Steinerowska demonozofia

Źródło: gnosis.art.pl

Wykład Jerzego Prokopiuka opracował Światosław Florian Nowicki

Zgodnie z obiegową koncepcją chrześcijańską po jednej stronie jest Chrystus, a po drugiej Jego Przeciwnik, Diabeł, Szatan – jako w zasadzie jedna istota. Natomiast u Steinera mamy wyraźnie układ składający się z trzech elementów – za chwilę okaże się, że można na to spojrzeć jeszcze inaczej, ale na razie weźmy tę klasyczną koncepcję Steinerowską – z których wiodącym jest Logos, czy Chrystus, Kreator, faktyczny Kreator tego Kosmosu, a obok są dwie istoty, które genetycznie pochodzą z szeregów anielskich, czyli pierwotnie były jasne, czy dobre, a ciemne, czy złe stały się dopiero stopniowo. Przy czym Steiner wielokrotnie podkreśla, że same w sobie są one jak gdyby dalej dobre i jasne, a tylko w naszym kosmosie odgrywają taką rolę, ponieważ to jest ich forma poświęcenia się dla człowieka. Jest to sytuacja, mówiąc łagodnie, bardzo dialektyczna, dlatego, że istoty te wprawdzie z jednej strony się poświęcają, ale przecież wcale nie zmienia to faktu, że na naszym poziomie są złe i groźne. To nie jest tak, że jak odsłonimy ich dobre jądro, czy rdzeń – choć niejednokrotnie o to właśnie chodzi – to tym samym możemy już lekceważyć ich złe działanie. Wręcz przeciwnie. To są jak gdyby dwa całkiem różne poziomy. I trzeba o tym pamiętać. My mamy do czynienia z poziomem takim, na którym one są ciemne i złe, a są takie dlatego, żebyśmy mieli wolność. To jest właśnie u Steinera generalne uzasadnienie, nieustannie powracające. Gdyby nie istnienie ciemności i zła, nie wiedzielibyśmy, co to światłość i dobro. Starszą w tej parze postacią jest Aryman, który oddzielił się wcześniej niż Lucyfer od głównego nurtu rozwoju anielskiego, dokonującego się w ramach hierarchii, opisanych przez Dionizego Areopagitę. Otóż i jeden, i drugi ma całą bogatą historię. Steiner głównie opowiadał historię Lucyfera. Gdyby ktoś chciał napisać – bo jeszcze nikt nie napisał – pracę na ten temat jako monografię: Lucyfer w dziełach Rudolfa Steinera, to byłoby to zapewne grube, potężne i skądinąd fascynujące dzieło. Do tego stopnia, iż spotykałem ludzi, którzy twierdzili, że sam Steiner – to taka mała dygresja – był istotą lucyferyczną, która powróciła do Chrystusa. Bo właściwie coś takiego jest przewidziane na przyszłość, a skoro tak, to kiedyś przecież musi się to zacząć i w tym wypadku to się już jak gdyby zaczęło – w biografii Steinera. I nawiasem mówiąc, w odniesieniu do Steinera, masa ludzi zadaje sobie pytanie, skąd ta nieprawdopodobna zupełnie fontanna, krynica kreacji, obejmująca tak ogromną liczbę dziedzin… Steiner to faktycznie człowiek, który potencjalnie tworzy właściwie całą alternatywną cywilizację, czy też jej zrąb. Nie ma tematu, na który by się nie wypowiadał w sposób twórczy. Jest to taki człowiek, który w oczywisty sposób ma do dyspozycji wszystkie pojęcia, to znaczy, że nie musi ich sobie dopiero wykuwać, bo są mu one dane, bo ma bezpośredni kontakt z całym światem idei. A taki kontakt może mieć właściwie tylko istota anielska. I niejednokrotnie sposób, w jaki Steiner pisze o Lucyferze, sprawia wrażenie, jak gdyby była to, jak niektórzy mówili, poniekąd złośliwie, po prostu apologia pro domo sua. Bo rzeczywiście ton, w jakim Steiner pisze o Lucyferze, jest niekiedy pochwalny.

Ale, oczywiście, powstaje pytanie natury historycznej: istota lucyferyczna, ale w jakiej fazie? Bo istoty lucyferyczne też się rozwijają. Jak zaczęły upadać, tak, jak się zdaje, upadają do dzisiaj, i to bardzo intensywnie. Na tym w zasadzie ten „rozwój” polega. O ile więc przedtem niewątpliwie były dokładną odwrotnością istot arymanicznych – trudno powiedzieć kiedy, ale w każdym razie kiedyś były taką odwrotnością – o tyle teraz (mimo że w dalszym ciągu są właściwie ich antytezą) współpracują z istotami arymanicznymi. To się, oczywiście, łączy z postacią Antychrysta, który będzie istotą lucyferyczną, o ile już nie jest, i Arymana, czyli tego właściwego inkarnowanego Szatana, którego ów Antychryst poprzedza.

W różnych antropozoficznych pracach demonologicznych wprowadza się istotne rozróżnienie: powiada się, że Diabolos to właśnie Lucyfer, a Satanas to Szatan, czyli Aryman. Najogólniejsza ich charakterystyka byłaby taka, że w ramach utrzymywania człowieka w polu wolności, jeśli tak można powiedzieć, w tym napięciu pomiędzy Arymanem i Lucyferem, droga Chrystusowa jest drogą środkową, która jak gdyby korzysta z tych dwóch biegunów, ale prowadzi pomiędzy nimi.

Otóż Lucyfer inspiruje człowieka jednostronnie do świata duchowego, tzn. do świata wyłącznie duchowego. W związku z tym jest patronem wszelkiego rodzaju idealizmu, sztuki (o tyle, o ile jest ona ekstatyczna, wychodząca poza materialność), mistyki, zwłaszcza orientalnej – tu od razu trzeba dodać, że zdaniem Steinera Lucyfer inkarnował się trzy tysiące lat przed Chrystusem, w Chinach, i to właśnie on dał impuls wszelkim religiom orientalnym. Niedokładnie może wszystkim, bo są tam także wątki pochodzące wyraźnie od Chrystusa, powiedzmy w idei bodhisattwy, w mahajanie. Ale wszędzie tam, gdzie pojawia się jednostronny ascetyzm, wrogość względem ciała, skrajny idealizm, szczególnego rodzaju eskapizm, mamy do czynienia z inspiracją Lucyfera. A takie są właśnie głównie religie orientalne.

A z drugiej strony należy tu, oczywiście, także sporo elementów występujących w religiach europejskich, tzn. na pewno będzie to w dużej mierze gnostycyzm, powiedzmy to sobie otwarcie. Steiner nawet twierdził, że gnoza to jest sposób, w jaki widziano Chrystusa i fakt Jego Inkarnacji z perspektywy lucyferycznej. Bo widziano ten fakt doketystycznie, nie dopuszczano jak gdyby możliwości przeniknięcia przez ducha materii do końca. Można by w związku z tym zapytać, czy nie można było inaczej. Oczywiście, można było, ale docenić wielkość faktu, jakim była Inkarnacja Chrystusa, byli w stanie tylko wcześniej inicjowani, naturalnie tylko oni widzieli całą ogromną kosmiczną skalę tego faktu. A jaką mieli oni inicjację? Naturalnie lucyferyczną, bo wtedy po prostu nie było innej. Przed Chrystusem nie było inicjacji Chrystusowej, to jest jasne. W związku z czym patrzyli oni na postać Chrystusa z ogromną rewerencją, jeśli tak można powiedzieć, na klęczkach, ale widzieli Go w sposób lucyferyczny. Tak powstała gnoza. Taka jest w każdym razie teza Steinera.

Otóż sama antropozofia jest poniekąd lucyferyczną gnozą – na wejściu, jeśli można użyć tego określenia – bo zaczyna się od pewnej fascynacji. Na ogół człowiek zwraca się do antropozofii zafascynowany – oczywiście wiedzą tajemną – a potem dopiero dowiaduje się, że powinien ją chrystianizować poprzez rozwijanie miłości, podziwu, pozytywnego stosunku do wszystkiego, co dobre, mądre i prawdziwe w świecie.

Tyle więc o orientalnym, czy – ściśle biorąc – lucyferycznym charakterze wielu religii. Ale Lucyfer w ramach swojego dalszego upadku ma – poza tym – jednostronnie idealistycznym, ale przecież wspaniałym aspektem, także pewien inny aspekt. Bo, na przykład, niewątpliwie inspiruje on ekstazy erotyczne, trudno powiedzieć, czy seksualne w takim wąskim, że tak powiem, „bydlęcym” rozumieniu. Powiedziałbym raczej, że jego inspiracje widać wszędzie tam, gdzie jest namiętność, gdzie jest fascynacja, gdzie jest widzenie albo więcej, niż jest w przedmiocie miłości, albo więcej, niż może dojrzeć zwykły zjadacz chleba. Bo istnieją przecież także inicjacje lucyferyczne. Z tym, że pokazują one światy, zdaniem Steinera, właściwie ułudne – tzn. pewnie w ramach swojej ułudy realne, bo, jak wiadomo, to zależy od tego, jak na nie popatrzeć, od wewnątrz, czy też od zewnątrz. Jak na to spojrzeć od zewnątrz, to jest to pewnie ułudne, ale jak się „siedzi” w ich środku, wygląda to bardzo realnie. I to będą, oczywiście, jakieś niesłychane światy umieszczone w astralu.

Otóż Steiner łączy Lucyfera w jakiś sposób z Wenus i z Merkurym, właśnie z tymi dwiema planetami. W tym mianowicie sensie, iż powiada, że ponieważ Wenus jest odpryskiem starego Księżyca, który był kiedyś ojczyzną istot lucyferycznych, to one tęsknią do Wenus i tu na Ziemi czują się właściwie na wygnaniu. Są jak bogowie na wygnaniu. Tęsknią do Wenus i jak gdyby przez to pociągają wielu ludzi w jej stronę. I cała ekstatyka miłosna ma prawdopodobnie taki właśnie podkład duchowy. Tyle na wstępie o istotach lucyferycznych.

Natomiast o istotach arymanicznych trzeba powiedzieć, że stanowią one dokładne przeciwieństwo istot lucyferycznych w tym sensie, że inspirują człowieka jednostronnie do świata materialnego, chcą go kompletnie pozbawić kontaktu ze światem duchowym. A wykorzystują do tego celu głównie materialistyczną naukę, materialistyczną technikę, materialistyczne systemy polityczno-społeczne, tzn. systemy oparte na terrorze. Bo o ile Lucyfer to ekstaza, o tyle Aryman to zimny intelekt i terror – to są dwa, że tak powiem, podstawowe jego elementy.

I dlatego wystepuje też jeszcze inny podział. Steiner powiada, że jeśli jawią nam się demony w postaci kobiecej, to są to istoty lucyferyczne, jeśli zaś w postaci męskiej – to są to istoty arymaniczne. Przeważnie będą to więc pewnie, z jednej strony, jakieś piękne diablice, a z drugiej strony, mężczyźni, raczej w zdecydowanie starszym wieku, albo przynajmniej dojrzali, z krogulczym nosem, będzie to zatem do pewnego stopnia jakiś rodzaj diabła-starca. Otóż właśnie za pośrednictwem takich dziedzin życia – jak nauka, technika, czy polityka materialistyczna – istoty arymaniczne chcą człowieka dosłownie „uziemić”, tzn. stworzyć z niego istotę, którą trzeba by nazwać kombinacją zwierzęcia z maszyną. Zwierzęcia przez to, że jest to jak gdyby próba odcięcia mu łączności między duszą a duchem. Na tym chyba właśnie polega istota grzechu przeciwko Duchowi źwiętemu, jest nim to wszystko, co odcina człowieka od ducha. A niewybaczalny jest on w tym sensie, że – po prostu – jak już człowiek zostaje odcięty od ducha, to przestaje być człowiekiem, jest oderwany od swojej matrycy, jako człowiek się kończy.

