Michael Collins i retinopatia cukrzycowa, z serii „Nieuleczalni”

Michael był „złotym dzieckiem” i oczkiem w głowie swojej rodziny, bardzo lubił szkołę i aktywnie uprawiał sport. Zawsze bardzo lubił jeść, jadł wszystko i dużo. Uwielbiał słodycze, sam piekł ciasta i od razu połowę sam zjadał. Jadł za dużo, ale nie tył, bo był wysportowany i aktywny. W jego rodzinie występowały przypadki cukrzycy, a on wiedział, że było to spowodowane złym odżywianiem.

Na studiach interesował się duchowością i metafizyką i ćwiczył jogę, ale ponieważ chciał zadowolić rodzinę w pełni poświęcił się karierze. Jak powiedział – zaprzedał duszę dla kariery. Objadał się, kiedy chciał przed czymś uciec i napychał się przed spaniem. Jego matka długo chorowała na raka i w końcu umarła, stresował się pracą i bardzo cierpiał. Żeby zagłuszyć stres objadł się hamburgerami i opijał sokami z cukrem.

Przestał się ruszać i zaczął tyć. Ważył ponad 130 kg, ale się tym nie przejmował i objadał się jak dawniej. Wkrótce potem zdiagnozowano u niego cukrzycę. Nie potrafił być konsekwentny w trzymaniu się diety, bywało, że nie jadał mięsa wcale, a innym razem opychał się hamburgerami.

Przez kilka lat trwał w zaprzeczaniu. Miał dobre chęci, ale złe informacje – wierzył jak wszyscy, że cukrzyca jest nieuleczalna i że trzeba brać insulinę. Nie chciał robić tego, co nakazywali lekarze, np. mierzyć poziomu cukru. Wprawdzie wiedział, że cukrzyca grozi utratą wzroku i kończyn oraz problemami z seksem i żył z tego powodu w strachu, ale nie zdawał sobie sprawy z powagi sytuacji. Wiedział, że leki uzależniają, więc nie chciał ich brać.

Z powodu problemów ze wzrokiem zaczął nosić okulary, ale było coraz gorzej. Lekarz przepisał mu leki hipotensyjne na obniżenie ciśnienia w gałce ocznej i odradzał mu prowadzenie samochodu. Michael zaczął się bać ślepoty. W końcu lekarz zdiagnozował zaawansowaną retinopatię cukrzycową, grożącą krwotokiem i zaczął go namawiać na operację laserową. Skonsultował diagnozę z drugim lekarzem, który potwierdził zagrożenie utratą wzroku i konieczność operacji. Nie widział innego wyjścia, więc się zgodził i dał sobie zoperować jedno oko. Po wszystkim powiedział, że to inwazyjny i bolesny zabieg, którego nikomu nie poleca. Lekarze nie wiedzieli, jakie będą skutki pierwszej operacji, ale namawiali go na drugą.

Nie ufał lekarzom, więc postanowił poradzić sobie sam. Zaczął własne poszukiwania i znalazł doktora Gabriela Cousensa. Spotkali się w Nowym Jorku, a już następnego dnia Michael siedział w samolocie do Arizony, gdzie mieści się ośrodek leczenia cukrzycy. Jego ciotka, kiedy się o tym dowiedziała, stwierdziła stanowczo, że nie ma lekarstwa na cukrzycę. Później było jej wstyd.

Przez pierwsze 7 dni Michael pił zielone soki, medytował, uprawiał jogę i miał zajęcia z konsultantem. Któregoś dnia stracił przytomność na skutek szoku insulinowego. Lekarze kazali mu odstawić wszystkie leki.

Drugi tydzień był przeznaczony na psychoterapię. Zrozumiał, że jego życie było pozbawione słodyczy, a dusza głodna i że szukał miłości na zewnątrz siebie.

W trzecim tygodniu uczył się przyrządzać posiłki niskoglikemiczne i pożegnał się z cukrem na zawsze.

Zaraz po przybyciu do ośrodka poczuł się lepiej, ale później jego bardzo zatruty organizm zaczął się oczyszczać z toksyn, a potem odbudowywać, co spowodowało bardzo gwałtowne objawy i ostry kryzys. Były dni, kiedy trzeba go było dosłownie zanosić na zajęcia.

