mam zanik mięśni i doskwierają mi duże bóle stawów kolanowych ,skokowych, bioder boli mnie kręgosłup mam problem z chodzeniem. Mam stale biegunki wcześniej wypróżniałem się 1 raz dziennie normalnym stolcem. Mam ogromne problemy z trzymaniem moczu i stolca. Stałem się nie sprawny seksualnie. Przeszedłem zawał serca. Dwukrotnie byłem hospitalizowany z powodu niewydolności nerek .Chodzę stale zmęczony ,mam problemy z sercem. Załamałem się nerwowo. Mam uszkodzoną pamięć wsteczną przez stres jaki mnie ogarnia na skutek traumy pooperacyjnej. Stale wysycha mi cera i łuszczy skóra . Od kroplówek popękały mi żyły w rękach –ostatnie kroplówki dostawałem już w nogi. Po operacji dwukrotnie doszło u mnie do niedrożności j. cienkiego , doszło do tego że przez otwór stomijny wnętrzności wypłynęły mi na zewnątrz. Wielokrotnie po operacji dochodziło u mnie do odwodnień organizmu. Pogorszył mi się wzrok. Zrobiło mi się zapalenie zbiornika jelitowego – j.pouch-a.
    Po operacji p. profesor K.(główny operator) zapytał mnie kto poradził mi tę operację , odpowiedziałem że znalazłem o niej informacje w Internecie –na co on że słucha się lekarzy a nie Internetu-niestety było już zbyt późno by czemukolwiek zapobiec. Drugi operator p. dr Aleksandra N.powiedziała mi wprost że jelito miałem w dobrym stanie i że pospieszyłem się z decyzją o operacji(tak jakby o operacji decydował pacjent a nie lekarz specjalista) i głośno zastanawiała się po czym mi tak „odbiło” by się operować czy to po sterydach (parę miesięcy przed operacją zażywałem lek Metypred) „ale żeby aż tak” czy też jestem samobójcą „ale żeby w ten sposób”…. Natomiast moja p. dr , która prowadziła mnie przez 10 lat choroby – ordynator wydziału gastroenterologii szpitala uniwersyteckiego w Krakowie dr Irena M.skwitowała mą operację słowami „ nie mogę uwierzyć że tak dobry specjalista(prof.K.) zrobił taki błąd i zamiast usunąć panu samą końcówkę jelita(miałem hemoroidy) usunął cały ,prawie zdrowy organ(ze stanem zapalnym w końcówce jelita w fazie całkowitej remisji). Osobiście nie byłem świadomy konsekwencji operacji , wiedząc o tym co się za mną stanie po jej wykonaniu nigdy bym o niej nie pomyślał. Byłem zdrowym wysportowanym człowiekiem a obecnie jestem wrakiem a to wszystko przez operację usunięcia całego jelita grubego. Stałem się ofiarą swej nieświadomości i niewiedzy oraz ogromnego błędu lekarskiego .
    1) Lekarze nie wytłumaczyli mi na czym ma polegać operacja i jakie są jej konsekwencje
    2) Nie przeprowadzono badania kontrolującego stan mego jelita grubego przed jego usunięciem
    3) Usunięto mi cały organ a wystarczyło usunąć wyrostek robaczkowy (ewentualnie hemoroidy)

  45. Straszna historia, szczerze współczuję. Ludzie w dobrej wierze ufają lekarzom, wierzą, że są świetnymi fachowcami, więc ufnie oddają się w ich ręce. Po co sprawdzać, czy operacja ma sens, przecież pacjent się na tym nie zna, a lekarz tak, bo tego go uczyli. A potem dopiero okazuje się, że to błąd, bo lekarze to partacze.

    Panie Jerzy, wierzę, że mimo wszystko jeszcze może pan sobie pomóc, ale musi pan wziąć sprawy we własne ręce. Nie ma sensu rozdrapywać ran i szukać co było źle. Teraz powinien pan poszukać wiedzy o tym, co zrobić, żeby usprawnić funkcjonowanie tego, co panu zostało. Proszę zainteresować się Medycyną Komórkową (może pan napisać do dr Niedzwiecki i opisać swoją historię) i terapią dr Gersona. Może pan oczyścić organizm metodą dr Askara. Polecam też wodę zjonizowaną. Proszę szukać i robić wszystko, co tylko się da, żeby się ratować.

    http://www.medycynakomorkowa.com/

    http://www.terapiagersona.com.pl/ (leczy nie tylko raka, ale wszystkie choroby przewlekłe)

    http://www.lekarstwonaraka.com.pl/index.htm (również leczy nie tylko raka)

    Wiem, że jelito nie odrośnie, ale organizm ma wielkie zdolności adaptacyjne, więc poradzi sobie, jeśli nie będzie mu się przeszkadzać i jeśli doprowadzi się go do równowagi.

    W razie wątpliwości proszę pytać, w blogu jest wiele tekstów o wyleczeniu nieuleczalnego (nie teorie, lecz fakty), mamy tu taż lekarkę, specjalistkę od medycyny naturalnej, więc pewnie podpowie jak się leczyć.

Nie mam żadnego wpływu na to, że komentarze stałych bywalców bloga lądują w moderacji! Proszę się nie awanturować w tej sprawie - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.