I co wtedy pojawia się na jego miejsce? Powstaje mianowicie bestia, bo ciało + dusza to jest już tylko bestia. Każde zwierzę ma przecież wraz z cielesnością także taką swoją quasi duszyczkę. I właśnie jednym z tych czynników w pewnym sensie poprzedzających dominację materializmu w naszych czasach jest uznanie w Kościele katolickim dogmatu o tym, że człowiek ma tylko cechy duchowe, a nie ma ducha, to znaczy, odebranie mu ducha, stwierdzenie, że jest on tylko sklejką psychofizyczną (Konstantynopol, 869-870). I to był ten pierwszy krok w kierunku animalizacji człowieka. Człowiek nie wywodzi się ze zwierząt, ale może do ich rzędu spaść. W takiej sytuacji człowiek staje się jak gdyby bestią. Ta jego bestialskość przejawia się w szczególności w dwojaki sposób. Mówię w tej chwili nie o jakichś zewnętrznych sprawach, takich jak okrucieństwo, ale o tym, co stanowi tu istotę rzeczy. Mianowicie pierwszą sprawą byłaby zatrata potrzeby poznania prawdy dla niej samej, potrzeby bezinteresownego poznawania prawdy. A drugą sprawą jest zatrata bezinteresownej moralności, dobrego działania dla samego dobra. Wiemy, że komunizm – i nie tylko zresztą komunizm, bo przecież poniekąd i różne faszyzmy, np. hitleryzm – hodowały ludzi wyraźnie w tym kierunku. To znaczy odbierały im i prawdę, czy dążenie do prawdy tak pojęte – jako coś bezinteresownego – i tak samo dążenie do dobra. Dobro miało być albo rasowe, albo klasowe, zawsze musiało być jakoś tam pochodne. Człowiek nigdy nie działa bezinteresownie – rzekomo. Nie mówiąc już o tym, że nie wychowywano ludzi w tym kierunku. I to byłby jeden czynnik. Wskutek tego powstaje coś w rodzaju inteligentnej bestii. Bo intelektu to nie musi nadgryzać. Intelekt może być niesłychanie sprawny. I znamy przecież wielu myślicieli komunistycznych, czy hitlerowskich o bardzo wysokiej klasie intelektualnej w pełni oddanej na służbę bydlęcości i, że tak powiem, obrony bestialstwa.

A drugim czynnikiem, o którym wspomniałem, jest czynnik mechanizacji człowieka. A przejawia się to jakby w dwojaki sposób. Na niskim poziomie, takim, powiedzmy, jak w naszych czasach, jest to okoliczność, że można mieć już serce jako maszynę, że można mieć dowolny niemal organ jako maszynę. Czyli właściwie, jak tak dalej pójdzie, przy dalszym udoskonalaniu tej techniki dojdzie do tego, że w zasadzie człowieka będzie można pewnie fizycznie wymienić do końca, lub prawie do końca.

Jest jeszcze drugi czynnik, mianowicie taki, że człowiek zaczyna zachowywać się jak maszyna. Mam na myśli pewien typ wychowania – chodzi mi nie tylko o wychowanie w sensie istnienia określonych typów pedagogiki, ale również o wychowanie stanowiące rezultat oddziaływania pewnych systemów, takich właśnie jak komunizm, czy faszyzm (ale nie tylko, także, powiedzmy, widać to w kwitnącym kapitalizmie, na demokratycznym rzekomo, Zachodzie) – typ wychowania sprawiający, że ludzie zaczynają zachowywać się po prostu jak maszyny. Ja bym powiedział tak: behawioryzm nie jest prawdziwą koncepcją człowieka, ale można taką sytuację stworzyć, że stanie się prawdziwą. I wtedy mamy do czynienia z sytuacją, w której człowiek przestaje mieć własne inicjatywy, od wewnątrz na zewnątrz nie wychodzi nic, jest wyłącznie zbiorem reakcji na bodźce. No i mamy już maszynę, bo maszyna jest wyłącznie zbiorem reakcji na bodźce. Jeszcze jednym przykładem na „mechanizowanie” człowieka niech będzie masowe zjawisko dawania mu ersatzów mechanicznych zamiast nowych rozwojowych możliwości duchowych: telewizji zamiast poznania imaginatywnego, audioaparatów zamiast poznania inspiratywnego, komputerów i „rzeczywistości wirtualnej” zamiast poznania mistycznego. Tak by się więc ogólnie przedstawiała istota arymanizmu.

Ale obecnie Lucyfer i Aryman współpracują ze sobą. O co im chodzi? Steiner powiada, że nie chodzi tu tylko o to, żeby zawładnąć Ziemią. Bo zapewne Arymanowi chodzi przede wszystkim właśnie o to, ale Lucyfer nie interesuje się Ziemią, Lucyfer chce innego świata. Natomiast i jeden, i drugi chcą możliwie maksymalnej ilości ludzi jako swoich poddanych, jeśli tak można powiedzieć, używając języka feudalnego. Żeby to sprecyzować, trzeba oczywiście powiedzieć, że przecież istoty duchowe żywią się po prostu innymi istotami duchowymi. To polega na tym, że karmią się naszymi myślami, naszymi uczuciami, naszymi aktami woli. To, co dla nas jest myślą, to dla innych, dla istot hierarchicznie wyższych, jest rodzajem, mówiąc żartobliwie, śniadanka, obiadku, czy kolacyjki. Oczywiście te istoty, jak Steiner zawsze to podkreślał, mają poniekąd swoje miejsce w ekonomii Kosmosu. One mają prawo do takich „rzodkieweczek”, jak mówił Robert Walter. Ale „rzodkieweczki”, jak wiemy, same się do nich garną.

Przytoczyłbym tu przykład Babadżiego, który jest klasycznym przykładem inkarnowanej istoty lucyferycznej. Ma on po prostu swoje spore grono wyznawców, którzy łączą się z nim. I sami tego chcą, bo przecież on im proponuje połączenie się z nimi przez ekstazę, tak jak to jest w wersji orientalnej: kropla wraca do oceanu w ekstazie. Nie jest to bynajmniej śmierć mistyczna, to nie dokonuje się przecież w cierpieniu, człowiek sam tego chce. Jest to więc całkowity kontrast w stosunku do propozycji, jeśli można użyć tego słowa, Chrystusa, który powiada: śmierć – tak, i to w cierpieniu najczęściej, ale potem zmartwychwstanie. Natomiast Lucyfer ani Aryman nie proponują żadnego zmartwychwstania. Aryman, oczywiście, ex definitione, bo bydlę po prostu nie ma co zmartwychwstawać, nie ma co w ogóle pchać się do zmartwychwstania.

W wariancie podsuwanym przez Lucyfera może być, owszem, właśnie tak, że człowiek jak gdyby się w nim roztapia – byłaby to więc poniekąd doprowadzona do końca sytuacja „kolacyjki”. Ale jest jeszcze pewna inna wersja, mianowicie taka, że człowiek pojawia się po śmierci, jakiejś tam śmierci, która nie jest, oczywiście, śmiercią zupełną, w świecie Lucyfera. I to jest właśnie ten świat, który budują i Lucyfer, i Aryman gdzie indziej, w pewnej innej sferze, a który Steiner nazywa ósmą sferą. Osobiście podejrzewam, że część tzw. „wzięć” przez UFO to właśnie porwania do tej sfery.

Otóż pomijając sprawę, jak to wygląda w tym właściwym świecie Lucyfera, tu, na Ziemi, inspiruje on ludzi do wolności, ale jakby w tym sensie, żeby człowiek zbuntował się przeciwko Bóstwu wiodącemu. I to ma, oczywiście, swój sens. I to też było potrzebne jako pewien sposób postępowania.

Steiner podkreślał zawsze, że to było potrzebne, aczkolwiek przedwczesne, że właściwie Bóstwo dałoby człowiekowi wolność, ale dopiero wtedy, kiedy człowiek dorósłby do niej. A Lucyfer człowiekowi zaproponował wolność, bunt za wcześnie. Owo „za wcześnie” to jest właśnie bardzo często chwyt istot lucyferycznych, czy arymanicznych. Podejrzewam osobiście, iż wmawianie nam, że już wkroczyliśmy w Epokę Wodnika, to jest właśnie jeden z tych chwytów.

Taka byłaby ta najogólniejsza teoria, którą trzeba teraz jeszcze skwalifikować i dodać do niej pewne dalsze elementy, coś, co ją nieco skomplikuje. Mianowicie w przedostatniej, czy ostatniej fazie swoich rewelacji Steiner wprowadził trzecią kategorię istot demonicznych. Są to mianowicie istoty, które nazwał Assurami, istotami assurycznymi. Assury są, jako demony, istotami jeszcze starszymi od Arymana, czyli, innymi słowy, pochodzą z Saturna, z tej pierwszej planety, najstarszej w całym układzie (Aryman pochodzi ze starego Słońca, Lucyfer – ze starego Księżyca). Steiner mówił o nich bardzo niewiele. Z tego, co wiem, wynikałoby coś takiego: istoty lucyferyczne gnieżdżą się w ciele astralnym, czy też atakują ciało astralne człowieka, co oznacza, że obierają sobie za przedmiot jego namiętności, popędy, uczucia; z kolei istoty arymaniczne atakują ciało eteryczne człowieka, w związku z czym są groźniejsze, bo atakują jak gdyby bios ludzki, czy podstawy ludzkiego biosu – i stąd Steiner twierdził, że rak, jako choroba będąca efektem działania istot arymanicznych, ma swą siedzibę, że tak powiem, w ciele eterycznym, a nie fizycznym i dlatego jest tak trudno uleczalny; natomiast istoty assuryczne atakują ludzkie „ja”, centrum samego człowieka. Jest to – chciałoby się tu nieomal użyć tego określenia Alfreda Jarry’ego – „wymóżdżanie”, ale nie chodzi o mózg, jest znacznie gorzej, jest to „wyjaźnianie” człowieka, jeśli można tak powiedzieć. I tu widać wyraźnie, że assury idą ręka w rękę z istotami arymanicznymi, to znaczy, z jednej strony, mamy arymaniczne materializowanie człowieka, a z drugiej strony – zabieranie mu przez assury „ja”. Po prostu.

Steiner wyróżniał jedną z tych istot, nazywał ją Soratem i mówił o nim, że jest to Demon Słoneczny, tzn. ten, który w Apokalipsie występuje jako bestia 666. Jest cały cykl wykładów Steinera na temat Apokalipsy i tam jest o tym mowa obszerniej i precyzyjniej. Istoty assuryczne wkroczyły w historię ludzką stosunkowo niedawno. Osobiście podejrzewam, że wiążą się z nimi te wszystkie zjawiska w naszej cywilizacji, które wprost atakują ludzkie „ja”. I to nie tylko przez to, że czynią z człowieka coś w rodzaju maszyny, bo do tego wystarczy po prostu przecięcie owej więzi pomiędzy „ja” a resztą, czyli duszą i ciałem. W działalności assurów mamy bowiem do czynienia z atakowaniem samego „ja”. I czasami ma się po prostu wrażenie, przy bezpośrednim kontakcie z pewną kategorią ludzi – a mówi mi o tym nie tylko moje bezpośrednie doświadczenie, lecz także ukazuje to też w wyraźny sposób wiele opisów literackich – że mamy do czynienia z istotami, które mają ciało ludzkie, duszę jeszcze ludzką (w tym sensie, że występuje u nich jakieś tam działanie intelektu, uczuć, woli), ale brakuje „ja”. Czuje się, że jest to tylko jakiś taki rodzaj patiomkinowskiej fasady. Pozór jest ludzki, a w środku tego – „ja” ludzkiego już nie ma. Gdybym chciał być złośliwy, to powiedziałbym, że można coś takiego zauważyć u niektórych urzędników, ale, oczywiście, nie twierdzę, że to jest specialité de la maison akurat urzędników. można się z tym spotkać prawdopodobnie w każdej warstwie społecznej.