Poziom cukru, cholesterolu i waga spadały z dnia na dzień. Po miesiącu wrócił pełen nadziei do domu i już niedługo ważył 80 kg. Stosował surową dietę, zmienił styl życia i ćwiczył, a siostra bardzo go wspierała. Jego wzrok wciąż nie był za dobry i okulista namawiał go na operację. Michael otworzył książkę telefoniczną i znalazł w niej specjalistę, który nazywał siebie „okulistą żywieniowym”. Umówił się z nim i przeprowadził zlecone badania. Lekarz orzekł, że ma w organizmie za mało chromu, a za dużo wanadu. Zlecił zmianę diety, witaminy i suplementację chromem i wzrok powrócił do normy. Zrzędliwa ciotka wprost oniemiała ze zdumienia i jest zachwycona nowym Michaelem.

Michael jest szczęśliwy, stale się uśmiecha i chce powiedzieć wszystkim chorym, że nie ma chorób nieuleczalnych!

21 myśli nt. „Michael Collins i retinopatia cukrzycowa, z serii „Nieuleczalni”

  1. Super, że spisujesz w końcu te historie, bardzo pokrzepiają. 🙂

  2. Kolejny przykład tego, że jak się organizmowi da to, czego potrzebuje, żeby się uzdrowić, to on to zrobi. Nie macie jednak pojęcia, przez jaki beton trzeba się z tą wiedzą przebijać. Tzw. racjonaliści i wykształceni przez współczesne uczelnie „inteligęci” nasłuchali się, że choroby wynikają z niedoskonałości, jakie powstały w wyniku ewolucji, więc nie ma sesnu tego traktować inaczej, niż wymyśloną przez „mondrego” człowieka chemią. A jakże! Jesteśmy lepsi niz natura, ale niech się natura nie martwi, my jej pomożemy się naprawić. Jesteśmy w końcu tak dobrze wykształceni, na uczelniach powiedzieli, co trzeba umieć, żeby wpisać w wolne miejsca na testach, aby dostać kilka literek przed nazwiskiem.A potem to już wystarczy tę samą „wiedzę” zastosować w życiu, to przecież oczywiste. Natura to takie coś sztucznego, wystarczy zajrzeć do mądrej książki i już mamy antidotum. Najważniejsze, że ktoś porobił badania naukowe (to nic, że całkiem pod siebie, czesto naginając proces do upragnionego, wcześniej wykoncypowanego wyniku). A to, że chorób i chorych jest coraz więcej w miarę przybywania „dowodów naukowych” i wpsaniałych leków, nikogo nie zastanawia.
    Jedynym błędem ewolycyjnym jest chyba wymyślenie mamony, która we łbach ludziom przewraca. Przepraszam, taki mi sie gadulec włączył.
    Pozdrawiam

  3. @ Kamila: a gadaj, gadaj, skro gadasz mądrze. Wielu dużo gada, ale nic mądrego z ich ust nie wychodzi, więc im je zamykam.

    To, o czym piszesz to spuścizna po Kartezjuszu, który wykombinował, że człowiek to maszyna. Medycyna traktuje człowieka dokładnie tak, jak mechanik traktuje zepsuty samochód. Coś do niego dolewają, gdzieś smarują, a jak to nie pomoże, to wymieniają części na nowe.

    Era Wodnika to era totalnej sztuczności i odejścia od natury. Ludzie będą żyli w sztucznym środowisku i jedli sztuczną paszę. Nawet człowiek będzie sztuczny.

  4. Przestał się ruszać i zaczął tyć. Ważył ponad 130 kg

    Kiedy po miesiącu wrócił pełen nadziei do domu ważył 80 kg.

    czy to oznacza, że Michael schudł w ciągu 30 dni 50 kg?!

  5. Ups… coś faktycznie nie tak. Chyba coś źle zanotowałam, trochę trudno robi się notatki oglądając film, prawdopodobnie teraz waży 80 kg.

    Tu możecie posłuchać co mówi Michael o swoim powrocie do zdrowia

  6. Astromario, piszesz, ze era wodnika, to era sztucznosci i odejscia od natury. A ja mysłałam, że odwrotnie, że teraz kończy sie ta cywilizacja i wchodzimy w erę duchowosci, przebudzenia, odrodzenia,wolnej energii, w złoty wiek. To jak to jest z tym ” końcem swiata”? Cały czas mam nadzieje ze on nastapi! Nie mam oczywiscie na mysli tsunami i totalnej zagłady, ale tą zapowiadaną przez Majów przemianę.