Tak więc w wyniku działalności Assurów pozostaje pewnie tylko jakaś taka pragmatyczna resztka „ja”, która powoduje, że ta całość trzyma się jeszcze w ogóle kupy, jeśli można się tak brzydko wyrazić. Natomiast prawdziwego „ja”, w znaczeniu bezinteresownego zwrócenia się ku prawdzie, dobru i miłości, tego po prostu tam już nie ma.

Trudno powiedzieć coś więcej, bo, jak sądzę, niestety, dopiero przyszłość pokaże nam naprawdę istoty assuryczne w akcji. Ale w różnych antropozoficznych refleksjach na temat AIDS spotykałem domysły, czy domniemania, że AIDS jest swego rodzaju produktem ubocznym, czy symptomem – może tak lepiej powiedzieć – zatracania „ja” przez człowieka, że temu, co dzieje się na płaszczyźnie duchowej, czyli temu, że „ja” zostaje zniszczone, zabrane, zeżarte – wszystko jedno – na płaszczyźnie fizycznej odpowiada właśnie AIDS. Taki jest domysł. Oczywiście, nie będę tego w tej chwili rozwijał, bo dla naszych celów nie jest to przecież konieczne.

Mamy więc tu właściwie dwa schematy. Jeden to jest ten triadyczny: Chrystus po środku, Aryman i Lucyfer po obu stronach, tak jak dwaj łotrzy na krzyżu, po obu stronach Chrystusa. Ciekawa rzecz, że jest to właśnie dokładny odpowiednik tego triadycznego schematu. W literaturze antropozoficznej powiada się, że ten dobry łotr to jest Lucyfer, a zły – to naturalnie Aryman. Bo mianowicie – i to jest szalenie ważna sprawa i trzeba to koniecznie powiedzieć – i Lucyfer, i Aryman będą kiedyś zbawieni. Oczywiście, trzeba pamiętać, że są to istoty kolektywne, to znaczy, że istnieje wiele istot lucyferycznych i wiele istot arymanicznych, w związku z tym można powiedzieć, że zapewne część z tych istot będzie przywrócona Chrystusowi. O tym Steiner mówi już w Wiedzy tajemnej. Natomiast nic nie mówi na ten temat, jeśli chodzi o istoty assuryczne.

A drugi schemat jest taki, że mamy do czynienia z trzema kategoriami demonów, stosownie do nasilającej się intensywności zła, i mimo woli nasuwa się tu zestawienie z Trójca Świętą. Byłaby to taka jakby czarna Trójca. Można by nawet dopasować, kto tu przeciwstawia się komu, jakkolwiek, oczywiście, nie jest to takie prostackie. Mianowicie istoty lucyferyczne przeciwstawiają się Duchowi Świętemu, Duchowi Prawdy – one tworzą iluzje, a On jest Duchem Prawdy. Steiner powiada w pewnych tekstach, mało kto z antropozofów o tym w ogóle wie, że obecny, że tak powiem, wiodący Duch Święty – bo to znów jest cała grupa istot – jest to przemieniona istota lucyferyczna z poprzedniego kosmosu. Aryman przeciwstawiałby się Chrystusowi, tzn. zimną nienawiść, terror – Miłości. I wreszcie Sorat przeciwstawia się Bogu Ojcu, rozumianemu jako byt, jako podstawa wszystkiego. Sorat jest od niszczenia podstawowej rzeczy, jaką jest „ja”, jest on, można by rzec, Nihil. I ciekawa rzecz, że średniowieczni katarzy rozróżniali trzy istoty demoniczne: Lucybela (wyraźnie chodzi tu o Lucyfera), Szatana (jako odpowiednika Arymana) i Nihil (tego, który jest nicością, i jest to, oczywiście, Sorat, czyli, ściślej mówiąc, Assur).

Na zakończenie trzeba by też coś powiedzieć o Chrystusie. Mianowicie bardzo często mam wrażenie – nie ja jeden zresztą – że w tekstach antropozoficznych, już trochę u Steinera, ale także u różnych jego uczniów, dużo można się dowiedzieć wprost o Lucyferze, czy Arymanie, gorzej natomiast jest z tym aspektem Chrystusowym. Jak gdyby łatwiej było powiedzieć, o co nie chodzi, niż o co chodzi – w sensie jakichś głównych wyznaczników. Naturalnie, jak przejdziemy już do pewnego rdzenia samej antropozofii, to oczywiście wtedy chrystusowość zaczyna się wybijać coraz bardziej. I to jak gdyby w dwóch punktach. Jeden to jest sama droga inicjacji, a drugi to, oczywiście, zasada miłości. Jest to centralna sprawa. To znaczy, tam, gdzie jest miłość, tam jest Chrystus. To jest jednoznaczne. Nawet począwszy od najbardziej niskich jej form. A kończąc, oczywiście, na najwyższych. jeżeli chodzi o wpływy Lucyfera w tej dziedzinie, to wiążą się one nie tyle z miłością, co raczej z fascynacją. Dopóki trwa fascynacja, to może jest to jakaś lucyferyczna miłość – w tym sensie, że ja czegoś pragnę, czy czegoś pożądam, czyli na swój sposób kocham, bo mnie to fascynuje, jak gdyby wsysa, wciąga – i to właśnie jest specyficznie lucyferyczne. Ale tam, gdzie zaczynamy uczyć się miłości ze względu na drugą osobę, ze względu na drugiego człowieka – i to właśnie miłości bezinteresownej i nieegoistycznej, nie zaspokajającej wyłącznie mojej potrzeby – tam mamy już do czynienia z miłością Chrystusową. I u Steinera jest to bardzo mocno zaakcentowane, wspomina o tym w bardzo dużej ilości wykładów, właściwie nieustannie. Ale rzecz ciekawa, że u takich „szeregowych” antropozofów, jeżeli wolno użyć tego określenia, mało się o tym mówi. Raczej są to fascynacje poznawcze, czasami wręcz całe spekulacje, obracające się w tym polu pomiędzy Lucyferem a Arymanem, utrzymane w tonacji na ogół zresztą lękowej, sugerujące jakby, żeby się wystrzegać jednego i drugiego. Steiner, wręcz przeciwnie, mówi, że nigdy się nie należy wystrzegać, przeciwnie, należy wychodzić im naprzeciw – poznawczo i etycznie, bo to są dwa sposoby na pokonanie obu tych istot, a zarazem na ich zbawienie. Bo i my mamy brać udział w ich zbawianiu – Steiner twierdził, że manichejczycy, tak potwornie prześladowani wszędzie i przez wszystkich, przechodzili te ciężkie wcielenia poniekąd jako rodzaj treningu: po to, żeby zaznać zła do maksimum i w przyszłości być tymi, którzy będą zbawiać Lucyfera i Arymana. Życie tutaj – jak mawiał Gałczyński – „nie jest maliną”. I my na co dzień możemy robić to samo, z jednej strony, poznając te istoty, a więc żadna miarą nie uciekając przed nimi – tu jest absolutnie proponowana postawa faustowska: wyjść naprzeciw – a z drugiej strony, kierując się miłością. Wtedy jesteśmy zabezpieczeni przed wpływami lucyferycznymi i arymanicznymi, i pomagamy tym istotom w procesie ich zbawienia. Tak twierdzi Steiner.

I jeszcze tylko taki mały appendix. Steiner podkreśla fakt, że Chrystus jako Najwyższa Istota Słoneczna, czy poniekąd pomimo to, jest związany z Ziemią, złączył się z eterycznym ciałem Ziemi i przebywa jak gdyby w tym rejonie. A Lucyfer mimo wszystko związany jest ze Słońcem. Tylko tutaj cały czas trzeba pamiętać, że to chodzi o różne etapy. Bo my, zwracając się do tych istot, nie zawsze wiemy, do którego etapu ich rozwoju się zwracamy. Pamiętajmy, że zachodzi pewna inkongruencja pomiędzy naszą czasowością, a bezczasowością tamtych, czy też może raczej ponadczasowością. I to „wstrzelenie się” jest bardzo trudne, na przykład Steiner mówi, że w hinduizmie Wisznu to Chrystus, a Siwa to Lucyfer. Ale z czasów, kiedy jeszcze byli braćmi – bo są braćmi – i to stojącymi na tym samym poziomie. Tylko Chrystus zaakceptował rozwój świata taki, jaki zaplanował Bóg Ojciec, a Lucyfer odrzucił ten projekt. W związku z czym Chrystus zaczął się rozwijać razem z tym światem, a Lucyfer stał się kijem wkładanym w szprychy. Otóż w takiej sytuacji, jeżeli jakiś pobożny Hindus zwraca się do Siwy, to zwraca się do Lucyfera wprawdzie, ale z czasów, kiedy Lucyfer był jeszcze prawie całkiem „dobry”, i jak gdyby w ogóle nie było tu żadnego problemu, więc dlatego często spotykamy się – na płaszczyźnie ludzkiej – z sytuacjami na pozór paradoksalnymi. Na przykład Yogananda w swojej Autobiografii jogina mówi o tym, że miał wizje Chrystusa, a nawet spotkanie z Chrystusem, ale nie został chrześcijaninem, bo po prostu w jego wypadku nie było takiej potrzeby, należał on niejako do innej linii rozwojowej.

90 myśli nt. „Steinerowska demonozofia

  1. Chyba coś podobnego przeżyłem.Prawie zaraz po położeniu się poczułem naraz taki potężny paraliż.Ze wszystkich sił bezskutecznie próbowałem się poruszyć,odczuwałem też w pobliżu coś mrocznego i jakiś dźwięk jakby z horroru.Przerażony pomyślałem że już umarłem ale zwróciłem się przytomnie w myśli do Boga i gdy powiedziałem w myślach słowa ” O Boże” momentalnie odzyskałem panowanie nad ciałem.
    Wyciągnąłem z tego wniosek że aby w potrzebie pewne słowa posiadały moc to nie powinno się ich wymawiać nadaremnie .

  2. Myślący i świadomi ludzie zawsze zastanawiają się nad tym kto „utkał” naszą historię. Obojętnie, czy jest nam dobrze, czy źle czujemy „coś” w środku. Nie jesteśmy maszynami, więc odczuwamy radość, strach, zimno, ciepło, dążymy do czegoś, coś nam wychodzi, a coś nam nie wychodzi. Kiedy już osiągamy jakiś wyższy poziom absurdu w tym naszym myśleniu to dochodzimy do wniosku, że może „coś” się „uwzięło” i nie pozwala nam na to, co chcemy. Jakoś w przeciwnym wypadku, ta zasada nie działa, bo gdy mamy się dobrze, to wydaje nam się, że jesteśmy wspaniali i tylko nie wiadomo dlaczego nie możemy iść dalej i dalej. Widzimy przecież wielu takich, którzy mają dużo, a chcą jeszcze więcej i więcej… Nigdy dość! Ci na dole, którym jest źle szukają różnych powodów na zewnątrz i tworzą rózne byty: Arymany, Lucyfery, Jaszczury itd. Ci na górze w większości wypadków się nad tym nie zastanawiają, bo po co mają szukać jakichś przyczyn – przecież oni są „bogami”, oni wszystko mogą, nad nimi nie ma nikogo: żadnego Boga, Chrystusa, Anioła, nic tam nie ma , są tylko oni i ich władza i moc. A jak się okaże, że ich moc jest jeszcze dla nich za mała, to zawsze mogą wszystko rozpieprzyć i tak, czy inaczej swoją „moc” pokażą. Tylko jak wiemy z historii zawsze rozpieprzaniem czegoś nie zajmował się ezoteryczny Aryman tylko całe mnóstwo drobnych chytrych człowieczków, którzy nie widzieli dalej niż koniec ich własnego nosa i za byle ochłap zrobili kuku innym, takim samym jak oni małym człowieczkom. Zresztą to jest w dalszym ciągu nasza codzienność. A dlaczego człowieczek człowieczkowi wilczkiem? A dlatego, że człowieczek nie chce być dobry dla drugiego człowieczka, bo nie wierzy w prawdziwego Boga, którego nigdy nie widział, więc mówi, że pewnie go nigdzie nie ma i nic mu nie zrobi. Przecież nie może mu zrobić czegoś coś, czego nie ma. A tu : Zonk! Jest Rdzeń, który istniał zawsze i nie pozwoli na to, żebyśmy o nim zapomnieli. Jak nie „po dobroci”, to „po złości”, ale da o sobie znać. Pojawiają się różne zmory i inne „widy”, żeby przypomnieć człowieczkowi o jego człowieczeństwie i o tym, że oprócz wymyślonych „ciemnych” są jeszcze jacyś „jaśni”. Ale wiadomo ślepy światła nie zobaczy , więc terapia szokowa bardzo przydaje się w oświeceniu. Diagnoza całej tej choroby jest prosta: brak Miłości. Miłość jest zwana też Światłem, a to Światło jest w nas i nie jest to jakiś kościelny frazes, tylko najczystsza Energia napędzająca nasze życie i działająca poprzez nasze DNA. To jest ten Rdzeń.
    Bardzo proste przykazanie o Miłości, które otrzymaliśmy domaga się respektowania.
    Aha, jeszcze jedno: nie jesteśmy sami we Wszechświecie, bo byłoby to ogromne marnotrawstwo przestrzeni, więc jacyś „Kosmici” ( dobrzy i źli ) tam na pewno się znajdują i zasada:„ na obraz i podobieństwo” jak najbardziej obowiązuje. Taka skomplikowana „maszyna” jak ciało człowieczka została wymyślona w mądrzejszych rejonach Wszechświata niż nasz skromna Ziemia.
    Tak więc, nie ma co się oszukiwać i mówić, że niczego nad nami nie ma, a jeśli jest to to tylko nasz wymysł i latwo się go pozbędziemy, gdy przestaniemy o tym myśleć.

    Pozdrawiam bardzo serdecznie.

  3. ad.47- Podobnie mówił Uppaluri Gopala Krishnamurti, hinduski filozof, nazywany „szalonym mistykiem”, „anty-guru”, „wściekłym mędrcem”. Cytuję za artykułem o nim:
    „Według U.G. to nie my, jak uważa zdecydowana większość ludzkości, jesteśmy generatorami myśli, lecz jedynie reaktorami reagującymi na nie, istniejące w uniwersalnym polu myśli. Każdy z nas ma myśli przeznaczone wyłącznie dla siebie, gdyż każdy z nas jest swoistą anteną odbierającą fale, czyli myśli o określonej długości. Każdy z nas jest inną anteną, gdyż wszyscy różnimy się wyposażeniem genetycznym. Myśl, wg U.G., potrzebuje nas, gdyż „żywi” się naszą energią. Jakiekolwiek nasze pragnienie natychmiast wywołuje myśli, które spływają do nas. Myśli te następnie modyfikują się o aktualny zasób naszej pamięci i zreplikowane, czyli powielone, ale i odnowione, żyją dalej. I tak do następnego pragnienia.”

  4. Jeszcze coś dodam aby postawić kropkę nad „i” w sprawie Steinerowskiej interpretacji Lucyfera.

    Jak pisałem gdzieś wyżej wpadłem kiedyś do Lucyferycznego Ogrodu (to takie moje pojęcie, zaraz je wyjaśnie). A oto przykłady jak głupi byłem.

    LUCYFERYCZNY OGRÓD – strefa poznawania duchowości, adept odklejony od dotychczasowych znanych jemu oraz skostniałych systemów duchowych czy religijnych odkrywa „coś” nowego. To nowe „coś” ma przewodnika – „proroka” lub nauczyciela który wygłasza nowe lub redefiniuje stare „prawdy”. Nie mieści się to jednak w klasycznej definicji sekty jest to pojęcie bardziej płynne.
    Nowy „Prorok” wygłasza swoje prawdy (lub raczej półprawdy). Na początek dostajemy dawkę czegoś co dla odklejonych od matrikasa ludzi jest już znane. Dlatego tak łatwo zawierzamy nowemu przewodnikowi czujemy, że w końcu ktoś nam powie całą prawdę jednak im dalej idziemy tym trudniej nam o dystans i obiektywizm do tego co słyszymy. Po początkowej dawce prawd anty NWOwskich robi się coraz dziwniej i co jakiś czas coś się wewnetrznie w nas buntuje. Tak wrażliwość na ten wewnętrzny bunt (głos intuicji itp.) powoduje, że jesteśmy w stanie odkleić się od przewodnika i powiedzieć – DOŚĆ. Niestety wiele osób nie ma takiej wewnetrzej siły i idzie w to dalej. Dlaczego?

    Dla kogoś takiego jak ja, wychowanego w programach kościoła katolickiego z którego się uwolniłem, prawie każdy napotkany jogin może wydawać się szczytem osiągania prawd duchowych. Każdy zaawansowany ezoteryk czy gnostyk może uchodzić za wielkiego nauczyciela. I to jest sedno pułapki. Nie oznacza to, że joga czy ezoteryka lub medytacja może być z gruntu zła i należy jej unikać. Oznacza to,że praktykującym te systemy należy patrzeć na ręce. Sama technika (medytacja, joga, studia ezoteryczne) to tylko środek w rękach praktykanta.

    Przykłady:

    Przykład Papierskiego jogina z wieloletnią praktyką i pobytem w duchowych Indiach opisałem w komentarzu powyżej (nr 27).

    Natomiast guru polskiej astrologii pierdoli ostatnio sitchinowskie farmazony.

    Ci którzy znają mnie tutaj dłużej pamietają może jak prawie trzy lata temu z zachwytem pisałem o tym panie poniżej:

    Dlaczego wpadłem w taki kanał? George mówił rzeczy o szarakach, jaszczurach, NWO które już gdzieś wcześniej słyszałem. Dlatego wydał mi się wiarygodny. A dalej? No właśnie było już coraz dziwniej. Dodam tylko, że on wieszczy w 2012 całkowity kataklizm naszej planety a my (przebudzeni) przejdziemy do innej lepszej rzeczywistośći. Otworzą się jakieś wrota przez które przejdziemy, gdzie? No właśnie, do krainy którą znamy tylko z opowiadań pana Georga.
    UWAGA: w 2009 roku zapowiadał serię wydarzeń które miały wystąpić już w 2011 – nic się nie sprawdziło !!! Co pieprzy dalej nie wiem bo już od dawna nie słucham. Dodam tylko, że pieprzył dużo o miłośći tak, że od nadmiaru słodkośći zemdliło.

    Na tą panią poniżej straciłem kilkadziesiąt funtów bo jej książki amazon.co.uk sprowadzał mi aż z USA. W książkach opisuje cała historię naszej planety, Dodam, że do czasu jest to nawet bardzo wewnętrznie spójne. Naprawdę jest tam wiele informacji o UFO i NWO. A dalej, no właśnie: ta pani czanelinguje jakieś istoty które powiedziały jej, że ludzie maja tylko 200 lat na opuszczenie planety bo słońce umiera. I tylko jej technika medytacyjna (podana przez te istoty) może uratować ludzi. A kiedy sprawdziłem na jej stronie, okazało się, że warsztaty medytacyjne odbywają się na luksusowych statkach i kosztuja pare tysięcy dolarów. I wiecie co? Mają chętnych. I jeszcze jedno przestrzegają oni przed OBE dlaczego? Czyżby obawiali się, że projekcja astralana na własną ręke może obalić ich „prawdy”? Kiedy poszperałem głębiej w internecie znalazłem materiały z takich wrasztatów. Na jednym z nich grupa odmawiała modlitwę do Melchizedeka !!!! Normalnie poczułem się jak w kościele. Pomyślałem co to kur… jest !!!!

    To tylko parę przykładów.

    Dlaczego odnoszę wrażenie, że te wszystkie pierdoły o przejściu do czwartej gęstości, lub do innej krainy (Szambali itp.), ewakuacji planety bo słońce umiera mają na celu wykopanie nas z tej planety? NWOwski światowy rząd chce przyciąć populację a new – age’owskie guru tworzą sytuację zagrożenia tak jakby ta planeta była na wymarciu. Dlaczego pierdoły Rajskiej i spółki mówią o ludzkim zombi które zostanie po fali. To wszystko ma wspólny mianownik – redukcję populacji. W telewizorni, propagandzie syjonistów czy czenelingach od „dobrych i duchowych istot” słyszymy jak to jest bardzo źle z nadmiarem ludzkośći.

    LUCYFERYCZNY OGRÓD – to nie piekło ale oaza miłości. Rozwój „duchowy”, błogość oraz zaślepienie oraz decepcja. Dlatego trzeba być UWAŻNYM w każdym momencie.
    Michael Heiser odszyfrował węża z Edenu jako „lśniącego”. W potocznym znaczniu Lucyfer to coś mrocznego, ciemnego i obrzydliwego.I tak to się celowo tylko przedstawia. W rzeczywistośći „lśniący” może się objawić w każdej postaci nawet jak istota pełna światła. Czego nie rozumieją te owieczki od księdza Natanka które przybierają czerwone płaszcze Rycerzy Chrystusa.

  5. @ Marcus: wszyscy wpadaliśmy do ogrodów Lucyfera, bo to piękny koleś jest i ma gładką, inteligentną i rajcującą gadkę. Potrafi zagaić i do katolika, i do ezoteryka i do poszukiwacza kosmitów. To jest Lśniący, piękny gościu. Ja, jako „racjonalistka” z urodzenia byłam spragniona duchowych bajek i też wpadałam tu i ówdzie. Dobrze, że nigdzie nie zostałam na dłużej. Na książki też wywaliłam kupę kasy, niestety, większość to bujdy na resorach przyprawione… no, przez kogo? Przez Lśniącego, oczywiście.

    Ten Kawasilas czasem gada rozsądnie. Ale jak dokładniej go posłuchać, to wychodzi szydło z worka.

    Ludzie błądzą permanentnie, ale nie ma się co wściekać. Jeśli są inteligentni i nie poddają się hipnozie, to sobie poradzą. Dziś słuchałam archiwalnych audycji „Teorii chaosu” i byłam zachwycona prowadzącym Claude mOnet’em, ale i on dał się zwieść Luckowi pod postacią „słusznej” globalizacji i teorii Kardaszewa. Facet jakby nie rozumiał, że to nie „my” (ludzkość) jesteśmy problemem, lecz psychopaci i ich niszczące wszystko korporacje stosujące politykę spalonej ziemi. Jeśli nie wyeliminujemy psychopatów z gry ludzkość zginie. Ale gdyby to się udało, być może dalibyśmy jakoś radę.