  7. „Era Wodnika” na którą czekają ludzie to w rzeczywistości New Age, wielkie oszustwo Iluminatów. Erą miłości i uduchowienia była (a raczej miała być) mijająca właśnie Era Ryb. A jak było naprawdę? Był przelew krwi i prześladowania (ofiara to też archetyp znaku Ryb). Z Erą Wodnika będzie podobnie, chyba, że się w końcu przebudzimy i zrobimy tu porządek.

    Archetyp Wodnika nie ma nic wspólnego z miłością i duchowością! Hasłem Wodnika jest „Wolność, równość i braterstwo”, czyli hasła Rewolucji Francuskiej. Czy ta rewolucja kojarzy ci się z miłością? To nie była miłość, to było ścinanie łbów, bo jak ma być równość, to każdego, kto odstaje trzeba wyrównać, obcinając mu głowę. Archetyp Wodnika to postęp, nauka i technika oraz rewolucja i wolność. Wolność nie idzie w parze z miłością, bo dla kogoś owładniętego potrzebą wolności miłość jest jak kula u nogi. Taki osobnik nie chce żadnych więzów, bo on chce się rozwijać – sam. Żona i dzieci mu w tym przeszkadzają. Nowoczesna nauka (jak widać) dąży do totalnej sztuczności, już mamy nawet sztuczne serce! Leczymy się sztuczną chemią, jemy sztuczne jedzenie na talerzykach ze sztucznego tworzywa, śpimy pod sztuczną watą i na sztucznym materacu, oświetlamy mieszkania sztucznym światłem, oglądamy w TV sztuczny świat, kontaktujemy się z przyjaciółmi za pomocą sztucznego ekranu, przykrywamy Houston sztuczną kopułą – gdzie tu miłość i duchowość?

    Jedyna nasza nadzieja, że ludzkość postawi na rozum i dzięki temu zobaczy to, czego nie widziała poprzez opary znaku Ryb: że jesteśmy ofiarą pasożyta i że musimy się od niego uwolnić.

    Jeśli tak się stanie, to zobaczymy świt nowej ery, lepszej niż poprzednie.

  8. @ Astromaria – święta racja z Erą Wodnika; niestety ludzie dali się zwieść; ale; czy tylko odnosimy to co napisałaś do facetów ???

    Taki osobnik nie chce żadnych więzów, bo on chce się rozwijać – sam. Żona i dzieci mu w tym przeszkadzają.

    a może tak „mąż i dzieci przeszkadzają”, bo jak zaobserwowałam, współczesne kobiety też się mocno wpasowały w ten schemat

  9. Kobiety też tak mają, ale one zwykle mają nieco silniejszą niż mężczyźni potrzebę bliskości. Ale oczywiście i one podlegają wpływom Urana (władcy Wodnika). Uran przebywał w Wadze (znaku partnerstwa i związków) od września 1968 do września 1975 roku i ludzie urodzeni w tym czasie mają wielkie problemy partnerskie. Albo nie zakładają rodzin, albo się szybko rozwodzą. Co zabawne, wiele z tych osób czuje frustrację z tego powodu. To one same nie chcą związków, ale nie zdają sobie z tego sprawy, więc jęczą, że coś im w życiu nie wyszło. Tylko część ludzi ma pełną świadomość tego, że nie chcą i że im z tym dobrze (społeczeństwo nęka te osoby bez litości i dlatego one wierzą, że partnerstwo dałoby im szczęście).

  10. Uran w znaku przebywa ok. 7 lat, więc na oko można obliczyć. Ale żeby powiedzieć coś sensownego, trzeba znać horoskop konkretnej osoby. Jeśli w jej horoskopie przebywa w 7 domu albo ma jakieś aspekty z Wenus lub władcą 7 domu to też mogą być tego typu problemy. Są strony, gdzie można obliczyć swój horoskop, a nawet przeczytać jego interpretację (przybliżoną, bo napisaną przez automat). Czasem się zgadza 🙂

  11. Coś w tym jest, chociaż też jestem zwolennikiem tezy, że nie wszyscy mocno odczuwają działanie ciężkich planet – zwłaszcza ci, których życie polega tylko na przeżuwaniu i wypluwaniu. Że te energie pozostają w ich życiu jakoś nieuświadomione. Oczywiście to tym gorzej, ale ogólnie to wszystko zależy też od tego, jaką rolę gra Uran, Wenus i VII dom w indywidualnym horoskopie. Więc spokojnie, Saro, nie chwytaj się myśli, że należysz do jakiegoś „straconego pokolenia”.