  6. Kiedys czytalam o takim „triku” bogow, ktorzy go cwanie zastosowali chowajac tajemny klucz do „wiedzy” wlasnie w duszy czlowieka i wtedy czlowiek szuka go wszedzie, tylko zapomina o … sobie.

    Ludzie z rozpedu uwalniajac sie z jednego laltorytetu wpadaja w objecia juz czekajacego nastepnego z innym sciemnianiem, sa specjalnie tworzone bozki zastepcze przez lucka za pomoca psychopatow na roznych stolkach i urzedach.

    Masowa hipnoza z zastraszaniem leci przez rozne mendia i diabelskie wersety.

    Wedlug zasad „psychiatrii” osobnicy nieobliczalni i zagrazajacy smiertelnie sobie oraz otoczeniu sa natychmiast sila ubezwlasnowolnieni i oddzielani od spoleczenstwa w celu zapobiegniecia ich niszczycielskiej dzialalnosci i teraz wlasnie te wszystkie „nie-rzady” probuja to wszystkimi mozliwymi metodami mendialnymi wstrzymac.

    Ta bestia zbudowana na glinianych i krotkich nozkach klamstw i strachu rozpada sie , bo ludzie coraz bardziej swiadomi jej niebezpiecznych manipulacji bronia sie i jednocza wlasnie poprzez ujawnianie jej „trikow”, bo wyciaganie z cylindra tego samego „kroliczka” juz sie opatrzylo i „zdiagnozowalo”.

    Nie z nami takie numery … „Brunner”, hi, hi !

    W ojczyznie „Brunnera” trwaja goraczkowe poszukiwania na stanowisko szefa ministrow, bo obecny zostal mendialnie wykopany za to, ze puscil pare z gadziego pyska piszac o tym, ze skutki „kryzysu” sa przesuwane na podatnikow, a takich zdan sie nie wypowiada w mafijnym towarzystwie wzajemnej adoracji.

    Zadzwonil nawet ow osobnik do glownego szmatlawca i dopiero wlozyl kij w mrowisko… !

    Teraz szukaja nastepnego „wilka w owczej skorze” mogacego wzbudzac „zaufanie” mas, ale swiat sie zmienia i coraz trudniej o …jelenia do tego „gabinetu cieni” z prawdziwego horroru wyprodukowanego w mozgach najwiekszych szkodnikow dla ludzkosci i Natury.

  7. Dobrą analogią do tego, o czym pisze Marcus byłby poczciwy Pan Hilary, który „zgubił” okulary. 😉 Podobnie jest z naszą wiedzą, której tak naprawdę nie zatraciliśmy. Została jedynie zagłuszona przez Matrixa. Sądzę, iż jedyną, słuszną ścieżką, jaką możemy podążać jest droga intuicji i poznawania (obserwowania) wewnątrz naszej istoty. Okulary mamy wciąż na nosie i dobrze widzimy, jedynie „sztuczki magiczne” odwracają naszą uwagę od tego faktu i sprawiają, że wydajemy się sobie ślepi… 😉 P.S. Też wdepnąłem „tu i tam”, ale jak się nie wywrócisz to się jeździć nie nauczysz…

  8. Pies tańcował z Cejrowskim. Nie ma sensu się nim przejmować, a to znaczy, że należy olewać. To syjonista, a nie katolik (na jedno zresztą wychodzi). Buddyzm jest im solą w oku, bo nie dał się zindoktrynować ideami NWO i New Age. Przynajmniej na razie.

  9. To co się dzieje ostatnio w tzw. środowisku „new – age/ezotero” to szok !!! Zmasowany wysyp czanelingów, książek o „duchowości” itp. Jest to o tyle niebezpieczne, że łatwo i fajnie podane ale wyprowadza to ludzi na manowce.

    Kolejna Amerykanka rozmawia z aniołami:

    Jest już popularna w amerykańskiej TV. W filmiku poniżej mówi, że anioły chciały (tak jej powiedziały) aby Obama został prezydentem !!!

    Ta pani jak i wiele innych podobnych osób wygląda sympatycznie, mówi piękne rzeczy o miłości, brzmi to jak lekarstwo dla smutnych czy nieszczęśliwych ludzi. Nie dajcie się nabrać.

    Pozostaje tylko myśleć samodzielnie to jedyne lekarstwo. Osobiście nie potrzebuje aniołów w moim życiu, nie mówiąc już o takich które promują Obame. Pułapka polega na tym, że większość ludzi nie myśli samodzielnie tylko tęskni za „duchowym słodkim kisielkiem”, kapłanami, duchowymi przewodnikami, aniołami i całym tym dziadostwem.

    Po latach błądzenia po „duchowych manowcach” doszedłem do wniosku, że samodzielne myślenie, sprawiedliwy osąd i działanie oraz szacunek dla innych istot to filary zdrowej duchowośći.

  10. Dzięki Marcus.
    Wykład zaczyna się od 1:03:24. Ale teraz to sobie daruję. Natomiast to co mówi Janusz Zagórski kilka minut przed tym wykładem też warto wysłuchać.

  11. Powstała w V wieku???? I to ma być dokument z epoki? Toż niektórzy kwestionują nawet oficjalne Ewangelie z tego powodu, że zostały spisane kilkadziesiąt lat po fakcie! Nie dajmy się zwariować, dla mnie ta wiadomość nie ma żadnej wartości. Islamska podróbka i tyle.

  12. To tylko przykład tego, w jak zawiłej plątaninie faktów i mitów jest nam dane się poruszać…

  13. No cóż. Można tak grzebać w zapiskach i życia własnego nie starczy.

    Przy tej okazji chciałem zwrócić uwagę na coś na co „nadział się” Steiner w swoich badaniach nad biblią, talmudem itd. A to że bardzo prawdopodobne jest iż ewangelie w/g Mateusza i w/g Łukasza mówią o zupełnie dwóch różnych osobach o imieniu Jezus. Dobitnym argumentem są linie rodowe przedstawiane w tychże ewangeliach które bardzo ale to bardzo do siebie nie pasują. Ale są i inne argumenty. Tła historyczne które się wyłaniają z dwóch ewangelii też mają duże problemy z kompatybilnością. O tym (i nie tylko) jest napisane w artykule na Gnosis: http://www.gnosis.art.pl/numery/gn03_bock_pierwotne_chrzescijanstwo.htm:

    Pierwotne Chrześcijaństwo

    Emil Bock

    Cezarowie i apostołowie

    Jeszu ben Pandira

    Właściwą organizację zakonną i wyraźny charakter duchowy nadał „terapeutom” i esseńczykom na sto lat przed naszą erą wybitny przywódca – Jeszu ben Pandira – znany także piśmiennictwu talmudycznemu. Wyjaśnienie historycznej roli i znaczenia, jakie przysługuje tej postaci, jest jednym z najważniejszych poznawczych osiągnięć Rudolfa Steinera w dziedzinie historii, gdyż dzięki niemu padł wreszcie snop światła na błędy i konfuzje badaczy zajmujących się tą postacią w ciągu ostatnich 2000 lat.

    Od początku czasów chrześcijańskich Jezusa ben Pandirę mylono z Jezusem z Nazaretu, jakkolwiek żył on o sto lat wcześniej od niego; można by sądzić, że w grę wchodziło tu jakieś fatum. Pewne cechy postaci żyjącego wcześniej wykorzystywano, by szkalować tego, który żył później. Wskutek tego jednak Jeszu ben Pandira przestał być traktowany jako postać posiadająca własne istnienie i znaczenie historyczne, przestał zatem być traktowany poważnie. W piśmie greckiego filozofa Celsusa o Prawdziwym Logosie (ok. 180 r. n. e.), które znamy z repliki, jakiej udzielił na nie Orygenes, pomyłka ta ujawnia się po raz pierwszy w słowie pisanym. Celsus twierdzi, że jest fałszem, kiedy mówi się o dziewiczych narodzinach Jezusa z Nazaretu. W rzeczywistości był on synem pewnej wyrobnicy i rzymskiego żołnierza imieniem Pandira lub Panthera; jej mąż, pewien cieśla, miał ją odtrącić jako cudzołożnicę. Błąd ten powtarzał się aż do naszych czasów: ostatnio jeszcze w angloindyjskiej teozofii Heleny Bławackiej i Annie Besant, gdzie był jedną z głównych przyczyn całkowitego zapoznania i lekceważenia chrześcijaństwa. W wielu miejscach dzieł Annie Besant możemy przeczytać, że wbrew Ewangeliom Jezus nie żył za czasów Augusta, Tyberiusza i Piłata, lecz sto lat wcześniej, i że nie został ukrzyżowany, lecz ukamienowany.

    Jest rzeczą jasną – również Rudolf Steiner mówił o tym często – że mylenie Jezusa ben Pandiry z Jezusem z Nazaretu nie jest rezultatem świadomego fałszerstwa ani elementem jakiejś fałszywej tradycji. Ma ono swoje źródło w okultyzmie i właśnie z tej racji pociąga za sobą skutki tak fatalne i niebezpieczne duchowo. Atawistyczne i nie kontrolowane, a więc powierzchowne i błędnie skierowane jasnowidzenie, kiedy dokonuje wglądu w historię, nie jest w stanie dostrzec postaci Jezusa z Nazaretu jako ludzkiego nosiciela jestestwa Chrystusa, natomiast chwyta obrazy związane z tą postacią, która żyła na Ziemi o sto lat wcześniej. […] W teologii żydowskiej i chrześcijańskiej pomyłka ta odgrywa rolę w przekonaniu, że te miejsca w Talmudzie, które mówią o Jeszu ben Pandirze, odnoszą się do Jezusa z Nazaretu i mają świadczyć o nienawiści rabinicznego judaizmu do chrześcijaństwa. […] Jeśli jednak rozumiemy źródło tej pomyłki, to jednocześnie musimy stwierdzić, że Talmud nie zawiera niemal żadnych wzmianek o chrześcijaństwie, nie mówiąc już o atakach na nie. […]

    Myślę że warto przeczytać całość mimo że art jest dość długi.

  14. Jeszcze o „końcu świata” i o roku 2012.

    Szumne zapowiedzi wielkiej masowej transformacji pozostały bez pokrycia. Tysiące różnych wpisów na temat 2012 w internecie, wykłady różnych „guru” a tu nic. Cicho.

    Pozostaje tylko jeden wniosek. Cały ten „szum 2012” to sprawka Lucyfera.

    „(…) Lucyfer też czyni zło, ale to zło jest „miękkie”: Lucyfer stwarza bowiem ułudę. Kusi pozorami, nieprawdą – która bywa miła, ale, podobnie jak Arymanowa przemoc, i tak kończy się cierpieniem i zgubą”
    http://www.astromagia.pl/astrologia/okiem-astrologa/883-imperium-uudy-i-pozorow

    Zostaliśmy skuszeni pozorami.

    „(…) Lucyfer, jak powiedziałem, to zło dobre. Oczywiście, „dobre” tylko pozornie.
    Specjalnością Lucyfera jest bowiem szerzenie złudzeń. Lucyfer głosi (ustami swoich wyznawców) pozornie piękne hasła: Ludzie, świat jest dobry! Dzieci, kochajmy się! Raj, wolność, powszechne szczęście są na wyciągnięcie ręki! Wystarczy… właśnie, co wystarczy? Oto oferty Lucyfera: uwierzyć ślepo w słowa pewnego „guru”. Odrzucić wstrętne wynalazki, jak reaktor atomowy, samochód, pieniądze. Wypuścić bandytów z więzień. Kochać się ze wszystkimi „braćmi” lub „siostrami”. Zafundować sobie odjazd za pomocą tabletki lub zastrzyku. Lucyfer głosi wolność bez odpowiedzialności. W dziedzinie myśli każe lekceważyć prawa materii (również psychologii, biologii, ekonomii…), tak jakby świat już tu na Ziemi składał się z samego ducha przesyconego miłością”
    http://gwiazdy.com.pl/component/content/article/4454-dwa-oblicza-za

    I na koniec Prokopiuk:

    „(…) Nie jest wykluczone, że New Age Movement jako całość jest inspirowany przez Antychrysta”

    „(…) Lucyfer wyciąga człowieka ze świata materialnego wyłącznie do świata duchowego. W jego sferze działania mieszczą się wszystkie eskapizmy, od najszlachetniejszych, mistycznych (np. orientalne), po najbardziej wredne i niszczycielskie jak narkomania”.
    http://www.gnosis.art.pl/numery/gn10_prokopiuk_mowi_intremed.HTM

    Patrząc na kolejne bzdety (jak w linku poniżej) nie trudo domyśleć się kto za tym stoi lub kto tak naprawdę tych ludzi inspiruje.
    http://czasprzebudzenia.wordpress.com/poczatek-nowego-swiata-rodzacy-sie-naszej-duszy-aleksander-deyev/

    Pozostaje droga środka, czyli odrzucenie Arymana i Lucyfera.

  15. Trzeba tylko dodać, że te idee (Lucyfer i Aryman) pochodzą z nauk Steinera. Historia dowodzi, że ta teoria jest bardzo słuszna, bo ludzkość niezawodnie daje się dymać tym dwóm kolesiom. Chrześcijaństwo, rewolucja komunistyczna, New Age, wzniesienie, przebudzenie ludzkości itp. to wszystko piękne idee Lucyfera, które naganiają idealistyczne owce do rzeźni Arymana. A jak owce już się w tej rzeźni znajdą, to wiadomo co jest później. Nowa Era to Era Wodnika i już widać, czym będzie. Żadne przebudzenie, tylko pseudonauka jako religia i technika służąca do kontrolowania i strzyżenia baranów. Podsłuch w każdym jabłku, kamera w makaronie, chipy w pieniądzach (jeśli w ogóle takowe się ostaną i nie zostaną zastąpione wirtualną fikcją), programowanie mentalności mas przez mendia, a nawet przez żywność, powietrze i satelity. Już widać, jak to działa, zamieniając ludzi w zombie i cyborgi. Ludziom można wmówić dosłownie wszystko, jeśli tylko pokażą to w telewizorni.

    Jaki stąd wniosek dla nas wszystkich?

    Nie wracać więcej na tę planetę!!!! Koniec wczasów na Niebieskiej Planecie, czas wracać do domu, gdzie rządzą prawa boskie, a nie szatańskie. Niech mnie Lucek w upę pocałuje!!!

  16. Rozumiem Astromario że wszyscy ktorzy mają jakieś pozytywne wiadomości dla ludzkości kłamią- np. Icke, Marciniak itp. ?? Czyli jesteśmy skazani >?
    Hmm no to bardzo kiepsko, hmmm to prawdziwy dramat dla tej planety :/ Czyli żadnej nadziei tylko śmierć, niewolnictwo,zniszczenie. Rozumiem też że każda nadzieja to kłamstwo….?? Hmm to całkiem niezły koszmar na kółkach.

  17. @TomaszFotograf

    Chyba nie zrozumiałeś o co mi przynajmniej chodziło. Icke nie obiecywał cudów na grudzień 2012. Nie mówił o przejściu do n-tej gęstości. Od początku mówł, że transformacja może trwać latami i nie polega to cudach na kiju ale na świadomości.Świadomości tego co jemy, kto nami rządzi, jak się leczymy i czego się uczymy w szkołach i samodzielnie.

    Ci wszyscy „pieprzyciele” o gęstościach obiecywali cuda na kiju w grudniu 2012. Fioletowy Płomień, Rajska, Kavasilas (czy jak mu tam), Melchizedek i wielu innych. To były bajki i o takich Lucyferycznych inspiracjach pisałem w poprzednim komentarzu.

    To nie chodzi o to, że nie mamy myśleć pozytywnie i działać. Bo to trzeba robić. Świadomość tego co to jest GMO, jak działają szczepienia, kto wymyślił globalne ocieplenie i dlaczego? Jak zatrzymać postępujące globalne państwo kontrolne. To są konkretne tematy a nie bajki o gęstościach, zmianie ludzkiego ciała i dodatkowej helisie DNA która wyrośnie nam może na czole (sic!!!).

    Wkurza mnie to, że Rozbicki dalej te bzdety promuje (linki w moim poprzednim komentarzu). Dlatego to jest przykład człowieka który nieswiadomie siedzi po butem Lucyfera. Chce dobrze, ma dobre chęci, jest dobrym człowiekam ale daje się robić w balona i sam promuje pierdoły. Od początku na tym blogu widzieliśmy czym smierdzi Rajska a on poszedł tańczyć z nią tango. A teraz dalej ma nowego „mistrza” którego bzdetne teksty wrzuca na swoim blogu. Za dużo naczytał się o gęstościach z czanelingów.

    Ludzie nie będzie przejścia do innej gęstości. To jest świat fizyczny i zawsze był fizyczny taka jest jego natura. Może być oczywiście lepszy i o to trzeba się starać. Oczywiscie są inne swiaty nie fizyczne bo ich natura jest niefizyczna. Przechodzenie pomiędzy tymi światami odbywa się przy pomocy reinkarnacji a nie zmianie gęstości światów. Ziemia to jest twarda szkoła i pewnie tak została zaprojektowana jej natura jest fizyczna.

  18. O to diablom chodzi, zeby z gory poddac sie , a to trzeba kupa mosci panowie i panie i obrzydzac diabelskie geszefty bojkotem .
    Moga cos tam straszyc niewidzialnymi bytami, ale tu na Ziemi musza smarowac kieszenie psow i calej bandy biurwokratow obslugujacych papierowego tygrysa .

    Czipy w banknotach mozna unieszkodliwic w kuchence mikrofalowej , a na nich trzeba podawac strony internetowe z Astromaria na czele..Sprzedawcy dymow boja sie przeciez najbardziej wlasciwych informacji ratujacych przed wpadaniem w rozne sieci i przykladowo …apteczne ,handlowe, sluzby zdrowia czy inne klamstwa goebbelsowskiej propagandy…

    Tylko glupi placi za trujace badziewie i traci przez to pieniadze, czas ,zdrowie, a na koncu zycie.

    Tylko ostatni kretyn wierzy w sciemy telawizyjne albo leci do kosciolkow z prosba o …cud czy wygrana w toto -lotka.
    Stare przyslowie mowi, ze jak bida, to do zyda, a jak po bidzie, to mam cie w dupie zydzie.

    Tylko, ze handlarze dymow wlasnie zrobili wszystko po to, zeby gojow uzaleznic od siebie na wiele sposobow wprowadzajac na pierwszym miejscu monopole i patenty i zeby wydawalo sie, ze bez tych ichniych wynalazkow i kontroli, to bedzie koniec swiata

  19. @Astromaria, dobrze, ze wrzuciliscie tutaj cos nowego, bo jeszcze na tej stronie nie bylam a piszecie tu fajne rzeczy. O Janie Pajaku nic nie slyszalam, wiec wielkie dzieki – rzucilam tam okiem i jest to kopalnia rozniastej wiedzy. Jedno co mnie martwi, to ze chyba zycia mi nie starczy zeby ponadrabiac cale masy zaleglosci. Czlowiek wiekszosc swojego zycia traci na uczenie sie pierdol, z ktorymi usiluje na tym padole przebrnac i nie ma pojecia, dlaczego do cholery jest taki nieszczesliwy? Ja nie mialam szczescia wzrastac w otoczeniu ludzi o otwartych umyslach a to poczucie bycia nieszczesliwa (bo ciagle nic mi sie nie chcialo zgadzac) z wiekiem coraz bardziej dokuczliwym tak mi wreszcie dokopalo, ze najpierw wpadlam w ciezka depresje a potem pelna para ruszylo moje wlasne myslenie co bylo tez poprzedzone wczesniej przeze mnie gdzies tu opisanym poczuciem oddzielenia sie od otaczajacej mnie rzeczywistosci. Jak patrze wstecz to wydaje mi sie, ze te wszystkie „nieszczescia” jak my je nieuswiadomionym umyslem postrzegamy sa czasami konieczne zeby moc osiagnac dno, od ktorego mozna sie porzadnie odbic i poplynac juz w inna strone gdzie ocean, ktory nas otacza nie jest juz taki straszny bo fale na nim robia sie coraz spokojniejsze. Podobnie jest z falami w naszych mozgach – tez lagodnieja i nadaja na innych frekwencjach nie przynoszac pozytku pasozytujacych na nas roznym Arymaniczno-Lucyferycznym czy gadzim aniolom zniszczenia.

  20. @ Kontra Systemowi: my tu nic nie wrzucamy, tylko czasem ktoś wykopie coś z archiwum. Nawigacja po blogu wygląda tak: po prawej stronie, nad boxem Facebooka, jest rozwijalne archiwum podzielone na lata i miesiące, ale w nim trudno coś znaleźć, bo to jest taki wielki wór bez dna. Łatwiej jest coś znaleźć klikając na kategorie – klikasz tę, która cię interesuje i wybierasz co ci pasuje. Można też użyć wyszukiwarki, na samej górze, po prawej – wpisujesz tam hasło (np. „eutanazja”, bo temat jest na topie albo „Lucyfer” albo cokolwiek) i wybierasz spośród tekstów z listy.

  21. Niech to będzie liustracja do moich poprzednich komentarzy. Posłuchajcie co Rozbicki mówi od 24 minuty. Słuchajcie uważnie i sami wyciągnijcie wnioski. Lucyfer to przebiegły cwaniak.

  22. @ Marcus: mam wrażenie, że się bardzo rozczarowałeś, że wraz z „końcem świata” nic się nie wydarzyło. Jeśli chodzi o Mikołaja, to wcale nie gada głupio.

    Ja na razie popadłam w lekką głupawkę, bo Saturn jedzie mi po całej grupie planet, co sprawia, że wszystko stało się dla mnie jakieś ciężkie i trudne, pisanie również. Saturn nastraja bardzo krytycznie wobec siebie samego, dlatego cokolwiek napiszę wydaje mi się głupie. Mam mnóstwo zaczętych tekstów, ale wszystkie poddałam miażdżącej krytyce i trzymam je w kompie. Równie krytyczny stosunek mam do rzeczywistości i całej ludzkości i dlatego ostatnio tak pesymistycznie się tu wypowiadałam.

    Los ludzkości nie jest wcale przesądzony. Jesteśmy w tej chwili w punkcie krytycznym. Kiedyś pisałam, że pacjent jest w stanie krytycznym i najbliższy czas pokaże, czy przeżyje. Na razie jeszcze nie wiadomo, ale jak się dobrze zastanowić, to nie jest tak całkiem źle. Wojna z Iranem do tej pory nie wybuchła, a ona miała być początkiem tworzenia chaosu, który ma doprowadzić do stworzenia rządu światowego. Bez tego plan się nie powiedzie. Ale dziś planowi zagraża coś innego, o wiele bardziej niebezpiecznego – świadomość owieczek. Ludzie już wiedzą, co władza knuje i ta świadomość rośnie lawinowo. Poczytałam komentarze pod artykułami o szczepieniach, zatrutej żywności itp. i widzę, że niemal wszyscy komentujący piszą to samo: że jest spisek elit, że kryzys jest sztuczny, że politycy to sprzedawczyki, że przeprowadzana jest depopulacja, że ludzkość musi się przebudzić i powiedzieć w końcu DOŚĆ! Komentarze popierające ten burdel są zdecydowaną mniejszością. Grypa też jakoś przycicha. Obejrzałam Fuckty i nie usłyszałam o niej ani słowa. Z tego wniosek, że plan szczepień prawdopodobnie znowu nie wypali z braku chętnych do podstawiania ramienia.