  12. O dzięki Ci Mario. Wchodzę w ten przedział :-)). Dwa małżenstwa, ani jedno nie było wyborem. Pierwsze -ciąża i presja matki-bo jak to panna z dzieckiem? Buahha-byłam już prawie po studiach, 25 lat na karku, prawie XXI wiek. No cóż, tresura zwycięzyła. Już chyba tydzień po ślubie widziałam, jaki błąd popełniłam. Ale brnęłam dalej, żeby zadowolić wszystkich., Wiadomo, tak nas tresują. Mamy zadowolić wszystkich, spełniac wszelkie oczekiwania a my na koncu. Drugie małżenstwo z jakby nie było super gościem i kurna znów błąd. Bo ja nie nadaję się do związków. Mnie związki duszą, hamują, unieszczęśliwiają. Dobrze Mario, że napisałaś co napisałaś, czyli „Uran przebywał w Wadze (znaku partnerstwa i związków) od września 1968 do września 1975 roku i ludzie urodzeni w tym czasie mają wielkie problemy partnerskie.” bo przestaję się sobie dziwić, ze po ponad 3 latach wdowienstwa (kurna co to za słowo-etykietka?) jestem szczęśliwa sama i na pytania rodziny i ich życzenia żebym w końcu (buahah) się z kimś związała czuję pustkę i niechęć.Nie mam w ogóle ochoty z nikim się wiązać, grac jakieś role, iść na jakieś durne kompromisy, uszczęśliwiać kogoś lub unieszczęśliwiać, zaprzedawać swoją duszę.To nie dla mnie i widzę, że po prostu tak mam z opcji urodzeniowej, a nie że jestem nienormalna.

  13. @ Iza40: no jakbym czytała o sobie. Ja wprawdzie nie mam Urana w Wadze, ale w trygonie z Wenus i Słońcem (dom partnerstwa też mam nie tam, gdzie powinien być). I też w związku czuję się udupiona. Od wielu, wielu lat jestem sama, ale nie piszę o tym, bo wiem, jak ludzie etykietkują takie osoby. Że frustratka, że niewyżyta, że chłop by się przydał, bla bla bla – oceniający innych ludzie są ohydni! Nie jestem pokraką, jakbym chciała, to miałabym nawet 5 mężów, ale nie chcę. Śmieszy mnie, że kursy typu „jak zdobyć idealnego partnera” cieszą się największym powodzeniem. Ja się na taki kurs nie zapiszę. Może to brzydkie, co napiszę, ale ja potrzebuję kasy. Własnej, a nie męża.

  14. To nie jest brzydkie, tylko która kobieta się do tego przyzna, ze jest w związku, bo związek to biznes. Zapewne są jakieś związki niebiznesowe, jak będę miała okazję w taki wstąpić, to czemu nie? Jak ktoś pozwoli mi być w związku wolną to i ja mu dam wolność. Prawdę mówiąc, nawet nie mam nadziei na taki związek :-)). Najczęściej dostaję propozycje czysto seksualne lub rolę „potajemnej kochanki”, bo żona jest beee ale cholera jednak żona. Spuszczam do kibla takie propozycje :-)). Kochanka to sobie sama wybiorę, jak będę chciała. I na moich warunkach :-)).

  15. Nie, bo nie tylko oni mają piękne żony. Ale wiem, co sugerujesz.

  16. Zresztą, ja tam mam ścisły kwadrat Urana/Saturna do Wenus, więc też jakieś spaczenie. Ale mam szczęśliwy związek i czuję się w nim dobrze. A majętny nie jestem.

  17. Pingback: Nie ma chorób nieuleczalnych, “współczesna medycyna” kłamie i dobija pacjentów! | Portal Jarka Kefira - wiadomości, informacje, wydarzenia

  18. Pingback: Ś.P. Magda Prokopowicz, szefowa Rak & Roll, śmiertelna ofiara kartelu farmaceutycznego | Portal Jarka Kefira - wiadomości, informacje, wydarzenia

Proszę się nie awanturować z powodu moderacji - patrz: strona "Komentowanie bloga" (na górze). Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku.

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s