    W polityce też coś się zmienia. Jest akcja z JOW-ami i demokracją bezpośrednią, Waldemar Deska dzielnie walczy, pokrzywdzeni lecz niepokonani też robią szum – może coś się z tego wykluje.

    Jak mi się to wszystko poukłada z rozumie, to napiszę co przewiduję. A teraz idę spać, bo mi się strasznie mąci w głowie.

  23. @Astromaria

    Nie tyle się roczarowałem tym, że się nic nic nie wydarzyło ale bardziej rozczarowałem się sobą. Tym w jakie głupoty wierzyłem, gdzie był wtedy mój rozum pewnie w czarnej dupie. Sprowadzałem nawet książki New Age z USA. Te ciągłe pieprzenie o kierowaniu się sercem wyłącza rozum. Pierwsze przykazanie New Age – kieruj się głównie sercem, wtedy nie będziesz myślał logicznie i kupisz kota w worku którego ci sprzedajemy.

    Co do Mikołaja:

    „(…) Marcus: mam wrażenie, że się bardzo rozczarowałeś, że wraz z “końcem świata” nic się nie wydarzyło. Jeśli chodzi o Mikołaja, to wcale nie gada głupio”

    W 24 minucie wychwala jakie to są pozytywy mieszania ludzi z jaszczurami !!!

    Na swojej stronie promuje jakiegoś Aleksandra Deyev’wa. Ciągle wrzuca jego taksty więc to musi być ktoś duchowo ważny dla Mikołaja. Nowe „guru” po Rajskiej. Dla mnie Deyev gada pierdoły no n – tej potegi.
    Chciałem to Mikołajowi napisać ale wyłączył komentarze na swoim blogu (?!), widocznie ludzie nieźle dali mu popalić co widać po komentarzach na you tube.

    „(…) Ja na razie popadłam w lekką głupawkę, bo Saturn jedzie mi po całej grupie planet, co sprawia, że wszystko stało się dla mnie jakieś ciężkie i trudne, pisanie również”

    Mam to samo, jestem krytycznie pobudzony wobec wszystkiego. Wybacz więc, że jestem upierdliwy.

    Dla mnie temat Mikołaja i 2012 jest skończony i już nie będe zanudzał nikogo w tej sprawie. Pozdrawiam wszystkich. Szczęścia w Nowym Roku. Ja udaje się do „oazy” wyciszenia.

  24. Mikołaj nie wychwalał pozytywów mieszania ludzi z Jaszczurami, ale mówił, że to jest faktem i że ma to swoje dobre strony. A ja powiem, że to nie jest ani dobrze ani źle, tylko po prostu jest. Ludzkość jest gnębiona, ale sama jest sobie winna, a co więcej, to gnębienie może jej wyjść na dobre, bo co nas nie zabije, to nas wzmocni.

    Co do wyciszenia, to i ja go potrzebuję.

  25. Mario dzięki Ci za podzielenie się swoją wiedzą o Saturnie bo myślałam,że dopada mnie znowu depresja…ale jeśli to wina „nieba” to oby jak najszybciej ten czas minął bo nastraja pesymistycznie :/

  26. Dobrze macie, macie jakiekolwiek tranzyty. Ja od jakiegoś czasu nie mam żadnych i aż wariuję z niechęci i znudzenia ogolnego.

  27. @ Magmarjo: Saturn działa teraz na mnie, ale nie wiem, czy na ciebie, bo to zależy od horoskopu indywidualnego. A ogólnie to powinno być lepiej, bo dnia przybywa i leży śnieg. Słońce odbite od śniegu też działa leczniczo.

  28. @Astromario, w moim poscie (75) nie mialam na mysli mojej nieporadnosci w wygrzebywaniu tematow. Masz ich pelno i jeszcze nie wszystko dalam rade przejrzec. Ale dzieki temu, ze ktos wrzuca jakis nowy komentarz w temacie (starym), ktorego jeszcze nie odwiedzilam, z ciekawosci zagladam i czytam wszystkie w nim wpisy. I tak doczytalam sie w Twoim wczesniejszym poscie w temacie o Steinerze, do ktorego sie wczesniej nie dokopalam, zdawkowej wzmianki o Janie Pajaku, ktorym sie zainteresowalam. Na bierzaco dzieje sie tyle, ze nie nadazam za uzupelnianiem wiedzy zawartej tez w Twoim blogu, ktory prowadzi mnie na dalsze „odkrywcze” sciezki. Tak czy siak, ciesze sie, ze mam moznosc dochodzena do wiedzy roznymi drogami. Jak madrzy ludzie powiadaja, jak uczen gotowy to i nauczyciel sie zjawia :tak:

  29. @ Marcus: „Nie tyle się roczarowałem tym, że się nic nic nie wydarzyło ale bardziej rozczarowałem się sobą. Tym w jakie głupoty wierzyłem, gdzie był wtedy mój rozum pewnie w czarnej dupie. Sprowadzałem nawet książki New Age z USA. Te ciągłe pieprzenie o kierowaniu się sercem wyłącza rozum. Pierwsze przykazanie New Age – kieruj się głównie sercem, wtedy nie będziesz myślał logicznie i kupisz kota w worku którego ci sprzedajemy.”

    Marcus widzę, że Ty nawet nie wiesz, co to jest słuchanie serca. Wyjaśnię dość ogólnie- jest to słuchanie intuicji, która przybiera różne postacie.
    Słuchać intuicji trzeba się nauczyć. Ludzie często biorą podszepty ego za intuicję, a tymczasem ona nie ma z intuicją nie wspólnego.
    Gdybyś słuchał intuicji (po „wyrobieniu” sobie jej), to nie przeżyłbyś żadnego rozczarowania. Wiesz dlaczego wierzyłeś a nie wiedziałeś…? (to różnica) bo nie masz intuicji (nie słuchasz głosu serca). I tu wyjaśnię, nie jestem zwolenniczką NEW AGE, ale przyznać muszę, że czasami dobrze gadają, np. z tym słuchaniem serca (intuicji).
    Marcus, jeśli chcesz wyrobić sobie intuicję, to zabierz się do uzdrawianie negatywnych programów podświadomości, negatywnych emocji i fałszywych przekonań.
    Dodam, że w osławionym dniu majańskim miało dość do transformacji nas samych, ale tylko tych przygotowanych na taką transformację. Jedni jej dostąpili, inni nie. Ponadto uważam, że za bardzo przywiązujesz wagę do dat, a przecież one są symboliczne, umowne.

  30. @Marcus: „Raz miałem potężny paraliż, myślałem, że umieram. W myślach (bo nie możesz wtedy mówić) krzyczałem nie !! nie !!!. Po kilkunastu sekundach to ustało. A ja zobaczyłem dziwny zarys postaci obok mojego łóżka, coś jak duch, przezroczysty obłok mgły. Po chwili to znikneło. To tak jakby ktoś/ coś przyszło się nakarmić moim kosztem. Unieruchomiło mnie, nakarmio się i odeszło. Piszę to serio, to prawda tego doświadczyłem na szczęście tylko pare razy w całym życiu. Tylko raz po paraliżu to coś/kogoś widziałem ale ten paraliż był najśilniejszy.

    Może ktoś z Was miał podobne doświadczenia?”

    Ja miałam podobne doświadczenie wiele lat temu. Pomogła mi się pozbyć tego krótka modlitwa.

  31. @Sabrina

    „(…) Dodam, że w osławionym dniu majańskim miało dość do transformacji nas samych, ale tylko tych przygotowanych na taką transformację. Jedni jej dostąpili, inni nie”.

    Wymień tych którzy jej dostąpili !!!

    Melchizedek „guru” New Age’owców w swoich książkach podawał, że zmiany dostąpią wszyscy, bezwzglednie wszyscy.

    Transformacja w dniu majańskim to bzdet nie było jakiejkolwiek transformacji.

    „(…) Ponadto uważam, że za bardzo przywiązujesz wagę do dat, a przecież one są symboliczne, umowne”

    To oni New Age’owcy tą datę podali i to oni się jej kurczowo trzymali. Miały być trzy dni ciemności i miała być transformacja. Nic nie było.

    „(…) Słuchać intuicji trzeba się nauczyć. Ludzie często biorą podszepty ego za intuicję, a tymczasem ona nie ma z intuicją nie wspólnego”

    Podaj techniki nauczenia się słuchania intuicji. Podaj kryteria odróżnienia podszeptów ego od intuicji. Co to są podszepty ego? Podaj kryteria i definicję.

    „(…) Marcus, jeśli chcesz wyrobić sobie intuicję, to zabierz się do uzdrawianie negatywnych programów podświadomości, negatywnych emocji i fałszywych przekonań”.

    A jak się uzdrawia negatywne programy podświadomości? Jakies techniki czy może psychoanaliza?

    Co do fałszywych przekonań to już z Nowym Rokiem się ich wyzbyłem wyrzucając cała filozofie New Age do kibla tam gdzie jest jej miejsce. Spłukałem głośno wodę i usłyszałem szum wolności. Wolności od bzdetów.

    „(…) I tu wyjaśnię, nie jestem zwolenniczką NEW AGE, ale przyznać muszę, że czasami dobrze gadają, np. z tym słuchaniem serca (intuicji)”

    Wygląda na to, że jesteś zwolenniczką New Age. Bo to własnie New Age po raz pierwszy wykreowała termin „serce = intuicja”. Wcześniej serce było dla zakochanych a intuicja pomagała podejmować decyzje.

    „(…) Marcus widzę, że Ty nawet nie wiesz, co to jest słuchanie serca. Wyjaśnię dość ogólnie- jest to słuchanie intuicji, która przybiera różne postacie”

    Byłem kilka razy zakochany w życiu więc wiem co to jest słuchanie serca. Chyba, że i tu New Age ma swoje nowoczesne inne spojrzenie na serce, niż moje klasyczne które np. nawiązuje do poezji romantycznej.

    Jeżeli intuicja przybiera różne postacie to wymień jakie to są.

    „(…) Wiesz dlaczego wierzyłeś a nie wiedziałeś…? (to różnica) bo nie masz intuicji (nie słuchasz głosu serca)”

    Różnica jest jednak inna. To ruch New Age chciał abym UWIERZYŁ w „transformacje 2012” a ja WIEM, że to bzdura która nie nastąpiła. Różnica między wiedzą a wiarą jest taka, że wiedza weryfikuję wiarę. Styczeń 2013 zweryfikował rok 2012. Bezczelność tych guru polega na tym, że teraz mówia o magicznym roku 2013 lub 2014. Jeden z nich to autorytet dla Rozbickiego którego ciągle cytuje na swoim blogu. W 2015 guru będą mówić o „magicznym 2016”. W matematyce to się nazywa ciąg nieskończony.
    Jak widzisz to New Age’owi guru przywiązują się do dat a nie ja.

    Tak sobię teraz myśle, że może jednak ten Saturn działający z początkiem roku nie jest taki zły. Wyzwolił mnie z iluzji, zaklinaczy owiec, fantastów od bzdetów.

    Droga Sabrinio, wierz sobie w co chcesz. W baśnie i bajki z krainy tysiaca nocy. Pozdrawiam.

  32. W ogole to NAge wylansowal slowo „transformacja” i ponabijal to ludziom w glowy. Prawdziwa ezoteryka mowi o rozwoju, ktorego zakonczenie to smierc-narodziny oczywiscie w sensie przenosnym, gdzie w miejsce ograniczonego pojmowania i rozumienia nieswiadomego rodzi sie pelna, nie ograniczona przez ego swiadomosc. Dopiero tego typu swiadomosc jest w stanie zrozumiec co to jest ta absolutna milosc, Czlowiek oswiecony to taki, ktory w drodze swojego rozwoju jakby jeszcze raz sie narodzil jako niemowle, ktore jest sama miloscia i zna tylko milosc. My, ktorzy dopiero kroczymy droga rozwoju wcale nie znamy lepszej milosci jak ci, ktorzy sa jeszcze zupelnie „ciemni” i nigdy im w glowie pomysl na rozwoj ducha nie powstal. Szczegolnie kobiety wzdychaja do czasow romantycznej milosci opisywanej przez poetow, kiedy to mezczyzna o serce swojej wybranyki nawet sie pojedynkowal, obsypywal ja kwiatami, odnajdowal odcisk jej stopki na piasku, itp. A malo kto widzi, ze ta romantyczna milosc jest miloscia nieszczesliwa, ograniczajaca zycie, bo bez ukochanej osoby zakochani zyc nie potrafia. A dlaczego? Ano dlatego, ze to wlasnie nie jest ta autentyczna, niczego nie chcaca miloscia, to jest milosc egoistyczna, ktora czegos oczekuje, oczekuje przede wszystkim wzajemnosci, jest ograniczajaca, osaczajaca i duszaca, jest wyobrazeniem kazdego z zakochanych, jak wedlug niego ta milosc powinna wygladac i projekcja tych wyobrazen na ukochana osobe, ktora ma zapewnic ci szczescie tak jak ty je pojmujesz a sam nie jestes w stanie o swoje szczescie zadbac bo nie masz o nim pojecia. Nam sie wydaje, ze szczescie musi pochodzic z zewnatrz i dlatego rozgladamy sie za takim partnerem/partnerka, ktore maja za zadanie nam tego szczescia dostarczyc. Na tym polega nasza egoistyczna milosc.

  33. Nie tylko New Age oszukuje ludzi bujdami o transformacji. Chrześcijaństwo oparte jest na bujdach o zbawieniu i apokaliptycznym końcu świata, po którym ma nastać raj na ziemi. Od 2 tysięcy lat wierzą w to miliardy owiec, dzięki czemu z takim sukcesem banda psychopatów na naszych oczach realizuje ten scenariusz. Ludzie dadzą się zachipować, bo wierzą, że potem przyjdzie Zbawiciel i ich wyrwie z łap Szatana.

    Na tej więziennej planecie nie dałoby się żyć bez wiary w cuda. To właśnie dlatego, ku pokrzepieniu serc, nasi pasterze opowiadali te wszystkie bujdy o transformacji, wzniesieniu i cudownym przebudzeniu owiec. Każdy, kto ma oczy widzi, że owce są niereformowalne. Ludzkość, w swojej masie, śpi snem kamiennym. Na szczęście przebudziło się sporo ludzi, co daje podstawy do niewielkiego optymizmu. Dzięki tym świadomym ludziom spiskowcy będą mieli trudniej i będą musieli nieco zmodyfikować swoje plany. Może uda im się totalnie zniewolić część ludzkości i przeprowadzić plany w mniejszej skali. Sądzę, że świadoma część ludzkości jest na tyle liczna, że zapewni sobie niszę ekologiczną, taką oazę wolności, gdzie będzie mogła żyć po swojemu. Możliwe, że powstaną dwie ludzkości (ludzkości dwóch prędkości, hehe). Jedni będą żyli pod opieką „hodowców”, jak mszyce hodowane przez mrówki, i ci będą poddani „cyborgizacji”, a drudzy wrócą do Natury, korzystając z energii odnawialnej i uprawiając ziemię we współpracy z Siłami Kosmosu. Prawdopodobnie po latach pamięć o tym podziale zaniknie i będzie żyła tylko w postaci legend.

  34. @ Marcus: Już Ci odpowiadam 😉

    „Wymień tych którzy jej dostąpili !!!

    Melchizedek “guru” New Age’owców w swoich książkach podawał, że zmiany dostąpią wszyscy, bezwzglednie wszyscy.

    Transformacja w dniu majańskim to bzdet nie było jakiejkolwiek transformacji”

    U kilku moich znajomych nastąpiły wyraźne zmiany transformacyjne, np. pojawiła się u nich bezinteresowna miłość do wszystkiego co jest, poczucie jedności ze wszystkimi i inne. Tutaj dodam, że każdy z nich zajmował się duchowością. Nie zauważyłam, taki i podobnych „symptomów” u osób, które duchowość upatrują w katolicyzmie (chodzą na masze, do spowiedzi itd”.

    „To oni New Age’owcy tą datę podali i to oni się jej kurczowo trzymali. Miały być trzy dni ciemności i miała być transformacja. Nic nie było”.

    3 dni ciemności ha ha ha. ;-)Ja od początku wiedziałam, że ich nie będzie, bo intuicja mi tak podpowiadała, co do transformacji ludzkości w dniu 21 grudnia, mówiła to samo. Zresztą wiele innych źródeł tez o tym „trąbiło”

    „Podaj techniki nauczenia się słuchania intuicji. Podaj kryteria odróżnienia podszeptów ego od intuicji. Co to są podszepty ego? Podaj kryteria i definicję”.

    Kiedyś, w którymś poście pisałam Ci o tym. Możliwe, że go przeoczyłeś, bo nie sposób czasami nie przeoczyć jakieś posta w gąszczu pozostałych ;-). Intuicja przejawia różne formy. „Najsłabszym” jest przeczucie, które mocno kłóci się z rozumiem. Po czym rzeczywistość weryfikuje, że intuicja miała rację, a nie rozum. Może też przybierać formę energii wypływającej z serca (tam mieszka intuicja). Mogą tez to być gotowe odpowiedzi (nadesłane czasami przez trzecie oko, bo serce jest z nim połączone). Czasami są to słowa lub zdania, które rzeczywistość weryfikuje. Kiedy indziej olśnienie (to jest specyficzna forma intuicji, która powstaje w określonych sytuacjach). Są też inne formy. Nie sposób ich wszystkich wymienić, gdyż jego forma jest czasami nieprzewidywalna, a czasami niedopisania.

    Nie ma kryteriów odróżniania ego od intuicji, to się wie, nie da się to komuś opowiedzieć, gdyż różnice są subtelne. Ale możesz być pewny, ze jeśli coś nie potwierdza się w rzeczywistości, to jest to podszept ego, a nie intuicja.
    „Co to są podszepty ego?” No, właśnie t, co Ty masz, a bierzesz to za intuicje. Inaczej nie umiem Ci tego wytłumaczyć. Przyjrzyj ie temu co nazywasz intuicją, a z czasem zorientujesz się.

    Intuicję bardzo trudno się definiuje, a kiedy ona się pojawia, to każdy wie, ze to intuicja, bo jej nie można pomylić z niczym innym. Trzeba obserwować podszepty zarówno ego jak i intuicję, wtedy nabiera się doświadczenia w odróżnianiu ich- to jest chyba jedyna metoda, jaka przychodzi mi do głowy. Ja miałam „z górki” bo intuicja od dziecka mi towarzyszyła, a z czasem się wyostrzała.

    „A jak się uzdrawia negatywne programy podświadomości? Jakies techniki czy może psychoanaliza?”

    Jest nimi wiele technik, ale- moim zdaniem są one mało skuteczne – stąd napisze Ci z jakiej ja korzystam i jestem z niej bardzo zadowolona. Ja stosuję Kod uzdrawiania Aleksandra Loyda. Polecam, jeśli chcesz uzdrowić swoje destrukcyjne programy, emocje, fałszywe przekonania i to u samego źródła. 😉

    „Wygląda na to, że jesteś zwolenniczką New Age. Bo to własnie New Age po raz pierwszy wykreowała termin “serce = intuicja”. Wcześniej serce było dla zakochanych a intuicja pomagała podejmować decyzje”.

    Jak już Ci wcześniej wspomniałam nie uznaję New Age, w tym żadnej sekty i religii. Nie wiem, czy to New Age, jako pierwsza wykreowała termin serce- intuicja. Ale jeśli faktycznie to „ich sprawka”, to muszę przyznać im rację, bo trafili w sedno, gdyż intuicja pochodzi z serca!!!! a nie z rozumu. I słyszy się ją na poziomie serca. Co więcej, ona tam „mieszka”. Ale, żeby o tym wiedzieć, wpierw trzeba mieć intuicję.

    „Byłem kilka razy zakochany w życiu więc wiem co to jest słuchanie serca. Chyba, że i tu New Age ma swoje nowoczesne inne spojrzenie na serce, niż moje klasyczne które np. nawiązuje do poezji romantycznej.
    Jeżeli intuicja przybiera różne postacie to wymień jakie to są”.

    Postacie już Ci wymieniłam powyżej ;-). Musze Cie zasmucić, intuicja nie ma nic wspólnego z zakochaniem się, a ni z głosem serca zakochanego. Posłużę się przykładem z mego życia. Kiedyś trafiłam na faceta, w którym się zakochałam, ale intuicja mi podpowiadała, że to nie jest facet dla mnie. Ja jej nie słuchałam i bardzo tego pożałowałam.

    „Różnica jest jednak inna. To ruch New Age chciał abym UWIERZYŁ w “transformacje 2012″ a ja WIEM, że to bzdura która nie nastąpiła. Różnica między wiedzą a wiarą jest taka, że wiedza weryfikuję wiarę. Styczeń 2013 zweryfikował rok 2012. Bezczelność tych guru polega na tym, że teraz mówia o magicznym roku 2013 lub 2014. Jeden z nich to autorytet dla Rozbickiego którego ciągle cytuje na swoim blogu. W 2015 guru będą mówić o “magicznym 2016″. W matematyce to się nazywa ciąg nieskończony.
    Jak widzisz to New Age’owi guru przywiązują się do dat a nie ja.”

    Domyślam się, że New Age nie kazał Ciczytać swoich frazesów, sam to zrobiłeś i sam dałeś im wiarę, więc pretensje miej do siebie. Naucz się brać odpowiedzialność za swoje myśli, słowa i czyny.
    Z tego co wiem, to Mikołaj od początku jest przeciwko New Age i od dłuższego czasu mówił, że z dniem 21 gru. nic się nie wydarzy, a wszyscy którzy myślą inaczej (tak jak Ty), czeka ich rozczarowanie i frustracja. No i… jak widać nie pomylił się wcale.

    Marcus… wiesz.. tak mi się wydaje… że to Ty masz problem. Mikołaj się przetransformował i nie gadał tych bzdur, które mu wciskasz (znam Jego blog). A co do mnie to ja wierzę, jedynie swojej intuicji, stąd nie przeżyłam żadnego rozczarowania i ciągle widzę zmiany, jakie dokonują się we mnie. Czego Tobie życzę z całego serca. 😉 Moim zdaniem, Marcus, za szybko się podajesz. Zacznij wierzyć w siebie i w sobie szukać transformacji, a nie na zewnątrz. Pozdrawiam

W tym blogu komentarze są równie ważne jak teksty na stronie głównej, dlatego bardzo proszę o trzymanie się tematu! Wolną dyskusję prowadzimy w Hyde Parku, a o zdrowiu w Zdrowotnym Hyde Parku. Jeśli Twój komentarz się nie ukazał przeczytaj zasady komentowania bloga (patrz strony na górze bloga). Komentarze nie na temat będę kasować, a awanturników banować!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s